Wiele rzeczy w życiu myli! Na zdjęciu jestem szczęśliwa, serio. Było ciepło i miło, napoiłam i wygłaskałam pieska, zjadłam coś pysznego.
Często też krzyżuję ręce i nogi, ale nie jestem wtedy „zamknięta” albo „znudzona”, tylko wyrównuję sobie ciśnienie, bo mam niższe a tak czuję się lepiej 😉
I tak samo cudowne insta życie też jest mylące🤭. Ludzie pokazujący swoje sukcesy nie pokazują upadków i nieudanych działań (nie dziwię się, „propaganda sukcesu” bardzo dobrze sprzedaje!). Insta laski trudniące się prostytucją nie pokazują co muszą robić za te torebki,  buty i podróże.
Szczęśliwe mamy „wszystko jest kwestią organizacji” nie pokazują swojej frustracji gdy dziecko zwymiotuje na ostatnie czyste śpioszki.
Ja sama bardzo dbam o to co pokazuję, a czego nie. Nie chodzi o to, że nie jestem prawdziwa (bo jestem), po prostu moje życie to nie Big brother ;)
Wybieram się do Azji solo, więc nie będę wrzucać stories w czasie rzeczywistym. Nie chcę też siedzieć z nosem w telefonie, wolę sobie na godzinkę usiąść w hotelu i dorobić napisy do relacji. Trochę szukam zatem nowej formuły!
Dajcie znać czyje stories najbardziej lubicie, szukam świeżych inspiracji.
Moje aktualne top 3 to:
1. @szafasztywniary - nie potrzebuje 10 kafelków by powiedzieć „sto lat!”, merytorycznie, ze spokojem
2. @kasia_coztymseksem - Kasie śledzę jeszcze od czasów gdy nie opowiadała na insta o seksie i wiem, że bardzo potrzeba kogoś takiego w Polsce!
3. @evrdtrp - uwielbiam merytoryczne i fajne storiski z podróży❤️
Tych osób jest oczywiście dużo więcej, ale takie aktualne top3 stories w które klikam to właśnie te!
Dajcie znać kogo warto oglądać! Od razu mówię - nie lubię dram, ludzi o agresywnym tonie, filtrów „upiększających” ludzi i widoczki, i „smacznej kawusi”😁 Lubię ludzi konkretnych!
Kto wzbogaca Twoje chwile na insta?

#wakacje #podrozemaleiduze #lato #urlop #blogipodroznicze #blogpodrozniczy #travelpassion #relaks #motywacja #travelstagram #wspomnienia #grecja #korfu #kerkira #greece #girlswhotravel #polishtraveller #girlswhoexplore #collectmoments #mytravels #wearetravelgirls #traveljournal #girlslovetravel

Wiele rzeczy w życiu myli!...

Pytacie, czy nie boję się do Azji sama. Jasne, że się boję! Może nie w tym sensie, że jestem przerażona, ale czuję dreszcz niepokoju. Na bank się któregoś dni rozpłaczę, bo coś mi nie wyjdzie😉 na bank a chwilę później będę się z tego śmiała!
Już na starcie robię to źle, bo zamiast spakować się w plecak (potrafię!) jadę z walizką, bo chcę odwiedzić kilka osób i przywieźć im z Polski rzeczy, za którymi tęsknią i których im brak.
Ja w ogóle mam 2 stany (oba w 100% prawdziwe!). W jednym z nich z łatwością poznaję ludzi, jestem otwarta i znajduję nowe przygody, w drugim moje spojrzenie mówi „Idź stąd”. Czasami zadziwia mnie jak szybko potrafię się pomiędzy nimi przełączać! 
Myślę, że będzie fajnie, bardzo potrzebuję takiego czasu dla mnie! Już jaram się na myśl o tym, że będzie mi się w tym wilgotnym powietrzu doskonale oddychać. Na myśl o pysznym jedzonku i porządnych masażach!
Zrezygnowałam na ten moment z Myanmaru i prawdopobnie będzie to Pekin(na chwilę!)- Bangkok-Koh Chang- Bali i na koniec dwa tygodnie w Wietnamie. Zacznę z dołu, ruszę w górę. Znając mnie - zmienię pewnie plan z 10x ;) I spoko, na tym polega zabawa, nie biorę życia już tak bardzo serio, staram się bardziej z niego korzystać, mniej się spinać. Dlatego teraz wskakuję do wanny pełnej piany, zapalam świeczki i pora na totalny relaks🥰

