Wstałam dzisiaj o 11:05. To oznacza, że sąsiedzi musieli mnie nienawidzić, bo mam zawsze taki ostateczny jak „final Call” na lotnisku budzik ustawiony na 10:30 w razie gdyby nic wcześniej mnie nie obudziło. Wyje jak syrena alarmowa! Nie słyszałam go!

Zawsze śpię jak zabita, gdy odreagowuję emocje. Próbuję od kilku dni pomóc z czymś bliskiej osobie i bardzo wyczerpuje mnie to emocjonalnie. 
Tak samo mocno jak dzisiaj, spałam kiedyś  po urodzinach Agi, mojej dobrej koleżanki. Lubię myśleć, że to wino, ale jestem niemal pewna, że to oglądanie „Leaving Neverland” sprawiło, że dziewczyny nie mogły mnie dobudzić.
(Polecam się na imprezy, oglądanie dokumentu o pedofilii, świetna zabawa tylko ze mną!). Jestem osobą, której ludzie zwierzają się z różnych okropnych rzeczy, które kiedyś ich spotkały na zasadzie „jesteś pierwszą osobą, której o tym mówię”. Czytam wszystko o przemocy wobec dzieci, bo moim największym strachem gdy z nimi pracowałam był strach o to, że kiedyś jakieś dziecko wybierze mnie na jedyną osobę której powie, że jest bite albo dręczone w inny sposób, a ja nie będę potrafiła skutecznie zareagować. Albo postąpię zgodnie z procedurami i w tym czasie stanie się coś najgorszego.

Moim największym strachem w życiu jest to, że nie będę potrafiła pomóc komuś, kogo kocham. Towarzyszy mi to od momentu, gdy jako ośmiolatka obserwowałam umierającego na raka dziadka. Czułam bezsilność i to jest najgorsze uczucie jakie potrafię sobie wyobrazić. 
Jeśli go nie rozumiesz, obejrzyj „Nocturnal animals”, film w którym niemal czułam ból głównego bohatera.

Właśnie przez sen wymyśliłam rozwiązanie sytuacji, która mnie dręczyła. Dawno nie czułam takiej ulgi! Nie umiem jej opisać, pragnę się tym podzielić!

Mam ochotę mówić ludziom wszystkie te miłe rzeczy, które o nich myślę, ale jakoś zawsze zostały niewypowiedzianymi myślami. 
A ciebie zapytam tak bardzo szczerze, nie na tym poziomie, na którym odpowiadamy „pająki”, tylko głębiej - czego najbardziej w życiu się boisz? 
#szczerze_pisząc #myśli #aniamaluje #grudzień #dzieciństwo

Wstałam dzisiaj o 11:05. To...

Tak jakoś wyszło, że co roku odwiedzam #Włochy i #Lwów🥰 
Dzisiaj omal nie kliknęłam biletów do Bari (po 139 zł w dwie strony👍🏻), bo ogromnie tęsknię za tą pizzą🍕Mamma mia! 6€ za set #pizza+#piwo, 10€ jeśli dochodzi mnóstwo talerzyków z przystawkami. No i jeszcze na koniec shot #limoncello.
I kusiła ta teleportacja, do kraju uśmiechniętych ludzi! Śpiewających podczas pracy, gotujących obłędnie dobrze i mających tak melodyjną mowę, że chcesz każdemu mówić: Ciao!👋🏻 Już widziałam, jak chodzę sobie w lekkiej jesiennej kurtce i sukience maxi po włoskich uliczkach i raz na jakiś czas sięgam po przekąskę za 2€, absolutnie niczego więcej nie potrzebując do szczęścia🥰Kiedyś poparzyłam sobie taką język, tak bardzo nie mogłam się jej doczekać! 
I chociaż „mam ochotę na pizzę, polecę do Włoch” wydaje się tekstem rzucanym raczej przez bogaczy, to zapewniam - wcale tak nie jest! Włoski #citybreak bywa tańszy niż weekend w Polsce.

Tym razem odpuściłam, zapał mi minął w momencie, gdy upiekły mi się pomidory i na nich rozlała mi się pyszna #burrata. Ale może komuś ten pomysł umili grudzień? 
Psst, po wpisaniu w Google „aniamaluje+Bari” wyskoczy fajny plan mojego wyjazdu z 2017 ;)
Psst 2! W przypiętych relacjach kod na stówkę na nocleg via Airbnb ;) ⭐️⭐️⭐️Gdybyś mógł, mogła, teleportować się teraz w dowolne miejsce na całej planecie, które byś wybrał/a? ;) #

#podróże #girlswithgluten #pizza🍕 #pizzalovers #italia #bari #włochy #podróżemałeiduże #girlswhotravel #aniamaluje

Tak jakoś wyszło, że co...

