Szybciej, mocniej, więcej, bardziej. Postaraj się więcej, wstawaj wcześniej, kładź się później.
Nie wiem jak wy, ale ja nie kupuję tego bullshitu. Mam pracę, którą uwielbiam - copywriterka daje mi mnóstwo satysfakcji, lubię poprawiać wyniki i czuć, że moja praca pomaga komuś zwiększyć sprzedaż albo zredukować czas spędzany na odpowiadaniu na pytania klientów, bo zgrabnie naskrobałam wyczerpujący opis. Ale też potrzebuję przerwy. Nie powinniśmy żyć w świecie, w którym pracujących ludzi często nie stać na samodzielne wynajęcia  mieszkania,  albo jedna wizyta u dentysty wpędza ich w długi. Jeden pełny etat powinien zapewniać pieniądze na godne życie.

Pamiętam jak kiedyś chciałam podkręcić kartę graficzną, by pograć w grę.
Pograłam. Chwilę.
Karta się spaliła.

Uczę się pracować mniej. Poleżeć brzuchem do góry. Zabrać książkę do parku. Odpoczywać. 
____
#lavieparisienne #vieparisienne #frenchfashion #howtobeparisian #takemetoparis #lestyleàlafrançaise #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisianlifestyle #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #parisianblogger #frenchvibes #parismood #modeaparis #myparisstyle #parisianchic #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily

Szybciej, mocniej, więcej, bardziej. Postaraj...

Kiedyś nie lubiłam swoich nóg , bo są krzywe. najkrótsze sukienki jakie nosiłam były za kolano. No i głównie wybierałam spodnie.
To było głupie, wyrosłam z tego.
Ale wiele moich koleżanek wciąż jest na tym etapie. Nie założą latem szortów bo mają nogi: za blade, za chude, za grube, z cellulitem na który na pewno wszyscy będą patrzeć, z siniakami, pajączkami albo wuj wie co jeszcze. 
Kobietom zdarza się też odmówić spontanicznego wyjścia na basen czy nad jezioro, bo się nie wydepilowały.

Hmm, chodziłam ostatnio w krótkich sukienkach, chociaż nóg nie goliłam dwa tygodnie. Zazwyczaj co niedzielę sięgam po depilator, ale jakoś jedna mi wyleciała, a w kolejną jak miałam czas na ogarnianie siebie, to zrobiła się trzecia w nocy. Nie chciałam budzić sąsiadów bo depilator chodzi jak kosiarka.
Rok temu zrobiło mi się słabo i zaliczyłam glebę. Najpierw chodziłam z dwoma dorodnymi strupami na kolanach, potem z białymi śladami po nich. I też chodziłam w krótkich sukienkach, walić to. Może ze dwa razy jakiś Janusz skomentował, że chyba był awans w pracy, ale kto rządzi moim życiem, ja, czy strach przed spojrzeniami Januszy?😉 Nieważne jak wyglądają Twoje nogi, masz prawo chodzić w czym tylko chcesz. Czy masz 45 kg czy 145, czy nogi blade czy opalone, gładkie czy owłosione, paznokcie pomalowane czy nie. Nieważne, czy masz siniaki, pajączki, strupa, mnóstwo bąbli od komarów czy cellulit. To Twoje ciało.
Rób z nim co zechcesz! 🤗

#lavieparisienne #vieparisienne #frenchfashion #howtobeparisian #takemetoparis #lestyleàlafrançaise #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisianlifestyle #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #parisianblogger #frenchvibes #parismood #modeaparis #myparisstyle #parisianchic #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily #wbutachbrilu

Kiedyś nie lubiłam swoich nóg...

Kocham lato. Sporo rzeczy w nim mnie wkurza - komary i nagrzany beton, bo wycinka drzew pod nowy parking. Ale więcej zachwyca.
Zieleń. Polne kwiatki. Rumianek. Że kwitnie czarny bez, a syrop z bzu to najlepszy dodatek do lemoniady na świecie. Że rosną maki. I dmuchawce aż się proszą o zdmuchnięcie. Można nosić zwiewne sukienki. Najlepszy strój świata, majtki, sukienka, klapki i jesteś gotowa. Że można poczytać książkę w cieniu pod drzewem. Objadać się lodami i mówić, że to dla ochłody. Chodzić do kina plenerowego. Siedzieć nad Wisłą. Zajadać się mizerią. Albo truskawkami. 
Lada moment stanieje fasolka, i będę ją z lubością polewać bułką tartą na maśle. Przy obecnych cenach masła to będzie droższe niż kawałek schabu, ale to dla mnie smak lata. Tak samo jak kalafior.
Za co Ty kochasz lato? Tylko dobre rzeczy!
#lavieparisienne #vieparisienne #frenchfashion #howtobeparisian #takemetoparis #lestyleàlafrançaise #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisianlifestyle #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #parisianblogger #frenchvibes #parismood #modeaparis #myparisstyle #parisianchic  #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily

Kocham lato. Sporo rzeczy w...

