Instagram has returned invalid data.

Czy otyli promują otyłość, czyli w internecie znów wybiło szambo

Miałam dzisiaj szczęście zahaczyć o bazar i zrobić fajne zakupy. Awokado za 1,50 zł (idealne na guacamole), gruziński chlebek puri, jeszcze ciepły (!), kilogram pomidorów kumato i pęczek cienkich, zielonych szparagów (7 zł). Do tego cała kobiałka pachnących truskawek. Mogłam w nich przebierać, bo mam ten przywilej pracy zdalnej i możliwość zrobienia bazarowych zakupów w środku dnia, gdy jest z czego wybierać. 
Pisząc ten tekst sączę truskawkowy koktajl, a jak tylko skończę pracę na dziś – zrobię sobie nieprzyzwoicie pyszną kolację z piekąc te pomidory i szparagi z trzema plastrami wędzonego boczku i podając z kremową burratą. Niebo. 
Nie odmawiam sobie dobrego. Kanapki smaruję bardzo grubo masłem, wczoraj jadłam makaroniki, dzisiaj chałkę i ciasteczka z makiem. Stać mnie, by raz w tygodniu zjeść lunch na mieście, ale gdy jestem w fastfoodzie to zazwyczaj biorę dodatkowy ser i bekon. 
Może i wynajmuję ciasną kawalerkę, ale za to w super lokalizacji i za okazyjną jak na Warszawę cenie. Ta cena, to minimalne wynagrodzenie, za które wielu Polaków i Polek musi utrzymać całe rodziny. 
I coś o tym wiem, bo moja mama potrafiła z niemal pustej lodówki wyczarować obiad dla całej rodziny. Wystarczy splot niekorzystnych okoliczności, jak wiecznie pożyczająca pieniądze „babcia”, umierający na nowotwór dziadek i problemy z płynnością finansową firmy, która nie może wypłacić pensji na czas. Ja przeżyłam to chwilowo, ale dla niektórych rodzin to smutna norma. Ta chwila wystarczyła mi jednak, bym wiedziała, że nie mając stabilnej podstawy piramidy potrzeb, nie możesz skupiać się na jej wyższych szczeblach. Gdy nie masz kasy, często nie masz też czasu i nie myślisz o najładniejszych szparagach za okazyjne 7 zł, tylko jak za te 7 zł zrobić sycący obiad dla całej rodziny. Tak, wiem, co to za sztuka w sezonie ugotować kalafiora, polać go bułką tartą na maśle – myśli sobie pewnie jakiś wszechwiedzący ignorant. Jasne, żadna sztuka. Pewnie sama za moment będę na obiad i kolację jadać fasolkę szparagową podaną właśnie w ten sposób. 
Ale takie wybory żywieniowe gdy są codziennością a nie weekendową odskocznią sprawiają, że mamy coraz większy problem z niedożywieniem u ludzi z nadwagą. Bo niedożywienie nie musi być tylko ilościowe, ale i jakościowe. 
Dzisiaj wstyd byłoby mi ocenić kogoś z nadwagą mówiąc, że jest leniwy. Zaglądać pracującej ciężko osobie do garnków i hejtować za przyrządzanie dań z paczki. Gdy pracujesz ciężko 10 godzin plus dojazd, nie masz czasu robić codziennie świeżych zakupów a po powrocie do domu marzysz tylko o śnie i odpoczynku. Sama kiedyś byłam w swoich sądach bardziej hop do przodu, ale dzisiaj wiem, że aby nauczyć się gotować zdrowiej, trzeba mieć na to czas. I rozumiem osoby, które po ostrym zasuwaniu przez cały tydzień, mają ochotę odreagować imprezą a potem przespaniem połowy weekendu. Sytuacja w której minimalne wynagrodzenie nie pozwala na godne życie jest nienormalna i to tutaj powinniśmy skupić nasz gniew. Nie na ludziach, którzy próbują sobie radzić. 

