Moje najlulubieńsze zdjęcie zrobione, gdy myślałam, że już po zdjęciach i się odwróciłam. Jak zawsze!

Miałam ostatnio potężny kryzys życiowy zupełnie bez powodu. Okoliczności nadal są takie same, nic się nie zmieniło, ale kryzys minął. I myślę, że to całkiem normalne, mamy różne etapy w życiu i czasem człowiek ma ochotę zwinąć się w kulkę i płakać, a czasem tańczyć. Wyjątkowo zmieniłam podejście i zamiast za wszelką cenę próbować wyjść z tego dołka, zaczęłam obserwować swoje potrzeby i za nimi podążać. Godzina leżenia i myślenia o niczym, zamiast wstania rano? Okej! Comfort food w środku nocy? Proszę bardzo. Trzy godziny w wannie i czytanie bardzo głupiej książki? Oczywiście.
Zamiast za wszelką cenę próbować poprawić swój humor, płakałam gdy miałam ochotę i wkurzałam się, gdy miałam taką potrzebę. I ojeny, czasami dobrze jest jednak poddać się fali i po prostu się na niej unieść.

Zdjęcie; @patabloguje 
#lavieparisienne #vieparisienne #frenchfashion #takemetoparis #lestyleàlafrançaise #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisianlifestyle #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #parisianblogger #frenchvibes #parismood #modeaparis  #parisianchic #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily #sukienka

Moje najlulubieńsze zdjęcie zrobione, gdy...

Te kropki przy mojej twarzy to komary.
Komary są najbardziej śmiercionośnymi zwierzętami na świecie. Zabijają więcej ludzi niż rekiny, tygrysy, czy jadowite węże. Roznoszą malarię, dengę i wirusa Zika. Drugim największym mordercą jest człowiek. Pomijając już fakt, że mordujemy w imię „Boga” „granic” „honoru” siebie nawzajem urządzając krwawe wojny, to jeszcze jesteśmy pasożytem eksploatującym ziemię ponad miarę.

Ludziom, którzy z oszczędności i dla widoków kupili domy na wsi, śmierdzi nagle rzepak i domagają się, aby rolnicy zaprzestali uprawy. Usuwamy budki lęgowe dla Jerzyków, chociaż krzywdy nikomu nie robią. A jakieś dzbany na Mokotowie wytruły staw, bo żaby im skrzeczały i „rechot był nie do zniesienia”. O tym, że sami osiedlili się koło stawu i to był ich wybór już nie pomyśleli.

Chciałabym, żeby takie piękne widoki wciąż istniały za 20, 50 i 100 lat. Ten mały pies trzęsie się z radości jak może wytarzać się w trawie. My też tacy byliśmy, ze spodniami wiecznie zielonymi od wtartej w nie przy upadku trawy🌱
Co się nam stało?

#lavieparisienne #vieparisienne #frenchfashion #howtobeparisian #takemetoparis #lestyleàlafrançaise #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisianlifestyle #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #parisianblogger #frenchvibes #parismood #modeaparis #myparisstyle #parisianchic #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily #sukienka #koszyk

Te kropki przy mojej twarzy...

Kiedyś miałam straszny ból tyłka o ludzi wychodzących na papierosa. Siedzenie długo w pomieszczeniu to dla mnie koszmar. Jak wychodzę z kina na powietrze, to czuję się jak ktoś, kto wyszedł z jaskini😅
O ile w gimnazjum i w liceum wychodziłam zawsze z palącymi znajomymi (sama nie palę) i praktycznie co przerwę byłam na powietrzu, o tyle później było z tym jakoś dziwniej.
W szkole to jedynie niektórzy nauczyciele brali mnie za palacza i patrzyli z pogardą.Ale jak uzasadnić wychodzenie gdy nie palisz?
Śmak, po prostu wychodziłam :D. A gdy ktoś mówił „ty palisz?” albo: „ale ty przecież nie palisz!” odpowiadałam „ale muszę się przewietrzyć”. I tyle! Nikt nie urwał mi głowy, nie krzyczał na mnie z powodu tych 5 minut co dwie godziny.

