Wiele rzeczy w życiu myli! Na zdjęciu jestem szczęśliwa, serio. Było ciepło i miło, napoiłam i wygłaskałam pieska, zjadłam coś pysznego.
Często też krzyżuję ręce i nogi, ale nie jestem wtedy „zamknięta” albo „znudzona”, tylko wyrównuję sobie ciśnienie, bo mam niższe a tak czuję się lepiej 😉
I tak samo cudowne insta życie też jest mylące🤭. Ludzie pokazujący swoje sukcesy nie pokazują upadków i nieudanych działań (nie dziwię się, „propaganda sukcesu” bardzo dobrze sprzedaje!). Insta laski trudniące się prostytucją nie pokazują co muszą robić za te torebki,  buty i podróże.
Szczęśliwe mamy „wszystko jest kwestią organizacji” nie pokazują swojej frustracji gdy dziecko zwymiotuje na ostatnie czyste śpioszki.
Ja sama bardzo dbam o to co pokazuję, a czego nie. Nie chodzi o to, że nie jestem prawdziwa (bo jestem), po prostu moje życie to nie Big brother ;)
Wybieram się do Azji solo, więc nie będę wrzucać stories w czasie rzeczywistym. Nie chcę też siedzieć z nosem w telefonie, wolę sobie na godzinkę usiąść w hotelu i dorobić napisy do relacji. Trochę szukam zatem nowej formuły!
Dajcie znać czyje stories najbardziej lubicie, szukam świeżych inspiracji.
Moje aktualne top 3 to:
1. @szafasztywniary - nie potrzebuje 10 kafelków by powiedzieć „sto lat!”, merytorycznie, ze spokojem
2. @kasia_coztymseksem - Kasie śledzę jeszcze od czasów gdy nie opowiadała na insta o seksie i wiem, że bardzo potrzeba kogoś takiego w Polsce!
3. @evrdtrp - uwielbiam merytoryczne i fajne storiski z podróży❤️
Tych osób jest oczywiście dużo więcej, ale takie aktualne top3 stories w które klikam to właśnie te!
Dajcie znać kogo warto oglądać! Od razu mówię - nie lubię dram, ludzi o agresywnym tonie, filtrów „upiększających” ludzi i widoczki, i „smacznej kawusi”😁 Lubię ludzi konkretnych!
Kto wzbogaca Twoje chwile na insta?

#wakacje #podrozemaleiduze #lato #urlop #blogipodroznicze #blogpodrozniczy #travelpassion #relaks #motywacja #travelstagram #wspomnienia #grecja #korfu #kerkira #greece #girlswhotravel #polishtraveller #girlswhoexplore #collectmoments #mytravels #wearetravelgirls #traveljournal #girlslovetravel

Wiele rzeczy w życiu myli!...

Pytacie, czy nie boję się do Azji sama. Jasne, że się boję! Może nie w tym sensie, że jestem przerażona, ale czuję dreszcz niepokoju. Na bank się któregoś dni rozpłaczę, bo coś mi nie wyjdzie😉 na bank a chwilę później będę się z tego śmiała!
Już na starcie robię to źle, bo zamiast spakować się w plecak (potrafię!) jadę z walizką, bo chcę odwiedzić kilka osób i przywieźć im z Polski rzeczy, za którymi tęsknią i których im brak.
Ja w ogóle mam 2 stany (oba w 100% prawdziwe!). W jednym z nich z łatwością poznaję ludzi, jestem otwarta i znajduję nowe przygody, w drugim moje spojrzenie mówi „Idź stąd”. Czasami zadziwia mnie jak szybko potrafię się pomiędzy nimi przełączać! 
Myślę, że będzie fajnie, bardzo potrzebuję takiego czasu dla mnie! Już jaram się na myśl o tym, że będzie mi się w tym wilgotnym powietrzu doskonale oddychać. Na myśl o pysznym jedzonku i porządnych masażach!
Zrezygnowałam na ten moment z Myanmaru i prawdopobnie będzie to Pekin(na chwilę!)- Bangkok-Koh Chang- Bali i na koniec dwa tygodnie w Wietnamie. Zacznę z dołu, ruszę w górę. Znając mnie - zmienię pewnie plan z 10x ;) I spoko, na tym polega zabawa, nie biorę życia już tak bardzo serio, staram się bardziej z niego korzystać, mniej się spinać. Dlatego teraz wskakuję do wanny pełnej piany, zapalam świeczki i pora na totalny relaks🥰

Wyobraź sobie, że problemu w stylu brak urlopu/kasy/towarzystwa/z kim zostawić psa/ nie znam języka nie istnieją. Jest czarodziej, robi plum i ich nie ma🧙🏻‍♂️. Gdzie w tej sytuacji chcesz pojechać? Co robisz, gdy nic cię nie ogranicza?☺️ Daj znać!
#podróże #podróżemałeiduże #wakacje #lato #azja #travelphotography #travelgirl #girlswhotravel #solotravel #langkawi #malaysia #malezja

Pytacie, czy nie boję się...

