Jak wejdziecie w lokalizację, to zobaczycie jak to POWINNO wyglądać. Cóż, być w jednym z najbardziej zapierających dech w piersiach miejscu i go nie zobaczyć, bo chmury - zdarza się! :D Potem zaczął padać deszcz, więc ja zaczęłam mieć z tego radochę😅
Pytacie, dlaczego tak mało się stresuję! Słuchajcie, ja kiedyś byłam tą osobą, którą ze stresu zawsze bolał brzuch. Przed egzaminem, zawodami, konkursem... dzisiaj stresik czuję tylko przed podróżą (czyli chyba długo nie poczuję🙈) a częściej towarzyszy mi EKSCYTACJA. Większy problem mam z napięciem, ono się silnie odbija na moim ciele. Zazwyczaj szłam je wybiegać, ale ponieważ wróciłam przed obowiązkową kwarantanną, narzuciłam sobie własną i... chodzę po ścianach, bo moje najlepsze sposoby na rozładowanie napięcia są niedostępne🙈Nie cierpię biegać. Ale lubię zgrzana wrócić do mieszkania i mieć ten uśmiech na twarzy, że już wszystko za mną😅

A nie stresuje się, bo nie pozwalam, by rzeczy, które są poza moją kontrolą władały moim umysłem. Poza moją kontrolą jest to, ile potrwa pandemia, ile osób umiera każdego dnia, jak wygląda stan opieki zdrowotnej w Polsce, czy będzie szczepionka albo kiedy będzie i ile potrwają obostrzenia.
Ale mam kontrolę nad najważniejszymi rzeczami: mogę ograniczyć do minimum wyjścia (spacerek do sklepu po jedną rzecz nigdy tak nie kusił, co?😉), poprawnie myć ręce, unikać dotykania buzi, dbać o odporność, być aktywna fizycznie, słuchać komunikatów GiS i dostosować swoją sytuację finansową do zmieniających się warunków (przyciąć wydatki? przebranżowić się? podnieść ceny usług czy obniżyć i iść na ilość?).
Skupiam się nad tym, nad czym mam kontrolę. Zawsze!
Nie wiem czy na egzaminie dostanę trudne pytania, nad tym nie mam kontroli. Ale mam kontrolę nad tym, jak przyswoję materiał.
A u Was jak? Stres? Czarne myśli? Czy spokój na myśl o tym, że cokolwiek przyniesie życie, będzie trzeba się do tego dostosować?
#stres #szczerze_pisząc #emocje #stacalm #stayhome #vietnam #goldenhandsbridge

Jak wejdziecie w lokalizację, to...

Ale mam dzisiaj kiepski dzień! Chyba będę ładną sumkę w plecy. Auć! Bolesna lekcja, by nie robić czegoś „jednym okiem”. Pomyślałam, że podzielę się kilkoma swoimi wpadkami i poproszę Cię o to samo 👉🏻 zatytułowałam oficjalny przelew „pieniądze za las”. Byłam rozkojarzona!
👉🏻 kilka razy wysłałam polecony do samej siebie, jakoś odruchowo wpisuje mi się mój własny adres 🤷🏻‍♀️
👉🏻 wybrałam się na basen i nie spakowałam stroju, zorientowałam się już w szatni
👉🏻 bez portfela to też wyszłam wiele razy
👉🏻 wysłałam klientowi plik o tytule „wersjaostatecznailetychpoprawekjapierdole.pdf”
👉🏻 wyszłam z knajpy i zapomniałam zapłacić. Biegłam przeprosić i uregulować należność ze zwieszonym jęzorem a oni się nawet nie zorientowali! Przeprosiłam chyba z 5x🙈

Teraz Ty, będzie mi raźniej!
Zdjęcie z Bali! Było pięknie, mam nadzieję, że Balijczycy dadzą sobie radę z kryzysem, żyli w dużej mierze z turystyki :( #wpadka #aniamaluje #szczerze_pisząc #wodospad #waterfall #podrozemaleiduze #podróże

Ale mam dzisiaj kiepski dzień!...

Mam taką ulubioną grę, gdzie zadaję ludziom pytania w stylu „wolisz do końca życia jeść tylko sernik, czy tylko burgery?”. Nawet mam jej karcianą wersję (nazwa się „Dylematy” i pytania są w niej czasami na maksa odjechane!) ale i tak wolę zadawać własne😈. Zasady są proste! 👉🏻 odpowiadasz na dowolne pytanie z tego wątku (moje, cudze)
👉🏻 kupujesz sobie w ten sposób prawo, by zadać własne pytanie 
Można uzasadniać, wychodzą z tego super dyskusje!!! Uwielbiam w to grać! I na żywo i przez smsy jak na żywo nie można pogadać.
Więc ja zacznę, a Wy mam nadzieję, będziecie w komentarzach aktywni. Pytanie które wrzucam, pochodzi z gry „Dylematy”:
2 osoby zaproponowały ci namiętny pocałunek. Jedna z nich to 10 w Twojej osobistej skali, ale jest w związku. Druga to singiel, ale w twojej skali „5”. Kogo wybierasz? Napisz, a potem stwórz własny „dylemat”😉 Zawsze trzeba coś wybrać, nawet jak obie opcje są złe 🙃
Odpowiedz i zadaj swoje pytanie.