Wyobraź sobie, że problemu w stylu brak urlopu/kasy/towarzystwa/z kim zostawić psa/ nie znam języka nie istnieją. Jest czarodziej, robi plum i ich nie ma🧙🏻‍♂️. Gdzie w tej sytuacji chcesz pojechać? Co robisz, gdy nic cię nie ogranicza?☺️ Daj znać!
#podróże #podróżemałeiduże #wakacje #lato #azja #travelphotography #travelgirl #girlswhotravel #solotravel #langkawi #malaysia #malezja

Pytacie, czy nie boję się...

Dziewczyno, jeśli czekasz jak na szpilkach czy chłopak odpisze- wyłącz te cholerne powiadomienia! Za każdym razem jak słyszysz charakterystyczny dźwięk🔔, uwalnia się kortyzol a ty masz reakcję stresową. A potem i tak jesteś rozczarowana, że to 20% rabatu na sandały, a nie książę z tindera💁🏻‍♀️ PLUM-stres-PLUM-stres-PLUM-stres - zwariować można!
Plus może warto przemyśleć, czy to właściwa relacja? Nie fajniej dostawać niespodziewane wiadomości od których się rumienisz, niż czekać aż ktoś odpisze?
Oczywiście dotyczy to relacji nazwijmy to... romantycznych, nie takich bez zobowiązań!😉 Piszę o tym przy okazji zadania numer 16 w ramach wyzwania. Dopóki nie oddałam tej działki mojemu przyjacielowi i menadżerowi @troyann (takie 2w1 bywa wygodne!), cały czas byłam w trybie stand-by czekając na umowę, ustalenia, akcept, dalsze negocjacje. Piątkowy wieczór, daleka podróż - wieczny podryg na dźwięk powiadomienia, bo może to akurat to, na które czekam... Zawsze na jakieś czekałam!😏
Maciek przekonał mnie w Gruzji, bym się ich pozbyła. Na bieżąco migają mi tylko podczas korzystania z instagrama, co jest wygodne, szczególnie gdy odpowiadam na pytania do wyzwania. Ale uwolniłam się od maila! Lubię kontakt z Wami, ale z umiarem!
Prawie w ogóle nie odpowiadam już na messengerze, jeśli mam do kogoś coś pilnego - dzwonię lub piszę SMS. Wiem, że jeśli ktoś będzie miał coś pilnego do mnie - też wybierze taką formę!
I jasne, pierwszą rzeczą, którą kupię w Bangkoku będzie karta SIM i internet (ostatnio też tak było🙈), ale zrobię to by ogarnąć transport i nocleg, a nie by sprawdzić czy przez moją nieobecność w sieci świat czasem nie spłonął ;) Jeśli nie jesteś gotowa na krok o którym mówię, pomyśl o tych wszystkich razach, gdy czekałaś na kuriera z paczką i specjalnie nie wychodziłaś z domu, a on cię olał i zostawił paczkę w punkcie, albo napisał, że przyjedzie jutro🙄
Dziewczyno! Życie Ci przelatuje przez palce na tym czekaniu!
Napisałam to pod wpływem wiadomości z uczestniczką wyzwania, której smartfon przyrósł do ręki bo wiecznie czeka! ;) zdjęcie zrobiłam 3 lata temu po Azji, kojarzy mi się z wolnością!
#szczerze_pisząc #motywacja #wyzwanie #aniamaluje #powiadomienia #stres

Dziewczyno, jeśli czekasz jak na...

