Dziewczyno, jeśli czekasz jak na szpilkach czy chłopak odpisze- wyłącz te cholerne powiadomienia! Za każdym razem jak słyszysz charakterystyczny dźwięk🔔, uwalnia się kortyzol a ty masz reakcję stresową. A potem i tak jesteś rozczarowana, że to 20% rabatu na sandały, a nie książę z tindera💁🏻‍♀️ PLUM-stres-PLUM-stres-PLUM-stres - zwariować można!
Plus może warto przemyśleć, czy to właściwa relacja? Nie fajniej dostawać niespodziewane wiadomości od których się rumienisz, niż czekać aż ktoś odpisze?
Oczywiście dotyczy to relacji nazwijmy to... romantycznych, nie takich bez zobowiązań!😉 Piszę o tym przy okazji zadania numer 16 w ramach wyzwania. Dopóki nie oddałam tej działki mojemu przyjacielowi i menadżerowi @troyann (takie 2w1 bywa wygodne!), cały czas byłam w trybie stand-by czekając na umowę, ustalenia, akcept, dalsze negocjacje. Piątkowy wieczór, daleka podróż - wieczny podryg na dźwięk powiadomienia, bo może to akurat to, na które czekam... Zawsze na jakieś czekałam!😏
Maciek przekonał mnie w Gruzji, bym się ich pozbyła. Na bieżąco migają mi tylko podczas korzystania z instagrama, co jest wygodne, szczególnie gdy odpowiadam na pytania do wyzwania. Ale uwolniłam się od maila! Lubię kontakt z Wami, ale z umiarem!
Prawie w ogóle nie odpowiadam już na messengerze, jeśli mam do kogoś coś pilnego - dzwonię lub piszę SMS. Wiem, że jeśli ktoś będzie miał coś pilnego do mnie - też wybierze taką formę!
I jasne, pierwszą rzeczą, którą kupię w Bangkoku będzie karta SIM i internet (ostatnio też tak było🙈), ale zrobię to by ogarnąć transport i nocleg, a nie by sprawdzić czy przez moją nieobecność w sieci świat czasem nie spłonął ;) Jeśli nie jesteś gotowa na krok o którym mówię, pomyśl o tych wszystkich razach, gdy czekałaś na kuriera z paczką i specjalnie nie wychodziłaś z domu, a on cię olał i zostawił paczkę w punkcie, albo napisał, że przyjedzie jutro🙄
Dziewczyno! Życie Ci przelatuje przez palce na tym czekaniu!
Napisałam to pod wpływem wiadomości z uczestniczką wyzwania, której smartfon przyrósł do ręki bo wiecznie czeka! ;) zdjęcie zrobiłam 3 lata temu po Azji, kojarzy mi się z wolnością!
#szczerze_pisząc #motywacja #wyzwanie #aniamaluje #powiadomienia #stres

Dziewczyno, jeśli czekasz jak na...

Nie wiem jak szybki musiałby być aparat, aby uchwycić ten uśmiech na mojej twarzy😅 niestety mam domyślny bitch face, co nie znaczy, że odpowiada on temu co dzieje się u mnie w środku ;). Faktem jest jednak, że ludzie zawsze zauważają „ty się uśmiechasz” gdy się uśmiecham, bo jak ten uśmiech długo jest na mojej twarzy, to znaczy, że jest mi dobrze i błogo.
Ale dzisiaj to się śmieję cały dzień🤣 Nie dość, że wszystko mi fajnie wyszło, to jeszcze rozbawiły mnie do łez wasze wiadomości o tym, co dziwnego zrobiłyście podczas PMS🤪. Chodźcie na stories, jest fajnie! (Serio ten uśmiech jest rzadki, nie umiem się tak uśmiechnąć sztucznie, musi być totalnie autentyczny!)
#aniamaluje #szczerze_pisząc #zamioculcas #plantlady #crazyplantlady #pms #blogerka #uśmiech #radocha #frajda

Nie wiem jak szybki musiałby...

Ależ ja miałam od kilku dni podły humor! Niczym kiepski detektyw chwytałam się banalnych tropów, jak osłabienie i rozdrażnienie po chorobie, ciśnienie, pełnia księżyca, zły stan powietrza... Ten stan narastał od kilku dni, a ja miałam takie „wtf, o co ci chodzi dziewczyno?” Wszystko w życiu idzie jak trzeba, niektóre rzeczy nawet lepiej, skąd ten nastrój?
Zrzuciłam wszystko co mi leżało na wątrobie i co mnie gniotło w różnych sytuacjach, ale nie pomogło.
W życiu bym nie wpadła na to, że z opóźnieniem trzepnęła mnie książka i czytanie o szalenie skomplikowanej sytuacji w Myanmarze (Birmie).
Tak już czasami mam, że reaguję z opóźnieniem. 
Czasami zadziwia mnie z jaką lekkością jednego dnia przeżywam frustrację, bo w żaden sposób nie mogę spuścić napięcia, a drugiego mam wyborny humor, uśmiecham się szeroko i zaśmiewam z prymitywnych memów.
Tylko czemu zawsze to uwolnienie przychodzi wtedy, gdy pozwolę sobie na te brzydkie emocje i przestanę z nimi walczyć?
Pewnie z tego samego powodu, dla którego ludziom wychodzi podryw gdy odpuszczą, a nie desperacko próbują bardziej.
Ale mi teraz dobrze po pozbyciu się tego dziwnego ładunku! Uczucie jak zdjęcie niewygodnych butów po całym dniu! Albo jak dobiegnięcie do domu i zrobienie siusiu po godzinie wstrzymywania resztką woli🙃

Super ważna lekcja dla mnie: bardziej poddawać się falom, nie walczyć z nimi, bo się utopię!