Możecie odpowiadać sobie nawzajem, będzie zabawnie! To jak, 5 czy 10? 
#gra #zostajewdomu #rozrywka #buivien #buivienstreet #vietnam #saigon #hochiminh #podróże #podróżemałeiduże #aniamaluje

Mam taką ulubioną grę, gdzie...

Idziesz do pracy, bo musisz? Źle, bo masz siedzieć na pupie. Bierzesz bezpłatny urlop, żeby siedzieć na pupie - źle, bo będzie kryzys, a w ogóle to ktoś musi w sklepach sprzedawać.
Wrzucasz związane w wirusem treści - źle, bo wszyscy już mają dość. Wrzucasz treści rozrywkowe - źle, bo jesteś ignorantem. Kupujesz papier dla siebie i rodziny - źle, bo panikujesz i „odbierasz innym”. Kupujesz tyle ile potrzebujesz - źle, bo nie myślisz o przyszłości.

Nie dajmy się zwariować. Jesteśmy różni! Przeżywamy sytuacje na swój sposób. Ktoś, kto lubi siedzieć w domu nie zrozumie kogoś, kto serio chodzi od tego po ścianach. za dzieciaka byłam często chora i 2 tygodnie na dupsku to dla mnie żadna nowość. Przyznam, że czasami wręcz chciałam mieć anginę, żeby oglądać na satelicie bajki na jakimś Rai due czy niemieckim RTL2, oglądać reklamy produktów, których w Polsce nie ma, układać puzzle, czytać książki, wpuszczać psa do łóżka (chora, to mama przymknie oko) i układać domki z kart. Przeszłabym się chętnie, marzę o zakupach w lidlu, żałuję, że nie mam balkonu, ale jakieś wielkie wyrzeczenie to nie jest. Dla kogoś innego może być niemal traumatyczne i nie mam prawa tego oceniać! Jeden będzie tańczył i śpiewał, drugi zwinie się w kulkę i będzie mu smutno.
Dlatego proszę, nie oceniajmy się! Jeśli tylko słuchasz się do zaleceń i oficjalnych komunikatów - nie czuj wyrzutów sumienia, że masz ochotę spać albo leżeć zamiast pisać ebooki i tworzyć genialne biznesy. Albo na odwrót, że w tej sytuacji przyszedł Ci do głowy genialny produkt  i wchodzisz w to jak opętany!
Nie miej wyrzutów sumienia, że czujesz radochę na myśl o gotowaniu, porządkach w szafie i wszystkich rzeczach, na które brakowało ci czasu. Albo na odwrót - że zamawiasz na wynos i marzysz o pracy w której odwiedza cię pan kanapka. Ale nie oceniaj. 
Polecam z  stories @evrdtrp która pokazuje, jak odmienne mamy perspektywy i sytuacje życiowe. To nie są rzeczy czarne albo białe, raczej tak niedookreślone jak moja skora na tym zdjęciu. Opalona, spalona, czy blada? Wszystko po trochu!
Wspieranie, nie ocenianie. Proszę🤗
#staystrong #siedzęwdomu ... bo mam ten przywilej, nie każdy może.
Doceniam! #szczerze_pisząc #aniamaluje

Idziesz do pracy, bo musisz?...

Robicie czasami głupie rzeczy? Ja niestety ciągle! Czasami szybciej działam niż myślę, a refleksja nad głupotą przychodzi po fakcie. Osobiście za jedną z najgłupszych rzeczy na świecie uważam jednak palenie papierosów. Śmierdzą, trują, niszczą zęby i zdrowie - bez wahania zdecydowałam się dorzucić swoje 3 grosze do kampanii przeciwko paleniu!
Dajcie koniecznie znać w komentarzach czy kiedyś paliliście (albo palicie) i czego wam najbardziej w związku z tym żal!
Więcej na : http://stopfejkfriends.pl/ 
Post w tamach kampanii społecznej: #stopfejkfriends i „Papierosy i e-papierosy to fałszywi przyjaciele”

#aniamaluje #szczerze_pisząc

Robicie czasami głupie rzeczy? Ja...

