Cokolwiek zrobisz - zawsze znajdzie się ktoś, dla kogo to będzie złe🙃. Ta myśl była kiedyś dla mnie bardzo wyzwalająca, dlatego po prostu robię swoje✌🏻 Nie wiem o czym jest mój profil, w tym tygodniu dziękowaliście mi za zachęcenie do negocjowania niższych opłat za mieszkania, książkowe rekomendacje, piankową kawę, halloumi smażone jak kurczak w przyprawie kebab-gyros i polecenie dobrego newslettera a nawet... rewolucję w sposobie robienia kupy💩. Myślałam, że każdy korzysta ze stołka i to żadna nowość😅
I wiecie co? Ogromnie mnie to wszystko cieszy. Może i mam kilka irytujących cech, jestem strasznie ciekawska, zadaję zbyt dużo pytań, mogłabym się czasami ugryźć w język ze swoją szczerością, strasznie się wymądrzam ale wiecie co? Jak dzięki temu ktoś wynegocjował sobie o połowę niższe opłaty za mieszkanie, to nie mam pytań, japka mi się śmieje, jest moc!😁
Moja skrzynka jest zawalona wiadomościami z podziękowaniami, nie odczytam każdej, ale polecam wyryć sobie w serduszku - „gdy nie pytasz, odpowiedź zawsze brzmi nie”.
I pytać!

Ah, jeszcze jedno - cieszą mnie też te wiadomości - „rzadko kiedy się z Tobą zgadzam, ale za radę o negocjowaniu muszę podziękować bo się udało!”. Wiecie dlaczego? Bo sam fakt, że jesteście otwarci na wysłuchanie kogoś o odmiennym światopoglądzie jest super! A jeszcze posłuchać... bajka✌🏻
Nie pytajcie jak się odwdzięczyć, nie założę patronite i tak, wystarczy mi, że lajkujecie posty, te reklamowe także (ja 💩 nie polecam!) a jak ktoś bardzo chce, to zawsze może kupić moją książkę na legimi 😎
Nie chcę być tą osobą, która z instagrama tylko czerpie, chcę też dawać. Czasami fajny content z Wietnamu, czasami radę, która pozwoli komuś zachować w trudnym czasie 5 stów w kieszeni✌🏻
Ściskam i spadam uczyć się nowej rzeczy - wzięłam zlecenie na coś, czego jeszcze nie umiem, taki kryzys 😁 trzeba się szybko uczyć i reagować na zmiany, zanim zmiecie nas z planszy, trzymajcie się zdrowo!🤗 #szczerze_pisząc #aniamaluje #blogerka #siedzęwdomu #siedzenadupie #bangkok #podróże #infinitydress #multiwaydress #sukienka #podróże

Cokolwiek zrobisz - zawsze znajdzie...

Jak wejdziecie w lokalizację, to zobaczycie jak to POWINNO wyglądać. Cóż, być w jednym z najbardziej zapierających dech w piersiach miejscu i go nie zobaczyć, bo chmury - zdarza się! :D Potem zaczął padać deszcz, więc ja zaczęłam mieć z tego radochę😅
Pytacie, dlaczego tak mało się stresuję! Słuchajcie, ja kiedyś byłam tą osobą, którą ze stresu zawsze bolał brzuch. Przed egzaminem, zawodami, konkursem... dzisiaj stresik czuję tylko przed podróżą (czyli chyba długo nie poczuję🙈) a częściej towarzyszy mi EKSCYTACJA. Większy problem mam z napięciem, ono się silnie odbija na moim ciele. Zazwyczaj szłam je wybiegać, ale ponieważ wróciłam przed obowiązkową kwarantanną, narzuciłam sobie własną i... chodzę po ścianach, bo moje najlepsze sposoby na rozładowanie napięcia są niedostępne🙈Nie cierpię biegać. Ale lubię zgrzana wrócić do mieszkania i mieć ten uśmiech na twarzy, że już wszystko za mną😅

