Znasz kogoś, kto trafił sobie słomką w dziurkę w nosie zamiast do ust? To ja! Na zdjęciu widać jak niedoszacowałam wymiarów 2 osłonek na doniczki. Co ciekawe - z pająkami mam odwrotnie😅 w moich opowieściach są 2x większe niż były.
Jestem człowiekiem i akceptuję to, że moje zmysły albo wrażenia mnie czasami oszukują. I nigdy nie cieszyłam się tak bardzo z decyzji o rezygnacji z oglądania i słuchania wiadomości (tv i radio) jak teraz, przy panice w związku z wirusem🙈. Nie oznacza to, że jestem ignorantką, wprost przeciwnie! Staram się być zorientowana w rzeczach ważnych, dlatego kolejny raz polecam:
👉🏻 „Factfulness” świetna książka o tym, że świat jest lepszy niż nam się wydaje i jak zerkać na liczby i statystki 👉🏻 @janina.daily na FB - pokazuje jak te same liczby na 2 wykresach mogą nasunąć laikowi inne wnioski i na co zwracać uwagę. Uwielbiam! 👉🏻 „Pułapki myślenia” Daniela Kahnemana - o tym, że myślenie „szybkie” dostarcza innych wniosków niż „wolne”. I od razu 👉🏻 „Błysk” Gladwella, o tym jakie decyzje podejmujemy w ułamkach sekund. Świetne, zweryfikowane i dobrze przedstawione informacje to cotygodniowy newsletter 👉🏻 Brief by @outrid3rs -polecam całym serduszkiem. Plus świetną robotę na stories robi 👉🏻 @lukaszbok_kiks (na fejsie za dużo dziwnych komentarzy). Co by było z moim zdrowiem psychicznym gdybym śledziła media żerujące na moim strachu? Nie wiem. Brałam już kiedyś leki sterydowe przez które miałam dużo za dużo kortyzolu i na pewno nie chcę tego sobie fundować na własne życzenie, żyjąc spiskami i paniką.
Dbajcie o swoje głowy!🥰
#aniamaluje #szczerzepiszac #crazyplantlady #zamioculcas #interior #100dnibezspodni #rośliny #plants #sukienka #bezmakijazu #nomakeup #natural (sukienka jest z #nakdlounge #nakdfashion #nakdxpolska, 100% wiskoza, na @nakdfashionpolska są przeceny do 60%😉)

Znasz kogoś, kto trafił sobie...

Gdy masz już bikini body, ale musiałaś anulować bilety i nie założysz bikini🤷🏻‍♀️
A  na poważnie, to nigdy nie rozumiałam tej napinki w stylu „schudnę do wakacji”. Ja zazwyczaj na wakacjach wyglądam najgorzej😁! Na Karaibach jedzenie mi nie smakowało (nie lubię owoców morza...) więc białe pieczywo, biały makaron i sos ze słoika przez dwa tygodnie i  z brzucha  zrobił się flaczek. I co? Normalnie wrzucałam zdjęcia z wyjazdu! To samo wydarzyło się w Izraelu - fajnie jest próbować falafelków i hummusu, ale dzięki nim miałam wiecznie wzdęty brzuch. Nie odmawiam sobie serów, chociaż zawsze wyskakuje mi po nich pryszcz na brodzie. Widzieliście jak zniknęła moja talia na zdjęciach z matą z Gruzji - jak opętana jadłam tam mączne i serowe rzeczy! Nie zdążyłam się zregenerować, bo chwilę wcześniej wróciłam z Tunezji, gdzie też jadłam słabo, więc było combo. I co z tego?Jak mi wywali brzuch to głaszczę się po nim czule i tyle😉. No, może jeszcze nagram stories z tego głaskania!
Nigdy nie uzależniałam tego czy założę 👙albo krótką sukienkę od tego, jak aktualnie wyglądało moje ciało, chociaż wyglądało różnie. Nie mam jakiejś kiepskiej figury, bo zawsze dużo (10 lat karate) albo przynajmniej regularnie ćwiczyłam, ale nie wyglądam jak modelka. Często natomiast słyszałam, że bardzo fajnie jest być z dziewczyną, która nie ma problemu ze swoim ciałem i żadnych kompleksów. I że to właśnie pewność siebie i akceptacja swojego ciała są sexy ;).
Jedna serdeczna prośba - nie bądźcie dla swoich ciał tacy surowi, bądźcie troskliwi!

#aniamaluje #szczerze_pisząc #ciało #cialopozytywne #bodypositivity #motywacja #wakacje #lavieparisienne #frenchfashion #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #lookdujour #parisianlifestyle #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #frenchvibes #parismood #modeaparis  #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily

Gdy masz już bikini body,...

