Ej misie moje,tęskniłam! Wyzwanie z detoksem od mediów społecznościowych było mi bardzo potrzebne. Musiałam się zastanowić, na ile jestem tu z przyzwyczajenia, a na ile z własnej, autentycznej chęci. Oczywiście godzina dziennie to utopia, moja średnia to 1h 35 minut. Nie jest usprawiedliwieniem poniedziałkowy live ani Q&A, po prostu - nie ogarniałam w godzinę! A to i tak czas, do którego nie wlicza się przeglądanie insta z fejkowego konta 🤣
Tęskniłam! Zrobiłam właśnie śliwki w boczku na blogowigilię i uciekam nagadać się z ludźmi, bo z niektórymi rzadko jest okazja się spotkać! Ale tęskniłam też za niektórymi stories i czuję, że śledzę tu na IG fajnych ludzi, skoro brakowało mi ich paplania.

Przy okazji! Chłopaku, nie polecam siebie na koleżankę twojej dziewczyny! Mam małą obsesję na punkcie zastanawiania się, czy każda sytuacja w której jestem, jest moim świadomym wyborem. Już 2 razy mi się zdarzyło, że jakaś koleżanka powiedziała „wiesz co Ania? Tak sobie myślałam o tym co mówiłaś, wiesz, o rzeczach, które robimy z przyzwyczajenia albo nawyku i doszłam do wniosku, że muszę się rozstać z Tomkiem”

Baduum-tss🥁

#aniamaluje #szczerze_pisząc #blogowigilia #śliwkiwboczku #grudzień #gotowanie #blogerka

Ej misie moje,tęskniłam! Wyzwanie z...

Jakiś czas temu Basia (@barbgrabowska) musiała się tłumaczyć, że może być jednocześnie feministką i być zauroczona postacią Berlina z La casa de papel. Chwilę później ktoś udostępnił artykuł z pytaniem, „Czy feministka może być uległa w łóżku?” w tytule. 
W książce, którą właśnie czytam jest mnóstwo głosów przerażonych mężczyzn, którzy mają jakieś tam fantazje aby ich partnerka (kobieta!) dokonała na nich penetracji albo chcą być stroną otrzymującą przyjemność podczas rimmingu. No i to rodzi w ich głowie pytanie, czy nie czyni ich to mniej hetero, albo czy mężczyzna hetero w ogóle może mieć takie fantazje.

Czy można być za prawami kobiet i nie lubić Tarantino za to, że brzydko traktował Umę Thurman, ale jednocześnie uważać, że „Pulp fiction” to dobry film? 
Czy można wierzyć ofiarom (prawdziwej lub nie, już się nie dowiemy) pedofilii Jacksona, ale jednocześnie tupać nóżką do jego piosenek?

Miałam w głowie te wszystkie pytania, które widziałam ostatnio w sieci, gdy tłukłam się z myślami, czy napisać ten tekst o tym, co fascynuje mnie w Putinie, czy nie.
I napisałam, bo w moim świecie ludzie są na tyle inteligentni by wiedzieć, że rzeczy nie są czarne lub białe, bo miedzy nimi jest tyle odcieni szarości, że tylko osoby wybierające odcień ściany w salonie zdają sobie sprawę.
Bo wierzę, że żyjemy w świecie, w którym można rozdzielić czyn albo dzieło od człowieka i że działa to w dwie strony, bo dzieło też nie jest żadnym usprawiedliwieniem dla niegodziwości.

Ale myśląc o pytaniach zadawanych Basi, chciałabym tylko poprosić - jeśli nadajecie sobie jakieś etykietki, to proszę uważajcie, by nie stać się ich niewolnikami. 
Nie wiem czemu jako tło do tego wpisu wybrałam zdjęcie z San Marino💁🏻‍♀️ Wiem natomiast, że tekst o tym, co kręci mnie we Vladimirze Putinie jest na blogu. I jest napisany szczerze.

#szczerze_pisząc #sanmarino #zamek #castle #jesieniara #liście #jesień #autumn #etykietki #aniamaluje #podróże #podróżemałeiduże #travelgirl #girlwhotravels

Jakiś czas temu Basia (@barbgrabowska)...

- Chcesz spróbować?
- Jasne!
Wolę czegoś spróbować z myślą, że najwyżej mi się nie spodoba, niż nie spróbować i żałować. W Malezji nadarzyła się okazja do sadzenia ryżu🌾 fajna przygoda! (Do momentu, aż coś dziwnego przepełzło po mojej stopie😅) A teraz siedzę i czytam wszystko o tym, jak ogarnąć przesiadkę w Chinach! Lecę w lutym do Wietnamu (znaczy loty mam do Bangkoku, ale resztę jakoś ogarnę!) i polowałam na sensowną przesiadkę aby zobaczyć #Pekin ♥️ marzyło mi się Zakazane miasto, ale teraz napaliłam się na Wielki Mur Chiński. Będę mieć 16h (gdzie same formalności wizowe to podobno 2-3h😱) i będę zupełnie sama, ale na samą myśl szczerzę się jak szalona 😁 co może pójść nie tak? Wszystko! Mogę nie dostać wizy, może oszukać mnie kierowca, przechowalnia bagażu może nie być czynna, mogę nie zdążyć na przesiadkę do Bangkoku... YOLO! Przeczytałam już cały internet, ale zapytam też tutaj - czy jest wśród Was ktoś, kto przebiegł przez Pekin podczas tej szalonej przesiadki?
Mam ochotę na trudne ustawienia tej gry i zrobić trasę nie z wynajętym kierowcą, ale pociągami i autobusami. No risk no fun!

W ogóle chciałabym, aby ta podróż była trochę inna i wypchnęła mnie mocniej ze strefy komfortu. Nie będę rezerwować noclegów z wyprzedzeniem, chcę przemieszczać się bardziej jak lokals, nie planować za dużo i dać się ponieść chwili. Będzie fajnie!🙃 #podróże #podróżemałeiduże #wakacje #Azja #Chiny #Malezja #bejing #travelgirl #adventure #discoverunder50k #girlswhotravel #malaysia #china #riceplanting

- Chcesz spróbować? - Jasne!...

Wstałam dzisiaj o 11:05. To oznacza, że sąsiedzi musieli mnie nienawidzić, bo mam zawsze taki ostateczny jak „final Call” na lotnisku budzik ustawiony na 10:30 w razie gdyby nic wcześniej mnie nie obudziło. Wyje jak syrena alarmowa! Nie słyszałam go!