A nie stresuje się, bo nie pozwalam, by rzeczy, które są poza moją kontrolą władały moim umysłem. Poza moją kontrolą jest to, ile potrwa pandemia, ile osób umiera każdego dnia, jak wygląda stan opieki zdrowotnej w Polsce, czy będzie szczepionka albo kiedy będzie i ile potrwają obostrzenia.
Ale mam kontrolę nad najważniejszymi rzeczami: mogę ograniczyć do minimum wyjścia (spacerek do sklepu po jedną rzecz nigdy tak nie kusił, co?😉), poprawnie myć ręce, unikać dotykania buzi, dbać o odporność, być aktywna fizycznie, słuchać komunikatów GiS i dostosować swoją sytuację finansową do zmieniających się warunków (przyciąć wydatki? przebranżowić się? podnieść ceny usług czy obniżyć i iść na ilość?).
Skupiam się nad tym, nad czym mam kontrolę. Zawsze!
Nie wiem czy na egzaminie dostanę trudne pytania, nad tym nie mam kontroli. Ale mam kontrolę nad tym, jak przyswoję materiał.
A u Was jak? Stres? Czarne myśli? Czy spokój na myśl o tym, że cokolwiek przyniesie życie, będzie trzeba się do tego dostosować?
#stres #szczerze_pisząc #emocje #stacalm #stayhome #vietnam #goldenhandsbridge

Jak wejdziecie w lokalizację, to...

Ale mam dzisiaj kiepski dzień! Chyba będę ładną sumkę w plecy. Auć! Bolesna lekcja, by nie robić czegoś „jednym okiem”. Pomyślałam, że podzielę się kilkoma swoimi wpadkami i poproszę Cię o to samo 👉🏻 zatytułowałam oficjalny przelew „pieniądze za las”. Byłam rozkojarzona!
👉🏻 kilka razy wysłałam polecony do samej siebie, jakoś odruchowo wpisuje mi się mój własny adres 🤷🏻‍♀️
👉🏻 wybrałam się na basen i nie spakowałam stroju, zorientowałam się już w szatni
👉🏻 bez portfela to też wyszłam wiele razy
👉🏻 wysłałam klientowi plik o tytule „wersjaostatecznailetychpoprawekjapierdole.pdf”
👉🏻 wyszłam z knajpy i zapomniałam zapłacić. Biegłam przeprosić i uregulować należność ze zwieszonym jęzorem a oni się nawet nie zorientowali! Przeprosiłam chyba z 5x🙈

Teraz Ty, będzie mi raźniej!
Zdjęcie z Bali! Było pięknie, mam nadzieję, że Balijczycy dadzą sobie radę z kryzysem, żyli w dużej mierze z turystyki :( #wpadka #aniamaluje #szczerze_pisząc #wodospad #waterfall #podrozemaleiduze #podróże

Ale mam dzisiaj kiepski dzień!...

Mam taką ulubioną grę, gdzie zadaję ludziom pytania w stylu „wolisz do końca życia jeść tylko sernik, czy tylko burgery?”. Nawet mam jej karcianą wersję (nazwa się „Dylematy” i pytania są w niej czasami na maksa odjechane!) ale i tak wolę zadawać własne😈. Zasady są proste! 👉🏻 odpowiadasz na dowolne pytanie z tego wątku (moje, cudze)
👉🏻 kupujesz sobie w ten sposób prawo, by zadać własne pytanie 
Można uzasadniać, wychodzą z tego super dyskusje!!! Uwielbiam w to grać! I na żywo i przez smsy jak na żywo nie można pogadać.
Więc ja zacznę, a Wy mam nadzieję, będziecie w komentarzach aktywni. Pytanie które wrzucam, pochodzi z gry „Dylematy”:
2 osoby zaproponowały ci namiętny pocałunek. Jedna z nich to 10 w Twojej osobistej skali, ale jest w związku. Druga to singiel, ale w twojej skali „5”. Kogo wybierasz? Napisz, a potem stwórz własny „dylemat”😉 Zawsze trzeba coś wybrać, nawet jak obie opcje są złe 🙃
Odpowiedz i zadaj swoje pytanie.

