Wiele rzeczy w życiu myli! Na zdjęciu jestem szczęśliwa, serio. Było ciepło i miło, napoiłam i wygłaskałam pieska, zjadłam coś pysznego.
Często też krzyżuję ręce i nogi, ale nie jestem wtedy „zamknięta” albo „znudzona”, tylko wyrównuję sobie ciśnienie, bo mam niższe a tak czuję się lepiej 😉
I tak samo cudowne insta życie też jest mylące🤭. Ludzie pokazujący swoje sukcesy nie pokazują upadków i nieudanych działań (nie dziwię się, „propaganda sukcesu” bardzo dobrze sprzedaje!). Insta laski trudniące się prostytucją nie pokazują co muszą robić za te torebki,  buty i podróże.
Szczęśliwe mamy „wszystko jest kwestią organizacji” nie pokazują swojej frustracji gdy dziecko zwymiotuje na ostatnie czyste śpioszki.
Ja sama bardzo dbam o to co pokazuję, a czego nie. Nie chodzi o to, że nie jestem prawdziwa (bo jestem), po prostu moje życie to nie Big brother ;)
Wybieram się do Azji solo, więc nie będę wrzucać stories w czasie rzeczywistym. Nie chcę też siedzieć z nosem w telefonie, wolę sobie na godzinkę usiąść w hotelu i dorobić napisy do relacji. Trochę szukam zatem nowej formuły!
Dajcie znać czyje stories najbardziej lubicie, szukam świeżych inspiracji.
Moje aktualne top 3 to:
1. @szafasztywniary - nie potrzebuje 10 kafelków by powiedzieć „sto lat!”, merytorycznie, ze spokojem
2. @kasia_coztymseksem - Kasie śledzę jeszcze od czasów gdy nie opowiadała na insta o seksie i wiem, że bardzo potrzeba kogoś takiego w Polsce!
3. @evrdtrp - uwielbiam merytoryczne i fajne storiski z podróży❤️
Tych osób jest oczywiście dużo więcej, ale takie aktualne top3 stories w które klikam to właśnie te!
Dajcie znać kogo warto oglądać! Od razu mówię - nie lubię dram, ludzi o agresywnym tonie, filtrów „upiększających” ludzi i widoczki, i „smacznej kawusi”😁 Lubię ludzi konkretnych!
Kto wzbogaca Twoje chwile na insta?

#wakacje #podrozemaleiduze #lato #urlop #blogipodroznicze #blogpodrozniczy #travelpassion #relaks #motywacja #travelstagram #wspomnienia #grecja #korfu #kerkira #greece #girlswhotravel #polishtraveller #girlswhoexplore #collectmoments #mytravels #wearetravelgirls #traveljournal #girlslovetravel

Wiele rzeczy w życiu myli!...

Pytacie, czy nie boję się do Azji sama. Jasne, że się boję! Może nie w tym sensie, że jestem przerażona, ale czuję dreszcz niepokoju. Na bank się któregoś dni rozpłaczę, bo coś mi nie wyjdzie😉 na bank a chwilę później będę się z tego śmiała!
Już na starcie robię to źle, bo zamiast spakować się w plecak (potrafię!) jadę z walizką, bo chcę odwiedzić kilka osób i przywieźć im z Polski rzeczy, za którymi tęsknią i których im brak.
Ja w ogóle mam 2 stany (oba w 100% prawdziwe!). W jednym z nich z łatwością poznaję ludzi, jestem otwarta i znajduję nowe przygody, w drugim moje spojrzenie mówi „Idź stąd”. Czasami zadziwia mnie jak szybko potrafię się pomiędzy nimi przełączać! 
Myślę, że będzie fajnie, bardzo potrzebuję takiego czasu dla mnie! Już jaram się na myśl o tym, że będzie mi się w tym wilgotnym powietrzu doskonale oddychać. Na myśl o pysznym jedzonku i porządnych masażach!
Zrezygnowałam na ten moment z Myanmaru i prawdopobnie będzie to Pekin(na chwilę!)- Bangkok-Koh Chang- Bali i na koniec dwa tygodnie w Wietnamie. Zacznę z dołu, ruszę w górę. Znając mnie - zmienię pewnie plan z 10x ;) I spoko, na tym polega zabawa, nie biorę życia już tak bardzo serio, staram się bardziej z niego korzystać, mniej się spinać. Dlatego teraz wskakuję do wanny pełnej piany, zapalam świeczki i pora na totalny relaks🥰

Wyobraź sobie, że problemu w stylu brak urlopu/kasy/towarzystwa/z kim zostawić psa/ nie znam języka nie istnieją. Jest czarodziej, robi plum i ich nie ma🧙🏻‍♂️. Gdzie w tej sytuacji chcesz pojechać? Co robisz, gdy nic cię nie ogranicza?☺️ Daj znać!
#podróże #podróżemałeiduże #wakacje #lato #azja #travelphotography #travelgirl #girlswhotravel #solotravel #langkawi #malaysia #malezja

Pytacie, czy nie boję się...