Zawsze śpię jak zabita, gdy odreagowuję emocje. Próbuję od kilku dni pomóc z czymś bliskiej osobie i bardzo wyczerpuje mnie to emocjonalnie. 
Tak samo mocno jak dzisiaj, spałam kiedyś  po urodzinach Agi, mojej dobrej koleżanki. Lubię myśleć, że to wino, ale jestem niemal pewna, że to oglądanie „Leaving Neverland” sprawiło, że dziewczyny nie mogły mnie dobudzić.
(Polecam się na imprezy, oglądanie dokumentu o pedofilii, świetna zabawa tylko ze mną!). Jestem osobą, której ludzie zwierzają się z różnych okropnych rzeczy, które kiedyś ich spotkały na zasadzie „jesteś pierwszą osobą, której o tym mówię”. Czytam wszystko o przemocy wobec dzieci, bo moim największym strachem gdy z nimi pracowałam był strach o to, że kiedyś jakieś dziecko wybierze mnie na jedyną osobę której powie, że jest bite albo dręczone w inny sposób, a ja nie będę potrafiła skutecznie zareagować. Albo postąpię zgodnie z procedurami i w tym czasie stanie się coś najgorszego.

Moim największym strachem w życiu jest to, że nie będę potrafiła pomóc komuś, kogo kocham. Towarzyszy mi to od momentu, gdy jako ośmiolatka obserwowałam umierającego na raka dziadka. Czułam bezsilność i to jest najgorsze uczucie jakie potrafię sobie wyobrazić. 
Jeśli go nie rozumiesz, obejrzyj „Nocturnal animals”, film w którym niemal czułam ból głównego bohatera.

Właśnie przez sen wymyśliłam rozwiązanie sytuacji, która mnie dręczyła. Dawno nie czułam takiej ulgi! Nie umiem jej opisać, pragnę się tym podzielić!

Mam ochotę mówić ludziom wszystkie te miłe rzeczy, które o nich myślę, ale jakoś zawsze zostały niewypowiedzianymi myślami. 
A ciebie zapytam tak bardzo szczerze, nie na tym poziomie, na którym odpowiadamy „pająki”, tylko głębiej - czego najbardziej w życiu się boisz? 
#szczerze_pisząc #myśli #aniamaluje #grudzień #dzieciństwo

Wstałam dzisiaj o 11:05. To...

Tak jakoś wyszło, że co roku odwiedzam #Włochy i #Lwów🥰 
Dzisiaj omal nie kliknęłam biletów do Bari (po 139 zł w dwie strony👍🏻), bo ogromnie tęsknię za tą pizzą🍕Mamma mia! 6€ za set #pizza+#piwo, 10€ jeśli dochodzi mnóstwo talerzyków z przystawkami. No i jeszcze na koniec shot #limoncello.
I kusiła ta teleportacja, do kraju uśmiechniętych ludzi! Śpiewających podczas pracy, gotujących obłędnie dobrze i mających tak melodyjną mowę, że chcesz każdemu mówić: Ciao!👋🏻 Już widziałam, jak chodzę sobie w lekkiej jesiennej kurtce i sukience maxi po włoskich uliczkach i raz na jakiś czas sięgam po przekąskę za 2€, absolutnie niczego więcej nie potrzebując do szczęścia🥰Kiedyś poparzyłam sobie taką język, tak bardzo nie mogłam się jej doczekać! 
I chociaż „mam ochotę na pizzę, polecę do Włoch” wydaje się tekstem rzucanym raczej przez bogaczy, to zapewniam - wcale tak nie jest! Włoski #citybreak bywa tańszy niż weekend w Polsce.

Tym razem odpuściłam, zapał mi minął w momencie, gdy upiekły mi się pomidory i na nich rozlała mi się pyszna #burrata. Ale może komuś ten pomysł umili grudzień? 
Psst, po wpisaniu w Google „aniamaluje+Bari” wyskoczy fajny plan mojego wyjazdu z 2017 ;)
Psst 2! W przypiętych relacjach kod na stówkę na nocleg via Airbnb ;) ⭐️⭐️⭐️Gdybyś mógł, mogła, teleportować się teraz w dowolne miejsce na całej planecie, które byś wybrał/a? ;) #

#podróże #girlswithgluten #pizza🍕 #pizzalovers #italia #bari #włochy #podróżemałeiduże #girlswhotravel #aniamaluje

Tak jakoś wyszło, że co...

Poznałam ostatnio super sposób na produktywność! Nie pamiętam kiedy z takim zapałem realizowałam swoje zadania😀. @magdalena_komsta zdradziła mi super sposób na motywację - jeśli nie zrobię tego, co sobie założyłam, będę musiała wpłacić jakąś kwotę na organizację będąca światopoglądowo na przeciwnym biegunie co ja. Np. Ordo  Iuris.
Działa jak złoto! Nawet jak mi się nie chceeee to myślę sobie - o nie, muszę to zrobić, nie dam sobie psychicznie rady z myślą, że ich wspieram! 
Dodatkowo kupiłam sobie nagrodę w postaci biletów do Azji. Myśl o cudownym, wilgotnym powietrzu napawa mnie takim optymizmem, że aż chce się pracować!

Także jeśli masz problem z pisaniem magisterki albo czymś w tym stylu - pomyśl o metodzie Magdy, jest doskonale skuteczna!

#podróże #podróżemałeiduże #aniamaluje #travelgirl #czerwonasukienka #szczerze_pisząc #motywacja #reddress #palmy #karaiby #gwadelupa

Poznałam ostatnio super sposób na...

W gimnazjum rodzice nie kupili koledze zeszytu ćwiczeń, więc skserował kilka stron, by odrobić zadanie domowe. Ku mojemu zdziwieniu dostał jedynkę za „nieprzygotowanie do lekcji”. Miał zadanie!!! Nie lubiliśmy się wtedy, chyba pierwszego dnia nazwał mnie kujonem i deską, ale tak wkurzyła mnie postawa nauczycielki, że zaczęłam się z nią wykłócać o to, czy jest normalna i kolegi bronić. Odrobił to durne zadanie! Nie było jego winą, że rodzice nie zapewnili mu podstaw, a chodziłam do klasy z uczniami z okolic mocno „defaworyzowanych”, jak to się ładnie nazywa. Miałam lipę u tej nauczycielki, ale nie żałuję!

Uwielbiam tworzyć materiały o prawach ucznia. Szczególnie w takich małych mieścinach jak moje (nauczyciele są często radnymi!) władza bywa nadużywana. 
Dlatego za każdym razem, gdy pisze do mnie uczeń z prośbą o pomoc w jakiejś sytuacji, czuję się jak na tym zdjęciu z Salerno pod Neapolem!

