21 lekcji na XXI wiek – książka lepsza semestr wykładów

Miałam kiedyś na studiach taki przedmiot – pedagogika pracy. Były różne teksty źródłowe, nie przeczę, ale generalnie był to kolejny przykład toczącej uniwersytety definicjozy. Serio, najważniejsze na egzaminie były takie rzeczy jak kiedy powstała jako dyscyplina naukowa, jakie są jej zagadnienia, jaka jest jej definicja i w którym roku powstała.
Kolejny przedmiot na polskich uniwersytetach, z którego piątka nie świadczy o tym, że znasz się na rzeczy, tylko że masz dobrą pamięć. Albo ściągę. O, odnośnie ściąg – notatki z tego przedmiotu z łatwością znajdziesz na ściąga.pl – tak dla zobrazowania idei “universitas” w praktyce.
A mnie ciekawiło, jak możemy mówić o “pewnym fachu” gdy prawie wszyscy moi znajomi pracują w zawodach, które nie istniały gdy chodziłam do gimnazjum i przychodziła mądra pani z poradnictwa zawodowego z durną ankietą. 
Interesowało mnie, jak wpłynie rozwój technologiczny na rynek pracy. Co z niewykwalifikowanymi ludźmi pracującymi na kasie, w dobie zastępowania kasjerów kasami samoobsługowymi? Albo z tymi wykwalifikowanymi, którzy trafili na kasę, chociaż wykształcenie mają, ale nikogo ono nie interesuje? Dlaczego wciąż niektórzy patrzą na tych ludzi z pogardą, jakby coś komuś zrobili?
Ciekawiło mnie, czy ludzie mający zatrudnienie w wymierających obecnie branżach odnajdą się na rynku pracy jak niegdyś musiały telefonistki, bednarze i sitarze.
Na żadne z tych pytań nie dostałam odpowiedzi, bo poczęstowano mnie porcją niezbyt potrzebnych suchych faktów.
To jeden z wielu worków zagadnień, które mnie nurtowały i na które edukacja nigdy nie próbowała nawet dać mi odpowiedzi, bo ważniejsza była wyliczanka metan, etan, propan, butan, pentan, heksan heptan oktan nonan dekan którą nie wiem czemu wciąż potrafię powtórzyć, chociaż nauczyłam się tego na chemii w trzeciej klasie gimnazjum.
A wtedy wkracza on – Yuval Noah Harari i odpowiada mi pięknie na pytania, które mnie gdzieś tam gniotły i zastanawiały. A jeśli nie odpowiada, to pokazuje problem z dziesięciu różnych perspektyw i w bardzo przystępny sposób i zmusza do zadania sobie dziesięciu dodatkowych pytań.

Gdybym kilka lat temu wiedziała, że zamiast studiów doktoranckich lepiej jest czytać książki, to nigdy bym na nie poszła (ale pewnie zastanawiałabym się, co by było gdyby…).

No dobra, nie czytałam całkiem w ciemno. Znałam dwie wcześniejsze książki autora. Obie były bardzo wartościowe. Lekko, ale inteligentnie napisane, pełne odniesień, ciekawostek i bardzo przystępne. Zarówno “Sapiens. Od zwierząt do bogów” jak i “Homo deus“. Tyle, że one kręciły się wokół nieco innej tematyki (ale wciąż gorąco polecam!).

Po 21 lekcji na XXI wiek sięgnęłam więc pewna, że nawet jeśli lektura nie udzieli mi żadnych ważnych odpowiedzi, to przynajmniej dostarczy intelektualnej rozrywki i zapełni mój notes. I jeju, dawno nie czytałam tak dobrej książki, która nie jest powieścią.
Już jeden rozdział (o pracy) dał mi więcej niż całe studia. Ta książka zawiera naprawdę cenne lekcje.
Harari opowiada nie tylko o przemianach związanych z rozwojem technologicznym, ale też odnosi się do kwestii migracji, zmian klimatu, edukacji. 
Lekcje nie są równe, bywają lepsze i gorsze, ale z przyjemnością dozowałam sobie książkę powoli, aby wszystko przetrawić w spokoju.
To jedna z tych rzadkich perełek, gdzie autor nie narzuca swojego punktu widzenia, tylko ukazuje zawiłości i różne punkty widzenia oraz wielowymiarowość sytuacji. I robi to rzetelnie i w zaskakująco przyziemny sposób.

To pierwszy autor, z którym w 100% zgadzam się w kwestii edukacji – szkoły obecnie uczą nas rzeczy, które będą często nieaktualne gdy już je opuścimy. Harari jest pierwszym, który naprawdę mądrze prawi. Ten rozdział (albo raczej – ta lekcja) to majstersztyk.
Jeśli chociaż trochę jesteś zatroskany losami świata, zastanawiasz się co będzie w przyszłości i jak się w tym wszystkim odnaleźć – 21 lekcji to naprawdę kawałek solidnej lektury. Najpierw chłonęłam całość łapczywie, a potem zaczęłam dozować małymi porcjami, dając sobie czas na przetrawienie.