Widzicie to białe pudełko na zdjęciu? Zrobiłam sobie w Tunezji małą symulację i nie spakowałam kosmetyków. Kupiłam je na lotnisku i wcale nie wydałam na to ogromnej kwoty - ja zapłaciłam taniej niż w sieciowych drogeriach. Dużo taniej za porządny zestaw - róż, maskara, pomada do brwi i rozświetlacz zapłaciłam 113 zł zamiast rynkowej ceny 310. Chodźcie na bloga zobaczyć jak to zrobiłam ;) Rozwiewam tam też  kilka mitów związanych z podróżowaniem, w które zadziwiająco często ludzie wierzą oraz mam dla Was super zniżkę - 20% na zakupy w @aelia_duty_free_polska - idealna okazja by kupić taniej swój ulubiony podkład albo perfumy.

#Tunezja #zakochaniwtunezji #discovertunisia #podróże #rabat #zakupy #kosmetyki #podróżemałeiduże #wakacje #sukienka #lato #girlsborntotravel #travelgirl 
Post we współpracy z @aelia_duty_free_polska 
Zdjęcie; @adriandmoch

Widzicie to białe pudełko na...

Moja koleżanka miała koszmarną promotorkę. Nie odpisywała na maile, wyrzucała kawałki pracy, które wcześniej zaakceptowała, olewała swoje seminaria i w ogóle nie była pomocna. Dawała jednak bardzo wyraźne aluzje, że poprzedni rocznik kupił jej w podzięce piękną biżuterię.

Prezenty są miłe, ale bywają kłopotem dla wszystkich stron. Dlatego na moim kanale na Youtube (link w stories) opowiadam o tym, co uważam o prezentach na zakończenie roku w szkole. Czy wypada dać? Co dać? 
A jeśli masz jakąś ciekawą historię związaną z takim prezentem - podziel się w komentarzu.
Ja najbardziej lubiłam te wszystkie koślawo narysowane kwiatki, przytulaski i deklaracje, że jestem najulubieńszą panią😉
#szkoła #zakonczenieroku #zakonczenierokuszkolnego #wakacje #lato #nauczyciel #prezent #aniamaluje #niedziela #dziendobry

Moja koleżanka miała koszmarną promotorkę....

Kocham lato. Nazrywałam sobie kwiatków, kupiłam kilka przepysznych rzeczy. #szparagi i #pomidory (czekoladowe, moje ulubione!) skropione oliwą i przykre boczkiem pieką się właśnie w piekarniku. Z awokado zrobię przepyszne guacamole, które zjem z gruzińskim puri (na zdjęciu w papierowej torbie, do mojego woreczka na pieczywo się nie mieści). Jestem bardzo dumna z tych zakupów, bo dało się #bezplastiku i #zerowaste, chociaż kobiałka prawie mi się rozpadła w drodze ;). Ale jestem też przerażona kierunkiem, w którym zmierzamy. Ja miałam ogromny komfort, że mogłam czasowo pozwolić sobie na zakupy na bazarku. Że miałam też taki bazarek w rozsądnej odległości. Że nie byłam po pracy obładowana własnymi siatami, służbowym laptopem, na którym zabieram pracę do domu i torebką wypchaną pudełkiem w którym noszę lunch i butelką termiczną, więc miałam wolną rękę na kobiałkę. Że mam tyle przestrzeni w głowie, by dowiedzieć się trochę więcej o środowisku i działać, a nie zaprzątam myśli kalkulowaniem z którym rachunkiem bezpieczniej się spóźnić - czy lepiej mieć zaległości za prąd czy za telefon, bo akurat musiałam wydać pilnie na dentystę a nie miałam poduszki finansowej.
Ale i tak zaraz przyjdzie tu ktoś, kto nie pozwoli mi stawiać swoich małych kroczków i palcem wytknie 3 plastry boczku na szparagach albo zakup awokado, bo do jego produkcji zużywa się dużo wody.
Myślę, że z excela jasno wychodzi, że światu bardziej przyda się 100 osób ograniczających złe nawyki o 50%, niż 3 będące w 95% eko, ale osłabiające morale innych gdy tylko wdrożą jakąś mąłą zmianę.
#zakupy #eko #próbuję #szczerze_pisząc #aniamaluje #vintage #jedzenie #czystamicha

Kocham lato. Nazrywałam sobie kwiatków,...

