Jak dbam o odporność

Obecna sytuacja nie jest dla mnie specjalnie nowa, byłam bardzo chorowitym dzieckiem chodzącym do przedszkola w kratkę. Chyba mam więcej wspomnień z całodziennego układania puzzli i czytania książek niż skakania w gumę! Dlatego w miarę łatwo udało mi się dostosować do siedzenia w domu. To nie ono było w tym wszystkim trudne. Największe koszmary mam z niekończących się wizyt u lekarzy, pobrań krwi, drących się na mnie pielęgniarek (miałam traumę, zobacz jak w końcu pozbyłam się strachu przed pobraniem krwi) i uciekania przed mamą, która próbowała mnie przekonać, że obrzydliwy lek w zawiesinie jest konieczny dla mojego dobra.

Nawet nie chcę wyobrażać sobie jej frustracji, gdy znaczną część domowego budżetu, który szedł na moje leki, po chwili zwracałam z obrzydzeniem na podłogę. Nie żeby złośliwie – po prostu nie umiałam tego przezwyciężyć,

Skończyło się tak, że przychodziła do nas pielęgniarka, która szczęśliwie była też sąsiadką i dawała mi zastrzyki. Po śmierci pani Maryli napisałam zresztą jeden z najgłośniejszych tekstów na tym blogu – życie jest za krótkie na bawełniane gacie.

Jestem freakiem jeśli chodzi o odporność. I jak mnie znacie tak chyba dobrze wiecie, że w pierwszej kolejności będę zawsze zachęcać do tego, aby jeść lepiej, wsuwać dużo warzyw i owoców, jeść imbir, sięgać po owocowe smoothies i koktajle a z nawracającą anemią walczę przede wszystkim sięgając po sok z pokrzywy.
Wiem co się wydarzy, gdy siły obronne mojego organizmu osłabną. Jak coś się wedrze, to zaliczę efekt domina i będzie dramat. W dzieciństwie byłam co dwa tygodnie chora! Gdybym wtedy wiedziała, że po każdym antybiotyku trzeba brać probiotyki! Dowiedziałam się lata później z książki Historia wewnętrzna, która opowiada o jelitach.

I chociaż zawsze będę zachęcać do ruszania się, wsuwania imbiru, czosnku, ostrych papryczek a także wymiany szczoteczki do zębów po każdej anginie, to jednak w moim przypadku jest to za mało.

Obserwujesz dobrze swoje ciało? Umiesz rozpoznać osłabioną odporność zanim coś złapiesz? Może wyskakuje ci jakaś krostka zawsze w tym samym miejscu? Zaczyna się robić opryszczka?

U mnie to są zazwyczaj afty.

W pierwszej połowie marca wróciłam z ponad miesięcznej podróży po Azji. Jadłam tam lepiej niż dobrze. Do świeżego rosołku (wietnamska zupa phở) dodają całą miskę zieleniny. Do innych dań także. Przyrządzałam sobie smoothies z owoców, które w Polsce są dla mnie zbyt drogie (mangosteen, marakuja, cały ananas). Odwiedzałam targi i kupowałam produkty od lokalnych producentów. Jajka i drób były z wolnego wybiegu, świeżutkie tak, że bardziej się nie da!
Jak to jest zatem możliwe, że mając dostęp do tak dobrych produktów i nawet najbardziej wymyślnych owoców i warzyw w bardzo niskich cenach, już w samolocie poczułam, że na lewym dziąśle robi mi się bolesna afta?

Zmiany czasu, stres, pośpiech, problemy z przyswajaniem – tej zagadki nie uda mi się pewnie nigdy rozwikłać.


W maju 2019 dostałam do testów Sundose.

Moje wcześniejsze doświadczenia z suplementacją były nikłe. Brałam witaminę D, bo kiepsko ją syntezuję. Mimo jedzenia ryb brałam też kwasy omega. Brałam magnez (mam bradykardię, ale to problem poboczny) i witaminy z grupy B.
A jeśli już sięgałam po jakiś suplement sama z siebie, to z powodu wypadających włosów. Przyznam jednak, że moja ciekawska natura skłoniła mnie do spróbowania i… finalnie nigdy tego nie opublikowałam ani nie zarekomendowałam!

