Please enter an Access Token

Ciekawe skąd wzięła na to wszystko energię…

autor Posted on

Wpis sponsorowany przez markę Kanaste

Ostatnio musiałam porozgrzebywać tak zwany deep shit, który myślałam, że mam dawno za sobą, ale wymagała tego diagnoza. Wiązało się to z serią różnych podsumowań życiowych. I zaskoczyła mnie zmiana wniosków! Bo kilka lat temu powiedziałabym, że większość problemów mogą rozwiązać pieniądze. Tylko jakim cudem, gdy zarabiałam kilka razy mniej, potrafiłam w ciągu roku odwiedzić Włochy, Maltę, Cypr, Tajlandię, Malezję, Londyn, znowu Tajlandię, Kambodżę, Katar, Lwów, znowu Włochy i jeszcze Barcelonę? Jeśli nagniemy to o jeden miesiąc, to do listy będę mogła dopisać także Izrael. W 2021 miałam dużo więcej pieniędzy i co? Dwa miesiące spędziłam w Tanzanii, raz odwiedziłam Rzym i dwa razy Gruzję. No, jeszcze pod koniec rzutem na taśmę wpadła Apulia, ale to nic w obliczu poprzedniej wyliczanki obfitującej w podróże egzotyczne i dość długie. Udało mi się to wszystko połączyć z prowadzeniem zajęć na uczelni, dzięki sprytnemu wykorzystaniu przerw świątecznej i międzysemestralnej oraz zamienieniem się na terminy z kimś innym. Ania z lat 2016/17 była dużo bardziej zdeterminowana, nastawiona na szukanie rozwiązań i kombinowanie, niż Ania z 2021, o której wolałabym zapomnieć, bo cóż, to był dla niej naprawdę ciężki rok. Na tyle, że mam ochotę pisać o tym w trzeciej osobie 🙃 To, czego brakowało mi w zeszłym roku, to energia.

Miałam oczywiście też sporo dobrych momentów. Odżyłam wyjeżdżając zimą do słońca czy zdarzyło mi się kilka miesięcy bardzo regularnie ćwiczyć. Później sprawy zdrowotne pokomplikowały się tak bardzo, że musiałam zrezygnować z treningów, ale… mam wrażenie, że nawyki, które udało mi się utrzymywać w lepszych chwilach, były jak mocniejsze pedałowanie na rowerze – umożliwiły mi przejechanie reszty siłą rozpędu. No i teraz, gdy jest lepiej, znowu rozpiera mnie energia! 😁

Moje ulubione nawyki

Nie będę ściemniać, że jestem dziewczyną od jogi i medytacji, bo mata do jogi służy mi do innych ćwiczeń, a medytacja piekielnie nudzi i wkurza. Postanowiłam dać kiedyś szansę tygodniowej Vipassanie, więc może kiedyś się z medytacją polubimy, ale na razie traktuję ją jak chipsy z jarmużu. Wiem, że to zdrowe i dobre, ale nie widzę dla tego miejsca w swoim życiu. A dla jakich nawyków widzę?