#tajlandia #thailand #podróże #podróżemałeiduże #aniamaluje #szczerze_pisząc

Ależ ja miałam od kilku...

Którą Anią dzisiaj jesteś? 1 czy 2? I tak się zawsze kończy z nogami na ścianie🤣, ale taka mała refleksja, którą chcę się podzielić - jestem z siebie dumna! Kiedy bardziej chorowałam, wymyśliłam sobie, że muszę mieć w życiu coś, co da mi niezależność i pozwoli zarabiać nawet wtedy, gdy ja nie będę w stanie pracować. Aż do wczoraj nawalało mnie gardło, więc napakowałam czas spotkaniami towarzyskimi i nawet wciągnęłam serial, bo z pracką mimo chęci to jakoś nie szło. I super czuję się z tym, że:
- MOGŁAM.
Nie żyję bez poduszki finansowej, mogę powiedzieć sobie - Ania, teraz nie pracujesz, zluzuj
- nic nie robiąc* i tak zarabiałam. Moja wydana w 2013 książka, której w ogóle nie promuję bo mi się już nie podoba(!) jak co roku złapała się w styczniowe flow i dała mi hajs. 
I to jest super rzecz, za którą jestem bardzo wdzięczna, bo i tak pozwalam sobie na miesiąc w Azji (podczas którego nikt nie zwolni mnie z płacenia za mieszkanie itp), a tutaj niemiłe niespodzianki nie niszczą mojego komfortu.
Ogromnie mnie to cieszy, bo wiem, że wiele osób „nie może sobie pozwolić na L4” z grypą, bo niższa pensja oznacza kłopoty finansowe a normalnie jest na styk😪O ile w ogóle są ubezpieczonymi szczęśliwcami na etacie!
Cieszę się, że udało mi się od tego uchronić! *przesadziłam z tym „nic nie robiąc” bo believe me or not - pytania do wyzwania i wyzwanie sprawiają, że siedzę na IG 5h dziennie😰 ale robię to za darmo i od siebie, nigdy nie prosiłam o patronite itp, więc still - nie robię w styczniu nic zarobkowo.

Cholernie mnie to cieszy, że mam komfort życia bez strachu i chociaż nie zarabiam bardzo dużo, to mogę sobie pozwolić na luksus chorowania.
I przeraża mnie, że w 2020 chorowanie stało się luksusem. 
Strasznie! 
#aniamaluje #szczerze_pisząc #książka #czytam 
#parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #theparisguru #frenchvibes #parismood #modeaparis  #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily

Którą Anią dzisiaj jesteś? 1...

Czy nie możemy próbować być TROSZKĘ lepsi bez tej całej napinki?
Bez zawstydzania nastolatek na utrzymaniu rodziców, że nie mają każdej jednej rzeczy eko i zero waste i w ogóle instagramowa policja approved?
Bez wytykania komuś lotu na chrzciny kuzynki, bo ślad węglowy i straszne zło?
Komuś, kto zaczął przygodę z byciem wege, że robi za mało?
 Nie podoba mi się napinka wyzwalająca poczucie, że jeśli stać cię tylko na malutki kroczek, to jesteś ZŁY I NIEDOBRY. Nie jesteś!
Wrzucając  jakieś linki do swoich starych tekstów (powiedzmy do 2016) często zaznaczam: dzisiaj napisałabym to inaczej. Dlaczego? Bo jestem bardziej empatyczna i rozumiejąca, złagodniałam. Nie lubię rewolucji, wolę łagodną ewolucję i dojrzewanie do zmian. Dlatego chociaż sercem jestem np. za bardziej eko, tańszymi i zdrowszymi (może za rok ukażą się badania, że jednak nie!) kubeczkami menstruacyjnymi, to nie wyobrażam sobie zawstydzania kobiet, dla których ten krok to za dużo. Bo mogę edukować i wyjaśniać, ale jestem za wyborem. I rozumiem gdy jest inny niż mój!
Tak samo jak rozumiem, że ktoś kupi bikini za 50 zł, na aliexpress zamiast takiego samego za 150 w sieciówce, bo ma ogólnie po opłaceniu wszystkiego 400 zł w budżecie i o takim szytym w Polsce w duchu eko to może pomarzyć. 
Chciałabym abyśmy bardziej próbowali się rozumieć, a mniej oceniać i osądzać. Pokaz innym jak żyjesz, zainspiruj do czegoś fajnego, ale nie wywołuj poczucia, że jest gorszym człowiekiem. Po co?
Nie zawsze da się wybrać idealnie, warto pomyśleć, że inni dokonują najlepszych wyborów jakich potrafią.
#noshame #aniamaluje #szczerze_pisząc #piesek #dogsofinstagram #wakacje #lato #toniemojpies #niestety

Czy nie możemy próbować być...

Jakiś czas temu wróciłam do robienia sobie autoportretów. Kiedyś dawało mi to frajdę, potem uznałam za dziecinne i głupie. Dzisiaj uważam, że dziecinne to jest nazywanie rzeczy przynoszących frajdę dziecinnymi🙃

Gdyby nie samowyzwalacz i kilka serii, to pośród kilku całkiem niezamierzonych sexy póz, nie znalazłabym tej! Perełka🤣
Mama całe dzieciństwo mi mówiła: usiądź jak człowiek! 
Dzisiaj to samo mówi mi fizjoterapeuta. A moje nogi plączą się na przedziwne sposoby i na krześle i na tym legowisku, które zrobiłam sobie do czytania😅
Co jest ironiczne, bo mam szeroki parapet o którym zawsze marzyłam, że czytanie z kubkiem gorącej czekolady w oknie... kupiłam nawet piankę tapicerską na ten parapet by było miękko w tyłek i co? W ogóle na nim nie siadam! 
Fun fact: kiedyś potrafiłam założyć sobie nogi za głowę, ale raz nie mogłam się z tego potem rozplątać😅
Czy są tu jakieś osoby dzielące mój problem z nogami? Odezwijcie się, może moja mama zrozumie, że to nie jest moja złośliwość, że przy obiedzie zdarzyło mi się siedzieć po turecku🤦🏻‍♀️ #aniamaluje  #szczerze_pisząc #czytanie #książka #nogi #autoportret #interiordesign #zamioculcas #plants

Jakiś czas temu wróciłam do...