Dziewczyno, jeśli czekasz jak na szpilkach czy chłopak odpisze- wyłącz te cholerne powiadomienia! Za każdym razem jak słyszysz charakterystyczny dźwięk🔔, uwalnia się kortyzol a ty masz reakcję stresową. A potem i tak jesteś rozczarowana, że to 20% rabatu na sandały, a nie książę z tindera💁🏻‍♀️ PLUM-stres-PLUM-stres-PLUM-stres - zwariować można!
Plus może warto przemyśleć, czy to właściwa relacja? Nie fajniej dostawać niespodziewane wiadomości od których się rumienisz, niż czekać aż ktoś odpisze?
Oczywiście dotyczy to relacji nazwijmy to... romantycznych, nie takich bez zobowiązań!😉 Piszę o tym przy okazji zadania numer 16 w ramach wyzwania. Dopóki nie oddałam tej działki mojemu przyjacielowi i menadżerowi @troyann (takie 2w1 bywa wygodne!), cały czas byłam w trybie stand-by czekając na umowę, ustalenia, akcept, dalsze negocjacje. Piątkowy wieczór, daleka podróż - wieczny podryg na dźwięk powiadomienia, bo może to akurat to, na które czekam... Zawsze na jakieś czekałam!😏
Maciek przekonał mnie w Gruzji, bym się ich pozbyła. Na bieżąco migają mi tylko podczas korzystania z instagrama, co jest wygodne, szczególnie gdy odpowiadam na pytania do wyzwania. Ale uwolniłam się od maila! Lubię kontakt z Wami, ale z umiarem!
Prawie w ogóle nie odpowiadam już na messengerze, jeśli mam do kogoś coś pilnego - dzwonię lub piszę SMS. Wiem, że jeśli ktoś będzie miał coś pilnego do mnie - też wybierze taką formę!
I jasne, pierwszą rzeczą, którą kupię w Bangkoku będzie karta SIM i internet (ostatnio też tak było🙈), ale zrobię to by ogarnąć transport i nocleg, a nie by sprawdzić czy przez moją nieobecność w sieci świat czasem nie spłonął ;) Jeśli nie jesteś gotowa na krok o którym mówię, pomyśl o tych wszystkich razach, gdy czekałaś na kuriera z paczką i specjalnie nie wychodziłaś z domu, a on cię olał i zostawił paczkę w punkcie, albo napisał, że przyjedzie jutro🙄
Dziewczyno! Życie Ci przelatuje przez palce na tym czekaniu!
Napisałam to pod wpływem wiadomości z uczestniczką wyzwania, której smartfon przyrósł do ręki bo wiecznie czeka! ;) zdjęcie zrobiłam 3 lata temu po Azji, kojarzy mi się z wolnością!
#szczerze_pisząc #motywacja #wyzwanie #aniamaluje #powiadomienia #stres

Dziewczyno, jeśli czekasz jak na...

Nie wiem jak szybki musiałby być aparat, aby uchwycić ten uśmiech na mojej twarzy😅 niestety mam domyślny bitch face, co nie znaczy, że odpowiada on temu co dzieje się u mnie w środku ;). Faktem jest jednak, że ludzie zawsze zauważają „ty się uśmiechasz” gdy się uśmiecham, bo jak ten uśmiech długo jest na mojej twarzy, to znaczy, że jest mi dobrze i błogo.
Ale dzisiaj to się śmieję cały dzień🤣 Nie dość, że wszystko mi fajnie wyszło, to jeszcze rozbawiły mnie do łez wasze wiadomości o tym, co dziwnego zrobiłyście podczas PMS🤪. Chodźcie na stories, jest fajnie! (Serio ten uśmiech jest rzadki, nie umiem się tak uśmiechnąć sztucznie, musi być totalnie autentyczny!)
#aniamaluje #szczerze_pisząc #zamioculcas #plantlady #crazyplantlady #pms #blogerka #uśmiech #radocha #frajda

Nie wiem jak szybki musiałby...