Dziewczyno, jeśli czekasz jak na szpilkach czy chłopak odpisze- wyłącz te cholerne powiadomienia! Za każdym razem jak słyszysz charakterystyczny dźwięk🔔, uwalnia się kortyzol a ty masz reakcję stresową. A potem i tak jesteś rozczarowana, że to 20% rabatu na sandały, a nie książę z tindera💁🏻‍♀️ PLUM-stres-PLUM-stres-PLUM-stres - zwariować można!
Plus może warto przemyśleć, czy to właściwa relacja? Nie fajniej dostawać niespodziewane wiadomości od których się rumienisz, niż czekać aż ktoś odpisze?
Oczywiście dotyczy to relacji nazwijmy to... romantycznych, nie takich bez zobowiązań!😉 Piszę o tym przy okazji zadania numer 16 w ramach wyzwania. Dopóki nie oddałam tej działki mojemu przyjacielowi i menadżerowi @troyann (takie 2w1 bywa wygodne!), cały czas byłam w trybie stand-by czekając na umowę, ustalenia, akcept, dalsze negocjacje. Piątkowy wieczór, daleka podróż - wieczny podryg na dźwięk powiadomienia, bo może to akurat to, na które czekam... Zawsze na jakieś czekałam!😏
Maciek przekonał mnie w Gruzji, bym się ich pozbyła. Na bieżąco migają mi tylko podczas korzystania z instagrama, co jest wygodne, szczególnie gdy odpowiadam na pytania do wyzwania. Ale uwolniłam się od maila! Lubię kontakt z Wami, ale z umiarem!
Prawie w ogóle nie odpowiadam już na messengerze, jeśli mam do kogoś coś pilnego - dzwonię lub piszę SMS. Wiem, że jeśli ktoś będzie miał coś pilnego do mnie - też wybierze taką formę!
I jasne, pierwszą rzeczą, którą kupię w Bangkoku będzie karta SIM i internet (ostatnio też tak było🙈), ale zrobię to by ogarnąć transport i nocleg, a nie by sprawdzić czy przez moją nieobecność w sieci świat czasem nie spłonął ;) Jeśli nie jesteś gotowa na krok o którym mówię, pomyśl o tych wszystkich razach, gdy czekałaś na kuriera z paczką i specjalnie nie wychodziłaś z domu, a on cię olał i zostawił paczkę w punkcie, albo napisał, że przyjedzie jutro🙄
Dziewczyno! Życie Ci przelatuje przez palce na tym czekaniu!
Napisałam to pod wpływem wiadomości z uczestniczką wyzwania, której smartfon przyrósł do ręki bo wiecznie czeka! ;) zdjęcie zrobiłam 3 lata temu po Azji, kojarzy mi się z wolnością!
#szczerze_pisząc #motywacja #wyzwanie #aniamaluje #powiadomienia #stres

Dziewczyno, jeśli czekasz jak na...

Nie wiem jak szybki musiałby być aparat, aby uchwycić ten uśmiech na mojej twarzy😅 niestety mam domyślny bitch face, co nie znaczy, że odpowiada on temu co dzieje się u mnie w środku ;). Faktem jest jednak, że ludzie zawsze zauważają „ty się uśmiechasz” gdy się uśmiecham, bo jak ten uśmiech długo jest na mojej twarzy, to znaczy, że jest mi dobrze i błogo.
Ale dzisiaj to się śmieję cały dzień🤣 Nie dość, że wszystko mi fajnie wyszło, to jeszcze rozbawiły mnie do łez wasze wiadomości o tym, co dziwnego zrobiłyście podczas PMS🤪. Chodźcie na stories, jest fajnie! (Serio ten uśmiech jest rzadki, nie umiem się tak uśmiechnąć sztucznie, musi być totalnie autentyczny!)
#aniamaluje #szczerze_pisząc #zamioculcas #plantlady #crazyplantlady #pms #blogerka #uśmiech #radocha #frajda

Nie wiem jak szybki musiałby...