Możecie odpowiadać sobie nawzajem, będzie zabawnie! To jak, 5 czy 10? 
#gra #zostajewdomu #rozrywka #buivien #buivienstreet #vietnam #saigon #hochiminh #podróże #podróżemałeiduże #aniamaluje

Mam taką ulubioną grę, gdzie...

Idziesz do pracy, bo musisz? Źle, bo masz siedzieć na pupie. Bierzesz bezpłatny urlop, żeby siedzieć na pupie - źle, bo będzie kryzys, a w ogóle to ktoś musi w sklepach sprzedawać.
Wrzucasz związane w wirusem treści - źle, bo wszyscy już mają dość. Wrzucasz treści rozrywkowe - źle, bo jesteś ignorantem. Kupujesz papier dla siebie i rodziny - źle, bo panikujesz i „odbierasz innym”. Kupujesz tyle ile potrzebujesz - źle, bo nie myślisz o przyszłości.

Nie dajmy się zwariować. Jesteśmy różni! Przeżywamy sytuacje na swój sposób. Ktoś, kto lubi siedzieć w domu nie zrozumie kogoś, kto serio chodzi od tego po ścianach. za dzieciaka byłam często chora i 2 tygodnie na dupsku to dla mnie żadna nowość. Przyznam, że czasami wręcz chciałam mieć anginę, żeby oglądać na satelicie bajki na jakimś Rai due czy niemieckim RTL2, oglądać reklamy produktów, których w Polsce nie ma, układać puzzle, czytać książki, wpuszczać psa do łóżka (chora, to mama przymknie oko) i układać domki z kart. Przeszłabym się chętnie, marzę o zakupach w lidlu, żałuję, że nie mam balkonu, ale jakieś wielkie wyrzeczenie to nie jest. Dla kogoś innego może być niemal traumatyczne i nie mam prawa tego oceniać! Jeden będzie tańczył i śpiewał, drugi zwinie się w kulkę i będzie mu smutno.
Dlatego proszę, nie oceniajmy się! Jeśli tylko słuchasz się do zaleceń i oficjalnych komunikatów - nie czuj wyrzutów sumienia, że masz ochotę spać albo leżeć zamiast pisać ebooki i tworzyć genialne biznesy. Albo na odwrót, że w tej sytuacji przyszedł Ci do głowy genialny produkt  i wchodzisz w to jak opętany!
Nie miej wyrzutów sumienia, że czujesz radochę na myśl o gotowaniu, porządkach w szafie i wszystkich rzeczach, na które brakowało ci czasu. Albo na odwrót - że zamawiasz na wynos i marzysz o pracy w której odwiedza cię pan kanapka. Ale nie oceniaj. 
Polecam z  stories @evrdtrp która pokazuje, jak odmienne mamy perspektywy i sytuacje życiowe. To nie są rzeczy czarne albo białe, raczej tak niedookreślone jak moja skora na tym zdjęciu. Opalona, spalona, czy blada? Wszystko po trochu!
Wspieranie, nie ocenianie. Proszę🤗
#staystrong #siedzęwdomu ... bo mam ten przywilej, nie każdy może.
Doceniam! #szczerze_pisząc #aniamaluje

Idziesz do pracy, bo musisz?...

Robicie czasami głupie rzeczy? Ja niestety ciągle! Czasami szybciej działam niż myślę, a refleksja nad głupotą przychodzi po fakcie. Osobiście za jedną z najgłupszych rzeczy na świecie uważam jednak palenie papierosów. Śmierdzą, trują, niszczą zęby i zdrowie - bez wahania zdecydowałam się dorzucić swoje 3 grosze do kampanii przeciwko paleniu!
Dajcie koniecznie znać w komentarzach czy kiedyś paliliście (albo palicie) i czego wam najbardziej w związku z tym żal!
Więcej na : http://stopfejkfriends.pl/ 
Post w tamach kampanii społecznej: #stopfejkfriends i „Papierosy i e-papierosy to fałszywi przyjaciele”

#aniamaluje #szczerze_pisząc

Robicie czasami głupie rzeczy? Ja...

