Wiele rzeczy w życiu myli! Na zdjęciu jestem szczęśliwa, serio. Było ciepło i miło, napoiłam i wygłaskałam pieska, zjadłam coś pysznego.
Często też krzyżuję ręce i nogi, ale nie jestem wtedy „zamknięta” albo „znudzona”, tylko wyrównuję sobie ciśnienie, bo mam niższe a tak czuję się lepiej 😉
I tak samo cudowne insta życie też jest mylące🤭. Ludzie pokazujący swoje sukcesy nie pokazują upadków i nieudanych działań (nie dziwię się, „propaganda sukcesu” bardzo dobrze sprzedaje!). Insta laski trudniące się prostytucją nie pokazują co muszą robić za te torebki,  buty i podróże.
Szczęśliwe mamy „wszystko jest kwestią organizacji” nie pokazują swojej frustracji gdy dziecko zwymiotuje na ostatnie czyste śpioszki.
Ja sama bardzo dbam o to co pokazuję, a czego nie. Nie chodzi o to, że nie jestem prawdziwa (bo jestem), po prostu moje życie to nie Big brother ;)
Wybieram się do Azji solo, więc nie będę wrzucać stories w czasie rzeczywistym. Nie chcę też siedzieć z nosem w telefonie, wolę sobie na godzinkę usiąść w hotelu i dorobić napisy do relacji. Trochę szukam zatem nowej formuły!
Dajcie znać czyje stories najbardziej lubicie, szukam świeżych inspiracji.
Moje aktualne top 3 to:
1. @szafasztywniary - nie potrzebuje 10 kafelków by powiedzieć „sto lat!”, merytorycznie, ze spokojem
2. @kasia_coztymseksem - Kasie śledzę jeszcze od czasów gdy nie opowiadała na insta o seksie i wiem, że bardzo potrzeba kogoś takiego w Polsce!
3. @evrdtrp - uwielbiam merytoryczne i fajne storiski z podróży❤️
Tych osób jest oczywiście dużo więcej, ale takie aktualne top3 stories w które klikam to właśnie te!
Dajcie znać kogo warto oglądać! Od razu mówię - nie lubię dram, ludzi o agresywnym tonie, filtrów „upiększających” ludzi i widoczki, i „smacznej kawusi”😁 Lubię ludzi konkretnych!
Kto wzbogaca Twoje chwile na insta?

#wakacje #podrozemaleiduze #lato #urlop #blogipodroznicze #blogpodrozniczy #travelpassion #relaks #motywacja #travelstagram #wspomnienia #grecja #korfu #kerkira #greece #girlswhotravel #polishtraveller #girlswhoexplore #collectmoments #mytravels #wearetravelgirls #traveljournal #girlslovetravel

Wiele rzeczy w życiu myli!...

Pytacie, czy nie boję się do Azji sama. Jasne, że się boję! Może nie w tym sensie, że jestem przerażona, ale czuję dreszcz niepokoju. Na bank się któregoś dni rozpłaczę, bo coś mi nie wyjdzie😉 na bank a chwilę później będę się z tego śmiała!
Już na starcie robię to źle, bo zamiast spakować się w plecak (potrafię!) jadę z walizką, bo chcę odwiedzić kilka osób i przywieźć im z Polski rzeczy, za którymi tęsknią i których im brak.
Ja w ogóle mam 2 stany (oba w 100% prawdziwe!). W jednym z nich z łatwością poznaję ludzi, jestem otwarta i znajduję nowe przygody, w drugim moje spojrzenie mówi „Idź stąd”. Czasami zadziwia mnie jak szybko potrafię się pomiędzy nimi przełączać! 
Myślę, że będzie fajnie, bardzo potrzebuję takiego czasu dla mnie! Już jaram się na myśl o tym, że będzie mi się w tym wilgotnym powietrzu doskonale oddychać. Na myśl o pysznym jedzonku i porządnych masażach!
Zrezygnowałam na ten moment z Myanmaru i prawdopobnie będzie to Pekin(na chwilę!)- Bangkok-Koh Chang- Bali i na koniec dwa tygodnie w Wietnamie. Zacznę z dołu, ruszę w górę. Znając mnie - zmienię pewnie plan z 10x ;) I spoko, na tym polega zabawa, nie biorę życia już tak bardzo serio, staram się bardziej z niego korzystać, mniej się spinać. Dlatego teraz wskakuję do wanny pełnej piany, zapalam świeczki i pora na totalny relaks🥰