Ależ ja miałam od kilku dni podły humor! Niczym kiepski detektyw chwytałam się banalnych tropów, jak osłabienie i rozdrażnienie po chorobie, ciśnienie, pełnia księżyca, zły stan powietrza... Ten stan narastał od kilku dni, a ja miałam takie „wtf, o co ci chodzi dziewczyno?” Wszystko w życiu idzie jak trzeba, niektóre rzeczy nawet lepiej, skąd ten nastrój?
Zrzuciłam wszystko co mi leżało na wątrobie i co mnie gniotło w różnych sytuacjach, ale nie pomogło.
W życiu bym nie wpadła na to, że z opóźnieniem trzepnęła mnie książka i czytanie o szalenie skomplikowanej sytuacji w Myanmarze (Birmie).
Tak już czasami mam, że reaguję z opóźnieniem. 
Czasami zadziwia mnie z jaką lekkością jednego dnia przeżywam frustrację, bo w żaden sposób nie mogę spuścić napięcia, a drugiego mam wyborny humor, uśmiecham się szeroko i zaśmiewam z prymitywnych memów.
Tylko czemu zawsze to uwolnienie przychodzi wtedy, gdy pozwolę sobie na te brzydkie emocje i przestanę z nimi walczyć?
Pewnie z tego samego powodu, dla którego ludziom wychodzi podryw gdy odpuszczą, a nie desperacko próbują bardziej.
Ale mi teraz dobrze po pozbyciu się tego dziwnego ładunku! Uczucie jak zdjęcie niewygodnych butów po całym dniu! Albo jak dobiegnięcie do domu i zrobienie siusiu po godzinie wstrzymywania resztką woli🙃

Super ważna lekcja dla mnie: bardziej poddawać się falom, nie walczyć z nimi, bo się utopię!

#tajlandia #thailand #podróże #podróżemałeiduże #aniamaluje #szczerze_pisząc

Ależ ja miałam od kilku...

Którą Anią dzisiaj jesteś? 1 czy 2? I tak się zawsze kończy z nogami na ścianie🤣, ale taka mała refleksja, którą chcę się podzielić - jestem z siebie dumna! Kiedy bardziej chorowałam, wymyśliłam sobie, że muszę mieć w życiu coś, co da mi niezależność i pozwoli zarabiać nawet wtedy, gdy ja nie będę w stanie pracować. Aż do wczoraj nawalało mnie gardło, więc napakowałam czas spotkaniami towarzyskimi i nawet wciągnęłam serial, bo z pracką mimo chęci to jakoś nie szło. I super czuję się z tym, że:
- MOGŁAM.
Nie żyję bez poduszki finansowej, mogę powiedzieć sobie - Ania, teraz nie pracujesz, zluzuj
- nic nie robiąc* i tak zarabiałam. Moja wydana w 2013 książka, której w ogóle nie promuję bo mi się już nie podoba(!) jak co roku złapała się w styczniowe flow i dała mi hajs. 
I to jest super rzecz, za którą jestem bardzo wdzięczna, bo i tak pozwalam sobie na miesiąc w Azji (podczas którego nikt nie zwolni mnie z płacenia za mieszkanie itp), a tutaj niemiłe niespodzianki nie niszczą mojego komfortu.
Ogromnie mnie to cieszy, bo wiem, że wiele osób „nie może sobie pozwolić na L4” z grypą, bo niższa pensja oznacza kłopoty finansowe a normalnie jest na styk😪O ile w ogóle są ubezpieczonymi szczęśliwcami na etacie!
Cieszę się, że udało mi się od tego uchronić! *przesadziłam z tym „nic nie robiąc” bo believe me or not - pytania do wyzwania i wyzwanie sprawiają, że siedzę na IG 5h dziennie😰 ale robię to za darmo i od siebie, nigdy nie prosiłam o patronite itp, więc still - nie robię w styczniu nic zarobkowo.

Cholernie mnie to cieszy, że mam komfort życia bez strachu i chociaż nie zarabiam bardzo dużo, to mogę sobie pozwolić na luksus chorowania.
I przeraża mnie, że w 2020 chorowanie stało się luksusem. 
Strasznie! 
#aniamaluje #szczerze_pisząc #książka #czytam 
#parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #theparisguru #frenchvibes #parismood #modeaparis  #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily

Którą Anią dzisiaj jesteś? 1...