(Jestem dumna z tych zakupów, bo odpowiadają mojemu podejściu do zerowaste)

Nie wygrałam przemiany materii na loterii, ale trafiłam lotką gdzieś wciąż blisko centrum tarczy. No, może ktoś pokierował ręką rzucającą tę lotkę. Jeśli starszy kolega albo tata podsadzili cię kiedyś, byś mógł doświadczyć radości trafienia piłką do kosza – zrozumiesz co mam na myśli. Rodzice zadbali o to, bym miała dużo ruchu w dzieciństwie. Nad pobliski staw jeździłam na rowerze, a nie autem, a oprócz lekcji w-f i basenu w szkole, 2-3x w tygodniu chodziłam na treningi karate. Przez 10 lat. No i brak komunikacji miejskiej na mojej prowincji wyrobił mi nawyk chodzenia pieszo. Nawet dzisiaj muszę mieć serio ciężkie toboły albo obtartą butem stopę, by pokonać autobusem dwa przystanki.
 Jest mi łatwiej. 
Myślę o tym za każdym razem, gdy spotykam się z koleżanką, która stara się ze wszystkich sił. Ma insulinooporność i problemy hormonalne, więc bardzo pilnuje zawartości talerza. To ona nauczyła mnie jedzenia daktyli z masłem orzechowym zamiast batonów (zdrowiej, a serio smakuje jak batonik, to zdrowy snickers!). Unika białego pieczywa i białego makaronu, który osobiście kocham. Nie smaży, nie podjada między posiłkami, zawsze zabiera do pracy lunch i nie odwiedza pana kanapki. Wkłada w to wiele wysiłku, a mimo to nie może zrzucić nadprogramowych kilogramów. 
I nie jest jedyną osobą, której zdarza się powiedzieć do mnie, że to niesprawiedliwe, bo ja jem więcej i sobie nie odmawiam, a jestem szczuplejsza. 
I jest to prawda. Nie mam genialnej przemiany materii, o czym się przekonałam całkiem niedawno, gdy przyszło mi pierwszy raz w życiu dorobić się brzuszka-uparciuszka. Nie miał za bardzo ochoty zniknąć, a ja przez złą passę zdrowotną miałam bardziej ochotę spać po trzynaście godzin niż ćwiczyć. Ale mój balast dało się zrzucić. 
Tu więcej o tym, jak schudłam z brzucha
Mam przeogromny komfort i szczęście w życiu, że dzisiaj mogę sama decydować o której godzinie wstaję a o której zamykam laptopa. Może i właśnie mija mi dziesiąta godzina pracy (a mam jej jeszcze na 2 h ;-), ale miałam okazję wyskoczyć na chwilę na bazar w ciągu dnia i nie musiałam wskakiwać w pierwszy tramwaj, by szybko wrócić do domu, tylko mogłam przejść się pieszo. Mam to szczęście, że moje ciało przyzwyczajone jest do aktywności fizycznej i łatwo mi do niej wrócić. 
Te wszystkie drobne rzeczy to jest ogromny przywilej. Nie wiem, czy pracując nawet od 9 do 17 i tracąc dwie godziny dziennie na dojazdy, byłabym w stanie zrzucić tamten brzuszek. Przy moich problemach z oskrzelami i potrzebie porządnego snu? Naprawdę nie sądzę. Prędzej z brzuszka zamieniłby się w brzuchol.
A piszę o tym, bo znowu (!) usłyszałam tę straszliwie krzywdzącą narrację, że rzekomo angażowanie większych niż do tej pory modelek to promowanie otyłości. Serio? 
Mamy niechlubne drugie miejsce w Europie w samobójstwach młodych ludzi poniżej 19 roku życia. Wiele młodych osób nienawidzi swoich zmieniających się ciał.
Tylko dzisiaj pod hashtagiem zrzeszającym dziewczyny z zaburzeniami odżywiania pojawiło się ponad 400 wpisów.
Podeślę kilka z czerwca.
Pokazywanie różnorodnych modelek nie promuje otyłości. Sprawia, że staje się mniej stygmatyzowana. To nie są już te czasy, gdy królowie ukrywali brzydkie dzieci przed opinią publiczną i trzymali w lochach “potwory” (czytaj: tych z rozmaitymi ułomnościami).

 Otyłość nigdy nie występuje w oderwaniu od człowieka, to nie jest zjawisko rozpatrywane w próżni. Występujemy w różnych kształtach, kolorach i rozmiarach. Jedni są wysocy, inni niscy. Nie słyszałam nigdy, by wysocy ludzie swoim istnieniem promowali wysokość. Nie słyszałam, by domaganie się przez nich spodni, które będą zakrywać kostki miało w jakiś magiczny sposób zaszkodzić istnieniu ludzi o przeciętnym wzroście.
I serio, to nie działa tak, że widząc różne modelki na plakatach nagle mnóstwo osób zechce zyskać nadprogramowe 50 kg bo to takie fajne. Jakoś nie widzę tych tabunów próbujących wpasować się w rzekomy trend.

