O tym, że przytyłam a śpiącej królewny nikt nie pocałował [TYGODNIK]

Dziwnie się pisze z niesprawnym palcem. Jak uszkodzić sobie mały palec u dłoni, zapytacie. Potrzebowałam wstać wcześnie rano, bo pracki bardzo dużo. Nie umiem pisać dwóch tekstów po sobie (nawet, jeśli nie są na moje osobiste kanały, tylko dla klientów), bo niestety angażuję się cała w to, co robię. Dlatego między jednym tekstem a drugim potrzebuję długiego spaceru, gotowania albo trzydziestu minut na oglądanie filmów ze śmiesznymi kotkami. Mając na względzie ten margines oraz srogi deadline, kładąc się spać o 1:55, trzeźwo pomyślałam, że telefon z ustawionym budzikiem muszę zostawić w kuchni, bo jest najbardziej oddalona od łóżka. Zadowolona z tego pomysłu nastawiłam go na 5:30 i poszłam spać.
Mam tendencję do ignorowania budzika, zdarzyło mi się nawet prowadzić przez telefon godzinną rozmowę wciąż śpiąc. Rano zupełnie jej nie pamiętałam i bardzo się zdziwiłam, gdy rzeczywiście miałam ją w historii połączeń. Historię o tym jak w środku nocy mając gorączkę kupiłam za 80 zł solniczkę i pieprzniczkę z głową Lorda Vadera też pewnie kojarzycie. Zresztą każdy kto bardziej mnie poznał wie, że gadam głupoty przez sen a Marta śpiąc kiedyś ze mną w hotelu upuściła butelkę z wodą. I chociaż spałam, to wciąż śpiąc wstałam całkiem dosłownie, stanęłam na łóżku i tępo patrzyłam się w kierunku w którym upadła butelka, podobno dobrych kilka minut. Oczywiście w ogóle tego nie pamiętam, tak samo jak wpuszczenia  kiedyś przez okno kota sąsiadów, który był rano w równie wielkim szoku co ja.
W każdym razie – jest 5:30, dzwoni budzik, a ja bardzo niezadowolona z tego faktu bardzo energicznym krokiem zasuwam do kuchni w celu wyłączenia tego dźwięku i ustawienia drzemki. Szłam tak energicznie, że potknęłam się o własne nogi i wylądowałam na podłodze ze stłuczonym kolanem. Gdy już dałam radę się podnieść, wyłączyłam budzik z takim impetem, że właśnie mam spuchnięty palec. Co prawda do tej pory nie wiem jak udało mi się wcisnąć coś na telefonie przy użyciu małego palca, ale jest czerwony i spuchnięty ;).
Zwalę to na okres 🙂 Poza tym, że odkryłam silną potrzebę posiadania sprawnego małego palca jako przeciwwagi dla pozostałych gdy piszę coś na klawiaturze, to miałam bardzo udany i fajny tydzień.
Zaczął się w Krakowie, bo tam miałam przystanek wracając ze Lwowa. Śniadanie z Eli w Handelku było genialne. I tak przeglądając sobie zdjęcia z całego tygodnia (nie wszystko ląduje w tygodniku i SM) zdałam sobie sprawę, że mam przeogromne szczęście do ludzi w życiu. Otacza mnie wiele wspaniałych osób i jestem za to ogromnie wdzięczna!
Byłam na urodzinach Myszki Mickey w showroomie LPP, Bo House ma kolekcję nawiązującą właśnie do myszki. Zjadłam wiele pysznych rzeczy i chociaż mocno kocham mięso, to nadałam nieco więcej tempa szukaniu smacznych i satysfakcjonujących zamienników. Jakość mięsa coraz mniej mi odpowiada, jem je rzadziej, a jeśli jem – jest to raczej coś super. Skłamię oczywiście mówiąc, że boczuś czy kurczak to nigdy, ale jest tego mniej. Niestety jestem tym typem, który żelazo najlepiej przyswaja z mięsa i chociaż wiele produktów roślinnych ma wysoką jego zawartość – wyniki bardzo mi siadły mimo picia soku z pokrzywy. Co prawda już miesiąc picia soku bardzo mocno poprawił wyniki (nalegajcie zawsze na ferrytynę, można mieć żelazo w normie i anemię!). Gdybym nie wiedziała, że sok z pokrzywy leczy anemię byłabym pewnie teraz na zastrzykach.
Przypomniałam bardzo ważny moim zdaniem tekst o pułapce zaangażowania. Zbyt często rezygnację z czegoś postrzegamy jako porażkę i klęskę, a za rzadko widzimy w tym możliwość by pójść do przodu. Zauważyłam, że wiele osób boi się tego poczucia przegranej i oceny ze strony innych, więc kontynuuje trwanie w czymś, co z punktu widzenia otoczenia jest fajne, ale dla nas samych destrukcyjne. Np. tkwienie w związku małżeńskim z toksycznym partnerem w społeczności uznającej rodzinę za świętość a rozwódki za przegrane. Myślę o tym bo wróciłam właśnie z Solca, mojego rodzinnego miasteczka.
Byłam na dwudziestych urodzinach klubu karate, do którego chodziłam przez 10 lat! Szmat czasu, wiele godzin treningów. To jest fajne doświadczenie, bo chociaż z wieloma osobami mam kontakt i bardzo lubię tych ludzi, to z innymi kontakt się trochę urwał i fajnie jest zobaczyć kogoś, kogo ostatni raz widziało się mając naście lat, a teraz, dziesięć lat później wszyscy mają zupełnie inne życia i bardzo wydorośleli. Zabawne było też to, że spotkaliśmy się przy wódce, chociaż za czasów trenowania za wypicie coli czy zjedzenie chipsów były karne pompki 😀 Myślę o tym w kontekście miasteczka, bo usłyszałam kilka razy że “jeju, ty tyle osiągnęłaś” i bez fałszywej skromności – naprawdę tak tego nie postrzegam. Może właśnie wynika to z tego, że wśród moich znajomych napisanie książki to nie jest “big deal” i znam mnóstwo osób, które tworzą rozmaite treści. To jest bardzo przewrotne, bo na ludzi mówiących mi tyle miłych rzeczy sama patrzyłam z niekrytym podziwem gdy wymiatali zgarniając kolejne medale czy kopiąc poprawnie
ushiro mawashi geri. Ja długo byłam niziutka, więc jak złączyli raz na zawodach moją kategorię wiekowo-wagową i wylosowałam dziewczynę dwie głowy wyższą ode mnie – po próbie wykonania kopnięcia sama wylądowałam na macie. Nikt mnie nie musiał uderzyć, sama się wyłożyłam 😀