Wyobraź sobie, że problemu w stylu brak urlopu/kasy/towarzystwa/z kim zostawić psa/ nie znam języka nie istnieją. Jest czarodziej, robi plum i ich nie ma🧙🏻‍♂️. Gdzie w tej sytuacji chcesz pojechać? Co robisz, gdy nic cię nie ogranicza?☺️ Daj znać!
#podróże #podróżemałeiduże #wakacje #lato #azja #travelphotography #travelgirl #girlswhotravel #solotravel #langkawi #malaysia #malezja

Pytacie, czy nie boję się...

Dziewczyno, jeśli czekasz jak na szpilkach czy chłopak odpisze- wyłącz te cholerne powiadomienia! Za każdym razem jak słyszysz charakterystyczny dźwięk🔔, uwalnia się kortyzol a ty masz reakcję stresową. A potem i tak jesteś rozczarowana, że to 20% rabatu na sandały, a nie książę z tindera💁🏻‍♀️ PLUM-stres-PLUM-stres-PLUM-stres - zwariować można!
Plus może warto przemyśleć, czy to właściwa relacja? Nie fajniej dostawać niespodziewane wiadomości od których się rumienisz, niż czekać aż ktoś odpisze?
Oczywiście dotyczy to relacji nazwijmy to... romantycznych, nie takich bez zobowiązań!😉 Piszę o tym przy okazji zadania numer 16 w ramach wyzwania. Dopóki nie oddałam tej działki mojemu przyjacielowi i menadżerowi @troyann (takie 2w1 bywa wygodne!), cały czas byłam w trybie stand-by czekając na umowę, ustalenia, akcept, dalsze negocjacje. Piątkowy wieczór, daleka podróż - wieczny podryg na dźwięk powiadomienia, bo może to akurat to, na które czekam... Zawsze na jakieś czekałam!😏
Maciek przekonał mnie w Gruzji, bym się ich pozbyła. Na bieżąco migają mi tylko podczas korzystania z instagrama, co jest wygodne, szczególnie gdy odpowiadam na pytania do wyzwania. Ale uwolniłam się od maila! Lubię kontakt z Wami, ale z umiarem!
Prawie w ogóle nie odpowiadam już na messengerze, jeśli mam do kogoś coś pilnego - dzwonię lub piszę SMS. Wiem, że jeśli ktoś będzie miał coś pilnego do mnie - też wybierze taką formę!
I jasne, pierwszą rzeczą, którą kupię w Bangkoku będzie karta SIM i internet (ostatnio też tak było🙈), ale zrobię to by ogarnąć transport i nocleg, a nie by sprawdzić czy przez moją nieobecność w sieci świat czasem nie spłonął ;) Jeśli nie jesteś gotowa na krok o którym mówię, pomyśl o tych wszystkich razach, gdy czekałaś na kuriera z paczką i specjalnie nie wychodziłaś z domu, a on cię olał i zostawił paczkę w punkcie, albo napisał, że przyjedzie jutro🙄
Dziewczyno! Życie Ci przelatuje przez palce na tym czekaniu!
Napisałam to pod wpływem wiadomości z uczestniczką wyzwania, której smartfon przyrósł do ręki bo wiecznie czeka! ;) zdjęcie zrobiłam 3 lata temu po Azji, kojarzy mi się z wolnością!
#szczerze_pisząc #motywacja #wyzwanie #aniamaluje #powiadomienia #stres

Dziewczyno, jeśli czekasz jak na...