Czy nie możemy próbować być TROSZKĘ lepsi bez tej całej napinki?
Bez zawstydzania nastolatek na utrzymaniu rodziców, że nie mają każdej jednej rzeczy eko i zero waste i w ogóle instagramowa policja approved?
Bez wytykania komuś lotu na chrzciny kuzynki, bo ślad węglowy i straszne zło?
Komuś, kto zaczął przygodę z byciem wege, że robi za mało?
 Nie podoba mi się napinka wyzwalająca poczucie, że jeśli stać cię tylko na malutki kroczek, to jesteś ZŁY I NIEDOBRY. Nie jesteś!
Wrzucając  jakieś linki do swoich starych tekstów (powiedzmy do 2016) często zaznaczam: dzisiaj napisałabym to inaczej. Dlaczego? Bo jestem bardziej empatyczna i rozumiejąca, złagodniałam. Nie lubię rewolucji, wolę łagodną ewolucję i dojrzewanie do zmian. Dlatego chociaż sercem jestem np. za bardziej eko, tańszymi i zdrowszymi (może za rok ukażą się badania, że jednak nie!) kubeczkami menstruacyjnymi, to nie wyobrażam sobie zawstydzania kobiet, dla których ten krok to za dużo. Bo mogę edukować i wyjaśniać, ale jestem za wyborem. I rozumiem gdy jest inny niż mój!
Tak samo jak rozumiem, że ktoś kupi bikini za 50 zł, na aliexpress zamiast takiego samego za 150 w sieciówce, bo ma ogólnie po opłaceniu wszystkiego 400 zł w budżecie i o takim szytym w Polsce w duchu eko to może pomarzyć. 
Chciałabym abyśmy bardziej próbowali się rozumieć, a mniej oceniać i osądzać. Pokaz innym jak żyjesz, zainspiruj do czegoś fajnego, ale nie wywołuj poczucia, że jest gorszym człowiekiem. Po co?
Nie zawsze da się wybrać idealnie, warto pomyśleć, że inni dokonują najlepszych wyborów jakich potrafią.
#noshame #aniamaluje #szczerze_pisząc #piesek #dogsofinstagram #wakacje #lato #toniemojpies #niestety

Czy nie możemy próbować być...

Jakiś czas temu wróciłam do robienia sobie autoportretów. Kiedyś dawało mi to frajdę, potem uznałam za dziecinne i głupie. Dzisiaj uważam, że dziecinne to jest nazywanie rzeczy przynoszących frajdę dziecinnymi🙃

Gdyby nie samowyzwalacz i kilka serii, to pośród kilku całkiem niezamierzonych sexy póz, nie znalazłabym tej! Perełka🤣
Mama całe dzieciństwo mi mówiła: usiądź jak człowiek! 
Dzisiaj to samo mówi mi fizjoterapeuta. A moje nogi plączą się na przedziwne sposoby i na krześle i na tym legowisku, które zrobiłam sobie do czytania😅
Co jest ironiczne, bo mam szeroki parapet o którym zawsze marzyłam, że czytanie z kubkiem gorącej czekolady w oknie... kupiłam nawet piankę tapicerską na ten parapet by było miękko w tyłek i co? W ogóle na nim nie siadam! 
Fun fact: kiedyś potrafiłam założyć sobie nogi za głowę, ale raz nie mogłam się z tego potem rozplątać😅
Czy są tu jakieś osoby dzielące mój problem z nogami? Odezwijcie się, może moja mama zrozumie, że to nie jest moja złośliwość, że przy obiedzie zdarzyło mi się siedzieć po turecku🤦🏻‍♀️ #aniamaluje  #szczerze_pisząc #czytanie #książka #nogi #autoportret #interiordesign #zamioculcas #plants

Jakiś czas temu wróciłam do...

