Moje najlulubieńsze zdjęcie zrobione, gdy myślałam, że już po zdjęciach i się odwróciłam. Jak zawsze!

Miałam ostatnio potężny kryzys życiowy zupełnie bez powodu. Okoliczności nadal są takie same, nic się nie zmieniło, ale kryzys minął. I myślę, że to całkiem normalne, mamy różne etapy w życiu i czasem człowiek ma ochotę zwinąć się w kulkę i płakać, a czasem tańczyć. Wyjątkowo zmieniłam podejście i zamiast za wszelką cenę próbować wyjść z tego dołka, zaczęłam obserwować swoje potrzeby i za nimi podążać. Godzina leżenia i myślenia o niczym, zamiast wstania rano? Okej! Comfort food w środku nocy? Proszę bardzo. Trzy godziny w wannie i czytanie bardzo głupiej książki? Oczywiście.
Zamiast za wszelką cenę próbować poprawić swój humor, płakałam gdy miałam ochotę i wkurzałam się, gdy miałam taką potrzebę. I ojeny, czasami dobrze jest jednak poddać się fali i po prostu się na niej unieść.

Zdjęcie; @patabloguje 
#lavieparisienne #vieparisienne #frenchfashion #takemetoparis #lestyleàlafrançaise #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisianlifestyle #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #parisianblogger #frenchvibes #parismood #modeaparis  #parisianchic #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily #sukienka

Moje najlulubieńsze zdjęcie zrobione, gdy...

Te kropki przy mojej twarzy to komary.
Komary są najbardziej śmiercionośnymi zwierzętami na świecie. Zabijają więcej ludzi niż rekiny, tygrysy, czy jadowite węże. Roznoszą malarię, dengę i wirusa Zika. Drugim największym mordercą jest człowiek. Pomijając już fakt, że mordujemy w imię „Boga” „granic” „honoru” siebie nawzajem urządzając krwawe wojny, to jeszcze jesteśmy pasożytem eksploatującym ziemię ponad miarę.

Ludziom, którzy z oszczędności i dla widoków kupili domy na wsi, śmierdzi nagle rzepak i domagają się, aby rolnicy zaprzestali uprawy. Usuwamy budki lęgowe dla Jerzyków, chociaż krzywdy nikomu nie robią. A jakieś dzbany na Mokotowie wytruły staw, bo żaby im skrzeczały i „rechot był nie do zniesienia”. O tym, że sami osiedlili się koło stawu i to był ich wybór już nie pomyśleli.

Chciałabym, żeby takie piękne widoki wciąż istniały za 20, 50 i 100 lat. Ten mały pies trzęsie się z radości jak może wytarzać się w trawie. My też tacy byliśmy, ze spodniami wiecznie zielonymi od wtartej w nie przy upadku trawy🌱
Co się nam stało?

#lavieparisienne #vieparisienne #frenchfashion #howtobeparisian #takemetoparis #lestyleàlafrançaise #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisianlifestyle #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #parisianblogger #frenchvibes #parismood #modeaparis #myparisstyle #parisianchic #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily #sukienka #koszyk

Te kropki przy mojej twarzy...

Kiedyś miałam straszny ból tyłka o ludzi wychodzących na papierosa. Siedzenie długo w pomieszczeniu to dla mnie koszmar. Jak wychodzę z kina na powietrze, to czuję się jak ktoś, kto wyszedł z jaskini😅
O ile w gimnazjum i w liceum wychodziłam zawsze z palącymi znajomymi (sama nie palę) i praktycznie co przerwę byłam na powietrzu, o tyle później było z tym jakoś dziwniej.
W szkole to jedynie niektórzy nauczyciele brali mnie za palacza i patrzyli z pogardą.Ale jak uzasadnić wychodzenie gdy nie palisz?
Śmak, po prostu wychodziłam :D. A gdy ktoś mówił „ty palisz?” albo: „ale ty przecież nie palisz!” odpowiadałam „ale muszę się przewietrzyć”. I tyle! Nikt nie urwał mi głowy, nie krzyczał na mnie z powodu tych 5 minut co dwie godziny.