Poznałam ostatnio super sposób na produktywność! Nie pamiętam kiedy z takim zapałem realizowałam swoje zadania😀. @magdalena_komsta zdradziła mi super sposób na motywację - jeśli nie zrobię tego, co sobie założyłam, będę musiała wpłacić jakąś kwotę na organizację będąca światopoglądowo na przeciwnym biegunie co ja. Np. Ordo  Iuris.
Działa jak złoto! Nawet jak mi się nie chceeee to myślę sobie - o nie, muszę to zrobić, nie dam sobie psychicznie rady z myślą, że ich wspieram! 
Dodatkowo kupiłam sobie nagrodę w postaci biletów do Azji. Myśl o cudownym, wilgotnym powietrzu napawa mnie takim optymizmem, że aż chce się pracować!

Także jeśli masz problem z pisaniem magisterki albo czymś w tym stylu - pomyśl o metodzie Magdy, jest doskonale skuteczna!

#podróże #podróżemałeiduże #aniamaluje #travelgirl #czerwonasukienka #szczerze_pisząc #motywacja #reddress #palmy #karaiby #gwadelupa

Poznałam ostatnio super sposób na...

W gimnazjum rodzice nie kupili koledze zeszytu ćwiczeń, więc skserował kilka stron, by odrobić zadanie domowe. Ku mojemu zdziwieniu dostał jedynkę za „nieprzygotowanie do lekcji”. Miał zadanie!!! Nie lubiliśmy się wtedy, chyba pierwszego dnia nazwał mnie kujonem i deską, ale tak wkurzyła mnie postawa nauczycielki, że zaczęłam się z nią wykłócać o to, czy jest normalna i kolegi bronić. Odrobił to durne zadanie! Nie było jego winą, że rodzice nie zapewnili mu podstaw, a chodziłam do klasy z uczniami z okolic mocno „defaworyzowanych”, jak to się ładnie nazywa. Miałam lipę u tej nauczycielki, ale nie żałuję!

Uwielbiam tworzyć materiały o prawach ucznia. Szczególnie w takich małych mieścinach jak moje (nauczyciele są często radnymi!) władza bywa nadużywana. 
Dlatego za każdym razem, gdy pisze do mnie uczeń z prośbą o pomoc w jakiejś sytuacji, czuję się jak na tym zdjęciu z Salerno pod Neapolem!

Uwielbiam to, że nie dają się zbyć. Że pytają o to, co w statucie szkoły.
Czy statut może być niezgodny z prawem oświatowym. Gdzie zgłosić takiego nauczyciela i jak się bronić. 
Nikt nie zwraca się do mnie w wiadomościach z takim szacunkiem jak uczniowie! Podczas gdy dorosłym zdarza się napisać coś w stylu „siema, widzę ze dużo podróżujesz, znajdziesz mi loty i noclegi do 2500 do Tajlandii? odp dzisiaj”, uczniowie piszą „obejrzałam pani filmy, przeczytałam statut szkoły, ale wciąż nie wiem. Byłoby mi bardzo miło, gdyby pani podpowiedziała, ale zrozumiem jeśli nie znajdzie pani czasu”

Eksperci gadają O młodzieży, ale nie Z młodzieżą. Słabe! Ja uwielbiam tych pyskatych, tych walczących o swoje. Widzę w nich cząstkę siebie.
Proszę, nie zgubcie tego! Tego podejścia, że jak nie drzwiami, to oknem. Poczucia sprawczości i woli walki. To jest super cenne i ja Was za to uwielbiam. To są cechy ludzi, którzy sobie w życiu DADZĄ RADĘ! Wiem, że macie przez to przechlapane, ale ja jestem z Was na maksa dumna! Nie jestem w stanie odpowiedzieć na każda wiadomość (dlatego nagrywam filmy dla wielu), ale każda ogromnie mnie cieszy. 
A jak bronicie rodzeństwa czy słabszych kolegów to już w ogóle szacun MAX!!! Błagam, nie zgubcie tego. Bądźcie asertywni♥️
#aniamaluje #szczerze_pisząc #podróże

W gimnazjum rodzice nie kupili...