Zamiast pielęgnowania w sobie wkurzenia na innych, skupiłam się na sobie.
Wkurzało mnie za to poczucie, że pracując z ludźmi ktoś zawsze notuje skrzętnie w głowie jak często wychodzisz do toalety i unosi brew gdy odbierasz prywatny telefon. Nie czuję się dobrze w takiej atmosferze, jestem przerażona tym jak traktuje się pracowników w Polsce. Dlatego pracuję sobie jako freelancer na swoim.
Nigdy nie wyszło mi nic dobrego z tego pielęgnowania w głowie ukłucia „bo inni”.
I w ogóle to polecam książkę Helmuta Schoecka „Zawiść: źródło agresji, destrukcji i biedy”. Jest w niej masa socjologicznych ciekawostek i zrobiłam z niej całą masę notatek czytając za pierwszym razem. Bardzo otworzyła mi głowę!
#szczerze_pisząc #blogerka #czesc #lestyleàlafrançaise #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisianlifestyle #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #parisianblogger #frenchvibes #parismood #kropki #sukienka #polkadots

Kiedyś miałam straszny ból tyłka...

Każdy czasami potrzebuje zmian, ja potrzebowałam takiej. Czuję się lekko i świeżo!
#aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily  #blogerka #włosy #zmiana #fryzura #polkadots #sukienka #kropki #haircut

Każdy czasami potrzebuje zmian, ja...

Zmęczona. Tak się ostatnio czuję. Nawet nie fizycznie, to inny rodzaj zmęczenia. Zmęczenie mnogością decyzji do podjęcia i wyborów do dokonania. Zmęczenie ilością rzeczy, walczących każdego dnia o moją uwagę. 
Kiedyś nie rozumiałam ludzi latających na all inclusive, mówiących fryzjerowi „rób co chcesz” albo wybierających buty w pierwszym sklepie, bez porównania oferty w 10 innych. Dzisiaj rozumiem. 
Każdy czasami potrzebuje odpoczynku umysłowego.

#lavieparisienne #frenchfashion #howtobeparisian #takemetoparis #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #frenchvibes #parismood #modeaparis #myparisstyle #parisianchic #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #darlingdaily #szczerze_pisząc #discoverunder50k

Zmęczona. Tak się ostatnio czuję....

Szybciej, mocniej, więcej, bardziej. Postaraj się więcej, wstawaj wcześniej, kładź się później.
Nie wiem jak wy, ale ja nie kupuję tego bullshitu. Mam pracę, którą uwielbiam - copywriterka daje mi mnóstwo satysfakcji, lubię poprawiać wyniki i czuć, że moja praca pomaga komuś zwiększyć sprzedaż albo zredukować czas spędzany na odpowiadaniu na pytania klientów, bo zgrabnie naskrobałam wyczerpujący opis. Ale też potrzebuję przerwy. Nie powinniśmy żyć w świecie, w którym pracujących ludzi często nie stać na samodzielne wynajęcia  mieszkania,  albo jedna wizyta u dentysty wpędza ich w długi. Jeden pełny etat powinien zapewniać pieniądze na godne życie.

Pamiętam jak kiedyś chciałam podkręcić kartę graficzną, by pograć w grę.
Pograłam. Chwilę.
Karta się spaliła.

Uczę się pracować mniej. Poleżeć brzuchem do góry. Zabrać książkę do parku. Odpoczywać. 
____
#lavieparisienne #vieparisienne #frenchfashion #howtobeparisian #takemetoparis #lestyleàlafrançaise #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisianlifestyle #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #parisianblogger #frenchvibes #parismood #modeaparis #myparisstyle #parisianchic #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily

Szybciej, mocniej, więcej, bardziej. Postaraj...