No i jak, miała być realizacja postanowień „od nowego roku” a jakoś kacyk i zmęczenie nie sprzyjają treningowi a ze zdrowym odżywianiem też ciężko?
Startuję z czymś banalnym, bo cóż może być bardziej oklepanego niż wyzwanie styczniowe?🤪Ale na zachętę powiem, że miało wystartować rok temu, ale uznałam, że jest niedopracowane. Dałam je dziesięciu osobom, które przesłały mi swoje uwagi, podzieliły się trudnościami i je ulepszyłam.
UWAGA! To nie jest jedno z tych pięknych wyzwań, gdzie zapisujesz swoje wyniki w ślicznym notesie brokatowymi cienkopisami. Tu trzeba trochę pozasuwać w realu, nie w marzeniach!
Nie chciałam, by było jak te wszystkie rzeczy z pinteresta albo filmiki z pięciominutowymi DIY, które oglądasz, mówisz pod nosem, że fajne (a może nawet zapisujesz w zakładkach!) ale nigdy nie realizujesz🤫
Ono jest po prostu skuteczne.
30 zadań, na które jest 45 dni.
Lżejsze i trudniejsze.
Codziennie na stories! 
Aha, oczywiście wystartowałam z wyzwaniem, ale nie wymyśliłam nazwy, więc przygarnę propozycje 
#wyzwanie #nowyrok #motywacja #aniamaluje #szczerze_pisząc #nogi #nylons #rajstopy #kropki #kropeczki #polkadot #zamioculcas

No i jak, miała być...

Nadchodzi fala podsumowań  od tych, którym wszystko się udało (i fajnie!👏🏻) a przyznam, że nie zrealizowałam żadnego kluczowego celu na 2019🤪
I nie jestem zła! Ani trochę!😲
Miałam jakieś założenia odnośnie tego, co bym chciała osiągnąć.
A potem poczułam, że sama kasa jest dla mnie za małą motywacja i mogę to zrobić, ale nie czuję z tego radochy. 
W 2019 dałam sobie plaska w twarz i zastanowiłam się , czego NAPRAWDĘ CHCĘ. Nie zawsze to były fajne myśli! ✅przestałam uciszać ten głos, który mówił czego pragnę, a który uciszałam, bo nie pasował mi do moich wyobrażeń o mnie samej.
Ale kiedy ich posłuchałam, to o jeju! Zaczęło mi być fajniej w życiu. ✅ Np. niedziele tylko dla mnie (dzisiaj to święto ruchome). Nie zdawałam sobie sprawy jak ja bardzo potrzebuję przestrzeni TYLKO dla siebie! ✅ Jestem asertywna bez poczucia winy i strachu przed tym, że ktoś uzna mnie za niemiłą (nie muszę być miła!)✅ Piszę bloga znowu dla przyjemności, bo choć Wasze propozycje tematów są super, to ja muszę czuć moment i dać myślom dojrzeć, nie jestem wyrobnikiem tworzącym na zawołanie. Nie chcę być!
✅ Przestałam patrzeć  na liczby i zastanowiłam się, czy w ogóle chcę być instagramerką i blogerką. Nie chcę. Chcę być Anią, która ma bloga i instagrama.

To był naprawdę dobry rok, chociaż nie postawię spektakularnych ptaszków na kartce z celami! Jak ja mogłam w ogóle mieć cele, nie wiedząc czego chcę?🙈
To był mój taki gap year, w którym przypadkiem zarobiłam najwiecej w życiu (i większość przehulałam!) ale niczego nie żałuję!

#aniamaluje #szczerze_pisząc #barcelona #parkguell #sukienka #podróże #podróżemałeiduże #catalunya #cele #podsumowanieroku #podsumowanie2019 #motywacja

Nadchodzi fala podsumowań od tych,...

Jeden poważny błąd, który czyni cię bardziej złym i agresywnym – czy też go popełniasz?

Gniew, frustracja, stres – to nie są moi ulubieni towarzysze. Ale są w moim życiu obecni, więc muszę sobie z nimi jakoś radzić. Jak większość znanych mi osób – radziłam sobie z tym źle.

