Wstałam dzisiaj o 11:05. To oznacza, że sąsiedzi musieli mnie nienawidzić, bo mam zawsze taki ostateczny jak „final Call” na lotnisku budzik ustawiony na 10:30 w razie gdyby nic wcześniej mnie nie obudziło. Wyje jak syrena alarmowa! Nie słyszałam go!

Zawsze śpię jak zabita, gdy odreagowuję emocje. Próbuję od kilku dni pomóc z czymś bliskiej osobie i bardzo wyczerpuje mnie to emocjonalnie. 
Tak samo mocno jak dzisiaj, spałam kiedyś  po urodzinach Agi, mojej dobrej koleżanki. Lubię myśleć, że to wino, ale jestem niemal pewna, że to oglądanie „Leaving Neverland” sprawiło, że dziewczyny nie mogły mnie dobudzić.
(Polecam się na imprezy, oglądanie dokumentu o pedofilii, świetna zabawa tylko ze mną!). Jestem osobą, której ludzie zwierzają się z różnych okropnych rzeczy, które kiedyś ich spotkały na zasadzie „jesteś pierwszą osobą, której o tym mówię”. Czytam wszystko o przemocy wobec dzieci, bo moim największym strachem gdy z nimi pracowałam był strach o to, że kiedyś jakieś dziecko wybierze mnie na jedyną osobę której powie, że jest bite albo dręczone w inny sposób, a ja nie będę potrafiła skutecznie zareagować. Albo postąpię zgodnie z procedurami i w tym czasie stanie się coś najgorszego.

Moim największym strachem w życiu jest to, że nie będę potrafiła pomóc komuś, kogo kocham. Towarzyszy mi to od momentu, gdy jako ośmiolatka obserwowałam umierającego na raka dziadka. Czułam bezsilność i to jest najgorsze uczucie jakie potrafię sobie wyobrazić. 
Jeśli go nie rozumiesz, obejrzyj „Nocturnal animals”, film w którym niemal czułam ból głównego bohatera.

Właśnie przez sen wymyśliłam rozwiązanie sytuacji, która mnie dręczyła. Dawno nie czułam takiej ulgi! Nie umiem jej opisać, pragnę się tym podzielić!

Mam ochotę mówić ludziom wszystkie te miłe rzeczy, które o nich myślę, ale jakoś zawsze zostały niewypowiedzianymi myślami. 
A ciebie zapytam tak bardzo szczerze, nie na tym poziomie, na którym odpowiadamy „pająki”, tylko głębiej - czego najbardziej w życiu się boisz? 
#szczerze_pisząc #myśli #aniamaluje #grudzień #dzieciństwo

Wstałam dzisiaj o 11:05. To...

Tak jakoś wyszło, że co roku odwiedzam #Włochy i #Lwów🥰 
Dzisiaj omal nie kliknęłam biletów do Bari (po 139 zł w dwie strony👍🏻), bo ogromnie tęsknię za tą pizzą🍕Mamma mia! 6€ za set #pizza+#piwo, 10€ jeśli dochodzi mnóstwo talerzyków z przystawkami. No i jeszcze na koniec shot #limoncello.
I kusiła ta teleportacja, do kraju uśmiechniętych ludzi! Śpiewających podczas pracy, gotujących obłędnie dobrze i mających tak melodyjną mowę, że chcesz każdemu mówić: Ciao!👋🏻 Już widziałam, jak chodzę sobie w lekkiej jesiennej kurtce i sukience maxi po włoskich uliczkach i raz na jakiś czas sięgam po przekąskę za 2€, absolutnie niczego więcej nie potrzebując do szczęścia🥰Kiedyś poparzyłam sobie taką język, tak bardzo nie mogłam się jej doczekać! 
I chociaż „mam ochotę na pizzę, polecę do Włoch” wydaje się tekstem rzucanym raczej przez bogaczy, to zapewniam - wcale tak nie jest! Włoski #citybreak bywa tańszy niż weekend w Polsce.

Tym razem odpuściłam, zapał mi minął w momencie, gdy upiekły mi się pomidory i na nich rozlała mi się pyszna #burrata. Ale może komuś ten pomysł umili grudzień? 
Psst, po wpisaniu w Google „aniamaluje+Bari” wyskoczy fajny plan mojego wyjazdu z 2017 ;)
Psst 2! W przypiętych relacjach kod na stówkę na nocleg via Airbnb ;) ⭐️⭐️⭐️Gdybyś mógł, mogła, teleportować się teraz w dowolne miejsce na całej planecie, które byś wybrał/a? ;) #

#podróże #girlswithgluten #pizza🍕 #pizzalovers #italia #bari #włochy #podróżemałeiduże #girlswhotravel #aniamaluje

Tak jakoś wyszło, że co...

