Nie wiem jak szybki musiałby być aparat, aby uchwycić ten uśmiech na mojej twarzy😅 niestety mam domyślny bitch face, co nie znaczy, że odpowiada on temu co dzieje się u mnie w środku ;). Faktem jest jednak, że ludzie zawsze zauważają „ty się uśmiechasz” gdy się uśmiecham, bo jak ten uśmiech długo jest na mojej twarzy, to znaczy, że jest mi dobrze i błogo.
Ale dzisiaj to się śmieję cały dzień🤣 Nie dość, że wszystko mi fajnie wyszło, to jeszcze rozbawiły mnie do łez wasze wiadomości o tym, co dziwnego zrobiłyście podczas PMS🤪. Chodźcie na stories, jest fajnie! (Serio ten uśmiech jest rzadki, nie umiem się tak uśmiechnąć sztucznie, musi być totalnie autentyczny!)
#aniamaluje #szczerze_pisząc #zamioculcas #plantlady #crazyplantlady #pms #blogerka #uśmiech #radocha #frajda

Nie wiem jak szybki musiałby...

Ależ ja miałam od kilku dni podły humor! Niczym kiepski detektyw chwytałam się banalnych tropów, jak osłabienie i rozdrażnienie po chorobie, ciśnienie, pełnia księżyca, zły stan powietrza... Ten stan narastał od kilku dni, a ja miałam takie „wtf, o co ci chodzi dziewczyno?” Wszystko w życiu idzie jak trzeba, niektóre rzeczy nawet lepiej, skąd ten nastrój?
Zrzuciłam wszystko co mi leżało na wątrobie i co mnie gniotło w różnych sytuacjach, ale nie pomogło.
W życiu bym nie wpadła na to, że z opóźnieniem trzepnęła mnie książka i czytanie o szalenie skomplikowanej sytuacji w Myanmarze (Birmie).
Tak już czasami mam, że reaguję z opóźnieniem. 
Czasami zadziwia mnie z jaką lekkością jednego dnia przeżywam frustrację, bo w żaden sposób nie mogę spuścić napięcia, a drugiego mam wyborny humor, uśmiecham się szeroko i zaśmiewam z prymitywnych memów.
Tylko czemu zawsze to uwolnienie przychodzi wtedy, gdy pozwolę sobie na te brzydkie emocje i przestanę z nimi walczyć?
Pewnie z tego samego powodu, dla którego ludziom wychodzi podryw gdy odpuszczą, a nie desperacko próbują bardziej.
Ale mi teraz dobrze po pozbyciu się tego dziwnego ładunku! Uczucie jak zdjęcie niewygodnych butów po całym dniu! Albo jak dobiegnięcie do domu i zrobienie siusiu po godzinie wstrzymywania resztką woli🙃

Super ważna lekcja dla mnie: bardziej poddawać się falom, nie walczyć z nimi, bo się utopię!

#tajlandia #thailand #podróże #podróżemałeiduże #aniamaluje #szczerze_pisząc

Ależ ja miałam od kilku...

Którą Anią dzisiaj jesteś? 1 czy 2? I tak się zawsze kończy z nogami na ścianie🤣, ale taka mała refleksja, którą chcę się podzielić - jestem z siebie dumna! Kiedy bardziej chorowałam, wymyśliłam sobie, że muszę mieć w życiu coś, co da mi niezależność i pozwoli zarabiać nawet wtedy, gdy ja nie będę w stanie pracować. Aż do wczoraj nawalało mnie gardło, więc napakowałam czas spotkaniami towarzyskimi i nawet wciągnęłam serial, bo z pracką mimo chęci to jakoś nie szło. I super czuję się z tym, że:
- MOGŁAM.
Nie żyję bez poduszki finansowej, mogę powiedzieć sobie - Ania, teraz nie pracujesz, zluzuj
- nic nie robiąc* i tak zarabiałam. Moja wydana w 2013 książka, której w ogóle nie promuję bo mi się już nie podoba(!) jak co roku złapała się w styczniowe flow i dała mi hajs. 
I to jest super rzecz, za którą jestem bardzo wdzięczna, bo i tak pozwalam sobie na miesiąc w Azji (podczas którego nikt nie zwolni mnie z płacenia za mieszkanie itp), a tutaj niemiłe niespodzianki nie niszczą mojego komfortu.
Ogromnie mnie to cieszy, bo wiem, że wiele osób „nie może sobie pozwolić na L4” z grypą, bo niższa pensja oznacza kłopoty finansowe a normalnie jest na styk😪O ile w ogóle są ubezpieczonymi szczęśliwcami na etacie!
Cieszę się, że udało mi się od tego uchronić! *przesadziłam z tym „nic nie robiąc” bo believe me or not - pytania do wyzwania i wyzwanie sprawiają, że siedzę na IG 5h dziennie😰 ale robię to za darmo i od siebie, nigdy nie prosiłam o patronite itp, więc still - nie robię w styczniu nic zarobkowo.

Cholernie mnie to cieszy, że mam komfort życia bez strachu i chociaż nie zarabiam bardzo dużo, to mogę sobie pozwolić na luksus chorowania.
I przeraża mnie, że w 2020 chorowanie stało się luksusem. 
Strasznie! 
#aniamaluje #szczerze_pisząc #książka #czytam 
#parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #theparisguru #frenchvibes #parismood #modeaparis  #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily

Którą Anią dzisiaj jesteś? 1...

Czy nie możemy próbować być TROSZKĘ lepsi bez tej całej napinki?
Bez zawstydzania nastolatek na utrzymaniu rodziców, że nie mają każdej jednej rzeczy eko i zero waste i w ogóle instagramowa policja approved?
Bez wytykania komuś lotu na chrzciny kuzynki, bo ślad węglowy i straszne zło?
Komuś, kto zaczął przygodę z byciem wege, że robi za mało?
 Nie podoba mi się napinka wyzwalająca poczucie, że jeśli stać cię tylko na malutki kroczek, to jesteś ZŁY I NIEDOBRY. Nie jesteś!
Wrzucając  jakieś linki do swoich starych tekstów (powiedzmy do 2016) często zaznaczam: dzisiaj napisałabym to inaczej. Dlaczego? Bo jestem bardziej empatyczna i rozumiejąca, złagodniałam. Nie lubię rewolucji, wolę łagodną ewolucję i dojrzewanie do zmian. Dlatego chociaż sercem jestem np. za bardziej eko, tańszymi i zdrowszymi (może za rok ukażą się badania, że jednak nie!) kubeczkami menstruacyjnymi, to nie wyobrażam sobie zawstydzania kobiet, dla których ten krok to za dużo. Bo mogę edukować i wyjaśniać, ale jestem za wyborem. I rozumiem gdy jest inny niż mój!
Tak samo jak rozumiem, że ktoś kupi bikini za 50 zł, na aliexpress zamiast takiego samego za 150 w sieciówce, bo ma ogólnie po opłaceniu wszystkiego 400 zł w budżecie i o takim szytym w Polsce w duchu eko to może pomarzyć. 
Chciałabym abyśmy bardziej próbowali się rozumieć, a mniej oceniać i osądzać. Pokaz innym jak żyjesz, zainspiruj do czegoś fajnego, ale nie wywołuj poczucia, że jest gorszym człowiekiem. Po co?
Nie zawsze da się wybrać idealnie, warto pomyśleć, że inni dokonują najlepszych wyborów jakich potrafią.
#noshame #aniamaluje #szczerze_pisząc #piesek #dogsofinstagram #wakacje #lato #toniemojpies #niestety

Czy nie możemy próbować być...