Nie wiem jak szybki musiałby być aparat, aby uchwycić ten uśmiech na mojej twarzy😅 niestety mam domyślny bitch face, co nie znaczy, że odpowiada on temu co dzieje się u mnie w środku ;). Faktem jest jednak, że ludzie zawsze zauważają „ty się uśmiechasz” gdy się uśmiecham, bo jak ten uśmiech długo jest na mojej twarzy, to znaczy, że jest mi dobrze i błogo.
Ale dzisiaj to się śmieję cały dzień🤣 Nie dość, że wszystko mi fajnie wyszło, to jeszcze rozbawiły mnie do łez wasze wiadomości o tym, co dziwnego zrobiłyście podczas PMS🤪. Chodźcie na stories, jest fajnie! (Serio ten uśmiech jest rzadki, nie umiem się tak uśmiechnąć sztucznie, musi być totalnie autentyczny!)
#aniamaluje #szczerze_pisząc #zamioculcas #plantlady #crazyplantlady #pms #blogerka #uśmiech #radocha #frajda

Nie wiem jak szybki musiałby...

Ależ ja miałam od kilku dni podły humor! Niczym kiepski detektyw chwytałam się banalnych tropów, jak osłabienie i rozdrażnienie po chorobie, ciśnienie, pełnia księżyca, zły stan powietrza... Ten stan narastał od kilku dni, a ja miałam takie „wtf, o co ci chodzi dziewczyno?” Wszystko w życiu idzie jak trzeba, niektóre rzeczy nawet lepiej, skąd ten nastrój?
Zrzuciłam wszystko co mi leżało na wątrobie i co mnie gniotło w różnych sytuacjach, ale nie pomogło.
W życiu bym nie wpadła na to, że z opóźnieniem trzepnęła mnie książka i czytanie o szalenie skomplikowanej sytuacji w Myanmarze (Birmie).
Tak już czasami mam, że reaguję z opóźnieniem. 
Czasami zadziwia mnie z jaką lekkością jednego dnia przeżywam frustrację, bo w żaden sposób nie mogę spuścić napięcia, a drugiego mam wyborny humor, uśmiecham się szeroko i zaśmiewam z prymitywnych memów.
Tylko czemu zawsze to uwolnienie przychodzi wtedy, gdy pozwolę sobie na te brzydkie emocje i przestanę z nimi walczyć?
Pewnie z tego samego powodu, dla którego ludziom wychodzi podryw gdy odpuszczą, a nie desperacko próbują bardziej.
Ale mi teraz dobrze po pozbyciu się tego dziwnego ładunku! Uczucie jak zdjęcie niewygodnych butów po całym dniu! Albo jak dobiegnięcie do domu i zrobienie siusiu po godzinie wstrzymywania resztką woli🙃

Super ważna lekcja dla mnie: bardziej poddawać się falom, nie walczyć z nimi, bo się utopię!

#tajlandia #thailand #podróże #podróżemałeiduże #aniamaluje #szczerze_pisząc

Ależ ja miałam od kilku...

