Jedno z moich ulubionych zdjęć, zerkam na nie gdy zapomnę się z treningami (ostatnio się zapomniałam). Ale myślę też o tym jak tanie wakacje na Korfu wtedy upolowałam i jak koszmarnie drogo (proporcjonalnie do zarobków) jest w Polsce. Polska jest piękna, sama w końcu na weekend ruszam za miasto i ogromnie doceniam naszą naturę, ale nie mogę się doczekać aż zjem pizzę we Włoszech (kosztuje tyle, co w Warszawie), albo popiję winem chinkali z serem w Gruzji. 
Jesteśmy koszmarnie drogim do życia krajem, to jest nienormalne aby kawa w kawiarni kosztowała godzinę pracy przeciętnego człowieka.
Kocham Polskę jeśli chodzi o naturę, kuchnię, niektóre zwyczaje, ale światopoglądowo czuję się bardziej obywatelką świata niż patriotką. „Rosjanin był, który – nie jego to wina –
Za brata uważał pewnego Gruzina.
Czas drużby był krótki,
Bo ów nie pił wódki,
Rosjanin nie pijał zaś wina.

Napisał na niego gdzie trzeba więc donos
I łzę nad przyjaźnią utoczył wzmocnioną.
W obozie zaś Gruzin
Odsiedział lat tuzin,
Lecz przecież go w końcu zwolniono!

Narody, narody! Po diabła narody
Stojące na drodze do szczęścia i zgody?
Historia nam daje dobitne dowody:
Pragniecie pokoju? – Usuńcie przeszkody –
Narody, narody, narody!” #aniamaluje #szczerze_pisząc #wakacje #korfu #lato #tęsknota #maxi #sukienka #travelgirl #podróżemałeiduże

Jedno z moich ulubionych zdjęć,...

Gdy chciałaś loki a wyglądasz jak baran😅
Uczę się nie mieć wysokich oczekiwań odnośnie miejsc, ludzi, sytuacji i po prostu dać się miło zaskoczyć, ale końcówka sagi „Malowany człowiek” mnie jednak rozczarowała. Autor budował napięcie i skomplikowany świat po to, aby ostateczne starcie było takie meh? Tak nie wolno🙈

Jest taki cudowny cytat Junga, że but pasujący na jedną stopę będzie uwierał inną. I ja go bardzo lubię, bo ilekroć pytam was o jakieś polecenia zawsze trafi się głos „koniecznie XYZ, tu cudo!” I „nie wiem co zadziała, ale byle nie XYZ, W ogóle się nie sprawdziło, straciłam tylko kasę”.
Lubię o tym pamiętać za każdym razem, gdy komuś nie spodoba się coś, co zrobiłam. 
Daj mi znać w komentarzu o swoim najnowszym odkryciu, jakiejś perełce z dowolnej kategorii. Chciałabym powrócić do cyklu „ulubieńcy” (halo, czy to rok 2015?!) i nie wiem czy jest sens. Co fajnego ostatnio odkryłeś?

#monstera #aniamaluje #szczerze_pisząc #crazyplantlady #czerwonasukienka #zlumpeksu #zdrugiejszafy #włosy

Gdy chciałaś loki a wyglądasz...

Słuchałam ostatnio podcastu @lelcia (świetna dziewczyna!) o tym, jak zmieniało się jej podejście do treningów. A potem zerknęłam w swój stary tekst z aktualizacją włosową i ucieszyła mnie jedna rzecz - nigdy nie miałam takiego podejścia do swojego ciała jakbym była arkuszem w excelu, że tu centymetr miesięcznie a założony cel to było 1,5 i co teraz.
Boziu🙈 miałam taki szał tylko z mierzeniem przyrostu włosów i z perspektywy czasu uważam to za dość toksyczne. 
Jasne, uwielbiam widzieć postępy, to jest super! Ale nie chcę być skupiona tylko na wynikach, jakby cała ta droga nie miała żadnego sensu. To ona mnie kręci najbardziej! To, że mogę zrobić głębszy skłon, wyżej podnieść nogę, albo przebyć dłuższy dystans i nie sapać to dla mnie fajniejszy efekt niż to, co pokazuje waga. Na litość, ja nawet nie mam wagi!
Kiedyś miesiąc do miesiąca porównywałam wyniki odsłon bloga, zarobki i to ile znaków nastukałam jako copywriterka. Jakże wyzwalający był ten moment, gdy odinstalowałam Google analytics i porzuciłam napinkę! Mam takie poczucie, że najfajniejszych rzeczy w życiu nie da się zmierzyć liczbami. Żadna tabelka nie ma rubryki oddającej moją radochę gdy przeczytam wiadomość, że ktoś pod wpływem mojego bloga rozstał się z toksycznym partnerem albo odważył się zmienić pracę na taką super, ale zawsze teoretycznie poza zasięgiem. Bądźcie dla siebie proszę łagodni i wyrozumiali, nie jesteście bezduszną korporacją gdzie liczy się tylko wynik i realizacja planu kwartalnego😘
#monstera #crazyplantlady #rośliny #trening #wdomu #poćwiczone #aniamaluje #szczerze_pisząc #motywacja

