Wiele rzeczy w życiu myli! Na zdjęciu jestem szczęśliwa, serio. Było ciepło i miło, napoiłam i wygłaskałam pieska, zjadłam coś pysznego.
Często też krzyżuję ręce i nogi, ale nie jestem wtedy „zamknięta” albo „znudzona”, tylko wyrównuję sobie ciśnienie, bo mam niższe a tak czuję się lepiej 😉
I tak samo cudowne insta życie też jest mylące🤭. Ludzie pokazujący swoje sukcesy nie pokazują upadków i nieudanych działań (nie dziwię się, „propaganda sukcesu” bardzo dobrze sprzedaje!). Insta laski trudniące się prostytucją nie pokazują co muszą robić za te torebki,  buty i podróże.
Szczęśliwe mamy „wszystko jest kwestią organizacji” nie pokazują swojej frustracji gdy dziecko zwymiotuje na ostatnie czyste śpioszki.
Ja sama bardzo dbam o to co pokazuję, a czego nie. Nie chodzi o to, że nie jestem prawdziwa (bo jestem), po prostu moje życie to nie Big brother ;)
Wybieram się do Azji solo, więc nie będę wrzucać stories w czasie rzeczywistym. Nie chcę też siedzieć z nosem w telefonie, wolę sobie na godzinkę usiąść w hotelu i dorobić napisy do relacji. Trochę szukam zatem nowej formuły!
Dajcie znać czyje stories najbardziej lubicie, szukam świeżych inspiracji.
Moje aktualne top 3 to:
1. @szafasztywniary - nie potrzebuje 10 kafelków by powiedzieć „sto lat!”, merytorycznie, ze spokojem
2. @kasia_coztymseksem - Kasie śledzę jeszcze od czasów gdy nie opowiadała na insta o seksie i wiem, że bardzo potrzeba kogoś takiego w Polsce!
3. @evrdtrp - uwielbiam merytoryczne i fajne storiski z podróży❤️
Tych osób jest oczywiście dużo więcej, ale takie aktualne top3 stories w które klikam to właśnie te!
Dajcie znać kogo warto oglądać! Od razu mówię - nie lubię dram, ludzi o agresywnym tonie, filtrów „upiększających” ludzi i widoczki, i „smacznej kawusi”😁 Lubię ludzi konkretnych!
Kto wzbogaca Twoje chwile na insta?

#wakacje #podrozemaleiduze #lato #urlop #blogipodroznicze #blogpodrozniczy #travelpassion #relaks #motywacja #travelstagram #wspomnienia #grecja #korfu #kerkira #greece #girlswhotravel #polishtraveller #girlswhoexplore #collectmoments #mytravels #wearetravelgirls #traveljournal #girlslovetravel

Wiele rzeczy w życiu myli!...

Pytacie, czy nie boję się do Azji sama. Jasne, że się boję! Może nie w tym sensie, że jestem przerażona, ale czuję dreszcz niepokoju. Na bank się któregoś dni rozpłaczę, bo coś mi nie wyjdzie😉 na bank a chwilę później będę się z tego śmiała!
Już na starcie robię to źle, bo zamiast spakować się w plecak (potrafię!) jadę z walizką, bo chcę odwiedzić kilka osób i przywieźć im z Polski rzeczy, za którymi tęsknią i których im brak.
Ja w ogóle mam 2 stany (oba w 100% prawdziwe!). W jednym z nich z łatwością poznaję ludzi, jestem otwarta i znajduję nowe przygody, w drugim moje spojrzenie mówi „Idź stąd”. Czasami zadziwia mnie jak szybko potrafię się pomiędzy nimi przełączać! 
Myślę, że będzie fajnie, bardzo potrzebuję takiego czasu dla mnie! Już jaram się na myśl o tym, że będzie mi się w tym wilgotnym powietrzu doskonale oddychać. Na myśl o pysznym jedzonku i porządnych masażach!
Zrezygnowałam na ten moment z Myanmaru i prawdopobnie będzie to Pekin(na chwilę!)- Bangkok-Koh Chang- Bali i na koniec dwa tygodnie w Wietnamie. Zacznę z dołu, ruszę w górę. Znając mnie - zmienię pewnie plan z 10x ;) I spoko, na tym polega zabawa, nie biorę życia już tak bardzo serio, staram się bardziej z niego korzystać, mniej się spinać. Dlatego teraz wskakuję do wanny pełnej piany, zapalam świeczki i pora na totalny relaks🥰