Gdy Freddie Mercury zapuścił wąsy, fani masowo wysyłali mu maszynki do golenia, bo nie mogli tego zaakceptować. Z całym szacunkiem - kiepscy fani! Jak kogoś kochasz i szanujesz, to pozwalasz mu się rozwijać, zmieniać, być sobą. Całe szczęście, że to nie był typek, który robi coś by się przypodobać innym! Moje automatyczne skojarzenie to biała koszulka „żonobijka”, jeansy i ten wąs. Opcjonalnie - żółta kurtka. Iconic!

Dzisiaj, tylko 28 lat temu umarł Freddie Mercury, ale nie legenda. Powiedzieć, że uwielbiam gościa to mało. Jego portret to jedyny święty obrazek jaki mam w domu. Towarzyszył mi w wielu momentach życia. To „Don’t stop me now” (i’m having such a good time, I’m having a ball) lądowało na moich słuchawkach gdy koleżanki z roku prześcigały się w licytacji jak bardzo która nie umie na egzamin, a ja nie chciałam tego słuchać i przejmować ich nastroju. Podniosłe momenty? „we are the champions”. Sytuacja, w której pomogli mi przyjaciele? „Friends will be friends”. Nawet tak sobie ustaliłam kiedyś playlistę dk biegania, żeby w momencie kryzysu słyszeć walkę podmiotu lirycznego w „Bohemian Rhapsody”. Serio! 
Robiąc kiedyś  to zdjęcie miałam super dzień. Czułam się świetnie, wcześniej wszystko mi fajnie powychodziło, czułam się na maksa odprężona i zrelaksowana i dokładnie pamiętam, że krzątałam się po mieszkaniu nucąc „It’s a kind of magic”.
Dzięki Freddie za wszystko, co wniosłeś do mojego życia!
#freddiemercury #rocznica #aniamaluje #blogerka #relaks #chill #monstera #niedziela #rocznica

Gdy Freddie Mercury zapuścił wąsy,...

Masz piosenkę, która wywołuje na Twoim ciele ciary? Ale takie serio? U mnie to jest „Walking in Memphis” w wykonaniu Cher. Nigdy nie byłam w Memphis, ale słyszę jej głos jak to śpiewa, gdy widzę to randomowe zdjęcie z Sycylii. 
Gdybym miała wybrać ulubiony kobiecy głos - Cher wygrała wszystko. Z męskich do tego stanu doprowadza mnie Freddie Mercury.

Czeka mnie jutro kilka godzin w pociągu, podsyłajcie swoje tytuły piosenek wywołujących dreszcze, bo robię sobie taką „power playlistę” - zamierzam w tym pociągu napisać coś dłuższego i potrzebuję nowych bodźców!

Więc... czyj głos wywołuje w Tobie dreszcze? Poproszę tytuły!
#podróże #podróżemałeiduże #sycylia #sicily #katania #aniapodróżuje #wakacje #blogerka #włochy #italia #italy🇮🇹 #italy

Masz piosenkę, która wywołuje na...

Dzisiaj świętujemy 30 lat od podpisania Konwencji o Prawach Dziecka. UNICEF zaprosił mnie, żebym o tym opowiedziała. To się może wydawać dzisiaj takie oczywiste, że dzieci mają prawa, ale nad ich ustaleniem przywódcy państw debatowali całą dekadę! To dzięki temu dzisiaj żadne dziecko nie może być skazane na dożywocie (bez możliwości zwolnienia wcześniej) ani na karę śmierci. Wcześniej mogło.
Jestem pedagożką, terapeutką, tą od „dzieci z trudnościami”. Jednak najbardziej trudni są w tym wszyscy dorośli. 
Zapominający, że dzieci nie są ich własnością, tylko ludźmi.
Dlatego założyłam kanał, na którym opowiadam uczniom o ich prawach. Jestem przerażona jak  często są łamane i z jaką lekkością dorosłym to przychodzi. Chciałabym żyć w świecie, w którym prawa dzieci są oczywistością i nie mam o czym nagrywać, bo nikt z tym nie dyskutuje.
Zostawiam Wam Korczaka pod rozwagę 👍🏻 „Bo dorosłemu nikt nie powie: ‘Wynoś się’, a dziecku często się tak mówi. Zawsze jak dorosły się krząta, to dziecko się plącze, dorosły żartuje, a dziecko błaznuje, dorosły płacze, a dziecko się maże i beczy, dorosły jest ruchliwy, dziecko wiercipięta, dorosły smutny, a dziecko skrzywione, dorosły roztargniony, dziecko gawron, fujara. Dorosły się zamyślił, dziecko zagapiło. Dorosły robi coś powoli,
a dziecko się guzdrze. Niby żartobliwy język, a przecież niedelikatny. Pędrak, brzdąc, malec, rak – nawet kiedy się nie gniewają, kiedy chcą być dobrzy. Trudno, przyzwyczailiśmy się, ale czasem przykro i gniewa takie lekceważenie.” Trudne pytanie - masz poczucie, że twoje prawa w dzieciństwie były szanowane? Mi dobierano notorycznie prawo do odpoczynku - od „dzwonek jest dla nauczyciela” po zadania na ferie.  #world'schildren'sday #dlakażdegodziecka #dzieńprawdziecka #unicefpolska