Którą Anią dzisiaj jesteś? 1 czy 2? I tak się zawsze kończy z nogami na ścianie🤣, ale taka mała refleksja, którą chcę się podzielić - jestem z siebie dumna! Kiedy bardziej chorowałam, wymyśliłam sobie, że muszę mieć w życiu coś, co da mi niezależność i pozwoli zarabiać nawet wtedy, gdy ja nie będę w stanie pracować. Aż do wczoraj nawalało mnie gardło, więc napakowałam czas spotkaniami towarzyskimi i nawet wciągnęłam serial, bo z pracką mimo chęci to jakoś nie szło. I super czuję się z tym, że:
- MOGŁAM.
Nie żyję bez poduszki finansowej, mogę powiedzieć sobie - Ania, teraz nie pracujesz, zluzuj
- nic nie robiąc* i tak zarabiałam. Moja wydana w 2013 książka, której w ogóle nie promuję bo mi się już nie podoba(!) jak co roku złapała się w styczniowe flow i dała mi hajs. 
I to jest super rzecz, za którą jestem bardzo wdzięczna, bo i tak pozwalam sobie na miesiąc w Azji (podczas którego nikt nie zwolni mnie z płacenia za mieszkanie itp), a tutaj niemiłe niespodzianki nie niszczą mojego komfortu.
Ogromnie mnie to cieszy, bo wiem, że wiele osób „nie może sobie pozwolić na L4” z grypą, bo niższa pensja oznacza kłopoty finansowe a normalnie jest na styk😪O ile w ogóle są ubezpieczonymi szczęśliwcami na etacie!
Cieszę się, że udało mi się od tego uchronić! *przesadziłam z tym „nic nie robiąc” bo believe me or not - pytania do wyzwania i wyzwanie sprawiają, że siedzę na IG 5h dziennie😰 ale robię to za darmo i od siebie, nigdy nie prosiłam o patronite itp, więc still - nie robię w styczniu nic zarobkowo.

Cholernie mnie to cieszy, że mam komfort życia bez strachu i chociaż nie zarabiam bardzo dużo, to mogę sobie pozwolić na luksus chorowania.
I przeraża mnie, że w 2020 chorowanie stało się luksusem. 
Strasznie! 
#aniamaluje #szczerze_pisząc #książka #czytam 
#parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #theparisguru #frenchvibes #parismood #modeaparis  #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily

Którą Anią dzisiaj jesteś? 1...

Czy nie możemy próbować być TROSZKĘ lepsi bez tej całej napinki?
Bez zawstydzania nastolatek na utrzymaniu rodziców, że nie mają każdej jednej rzeczy eko i zero waste i w ogóle instagramowa policja approved?
Bez wytykania komuś lotu na chrzciny kuzynki, bo ślad węglowy i straszne zło?
Komuś, kto zaczął przygodę z byciem wege, że robi za mało?
 Nie podoba mi się napinka wyzwalająca poczucie, że jeśli stać cię tylko na malutki kroczek, to jesteś ZŁY I NIEDOBRY. Nie jesteś!
Wrzucając  jakieś linki do swoich starych tekstów (powiedzmy do 2016) często zaznaczam: dzisiaj napisałabym to inaczej. Dlaczego? Bo jestem bardziej empatyczna i rozumiejąca, złagodniałam. Nie lubię rewolucji, wolę łagodną ewolucję i dojrzewanie do zmian. Dlatego chociaż sercem jestem np. za bardziej eko, tańszymi i zdrowszymi (może za rok ukażą się badania, że jednak nie!) kubeczkami menstruacyjnymi, to nie wyobrażam sobie zawstydzania kobiet, dla których ten krok to za dużo. Bo mogę edukować i wyjaśniać, ale jestem za wyborem. I rozumiem gdy jest inny niż mój!
Tak samo jak rozumiem, że ktoś kupi bikini za 50 zł, na aliexpress zamiast takiego samego za 150 w sieciówce, bo ma ogólnie po opłaceniu wszystkiego 400 zł w budżecie i o takim szytym w Polsce w duchu eko to może pomarzyć. 
Chciałabym abyśmy bardziej próbowali się rozumieć, a mniej oceniać i osądzać. Pokaz innym jak żyjesz, zainspiruj do czegoś fajnego, ale nie wywołuj poczucia, że jest gorszym człowiekiem. Po co?
Nie zawsze da się wybrać idealnie, warto pomyśleć, że inni dokonują najlepszych wyborów jakich potrafią.
#noshame #aniamaluje #szczerze_pisząc #piesek #dogsofinstagram #wakacje #lato #toniemojpies #niestety

Czy nie możemy próbować być...

