Ile ważę, jakie mam wymiary, co trenuję

Hej! Pytania o to co ćwiczę, ile ważę, mierzę i czy ćwiczę siłowo to moja codzienność. Rozumiem, że to może być przydatne np. przed kupieniem jakiejś sukienki którą akurat mam na sobie – znając moje wymiary łatwiej o punkt odniesienia. Dlatego zważyłam się, zmierzyłam i już wszystko opisuję.

Od dziecka byłam “łamagą”. Wiecznie potłuczone kolana, potykanie się o nieistniejące kamienie. Zanim okazało się że to kwestia mojego oddechu i niedotlenienia – trochę czasu minęło. A potem dostałam antybiotyk, który oprócz słuchu (gorzej słyszę na prawe ucho), trwale zaburzył mi poczucie równowagi. Zdarza mi się, że ziemia pode mną faluje, nie wyobrażam sobie karuzeli, czasami muszę przystanąć. Zawsze byłam więc tym dzieckiem, które najpóźniej załapywało skakankę, jazdę na rowerze i inne ćwiczenia. Na całe szczęście – rodzice wymyślili by ośmioletnia Ania zaczęła coś trenować. Do wyboru miałam taniec lub karate. Poszłam na karate.
Trenowałam 10 lat, doszłam do 5 kyu, ale nie mogę powiedzieć że byłam w tym dobra. Ćwiczyłam bardziej rekreacyjnie i dla walki o swoje zdrowie. Karate to świetny trening ogólnorozwojowy, kondycyjny. Treningi były dwa razy w tygodniu, później 3x. Czasami chodziłam najpierw na grupę średniozaawansowaną, a potem jeszcze na swoją, zaawansowaną. Uporem i zawziętością nauczyłam się prawidłowo robić pompki, brzuszki, przysiady, miałam całkiem niezłą kondycję. Praktycznie nie opuszczałam treningów. Bardzo to polubiłam!
Moja podstawówka była jedną z tych, w których oceny z wuefu czy plastyki podciągały średnią. Cóż, u mnie to były zazwyczaj jedyne czwórki, obie naciągane. Byłam tą osobą, która rzucając piłeczką palantową albo piłką lekarską zaniżała poziom 😀 Jednak wytrwałość i systematyczność zrobiły swoje – małymi kroczkami doszłam do szóstki z wychowania fizycznego na koniec trzeciej gimnazjum – dla wielu osób to nic takiego – dla mnie wielki wyczyn. 
W szczytowym momencie chodziłam na treningi 3 x w tygodniu po 1,5 h, a czasami po 3h bo byłam na dwóch grupach. Potem siedziałam w szatni 30 minut zanim miałam siły iść z buta 30 minut do domu. Oprócz tego miałam 3x w-f w szkole i 3×45 minut basenu. 
Basen był moim gwoździem do trumny, z powodu chloru. Bardzo osłabił moją wydolność oddechową. Żałuję, że nie powiedziałam wtedy pas i nie poszłam do lekarza po zwolnienie. A potem poszło już lawinowo. “Kochana” Unia zakazała kilku naturalnych produktów, które były kluczowe dla mojego zdrowia. W efekcie zaczęłam chorować, ale ja NIGDY NIE UWIERZĘ, że to się robi dla naszego dobra. Gdyby chodziło o zdrowie, zakazaliby radioterapii a nie np. ekstraktu z pestek grejpfruta z powodu naturalnie występującej w nim trucizny (w śladowych ilościach). Musiałabym chyba zjeść tonę pestek z grejpfruta by się tym otruć, ale tak to już niestety jest. Dziękuję Ci mafio medyczna za zrujnowanie mojego zdrowia ❤. Wszystko posypało się jak domek z kart – nie przeszłam kolejnych badań w poradni sportowo-lekarskiej, moja wydolność była tragiczna, ciągle się dusiłam, zaczęłam kaszleć i pluć krwią, brać leki sterydowe. Z czasem odpuściłam treningi w piątki, potem przeniosłam się do grupy średniozaawansowanej z czasem musiałam zrezygnować całkiem, bo w połowie treningu robiło mi się biało przed oczami.
Musicie wiedzieć, że nie wiedziałam wtedy o obciążeniu genetycznym i mutacji, która powoduje większe wytwarzanie się śluzu w moich oskrzelach. Przez dużą część życia spokojnie radziłam sobie drenażem płuc (ćwiczenia!) i naturalnymi środkami. Dzisiaj są ostre zakusy na to, by zakazać ziołolecznictwa. Zioła mają być zbierane tylko w odpowiednim standardzie i oczywiście – kosztować odpowiednią kasę. Ja z kolei jestem bardzo pro-wolnościowa i uważam że jeśli mam ochotę, to mogę leczyć się czym tylko mi się podoba i to JA poniosę ewentualne konsekwencje. 