Na tym zdjęciu moja mina mówi „czy mogę już iść?” i nawet powiedziałam to na głos do @czula.kaminska bo obok latał jakiś szerszeń, a ja się panicznie boję🙈
Bo ja wcale nie jest odważna! 
Życie jest przewrotne. Pojechałam solo, żeby sama pobyć ze swoimi myślami - nie spędziłam sama ani jednego dnia! A teraz siedzę na tyłku jak wszyscy i mam to swoje wyciszenie, chociaż czas po wyjeździe miał być turbo intensywny🤪
🌱Fajnie jest być gdzieś z kimś. Dzielić zachwyt, czasami pokazać coś swoimi oczami, czasami rozproszyć poczucie odpowiedzialności by nie ciążyło tylko na jednej osobie, czasami by poczuć się bezpieczniej. 🌱Podróżowanie solo jest inne. Ludzie dzielą z Tobą jakieś fragmenty drogi, ale na Twoich zasadach. Zero kompromisów, dostosowywania się, szukania knajp gdzie będzie coś bez pszenicy albo gaszenia światła bo ktoś chce spać, a ty jeszcze nie. Omijania czegoś, bo komuś za gorąco albo za daleko, za blisko, za brzydko, za ładnie, zawsze coś.
🌱Łatwiej poznaje się ludzi. Ja na nowo uwierzyłam, że w ludziach jest dobro. Spotkałam się z wielką życzliwością, chęcią pomocy, wskazówkami. Ktoś mnie podwiózł, ktoś naprawił laptopa, ktoś pokazał fajne zakątki, ktoś zrobił zdjęcie, ktoś popilnował rzeczy. To było piękne!🥰
🌱Podróżowanie solo nie jest ani lepsze ani gorsze. Jest zupełnie inne. 
Polecam przeżyć chociaż raz w życiu, może jak wszystko się uspokoi? ☀️Ja lubię mieć jakąś nagrodę w perspektywie. Jeśli ogarnę to finansowo to po tej całej pandemii chciałabym wybrać się do Włoch i zjeść nieprzyzwoicie pyszną pizzę. I makaron. I potańczyć. I pośpiewać pijąc nad morzem ich domowe wino z plastikowej butelki.
Tak będzie, musi być! 
Każda burza się kiedyś kończy, w to chcę wierzyć!
Zabawmy się! Wyobraź sobie, że pandemia się skończyła, Twoje finanse i rodzina mają się dobrze.
Pierwsze co robisz „w nagrodę” aby to odreagować to?
Ja totalnie wybieram się na pizzę! #podróże #solo #solotravel #drzewo #szczerze_pisząc #aniamaluje #infinitydress #multiwaydress

Na tym zdjęciu moja mina...

To, co dzisiaj wydaje się dramatem, kiedyś może okazać się cenną lekcją. Pamiętam jak z dnia na dzień straciłam źródło dochodu nie mając planu B. Bolało, ale od tej pory pamiętałam, że „najpierw płacę sobie”. No matter what! Budowałam poduszkę finansową, chociaż było bardzo ciężko. Za drugim razem gdy straciłam głównego klienta też bolało potwornie. Wtedy wyciągnęłam kolejną lekcję i postawiłam na dywersyfikację. Teraz przy okazji wirusa moje źródełka powysychały albo stały się mniejsze, ale jedno, zupełnie pasywne działa nadal i to lepiej niż wcześniej. Książka, którą napisałam w 2013! (Dostępna na legimi).
Kryzysy są ciężkie, ja się cieszę, że dostałam mocno po dupie bardzo młodo. Że przegadałam sobie kilka tematów i np. podjęłam trudną decyzję, że nie stać mnie na pracę w szkole, (wtedy byle ósemka do wyrwania oznacza tarapaty finansowe).
Czasami te bolesne lekcje po czasie okazują się bardzo cenne! 
Mam taką zasadę, że porażkę zawsze zamieniam w „teachable moment”. Wypisuję 10 rzeczy, których nauczyła mnie ta sytuacja i wdrażam wnioski w życie.
Z takim podejściem z wielu problemów wychodzimy silniejsi!
Gdybym nie przerobiła tego problemu 10 lat temu, dzisiaj też z przerażeniem patrzyłabym na topniejący stan konta😰ale czasami żeby było lepiej, przez chwilę musi być trochę gorzej! Dzisiaj widzę, że przez ten kryzys podjęłam decyzje, które zapewniają mi całkiem wygodne życie.
Teraz wydaje się ciężko, ale jeśli wyciągniemy z tego lekcje, to będzie lepiej.
Każdy zna chyba kogoś, kto załamał się po rozpadzie związku a potem poznał partnera pod każdym kątem nieporównywalnie lepszego, prawda?
Wierzę, że tak to się skończy! 
Masz jakąś historię życiowej tragedii, która okazała się potrzebną lekcją i chcesz się nią podzielić?
#aniamaluje #szczerze_pisząc #saigon #hochiminh #kryzys #staystrong