  1. Szczotkowanie ciała – uwielbiam szczotkować skórę na sucho! Ten zwyczaj jest obecny w moim życiu 10 lat i moja skóra na ciele jest jędrna i sprężysta. Nie to jest jednak najważniejsze, a fakt, że takie szczotkowanie zakończone chłodnym prysznicem, idealnie mnie pobudza i rozgrzewa z samego rana. Zaczynam czuć, że żyję!
  2. Treningi – staram się każdego dnia pamiętać o ruchu fizycznym. Obecnie ustawiam sobie mało ambitny cel 25 minut na smart watchu, bo wdrażam się na nowo. Czasami ten ruch, to dwa porządne spacery, innym razem prawdziwy trening, ale nie zrażam się tym wszystkim, liczy się sama regularność w działaniu. Gdy ćwiczę, to czuję więcej sił i chęci do działania, jestem bardziej uśmiechnięta i wydajna.
  3. Wietrzenie – kto czytał mojego e-booka ten wie, że zawsze śpię z uchylonym oknem, choćby na zewnątrz było – 20 stopni. Wtedy będzie ze mną spał też termofor i dodatkowy koc. Wyjątkiem były niestety ostatnie wichury, ale poza takimi nadzwyczajnymi sytuacjami, jestem ogromną fanką powietrza :D. Dlatego jedna z pierwszych rzeczy jakie robię każdego ranka, to otworzenie okien na oścież na 5 minut. W tym czasie akurat robię siusiu i myję zęby.
  4. Wdzięczność – kolejna rzecz, w której jestem konsekwentna. Szczególnie, kiedy przyłapuję siebie samą na narzekaniu. Wypisanie każdego dnia minimum trzech rzeczy, za które jestem wdzięczna wydaje się banalne, ale ja z całym przekonaniem pragnę powiedzieć – to zmieniło moje życie i pomogło ustalić inny mindset. Kto spróbował, ten wie, kto nie spróbował, ten nie wie nawet co traci 🙂
  5. Nie karmię swojej głowy strachem, plotkami i aferami – kluczowe informacje o świecie są nam potrzebne, ale zauważyłam, że niektóre treści działają na moją głowę przytłaczająco, więc sobie ich po prostu nie serwuję. Jasne, zawsze znajdzie się ktoś życzliwy, kto postanowi mi z dobrego serca dać znać, że ktoś powiedział o mnie coś niemiłego, ale nie zagłębiam się w to, bo nie przyniesie mi to nic dobrego. Szkoda mojej energii, staram się bardzo ją szanować!
  6. Gorące kąpiele – i inne metody odprężające moje ciało, no. rolowanie czy mata do akupresury. Lubię ten moment, gdy moje mięśnie się rozluźniają i opuszcza je całe napięcie. A kumuluję je w zaciskanych szczękach, w karku i barkach. Dawniej jeszcze w miednicy, ale tu pomogła mi fizjoterapia uroginekologiczna. Staram się tak układać swoje życie, by zawsze znaleźć czas na rozluźnienie i nie pozwalać napięciu na kumulację.
  7. Śmianie się! Możecie się śmiać, ale jako zadanie w zegarku wklepałam sobie 5 minut śmiechu każdego dnia. Tak, przeglądanie tiktoka stało się moim codziennym zadaniem 😁. Zauważyłam, że gdy śmieję się dużo, to nagle wszystko robi się jakieś takie milsze. No to śmieję się na zdrowie!
  8. Journaling – o tym, że jestem fanką pisania ekspresywnego, też na pewno wiecie. Nie będę wciskać kitu, że otwieram dziennik każdego dnia. Nie każdego mam do wyrzucenia na papier jakiś ciężar i nie każdego potrzebuję zapisać swój wewnętrzny monolog, ale gdy mam jakiś problem, to w pierwszej kolejności dowiaduje się o nim papier. Uwielbiam tę metodę, przynosi mi natychmiastową ulgę!
  9. Suple i dobre jedzenie – lubię jeść pyszne rzeczy, ale chociać posypuję makaron z łososiem w sosie śmietanowym tartym serem, to pamiętam o jedzeniu orzechów, owoców i warzyw i o tym, aby moja dieta była pełnowartościowa i dobrze skomponowana. Nie zawsze się to udaje, moje zapasy zamrożonych latem owoców, kończą się już koło listopada 😞. Dlatego trzymam się też suplementacji, która mi służy. Szczególnie dbam o odpowiedni poziom witaminy D, bo zawsze boleśnie odczuwam jej niedobory. Że biorę olej CBD to już wiecie, ale pewnie nie wiecie, że czasami pół pipety ląduje w smoothie ;).
  10. Sen! Nie pozwalam sobie już na zarywanie nocek, ale wiem, jaki to luksus. Gdy godziłam studia z pracą, to zdarzało mi się regularnie spać po 4-5 godzin i to było bardzo złe. Podobnie na etapie rozkręcania kariery copywriterki, zasuwałam jak mały motor! Dzisiaj wiem, że moja energia i czas są cenniejszymi zasobami i staram się bardzo je szanować. No ale ze snem, to ja miałam jak wiecie srogie problemy przez koszmary. Gdy biorę olej Kanaste, to ich nie mam. Nie dowiem się pewnie nigdy czy to placebo czy nie, ale pozostaję mu wierna, bo to był poważny problem, który doprowadził do tego, że bałam się zasypiać. Po swoich snach czułam się bardziej wyczerpana i zmęczona niż możecie sobie wyobrazić!

Zebraliśmy się tutaj nie tylko po to, aby chwilę porozprawiać o energii i jej szanowaniu, ale też o rebrandingu marki Kanaste, które mnie wspiera od dłuższego czasu. Teraz mój ulubiony olejek (still team wanilia!) zmienił opakowanie na szalenie soczyste i energetyczne. Ale nie tylko kolor ma tu znaczenie, ale też to, że olejek jest całkowicie wolny od THC!

smaki oleju CBD od Kanaste

Do tej pory używałam wersji 550 mg, teraz do wyboru mam 600, 1200 i 2400 mg. Wraz ze zmianą stężeń, zmieniła się też funkcjonalność buteleczki. Pipeta została bowiem wyposażona w praktyczną podziałkę, która ułatwi precyzyjne dawkowanie oleju CBD. Dawki zmieniono między innymi po to, aby dozowanie było bardziej prezycyjne. Gdy pisałam e-booka, to dla skupienia dawkowałam sobie pół pipety i to mi spokojnie starczało, ale teraz mogę to robić jeszcze precyzyjniej. Przy stężeniu 1200 mg wystarczy mi używanie do poziomu pierwszej kreski, czyli jedna buteleczka w moim przypadku to aż 120 porcji. Szykuje się długa przygoda, bo do tej pory zażywam pół pipety przed snem i pół pod język, gdy chciałam się skupić i uspokoić. Jestem temu rytuałowi wierna, bo świetnie się u mnie sprawdza. Co oczywiście nie oznacza, że sprawdzi się u każdego.

Na skupienie używam doraźnie, jakieś 10 razy w miesiącu. Jeśli zatem dobrze liczę, buteleczka starczy mi aż na kwartał!