Ależ ja miałam od kilku dni podły humor! Niczym kiepski detektyw chwytałam się banalnych tropów, jak osłabienie i rozdrażnienie po chorobie, ciśnienie, pełnia księżyca, zły stan powietrza... Ten stan narastał od kilku dni, a ja miałam takie „wtf, o co ci chodzi dziewczyno?” Wszystko w życiu idzie jak trzeba, niektóre rzeczy nawet lepiej, skąd ten nastrój?
Zrzuciłam wszystko co mi leżało na wątrobie i co mnie gniotło w różnych sytuacjach, ale nie pomogło.
W życiu bym nie wpadła na to, że z opóźnieniem trzepnęła mnie książka i czytanie o szalenie skomplikowanej sytuacji w Myanmarze (Birmie).
Tak już czasami mam, że reaguję z opóźnieniem. 
Czasami zadziwia mnie z jaką lekkością jednego dnia przeżywam frustrację, bo w żaden sposób nie mogę spuścić napięcia, a drugiego mam wyborny humor, uśmiecham się szeroko i zaśmiewam z prymitywnych memów.
Tylko czemu zawsze to uwolnienie przychodzi wtedy, gdy pozwolę sobie na te brzydkie emocje i przestanę z nimi walczyć?
Pewnie z tego samego powodu, dla którego ludziom wychodzi podryw gdy odpuszczą, a nie desperacko próbują bardziej.
Ale mi teraz dobrze po pozbyciu się tego dziwnego ładunku! Uczucie jak zdjęcie niewygodnych butów po całym dniu! Albo jak dobiegnięcie do domu i zrobienie siusiu po godzinie wstrzymywania resztką woli🙃

Super ważna lekcja dla mnie: bardziej poddawać się falom, nie walczyć z nimi, bo się utopię!

#tajlandia #thailand #podróże #podróżemałeiduże #aniamaluje #szczerze_pisząc

Ależ ja miałam od kilku...

Którą Anią dzisiaj jesteś? 1 czy 2? I tak się zawsze kończy z nogami na ścianie🤣, ale taka mała refleksja, którą chcę się podzielić - jestem z siebie dumna! Kiedy bardziej chorowałam, wymyśliłam sobie, że muszę mieć w życiu coś, co da mi niezależność i pozwoli zarabiać nawet wtedy, gdy ja nie będę w stanie pracować. Aż do wczoraj nawalało mnie gardło, więc napakowałam czas spotkaniami towarzyskimi i nawet wciągnęłam serial, bo z pracką mimo chęci to jakoś nie szło. I super czuję się z tym, że:
- MOGŁAM.
Nie żyję bez poduszki finansowej, mogę powiedzieć sobie - Ania, teraz nie pracujesz, zluzuj
- nic nie robiąc* i tak zarabiałam. Moja wydana w 2013 książka, której w ogóle nie promuję bo mi się już nie podoba(!) jak co roku złapała się w styczniowe flow i dała mi hajs. 
I to jest super rzecz, za którą jestem bardzo wdzięczna, bo i tak pozwalam sobie na miesiąc w Azji (podczas którego nikt nie zwolni mnie z płacenia za mieszkanie itp), a tutaj niemiłe niespodzianki nie niszczą mojego komfortu.
Ogromnie mnie to cieszy, bo wiem, że wiele osób „nie może sobie pozwolić na L4” z grypą, bo niższa pensja oznacza kłopoty finansowe a normalnie jest na styk😪O ile w ogóle są ubezpieczonymi szczęśliwcami na etacie!
Cieszę się, że udało mi się od tego uchronić! *przesadziłam z tym „nic nie robiąc” bo believe me or not - pytania do wyzwania i wyzwanie sprawiają, że siedzę na IG 5h dziennie😰 ale robię to za darmo i od siebie, nigdy nie prosiłam o patronite itp, więc still - nie robię w styczniu nic zarobkowo.

Cholernie mnie to cieszy, że mam komfort życia bez strachu i chociaż nie zarabiam bardzo dużo, to mogę sobie pozwolić na luksus chorowania.
I przeraża mnie, że w 2020 chorowanie stało się luksusem. 
Strasznie! 
#aniamaluje #szczerze_pisząc #książka #czytam 
#parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #theparisguru #frenchvibes #parismood #modeaparis  #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily

Którą Anią dzisiaj jesteś? 1...

Czy nie możemy próbować być TROSZKĘ lepsi bez tej całej napinki?
Bez zawstydzania nastolatek na utrzymaniu rodziców, że nie mają każdej jednej rzeczy eko i zero waste i w ogóle instagramowa policja approved?
Bez wytykania komuś lotu na chrzciny kuzynki, bo ślad węglowy i straszne zło?
Komuś, kto zaczął przygodę z byciem wege, że robi za mało?
 Nie podoba mi się napinka wyzwalająca poczucie, że jeśli stać cię tylko na malutki kroczek, to jesteś ZŁY I NIEDOBRY. Nie jesteś!
Wrzucając  jakieś linki do swoich starych tekstów (powiedzmy do 2016) często zaznaczam: dzisiaj napisałabym to inaczej. Dlaczego? Bo jestem bardziej empatyczna i rozumiejąca, złagodniałam. Nie lubię rewolucji, wolę łagodną ewolucję i dojrzewanie do zmian. Dlatego chociaż sercem jestem np. za bardziej eko, tańszymi i zdrowszymi (może za rok ukażą się badania, że jednak nie!) kubeczkami menstruacyjnymi, to nie wyobrażam sobie zawstydzania kobiet, dla których ten krok to za dużo. Bo mogę edukować i wyjaśniać, ale jestem za wyborem. I rozumiem gdy jest inny niż mój!
Tak samo jak rozumiem, że ktoś kupi bikini za 50 zł, na aliexpress zamiast takiego samego za 150 w sieciówce, bo ma ogólnie po opłaceniu wszystkiego 400 zł w budżecie i o takim szytym w Polsce w duchu eko to może pomarzyć. 
Chciałabym abyśmy bardziej próbowali się rozumieć, a mniej oceniać i osądzać. Pokaz innym jak żyjesz, zainspiruj do czegoś fajnego, ale nie wywołuj poczucia, że jest gorszym człowiekiem. Po co?
Nie zawsze da się wybrać idealnie, warto pomyśleć, że inni dokonują najlepszych wyborów jakich potrafią.
#noshame #aniamaluje #szczerze_pisząc #piesek #dogsofinstagram #wakacje #lato #toniemojpies #niestety