Od końca września czuję się trochę gorzej – to u mnie naturalny cykl i jesienią już tak po prostu mam. Gdy ten stan się przedłuża, robię się poirytowana. Pamiętam jak to jest walczyć o każdy oddech i zwyczajnie się tego boję. Obiecałam sobie, że nigdy więcej do tego już nie dopuszczę. 
Niestety zdarza mi się czuć dokładnie jak na obrazku :
W takich chwilach powraca mój wielki żal do niektórych lekarzy za to, że się nie edukują i nie rozwijają swojej wiedzy. Ich beztroskie zapisywanie mi sterydów traktowanych jak panaceum, wepchnęło mnie w objęcia Cushinga. Mam ogromne problemy z poziomem kortyzolu, który ma wielki wpływ na stan emocjonalny. Moje nadnercza zwariowały i jak w kołowrotku – raz  mam kortyzolu za dużo, raz za mało i tak w kółko. Czasami nachodzi mnie wielki gniew i osobiście poodbierałabym im wszystkim prawa do wykonywania zawodu, bo nasze sądy sobie z tym nie radzą – wyrok w postaci roku zawieszenia dla kilku lekarzy, którzy nie rozpoznali u 3,5 letniego chłopca sepsy (maluch zmarł), uważam za kpinę i przyzwolenie na niekompetencję i zaniedbania. Szczególnie mnie to boli, gdy ktoś w wyniku “niedopatrzenia” żegna się z życiem. Nie życzę tym lekarzom źle, ale czuję gniew. i niezgodę. Jestem świadoma, że wyższy poziom kortyzolu bardzo wpływa na poziom agresji, ale daleko mi od stanowiska, że to wódka bije a spódniczka gwałci. Świadoma swoich problemów z kortyzolem czuję się kilka razy bardziej zobowiązana do skutecznej nauki zarządzania swoimi emocjami. Chciałabym aby podobne stanowisko przedstawiali lekarze i czuli się zobowiązani do podnoszenia poziomu swojej wiedzy lub kwalifikacji (lub zmienili zawód, bo do obecnego ich nikt nie zmuszał). Piszę o tym, bo jestem pokojowym człowiekiem i nie lubię awantur, ale to jest moja pięta achillesowa. Gdy moje oskrzela kapryszą a poziom kortyzolu się podnosi, wystarczy jedno doniesienie o dziecku które umarło, a zamieniam się w chodzącą draskę i jestem gotowa zapłonąć gniewem.
Jak w pięknej piosence Rachel Platten :


I might only have one match

but I can make an explosion

Jest mi też przykro, że do zawodu o ogromnej odpowiedzialności społecznej trafią często nadęte, beztroskie i aroganckie bufony, które psują opinię i reputację tym wszystkim zaangażowanym, edukującym się i sumiennym lekarzom, których też przecież u nas nie brakuje.
Jak nietrudno odgadnąć – od jakiegoś czasu czuję się gorzej, a właśnie zapadł ten żenujący wyrok w sprawie chłopca, który umarł w 2008 roku. A to znowu wystawiło moje zszargane nerwy na trudną próbę. Gdy to usłyszałam, to automatycznie zacisnęły mi się pięści i szczęka. Zapewne przybrałam groźny wyraz twarzy i niemal poczułam falę gniewu.
Jak radzić sobie z gniewem?
Na studiach miałam o tym tylko jedne zajęcia na jednym przedmiocie. Na pedagogice, gdzie prace dyplomowe na temat agresji to totalny evergreen. W dodatku usłyszałam, że dziecko powinno poboksować w poduszki albo drzeć gazety. Z punktu widzenia badań – totalna głupota.
Ale fakt, że nie uczono mnie czegoś na studiach, albo nauczono mnie głupot, nie zwalnia mnie z samodzielnych poszukiwań i poszerzania swojej wiedzy. Na tym polegają chyba studia. Bardzo bym sobie życzyła, aby osoby, które nie czują odpowiedzialności za drugiego człowieka, zajęły się  zawodowo hodowlą drobiu, pasaniem kóz albo trzepaniem dywanów, bo niechęć do aktualizacji swojej wiedzy może wyrządzić komuś  poważną krzywdę.
Chciałam się podzielić wnioskami z pewnych fascynujących badań, które całkowicie zmieniły moje podejście do zarządzania negatywnymi emocjami. Ich autorem jest Brad J. Bushman (uwielbiam prace tego profesora, zawsze porusza niesamowicie fascynujące tematy).
Wciąż (sic!) wielu pedagogów i psychologów poleca wyładowywanie swoich emocji w sposób, który nikogo nie krzywdzi, ale przyniesie natychmiastową ulgę – np. skopanie worka treningowego, pobicie poduszki, tupanie, krzyczenie.