Jakiś czas temu wróciłam do robienia sobie autoportretów. Kiedyś dawało mi to frajdę, potem uznałam za dziecinne i głupie. Dzisiaj uważam, że dziecinne to jest nazywanie rzeczy przynoszących frajdę dziecinnymi🙃

Gdyby nie samowyzwalacz i kilka serii, to pośród kilku całkiem niezamierzonych sexy póz, nie znalazłabym tej! Perełka🤣
Mama całe dzieciństwo mi mówiła: usiądź jak człowiek! 
Dzisiaj to samo mówi mi fizjoterapeuta. A moje nogi plączą się na przedziwne sposoby i na krześle i na tym legowisku, które zrobiłam sobie do czytania😅
Co jest ironiczne, bo mam szeroki parapet o którym zawsze marzyłam, że czytanie z kubkiem gorącej czekolady w oknie... kupiłam nawet piankę tapicerską na ten parapet by było miękko w tyłek i co? W ogóle na nim nie siadam! 
Fun fact: kiedyś potrafiłam założyć sobie nogi za głowę, ale raz nie mogłam się z tego potem rozplątać😅
Czy są tu jakieś osoby dzielące mój problem z nogami? Odezwijcie się, może moja mama zrozumie, że to nie jest moja złośliwość, że przy obiedzie zdarzyło mi się siedzieć po turecku🤦🏻‍♀️ #aniamaluje  #szczerze_pisząc #czytanie #książka #nogi #autoportret #interiordesign #zamioculcas #plants

Jakiś czas temu wróciłam do...

No i jak, miała być realizacja postanowień „od nowego roku” a jakoś kacyk i zmęczenie nie sprzyjają treningowi a ze zdrowym odżywianiem też ciężko?
Startuję z czymś banalnym, bo cóż może być bardziej oklepanego niż wyzwanie styczniowe?🤪Ale na zachętę powiem, że miało wystartować rok temu, ale uznałam, że jest niedopracowane. Dałam je dziesięciu osobom, które przesłały mi swoje uwagi, podzieliły się trudnościami i je ulepszyłam.
UWAGA! To nie jest jedno z tych pięknych wyzwań, gdzie zapisujesz swoje wyniki w ślicznym notesie brokatowymi cienkopisami. Tu trzeba trochę pozasuwać w realu, nie w marzeniach!
Nie chciałam, by było jak te wszystkie rzeczy z pinteresta albo filmiki z pięciominutowymi DIY, które oglądasz, mówisz pod nosem, że fajne (a może nawet zapisujesz w zakładkach!) ale nigdy nie realizujesz🤫
Ono jest po prostu skuteczne.
30 zadań, na które jest 45 dni.
Lżejsze i trudniejsze.
Codziennie na stories! 
Aha, oczywiście wystartowałam z wyzwaniem, ale nie wymyśliłam nazwy, więc przygarnę propozycje 
#wyzwanie #nowyrok #motywacja #aniamaluje #szczerze_pisząc #nogi #nylons #rajstopy #kropki #kropeczki #polkadot #zamioculcas

No i jak, miała być...

Nadchodzi fala podsumowań  od tych, którym wszystko się udało (i fajnie!👏🏻) a przyznam, że nie zrealizowałam żadnego kluczowego celu na 2019🤪
I nie jestem zła! Ani trochę!😲
Miałam jakieś założenia odnośnie tego, co bym chciała osiągnąć.
A potem poczułam, że sama kasa jest dla mnie za małą motywacja i mogę to zrobić, ale nie czuję z tego radochy. 
W 2019 dałam sobie plaska w twarz i zastanowiłam się , czego NAPRAWDĘ CHCĘ. Nie zawsze to były fajne myśli! ✅przestałam uciszać ten głos, który mówił czego pragnę, a który uciszałam, bo nie pasował mi do moich wyobrażeń o mnie samej.
Ale kiedy ich posłuchałam, to o jeju! Zaczęło mi być fajniej w życiu. ✅ Np. niedziele tylko dla mnie (dzisiaj to święto ruchome). Nie zdawałam sobie sprawy jak ja bardzo potrzebuję przestrzeni TYLKO dla siebie! ✅ Jestem asertywna bez poczucia winy i strachu przed tym, że ktoś uzna mnie za niemiłą (nie muszę być miła!)✅ Piszę bloga znowu dla przyjemności, bo choć Wasze propozycje tematów są super, to ja muszę czuć moment i dać myślom dojrzeć, nie jestem wyrobnikiem tworzącym na zawołanie. Nie chcę być!
✅ Przestałam patrzeć  na liczby i zastanowiłam się, czy w ogóle chcę być instagramerką i blogerką. Nie chcę. Chcę być Anią, która ma bloga i instagrama.

To był naprawdę dobry rok, chociaż nie postawię spektakularnych ptaszków na kartce z celami! Jak ja mogłam w ogóle mieć cele, nie wiedząc czego chcę?🙈
To był mój taki gap year, w którym przypadkiem zarobiłam najwiecej w życiu (i większość przehulałam!) ale niczego nie żałuję!

#aniamaluje #szczerze_pisząc #barcelona #parkguell #sukienka #podróże #podróżemałeiduże #catalunya #cele #podsumowanieroku #podsumowanie2019 #motywacja

Nadchodzi fala podsumowań od tych,...

