Zacznij tu, gdzie jesteś.

Pamiętam, jak chodziłam na karate i co roku zapisywało się sporo nowych osób. Część z nich od razu inwestowała w kimono, pas oraz zestaw ochraniaczy, część ćwiczyła w dresie. Mniej spektakularne, ale nie umniejszało wartości treningu.

Nasz klub też zresztą nie zaczął się od wypasionego dojo wyłożonego matą, tylko wynajmowanej na godziny sali gimnastycznej w podstawówce. Z sypiącym się parkietem.
Daliśmy radę! Mimo rozsądnego i stopniowego rozbudowywania zaplecza, klub szybko zaczął osiągać wielkie sukcesy. Zauważyłam też, że ci, którzy od razu inwestowali na starcie, bez dania sobie chwili na zobaczenie, czy karate jest w ogóle czymś dla nich – szybciej rezygnowali. Zresztą chyba najdłużej (ja trenowałam tylko 10 lat) trenującą osobą jest chłopak, który też na kimono trochę czekał. Ta refleksja naszła, gdy byłam jesienią na dwudziestoleciu klubu.
Podobnie jest z biznesem.
Ten tekst miał wyglądać nieco inaczej, chciałam zamieścić w nim rozmowę z czytelniczką, która pod wpływem moich tekstów o tym, że kobieta powinna zadbać o swoją niezależność finansową,  zdecydowała się na założenie własnej działalności. Po namyśle zrezygnowała, bo nie chce wystawiać się na ekspozycję społeczną. Rozumiem i szanuję. Odkopałam swój folder ze screenami najmilszych i najbardziej ciepłych, pluszowych wręcz wiadomości od Was i napisałam na insta do kilku innych osób, które chwaliły się rozpoczęciem własnej działalności. Ja jestem z nich na maksa dumna! A wiecie, co mi pisały? Że to super miłe, ale w sumie ich mały biznes to nic wielkiego. Albo że nie chcą publicznie nic o pieniądzach mówić, bo wiadomo, jacy są ludzie.
Damn, ja to widzę zupełnie inaczej!
I bardzo bliski jest mi cytat tenisisty Arthura Ashe:
Zacznij tam, gdzie jesteś. Użyj tego, co masz. Zrób to, co możesz.
 