No i jak, miała być realizacja postanowień „od nowego roku” a jakoś kacyk i zmęczenie nie sprzyjają treningowi a ze zdrowym odżywianiem też ciężko?
Startuję z czymś banalnym, bo cóż może być bardziej oklepanego niż wyzwanie styczniowe?🤪Ale na zachętę powiem, że miało wystartować rok temu, ale uznałam, że jest niedopracowane. Dałam je dziesięciu osobom, które przesłały mi swoje uwagi, podzieliły się trudnościami i je ulepszyłam.
UWAGA! To nie jest jedno z tych pięknych wyzwań, gdzie zapisujesz swoje wyniki w ślicznym notesie brokatowymi cienkopisami. Tu trzeba trochę pozasuwać w realu, nie w marzeniach!
Nie chciałam, by było jak te wszystkie rzeczy z pinteresta albo filmiki z pięciominutowymi DIY, które oglądasz, mówisz pod nosem, że fajne (a może nawet zapisujesz w zakładkach!) ale nigdy nie realizujesz🤫
Ono jest po prostu skuteczne.
30 zadań, na które jest 45 dni.
Lżejsze i trudniejsze.
Codziennie na stories! 
Aha, oczywiście wystartowałam z wyzwaniem, ale nie wymyśliłam nazwy, więc przygarnę propozycje 
#wyzwanie #nowyrok #motywacja #aniamaluje #szczerze_pisząc #nogi #nylons #rajstopy #kropki #kropeczki #polkadot #zamioculcas

No i jak, miała być...

Nadchodzi fala podsumowań  od tych, którym wszystko się udało (i fajnie!👏🏻) a przyznam, że nie zrealizowałam żadnego kluczowego celu na 2019🤪
I nie jestem zła! Ani trochę!😲
Miałam jakieś założenia odnośnie tego, co bym chciała osiągnąć.
A potem poczułam, że sama kasa jest dla mnie za małą motywacja i mogę to zrobić, ale nie czuję z tego radochy. 
W 2019 dałam sobie plaska w twarz i zastanowiłam się , czego NAPRAWDĘ CHCĘ. Nie zawsze to były fajne myśli! ✅przestałam uciszać ten głos, który mówił czego pragnę, a który uciszałam, bo nie pasował mi do moich wyobrażeń o mnie samej.
Ale kiedy ich posłuchałam, to o jeju! Zaczęło mi być fajniej w życiu. ✅ Np. niedziele tylko dla mnie (dzisiaj to święto ruchome). Nie zdawałam sobie sprawy jak ja bardzo potrzebuję przestrzeni TYLKO dla siebie! ✅ Jestem asertywna bez poczucia winy i strachu przed tym, że ktoś uzna mnie za niemiłą (nie muszę być miła!)✅ Piszę bloga znowu dla przyjemności, bo choć Wasze propozycje tematów są super, to ja muszę czuć moment i dać myślom dojrzeć, nie jestem wyrobnikiem tworzącym na zawołanie. Nie chcę być!
✅ Przestałam patrzeć  na liczby i zastanowiłam się, czy w ogóle chcę być instagramerką i blogerką. Nie chcę. Chcę być Anią, która ma bloga i instagrama.

To był naprawdę dobry rok, chociaż nie postawię spektakularnych ptaszków na kartce z celami! Jak ja mogłam w ogóle mieć cele, nie wiedząc czego chcę?🙈
To był mój taki gap year, w którym przypadkiem zarobiłam najwiecej w życiu (i większość przehulałam!) ale niczego nie żałuję!

#aniamaluje #szczerze_pisząc #barcelona #parkguell #sukienka #podróże #podróżemałeiduże #catalunya #cele #podsumowanieroku #podsumowanie2019 #motywacja

Nadchodzi fala podsumowań od tych,...