Poznałam ostatnio super sposób na produktywność! Nie pamiętam kiedy z takim zapałem realizowałam swoje zadania😀. @magdalena_komsta zdradziła mi super sposób na motywację - jeśli nie zrobię tego, co sobie założyłam, będę musiała wpłacić jakąś kwotę na organizację będąca światopoglądowo na przeciwnym biegunie co ja. Np. Ordo  Iuris.
Działa jak złoto! Nawet jak mi się nie chceeee to myślę sobie - o nie, muszę to zrobić, nie dam sobie psychicznie rady z myślą, że ich wspieram! 
Dodatkowo kupiłam sobie nagrodę w postaci biletów do Azji. Myśl o cudownym, wilgotnym powietrzu napawa mnie takim optymizmem, że aż chce się pracować!

Także jeśli masz problem z pisaniem magisterki albo czymś w tym stylu - pomyśl o metodzie Magdy, jest doskonale skuteczna!

#podróże #podróżemałeiduże #aniamaluje #travelgirl #czerwonasukienka #szczerze_pisząc #motywacja #reddress #palmy #karaiby #gwadelupa

Poznałam ostatnio super sposób na...

W gimnazjum rodzice nie kupili koledze zeszytu ćwiczeń, więc skserował kilka stron, by odrobić zadanie domowe. Ku mojemu zdziwieniu dostał jedynkę za „nieprzygotowanie do lekcji”. Miał zadanie!!! Nie lubiliśmy się wtedy, chyba pierwszego dnia nazwał mnie kujonem i deską, ale tak wkurzyła mnie postawa nauczycielki, że zaczęłam się z nią wykłócać o to, czy jest normalna i kolegi bronić. Odrobił to durne zadanie! Nie było jego winą, że rodzice nie zapewnili mu podstaw, a chodziłam do klasy z uczniami z okolic mocno „defaworyzowanych”, jak to się ładnie nazywa. Miałam lipę u tej nauczycielki, ale nie żałuję!

Uwielbiam tworzyć materiały o prawach ucznia. Szczególnie w takich małych mieścinach jak moje (nauczyciele są często radnymi!) władza bywa nadużywana. 
Dlatego za każdym razem, gdy pisze do mnie uczeń z prośbą o pomoc w jakiejś sytuacji, czuję się jak na tym zdjęciu z Salerno pod Neapolem!

Uwielbiam to, że nie dają się zbyć. Że pytają o to, co w statucie szkoły.
Czy statut może być niezgodny z prawem oświatowym. Gdzie zgłosić takiego nauczyciela i jak się bronić. 
Nikt nie zwraca się do mnie w wiadomościach z takim szacunkiem jak uczniowie! Podczas gdy dorosłym zdarza się napisać coś w stylu „siema, widzę ze dużo podróżujesz, znajdziesz mi loty i noclegi do 2500 do Tajlandii? odp dzisiaj”, uczniowie piszą „obejrzałam pani filmy, przeczytałam statut szkoły, ale wciąż nie wiem. Byłoby mi bardzo miło, gdyby pani podpowiedziała, ale zrozumiem jeśli nie znajdzie pani czasu”

Eksperci gadają O młodzieży, ale nie Z młodzieżą. Słabe! Ja uwielbiam tych pyskatych, tych walczących o swoje. Widzę w nich cząstkę siebie.
Proszę, nie zgubcie tego! Tego podejścia, że jak nie drzwiami, to oknem. Poczucia sprawczości i woli walki. To jest super cenne i ja Was za to uwielbiam. To są cechy ludzi, którzy sobie w życiu DADZĄ RADĘ! Wiem, że macie przez to przechlapane, ale ja jestem z Was na maksa dumna! Nie jestem w stanie odpowiedzieć na każda wiadomość (dlatego nagrywam filmy dla wielu), ale każda ogromnie mnie cieszy. 
A jak bronicie rodzeństwa czy słabszych kolegów to już w ogóle szacun MAX!!! Błagam, nie zgubcie tego. Bądźcie asertywni♥️
#aniamaluje #szczerze_pisząc #podróże

W gimnazjum rodzice nie kupili...

Gdy Freddie Mercury zapuścił wąsy, fani masowo wysyłali mu maszynki do golenia, bo nie mogli tego zaakceptować. Z całym szacunkiem - kiepscy fani! Jak kogoś kochasz i szanujesz, to pozwalasz mu się rozwijać, zmieniać, być sobą. Całe szczęście, że to nie był typek, który robi coś by się przypodobać innym! Moje automatyczne skojarzenie to biała koszulka „żonobijka”, jeansy i ten wąs. Opcjonalnie - żółta kurtka. Iconic!