Na tym zdjęciu moja mina mówi „czy mogę już iść?” i nawet powiedziałam to na głos do @czula.kaminska bo obok latał jakiś szerszeń, a ja się panicznie boję🙈
Bo ja wcale nie jest odważna! 
Życie jest przewrotne. Pojechałam solo, żeby sama pobyć ze swoimi myślami - nie spędziłam sama ani jednego dnia! A teraz siedzę na tyłku jak wszyscy i mam to swoje wyciszenie, chociaż czas po wyjeździe miał być turbo intensywny🤪
🌱Fajnie jest być gdzieś z kimś. Dzielić zachwyt, czasami pokazać coś swoimi oczami, czasami rozproszyć poczucie odpowiedzialności by nie ciążyło tylko na jednej osobie, czasami by poczuć się bezpieczniej. 🌱Podróżowanie solo jest inne. Ludzie dzielą z Tobą jakieś fragmenty drogi, ale na Twoich zasadach. Zero kompromisów, dostosowywania się, szukania knajp gdzie będzie coś bez pszenicy albo gaszenia światła bo ktoś chce spać, a ty jeszcze nie. Omijania czegoś, bo komuś za gorąco albo za daleko, za blisko, za brzydko, za ładnie, zawsze coś.
🌱Łatwiej poznaje się ludzi. Ja na nowo uwierzyłam, że w ludziach jest dobro. Spotkałam się z wielką życzliwością, chęcią pomocy, wskazówkami. Ktoś mnie podwiózł, ktoś naprawił laptopa, ktoś pokazał fajne zakątki, ktoś zrobił zdjęcie, ktoś popilnował rzeczy. To było piękne!🥰
🌱Podróżowanie solo nie jest ani lepsze ani gorsze. Jest zupełnie inne. 
Polecam przeżyć chociaż raz w życiu, może jak wszystko się uspokoi? ☀️Ja lubię mieć jakąś nagrodę w perspektywie. Jeśli ogarnę to finansowo to po tej całej pandemii chciałabym wybrać się do Włoch i zjeść nieprzyzwoicie pyszną pizzę. I makaron. I potańczyć. I pośpiewać pijąc nad morzem ich domowe wino z plastikowej butelki.
Tak będzie, musi być! 
Każda burza się kiedyś kończy, w to chcę wierzyć!
Zabawmy się! Wyobraź sobie, że pandemia się skończyła, Twoje finanse i rodzina mają się dobrze.
Pierwsze co robisz „w nagrodę” aby to odreagować to?
Ja totalnie wybieram się na pizzę! #podróże #solo #solotravel #drzewo #szczerze_pisząc #aniamaluje #infinitydress #multiwaydress

Na tym zdjęciu moja mina...

To, co dzisiaj wydaje się dramatem, kiedyś może okazać się cenną lekcją. Pamiętam jak z dnia na dzień straciłam źródło dochodu nie mając planu B. Bolało, ale od tej pory pamiętałam, że „najpierw płacę sobie”. No matter what! Budowałam poduszkę finansową, chociaż było bardzo ciężko. Za drugim razem gdy straciłam głównego klienta też bolało potwornie. Wtedy wyciągnęłam kolejną lekcję i postawiłam na dywersyfikację. Teraz przy okazji wirusa moje źródełka powysychały albo stały się mniejsze, ale jedno, zupełnie pasywne działa nadal i to lepiej niż wcześniej. Książka, którą napisałam w 2013! (Dostępna na legimi).
Kryzysy są ciężkie, ja się cieszę, że dostałam mocno po dupie bardzo młodo. Że przegadałam sobie kilka tematów i np. podjęłam trudną decyzję, że nie stać mnie na pracę w szkole, (wtedy byle ósemka do wyrwania oznacza tarapaty finansowe).
Czasami te bolesne lekcje po czasie okazują się bardzo cenne! 
Mam taką zasadę, że porażkę zawsze zamieniam w „teachable moment”. Wypisuję 10 rzeczy, których nauczyła mnie ta sytuacja i wdrażam wnioski w życie.
Z takim podejściem z wielu problemów wychodzimy silniejsi!
Gdybym nie przerobiła tego problemu 10 lat temu, dzisiaj też z przerażeniem patrzyłabym na topniejący stan konta😰ale czasami żeby było lepiej, przez chwilę musi być trochę gorzej! Dzisiaj widzę, że przez ten kryzys podjęłam decyzje, które zapewniają mi całkiem wygodne życie.
Teraz wydaje się ciężko, ale jeśli wyciągniemy z tego lekcje, to będzie lepiej.
Każdy zna chyba kogoś, kto załamał się po rozpadzie związku a potem poznał partnera pod każdym kątem nieporównywalnie lepszego, prawda?
Wierzę, że tak to się skończy! 
Masz jakąś historię życiowej tragedii, która okazała się potrzebną lekcją i chcesz się nią podzielić?
#aniamaluje #szczerze_pisząc #saigon #hochiminh #kryzys #staystrong

To, co dzisiaj wydaje się...

