Jak nie przejmować się krytyką? Mój prosty trik


Chcesz pisać bloga, ale boisz się krytyki. Albo masz bloga o kosmetykach, ale chcesz napisać tekst o tym jak poradziłaś sobie z tyciem przy Hashimoto i zrzuciłaś 20 kg, ale martwisz się „co powiedzą moi czytelnicy?”. Kupiłaś sobie niebieskie rajstopy i chciałabyś je założyć ale… no ej, co ludzie powiedzą?
Wal ludzi!
Jeśli czujesz się z czymś ok a to nikogo nie krzywdzi – rób to, co daje ci radość. Prosty przepis.
Jak to wygląda u mnie?O tym, że własne zdanie nie jest w cenie przekonałam się pisząc w gimnazjum rozprawkę z trzema argumentami na pytanie „czy podobała ci się lekuta xyz”. Nie załapałam jakoś, że tak naprawdę oznaczało „dlaczego podobała ci się lektura xyz”. Cóż, błędy młodości. Jednak uczę się na swoich błędach i jeśli mam do wyboru poczucie zdradzenia swoich ideałów a pokorne zgięcie karku by się komuś przypodobać to… cóż, nie jestem typem kozła ofiarnego ani kogoś, kto się przed innymi płaszczy. 
Znam konsekwencje, w większości przypadków jestem gotowa zapłacić cenę ale zachować godność.
Jest jedna, bardzo prosta zasada, która pozwala mi zachować mocny dystans od krytyki i pozostać w zgodzie ze swoimi wartościami. 
Oprócz zadania sobie prostego pytania – czy to kogoś krzywdzi?, zadaję sobie jeszcze jedno.
Miałam taką sytuację, że zakażono mnie gronkowcem. Ten przy obniżonej odporności i naszej szpitalnej rzeczywistości wiedzie często do sepsy. Gronkowiec mnie nie opuszczał a tylko się mnożył i zbroił jak Niemcy w 1935. Wyczerpałam możliwości proponowane przez lekarzy i nie zamierzałam się z tym pogodzić, gdyż poddawanie się nie leży w mojej naturze. Mój wewnętrzny Freddie Mercury śpiewał mi do ucha

I consider it a challenge before the whole human race, And I ain’t gonna lose

Więc przegrać nie mogłam.
Przekopałam niebo i ziemię oraz podziemia, zajrzałabym nawet do piekieł, gdyby i taka potrzeba zaszła.
Wydłubałam sposób z paleniem mokrej brzozy i wdychaniem jej dymu. Przebadany. Ale taki nadający się wprost na heheszki z alternatywnych terapii i ludzi wierzących w to, że Putin jest Reptilianinem a światem rządzą jaszczury udające ludzi.
Sposób zadziałał. Gronkowiec odpuścił, co pewnie uczyniłyby i Niemcy gdyby Pisłudskiego przed śmiercią nie wzięto za starego wariata. No ale.
Rozwiązałam dość poważny problem i zaczęłam tłuc się z myślami – napisać o tym, czy nie napisać?
Moich czytelników palenie mokrej brzozy i inhalowanie się dymem w celu wykurzenia bakterii raczej nie interesowało. Byłam pewna, że zyskam komentarze nieprzychylne i wrogie lub face of disapproval i pełne litości spojrzenie w najlepszym przypadku. 
Więc zadałam sobie jedno, najważniejsze pytanie:
Czy gdyby nie istniały żadne inne za i przeciw – chciałabyś przeczytać tekst, jaki zamierzasz napisać?
Chciałam.
Piszę dokładnie takiego bloga, jakiego sama chciałabym czytać, gdy byłam ciut młodsza. Moim odbiorcą jestem młodsza ja. To siebie znam, siebie chcę zadowolić, sobie dostarczyć czegoś do przemyślenia. Sobie podsuwać dobre książki i filmy. Siebie wkurzać, w sobie zasiewać ziarnko niezgody na coś. Siebie podburzać i rozśmieszać czarnymi żarcikami. I ze sobą żyć w zgodzie.
Napisałam więc tekst o tym, jak pozbyłam się gronkowca. Hejt zleciał się zewsząd. Na blogu i poza nim. Na fejsie, na zamkniętej grupie dla lekarzy, na mailu.
Ale czułam, że postąpiłam właściwie i zgodnie ze swoimi wartościami, dając innym koło ratunkowe w sytuacji, gdy -jak u mnie – antybiotyki nawalą.
A potem zaczęły przychodzić wiadomości od osób, którym to koło ratunkowe pomogło. Uratowałam życie psa, który nieskutecznie leczony był 4 lata (i mam na to mocne zdjęcia o tutaj (klik) Pomogłam uratować zdrowie przynajmniej kilkuset osobom (tyle mam na mailu w folderze „gronkowiec”, w który zerkam gdy mam kryzys).
Nie żałuję ani jednego słowa hejtu. Zrobiłam dobrą rzecz.
Więc gdy coś robisz – zapytaj siebie, czy chciałbyś takiej usługi w drugą stronę.
Czy sama chciałabyś przeczytać tekst o tym, jak zrzucić 20 kg
Zobaczyć na instagramie zdjęcie z paprotką
by ktoś ustąpił ci miejsce w tramwaju
dostawać odpowiedzi na maile szybko
A potem postępuj tak, jak chcesz aby postępowano wobec ciebie. Świat tego nie zrobi. Nie będziesz osądzać ubioru innych – ciebie osądzą. Ustąpisz miejsca pięćdziesięciu babciom, a gdy będziesz w szóstym miesiącu ciąży chciała usiąść, ktoś rzuci ci paskudnym komentarzem o gumkach i 500 plus.
Ale będziesz mieć czyste sumienie i poczucie, że postępujesz dobrze.
A to jest jak zbroja, jak magiczny płaszcz po którym krytyka spływa.
Just do the right thing.
Nie obiecam ci, że świat to doceni. Nie doceni.
Ale będziesz spać spokojnie, bo nie będziesz tchórzem.
Sukienka (klik)
Ramoneska ma dwa lata, ale wyszukałam podobne (klik)
Wrzucam, bo czytelniczka prosiła. Na jej miejscu chciałbym uzyskać odpowiedź z linkiem. Nawet gdy jakaś kretynka napisze, że znowu spamuje chińskimi szmatami. 


Bądź na bieżąco! 
  INSTAGRAM ❤ FACEBOOK 
❤ FACEBOOK MONIKI 


Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na „głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

Uściski, Ania
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Previous
Czy jestem zadowolona z jabłuszka? Macbook Air 13 i moja opinia
Jak nie przejmować się krytyką? Mój prosty trik

0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x