Wyobraź sobie, że problemu w stylu brak urlopu/kasy/towarzystwa/z kim zostawić psa/ nie znam języka nie istnieją. Jest czarodziej, robi plum i ich nie ma🧙🏻‍♂️. Gdzie w tej sytuacji chcesz pojechać? Co robisz, gdy nic cię nie ogranicza?☺️ Daj znać!
#podróże #podróżemałeiduże #wakacje #lato #azja #travelphotography #travelgirl #girlswhotravel #solotravel #langkawi #malaysia #malezja

Pytacie, czy nie boję się...

Dziewczyno, jeśli czekasz jak na szpilkach czy chłopak odpisze- wyłącz te cholerne powiadomienia! Za każdym razem jak słyszysz charakterystyczny dźwięk🔔, uwalnia się kortyzol a ty masz reakcję stresową. A potem i tak jesteś rozczarowana, że to 20% rabatu na sandały, a nie książę z tindera💁🏻‍♀️ PLUM-stres-PLUM-stres-PLUM-stres - zwariować można!
Plus może warto przemyśleć, czy to właściwa relacja? Nie fajniej dostawać niespodziewane wiadomości od których się rumienisz, niż czekać aż ktoś odpisze?
Oczywiście dotyczy to relacji nazwijmy to... romantycznych, nie takich bez zobowiązań!😉 Piszę o tym przy okazji zadania numer 16 w ramach wyzwania. Dopóki nie oddałam tej działki mojemu przyjacielowi i menadżerowi @troyann (takie 2w1 bywa wygodne!), cały czas byłam w trybie stand-by czekając na umowę, ustalenia, akcept, dalsze negocjacje. Piątkowy wieczór, daleka podróż - wieczny podryg na dźwięk powiadomienia, bo może to akurat to, na które czekam... Zawsze na jakieś czekałam!😏
Maciek przekonał mnie w Gruzji, bym się ich pozbyła. Na bieżąco migają mi tylko podczas korzystania z instagrama, co jest wygodne, szczególnie gdy odpowiadam na pytania do wyzwania. Ale uwolniłam się od maila! Lubię kontakt z Wami, ale z umiarem!
Prawie w ogóle nie odpowiadam już na messengerze, jeśli mam do kogoś coś pilnego - dzwonię lub piszę SMS. Wiem, że jeśli ktoś będzie miał coś pilnego do mnie - też wybierze taką formę!
I jasne, pierwszą rzeczą, którą kupię w Bangkoku będzie karta SIM i internet (ostatnio też tak było🙈), ale zrobię to by ogarnąć transport i nocleg, a nie by sprawdzić czy przez moją nieobecność w sieci świat czasem nie spłonął ;) Jeśli nie jesteś gotowa na krok o którym mówię, pomyśl o tych wszystkich razach, gdy czekałaś na kuriera z paczką i specjalnie nie wychodziłaś z domu, a on cię olał i zostawił paczkę w punkcie, albo napisał, że przyjedzie jutro🙄
Dziewczyno! Życie Ci przelatuje przez palce na tym czekaniu!
Napisałam to pod wpływem wiadomości z uczestniczką wyzwania, której smartfon przyrósł do ręki bo wiecznie czeka! ;) zdjęcie zrobiłam 3 lata temu po Azji, kojarzy mi się z wolnością!
#szczerze_pisząc #motywacja #wyzwanie #aniamaluje #powiadomienia #stres

Dziewczyno, jeśli czekasz jak na...

Nie wiem jak szybki musiałby być aparat, aby uchwycić ten uśmiech na mojej twarzy😅 niestety mam domyślny bitch face, co nie znaczy, że odpowiada on temu co dzieje się u mnie w środku ;). Faktem jest jednak, że ludzie zawsze zauważają „ty się uśmiechasz” gdy się uśmiecham, bo jak ten uśmiech długo jest na mojej twarzy, to znaczy, że jest mi dobrze i błogo.
Ale dzisiaj to się śmieję cały dzień🤣 Nie dość, że wszystko mi fajnie wyszło, to jeszcze rozbawiły mnie do łez wasze wiadomości o tym, co dziwnego zrobiłyście podczas PMS🤪. Chodźcie na stories, jest fajnie! (Serio ten uśmiech jest rzadki, nie umiem się tak uśmiechnąć sztucznie, musi być totalnie autentyczny!)
#aniamaluje #szczerze_pisząc #zamioculcas #plantlady #crazyplantlady #pms #blogerka #uśmiech #radocha #frajda

Nie wiem jak szybki musiałby...