Dzisiaj, tylko 28 lat temu umarł Freddie Mercury, ale nie legenda. Powiedzieć, że uwielbiam gościa to mało. Jego portret to jedyny święty obrazek jaki mam w domu. Towarzyszył mi w wielu momentach życia. To „Don’t stop me now” (i’m having such a good time, I’m having a ball) lądowało na moich słuchawkach gdy koleżanki z roku prześcigały się w licytacji jak bardzo która nie umie na egzamin, a ja nie chciałam tego słuchać i przejmować ich nastroju. Podniosłe momenty? „we are the champions”. Sytuacja, w której pomogli mi przyjaciele? „Friends will be friends”. Nawet tak sobie ustaliłam kiedyś playlistę dk biegania, żeby w momencie kryzysu słyszeć walkę podmiotu lirycznego w „Bohemian Rhapsody”. Serio! 
Robiąc kiedyś  to zdjęcie miałam super dzień. Czułam się świetnie, wcześniej wszystko mi fajnie powychodziło, czułam się na maksa odprężona i zrelaksowana i dokładnie pamiętam, że krzątałam się po mieszkaniu nucąc „It’s a kind of magic”.
Dzięki Freddie za wszystko, co wniosłeś do mojego życia!
#freddiemercury #rocznica #aniamaluje #blogerka #relaks #chill #monstera #niedziela #rocznica

Gdy Freddie Mercury zapuścił wąsy,...

Masz piosenkę, która wywołuje na Twoim ciele ciary? Ale takie serio? U mnie to jest „Walking in Memphis” w wykonaniu Cher. Nigdy nie byłam w Memphis, ale słyszę jej głos jak to śpiewa, gdy widzę to randomowe zdjęcie z Sycylii. 
Gdybym miała wybrać ulubiony kobiecy głos - Cher wygrała wszystko. Z męskich do tego stanu doprowadza mnie Freddie Mercury.

Czeka mnie jutro kilka godzin w pociągu, podsyłajcie swoje tytuły piosenek wywołujących dreszcze, bo robię sobie taką „power playlistę” - zamierzam w tym pociągu napisać coś dłuższego i potrzebuję nowych bodźców!

Więc... czyj głos wywołuje w Tobie dreszcze? Poproszę tytuły!
#podróże #podróżemałeiduże #sycylia #sicily #katania #aniapodróżuje #wakacje #blogerka #włochy #italia #italy🇮🇹 #italy

Masz piosenkę, która wywołuje na...

Dzisiaj świętujemy 30 lat od podpisania Konwencji o Prawach Dziecka. UNICEF zaprosił mnie, żebym o tym opowiedziała. To się może wydawać dzisiaj takie oczywiste, że dzieci mają prawa, ale nad ich ustaleniem przywódcy państw debatowali całą dekadę! To dzięki temu dzisiaj żadne dziecko nie może być skazane na dożywocie (bez możliwości zwolnienia wcześniej) ani na karę śmierci. Wcześniej mogło.
Jestem pedagożką, terapeutką, tą od „dzieci z trudnościami”. Jednak najbardziej trudni są w tym wszyscy dorośli. 
Zapominający, że dzieci nie są ich własnością, tylko ludźmi.
Dlatego założyłam kanał, na którym opowiadam uczniom o ich prawach. Jestem przerażona jak  często są łamane i z jaką lekkością dorosłym to przychodzi. Chciałabym żyć w świecie, w którym prawa dzieci są oczywistością i nie mam o czym nagrywać, bo nikt z tym nie dyskutuje.
Zostawiam Wam Korczaka pod rozwagę 👍🏻 „Bo dorosłemu nikt nie powie: ‘Wynoś się’, a dziecku często się tak mówi. Zawsze jak dorosły się krząta, to dziecko się plącze, dorosły żartuje, a dziecko błaznuje, dorosły płacze, a dziecko się maże i beczy, dorosły jest ruchliwy, dziecko wiercipięta, dorosły smutny, a dziecko skrzywione, dorosły roztargniony, dziecko gawron, fujara. Dorosły się zamyślił, dziecko zagapiło. Dorosły robi coś powoli,
a dziecko się guzdrze. Niby żartobliwy język, a przecież niedelikatny. Pędrak, brzdąc, malec, rak – nawet kiedy się nie gniewają, kiedy chcą być dobrzy. Trudno, przyzwyczailiśmy się, ale czasem przykro i gniewa takie lekceważenie.” Trudne pytanie - masz poczucie, że twoje prawa w dzieciństwie były szanowane? Mi dobierano notorycznie prawo do odpoczynku - od „dzwonek jest dla nauczyciela” po zadania na ferie.  #world'schildren'sday #dlakażdegodziecka #dzieńprawdziecka #unicefpolska

Dzisiaj świętujemy 30 lat od...

Dziewczyno, kiedy ostatni raz sobie odpuściłaś? Sama sobie.

Zastanawiałam się czemu podróż do Odessy była najfajniejszą tego roku. Odpaliłam macbooka raz, by nas odprawić. Nie zrobiłam zdjęć z myślą o blogu, nawet nie miałam jakiegoś tam poczucia, że coś muszę zobaczyć. Jednego dnia wykupiliśmy sobie takie wielkie łóżko z baldachimem i dogorywaliśmy na kacu na plaży, bez  poczucia, że szkoda jednego z ledwie czterech dni. Nie szkoda!