Czy nie możemy próbować być...

Jakiś czas temu wróciłam do robienia sobie autoportretów. Kiedyś dawało mi to frajdę, potem uznałam za dziecinne i głupie. Dzisiaj uważam, że dziecinne to jest nazywanie rzeczy przynoszących frajdę dziecinnymi🙃

Gdyby nie samowyzwalacz i kilka serii, to pośród kilku całkiem niezamierzonych sexy póz, nie znalazłabym tej! Perełka🤣
Mama całe dzieciństwo mi mówiła: usiądź jak człowiek! 
Dzisiaj to samo mówi mi fizjoterapeuta. A moje nogi plączą się na przedziwne sposoby i na krześle i na tym legowisku, które zrobiłam sobie do czytania😅
Co jest ironiczne, bo mam szeroki parapet o którym zawsze marzyłam, że czytanie z kubkiem gorącej czekolady w oknie... kupiłam nawet piankę tapicerską na ten parapet by było miękko w tyłek i co? W ogóle na nim nie siadam! 
Fun fact: kiedyś potrafiłam założyć sobie nogi za głowę, ale raz nie mogłam się z tego potem rozplątać😅
Czy są tu jakieś osoby dzielące mój problem z nogami? Odezwijcie się, może moja mama zrozumie, że to nie jest moja złośliwość, że przy obiedzie zdarzyło mi się siedzieć po turecku🤦🏻‍♀️ #aniamaluje  #szczerze_pisząc #czytanie #książka #nogi #autoportret #interiordesign #zamioculcas #plants

Jakiś czas temu wróciłam do...

No i jak, miała być realizacja postanowień „od nowego roku” a jakoś kacyk i zmęczenie nie sprzyjają treningowi a ze zdrowym odżywianiem też ciężko?
Startuję z czymś banalnym, bo cóż może być bardziej oklepanego niż wyzwanie styczniowe?🤪Ale na zachętę powiem, że miało wystartować rok temu, ale uznałam, że jest niedopracowane. Dałam je dziesięciu osobom, które przesłały mi swoje uwagi, podzieliły się trudnościami i je ulepszyłam.
UWAGA! To nie jest jedno z tych pięknych wyzwań, gdzie zapisujesz swoje wyniki w ślicznym notesie brokatowymi cienkopisami. Tu trzeba trochę pozasuwać w realu, nie w marzeniach!
Nie chciałam, by było jak te wszystkie rzeczy z pinteresta albo filmiki z pięciominutowymi DIY, które oglądasz, mówisz pod nosem, że fajne (a może nawet zapisujesz w zakładkach!) ale nigdy nie realizujesz🤫
Ono jest po prostu skuteczne.
30 zadań, na które jest 45 dni.
Lżejsze i trudniejsze.
Codziennie na stories! 
Aha, oczywiście wystartowałam z wyzwaniem, ale nie wymyśliłam nazwy, więc przygarnę propozycje 
#wyzwanie #nowyrok #motywacja #aniamaluje #szczerze_pisząc #nogi #nylons #rajstopy #kropki #kropeczki #polkadot #zamioculcas

No i jak, miała być...