To, co dzisiaj wydaje się...

Surowi rodzice wychowują najlepszych kłamców. To totalnie nie jest czas na te wszystkie wrogie spojrzenia i wytykanie innym co zrobili nie tak! W Tajlandii starsze małażeństwo z Chin pozarażało innych, bo bali się linczu i bali się iść do szpitala. U nas ludzie zatajają, że byli we Włoszech właśnie przez takie komentarze! Z kolei gdy restauratorka z Bangkoku dała znać klientom na fejsie, że ma wirusa, zamyka lokal i prosi osoby, które w nim były o sprawdzenie swojego zdrowia - ludzie pisali, że dziękują za jej odpowiedzialność i poinformowanie. Takie samo podejście ma Tajwan. Pisałam kiedyś, że wiara w „sprawiedliwy świat” sprzyja kulturze wtórnej wiktymizacji ofiar. Bo gdy wszyscy myślimy „jak będę ostrożna to nikt mnie nie zgwałci”, to z automatu cześć winy idzie zawsze na zgwałconą kobietę. „Mnie jakoś takie rzeczy nie spotykają a chodzę tedy 20 lat”🙄. To od naszego podejścia zależy, czy ludzie będą zgłaszać swoje objawy, czy nie. Wirus może przytrafić się każdemu, nawet najbardziej ostrożnemu człowiekowi! To nie jest moment na „to przez tego, to przez tamtego”. To moment na słuchanie się do zaleceń i siedzenie w domu. Ja zdecydowałam się kontynuować relację z Azji z normalnym opóźnieniem (no, może ciut dłuższym, zbieram więcej info o ciemnych stronach Wietnamu😌). Czasy są ciężkie, miejcie u mnie trochę rozrywki i normalności! Pozostańmy silni, bez znaczenia, czy w Polsce czy gdzieś na świecie!♥️ Nie obwiniajmy się nawzajem, nikt nie przyniósł wirusa złośliwie! To i tak by się wydarzyło. Strach jest ok, panika nie. Panika to chaos. Potrzebujemy spokoju i opanowania😊 to nasze reakcje zadecydują o rozwoju wydarzeń.
#podróże #szczerze_pisząc #aniamaluje #wirus #zostajewdomu

Surowi rodzice wychowują najlepszych kłamców....