Kiedyś nie lubiłam swoich nóg , bo są krzywe. najkrótsze sukienki jakie nosiłam były za kolano. No i głównie wybierałam spodnie.
To było głupie, wyrosłam z tego.
Ale wiele moich koleżanek wciąż jest na tym etapie. Nie założą latem szortów bo mają nogi: za blade, za chude, za grube, z cellulitem na który na pewno wszyscy będą patrzeć, z siniakami, pajączkami albo wuj wie co jeszcze. 
Kobietom zdarza się też odmówić spontanicznego wyjścia na basen czy nad jezioro, bo się nie wydepilowały.

Hmm, chodziłam ostatnio w krótkich sukienkach, chociaż nóg nie goliłam dwa tygodnie. Zazwyczaj co niedzielę sięgam po depilator, ale jakoś jedna mi wyleciała, a w kolejną jak miałam czas na ogarnianie siebie, to zrobiła się trzecia w nocy. Nie chciałam budzić sąsiadów bo depilator chodzi jak kosiarka.
Rok temu zrobiło mi się słabo i zaliczyłam glebę. Najpierw chodziłam z dwoma dorodnymi strupami na kolanach, potem z białymi śladami po nich. I też chodziłam w krótkich sukienkach, walić to. Może ze dwa razy jakiś Janusz skomentował, że chyba był awans w pracy, ale kto rządzi moim życiem, ja, czy strach przed spojrzeniami Januszy?😉 Nieważne jak wyglądają Twoje nogi, masz prawo chodzić w czym tylko chcesz. Czy masz 45 kg czy 145, czy nogi blade czy opalone, gładkie czy owłosione, paznokcie pomalowane czy nie. Nieważne, czy masz siniaki, pajączki, strupa, mnóstwo bąbli od komarów czy cellulit. To Twoje ciało.
Rób z nim co zechcesz! 🤗

#lavieparisienne #vieparisienne #frenchfashion #howtobeparisian #takemetoparis #lestyleàlafrançaise #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisianlifestyle #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #parisianblogger #frenchvibes #parismood #modeaparis #myparisstyle #parisianchic #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily #wbutachbrilu

Kiedyś nie lubiłam swoich nóg...

Kocham lato. Sporo rzeczy w nim mnie wkurza - komary i nagrzany beton, bo wycinka drzew pod nowy parking. Ale więcej zachwyca.
Zieleń. Polne kwiatki. Rumianek. Że kwitnie czarny bez, a syrop z bzu to najlepszy dodatek do lemoniady na świecie. Że rosną maki. I dmuchawce aż się proszą o zdmuchnięcie. Można nosić zwiewne sukienki. Najlepszy strój świata, majtki, sukienka, klapki i jesteś gotowa. Że można poczytać książkę w cieniu pod drzewem. Objadać się lodami i mówić, że to dla ochłody. Chodzić do kina plenerowego. Siedzieć nad Wisłą. Zajadać się mizerią. Albo truskawkami. 
Lada moment stanieje fasolka, i będę ją z lubością polewać bułką tartą na maśle. Przy obecnych cenach masła to będzie droższe niż kawałek schabu, ale to dla mnie smak lata. Tak samo jak kalafior.
Za co Ty kochasz lato? Tylko dobre rzeczy!
#lavieparisienne #vieparisienne #frenchfashion #howtobeparisian #takemetoparis #lestyleàlafrançaise #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisianlifestyle #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #parisianblogger #frenchvibes #parismood #modeaparis #myparisstyle #parisianchic  #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily

Kocham lato. Sporo rzeczy w...