Powolny spadek formy i drastyczne pogorszenie się stanu zdrowia przeczołgały mnie przez etap odżywek dla sportowców, nutridrinków i innych wymysłów lekarzy. Był czas, że to ja tłumaczyłam kolegom gdzie najtaniej kupić kreatynę, albo jak zamawiać białko (wtedy zamówienia przez internet wysyłało się mailem!). 
Cóż, wszystko prysło.
Przez leki stałam się rozmemłana. Nie miałam energii, moja przemiana materii zwariowała, przybierałam wodę, mój brzuch ciągle zamieniał się w balon, dorobiłam się cellulitu (ponoć wodnego). Któregoś dnia powiedziałam sterydom DOŚĆ, zakopałam się w literaturze medycznej i znalazłam w naturze inne substancje o silnym działaniu p.zapalnym, które uspokoiły moje oskrzela (imbir, kapsaicyna, kwercetyna), śluz osuszam kaszą jaglaną.
Ale forma była 
FA
TA
LNA!
Ćwiczyłam dla zdrowia. Nie mogłam biegać, po kilometrze wypluwałam płuca. Więc zaczęłam chodzić. Wyczytałam gdzieś, że przy astmie warto stosować się do zasady “minimum 10 tysięcy kroków”. Nie mam astmy, ale czytałam WSZYSTKO o chorobach układu oddechowego. Przez pięć lat studiów skorzystałam z komunikacji miejskiej w Bydgoszczy może z dziesięć razy. Wszędzie chodziłam pieszo. A że dłużej? Jechałam autobusem (podmiejskim) o godzinę wcześniej. Przy okazji cieszył się mój portfel, bo przez dłuższy czas miałam bardzo mało pieniędzy. Odległości nie były imponujące, ale chodziłam zazwyczaj 17 tysięcy kroków dziennie. Tak jak kiedyś z tróją z wuefu, małymi kroczkami dorzucałam sobie dodatkowy ruch i poprawiałam sprawność oskrzeli i płuc. 
Rano gimnastyka i rozciąganie, potem chodzenie.
Do dzisiaj gdy autobus jest np. za 15 minut, po prostu te 15 minut idę w stronę kolejnych przystanków.
Z czasem dochodziło więcej i więcej ćwiczeń. 
Dzisiaj mój dzienny ruch wygląda tak:
– rano lekka joga+gimnastyka
– za dnia bieganie (powoli) lub szybkie chodzenie. Jeśli nie mam czasu biegać a np. mam coś do wysłania na poczcie, to na tę pocztę biegnę
– czasami jakaś Mel B czy inne lekkie ćwiczenia
– skakanie po schodach z obciążeniem na kostkach – pupa w górę
Nic super szczególnego, ale regularność i samodyscyplina z miękkiej buły znowu zrobiły ze mnie człowieka. Lubię swoje proporcje, nie chcę mieć bardzo umięśnionej sylwetki. Wolę talię niż sześciopak, stąd kręcę hula hoop a nie robię A6W. Mam lekką wadę postawy, nie mogę ćwiczyć siłowo bo leki sterydowe zabrały mi wapń z kości i są kruche i słabe. Ale spokojnie, na to też przyjdzie czas.
Prawdę mówiąc nie rozumiem jak można nie robić wszystkiego, by poprawić swoją kondycję gdy np. ma się kontuzję kolana, nadwagę powodującą trudności w poruszaniu się i tak dalej. Młodszy już nie będziesz, a każdy dzień gdy nic nie robisz by coś poprawić, tak naprawdę pogłębia twoje problemy. Cóż, nie moje życie, ale można wszystko małymi kroczkami.
CO aktualnie chcę poprawić? Rozciągnięcie!
Do tego zdecydowanie nie potrzebuję mocnych kości (spokojnie, pracuję nad ich wzmocnieniem) .
Obecnie też jak na swój własny gust jestem trochę za żylasta i chętnie nabrałabym trochę masy. Sęk w tym, że naprawdę dużo się ruszam i dostarczam sobie dużo kalorii (oddychanie to dla mnie o wiele większy wysiłek) i nawet zwiększenie diety o jakieś 200 kcal nie mieści mi się w głowie – i tak ciągle jem!
Jestem jednak pewna, że coś wymyślę i jakoś ogarnę temat.
Ok, to teraz moje obiecane ile ważę, ile mierzę. Wszystko pokazywałam Wam dzisiaj na snapie (snapchat:aniamaluje) więc zanim ktoś powie że tu wciągnęłam brzuch, tam nie wiem – stanęłam jakoś dziwnie – zapraszam na snapka:)
Wzrost: 170 cm, wcale nie jestem jakaś wysoka!
Masa: 54,6 kg
Talia: 62 cm
Biodra : 93 cm
Biust:87 cm
Body fat: 16,8 %
Rzadko się ważę i mierzę, wszystko jest też zależne od momentu cyklu 🙂 
Mam nadzieję, że teraz wszystko jest już jasne. Ja jestem zwolenniczką ruchu “przy okazji” :).

Bądź na bieżąco! 
  INSTAGRAM ❤ FACEBOOK 
❤ FACEBOOK MONIKI 


Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

Uściski, Ania

Podziel się

1
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
Romi Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Romi
Gość
Romi

Gdzie dokładnie są te schody leśne? Uwielbiam takie klimaty.