Jedna z moich największych obaw odnośnie podróży solo?
„Ale jak ja pójdę na plażę?!”🤣
Biegam szybko, ale jednak nie chciałabym wyskakiwać z morza aby dogonić  złodzieja, który połasił się na mój telefon.
Tymczasem moje  obawy okazały się zupełnie bezzasadne! Poznałam wielu spoko ludzi, którym postanowiłam zaufać i rzadko bywałam sama. Ale czasami chciałam! I co wtedy? Raz ratownik zaproponował, że wrzuci moje „belongings” do swojej łódki. Raz wrzuciłam telefon, kasę i klucz do woreczka strunowego i zakopałam pod palmą. A kilka razy wyszłam zupełnie bez niczego. Zostawiałam klucz na recepcji i odcinałam się.
Było super! 
Chcę bardziej być niż mieć. Nie wiem jak mogłam kiedyś pozwolić na to, aby strach o durne rzeczy mnie blokował.
Dzisiaj widzę, jak był irracjonalny 🙈 nie mam za wielu zdjęć z plaży, ale było fajnie! Jestem za to na wielu zdjęciach wietnamskich chłopców (na Bali też mi się zdarzyło)🤣 Widzą białą dziewczynę i pytają, czy mogą fotkę. I czy mogą mnie do tej fotki objąć. Przedmiotowe? Szczerze? Ja też robię fotki lokalsom i chociaż sami zachęcają, to w pewien sposób czuję, że pozując do zdjęć spłacam jakiś dług. Chłopcy są zawsze bardzo grzeczni i mili. Nie spotkało mnie tu nic „disrescpectful”. Po fakcie zawsze dziękują, chwilę pogawędzimy. To dla mnie ok, bez względu na to, co opowiedzą kolegom pokazując zdjęcie. W mojej opowieści też każdy pająk jest 3 razy większy, a każdy z nas ma koleżankę, do której idol na koncercie puścił oczko😉

Nigdy w życiu nie uśmiechałam się tyle, co na tym wyjeździe!!! Nie wiem jak mogła mnie blokować myśl o tym, że ktoś mnie okradnie🙈
„Pod łóżka włażą, złodzieja węszą, 
Łbem o nocniki chłodne trącając.
I znowu sprawdzą kieszonki, kwitki, 
Spodnie na tyłkach zacerowane, 
Własność wielebną, święte nabytki, 
Swoje, wyłączne, zapracowane.”
#wietnam #azja #podróże #podróżemałeiduże #vietnam #aniamaluje #szczerze_pisząc #plaża

Jedna z moich największych obaw...

Z kim poszłam do łóżka i czy wywalczyłam sobie tak lepszą pracę?

Wiele osób narzeka na frustrującą pracę i niską płacę. Przyjęło się uważać, że ktoś kto nie haruje jak wół za głodową pensję, albo jest oszustem, albo kombinatorem. A w przypadku kobiety wywalczył sobie karierę dupą. 