Dzisiaj świętujemy 30 lat od...

Dziewczyno, kiedy ostatni raz sobie odpuściłaś? Sama sobie.

Zastanawiałam się czemu podróż do Odessy była najfajniejszą tego roku. Odpaliłam macbooka raz, by nas odprawić. Nie zrobiłam zdjęć z myślą o blogu, nawet nie miałam jakiegoś tam poczucia, że coś muszę zobaczyć. Jednego dnia wykupiliśmy sobie takie wielkie łóżko z baldachimem i dogorywaliśmy na kacu na plaży, bez  poczucia, że szkoda jednego z ledwie czterech dni. Nie szkoda!

Nie jestem wielką fanką alkoholu, ale rzadko mam poczucie, że mogę. Ostatni raz jak byłam na shotach w pijalni wódki z rok temu, to podeszła do mnie czytelniczka, powiedzieć że lubi mojego bloga. Cały następny dzień zastanawiałam się o czym ja wcześniej pijana rozmawiałam. Nie jestem jakąś rozpoznawalną osobą, ale miałam kilka takich sytuacji i nie do końca potrafię przez nie wyluzować🙈
Odessa była cudowna, bo wyluzowałam. bo nie było spiny w związku z niczym. Mieliśmy korzystać z ekscytującego życia nocnego, ale chyba zaszkodziły nam rapany? Spoko, pijąc gorący rumianek śpiewaliśmy utwory Cher huśtając się na hamaku i huśtawce  w mieszkaniu.
Zero spiny!

Teraz zrobiłam wielki krok, bo ograniczyłam instagrama i pozbyłam się poczucia, że muszę odpowiadać na komentarze i wiadomości. Ogromnie dziękuję Wam za zaufanie jakim mnie obdarzacie, ale z problemami osobistymi i rodzinnymi i życiowymi zapraszam na grupę na fejsie albo (to lepiej!) na terapię. Ja po pierwsze nie jestem właściwą osobą, po drugie - nie czuję się spoko będąc obciążana waszymi przykrymi historiami. 
Wcześniej miałam poczucie winy, że powinnam być bardziej empatyczna, ale kurczę - jestem! Chcę zostawić tę część siebie dla przyjaciół i bliskich, bo każda taka wiadomość wysysa energię ze mnie.
Poczułam ulgę, odpuściłam sobie samej, bo jeszcze nikt na moje „nie” się nie obraził. Szanujecie moje granice, jesteście super ♥️
Jestem niemal pewna, że też robisz coś, czego wcale nie musisz i świat się nie zawali jak przestaniesz i sama sobie odpuścisz. Tak, sama sobie!
Padłaś? Poleż, nie poprawiaj korony i nie zasuwaj dalej.
#szczerze_pisząc #aniamaluje #wakacje #odessa #podróże #podróżemałeiduże #throwback

Dziewczyno, kiedy ostatni raz sobie...