Nie jestem wielką fanką alkoholu, ale rzadko mam poczucie, że mogę. Ostatni raz jak byłam na shotach w pijalni wódki z rok temu, to podeszła do mnie czytelniczka, powiedzieć że lubi mojego bloga. Cały następny dzień zastanawiałam się o czym ja wcześniej pijana rozmawiałam. Nie jestem jakąś rozpoznawalną osobą, ale miałam kilka takich sytuacji i nie do końca potrafię przez nie wyluzować🙈
Odessa była cudowna, bo wyluzowałam. bo nie było spiny w związku z niczym. Mieliśmy korzystać z ekscytującego życia nocnego, ale chyba zaszkodziły nam rapany? Spoko, pijąc gorący rumianek śpiewaliśmy utwory Cher huśtając się na hamaku i huśtawce  w mieszkaniu.
Zero spiny!

Teraz zrobiłam wielki krok, bo ograniczyłam instagrama i pozbyłam się poczucia, że muszę odpowiadać na komentarze i wiadomości. Ogromnie dziękuję Wam za zaufanie jakim mnie obdarzacie, ale z problemami osobistymi i rodzinnymi i życiowymi zapraszam na grupę na fejsie albo (to lepiej!) na terapię. Ja po pierwsze nie jestem właściwą osobą, po drugie - nie czuję się spoko będąc obciążana waszymi przykrymi historiami. 
Wcześniej miałam poczucie winy, że powinnam być bardziej empatyczna, ale kurczę - jestem! Chcę zostawić tę część siebie dla przyjaciół i bliskich, bo każda taka wiadomość wysysa energię ze mnie.
Poczułam ulgę, odpuściłam sobie samej, bo jeszcze nikt na moje „nie” się nie obraził. Szanujecie moje granice, jesteście super ♥️
Jestem niemal pewna, że też robisz coś, czego wcale nie musisz i świat się nie zawali jak przestaniesz i sama sobie odpuścisz. Tak, sama sobie!
Padłaś? Poleż, nie poprawiaj korony i nie zasuwaj dalej.
#szczerze_pisząc #aniamaluje #wakacje #odessa #podróże #podróżemałeiduże #throwback

Dziewczyno, kiedy ostatni raz sobie...

O tym, że wymyśliłam sobie zabrać @pranamat_polska do Gruzji i zrobić tam piękne zdjęcia w górach - wiecie. Że mimo przygotowania się do wyboru terminu trafiły nam się dwa dni srogiej kaukaskiej zimy i ze zdjęć nici - też wiecie. Czasami tak bywa! Zero stresu. 
Gdy muszę, to potrafię spakować się w podręczny, ale w zasadzie to opcja tych zdjęć sprawiła, że @pranamat_polska zasponsorowało mi bagaż rejestrowany😉. Mata przydała się po przemierzaniu kraju bardzo ciasnymi busikami, po których moje plecy były jeszcze bardziej spięte niż zawsze (tak, to możliwe🤪). Na fizjoterapii jestem co 2-3 tygodnie, na macie mogę leżeć codziennie i staram się to robić. Albo podkładać sobie poduszkę do akupresury pod kark. Wiecie, bo i tak często widać je gdzieś w tle moich stories, po prostu kocham to kolczaste cudo całym sercem i tak - to boli (jakby zaśpiewał Freddie - pain is so close to pleasure), ale ulga potem... nowe plecy. Staram się pamiętać o ruchu i gimnastyce ale jak mam wenę, to potrafię siedzieć przed komputerem od rana do 15-tej i dopiero po zerknięciu na zegarek zorientować się, że wypiłam tylko jedną herbatę, nic nie zjadłam, nie byłam nawet siku, co tu mówić o rozciąganiu😏🙈 Jeśli tak jak ja, nie jesteście idealni i dużo siedzicie - na hasło aniamaluje jest 30% na zestaw mata+poduszka albo 20% na pojedynczy element.
Jutro dowiem się do kiedy! Szczegółowy opis wrażeń ze stosowania tej maty jest na blogu - ja nie umiem już bez niej żyć! Serio, miłość! (Kiedyś nie dodałabym zdjęcia dokumentującego ciążę spożywczą z jaką chodziłam po Gruzji, ale to jedzenie było tego warte!) #zpoleceniaaniamaluje #pranamatpolska #pranamateco #pranamat #mójpranamat #mata #relaks #batumi #gruzja #współpraca #podróże #podróżemałeiduże

O tym, że wymyśliłam sobie...

Wczoraj miałam cudowną rozmowę z @magdalena_komsta, jedną z najmądrzejszych kobiet jakie znam. Rozmawiałyśmy np. o tym, ile to razy zastanawiamy się, czy strój nie przyćmi kompetencji. Bo prowadzisz prelekcję do której się długo przygotowywałaś i jednak chcesz potem usłyszeć, że była dobra, a nie, że twój tyłek świetnie wygląda w tej sukience.  Mężczyźni mają mniej seksualizowane ciała (aczkolwiek uważam, że Vladimir Putin nosi mistrzowsko skrojone garnitury🔥) i nie muszą się aż tak nad tym zastanawiać. I spoko, założysz mniej ładną sukienkę żeby „się dopasować” i „nie było gadania” ale przypadkiem utrwalisz dychotomię - ładna/sexy ALBO mądra i kompetentna.
Trudne wybory!