Słuchałam ostatnio podcastu @lelcia (świetna...

Czy masz problem z zapłaceniem uczciwej ceny za jakiś produkt? Często słyszę jako argument za kupowaniem podróbki albo piraceniem, „ale mnie nie stać”.
Pomyślmy odwrotnie - ale za swoją pracę to już chcesz być wynagradzany uczciwie?🤔🙈
Pamiętam jak na studiach zostawało mi 300 zł po zapewnieniu sobie minimum egzystencji. Nie było łatwo, ale nie miałam problemu aby kupować legalnie książki, szybko zainwestowałam w abonament w @czytamzlegimi (nadal jestem psychofanką a to nie jest sponsorowane).
Wiesz dlaczego? Bo sama chcę być uczciwie wynagradzana za swoją pracę. @troyann który ogarnia moje maile nigdy nie dostał przelewu ode mnie po czasie, a najczęściej dostaje przed. Dlaczego? Bo nie cierpię gdy ktoś płaci mi po czasie!

Głęboko wierzę w zasadę „traktuj innych tak, jak chcesz być traktowany”. Nie lubię mieć konfliktu wartości.
W tym tygodniu kupiłam kurs robienia landing page, który wygeneruje konwersje (nie mogę go polecić, wszystko wiedziałam🤭) i @thecolorbundle (kilkaset presetów). Napisz mi w komentarzu w co ostatnio zainwestowałeś dla swojego rozwoju!
 Kurs? Książka? Webinar? Daj znać 🙌🏻
#Saigon #Vietnam #podróże #podróżemałeiduże #wakacje #aniamaluje #szczerze_pisząc #motywacja #rozwój #kropki #colorbundlegiveaway

Czy masz problem z zapłaceniem...

Może dawno nikt ci tego nie mówił, ale życie to nie konkurs na bycie NAJ⭐️
Jednych napawa dumą, że mają wysprzątane na błysk, inni ściągają pranie z suszarki dopiero, gdy trzeba powiesić kolejne, albo płacą sprzątaczce. To nie tak, że jedna strona jest leniwa a druga „bez ambicji” bo jesteśmy różni, mamy inne priorytety, style życia, oba są tak samo ok!
👉🏻Ktoś lubi gotować, ktoś inny woli dietę pudełkową - i super! 👉🏻Ktoś robi sam remonty, ktoś płaci fachowcom. 👉🏻Ktoś ma warzywa z ogródka, ktoś z marketu.
Możemy mieć różne wizje swojego życia i nie ma żadnego sensu aby się porównywać!
O mojej wartości nie stanowi to, czy ugotuję dwudaniowy obiad z deserem, czy zjem pierogi z paczki - bywa i tak i tak. 
Ani to, czy zrobiłam w tym tygodniu 5 treningów, czy 2. 
Nie musisz się z nikim ścigać☺️
Ale nie musisz też budować swojego poczucia wartości na umniejszaniu innym, bo nie żyją tak jak ty.
Tak, ja też czasami myślę w duchu „ja bym tak nie mogła!” ale nie mówię tego na głos, bo inna widać mogła i ma się z tym dobrze✌🏻
Ważne, żeby mi z moimi wyborami też było dobrze😊 Nie zapominajmy o tym!
#aniamaluje #niezapominajka #szczerze_pisząc #darlingdaily #postitfortheaesthetics #forgetmenot #aestheticlypleasing #kwiaty #maj

Może dawno nikt ci tego...