Widzicie to białe pudełko na zdjęciu? Zrobiłam sobie w Tunezji małą symulację i nie spakowałam kosmetyków. Kupiłam je na lotnisku i wcale nie wydałam na to ogromnej kwoty - ja zapłaciłam taniej niż w sieciowych drogeriach. Dużo taniej za porządny zestaw - róż, maskara, pomada do brwi i rozświetlacz zapłaciłam 113 zł zamiast rynkowej ceny 310. Chodźcie na bloga zobaczyć jak to zrobiłam ;) Rozwiewam tam też  kilka mitów związanych z podróżowaniem, w które zadziwiająco często ludzie wierzą oraz mam dla Was super zniżkę - 20% na zakupy w @aelia_duty_free_polska - idealna okazja by kupić taniej swój ulubiony podkład albo perfumy.

#Tunezja #zakochaniwtunezji #discovertunisia #podróże #rabat #zakupy #kosmetyki #podróżemałeiduże #wakacje #sukienka #lato #girlsborntotravel #travelgirl 
Post we współpracy z @aelia_duty_free_polska 
Zdjęcie; @adriandmoch

Widzicie to białe pudełko na...

Kocham lato. Nazrywałam sobie kwiatków, kupiłam kilka przepysznych rzeczy. #szparagi i #pomidory (czekoladowe, moje ulubione!) skropione oliwą i przykre boczkiem pieką się właśnie w piekarniku. Z awokado zrobię przepyszne guacamole, które zjem z gruzińskim puri (na zdjęciu w papierowej torbie, do mojego woreczka na pieczywo się nie mieści). Jestem bardzo dumna z tych zakupów, bo dało się #bezplastiku i #zerowaste, chociaż kobiałka prawie mi się rozpadła w drodze ;). Ale jestem też przerażona kierunkiem, w którym zmierzamy. Ja miałam ogromny komfort, że mogłam czasowo pozwolić sobie na zakupy na bazarku. Że miałam też taki bazarek w rozsądnej odległości. Że nie byłam po pracy obładowana własnymi siatami, służbowym laptopem, na którym zabieram pracę do domu i torebką wypchaną pudełkiem w którym noszę lunch i butelką termiczną, więc miałam wolną rękę na kobiałkę. Że mam tyle przestrzeni w głowie, by dowiedzieć się trochę więcej o środowisku i działać, a nie zaprzątam myśli kalkulowaniem z którym rachunkiem bezpieczniej się spóźnić - czy lepiej mieć zaległości za prąd czy za telefon, bo akurat musiałam wydać pilnie na dentystę a nie miałam poduszki finansowej.
Ale i tak zaraz przyjdzie tu ktoś, kto nie pozwoli mi stawiać swoich małych kroczków i palcem wytknie 3 plastry boczku na szparagach albo zakup awokado, bo do jego produkcji zużywa się dużo wody.
Myślę, że z excela jasno wychodzi, że światu bardziej przyda się 100 osób ograniczających złe nawyki o 50%, niż 3 będące w 95% eko, ale osłabiające morale innych gdy tylko wdrożą jakąś mąłą zmianę.
#zakupy #eko #próbuję #szczerze_pisząc #aniamaluje #vintage #jedzenie #czystamicha

Kocham lato. Nazrywałam sobie kwiatków,...

Dlaczego chciałam rzucić bloga?