Uwielbiam to, że nie dają się zbyć. Że pytają o to, co w statucie szkoły.
Czy statut może być niezgodny z prawem oświatowym. Gdzie zgłosić takiego nauczyciela i jak się bronić. 
Nikt nie zwraca się do mnie w wiadomościach z takim szacunkiem jak uczniowie! Podczas gdy dorosłym zdarza się napisać coś w stylu „siema, widzę ze dużo podróżujesz, znajdziesz mi loty i noclegi do 2500 do Tajlandii? odp dzisiaj”, uczniowie piszą „obejrzałam pani filmy, przeczytałam statut szkoły, ale wciąż nie wiem. Byłoby mi bardzo miło, gdyby pani podpowiedziała, ale zrozumiem jeśli nie znajdzie pani czasu”

Eksperci gadają O młodzieży, ale nie Z młodzieżą. Słabe! Ja uwielbiam tych pyskatych, tych walczących o swoje. Widzę w nich cząstkę siebie.
Proszę, nie zgubcie tego! Tego podejścia, że jak nie drzwiami, to oknem. Poczucia sprawczości i woli walki. To jest super cenne i ja Was za to uwielbiam. To są cechy ludzi, którzy sobie w życiu DADZĄ RADĘ! Wiem, że macie przez to przechlapane, ale ja jestem z Was na maksa dumna! Nie jestem w stanie odpowiedzieć na każda wiadomość (dlatego nagrywam filmy dla wielu), ale każda ogromnie mnie cieszy. 
A jak bronicie rodzeństwa czy słabszych kolegów to już w ogóle szacun MAX!!! Błagam, nie zgubcie tego. Bądźcie asertywni♥️
#aniamaluje #szczerze_pisząc #podróże

W gimnazjum rodzice nie kupili...

Gdy Freddie Mercury zapuścił wąsy, fani masowo wysyłali mu maszynki do golenia, bo nie mogli tego zaakceptować. Z całym szacunkiem - kiepscy fani! Jak kogoś kochasz i szanujesz, to pozwalasz mu się rozwijać, zmieniać, być sobą. Całe szczęście, że to nie był typek, który robi coś by się przypodobać innym! Moje automatyczne skojarzenie to biała koszulka „żonobijka”, jeansy i ten wąs. Opcjonalnie - żółta kurtka. Iconic!

Dzisiaj, tylko 28 lat temu umarł Freddie Mercury, ale nie legenda. Powiedzieć, że uwielbiam gościa to mało. Jego portret to jedyny święty obrazek jaki mam w domu. Towarzyszył mi w wielu momentach życia. To „Don’t stop me now” (i’m having such a good time, I’m having a ball) lądowało na moich słuchawkach gdy koleżanki z roku prześcigały się w licytacji jak bardzo która nie umie na egzamin, a ja nie chciałam tego słuchać i przejmować ich nastroju. Podniosłe momenty? „we are the champions”. Sytuacja, w której pomogli mi przyjaciele? „Friends will be friends”. Nawet tak sobie ustaliłam kiedyś playlistę dk biegania, żeby w momencie kryzysu słyszeć walkę podmiotu lirycznego w „Bohemian Rhapsody”. Serio! 
Robiąc kiedyś  to zdjęcie miałam super dzień. Czułam się świetnie, wcześniej wszystko mi fajnie powychodziło, czułam się na maksa odprężona i zrelaksowana i dokładnie pamiętam, że krzątałam się po mieszkaniu nucąc „It’s a kind of magic”.
Dzięki Freddie za wszystko, co wniosłeś do mojego życia!
#freddiemercury #rocznica #aniamaluje #blogerka #relaks #chill #monstera #niedziela #rocznica

Gdy Freddie Mercury zapuścił wąsy,...

Masz piosenkę, która wywołuje na Twoim ciele ciary? Ale takie serio? U mnie to jest „Walking in Memphis” w wykonaniu Cher. Nigdy nie byłam w Memphis, ale słyszę jej głos jak to śpiewa, gdy widzę to randomowe zdjęcie z Sycylii. 
Gdybym miała wybrać ulubiony kobiecy głos - Cher wygrała wszystko. Z męskich do tego stanu doprowadza mnie Freddie Mercury.

Czeka mnie jutro kilka godzin w pociągu, podsyłajcie swoje tytuły piosenek wywołujących dreszcze, bo robię sobie taką „power playlistę” - zamierzam w tym pociągu napisać coś dłuższego i potrzebuję nowych bodźców!

Więc... czyj głos wywołuje w Tobie dreszcze? Poproszę tytuły!
#podróże #podróżemałeiduże #sycylia #sicily #katania #aniapodróżuje #wakacje #blogerka #włochy #italia #italy🇮🇹 #italy

Masz piosenkę, która wywołuje na...

Dzisiaj świętujemy 30 lat od podpisania Konwencji o Prawach Dziecka. UNICEF zaprosił mnie, żebym o tym opowiedziała. To się może wydawać dzisiaj takie oczywiste, że dzieci mają prawa, ale nad ich ustaleniem przywódcy państw debatowali całą dekadę! To dzięki temu dzisiaj żadne dziecko nie może być skazane na dożywocie (bez możliwości zwolnienia wcześniej) ani na karę śmierci. Wcześniej mogło.
Jestem pedagożką, terapeutką, tą od „dzieci z trudnościami”. Jednak najbardziej trudni są w tym wszyscy dorośli. 
Zapominający, że dzieci nie są ich własnością, tylko ludźmi.
Dlatego założyłam kanał, na którym opowiadam uczniom o ich prawach. Jestem przerażona jak  często są łamane i z jaką lekkością dorosłym to przychodzi. Chciałabym żyć w świecie, w którym prawa dzieci są oczywistością i nie mam o czym nagrywać, bo nikt z tym nie dyskutuje.
Zostawiam Wam Korczaka pod rozwagę 👍🏻 „Bo dorosłemu nikt nie powie: ‘Wynoś się’, a dziecku często się tak mówi. Zawsze jak dorosły się krząta, to dziecko się plącze, dorosły żartuje, a dziecko błaznuje, dorosły płacze, a dziecko się maże i beczy, dorosły jest ruchliwy, dziecko wiercipięta, dorosły smutny, a dziecko skrzywione, dorosły roztargniony, dziecko gawron, fujara. Dorosły się zamyślił, dziecko zagapiło. Dorosły robi coś powoli,
a dziecko się guzdrze. Niby żartobliwy język, a przecież niedelikatny. Pędrak, brzdąc, malec, rak – nawet kiedy się nie gniewają, kiedy chcą być dobrzy. Trudno, przyzwyczailiśmy się, ale czasem przykro i gniewa takie lekceważenie.” Trudne pytanie - masz poczucie, że twoje prawa w dzieciństwie były szanowane? Mi dobierano notorycznie prawo do odpoczynku - od „dzwonek jest dla nauczyciela” po zadania na ferie.  #world'schildren'sday #dlakażdegodziecka #dzieńprawdziecka #unicefpolska

Dzisiaj świętujemy 30 lat od...