Święta święta i po świętach😅 zawsze chciałam wcisnąć gdzieś to  zdanie🤭
Gdy powiedziałam, że spędzam sylwestra w wannie, zetknęłam się z dwoma typami reakcji:
👉🏻 zapraszam do mnie/do nas, co będziesz sama siedzieć!
👉🏻 też bym tak chciała, ale jakoś nie umiem odmówić i się wykręcić 
Ja akurat z odmawianiem czegoś, czego nie chcę, NIGDY nie miałam problemu. Dziadek mnie nauczył, że mam nie uszczęśliwiać nikogo swoim kosztem i jestem mu za to wdzięczna. 
Inna sprawa, że odmawiałam w tak fatalnym stylu, że o jeju. Dzisiaj nie szukam wymówek, nie mam problemu by zamiast wymyślać pogrzeb ciotki albo zapalenie gardła powiedzieć „dzisiaj mam potrzebę poczytać książkę, ale dzięki za zaproszenie”.
I tyle.
Więc tak zupełnie szczerze, to ja naprawdę nie kumam tych wszystkich tekstów o kulturowej presji by coś robić, bo ja nigdy nie pozwoliłam jej wejść na głowę🙈 Nie  piszcie proszę, że wymaga to ode mnie jakiejś odwagi, bo co to za odwaga, gdy się nie boisz?🤪
Jestem jak ten egipski kapłan, który wiedział czym jest zaćmienie słońca, więc nie padał przestraszony na kolana. Zbyt wiele złych rzeczy na świecie dzieje się z powodu argumentu „bo tradycja”, bym uważała go za argument sensowny (niech obrzezanie dziewczynek tępymi żyletkami będzie przykładem).
Ciekawe jest też to, że wiele osób uważa, że ja będę w Sylwestra smutna i samotna😂 jeju, miałam w życiu kilka fajnych imprez, w tym zabawę na tajskiej plaży, po której wsiadłam w samolot i obudziłam się w Katarze. Ale nic nie przebije sylwestra z zeszłego roku, gdy leżałam w wannie z tak gorącą wodą, że aż parzyło, a po 5 minutach dolałam sobie jeszcze gorętszej. Cały dzień traktowałam się jak księżniczkę i rozkoszowałam się czasem ze sobą. Ale nie tak, że przeglądałam memy i chodziłam w rozciągniętym dresie, tylko jadłam pyszne rzeczy, paliłam pachnące świeczki, nałożyłam maseczkę na twarz i na włosy, delektowałam się książką.
Każdy ma swoją definicję radochy!
#grudzień #december #sukienka #sylwester #2020 #aniamaluje #szczerze_pisząc #presja #motywacja #radość #starezdjecie

Święta święta i po świętach😅...

Tak szczerze, to nigdy nie praktykowałam w sercu tej religijnej części świąt, bo najpierw byłam za mała, a potem mój dziecięcy umysł nie mógł uwierzyć w Boga, który pozwala mojemu dziadkowi umierać właśnie na raka.
Jeny, ja to umiem zrujnować atmosferę! 🤭
Więc tak wyszło, że ja się po prostu nigdy nie wkręciłam w religię i to się nie zmieniło. Trochę dziwią mnie te pytania o to, czy obchodzę święta. Robię tak jak zawsze! Lepię pierogi, robię sałatkę jarzynową, one nie mają wyznania😉 nie widzę powodu aby sprawić tego dnia przykrość babci i się z tego całkiem wymiksować. Podobnie jak wierzący ludzie chodzą przecież do lekarza, zamiast się jedynie modlić😊.
Jeśli dla kogoś święta to czas podziałów i rzuconego z pogardą „niewierzący nie powinni mieć wolnego”, to chyba źle zrozumiał coś z nauk Jezusa🤪
W każdym razie, ja mam wolne kiedy sobie wymyślę, bo taki sobie wykombinowałam styl pracy🤣

Dobra, wracając do milszych aspektów! Cieszycie się z małych rzeczy? Ostatnio widziałam filmik jak dziecko cieszyło się z zapakowanego w świąteczny papier banana🍌😅 jeju ja też taka byłam! Mój kochany dziadek dawał mi badziewne figurki albo paczkę żelków, a ja miałam radochę cały dzień. Dawał mi je z taką radością i całą celebracją, tym „zgaduj zgadula, w której ręce złota kula” albo „ence pence w której ręce”, że po prostu mordka sama się śmiała. 
Napisz mi tu proszę jaki prezent sprawił Ci największą radość w dzieciństwie.
Lubię czytać takie rzeczy!♥️
#święta #prezenty #radość #choinka #xmass #dzieciństwo #dziecko #aniamaluje #dziewczynka #dzieci

Tak szczerze, to nigdy nie...

Nie musisz być mistrzem świata!


Czyli o tym, dlaczego porażka powinna być częścią planu.

Dużo osób pyta mnie o to, jak radzić sobie z tym, że nie udaje nam się realizować planów. Słuchajcie, porażka JEST jego częścią. Po prostu!  Mój piątek zaczął się koszmarnie już w czwartek – miałam masę papierków do wypełnienia (PIT-y i te sprawy…) więc się zasiedziałam. Wcześniej miałam “chcicę” na coś słonego, a że mieściło się to w moich 10% rozpusty, kupiłam sobie wielką paczkę Twistosów i pożarłam je wkurzając się nad tym, że nie dam sobie rady sama. Po zjedzeniu tych chipsów nie mogłam zasnąć, udało mi się to w końcu o czwartej (zazwyczaj wstaję o 5:30-6:00…). Niemal zaspałam na zajęcia i spotkanie – udało mi się cudem dobiec na autobus, oczywiście miałam miejsce stojące a zaplanowałam, że zrobię dwie rzeczy w autobusie. Przypomniałam sobie przy okazji, że mam wieczorem zajęcia z chłopcem któremu miałam pomóc w nauce tabliczki mnożenia. Na spotkanie zdążyłam, ale zapomniałam, że miałam odwiedzić studium praktyk i dopytać o moją sytuację – wymyśliłam sobie praktyki w alternatywnej szkole która jeszcze nie istnieje (zapowiada się genialnie!) a nie mogę podać adresu placówki która jeszcze formalnie się nie otworzyła. Stwierdziłam, że skoczę tam szybko przed zajęciami…w połowie drogi dostałam smsa, że zajęcia zaczynają się 15 minut wcześniej, więc wpadłam na nie spóźniona i… zastało mnie kolokwium o którym zapomniałam bo nie zapisałam go w kalendarzu (zapewne oblałam)….

Brzmi jak koszmarny dzień, prawda?