Nadchodzi fala podsumowań  od tych, którym wszystko się udało (i fajnie!👏🏻) a przyznam, że nie zrealizowałam żadnego kluczowego celu na 2019🤪
I nie jestem zła! Ani trochę!😲
Miałam jakieś założenia odnośnie tego, co bym chciała osiągnąć.
A potem poczułam, że sama kasa jest dla mnie za małą motywacja i mogę to zrobić, ale nie czuję z tego radochy. 
W 2019 dałam sobie plaska w twarz i zastanowiłam się , czego NAPRAWDĘ CHCĘ. Nie zawsze to były fajne myśli! ✅przestałam uciszać ten głos, który mówił czego pragnę, a który uciszałam, bo nie pasował mi do moich wyobrażeń o mnie samej.
Ale kiedy ich posłuchałam, to o jeju! Zaczęło mi być fajniej w życiu. ✅ Np. niedziele tylko dla mnie (dzisiaj to święto ruchome). Nie zdawałam sobie sprawy jak ja bardzo potrzebuję przestrzeni TYLKO dla siebie! ✅ Jestem asertywna bez poczucia winy i strachu przed tym, że ktoś uzna mnie za niemiłą (nie muszę być miła!)✅ Piszę bloga znowu dla przyjemności, bo choć Wasze propozycje tematów są super, to ja muszę czuć moment i dać myślom dojrzeć, nie jestem wyrobnikiem tworzącym na zawołanie. Nie chcę być!
✅ Przestałam patrzeć  na liczby i zastanowiłam się, czy w ogóle chcę być instagramerką i blogerką. Nie chcę. Chcę być Anią, która ma bloga i instagrama.

To był naprawdę dobry rok, chociaż nie postawię spektakularnych ptaszków na kartce z celami! Jak ja mogłam w ogóle mieć cele, nie wiedząc czego chcę?🙈
To był mój taki gap year, w którym przypadkiem zarobiłam najwiecej w życiu (i większość przehulałam!) ale niczego nie żałuję!

#aniamaluje #szczerze_pisząc #barcelona #parkguell #sukienka #podróże #podróżemałeiduże #catalunya #cele #podsumowanieroku #podsumowanie2019 #motywacja

Nadchodzi fala podsumowań od tych,...

Świnia o dwóch głowach, krwawe niebo, Warszawa i Trójmiasto [tygodnik]

Jeszcze nigdy pisanie “tygodnika” nie było dla mnie takim wyzwaniem. Działo się tak wiele, że nie wiem od czego zacząć… więc zacznę od początku.

Mam  w tym roku swój wielki prywatny projekt bycia “na tak”. Właśnie pękł mi drugi tysiąc w wyzwaniu “tysiąc nowych rzeczy“, a mój motyw przewodni roku też w końcu zaczyna być w nim obecny. Jest jednak pewna prawda o życiu w takim pędzie, o której chyba nie miałam okazji nigdy napisać.
To po prostu mój sposób by nie myśleć o tym ile mam powodów do stresowania się. Stres jest czymś, co potrafi niesamowicie zaostrzyć objawy mojej choroby. A ja nie lubię się z tym gościem więc uwielbiam być zajęta. Nie w tym sensie że ciągle pracuję, ale że cały czas coś się dzieje. To bardzo oduczyło mnie roztrząsania w nieskończoność co mam powiedzieć i układania w głowie ripost lub linii obrony na stertę zarzutów. Gdy dostaję z dziekanatu kolejny wniosek albo inny papier do wypełnienia na jutro z podpisem promotora, marszczę tylko brew i myślę – serio?! No chyba nie.
I na tym się kończy. Bo co najgorszego może się stać? Usłyszę “oj ty niedobry doktorancie”? Ktoś pogrozi mi palcem? Nie dostanę dofinansowania na zwrot kosztu wyjazdu na jakąś konferencję, którego to zdobycie kosztuje mnie jakieś 15h latania z papierami i przynajmniej cztery bilety  wte i wewte oraz kolejne kilka godzin na kurs uczelnia-dom-uczelnia-dom?
Szanuję swój czas i szanuję swoje życie. Właśnie dlatego nie chcę mieć normalnej pracy, normalnych dwudziestu dni urlopu i normalnego złorzeczenia na szefa. Za długo o to swoje życie walczyłam, by pozwolić mu mijać gdzieś obok mnie. Ja chcę to życie doświadczyć. Przeżyć. Nasycić się nim tak jak tylko się da. Korzystać z okazji, bawić się nim, doceniać je. 
Stąd staram się mówić głośne TAK, na wszystkie fajne okazje pasujące do mojego stylu życia, do moich celów, do motywów przewodnich danego roku.
Za to jestem wdzięczna swojej chorobie.  Bo gdyby nie ona, wiodłabym pewnie bardzo typowe, normalne życie, szkoła-studia-praca-kredyt-na-35-lat-dzieci-wnuki. A potem emerytura i ojej – pora umierać a ja nie zdążyłam żyć.