Zapomnijmy o kiepskiej godzinie publikacji, pora na chwilę chwały dla wspaniałego Kamila, mężczyzny, który zawsze czyni mnie szczęśliwą😉 Kamil @sie_tnie to nie tylko świetny fryzjer, ale też super kolega, uwielbiam jego energię i podejście do życia. I co rzadkie - dzielimy ten sam poziom szczerości🙈. Możecie go kojarzyć z mojej podróży do Odessy! Niby z moimi włosami nic szczególnego się nie zadziało (blondy, czerwienie, czerń i fioletowe już dawno za mną🤣), ale czuję się z nimi świetnie. Mam niestety suchą skórę (zobaczcie co się zadziało na czole miedzy brwiami...) i tej części na której rosną włosy niestety też to dotyczy. Poza tym moja skóra jest bardzo wrażliwa, więc nie jest z nią łatwo. A Kamil sobie radzi!
Tak swoją drogą, to przerażające ile babskich sekretów znają fryzjerzy🤣

Kamil mi za to nie płaci, serio go uwielbiam! #aniamaluje #portret #fryzjer #hairdresser #pofryzjerze #włosy #włosomaniaczka #radość #piątek #zamioculcas #crazyplantlady

Zapomnijmy o kiepskiej godzinie publikacji,...

Wiele rzeczy w życiu myli! Na zdjęciu jestem szczęśliwa, serio. Było ciepło i miło, napoiłam i wygłaskałam pieska, zjadłam coś pysznego.
Często też krzyżuję ręce i nogi, ale nie jestem wtedy „zamknięta” albo „znudzona”, tylko wyrównuję sobie ciśnienie, bo mam niższe a tak czuję się lepiej 😉
I tak samo cudowne insta życie też jest mylące🤭. Ludzie pokazujący swoje sukcesy nie pokazują upadków i nieudanych działań (nie dziwię się, „propaganda sukcesu” bardzo dobrze sprzedaje!). Insta laski trudniące się prostytucją nie pokazują co muszą robić za te torebki,  buty i podróże.
Szczęśliwe mamy „wszystko jest kwestią organizacji” nie pokazują swojej frustracji gdy dziecko zwymiotuje na ostatnie czyste śpioszki.
Ja sama bardzo dbam o to co pokazuję, a czego nie. Nie chodzi o to, że nie jestem prawdziwa (bo jestem), po prostu moje życie to nie Big brother ;)
Wybieram się do Azji solo, więc nie będę wrzucać stories w czasie rzeczywistym. Nie chcę też siedzieć z nosem w telefonie, wolę sobie na godzinkę usiąść w hotelu i dorobić napisy do relacji. Trochę szukam zatem nowej formuły!
Dajcie znać czyje stories najbardziej lubicie, szukam świeżych inspiracji.
Moje aktualne top 3 to:
1. @szafasztywniary - nie potrzebuje 10 kafelków by powiedzieć „sto lat!”, merytorycznie, ze spokojem
2. @kasia_coztymseksem - Kasie śledzę jeszcze od czasów gdy nie opowiadała na insta o seksie i wiem, że bardzo potrzeba kogoś takiego w Polsce!
3. @evrdtrp - uwielbiam merytoryczne i fajne storiski z podróży❤️
Tych osób jest oczywiście dużo więcej, ale takie aktualne top3 stories w które klikam to właśnie te!
Dajcie znać kogo warto oglądać! Od razu mówię - nie lubię dram, ludzi o agresywnym tonie, filtrów „upiększających” ludzi i widoczki, i „smacznej kawusi”😁 Lubię ludzi konkretnych!
Kto wzbogaca Twoje chwile na insta?

#wakacje #podrozemaleiduze #lato #urlop #blogipodroznicze #blogpodrozniczy #travelpassion #relaks #motywacja #travelstagram #wspomnienia #grecja #korfu #kerkira #greece #girlswhotravel #polishtraveller #girlswhoexplore #collectmoments #mytravels #wearetravelgirls #traveljournal #girlslovetravel

Wiele rzeczy w życiu myli!...