Moja lista zadań do wykonania była nietknięta (poza spotkaniem), miałam duże zaległości, bo część rzeczy robię zazwyczaj rano, nic nie załatwiłam, uwaliłam kolokwium, spóźniłam się na zajęcia…

Tak, ja też miewam takie momenty!

Ale to, jak dalej potoczy się ten dzień, zależało tylko ode mnie.

Mogłam zrobić milion rzeczy – wkurzyć się, odwołać zajęcia z chłopcem, iść na kebaba, wybiegać to, porzucić całą listę rzeczy do zrobienia, albo nadrobić to, co się dało.


Zaśmiałam się z siebie, wyszłam po zajęciach na murek przed uczelnią, rozłożyłam się na słońcu, wyjęłam planer i uzupełniłam wszystkie ważne daty, wpisałam też kolejne kolokwium. Zjadłam trochę pestek dyni i odzyskałam spokój.

Później wyjęłam swój notes i zaprojektowałam całe zajęcia z chłopcem. Ulga. Świeże powietrze dobrze mi zrobiło. Harmonia przywrócona.


Puściłam sobie ukochane Don’t stop me now i znowu poczułam flow. Niestety nie było go mnie widać, bo byłam dość niewyspana ;-))


Często pytacie – słuchaj, zaplanowałam sobie tyle rzeczy, miałam wstać rano, pobiegać, uczesać się jakoś ładniej, a po pracy pobawić się w końcu z synem i przerobić dwie strony włoskiego. Rano wyłączyłam budzik, do pracy znowu jechałam na ostatnią chwilę, a po wszystkim wróciłam taka zmęczona, że nic mi się nie chciało robić i nawrzeszczałam jeszcze na Kubę, a chciał się tylko pobawić…


To nie jest dosłowny zapis wiadomości od znajomej, trochę go przeredagowałam, ale kurczę – TAK BYWA!


Daliśmy się wpędzić w idiotyczną PRESJĘ którą co gorsza – często stwarzamy sobie sami. Niektórzy z Was czytając o ludziach którym się “udało” nie czują się wcale zainspirowani, a raczej zdołowani, że innym się “udaje”.

To nie jest tak – Ci ludzie sobie na to ciężko zapracowali. Fajnie jest oglądać EFEKT (czyjś sukces, niesamowicie wyrzeźbione pośladki i myśleć w kategoriach “on/ona ma fajnie, bo już coś MA” – pisałam już kiedyś o kompleksie Damoklesa… – widzimy tylko czubek tej góry lodowej, nie zwracając uwagi na ogrom pracy która została wcześniej włożona.

Nie znam żadnego człowieka, który nie miał gorszych momentów.

Gorsze dni ma każdy. Ja też. Uczyniłam je elementem mojego planu. Po prostu. Gorszy dzień nie jest po to, aby powiedzieć sobie – ok, miałam 30 dni z rzędu ćwiczyć , jeden dzień mi się nie chciało, to teraz odpuszczam sobie całkiem.

Gorszy dzień jest po to, aby docenić ten lepszy 🙂 Kiedy przerwę jakieś wyzwanie staram się “odkupić” swoje winy kolejnego dnia.


Po drugie – twórzmy realistyczne plany działania. Każdy dzień zaczynam od listy rzeczy do zrobienia dnia następnego. Celem nie jest odhaczenia każdego podpunktu – dla mnie sukces jest wtedy, jak zrealizuję 80%. Nie czuję “presji” wykonania wszystkiego, bo to byłoby frustrujące.


Dzisiaj też miałam wielkie plany – długa lista, mnóstwo rzeczy a tymczasem obudziła mnie cudowna pogoda, świeciło słońce… przygotowałam prowiant i wybyłam za miasto miasteczko, zrelaksowałam się w lesie, zjadłam na powietrzu, porozciągałam się, odwiedziłam koleżankę – lista zadań poczeka.


Nie musisz być mistrzem świata i perfekcyjnie w białych rękawiczkach sprawdzać czystość futryny. Nikt tego od Ciebie nie wymaga. Gorszy dzień? Zdarza się. Zapisz na kartce co takiego spowodowało, że się wydarzył i wyciągnij wnioski.


Gdybym wpisała do kalendarza kolokwium, uniknęłabym jednego potknięcia. Jesteś przemęczony? Może źle się odżywiasz? A może…wcale nie zależy Ci na włoskim, tylko wszyscy wokół” się go uczą, i stawiasz sobie cele, które tak naprawdę nie są dla Ciebie ważne?

Zaprojektuj swoje życie tak, aby realizacja planu była przyjemnością, nie koszmarem.

Uśmiech!

Na komentarze i wszystko inne odpowiem później, teraz lecę ;))



Będzie mi miło, jeśli zaobserwujesz mnie na :

 

Follow on Bloglovin

lub polubisz na fejsie 😉

PS. Zachęcam do głosowania na moją książkę, to jeden klik 😉 tytuł “Jak stać się szczęśliwym człowiekiem”, pierwsza na liście 🙂

Uściski, Ania

47
Dodaj komentarz

avatar
36 Comment threads
11 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
2 Comment authors
aniamalujeŻabaKreatornia ZmianmaugomaugoAnonimowy Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Anonimowy
Gość
Anonimowy

Oglądam Twojego bloga od dawna, ale prawie nigdy nie komentuję… Mój błąd ! Twoje teksty są świetne, jesteś niesamowitą osobą i dajesz mi czasem niezłego kopa ! Np teraz nie potrafię się nauczyć na coś co jest dla mnie ważne, ciągle powtarzam sobie, że moja "koleżanka" będzie lepsza bo ona w jeden dzień potrafi przygotować się i nauczyć wszystkiego lepiej niż ja w tydzień. Mam jeden dzień. Ostatni. żeby to wszystko zrobić i musi mi się udać, a przynajmniej muszę spróbować. Dzięki Tobie teraz wiem, że jeszcze mogę dać radę. Mogę próbować bo dostałam tę szansę ! Jesteś niesamowita, pisz… Czytaj więcej »