Na wszelki wypadek pozmieniam imiona.
Kasia pisze, że w sumie ten jej biznes to nic wielkiego. Chciała zacząć z pompą, nie przeczy. Ale boi się wielkich inwestycji, więc najpierw robiła paznokcie sama sobie, potem też na studiach współlokatorce i koleżankom. Jasne, chodziło jej po głowie od razu rzucić się na głęboką wodę i otworzyć salon, ale bała się, że będzie jak z lekcjami tańca, na które wykupiła roczny abonament (bo było taniej), a straciła zajawkę po trzech miesiącach.
Pieniądze zarobione na robieniu paznokci koleżankom, zainwestowała w kurs, wystąpiła o dotację i założyła małą działalność. Była też trochę zła, że dotację mogła spożytkować, jak to określiła – na bzdury. Rzeczy niekoniecznie mające przełożenie na jej zyski. Nie mogła np. na autoklaw do sterylizacji narzędzi (ok. 5 tysięcy złotych), więc żeby nie szaleć z inwestycjami na start, nosiła sprzęt do sterylizacji do zaprzyjaźnionego gabinetu lekarskiego. Na kredyt na rozwinięcie działalności zdecydowała się dopiero, jak wiedziała, że będzie mieć pełny kalendarz, a klientki pytały o coraz to wymyślniejsze zdobienia, do których potrzebowała szkoleń, pędzli i innych cudów, na których się nie znam.
Czy żałuje? Ani trochę. Dzięki temu rozsądnie rozdysponowała środki. Mówi, że bała się scenariusza swojej kuzynki, która władowała oszczędności życia w otworzenie knajpki, do której prawie nikt nie przychodził, bo mieszkańcy małego miasta woleli pizzerię i kebabownię.
Julia, do której chodzę na rzęsy też ma legalną działalność, ale przyjmuje w wyremontowanym pokoju w domu rodziców. Na tym etapie nie inwestowała w lokal. Skupiła się na najważniejszych inwestycjach.
Magda swój sklep online zaczęła od… sprzedawania swoich starych ubrań i tych znalezionych w lumpie. Szybko ogarnęła, że potrafi zrobić wyróżniające się zdjęcia, więc pomyślała o małym butiku online. Firmę zaczęła jedynie od niezbędnych inwestycji – strony, serwera i systemu do obsługi sklepu, wszystko na swoim prywatnym komputerze. To jeden z tych instagramowych butików, gdzie zdjęcia są wykonane telefonem w lustrze. Przekuła przeszkodę w atut – klientki czują, że to nie są wystudiowane zdjęcia na profesjonalnych modelkach i poddane obróbce w Photoshopie, tylko coś bardziej realnego.
Kredyt? Tak, gdy miała już to wszystko mniej więcej ogarnięte, przydał się na towar. Również nie żałuje, że nie decydowała się na kredyt od razu. Jak mówi – wydałaby wtedy na zbędne rzeczy. Pewnie kupiłaby komputer, nowe biurko, profesjonalny aparat, jakieś ładne pudełka i wstążki. Z perspektywy czasu – przepaliłaby budżet.
Są różne biznesowe podejścia, ja jestem bliska temu.
  Zacznij tu, gdzie jesteś. Nie jak będą lepsze czasy, po świętach, po zrobieniu podyplomówki, jak dziecko pójdzie do żłobka, do przedszkola, do szkoły. Teraz.
Użyj tego, co masz – wykorzystaj potencjał już posiadanych zasobów. Może niekoniecznie potrzebujesz od razu auta służbowego? Nowego sprzętu? Stu różnych foremek do ciast, gdy zamówienia masz głównie na torty? Pamiętam, jak miałam ochotę na Gwadelupie zjeść śniadanie z widokiem na morze. Przytargałam stolik i krzesła z mieszkania, przyniosłam owoce i sok, w sklepie kupiłam bagietkę, serek i creme fraiche. Dało radę! Nie wiem, czy równie mocno zapamiętałabym śniadanie za 20 euro.
Zrób to, co możesz.
Nie da się od razu zrobić wszystkiego, chociaż wielkie marzenia są w porządku i nie widzę w nich nic złego. Ale zamiast porywać się z motyką na słońce, warto na spokojnie zacząć od tego, co się potrafi.
Zamiast wielkiej restauracji zacząć od małego food trucka. Zamiast dużego salonu – od małej działalności.
Jestem na wielu babskich grupach, mam też swoją. Czasami walczę ze sobą czy większym grzechem będzie ostudzenie czyjegoś zapału i marzeń, czy jednak milczenie i brak ostrzeżenia o niebezpieczeństwach takiego podejścia.
Bo walczę za każdym razem, gdy widzę, jak fajna babka chce zacząć biznes od zainwestowania w stronę, domenę, logo, całą identyfikację wizualną, wizytówki i ulotki.
Nie wiem, na jakim etapie przeprowadzania bloga jestem w momencie, w którym czytasz ten tekst, ale zaczęłam go zupełnie bezkosztowo. Przenoszę go na płatny serwer dopiero teraz.
Gdybym zaczęła od wykupienia domeny, hostingu, systemu komentarzy, robionego na moje potrzeby szablonu i płatnego newslettera – szybko byłabym sfrustrowana i czułabym presję, że muszę cisnąć na wynik.
Ten tekst powstaje we współpracy z Idea Bankiem, który chce wspierać młodych przedsiębiorców w uzyskiwaniu swojej niezależności finansowej.
Ale nie w taki głupi hurraoptymistyczny sposób z przepalaniem budżetu, tylko z głową. Jeśli prowadzisz działalność polegającą na robieniu ceramicznych talerzyków i trafił Ci się duży klient, który chce ich 1000 do swojego hotelu – możesz bez zbędnych zaświadczeń zawnioskować o kredyt na materiały i nie tracić szansy na duży zarobek i rozwój firmy. Twój food truck chwycił i pora postawić drugi w innym punkcie miasta? Super, bo prowadzisz już trochę ten biznes i wiesz dokładnie, w co trzeba zainwestować, aby się rozwijał.
Mnie w tym wszystkim urzeka oprócz platformy do faktur także kasoterminal – jeśli zaczynasz swój biznes w mieszkaniu albo garażu rodziców (tak zaczynały się wielkie historie!), to pewnie ważny jest dla Ciebie każdy grosz. Idea Bank ma bardzo preferencyjną usługę, jaką jest kasoterminal #ideapay. Można w niewielkim urządzeniu zintegrować sobie funkcje kasy i terminala płatniczego, umożliwiając klientom płacenie bezgotówkowe bez ponoszenia ogromnych kosztów – płatności kartą są bowiem za darmo przez rok (do 100 tys. złotych).
Więcej szczegółów odnośnie samego kredytu znajdziecie tutaj – ma bardzo przejrzyste zasady

Niezależnie od pomysłu na życie – zawsze z całego serca będę namawiać do budowania swojej niezależności finansowej.
Po prostu zacznij.
Tu, gdzie jesteś. Z tym, co masz. I zrób, co trzeba.

Tekst we współpracy, partnerem jest Idea Bank.