TikTok made me do it! Zabrałam lustro na spacer i zrobiłam sobie selfie. Tym razem pretekstem nie była nowa fryzura ani sukienka, a nowe ubranko mojego telefonu. Z mocowanym na silny magnes ringiem, który mogę przesuwać gdy mam taką potrzebę (albo zamocować na stałe jeśli wolę). Czad! W ciągu ostatniego roku zepsułam 6 ringów (po czasie puszczał klej) więc jestem ciekawa jak się sprawdzi ten magnetyczny. Wszystko leci mi z rąk, więc ten pierścień ratuje mi zazwyczaj telefon🙈
Z kodem aniamaluje15 macie  15% rabatu na akcesoria @idealofsweden - ja mam case, ring i bezprzewodową ładowarkę, wszystko w tym samym wzorze ✨ Obecnie pojawiła się wiosenna kolekcja oraz firma ruszyła z rabatami 25-70%, które łączą się z moim kodem ;-)
Post we współpracy z marką @idealofsweden 
#tiktokmirrorchallenge #mirrorselfie #mirrorchallenge #portret #aniamaluje #wiosna #maj #maj2020

TikTok made me do it!...

Najbardziej cieszy mnie to, że jestem tak samo szczęśliwa z bukietem majowego bzu w Polsce, co w dalekiej podróży. Tylko w Azji mi się dużo lepiej oddycha! Dostałam na jesień zaproszenie na ślub w Tajlandii, więc z całego serca liczę, że to się uda i będzie dobrze. W zeszłym roku miałam o tej porze tak straszny kryzys, że tylko podróże mnie ratowały. Miło odkryć, że znów dobrze mi ze sobą nawet wtedy, gdy muszę siedzieć na 🍑.
#aniamaluje #podróże #podróżemałeiduże #vietnam #wietnam #most #goldenbridge

Najbardziej cieszy mnie to, że...

WDŻ. Nauczycielka puszcza w obieg szklankę i każe uczniom ją pobrudzić palcami. Gdy🥛 zrobi kółko, stawia ją przed chłopcem i dokłada obok drugą. I pyta -  z której szklanki chcesz się napić, upalcowanej przez wszystkich, czy czystej? 
Szklanka w tym przykładzie jest kobietą, a picie seksem.
Czasami szklanką jest jabłko.
Ci sami ludzie, dla których kobiety są jak szklanki mówią, że kobiety się uprzedmiatawiają nosząc krótkie sukienki i są same winne gwałtom. 
To tylko dwie z największych bzdur, jakie można usłyszeć na lekcji WDŻ od nauczyciela. Więcej na moim kanale w filmie, który nagrałam w lutym z @kasia_coztymseksem 
To skandal, że mamy w szkołach wychowanie do życia w rodzinie zamiast edukacji seksualnej. To skandal, że dzieciaki uczą się tam czasami takich głupot, że głowa mała. Zapraszam na kanał Aniamaluje po więcej, link wrzucam w stories! #aniamaluje #edukacjaseksualna #wdż #szkoła #wrocław

WDŻ. Nauczycielka puszcza w obieg...

Pracuję przed komputerem, relaksuję się znowu patrząc w ekran - oglądam film albo czytam książkę na czytniku. Moje oczy nie mają ze mną łatwo!
⠀
Przyznam, że przez chwilę szukałam pomysłu na subtelne ulokowanie produktu, ale hej - ja się nie wstydzę tej współpracy! Nawilżające krople do oczu Hyabak (wiedzieliście, że HY to od hialuronianu sodu a ABAK to technologia pozwalająca kroplom zachować sterylność bez konserwantów?), to bardzo dobre krople, które przynoszą ulgę moim oczom. Szczerze, krótko i na temat - przestałam od Was dostawać troskliwe wiadomości "Ania, proszę, wyśpij się", nie pokazuję się z czerwonymi oczkami, nie mam uczucia piasku pod powiekami ani potrzeby tarcia ich co chwilę.
⠀
Jeśli czujesz zmęczenie oczu - polecam wypróbować. Moje są bardzo wrażliwe, a współpraca zmotywowała mnie do regularnego stosowania Hyabaku i szybko poczułam ulgę. Czemu nie wpadłam na to sama z siebie? Nie wiem, szczerze to pewnie trochę ze strachu przed zakraplaniem czegoś do oczu, ale ten okazał się irracjonalny, bo te krople nie przyniosły mi żadnego cierpienia, tylko dużo ulgi :)
⠀
#hyabak #nieprzeoczyszniczego #nawilzajacekrople  #ulgadlaoka  #bezkonserwantow #aniamaluje
Post we współpracy z marką HYABAK

Pracuję przed komputerem, relaksuję się...