Gaja
Gość

Małe codzienne porażki – kogo one omijają. Przyznaję, że nawet irytuję mnie osoby, którym zawsze wszystko idzie jak po maśle, tzn. nie to, że dobrze im idzie, tylko to w jaki sposób o tym mówią.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Mialam wszystko zrobic "w weekend" , nue zrobilam nic i po tym tekscie piczulam sie z tym lepiej 🙂 dziekuje

Anita
Gość

jakiś czas temu oglądałam prezentacje Rozwojowca, który mówił, że ludzie myslący o porażce jako przeciwności sukcesu nie osiągną wiele. Tak naprawdę przeciwieństwem sukcesu jest przecietność a porazka jest kolejnym krokiem do sukcesu. 🙂 i ja w to wierze

Kasia
Gość

Jedną z moich największych wad jest niepozwalanie sobie na porażki i nieradzenie sobie z nimi – nienawidzę tego, ale już z tym walczę 😉

margaritum
Gość

Porażki są po to, aby miażdżyć nasz chory perfekcjonizm. Każda może być cenna, jeśli uczynimy z niej lekcję dla siebie.
Osobiście boję się każdej potencjalnej porażki, no bo to coś nieprzyjemnego 🙂 Ale nie raz zdarzyło się tak, że oglądając się na siebie, byłam wdzięczna, że coś mi nie poszło tak jak chciałam.

Świetny tekst, bardzo potrzebny!

Szczypta Magii
Gość

Porazka jest stety lub niestety wpisana w nasze zycie i dobrze, gdyby kazdy umiał się z nią po "męsku" zmierzyć 🙂 Kazdego gdzieś na drodze spotykają większe lub mniejsze porazki 🙂 Ale nei wolno się poddawać tylko przeć na przód ile sił 🙂

Oleandrra
Gość

Podoba mi się w tobie to, że nie ubierasz swoich myśli w jakieś piękne słowa, nie wymyślasz metafor, porównań, w zasadzie piszesz ciągiem. Tak, jakbyś siedziała przede mną i mówiła. Kawa na ławę, prostymi słowami a jak trafia.Ja akurat nie mam problemu, bo jestem kompetentnym leniem i wyznaczam sobie cele, realizuję je ale bez żadnej presji. Po prostu robię to, co sprawia mi przyjemność, a nawet jeśli nie (np. uczenie się na kolosa z przedmiotu, którego nie trawię), to własnie potrafię w porę zorientować się że to właśnie ta trudność, gorszy moment i nie lubię lamentować nad tym, jakie to… Czytaj więcej »

Karola S.
Gość

Dodałabym jeszcze, że porażki często w dziwny sposób stają się przyczyną szczęścia. Gdyby ponad dwa lata temu pewien facet mnie nie olał dla mojej koleżanki, dzisiaj nie byłabym w najlepszym na świecie związku 🙂 Wtedy rozpaczałam, a wyszło tak, że koniec końców "zwolniło się miejsce" dla mojego Połówka. Dzisiaj i temu facetowi i tej koleżance postawiłabym piwo 😉 I podobnie bywa w wielu sytuacjach. Wyrzucają nas z pracy – znajdujemy lepszą. Oblewamy egzamin – uczymy się porządnie danego tematu. I tak dalej i tak dalej 🙂

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Rzeczywiście często tak bywa, fajne podejście 🙂

Justinee
Gość
Justinee

Porażki… Czasem mam do siebie pretensje, że nie wyszło, coś zawaliłam, ale zaraz myślę: kurczę, starałam się, nie jest tak źle, popracuję nad tym i tamtym i będzie lepiej:)
Gorszy dzień każdemu się zdarza, następnego zawsze będzie lepiej. I czasami również wolę dać sobie spokój, wyjść na świeże powietrze, korzystać z pięknej pogody, to najbardziej cieszy, pozdrawiam!
I cieszę się Aniu z każdej kolejnej notki, zaglądam, czytam poprzednie.. Pozytywnie się uzależniłam, pozdrawiam!

Dagmara
Gość

Strzał w 10 z tym tekstem, Aniu 🙂 Tak to jest, ktoś czasem trafia na Twoją książkę i wydaje mu się, że Ty to jesteś super zorganizowana/pisanie idzie Ci leciutko/masz mnóstwo czasu…. itd, itp (obie wiemy, o co chodzi ;)). A tymczasem za tym (oraz każdym innym sukcesem) stoją różne trudne chwile, porażki, jakieś małe i większe niewypały. No, ale widać efekt – i to się liczy. Super przykłady z życia znanych ludzi. Cieszę się, że trafiłam na ten tekst. Uściski!

Kasia Gdańsk
Gość

super wpis!