Zamiast pielęgnowania w sobie wkurzenia na innych, skupiłam się na sobie.
Wkurzało mnie za to poczucie, że pracując z ludźmi ktoś zawsze notuje skrzętnie w głowie jak często wychodzisz do toalety i unosi brew gdy odbierasz prywatny telefon. Nie czuję się dobrze w takiej atmosferze, jestem przerażona tym jak traktuje się pracowników w Polsce. Dlatego pracuję sobie jako freelancer na swoim.
Nigdy nie wyszło mi nic dobrego z tego pielęgnowania w głowie ukłucia „bo inni”.
I w ogóle to polecam książkę Helmuta Schoecka „Zawiść: źródło agresji, destrukcji i biedy”. Jest w niej masa socjologicznych ciekawostek i zrobiłam z niej całą masę notatek czytając za pierwszym razem. Bardzo otworzyła mi głowę!
#szczerze_pisząc #blogerka #czesc #lestyleàlafrançaise #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisianlifestyle #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #parisianblogger #frenchvibes #parismood #kropki #sukienka #polkadots

Kiedyś miałam straszny ból tyłka...

Każdy czasami potrzebuje zmian, ja potrzebowałam takiej. Czuję się lekko i świeżo!
#aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily  #blogerka #włosy #zmiana #fryzura #polkadots #sukienka #kropki #haircut

Każdy czasami potrzebuje zmian, ja...

Zmęczona. Tak się ostatnio czuję. Nawet nie fizycznie, to inny rodzaj zmęczenia. Zmęczenie mnogością decyzji do podjęcia i wyborów do dokonania. Zmęczenie ilością rzeczy, walczących każdego dnia o moją uwagę. 
Kiedyś nie rozumiałam ludzi latających na all inclusive, mówiących fryzjerowi „rób co chcesz” albo wybierających buty w pierwszym sklepie, bez porównania oferty w 10 innych. Dzisiaj rozumiem. 
Każdy czasami potrzebuje odpoczynku umysłowego.

#lavieparisienne #frenchfashion #howtobeparisian #takemetoparis #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #frenchvibes #parismood #modeaparis #myparisstyle #parisianchic #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #darlingdaily #szczerze_pisząc #discoverunder50k

Zmęczona. Tak się ostatnio czuję....

Szybciej, mocniej, więcej, bardziej. Postaraj się więcej, wstawaj wcześniej, kładź się później.
Nie wiem jak wy, ale ja nie kupuję tego bullshitu. Mam pracę, którą uwielbiam - copywriterka daje mi mnóstwo satysfakcji, lubię poprawiać wyniki i czuć, że moja praca pomaga komuś zwiększyć sprzedaż albo zredukować czas spędzany na odpowiadaniu na pytania klientów, bo zgrabnie naskrobałam wyczerpujący opis. Ale też potrzebuję przerwy. Nie powinniśmy żyć w świecie, w którym pracujących ludzi często nie stać na samodzielne wynajęcia  mieszkania,  albo jedna wizyta u dentysty wpędza ich w długi. Jeden pełny etat powinien zapewniać pieniądze na godne życie.

Pamiętam jak kiedyś chciałam podkręcić kartę graficzną, by pograć w grę.
Pograłam. Chwilę.
Karta się spaliła.

Uczę się pracować mniej. Poleżeć brzuchem do góry. Zabrać książkę do parku. Odpoczywać. 
____
#lavieparisienne #vieparisienne #frenchfashion #howtobeparisian #takemetoparis #lestyleàlafrançaise #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisianlifestyle #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #parisianblogger #frenchvibes #parismood #modeaparis #myparisstyle #parisianchic #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily

Szybciej, mocniej, więcej, bardziej. Postaraj...

Kiedyś nie lubiłam swoich nóg , bo są krzywe. najkrótsze sukienki jakie nosiłam były za kolano. No i głównie wybierałam spodnie.
To było głupie, wyrosłam z tego.
Ale wiele moich koleżanek wciąż jest na tym etapie. Nie założą latem szortów bo mają nogi: za blade, za chude, za grube, z cellulitem na który na pewno wszyscy będą patrzeć, z siniakami, pajączkami albo wuj wie co jeszcze. 
Kobietom zdarza się też odmówić spontanicznego wyjścia na basen czy nad jezioro, bo się nie wydepilowały.

