Twoja babcia miała więcej racji niż coach, czyli z kim się zadajesz…

Jest takie słynne powiedzenie:
Jesteś średnią pięciu osób, z którymi najczęściej spędzasz czas.
Krąży po internecie i książkach motywacyjnych często opatrzone komentarzem wypierającym je z pierwotnego sensu.
O co w nim chodzi?
Autorem tej sentencji jest ponoć Jim Rohn i czemu wziął sobie pięć osób – nie wiadomo ;). Może tak lepiej brzmi, wszak to jego powiedzenie niesie się po świecie, a nie nasze rodzime porzekadło z kim przestajesz, takim się stajesz
I tak, twoja babcia miała rację, gdy to powtarzała! Myślę, że większą niż Jim Rohn.
Nie chodzi nawet o wpadanie w złe towarzystwo, ale też o drobne rzeczy. Sama w podstawówce miałam tak, że byłam uczennicą piątkową, ale jak siedziałam w ławce z Kornelą, to miałam piątki i szóstki, a jak z Edytą – piątki i czwórki. W każdym z nas jest jakiś duch rywalizacji i bardzo głęboko wierzę w to, że lepiej być najgorszym wśród najlepszych niż najlepszym wśród słabych.
Ale gdyby to nieco rozszerzyć?
Zacznijmy jednak od tego, że nie każdy z kim spędzasz czas ma na ciebie wpływ.  Świetnie pisze o tym w swojej książce o wywieraniu wpływu na ludzi Robert Cialdini. Zawsze w tym miejscu kusi mnie by dodać, że nie każdy kto nazywa się influencerem nim jest, bo tureckich botów raczej stylizacą nie zaisnpirujesz, ale widzę, że zrobiłam to już raz w tekście o tym, jak oszukują influencerzy🙈
 W pierwszym moim miesiącu w Warszawie spędzałam czas ze znajomymi, z którymi wcześniej widywałam się rzadko. Raczej co chwilę widziałam się z kimś innym, niż ze stałym gronem ludzi, chociaż i tacy bliżsi mi też oczywiście byli. Gdybym skupiła się na tej teorii, że  jestem średnią pięciu osób z którymi najczęściej przebywam, to w tamtym czasie na tę piątkę załapałby się przesympatyczny kurier w wieku przedemerytalnym, z którym zamieniałam może z dziesięć grzecznościowych słów.
Czy jakoś na mnie wpłynął? Nie, jego częsta obecność nie wpłynęła nawet na smarowanie krostek maścią ichtiolową, chociaż za każdym razem widziałam, że toczy się w nim wewnętrzna walka by zapytać, czemu jestem brudna.
Nie wpłynęli też na mnie palący znajomi w szkole, bo sama palić nie zaczęłam – za dobrze pamiętałam, jak biegałam do apteki kupować umierającemu na raka płuc dziadowi pampersy dla dorosłych. Ale wpłynęło to na postrzeganie mnie przez nauczycieli, bo gdy wychodziłam co przerwę z koleżanką, która paliła- patrzyli na mnie krzywo i uważali, że się staczam.
Badania [1] jednak pokazują, że wystarczą palący znajomi albo współpracownicy, by bardzo znacznie zwiększyła się szansa, że sam zaczniesz palić. I to aż o 61%! Co więcej – wystarczy, by przyjaciel przyjaciela palił, by takie ryzyko wzrosło o 29% a przyjaciel przyjaciela przyjaciela – by wzrosło o 11%. Dla sprawiedliwości muszę oddać, że równie spektakularne procenty dotyczą sytuacji, gdy przyjaciel rzuci palenie – istnieje wtedy duże prawdopodobieństwo, że przynajmniej podejmiesz próbę rzucenia fajek.
Wydaje się naciągane? Pomyśl, jak spędzasz przerwy w pracy. Jeśli wszyscy wychodzą na fajkę, albo przy dymku toczą się najciekawsze rozmowy – łatwo dać się wciągnąć. Tym bardziej, że przerwa na palenie to szansa na oderwanie się od komputera, wyjście na zewnątrz i rozprostowanie kości.
A jeśli wszyscy w towarzystwie zaczną palić marihuanę albo sięgać po twarde narkotyki? Babcia miała rację strasząc przed wpadaniem w złe towarzystwo. 