Bloger – to nie brzmi dumnie

   Świeżo poznani znajomi dziwią się dwóm rzeczom. Pierwsza : dlaczego nie pochwaliłaś się blogiem? I druga : dlaczego nie chcesz, żeby mówić o Tobie “blogerka”?!

   Blogować uwielbiam. Pamiętam wszystkie etapy blogosfery, łącznie ze sweetaśnymi blogAsSkAmi na onecie i opowiadaniami o Tokio Hotel. To moje pokolenie. Chęć prowadzenia własnego bloga była większa niż siła i upór z jaką co niedzielę Świadkowie Jehowy naciskają dzwonek, z nadzieją że zechcę zaprosić prawdę do swojego serduszka.


  Zawsze jest jednak ten moment, kiedy blogowanie z rozrywki i frajdy zamienia się w … obowiązek. Bo wraz z przyrostem czytelników, rosną też oczekiwania. Ilość interakcji (maile, komentarze) wymusza na osobie prowadzącej bloga, poświęcanie mu większej ilości czasu. W pewnym momencie człowiek łapie się na tym, że zamiast pisać o tym, o czym ma ochotę, zaczyna pisać o tym, o czym chcą czytać czytelnicy. W końcu blog jest dla nich…


   Zawsze boję się tego momentu. Ostatnio się do niego zbliżyłam. Kilka lat temu, w podobnych okolicznościach usunęłam photobloga. Poświęcałam mu 10 x więcej czasu, niż przygotowaniom do matury… Ok, przegięłam, nie przygotowywałam się do matury wcale (poza matmą), ale żyłam wtedy ze świadomością, że jutra nie będzie. 


Na blog aniamaluje wkroczyłam z innym nastawieniem. Wiedziałam, jakich błędów nie chcę popełnić.

Po pierwsze – nie chciałam doprowadzić do sytuacji, kiedy blog stanie się moim głównym zajęciem. 

Never ever. 

Myślę, że wychodzi mi to całkiem zgrabnie. Prowadzę zajęcia indywidualne z dziećmi, udzielam się w wolontariacie, jestem autorką książki, piszę różne teksty na zlecenia i kończę studia. Moja sytuacja zawodowa nie jest oparta na jednym filarze, a na kilku. 


ZOBACZ TEŻ : FILARY ŻYCIA, ĆWICZENIE ROZWOJOWE


Dlatego nie lubię, kiedy ktoś mówi, że jestem blogerką. To nie jest moje główne zajęcie, mam nadzieję, że nigdy nie będzie. Prowadzenie bloga jest fajne, sprawia mi wielką przyjemność, ale traktowanie go jak pracy nie sprawdza się w moim przypadku. Dlatego nie jestem blogerką. Jestem Anią. I prowadzę bloga.

Nie chcę traktować tego jako elementu mojej tożsamości.


Profesjonalizacja blogów nie jest zła. Jest wielu blogerom potrzebna. Ja szukam równowagi i najchętniej zdecydowałabym się na model 50 na 50, co w zasadzie często mi się udaje… trochę pracy z dziećmi, trochę bloga. Bez zabierania czasu przeznaczonego na życie osobiste. 


Ludzie z boku widzą blogowanie jako sam lukier. Że niby lekka praca w domu, zaproszenia na eventy, darmoszka, hajs z reklam, fejm and fortune. 

W rzeczywistości praca rzeczywiście nie jest ciężka w tym znaczeniu, że nie trzeba siedzieć 8h za biurkiem w korpo i zostawać na nadgodziny, nie jest to też harówka na produkcji, ale jak w każdej pracy – są przyjemne i mniej przyjemne zadania. Pisanie tekstów to tylko mały procent obowiązków blogera. Trzeba dbać o takie pierdoły jak domena, hosting i inne informatyczne bajery. Odpisywać na mnóstwo “służbowych” maili, ogarniać na bieżąco wszystkie faktury i umowy o dzieło. Pilnować terminów i samego siebie, bo szefa nad głową brak 😉 No i jak z każdą pracą twórczą (w znaczeniu: nie odtwórczą) czasami weny brak.


Mimo to, dla mnie jest to zajęcie bardzo przyjemne.


Drugim błędem, którego nie chciałam nigdy więcej popełnić, jest mechaniczne traktowanie feedbacku. Photoblog rządził się swoimi prawami, interakcji było bardzo dużo, ale większość sprowadzała się do kilku słów aprobaty. Zakładając to miejsce, chciałam głębszych dyskusji, dojrzalszych czytelników. Jest super, bardzo często dowiaduję się od Was czegoś nowego. Staram się pamiętać o tym, aby odpowiadać na komentarze i wiadomości. W pewnym sensie współtworzycie tego bloga. Nie chcę tworzyć jakiejś bariery, gdzie ja patrzę z góry, a Wy czytacie. Zależy mi na układzie partnerskim. Wzajemnie się inspirujemy i napędzamy. Mnie napędzają Wasze maile i wiadomości, Was – z tego co w nich czytam – niektóre teksty czy ćwiczenia rozwojowe. Lubię układ win-win.


Blogowanie ma kilka mrocznych stron. Bo blogosfera jest trochę jak przeciętna klasa przeciętnego liceum. Są tam ludzie zorientowani na cel, popularni, Ci, którzy trzymają się ich jak rzep psiego ogona, licząc na ogrzanie się w ich blasku. Są też cisi, o których nikt nigdy się nie dowie. Kilka lat później, przeglądając zdjęcie klasowe ktoś zada sobie pytanie kto to do cholery jest? Są też typowe plotki i aferki. Osoby, które próbują obgadać z Tobą blogera X, chwilę później lajkują wszystkie jego zdjęcia. Albo mają podwójną tożsamość i stają się anonimowymi hejterami.

 Iwęty nie różnią się niczym od szkolnych apeli. No, może trochę – jest catering, a zamiast lektury czy słownika języka polskiego, dostajesz kilka gadżetów i firmowy pendrive. Taki lajf.