Jakiś czas temu wróciłam do robienia sobie autoportretów. Kiedyś dawało mi to frajdę, potem uznałam za dziecinne i głupie. Dzisiaj uważam, że dziecinne to jest nazywanie rzeczy przynoszących frajdę dziecinnymi🙃

Gdyby nie samowyzwalacz i kilka serii, to pośród kilku całkiem niezamierzonych sexy póz, nie znalazłabym tej! Perełka🤣
Mama całe dzieciństwo mi mówiła: usiądź jak człowiek! 
Dzisiaj to samo mówi mi fizjoterapeuta. A moje nogi plączą się na przedziwne sposoby i na krześle i na tym legowisku, które zrobiłam sobie do czytania😅
Co jest ironiczne, bo mam szeroki parapet o którym zawsze marzyłam, że czytanie z kubkiem gorącej czekolady w oknie... kupiłam nawet piankę tapicerską na ten parapet by było miękko w tyłek i co? W ogóle na nim nie siadam! 
Fun fact: kiedyś potrafiłam założyć sobie nogi za głowę, ale raz nie mogłam się z tego potem rozplątać😅
Czy są tu jakieś osoby dzielące mój problem z nogami? Odezwijcie się, może moja mama zrozumie, że to nie jest moja złośliwość, że przy obiedzie zdarzyło mi się siedzieć po turecku🤦🏻‍♀️ #aniamaluje  #szczerze_pisząc #czytanie #książka #nogi #autoportret #interiordesign #zamioculcas #plants

Jakiś czas temu wróciłam do...

No i jak, miała być realizacja postanowień „od nowego roku” a jakoś kacyk i zmęczenie nie sprzyjają treningowi a ze zdrowym odżywianiem też ciężko?
Startuję z czymś banalnym, bo cóż może być bardziej oklepanego niż wyzwanie styczniowe?🤪Ale na zachętę powiem, że miało wystartować rok temu, ale uznałam, że jest niedopracowane. Dałam je dziesięciu osobom, które przesłały mi swoje uwagi, podzieliły się trudnościami i je ulepszyłam.
UWAGA! To nie jest jedno z tych pięknych wyzwań, gdzie zapisujesz swoje wyniki w ślicznym notesie brokatowymi cienkopisami. Tu trzeba trochę pozasuwać w realu, nie w marzeniach!
Nie chciałam, by było jak te wszystkie rzeczy z pinteresta albo filmiki z pięciominutowymi DIY, które oglądasz, mówisz pod nosem, że fajne (a może nawet zapisujesz w zakładkach!) ale nigdy nie realizujesz🤫
Ono jest po prostu skuteczne.
30 zadań, na które jest 45 dni.
Lżejsze i trudniejsze.
Codziennie na stories! 
Aha, oczywiście wystartowałam z wyzwaniem, ale nie wymyśliłam nazwy, więc przygarnę propozycje 
#wyzwanie #nowyrok #motywacja #aniamaluje #szczerze_pisząc #nogi #nylons #rajstopy #kropki #kropeczki #polkadot #zamioculcas

No i jak, miała być...