Święta święta i po świętach😅 zawsze chciałam wcisnąć gdzieś to  zdanie🤭
Gdy powiedziałam, że spędzam sylwestra w wannie, zetknęłam się z dwoma typami reakcji:
👉🏻 zapraszam do mnie/do nas, co będziesz sama siedzieć!
👉🏻 też bym tak chciała, ale jakoś nie umiem odmówić i się wykręcić 
Ja akurat z odmawianiem czegoś, czego nie chcę, NIGDY nie miałam problemu. Dziadek mnie nauczył, że mam nie uszczęśliwiać nikogo swoim kosztem i jestem mu za to wdzięczna. 
Inna sprawa, że odmawiałam w tak fatalnym stylu, że o jeju. Dzisiaj nie szukam wymówek, nie mam problemu by zamiast wymyślać pogrzeb ciotki albo zapalenie gardła powiedzieć „dzisiaj mam potrzebę poczytać książkę, ale dzięki za zaproszenie”.
I tyle.
Więc tak zupełnie szczerze, to ja naprawdę nie kumam tych wszystkich tekstów o kulturowej presji by coś robić, bo ja nigdy nie pozwoliłam jej wejść na głowę🙈 Nie  piszcie proszę, że wymaga to ode mnie jakiejś odwagi, bo co to za odwaga, gdy się nie boisz?🤪
Jestem jak ten egipski kapłan, który wiedział czym jest zaćmienie słońca, więc nie padał przestraszony na kolana. Zbyt wiele złych rzeczy na świecie dzieje się z powodu argumentu „bo tradycja”, bym uważała go za argument sensowny (niech obrzezanie dziewczynek tępymi żyletkami będzie przykładem).
Ciekawe jest też to, że wiele osób uważa, że ja będę w Sylwestra smutna i samotna😂 jeju, miałam w życiu kilka fajnych imprez, w tym zabawę na tajskiej plaży, po której wsiadłam w samolot i obudziłam się w Katarze. Ale nic nie przebije sylwestra z zeszłego roku, gdy leżałam w wannie z tak gorącą wodą, że aż parzyło, a po 5 minutach dolałam sobie jeszcze gorętszej. Cały dzień traktowałam się jak księżniczkę i rozkoszowałam się czasem ze sobą. Ale nie tak, że przeglądałam memy i chodziłam w rozciągniętym dresie, tylko jadłam pyszne rzeczy, paliłam pachnące świeczki, nałożyłam maseczkę na twarz i na włosy, delektowałam się książką.
Każdy ma swoją definicję radochy!
#grudzień #december #sukienka #sylwester #2020 #aniamaluje #szczerze_pisząc #presja #motywacja #radość #starezdjecie

Święta święta i po świętach😅...

Tak szczerze, to nigdy nie praktykowałam w sercu tej religijnej części świąt, bo najpierw byłam za mała, a potem mój dziecięcy umysł nie mógł uwierzyć w Boga, który pozwala mojemu dziadkowi umierać właśnie na raka.
Jeny, ja to umiem zrujnować atmosferę! 🤭
Więc tak wyszło, że ja się po prostu nigdy nie wkręciłam w religię i to się nie zmieniło. Trochę dziwią mnie te pytania o to, czy obchodzę święta. Robię tak jak zawsze! Lepię pierogi, robię sałatkę jarzynową, one nie mają wyznania😉 nie widzę powodu aby sprawić tego dnia przykrość babci i się z tego całkiem wymiksować. Podobnie jak wierzący ludzie chodzą przecież do lekarza, zamiast się jedynie modlić😊.
Jeśli dla kogoś święta to czas podziałów i rzuconego z pogardą „niewierzący nie powinni mieć wolnego”, to chyba źle zrozumiał coś z nauk Jezusa🤪
W każdym razie, ja mam wolne kiedy sobie wymyślę, bo taki sobie wykombinowałam styl pracy🤣

Dobra, wracając do milszych aspektów! Cieszycie się z małych rzeczy? Ostatnio widziałam filmik jak dziecko cieszyło się z zapakowanego w świąteczny papier banana🍌😅 jeju ja też taka byłam! Mój kochany dziadek dawał mi badziewne figurki albo paczkę żelków, a ja miałam radochę cały dzień. Dawał mi je z taką radością i całą celebracją, tym „zgaduj zgadula, w której ręce złota kula” albo „ence pence w której ręce”, że po prostu mordka sama się śmiała. 
Napisz mi tu proszę jaki prezent sprawił Ci największą radość w dzieciństwie.
Lubię czytać takie rzeczy!♥️
#święta #prezenty #radość #choinka #xmass #dzieciństwo #dziecko #aniamaluje #dziewczynka #dzieci

Tak szczerze, to nigdy nie...

– Masz juz chłopaka?
– Kiedy ci się w końcu oświadczy?
– Kiedy ślub?
– Kiedy dziecko? Staracie się?
- Kiedy drugie?

Są pytania, których się po prostu nie zadaje🤫... w tym momencie słyszę głośny śmiech wszystkich moich znajomych, którym zadałam najbardziej niedyskretne pytania na świecie, ale proszę Was, przypomnijcie sobie - zanim ustaliliśmy, że jesteśmy ok z tym levelem szczerości, zapytałam „czy mogę ci zadać BARDZO osobiste pytanie?”.
No, to wyjaśnione🙈🤣
Osobiście bliskie jest mi zdanie - „nikt nie jest w stanie zranić cię, bez twojej zgody”. Jak zapytasz singielki z wyboru o to, kiedy w końcu sobie kogoś znajdzie, to jej nie dotknie, w odróżnieniu od dziewczyny, która rozpaczliwie szuka od  lat „tego jedynego”.
Nigdy nie wiemy, co przeżywa kobieta, którą pytasz „to jak, kiedy planujecie dziecko?”. Mogła niedawno poronić albo starać się bezskutecznie od kilku lat i sprawisz jej tym niepotrzebną przykrość. 
NAWET JA😂 wiem, że pewnych pytań nie zadaje się ludziom, z którymi nie jesteśmy bardzo blisko. I chciałabym, abyście zapamiętali. Ale też warto nauczyć się trochę asertywności! Nie mam problemu z rozmawianiem szczerze o pieniądzach, wyborach, traumach z dzieciństwa  z ludźmi, z którymi jestem bliżej, ale też nie mam problemu z powiedzeniem „wybacz, nie odpowiem ci na to pytanie”, „podpisałam srogie NDA, nie mogę powiedzieć”, „to moja osobista sprawa”.
Moja czytelniczka z kolei na pytanie „kiedy w końcu dziecko, wszystkie twoje koleżanki już mają” zapytała starej ciotki „kiedy w końcu twój pogrzeb? wszystkie twojego koleżanki już po”.
No tak też można, ale po co🤪
Trzymajcie się!

#lavieparisienne #frenchfashion #takemetoparis #lestyleàlafrançaise #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisianlifestyle #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #frenchvibes #parismood #modeaparis  #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily #aniamaluje #szczerze_pisząc #święta

– Masz juz chłopaka? –...

7 rzeczy, które zaskoczyły mnie w Paryżu :)

Od mojego krótkiego pobytu w Paryżu minął już miesiąc. A ja wciąż nie do końca wiem, co o tym mieście myślę 😉 Jest hm… ambiwalentnie. Postanowiłam wypisać kilka rzeczy, które mnie w Paryżu zaskoczyły.