Nie wiem jak szybki musiałby być aparat, aby uchwycić ten uśmiech na mojej twarzy😅 niestety mam domyślny bitch face, co nie znaczy, że odpowiada on temu co dzieje się u mnie w środku ;). Faktem jest jednak, że ludzie zawsze zauważają „ty się uśmiechasz” gdy się uśmiecham, bo jak ten uśmiech długo jest na mojej twarzy, to znaczy, że jest mi dobrze i błogo.
Ale dzisiaj to się śmieję cały dzień🤣 Nie dość, że wszystko mi fajnie wyszło, to jeszcze rozbawiły mnie do łez wasze wiadomości o tym, co dziwnego zrobiłyście podczas PMS🤪. Chodźcie na stories, jest fajnie! (Serio ten uśmiech jest rzadki, nie umiem się tak uśmiechnąć sztucznie, musi być totalnie autentyczny!)
#aniamaluje #szczerze_pisząc #zamioculcas #plantlady #crazyplantlady #pms #blogerka #uśmiech #radocha #frajda

Nie wiem jak szybki musiałby...

Ależ ja miałam od kilku dni podły humor! Niczym kiepski detektyw chwytałam się banalnych tropów, jak osłabienie i rozdrażnienie po chorobie, ciśnienie, pełnia księżyca, zły stan powietrza... Ten stan narastał od kilku dni, a ja miałam takie „wtf, o co ci chodzi dziewczyno?” Wszystko w życiu idzie jak trzeba, niektóre rzeczy nawet lepiej, skąd ten nastrój?
Zrzuciłam wszystko co mi leżało na wątrobie i co mnie gniotło w różnych sytuacjach, ale nie pomogło.
W życiu bym nie wpadła na to, że z opóźnieniem trzepnęła mnie książka i czytanie o szalenie skomplikowanej sytuacji w Myanmarze (Birmie).
Tak już czasami mam, że reaguję z opóźnieniem. 
Czasami zadziwia mnie z jaką lekkością jednego dnia przeżywam frustrację, bo w żaden sposób nie mogę spuścić napięcia, a drugiego mam wyborny humor, uśmiecham się szeroko i zaśmiewam z prymitywnych memów.
Tylko czemu zawsze to uwolnienie przychodzi wtedy, gdy pozwolę sobie na te brzydkie emocje i przestanę z nimi walczyć?
Pewnie z tego samego powodu, dla którego ludziom wychodzi podryw gdy odpuszczą, a nie desperacko próbują bardziej.
Ale mi teraz dobrze po pozbyciu się tego dziwnego ładunku! Uczucie jak zdjęcie niewygodnych butów po całym dniu! Albo jak dobiegnięcie do domu i zrobienie siusiu po godzinie wstrzymywania resztką woli🙃

Super ważna lekcja dla mnie: bardziej poddawać się falom, nie walczyć z nimi, bo się utopię!

#tajlandia #thailand #podróże #podróżemałeiduże #aniamaluje #szczerze_pisząc

Ależ ja miałam od kilku...

Którą Anią dzisiaj jesteś? 1 czy 2? I tak się zawsze kończy z nogami na ścianie🤣, ale taka mała refleksja, którą chcę się podzielić - jestem z siebie dumna! Kiedy bardziej chorowałam, wymyśliłam sobie, że muszę mieć w życiu coś, co da mi niezależność i pozwoli zarabiać nawet wtedy, gdy ja nie będę w stanie pracować. Aż do wczoraj nawalało mnie gardło, więc napakowałam czas spotkaniami towarzyskimi i nawet wciągnęłam serial, bo z pracką mimo chęci to jakoś nie szło. I super czuję się z tym, że:
- MOGŁAM.
Nie żyję bez poduszki finansowej, mogę powiedzieć sobie - Ania, teraz nie pracujesz, zluzuj
- nic nie robiąc* i tak zarabiałam. Moja wydana w 2013 książka, której w ogóle nie promuję bo mi się już nie podoba(!) jak co roku złapała się w styczniowe flow i dała mi hajs. 
I to jest super rzecz, za którą jestem bardzo wdzięczna, bo i tak pozwalam sobie na miesiąc w Azji (podczas którego nikt nie zwolni mnie z płacenia za mieszkanie itp), a tutaj niemiłe niespodzianki nie niszczą mojego komfortu.
Ogromnie mnie to cieszy, bo wiem, że wiele osób „nie może sobie pozwolić na L4” z grypą, bo niższa pensja oznacza kłopoty finansowe a normalnie jest na styk😪O ile w ogóle są ubezpieczonymi szczęśliwcami na etacie!
Cieszę się, że udało mi się od tego uchronić! *przesadziłam z tym „nic nie robiąc” bo believe me or not - pytania do wyzwania i wyzwanie sprawiają, że siedzę na IG 5h dziennie😰 ale robię to za darmo i od siebie, nigdy nie prosiłam o patronite itp, więc still - nie robię w styczniu nic zarobkowo.

