Kiedyś stresowałam się, że to co polecam nie spodoba się komuś, kto skorzystał z mojej rekomendacji. Dzisiaj mam z tym luz. 
Nie podobał mi się Paryż, podobał Lwów. Wiecie dlaczego, wiecie co lubię - to jest ok, że czasem mamy różny gust, upodobania, zachwycają nas różne rzeczy.
Ktoś zwiedzając ruiny będące symbolem walki kultur i cywilizacji wzruszy ramionami i powie „kamienie jak kamienie”, albo zrobi sobie popielniczkę z zabytkowej kolumny.
Kogoś zachwyci przyroda, ktoś inny powie, że drzewa jak drzewa.
Jeden cieszy się na deszcz, bo rosną mu warzywa, drugi płacze, bo chciał się opalać.
Od kiedy myślę o tym w ten sposób, to zrzuciłam z siebie całą presję odpowiedzialności. Całkiem fajnie!
Jestem ciekawa, czy jest jakieś miejsce, które cię totalnie zachwyca, a inni tego zachwytu nie podzielają ;) #podróże #podróżemałeiduże #blogerka #aniamaluje #szczerze_pisząc #wakacje #lato #tunsia #tunezja #zakochaniwtunezji #discovertunisia @discover_tunisia @sunfunholidays #pranie #sukienka #100dnibezspodni #afryka #tunis

Kiedyś stresowałam się, że to...

Long time no selfie!

Jaki jest sens wstawiać nieaktualne selfie, bo zmieniło się kolor włosów? Chyba żaden, ale mam taki problem, że rzadko umiem cieszyć się obecną chwilą. Moje myśli albo dotyczą czegoś, co było, albo (to częściej!) tego, co nadchodzi. Jakiś deadline, projekt, kolejna podróż. Nieustannie jestem głową w miejscach innych, niż jestem ciałem. Kiedyś bardzo pomagało mi na to bieganie - miałam swój ustalony czas na gonitwę myśli. Chyba pora do tego wrócić! #tuiteraz #szczerze_pisząc #aniamaluje #podróże 
#tunezja #zakochaniwtunezji #discovertunisia @discover_tunisia @sunfunholidays #blogerka #blogerkapodróżnicza #travelblogger #podróżemałeiduże #kropki #sukienka #selfiaczek #tunisia

Long time no selfie! Jaki...

Rzadkie zdjęcie mnie cieszącej się chwilą i nie reagującej na obiektyw jak na lufę karabinu. Monastyr 2019, koloryzowane.
##tunezja #zakochaniwtunezji #discovertunisia @discover_tunisia @sunfunholidays #Tunisia #wakacje #monastir #monastyr #lato #kropki #sukienka #100dnibezspodni #aniamaluje #podróże #podróżemałeiduże #blogerka #travelblogger

Rzadkie zdjęcie mnie cieszącej się...

Lecąc do Tunezji miałam jeden plan - uporządkować swoje myśli i całkowicie odpocząć. Bardzo lubię oddzielić się od grupy i pozachwycać się albo pomyśleć. Na tym wyjeździe to bez sensu. Ekipa jest tak fajna, że bardzo przyjemnie jest po prostu ludzi słuchać. Każdy ma do opowiedzenia coś, co w jakiś sposób mnie wzbogaca. Uwielbiam poszerzać swoją bańkę filtrującą i podróże są do tego idealną okazją, ale z tego wyjazdu wracam też z dużą listą książek do przeczytania. #Tunisia #wakcje #podróże #podróżemałeiduże #blogerka #blogerkapodróżnicza #lato #afryka 
#tunezja #zakochaniwtunezji #discovertunisia @discover_tunisia @sunfunholidays

Lecąc do Tunezji miałam jeden...