Nadchodzi fala podsumowań  od tych, którym wszystko się udało (i fajnie!👏🏻) a przyznam, że nie zrealizowałam żadnego kluczowego celu na 2019🤪
I nie jestem zła! Ani trochę!😲
Miałam jakieś założenia odnośnie tego, co bym chciała osiągnąć.
A potem poczułam, że sama kasa jest dla mnie za małą motywacja i mogę to zrobić, ale nie czuję z tego radochy. 
W 2019 dałam sobie plaska w twarz i zastanowiłam się , czego NAPRAWDĘ CHCĘ. Nie zawsze to były fajne myśli! ✅przestałam uciszać ten głos, który mówił czego pragnę, a który uciszałam, bo nie pasował mi do moich wyobrażeń o mnie samej.
Ale kiedy ich posłuchałam, to o jeju! Zaczęło mi być fajniej w życiu. ✅ Np. niedziele tylko dla mnie (dzisiaj to święto ruchome). Nie zdawałam sobie sprawy jak ja bardzo potrzebuję przestrzeni TYLKO dla siebie! ✅ Jestem asertywna bez poczucia winy i strachu przed tym, że ktoś uzna mnie za niemiłą (nie muszę być miła!)✅ Piszę bloga znowu dla przyjemności, bo choć Wasze propozycje tematów są super, to ja muszę czuć moment i dać myślom dojrzeć, nie jestem wyrobnikiem tworzącym na zawołanie. Nie chcę być!
✅ Przestałam patrzeć  na liczby i zastanowiłam się, czy w ogóle chcę być instagramerką i blogerką. Nie chcę. Chcę być Anią, która ma bloga i instagrama.

To był naprawdę dobry rok, chociaż nie postawię spektakularnych ptaszków na kartce z celami! Jak ja mogłam w ogóle mieć cele, nie wiedząc czego chcę?🙈
To był mój taki gap year, w którym przypadkiem zarobiłam najwiecej w życiu (i większość przehulałam!) ale niczego nie żałuję!

#aniamaluje #szczerze_pisząc #barcelona #parkguell #sukienka #podróże #podróżemałeiduże #catalunya #cele #podsumowanieroku #podsumowanie2019 #motywacja

Nadchodzi fala podsumowań od tych,...

Z kim poszłam do łóżka i czy wywalczyłam sobie tak lepszą pracę?

Wiele osób narzeka na frustrującą pracę i niską płacę. Przyjęło się uważać, że ktoś kto nie haruje jak wół za głodową pensję, albo jest oszustem, albo kombinatorem. A w przypadku kobiety wywalczył sobie karierę dupą. 

Dla mnie to jest słabe. Serio. O przekonaniach na temat pieniędzy pisałam już kiedyś tekst “Zasługujesz na bogactwo i dobrobyt“. W sumie nie dziwię się ludziom, którzy swoje kariery budowali w PRL-u a potem nie przystosowali się do nowej rzeczywistości i mają żal. Inwestowali sporo czasu i energii na coś innego i w pewnym sensie zostali oszukani. Ale moje pokolenie, młodzi ludzie wychowani w wolnej Polsce? Nie rozumiem. Mamy więcej szans i możliwości niż przeszkód. Nikt nie każe nam iść na studia i narzekać, że po studiach nie ma pracy. Z internetem, globalizacją i znajomością angielskiego mamy cały świat w zasięgu rąk. Wystarczy się wysilić i zdecydować – idziemy wydeptaną, utorowaną i nieco jałową, lecz bezpieczną ścieżką, czy torujemy sobie własną, pełną zaskakujących plonów, ale też taką, na której można się mocno zadrapać.
Od zawsze wiedziałam, że etat nie jest dla mnie. Nie dlatego, że etat jest zły – etat ma wiele zalet i zapewne są tacy, którzy świetnie się odnajdują w takiej pracy. Ja ze swoimi niekończącymi się problemami oddechowymi od zawsze wiedziałam, że etat nie jest opcją dla mnie. Od tak prozaicznych przyczyn jak to, że nikt nie będzie chciał pracownika, który musi zrywać się na badania albo ma czasami zawroty głowy, po szereg innych. Mam swoje lepsze i gorsze dni i w praktyce wygląda to tak, że czasami jestem super wydajna intelektualnie i świetnie sobie radzę, a czasami mam problem z najprostszymi zadaniami. Dla mnie praca na moich zasadach jest po prostu jedynym wyjściem. Tak, łamię tym serce mojej babci, która chciałaby abym była kasjerką w spożywczym. Opcjonalnie katechetką 🙂
No i nie wyobrażam sobie robienia przez całe życie czegoś, co bardzo by mnie denerwowało czy nudziło, albo czegoś, po czym nie mogłabym patrzeć sobie w oczy – oprócz work smarter, not harder , wyznaję jeszcze jedną zasadę – nie chcę umrzeć za życia. Zbyt bliska byłam jego utraty, by po prostu je zmarnować. Chcę przeżyć je najlepiej jak potrafię i zrobić przy tym coś  dobrego dla innych. 
Jasne, są prace lepiej i gorzej płatne. Tylko kurczę, wydaje mi się, że z reguły na starcie wiadomo o płacach, o tym,  że farmaceuta zarabia więcej niż sprzedawca butów, a prawnik lepiej niż osoba filetująca kurczaka w zakładach drobiarskich, a i tak finalnie więcej zarobi celebryta. Szczerze? Nie mam z tym problemu, bo każdy może próbować swoich sił w każdym zawodzie. Dla mnie ktoś, kto potrafi zarabiać grube pieniądze na “niczym”, mógłby udzielać korepetycji Salomonowi w nalewaniu z pustego. 
Nie da się jednak ukryć, że ostatnio przeładowałam się obowiązkami. I jakby w odpowiedzi na moje rozterki, pojawiła się książka, która miała na nie odpowiedzieć :
Zrzuciłam książkę na czytnik i zabrałam ją sobie do łóżka. Czytałam przed snem lub po przebudzeniu, bo lubię nawyk codziennego czytania.