Cholernie mnie to cieszy, że mam komfort życia bez strachu i chociaż nie zarabiam bardzo dużo, to mogę sobie pozwolić na luksus chorowania.
I przeraża mnie, że w 2020 chorowanie stało się luksusem. 
Strasznie! 
#aniamaluje #szczerze_pisząc #książka #czytam 
#parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #theparisguru #frenchvibes #parismood #modeaparis  #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily

Którą Anią dzisiaj jesteś? 1...

Czy nie możemy próbować być TROSZKĘ lepsi bez tej całej napinki?
Bez zawstydzania nastolatek na utrzymaniu rodziców, że nie mają każdej jednej rzeczy eko i zero waste i w ogóle instagramowa policja approved?
Bez wytykania komuś lotu na chrzciny kuzynki, bo ślad węglowy i straszne zło?
Komuś, kto zaczął przygodę z byciem wege, że robi za mało?
 Nie podoba mi się napinka wyzwalająca poczucie, że jeśli stać cię tylko na malutki kroczek, to jesteś ZŁY I NIEDOBRY. Nie jesteś!
Wrzucając  jakieś linki do swoich starych tekstów (powiedzmy do 2016) często zaznaczam: dzisiaj napisałabym to inaczej. Dlaczego? Bo jestem bardziej empatyczna i rozumiejąca, złagodniałam. Nie lubię rewolucji, wolę łagodną ewolucję i dojrzewanie do zmian. Dlatego chociaż sercem jestem np. za bardziej eko, tańszymi i zdrowszymi (może za rok ukażą się badania, że jednak nie!) kubeczkami menstruacyjnymi, to nie wyobrażam sobie zawstydzania kobiet, dla których ten krok to za dużo. Bo mogę edukować i wyjaśniać, ale jestem za wyborem. I rozumiem gdy jest inny niż mój!
Tak samo jak rozumiem, że ktoś kupi bikini za 50 zł, na aliexpress zamiast takiego samego za 150 w sieciówce, bo ma ogólnie po opłaceniu wszystkiego 400 zł w budżecie i o takim szytym w Polsce w duchu eko to może pomarzyć. 
Chciałabym abyśmy bardziej próbowali się rozumieć, a mniej oceniać i osądzać. Pokaz innym jak żyjesz, zainspiruj do czegoś fajnego, ale nie wywołuj poczucia, że jest gorszym człowiekiem. Po co?
Nie zawsze da się wybrać idealnie, warto pomyśleć, że inni dokonują najlepszych wyborów jakich potrafią.
#noshame #aniamaluje #szczerze_pisząc #piesek #dogsofinstagram #wakacje #lato #toniemojpies #niestety

Czy nie możemy próbować być...

Jakiś czas temu wróciłam do robienia sobie autoportretów. Kiedyś dawało mi to frajdę, potem uznałam za dziecinne i głupie. Dzisiaj uważam, że dziecinne to jest nazywanie rzeczy przynoszących frajdę dziecinnymi🙃