Tu był długi opis, ale za dużo hashtagów i instagram zjadł.
Pisałam, że robiłam dzisiaj porządki - audyt obuwia, bo lubię zanosić zniszczone buty do szewca i patrzeć na ich nowe życie. Odświeżanie letnich ubrań, bo lato zaskoczyło mnie wpadając bez wiosny. Ale w połowie wyszło jak zawsze, zrobiłam straszny bałagan i poszłam czytać książkę. Z polecenia @karolinakovalska „Rozdeptałem czarnego kota przez przypadek”. Ładne! Połknęłam na jeden raz. Aż żal.

Tu był długi opis, ale...

Pierwszy dzień po podróży to zawsze pranie i inne prace porządkowe, których szczerze nie znoszę, ale są koniecznością. Potrzebne było więc przepyszne ale też szybkie #jedzonko.
Upiekłam małe #pomidorki i fasolkę (ale tylko dlatego,że sprzątałam lodówkę, fajniejsze będą bataty, szparagi). Mix sałat, świeża #burrata i trochę kremu balsamicznego. Proste, pyszne i w sumie jedno z tych dań, które zaspokaja nie tylko głód, ale też inne zmysły. Burrata to moje odkrycie zeszłego roku, nie wiem jak mogłam żyć nie wiedząc o jej istnieniu, chyba będę musiała na nowo odwiedzić wszystkie miejsca we Włoszech, w których dotąd byłam😈 #burratacheese #burratagram #burrataporn #przepis #jedzenie #obiad #pycha #mniam #salatka #sałatka #salad #omnomnom #mniam

Pierwszy dzień po podróży to...

Większość zdjęć w rodzinnych albumach (u mnie) ma mnóstwo prześwietleń albo cieni w złych miejscach, totalnie randomowe pozy, bo ktoś z kiepskim wzrokiem strzelał na oślep. Ciekawe czy za 10-20 lat z podobnym poczuciem obciachu będziemy patrzeć na obecne trendy. Czy instagramowa stylistyka będzie postrzegana w ten sam sposób, co niegdyś meblościanki, które były w każdym domu i stanowiły powód do dumy.
Taka drobna myśl po wczorajszym oglądaniu zdjęć z dzieciństwa w różnych zakątkach internetu. Bardzo fajne to było!
#palmiarniagliwice #palmiarnia #czerwonasukienka #lumpeks #lumpeksowezdobycze #secondhand #palmhouse #jungle #plantlady #roślinki #niedziela #dziendobry #blogerka #podróżemałeiduże #silesia #gliwice #ootd

Większość zdjęć w rodzinnych albumach...

Rzadko jestem na Śląsku, a jeśli jestem to niestety tylko na chwilę, ale urok Nikiszowca działa na mnie za każdym razem jeszcze mocniej. Podobnie jak rolada z kluskami śląskimi i modrą kapustą, ktoś kto to wymyślił jest geniuszem. 
Jedna z najfajniejszych rzeczy w tym kraju to naprawdę zróżnicowana kuchnia regionalna. 
I przy okazji mam pytanie - czy ciasto ucierane to dla was ciasto, czy mówicie „upiekłam placek ze śliwkami”?
Bo dla mnie zdecydowanie są ciasta, i ciasta na które mówię placki.
#Katowice #Nikiszowiec #Śląsk #blogerka #podróżemałeiduże #podróże #zwiedzamy #kato #silesia #sukienka #ootdfashion #ootd #cegła #Polska

Rzadko jestem na Śląsku, a...