Ależ ja miałam od kilku dni podły humor! Niczym kiepski detektyw chwytałam się banalnych tropów, jak osłabienie i rozdrażnienie po chorobie, ciśnienie, pełnia księżyca, zły stan powietrza... Ten stan narastał od kilku dni, a ja miałam takie „wtf, o co ci chodzi dziewczyno?” Wszystko w życiu idzie jak trzeba, niektóre rzeczy nawet lepiej, skąd ten nastrój?
Zrzuciłam wszystko co mi leżało na wątrobie i co mnie gniotło w różnych sytuacjach, ale nie pomogło.
W życiu bym nie wpadła na to, że z opóźnieniem trzepnęła mnie książka i czytanie o szalenie skomplikowanej sytuacji w Myanmarze (Birmie).
Tak już czasami mam, że reaguję z opóźnieniem. 
Czasami zadziwia mnie z jaką lekkością jednego dnia przeżywam frustrację, bo w żaden sposób nie mogę spuścić napięcia, a drugiego mam wyborny humor, uśmiecham się szeroko i zaśmiewam z prymitywnych memów.
Tylko czemu zawsze to uwolnienie przychodzi wtedy, gdy pozwolę sobie na te brzydkie emocje i przestanę z nimi walczyć?
Pewnie z tego samego powodu, dla którego ludziom wychodzi podryw gdy odpuszczą, a nie desperacko próbują bardziej.
Ale mi teraz dobrze po pozbyciu się tego dziwnego ładunku! Uczucie jak zdjęcie niewygodnych butów po całym dniu! Albo jak dobiegnięcie do domu i zrobienie siusiu po godzinie wstrzymywania resztką woli🙃

Super ważna lekcja dla mnie: bardziej poddawać się falom, nie walczyć z nimi, bo się utopię!

#tajlandia #thailand #podróże #podróżemałeiduże #aniamaluje #szczerze_pisząc

Ależ ja miałam od kilku...

Którą Anią dzisiaj jesteś? 1 czy 2? I tak się zawsze kończy z nogami na ścianie🤣, ale taka mała refleksja, którą chcę się podzielić - jestem z siebie dumna! Kiedy bardziej chorowałam, wymyśliłam sobie, że muszę mieć w życiu coś, co da mi niezależność i pozwoli zarabiać nawet wtedy, gdy ja nie będę w stanie pracować. Aż do wczoraj nawalało mnie gardło, więc napakowałam czas spotkaniami towarzyskimi i nawet wciągnęłam serial, bo z pracką mimo chęci to jakoś nie szło. I super czuję się z tym, że:
- MOGŁAM.
Nie żyję bez poduszki finansowej, mogę powiedzieć sobie - Ania, teraz nie pracujesz, zluzuj
- nic nie robiąc* i tak zarabiałam. Moja wydana w 2013 książka, której w ogóle nie promuję bo mi się już nie podoba(!) jak co roku złapała się w styczniowe flow i dała mi hajs. 
I to jest super rzecz, za którą jestem bardzo wdzięczna, bo i tak pozwalam sobie na miesiąc w Azji (podczas którego nikt nie zwolni mnie z płacenia za mieszkanie itp), a tutaj niemiłe niespodzianki nie niszczą mojego komfortu.
Ogromnie mnie to cieszy, bo wiem, że wiele osób „nie może sobie pozwolić na L4” z grypą, bo niższa pensja oznacza kłopoty finansowe a normalnie jest na styk😪O ile w ogóle są ubezpieczonymi szczęśliwcami na etacie!
Cieszę się, że udało mi się od tego uchronić! *przesadziłam z tym „nic nie robiąc” bo believe me or not - pytania do wyzwania i wyzwanie sprawiają, że siedzę na IG 5h dziennie😰 ale robię to za darmo i od siebie, nigdy nie prosiłam o patronite itp, więc still - nie robię w styczniu nic zarobkowo.