O tym, że wymyśliłam sobie zabrać @pranamat_polska do Gruzji i zrobić tam piękne zdjęcia w górach - wiecie. Że mimo przygotowania się do wyboru terminu trafiły nam się dwa dni srogiej kaukaskiej zimy i ze zdjęć nici - też wiecie. Czasami tak bywa! Zero stresu. 
Gdy muszę, to potrafię spakować się w podręczny, ale w zasadzie to opcja tych zdjęć sprawiła, że @pranamat_polska zasponsorowało mi bagaż rejestrowany😉. Mata przydała się po przemierzaniu kraju bardzo ciasnymi busikami, po których moje plecy były jeszcze bardziej spięte niż zawsze (tak, to możliwe🤪). Na fizjoterapii jestem co 2-3 tygodnie, na macie mogę leżeć codziennie i staram się to robić. Albo podkładać sobie poduszkę do akupresury pod kark. Wiecie, bo i tak często widać je gdzieś w tle moich stories, po prostu kocham to kolczaste cudo całym sercem i tak - to boli (jakby zaśpiewał Freddie - pain is so close to pleasure), ale ulga potem... nowe plecy. Staram się pamiętać o ruchu i gimnastyce ale jak mam wenę, to potrafię siedzieć przed komputerem od rana do 15-tej i dopiero po zerknięciu na zegarek zorientować się, że wypiłam tylko jedną herbatę, nic nie zjadłam, nie byłam nawet siku, co tu mówić o rozciąganiu😏🙈 Jeśli tak jak ja, nie jesteście idealni i dużo siedzicie - na hasło aniamaluje jest 30% na zestaw mata+poduszka albo 20% na pojedynczy element.
Jutro dowiem się do kiedy! Szczegółowy opis wrażeń ze stosowania tej maty jest na blogu - ja nie umiem już bez niej żyć! Serio, miłość! (Kiedyś nie dodałabym zdjęcia dokumentującego ciążę spożywczą z jaką chodziłam po Gruzji, ale to jedzenie było tego warte!) #zpoleceniaaniamaluje #pranamatpolska #pranamateco #pranamat #mójpranamat #mata #relaks #batumi #gruzja #współpraca #podróże #podróżemałeiduże

O tym, że wymyśliłam sobie...

Wczoraj miałam cudowną rozmowę z @magdalena_komsta, jedną z najmądrzejszych kobiet jakie znam. Rozmawiałyśmy np. o tym, ile to razy zastanawiamy się, czy strój nie przyćmi kompetencji. Bo prowadzisz prelekcję do której się długo przygotowywałaś i jednak chcesz potem usłyszeć, że była dobra, a nie, że twój tyłek świetnie wygląda w tej sukience.  Mężczyźni mają mniej seksualizowane ciała (aczkolwiek uważam, że Vladimir Putin nosi mistrzowsko skrojone garnitury🔥) i nie muszą się aż tak nad tym zastanawiać. I spoko, założysz mniej ładną sukienkę żeby „się dopasować” i „nie było gadania” ale przypadkiem utrwalisz dychotomię - ładna/sexy ALBO mądra i kompetentna.
Trudne wybory!

Miałam w życiu dwa takie przekorne momenty, gdy jednocześnie podkreślałam i talię i cycki i tyłek i nogi i jeszcze zakładałam szpilki. Wiele razy byłam oceniona powierzchownie jako niezbyt lotna laska, ale cholernie tych momentów potrzebowałam. Dzięki nim dzisiaj:
👉🏻 nikt nie jest w stanie mnie zawstydzić 👉🏻 mogę unieść brew pogardy, gdy na panelu inny panelista z niekrytym uznaniem pomieszanym ze zdziwieniem powie „ale ty jesteś mądra” po mojej wypowiedzi 👉🏻 kompletnie nie uzależniam swojego poczucia własnej wartości od tego, co mam na tyłku, bo tylko przeczołgawszy się przez etap skrajnie obcisłych sukienek mogę mieć pewność, że moje czucie się dobrze z samą sobą płynie z wewnątrz.

Bardzo często widząc kobiety oceniamy je przez pryzmat własnych wartości i poglądów. Że ubrała się tak by kogoś kusić, że na pewno jest jej niewygodnie na szpilkach i się poświęca, że to, że tamto.
Plx mniej oceniania ok? Może ta dziewczyna właśnie wyrwała się z toksycznego związku, w którym partner jej „nie pozwalał” wychodzić nigdzie w sukienkach i musi to sobie odbić? Może odeszła z jakiegoś ugrupowania oazowego albo ŚJ i ma potrzebę doświadczenia świata inaczej,by móc znaleźć swoją ulubioną wersję siebie? Nigdy nie wiesz!

Skłamię mówiąc, że nie mam z automatu założeń odnośnie nowo poznanych ludzi, bo jak każdy - mam, ale  unikam tych amatorskich psychoanaliz i was też do tego namawiam. Jeśli coś nikogo nie krzywdzi - who cares!
#aniamaluje #szczerze_pisząc

Wczoraj miałam cudowną rozmowę z...