Miałam w życiu dwa takie przekorne momenty, gdy jednocześnie podkreślałam i talię i cycki i tyłek i nogi i jeszcze zakładałam szpilki. Wiele razy byłam oceniona powierzchownie jako niezbyt lotna laska, ale cholernie tych momentów potrzebowałam. Dzięki nim dzisiaj:
👉🏻 nikt nie jest w stanie mnie zawstydzić 👉🏻 mogę unieść brew pogardy, gdy na panelu inny panelista z niekrytym uznaniem pomieszanym ze zdziwieniem powie „ale ty jesteś mądra” po mojej wypowiedzi 👉🏻 kompletnie nie uzależniam swojego poczucia własnej wartości od tego, co mam na tyłku, bo tylko przeczołgawszy się przez etap skrajnie obcisłych sukienek mogę mieć pewność, że moje czucie się dobrze z samą sobą płynie z wewnątrz.

Bardzo często widząc kobiety oceniamy je przez pryzmat własnych wartości i poglądów. Że ubrała się tak by kogoś kusić, że na pewno jest jej niewygodnie na szpilkach i się poświęca, że to, że tamto.
Plx mniej oceniania ok? Może ta dziewczyna właśnie wyrwała się z toksycznego związku, w którym partner jej „nie pozwalał” wychodzić nigdzie w sukienkach i musi to sobie odbić? Może odeszła z jakiegoś ugrupowania oazowego albo ŚJ i ma potrzebę doświadczenia świata inaczej,by móc znaleźć swoją ulubioną wersję siebie? Nigdy nie wiesz!

Skłamię mówiąc, że nie mam z automatu założeń odnośnie nowo poznanych ludzi, bo jak każdy - mam, ale  unikam tych amatorskich psychoanaliz i was też do tego namawiam. Jeśli coś nikogo nie krzywdzi - who cares!
#aniamaluje #szczerze_pisząc

Wczoraj miałam cudowną rozmowę z...

Świnia o dwóch głowach, krwawe niebo, Warszawa i Trójmiasto [tygodnik]

Jeszcze nigdy pisanie “tygodnika” nie było dla mnie takim wyzwaniem. Działo się tak wiele, że nie wiem od czego zacząć… więc zacznę od początku.

Mam  w tym roku swój wielki prywatny projekt bycia “na tak”. Właśnie pękł mi drugi tysiąc w wyzwaniu “tysiąc nowych rzeczy“, a mój motyw przewodni roku też w końcu zaczyna być w nim obecny. Jest jednak pewna prawda o życiu w takim pędzie, o której chyba nie miałam okazji nigdy napisać.
To po prostu mój sposób by nie myśleć o tym ile mam powodów do stresowania się. Stres jest czymś, co potrafi niesamowicie zaostrzyć objawy mojej choroby. A ja nie lubię się z tym gościem więc uwielbiam być zajęta. Nie w tym sensie że ciągle pracuję, ale że cały czas coś się dzieje. To bardzo oduczyło mnie roztrząsania w nieskończoność co mam powiedzieć i układania w głowie ripost lub linii obrony na stertę zarzutów. Gdy dostaję z dziekanatu kolejny wniosek albo inny papier do wypełnienia na jutro z podpisem promotora, marszczę tylko brew i myślę – serio?! No chyba nie.
I na tym się kończy. Bo co najgorszego może się stać? Usłyszę “oj ty niedobry doktorancie”? Ktoś pogrozi mi palcem? Nie dostanę dofinansowania na zwrot kosztu wyjazdu na jakąś konferencję, którego to zdobycie kosztuje mnie jakieś 15h latania z papierami i przynajmniej cztery bilety  wte i wewte oraz kolejne kilka godzin na kurs uczelnia-dom-uczelnia-dom?
Szanuję swój czas i szanuję swoje życie. Właśnie dlatego nie chcę mieć normalnej pracy, normalnych dwudziestu dni urlopu i normalnego złorzeczenia na szefa. Za długo o to swoje życie walczyłam, by pozwolić mu mijać gdzieś obok mnie. Ja chcę to życie doświadczyć. Przeżyć. Nasycić się nim tak jak tylko się da. Korzystać z okazji, bawić się nim, doceniać je. 
Stąd staram się mówić głośne TAK, na wszystkie fajne okazje pasujące do mojego stylu życia, do moich celów, do motywów przewodnich danego roku.
Za to jestem wdzięczna swojej chorobie.  Bo gdyby nie ona, wiodłabym pewnie bardzo typowe, normalne życie, szkoła-studia-praca-kredyt-na-35-lat-dzieci-wnuki. A potem emerytura i ojej – pora umierać a ja nie zdążyłam żyć.