Myślałam, że ten czas będzie wyglądał leniwie. Że będzie sporo relaksu i odpoczynku, tymczasem nie wiem w co ręce włożyć!
⠀
Pomysłów mam sporo, rozsadza mnie energia, nie umiem wybrać co jest mniej a co bardziej ważne, przez co robię wszystko. I want it all and I want it now!
⠀
Kocham ten moment; gdy jestem tak naładowana energią, ale znam już siebie 28 lat i wiem, że za ten skok przyjdzie za zapłacić. Że nadejdzie moment, kiedy nie uda mi się zrobić nic kreatywnego a gdy będę chciała napisać tekst na bloga, będę godzinę gapić się w ekran by napisać jedno zdanie i zamknąć klapę laptopa z uczuciem rozczarowania.
⠀
Najbardziej jestem dumna, że to od dawna już nie jest rozczarowanie sobą samą. Zaczęłam akceptować, że tak jak jest dzień i noc, biel i czerń, tak są momenty gdy czujemy się panami świata oraz takie, gdy nic nie wychodzi.
⠀
May the 4th be with you!
⠀
#aniamaluje
#lavieparisienne #frenchfashion #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #lookdujour #parisianlifestyle #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #frenchvibes #parismood #modeaparis  #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily

Myślałam, że ten czas będzie...

Jak przestałam się wszystkim przejmować – najgłupsza rada jaką przeczytasz. Ale skuteczna