Historia Ani

Aniu,
Nie wiem, czy pamiętasz, ale pisałam do Ciebie jakiś czas temu na Facebooku, czy mogę przesłać Ci moją motywacyjną historię. zgodziłaś się, więc oto ona 🙂
Zacznę od tego, że mam 29 lat i w moim życiu do tej pory nie było jakiś większych wstrząsów, dramatów czy problemów. Pięć lat temu skończyłam studia, zaczęłam pierwszą pracę, potem kolejną i jeszcze kolejną. Bywały momenty, że wstawałam o godzinie 5, o 6:20 wychodziłam z domu i wracałam do niego po 18. Mam też za sobą okresy bezrobocia, kiedy nie działo się nic i to było jeszcze gorsze niż ciągłe niewyspanie. Od 7 lat jestem z tym samym mężczyzną, który ponad miesiąc temu został moim mężem. Uwielbiam kawę, książki, filmy – ot, zainteresowania jak każde inne.
To, co koniecznie muszę dodać to fakt, że jestem szczęśliwa w swoim życiu – TU I TERAZ.
Zacznę od banalnego przykładu z… sukienką. Mniej więcej cztery – pięć lat temu kupiłam sukienkę. Krótkie cudo na ramiączkach. Przez pierwszy rok nie nosiłam jej, bo “mam za grube nogi”. Potem nie nosiłam jej, bo… czasami latem wyskakują mi krostki na plecach i nie będę ich eksponować. A potem poszłam po rozum do głowy i postawiłam sprawę jasno: albo zakładam ją TERAZ, albo sukienka wylatuje z szafy. Sukienka została i był moment, że nosiłam ją non stop.
Po co to piszę? Ta, jakby nie było, błaha i głupia z historia z sukienką stała się jednym z kamieni milowych na drodze mojego rozwoju. Otóż: uświadomiłam sobie, że zawsze będzie coś, co sprawi, że czegoś nie zrobię, nie doświadczę, odłożę na później. Albo akurat nie będę miała pieniędzy, albo czasu, albo będę zmęczona… cokolwiek, by przełożyć życie na później. Uparłam się, że tak nie będzie.
Od tego momentu zaczęłam dbać o to, żeby każdego dnia zrobić chociaż jedną rzecz, z której będę dumna. Łatwe? Ooo, na początku to ogromna walka z lenistwem i samą sobą. Tyle że od tego czasu, właśnie takimi małymi rzeczami robionymi codziennie, udało mi się wywrócić życie na lepszą stronę.
Skończyłam studia podyplomowe, myślę o kolejnych. Zaczęłam ćwiczyć pilates i jogę, w ogóle przeprosiłam się z aktywnością fizyczną, ogarnęłam chaos wokół siebie, lepiej panuję nad czasem i emocjami, częściej jestem offline, częściej odpoczywam, częściej czytam książki, częściej, ogólnie mówiąc, chce mi się.
Małe sukcesy i małe zwycięstwa każdego dnia dały mi ogromną pewność siebie i wiarę, że mogę. A najzabawniejsze w tym wszystkim jest to, że aby poprawić swój poziom szczęścia na początku wystarczy wprowadzić jedną, małą zmianę. Np. regularne sprzątanie na biurku. Albo ćwiczenia trzy razy w tygodniu po 30 minut. Można umówić się ze sobą, że od TERAZ nie podjadamy, albo jemy więcej warzyw itp. Ja przez to wszystko przeszłam, a jedna zmiana automatycznie pociągnęła za sobą kolejne.
Zacznij tam, gdzie jesteś. Użyj tego, co masz. Zrób to, co możesz.
… i to naprawdę wystarczy 🙂
Na koniec chciałam napisać rzecz oczywistą: szczęście nie jest nam dane raz na zawsze. To nie jest tak, że jeśli raz powiem: “jestem szczęśliwa” to będzie już tak do końca życia. O to, aby być szczęśliwym trzeba po prostu zadbać, tak samo jak o to, żeby być wyspanym, wypoczętym, w dobrej formie. A metoda małych kroków stawianych codziennie jest do tego idealna.
Aniu, tyle ode mnie. Nie wiem, czy wykorzystasz ten tekst czy nie – ja miałam ogromną potrzebę, żeby go napisać 🙂
Pozdrawiam Cię ciepło,
Ania 

blog Ani: http://przecudnie.blogspot.com/
ja naskrobię dla Was coś wieczorem – dzisiaj mijają 3 lata istnienia tego bloga! 😉 