BlingAlley
Gość

Czytam twojego bloga pod ogromną presją- chociaż miałam masę czasu na zrobienie projektu znów zostawiłam wszystko na ostatnią chwilę i teraz panikuję i próbuję się zebrać w sobie i robić cały projekt.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Jeny, idealny wpis jak dla mnie. Akurat dzis zaplanowalam sobie mega produktywny dzien, czeka mnie ciezki tydzien i chcialam sie na niego jak najlepiej przygotowac, a nie zrobilam NIC. W zamian lezalam sobie i odpoczywalam, bylam na spacerze, bo piekna pogoda, wpadlam na kawe do babci, bo przeciez juz drugi tydzien sie nie widzialysmy… teraz wieczorem kiedy zamierzalam sie pouczyc, stwierdzilam, ze to i tak bezsensu, nie moglam sie skupic i postanowilam nadrobisc zaleglosci na blogach. Pozytywnie mnie zaskoczylas, ciesze sie, ze to wlasnie dzis opublikowalas ten post. Dzieki niemu przemyslalam sobie kilka spraw.. w koncu jutro tez jest dzien,… Czytaj więcej »

Szara Wiewiórka
Gość

Jestem mistrzynią tworzenia sobie presji. "Widzimy tylko czubek tej góry lodowej, nie zwracając uwagi na ogrom pracy która została wcześniej włożona"- Napiszę to sobie gdzieś w widocznym miejscu, dzięki 🙂

Nadine Lu
Gość

A ja miałam weekend pod presją innych, bo o ile sama juz jakoś sensownie patrzę na wykonywanie zamierzonych zadań, tak przez ostatnie dni tylko próbowałam podskoczyć do poprzeczki innych. Rezultat? Kłótnia na śmierć, a ja nie zrobiłam w zasadzie nic.

Królowa Karo
Gość

Cudowny post. Kiedyś rzeczywiście kiedy jakiś drobiazg wytrącał mnie z planu, rezygnowałam w ogóle. Dziś staram się czerpać z tego siłę i iść do przodu.

Amy
Gość

Ostatnio w necie krąży grafika z cyklem dobowym wielkich. I w sumie jak tak na nią spojrzeć, to część osób nie harowała dzień i noc, by stać się kimś, tylko robiła codziennie po trochu małymi krokami i miała czas na spotkania, przyjemności, jedzenie i spanie. W jakiś sposób mnie to uspokoiło, że lepiej po trochu, niż myśleć, że to tak mało, że nie ma w ogóle sensu zaczynać.
http://natemat.pl/96733,praca-drzemki-i-spacery-zobacz-jak-godzina-po-godzinie-wygladal-dzien-beethovena-freuda-i-darwina?fb

pidzamowa
Gość

Dlatego staram się nie postanawiać sobie, że "rzucam słodycze" tylko, że je "ograniczam" bo wtedy jeśli zdarzy mi się dzień słabości to nie mam poczucia zawalonego planu 😉
Tak samo z różnymi innymi postanowieniami- "staram się pisać", "próbuję biegać co drugi dzień" 🙂

Margerytka
Gość

Trafiłaś w samo sedno: czasem mam wrażenie, że o wiele trudniej byłoby docenić to co dobre, gdyby nie było gorszych chwil. Ale też jak to już ktoś napisał "nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło"- i tak też staram się patrzeć, szukając pozytywnych stron.

I mimo że toczę potyczki ze swoim perfekcjonizmem i dowalaniem sobie, ze stwierdzeniem, że jeśli nie mogę czegoś zrobić w 100% idealnie to po co robić w ogóle- wiem że dni kiedy się sypie i nie udaje- też są potrzebne:)

Pozdrawiam ciepło

Anonimowy
Gość
Anonimowy

ulżyło mi, miałam fatalny początek w pracy, zaczęłam od spóźnienia, ktoś zużył mój cukier i piłam gorzką kawę, klient zalega z płatnościami i prawdopodobnie moja wypłata przesunie się o kilka dni i byłam gotowa pozwolić na to, aby cały tydzień był zmarnowany z powodu złego startu. uf, jestem spokojną lilią na tafli oceanu, zaakceptuję to, czego nie dam rady zmienić i podziałam tam, gdzie się da. QWprawiłaś mnie w dobry nastrój 😉

KasiaS1980
Gość

Zawsze staram się optymistycznie podchodzić do życia, ale ostatnio mam gorszy czas. Jestem ciągle zmęczona, rano wstaję niewyspana, pomimo, że spałam 7-8 godzin. Nie lubię swojej pracy i szukam czegoś nowego, ale nie mogę jej rzucić, bez względu na to, jak bardzo bym chciała, bo mam zobowiązania finansowe, które nie poczekają aż znajdę pracę. A najgorsze jest to, że pomimo pewnego już wieku nadal nie wiem czego chcę od życia i co chcę robić "jak dorosnę". Niemniej nie tracę optymizmu i staram się żyć tak, aby każdy dzień był piękny. Ale nie zawsze się tak da…

LotsOfSources
Gość

No tak, o sukcesie stanowi to jak zapatrujemy się na porażki, które nas dotykają 'po drodze'.

Patty13
Gość

jesteś wielka, kolejny świetny tekst. Dziękuje i biorę się za siebie 😉

tlusta_papuzka
Gość

Dobrze, że przetrwałaś w stanie niezbyt pogorszonym – życzę Ci dobrej reszty tygodnia, dla równowagi 🙂

(P.S. W żaden sposób nie mogę wykoncypować, co tu robi grafika o otyłych dzieciach. Mam chyba zły dzień na kojarzenie.)

Anna Kryjom
Gość

Wyznaczając listę zadań do zrobienia na jutro, należy pamiętać, że trzeba ją napisać w 60%, bo 20% kolejnych to będą niespodziawane elementy dnia codziennego, a następnych 20% to zadania, które wyskoczą nagle jako pilne. Poza tym należy pamiętać o zachowaniu równowagi, nie tylko praca się liczy, trzeba też odpoczywać i mieć czas na dbanie o siebie dla własnego zdrowia.