Nie rozumiem więc jak można mówić, że sportowa odzież pokazywana na większym manekinie promuje otyłość. Nie wiem jak podłym albo głupim (a najpewniej jedno i drugie jednocześnie) człowiekiem trzeba być, aby sformułować taką myśl i jeszcze wypowiedzieć ją na głos. A właśnie reakcją na wprowadzenie większych manekinów w salonach Nike mówię. Bo w internecie znowu wybiło szambo.
Ludzie wszystkich kolorów, kształtów i rozmiarów mają prawo do posiadania odzieży do nich dopasowanej. Ludzie wszystkich kolorów, kształtów i rozmiarów mają prawo lubić siebie i czuć się ze sobą dobrze. Ludzie wszystkich kolorów, kształtów i rozmiarów mają prawo uważać się za pięknych, nie ważne jak dalecy są od naszych prywatnych preferencji.

Jesteśmy różni i to jest spoko. Ale bardzo nie spoko jest drwienie i szydzenie z innych. A potem taka udawana troska i pisanie “wielka szkoda, straszna tragedia” gdy ktoś komu jako społeczeństwo utrudniliśmy drogę do akceptacji targnie się na swoje życie albo wyląduje w szpitalu przez jakieś głupie działanie.

“— Nie obchodzi mnie, czy ktoś jest mały czy duży, czy inni mówią, że ładny czy brzydki, mądry czy głupi; nie obchodzi mnie nawet, czy dobrze czy gorzej się uczy czy lepiej; czy chłopiec czy dziewczynka. Dla mnie miły jest, jeżeli życzliwy dla ludzi, jeżeli nie dokucza, jeżeli dobry.(…)
 Zauważyłem, że tylko głupcy chcą, żeby ludzie wszyscy podobni byli do siebie. Kto rozumny, tego cieszy, że są na świecie: dzień i noc, lato i zima, młody i stary, że jest i motyl i ptak, że są różne kolory kwiatów i oczów ludzkich, że są dziewczęta i chłopcy. Kto nie lubi myśleć, tego niecierpliwi rozmaitość, która zmusza do myślenia.”

Korczak, Prawidła Życia, (Chłopcy i dziewczynki) https://pl.wikisource.org/wiki/Ch%C5%82opcy_%E2%80%94_Dziewczynki
A tak przy okazji, to polecam całą książkę Prawidła życia. Obawiam się jednak, że bardziej przydałaby się obecnemu pokoleniu rodziców, niż dzieci.
Uściski, Ania

9
Dodaj komentarz

avatar
8 Comment threads
1 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
9 Comment authors
DorisMGulnarJustineeNati Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
M
Gość
M

Wartościowy wpis Aniu. Tez ubolewam co sie dzieje, ten kult piękna poszedł juz za daleko. Przeczytałam posta i juz chciałam isc dalej ale sama zrozumiałam ze dałam sie w to wciągnąć. Lubiłam swoje ciało, jest w miarę szczupłe ale od jakiegoś czasu je znienawidziłam. Ma cellulit, jest mało jędrne, wyglada jak ciało dużej części dziewczyn, w ciuchach Ok ale widzisz, chude ciało to za mało, musi byc idealne, jędrne, tak aby sie nim CHWALIĆ na plazy. To są czasy chwalipięt i choć zdajemy sobie sprawę z tej głupoty to ta nędzna fala pociąga nas ze sobą. Ja na ten sezon… Czytaj więcej »

Szyciownik Kurs Szycia Online
Gość

Cześć,
Powinniśmy piętnować nie osoby, które są grube, a te które się z nich nasmiewają. Jest masa ludzi, którzy chcą schudnąć dla zdrowia, a nie mogą – czy to przez leki czy przez np tarczyce. Najgorsze to pokazywać takie osoby palcami. Sama nie jest mega szczupła i tez mam brzuszek i pupę, ale bardziej zależy mi na tym, żeby w miarę zdrowo żyć, niż wyglądać szczupło 🙂
Pozdrawiam,
Kasia

Nati
Gość
Nati

W punkt. Szczególnie spodobał mi się przykład z osobami wysokimi.