  W kwestii zarabiania na blogu – nie widzę w tym nic złego. Zarabianie jest w porządku. Tak długo, jak długo reklamuję wyłącznie produkty i usługi, które sama lubię i są zgodne z moją filozofią. Trzeba się pilnować, żeby nie dać się skusić na przejście na ciemną stronę… Żeby na blogu o nurcie slow nie reklamować produktów typowych dla kultury fast i instant. Wiecie, wciąż często dostaję śmieszne oferty reklamowania dziwnych proszków na jelita czy tabletek na wątrobę. Ciekawe, czy jest jakaś stawka, od której zaczęłabym je rozważać… mam nadzieję, że nie! Jeśli kiedykolwiek zobaczycie u mnie reklamę środka przeczyszczającego, zamknijcie ten blog i nie czytajcie go więcej.


 To jest ten powód, dla którego panicznie boję się zrobienia z blogowania zawodu. Obserwuję wiele smutnych upadków blogów, które zapowiadały się naprawdę nieźle, a teraz są na nich reklamy wszystkiego. Początkowo bloger miał pracę albo inne zajęcie, potem z bloga uczynił zawód i… przeżył zawód, bo propozycje owszem były, ale nie zawsze same zajebiste, a żyć z czegoś trzeba. 


Kiedy masz bloga, wielu ludzi będzie chciało to wykorzystać.  Polecam mój tekst o tym, jak stać się asertywnym. Trzeba mieć anielską cierpliwość do miliona wiadomości “biorę udział w konkursie, gdzie zbiera się lajki, proszę wstaw link na bloga”. A najgorzej jest ze wszystkimi chorymi Martynkami. Publikować wszystkie? Nie publikować żadnego linku? Wybierać? A jeśli tak, to kierując się jakimi kryteriami? Osądzać, kto bardziej cierpi? Kogo bardziej boli? Czyje leczenie jest droższe?


Zdecydowałam się nie publikować nic, bo kiedy wrzucałam takie rzeczy na tablicę, działy się dwie rzeczy – ukrywanie postów/cofnięcie “suba” oraz zalew podobnych próśb. Pomocy brak.


Mam swój system działań charytatywnych i tego się trzymam. Wyrażony jest procentowo, nie kwotowo, więc mam motywację do wyższych zarobków. No i brak możliwości wymówki, przy chudych miesiącach.


Od jakiegoś czasu ten blog przeżywa kryzys. Miałam momenty, kiedy chciałam go całkiem zamknąć… nie zawsze czułam się na tyle zmotywowana, by motywować innych. Stałam się na własne życzenie niewolnikiem cech, które niektórzy z Was mi przypisują, a które wcale nie są moje. Czasami motywacji i dobrego humoru starczało mi tylko dla siebie :)). Nie chcę pisać na siłę, ani z harmonogramem tematów koło myszki. 

Postanowiłam zrobić wielki krok do tyłu i uciec od profesjonalizacji. Zostawiam ją profesjonalistom. Ja wracam do tego niezobowiązującego flow, kiedy po przeczytaniu dobrej książki mam ochotę usiąść i napisać jej recenzję, nie zastanawiając się, czy to jest ok, bo wydawnictwo X jakiś czas temu mi za to zapłaciło, a teraz ja robię to innemu za free. Nie mam ochoty zastanawiać się, czy jakiś debil nie uzna spontanicznej opinii za reklamę, chociaż współprace ZAWSZE wyraźnie oznaczam. 

Nie chcę narzucać sobie ograniczeń związanych z tematyką. Jasne, jest jakaś główna oś , typu rozwój osobisty, ale hej – czasami mam ochotę pisać o dupie Maryni. Czasem mam ochotę napisać o czymś bieżącym. Albo o głupim i nierozwojowym lakierze do paznokci. I przeczytać w Waszych komentarzach o świetnym sposobie na wyczyszczenie skórek, które się nim zachlapały. Wtedy przypadkiem rozwijam się o mały kawałeczek w tak prozaicznej dziedzinie jaką jest malowanie paznokci. 

Blogowanie jest dla mnie ważne, bo dzięki niemu mogę nagłaśniać ważne sprawy. Może ktoś ugryzie się w język, zanim pomyśli, że jakaś dziewczyna została zgwałcona na własne życzenie? Może ktoś zareaguje, gdy jakaś matka zacznie kopać dziecko? Może ktoś zrobi coś fajnego ze swoim życiem? A może ja poprawię sobie humor, dzieląc się ulubionymi pierdołami tygodnia i systematyzując nieposkładane myśli? 

Lubię blogować. Pisanie to taka trochę autoterapia. Przyjemny nawyk, dobra zabawa. I ja do zabawy wracam :)) Jestem Ania i nie jestem blogerką. Ja tylko prowadzę bloga.


 _______


Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂

Follow on Bloglovin
Uściski, Ania

79
Dodaj komentarz

avatar
44 Comment threads
35 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
Adrian MKingaKorespondentka wojennaAniamalujeWilczyca (S.M) Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Anonimowy
Gość
Anonimowy

Podoba mi się Twoja szczerość i cenię za nieprzeładowanie sponsorowanymi postami. Ostatnio bardzo się zdziwiłam, gdy jedna z blogerek pokazała rower od pepsi. Marki całkowicie niepasującej do jej bloga, artykułów i jej osoby. Mam nadzieję, że nie zbłądzisz i nie będziesz nigdy reklamować nic na zaparcia 🙂

Korespondentka wojenna
Gość

No chyba ze bedziesz miala zaparcia, a ta marka pozwoli ci sie ich pozbyc ;)))) xD

almondcake
Gość

Lepiej tak niż pisać sztuczne zachwyty, bo marka zapłaciła… 😉
Fajnie!

ona
Gość

Bardzo dobry i prawdziwy tekst, ja w blogowaniu lubię, to że cały czas się rozwijam, poznaje nowych ludzi, a nawet wiem co robiłam rok temu, nawet jeśli nie pamiętam, bo mogę zajrzeć do archiwum. Reklamy dobra rzecz, ale jak we wszystkim należy zachować umiar, jeśli chodzi o inne blogi i ich kierunek, to nawet się ostatnio zastanawiałam jak, to będzie za kilka lat. Bo jeszcze 5 lat temu szukaliśmy porad i opinii na forach (dziś praktycznie martwe), dzisiaj mamy blogi i fb.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Prowadzę niewielki fanpage, te "chore Martynki" to rzeczywiście duży problem, tego jest za wiele. Podobnie jak niewinnych próśb o udostępnienie. Sama wiem, że nie klikam takich rzeczy na facebooku, więc ich nie udostępniam. Z drugiej strony smutne jest to, ze państwo nie bierze odpowiedzialności za chore i bezbronne dzieci.Z Twoim blogiem mam problem. Odkryłam go za czasu rozwojowych czwartków i traktowałam jako motywacyjny. Początkowo irytowały mnie posty z innej beczki tematycznej, ale widzę ich sens. Pierwszy raz zrobiłam dzięki Tobie kawę mrożoną i włączyłam do diety imbir. Nawet kupiłam depilator, bo zrozumiałam, że jest w ostatecznym rozrachunku tańszy niż maszynki.… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