Jestem popierdolona. W tym jednym zdaniu można zawrzeć odpowiedź na tytułowe pytanie. 
Lubię niemożliwe i trudne do osiągnięcia. Ale niestety wszystko w życiu mi się udaje. Tak, nie przejęzyczyłam się – niestety.
Jestem osobą, która porzuca coś, co sprawiało jej przyjemność i w czym osiągała sukcesy… właśnie dlatego, że osiąga w tym sukcesy.
Muszę mieć challenge. Wyzwanie. Coś musi być nierealne, nieosiągalne, niedostępne. I wtedy po to sięgam. A potem… potem tracę tym zainteresowanie, zupełnie jak mój kot polujący na gołębie. Upolowane, zdobyte – porzucam.
Jestem jak dzieciak, którego rodzice chcieli uszczęśliwić drogą zabawką i pracowali na nią w pocie czoła, by ten pobawił się pięć minut i rzucił w kąt.
Niestety.
Tak było kiedyś z pisaniem wierszy i różnych tekstów. Kochałam to, sprawiało mi przyjemność, pozwoliło mi się odciąć, zdystansować. 
A potem polonistka w liceum powiedziała, że mam wystartować w  ogólnopolskim konkursie na esej o Herbercie. Nie chciało mi się, miałam to gdzieś. W ostatni dzień mnie za to opieprzyła, więc pokornie na okienku (nie chodziłam na religię) usiadłam w bibliotece i machnęłam coś w te 45 minut. Zajęłam drugie miejsce.
I wtedy przestałam to lubić.
Dziennikarstwo – moja druga wielka zajawka. Z łatwością dostałam się na warsztaty dziennikarskie, najlepsze w regionie. Od razu publikowałam. Wygrałam jakiś konkurs, dostałam się na studium reportażu… skończyłam je jako laureatka komentarza na pierwszą stronę, czy czegoś w tym rodzaju. Zaczęłam pisać dla portali, dla beki (dokładnie tak!) wysłałam zgłoszenie w odpowiedzi o pytanie o pracę dla dużego (wtedy) portalu. Wzięli mnie.
I pomyślałam tylko – to już? Tak łatwo? Serio? Więc to olałam.
Poszłam do beznadziejnego liceum, wcześniej z sukcesem biorąc udział w rekrutacji do najlepszych. To samo zrobiłam wybierając studia.
Chciałam mieć tylko poczucie, że wybieram coś obiektywnie słabszego z własnej woli, nie z konieczności (o ile w takim momencie możemy mówić o wyborze). Inaczej kupuje się tanią sukienkę, kiedy stać cię tylko na nią. Kupowanie taniej sukienki gdy stać cię na drogą – zupełnie inne doświadczenie.
Ja kupuję tanie sukienki. Bo chcę. Bo lubię.
Nie muszę.
Praca z dziećmi? Szybko przestała być wyzwaniem. 
Wybrałam się z koleżanką na wolontariat. Na wejściu straszą – to trudne dzieci. Dla zabawy nasikały do kubka poprzedniego wolontariusza. Są wulgarne, uważajcie na nie.

Nie ma złych dzieci. Są tylko źli dorośli.

To były wspaniałe dzieciaki. Rano wstawały wcześniej, by ćwiczyć jakiś swój układ taneczny i się nim przed nami pochwalić, bo ktoś wreszcie zwrócił na nie uwagę. Jak wyjeżdżałyśmy, uwiesiły się na nas i nie pozwalały odjechać. Pomogły z walizkami, odprowadziły na dworzec. Płakały.
Nie szczały do naszych kubków.
Złe dzieci? Serio?
No i nastał moment, w którym i to przestało mi dawać satysfakcję.
Jesteś taka mądra? Zapanuj nad gimnazjalistami, hehe. Zobaczymy czy ci pójdzie tak łatwo. 
Hehe.
Poszło.

Na doktorat też startowałam bez przygotowań, niemal z łapanki. Może dlatego mnie nie cieszył.
Myślę, że tak długo chodziłam na karate (10 lat), bo byłam w tym słaba. I każdy trening był dla mnie wyzwaniem.
Musiałam się starać.
Nie piszę tego, by się przechwalać, chociaż debili nie brak i na pewno ten tekst tak odbiorą. Życie jest za krótkie na przejmowanie się ich opinią.
Piszę o tym, bo jestem tą dziewczyną, której zawsze wszystko się udaje. Mimo ogromnej, naprawdę ogromnej pokory wobec życia. Wszystko jest pasmem sukcesów, dzieje się ot tak, po prostu. A jak coś się nie udaje, to zazwyczaj myślę sobie “Anka, ogarnij się! Widocznie życie ma dla ciebie coś lepszego”. I zawsze kurwa ma.