1. Cudzoziemcy.

Jestem przyzwyczajona, że dużych miastach jest masa obcokrajowców, dochodzą jeszcze turyści ale…widziałam może z pięć osób, które wyglądałyby na Francuzów. Na każdym kroku są czarnoskórzy, muzułmanie, Portugalczycy. Może to specyfika miejsc w których byłam, ale bardzo mnie to zdziwiło 🙂


2. Brak sklepów spożywczych

No nie tak całkiem brak, bo są, ale w miejscach turystycznych nie uświadczysz. Trzeba przejść kilka bocznych uliczek, pokrążyć. U nas biedronki i żabki są dosłownie na Rynkach miast, w Paryżu jedynie gastronomia i ewentualnie sklepy z pamiątkami. Nie byłam na to przygotowana 🙂


3. Ruch drogowy

Jestem przyzwyczajona do tego, że u nas mandat można oberwać za przejście na mrugającym świetle, albo po skosie (true story). W Paryżu nikt nie patrzy na czerwone światła 😉 Szok przeżyłam będąc na placu Concorde. Kręciłam się tam kilka dobrych minut i byłam pewna (jak wielu turystów!) że to taki sobie deptak. Nagle ze wszystkich stron zaczęły jeździć samochody. W każdą stronę świata 😀 Taka trochę dżungla 😉


4. Przedsiębiorczość bezrobotnych

Nie wiem jak nazwać ten punkt i brzmi śmiesznie, ale… pod każdym ważnym turystycznie miejscem stoją czarnoskórzy. Sprzedają tanie pamiątki, co jest normą, ale… gdyby pada deszcz, nagle każdy sprzedaje parasole. Gdy robi się ciepło – zimną wodę mineralną. 10 leveli wyżej niż nadmorskie “woda mineralna, orze-szki so-lo-nee!” albo “piwo-zimne-pi-wooo” w pociągach u nas. Myślę, że to dobry sposób na dorobienie sobie w wakacje u nas – gdyby wczoraj zaczepił mnie na mieście ktoś z parasolem, bardzo chętnie bym przepłaciła!


5.Smród
Niestety każdy most i każde schody śmierdzą moczem. Pod wieżą, pod katedrą, wszędzie. Ludzie bez skrępowania wyciągają siurki i załatwiają potrzeby. Spojrzałam na to przychylniej, gdy zobaczyłam jak karkołomnym zadaniem jest znalezienie toalety… 😉

6. Brud.

Są miasta brudne, śmierdzące menelami i z walającymi się po ulicach śmieciami, ale Paryż jest zasyfiony w taki inny sposób. Niby jest czysto, ale miasto jest jakieś takie…niedomyte. Płyniesz Sekwaną i nagle widzisz wielką wyspę śmieci. Fujka!


7. Siódmego punktu nie ma – czekam na Twój w komentarzu! 🙂 

Moje wrażenia spotęgował pewnie fakt, że akurat było deszczowo i dość szaro 😉 Oczy z zachwytu przecierałam pewnie tyle samo razy, co z obrzydzenia. Biorę też poprawkę na to, że widziałam Paryż w sezonie 😉 Być może poza nim, jest inaczej.
Mimo wad, miasto ma klimat, a smród moczu po chwili rekompensuje cudowny zapach z uroczej małej piekarenki 😉 


dla równowagi, przeczytaj także : 7 plusów Paryża 🙂

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂

Follow on Bloglovin
Uściski, Ania

106
Dodaj komentarz

avatar
45 Comment threads
61 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
0 Comment authors
Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Anonimowy
Gość
Anonimowy

zazdroszczę Paryża!

tonia
Gość

Ze wszystkimi punktami sie zgadzam 😉 I co jeszcze mnie zdziwilo: nikt nie umie, bądź nie chce mówić po angielsku, i nie mówie tu o zwyklych przechodniach (bo niewiadomo bylo czy to miejscowy czy turysta), tylko o kelnerach, osobach, którzy pracowali w info w metrze, nawet osoby obsługujące w macdonaldzie itd (wyjątkiem byly panie na kasach w zabytkach)- być może miałam takiego pecha, ale mnie to mega zaskoczyło. I nie mówie tu o niewiadomo jakich umiejętnościach, a podstawy podstaw.

Wreddu
Gość

Nie sądzę byś miała wtedy pecha 🙂 taka juz natura Francuzów, że języki obce to dla nich tortury straszne. Szukając drogi do portu w Dunkierce (miasto ubogie w znaki, a bogate w ronda i światła), nie mogliśmy nawet dogadać się z policją. Po prostu niet i już, i to nie tylko angielski bo ojciec próbował także po niemiecku i włosku, a mama po hiszpańsku, a panowie rozkładami tylko ręce… Pod ostatnim postem o Paryżu wspominałam, że podobno istnieje urząd sprawdzający czy w prasie, mediach i książkach nie zagnieździły się wyrazy w obcym języku, ale nadal nie zmusiłam do tego, żeby… Czytaj więcej »

Ania Abakercja
Gość

jak gdzieś słyszałam, że Francuzi nawet jeżeli znają angielski i zrozumieją, co do nich mówisz, to i tak odpowiedzą ci po francusku 😛

siulka
Gość

Jest tak jak Ania Abakercja pisze – podchodzę do Francuza:
– Do you speak English?
– Oui.
–> facepalm 😉

Anonimowy
Gość
Anonimowy

McDonald w Paryżu w okolicach Luwru. Mieli tam jakieś kanapki, których wcześniej nie widziałam więc próbuję pokazać palcem kasjerowi. Facet nawet się nie obrócił na tablicę za nim. Tylko – jak później skminiłam – pytał patrząc na mnie kpiącym wzrokiem: ta po prawej czy po lewej? Nie wiem, jak to się skończyło, ale na szczęście nie tylko my Polacy twierdzimy że Francuzi są wredni – to powszechny stereotyp i ja się naprawdę z nim zgadzam.

megirosa
Gość

A ja mam inne doświadczenia – nam nawet czarnoskóra pani sprzątająca w metrze próbowała pomóc, gdy szukałyśmy hotelu. Jej angielski bardzo kulał, ale liczą się chęci 🙂 a już w restauracji udało nam się bardzo dobrze dogadać, ba, nawet ich dostawca pizzy podwiózł nas do tego nieszczęsnego hotelu 😀 chyba tylko raz mi się zdarzyło, że sprzedawca nie mówił po angielsku.

Lady
Gość

Izabela – zgadzam się z Tobą. sami nie chcą się uczyć języków, a jak ktoś próbuje mówić po francusku, to są uśmieszki i taka wyczuwalna kpina … Włosi, Hiszpanie, nawet Szwajcarzy (miałam kontakt z tymi z części franc.) cieszą się, jak ktoś coś "łapie" w ich języku :)) Polacy z resztą chyba też?