Gdyby nie samowyzwalacz i kilka serii, to pośród kilku całkiem niezamierzonych sexy póz, nie znalazłabym tej! Perełka🤣
Mama całe dzieciństwo mi mówiła: usiądź jak człowiek! 
Dzisiaj to samo mówi mi fizjoterapeuta. A moje nogi plączą się na przedziwne sposoby i na krześle i na tym legowisku, które zrobiłam sobie do czytania😅
Co jest ironiczne, bo mam szeroki parapet o którym zawsze marzyłam, że czytanie z kubkiem gorącej czekolady w oknie... kupiłam nawet piankę tapicerską na ten parapet by było miękko w tyłek i co? W ogóle na nim nie siadam! 
Fun fact: kiedyś potrafiłam założyć sobie nogi za głowę, ale raz nie mogłam się z tego potem rozplątać😅
Czy są tu jakieś osoby dzielące mój problem z nogami? Odezwijcie się, może moja mama zrozumie, że to nie jest moja złośliwość, że przy obiedzie zdarzyło mi się siedzieć po turecku🤦🏻‍♀️ #aniamaluje  #szczerze_pisząc #czytanie #książka #nogi #autoportret #interiordesign #zamioculcas #plants

Jakiś czas temu wróciłam do...

No i jak, miała być realizacja postanowień „od nowego roku” a jakoś kacyk i zmęczenie nie sprzyjają treningowi a ze zdrowym odżywianiem też ciężko?
Startuję z czymś banalnym, bo cóż może być bardziej oklepanego niż wyzwanie styczniowe?🤪Ale na zachętę powiem, że miało wystartować rok temu, ale uznałam, że jest niedopracowane. Dałam je dziesięciu osobom, które przesłały mi swoje uwagi, podzieliły się trudnościami i je ulepszyłam.
UWAGA! To nie jest jedno z tych pięknych wyzwań, gdzie zapisujesz swoje wyniki w ślicznym notesie brokatowymi cienkopisami. Tu trzeba trochę pozasuwać w realu, nie w marzeniach!
Nie chciałam, by było jak te wszystkie rzeczy z pinteresta albo filmiki z pięciominutowymi DIY, które oglądasz, mówisz pod nosem, że fajne (a może nawet zapisujesz w zakładkach!) ale nigdy nie realizujesz🤫
Ono jest po prostu skuteczne.
30 zadań, na które jest 45 dni.
Lżejsze i trudniejsze.
Codziennie na stories! 
Aha, oczywiście wystartowałam z wyzwaniem, ale nie wymyśliłam nazwy, więc przygarnę propozycje 
#wyzwanie #nowyrok #motywacja #aniamaluje #szczerze_pisząc #nogi #nylons #rajstopy #kropki #kropeczki #polkadot #zamioculcas

No i jak, miała być...

Nadchodzi fala podsumowań  od tych, którym wszystko się udało (i fajnie!👏🏻) a przyznam, że nie zrealizowałam żadnego kluczowego celu na 2019🤪
I nie jestem zła! Ani trochę!😲
Miałam jakieś założenia odnośnie tego, co bym chciała osiągnąć.
A potem poczułam, że sama kasa jest dla mnie za małą motywacja i mogę to zrobić, ale nie czuję z tego radochy. 
W 2019 dałam sobie plaska w twarz i zastanowiłam się , czego NAPRAWDĘ CHCĘ. Nie zawsze to były fajne myśli! ✅przestałam uciszać ten głos, który mówił czego pragnę, a który uciszałam, bo nie pasował mi do moich wyobrażeń o mnie samej.
Ale kiedy ich posłuchałam, to o jeju! Zaczęło mi być fajniej w życiu. ✅ Np. niedziele tylko dla mnie (dzisiaj to święto ruchome). Nie zdawałam sobie sprawy jak ja bardzo potrzebuję przestrzeni TYLKO dla siebie! ✅ Jestem asertywna bez poczucia winy i strachu przed tym, że ktoś uzna mnie za niemiłą (nie muszę być miła!)✅ Piszę bloga znowu dla przyjemności, bo choć Wasze propozycje tematów są super, to ja muszę czuć moment i dać myślom dojrzeć, nie jestem wyrobnikiem tworzącym na zawołanie. Nie chcę być!
✅ Przestałam patrzeć  na liczby i zastanowiłam się, czy w ogóle chcę być instagramerką i blogerką. Nie chcę. Chcę być Anią, która ma bloga i instagrama.