Hmm, chodziłam ostatnio w krótkich sukienkach, chociaż nóg nie goliłam dwa tygodnie. Zazwyczaj co niedzielę sięgam po depilator, ale jakoś jedna mi wyleciała, a w kolejną jak miałam czas na ogarnianie siebie, to zrobiła się trzecia w nocy. Nie chciałam budzić sąsiadów bo depilator chodzi jak kosiarka.
Rok temu zrobiło mi się słabo i zaliczyłam glebę. Najpierw chodziłam z dwoma dorodnymi strupami na kolanach, potem z białymi śladami po nich. I też chodziłam w krótkich sukienkach, walić to. Może ze dwa razy jakiś Janusz skomentował, że chyba był awans w pracy, ale kto rządzi moim życiem, ja, czy strach przed spojrzeniami Januszy?😉 Nieważne jak wyglądają Twoje nogi, masz prawo chodzić w czym tylko chcesz. Czy masz 45 kg czy 145, czy nogi blade czy opalone, gładkie czy owłosione, paznokcie pomalowane czy nie. Nieważne, czy masz siniaki, pajączki, strupa, mnóstwo bąbli od komarów czy cellulit. To Twoje ciało.
Rób z nim co zechcesz! 🤗

#lavieparisienne #vieparisienne #frenchfashion #howtobeparisian #takemetoparis #lestyleàlafrançaise #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisianlifestyle #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #parisianblogger #frenchvibes #parismood #modeaparis #myparisstyle #parisianchic #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily #wbutachbrilu

Kiedyś nie lubiłam swoich nóg...

Kocham lato. Sporo rzeczy w nim mnie wkurza - komary i nagrzany beton, bo wycinka drzew pod nowy parking. Ale więcej zachwyca.
Zieleń. Polne kwiatki. Rumianek. Że kwitnie czarny bez, a syrop z bzu to najlepszy dodatek do lemoniady na świecie. Że rosną maki. I dmuchawce aż się proszą o zdmuchnięcie. Można nosić zwiewne sukienki. Najlepszy strój świata, majtki, sukienka, klapki i jesteś gotowa. Że można poczytać książkę w cieniu pod drzewem. Objadać się lodami i mówić, że to dla ochłody. Chodzić do kina plenerowego. Siedzieć nad Wisłą. Zajadać się mizerią. Albo truskawkami. 
Lada moment stanieje fasolka, i będę ją z lubością polewać bułką tartą na maśle. Przy obecnych cenach masła to będzie droższe niż kawałek schabu, ale to dla mnie smak lata. Tak samo jak kalafior.
Za co Ty kochasz lato? Tylko dobre rzeczy!
#lavieparisienne #vieparisienne #frenchfashion #howtobeparisian #takemetoparis #lestyleàlafrançaise #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisianlifestyle #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #parisianblogger #frenchvibes #parismood #modeaparis #myparisstyle #parisianchic  #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily

Kocham lato. Sporo rzeczy w...

Widzicie to białe pudełko na zdjęciu? Zrobiłam sobie w Tunezji małą symulację i nie spakowałam kosmetyków. Kupiłam je na lotnisku i wcale nie wydałam na to ogromnej kwoty - ja zapłaciłam taniej niż w sieciowych drogeriach. Dużo taniej za porządny zestaw - róż, maskara, pomada do brwi i rozświetlacz zapłaciłam 113 zł zamiast rynkowej ceny 310. Chodźcie na bloga zobaczyć jak to zrobiłam ;) Rozwiewam tam też  kilka mitów związanych z podróżowaniem, w które zadziwiająco często ludzie wierzą oraz mam dla Was super zniżkę - 20% na zakupy w @aelia_duty_free_polska - idealna okazja by kupić taniej swój ulubiony podkład albo perfumy.

#Tunezja #zakochaniwtunezji #discovertunisia #podróże #rabat #zakupy #kosmetyki #podróżemałeiduże #wakacje #sukienka #lato #girlsborntotravel #travelgirl 
Post we współpracy z @aelia_duty_free_polska 
Zdjęcie; @adriandmoch

Widzicie to białe pudełko na...