Pytacie, czy nie boję się do Azji sama. Jasne, że się boję! Może nie w tym sensie, że jestem przerażona, ale czuję dreszcz niepokoju. Na bank się któregoś dni rozpłaczę, bo coś mi nie wyjdzie😉 na bank a chwilę później będę się z tego śmiała!
Już na starcie robię to źle, bo zamiast spakować się w plecak (potrafię!) jadę z walizką, bo chcę odwiedzić kilka osób i przywieźć im z Polski rzeczy, za którymi tęsknią i których im brak.
Ja w ogóle mam 2 stany (oba w 100% prawdziwe!). W jednym z nich z łatwością poznaję ludzi, jestem otwarta i znajduję nowe przygody, w drugim moje spojrzenie mówi „Idź stąd”. Czasami zadziwia mnie jak szybko potrafię się pomiędzy nimi przełączać! 
Myślę, że będzie fajnie, bardzo potrzebuję takiego czasu dla mnie! Już jaram się na myśl o tym, że będzie mi się w tym wilgotnym powietrzu doskonale oddychać. Na myśl o pysznym jedzonku i porządnych masażach!
Zrezygnowałam na ten moment z Myanmaru i prawdopobnie będzie to Pekin(na chwilę!)- Bangkok-Koh Chang- Bali i na koniec dwa tygodnie w Wietnamie. Zacznę z dołu, ruszę w górę. Znając mnie - zmienię pewnie plan z 10x ;) I spoko, na tym polega zabawa, nie biorę życia już tak bardzo serio, staram się bardziej z niego korzystać, mniej się spinać. Dlatego teraz wskakuję do wanny pełnej piany, zapalam świeczki i pora na totalny relaks🥰

Wyobraź sobie, że problemu w stylu brak urlopu/kasy/towarzystwa/z kim zostawić psa/ nie znam języka nie istnieją. Jest czarodziej, robi plum i ich nie ma🧙🏻‍♂️. Gdzie w tej sytuacji chcesz pojechać? Co robisz, gdy nic cię nie ogranicza?☺️ Daj znać!
#podróże #podróżemałeiduże #wakacje #lato #azja #travelphotography #travelgirl #girlswhotravel #solotravel #langkawi #malaysia #malezja

Pytacie, czy nie boję się...

Dziewczyno, jeśli czekasz jak na szpilkach czy chłopak odpisze- wyłącz te cholerne powiadomienia! Za każdym razem jak słyszysz charakterystyczny dźwięk🔔, uwalnia się kortyzol a ty masz reakcję stresową. A potem i tak jesteś rozczarowana, że to 20% rabatu na sandały, a nie książę z tindera💁🏻‍♀️ PLUM-stres-PLUM-stres-PLUM-stres - zwariować można!
Plus może warto przemyśleć, czy to właściwa relacja? Nie fajniej dostawać niespodziewane wiadomości od których się rumienisz, niż czekać aż ktoś odpisze?
Oczywiście dotyczy to relacji nazwijmy to... romantycznych, nie takich bez zobowiązań!😉 Piszę o tym przy okazji zadania numer 16 w ramach wyzwania. Dopóki nie oddałam tej działki mojemu przyjacielowi i menadżerowi @troyann (takie 2w1 bywa wygodne!), cały czas byłam w trybie stand-by czekając na umowę, ustalenia, akcept, dalsze negocjacje. Piątkowy wieczór, daleka podróż - wieczny podryg na dźwięk powiadomienia, bo może to akurat to, na które czekam... Zawsze na jakieś czekałam!😏
Maciek przekonał mnie w Gruzji, bym się ich pozbyła. Na bieżąco migają mi tylko podczas korzystania z instagrama, co jest wygodne, szczególnie gdy odpowiadam na pytania do wyzwania. Ale uwolniłam się od maila! Lubię kontakt z Wami, ale z umiarem!
Prawie w ogóle nie odpowiadam już na messengerze, jeśli mam do kogoś coś pilnego - dzwonię lub piszę SMS. Wiem, że jeśli ktoś będzie miał coś pilnego do mnie - też wybierze taką formę!
I jasne, pierwszą rzeczą, którą kupię w Bangkoku będzie karta SIM i internet (ostatnio też tak było🙈), ale zrobię to by ogarnąć transport i nocleg, a nie by sprawdzić czy przez moją nieobecność w sieci świat czasem nie spłonął ;) Jeśli nie jesteś gotowa na krok o którym mówię, pomyśl o tych wszystkich razach, gdy czekałaś na kuriera z paczką i specjalnie nie wychodziłaś z domu, a on cię olał i zostawił paczkę w punkcie, albo napisał, że przyjedzie jutro🙄
Dziewczyno! Życie Ci przelatuje przez palce na tym czekaniu!
Napisałam to pod wpływem wiadomości z uczestniczką wyzwania, której smartfon przyrósł do ręki bo wiecznie czeka! ;) zdjęcie zrobiłam 3 lata temu po Azji, kojarzy mi się z wolnością!
#szczerze_pisząc #motywacja #wyzwanie #aniamaluje #powiadomienia #stres

Dziewczyno, jeśli czekasz jak na...