Jak nie zatruć się w podróży, co warto zjeść w Tajlandii

co warto zjeść w Tajlandii

Co warto zjeść w Tajlandii? Jedzenie, aktualne ceny i patenty na zatrucia

Czyli o tym co jadłam i dlaczego się nie zatrułam.
Kocham jeść i to właśnie jedzenie jest dla mnie najważniejsze podczas podróży. Jednak zdarzyło mi się kilka przykrych zatruć i od tej pory mocno podszkoliłam się w temacie ich unikania. Gdy pokazuję innym zdjęcia z Tajlandii, zawsze, ale to zawsze pada pytanie – nie bałaś się tam jeść? A no nie. Zatem… co i gdzie warto zjeść w Tajlandii?

Nigdy nie interesowała mnie sztuka sakralna, nie podniecam się świątyniami. Zazwyczaj wpadam zobaczyć jedną, może dwie z każdego typu. Interesują mnie natomiast ludzie. No i kuchnia. W nowych miejscach lubię uruchomić zakurzoną nieco wyobraźnię. Kim byłabym jak Greczynka, Cypryjka, Ukrainka, Tajka?  Gdzie bym jadła? Co bym jadła? Czy byłabym bardziej uśmiechnięta? Za ile bym żyła?
Paskudnie zatrułam się w Grecji. To zepsuło mi dwa dni wyjazdu. Zawsze daję sobie czas na wkurzenie się i ewentualny smutek, ale potem natychmiast wprowadzam jakiś plan naprawczy.  Wspominałam kiedyś o tym, że stosuję metodę skryptów. Oczywiście mam swoje “procedury” i za każdym razem gdy coś mnie wkurzy, uruchamiam ciąg pytań:
– Czego uczy mnie ta sytuacja?
– Jakie wnioski mogę wyciągnąć na przyszłość?
– Jak uniknąć podobnych w dalszym życiu?
Mam też “procedury” na zatrucie.
Moja ulubiona knajpka podczas pobytu w Tajlandii wyglądała tak:
co warto zjeść w Tajlandii
I w zasadzie to wystarcza za odpowiedź na pytanie “gdzie warto zjeść w Tajlandii”. Ale to blog gadatliwej dziewczyny, więc odpowiedź będzie rozwlekła 🙂
 A pierwsze miejsce w jakim jedliśmy w Bangkoku… cóż. To dłuższa historia.
Wybraliśmy się do China Town. Po drodze mijały nas grube szczury i bardzo chude koty oraz mnóstwo karaluchów. Było bardzo późno i szukaliśmy czegokolwiek do zjedzenia, o ile to cokolwiek nie jest rybą lub owocami morza – o świcie czekała nas długa podróż pociągiem i zatrucie to ostatnie na co chciałabym sobie pozwolić w takiej sytuacji.
W końcu udało nam się znaleźć jaką knajpkę, czyli kilka stolików i krzeseł na świeżym powietrzu. Sąsiedni “lokal” właśnie się zamykał, więc pracownice zdezynfekowały chodnik wrzątkiem.
Usiedliśmy przy wolnym stoliku. Jeden stolik za nami przy jedzeniu przysnął pulchny Taj. Dostał od kelnera lepę na kark i się ocknął. Witamy w Bangkoku! Gdzie warto zjeść w Tajlandii? 😀 Zdecyduj sam.
Tajlandia nie jest dla osób ą-ę, bułkę przez bibułkę. W większości miejsc nie umyjemy tu rączek przed posiłkiem (bo niby gdzie na ulicy?) i możemy mieć 100% pewności, że nasz sanepid nie wydałby zgody na prowadzenie działalności gastronomicznej.
Jak więc spróbować tych wszystkich pyszności i jednocześnie nie okupować toalety przez pój wyjazdu? 🙂
co warto zjeść w Tajlandii
Moje żelazne zasady to:
1. Przed wyjazdem bardzo dbam o florę bakteryjną jelit. Można to zrobić na kilka sposobów, ja wybieram kiszonki. Wsuwam kiszone ogórki i kiszoną kapustę. Niestety trzeba dobrze wiedzieć jaką kupić, bo dzisiaj jako kiszoną można przypadkiem kupić kwaszoną, czyli bez tych dobrych bakterii o które nam chodzi.
Drugi sposób to picie kefirów i jogurtów naturalnych. Niektórzy wybierają się na wakacje z lekiem osłonowym i takie dostarczenie jelitom odpowiednich kultur bakterii też nie jest złe. Osobiście jestem fanką soku z kiszonej kapusty codziennie przez siedem dni poprzedzających wyjazd.