Cholernie mnie to cieszy, że mam komfort życia bez strachu i chociaż nie zarabiam bardzo dużo, to mogę sobie pozwolić na luksus chorowania.
I przeraża mnie, że w 2020 chorowanie stało się luksusem. 
Strasznie! 
#aniamaluje #szczerze_pisząc #książka #czytam 
#parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #theparisguru #frenchvibes #parismood #modeaparis  #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily

Którą Anią dzisiaj jesteś? 1...

Czy nie możemy próbować być TROSZKĘ lepsi bez tej całej napinki?
Bez zawstydzania nastolatek na utrzymaniu rodziców, że nie mają każdej jednej rzeczy eko i zero waste i w ogóle instagramowa policja approved?
Bez wytykania komuś lotu na chrzciny kuzynki, bo ślad węglowy i straszne zło?
Komuś, kto zaczął przygodę z byciem wege, że robi za mało?
 Nie podoba mi się napinka wyzwalająca poczucie, że jeśli stać cię tylko na malutki kroczek, to jesteś ZŁY I NIEDOBRY. Nie jesteś!
Wrzucając  jakieś linki do swoich starych tekstów (powiedzmy do 2016) często zaznaczam: dzisiaj napisałabym to inaczej. Dlaczego? Bo jestem bardziej empatyczna i rozumiejąca, złagodniałam. Nie lubię rewolucji, wolę łagodną ewolucję i dojrzewanie do zmian. Dlatego chociaż sercem jestem np. za bardziej eko, tańszymi i zdrowszymi (może za rok ukażą się badania, że jednak nie!) kubeczkami menstruacyjnymi, to nie wyobrażam sobie zawstydzania kobiet, dla których ten krok to za dużo. Bo mogę edukować i wyjaśniać, ale jestem za wyborem. I rozumiem gdy jest inny niż mój!
Tak samo jak rozumiem, że ktoś kupi bikini za 50 zł, na aliexpress zamiast takiego samego za 150 w sieciówce, bo ma ogólnie po opłaceniu wszystkiego 400 zł w budżecie i o takim szytym w Polsce w duchu eko to może pomarzyć. 
Chciałabym abyśmy bardziej próbowali się rozumieć, a mniej oceniać i osądzać. Pokaz innym jak żyjesz, zainspiruj do czegoś fajnego, ale nie wywołuj poczucia, że jest gorszym człowiekiem. Po co?
Nie zawsze da się wybrać idealnie, warto pomyśleć, że inni dokonują najlepszych wyborów jakich potrafią.
#noshame #aniamaluje #szczerze_pisząc #piesek #dogsofinstagram #wakacje #lato #toniemojpies #niestety

Czy nie możemy próbować być...

Jakiś czas temu wróciłam do robienia sobie autoportretów. Kiedyś dawało mi to frajdę, potem uznałam za dziecinne i głupie. Dzisiaj uważam, że dziecinne to jest nazywanie rzeczy przynoszących frajdę dziecinnymi🙃

Gdyby nie samowyzwalacz i kilka serii, to pośród kilku całkiem niezamierzonych sexy póz, nie znalazłabym tej! Perełka🤣
Mama całe dzieciństwo mi mówiła: usiądź jak człowiek! 
Dzisiaj to samo mówi mi fizjoterapeuta. A moje nogi plączą się na przedziwne sposoby i na krześle i na tym legowisku, które zrobiłam sobie do czytania😅
Co jest ironiczne, bo mam szeroki parapet o którym zawsze marzyłam, że czytanie z kubkiem gorącej czekolady w oknie... kupiłam nawet piankę tapicerską na ten parapet by było miękko w tyłek i co? W ogóle na nim nie siadam! 
Fun fact: kiedyś potrafiłam założyć sobie nogi za głowę, ale raz nie mogłam się z tego potem rozplątać😅
Czy są tu jakieś osoby dzielące mój problem z nogami? Odezwijcie się, może moja mama zrozumie, że to nie jest moja złośliwość, że przy obiedzie zdarzyło mi się siedzieć po turecku🤦🏻‍♀️ #aniamaluje  #szczerze_pisząc #czytanie #książka #nogi #autoportret #interiordesign #zamioculcas #plants

Jakiś czas temu wróciłam do...