Surowi rodzice wychowują najlepszych kłamców. To totalnie nie jest czas na te wszystkie wrogie spojrzenia i wytykanie innym co zrobili nie tak! W Tajlandii starsze małażeństwo z Chin pozarażało innych, bo bali się linczu i bali się iść do szpitala. U nas ludzie zatajają, że byli we Włoszech właśnie przez takie komentarze! Z kolei gdy restauratorka z Bangkoku dała znać klientom na fejsie, że ma wirusa, zamyka lokal i prosi osoby, które w nim były o sprawdzenie swojego zdrowia - ludzie pisali, że dziękują za jej odpowiedzialność i poinformowanie. Takie samo podejście ma Tajwan. Pisałam kiedyś, że wiara w „sprawiedliwy świat” sprzyja kulturze wtórnej wiktymizacji ofiar. Bo gdy wszyscy myślimy „jak będę ostrożna to nikt mnie nie zgwałci”, to z automatu cześć winy idzie zawsze na zgwałconą kobietę. „Mnie jakoś takie rzeczy nie spotykają a chodzę tedy 20 lat”🙄. To od naszego podejścia zależy, czy ludzie będą zgłaszać swoje objawy, czy nie. Wirus może przytrafić się każdemu, nawet najbardziej ostrożnemu człowiekowi! To nie jest moment na „to przez tego, to przez tamtego”. To moment na słuchanie się do zaleceń i siedzenie w domu. Ja zdecydowałam się kontynuować relację z Azji z normalnym opóźnieniem (no, może ciut dłuższym, zbieram więcej info o ciemnych stronach Wietnamu😌). Czasy są ciężkie, miejcie u mnie trochę rozrywki i normalności! Pozostańmy silni, bez znaczenia, czy w Polsce czy gdzieś na świecie!♥️ Nie obwiniajmy się nawzajem, nikt nie przyniósł wirusa złośliwie! To i tak by się wydarzyło. Strach jest ok, panika nie. Panika to chaos. Potrzebujemy spokoju i opanowania😊 to nasze reakcje zadecydują o rozwoju wydarzeń.
#podróże #szczerze_pisząc #aniamaluje #wirus #zostajewdomu

Surowi rodzice wychowują najlepszych kłamców....

Jedna z moich największych obaw odnośnie podróży solo?
„Ale jak ja pójdę na plażę?!”🤣
Biegam szybko, ale jednak nie chciałabym wyskakiwać z morza aby dogonić  złodzieja, który połasił się na mój telefon.
Tymczasem moje  obawy okazały się zupełnie bezzasadne! Poznałam wielu spoko ludzi, którym postanowiłam zaufać i rzadko bywałam sama. Ale czasami chciałam! I co wtedy? Raz ratownik zaproponował, że wrzuci moje „belongings” do swojej łódki. Raz wrzuciłam telefon, kasę i klucz do woreczka strunowego i zakopałam pod palmą. A kilka razy wyszłam zupełnie bez niczego. Zostawiałam klucz na recepcji i odcinałam się.
Było super! 
Chcę bardziej być niż mieć. Nie wiem jak mogłam kiedyś pozwolić na to, aby strach o durne rzeczy mnie blokował.
Dzisiaj widzę, jak był irracjonalny 🙈 nie mam za wielu zdjęć z plaży, ale było fajnie! Jestem za to na wielu zdjęciach wietnamskich chłopców (na Bali też mi się zdarzyło)🤣 Widzą białą dziewczynę i pytają, czy mogą fotkę. I czy mogą mnie do tej fotki objąć. Przedmiotowe? Szczerze? Ja też robię fotki lokalsom i chociaż sami zachęcają, to w pewien sposób czuję, że pozując do zdjęć spłacam jakiś dług. Chłopcy są zawsze bardzo grzeczni i mili. Nie spotkało mnie tu nic „disrescpectful”. Po fakcie zawsze dziękują, chwilę pogawędzimy. To dla mnie ok, bez względu na to, co opowiedzą kolegom pokazując zdjęcie. W mojej opowieści też każdy pająk jest 3 razy większy, a każdy z nas ma koleżankę, do której idol na koncercie puścił oczko😉

Nigdy w życiu nie uśmiechałam się tyle, co na tym wyjeździe!!! Nie wiem jak mogła mnie blokować myśl o tym, że ktoś mnie okradnie🙈
„Pod łóżka włażą, złodzieja węszą, 
Łbem o nocniki chłodne trącając.
I znowu sprawdzą kieszonki, kwitki, 
Spodnie na tyłkach zacerowane, 
Własność wielebną, święte nabytki, 
Swoje, wyłączne, zapracowane.”
#wietnam #azja #podróże #podróżemałeiduże #vietnam #aniamaluje #szczerze_pisząc #plaża

Jedna z moich największych obaw...