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂

Follow on Bloglovin
Uściski, Ania

28
Dodaj komentarz

avatar
23 Comment threads
5 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
0 Comment authors
MariAniamalujeAnonimowyPozytywkaMarigold Girl Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
emajla
Gość

Bardzo pozytywna historia i całkowicie się z Anią zgadzam w kwestii, że jedna zmiana pociąga za sobą inne. Ja niecałe 40 dni temu powiedziałam sobie, że przestaję jeść słodycze. Po dwóch tygodniach zaczęłam więcej czytać bo mój umysł stał się jaśniejszy i zaczęłam nudzić się w Internecie – tzn. niby codziennie siedzę, ale jestem w stanie przerwać i już nie marnować 12 godzin na to.
Poza tym zaczęłam rysować – kupiłam sobie kredki i mazaki ;p
Fajnie jest mieć Energię i wszystkim życzę aby ją mieli 🙂

Skarletka
Gość

Bo to tak działa: jedna zmiana pociąga za sobą kolejną i ledwo się obejrzymy, a… zmienia się wszystko 🙂

Karolina
Gość

Bardzo fajnie, że umieściłaś tą historię. Nie ma tu może niesamowitych zwrotów akcji czy czegoś równie spektakularnego, ale każdy z nas może się utożsamić z autorką i to jest w tym fajne. Odkładamy rzeczy i obowiązki na później, a w efekcie odkładamy swoje życie na później. Im szybciej się to zrozumie tym lepiej. Do mnie dotarło to niedawno. Ciągle powtarzałam sobie, że przestane być nieśmiała, zacznę z tym walczyć, pokonam to, ale do niedawna było to tylko gadanie, bo może od jutra, bo może dzisiaj nie ma okazji, bo nie wiem jak itp. ale wzięłam się w garść i codziennie… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Super, że opublikowałaś "normalną" historię, bez ciężkich problemów, patologii. Myślę, że większość osób (a może tylko ja, dlatego tak mi się wydaje) właśnie z takich może najwięcej brać 🙂
Pozdrawiam, Dominika

paranoJa
Gość

Nie, nie tylko Ty. 😛 Też od razu pomyślałam, że w końcu jakaś historia bez łez, dramatów i wybuchów. 🙂

Marigold Girl
Gość

Właśnie też miałam napisać, że bardzo mi się podoba, że to taka historia bez dramatycznych wydarzeń. Oczywiście, w ogóle bez sensu jest ocenianie, które są bardziej wartościowe, bo to zależy od czytelnika, a bohaterowie tych historii w każdym przypadku zasługują na wielki podziw, z racji tego, że wzięli życie w swoje ręce. Jednak takie jak ta powyższa też są potrzebne, żeby nie nastawić się na myślenie: potrzebuję jakiegoś wielkiego przełomu w swoim życiu, jeśli jest mi względnie dobrze to może nic nie muszę zmieniać. Właśnie nawet jeśli jest nam względnie dobrze, a jednak nie czujemy się z tym do końca… Czytaj więcej »

Artinowy Świat
Gość

Pozytywnie 😉 uwielbiam pozytywnych ludzi 😀 Gorące pozdrowienia dla Ani i trzymaj tak dalej!

Aga
Gość
Aga

Obie Anie – jesteście moimi ulubionymi blogerkami, wiele się od Was nauczyłam 🙂 Dziękuję za pozytywne inspiracje, otwieranie oczu! Pozdrawiam
Aga

Sklep Revell
Gość

Super historia 🙂
Bardzo pozytywne wpisy 🙂

Karolina Franieczek
Gość

Każda pozytywna historia może być bodźcem dla innych. Fajne jest to, że umieszczasz takie wpisy u siebie. 🙂

Alchemia Kobiecości
Gość

W małych zmianach tkwi ogromna siła!
Spośród wszystkich historii motywujących na tym blogu ta zmotywowała mnie najbardziej. Bo jest taka zwyczajna, na wyciągnięcie ręki i dotyczy każdego, absolutnie każdego z nas 🙂

Magda Lena
Gość

To pokazuje, że każdy może zmienić swoje życie, niezależnie w jakim momencie tego życia się znalazł 🙂