Wrzucam dwa, bo nie wiem które lepsze. Oczywiście kolory domalowałam sobie sama (realne znajdziecie u @ewaszabatin ) ale chyba najbardziej w podróży lubię właśnie przystanąć, wystawić mordkę do słońca, zachwycić się widokiem. Fajnie!
#osiolek #osioł #donkey #tunezja #wakacje #podróże #podróżemałeiduże #blogerka #travelblogger #tunezja #zakochaniwtunezji #discovertunisia @discover_tunisia @sunfunholidays

Wrzucam dwa, bo nie wiem...

Bardzo podoba mi się ta fotka! Idealnie oddaje klimat Hammametu. Niebieskie drzwi, białe ściany i dużo koteczków. 
#hammamet #podróże #podróżemałeiduże #kotki #koty #catstagram #tunisian_girl #wakacje #tunisia #blogerka #blogerkapodróżnicza #kotełki 
#Tunezja #zakochaniwtunezji #discovertunisia @discover_tunisia @sunfunholidays 
Fot: @super_kristyne

Bardzo podoba mi się ta...

Pamiętacie jak śmiałam się z instagramerki, która na każdym zdjęciu dokleja te same chmurki? Karma wrocila 😅
W Odessie wyświetliło mi się pod hashtagiem „Odessa” zdjęcie z neonem „too late to die young”. Pomyślałam, że zajebiste z okazji nadchodzących urodzin, bo nie zdążyłam do klubu 27 i w sumie jest mi bliżej do pani pod trzydziestkę niż dwudziestolatki 😱 jakież było moje rozczarowanie, gdy po długim spacerze zastaliśmy pożegnalną popijawę pracowników, bo koniec sezonu i neonu włączyć się nie da😅 Nie mieli już prądu! Próbowałam neon włączyć sama w programie graficznym, ale nie umiem🙈 przesuń w bok by zobaczyć zdjęcie przed a potem zostaw mi urodzinowe serduszko ♥️🙈 Jedyne o czym w tym momencie marzę to zdrzemnąć się w samolocie. Kierunek #Tunezja!
28 lat, Thorze, kiedy to się stało😱😱😱
#urodziny #28lat #wakacje #aniamaluje #szczerze_pisząc #podróże #podróżemałeiduże #blogerka #discoverunder50k

Pamiętacie jak śmiałam się z...

#podróże to jedna z największych radości mojego życia, ale jednoczenie też powód przez który NIE OGARNIAM.
Wschód słońca nad morzem w Odessie to piękny widok, ale spacer po jesiennym Żoliborzu również zapiera dech w piersiach. No chyba, że to był smog😉
W każdym razie - zrobiłam sobie wczoraj dłuższy spacer, bo nie chciało mi się czekać na tramwaj, a potem to już nie chciało mi się wracać, bo było tak kolorowo i pięknie. Gdyby nie ta decyzja, nie doświadczyłabym piękna jesieni w tym roku. Ledwo rozpakowałam walizkę po Budapeszcie, a tonę w praniu bo zaraz Tunezja. Tu praca, tam trzeba podskoczyć na pocztę, wizyta u lekarza i czas ucieka. Podejrzewam, że po powrocie złotych liści już nie będzie.
Chwile. Piękne chwile, to one się liczą najbardziej. Staram się je doceniać i chwytać.
Nawet dosłownie, bo podnoszę liście i kasztany🙃
Wiem, że nie każdy lubi jesień (ja tylko złotą i słoneczną część) ale wymień w komentarzu ulubioną rzecz związaną z jesienią.
Jesieniaro, do boju :)💪🏻
#jesień #jesieniara #hamak #hammock #odessa #odesa #morning #poranek #herbata #relaks #blogerka #blogerkapodróżnicza #travelblogger #blogger #robe #ukraine #ukraina #aniamaluje #jesień #październik #helloautumn

#podróże to jedna z największych...