Pamiętam wkurzenie mojej koleżanki, gdy dermatolog powiedział jej by się nie stresowała, co miało być najważniejszym filarem walki z upiornym trądzikiem. Powiedzieć komuś stresującemu się absolutnie wszystkim by przestał się stresować, to prawie jakby powiedzieć biednemu, żeby przestał być biedny albo kaszlącemu by przestał kaszleć. Wszystko spoko, ale to nie takie proste.
Jeśli chodzi o stres, to ja się raczej nie stresowałam. Ale spinałam się nad wszystkim. Jeju, jaka ja byłam przejęta! Z perspektywy czasu to brzmi śmiesznie, ale tak właśnie było. I żeby to jeszcze były ważne rzeczy…
Zaglądałam na maila w piątek po siedemnastej (i w sobotę, niedzielę) bo może ktoś będzie coś ode mnie chciał, a przecież nie może być tak, że ten biedny ktoś będzie czekał do poniedziałku na moją odpowiedź, bez której coś tam będzie wstrzymane. Gdy miałam dwudziestominutowy bilet, a autobus stał w korku, od piętnastej minuty sprawdzałam godzinę co jakieś 15 sekund, by mieć pewność czy czasem nie przekroczyłam czasu i nie pora skasować kolejnego. Siedziałam w przedziale razem z kimś, kto zajadał się jajkiem i kiełbasą, bo przecież taki numerek mi wylosowało.
Wiem, że mam okresy szalonego zapotrzebowania energetycznego i przez to muszę też pilnować się bardziej niż inni. Ćwiczę sporo i regularnie. Odpuszczam sobie porządny trening tylko na wyjazdach. Jak nietrudno po moim brzuchu zauważyć, ostatnio miałam sporo wyjazdów.
 Ledwo wróciłam teraz ze Lwowa, a jeszcze w tym roku czeka mnie Madryt i Mediolan. Tak to jest, jak szukanie tanich lotów wejdzie w krew za bardzo. Za bardzo też weszło jedzonko i dorobiłam się kilku gratisowych kilogramów.
Pata złapała taki uroczy kadr gdy próbowałam zapiąć żakiet. Niestety nie zauważyłam, że preset z lightrooma miał funkcję “disortion” i zrobił cały obraz lekko wklęsły(?), ale sami widzicie po storiskach i instagramie, że przytyłam 😀
Tak czy inaczej – zapięcie żakietu mnie trochę przerosło.
Jeszcze dwa lata temu byłam dla siebie samej bardziej surowa. Jestem człowiekiem zadaniowym i lubię sobie stawiać cele i stawać się coraz lepsza, ale to zaczęło pędzić w zupełnie złą stronę. Mam też spore poczucie obowiązku wobec innych.
Moje cele były całkiem dobrze określone, a przynajmniej tak mi się wydawało. Problem w tym, że odhaczanie kolejnych punktów z listy i ciągłe doskonalenie się nie dawały mi tego, czego się spodziewałam.
Bycie przykładnym, miłym obywatelem który nie przekracza o minutę  czasu na bilecie i rozlicza się nawet ze sprzedaży jednej rzeczy na allegro nie zaprowadziło mnie tam, gdzie się spodziewałam.
Jasne, nadal płacę uczciwie podatki (kontrola Urzędu Skarbowego skończyła się tak, że musiałam donieść odpis aktu urodzenia, bo coś musieli mieć w papierach) ale z całą resztą totalnie przestałam się spinać. Ze Skarbówką w sumie też, jak o czymś zapomnę to napiszę “czynny żal”.
Wiecie jak wspaniale jest po stronie luzu? Ojeju, cudownie, słowo daję. Zrozumiałam to, jak rzuciłam (z innych powodów) studia doktoranckie.
Jestem typem, który naprawdę szczerze mówił “uczyłam się tylko w autobusie” a potem dostawał piątki. Nigdy nie uczyłam się dla ocen, a jeśli kojarzycie moje zdjęcie z książkami na głowie (byłam jeszcze w liceum) to wiecie, że Tatarkiewicza połknęłam dla przyjemności jeszcze wtedy i nie musiałam niczym przejmować się na studiach, bo mnie to jarało. Serio, strasznie jarałam się takimi rzeczami.
Na studia doktoranckie trafiłam trochę z przypadku. Chciałam się rozwijać, zaproponowali mi taką przygodę podczas obrony magisterki, więc stwierdziłam – why not! No i się dostałam.
Zupełnie nie mam problemu z uczeniem się o dzikich porach, bo nieustannie coś czytam, strasznie jara mnie ciągły rozwój. Uczenie się spoko, ale zasada miała być taka, że zajęcia są w jeden dzień w tygodniu i fizycznie tylko w ten jeden dzień muszę być ciałem na uczelni. To jest totalnie zrozumiałe, zważywszy na to, że ludzie na tym etapie edukacji zazwyczaj pracują, mają inne zobowiązania. Wklepałam sobie daty w kalendarz, a tu zaczęły przychodzić maile np. 3 dni przed, że będą jakieś  zajęcia w innym terminie. Albo informacja o ważnym sprawozdaniu wysłana o 22:13.
Aby nakreślić obraz sytuacji – na I i II stopniu studiów zdarzyło mi się np. jechać całą noc busem z Katowic do Bydgoszczy, bo w niedzielę odbierałam nagrodę, a w poniedziałek rano miałam swoją prezentację na zajęciach. Nie chciałam, żeby z powodu mojej nieobecności nastąpiło przesunięcie i inna osoba musiała się przygotować do swojego wystąpienia, z którym oczywiście była w lesie. 
Również w trakcie czekania na kolejne badania w szpitalu ubrałam się i poszłam pisać kolosa z matmy (szczęśliwie szpital od uczelni oddalony jest o 15 minut z buta).
Jak teraz czytam co napisałam, to byłam trochę patologicznie obowiązkowa. Dzisiaj spokojnie zostałabym sobie w poniedziałek w tych Katowicach, zamiast spać na siedząco w niewygodnym busie. Zamiast myśleć o kimś innym, pomyślałabym o sobie. Na pewno nie wychodziłabym też ze szpitala napisać kolosa w środku mroźnej zimy :D. Szczególnie, jeśli godzinę wcześniej straciłam przytomność podczas jonoforezy pilokarpinowej. Jeju, ja naprawdę byłam patologiczna!
Minęło mi dopiero na studiach trzeciego stopnia, gdy po tym jak kupiłam bilety do Włoch, przyszedł mail o przełożonych zajęciach. No stwierdziłam, że nie ma takiej opcji, bo już za wszystko zapłaciłam, a do tego zobowiązałam się podrzucić z Polski jakieś ważne rzeczy a potem kilka przewieźć do kraju. 
Nieobecność to pikuś, wyskoczył jednak termin eseju zaliczeniowego. Tematy pojawiły się zbyt późno, musiałam go jakoś napisać bez możliwości skorzystania z biblioteki. I świat się nie zawalił, jedną książkę zeskanowała koleżanka, innych źródeł nie miałam, więc skorzystałam z tych tekstów, które są w internecie i to była moja jedyna ocena niższa niż pięć. 
Jeśli czegoś w życiu żałuje, to spinania tyłka i swojego poczucia obowiązkowości. Poczucia, że coś muszę. Podczas studiów doktoranckich nieustannie miałam poczucie, że może i mam jakieś plany, ale zaraz wyskoczy coś super ważnego i będę musiała być na uczelni.
I nagle zdałam sobie sprawę, że tych maili by nie było, gdybyśmy nie odczytywali wiadomości po siedemnastej w piątek i nie przychodzili w poniedziałek potulnie. Bo najszybciej w poniedziałek o 9tej można odczytać i napisać “bardzo mi przykro, ale nie ma takiej możliwości”.
Ja wszystko ogarniam, dopóki zdrowie względnie dopisuje. A potem zdarzył mi się taki dzień, że czułam się paskudnie, ucięłam sobie drzemkę i wstałam następnego dnia o czternastej. I świat się dalej kręcił, nikt pilnie czekający na moją wiadomość nie umarł, a jeśli miał jakieś opóźnienia, to nauczył się by pisać do mnie w “reasonable hours”. To nie jest już dłużej mój problem.
Byłam zaangażowana w kilka projektów, które zapewniały ładniejsze pieniądze, ale takie nieustanne “zawieszenie” w oczekiwaniu na czyjąś decyzję, na dalsze kroki. Zaplanowałam sobie poprawki projektu według uwag na dany tydzień, ale nic się nie działo, a potem popraweczki przyszły dwa tygodnie później, gdy ja miałam już masę innych zobowiązań.
Wiecie jak mi super z mniejszymi pieniędzmi ale bez tego zawieszenia? Zresztą w uzyskanym czasie zaczęłam robić inne rzeczy, które z czasem zaczęły przynosić jakieś sensowne zyski.
Szalenie kocham szpilki, ale kocham też Lwowską Operę, do której prowadzą stare, zabytkowe kocie łby. Jest coś wyzwalającego w przejściu się do opery w płaskich butach i wyciągnięciu z torebki ładniejszych. Tak, poszłam jak przedszkolak ze zmiennym obuwiem.
I zakochałam się w zadawaniu sobie dwóch super ważnych pytań, ilekroć zaczynam się przejmować.
– Co najgorszego może się stać?