Wreddu
Gość

Lady, Kiwi zawsze rzuci jakimś polskim słówkiem, a to "dziękuje", a to "smacznego" i znajomi nie mogą się nadziwić jak on po polsku mówi 🙂 czasem wydaje mi się nawet Polacy trochę przesądzają z tą dumą, ale cieszyć się to się cieszą 🙂

Alice Cleo
Gość

Ja odpowiedź na pytanie : dlaczego Francuzi mówią tylko po francu, uzyskałam od rodowitego Francuza . Brzmiała ona mniej więcej tak : Jesteśmy tak dumnym narodem, że nawet jeśli znamy jakiś język to używamy tylko ojczystego. Skoro przyjeżdżasz do Francji to mów po naszemu! – moja uwaga : jak oni jadą do innych państw to się dziwią, że nikt nie mówi po francusku i traktują to jak zniewagę. Dziwny naród 😀

Beata B
Gość

To ja miałam inne doświadczenia z próbami mówienia po francusku. Jeśli rozmowę zaczęłam pytaniem czy rozmówca zna angielski, to było że nie i nagle trzeba znać perfekt francuski, żeby się dogadać, ale jeśli zaczęłam od tego że słabo po francusku mówię, ale potrzebuję … wtedy zawsze załatwiałam to, co powinnam. Rozmawiali ze mnąmiło i na 10 różnych sposobów tłumaczyli mi daną rzecz, póki nie zrozumiałam. I tak było i w banku, i w sklepie, i w komunikacji miejskiej, i w przychodniach.

Anna -  Krulik
Gość

Zgadzam się z tym co pisze Beata 🙂 francuzi lubią jak się przynajmniej próbuje mówić po francusku, większość zna angielski, tylko nie lubią go używać, a wiąże się to z ich brakiem sympatii do anglików. Wiele razy zdarzyło nam się, że kiedy zaczynaliśmy pytać się o coś w sklepie po angielsku to przysyłali nam do rozmowy kogoś (że tak ujmę mało poprawnie) "kolorowego" – hindusa, murzyna 🙂 nie wiem czemu, ale akurat te osoby nie miały problemu z dogadywaniem się po angielsku. Poza tym uwielbiam Paryż i magię tego miasta, która w większości przypadków mieści się gdzie indziej niż z… Czytaj więcej »

Gosia S
Gość

Czekałam na ten wpis. Za kilka tygodni wybieram się do Paryża i byłam ciekawa Twojego zdania na temat tego miasta. Słyszałam o tym całym syfie i syndromie paryskim, ale nie bardzo w to wierzyłam; )

Kiniaczek
Gość

Nigdy nie byłam w Paryżu więc ciężko jest mi odpowiedzieć czy się z Tobą zgadzam czy nie. Aczkolwiek ! Wycieczka do Paryża jest jednym z moich marzeń 🙂

elmirkaxp
Gość

W Paryżu byłam ładne parę lat temu, ale miałam podobne odczucia 🙂 No i jeszcze oczywiście wieża Eiffla za dnia – dla mnie to była po prostu kupa żelastwa i jakaś taka mała w ogóle 😉 Za to po Luwrze mogłabym chodzić chyba z tydzień 😀

Anonimowy
Gość
Anonimowy

To samo wrażenie, byłam głęboko zasmucona kiedy okazało się, że wieza Eiffla jest po prostu… brzydka. K.

Agnieszka Rumińska
Gość

Ale za to widok z tej kupy żelastwa! Wejście + wjazd na sam szczyt dla osoby z lękiem wysokości – to jest przeżycie, którego nigdy się nie zapomina:-)

Anonimowy
Gość
Anonimowy

a gdzie w Paryżu nocowałas? znasz jakiś tani hostel?

2dominia
Gość

arabow tam faktycznie zatrzesienie. i jakos tak mi smutno z tego powodu, bo o ile jestem tolerancyjna to przeraza mnie fala muzulmanow zalewajaca europe… ja mialam "przyjemnosc" mieszkac zaraz przy moulin rouge wiec nie radze w krotkich spodenkach wychodzic po zmroku. 😉 nie mozna sie opedzic od adoratorow heheh

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Mnie przydarzyła się w tych okolicach niemiła przygoda, mimo awersji do krótkich spodenek czy innych mini. Jakiś alfons stojący "na bramce" usiłował wciągnąć mnie do lokalu, na szczęście nie byłam sama, więc udało mi się wykaraskać. Najlepiej chyba w ogóle nie pałętać się tam po zachodzie słońca.

Seldirima
Gość

Chyba już kiedyś wspominałam o podobnych doświadczeniach, tylko z St. Denis – chodziliśmy tam ok. godziny 22-23, pod domami uciech stali nawoływacze, jeden złapał kolegę za rękę, żeby go pociągnąć do lokalu. Wszyscy byliśmy niepełnoletni, mieliśmy pewnie szczęście, że nie zaszliśmy w boczne uliczki. (swoją drogą opiekunowie chyba nie powinni pozwalać nam na samodzielny spacer w takiej dzielnicy 😉 ).

By Izis
Gość

Jakże Twoje wrażenia odbiegają od innych relacji z Paryża, bo będąc krótko w nowym miejscu przeważnie zauważamy same pozytywy. Ciekawe jak wyglądałyby twoje spostrzeżenia po zamieszkaniu tam.
Generalnie przeszły mnie ciarki jak przeczytałam ten wpis i wyobraziłam sobie te walające i pływające sobie śmieci.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Mnie zszokowało, że obsługa pod wieżą Eiffla nie mówi po angielsku, niemiecku ani zadnemu innemu- wyłącznie po Francusku! Niechęć do nauki języków Francuzów jest mi dobrze znana, ale nawet ja nie przypuszczałam że w miejscu gdzia są sami obcokrajowcy nie ma osoby mówiącej w jakimkolwiek obcym języku. Na szczęście usłyszała nasze kłopoty Polska mówiąca po francusku i sprawa się wyjaśniła. K.

english24na7
Gość

nas zaskoczyła przychylność dla osób niepełnosprawnych!
Byliśmy w podróży poślubnej przez 10 dni i jedyne miejsca, gdzie musieliśmy zapłacić za wstęp to wieża Eiffla (a itak nie mogliśmy wjechać na szczyt!!!:( ) i ogrody w Wersalu (sam pałac za darmo) Mężu porusza się o kulach, jak tylko obsługa nas wypatrzyła gdziekolwiek o zaraz jakieś boczne wejścia, bez kolejek, super 🙂 jak tak podliczyliśmy o ponad 100 euro zaoszczędziliśmy w ten sposób 😀 a co do angielskiego – nie mieliśmy problemu – mówię tylko po angielsku, ale nikt się nie migał że 'nie umie' ani nic – czasem nawet Polaków spotykaliśmy 😀

Karolina Franieczek
Gość

Nie byłam jeszcze w Paryżu, ale osoby, które odwiedziły to miasto miały podobne spostrzeżenia, jeśli chodzi o brud. Zaskoczyłaś mnie tym ruchem drogowym, też bym się pewnie mega zdziwiła, wszak podążasz za tłumem, a tu taki zonk w postaci np. autobusu. 🙂

Płaszczoobrosła
Gość

Nie wygląda to zachęcająco, a wyspy śmieci wręcz okropnie. Ja słyszałam od paru osób, które tam były, że jak się spotka w Paryżu Islamistę, a jest się kobietą nieubraną w burkę, to można sporo niefajnych epitetów usłyszeć.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

hahaha, ale wiocha z ciebie wyszła w tym poście, widac, ze w zyciu nigdzie nie byłaś, Francuza stać na to ,żeby na croissanta, czy szklanke wody pójść do knajpki, ale my polaczki musimy mieć zawsze w plecaku 1,5 litra wody i chleb z żółtym serem, a jak nie mamy to szukamy sklepu spożywczego, boszzszeee, w soku jestem po tym poście

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Gdzieś napisała,że tak jest? Bo ja czytam,ze ja to po prostu zdziwilo a w ostatnim zdaniu jest o zapachu z piekarni. Jak byłam w Paryżu to miałam ten sam problem bo obiecalam przywieźć córce laysy o smaku octu, a nie było czasu na zjeżdżalnie do innych dzielnic….