Poprzedni “tygodnik” skończył się w stolicy, gdzie pojechałam zaraz po sesji doktorantów.
Co tam robiłam?
Byłam “na tak!” :).
Niedzielę spędziłam z Martą na przekonywaniu się do Warszawy i jej kulinarnych aspektów. Mimo starań – wciąż nie jadłam tam nic o czym potem myślałabym “muszę tu wrócić!” :(. 
Najlepsze co jadłam to zupa z kimchi i pierorgi koreańskie w ONGGI
Spałyśmy w Sound Garden Hotel, do którego mam dla Was boskie zniżki  ;-).
W poniedziałek razem z Olą wbiłyśmy na konferencję Vichy, gdzie było trochę o wodzie, wodzie na Marsie i… badaniach Masaru Emoto, o których wiecie z mojej książki 😀 Woda ma moc!
A że padał deszcz, to uberem (pamiętajcie o moim kodzie na pierwszy przejazd – uberaniamalujeue) podjechałyśmy razem na kolejne wydarzenie, którym byłam maksymalnie podekscytowana.
Może trochę dlatego, że przekąski na Vichy były bardzo dietetyczne a od śniadania minęło już trochę czasu. Wierzcie mi – wszystkie eventy dla redaktorek kobiecych magazynów są z maleńkimi, dietetycznymi przekąskami które wyglądają lepiej niż smakują 😀
Dużo smaczniej było na drugim wydarzeniu…
Nie wiem jak z Wami – u mnie sprawdza się zasada – Ania głodna to Ania zła :D. 
Ok, ale do rzeczy – wydarzenie było małą konferencją marki Phyto Paris w atelier świetnej fryzjerki Emilii Skubisz. Padał deszcz i było naprawdę brzydko – moje włosy też stały się spuszone i jakieś takie bez energii:
Wiecie, ja cały czas bardzo o nie dbam i frustruje mnie to, że efektów nie widać. Że nawilżam, olejuję, walczę z ekstremalnie suchą skórą głowy i wciąż niewiele efektów to przynosi. Więc gdy padła seria pytań: 
– Jak często nakładają panie krem na twarz?
– A na włosy?
– A jak często robią panie peeling twarzy?
– A włosów?
Poczułam, że jednak nie robię nic 😀
Gdy szukano ochotników z suchymi włosami, wyskoczyłam jak z procy :D. Demonstracja na mnie? Jasne! Może nauczę się czegoś nowego. 

W ten oto sposób wylądowałam na fotelu… ale chwilę musiałam poczekać, bo na mnie miała być prezentowana wersja intensywna, a drugim ochotnikiem była Marta z lusterko.net  :).