Kocham lato. Nazrywałam sobie kwiatków, kupiłam kilka przepysznych rzeczy. #szparagi i #pomidory (czekoladowe, moje ulubione!) skropione oliwą i przykre boczkiem pieką się właśnie w piekarniku. Z awokado zrobię przepyszne guacamole, które zjem z gruzińskim puri (na zdjęciu w papierowej torbie, do mojego woreczka na pieczywo się nie mieści). Jestem bardzo dumna z tych zakupów, bo dało się #bezplastiku i #zerowaste, chociaż kobiałka prawie mi się rozpadła w drodze ;). Ale jestem też przerażona kierunkiem, w którym zmierzamy. Ja miałam ogromny komfort, że mogłam czasowo pozwolić sobie na zakupy na bazarku. Że miałam też taki bazarek w rozsądnej odległości. Że nie byłam po pracy obładowana własnymi siatami, służbowym laptopem, na którym zabieram pracę do domu i torebką wypchaną pudełkiem w którym noszę lunch i butelką termiczną, więc miałam wolną rękę na kobiałkę. Że mam tyle przestrzeni w głowie, by dowiedzieć się trochę więcej o środowisku i działać, a nie zaprzątam myśli kalkulowaniem z którym rachunkiem bezpieczniej się spóźnić - czy lepiej mieć zaległości za prąd czy za telefon, bo akurat musiałam wydać pilnie na dentystę a nie miałam poduszki finansowej.
Ale i tak zaraz przyjdzie tu ktoś, kto nie pozwoli mi stawiać swoich małych kroczków i palcem wytknie 3 plastry boczku na szparagach albo zakup awokado, bo do jego produkcji zużywa się dużo wody.
Myślę, że z excela jasno wychodzi, że światu bardziej przyda się 100 osób ograniczających złe nawyki o 50%, niż 3 będące w 95% eko, ale osłabiające morale innych gdy tylko wdrożą jakąś mąłą zmianę.
#zakupy #eko #próbuję #szczerze_pisząc #aniamaluje #vintage #jedzenie #czystamicha

Kocham lato. Nazrywałam sobie kwiatków,...

Jak przestałam się wszystkim przejmować – najgłupsza rada jaką przeczytasz. Ale skuteczna