– Czy będę o tym pamiętać za pięć lat?
Zazwyczaj super ważne problemy odchodzą w niepamięć w ciągu miesiąca. 
Bez żenady wskazuję kelnerowi palcem pozycję w karcie i mówię “nie mam pojęcia jak to się wymawia, ale poproszę”.
Zamówiłam sobie do żabich udek chleb w fancy knajpce! Myślicie, że ten kelner mnie pamięta? 😀
Przejmowanie się jest jak wirus. Masz z czymś luz, ale wszyscy wokół chodzą spięci i robią wielki problem o jakieś bzdury, więc atmosfera udziela się tobie. Jak myślę o tym, jaka byłam kiedyś, to szalenie cieszę się, że mi minęło. 
Nie mam sensownej rady na to, jak wyluzować. To podobnie jak z radą dermatologa dla mojej koleżanki. To nie takie proste.
Z mojej perspektywy dobrą terapią jest coś zupełnie na wszystkich płaszczyznach zawalić, a potem zobaczyć, że świat nie spłonął. To będzie najgłupsza rada jaką kiedykolwiek przeczytasz na blogasku lajfstajlowym, ale – jeśli masz ten problem co ja kiedyś – spierdol coś.
Coś zepsujesz, z czymś się zmierzysz, ale zobaczysz, że najgrosze co może się stać nie jest aż tak potwornie straszne jak się wydaje.
Rzekłam siedząc na krześle jak ciotka dobra-rada. A seiro to wrzucam foto by dać link do butów, bo obiecałam na storiskach i zapomniałam. Szpilki są  z Renee i mienią się jak piękny żuk spotykany wiosną gdzieś wśród mchu. Cudowne.

Podobnie jak nie przejmowanie się głupotami.

Bądź na bieżąco! 
  INSTAGRAM ❤ FACEBOOK 
❤ FACEBOOK MONIKI 


Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

Uściski, Ania
Previous
Zjadłam żabie udka i jestem wściekła na kobiety [TYGODNIK]
Jak przestałam się wszystkim przejmować – najgłupsza rada jaką przeczytasz. Ale skuteczna