No i jak, miała być realizacja postanowień „od nowego roku” a jakoś kacyk i zmęczenie nie sprzyjają treningowi a ze zdrowym odżywianiem też ciężko?
Startuję z czymś banalnym, bo cóż może być bardziej oklepanego niż wyzwanie styczniowe?🤪Ale na zachętę powiem, że miało wystartować rok temu, ale uznałam, że jest niedopracowane. Dałam je dziesięciu osobom, które przesłały mi swoje uwagi, podzieliły się trudnościami i je ulepszyłam.
UWAGA! To nie jest jedno z tych pięknych wyzwań, gdzie zapisujesz swoje wyniki w ślicznym notesie brokatowymi cienkopisami. Tu trzeba trochę pozasuwać w realu, nie w marzeniach!
Nie chciałam, by było jak te wszystkie rzeczy z pinteresta albo filmiki z pięciominutowymi DIY, które oglądasz, mówisz pod nosem, że fajne (a może nawet zapisujesz w zakładkach!) ale nigdy nie realizujesz🤫
Ono jest po prostu skuteczne.
30 zadań, na które jest 45 dni.
Lżejsze i trudniejsze.
Codziennie na stories! 
Aha, oczywiście wystartowałam z wyzwaniem, ale nie wymyśliłam nazwy, więc przygarnę propozycje 
#wyzwanie #nowyrok #motywacja #aniamaluje #szczerze_pisząc #nogi #nylons #rajstopy #kropki #kropeczki #polkadot #zamioculcas

No i jak, miała być...

Nadchodzi fala podsumowań  od tych, którym wszystko się udało (i fajnie!👏🏻) a przyznam, że nie zrealizowałam żadnego kluczowego celu na 2019🤪
I nie jestem zła! Ani trochę!😲
Miałam jakieś założenia odnośnie tego, co bym chciała osiągnąć.
A potem poczułam, że sama kasa jest dla mnie za małą motywacja i mogę to zrobić, ale nie czuję z tego radochy. 
W 2019 dałam sobie plaska w twarz i zastanowiłam się , czego NAPRAWDĘ CHCĘ. Nie zawsze to były fajne myśli! ✅przestałam uciszać ten głos, który mówił czego pragnę, a który uciszałam, bo nie pasował mi do moich wyobrażeń o mnie samej.
Ale kiedy ich posłuchałam, to o jeju! Zaczęło mi być fajniej w życiu. ✅ Np. niedziele tylko dla mnie (dzisiaj to święto ruchome). Nie zdawałam sobie sprawy jak ja bardzo potrzebuję przestrzeni TYLKO dla siebie! ✅ Jestem asertywna bez poczucia winy i strachu przed tym, że ktoś uzna mnie za niemiłą (nie muszę być miła!)✅ Piszę bloga znowu dla przyjemności, bo choć Wasze propozycje tematów są super, to ja muszę czuć moment i dać myślom dojrzeć, nie jestem wyrobnikiem tworzącym na zawołanie. Nie chcę być!
✅ Przestałam patrzeć  na liczby i zastanowiłam się, czy w ogóle chcę być instagramerką i blogerką. Nie chcę. Chcę być Anią, która ma bloga i instagrama.

To był naprawdę dobry rok, chociaż nie postawię spektakularnych ptaszków na kartce z celami! Jak ja mogłam w ogóle mieć cele, nie wiedząc czego chcę?🙈
To był mój taki gap year, w którym przypadkiem zarobiłam najwiecej w życiu (i większość przehulałam!) ale niczego nie żałuję!

#aniamaluje #szczerze_pisząc #barcelona #parkguell #sukienka #podróże #podróżemałeiduże #catalunya #cele #podsumowanieroku #podsumowanie2019 #motywacja

Nadchodzi fala podsumowań od tych,...