Anna Kryjom
Gość

Poza tym przeczytałam kiedyś gdzieś takie zdanie "Porażka to dołek startowy do zwycięstwa." 🙂

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Dzięki Ci Aniu ze ten post:) Jutro mam finałowy etap procesu rekrutacyjnego, na którym bardzo mi zależy (chyba nigdy mi nie zależało, żeby dostać jakąś pracę tak bardzo 🙂 ), a właśnie dowiedziałam się, że pozycja, na którą aplikuję jest najbardziej oblegana – miałam chwilę zwątpienia, ale przeczytałam Twój post i od razu zrobiło mi się lepiej – jak się nie uda- trudno, świat się nie zawali 🙂

Angelika Pawełczak
Gość

świetny wpis ! Na pewno mi się przyda nie raz bo często mam myśli 'mam 20 lat i niczego nie zrobiłam' po czym jak usiądę i się mocno zastanowię to w życiu przytrafiło mi się taaaaaaaaaaaaaaak wiele niesamowitych rzeczy, ale i tak w ciągłym pośpiechu myśli się tylko żeby zrobić więcej

Bilib World
Gość

Masz rację. Nie musimy ciągle zasuwać by osiągnąć sukces. Chwile odpoczynku i relaksu również są potrzebne. A porażka jest nieodłączną częścią naszych działań i osiągania celów. Czasem udaje się nam zrealizować określone zamierzenie a innym razem nie i wtedy warto z tego wyciągnąć wnioski. Przez ostatnie kilka miesięcy sama narzuciłam sobie szybkie tempo i wiele obowiązków. Skończyło się to małym przemęczeniem i przygnębieniem. Teraz wiem, że jeśli dziś nie przerobię kolejnych lekcji z angielskiego to świat się nie zawali bo przecież zrobię to później. Wcześniej zapewne siedziała bym przed komputerem i robiła projekty na studia, ale ostatnio skorzystałam w pięknej… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Einstein, Jordan, Jobs, Disney – fajnie jest poprzeć na ludzie, którzy odnieśli sukcesy. Od zera do bohatera. A ilu jest im współczesnych, którym się nie udało? Zapewne wielu. Prawdą jest taka, że historia pamięta tylko "zwycięzców", o "przegranych" (których jest więcej) nikt nie mówi.

Seldirima
Gość

Ej, ale co dziewczyny ostatnio z tymi pośladkami? O__o Znaczy… to tylko tyłek… Ja tego nie rozumiem, coś ze mną jest nie tak? 😛

Anonimowy
Gość
Anonimowy

A sama historia Queen tez jest niezla motywacja. Bardzo dlugo biedowali, ale uparcie wierzyli w siebie i w sukces. Widzialam kiedys film i zyciu Freddiego i tam to wszystko jest fajnie pokazane. Fascynujaca sprawa:)

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Perfekcjonistka bylam do pewnego momentu – wszystko mialo byc na czas, pod milimetr, zaplanowane i wykonane. Z tej absurdalnej "przypadlosci" wyleczylo mnie zycie. Bardzo pomaga mi filozofia mojej, niezyjacej juz babci. Nic na sile. Jesli cos nam nie idzie, cos nie jest po naszej mysli, to tak wlasnie ma byc. My w tym momencie nie wiemy, dlaczego ale trzeba to ze stoickim spokojem zaakceptowac. Babcia miala jeszcze jedna zasade – nie ma tego zlego, co by na dobre nie wyszlo. Dzis aplikujac te wszystkie reguly w moim zyciu, przestalam sie stresowac i denerwowac. A jak czasami mam zly dzien, kartkuje… Czytaj więcej »

maugomaugo
Gość

planowanie i zapiswanie rzeczy do zrobienie jest swietne i bardzo pomocne, ale tak jak piszesz, nie trzeba robic z tego zawodów, tylko podejsc do tego na luzie, ale mimo wszystko nie olewacko. Bo za bardzo się spinając można się tylko sfrustrować i przez to gorzej wszystko idzie.ja zauważyłam, że im więcej mam na głowie, tym bardziej potrafię się zmobilizować i to wszystko wykonać. Kiedy jest mniej rzeczy – to rozłażą się na cały dzien, bo wiem, że nie muszę tego zrobić teraz, że może poczekać….Co do chaosu. Najgorzej kiedy zrobimy go sobie własnie w głowie. Duzo rzeczy do zrobienie nie… Czytaj więcej »

Kreatornia Zmian
Gość

Mam dokładnie takie same dni i najczęściej ogarnia mnie poczucie takiej beznadziei, że ktoś daje radę zapanować nad wszystkim, a ja niekoniecznie. Na szczęście jak rozsądek zacznie wchodzić w grę to luzuję. 🙂 Pozdrawiam, Kamila

Żaba
Gość
Żaba

Rzadko komentuję stare posty, ale ten aż dodałam do zakładek. Jestem na etapie czytania archiwum bloga- od początku. Doszłam aż tutaj, post już kiedyś czytałam- pewnie był podlinkowany w podlinkowanym poście pokazującym się w proponowanych… pewnie wiesz jak to jest kiedy się trafi na łańcuszek ciekawych treści i systematyczne czytanie ma przerwę. Dodałam zakładkę bo mi się dalej podoba, ale nie wiem czy nie będzie dla mnie zgubny, bo akurat ja potrzebuję presji 😀 Przygotowując się do zaliczeń z w-f byłam w stanie ćwiczyć co wieczór, sama dla siebie po tygodniu wymiękam. Nie wiedzieć dlaczego moje wewnętrzne motywy zawsze przegrywają… Czytaj więcej »

aniamaluje
Gość

Różne metody działają w odniesieniu do różnych sytuacji 😉 Pozostaje trzymać kciuki za to, byś swoje cele zrealizowała :*
Buziak!

Previous
Piękna pupa – wyzwanie!
Nie musisz być mistrzem świata!