To był naprawdę dobry rok, chociaż nie postawię spektakularnych ptaszków na kartce z celami! Jak ja mogłam w ogóle mieć cele, nie wiedząc czego chcę?🙈
To był mój taki gap year, w którym przypadkiem zarobiłam najwiecej w życiu (i większość przehulałam!) ale niczego nie żałuję!

#aniamaluje #szczerze_pisząc #barcelona #parkguell #sukienka #podróże #podróżemałeiduże #catalunya #cele #podsumowanieroku #podsumowanie2019 #motywacja

Nadchodzi fala podsumowań od tych,...

Niedziele dla siebie – mój ukochany zwyczaj

Uwielbiam ludzi, ale czasami mam ich totalnie dość. Okej, to nie brzmi dobrze i nie oddaje, czym są moje “niedziele dla siebie”.
Więc zacznijmy inaczej.

Wyobraź sobie swoje ulubione danie. Albo deser. Schabowy? Pastrami? Śliwki w boczku? Sernik nowojorski? Dla utrudnienia pomyśl o takiej jego wersji, której nie możesz mieć na codzień. W moim przypadku to będą np. gołąbki mojej mamy. Jem je rzadko, w dodatku są dostępne raczej sezonowo, bo kapusta musi być odpowiednia.
To teraz wyobraź sobie, że jesz to ulubione danie codziennie. Dzień w dzień. Co czujesz?
Na początku pewnie jest fajnie, ale potem masz dość.

Pamiętam jak zaczytałam się w książce i zjadłam 2,5 kg mandarynek za jednym posiedzeniem. Kompulsywnie, jak popcorn. Do tej pory na myśl o mandarynkach boli mnie brzuch. No więc podobnie mam z życiem. Uwielbiam ludzi, ale czasami jestem przebodźcowana i potrzebuję spędzić trochę czasu z najważniejszym człowiekiem, czyli sobą samą.

Co robię w niedziele dla siebie?

To dzień dla mnie i o mnie. Od A do Z. Niedzielami lubię leżeć długo w wannie, piec ciasta albo eksperymentować w kuchni. Jeść śniadanie w łóżku i nosić najpiękniejszą bieliznę jaką mam, chociaż nikomu jej nie pokażę. A może na tym właśnie polega cały sekret, że mam na sobie pończochy na pasku, które założyłam po to, bym sama ze sobą poczuła się zajebiście. Życie jest za krótkie na bawełniane gacie.

Nigdy nie zapomnę absurdu jakim był zakaz noszenia letnich sandałków aż do Bożego Ciała, na którym to koleżanka miała sypać kwiatki. Więc chodziła do szkoły w zakrytych butach, chociaż była bardzo ciepła wiosna. Te sandałki to był odpowiednik “kościołnych spodni” mojego dziadka. Zostaw, to nie na zwykły dzień, to na niedzielę. Nie wiem co moja babcia pomyślałaby o tym, że zakładam najlepsze rzeczy gdy jestem zupełnie sama. Nie wiem co zrobiłabym, gdyby ktoś kazał mi się męczyć w adidasach aż do premiery sandałków podczas Bożego Ciała. Zdarza mi się nosić w niedzielę najładniejszą sukienkę, chociaż nigdzie nie wychodzę.

Niedzielami lubię też spać do oporu (zdarza się do trzynastej!), chodzić na długie spacery, które różnią się mocno od zmierzania w jakimś konkretnym celu w ustalonych ramach czasowych. Ja sobie lubię iść pozbierać kasztany, albo jesienne liście, albo po prostu – myśli. Czasem kupić kwiatki od starszej pani. Lubię też zapakować sobie kanapki i poczytać książkę w parku. Czasami bywa dziwnie, ja wtedy, gdy ryczałam czytając 27 śmierci…. Ale może o to właśnie chodzi w tym dniu, by słuchać swoich emocji i dać im ujście.

Lubię czasami w niedzielę sama iść do kina. Nie zawsze wychodzi. O właśnie, to ja może opowiem.