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Jeżdżenie, pisalam z telefonu i słownik zadziałał. Poczułam się tym komentarzem osobiście dotknięta, bo sama szukałam spożywczego. Buractwem są właśnie takie oceniające,pogardliwe komentarze.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Ja zawsze kupuje dla bliskich lokalne słodycze,sery i wina, wiec dla mnie brak sklepów tez byłby sporym minusem. O buractwie komentatora nawet nie wspomne,ale każdy sądzi swoją miarą 🙂

Anonimowy
Gość
Anonimowy

ale lokalne produkty mozna kupic w mnostwie specjalistycznych cukierni, itd- nie koniecznie w spozywczym, Ja szukalam spozywczego wlasnie ze wzgledu na konczone fundusze pod koniec pobytu- wiec cos w tym jest, zamiast isc na lunch do knajpy szukalam marketu gdzie kupie tani ser i tanie wino 🙂

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Miałam na myśli cukierki,czekoladki,rzeczy pakowane,które przeżyją podróż 🙂 zawsze tez kupuje czasopismo typu cosmopolitan w języku kraju który zwiedzam,nastawilam się na Marię claire (cóż,vogue jednak za drogi) ale nie mogłam nigdzie kupić 🙁

Anonimowy
Gość
Anonimowy

A może nie każdy ma ochotę hulać po knajpach? 😉 Co to za problem z d*** wzięty,…poza tym nie wszystko kupisz w restauracji czy cukierni. Wege/bezglut/ czy po prostu jakiś tam niejadek na przykład nie będzie wpieprzał brioszek czy croissantów cały dzień, siłą rzeczy wyląduje prędzej czy później na bazarku czy w supermarkecie, Nie wiem co jest cebulastego w zakupach w spożywczaku.

kkkk
Gość

Zapewniam was że Francuzi (i mityczne, modne Paryżanki) też chodzą do sklepów spożywczych, kupują jedzenie na zapas, noszą kanapki i butelkę wody w torbie albo plecaku i zdecydowanie nie chodzą cały czas do restauracji albo kawiarni tylko dlatego że mają ochotę na croissanta albo szklankę wody. Zarówno ci miejscowi jak i turyści w innych miejscach swojego czy innych krajów.Najzabawniejsze we Francuzach jest to, że oni tak samo jak my twierdzą, że to ich naród najwięcej na wszystko narzeka, najbardziej się wzajemnie nie lubi, ma najgorszych i przynoszących największy wstyd polityków i turystów, i że to u nich najciężej jest się… Czytaj więcej »

Płaszczoobrosła
Gość

A niby co złego jest w noszeniu własnej wody i kanapek? Można nie mieć kasy chodzić po knajpach, można tego nie lubić, można nie ufać knajpie, której się nie zna itd. Chamski komentarz.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Anonimowa komentatorko,nie przejmuj się 🙂 Zabraliśmy z mężem do Paryża córkę i syna, odpowiednio 14 i 6 lat. Sklepów też szukaliśmy na gwałt, bo cora dostała okres,a podpaski owszem byl6,ale w bagażu głównym, a jedna awaryjna z mojej torebki to jednak mało. Syn za to koniecznie chciał zobaczyć jak wyglądają sklepy we Francji, bo miał etap ciekawości 🙂 Takie ocenianie jest bardzo słabe i użyte słowo : boszzzzzeeee idealnie pasuje ale w innym kontekście 🙂

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Jesli chodzi o brak sklepów w miejscach turystycznych, to mi się to szalenie podoba, bo faktem jest, że u nas te 'biedronki i żabki są dosłownie na Rynkach miast', co może i jest wygodne ale wizualnie działa to na mnie tak jak wielkie, pstrokate banery i reklamy, szpeca po prostu… Boczna uliczka niedaleko, mały znak informacyjny i byłoby spoko ;] A jechałaś może metrem? Podobno jest nieco przerażające ;D

siulka
Gość

Po siódme – Paryż jest potwornie zakorkowany – dostanie się do centrum graniczy z cudem, Periferique to jakaś dżungla, do tego "jeźdźcy" na skuterach przyprawiają o zawał gdy na pełnej prędkości mijają Cię w korku przejeżdżając na centymetry od stojącego obok tira itp…

ona
Gość

jesteś niesamowita, wszyscy zachwalają, cud, miód i orzeszki, blogerki modowe robią stylówy, a ty nam pokazujesz prawdziwe oblicze Paryża, podsumuje to jednym, a niby taka Francja elegancja 😉

Anonimowy
Gość
Anonimowy

hm, no sporo zalezy od tego jakie masz warunki zeby ten Paryz ogladac- jak nocujesz w Ritz i jadasz w restauracji, to nie widzisz tego syfu, jak i w kazdym innym duzym miescie.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Chyba zartujesz, te śmieci są w scislym centrum turystycznym, tuz pod wersalem. U nas nad Wisłą w stolicy jest milion razy czyściej. Byłam w Paryżu w podróży poślubnej i nie polecam wybierać się tam w niedziele- wszystko pozamykane a w progach sklepów śpią bezdomni,których jest mnóstwo. Smród potworny! Z tą elegancją Francuzów też bym nie przesadzała. Miałam spory budżet,a oprócz wieży nocą, przepięknej katedry Notre Dame i Luwru, Paryż mocno mnie rozczarował brudem. Czyste to są Niemcy. Tutaj i Ritz nie pomoże!