Planowałam wylegiwać się w termach i objadać, tymczasem termy okazały się najsłabszym punktem wyjazdu a #Budapeszt jest idealnym miastem na niespieszne jesienne spacery przerywane zachwycaniem się widoczkami. I zbieraniem kasztanów ;). A widoczki są przeróżne i przepiękne! Od panoramy miasta z licznych wzniesień, przez modry Dunaj (cokolwiek ten kolor oznacza😅) po zapierającą dech w piersiach architekturę.
Kuchnia nie do końca moja, znalezienie „placka po węgiersku” to jak szukanie spaghetti bolognese w Bolonii albo dobrych pierogów w Warszawie :D ale za to cała reszta jest absolutnie magiczna.
O właśnie. Magiczny. Taki jest Budapeszt.
Wpadłam na krótko, ale pewnie wrócę!

Fot: @agnieszkazysk 
#podróże #podróżemałeiduże #blogerka #budgettraveler #budgettravel #travelblogger #girlswhotravel #maxidress #aniapodróżuje #budapest #hungary #budapestgram #węgry #zamek #castle #100dnibezspodni #sukienka

Planowałam wylegiwać się w termach...

Jaką książkę poleciłabyś młodszej sobie? Dla ułatwienia - wyobraź sobie, że masz dorastającą córkę. Co powinna przeczytać? Moje pokolenie miało bravo, do którego czytelnicy pisali listy, a potem ekspert odpowiadał - "nie Tomku, to normalne, że ciekawiło cię jak smakuje twoja sperma, nie zwariowałeś i nie pochorujesz się od tego". Pamiętam jak moja wychowawczyni próbowała przekonać na zebraniu rodziców, by nie pozwalali nam czytać takich  gazet. A czy były złe? Przynamniej wypowiadali się tam eksperci po psychologii albo specjalności z ginekologii czy seksuologii. Dzisiaj teoretycznie dostęp do wiedzy jest większy, ale kto tworzy te informacje? Na ile są wiarygodne? Nie muszę wam tego tłumaczyć, jestem copywriterką, napisałam sporo tekstów o maszynach rolniczych, na których znam się jak na historii Mongolii w XIX wieku.
Chociaż te teksty mają jakąś korektę merytoryczną!

Sto razy bardziej wolałabym, aby moja nieistniejąca córka przeczytała merytoryczną książkę o swoim ciele, niż trafiła na stronę, na której szukając informacji o włosach na ciele sprzeda jej krem do wybielania odbytu albo inną niebezpieczną rzecz.

Merytoryczna, zabawna, konkretna - taka jest książka "Obrzydliwa anatomia" Mary Altman. 
Opinia powstała przy współpracy z wydawnictwem kobiecym, ale swojej nieistniejącej córce polecam naprawdę!
Jaka jest najgłupsza rzecz związana z ciałem, w jaką wierzyłaś dorastając?

#obrzydliwaanatomia #maraaltman #cialopozytyw #wystarczajacodobra #aniamaluje #czytam #szczerze_pisząc #bookstagrampl #bookstagram #ksiazki #terazczytam #współpraca #blogerka

Jaką książkę poleciłabyś młodszej sobie?...

Dlaczego chciałam rzucić bloga?