Typowa ja! Nie pamiętam jak na imię miał właściciel piesełka, ale piesek miał na imię Tom i spędziliśmy razem kilka miłych chwil! 
Nie każde zdjęcie z podróży musi być wymuskane! To wywołuje we mnie miłe emocje, bo Tom był kuleczką radości.
Przy okazji - bycie opiekunem (nie lubię słowa „panem”) pieska to +100 do charyzmy i zwiększa szanse podrywu. Albo ułatwia kontakt. Lubię czytać książki w parku i w zeszłym roku kilkadziesiąt (!) razy zdarzyło się, że wbiegł we mnie albo mój koc czyjś piesek, co dało opiekunowi oczywisty pretekst do zagajenia rozmowy bez jakiejś niezręczności. Z trzema z tych osób się koleguję, jednego poznałam ze swoją koleżanką i są parą ;).
Pieski są super!!!
Pytanie do ludzi, którzy mają (albo kiedyś mieli) zwierzaka - jak się wabił? Imię typowo zwierzęce, czy ludzkie?
Ja miałam: kota o imieniu Trampek, owczarka szkockiego collie o imieniu Zija, (Zia) aka Ruda, drugiego psa o imieniu „Mała” (zwana Zazdrośnicą), kota Kiko i kotkę Ninę. Teraz w mojej rodzinie jest kotka Schwarz i piesek Niunio.
Każde imię z innej bajki!
Jak u Was?
#piesek #dogsofinstagram #wakacje #wietnam #vietnam #podróże #podrozemaleiduze #zwierzaki

Typowa ja! Nie pamiętam jak...

Świnia o dwóch głowach, krwawe niebo, Warszawa i Trójmiasto [tygodnik]

Jeszcze nigdy pisanie “tygodnika” nie było dla mnie takim wyzwaniem. Działo się tak wiele, że nie wiem od czego zacząć… więc zacznę od początku.

Mam  w tym roku swój wielki prywatny projekt bycia “na tak”. Właśnie pękł mi drugi tysiąc w wyzwaniu “tysiąc nowych rzeczy“, a mój motyw przewodni roku też w końcu zaczyna być w nim obecny. Jest jednak pewna prawda o życiu w takim pędzie, o której chyba nie miałam okazji nigdy napisać.
To po prostu mój sposób by nie myśleć o tym ile mam powodów do stresowania się. Stres jest czymś, co potrafi niesamowicie zaostrzyć objawy mojej choroby. A ja nie lubię się z tym gościem więc uwielbiam być zajęta. Nie w tym sensie że ciągle pracuję, ale że cały czas coś się dzieje. To bardzo oduczyło mnie roztrząsania w nieskończoność co mam powiedzieć i układania w głowie ripost lub linii obrony na stertę zarzutów. Gdy dostaję z dziekanatu kolejny wniosek albo inny papier do wypełnienia na jutro z podpisem promotora, marszczę tylko brew i myślę – serio?! No chyba nie.
I na tym się kończy. Bo co najgorszego może się stać? Usłyszę “oj ty niedobry doktorancie”? Ktoś pogrozi mi palcem? Nie dostanę dofinansowania na zwrot kosztu wyjazdu na jakąś konferencję, którego to zdobycie kosztuje mnie jakieś 15h latania z papierami i przynajmniej cztery bilety  wte i wewte oraz kolejne kilka godzin na kurs uczelnia-dom-uczelnia-dom?
Szanuję swój czas i szanuję swoje życie. Właśnie dlatego nie chcę mieć normalnej pracy, normalnych dwudziestu dni urlopu i normalnego złorzeczenia na szefa. Za długo o to swoje życie walczyłam, by pozwolić mu mijać gdzieś obok mnie. Ja chcę to życie doświadczyć. Przeżyć. Nasycić się nim tak jak tylko się da. Korzystać z okazji, bawić się nim, doceniać je. 
Stąd staram się mówić głośne TAK, na wszystkie fajne okazje pasujące do mojego stylu życia, do moich celów, do motywów przewodnich danego roku.
Za to jestem wdzięczna swojej chorobie.  Bo gdyby nie ona, wiodłabym pewnie bardzo typowe, normalne życie, szkoła-studia-praca-kredyt-na-35-lat-dzieci-wnuki. A potem emerytura i ojej – pora umierać a ja nie zdążyłam żyć.