Dla mnie to jest słabe. Serio. O przekonaniach na temat pieniędzy pisałam już kiedyś tekst “Zasługujesz na bogactwo i dobrobyt“. W sumie nie dziwię się ludziom, którzy swoje kariery budowali w PRL-u a potem nie przystosowali się do nowej rzeczywistości i mają żal. Inwestowali sporo czasu i energii na coś innego i w pewnym sensie zostali oszukani. Ale moje pokolenie, młodzi ludzie wychowani w wolnej Polsce? Nie rozumiem. Mamy więcej szans i możliwości niż przeszkód. Nikt nie każe nam iść na studia i narzekać, że po studiach nie ma pracy. Z internetem, globalizacją i znajomością angielskiego mamy cały świat w zasięgu rąk. Wystarczy się wysilić i zdecydować – idziemy wydeptaną, utorowaną i nieco jałową, lecz bezpieczną ścieżką, czy torujemy sobie własną, pełną zaskakujących plonów, ale też taką, na której można się mocno zadrapać.
Od zawsze wiedziałam, że etat nie jest dla mnie. Nie dlatego, że etat jest zły – etat ma wiele zalet i zapewne są tacy, którzy świetnie się odnajdują w takiej pracy. Ja ze swoimi niekończącymi się problemami oddechowymi od zawsze wiedziałam, że etat nie jest opcją dla mnie. Od tak prozaicznych przyczyn jak to, że nikt nie będzie chciał pracownika, który musi zrywać się na badania albo ma czasami zawroty głowy, po szereg innych. Mam swoje lepsze i gorsze dni i w praktyce wygląda to tak, że czasami jestem super wydajna intelektualnie i świetnie sobie radzę, a czasami mam problem z najprostszymi zadaniami. Dla mnie praca na moich zasadach jest po prostu jedynym wyjściem. Tak, łamię tym serce mojej babci, która chciałaby abym była kasjerką w spożywczym. Opcjonalnie katechetką 🙂
No i nie wyobrażam sobie robienia przez całe życie czegoś, co bardzo by mnie denerwowało czy nudziło, albo czegoś, po czym nie mogłabym patrzeć sobie w oczy – oprócz work smarter, not harder , wyznaję jeszcze jedną zasadę – nie chcę umrzeć za życia. Zbyt bliska byłam jego utraty, by po prostu je zmarnować. Chcę przeżyć je najlepiej jak potrafię i zrobić przy tym coś  dobrego dla innych. 
Jasne, są prace lepiej i gorzej płatne. Tylko kurczę, wydaje mi się, że z reguły na starcie wiadomo o płacach, o tym,  że farmaceuta zarabia więcej niż sprzedawca butów, a prawnik lepiej niż osoba filetująca kurczaka w zakładach drobiarskich, a i tak finalnie więcej zarobi celebryta. Szczerze? Nie mam z tym problemu, bo każdy może próbować swoich sił w każdym zawodzie. Dla mnie ktoś, kto potrafi zarabiać grube pieniądze na “niczym”, mógłby udzielać korepetycji Salomonowi w nalewaniu z pustego. 
Nie da się jednak ukryć, że ostatnio przeładowałam się obowiązkami. I jakby w odpowiedzi na moje rozterki, pojawiła się książka, która miała na nie odpowiedzieć :
Zrzuciłam książkę na czytnik i zabrałam ją sobie do łóżka. Czytałam przed snem lub po przebudzeniu, bo lubię nawyk codziennego czytania.

Szczerze mówiąc – mam mieszane wrażenia.
Z jednej strony autor promuje moją ulubioną zasadę work smarter, not harder . Jednocześnie gra według zasad i nikogo nie krzywdzi – jego biznes to firma handlująca suplementami. Podoba mi się mnóstwo sposobów na to, jak efektywniej wykorzystywać swój czas. Nie poświęcać go na głupoty, delegować zadania. Pojawiają się nieśmiertelne zasady Pareto,  Parkinsona, brzytwa Ockhama i jeszcze kilka innych. Wiele osób zarzuca książce brak realności, ale moim zdaniem to bzdura.
Nikt nie zabrania nam napisania aplikacji na komórki, która przysporzy nam milionów z których będzie można spokojnie żyć. 
Nie znasz się na pisaniu aplikacji?
A kto zabrania ci się poznać?
Serio pytam.
Książka porusza bardzo fajne zagadnienia, np. to, że większość z nas nie chce mieć milinów, tylko wieść życie milionera – robić to chce i kiedy chce.
Mimo to, pozycja nie jest dla mnie. 
Po pierwsze – o wszystkich tych zasadach, delegowaniu zadań i tak dalej, już słyszałam. I to nie raz i nie dwa. Wybrałam jednak dla siebie na razie nieco inną drogę i wcale nie mam ochoty pracować mało. Owszem, mniej niż obecnie, ale nie jest to mój cel. Wydaje mi się, że chorobą XXI wieku jest brak sensu życia. Ludzie nie mają co robić, albo to co robią nie wydaje im się sensowne. Z tego też powodu nie sądzę, aby droga Ferrissa była dobra dla wszystkich.

Niech ryczy z bólu ranny łoś,
Zwierz zdrów przebiega knieje.
Ktoś nie śpi, aby spać mógł ktoś,
To są zwyczajne dzieje