Jestem popierdolona. W tym jednym zdaniu można zawrzeć odpowiedź na tytułowe pytanie. 
Lubię niemożliwe i trudne do osiągnięcia. Ale niestety wszystko w życiu mi się udaje. Tak, nie przejęzyczyłam się – niestety.
Jestem osobą, która porzuca coś, co sprawiało jej przyjemność i w czym osiągała sukcesy… właśnie dlatego, że osiąga w tym sukcesy.
Muszę mieć challenge. Wyzwanie. Coś musi być nierealne, nieosiągalne, niedostępne. I wtedy po to sięgam. A potem… potem tracę tym zainteresowanie, zupełnie jak mój kot polujący na gołębie. Upolowane, zdobyte – porzucam.
Jestem jak dzieciak, którego rodzice chcieli uszczęśliwić drogą zabawką i pracowali na nią w pocie czoła, by ten pobawił się pięć minut i rzucił w kąt.
Niestety.
Tak było kiedyś z pisaniem wierszy i różnych tekstów. Kochałam to, sprawiało mi przyjemność, pozwoliło mi się odciąć, zdystansować. 
A potem polonistka w liceum powiedziała, że mam wystartować w  ogólnopolskim konkursie na esej o Herbercie. Nie chciało mi się, miałam to gdzieś. W ostatni dzień mnie za to opieprzyła, więc pokornie na okienku (nie chodziłam na religię) usiadłam w bibliotece i machnęłam coś w te 45 minut. Zajęłam drugie miejsce.
I wtedy przestałam to lubić.
Dziennikarstwo – moja druga wielka zajawka. Z łatwością dostałam się na warsztaty dziennikarskie, najlepsze w regionie. Od razu publikowałam. Wygrałam jakiś konkurs, dostałam się na studium reportażu… skończyłam je jako laureatka komentarza na pierwszą stronę, czy czegoś w tym rodzaju. Zaczęłam pisać dla portali, dla beki (dokładnie tak!) wysłałam zgłoszenie w odpowiedzi o pytanie o pracę dla dużego (wtedy) portalu. Wzięli mnie.
I pomyślałam tylko – to już? Tak łatwo? Serio? Więc to olałam.
Poszłam do beznadziejnego liceum, wcześniej z sukcesem biorąc udział w rekrutacji do najlepszych. To samo zrobiłam wybierając studia.
Chciałam mieć tylko poczucie, że wybieram coś obiektywnie słabszego z własnej woli, nie z konieczności (o ile w takim momencie możemy mówić o wyborze). Inaczej kupuje się tanią sukienkę, kiedy stać cię tylko na nią. Kupowanie taniej sukienki gdy stać cię na drogą – zupełnie inne doświadczenie.
Ja kupuję tanie sukienki. Bo chcę. Bo lubię.
Nie muszę.
Praca z dziećmi? Szybko przestała być wyzwaniem. 
Wybrałam się z koleżanką na wolontariat. Na wejściu straszą – to trudne dzieci. Dla zabawy nasikały do kubka poprzedniego wolontariusza. Są wulgarne, uważajcie na nie.

Nie ma złych dzieci. Są tylko źli dorośli.

To były wspaniałe dzieciaki. Rano wstawały wcześniej, by ćwiczyć jakiś swój układ taneczny i się nim przed nami pochwalić, bo ktoś wreszcie zwrócił na nie uwagę. Jak wyjeżdżałyśmy, uwiesiły się na nas i nie pozwalały odjechać. Pomogły z walizkami, odprowadziły na dworzec. Płakały.
Nie szczały do naszych kubków.
Złe dzieci? Serio?
No i nastał moment, w którym i to przestało mi dawać satysfakcję.
Jesteś taka mądra? Zapanuj nad gimnazjalistami, hehe. Zobaczymy czy ci pójdzie tak łatwo. 
Hehe.
Poszło.

Na doktorat też startowałam bez przygotowań, niemal z łapanki. Może dlatego mnie nie cieszył.
Myślę, że tak długo chodziłam na karate (10 lat), bo byłam w tym słaba. I każdy trening był dla mnie wyzwaniem.
Musiałam się starać.
Nie piszę tego, by się przechwalać, chociaż debili nie brak i na pewno ten tekst tak odbiorą. Życie jest za krótkie na przejmowanie się ich opinią.
Piszę o tym, bo jestem tą dziewczyną, której zawsze wszystko się udaje. Mimo ogromnej, naprawdę ogromnej pokory wobec życia. Wszystko jest pasmem sukcesów, dzieje się ot tak, po prostu. A jak coś się nie udaje, to zazwyczaj myślę sobie “Anka, ogarnij się! Widocznie życie ma dla ciebie coś lepszego”. I zawsze kurwa ma.