Poprzedni “tygodnik” skończył się w stolicy, gdzie pojechałam zaraz po sesji doktorantów.
Co tam robiłam?
Byłam “na tak!” :).
Niedzielę spędziłam z Martą na przekonywaniu się do Warszawy i jej kulinarnych aspektów. Mimo starań – wciąż nie jadłam tam nic o czym potem myślałabym “muszę tu wrócić!” :(. 
Najlepsze co jadłam to zupa z kimchi i pierorgi koreańskie w ONGGI
Spałyśmy w Sound Garden Hotel, do którego mam dla Was boskie zniżki  ;-).
W poniedziałek razem z Olą wbiłyśmy na konferencję Vichy, gdzie było trochę o wodzie, wodzie na Marsie i… badaniach Masaru Emoto, o których wiecie z mojej książki 😀 Woda ma moc!
A że padał deszcz, to uberem (pamiętajcie o moim kodzie na pierwszy przejazd – uberaniamalujeue) podjechałyśmy razem na kolejne wydarzenie, którym byłam maksymalnie podekscytowana.
Może trochę dlatego, że przekąski na Vichy były bardzo dietetyczne a od śniadania minęło już trochę czasu. Wierzcie mi – wszystkie eventy dla redaktorek kobiecych magazynów są z maleńkimi, dietetycznymi przekąskami które wyglądają lepiej niż smakują 😀
Dużo smaczniej było na drugim wydarzeniu…
Nie wiem jak z Wami – u mnie sprawdza się zasada – Ania głodna to Ania zła :D. 
Ok, ale do rzeczy – wydarzenie było małą konferencją marki Phyto Paris w atelier świetnej fryzjerki Emilii Skubisz. Padał deszcz i było naprawdę brzydko – moje włosy też stały się spuszone i jakieś takie bez energii:
Wiecie, ja cały czas bardzo o nie dbam i frustruje mnie to, że efektów nie widać. Że nawilżam, olejuję, walczę z ekstremalnie suchą skórą głowy i wciąż niewiele efektów to przynosi. Więc gdy padła seria pytań: 
– Jak często nakładają panie krem na twarz?
– A na włosy?
– A jak często robią panie peeling twarzy?
– A włosów?
Poczułam, że jednak nie robię nic 😀
Gdy szukano ochotników z suchymi włosami, wyskoczyłam jak z procy :D. Demonstracja na mnie? Jasne! Może nauczę się czegoś nowego. 

W ten oto sposób wylądowałam na fotelu… ale chwilę musiałam poczekać, bo na mnie miała być prezentowana wersja intensywna, a drugim ochotnikiem była Marta z lusterko.net  :).