Poprzedni “tygodnik” skończył się w stolicy, gdzie pojechałam zaraz po sesji doktorantów.
Co tam robiłam?
Byłam “na tak!” :).
Niedzielę spędziłam z Martą na przekonywaniu się do Warszawy i jej kulinarnych aspektów. Mimo starań – wciąż nie jadłam tam nic o czym potem myślałabym “muszę tu wrócić!” :(. 
Najlepsze co jadłam to zupa z kimchi i pierorgi koreańskie w ONGGI
Spałyśmy w Sound Garden Hotel, do którego mam dla Was boskie zniżki  ;-).
W poniedziałek razem z Olą wbiłyśmy na konferencję Vichy, gdzie było trochę o wodzie, wodzie na Marsie i… badaniach Masaru Emoto, o których wiecie z mojej książki 😀 Woda ma moc!
A że padał deszcz, to uberem (pamiętajcie o moim kodzie na pierwszy przejazd – uberaniamalujeue) podjechałyśmy razem na kolejne wydarzenie, którym byłam maksymalnie podekscytowana.
Może trochę dlatego, że przekąski na Vichy były bardzo dietetyczne a od śniadania minęło już trochę czasu. Wierzcie mi – wszystkie eventy dla redaktorek kobiecych magazynów są z maleńkimi, dietetycznymi przekąskami które wyglądają lepiej niż smakują 😀
Dużo smaczniej było na drugim wydarzeniu…
Nie wiem jak z Wami – u mnie sprawdza się zasada – Ania głodna to Ania zła :D. 
Ok, ale do rzeczy – wydarzenie było małą konferencją marki Phyto Paris w atelier świetnej fryzjerki Emilii Skubisz. Padał deszcz i było naprawdę brzydko – moje włosy też stały się spuszone i jakieś takie bez energii:
Wiecie, ja cały czas bardzo o nie dbam i frustruje mnie to, że efektów nie widać. Że nawilżam, olejuję, walczę z ekstremalnie suchą skórą głowy i wciąż niewiele efektów to przynosi. Więc gdy padła seria pytań: 
– Jak często nakładają panie krem na twarz?
– A na włosy?
– A jak często robią panie peeling twarzy?
– A włosów?
Poczułam, że jednak nie robię nic 😀
Gdy szukano ochotników z suchymi włosami, wyskoczyłam jak z procy :D. Demonstracja na mnie? Jasne! Może nauczę się czegoś nowego. 

W ten oto sposób wylądowałam na fotelu… ale chwilę musiałam poczekać, bo na mnie miała być prezentowana wersja intensywna, a drugim ochotnikiem była Marta z lusterko.net  :).