Szczerze mówiąc – mam mieszane wrażenia.
Z jednej strony autor promuje moją ulubioną zasadę work smarter, not harder . Jednocześnie gra według zasad i nikogo nie krzywdzi – jego biznes to firma handlująca suplementami. Podoba mi się mnóstwo sposobów na to, jak efektywniej wykorzystywać swój czas. Nie poświęcać go na głupoty, delegować zadania. Pojawiają się nieśmiertelne zasady Pareto,  Parkinsona, brzytwa Ockhama i jeszcze kilka innych. Wiele osób zarzuca książce brak realności, ale moim zdaniem to bzdura.
Nikt nie zabrania nam napisania aplikacji na komórki, która przysporzy nam milionów z których będzie można spokojnie żyć. 
Nie znasz się na pisaniu aplikacji?
A kto zabrania ci się poznać?
Serio pytam.
Książka porusza bardzo fajne zagadnienia, np. to, że większość z nas nie chce mieć milinów, tylko wieść życie milionera – robić to chce i kiedy chce.
Mimo to, pozycja nie jest dla mnie. 
Po pierwsze – o wszystkich tych zasadach, delegowaniu zadań i tak dalej, już słyszałam. I to nie raz i nie dwa. Wybrałam jednak dla siebie na razie nieco inną drogę i wcale nie mam ochoty pracować mało. Owszem, mniej niż obecnie, ale nie jest to mój cel. Wydaje mi się, że chorobą XXI wieku jest brak sensu życia. Ludzie nie mają co robić, albo to co robią nie wydaje im się sensowne. Z tego też powodu nie sądzę, aby droga Ferrissa była dobra dla wszystkich.

Niech ryczy z bólu ranny łoś,
Zwierz zdrów przebiega knieje.
Ktoś nie śpi, aby spać mógł ktoś,
To są zwyczajne dzieje