Nie chciałabym jednak iść tutaj w stronę utylitarnych rozmyślań odnośnie “opłacalności” pewnych znajomości. Z miesiąc temu na pewnej branżowej konferencji padły takie słowa, by rozważnie dobierać ludzi, których pokazujemy na stories czy z którymi się crossujemy. Coś w tym jest, bo masowy spadek followersów zaliczam w dwóch sytuacjach – gdy mówię o pedofilii w kościele (ludzie nie chcą tego słuchać) i gdy jem lunch z kontrowersyjną youtuberką. Problem w tym, że selekcjonować w ten sposób ludzi nie zamierzam! Można mieć zupełnie różne życia i poglądy, ale cenić kogoś za jakieś cechy czy umiejętności. Naprawdę, nie interesuje mnie czy mój listonosz popiera Korwina czy Razem, jeśli jest pierwszym listonoszem od dawna, który roznosi paczki a nie awiza.
Zresztą pisałam o tym w tekście pięknie jest się różnić, w którym wyjaśniam dlaczego fajnie jest mieć różnych znajomych. Nawet, jeśli ludzie ci piszą “jak możesz się z nią zadawać, unfollow!” ;-).
Zgodzę się jednak z badaniami w tym, że znajomych należy dobierać rozważnie. Warto sobie zadać kilka pytań:
– Czy ta osoba sprawia, że czuję się lepiej?
– A może gorzej?
– Czy wniosła coś do mojego życia?
– A może wysysa ze mnie energię?
Fajnie jest pomagać innym, ale warto dbać też o siebie i swoje potrzeby.
Bo znajomi mają wpływ nie tylko na takie rzeczy jak palenie papierosów, oceny w szkole czy narkotyki. 
Twój przyjaciel jest otyły? Ryzyko, że w ciągu 2-4 lat też będziesz, wzrasta o 45%. Przyjaciel przyjaciela? O 20! [2]. Myślisz, że przesadzam? No to jedziemy – jeśli nabliższe ci osoby spędzają czas jedząc pizzę i chipsy przy serialach, to duża jest szansa, że spędzacie część tego czasu razem. Gdy widzę się ze znajomymi jedzącymi wege albo będącymi na diecie, nie wybieram się z nimi do KFC, tylko na coś zdrowego. Jeśli w pracy wszyscy zamawiają coś z maka – możesz ulec tej presji, ale jeśli większość przygotowuje sobie pudełka i przerwę lunchową spędza w biurze – być może nie będziesz mieć ochoty na wychodzenie jako jedyna osoba i zaczniesz samodzielnie takie lunchyki sobie robić na wynos.
Dodam jeszcze, że szczęśliwi przyjaciele sprawiają, że też jesteś szczęśliwszy. [3] Nawet szczęśliwi przyjaciele przyjaciół zwiększają twoje szanse na szczęście o 6%. Niby niewiele, ale gdyby dobra wróżka zaoferowała ci teraz, że powiększy stan twojego konta o 6%, pewnie byś nie odmówił :).
W tych wszystkich badaniach warto zwrócić uwagę na to, że rozróżniono właśnie przyjaciół od rodziny czy współpracowników i zwracano uwagę na odległość – przyjaciel mieszkający w innym kraju traci ten wpływ.
Ale! Ja bym chciała zwrócić uwagę na coś jeszcze. Coraz więcej czasu spędzamy przed ekranami. Kogo oglądasz na stories? W czasach, gdy w moją piątę najczęściej oglądanych osób wbijał się kurier, dużo większy wpływ miała na mnie Marta z codziennie fit gdy mówiła “hejka! ja już po treningu!”. Wskakiwałam wtedy w sportowe buty i ruszałam na przebieżkę albo odpalałam trening z żyrafami w domu. Ciekawe kto wie o jaki trening chodzi ;-).
Kogo oglądasz na youtube? Kogo czytasz? Kogo śledzisz? Czy te osoby wnoszą coś do twojego życia, czy tylko zabierają czas?
Warto przemyśleć 🙂 
Czy zatem Jim Rohn miał rację? Częściowo. Nie liczy się pięć osób, ale każda osoba, która ma na ciebie wpływ i z którą spędzasz czas. 
[1]https://www.nejm.org/doi/full/10.1056/NEJMsa0706154
[2] https://www.nejm.org/doi/pdf/10.1056/NEJMsa066082
[3] https://www.bmj.com/content/bmj/337/bmj.a2338.full.pdf
Zdjęcia zrobione w Pradze (tej czeskiej) przez Joulenkę, obok mnie Ania z blue-kangaroo i adoptowany przez Julię i Szymka piec Czosnek. 
Uściski, Ania