Byłam zadowolona, ale nie do końca odpowiadał mi smak i to jak proszek się rozpuszczał. Ale gdy jeszcze gdy byłam w Azji, Sundose odezwało się informacją, że udoskonalili formułę i pytaniem, czy nie chciałabym dać im jeszcze jednej szansy.
Chciałam!

Zmiana strefy czasowej i klimatu plus przesilenie wiosenne to trudne kombo. Poza tym bardzo się ucieszyłam, że nie będę musiała nikogo wysyłać do apteki z powodu witaminek!

Pamiętam, że wczesną wiosną 2019 lekarz zlecił mi oprócz zwykłej morfologii też badania na poziom witamin. Ten pakiet kosztował mnie chyba z 500 zł i te 5 stów boli do dzisiaj! Blada skóra, senność, wypadające włosy, magiczna wręcz zdolność do łapania siniaków znikąd… no sama się prosiłam! Wyszło oczywiście źle ;).

W Sundose fajne jest to, że to nie jest kolejna multiwitamina o nieprzemyślanym składzie, tylko suplement szyty na miarę. Wchodzisz na stronę i dobierasz wszystko do swoich preferencji i stylu życia. Początek, to pytanie dotyczące chorób i wykluczeń. Ciąża, hashimoto, alergia na cytrusy albo ryby? A może bierzesz leki na bezsenność albo nadciśnienie? Możesz to zaznaczyć i uniknąć problemów.

Później określasz swoje cele. Jesteś na diecie wegańskiej? Chcesz przygotować się do ciąży i ustabilizować cykl miesiączkowy? A może interesuje Cię odporność albo mocne włosy i paznokcie?
Możesz to wszystko zaznaczyć.

Żeby było jeszcze lepiej – możesz wybrać łatwiejsze w połykaniu małe kapsułki, wersję wegańską a nawet zadecydować jaki smak ma Twój indywidualny suplement. Brak smaku? Pomarańczowy? Słodki? Kwaśny? Masz pełną decyzyjność!

Twój suplement komponowany jest na podstawie twoich deklaracji i preferencji zaznaczonych w ankiecie, ale zawsze możesz coś dodać lub odjąć. Np. wiele kobiet doceni pewnie możliwość dorzucenia inozytolu, pomocnego przy PCOS, stanach lękowych czy dolegliwościach związanych z PMS.

Teraz masz pewnie wyobrażenie o jakiejś garści tabletek do zażycia, ale nic bardziej mylnego. Sundose to 30 saszetek, które trzyma się w lodówce. Każda składa się z dwóch przegródek. W jednej jest proszek do rozpuszczenia w wodzie i wypicia, w drugiej – tabletki. Ale to ile ich będzie (i czy w ogóle!) zależy od opcji zaznaczonych w ankiecie. Może wcale nie potrzebujesz probiotyków? To mi się właśnie podoba – wybierasz opcję skrojoną na miarę, jak dobry garnitur :).

Gdy pomodyfikowałam sobie w tym 2019 ankietę i podkręciłam kilka dawek, dostałam telefon z pytaniem, czy wszystko z moim zdrowiem w porządku i czy się nie pomyliłam. Bardzo mi to zaimponowało! Byłam świeżo po badaniach, więc wiedziałam co robię, ale chciałam bardzo mocno uczulić – dorzucenie wszystkiego i podkręcanie na maksa to nie jest dobry pomysł. Suplementacja nie zastępuje zdrowej diety, a jedynie powinna ją uzupełniać. Ponadto nadmiar witamin jest dla zdrowia równie groźny co niedobory, więc warto zachować rozsądek 😉
Ach, jeszcze jedno – każdy skład jest przed wyprodukowaniem analizowany przez dietetyczkę Sundose – Monikę Królak.

Bardzo wiele przydatnych informacji znajdziecie w FAQ Sundose, które przewertowałam całe.