Na poniższych zdjęciach widać książeczkę dołączoną do zamówienia, która tłumaczy jak działa i jak i dawkować CBD

To, co jeszcze mocno chciałabym podkreślić, to fakt, że oleje Kanaste są bardzo dobrze przebadane. Często spotykam się z argumentem, że suplementy nie są kontrolowane i może być w nich wszystko. To prawda, suplement to nie lek, ja (tak jak inne blogerki!) nie mam prawa polecać leków, bo na to są paragrafy :). Prawdą jest też, że marka Kanaste dołożyła wszelkich starań, aby niezależne badania pozyskać. Tu znajdziecie wyniki badań dla 600 mg, 1200 i 2400 mg. Oleje Kanaste są też wolne od THC, więc jeśli przepisy danego kraju pozwalają na używanie CBD, nie musicie się obawiać na lotniskach.

No i na koniec, ważna rzecz, o której trąbię od mojego początku współpracy z marką. Takie sprawy konsultujemy z lekarzem. Nie brałam CBD po operacji, bo brałam silne leki, w tym przeciwlękowe. Dlatego jestem ostatnią osobą, która doradzi osobie w potrzebie CBD zamiast psychiatry czy po prostu pracy nad sobą. Tak jak żaden suplement nie zrekompensuje nam syfiastej diety i braku snu, tak CBD też nie działa zamiast. Takie sztuczki to próbują robić ludzie zażywający narkotyki, a my jesteśmy po przeciwnym biegunie – CBD nie ma bowiem działania narkotycznego ani uzależniającego.


Interakcje sprawdzamy też za każdym razem, nie tylko w przypadku CBD, ale wszystkiego innego. Przykład? Sok z grejpfruta może zmieniać sposób wchłaniania niektórych leków, a zażywanie biotyny wpłynąć na wynik badania tarczycy. Dlatego zawsze informujemy lekarza o wszystkim, co zażywamy. Dla własnego bezpieczeństwa ;).

Za to lubię Kanaste, że nie wciskają kitu i nie udają, że olejek zastąpi drzemkę, medytację, ruch fizyczny czy wakacje.

A teraz dobra informacja dla Was – soczysty niczym nowe opakowanie rabat* na produkty Kanaste.

Kliknij w link do Kanaste.pl i wpisz kod ANIAMALUJE, a cena spadnie o 15% (a jak połączycie z subskrypcją to aż o 45%)

*rabat obowiązuje na pierwsze zamówienie

A wracając do kwestii, o których pisałam na początku tego tekstu – wyciągnęłam wnioski ze swoich błędów i ten rok jest dla mnie rokiem, w którym bardziej myślę o swoich potrzebach i swojej energii. Miałam taki czas, że zafiksowałam się na punkcie zabezpieczenia się na przyszłość i poczucie, że raz na wozie a raz pod i teraz, zaraz, za moment na pewno skończy się to co dobre. To podobno typowy lęk osób, które doświadczyły biedy, nawet jeśli tylko okresowej. Tyle, że drżąc o przyszłość i myśląc tylko o niej, przestałam żyć w teraźniejszości. Zaczynam zatem znowu! Jak tylko skończę remont, to wybieram się w piękną podróż z plecakiem i małym budżetem. W podróż, w której będzie więcej kombinowania i myślenia niż dolarów, a banan nie będzie mi schodził z mordki. Tak to widzę, możecie trzymać kciuki, bo ostatni taki mój trip był… dwa lata temu. Miało być tak też w Tanzanii, ale wtedy z planszy zmiotła mnie ameboza 😅 Co życie ma przynieść, to przyniesie, ale ja daję się ponieść fali, zamiast z nią walczyć. Buziak, ściskam!



A, jeszcze jedno. Jeśli macie problem z dobraniem dawki dla siebie, to na stronie jest praktyczny quiz 👉🏻

https://kanaste.pl/produkt/olejek-cbd/

Wystarczy zjechać trochę niżej 😉

Wpis sponsorowany przez markę Kanaste

Uściski, Ania
Subscribe
Powiadom o
guest
4 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Kasia
3 miesięcy temu

Ooo, mają nowe buteleczki 🙂
Mam jeszcze zapas z przeceny na Black Friday, ale dzięki Tobie kupiłam i mego mi Kanaste pomaga 🙂 jak się skończy zapas, to kupię znowu!

Pozdrawiam
Kasia

Aneta
3 miesięcy temu

Nie karmię swojej głowy strachem, plotkami i aferami – tak zdecydowanie tego też już od dłuższego czasu nie robię. Również ograniczyć moje kontakty, które są toksyczne – ponieważ właśnie próbują podkręcać podkręcać niepotrzebnie już trudną sytuacje.

Sylwia
2 miesięcy temu

Oo ciekawy pomysł z uchylonym oknem! Ja zawsze wietrzę rano i wieczorem, ale spróbuję Twojego sposobu 🙂

Previous
Stąpanie po niepewnym gruncie
Ciekawe skąd wzięła na to wszystko energię…

4
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x