Aplikator do dozowania zawartości ampułki – czy to nie genialne? 🙂
Wiedziałyście żeby olejek do włosów wcierać pod włos? Ja zobaczyłam wiele naprawdę ciekawych rzeczy!
A to już ja! 😀 Włosy umyto mi…kremem myjącym z serii phytoelixir – ten krem nie ma żadnych detergentów, żadnych SLS, SLESÓW i innych dziwnych nazw – jest tam mydlnica lekarska. Bardzo delikatny, a ja mam przecież ogromny problem z suchą skórą głowy, o czym wiecie z poprzednich wpisów. Pisnęłam z ekscytacji gdy po wydarzeniu trafił w moje łapki – jeśli przy dłuższym stosowaniu okaże się tak cudowny jak w atelier – dam Wam znać w aktualizacji włosowej już za kilka dni. Na razie jestem zachwycona! Na blogu pisałam już kiedyś o moich problemach z suchą skórą głowy :).
Patrzcie jak pięknie wyglądają włosy Marty po produktach z serii Pyhtoelixir – maska, krem do włosów, olejek – wszystko ma bardzo łagodne, roślinne składy. Korzystam teraz z kilku kosmetyków Phyto, więc swoje wrażenia opiszę w aktualizacji włosów na dniach :).
A oto ekipa odpowiedzialna za wydarzenie:
Jestem fanką takich kameralnych wydarzeń, bo można spokojnie sobie z każdym porozmawiać i się czegoś dowiedzieć.
Nie byłabym sobą, gdybym nie pokazała jeszcze kilku zdjęć 😉
Sukienkę kupiłam tutaj – jest cudowna, ale… chyba jednak trochę na mnie za duża w talii 🙁 Na stronie sklepu i innych klientkach wygląda lepiej – gdybym miała +5kg byłaby idealna!  A wczytywałam się tak w etykiety bo podobno spray na objętość stosuje Leonardo diCaprio i kosmetyków Phyto używa księżna Kate 😀
Dostępne są w aptekach.
Po intensywnym dniu udałyśmy się z Martą do hotelu a potem na miasto. Z listą polecanych przez Was knajp było łatwiej, ale wciąż nic nas nie powaliło :(. Niestety jedzenie tylko snapowałam, więc wam tego nie wrzucę w wersji foto, a wiecie jak mnie temat jedzenia emocjonuje :DD
A wieczorem pisałam dla Was jeszcze w hotelu tekst na bloga. Nie ma że wyjazd, że to, że tamto – piszę bloga z wewnętrznej potrzeby, ale jeśli są tutaj osoby czekające na nowe teksty, to ja chcę ich im dostarczać :).
Na blogu w tym tygodniu (poza tygodnikiem) ukazały się teksty:
Ale chwila, moment – jesteśmy dopiero na poniedziałkowym wieczorze, a ten tekst jest już potwornie długi! 😉 Pora na wtorek!
Pojechałam z Martą na dworzec, zostawiłam tam walizkę i  umówiłam się na kawę (ok, ja piłam sok:)) z Anią ze spinkiiszpilki.
Mam jakieś niewyobrażalne szczęście do ludzi, bo ciągle spotykam pozytywne, otwarte i interesujące osoby. Anię poznałam już wcześniej, ale nie było okazji nagadać się jakoś tak porządnie. No to teraz się nadarzyła 😀
Z Anią gadałyśmy i gadałyśmy i gadając wybrałyśmy się razem na launch marki NARS w Polsce. Do drogeriach Sephora kosmetyki pojawią się we wrześniu, ale całą filzofię marki i pokaz makijażu można było zobaczyć na Mysiej już we wtorek.
To duży event, ale Sergiusz który to wszystko organizuje dba o miłą atmosferę i było naprawdę super :).
Nie ma to jak przyjść bez makijażu na event o makijażu 😀 
Zobaczcie jak cudowne opakowania i kolorystykę zaserwuje nam niebawem NARS!
Fascynujące jest to, że poczułam chęć nauki makijażu dopiero teraz – kiedy w 100% akceptuję siebie bez niego :)).
Mało wrażeń? Pociąg bez przesiadek dopiero o 14:15 więc można sobie jeszcze wypełnić jakoś dzień i wysłuchać co ciekawego jest na konferencji Avon w innej części miasta. Bieganie na konferencje to takie typowe zadanie dziennikarek… redaktorek… media-workerów. Chciałam sobie trochę odświeżyć w pamięci wszystkie powody dla których rzuciłam dziennikarstwo. 
Tylko czemu wkręciłam sobie, że konferencja jest na 13:00, jak była na 12:00? 😀 Przez to nie wysłuchałam wszystkiego o nowym zapachu Avon Alpha, który swoją drogą – pozytywnie mnie zaskoczył.
Często pytacie mnie o moje perfumy – obecnie używam Guerlain Idylle Sublime, ale na lato kochałam słodki zapach Escada Taj Sunset, którego niestety już nie ma w sprzedaży. O dziwo Alpha od razu mi się spodobała, bo jest bardzo słodka ;). Ale chwilowo znowu mamy deszczową aurę więc używam Guerlain.
Premiera zapachu Alpha była w klubie The View, z którego widok jest rzeczywiście bardzo ładny :). A makaroniki kolorem i smakiem nawiązują do zapachu perfum ;).
Potem pożegnałam się z Anią i ruszyłam na pociąg… Wybrałam taki bez przesiadki trafiłam na stare pudło bez klimy. Ech 😀
Można się roztopić, co też prawie się wydarzyło.
Wróciłam prosto na mecz i o dziwo mi się podobał. Mecz. Mi. Podobał. Niebywałe.
Już Was pewnie zanudziłam, a tydzień nadal trwa! 😀
Powrót do domu to ekscytacja kapuśniakiem. Nie ma nic bardziej cudownego niż obiad u mamy. Serio. Gdyby moja mama miała knajpkę, byłaby milionerką. Niestety nie lubi gotować dla obcych. Cóż – nie mam mamy milionerki 😀
 Nie jestem typem siedzącym na tyłku, o czym wiecie z początku tekstu. Zapragnęłam tego rok temu, gdy chciałam leżeć plackiem na greckiej plaży i było to dziwne pragnienie, które samą mnie zaskoczyło. Tym bardziej zaskoczyło mnie to, że po sprawdzeniu prognozy pogody i zobaczeniu że w czwartek i piątek miały być upały… momentalnie zapragnęłam być nad morzem.
Jest takie powiedzie – a może by tak rzucić to wszystko i wyjechać w Bieszczady? Bieszczady mnie nie kręcą, las mam za domem, ale taka pogoda na Bałtykiem raczej prędko się nie powtórzy, więc zdecydowałam się po prostu pojechać. Maile załatwiałam w pociągu i tak w 100% od nich nie odpoczęłam bo i na plaży zdarzało mi się komuś odpisywać ale hej! Zrobiłam to. Rzuciłam wszystko jak stało. Wpis na studiach, po który trzeba było stawić się osobiście, niekończące się maile, niewłaściwe umowy, grafika który ociąga się ze swoją częścią projektu, blokując mi skutecznie zamknięcie mojej części. Niekończące się telefony, prośby o przysługi.
Nie zraziło mnie to, że nikt nie mógł tak szybko zorganizować sobie zastępstwa w pracy i pojechałam sama. Nie zraziło mnie to, że musiałam wykonać kombinację alpejską z noclegiem i raz spać w Gdańsku a raz w Pruszczu, bo wszystko było zajęte. Ani to, że będę miała przechlapane z różnych powodów.
Who cares – to moje życie :).
W ten oto sposób znalazłam się piaszczystej plaży 🙂
Pierwszy dzień spędziłam z Agnieszką, która oprócz tego że czyta mojego bloga, jest włosomaniaczką o pięknych włosach, kierowcą Ubera i udziela tak świetnych korków z matmy, że maturę zdają bardzo dobrze osoby mające przez całe życie dwóje z matmy. Jeśli szukacie dobrej korepetytorki – zerknijcie na ogłoszenie Agnieszki . Przesympatyczna osoba! Spędziłyśmy razem cały dzień, za co Agnieszce jestem bardzo wdzięczna :).