A ja bym chciała się postarać.
♪ ♫You don’t wanna ride the bus like this
Never knowing who to trust like this

You don’t wanna be stuck up on that stage singing
Stuck up on that stage singing ♪ ♫

Do tego momentu doszłam z blogiem.
Mam wszystko to, do czego dążą inni. Mnóstwo odsłon. Wspaniali czytelnicy. Oferty współpracy zalewające skrzynkę. Rankingi. W jakimkolwiek miejscu w Polsce lub na świecie bym nie była – zawsze jest tam ktoś, kto czyta mojego bloga i ma ochotę się ze mną spotkać.
Piszę ten tekst w kawiarni we Włoszech, w której siedzę z Anią Kanią z bloga studenckiego Blue Kangaroo . Poznałam Anię kilka lat temu w Katowicach, jako swoją czytelniczkę. A ja wtedy na fejsie napisałam tylko, że wybieram się do Kato po nagrodę i będę mieć trochę czasu, chętnie się z kimś spotkam. Powiadomienia momentalnie zasypały moją skrzynkę, ale odrzuciłam pokusę większego spotkania i zdecydowałam się spotkać dwie osoby. Było warto!
Co ja w ogóle piszę – na lotnisku w Neapolu uścisnęłam się z czytelniczką, z którą leciałam jednym samolotem. Więcej – miałam przesiadkę w stolicy Kataru, Doha.
suchy żart alert – nie dziwię się, że zrezygnowali z poprzedniej nazwy – Al-Bida
Z kim spędziłam ten dzień? Z dziewczyną, która czyta mojego bloga i w Dosze pracuje.
Więc o co mi chodzi?
A w zasadzie chodziło?
easy come, easy go.
(little high, little low)
Nie szanuję łatwych rzeczy.
Tak po prostu.
Nie cieszą mnie. To jak bycie podrywaną przez podrywcza. Świadomość, że te same miłe słowa powiedział wcześniej stu innym dziewczynom i kolejnym stu jeszcze powie trywializuje sytuację. #soItaly 😀
Ale jest też kilka innych minusów, które na jakiś czas skłoniły mnie do przystopowania z blogiem. Na luzie utrzymam się poza blogowaniem, mam czym wypełnić czas… Więc zrobiłam sobie mały eksperyment. Polegał na odpoczynku.
Blog to kilka godzin dziennie. Godzin, których nie widać.Poznawanie osób będących po drugiej stronie bloga jest super. Ale ma wiele minusów.
Pewien tyran, Dionizjusz słynął z bardzo wystawnych uczt które wyprawiał. Stroszył nimi piórka – pokazywał swoją siłę i bogactwo. Jednak jeden z jego dworzan, Damokles, bardzo mu tego wszystkiego zazdrościł. Był niezadowolony ze swojego życia i idealizował życie Dionizjusza, zamiast zająć się budowania swojego. Damokles pewnego razu zwierzył się Dionizjuszowi z tego, że bardzo zazdrości mu potęgi i bogactwa. Władca wykazał się rozumem i zaproponował Damoklesowi wejście w jego buty na jeden dzień.
Więc Damoklesa pięknie ubrano, skąpano w cudownych zapachach, odziano w drogie szaty i posadzono na złotym, wysadzanym klejnotami tronie. Podczas uczty sączyła się piękna muzyka a danie które podano były bardzo wykwintne. Oczy Damoklesa świeciły się na ten widok…dopóki nie zobaczył, że nad jego głową, na jednym końskim włosie wisi ostry miecz skierowany wprost w czubek jego głowy.

