Instagram has returned invalid data.

Ania, jak Ty to robisz, że jesteś taka zmotywowana i pełna energii do działania?

Wow, Ania, jak Ty to robisz, że jesteś taka zmotywowana i pełna energii do działania? – zazwyczaj czytam taki komentarz akurat wtedy, gdy wyglądam tak źle, że mogłabym grać śmiertelnie chorego człowieka w jakimś dramacie obyczajowym ze smutnym zakończeniem. Oh, wait, przecież jestem chora.

Nie cierpię definiowania siebie przez chorobę. Kiedyś miałam takie małe “hobby”, że oglądałam początki teleturniejów by posłuchać jak definiują się ich uczestnicy. “Mam na imię Barbara i jestem matką trójki dzieci” czy “Mam na imię Barbara i jestem nauczycielką chemii”. Co jest dla nich tą pierwszą myślą z którą się utożsamiają? Na bazie tej obserwacji powstało zresztą ćwiczenie o filarach życia w ramach rozwojowych czwartków (klik).
A kim jestem ja? Desperacko walczę o to, by czuć się dla siebie przede wszystkim Anią. Ania to idealne słowo, które idealnie mnie definiuje. Jestem Ania. Robię różne rzeczy, pełnię różne role, ale nimi nie jestem.
Ponieważ ciągnie są za mną moja książka i nagroda (nie mogę uwierzyć, że to już dwa lata!) nieustannie zasypywana jestem podziękowaniami od osób, które zmotywowała do zmian w życiu, jakiegoś zwrotu i osiągnięcia harmonii. To jest mega super i naprawdę jestem wdzięczna za te wszystkie miłe słowa, ale to nie jest tak, jak myślą niektórzy. Nie mam przyklejonego uśmiechu katechetki każdego dnia.
Generalnie czuję się szczęśliwa. Ale bywają takie dni, że nie jestem ani przepełniona wdzięcznością, ani harmonią. Czasami tego nie rozumiem, bo wszystko zmienia się niesamowicie szybko. Rano jest fajnie, wszystko jest ok. Jem śniadanie, śmigam na zajęcia, zmęczona ale zadowolona wsiadam do autobusu i… wszystko się zmienia.
Nagle robię się apatyczna, zaczyna denerwować mnie hałas i obecność innych ludzi (w autobusie, lol!). Oblewają mnie zimne poty i mam wrażenie, jakby wnętrzności skręcały się w chińskie osiem.
Dobra, głupie porównanie – chińskie osiem to tylko dwie kreski, ale wiecie co mam na myśli. Mało poetycko sprawę ujmując – czuję, że zaraz puszczę pawia. Szacuję, czy autobus doczłapie się do mojego przystanku i przypominam sobie, czy w pobliżu są jakieś krzaki. Chyba są.
Wysiadam – w twarz smaga mnie chłodne powietrze – to dobrze, zyskuję jakieś 10-15 minut. 
Pierwsze co robię w domu, to termometr władowany pod pachę. 33,6, cudnie. Przysięgam, że czuję się raczej jakbym miała mega gorączkę.
Świetnie radzę sobie z codziennymi objawami, ale zawsze nadchodzi taki moment, że śluz spływający mi przez kilka dni po gardle zbiera się w pokaźną, toksyczną zupę, którą muszę – brzydko mówiąc – wyrzygać. Inne słowa kompletnie nie oddają złożoności tego paskudnego procesu, poprzedzonego kaszlem przypominającym strasznie diabła albo  rykiem lwa  który skrzyżował się z osłem i ma wielką chrypę.
Siadam, staram się uspokoić oddech, wstawiam wodę na herbatę, może rumianek. Staram się być wdzięczna, że mam takie atrakcje jakieś 2 razy w miesiącu, zamiast duszenia się każdej nocy, jak było na lekach. Niestety uczucie wdzięczności wcale mnie nie ogarnia. Nie. nawet nie jestem zła ani rozczarowana, wściekła, rozżalona, nie przepełnia mnie poczuciem niesprawiedliwości – po prostu czuję się źle. I to jest ten jedyny moment, kiedy nie jestem Anią, a jestem swoją chorobą.
Sprawdzam szybko pocztę na tablecie. Mail pierwszy z brzegu: “ Ania, jak Ty to robisz, że jesteś taka zmotywowana i pełna energii do działania?”