Nie wiem jak szybki musiałby być aparat, aby uchwycić ten uśmiech na mojej twarzy😅 niestety mam domyślny bitch face, co nie znaczy, że odpowiada on temu co dzieje się u mnie w środku ;). Faktem jest jednak, że ludzie zawsze zauważają „ty się uśmiechasz” gdy się uśmiecham, bo jak ten uśmiech długo jest na mojej twarzy, to znaczy, że jest mi dobrze i błogo.
Ale dzisiaj to się śmieję cały dzień🤣 Nie dość, że wszystko mi fajnie wyszło, to jeszcze rozbawiły mnie do łez wasze wiadomości o tym, co dziwnego zrobiłyście podczas PMS🤪. Chodźcie na stories, jest fajnie! (Serio ten uśmiech jest rzadki, nie umiem się tak uśmiechnąć sztucznie, musi być totalnie autentyczny!)
#aniamaluje #szczerze_pisząc #zamioculcas #plantlady #crazyplantlady #pms #blogerka #uśmiech #radocha #frajda

Nie wiem jak szybki musiałby...

Ależ ja miałam od kilku dni podły humor! Niczym kiepski detektyw chwytałam się banalnych tropów, jak osłabienie i rozdrażnienie po chorobie, ciśnienie, pełnia księżyca, zły stan powietrza... Ten stan narastał od kilku dni, a ja miałam takie „wtf, o co ci chodzi dziewczyno?” Wszystko w życiu idzie jak trzeba, niektóre rzeczy nawet lepiej, skąd ten nastrój?
Zrzuciłam wszystko co mi leżało na wątrobie i co mnie gniotło w różnych sytuacjach, ale nie pomogło.
W życiu bym nie wpadła na to, że z opóźnieniem trzepnęła mnie książka i czytanie o szalenie skomplikowanej sytuacji w Myanmarze (Birmie).
Tak już czasami mam, że reaguję z opóźnieniem. 
Czasami zadziwia mnie z jaką lekkością jednego dnia przeżywam frustrację, bo w żaden sposób nie mogę spuścić napięcia, a drugiego mam wyborny humor, uśmiecham się szeroko i zaśmiewam z prymitywnych memów.
Tylko czemu zawsze to uwolnienie przychodzi wtedy, gdy pozwolę sobie na te brzydkie emocje i przestanę z nimi walczyć?
Pewnie z tego samego powodu, dla którego ludziom wychodzi podryw gdy odpuszczą, a nie desperacko próbują bardziej.
Ale mi teraz dobrze po pozbyciu się tego dziwnego ładunku! Uczucie jak zdjęcie niewygodnych butów po całym dniu! Albo jak dobiegnięcie do domu i zrobienie siusiu po godzinie wstrzymywania resztką woli🙃

Super ważna lekcja dla mnie: bardziej poddawać się falom, nie walczyć z nimi, bo się utopię!

#tajlandia #thailand #podróże #podróżemałeiduże #aniamaluje #szczerze_pisząc

Ależ ja miałam od kilku...

Którą Anią dzisiaj jesteś? 1 czy 2? I tak się zawsze kończy z nogami na ścianie🤣, ale taka mała refleksja, którą chcę się podzielić - jestem z siebie dumna! Kiedy bardziej chorowałam, wymyśliłam sobie, że muszę mieć w życiu coś, co da mi niezależność i pozwoli zarabiać nawet wtedy, gdy ja nie będę w stanie pracować. Aż do wczoraj nawalało mnie gardło, więc napakowałam czas spotkaniami towarzyskimi i nawet wciągnęłam serial, bo z pracką mimo chęci to jakoś nie szło. I super czuję się z tym, że:
- MOGŁAM.
Nie żyję bez poduszki finansowej, mogę powiedzieć sobie - Ania, teraz nie pracujesz, zluzuj
- nic nie robiąc* i tak zarabiałam. Moja wydana w 2013 książka, której w ogóle nie promuję bo mi się już nie podoba(!) jak co roku złapała się w styczniowe flow i dała mi hajs. 
I to jest super rzecz, za którą jestem bardzo wdzięczna, bo i tak pozwalam sobie na miesiąc w Azji (podczas którego nikt nie zwolni mnie z płacenia za mieszkanie itp), a tutaj niemiłe niespodzianki nie niszczą mojego komfortu.
Ogromnie mnie to cieszy, bo wiem, że wiele osób „nie może sobie pozwolić na L4” z grypą, bo niższa pensja oznacza kłopoty finansowe a normalnie jest na styk😪O ile w ogóle są ubezpieczonymi szczęśliwcami na etacie!
Cieszę się, że udało mi się od tego uchronić! *przesadziłam z tym „nic nie robiąc” bo believe me or not - pytania do wyzwania i wyzwanie sprawiają, że siedzę na IG 5h dziennie😰 ale robię to za darmo i od siebie, nigdy nie prosiłam o patronite itp, więc still - nie robię w styczniu nic zarobkowo.