W ostatecznym rozrachunku to najtaniej wychodzi pasta cukrowa! 🙂 wydajna, do 4 tygodni gładko, taniutko jak barszcz i po kilku razach nawet niemal bezboleśnie. Zrobienie jej też po kilku razach staje się łatwe, a życie prostsze 🙂

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Nie pasuje do mojego stylu życia, nie schowam jej do walizki, nie zrobię w razie potrzeby depilacji w pięć minut i długo trwa 🙂 Mam za grube włosy do pasty cukrowej, dla mnie to mordęga, muszę poszczególne partie traktować pastą kilka razy 🙁

Anonimowy
Gość
Anonimowy

A ja lubię w Tobie to, że skracasz dystans, np. pisząc "byłam w Warszawie, spotkałam sie z czytelniczką". Podoba mi się to, właśnie Twój blog jest jak blog koleżanki, chciałoby się z Tobą zakumplować:)

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Hej Aniu, mam do Ciebie pytanie na temat imbiru. Chciałabym zjadać plasterek codziennie rano, ale ciągle o tym zapominam, i zastanawiam się, jak Ty przechowujesz swój imbir. Do tej pory trzymałam go w lodówce, zastanawiam się czy przechowywany w temperaturze pokojowej przy łóżku szybko by się zepsuł?
I jeszcze jedno, czy jedzenie go na czczo nie szkodzi żołądkowi (jak np picie na czczo kawy)?

Jak Ona To Robi
Gość

Pięknie napisane 🙂

tonia
Gość

Też nie lubie jak mnie nazywają blogerką, i nie chwale sie mojemu otoczeniu ze mam bloga. Chciałam z kim sobie poplotkować o kosmetykach, podzielic sie jak u mnie sie sprawdzily, a nie mam nikogo wsrod znajomych, których by to interesowało, stąd wpadłam na pomysł, ze znajde sobie przez bloga 😀

Vashti
Gość

Ja też dlatego założyłam bloga:) Bo lubię kosmetyki, lubie o nich gadac i o nich czytać:) A nie chcę zamęczać tym tematem mojego chłopaka:) Ale piszę kiedy mi się chce. Nie czuję jakiejś presji. Bo mój blog powstał z czysto egoistycznych pobudek, dla mojej przyjemności:)

Agata T
Gość

Chętnie bym wróciła do blogowania, tak mnie czasem nuda korci do napisania do ludzi, "pogadania" z kimś innym niż najbliżsi znajomi… ale kurcze… Chyba jestem tchórzem 😛

Agata T
Gość

(i w dodatku ofermą, bo źle ustawiłam sobie touchpad i mam opublikowany komentarz A JA NIE SKOŃCZYŁAM!! :D)

… Dlatego osobiście podziwiam Cię za odwagę i lubię, gdy piszesz prosto z mostu co o wszystkim myślisz. Nie jesteś komercyjna, jesteś bliska ludziom i kurde, nie zrażasz do siebie, odpisujesz, reagujesz… I tak jak to określiłaś – nie stoisz ponad, a to naprawdę bardzo przyciąga :))

:*

Agnieszka Rumińska
Gość

Czuć było to "przepełnienie" już od jakiegoś czasu. Cieszę się, że napisałaś ten tekst, dziękuję za ten szacunek dla śledzących Twojego bloga. To miejsce ma być przede wszystkim dla Ciebie, przy okazji w ramach korzyści dla nas – bo chcesz się dzielić swoją wiedzą i doświadczeniami. Nawet jeśli nie będziesz o sobie codziennie przypominać i tak zamierzam tu zaglądać, myślę, żenię będę odosobniona. Czasami przerwa albo mniejsza regularność wychodzi na plus dla wszystkich, więc czyń jak czujesz:) najgorszy jest przymus, i jego czytelnicy zawsze wyczują:)

illonky
Gość

Podoba mi się aktualny styl bloga, piszesz owszem, wokól rozwoju osobistego, ale przeplatasz tę tematykę z różnymi innymi tematami – jak chociażby ten tekst z obrazkami w pociągu 😉 Pamiętaj, że blog jest tylko Twój, to Ty decydujesz o czym napiszesz, owszem można posiłkować się sugestiami czytelników (zwłaszcza,jeśli dużo otrzymujesz próśb o jakiś temat), ale generalnie to jest Twoje miejsce w sieci, więc hej – Rób tak, żeby Tobie było wygodnie!

lipsticokonthemap
Gość

Super teks, ale porównanie iwętów do apeli szkolnych jest tak trafne, że padłam na klawiaturę! <3 cudne!

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Nie ma znaczenia o czym piszesz, bo masz lekkie pióro,tylko w tym tekście urzeklo mnie porównanie eventu do apelu, tekst o świadkach Jehowy i o zdjęciu klasowym 🙂 lubię to!

Farizah (Kobieta z Filiżanką kawy...)
Gość

Super tekst! Ja obecnie strzelam sobie przerwę. Pracuję obecnie na 3 etaty i najnormalniej nie mam czasu. Po drugie mam dość blogów kosmetycznych. Są te na które wchodze regularnie ale raczej nie komentuje- te wszystkie aferki etc dały mi w kość. Zaczęłam pisać drugiego bloga- o czymś innym, ale też nie mam czasu:(
iwęty= apele- idealne zestawienie. Cóż, nigdy apeli nie lubiłam:D

Farizah (Kobieta z Filiżanką kawy...)
Gość

Dokładnie, cóż moze za bardzo do serca wzięły sobie powiedzenie " od czegoś trzeba zacząć"

Steam Style
Gość

Naprawdę miło było to przeczytać. Nie dlatego, że "się sprzedałaś", "blog nie jest już taki fajny jak kiedyś" albo inne, podobne bzdury. Miło to przeczytać, bo jest rozsądne, pozytywne i szczere. Blogowanie nie powinno być wyścigiem szczurów, nie wszystko musi być wykalkulowane.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

BRAWO Ania!
Dorota.