Mit o Damoklesie z tekstu –dlaczego nienawidzisz swojego ciała
Każdy tekst to przynajmniej 50 komentarzy od Was, a często po zsumowaniu z fejsem nawet i 300.
Poświęć na każdy minutę.
I maile. Od marek – staram się odpowiadać w 24 h, nawet jeśli nie jestem zainteresowana, bo to jest praca tych ludzi, a co jak co – pracę to ja szanuję. Nie szanuję lenistwa.
Od czytelników/odbiorców.
Zaczęłam czuć się jak darmowa pomoc psychologiczna. Rzucił cię chłopak? Napisz maila do Ani. Nie wiesz co dalej z życiem? Napisz Ani. Masz 16 lat i ojca alkoholika? Napisz Ani.
Nie odpowie ci w ciągu 24 godzin? Napisz Ani. Tylko tym razem jaka jest chujowa i inna niż a internecie.
Lubię pomagać innym. Robię to często i chętnie, z własnej nieprzymuszonej woli. Jeśli mogę komuś wyświadczyć przysługę, zazwyczaj to robię (inna sprawa, że ludzie to wykorzystują :P)
Idę sobie z moją ulubioną Olą przez Puławską, jemy lody, zapewne żartujemy, a jak wiecie – mam bardzo ciężki humor, do czego trochę się przyznałam, ale generalnie zdarza mi się powiedzieć coś mocno poza granicą smaku. I nagle dostaję na stories od jakiejś dziewczyny wiadomość “widziałam Was na Puławskiej”.
Milion myśli w głowie – czy nie gadałam o czymś niestosownym? Jakieś żarty z rzeczy, które są w tym kraju nietykalną świętością? 
Średnio raz w tygodniu, w godzinach nocnych ktoś pisze do mnie z wyznaniem miłości. Takim trochę creepy. Że jesteśmy sobie pisani. Że powinniśmy mieć razem dzieci. Albo że ma moje zdjęcia w swoim fap folderze.
Wierzcie mi – to nie jest fajne.
MAM CHOROM CURKE DEJ WUZEK
Jeden z gorszych typów ludzi. Powoływanie na świat dzieci to jest bardzo odpowiedzialna decyzja. Napisałabym co myślę o tych wszystkich uzurpujących sobie prawo do decydowania komu i jak będę pomagać, ale się ugryzę w język.

I jeszcze jeden minus. Ludzie, którzy nie potrafią korzystać z wiedzy. Konsumują ją. Zapisują ją w zakładkach. Kolekcjonują przepisy i nigdy nie gotują. Jak to jest, że setki (w sumie tysiące) osób poprawiły coś w swoim życiu dzięki temu blogowi, a inne wciąż gniją w swoich beznadziejnych życiach?
Bo nie wcielają rad i wskazówek w życie. Znam mnóstwo ludzi, którzy są oczytani i wszędzie wciskają się ze swoimi mądrymi komentarzami, a ich życia są beznadziejnie nudne i nieszczęśliwe.  W czasie zmarnowanym na czytanie rozwojowych książek, blogów i coaching mogliby zrobić coś serio przydatnego. Od patrzenia na młotek nikt jeszcze nie wbił gwoździa.

Leniom poznawczym proponuję lekturę:  https://www.aniamaluje.com/2014/09/zmienias-sie-nie-jestes-taka-jak-kiedys.html

No i protip: WSZYSTKO, serio WSZYSTKO na każdy ludzki problem napisano już wieki temu. W mitach, dziełach wielkich klasyków greckich i filozofów. Problemy ludzi są od lat niezmienne, zmieniły się jedynie dekoracje i scenografia.
SERIO.

No i ostatnia, potworna wada. Coś, co boli chyba każdego twórcę.
Tworzysz przemyślane, dopracowane treści – odbiór jest niewielki.
Wszyscy pytają o kolor szminki/link do sukienki i skąd masz buty.