fat_cutiepie
Gość
fat_cutiepie

Jak zwykle świetny wpis! Ja tylko czekam, aż ktoś napisze, że „hurr durr porównywanie grubych i bardzo wysokich jest idiotyczne, bo wysoki człowiek nie może zmienić swojego wzrostu, a dla grubasów nie powinno być ciuchów, to może przestaliby tyle żreć!”. Za każdym razem, kiedy słyszę „promowanie otyłości” albo widzę takie komentarze u siebie, to mi się cofa…

Justinee
Gość
Justinee

Ludzie nie wyglądają jednakowo. I to projektanci powinni zrozumieć. Nie powiem, zawsze mam problem z moim podobno 167 znaleźć dobre spodnie, bo mam bioderka i nie mam aż tak długich nóg (zawsze muszę podcinac nogawki). Są tacy o wysokim wzroście, są niscy, są dziewczyny bardziej kobiece, są dziewczyny drobniutkie i to jest spoko. A, że jest większy manekin. Ja powiem brawo i wreszcie! Bo nie wszyscy u Nas i na swiecie maja wzrost 175 i nogi do nieba

Gulnar
Gość
Gulnar

Ogólnie to się zgadzam, tylko nie rozumiem jednego -dlaczego przy takich akcjach zawsze pojawiają się osoby bardzo duże? Jakby jako przeciwwaga (dobre słowo swoją drogą) dla wychudzonych modelek nalezało pokazywać drugą skrajność. Moim zdaniem fajnie by było, gdyby w ramach tego typu projektów pokazywali i osoby drobniejsze, i średnie, i pulchniejsze, a nie tylko te dwa bieguny. Druga sprawa – niezależnie od tuszy pokazjue się zawsze dziewczyny z modelkowym wzrostem (170+), pomijając zupełnie te średnie i te niskie. Nie będę się czepiac, ze niby dyskryminacja (znowu nadużywany w dzisiejszych czasach wyraz), ale zastanawiające to jest.

archigame.pl
Gość

No niby tak. Znam obie strony (jestem byłą osobą otyłą – mocno otyłą). I nie jestem do końca przekonany. Wiesz… manekiny w ogóle mi nie wadzą. Widziałem, spoko. Ale czasami w mediach przelatuje jakiś wywiad z osobą o dużej otyłości, która mówi, że lubi jeść i jest zadowolona ze swojej tuszy. I w tym momencie wszyscy mamy mówić, że to super? To nie jest super. Nie mówię od nadwadze, którą każy może złapać i to nic strasznego. Ale o dużej otyłości. Otyłości która wynika bardzo często z własnego wyboru. Otyłości, która łączy się z wieloma schorzeniami, za które później płacą… Czytaj więcej »

Doris
Gość
Doris

Zgadzam się, że to ciężki temat. Mimo to trzeba oddzielić akceptację ciała od zdrowego odżywiania. Jest dużo osób, które jedzą gówna, uczą własne dzieci złych nawyków żywieniowych, a nie widać po nich otyłości. Otyłość to choroba taka sama jak cukrzyca, miażdżyca czy inne. Niektóre choroby wpływają na wygląd, inne nie. I tak samo akceptuje swoje ciało czy w kształcie dziecięcym, czy dorosłym, czy zdrowym, czy chorym. Ciało się zmienia z różnych powodów, czasem od nas zależnych czasem nie. Trzeba nauczyć się je akceptować. A osobna kwestia jest dbanie o swoje zdrowie. U Agnieszki Maciąg przeczytałam, że ciało to nasza powłoka… Czytaj więcej »

tuptusiowapanna
Gość
tuptusiowapanna

Aniu, przesadzasz w drugą stronę. To nie jest wina szczupłych osób, że te grube się nie akceptują. Ktoś, kto nienawidzi swojego ciała i nie chce zakładać krótkich spodenek, powinien pójść na terapię niezależnie od noszonego rozmiaru. Dlaczego szczupłe osoby mają przepraszać za to, że umieją o siebie zadbać? Ja akurat jestem przeciętna, rozmiar 36, choć ostatnio coraz bardziej ulana i nie zamierzam oskarżać o własne niepowodzenia całego świata. Dlaczego mamy użalać się nad jakimiś dziećmi, które nie radzą sobie z nadmierną emocjonalnością, tylko dlatego że są grube? Tu jedyna rada to “schudnij”. Pisanie tweetów (te screeny to z Twittera?) przepełnionych… Czytaj więcej »

Previous
Zacznij tu, gdzie jesteś.
Czy otyli promują otyłość, czyli w internecie znów wybiło szambo