A ja bym chciała się postarać.
♪ ♫You don’t wanna ride the bus like this
Never knowing who to trust like this

You don’t wanna be stuck up on that stage singing
Stuck up on that stage singing ♪ ♫

Do tego momentu doszłam z blogiem.
Mam wszystko to, do czego dążą inni. Mnóstwo odsłon. Wspaniali czytelnicy. Oferty współpracy zalewające skrzynkę. Rankingi. W jakimkolwiek miejscu w Polsce lub na świecie bym nie była – zawsze jest tam ktoś, kto czyta mojego bloga i ma ochotę się ze mną spotkać.
Piszę ten tekst w kawiarni we Włoszech, w której siedzę z Anią Kanią z bloga studenckiego Blue Kangaroo . Poznałam Anię kilka lat temu w Katowicach, jako swoją czytelniczkę. A ja wtedy na fejsie napisałam tylko, że wybieram się do Kato po nagrodę i będę mieć trochę czasu, chętnie się z kimś spotkam. Powiadomienia momentalnie zasypały moją skrzynkę, ale odrzuciłam pokusę większego spotkania i zdecydowałam się spotkać dwie osoby. Było warto!
Co ja w ogóle piszę – na lotnisku w Neapolu uścisnęłam się z czytelniczką, z którą leciałam jednym samolotem. Więcej – miałam przesiadkę w stolicy Kataru, Doha.
suchy żart alert – nie dziwię się, że zrezygnowali z poprzedniej nazwy – Al-Bida
Z kim spędziłam ten dzień? Z dziewczyną, która czyta mojego bloga i w Dosze pracuje.
Więc o co mi chodzi?
A w zasadzie chodziło?
easy come, easy go.
(little high, little low)
Nie szanuję łatwych rzeczy.
Tak po prostu.
Nie cieszą mnie. To jak bycie podrywaną przez podrywcza. Świadomość, że te same miłe słowa powiedział wcześniej stu innym dziewczynom i kolejnym stu jeszcze powie trywializuje sytuację. #soItaly 😀
Ale jest też kilka innych minusów, które na jakiś czas skłoniły mnie do przystopowania z blogiem. Na luzie utrzymam się poza blogowaniem, mam czym wypełnić czas… Więc zrobiłam sobie mały eksperyment. Polegał na odpoczynku.
Blog to kilka godzin dziennie. Godzin, których nie widać.Poznawanie osób będących po drugiej stronie bloga jest super. Ale ma wiele minusów.
Pewien tyran, Dionizjusz słynął z bardzo wystawnych uczt które wyprawiał. Stroszył nimi piórka – pokazywał swoją siłę i bogactwo. Jednak jeden z jego dworzan, Damokles, bardzo mu tego wszystkiego zazdrościł. Był niezadowolony ze swojego życia i idealizował życie Dionizjusza, zamiast zająć się budowania swojego. Damokles pewnego razu zwierzył się Dionizjuszowi z tego, że bardzo zazdrości mu potęgi i bogactwa. Władca wykazał się rozumem i zaproponował Damoklesowi wejście w jego buty na jeden dzień.
Więc Damoklesa pięknie ubrano, skąpano w cudownych zapachach, odziano w drogie szaty i posadzono na złotym, wysadzanym klejnotami tronie. Podczas uczty sączyła się piękna muzyka a danie które podano były bardzo wykwintne. Oczy Damoklesa świeciły się na ten widok…dopóki nie zobaczył, że nad jego głową, na jednym końskim włosie wisi ostry miecz skierowany wprost w czubek jego głowy.