2. Zabieram ze sobą imbir kandyzowany
W tej formie się nie psuje, dobrze smakuje i zajmuje mało miejsca. Można przełożyć trochę do woreczka strunowego albo metalowego opakowania po dropsach. Rozprawia się z bakteriami, zaostrza apetyt. O imbirze jest na blogu osobny tekst, więc podrzucę jedynie link do porównywarki cen byście zobaczyli że imbir kandyzowany nie jest drogi. Ja za radą przesympatycznej  Justyny  kupuję opakowania 0,5 kg w Auchan.
3. Inne produkty ratunkowe
W podróż warto zabrać herbatę rumiankową (u mnie kilka saszetek), krople z pestek grejpfruta, węgiel aktywny i elektrolity. W Tajlandii można je kupić w każdym seven eleven i kosztują gorsze. Zdecydowanie odradzam leki zatrzymujące biegunkę, ale każdy sam decyduje o swoim zdrowiu.
4. Szczepienia
Przed podróżą warto rozważyć kwestię szczepień. Do Tajlandii nie ma obowiązkowych, ale są zalecane. Jeśli chodzi o szczepienia – są zwolennicy i przeciwnicy, warto wybrać się do tzw. “medycyny podróży” i przedyskutować sprawę z lekarzem. Ja odbyłam taką wizytę by porozmawiać o plusach i minusach przy mojej przewlekłej chorobie. Tak jak nie powinno się szczepić osób z gorączką, tak jak miałam trochę do przedyskutowania. Niezależnie od podjętej decyzji, polecam także wykupienie dobrego ubezpieczenia. Możesz być super przygotowany do podróży ale nie przewidzisz starcia z małpami albo komarami w Kambodży.
5. Gdzie warto zjeść w Tajlandii?
Są dwie zasady – albo jemy tam gdzie miejscowi, albo korzystamy z opinii np. na TripAdvisor. Jeśli bierzemy pod uwagę opinie blogerów, proponuję wystrzegać się tych, którzy pokazują tylko piękne miejsca i zdjęcia. Stylizacja na tle cudnych miejsc ogląda się bardzo przyjemnie, ale pamiętajcie że każde miejsce można przedstawić tak:
co warto zjeść w Tajlandii
lub tak:
co warto zjeść w Tajlandii
Powyżej widzicie Comino (Malta). 
Warto brać pod uwagę następujące kwestie:
– Jeśli ktoś wyda dużo pieniędzy by się gdzieś dostać, może mieć problemy z przyznaniem, że było słabo. Działa tutaj racjonalizacja, mechanizm obronny znany każdemu kto interesuje się psychologią. Możecie o tym poczytać w starym, ale wciąż aktualnym tekście Pawła Tkaczyka.
(Ja dla przykładu zmieniłam telefon z Xiaomi na Iphone, ale przyznaję wprost – Iphone ma słabą baterię).
– Za promowanie niektórych miejsc blogerzy pobierają wynagrodzenie lub robią to w barterze. Bloger może być zaproszony przez miasto, hotel, biuro turystyki danego kraju. To nie jest oczywiście nic złego, ale ufam tylko opiniom blogerów poznanych już wcześniej. Jeśli produkt lub usługa nie spełnia moich oczekiwań, zawsze uznaję umowę za niebyłą. Ja współpracuję z warszawskim hotelem Sound Garden , bo bardzo mi się podoba – gdyby nie spełniał moich oczekiwań, nie kontynuowałabym współpracy. Wychodzę z założenia, że gdy ktoś sparzy się na polecanym przeze mnie produkcie to przestanie mi ufać, a to jest dużo większa wartość.
Jeśli czytamy opinie, warto zapoznać się z różnymi punktami widzenia. Inaczej dane miejsce oceni ktoś, kto podróżuje z plecakiem i budżetowo, inaczej ktoś, kto jada w drogich miejscach, inaczej osoba będąca tam na emigracji.
6. Ups, chyba mi niedobrze…