Niedziela dla siebie to fatalny wybór

Niedziela jest najbardziej niefortunnym dniem na zrobienie sobie dnia bez ludzi ;). W niedzielę każdy ma czas, zdarza mi się trafić na kogoś znajomego w kinie i początkowo głupio było po prostu powiedzieć “cześć” i nie kontynuować rozmowy dłużej niż grzecznościowe 5 minut, bez żadnej wymówki w zanadrzu. Inaczej się komuś odmawia gdy masz coś zaplanowanego, inaczej gdy masz ochotę po prostu pobyć sama. Szybko na szczęście przestałam mieć wyrzuty sumienia.

Nie zawsze te niedziele dla siebie mi wychodzą, czasami rezygnuję z nich, gdy nadarza się okazja na fajną podróż, robię wyjątki dla wyjątkowych ludzi, którzy nie mieszkają w Warszawie. Np. zrobiłam dla Julii (Joulenka) i Szymka i nie żałuję ani odrobinę, bo właśnie tego dnia postanowili uczynić mnie jedną z pierwszych osób, która dowiedziała się, że Julia jest w ciąży. To było kochane! Btw. na zdjęciu jestem z Czosnkiem, adoptowanym psem Julii gdzieś w parku w czeskiej Pradze 😉

Niedzielami odbywają się różne fajne wydarzenia nazwijmy to – masowe. Ciężko ograć jednocześnie dzień solo i uczestnictwo w czymś fajnym. Dlatego swój zwyczaj zachowam, ale wyznaczę sobie inny dzień. Albo uczynię te niedziele dla siebie świętem ruchomym. Taką kartą specjalną, którą mogę wyciągnąć w dowolnym dniu tygodnia. Ale też wyciągnąć ją muszę.

I tak zupełnie szczerze przyznam – te niedziele dla siebie samej to jedna z lepszych rzeczy, jakie wymyśliłam. Dlatego całym serduszkiem polecam!

Wiem, wiem, część z Was ma dzieci i powie, że z dzieckiem się nie da… Moja koleżanka, Natalia (Nadine) miała kiedyś “eskejpy”. Raz w miesiącu zostawiała dziecko mamie i jechała na imprezę, albo do Warszawy na weekend, albo gdzieś indziej, ale bez dziecka. I to jest super, bo sfrustrowana mama to nieszczęśliwa mama 🙂

Myślę, że totalnie każdy zasługuje na niedzielę dla siebie, nawet jeśli wypada w środę albo tylko raz w miesiącu.

niedziele dla siebie - aniamaluje
Uściski, Ania

14
Dodaj komentarz

avatar
14 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
14 Comment authors
Klaudiaz-dusza.plAnastazjaPatrycjaArchigame Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Agnes Agnieszka
Gość

Ja mam taką środę gdzie robię coś dla siebie

Dorota
Gość

Trzeba celebrować każdy dzień. Ja sobie czasem robię niedzielę w tygodniu 😀

Kasieńka Kot
Gość

Ja też lubię się ładnie ubrać, nawet gdy nie wychodzę, np. teraz mam na sobie historyczną suknię i pończochy na podwiązkach xd

Nie wiedziałam, że istnieje zwyczaj nie noszenia sandałów do Bożego Ciała. Ale baleriny chyba można było nosić?

Zaczytana
Gość

Tak jak ważny jest czas tylko dla rodziny, tak konieczne jest wygospodarowanie chwili wyłącznie dla siebie. Jeśli nie jest to cały dzień, to chociaż pól godziny, gdy nie trzeba się spieszyć, nasłuchując nerwowo czy przypadkiem dziecko nie płacze w łóżeczku.

Ahata
Gość

Super! Fajnir ze pokazalas plusy i minusy dnia dla siebie w niedzield. Dzięki tobie robie sobie srody spa. Choc nie zawsze mi wychodzi to rytuał jest fajny i dobry fla ciała i ducha

Natalia
Gość

Cały dzień tylko dla siebie rzadko mi się zdarza, ale we wtorki mam całe popołudnia dla siebie. Przyjeżdża córka męża i oni zajmują się sobą a ja sobą☺️ ps. Nie wiem jak to możliwe ale w ogóle nie widzialam że napisałaś nowy tekst, a to się nie zdarza! Dobrze że wrzuciłaś informację ponownie. Dobrego wieczoru❤️