Twoja babcia miała więcej racji niż coach, czyli z kim się zadajesz…

Jest takie słynne powiedzenie:
Jesteś średnią pięciu osób, z którymi najczęściej spędzasz czas.
Krąży po internecie i książkach motywacyjnych często opatrzone komentarzem wypierającym je z pierwotnego sensu.
O co w nim chodzi?
Autorem tej sentencji jest ponoć Jim Rohn i czemu wziął sobie pięć osób – nie wiadomo ;). Może tak lepiej brzmi, wszak to jego powiedzenie niesie się po świecie, a nie nasze rodzime porzekadło z kim przestajesz, takim się stajesz
I tak, twoja babcia miała rację, gdy to powtarzała! Myślę, że większą niż Jim Rohn.
Nie chodzi nawet o wpadanie w złe towarzystwo, ale też o drobne rzeczy. Sama w podstawówce miałam tak, że byłam uczennicą piątkową, ale jak siedziałam w ławce z Kornelą, to miałam piątki i szóstki, a jak z Edytą – piątki i czwórki. W każdym z nas jest jakiś duch rywalizacji i bardzo głęboko wierzę w to, że lepiej być najgorszym wśród najlepszych niż najlepszym wśród słabych.
Ale gdyby to nieco rozszerzyć?
Zacznijmy jednak od tego, że nie każdy z kim spędzasz czas ma na ciebie wpływ.  Świetnie pisze o tym w swojej książce o wywieraniu wpływu na ludzi Robert Cialdini. Zawsze w tym miejscu kusi mnie by dodać, że nie każdy kto nazywa się influencerem nim jest, bo tureckich botów raczej stylizacą nie zaisnpirujesz, ale widzę, że zrobiłam to już raz w tekście o tym, jak oszukują influencerzy🙈
 W pierwszym moim miesiącu w Warszawie spędzałam czas ze znajomymi, z którymi wcześniej widywałam się rzadko. Raczej co chwilę widziałam się z kimś innym, niż ze stałym gronem ludzi, chociaż i tacy bliżsi mi też oczywiście byli. Gdybym skupiła się na tej teorii, że  jestem średnią pięciu osób z którymi najczęściej przebywam, to w tamtym czasie na tę piątkę załapałby się przesympatyczny kurier w wieku przedemerytalnym, z którym zamieniałam może z dziesięć grzecznościowych słów.
Czy jakoś na mnie wpłynął? Nie, jego częsta obecność nie wpłynęła nawet na smarowanie krostek maścią ichtiolową, chociaż za każdym razem widziałam, że toczy się w nim wewnętrzna walka by zapytać, czemu jestem brudna.
Nie wpłynęli też na mnie palący znajomi w szkole, bo sama palić nie zaczęłam – za dobrze pamiętałam, jak biegałam do apteki kupować umierającemu na raka płuc dziadowi pampersy dla dorosłych. Ale wpłynęło to na postrzeganie mnie przez nauczycieli, bo gdy wychodziłam co przerwę z koleżanką, która paliła- patrzyli na mnie krzywo i uważali, że się staczam.
Badania [1] jednak pokazują, że wystarczą palący znajomi albo współpracownicy, by bardzo znacznie zwiększyła się szansa, że sam zaczniesz palić. I to aż o 61%! Co więcej – wystarczy, by przyjaciel przyjaciela palił, by takie ryzyko wzrosło o 29% a przyjaciel przyjaciela przyjaciela – by wzrosło o 11%. Dla sprawiedliwości muszę oddać, że równie spektakularne procenty dotyczą sytuacji, gdy przyjaciel rzuci palenie – istnieje wtedy duże prawdopodobieństwo, że przynajmniej podejmiesz próbę rzucenia fajek.
Wydaje się naciągane? Pomyśl, jak spędzasz przerwy w pracy. Jeśli wszyscy wychodzą na fajkę, albo przy dymku toczą się najciekawsze rozmowy – łatwo dać się wciągnąć. Tym bardziej, że przerwa na palenie to szansa na oderwanie się od komputera, wyjście na zewnątrz i rozprostowanie kości.
A jeśli wszyscy w towarzystwie zaczną palić marihuanę albo sięgać po twarde narkotyki? Babcia miała rację strasząc przed wpadaniem w złe towarzystwo. 