Cholernie mnie to cieszy, że mam komfort życia bez strachu i chociaż nie zarabiam bardzo dużo, to mogę sobie pozwolić na luksus chorowania.
I przeraża mnie, że w 2020 chorowanie stało się luksusem. 
Strasznie! 
#aniamaluje #szczerze_pisząc #książka #czytam 
#parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #theparisguru #frenchvibes #parismood #modeaparis  #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily

Którą Anią dzisiaj jesteś? 1...

Czy nie możemy próbować być TROSZKĘ lepsi bez tej całej napinki?
Bez zawstydzania nastolatek na utrzymaniu rodziców, że nie mają każdej jednej rzeczy eko i zero waste i w ogóle instagramowa policja approved?
Bez wytykania komuś lotu na chrzciny kuzynki, bo ślad węglowy i straszne zło?
Komuś, kto zaczął przygodę z byciem wege, że robi za mało?
 Nie podoba mi się napinka wyzwalająca poczucie, że jeśli stać cię tylko na malutki kroczek, to jesteś ZŁY I NIEDOBRY. Nie jesteś!
Wrzucając  jakieś linki do swoich starych tekstów (powiedzmy do 2016) często zaznaczam: dzisiaj napisałabym to inaczej. Dlaczego? Bo jestem bardziej empatyczna i rozumiejąca, złagodniałam. Nie lubię rewolucji, wolę łagodną ewolucję i dojrzewanie do zmian. Dlatego chociaż sercem jestem np. za bardziej eko, tańszymi i zdrowszymi (może za rok ukażą się badania, że jednak nie!) kubeczkami menstruacyjnymi, to nie wyobrażam sobie zawstydzania kobiet, dla których ten krok to za dużo. Bo mogę edukować i wyjaśniać, ale jestem za wyborem. I rozumiem gdy jest inny niż mój!
Tak samo jak rozumiem, że ktoś kupi bikini za 50 zł, na aliexpress zamiast takiego samego za 150 w sieciówce, bo ma ogólnie po opłaceniu wszystkiego 400 zł w budżecie i o takim szytym w Polsce w duchu eko to może pomarzyć. 
Chciałabym abyśmy bardziej próbowali się rozumieć, a mniej oceniać i osądzać. Pokaz innym jak żyjesz, zainspiruj do czegoś fajnego, ale nie wywołuj poczucia, że jest gorszym człowiekiem. Po co?
Nie zawsze da się wybrać idealnie, warto pomyśleć, że inni dokonują najlepszych wyborów jakich potrafią.
#noshame #aniamaluje #szczerze_pisząc #piesek #dogsofinstagram #wakacje #lato #toniemojpies #niestety

Czy nie możemy próbować być...

Dlaczego chciałam rzucić bloga?

Jestem popierdolona. W tym jednym zdaniu można zawrzeć odpowiedź na tytułowe pytanie. 
Lubię niemożliwe i trudne do osiągnięcia. Ale niestety wszystko w życiu mi się udaje. Tak, nie przejęzyczyłam się – niestety.
Jestem osobą, która porzuca coś, co sprawiało jej przyjemność i w czym osiągała sukcesy… właśnie dlatego, że osiąga w tym sukcesy.
Muszę mieć challenge. Wyzwanie. Coś musi być nierealne, nieosiągalne, niedostępne. I wtedy po to sięgam. A potem… potem tracę tym zainteresowanie, zupełnie jak mój kot polujący na gołębie. Upolowane, zdobyte – porzucam.
Jestem jak dzieciak, którego rodzice chcieli uszczęśliwić drogą zabawką i pracowali na nią w pocie czoła, by ten pobawił się pięć minut i rzucił w kąt.
Niestety.
Tak było kiedyś z pisaniem wierszy i różnych tekstów. Kochałam to, sprawiało mi przyjemność, pozwoliło mi się odciąć, zdystansować. 
A potem polonistka w liceum powiedziała, że mam wystartować w  ogólnopolskim konkursie na esej o Herbercie. Nie chciało mi się, miałam to gdzieś. W ostatni dzień mnie za to opieprzyła, więc pokornie na okienku (nie chodziłam na religię) usiadłam w bibliotece i machnęłam coś w te 45 minut. Zajęłam drugie miejsce.
I wtedy przestałam to lubić.
Dziennikarstwo – moja druga wielka zajawka. Z łatwością dostałam się na warsztaty dziennikarskie, najlepsze w regionie. Od razu publikowałam. Wygrałam jakiś konkurs, dostałam się na studium reportażu… skończyłam je jako laureatka komentarza na pierwszą stronę, czy czegoś w tym rodzaju. Zaczęłam pisać dla portali, dla beki (dokładnie tak!) wysłałam zgłoszenie w odpowiedzi o pytanie o pracę dla dużego (wtedy) portalu. Wzięli mnie.
I pomyślałam tylko – to już? Tak łatwo? Serio? Więc to olałam.
Poszłam do beznadziejnego liceum, wcześniej z sukcesem biorąc udział w rekrutacji do najlepszych. To samo zrobiłam wybierając studia.
Chciałam mieć tylko poczucie, że wybieram coś obiektywnie słabszego z własnej woli, nie z konieczności (o ile w takim momencie możemy mówić o wyborze). Inaczej kupuje się tanią sukienkę, kiedy stać cię tylko na nią. Kupowanie taniej sukienki gdy stać cię na drogą – zupełnie inne doświadczenie.
Ja kupuję tanie sukienki. Bo chcę. Bo lubię.
Nie muszę.
Praca z dziećmi? Szybko przestała być wyzwaniem. 
Wybrałam się z koleżanką na wolontariat. Na wejściu straszą – to trudne dzieci. Dla zabawy nasikały do kubka poprzedniego wolontariusza. Są wulgarne, uważajcie na nie.