The music of me
Gość

Jejku, świetna historia! Naprawdę czuję się zmotywowana żeby działać. Wakacje mijają, a mnie cały czas ogarnia lenistwo… teraz NAPRAWDĘ postaram się o codzienny malutki sukces 🙂

ania notuje
Gość

Bardzo przyjemna historia. OD kilku dni postanowiłam spędzić 30 min z j. angielskim. Na początku było ciężko. Teraz już łatwiej przychodzi mi czytanie tekstów i z chęcią gospodaruję czas na lekturę choćby czasopism anglojęzycznych 😉

Justinee
Gość
Justinee

Pozytywna i inspirująca historia do tego, by COŚ zrobić ze swoim życiem, metodą małych kroczków i nie bać się przede wszystkim:) I mnie zmotywowałaś do tego Aniu:) Pozdrawiam i dziękuję za ten wpis!

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Znam problem nie ubierania sukienek z powodu grubych nóg 😉 nie odważę się założyć sukienki;( nie wiem co mi nie pozwala się zmienić ale to coś strasznie demotywuje i ciągnie w dół

Karola S.
Gość

Pozytywnie 🙂 Też się często łapię na odkładaniu życia na później, ale małymi kroczkami i za pomocą właśnie drobnych zmian można z tego wyjść.

Sour Girl
Gość

pięknie, bardzo motywująco zgodnie z założeniem 😉

freckledlittle
Gość
freckledlittle

No i jak niewiele trzeba, żeby mnie wzruszyć… 😛 dzięki! 🙂

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Prokrastynacja – takie piękne słowo, a ma na koncie tyle ofiar. Antidotum jest chyba tylko przebudzenie, świadome obserwowanie i uczestnictwo we własnym życiu, odpowiedzialność za nie oraz najważniejsze świadomość własnej wartości, jakże wyjątkowej od wszystkich innych ludzi. Każdy z osobna jest wyjątkowy. Jeżeli widzę że ktoś robi coś wielkiego lub coś małego i odnosi sukces(ik) to to powinno być dla mnie motywujące. Jeśli nie jest i czuję zazdrość i własną małość znowu się cofam. Rozmyślanie o tym, że musze coś zrobić nie pomoże, trzeba zacząć i zobaczyć postęp, a dalej "samo" pójdzie pociągnie się siłą myśli, wyobraźni. Jedna rzecz zrobiona… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Ha, a ja dzisiaj właśnie założyłam sukienkę, która przeleżała w szafie chyba z 1,5 roku. Powiedziałam sobie, czego się wstydzisz?? 🙂 Teraz albo nigdy. Dwa kroczki na przód albo jeden do tyłu. 😉
Super wpis, zapiszę sobie w notesie.

Czarne Espresso
Gość

Od czasu do czasu każdy potrzebuje takich tekstów. Pozytywnie 🙂

Gratuluję trzech latek 🙂

gosshaa
Gość

Ciekawa historia, pokazuje, że często te małe zmiany potrafią bardzo dużo. Nie musimy od razu ruszać w podróż dookoła świata by odkryć w sobie coś nowego, zmiany w nas są równie ważne.
Życzę Tobie i sobie kolejnych trzech lat z tym blogiem 🙂

Pozytywka
Gość

Właśnie czegoś takiego potrzebowałam. Zarówno ta historia jak i blog jej autorki są czymś, co dobrze czuję i z czym chcę się utożsamiać. Wspaniała motywacja, która inspiruje i zachęca do działania. Małe proste kroczki, które prowadzą do zadowolenia z życia i tego poszukiwanego szczęścia.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Ta dziewczyna tez sporo osiagnela w dodatku ma chore dziecko i mieszka za granica. O niej moznaby przytoczyc ciekawa motywacyjna historie: polka-w-uk.blogspot.co.uk pozdrawiam czytelniczki. Lenka

Mari
Gość

Uwielbiam czytać pozytywne komentarze pod takimi historiami. Kobieca sukienka motorem zmian, kto by pomyślał? Myślę, że każda z nas miała tak z określonymi ubraniami albo makijażem, czy przekonaniami. To naturalne, że najpierw dajemy się wciągnąć w tę grę, jak mamy wyglądać – pisałaś o tym niedawno, a i Karina też, a później to staje się naturalne dla nas, aż w końcu klapki z oczu padają i wracamy do siebie własnej, naturalnej, samej,

Previous
SIĘ DZIAŁO (11) + ciekawe linki ;-)
Historia Ani