jeden z moich sposobów na rozładowanie emocji – spacer i…nowe buty (klik)
Bushman miał wątpliwości, czy takie rozwiązania rzeczywiście mają sens. Zaprojektował w tym celu tak genialne badanie, że z miejsca go polubiłam ;-). Ten wyjątkowy bystry naukowiec najpierw chciał wywołać u badanych gniew. W tym celu poprosił sześciuset studentów o napisanie eseju na temat… aborcji. Temat sam w sobie jest na tyle kontrowersyjny, że łatwo o emocjonalną reakcję. Następne eseje zostały rzekomo poddane ocenie przez osoby o odmiennym stanowisku (zwolennika oceniał przeciwnik i odwrotnie). W rzeczywistości oceny wystawiali naukowcy ;-). Brzmiały one np. “To najgorsze co w życiu czytałem!”.
To wywołało u autorów esejów wściekłość na osobę, która ich “oceniała”. Ale na tym nie koniec eksperymentu 😉 Część studentów otrzymała szansę na rozładowanie emocji – na 15-calowym monitorze pokazano im zdjęcie studenta, który rzekomo ocenił ich pracę. Potem student dostawał rękawice bokserskie i był proszony o uderzanie w worek treningowy i jednoczesne wyobrażanie sobie twarzy studenta, który tak brzydko ocenił jego pracę. Aby mieć jeszcze więcej danych, w pomieszczeniu z workiem treningowym był ukryty mikrofon, który pozwolił potem na ocenę siły i ilości uderzeń.
Druga grupa studentów miała po prostu posiedzieć dwie minutki w cichym pomieszczeniu i się uspokoić. 
Dalsza część eksperymentu polegała na wypełnieniu prostego kwestionariusza, który dostarczył badaczom danych o stanie emocjonalnym badanego (czy i jak bardzo jest zdenerwowany itp).
Kolejny z moich sposobów na stres i gniew – szukanie pozytywów w tym, czego nie lubię – szukałam koloru w ponurej jesieni.


Co było dalej? Połączono studentów w pary. Grali w jakąś prostą grę w której zwycięzca mógł wymierzyć karę przegranemu. Karą był nieprzyjemny dźwięk puszczony prosto w twarz, ale zwycięzca sam decydował o tym jak długo będzie emitowany i jak głośny będzie.
Ciekawi wniosków?
– Studenci, którzy rozładowywali swoje emocje w starciu z workiem bokserskim czuli się bardziej agresywni. Karali też przegranych bardziej surowo (wybierali głośne i długie dźwięki). Bushman uważa, że te agresywne sposoby wyładowywania emocji to tylko dolewanie oliwy do ognia.  A jako że jedna jaskółka wiosny nie czyni to dopowiem, że później podobne badania przeprowadzali inni i wzorzec zachowania się potwierdzał.
Serdecznie zresztą zachęcam do przeczytania artykułu : 

Does Venting Anger Feed or Extinguish the Flame? Catharsis, Rumination, Distraction, Anger, and Aggressive Responding (Pers Soc Psychol Bull June 2002 vol. 28 no. 6 724-731). W razie problemów z dostępem piszcie w komentarzach, to spróbuję go gdzieś wstawić, bo był dostępny za darmo, a czasami źródła wygasają ;-).

Co zatem robić?
Rozwiązań jest bardzo wiele. Nic co ludzkie nie jest mi obce i wiem, że gniew jest częścią życia. Czy tego chcę czy nie. Pierwsze co zawsze sama sobie gorąco polecam, to wyciąganie pozytywów oraz wniosków z dobijających sytuacji.
Czego ta sytuacja mnie nauczyła? Jak nie popełnić takiego błędu w przyszłości? Co mogę zmienić w swoim zachowaniu, by więcej mnie to nie spotkało?

Gorąco polecam też rozwiązania, które budują, a nie rujnują. Zamiast nawalania w worek bokserski może warto chwycić gwoździe i młotek i zbić z europalet regał? 
Jak wspomniałam, kortyzol sprawia, że złe nastroje próbują mnie dopadać bardzo często. Zarówno gniew jak i smutek. Moim najważniejszym spostrzeżeniem jeśli chodzi o rozładowywanie napięcia jest konieczność rotacji stosowanych metod.