Martusiowy Kuferek Blog
Gość

Z przyjemnością przeczytałam bo i tekst napisałaś z przyjemności 🙂 Szczerość jest zawsze o krok do przodu, pozdrawiam Cię Aniu 🙂

joule
Gość

Widać szczerość w tym, co piszesz. Cóż, pozostaje mi życzyć Ci powrotu do 'dawnych' sił. A podział pracy na filary to jedyna słuszna opcja, zwłaszcza dla freelancera (albo dla osób takich jak ja, które łatwo się nudzą). Lecę czytać tamten artykuł 😉

Anonimowy
Gość
Anonimowy

chciałabym Cb poznać…taka z Cb mega dziewczyna jest:D:*

vivamaja
Gość

Pisz nawet o przysłowiowej "dupie Maryni".. i tak będę czytać ;d
Zgadzam się z tym, że nie ma co pisać na siłę.
Też próbowałam stworzyć sobie harmonogram.. ale to tak działa.
Z resztą – rozmawiałyśmy kiedyś o tym, że to wcale łatwe nie jest, ani też przyjemne.

Czekam na całkowicie TWOJE teksty… uwierz lub nie, ale jako czytelniczka
widzę i czuję to jest pisane przez Ciebie w tym Twoim własnym rytmie.

Buziaki! ;*

MeSzka
Gość

Nie wiem dlaczego, ale moim zdaniem najlepszym określeniem dla Twojego bloga będzie 'normalny' albo 'życiowy' (oczywiście 'normalny' w tym jak najbardziej pozytywnym znaczeniu, nie że 'zwyczajny' lub, o zgrozo, 'nudny') Bo tutaj jak w życiu – raz coś bardziej zainteresuje, coś skłoni do refleksji, coś innego się tylko przejrzy. I bardzo dobrze! Nikt na dłuższą metę nie lubi ideałów. Teraz takie blogi nazywa się 'lifestylowymi', mam jednak wrażenie, że do tej kategorii wrzucane są często blogi o wszystkim i o niczym – dlatego też, jak dla mnie, Twój blog jest życiowy, Bo i o życiu dużo, wiele też można się… Czytaj więcej »

gorzkakokoszka
Gość

Ujęłaś sedno blogowania 🙂

lifemanagerka
Gość

Mam podobne odczucia. Blogowanie uwielbiam i nie przeszkadza mi, że stało się ono sporą częścią mojego życia… Ale nie wyobrażam sobie, aby w rubryce zawód wpisywać "bloger" i tylko tym się w życiu zajmować. Raz, że to bardzo niepewna praca i nie wiadomo czy ma przyszłość, a dwa… Po prostu nie, potrzebuję rozwoju również w innych dziedzinach. Choć przyznam, że blogowanie jest bardzo mocno powiązane z tym, czym zajmuję się zawodowo, dlatego też inaczej na to wszystko patrzę. Otwarcie piszę potencjalnym reklamodawcom, że np. nie jestem najlepszą osobą do promowania pewnych produktów bo np. mieli już kampanię na bardziej poczytnym… Czytaj więcej »

Endorfinka
Gość

I za to Cię podziwiam. Blogowanie nie jest twoim jedynym zajęciem, źródłem utrzymania, a mimo to, posty pojawiają się bardzo często i są na wysokim poziomie. Czytam prawie każdy, co zdarza mi się na niewielu blogach.

The music of me
Gość

Bardzo dobrze mi się to przeczytało, taka niewymuszona szczerość z tego płynie. Ja co do blogosfery miałam swoje oczekiwania, które trochę pokłóciły się z realnym blogowym światem…. Ludzie, którzy udają, liczą na twoją obserwację, komentują tylko zdjęcia, nic odnośnie treści (to przykre, bo ty się starasz, uzewnętrzniasz się pisaniem, a oni to olewają :/ ).
Dla mnie blog miał być odskocznią. Długo zwlekałam z decyzją założenia go, ponieważ nie wiedziałam czy poradzę sobie ze stroną techniczną, poza tym należę do osób nieśmiałych i nadal trudno jest mi napisać post bez ograniczania samej siebie…

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Aniu, śledzę Twój blog jakiś czas i podzielam wiele Twoich poglądów, szczególnie na temat zdrowia. Szanuje Twoje zdanie na temat religii, ale kąśliwe porównanie do ŚJ zniechęciło mnie do Twojego bloga

Anonimowy
Gość
Anonimowy

WTF? co w tym kąśliwego? Jeśli chodzi o upór, to chyba dobra metafora, która raczej nikogo nie obraża. ŚJ są raczej nieugięci, to dobra cecha… 🙂 ja odebrałam to pozytywnie

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Również nie zrozumiałam, dla mnie Świadkowie Jehowy też kojarzą się z uporem i gorliwością. Nie otwieram im drzwi, ale nie zauważyłam tutaj krytyki, raczej taki sam zabieg jak nazywanie lisa sprytnym czy małpy zwinną. Gdyby to była krytyka, pewnie nie byłoby Wielkich Liter, te oznaczają chyba szacunek? Ja porównanie Ani zrozumiałam jako pokazanie naprawdę wielkiej chęci prowadzenia bloga, wręcz potrzeby. Chociaż nie jestem ŚJ, zazdroszczę im tej konsekwencji i siły, chciałabym tak regularnie np. biegać czy chodzić na jogę, to wymaga ogromnej samodyscypliny 🙂

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Ale słowo prawda jest napisane kursywą, co w piśmie ręcznym może być zapisane jako cudzysłów. Cudzysłów często używa się, aby podkreślić ironię, a w tym sensie – dla ŚJ prawda, a dla reszty świata jedna wielka bzdura, której nie należy się szacunek. Może Ani chodziło o coś innego? Tak to odebrałam.

Ela N.
Gość
Ela N.

Ja też jak w pierwszym momencie przeczytałam ten post trochę się oburzyłam, ponieważ odniosłam wrażenie lekkiej ironii. Ale wstrzymałam się z komentarzem bo chciałam zobaczyć jak reszta to zrozumiała.I teraz jest ok.
A dlatego to piszę bo sama jestem Ś.J.i czytam Twojego bloga….
Pozdrawiam.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Żebym to ja wszystko zrozumiała co napisałaś. Ciekawy tekst tylko te słówka obce mącą mi odbiór 🙂

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Bardzo dobrze napisany tekst. Zgadzam się w 100%, blog powinien być sprawą przyjemną, tak jak powiedziałaś- odskocznią. Jednak, w sytuacji, kiedy ktoś musi napisać notkę o czymś za co dostał pieniądze, a sam nie do końca się z tym zgadza to tutaj zaczynają się schody. Dla mnie w pisaniu notek na blogu liczy się to, że mogę pokazać komuś to co mnie interesuje, co mi się podoba, a co nie 😉

Karolina Franieczek
Gość

Szczerość i dystans przede wszystkim. Nic na hura, żeby wszystkim dogodzić. Równowaga to podstawa. To Twój blog i ma Ci z nim być dobrze. 🙂

tajemniczymotyl
Gość

Masz racje,najważniejsze,żebyś to ty odczuwała satysfakcję z pisania ,a nie tylko zadowalała innych.