Mit o Damoklesie z tekstu –dlaczego nienawidzisz swojego ciała
Każdy tekst to przynajmniej 50 komentarzy od Was, a często po zsumowaniu z fejsem nawet i 300.
Poświęć na każdy minutę.
I maile. Od marek – staram się odpowiadać w 24 h, nawet jeśli nie jestem zainteresowana, bo to jest praca tych ludzi, a co jak co – pracę to ja szanuję. Nie szanuję lenistwa.
Od czytelników/odbiorców.
Zaczęłam czuć się jak darmowa pomoc psychologiczna. Rzucił cię chłopak? Napisz maila do Ani. Nie wiesz co dalej z życiem? Napisz Ani. Masz 16 lat i ojca alkoholika? Napisz Ani.
Nie odpowie ci w ciągu 24 godzin? Napisz Ani. Tylko tym razem jaka jest chujowa i inna niż a internecie.
Lubię pomagać innym. Robię to często i chętnie, z własnej nieprzymuszonej woli. Jeśli mogę komuś wyświadczyć przysługę, zazwyczaj to robię (inna sprawa, że ludzie to wykorzystują :P)
Idę sobie z moją ulubioną Olą przez Puławską, jemy lody, zapewne żartujemy, a jak wiecie – mam bardzo ciężki humor, do czego trochę się przyznałam, ale generalnie zdarza mi się powiedzieć coś mocno poza granicą smaku. I nagle dostaję na stories od jakiejś dziewczyny wiadomość “widziałam Was na Puławskiej”.
Milion myśli w głowie – czy nie gadałam o czymś niestosownym? Jakieś żarty z rzeczy, które są w tym kraju nietykalną świętością? 
Średnio raz w tygodniu, w godzinach nocnych ktoś pisze do mnie z wyznaniem miłości. Takim trochę creepy. Że jesteśmy sobie pisani. Że powinniśmy mieć razem dzieci. Albo że ma moje zdjęcia w swoim fap folderze.
Wierzcie mi – to nie jest fajne.
MAM CHOROM CURKE DEJ WUZEK
Jeden z gorszych typów ludzi. Powoływanie na świat dzieci to jest bardzo odpowiedzialna decyzja. Napisałabym co myślę o tych wszystkich uzurpujących sobie prawo do decydowania komu i jak będę pomagać, ale się ugryzę w język.

I jeszcze jeden minus. Ludzie, którzy nie potrafią korzystać z wiedzy. Konsumują ją. Zapisują ją w zakładkach. Kolekcjonują przepisy i nigdy nie gotują. Jak to jest, że setki (w sumie tysiące) osób poprawiły coś w swoim życiu dzięki temu blogowi, a inne wciąż gniją w swoich beznadziejnych życiach?
Bo nie wcielają rad i wskazówek w życie. Znam mnóstwo ludzi, którzy są oczytani i wszędzie wciskają się ze swoimi mądrymi komentarzami, a ich życia są beznadziejnie nudne i nieszczęśliwe.  W czasie zmarnowanym na czytanie rozwojowych książek, blogów i coaching mogliby zrobić coś serio przydatnego. Od patrzenia na młotek nikt jeszcze nie wbił gwoździa.

Leniom poznawczym proponuję lekturę:  https://www.aniamaluje.com/2014/09/zmienias-sie-nie-jestes-taka-jak-kiedys.html

No i protip: WSZYSTKO, serio WSZYSTKO na każdy ludzki problem napisano już wieki temu. W mitach, dziełach wielkich klasyków greckich i filozofów. Problemy ludzi są od lat niezmienne, zmieniły się jedynie dekoracje i scenografia.
SERIO.

No i ostatnia, potworna wada. Coś, co boli chyba każdego twórcę.
Tworzysz przemyślane, dopracowane treści – odbiór jest niewielki.
Wszyscy pytają o kolor szminki/link do sukienki i skąd masz buty.