Aplikator do dozowania zawartości ampułki – czy to nie genialne? 🙂
Wiedziałyście żeby olejek do włosów wcierać pod włos? Ja zobaczyłam wiele naprawdę ciekawych rzeczy!
A to już ja! 😀 Włosy umyto mi…kremem myjącym z serii phytoelixir – ten krem nie ma żadnych detergentów, żadnych SLS, SLESÓW i innych dziwnych nazw – jest tam mydlnica lekarska. Bardzo delikatny, a ja mam przecież ogromny problem z suchą skórą głowy, o czym wiecie z poprzednich wpisów. Pisnęłam z ekscytacji gdy po wydarzeniu trafił w moje łapki – jeśli przy dłuższym stosowaniu okaże się tak cudowny jak w atelier – dam Wam znać w aktualizacji włosowej już za kilka dni. Na razie jestem zachwycona! Na blogu pisałam już kiedyś o moich problemach z suchą skórą głowy :).
Patrzcie jak pięknie wyglądają włosy Marty po produktach z serii Pyhtoelixir – maska, krem do włosów, olejek – wszystko ma bardzo łagodne, roślinne składy. Korzystam teraz z kilku kosmetyków Phyto, więc swoje wrażenia opiszę w aktualizacji włosów na dniach :).
A oto ekipa odpowiedzialna za wydarzenie:
Jestem fanką takich kameralnych wydarzeń, bo można spokojnie sobie z każdym porozmawiać i się czegoś dowiedzieć.
Nie byłabym sobą, gdybym nie pokazała jeszcze kilku zdjęć 😉
Sukienkę kupiłam tutaj – jest cudowna, ale… chyba jednak trochę na mnie za duża w talii 🙁 Na stronie sklepu i innych klientkach wygląda lepiej – gdybym miała +5kg byłaby idealna!  A wczytywałam się tak w etykiety bo podobno spray na objętość stosuje Leonardo diCaprio i kosmetyków Phyto używa księżna Kate 😀
Dostępne są w aptekach.
Po intensywnym dniu udałyśmy się z Martą do hotelu a potem na miasto. Z listą polecanych przez Was knajp było łatwiej, ale wciąż nic nas nie powaliło :(. Niestety jedzenie tylko snapowałam, więc wam tego nie wrzucę w wersji foto, a wiecie jak mnie temat jedzenia emocjonuje :DD
A wieczorem pisałam dla Was jeszcze w hotelu tekst na bloga. Nie ma że wyjazd, że to, że tamto – piszę bloga z wewnętrznej potrzeby, ale jeśli są tutaj osoby czekające na nowe teksty, to ja chcę ich im dostarczać :).
Na blogu w tym tygodniu (poza tygodnikiem) ukazały się teksty:
Ale chwila, moment – jesteśmy dopiero na poniedziałkowym wieczorze, a ten tekst jest już potwornie długi! 😉 Pora na wtorek!
Pojechałam z Martą na dworzec, zostawiłam tam walizkę i  umówiłam się na kawę (ok, ja piłam sok:)) z Anią ze spinkiiszpilki.
Mam jakieś niewyobrażalne szczęście do ludzi, bo ciągle spotykam pozytywne, otwarte i interesujące osoby. Anię poznałam już wcześniej, ale nie było okazji nagadać się jakoś tak porządnie. No to teraz się nadarzyła 😀
Z Anią gadałyśmy i gadałyśmy i gadając wybrałyśmy się razem na launch marki NARS w Polsce. Do drogeriach Sephora kosmetyki pojawią się we wrześniu, ale całą filzofię marki i pokaz makijażu można było zobaczyć na Mysiej już we wtorek.
To duży event, ale Sergiusz który to wszystko organizuje dba o miłą atmosferę i było naprawdę super :).
Nie ma to jak przyjść bez makijażu na event o makijażu 😀 
Zobaczcie jak cudowne opakowania i kolorystykę zaserwuje nam niebawem NARS!
Fascynujące jest to, że poczułam chęć nauki makijażu dopiero teraz – kiedy w 100% akceptuję siebie bez niego :)).
Mało wrażeń? Pociąg bez przesiadek dopiero o 14:15 więc można sobie jeszcze wypełnić jakoś dzień i wysłuchać co ciekawego jest na konferencji Avon w innej części miasta. Bieganie na konferencje to takie typowe zadanie dziennikarek… redaktorek… media-workerów. Chciałam sobie trochę odświeżyć w pamięci wszystkie powody dla których rzuciłam dziennikarstwo. 
Tylko czemu wkręciłam sobie, że konferencja jest na 13:00, jak była na 12:00? 😀 Przez to nie wysłuchałam wszystkiego o nowym zapachu Avon Alpha, który swoją drogą – pozytywnie mnie zaskoczył.
Często pytacie mnie o moje perfumy – obecnie używam Guerlain Idylle Sublime, ale na lato kochałam słodki zapach Escada Taj Sunset, którego niestety już nie ma w sprzedaży. O dziwo Alpha od razu mi się spodobała, bo jest bardzo słodka ;). Ale chwilowo znowu mamy deszczową aurę więc używam Guerlain.
Premiera zapachu Alpha była w klubie The View, z którego widok jest rzeczywiście bardzo ładny :). A makaroniki kolorem i smakiem nawiązują do zapachu perfum ;).
Potem pożegnałam się z Anią i ruszyłam na pociąg… Wybrałam taki bez przesiadki trafiłam na stare pudło bez klimy. Ech 😀
Można się roztopić, co też prawie się wydarzyło.
Wróciłam prosto na mecz i o dziwo mi się podobał. Mecz. Mi. Podobał. Niebywałe.
Już Was pewnie zanudziłam, a tydzień nadal trwa! 😀
Powrót do domu to ekscytacja kapuśniakiem. Nie ma nic bardziej cudownego niż obiad u mamy. Serio. Gdyby moja mama miała knajpkę, byłaby milionerką. Niestety nie lubi gotować dla obcych. Cóż – nie mam mamy milionerki 😀
 Nie jestem typem siedzącym na tyłku, o czym wiecie z początku tekstu. Zapragnęłam tego rok temu, gdy chciałam leżeć plackiem na greckiej plaży i było to dziwne pragnienie, które samą mnie zaskoczyło. Tym bardziej zaskoczyło mnie to, że po sprawdzeniu prognozy pogody i zobaczeniu że w czwartek i piątek miały być upały… momentalnie zapragnęłam być nad morzem.
Jest takie powiedzie – a może by tak rzucić to wszystko i wyjechać w Bieszczady? Bieszczady mnie nie kręcą, las mam za domem, ale taka pogoda na Bałtykiem raczej prędko się nie powtórzy, więc zdecydowałam się po prostu pojechać. Maile załatwiałam w pociągu i tak w 100% od nich nie odpoczęłam bo i na plaży zdarzało mi się komuś odpisywać ale hej! Zrobiłam to. Rzuciłam wszystko jak stało. Wpis na studiach, po który trzeba było stawić się osobiście, niekończące się maile, niewłaściwe umowy, grafika który ociąga się ze swoją częścią projektu, blokując mi skutecznie zamknięcie mojej części. Niekończące się telefony, prośby o przysługi.
Nie zraziło mnie to, że nikt nie mógł tak szybko zorganizować sobie zastępstwa w pracy i pojechałam sama. Nie zraziło mnie to, że musiałam wykonać kombinację alpejską z noclegiem i raz spać w Gdańsku a raz w Pruszczu, bo wszystko było zajęte. Ani to, że będę miała przechlapane z różnych powodów.
Who cares – to moje życie :).
W ten oto sposób znalazłam się piaszczystej plaży 🙂
Pierwszy dzień spędziłam z Agnieszką, która oprócz tego że czyta mojego bloga, jest włosomaniaczką o pięknych włosach, kierowcą Ubera i udziela tak świetnych korków z matmy, że maturę zdają bardzo dobrze osoby mające przez całe życie dwóje z matmy. Jeśli szukacie dobrej korepetytorki – zerknijcie na ogłoszenie Agnieszki . Przesympatyczna osoba! Spędziłyśmy razem cały dzień, za co Agnieszce jestem bardzo wdzięczna :).