Aplikator do dozowania zawartości ampułki – czy to nie genialne? 🙂
Wiedziałyście żeby olejek do włosów wcierać pod włos? Ja zobaczyłam wiele naprawdę ciekawych rzeczy!
A to już ja! 😀 Włosy umyto mi…kremem myjącym z serii phytoelixir – ten krem nie ma żadnych detergentów, żadnych SLS, SLESÓW i innych dziwnych nazw – jest tam mydlnica lekarska. Bardzo delikatny, a ja mam przecież ogromny problem z suchą skórą głowy, o czym wiecie z poprzednich wpisów. Pisnęłam z ekscytacji gdy po wydarzeniu trafił w moje łapki – jeśli przy dłuższym stosowaniu okaże się tak cudowny jak w atelier – dam Wam znać w aktualizacji włosowej już za kilka dni. Na razie jestem zachwycona! Na blogu pisałam już kiedyś o moich problemach z suchą skórą głowy :).
Patrzcie jak pięknie wyglądają włosy Marty po produktach z serii Pyhtoelixir – maska, krem do włosów, olejek – wszystko ma bardzo łagodne, roślinne składy. Korzystam teraz z kilku kosmetyków Phyto, więc swoje wrażenia opiszę w aktualizacji włosów na dniach :).
A oto ekipa odpowiedzialna za wydarzenie:
Jestem fanką takich kameralnych wydarzeń, bo można spokojnie sobie z każdym porozmawiać i się czegoś dowiedzieć.
Nie byłabym sobą, gdybym nie pokazała jeszcze kilku zdjęć 😉
Sukienkę kupiłam tutaj – jest cudowna, ale… chyba jednak trochę na mnie za duża w talii 🙁 Na stronie sklepu i innych klientkach wygląda lepiej – gdybym miała +5kg byłaby idealna!  A wczytywałam się tak w etykiety bo podobno spray na objętość stosuje Leonardo diCaprio i kosmetyków Phyto używa księżna Kate 😀
Dostępne są w aptekach.
Po intensywnym dniu udałyśmy się z Martą do hotelu a potem na miasto. Z listą polecanych przez Was knajp było łatwiej, ale wciąż nic nas nie powaliło :(. Niestety jedzenie tylko snapowałam, więc wam tego nie wrzucę w wersji foto, a wiecie jak mnie temat jedzenia emocjonuje :DD
A wieczorem pisałam dla Was jeszcze w hotelu tekst na bloga. Nie ma że wyjazd, że to, że tamto – piszę bloga z wewnętrznej potrzeby, ale jeśli są tutaj osoby czekające na nowe teksty, to ja chcę ich im dostarczać :).
Na blogu w tym tygodniu (poza tygodnikiem) ukazały się teksty:
Ale chwila, moment – jesteśmy dopiero na poniedziałkowym wieczorze, a ten tekst jest już potwornie długi! 😉 Pora na wtorek!
Pojechałam z Martą na dworzec, zostawiłam tam walizkę i  umówiłam się na kawę (ok, ja piłam sok:)) z Anią ze spinkiiszpilki.
Mam jakieś niewyobrażalne szczęście do ludzi, bo ciągle spotykam pozytywne, otwarte i interesujące osoby. Anię poznałam już wcześniej, ale nie było okazji nagadać się jakoś tak porządnie. No to teraz się nadarzyła 😀
Z Anią gadałyśmy i gadałyśmy i gadając wybrałyśmy się razem na launch marki NARS w Polsce. Do drogeriach Sephora kosmetyki pojawią się we wrześniu, ale całą filzofię marki i pokaz makijażu można było zobaczyć na Mysiej już we wtorek.
To duży event, ale Sergiusz który to wszystko organizuje dba o miłą atmosferę i było naprawdę super :).
Nie ma to jak przyjść bez makijażu na event o makijażu 😀 
Zobaczcie jak cudowne opakowania i kolorystykę zaserwuje nam niebawem NARS!
Fascynujące jest to, że poczułam chęć nauki makijażu dopiero teraz – kiedy w 100% akceptuję siebie bez niego :)).
Mało wrażeń? Pociąg bez przesiadek dopiero o 14:15 więc można sobie jeszcze wypełnić jakoś dzień i wysłuchać co ciekawego jest na konferencji Avon w innej części miasta. Bieganie na konferencje to takie typowe zadanie dziennikarek… redaktorek… media-workerów. Chciałam sobie trochę odświeżyć w pamięci wszystkie powody dla których rzuciłam dziennikarstwo. 
Tylko czemu wkręciłam sobie, że konferencja jest na 13:00, jak była na 12:00? 😀 Przez to nie wysłuchałam wszystkiego o nowym zapachu Avon Alpha, który swoją drogą – pozytywnie mnie zaskoczył.
Często pytacie mnie o moje perfumy – obecnie używam Guerlain Idylle Sublime, ale na lato kochałam słodki zapach Escada Taj Sunset, którego niestety już nie ma w sprzedaży. O dziwo Alpha od razu mi się spodobała, bo jest bardzo słodka ;). Ale chwilowo znowu mamy deszczową aurę więc używam Guerlain.
Premiera zapachu Alpha była w klubie The View, z którego widok jest rzeczywiście bardzo ładny :). A makaroniki kolorem i smakiem nawiązują do zapachu perfum ;).
Potem pożegnałam się z Anią i ruszyłam na pociąg… Wybrałam taki bez przesiadki trafiłam na stare pudło bez klimy. Ech 😀
Można się roztopić, co też prawie się wydarzyło.
Wróciłam prosto na mecz i o dziwo mi się podobał. Mecz. Mi. Podobał. Niebywałe.
Już Was pewnie zanudziłam, a tydzień nadal trwa! 😀
Powrót do domu to ekscytacja kapuśniakiem. Nie ma nic bardziej cudownego niż obiad u mamy. Serio. Gdyby moja mama miała knajpkę, byłaby milionerką. Niestety nie lubi gotować dla obcych. Cóż – nie mam mamy milionerki 😀
 Nie jestem typem siedzącym na tyłku, o czym wiecie z początku tekstu. Zapragnęłam tego rok temu, gdy chciałam leżeć plackiem na greckiej plaży i było to dziwne pragnienie, które samą mnie zaskoczyło. Tym bardziej zaskoczyło mnie to, że po sprawdzeniu prognozy pogody i zobaczeniu że w czwartek i piątek miały być upały… momentalnie zapragnęłam być nad morzem.
Jest takie powiedzie – a może by tak rzucić to wszystko i wyjechać w Bieszczady? Bieszczady mnie nie kręcą, las mam za domem, ale taka pogoda na Bałtykiem raczej prędko się nie powtórzy, więc zdecydowałam się po prostu pojechać. Maile załatwiałam w pociągu i tak w 100% od nich nie odpoczęłam bo i na plaży zdarzało mi się komuś odpisywać ale hej! Zrobiłam to. Rzuciłam wszystko jak stało. Wpis na studiach, po który trzeba było stawić się osobiście, niekończące się maile, niewłaściwe umowy, grafika który ociąga się ze swoją częścią projektu, blokując mi skutecznie zamknięcie mojej części. Niekończące się telefony, prośby o przysługi.
Nie zraziło mnie to, że nikt nie mógł tak szybko zorganizować sobie zastępstwa w pracy i pojechałam sama. Nie zraziło mnie to, że musiałam wykonać kombinację alpejską z noclegiem i raz spać w Gdańsku a raz w Pruszczu, bo wszystko było zajęte. Ani to, że będę miała przechlapane z różnych powodów.
Who cares – to moje życie :).
W ten oto sposób znalazłam się piaszczystej plaży 🙂
Pierwszy dzień spędziłam z Agnieszką, która oprócz tego że czyta mojego bloga, jest włosomaniaczką o pięknych włosach, kierowcą Ubera i udziela tak świetnych korków z matmy, że maturę zdają bardzo dobrze osoby mające przez całe życie dwóje z matmy. Jeśli szukacie dobrej korepetytorki – zerknijcie na ogłoszenie Agnieszki . Przesympatyczna osoba! Spędziłyśmy razem cały dzień, za co Agnieszce jestem bardzo wdzięczna :).