Nie ma złych dzieci. Są tylko źli dorośli.

To były wspaniałe dzieciaki. Rano wstawały wcześniej, by ćwiczyć jakiś swój układ taneczny i się nim przed nami pochwalić, bo ktoś wreszcie zwrócił na nie uwagę. Jak wyjeżdżałyśmy, uwiesiły się na nas i nie pozwalały odjechać. Pomogły z walizkami, odprowadziły na dworzec. Płakały.
Nie szczały do naszych kubków.
Złe dzieci? Serio?
No i nastał moment, w którym i to przestało mi dawać satysfakcję.
Jesteś taka mądra? Zapanuj nad gimnazjalistami, hehe. Zobaczymy czy ci pójdzie tak łatwo. 
Hehe.
Poszło.

Na doktorat też startowałam bez przygotowań, niemal z łapanki. Może dlatego mnie nie cieszył.
Myślę, że tak długo chodziłam na karate (10 lat), bo byłam w tym słaba. I każdy trening był dla mnie wyzwaniem.
Musiałam się starać.
Nie piszę tego, by się przechwalać, chociaż debili nie brak i na pewno ten tekst tak odbiorą. Życie jest za krótkie na przejmowanie się ich opinią.
Piszę o tym, bo jestem tą dziewczyną, której zawsze wszystko się udaje. Mimo ogromnej, naprawdę ogromnej pokory wobec życia. Wszystko jest pasmem sukcesów, dzieje się ot tak, po prostu. A jak coś się nie udaje, to zazwyczaj myślę sobie “Anka, ogarnij się! Widocznie życie ma dla ciebie coś lepszego”. I zawsze kurwa ma.

A ja bym chciała się postarać.
♪ ♫You don’t wanna ride the bus like this
Never knowing who to trust like this

You don’t wanna be stuck up on that stage singing
Stuck up on that stage singing ♪ ♫

Do tego momentu doszłam z blogiem.
Mam wszystko to, do czego dążą inni. Mnóstwo odsłon. Wspaniali czytelnicy. Oferty współpracy zalewające skrzynkę. Rankingi. W jakimkolwiek miejscu w Polsce lub na świecie bym nie była – zawsze jest tam ktoś, kto czyta mojego bloga i ma ochotę się ze mną spotkać.
Piszę ten tekst w kawiarni we Włoszech, w której siedzę z Anią Kanią z bloga studenckiego Blue Kangaroo . Poznałam Anię kilka lat temu w Katowicach, jako swoją czytelniczkę. A ja wtedy na fejsie napisałam tylko, że wybieram się do Kato po nagrodę i będę mieć trochę czasu, chętnie się z kimś spotkam. Powiadomienia momentalnie zasypały moją skrzynkę, ale odrzuciłam pokusę większego spotkania i zdecydowałam się spotkać dwie osoby. Było warto!
Co ja w ogóle piszę – na lotnisku w Neapolu uścisnęłam się z czytelniczką, z którą leciałam jednym samolotem. Więcej – miałam przesiadkę w stolicy Kataru, Doha.
suchy żart alert – nie dziwię się, że zrezygnowali z poprzedniej nazwy – Al-Bida
Z kim spędziłam ten dzień? Z dziewczyną, która czyta mojego bloga i w Dosze pracuje.
Więc o co mi chodzi?
A w zasadzie chodziło?
easy come, easy go.
(little high, little low)
Nie szanuję łatwych rzeczy.
Tak po prostu.
Nie cieszą mnie. To jak bycie podrywaną przez podrywcza. Świadomość, że te same miłe słowa powiedział wcześniej stu innym dziewczynom i kolejnym stu jeszcze powie trywializuje sytuację. #soItaly 😀
Ale jest też kilka innych minusów, które na jakiś czas skłoniły mnie do przystopowania z blogiem. Na luzie utrzymam się poza blogowaniem, mam czym wypełnić czas… Więc zrobiłam sobie mały eksperyment. Polegał na odpoczynku.
Blog to kilka godzin dziennie. Godzin, których nie widać.Poznawanie osób będących po drugiej stronie bloga jest super. Ale ma wiele minusów.
Pewien tyran, Dionizjusz słynął z bardzo wystawnych uczt które wyprawiał. Stroszył nimi piórka – pokazywał swoją siłę i bogactwo. Jednak jeden z jego dworzan, Damokles, bardzo mu tego wszystkiego zazdrościł. Był niezadowolony ze swojego życia i idealizował życie Dionizjusza, zamiast zająć się budowania swojego. Damokles pewnego razu zwierzył się Dionizjuszowi z tego, że bardzo zazdrości mu potęgi i bogactwa. Władca wykazał się rozumem i zaproponował Damoklesowi wejście w jego buty na jeden dzień.
Więc Damoklesa pięknie ubrano, skąpano w cudownych zapachach, odziano w drogie szaty i posadzono na złotym, wysadzanym klejnotami tronie. Podczas uczty sączyła się piękna muzyka a danie które podano były bardzo wykwintne. Oczy Damoklesa świeciły się na ten widok…dopóki nie zobaczył, że nad jego głową, na jednym końskim włosie wisi ostry miecz skierowany wprost w czubek jego głowy.