Nie chciałabym jednak iść tutaj w stronę utylitarnych rozmyślań odnośnie “opłacalności” pewnych znajomości. Z miesiąc temu na pewnej branżowej konferencji padły takie słowa, by rozważnie dobierać ludzi, których pokazujemy na stories czy z którymi się crossujemy. Coś w tym jest, bo masowy spadek followersów zaliczam w dwóch sytuacjach – gdy mówię o pedofilii w kościele (ludzie nie chcą tego słuchać) i gdy jem lunch z kontrowersyjną youtuberką. Problem w tym, że selekcjonować w ten sposób ludzi nie zamierzam! Można mieć zupełnie różne życia i poglądy, ale cenić kogoś za jakieś cechy czy umiejętności. Naprawdę, nie interesuje mnie czy mój listonosz popiera Korwina czy Razem, jeśli jest pierwszym listonoszem od dawna, który roznosi paczki a nie awiza.
Zresztą pisałam o tym w tekście pięknie jest się różnić, w którym wyjaśniam dlaczego fajnie jest mieć różnych znajomych. Nawet, jeśli ludzie ci piszą “jak możesz się z nią zadawać, unfollow!” ;-).
Zgodzę się jednak z badaniami w tym, że znajomych należy dobierać rozważnie. Warto sobie zadać kilka pytań:
– Czy ta osoba sprawia, że czuję się lepiej?
– A może gorzej?
– Czy wniosła coś do mojego życia?
– A może wysysa ze mnie energię?
Fajnie jest pomagać innym, ale warto dbać też o siebie i swoje potrzeby.
Bo znajomi mają wpływ nie tylko na takie rzeczy jak palenie papierosów, oceny w szkole czy narkotyki. 
Twój przyjaciel jest otyły? Ryzyko, że w ciągu 2-4 lat też będziesz, wzrasta o 45%. Przyjaciel przyjaciela? O 20! [2]. Myślisz, że przesadzam? No to jedziemy – jeśli nabliższe ci osoby spędzają czas jedząc pizzę i chipsy przy serialach, to duża jest szansa, że spędzacie część tego czasu razem. Gdy widzę się ze znajomymi jedzącymi wege albo będącymi na diecie, nie wybieram się z nimi do KFC, tylko na coś zdrowego. Jeśli w pracy wszyscy zamawiają coś z maka – możesz ulec tej presji, ale jeśli większość przygotowuje sobie pudełka i przerwę lunchową spędza w biurze – być może nie będziesz mieć ochoty na wychodzenie jako jedyna osoba i zaczniesz samodzielnie takie lunchyki sobie robić na wynos.
Dodam jeszcze, że szczęśliwi przyjaciele sprawiają, że też jesteś szczęśliwszy. [3] Nawet szczęśliwi przyjaciele przyjaciół zwiększają twoje szanse na szczęście o 6%. Niby niewiele, ale gdyby dobra wróżka zaoferowała ci teraz, że powiększy stan twojego konta o 6%, pewnie byś nie odmówił :).
W tych wszystkich badaniach warto zwrócić uwagę na to, że rozróżniono właśnie przyjaciół od rodziny czy współpracowników i zwracano uwagę na odległość – przyjaciel mieszkający w innym kraju traci ten wpływ.
Ale! Ja bym chciała zwrócić uwagę na coś jeszcze. Coraz więcej czasu spędzamy przed ekranami. Kogo oglądasz na stories? W czasach, gdy w moją piątę najczęściej oglądanych osób wbijał się kurier, dużo większy wpływ miała na mnie Marta z codziennie fit gdy mówiła “hejka! ja już po treningu!”. Wskakiwałam wtedy w sportowe buty i ruszałam na przebieżkę albo odpalałam trening z żyrafami w domu. Ciekawe kto wie o jaki trening chodzi ;-).
Kogo oglądasz na youtube? Kogo czytasz? Kogo śledzisz? Czy te osoby wnoszą coś do twojego życia, czy tylko zabierają czas?
Warto przemyśleć 🙂 
Czy zatem Jim Rohn miał rację? Częściowo. Nie liczy się pięć osób, ale każda osoba, która ma na ciebie wpływ i z którą spędzasz czas. 
[1]https://www.nejm.org/doi/full/10.1056/NEJMsa0706154
[2] https://www.nejm.org/doi/pdf/10.1056/NEJMsa066082
[3] https://www.bmj.com/content/bmj/337/bmj.a2338.full.pdf
Zdjęcia zrobione w Pradze (tej czeskiej) przez Joulenkę, obok mnie Ania z blue-kangaroo i adoptowany przez Julię i Szymka piec Czosnek. 
Uściski, Ania