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Tuskówna zakrzywia rzeczywistość,musiała wstać bardzo wcześnie,żeby zrobić sesję :)jak ktoś prowadzi Słodków pierdzącego bloga,to musi wciąż dozować te pastele i jednorożce 🙂

Anonimowy
Gość
Anonimowy

hm, w sumie zgadzam sie- z tym ze czarnoskorzy sprzedawcy byli tak natretni ze mnie skutecznie odstraszyli zamiast zachecic do kupna. Co mnie zaskoczylo najmocniej- wolalam isc na kawe do McDonald lub Starbucks niz do ichniej kawiarni bo kawe jako serwowano mi w ichnijeszych rodzimych kawiarniach byla ohydna- a zwykle Paryz kojarzyl mi sie z przesiadywaniem w milych lokalnych kawiarenkach i piciem kawy/wina? ha, no coz- kawa w papierowym kubku z sieciowki i te ich pyszne bagietki/croissanty to bylo moje sniadanie 🙂

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Mój facet jest Francuzem i gdy jeszcze nie mieszkaliśmy razem, jeździłam do niego wielokrotnie przez Paryż (np. 3 dni w Paryżu, a potem na południe Fr). Uważam, że to miasto jest przereklamowane, podobnie jak Praga. Są wspaniałe i spokojne miejsca w okolicy Bazyliki Sacre-Coeur, ale większość to tłumy turystów i czarnych, zaczepiających cię na każdym kroku. Dlatego moja noga już tam nie postanie – we Francji jest o wiele więcej piękniejszych i wartych zwiedzenia miast.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Aniu, to oczywiście moje zdanie, a komuś może się spodobać. Bardzo mi przeszkadzało żerowanie na turystach, WSZĘDZIE trzeba było płacić niemałe pieniądze za zwiedzanie, nawet w drobnych muzeach daleko od centrum – normalnie mi to nie przeszkadza, za coś takie instytucje muszą się utrzymywać. Jednak tam nawet za zwiedzenie małego cmentarza 3x3m kwadratowe się płaci. Sami turyści, ciężko uświadczyć tubylca. Niestety nie wspominam zbyt pozytywnie, miasto ładne, ale dechu w piersiach nie zapiera 😉 A malkontentem ani sknerą nie jestem.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Aniu, warto! O ile przychylam się do opinii mojej przedmówczyni (przedpiśczyni? ;)) na temat Paryża, to Pragę umiejscawiam w zupełnie innej kategorii. Byc może nie jestem obiektywna, przez wiele lat mieszkałam w Krakowie i wielbię środkowoeuropejskie klimaty, a Czechy to moja druga ojczyzna.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Mi chodziło w wypowiedzi powyżej o Pragę 😉 Paryż to wiadomo, że wszystko za free 😀

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Ja mam jedno spostrzeżenie. Gdy byłam w Paryżu byłam maniakalną włosomaniaczką, a więc przyglądałam się włosom każdej dziewczyny z kręconymi włosami – nie spotkałam, w metrze, na ulicy, nigdzie dziewczyny ze spuszonymi włosami – loki ślicznie zdefiniowane, błyszczące, jak z reklamy GlissKura.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Moja radykalna włosomania już minęła, wychwytuje wzrokiem tylko nieprzeciętnie ładne i brzydkie włosy. Czy te lśniące to czasem nie były arabskie?:)

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Nie – chodziło mi tylko o kręcone włosy. W takim mieście jest łatwa dostępność produktów do bardzo kręconych włosów i Francuzki po prostu o siebie dbają – to widać. Widziałam piękne loki – czarne, blond rude, zarówno u kobiet z ciemnym jak i jasnym pigmentem skóry.

Marianna Greenleaf
Gość

Duża ilość "kolorowych" to norma we Francji – nie tylko w Paryżu. To samo jest np. w Lyonie, a w mniejszych miejscowościach wcale nie jest inaczej. Pamiętam, jak pojechałam nad małe górskie jezioro i zdziwiłam się, że nad wodą 90% ludzi było czarnoskórych 😉

Magda Lena
Gość

Ja im zazdroszczę takich tarasów na kamienicach:) w środku miasta można rozkoszować się herbatką we własnym ogrodzie! i strasznie dużo smartów- nic dziwnego kiepściutko z miejscami do parkowania :P.

Niemoralna
Gość

Podeszłaś do Paryża z dystansem, dobrze, po co ciągle ćwierkać.
Miasto piękne, miasto artystów, mam nadzieję, że kiedyś uda mi się tam pojechać.

Patrycja Malinowska
Gość

Byłam, widziałam i mam swoje zdanie na ten temat 😉1. Zgadzam się cudzoziemców mnóstwo. Jak się kogoś o co chciałam zapytać, to nikt nic nie wie bo nie stąd 😉 A ja to mam jeszcze jakieś dziwne szczęście, że przyciągam ludzi i wszyscy o coś mnie pytają i zaczepiają. Na całą naszą dość liczną grupę zaczepiać mnie musieli. Dobrze, że z moim angielskim nastąpił jakiś przełom i już swobodniej go używam.2. Kompletnie na to nie zwracałam uwagi, raczej moją uwagę przykuł ogrom sex shopów przy placu Pigalle.3. Z czerwonymi światłami to prawda. Byłam też trochę w szoku kiedy wysiedliśmy na… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Bród? Brodziłaś w Sekwanie po brudach?

Wybacz, natura grammar nazi się odzywa xD

megirosa
Gość

Mam bardzo podobne odczucia jak ty, właściwie to po wizycie w Paryżu trochę bardziej doceniłam nasz kraj, na pewno nie chciałabym tam mieszkać 🙂

Magda Baranowska
Gość

Przedsiębiorczość bezrobotnych jest świetna i bardzo przydatna:) To samo widziałam w Pradze. Przez cały dzień padał okropny deszcz. Martwiłam się, że nie mamy parasola i nici ze zwiedzania. A tu okazało się, że można go kupić dosłownie na każdym rogu 🙂

Justinee
Gość
Justinee

Paryż znam tylko z filmów, więc punkty dotyczące: brudu, smrodu i braku sklepów spożywczych(takie skrajne porównania tu wyszły..) zdziwiły mnie i chyba nie tylko mnie. I kiedyś na pewno tam pojadę! 🙂 Aniu, przede wszystkim zdrowia, uśmiechu na twarzy, mnóstwa inspiracji, w końcu dziś Anny! 🙂

Azime
Gość

Słyszałam, że Azjaci często doznają szoku, gdy w internecie przegladają piekne zdjęcia z paryża a potem jadąć do tego miasta z wizytą, zderzają się z widokiem brudu… Szkoda 🙁

Tora
Gość

Nazywa się to syndrom paryski 😛

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Paryżanie jeżdzą jak szaleni:) każdy jak chce. Jak ktoś chce wyskoczyć do sklepu a nie ma gdzie zaparkować, to włącza awaryjne i nie przyjmuje się, że ulica wąska i ciężko przyjechać innym. Miałam niewątpliwą przyjemność kilka dni jeżdzić po Paryżu autem i parę razy miałam ochotę wysiąść z auta na środku ronda i się rozpłakać :p Co mnie jeszcze zaskoczyło to, że przechodnie na ulicy patrzą na Ciebie jak gdybyś kogoś zabił tylko dlatego, że spożywasz coś spacerując.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Co prawda w samym Paryżu nie byłam – ah jak bardzo żałuje- ale zwiedziłam kawałek Francji i francuzi to bardzo mili ludzie, czytam tutaj,ze nie chętnie mówią po angielsku, ja w informacji turystycznej czy podczas "odprawy" na prom przy kanale La manche nie miałam problemow.
Ty o Paryży, Natalia z blondhaircare o Paryżu- może byłyście razem hahha.
Jaki jest twój blogowy mail,bo nigdzie nie moge znaleźć,a zakładka kontakt mi nie działa.