Wyobrażam sobie jak bardzo sfrustrowany był włoski artysta Piero Manzoni który chciał zakpić z beznadziejnej sztuki nad którą roztkliwiają się krytycy i stworzył swoje sarkstyczne dzieło Merda d’artista. Było jedyne w swoim rodzaju. Zrobił kupę do metalowych puszek i nazwał je “gówno artysty”. O ironio – krytycy zachwycili się tym nowatorskim pomysłem. Według wikipedii gówno Manzoniego warte jest 120 tysięcy złotych.

Podobnie ze sprawą Sokala.

Zdjęcie z 2017 przedstawiające blogerki przy pracy. Koloryzowane.

I powiem tak – przeszło mi. Te wszystkie wady są niczym, gdy przescrolluję sobie maile od Was, albo wyniki ankiety dla czytelników.

Przełomem było założenie grupy – Kreatywne dziewczyny od Ani. Te wszystkie prośby o wsparcie i porady w życiowych problemach po prostu przeniosły się na grupę. Ba! Dziewczyny spotykają się w realu. W Toruniu (byłam!), ale też Trójmieście czy Warszawie. Łapiecie? Spotkanie czytelników Ani bez Ani. Cudownie!!! Idealnie! Tego chciałam!

Trochę czasu zajęło mi zrozumienie, że pytanie o sukienkę to nic złego. Że życie też składa się z sukienek. I że przepis na jajecznicę albo naleśniki jest często najpopularniejszym przepisem u wielu blogerek kulinarnych.

A właśnie – sukienka ze zdjęcia jest z Shein (shit happens, w zeszłym roku jak ją pokazałam – wykupiliście od razu), ale podobne są na Zalando, albo tutaj (taniej) a ta jest chyba najpiękniejsza. Buty to deichmann (polecam kupoważ ze zwrotem za zakup przez Refunder).

Chciałam trochę zaniedbać bloga. Spuścić go poniżej 100 tysięcy osób miesięcznie, więc konsekwentnie od pół roku (a nawet dłużej) go odpuszczałam, nie spinając się nad tym, by odpowiedzieć na każdy komentarz, by w każdy poniedziałek był tygodnik i by zawsze był tutaj jakiś tekst.
Nie wyszło. Ubyło mi odsłon, ale rzadsze publikowanie przełożyło się na więcej odsłon pojedynczych tekstów. Prawdziwi czytelnicy zostali i przeglądali archiwum.
A zawsze kiedy ręka mnie swędziała by wcisnąć guzik usuwający bloga, pojawiał się mail taki jak dzisiaj.

I za każdą taką wiadomość dziękuję.

Nie mogę obiecać, że będę publikować częściej. Jakiś czas temu obiecałam sobie, że będę robić tylko to, co naprawdę czuję sercem. Żadnych przysług, których tak naprawdę nie chcę wyświadczyć. Żadnych zleceń, które nie są zgodne z moimi wartościami. Żadnych znajomości, które są gówno warte. Żadnego przywiązania i sentymentów do tego, co wysysa ze mnie energię. I od tego momentu zaczęła mnie spotykać lawina niesamowitych zmian. Dzięki, że ze mną byliście, jesteście i będziecie. Dziękuję 🙂

A jeśli ktoś chce wypić ze mną piwo… zapraszam tutaj po szczegóły.



Bądź na bieżąco! 
  INSTAGRAM ❤ FACEBOOK 
❤ FACEBOOK MONIKI 

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

Uściski, Ania

1
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
0 Comment authors
Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Asza Azrajeva
Gość

Mam tak samo jak ty, rezygnuję z rzeczy, w których jestem dobra. W gimnazjum wymiatałam z historii i francuskiego, a co zrobiłam idąc do liceum? Wybrałam biol chem i hiszpański jako zupełnie nowe dla mnie dziedziny. Po prostu jak mi sie coś znudzi to to olewam mimo że mogłabym osiągnąc sukces. MAm nadzieje że w przyszłości mnie to nie zgubi

Previous
Jestem Ania i nie będę Anną.
Dlaczego chciałam rzucić bloga?