Marcelina
Gość

W pewnym momencie tak dużo pracowałam, że kiedy przyszedł dzień wolny i mogłam zrobić właśnie taką “niedzielę dla siebie” obudziłam się wcześnie rano i przez cały dzień czułam niepokój: “może nie powinnam tak bezczynnie leżeć? być może o czymś zapomniałam ..” straszne. Trzeba nauczyć się relaksować, dawać sobie na luz. Ja w takie dni korzystam z Twojego wpisu “co dziwnego wrzucam do wanny” 😁 Pozdrawiam ciepło ❤

Olove
Gość

Mam mega duży problem z wygospodarowaniem czasu tylko dla siebie, bo zawsze jest coś lub ktoś wazniejszy… niestety mam nieregulrany czas pracy i często chodze do niej rowniez w niedzielę, wiec nie moge zaznaczyc sobie tego dnia w kalendarzu. Dlatego poświęcam chociaz minimum czasu dla siebie i swojego ciała podczas codziennego mycia sie. Balsamuje wtedy całe cialo, wiec nie dam sie tknac, zakladam sluchawki i odprezam na 10 minut. A potem albo ide do pracy albo spac 🙂

No i zostawiam trochę milosci dla Ciebie zeby bylo Ci razniej, bo z przyjemnością oglądam codziennie Twoje instastory 🙂

Lullaby
Gość

I skuteczniej niedzielę jako “Dzień Lenia” i zataziłam tym moją mamę. Czasem u mnie jest to właśnie inny dzień tygodnia ale zawsze mam taki SWÓJ dzień 😁 Wlaśnie dzieki Tobie to sie zaczęło. Nie wyobrażam sobie teraz nie mieć dla siebie czasu

Archigame
Gość

Od dwóch tygodni siedzę z synem w domu, bo jest chory. Co zabawne. W zasadzie nic mu nie jest, ale nie może wyjść bo zaraża jeszcze. Ojciec z synem. W domu. 24h. Jakby to potrwało jeszcze tydzień to byś o Nas usłyszała w wiadomościach. To nie tak, że się nie kochamy. Po prostu mamy ciężkie charaktery i obaj walczymy o dominację nad terenem. Jak zwierzęta. Dlatego, zdecydowałem się na poważny krok i postanowiłem w piątek iść do kina. A nie chadzam do kina. Po prostu muszę wyjść, a że akurat będzie premiera drugiej części filmu, który mi się strasznie podobał… Czytaj więcej »

Patrycja
Gość

Myślę, że takie podejście starszych osób “to na niedzielę” jest stąd, że kiedyś było tych rzeczy mało, więc te najlepsze oszczędzali jak mogli 🙂 Na szczęście dzisiaj już tak nie jest, ale poza tym super jest ta idea zakładania czegoś najlepszego tylko dla siebie. Moja przyjaciółka czasem kupi lub dostanie coś droższego, ekskluzywnego i u niej to leży, bo jej “szkoda”, żeby się szybko nie zniszczyło. Chyba podeślę jej Twój tekst o bawełnianych gaciach 😉 Poza tym zazdroszczę Ci tego dnia dla siebie, sama często jestem przebodźcowana, zwłaszcza że na co dzień pracuję w sklepie, gdzie jest pełno ludzi i… Czytaj więcej »

Anastazja
Gość

Niezwykły blog!

z-dusza.pl
Gość

Mnie się ten pomysł bardzo podoba! I sama też tak mam, że mimo, iż mam wspaniałego narzeczonego – lubię czasem pobyć sama w domu, mieć ciszę, spokój, gdzie wiem, że nikt nie będzie do mnie mówił. I dziś jest właśnie ten dzień i bardzo się z tego cieszę! 😉

Klaudia
Gość

Przydałyby mi się takie niedziele dla siebie. I tak w niedzielę staram się zrobić coś więcej. Chociaż u mnie np. w sobotę zawsze (no dobra, przeważnie, jest SPA – peeling, maseczka, itd.) 🙂

Previous
Brwi permanentne – warto? żałuję? boli?
Niedziele dla siebie – mój ukochany zwyczaj