Nie jest to żadna współpraca, chociaż pewnie mój przesadny zachwyt, którym spamuję od kilku dni może wydać się podejrzany. Po prostu czytam sporo książek i zazwyczaj nawet jeśli są dobre, to myślę sobie, że wiele by zyskały, gdyby z 300 stron zrobić porządny artykuł na stron 10 i książka nie straciłaby nic na wartości. Bardzo nie lubię marnowania czasu!

Ciekawostka: Bill Gates czyta ok. 50 książek rocznie i każdego roku przygotowuje zestawienie najlepszych jakie przeczytał. Powyższa pozycja jest oczywiście na tegorocznej liście 🙂 Całość można obejrzeć tutaj:

Książka pewnie nie jest jeszcze dostępna we wszystkich bibliotekach, ale ja znam sposoby na “książki są za drogie” 🙂 Po pierwsze – bardzo polecam sugerowanie bibliotece o jakie tytuły ma uzupełnić swój księgozbiór. Takie sugestie są serio brane pod uwagę. A po drugie – książka jak większość moich ukochanych jest dostępna na legimi, o czym też wielokrotnie pisałam i mówiłam. Jak ktoś jakimś cudem nie wie o co chodzi, odsyłam do filmu:

Pssst!!! Drodzy studenci uwięzieni na nudnych i bezsensownych wykładach z obowiązkową obecnością. Jeśli notujecie na laptopie – piszcie podczas tych durnych wykładów swoje prace licencjackie, magisterskie czy eseje zaliczeniowe. Ja na takich wykładach klepałam teksty jako copywriter. Szkoda waszego czasu, serio.

Psssst 2! Na prośbę jednej z Was najlepsze książki będą lądować na moim blogu i youtube, a wszystkie przeczytane pokazuję zazwyczaj na instagramie, gdzie serdecznie zapraszam

Bądź na bieżąco! 
  INSTAGRAM ❤ FACEBOOK 
❤ FACEBOOK MONIKI 

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

0 0 vote
Article Rating
Uściski, Ania
11 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Ania Kalemba
1 rok temu

Przeczytam! Bo od świąt mam pakiet legimi! UWIELBIAM! 🙂

Bart
Bart
1 rok temu

Polecam również Liczby Natury Ian Stewart.

Ania K.
Ania K.
1 rok temu

Idąc za Twoją rekomendacją- zaczynam czytać 🙂 Ze swojej strony polecam Factfulness- mało znana a wyśmienita książka opisująca aktualny stan świata, przełamująca mity i nieaktualne dane które mamy w głowach. Trochę ku pokrzepieniu serc 🙂

Bart
Bart
1 rok temu

. Proszę o usunięcie tego komentarza 🙂

Kosmetolog Marta
1 rok temu

Kolejna na mojej liście 😉
Zgadam się w 100% aby bezsensowne wykłady wykorzystywać w inny, pożyteczny sposób. W ogóle dla mnie sprawdzanie obecności na studiach i brania w ogóle tego pod uwagę jest totalnym bezsensem i największą głupotą.

Olga
Olga
1 rok temu

Zaczęłam słuchać “21lekcji (…)” na Audiotece po jednym z Twoich stories i jestem zachwycona. Sposób w jaki autor porusza trudne tematy jest dla mnie idealny. Nie przygniata nadmiarem faktów, ale pobudza do myślenia. Dzięki za polecenie. Teraz ja polecam tę książkę dalej 🙂

Patryk - edukacja dla blogera

Kurde, jak fajnie 🙂 znam cie tylko z instagrama i dopiero tutaj trafiłem w dodatku z innego miejsca 🙂 Okazuje się, że też jestem głupi bo ofertę legimi widziałem już dawno dawno temu ale abonament mnie zniechęcał a teraz widzę jak się myliłem 😀 Miesięcznie wydaje dobrych kilkadziesiąt złotych na książki w ebookpoint gdzie obecnie mam 100 tytułów 🙂 Wielkie dzięki. Jesteś wspaniała 🙂 tylko nie mogę znaleźć twojego linku partnerskiego…

Urwisek
1 rok temu

Zaczęłam ją czytać, zapowiada się naprawdę mądrze. Na inne książki tego autora już od dawna mam chrapkę🙂

Anna
Anna
1 rok temu

Pobrana na półkę 🙂

aniamaluje
1 rok temu
Reply to  Anna

Bosko! Nie pożałujesz 🙂

Nihil Novi
1 rok temu

Nie słyszałam wcześniej o tym autorze, ale książka zapowiada się ciekawie, o wiele chętniej czytałabym ją, niż słuchała niektórych wykładowców xd Co prawda studia już za mną, ale nadrobić i tak warto!

Previous
Czym dla mnie jest luksus? Nie zgadniesz
21 lekcji na XXI wiek – książka lepsza semestr wykładów