Mit o Damoklesie z tekstu –dlaczego nienawidzisz swojego ciała
Każdy tekst to przynajmniej 50 komentarzy od Was, a często po zsumowaniu z fejsem nawet i 300.
Poświęć na każdy minutę.
I maile. Od marek – staram się odpowiadać w 24 h, nawet jeśli nie jestem zainteresowana, bo to jest praca tych ludzi, a co jak co – pracę to ja szanuję. Nie szanuję lenistwa.
Od czytelników/odbiorców.
Zaczęłam czuć się jak darmowa pomoc psychologiczna. Rzucił cię chłopak? Napisz maila do Ani. Nie wiesz co dalej z życiem? Napisz Ani. Masz 16 lat i ojca alkoholika? Napisz Ani.
Nie odpowie ci w ciągu 24 godzin? Napisz Ani. Tylko tym razem jaka jest chujowa i inna niż a internecie.
Lubię pomagać innym. Robię to często i chętnie, z własnej nieprzymuszonej woli. Jeśli mogę komuś wyświadczyć przysługę, zazwyczaj to robię (inna sprawa, że ludzie to wykorzystują :P)
Idę sobie z moją ulubioną Olą przez Puławską, jemy lody, zapewne żartujemy, a jak wiecie – mam bardzo ciężki humor, do czego trochę się przyznałam, ale generalnie zdarza mi się powiedzieć coś mocno poza granicą smaku. I nagle dostaję na stories od jakiejś dziewczyny wiadomość “widziałam Was na Puławskiej”.
Milion myśli w głowie – czy nie gadałam o czymś niestosownym? Jakieś żarty z rzeczy, które są w tym kraju nietykalną świętością? 
Średnio raz w tygodniu, w godzinach nocnych ktoś pisze do mnie z wyznaniem miłości. Takim trochę creepy. Że jesteśmy sobie pisani. Że powinniśmy mieć razem dzieci. Albo że ma moje zdjęcia w swoim fap folderze.
Wierzcie mi – to nie jest fajne.
MAM CHOROM CURKE DEJ WUZEK
Jeden z gorszych typów ludzi. Powoływanie na świat dzieci to jest bardzo odpowiedzialna decyzja. Napisałabym co myślę o tych wszystkich uzurpujących sobie prawo do decydowania komu i jak będę pomagać, ale się ugryzę w język.

I jeszcze jeden minus. Ludzie, którzy nie potrafią korzystać z wiedzy. Konsumują ją. Zapisują ją w zakładkach. Kolekcjonują przepisy i nigdy nie gotują. Jak to jest, że setki (w sumie tysiące) osób poprawiły coś w swoim życiu dzięki temu blogowi, a inne wciąż gniją w swoich beznadziejnych życiach?
Bo nie wcielają rad i wskazówek w życie. Znam mnóstwo ludzi, którzy są oczytani i wszędzie wciskają się ze swoimi mądrymi komentarzami, a ich życia są beznadziejnie nudne i nieszczęśliwe.  W czasie zmarnowanym na czytanie rozwojowych książek, blogów i coaching mogliby zrobić coś serio przydatnego. Od patrzenia na młotek nikt jeszcze nie wbił gwoździa.