XOXO

Podziel się

12
Dodaj komentarz

avatar
12 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
12 Comment authors
DorotakBlogNaturalniePięknaJustynaKarAgata  Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
k
Gość
k

Aniu, robisz naprawdę świetną robotę. Nawet wpisy robione ze współpracą niosą za sobą sporo wartościowej treści <3

BlogNaturalniePiękna
Gość

To naprawdę trudna decyzja, ja waśnie planuje niedługo spróbować z rękodziełem. Pomimo tego, że jest tego pełno. Myślę, że warto walczyć o swoje marzenia 😀

Dorota
Gość

Bardzo przydatne porady Aniu. Zawsze obawiałam rzucać się na głęboką wodę i jak widać, słusznie. Mam swoje małe plany, teraz jestem na etapie szkoły. PS. Moja córka też nie od razu miała kimono, trenowała 8 lat, złotych medali i pucharów nie zliczę. Teraz wyniki robi w pracy, w innej dziedzinie 😉

Agata
Gość
Agata

Super tekst! Wlasnie czegos takiego potrzebowalam

Agnieszka Jabłońska
Gość
Agnieszka Jabłońska

A widzisz 😛 A ja założyłam bloga, mam domenę , hosting i zrobiony po kosztach szablon i brak czasu na pisanie 😛 ALE już się to zmienia 🙂 od lipca już tylko copy, w takiej konfiguracji jak mnie to najbardziej odpowiada 🙂 od siebie powiem tak do robienia tego, co gra w duszy przydaje się: talent, ciężka praca i trochę szczęścia. Strojenie się od początku w piórka – pro identyfikacja wizualna itd. nie mieści się w tych trzech punktach. Jest super dodatkiem, gdy wszystko już hula (może czas napisać portfolio? 😛 ). Jednak na początku najlepiej skoncentrować się na pracy,… Czytaj więcej »

Trii (@kuunelakk_by_trii)
Gość
Trii (@kuunelakk_by_trii)

Ojj znam to, chociaż od bardziej prywatnej (niebiznesowej) strony. Kiedyś robiłam paznokcie, najpierw sobie, potem koleżankom hybrydy. Zainwestowałam w stolik, lampę i kilkanaście kolorów. Znajomi namawiali mnie, żebym rzuciła pracę i poszła pracować do salonu albo otworzyła swój. Nope, thanks – pomyślałam bo znam siebie. Wiem, że pewne rzeczy mi się nudzą. Efekt? Kilka lat temu prowadziłam bloga i insta paznokciowego, robiłam takie wzory, że do dzisiaj jak spojrzę na stare zdjęcia to jestem w szoku ale… znudziło mi się. Teraz chodzę na paznokcie do salonu a moje artystyczne zapędy wyładowuję w robieniu torebek na szydełku. I historia się powtarza:… Czytaj więcej »

Ala Ziętara
Gość
Ala Ziętara

Często jest tak z blogerami w dzisiejszych czasach. Pierw strona, domena, bajery i latajce małpki. Potem okazuje się, że pisać nie lubią, nie chcą, nie jara ich to. I z bycia bloggerem został piach. Ja zaczynalam i nadal jestem na bezpłatnej platformie. I to mi wystacza. Zaczęłam od razu. Nie liczyłam na cuda. Niestety jest tak ze wszystkim. Warto walczyc po teraz. A nie jak bede piekna, bogata i dobrze ustawiona 😂

JustynaKar
Gość

Najtrudniej skończyć z wymówkami, potem już samo jakoś idzie 🙂

Joanna | BetterMe
Gość

Jest tak, że z każdą kolejną próbą udaje nam się zrobić coś inaczej, lepiej, bardziej profesjonalnie… Moim zdaniem najważniejsze to kochać to, co się robi i wkładać w swoje projekty całe serce i wszystkie zasoby, jakie się ma dostępne. Własna działalność nie jest dla każdego.
Dopiero w tym roku założyłam bloga (chociaż chciałam już od dawna), musiałam poczekać na pewne ustabilizowanie się innych aspektów życia, m.in. firmy. Od zawsze chciałam pomagać innym stać się lepszymi. Bardziej szczęśliwymi. Spełnionymi. I teraz dodatkowo mogę się tym zająć 🙂 Pozdrawiam i życzę wszystkim odwagi!

Natalia
Gość

To działa w dwie strony 😉 Nie tylko słomiany zapał i kupowanie miliona rzeczy na start,a le także odkładanie realnego dizałania bo “jeszcze nie mam wszystkiego”. Masz dużo racji 🙂

kasina
Gość
kasina

Mój chłopak chce rzucić etat i zostać swoim własnym szefem robiąc drobne naprawy czy to instalacji czy delikatne remonty. Ma wiedzę, zdolnosci, chęci i kupę sprzętu. Brakuje jedynie busa co by to wszystko wozić. Szukamy dotacji, ale dla kogoś na etacie to nie realne. Musiałby faktycznie być bezrobotnym jakiś czas, a w urzędzie bardzo szybko znaleźli by mu jakaś robotę bo i budowlankę ogarnia i w handlu robił i inżyniera ma… Wciąż stoimy i zastanawiamy się nad rzuceniem na tą głęboką wodę, każdy tylko gada że powariowalismy i puka się w czoło, dziecko w drodze a on chce rzucić etat.… Czytaj więcej »

archigame.pl
Gość

Gorzej jak z jednej strony jesteś uwiązany etatem i masz rodzinę, a z drugiej nie masz absolutnie żadnego fachu w ręce. Nic nie umiesz. I nawet nie masz pasji, którą mógłbyś jakoś przełożyć w biznes. Co wtedy? Jak znaleźć swoją pasję? Czy w ogóle jest sens jej szukać skoro masz świadomość, że nawet na zbieranie znaczków Cię nie stać?