Książka nie jest słaba. Gdybym przeczytała ją jakieś 8 lat temu, pewnie uznałabym ją za przełomową – wszystkie zasady zarządzania swoim czasem (tak wiem, sobą w czasie, mam to gdzieś :)) byłyby dla mnie kilka lat temu bardzo odkrywcze. Tyle, że moim zdaniem jest czas na pracę i czas na kołacze. Gdybym bardzo chciała, mogłabym pracować może nie 4, ale 10 godzin tygodniowo. Wystarczyłoby przyjąć kilka propozycji i trochę sprzedać siebie, np. serwując uniwersalne rozwiązania instant wydając drugą książkę na temat rozwoju w takiej jego formie, na którą jest największe “zapotrzebowanie”, a którą jednocześnie głęboko się brzydzę. Zresztą jak sami wiecie – poświęcam obecnie więcej czasu zajęciom z dziećmi, przez co wciąż nie doprowadziłam do końca spraw z poprzednią umową by podpisać drugą na dystrybucję papierowej wersji dawnego “dzieła”. Mimo,że te zajęcia z dziećmi to zdecydowanie nie przynoszą zysku.
Patrzę na to inaczej, bo nie mam jeszcze dzieci i nie muszę koniecznie dopiąć jakiegoś budżetu. Wolę pracować sobie nad zwiększaniem udziału przychodów pasywnych w moim budżecie i robić dalej swoje. Choroba nauczyła mnie, że mogłabym mieć wszystkie pieniądze świata a lekarze i tak by mi nie pomogli. Przełomem by dopiero pasjonat-emeryt, który nie chciał grosza – zobaczył we mnie wyzwanie, którego mu brakowało. W życiu nie wszystko rozbija się o kasę.
Pomysły Ferrissa są spoko. Moim zdaniem ma wiele racji. Co więcej – mogę się od niego sporo nauczyć, bo czasami rozmieniam się na drobne. Przykładem są maile z opisem problemów moich czytelników, na które nie mam pomysłu. Mają często po 10 stron a4 (serio, dostaję załączniki w plikach .pdf). Nie mam nawet kiedy ich odczytać, a co dopiero odpisać. Nie mam na nie innego pomysłu, jak odesłanie do psychologa… powinnam być  w tej materii bardziej asertywna. Nie mam tego jednak jak komuś oddelegować, a zwyczajne otworzenie takiego maila sprawia, że myślę o danym problemie przynajmniej przez cały dzień.
Z drugiej strony uważam, że gdy nie robimy czegoś użytecznego dla innych, to tracimy sens życia. Znam wiele osób, które odnoszą jakieś sukcesy, mają ogarnięte finanse, nawet zdrowie a jednak miotają się w sobie jak owsiki w ciele przedszkolaka.

Mam dla nich jedną odpowiedź – wolontariat, szczególnie na rzecz słabszych. Nic tak nie przywraca wiary w sens życia, jak praca na rzecz psów, kotów, koni ratowanych z drogi na rzeź, starych ludzi, którym brak towarzystwa, dzieci, którym wystarczy podać rękę czy umierających pacjentów. Wybór jest duży, bo cierpienia na świecie jest sporo, a każdy może wybrać coś dla siebie.

Podsumowując : jeśli nie czytałeś nigdy niczego z gatunku “work smarter not harder”albo wierzysz w kult etatu i pracę która musi cię unieszczęśliwiać – powinieneś przeczytać tę książkę

Jeśli natomiast brzytwa Ockhama nie jest dla ciebie niczym nowym, to szkoda czasu.

Ja przeczytałam książkę w ramach abonamentu z czytnikiem za złotówkę 😉 (klik). Wiem, że od wczoraj można ją też kupić przy okazji wypadu po bułki, w dość promocyjnej cenie (klik). Książka jest solidną cegłą i ostatecznie myślę, że jeśli chcemy przeczytać coś o sprytnym i efektywnym wykorzystywaniu czasu czy budowaniu własnej niezależności, to warto rzucić się na tę jedną niż kilka mniejszych. Mnie Tim mnie porwał, bo chyba mamy nieco inne wartości ;-).

Hej! Komentarze są troszkę niżej i obsługuje je Disquss 🙂

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

Uściski, Ania

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Previous
Sposób na to by mieć więcej przyjaciół – nie mów innym jak żyć – pokaż jak żyjesz
Z kim poszłam do łóżka i czy wywalczyłam sobie tak lepszą pracę?