I w tym momencie puszczam pawia.
Co pomyśleliby moi czytelnicy widząc mnie w takim stanie? A gdyby mieli wiedzę, że chwilę potem kładę się”tylko na chwilę” i jestem tak wyczerpana, że nie miałabym nic przeciwko, gdybym się już nie obudziła? Ta “myśl” to nawet nie myśl, bo ciężko mi w tym stanie myśleć, ale się pojawia. Na krótko, ale jest. Lubię swoje życie, lubię żyć, lubię nowe wyzwania. Ale istnieje rodzaj wyczerpania i bólu, który sprawia, że przestaję by Anią a jestem tym bólem. I wtedy przelatują mi przez głowę takie myśli.
Powinnam się kłaść, bo mam pociąg o 5:30. W sumie, to czuję się już dużo lepiej, chociaż wciąż nie wyraźnie. Ale nie mogę się położyć spać, bo w głowie mam ten mail o tej energii i motywacji.
Nie oczekuję współczucia. Prawdę mówiąc, to nie cierpię ani współczucia, ani obniżania wymagań wobec mnie. Ale myślę, że uczciwie będzie przyznać, że mam takie momenty, kiedy nie chce mi się nic.
Kompletnie nic.
Nie można być cały czas zmotywowanym i produktywnym. Nie chcę, żeby kiedykolwiek ktoś miał z tego powodu jakieś kompleksy albo poczucie winy, że w sumie to nic  w życiu nie robi, bo “tylko pracuje”. Nieprawda, praca to też bardzo dużo. Często patrzymy tylko na efekty cudzych działań i to efektów zazdrościmy, efekty porównujemy. Ale za każdym efektem stoi długi proces jego osiągania. Mój jest raczej usłany gilami nuż różami. Serio, nie ma czego zazdrościć! Większość ludzi, którzy piszą do mnie takie maile, robi wiele cudownych rzeczy, ale ma problem z motywacją do pisania pracy magisterskiej czy do treningów,  bo klepie nadgodziny by samodzielnie opłacić studia. Moim zdaniem nie macie żadnych powodów do kompleksów na tym tle – to jest bardzo dużo,  a przeciążony człowiek po prostu czasami nie ma nic innego energii. Polecam odsubskrybowanie na fejsie wszystkich koleżanek spędzających w portalach społecznościowych połowę doby i piszących pod informacją o twojej nowej pracy, że to to nic, prawdziwa praca to bycie matką. Świetnie Kamila (tak, to bezpośrednio do czytelniczki od maila:), że twoja koleżanka ZDECYDOWAŁA SIĘ podjąć trud macierzyństwa, ale nie powinna próbować  obniżyć w ten sposób twojego poczucia wartości. Serdecznie Ci gratuluję, bo praca przy ciężkich (dziennych!) studiach i to w zawodzie, to naprawdę spore osiągnięcie.

 Polecam zerknąć na mój tekst i przestać się porównywać : (klik)

Gdyby ktoś pytał, to kapcie kupiłam tutaj (klik). Na poprawę humoru w drodze po kubek “w sweterku”. O ironio, trafił mi się model “kłapouchy”, ale właśnie ten drobny defekt mnie zauroczył 🙂

PS. Jestem juże w pociągu i o ile wczoraj czułam się 2/10, to dzisiaj jest już jakieś 6/10, więc całkiem spoko! 🙂

Hej! Komentarze są troszkę niżej i obsługuje je Disquss 🙂

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

Uściski, Ania

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Previous
10 pomysłów na to, co warto zrobić jesienią
Ania, jak Ty to robisz, że jesteś taka zmotywowana i pełna energii do działania?