Pamiętam wkurzenie mojej koleżanki, gdy dermatolog powiedział jej by się nie stresowała, co miało być najważniejszym filarem walki z upiornym trądzikiem. Powiedzieć komuś stresującemu się absolutnie wszystkim by przestał się stresować, to prawie jakby powiedzieć biednemu, żeby przestał być biedny albo kaszlącemu by przestał kaszleć. Wszystko spoko, ale to nie takie proste.
Jeśli chodzi o stres, to ja się raczej nie stresowałam. Ale spinałam się nad wszystkim. Jeju, jaka ja byłam przejęta! Z perspektywy czasu to brzmi śmiesznie, ale tak właśnie było. I żeby to jeszcze były ważne rzeczy…
Zaglądałam na maila w piątek po siedemnastej (i w sobotę, niedzielę) bo może ktoś będzie coś ode mnie chciał, a przecież nie może być tak, że ten biedny ktoś będzie czekał do poniedziałku na moją odpowiedź, bez której coś tam będzie wstrzymane. Gdy miałam dwudziestominutowy bilet, a autobus stał w korku, od piętnastej minuty sprawdzałam godzinę co jakieś 15 sekund, by mieć pewność czy czasem nie przekroczyłam czasu i nie pora skasować kolejnego. Siedziałam w przedziale razem z kimś, kto zajadał się jajkiem i kiełbasą, bo przecież taki numerek mi wylosowało.
Wiem, że mam okresy szalonego zapotrzebowania energetycznego i przez to muszę też pilnować się bardziej niż inni. Ćwiczę sporo i regularnie. Odpuszczam sobie porządny trening tylko na wyjazdach. Jak nietrudno po moim brzuchu zauważyć, ostatnio miałam sporo wyjazdów.
 Ledwo wróciłam teraz ze Lwowa, a jeszcze w tym roku czeka mnie Madryt i Mediolan. Tak to jest, jak szukanie tanich lotów wejdzie w krew za bardzo. Za bardzo też weszło jedzonko i dorobiłam się kilku gratisowych kilogramów.
Pata złapała taki uroczy kadr gdy próbowałam zapiąć żakiet. Niestety nie zauważyłam, że preset z lightrooma miał funkcję “disortion” i zrobił cały obraz lekko wklęsły(?), ale sami widzicie po storiskach i instagramie, że przytyłam 😀
Tak czy inaczej – zapięcie żakietu mnie trochę przerosło.
Jeszcze dwa lata temu byłam dla siebie samej bardziej surowa. Jestem człowiekiem zadaniowym i lubię sobie stawiać cele i stawać się coraz lepsza, ale to zaczęło pędzić w zupełnie złą stronę. Mam też spore poczucie obowiązku wobec innych.
Moje cele były całkiem dobrze określone, a przynajmniej tak mi się wydawało. Problem w tym, że odhaczanie kolejnych punktów z listy i ciągłe doskonalenie się nie dawały mi tego, czego się spodziewałam.
Bycie przykładnym, miłym obywatelem który nie przekracza o minutę  czasu na bilecie i rozlicza się nawet ze sprzedaży jednej rzeczy na allegro nie zaprowadziło mnie tam, gdzie się spodziewałam.
Jasne, nadal płacę uczciwie podatki (kontrola Urzędu Skarbowego skończyła się tak, że musiałam donieść odpis aktu urodzenia, bo coś musieli mieć w papierach) ale z całą resztą totalnie przestałam się spinać. Ze Skarbówką w sumie też, jak o czymś zapomnę to napiszę “czynny żal”.
Wiecie jak wspaniale jest po stronie luzu? Ojeju, cudownie, słowo daję. Zrozumiałam to, jak rzuciłam (z innych powodów) studia doktoranckie.
Jestem typem, który naprawdę szczerze mówił “uczyłam się tylko w autobusie” a potem dostawał piątki. Nigdy nie uczyłam się dla ocen, a jeśli kojarzycie moje zdjęcie z książkami na głowie (byłam jeszcze w liceum) to wiecie, że Tatarkiewicza połknęłam dla przyjemności jeszcze wtedy i nie musiałam niczym przejmować się na studiach, bo mnie to jarało. Serio, strasznie jarałam się takimi rzeczami.
Na studia doktoranckie trafiłam trochę z przypadku. Chciałam się rozwijać, zaproponowali mi taką przygodę podczas obrony magisterki, więc stwierdziłam – why not! No i się dostałam.
Zupełnie nie mam problemu z uczeniem się o dzikich porach, bo nieustannie coś czytam, strasznie jara mnie ciągły rozwój. Uczenie się spoko, ale zasada miała być taka, że zajęcia są w jeden dzień w tygodniu i fizycznie tylko w ten jeden dzień muszę być ciałem na uczelni. To jest totalnie zrozumiałe, zważywszy na to, że ludzie na tym etapie edukacji zazwyczaj pracują, mają inne zobowiązania. Wklepałam sobie daty w kalendarz, a tu zaczęły przychodzić maile np. 3 dni przed, że będą jakieś  zajęcia w innym terminie. Albo informacja o ważnym sprawozdaniu wysłana o 22:13.
Aby nakreślić obraz sytuacji – na I i II stopniu studiów zdarzyło mi się np. jechać całą noc busem z Katowic do Bydgoszczy, bo w niedzielę odbierałam nagrodę, a w poniedziałek rano miałam swoją prezentację na zajęciach. Nie chciałam, żeby z powodu mojej nieobecności nastąpiło przesunięcie i inna osoba musiała się przygotować do swojego wystąpienia, z którym oczywiście była w lesie. 
Również w trakcie czekania na kolejne badania w szpitalu ubrałam się i poszłam pisać kolosa z matmy (szczęśliwie szpital od uczelni oddalony jest o 15 minut z buta).
Jak teraz czytam co napisałam, to byłam trochę patologicznie obowiązkowa. Dzisiaj spokojnie zostałabym sobie w poniedziałek w tych Katowicach, zamiast spać na siedząco w niewygodnym busie. Zamiast myśleć o kimś innym, pomyślałabym o sobie. Na pewno nie wychodziłabym też ze szpitala napisać kolosa w środku mroźnej zimy :D. Szczególnie, jeśli godzinę wcześniej straciłam przytomność podczas jonoforezy pilokarpinowej. Jeju, ja naprawdę byłam patologiczna!
Minęło mi dopiero na studiach trzeciego stopnia, gdy po tym jak kupiłam bilety do Włoch, przyszedł mail o przełożonych zajęciach. No stwierdziłam, że nie ma takiej opcji, bo już za wszystko zapłaciłam, a do tego zobowiązałam się podrzucić z Polski jakieś ważne rzeczy a potem kilka przewieźć do kraju. 
Nieobecność to pikuś, wyskoczył jednak termin eseju zaliczeniowego. Tematy pojawiły się zbyt późno, musiałam go jakoś napisać bez możliwości skorzystania z biblioteki. I świat się nie zawalił, jedną książkę zeskanowała koleżanka, innych źródeł nie miałam, więc skorzystałam z tych tekstów, które są w internecie i to była moja jedyna ocena niższa niż pięć. 
Jeśli czegoś w życiu żałuje, to spinania tyłka i swojego poczucia obowiązkowości. Poczucia, że coś muszę. Podczas studiów doktoranckich nieustannie miałam poczucie, że może i mam jakieś plany, ale zaraz wyskoczy coś super ważnego i będę musiała być na uczelni.
I nagle zdałam sobie sprawę, że tych maili by nie było, gdybyśmy nie odczytywali wiadomości po siedemnastej w piątek i nie przychodzili w poniedziałek potulnie. Bo najszybciej w poniedziałek o 9tej można odczytać i napisać “bardzo mi przykro, ale nie ma takiej możliwości”.
Ja wszystko ogarniam, dopóki zdrowie względnie dopisuje. A potem zdarzył mi się taki dzień, że czułam się paskudnie, ucięłam sobie drzemkę i wstałam następnego dnia o czternastej. I świat się dalej kręcił, nikt pilnie czekający na moją wiadomość nie umarł, a jeśli miał jakieś opóźnienia, to nauczył się by pisać do mnie w “reasonable hours”. To nie jest już dłużej mój problem.
Byłam zaangażowana w kilka projektów, które zapewniały ładniejsze pieniądze, ale takie nieustanne “zawieszenie” w oczekiwaniu na czyjąś decyzję, na dalsze kroki. Zaplanowałam sobie poprawki projektu według uwag na dany tydzień, ale nic się nie działo, a potem popraweczki przyszły dwa tygodnie później, gdy ja miałam już masę innych zobowiązań.
Wiecie jak mi super z mniejszymi pieniędzmi ale bez tego zawieszenia? Zresztą w uzyskanym czasie zaczęłam robić inne rzeczy, które z czasem zaczęły przynosić jakieś sensowne zyski.
Szalenie kocham szpilki, ale kocham też Lwowską Operę, do której prowadzą stare, zabytkowe kocie łby. Jest coś wyzwalającego w przejściu się do opery w płaskich butach i wyciągnięciu z torebki ładniejszych. Tak, poszłam jak przedszkolak ze zmiennym obuwiem.
I zakochałam się w zadawaniu sobie dwóch super ważnych pytań, ilekroć zaczynam się przejmować.
– Co najgorszego może się stać?