Książka nie jest słaba. Gdybym przeczytała ją jakieś 8 lat temu, pewnie uznałabym ją za przełomową – wszystkie zasady zarządzania swoim czasem (tak wiem, sobą w czasie, mam to gdzieś :)) byłyby dla mnie kilka lat temu bardzo odkrywcze. Tyle, że moim zdaniem jest czas na pracę i czas na kołacze. Gdybym bardzo chciała, mogłabym pracować może nie 4, ale 10 godzin tygodniowo. Wystarczyłoby przyjąć kilka propozycji i trochę sprzedać siebie, np. serwując uniwersalne rozwiązania instant wydając drugą książkę na temat rozwoju w takiej jego formie, na którą jest największe “zapotrzebowanie”, a którą jednocześnie głęboko się brzydzę. Zresztą jak sami wiecie – poświęcam obecnie więcej czasu zajęciom z dziećmi, przez co wciąż nie doprowadziłam do końca spraw z poprzednią umową by podpisać drugą na dystrybucję papierowej wersji dawnego “dzieła”. Mimo,że te zajęcia z dziećmi to zdecydowanie nie przynoszą zysku.
Patrzę na to inaczej, bo nie mam jeszcze dzieci i nie muszę koniecznie dopiąć jakiegoś budżetu. Wolę pracować sobie nad zwiększaniem udziału przychodów pasywnych w moim budżecie i robić dalej swoje. Choroba nauczyła mnie, że mogłabym mieć wszystkie pieniądze świata a lekarze i tak by mi nie pomogli. Przełomem by dopiero pasjonat-emeryt, który nie chciał grosza – zobaczył we mnie wyzwanie, którego mu brakowało. W życiu nie wszystko rozbija się o kasę.
Pomysły Ferrissa są spoko. Moim zdaniem ma wiele racji. Co więcej – mogę się od niego sporo nauczyć, bo czasami rozmieniam się na drobne. Przykładem są maile z opisem problemów moich czytelników, na które nie mam pomysłu. Mają często po 10 stron a4 (serio, dostaję załączniki w plikach .pdf). Nie mam nawet kiedy ich odczytać, a co dopiero odpisać. Nie mam na nie innego pomysłu, jak odesłanie do psychologa… powinnam być  w tej materii bardziej asertywna. Nie mam tego jednak jak komuś oddelegować, a zwyczajne otworzenie takiego maila sprawia, że myślę o danym problemie przynajmniej przez cały dzień.
Z drugiej strony uważam, że gdy nie robimy czegoś użytecznego dla innych, to tracimy sens życia. Znam wiele osób, które odnoszą jakieś sukcesy, mają ogarnięte finanse, nawet zdrowie a jednak miotają się w sobie jak owsiki w ciele przedszkolaka.

Mam dla nich jedną odpowiedź – wolontariat, szczególnie na rzecz słabszych. Nic tak nie przywraca wiary w sens życia, jak praca na rzecz psów, kotów, koni ratowanych z drogi na rzeź, starych ludzi, którym brak towarzystwa, dzieci, którym wystarczy podać rękę czy umierających pacjentów. Wybór jest duży, bo cierpienia na świecie jest sporo, a każdy może wybrać coś dla siebie.

Podsumowując : jeśli nie czytałeś nigdy niczego z gatunku “work smarter not harder”albo wierzysz w kult etatu i pracę która musi cię unieszczęśliwiać – powinieneś przeczytać tę książkę

Jeśli natomiast brzytwa Ockhama nie jest dla ciebie niczym nowym, to szkoda czasu.

Ja przeczytałam książkę w ramach abonamentu z czytnikiem za złotówkę 😉 (klik). Wiem, że od wczoraj można ją też kupić przy okazji wypadu po bułki, w dość promocyjnej cenie (klik). Książka jest solidną cegłą i ostatecznie myślę, że jeśli chcemy przeczytać coś o sprytnym i efektywnym wykorzystywaniu czasu czy budowaniu własnej niezależności, to warto rzucić się na tę jedną niż kilka mniejszych. Mnie Tim mnie porwał, bo chyba mamy nieco inne wartości ;-).

Hej! Komentarze są troszkę niżej i obsługuje je Disquss 🙂

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

Uściski, Ania

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Previous
Sposób na to by mieć więcej przyjaciół – nie mów innym jak żyć – pokaż jak żyjesz
Z kim poszłam do łóżka i czy wywalczyłam sobie tak lepszą pracę?