W zeszłym roku byłam bardzo zadowolona z działania, ale jednak saszetka z proszkiem budziła mój opór. Co tu dużo mówić – wybrałam niefajny smak (widzę, że na szczęście zniknął z oferty!) a całość nie rozpuszczała się jak trzeba. Czułam proszek w zębach i na języku, a to nie jest nic przyjemnego.
Dzisiaj mogę powiedzieć – rzeczywiście to dopracowali! Jest dobrze!

Moja opinia o samym działaniu nic Wam pewnie nie da, bo każdy ma dobrać sobie swój własny skład w oparciu o wiele pytań. Ja ze swojego byłam zadowolona i obecnie też jestem! Pierwsze co zauważyłam, to mniejsza senność i więcej energii. Drugie, to mniej wypadających włosów na poduszce. A chyba każda kobieta kiedyś doświadczyła tego przerażenia na widok ich ilości, prawda? Na odporność póki co nie narzekam i trzymam się dobrze. No i w jakiś sposób działa to kojąco na mój umysł!

Ale powiem jaką widzę przewagę nad inną znaną mi dotąd suplementacją 🙂

  • Nie są to durne “żelki” składające się z samego cukru, które wiele osób dorzuca w drogerii do koszyka, tylko rzeczywiście suplement zgodny z normami.
  • W typowych “multiwitaminach” są także te witaminy, których poziom masz w normie, dłuższy skład wcale nie oznacza, że jest lepiej
  • Możesz zmieniać skład w zależności od pór roku (np. więcej witaminy D zimą) czy zmian w Twoim życiu
  • W moim przypadku to tylko 4 kapsułki do połknięcia przy śniadaniu i saszetka do rozpuszczenia
  • Można wybrać wersję wegańską!
  • Probiotyki! Tutaj pochylę się nad tematem mocniej. Każdy antybiotyk (ten, który bierzesz na trądzik albo infekcję intymną też) rozwala równowagę w jelitach. Probiotyk osłonowo przez tydzień? Dla mnie za mało! Nic dziwnego, że wiele osób po wyleczonej anginie za chwilę ma kolejną – organizm nie miał czasu odbudować flory bakteryjnej. Jogurty i kiszonki? Tych pierwszych powinnam unikać, te drugie kocham i zajadam się ciągle, ale te bakterie są za mało różnorodne i mają za niską przeżywalność. Probiotyki trzymamy w lodówce (tak jak całe saszetki sundose).
  • Może dorzucić sobie jeden konkretny składnik, którego potrzebujemy, jak np. wspomniany inozytol
  • W przypadku moich kombinacji, cena Sundose była bardziej korzystna od pojedynczych supli

Dla mnie rozwiązanie jest idealne dla każdego, kto ma niedobory, jest na diecie wegańskiej, trenuje i po prostu dodatkowej suplementacji potrzebuje. W pierwszej kolejności sugerowałabym jednak rozsądną, zróżnicowaną dietę. Czasami drobne rzeczy jak orzechy dodawane do owsianki czy mielenie siemienia lnianego mogą zdziałać cuda.

Jeśli jednak masz wyjątkowe potrzeby, to moja opinia jest wyżej 😉

Dla zainteresowanych mam rabat – 16% na hasło aniamaluje, na start. Jeśli chcesz go zamówić (lub z ciekawości przejść ankietę), kliknij niżej:

CHCĘ ZAMÓWIĆ SUPLEMENT SZYTY NA MIARĘ Z RABATEM 16%

Ja wyjątkowo doceniam w tym momencie fakt, że suplement przyniósł mi kurier pod same drzwi i nie muszę ryzykować odwiedzając apteki :).

Tekst powstał przy współpracy z marką Sundose

Uściski, Ania

Podziel się

autor
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
cleandream
Gość

Szyte na miarę suplementy to bardzo ciekawy pomysł, przecież każdy z nas jest inny i ma inne potrzeby. Nie wiedziałam, że są takie oferty na rynku. Na pewno spróbuję. Dzięki.

Justyna
Gość

A ja nie mogę dodać inozytolu w części edycji… Co powinnam nacisnąć w ankiecie, żeby go mieć? xD

Justyna
Gość

OK, już wiem, HORMONY.