No a zanim ruszyłam do Solca, to jeszcze zaliczyłam kolejny escape room. Jak się uda, to  niebawem obskoczę wszystkie pokoje tej sieci! No i pizza z dziewczynami w Mąka i Woda. Pychotka!!!

W sumie to patrzę na to wszystko i jest zabawnie, bo siadając do tygodnika myślałam – jeju, ale to będzie nudny “odcinek”, nic się przecież nie działo. A było jednak całkiem sporo!

Przytyłam. Praktycznie gdzieś od czerwca niewiele ćwiczę, bo ciągle jakieś wyjazdy albo chorowanko. Nie sądziłam, że z natury mam aż tak złą przemianę materii. Zrezygnowałam również na jakiś czas z chińskich taoistycznych ćwiczeń na bóle menstruacyjne i jebs – bóle powróciły. I to jest lekko chore, bo z pół roku temu obiecałam tekst o sposobach na bóle miesiączkowe i po prostu sprawdzam dokładnie na sobie te wszystkie metody raz jeszcze.
W tym celu wprowadzam jakiś systematyczny plan naprawczy, ale nie zamierzam rezygnować z pysznego jedzenia. C’mon, czeka mnie lada moment Madryt, a potem jeszcze Mediolan. Na razie zaczęłam od najgorszej strony, czyli wyznaczyłam sobie nagrodę. Jedynym obszarem nad którym muszę popracować jest po prostu brzuch.
Na zdjęciach takie, które mi się spodobały czyli biały crop top, crop top z rękawem,  i czarny crop top.
Z cyklu – dlaczego kobiety nie zgłaszają gwałtów

I  w sumie druga smutna sprawa – wiecie, że przypadek z pytaniem o bieliznę ofiary był już wcześniej? Tylko wtedy dziewczyna popełniła samobójstwo. Pytania o wygląd ofiary są skrajnie nie na miejscu. Nieustannie przecieram oczy ze zdumienia, że są jeszcze ludzie o takich poglądach. W XXI wieku!

Musicie też zobaczyć ten filmik! To dziecko to moja bratnia dusza. Fragment programu “zamiana żon”. Ta nowa nie była fanką boczku…

A kiedy obejrzycie, to zobaczcie jeszcze komunijne januszostwo.

Argument za tym, by nie dawać dzieciom pieniędzy, tylko prezenty

W sumie dużo wspominam o boczku. Wiecie,  że to charakterystyczne miłe doznanie smakowe, lekko słone, lekko słodkie ma swoją nazwę? Osmazom.
Staram się jednak mimo wszystko uważniej podchodzić do tego, co jem. Zdrowotne argumenty o oleju palmowym mnie nie przekonały i chociaż mając do wyboru podobny produkt bez palmowego – wybierałam podobny, to nie byłam specjalnie radykalna. A teraz będę bardziej:

Niestety olej palmowy jest w wielu rzeczach, które bardzo lubię.  Można go pozyskiwać w sposób etyczny – i na tej stronie sprawdzić, czy firmy które lubisz są na liście https://www.rspo.org/
Jest tam wiele polskich firm, np.producent pysznego masła orzechowego- Sante.
Chyba najmocniejsza reklama społeczna ever.

Znacie prawdziwą wersję Śpiącej Królewny? Jest mocna!