Wyobrażam sobie jak bardzo sfrustrowany był włoski artysta Piero Manzoni który chciał zakpić z beznadziejnej sztuki nad którą roztkliwiają się krytycy i stworzył swoje sarkstyczne dzieło Merda d’artista. Było jedyne w swoim rodzaju. Zrobił kupę do metalowych puszek i nazwał je “gówno artysty”. O ironio – krytycy zachwycili się tym nowatorskim pomysłem. Według wikipedii gówno Manzoniego warte jest 120 tysięcy złotych.

Podobnie ze sprawą Sokala.

Zdjęcie z 2017 przedstawiające blogerki przy pracy. Koloryzowane.

I powiem tak – przeszło mi. Te wszystkie wady są niczym, gdy przescrolluję sobie maile od Was, albo wyniki ankiety dla czytelników.

Przełomem było założenie grupy – Kreatywne dziewczyny od Ani. Te wszystkie prośby o wsparcie i porady w życiowych problemach po prostu przeniosły się na grupę. Ba! Dziewczyny spotykają się w realu. W Toruniu (byłam!), ale też Trójmieście czy Warszawie. Łapiecie? Spotkanie czytelników Ani bez Ani. Cudownie!!! Idealnie! Tego chciałam!

Trochę czasu zajęło mi zrozumienie, że pytanie o sukienkę to nic złego. Że życie też składa się z sukienek. I że przepis na jajecznicę albo naleśniki jest często najpopularniejszym przepisem u wielu blogerek kulinarnych.

A właśnie – sukienka ze zdjęcia jest z Shein (shit happens, w zeszłym roku jak ją pokazałam – wykupiliście od razu), ale podobne są na Zalando, albo tutaj (taniej) a ta jest chyba najpiękniejsza. Buty to deichmann (polecam kupoważ ze zwrotem za zakup przez Refunder).

Chciałam trochę zaniedbać bloga. Spuścić go poniżej 100 tysięcy osób miesięcznie, więc konsekwentnie od pół roku (a nawet dłużej) go odpuszczałam, nie spinając się nad tym, by odpowiedzieć na każdy komentarz, by w każdy poniedziałek był tygodnik i by zawsze był tutaj jakiś tekst.
Nie wyszło. Ubyło mi odsłon, ale rzadsze publikowanie przełożyło się na więcej odsłon pojedynczych tekstów. Prawdziwi czytelnicy zostali i przeglądali archiwum.
A zawsze kiedy ręka mnie swędziała by wcisnąć guzik usuwający bloga, pojawiał się mail taki jak dzisiaj.

I za każdą taką wiadomość dziękuję.

Nie mogę obiecać, że będę publikować częściej. Jakiś czas temu obiecałam sobie, że będę robić tylko to, co naprawdę czuję sercem. Żadnych przysług, których tak naprawdę nie chcę wyświadczyć. Żadnych zleceń, które nie są zgodne z moimi wartościami. Żadnych znajomości, które są gówno warte. Żadnego przywiązania i sentymentów do tego, co wysysa ze mnie energię. I od tego momentu zaczęła mnie spotykać lawina niesamowitych zmian. Dzięki, że ze mną byliście, jesteście i będziecie. Dziękuję 🙂

A jeśli ktoś chce wypić ze mną piwo… zapraszam tutaj po szczegóły.



Bądź na bieżąco! 
  INSTAGRAM ❤ FACEBOOK 
❤ FACEBOOK MONIKI 

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

Uściski, Ania

1
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
0 Comment authors
Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Asza Azrajeva
Gość

Mam tak samo jak ty, rezygnuję z rzeczy, w których jestem dobra. W gimnazjum wymiatałam z historii i francuskiego, a co zrobiłam idąc do liceum? Wybrałam biol chem i hiszpański jako zupełnie nowe dla mnie dziedziny. Po prostu jak mi sie coś znudzi to to olewam mimo że mogłabym osiągnąc sukces. MAm nadzieje że w przyszłości mnie to nie zgubi

Previous
Jestem Ania i nie będę Anną.
Dlaczego chciałam rzucić bloga?