9
Dodaj komentarz

avatar
6 Comment threads
3 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
7 Comment authors
aniamalujePatryk - edukacja dla blogeraDominika K.archigame.plKasia (jateżchcę) Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Dorota
Gość

Jestem chyba za bardzo twardą sztuką, bo nikt na mnie nie miał nigdy wpływu. Ani nie nauczyłam się palić, ani stoczyłam się na dno mimo różnym znajomościom, a nawet palaczom w rodzinie 😉 Szybciej ludzie przy mnie oduczyli się palić i poprawili na lepsze 😉

aniamaluje
Gość

Czyli to Ty miałaś wpływ 😀 Dlatego mówię,że nie każde 5 osób, tylko te 5, które ma największy wpływ 🙂

Kasia (jateżchcę)
Gość

Chciałam się odnieść do fragmentu o tym, że lepiej być najgorszym wśród najlepszych. Otóż nie do końca. Właśnie czytam “Dawid i Goliat. Jak skazani na niepowodzenie mogą pokonać gigantów” Gladwella, gdzie omawia to na przykładzie najlepszego ucznia, który po przyjęciu na najbardziej prestiżowe uczelnie staje się przeciętnym lub wręcz jednym z gorszych. Mimo że jest to dość oczywiste, to zazwyczaj działa na tyle demotywująco, że osoby te albo nie kończą studiów, albo nie odnoszą później znaczących sukcesów naukowych. Porównując liczbę publikacji lepiej wypadają najlepsi studenci z trochę gorszych uczelni, który w ogólnym rankingu punktów z egzaminu wstępnego wypadli gorzej od… Czytaj więcej »

aniamaluje
Gość

No właśnie dlatego napisałam, że i tak byłam piątkową uczennicą ;P W sensie -nie była to dramatyczna różnica, tylko wciąż podobny stopień, ale tej jednej książki Gladwella nie czytałam i nadrobię! uwielbiam go!

Dominika K.
Gość

Trening z żyrafami to jest to! Sama też zauważyłam tą tendencję “z kim przestajesz, takim się stajesz” i widzę że to prawda, chociażby z tymi lunchboxami. Jak widzę że koleżanka przynosi takie na uczelnię, to mam większą ochotę przynieść na drugi dzień taki sam, a nie skoczyć po drożdżówkę z czekoladą 😉

aniamaluje
Gość

Dokładnie tak to działa!

Patryk - edukacja dla blogera
Gość

Aniu, sądzę, że trochę spłyciłaś tę teorię o pięciu osobach. Słyszałem o niej nie raz ale nie z oryginalnej książki, którą tutaj zacytowałaś i nigdy nie odniosłem wrażenia, że chodzi o osoby, które spotykam przypadkowo. Tu chodzi o coś więcej. 5 osób, które z jakiegoś powodu są dla ciebie ważne ma wpływ na Ciebie. Dlatego kurier z którym zamieniłaś zaledwie kilka zdań nie jest taką osobą. Powiem więcej, możesz mieć dziesiątki przyjaciół, spotykać się z nimi tak jak pisałaś tutaj ale to są raczej przelotni znajomi, których nie poznałaś do głębi. Wiem, że to fajnie spotykać się z takimi ludźmi… Czytaj więcej »

archigame.pl
Gość

Ach! Temat palenia! Uwielbiam. Nie paliłem w podstawówce, gimnazjum i w liceum. W wieku 18-stu lat kupiłem sobie sam, za własne pieniądze paczuszkę po czym zamknąłem się w kotłowni i zapaliłem. Bez świadków i bez wymuszonej atmosfery. Paliłem łącznie przez pół roku. Wiele lat już minęło od tamtych dni i nadal nie mam jakoś ochoty wrócić do papierosów. Choć nie będę ukrywał, że mam cygaro na specjalną okazję (ta jeszcze nie nadeszła) oraz miewam chrapkę na zakupienie fajki (taką jak miał dziadek Stefan) by pykać raz w tygodniu. Ale na razie nie. A w temacie. Kurde. Myślę, że coś w… Czytaj więcej »

Nihil Novi
Gość

Ciężko się nie zgodzić z Tobą i z badaniami ;). Nawet jeśli bezpośredni wpływ może nie być aż taki silny, to chociaż postrzeganie nas wśród ludzi się zmienia, w zależności od tego, z kim się pokazujemy.

Previous
Łatwiej wypaść z tramwaju niż z tych studiów i dobre jedzonko [TYGODNIK]
Twoja babcia miała więcej racji niż coach, czyli z kim się zadajesz…