Ciach! Skaleczyła się i zapadła w sen. Czas mijał, zamek obrósł krzewami. W końcu pewien król (przystojnych królewiczów w bajkach szukacie? Seriously?) przejeżdżał na koniu (przynajmniej rumak się uchował) nieopodal zamku i postanowił sprawdzić co ów zamek w sobie kryje. A tu proszę: piękna, śpiąca królewna, która nie stawia oporu! Zacny król, jak na prawdziwego władcę z tamtego okresu przystało, postanowił skorzystać z okazji i dosiąść śpiącą piękność (zastanawiam się czy to podchodzi pod gwałt, czy nekrofilię?), która pod wpływem jego perwersyjnych amorów wcale się nie obudziła, więc ją zostawił. Teoretycznie w tym momencie bajka powinna się skończyć, ale nawet na to nie liczcie, bo dopiero zaczyna być super creepy! 

Dalej rzeczywiście jest jeszcze mocniej https://www.gosiarella.pl/2014/01/pewnego-razu-we-snie-czyli-spiaca.html

Kupowanie i wybieranie prezentów to dla mnie większa frajda niż ich dostawanie. Ostatnio ciągle pomykam w tym płaszczu z kapturem oraz bardzo wygodnych i super przylegających botkach na szpilce 🙂 Na razie widzę jest -20% an wszystko z kodem FUN20, ale jestem ciekawa czy będą jakieś super promki na black friday 🙂

Na razie widzę, że Sephora ma rozsądne -30% na bestsellery, co chyba jest dobrym momentem na zakup prezentów świątecznych.  W Sephorze wolę kupować online, bo zawsze dorzucają miniaturki idealnie sprawdzające się w podróży 😉 w ogóle jestem fanką miniatur. Mało znam kobiet, które w całości zużywają róże, bronzery czy szminki, dlatego uważam że warto kupować takie rzeczy właśnie w mini formacie. Jak np. rozświetlacz Becca czy róż marki Benefit
Na sam koniec – czy możesz być marką premium? – tekst Ewy dał mi wiele do myślenia, ale też wiele kazał sobie przewartościować i utwierdził mnie w przekonaniu, że dobrze jest odmawiać niektórym programom TV.
A jeśli znajdziecie chwilkę… wczoraj byłam na herbacie z Dominiką, która odpowiada za projekt remontowania łazienek przez markę Domestos. Taka akcja, gdzie brzydkie, obrzydliwe toalety są remontowane. Jak znam życie i wiem, że żadna firma nie jest instytucją charytatywną tak też wiem, że duży buzz wokół akcji zawsze pomaga lepiej uargumentować jej przedłużenie czy powiększenie budżetu. Jeśli macie jakieś doświadczenia ze szkolnych lat w tej materii – będę wdzięczna za komentarze na instagramie pod tą fotką
Szkolna toaleta… Wiecie, że dzieci chcące siku nie potrafią się skoncentrować? To nie jest błahostka! Pamiętam chodzenie do wc parami, bo ktoś musiał trzymać drzwi. Albo że próbuję zrobić siku na stojąco, by nic nie dotknąć, a ręką przytrzymuję drzwi, by się nie otworzyły. W podstawówce (i w gimnazjum) toalety były obleśne. Dotknięcie czegoś było bardziej przerażające niż pójście do tablicy na matmie. Na szczęście gimnazjum było w tym samym budynku co liceum, więc nie zważając na krzyki i zakazy nauczycieli – na siku chodziłam tam. To nienormalne, że dzieci stresują się, że brud i brzydzą, że bakterii w toalecie tyle, że mogą założyć metropolię. Że śmierdzi i nie ma się czym wytrzeć. Dzieci nie szanują publicznej własności, a szkoły nie mają kasy? Tu wkracza program “Wzorowa Łazienka” marki Domestos i sypie groszem na remonty i odświeżenia toalet, oraz przekazuje środki czystości. Do tego edukuje – dziś 19.11 w Światowym Dniu Toalet – odbywa się Publiczna Lekcja Higieny dla uczniów szkół podstawowych. Ja to na maksa szanuję. Przesuwając zdjęcie możesz zobaczyć przykładowy remont. Mówię o akcji “Wzorowa łazienka” bo jestem kimś, kto tak bardzo brzydzi się publicznych toalet, że potrafi nie sikać kilkanaście godzin. A to szalenie niezdrowe. Co wkurzało was w szkolnych toaletach? Te doświadczenia pomagają zmieniać warunki sanitarne w szkołach, więc nie pytam dla nastukania komentarzy, tylko serio – to super ważne! #publicznalekcjahigieny #swiatowydzientoalet #wzorowalazienka #dziendobry #poniedziałek #trudnesprawy #szczerze_pisząc Post powstał we współpracy z marką Domestos.
Post udostępniony przez Ania (@aniamaluje) Lis 19, 2018 o 2:55 PST
Uściski serdeczne dla Was! <3
 
 
 
 
Uściski, Ania
Previous
Jak przestałam się wszystkim przejmować – najgłupsza rada jaką przeczytasz. Ale skuteczna
O tym, że przytyłam a śpiącej królewny nikt nie pocałował [TYGODNIK]