Nikt nie ma wątpliwości, że topienie smutków czy gniewu w alkoholu prowadzi do uzależnienia. Ale moim zdaniem każda metoda rozładowywania napięcia może być uzależniająca. Być może też tego doświadczasz i “musisz” emocje wybiegać, wytańczyć, zrobić sobie tatuaż po rozstaniu czy zjeść całą czekoladę. Problem pojawia się wtedy, gdy z naszego wypracowanego sposobu rozładowywania napięcia nie można w danej chwili skorzystać (np. nie możesz pójść pobiegać, bo leżysz w łóżku z zapaleniem płuc), albo wtedy, gdy bez tej czekolady nie można sobie poradzić i zaczyna być jedzona kompulsywnie.
Ja np. mam problem z tym, że w ramach nagrody albo pocieszenia kupuję sobie …buty.
tak wiem, znowu frędzle… 🙂

Nauczyłam się szukać ciągle nowych sposobów. Oprócz tych praktykowanych stale, np. ćwiczenie wdzięczności (klik)  czy moje ukochane pisanie ekspresywne (klik), można robić całe mnóstwo różnych rzeczy nastawionych na tworzenie czegoś lub przynajmniej – nie niszczenie.
Przykłady :
1) Naprawianie różnych rzeczy – możesz przyszyć urwane guziki, dokręcić śrubki, naoliwić zawiasy w skrzypiących drzwiach i podkleić tapetę tam, gdzie odchodzi od ściany
2) Tańczenie (bonus : spalone kalorie, podszkolenie swoich umiejętności tanecznych)
3) Bieganie (bonus: lepsza kondycja)
4) Spacer. Można polować z aparatem na przyrodę, zachwycić się otoczeniem, dokarmić zwierzęta, zabrać ze sobą psa, który zwariuje ze szczęścia :).
5) Szycie – zawsze chciałam się nauczyć, ciągle spada niżej na liście priorytetów, ale przynajmniej mam coś nowego do wypróbowania gdy skończą mi się pomysły 🙂
6) Robienie na drutach i szydełkowanie – ostatnio kupując bułki widziałam spory wybór bardzo porządnych drutów i szydełek za 7 zeta w biedronce. U mnie są przerzucone obok książek 🙂
7) Pomaganie innym. Zawsze gdy jestem zdenerwowana na świat albo na jakąś sytuację, dowiaduję się o kimś, kto ma obiektywnie gorzej. Gdy pomagam, czuję się lżejsza o sto kilo problemów. Serio, idź zrobić zakupy starszej sąsiadce.
8) DIY. Robienie czegoś z niczego jest super, bo możemy się wyżyć artystycznie i jeszcze coś fajnego z tego wynika. Kopalnią pomysłów jest pinterest, moim hitem była kiedyś wiklina papierowa :).
9) Gotowanie!
Żeby nie skończyć dzisiaj klasycznie z tabliczką czekolady albo kilogramem sernika (-.-) czy wielką pizzą hawajską, spróbowałam nowego smaku. Pokroiłam gruszki w plastry, lekko posypałam cukrem (bo były zbyt twarde), spryskałam patelnię mgiełką oliwy i przygotowałam sobie gruszki z gorgonzolą ;-). 
10) Branie udziału w konkursach. Nałogowo robiłam to w gimnazjum – wygrałam mnóstwo dziwnych rzeczy z dmuchanym pokrowcem na banana na czele ;-)). Wymyślanie haseł reklamowych jest świetnym sposobem na twórcze wyżycie się, a jeszcze niesie za sobą czasami dodatkowe profity ;-).
Ja też mam dla was mały konkurs!
Kiedyś pisałam, że każda współpraca na blogu musi nieść jakąś korzyść dla moich czytelników. Więc będzie miała całkiem wymierną: 

Czarny trencz (klik), szal – już niedostępny, golf – jakiś sklep sportowy, to golf termiczny 😛  Spódnica : (klik), rajstopy: 20 den gatta Botki z frędzlami (klik).

O botki padło sporo pytań na instagramie – dla mnie bardzo wygodne i stabilne, ale są problematyczne z powodu zamka z tyłu – łatwo przyciąć frędzle ;-). Odpadają też na deszczowe dni ;-).

KONKURS: dawno rozwiązany

byłabym wdzięczna za pisanie zwykłych komentarzy dotyczących radzenia sobie z gniewem i stresem – jestem bardzo ciekawa Twoich sposobów oraz popełnionych kiedyś błędów. 

W ramach rozwojownika obliguję uczestników do wypróbowania jednego nieznanego wcześniej sposobu na spuszczanie emocji 🙂
Uściski!

dodano 1 listopada: 
W konkursie wygrała osoba o mailu : 
ewela000…

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

Uściski, Ania

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Previous
Rzęsy 1:1 – czy warto? Odpowiedzi na wszystkie pytania +bon na 350 zł do wygrania!
Jeden poważny błąd, który czyni cię bardziej złym i agresywnym – czy też go popełniasz?