Podziel się

9
Dodaj komentarz

avatar
6 Comment threads
3 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
7 Comment authors
aniamalujePatryk - edukacja dla blogeraDominika K.archigame.plKasia (jateżchcę) Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Dorota
Gość

Jestem chyba za bardzo twardą sztuką, bo nikt na mnie nie miał nigdy wpływu. Ani nie nauczyłam się palić, ani stoczyłam się na dno mimo różnym znajomościom, a nawet palaczom w rodzinie 😉 Szybciej ludzie przy mnie oduczyli się palić i poprawili na lepsze 😉

aniamaluje
Gość

Czyli to Ty miałaś wpływ 😀 Dlatego mówię,że nie każde 5 osób, tylko te 5, które ma największy wpływ 🙂

Kasia (jateżchcę)
Gość

Chciałam się odnieść do fragmentu o tym, że lepiej być najgorszym wśród najlepszych. Otóż nie do końca. Właśnie czytam “Dawid i Goliat. Jak skazani na niepowodzenie mogą pokonać gigantów” Gladwella, gdzie omawia to na przykładzie najlepszego ucznia, który po przyjęciu na najbardziej prestiżowe uczelnie staje się przeciętnym lub wręcz jednym z gorszych. Mimo że jest to dość oczywiste, to zazwyczaj działa na tyle demotywująco, że osoby te albo nie kończą studiów, albo nie odnoszą później znaczących sukcesów naukowych. Porównując liczbę publikacji lepiej wypadają najlepsi studenci z trochę gorszych uczelni, który w ogólnym rankingu punktów z egzaminu wstępnego wypadli gorzej od… Czytaj więcej »

aniamaluje
Gość

No właśnie dlatego napisałam, że i tak byłam piątkową uczennicą ;P W sensie -nie była to dramatyczna różnica, tylko wciąż podobny stopień, ale tej jednej książki Gladwella nie czytałam i nadrobię! uwielbiam go!

Dominika K.
Gość

Trening z żyrafami to jest to! Sama też zauważyłam tą tendencję “z kim przestajesz, takim się stajesz” i widzę że to prawda, chociażby z tymi lunchboxami. Jak widzę że koleżanka przynosi takie na uczelnię, to mam większą ochotę przynieść na drugi dzień taki sam, a nie skoczyć po drożdżówkę z czekoladą 😉

aniamaluje
Gość

Dokładnie tak to działa!

Patryk - edukacja dla blogera
Gość

Aniu, sądzę, że trochę spłyciłaś tę teorię o pięciu osobach. Słyszałem o niej nie raz ale nie z oryginalnej książki, którą tutaj zacytowałaś i nigdy nie odniosłem wrażenia, że chodzi o osoby, które spotykam przypadkowo. Tu chodzi o coś więcej. 5 osób, które z jakiegoś powodu są dla ciebie ważne ma wpływ na Ciebie. Dlatego kurier z którym zamieniłaś zaledwie kilka zdań nie jest taką osobą. Powiem więcej, możesz mieć dziesiątki przyjaciół, spotykać się z nimi tak jak pisałaś tutaj ale to są raczej przelotni znajomi, których nie poznałaś do głębi. Wiem, że to fajnie spotykać się z takimi ludźmi… Czytaj więcej »

archigame.pl
Gość

Ach! Temat palenia! Uwielbiam. Nie paliłem w podstawówce, gimnazjum i w liceum. W wieku 18-stu lat kupiłem sobie sam, za własne pieniądze paczuszkę po czym zamknąłem się w kotłowni i zapaliłem. Bez świadków i bez wymuszonej atmosfery. Paliłem łącznie przez pół roku. Wiele lat już minęło od tamtych dni i nadal nie mam jakoś ochoty wrócić do papierosów. Choć nie będę ukrywał, że mam cygaro na specjalną okazję (ta jeszcze nie nadeszła) oraz miewam chrapkę na zakupienie fajki (taką jak miał dziadek Stefan) by pykać raz w tygodniu. Ale na razie nie. A w temacie. Kurde. Myślę, że coś w… Czytaj więcej »

Nihil Novi
Gość

Ciężko się nie zgodzić z Tobą i z badaniami ;). Nawet jeśli bezpośredni wpływ może nie być aż taki silny, to chociaż postrzeganie nas wśród ludzi się zmienia, w zależności od tego, z kim się pokazujemy.