 Byłyśmy w knajpce Pobite Gary, gdzie było przepysznie i świeżo tak, że gdy znowu pomyślę o Trójmieście – będe chciała tam zjeść. A oprócz plaży na Zaspie, byłyśmy na wyspie Sobieszewskiej i na Górze Gradowej :).

Mało? Wieczorem Sopot. Polecana Śliwka w Kompot trochę mnie rozczarowała, ale to pewnie wina atmosfery Sopotu nocą, która trochę mnie przytłoczyła. Wolę go jednak za dnia :).
W piątek wymeldowałam się z mieszkanka zarezerwowanego przez Airbnb i zameldowałam się w Pruszczu Gdańskim. Logistycznie skomplikowane, ale grunt że o dwunastej znowu byłam na plaży, tym razem w Brzeźnie, tym razem z dziewczynami z Two Broke Sisters  :). Było bardzo fajnie, nawet nie wyciągnęłam książki z torby plażowej! :).
Spotykanie się z ludźmi którzy też mają blogi albo chociaż instagramy jest dużo prostsze w tym sensie, że nikt nie krzywi nosem na robienie zdjęć jedzeniu 😀 Tutaj zupa piracka jedzona w lokalu po kuchennych rewolucjach  – Tapas Rybka.
Zupa bardzo smaczna i treściwa, polecam :).
O osiemnastej ruszyłyśmy na spotkanie w lokalu dobra kawa – na zdjęciu widzicie tartę snickers – bardzo smaczną ;).

 Od lewej Klaudia, Kamila, ja, Kasia, Ola, Claudia i Aga

 Moje włosy gdy używam przypadkowych miniaturek w podróży -.-

Ale wracałam dopiero w sobotę o 13stej, więc zdążyłam się spotkać z Dominiką, którą poznałam we wrześniu 😉 

 Najpierw pyszna Pascha i mrożona czekolada w lokalu PiKawa, potem koreańskie pierogi w polecanym przez Was Mandu

Było bardzo fajnie :).
Niestety przygoda szybko dobiegła końca, tak samo jak piękna pogoda.
Wróciłam znowu – na mecz.
Drugą połowę, ale zawsze. Pierwszy raz w życiu wzruszyłam się oglądając mecz.
Serio. Popłakałam się.
Nie przeszkadzało mi to jednak w tym, by ruszyć nad jezioro :DDD
I zgubić silikonowe naklejki na sutki 😀
Patrząc na to co wyczyniłam przez ten tydzień, zastanawiam się nad tym jakim cudem dodawałam jakieś teksty na bloga :DDDD

 Zobaczcie jakie cudowne niebo było w sobotę!

No i gołąbki mojej mamy. Najlepsze na świecie!!! 🙂
Kasia którą poznałam w styczniu założyła sklep Handmejd.pl i robi takie piękne organizery, notatniki notesy *.*  na hasło ANIAMALUJE macie -30% na koszyk, czyli praktycznie wszystko będzie po kosztach, ale te organizery są naprawdę piękne i z całego serducha polecam ;). 
A nowości w mojej kosmetyczce to kosmetyki Missylyn – pomarańczowa szminka i brązer do konturowania hi from Hawaii! Urzekła mnie nazwa i bajkowe opakowanie ;).
czy to nie wygląda cudnie? 🙂
 Jeszcze malutki snap-mix:
Uwielbiam oglądać Wasze snapy! Szczególnie gdy korzystacie z moich przepisów albo piszecie o tym, że mój tekst Wam pomógł. To jest nesamowite i fruwa się wtedy nad chodnikiem ;))).
ten tygodnik jest już irracjonalnie długi, a pora jeszcze na linki tygodnia 🙂
To by było na tyle :). Mnie czeka batalia z jednym potężnym zaliczeniem i – mam nadzieję – zamknę pierwszy rok “doktoratu” bez poprawek :). Tymczasem wracam do pracy i … jedzenia. Mam pyszną zupę która właśnie się podgrzała, więc zostawiam Was z tym bardzo, bardzo długim wpisem 🙂 


Bądź na bieżąco! 
  INSTAGRAM ❤ FACEBOOK 
❤ FACEBOOK MONIKI 


Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

Uściski, Ania

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Previous
Leżak który zmieścisz w walizce, sprytna kosmetyczka i inne podróżne patenty
Świnia o dwóch głowach, krwawe niebo, Warszawa i Trójmiasto [tygodnik]