 Byłyśmy w knajpce Pobite Gary, gdzie było przepysznie i świeżo tak, że gdy znowu pomyślę o Trójmieście – będe chciała tam zjeść. A oprócz plaży na Zaspie, byłyśmy na wyspie Sobieszewskiej i na Górze Gradowej :).

Mało? Wieczorem Sopot. Polecana Śliwka w Kompot trochę mnie rozczarowała, ale to pewnie wina atmosfery Sopotu nocą, która trochę mnie przytłoczyła. Wolę go jednak za dnia :).
W piątek wymeldowałam się z mieszkanka zarezerwowanego przez Airbnb i zameldowałam się w Pruszczu Gdańskim. Logistycznie skomplikowane, ale grunt że o dwunastej znowu byłam na plaży, tym razem w Brzeźnie, tym razem z dziewczynami z Two Broke Sisters  :). Było bardzo fajnie, nawet nie wyciągnęłam książki z torby plażowej! :).
Spotykanie się z ludźmi którzy też mają blogi albo chociaż instagramy jest dużo prostsze w tym sensie, że nikt nie krzywi nosem na robienie zdjęć jedzeniu 😀 Tutaj zupa piracka jedzona w lokalu po kuchennych rewolucjach  – Tapas Rybka.
Zupa bardzo smaczna i treściwa, polecam :).
O osiemnastej ruszyłyśmy na spotkanie w lokalu dobra kawa – na zdjęciu widzicie tartę snickers – bardzo smaczną ;).

 Od lewej Klaudia, Kamila, ja, Kasia, Ola, Claudia i Aga

 Moje włosy gdy używam przypadkowych miniaturek w podróży -.-

Ale wracałam dopiero w sobotę o 13stej, więc zdążyłam się spotkać z Dominiką, którą poznałam we wrześniu 😉 

 Najpierw pyszna Pascha i mrożona czekolada w lokalu PiKawa, potem koreańskie pierogi w polecanym przez Was Mandu

Było bardzo fajnie :).
Niestety przygoda szybko dobiegła końca, tak samo jak piękna pogoda.
Wróciłam znowu – na mecz.
Drugą połowę, ale zawsze. Pierwszy raz w życiu wzruszyłam się oglądając mecz.
Serio. Popłakałam się.
Nie przeszkadzało mi to jednak w tym, by ruszyć nad jezioro :DDD
I zgubić silikonowe naklejki na sutki 😀
Patrząc na to co wyczyniłam przez ten tydzień, zastanawiam się nad tym jakim cudem dodawałam jakieś teksty na bloga :DDDD

 Zobaczcie jakie cudowne niebo było w sobotę!

No i gołąbki mojej mamy. Najlepsze na świecie!!! 🙂
Kasia którą poznałam w styczniu założyła sklep Handmejd.pl i robi takie piękne organizery, notatniki notesy *.*  na hasło ANIAMALUJE macie -30% na koszyk, czyli praktycznie wszystko będzie po kosztach, ale te organizery są naprawdę piękne i z całego serducha polecam ;). 
A nowości w mojej kosmetyczce to kosmetyki Missylyn – pomarańczowa szminka i brązer do konturowania hi from Hawaii! Urzekła mnie nazwa i bajkowe opakowanie ;).
czy to nie wygląda cudnie? 🙂
 Jeszcze malutki snap-mix:
Uwielbiam oglądać Wasze snapy! Szczególnie gdy korzystacie z moich przepisów albo piszecie o tym, że mój tekst Wam pomógł. To jest nesamowite i fruwa się wtedy nad chodnikiem ;))).
ten tygodnik jest już irracjonalnie długi, a pora jeszcze na linki tygodnia 🙂
To by było na tyle :). Mnie czeka batalia z jednym potężnym zaliczeniem i – mam nadzieję – zamknę pierwszy rok “doktoratu” bez poprawek :). Tymczasem wracam do pracy i … jedzenia. Mam pyszną zupę która właśnie się podgrzała, więc zostawiam Was z tym bardzo, bardzo długim wpisem 🙂 


Bądź na bieżąco! 
  INSTAGRAM ❤ FACEBOOK 
❤ FACEBOOK MONIKI 


Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

Uściski, Ania

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Previous
Leżak który zmieścisz w walizce, sprytna kosmetyczka i inne podróżne patenty
Świnia o dwóch głowach, krwawe niebo, Warszawa i Trójmiasto [tygodnik]