Joanna (kosmetyczny-przekladaniec)
Gość

Aniu, Twój blog to świetne i przede wszystkim bardzo potrzebne miejsce w sieci. Oczywiście nie zawsze w pełni się zgadzam z Twoim zdaniem na niektóre tematy, ale w wielu w stu procentach popieram. Niezależnie jednak od tego, czy mam takie same, czy odmienne zdanie, jedno jest bardzo istotne – Twój blog skłania do przemyśleń. Myślę, że w naszym życiu bardzo ważne są bodźce zewnętrzne, sprawiające do uruchomienia nieco innych trybików, niż zazwyczaj. Czytanie Twojego bloga zdecydowanie poszerza horyzonty, ale też zmienia moje spojrzenie na różne tematy. Zdecydowanie pomaga mi w moim dążeniu, do bycia osobą, jaką chciałabym kiedyś być. Dzięki,… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

aniu to takie…. prawdziwe 🙂
a tak btw. to jak wyczyścic te skórki od lakieru? 😀

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Pomyślałam, że mój komentarz mógłby komuś pomóc tak jak tekst Ani o gronkowcu i brzozie pomógł mnie. Od początku. Walczę z trądzikiem od wielu lat różnymi sposobami, farmakologicznymi i naturalnymi. Efekty bywały różne, skutki uboczne wszystkich metod też. W te wakacje postanowiłam doprowadzić sprawę do końca. Wybrałam się do kolejnego dermatologa (piąty do tej pory :/), który uznał że w moim wypadku pozostaje tylko izotek (nie chce tu kopiować opinii z forów na jego temat ani sie wypowiadać bo go nie stosowałam ale faktem jest, że to silny lek działający na wiele organów mający również działanie mutagenne a skutki uboczne… Czytaj więcej »

Trajbajowa
Gość

Jestem Marzena i też tylko prowadzę bloga, ale mam w tym wielką radość 🙂

Ehdi
Gość

Fajne to co piszesz, ja założyłam swojego bloga tylko dla siebie i staram się go utrzymać w takim klimacie. Temat jest trudny, więc wychodzę z założenia, że jak ktoś szuka to znajdzie.

Dostawałam już wiele różnych propozycji rozwinięcia albo wręcz odwrotnie kilka osób mi sugerowało, że to co robię jest nie ma sensu, bo "nie jestem popularna", a mnie się po prostu śmiać z tego chce.

Lubię robić to co robię i uwielbiam pisać. Oczywiście zawodowo zajmuję się zupełnie czym innym ale bloga mam i lubię go mieć :P.

Pozdrawiam Aniu.

Ehdi
Gość

miło mi bo właśnie zainspirowałaś mnie do napisania nowego tekstu, właśnie o moim pisaniu i tego jak mi się oberwało za moją "mała popularność".

Mnie jednak nie chodzi o popularność, zresztą nie widziałabym jakby ją mierzyć :P, bo jak zauważyłaś mój blog nie jest lajfsatajlowy to raczej życie w wymiarze hardcore ;).

Do Ciebie lubię wpadac ;).

Kangarooo
Gość

Aniu, bardzo fajnie, że o tym napisałaś, jesteś fair wobec swoich czytelników i oni to docenią 🙂 Myślę, że teraz spokojnie możesz wrócić do czerpania przyjemności z pisania. Pewnie przejdziesz taki "odwyk" i znowu będziesz miała ochotę na coś rozwojowego. Na Twoim blogu jest tyle świetnych tekstów, że nie widzę żadnego problemu w tym, żebyś pisała o lakierach do paznokci, zresztą i o tym będziesz pewnie ciekawie pisać 🙂 Ja staram się Ciebie zrozumieć jak umiem. Sama jestem teraz w momencie, w którym piszę bloga z zapałem energią i taaaaką chęcią. Codziennie mam ochotę coś napisać! Życzę Ci, żeby czerpała… Czytaj więcej »

Kangarooo
Gość

😉

Justinee
Gość
Justinee

Cenię i uwielbiam Cię Aniu za szczerość, za to, że dzielisz się każdą rzeczą, ale opisujesz w taki sposób, że chce się czytać i nie można się oderwać 🙂 I stwierdzam to nie tylko ja, widząc powiększającą się z każdym wpisem liczbą komentarzy, które również lubię czytać 🙂 Dziękuję i życzę powodzenia w dalszym kreatywnym blogowaniu, Aniu!

Alicija Serlat
Gość

Aniu, nie mysl prosze o zamknieciu bloga 🙂 Mysle, ze wiekszosc czytelniczek zrozumie Cie, wiec nie musisz pisac na sile 🙂

Joanna (kosmetyczny-przekladaniec)
Gość

Hurraoptymizm nie leży w mojej naturze, choć czasem tego żałuję 😉

Wilczyca (S.M)
Gość

Bardzo lubię Twojego bloga i jestem jego czytelniczką od dłuższego czasu. Szczerze mówiąc (a raczej pisząc) zainspirowałaś mnie do założenia własnego bloga.
Bardzo lubię Twoje szczere posty, które n a p r a w d ę motywują.
Faktycznie… mój blog nie cieszy się popularnością (wszystko przede mną XD), ale też czasami się zastanawiałam nad tym jak blog może stać się dużą odpowiedzialnością, a Ty ubrałaś to wszystko ładnie w słowa. 🙂
Sońka

Kinga
Gość

Lubię czytać u Ciebie zarówno o rozwoju jak i o zdrowiu czy malowaniu paznokci 🙂 Podobnie jak Ty często słyszałam pytania dlaczego nikomu nie mówię, że prowadzę bloga. Wychodzę z założenia, że jeśli kogoś interesują tematy o których piszę to prędzej czy później znajdzie mój blog i mam nadzieję zostanie na nim dłużej. Lubię pisać a blogowanie z jednej strony sprawia, że stawiam przed sobą cele i chcę je osiągać a z drugiej pozwala poznać ciekawych ludzi, o podobnych zainteresowaniach, którzy mogą być dla mnie inspiracją. Blogerką też się nie nazywam.

Adrian M
Gość

Bardzo dobry tekst. Daje do myślenia. Chyba wyznajemy podobne wartości i poglądy.

Previous
Poranne rytuały, czyli jak dobrze zacząć każdy dzień
Bloger – to nie brzmi dumnie