Leniom poznawczym proponuję lekturę:  https://www.aniamaluje.com/2014/09/zmienias-sie-nie-jestes-taka-jak-kiedys.html

No i protip: WSZYSTKO, serio WSZYSTKO na każdy ludzki problem napisano już wieki temu. W mitach, dziełach wielkich klasyków greckich i filozofów. Problemy ludzi są od lat niezmienne, zmieniły się jedynie dekoracje i scenografia.
SERIO.

No i ostatnia, potworna wada. Coś, co boli chyba każdego twórcę.
Tworzysz przemyślane, dopracowane treści – odbiór jest niewielki.
Wszyscy pytają o kolor szminki/link do sukienki i skąd masz buty.

Wyobrażam sobie jak bardzo sfrustrowany był włoski artysta Piero Manzoni który chciał zakpić z beznadziejnej sztuki nad którą roztkliwiają się krytycy i stworzył swoje sarkstyczne dzieło Merda d’artista. Było jedyne w swoim rodzaju. Zrobił kupę do metalowych puszek i nazwał je “gówno artysty”. O ironio – krytycy zachwycili się tym nowatorskim pomysłem. Według wikipedii gówno Manzoniego warte jest 120 tysięcy złotych.

Podobnie ze sprawą Sokala.

Zdjęcie z 2017 przedstawiające blogerki przy pracy. Koloryzowane.

I powiem tak – przeszło mi. Te wszystkie wady są niczym, gdy przescrolluję sobie maile od Was, albo wyniki ankiety dla czytelników.

Przełomem było założenie grupy – Kreatywne dziewczyny od Ani. Te wszystkie prośby o wsparcie i porady w życiowych problemach po prostu przeniosły się na grupę. Ba! Dziewczyny spotykają się w realu. W Toruniu (byłam!), ale też Trójmieście czy Warszawie. Łapiecie? Spotkanie czytelników Ani bez Ani. Cudownie!!! Idealnie! Tego chciałam!

Trochę czasu zajęło mi zrozumienie, że pytanie o sukienkę to nic złego. Że życie też składa się z sukienek. I że przepis na jajecznicę albo naleśniki jest często najpopularniejszym przepisem u wielu blogerek kulinarnych.

A właśnie – sukienka ze zdjęcia jest z Shein (shit happens, w zeszłym roku jak ją pokazałam – wykupiliście od razu), ale podobne są na Zalando, albo tutaj (taniej) a ta jest chyba najpiękniejsza. Buty to deichmann (polecam kupoważ ze zwrotem za zakup przez Refunder).

Chciałam trochę zaniedbać bloga. Spuścić go poniżej 100 tysięcy osób miesięcznie, więc konsekwentnie od pół roku (a nawet dłużej) go odpuszczałam, nie spinając się nad tym, by odpowiedzieć na każdy komentarz, by w każdy poniedziałek był tygodnik i by zawsze był tutaj jakiś tekst.
Nie wyszło. Ubyło mi odsłon, ale rzadsze publikowanie przełożyło się na więcej odsłon pojedynczych tekstów. Prawdziwi czytelnicy zostali i przeglądali archiwum.
A zawsze kiedy ręka mnie swędziała by wcisnąć guzik usuwający bloga, pojawiał się mail taki jak dzisiaj.

I za każdą taką wiadomość dziękuję.

Nie mogę obiecać, że będę publikować częściej. Jakiś czas temu obiecałam sobie, że będę robić tylko to, co naprawdę czuję sercem. Żadnych przysług, których tak naprawdę nie chcę wyświadczyć. Żadnych zleceń, które nie są zgodne z moimi wartościami. Żadnych znajomości, które są gówno warte. Żadnego przywiązania i sentymentów do tego, co wysysa ze mnie energię. I od tego momentu zaczęła mnie spotykać lawina niesamowitych zmian. Dzięki, że ze mną byliście, jesteście i będziecie. Dziękuję 🙂

A jeśli ktoś chce wypić ze mną piwo… zapraszam tutaj po szczegóły.



Bądź na bieżąco! 
  INSTAGRAM ❤ FACEBOOK 
❤ FACEBOOK MONIKI 

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

Uściski, Ania

1
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
0 Comment authors
Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Asza Azrajeva
Gość

Mam tak samo jak ty, rezygnuję z rzeczy, w których jestem dobra. W gimnazjum wymiatałam z historii i francuskiego, a co zrobiłam idąc do liceum? Wybrałam biol chem i hiszpański jako zupełnie nowe dla mnie dziedziny. Po prostu jak mi sie coś znudzi to to olewam mimo że mogłabym osiągnąc sukces. MAm nadzieje że w przyszłości mnie to nie zgubi

Previous
Jestem Ania i nie będę Anną.
Dlaczego chciałam rzucić bloga?