– Czy będę o tym pamiętać za pięć lat?
Zazwyczaj super ważne problemy odchodzą w niepamięć w ciągu miesiąca. 
Bez żenady wskazuję kelnerowi palcem pozycję w karcie i mówię “nie mam pojęcia jak to się wymawia, ale poproszę”.
Zamówiłam sobie do żabich udek chleb w fancy knajpce! Myślicie, że ten kelner mnie pamięta? 😀
Przejmowanie się jest jak wirus. Masz z czymś luz, ale wszyscy wokół chodzą spięci i robią wielki problem o jakieś bzdury, więc atmosfera udziela się tobie. Jak myślę o tym, jaka byłam kiedyś, to szalenie cieszę się, że mi minęło. 
Nie mam sensownej rady na to, jak wyluzować. To podobnie jak z radą dermatologa dla mojej koleżanki. To nie takie proste.
Z mojej perspektywy dobrą terapią jest coś zupełnie na wszystkich płaszczyznach zawalić, a potem zobaczyć, że świat nie spłonął. To będzie najgłupsza rada jaką kiedykolwiek przeczytasz na blogasku lajfstajlowym, ale – jeśli masz ten problem co ja kiedyś – spierdol coś.
Coś zepsujesz, z czymś się zmierzysz, ale zobaczysz, że najgrosze co może się stać nie jest aż tak potwornie straszne jak się wydaje.
Rzekłam siedząc na krześle jak ciotka dobra-rada. A seiro to wrzucam foto by dać link do butów, bo obiecałam na storiskach i zapomniałam. Szpilki są  z Renee i mienią się jak piękny żuk spotykany wiosną gdzieś wśród mchu. Cudowne.

Podobnie jak nie przejmowanie się głupotami.

Bądź na bieżąco! 
  INSTAGRAM ❤ FACEBOOK 
❤ FACEBOOK MONIKI 


Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

Uściski, Ania

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Previous
Zjadłam żabie udka i jestem wściekła na kobiety [TYGODNIK]
Jak przestałam się wszystkim przejmować – najgłupsza rada jaką przeczytasz. Ale skuteczna