carper J.
Gość

fakt, w sumie w Polsce przedsiębiorczość bezrobotnych ogranicza się głównie do bezsensownego żebrania na ulicy, zamiast do czegoś kreatywnego. a co do brudu i smrodu – nigdy bym się tego nie spodziewała po Paryżu :DD
http://finewhatev.blogspot.com/

The music of me
Gość

Ja jeszcze nie byłam w Paryżu ale bardzo chciałabym odwiedzić to miasto. Może kiedyś się uda.
A ja jestem ciekawa jak przedstawiłabyć Paryż w porównaniu z Warszawą? 🙂

paranoJa
Gość

Wystarczy spojrzeć na reprezentację Francji w piłce nożnej, ci czarnoskórzy to przecież rodowici Francuzi są 😉

Anonimowy
Gość
Anonimowy

W Paryżu byłam raz i to tylko na jeden dzień (a raczej kilka godzin) jakieś 7 lat temu Była to moja pierwsza zagraniczna podróż tak wiec wspomnienia mam mile 🙂 Brudu większego nie pamietam ale nigdy nie wyjezdzam w sezonie wiec największy "syf" mnie omija 😛 Ogólnie w tamtym okresie Paryż mnie zauroczyl jakimś takim swoim klimatem Za to bardzo się zawiodlam wieża Eiffla Jak to ktoś ładnie nazwał "kupa zelastwa" 😛

gorzkakokoszka
Gość

Nie byłam w Paryżu nigdy, ale jakoś takie duże miasta mnie nie pociągają. Byłam kiedyś w czaskiej Pradze i oprócz ładnych budyneczków widziałam tylko pijaków, ćpunków i pełno brudu… Myślę, że to "urok" tego typu miast. Z wierzchu niby wszytsko ładnie, pięknie, a jak się człowiek zagłebi to smród i brud ;/ osobiście wole dzikie miejsca, lasy, góry, klimat o wiele fajniejszy 🙂

Agata Jarzębowska
Gość

Paryż mnie do siebie nie przekonał. Jedyne, czym mnie pozytywnie zaskoczył, to bezproblemowa komunikacja metrem, można dojechać praktycznie wszędzie, a wysiada się bezpośrednio pod zabytkami (o ile uda się połapać w tej plątaninie linii).
Przyznam, że po wielu zachwytach nad Paryżem, spodziewałam się ślicznego, magicznego miasta, a dostałam takie… nijakie, brudne i zatłoczone. Zdecydowanie Paryż pobija Wenecja (tylko trzeba zejść ze szlaków turystycznych w labirynt wąskich uliczek), czy Praga.
Ps. Ale brudem Paryż umywa się do Brukseli. Tam to dopiero jest syf.

Elin
Gość

Byłam w Paryżu raptem 2 tygodnie temu wracając z Bretanii. I Paryż zrobił na mnie tak przygnębiające wrażenie, że powrót do Krakowa (który zwykle wydaje się taki brudny, zanieczyszczony, mało zielony i pełen angielskich turystów) okazał się miły i oczekiwany. Ze wszystkimi punktami się zgadzam – szczególnie z brudem i wszechogarniającym paryskim smrodem. Znalazłam jednak w Paryżu jeden niezwykle pozytywny punkt na mapie, a to hinduską dzielnice (cześć dzielnicy 10). Z pysznym, tanim jedzeniem, miłymi ludźmi, egzotycznymi zapachami, egzotycznymi skalpami i przedziwnymi owocami. To jedyne miejsce w Paryżu do którego aż chce się wracać. Swoja droga miałam w planach podobny… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Jeszcze kilka, kilkanaście lat temu Paryż nie był tak zaśmiecony. Owszem, pamiętam jakieś latające gazety na Champs Elysees, ale nie było mowy o plastikowych butelkach tworzących wyspy na Sekwanie. Smrodu też nie uświadczyłam. Szkoda, że to idzie w takim kierunku.

Seldirima
Gość

1 – byłam w Paryżu 13 lat temu i to samo rzuciło mi się w oczy 😉 Podobno Paryżanie wyjeżdżają na wakacje, dlatego w mieście jest cała masa cudzoziemców. Inna sprawa to całe dzielnice z czarno/ciemnoskórymi mieszkańcami.

3 – normalne chyba w większości dużych miast Europy zachodniej, gdzie miałam przyjemność być, a gdzie nie byłam, to znam ze słyszenia 😉 Normalnie przechodzisz na czerwonym świetle i jeszcze samochody grzecznie się zatrzymują 😉

5 – nie musisz daleko szukać :/ W Krakowie w centrum śmierdzi moczem prawie każdy przystanek autobusowy :/

Kamilla Mn
Gość

Paryż piękne miasto, można wiele zaobserwować;)Pozdrawiam i zapraszam do mnie
http://www.naturalnemetody.blogspot.com

Viktoria
Gość

W Paryżu nie byłam, ale czytając Twoje spostrzeżenia wróciły moje wspomnienia z Rzymu bo tam było dokładnie tak samo: brak sklepów, bród, zero przestrzegania przepisów, sami obcokrajowcy, czarnoskórzy mężczyźnie sprzedający parasole i to w bardzo niskich cenach chyba to było 1,5 euro – taniej niż u nas, lub też kiedy świeciło słońce sprzedawali kapelusze, brak sklepów spożywczych także mnie zdziwił, same cukiernie nawet o piekarnie z zwykłymi bułkami czy jakimkolwiek chlebem było ciężko. Jeszcze w Rzymie i Włoszech zauważyłam, że nie mówią po angielsku, tylko Włoski i nie chodzi tu o starsze osoby ale także o te młode pracujące w… Czytaj więcej »

Moda na bio
Gość

Aniu, żeby nie było że obgaduję Cię za plecami, to przyznam się bez bicia: wykorzystałam Twego posta, by jako mieszkająca od kilkunastu lat w Paryżu – emigrantka napisac o tym, co może zdziwic w tym miescie. Odkąd przeczytałam ten wpis – chodziło to za mną i musiałam to z siebie wyrzucic. Pozdrawiam serdecznie Beata

haszka
Gość

Witaj Aniu
w Paryżu byłam w sierpniu i bardzo się rozczarowałam.brud,smród,masa turystów brak publicznych toalet a te które znaleźliśmy fatalne no i przeolbrzymie kolejki na wieżę czy do Luwru………..a mysśałam,że to super stolica mody,mydlarni, perfumerii i kultury…..bleeeeeee

Previous
Rimmel 60 seconds nr 203 Lose your Lingerie + LEGALNY sposób na SIMS 2 za darmo ze wszystkimi dodatkami ;-)
7 rzeczy, które zaskoczyły mnie w Paryżu :)