 Byłyśmy w knajpce Pobite Gary, gdzie było przepysznie i świeżo tak, że gdy znowu pomyślę o Trójmieście – będe chciała tam zjeść. A oprócz plaży na Zaspie, byłyśmy na wyspie Sobieszewskiej i na Górze Gradowej :).

Mało? Wieczorem Sopot. Polecana Śliwka w Kompot trochę mnie rozczarowała, ale to pewnie wina atmosfery Sopotu nocą, która trochę mnie przytłoczyła. Wolę go jednak za dnia :).
W piątek wymeldowałam się z mieszkanka zarezerwowanego przez Airbnb i zameldowałam się w Pruszczu Gdańskim. Logistycznie skomplikowane, ale grunt że o dwunastej znowu byłam na plaży, tym razem w Brzeźnie, tym razem z dziewczynami z Two Broke Sisters  :). Było bardzo fajnie, nawet nie wyciągnęłam książki z torby plażowej! :).
Spotykanie się z ludźmi którzy też mają blogi albo chociaż instagramy jest dużo prostsze w tym sensie, że nikt nie krzywi nosem na robienie zdjęć jedzeniu 😀 Tutaj zupa piracka jedzona w lokalu po kuchennych rewolucjach  – Tapas Rybka.
Zupa bardzo smaczna i treściwa, polecam :).
O osiemnastej ruszyłyśmy na spotkanie w lokalu dobra kawa – na zdjęciu widzicie tartę snickers – bardzo smaczną ;).

 Od lewej Klaudia, Kamila, ja, Kasia, Ola, Claudia i Aga

 Moje włosy gdy używam przypadkowych miniaturek w podróży -.-

Ale wracałam dopiero w sobotę o 13stej, więc zdążyłam się spotkać z Dominiką, którą poznałam we wrześniu 😉 

 Najpierw pyszna Pascha i mrożona czekolada w lokalu PiKawa, potem koreańskie pierogi w polecanym przez Was Mandu

Było bardzo fajnie :).
Niestety przygoda szybko dobiegła końca, tak samo jak piękna pogoda.
Wróciłam znowu – na mecz.
Drugą połowę, ale zawsze. Pierwszy raz w życiu wzruszyłam się oglądając mecz.
Serio. Popłakałam się.
Nie przeszkadzało mi to jednak w tym, by ruszyć nad jezioro :DDD
I zgubić silikonowe naklejki na sutki 😀
Patrząc na to co wyczyniłam przez ten tydzień, zastanawiam się nad tym jakim cudem dodawałam jakieś teksty na bloga :DDDD

 Zobaczcie jakie cudowne niebo było w sobotę!

No i gołąbki mojej mamy. Najlepsze na świecie!!! 🙂
Kasia którą poznałam w styczniu założyła sklep Handmejd.pl i robi takie piękne organizery, notatniki notesy *.*  na hasło ANIAMALUJE macie -30% na koszyk, czyli praktycznie wszystko będzie po kosztach, ale te organizery są naprawdę piękne i z całego serducha polecam ;). 
A nowości w mojej kosmetyczce to kosmetyki Missylyn – pomarańczowa szminka i brązer do konturowania hi from Hawaii! Urzekła mnie nazwa i bajkowe opakowanie ;).
czy to nie wygląda cudnie? 🙂
 Jeszcze malutki snap-mix:
Uwielbiam oglądać Wasze snapy! Szczególnie gdy korzystacie z moich przepisów albo piszecie o tym, że mój tekst Wam pomógł. To jest nesamowite i fruwa się wtedy nad chodnikiem ;))).
ten tygodnik jest już irracjonalnie długi, a pora jeszcze na linki tygodnia 🙂
To by było na tyle :). Mnie czeka batalia z jednym potężnym zaliczeniem i – mam nadzieję – zamknę pierwszy rok “doktoratu” bez poprawek :). Tymczasem wracam do pracy i … jedzenia. Mam pyszną zupę która właśnie się podgrzała, więc zostawiam Was z tym bardzo, bardzo długim wpisem 🙂 


Bądź na bieżąco! 
  INSTAGRAM ❤ FACEBOOK 
❤ FACEBOOK MONIKI 


Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

Uściski, Ania

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Previous
Leżak który zmieścisz w walizce, sprytna kosmetyczka i inne podróżne patenty
Świnia o dwóch głowach, krwawe niebo, Warszawa i Trójmiasto [tygodnik]