Spokojnie, to się nazywa życie 🙂 No risk, no fun! Zaparz sobie rumianku, wypij elektrolity, zjedz trochę imbiru. Jeśli miałabym brać jakiś lek, to w zakażeniach układu pokarmowego warto mieć ze sobą nifuroksazyd (nazwa związku chemicznego). To są tanie tabletki i na pewno zamówię je przed kolejną podróżą. Nie odnotowałam żadnych różnic pomiędzy producentami, ale kluczowe jest to, że lek niszczy tylko “złe” bakterie a jeśli nie zadziała to ich nie uodporni. A jeśli stan trwa dłużej niż trzy dni lub coś Cię niepokoi… marsz do lekarza! 
Okej, to tyle z podstaw. A co warto zjeść w  Tajlandii? 😀
Jedliśmy głównie tam, gdzie miejscowi lub na ulicy. Wiele dań miało tylko tajskie podpisy, więc losowaliśmy na podstawie zdjęcia lub próbując ustalić na różne sposoby czy to chicken czy…. muu 😀 Tak, “muu” to wbrew intuicji wieprzowina.
Jeśli pokręciłam nazwy dań, uprzejmie proszę o poprawienie.
Jeśli chodzi o przelicznik, to 100 THB=11 zł. Wygodniej jest odejmować jedno zero a na koniec dodać do całości 10%.
co warto zjeść w Tajlandii
Kokos przy plaży – 3-5 zł (pycha)
co warto zjeść w Tajlandii
europejskie śniadanie (15-30 zł)
co warto zjeść w Tajlandii
Alkohol i drinki… skomplikowana sprawa. Taki jak wyżej 20-30 zł, ale jest kilka innych opcji. Piwo Chang lub Leo – 3-4 zł, breezer lub inny gotowy drink w 7eleven – 5-6 zł. Można też kupić tak zwane wiaderko. Plastikowe wiaderko (dosłownie) w którym jest 200 ml ich słabego rumu + dodatki i mnóstwo lodu. Wiadro kosztuje jakieś 25 zł i jest hitem imprez. Drinki z wiadra są bardzo słodkie i prawdę mówiąc… chyba smakowały lepiej niż to:
co warto zjeść w Tajlandii
Mohito wygląda z pozoru przyzwoicie, jednak było mocno przeciętne. Wybraliśmy się na nie skuszeni dobrymi opiniami i nastawieni na piękny widok, bowiem po to odwiedza się Sky Bar. 
co warto zjeść w Tajlandii
Widok na Bangkok nocą jest rzeczywiście niezapomniany, ale 
co warto zjeść w Tajlandii
co warto zjeść w Tajlandii
w tych pieniądzach i w miejscu określanym jako bardziej “ekskluzywne” spodziewaliśmy się czegoś innego niż słomki w papierkach 🙂
co warto zjeść w Tajlandii
“Wiadro” w ładnej wersji, ok 30-35 zł. Typowe plastikowe widzieliście na snapie :).
A inne napoje?
Woda – 1zł
co warto zjeść w Tajlandii
“herbatki” 1,20-2 zł, słodkie smaczne
Smoothie, sok – 3-5 zł, świeżo wyciskane, ale niektórzy stawiają wyciskarki dla picu a sprzedają chemię :))
co warto zjeść w Tajlandii
co warto zjeść w Tajlandii
Bubble tea – 3-5zł
Niektórzy uważają, że należy pić wyłącznie wodę butelkowaną. W każdej knajpie do zamówienia podają szklankę/metalowy kubek z lodem oraz dzbanek z wodą za free. Ja osobiście nie narzekam na jej jakość :). 
Najciekawsze, czyli jedzonko 🙂
co warto zjeść w Tajlandii
co warto zjeść w Tajlandii

 Nie mam pojęcia jak nazywa się ten deser, ale jest bardzo słodki 🙂

co warto zjeść w Tajlandii
co warto zjeść w Tajlandii
co warto zjeść w Tajlandii
co warto zjeść w Tajlandii

Ronad McDonald wygląda inaczej niż w Europie

co warto zjeść w Tajlandii

Susząca się papryczka

co warto zjeść w Tajlandii

Mango Sticky Rice – mango, kleisty ryż i słodkie mleczko – jakieś 3 zł 🙂

co warto zjeść w Tajlandii

Kurczak na patyku za złotówkę (w tej samej cenie też np. krab)

co warto zjeść w Tajlandii

A tu suszy się mięso… czasami lepiej nie widzieć 🙂

co warto zjeść w Tajlandii
Targ wodny
co warto zjeść w Tajlandii
 Będąc w Bangkoku spaliśmy w bardzo dobrej dzielnicy i w wieżowcu z basenem. Wykorzystałam swoje środki zgromadzone w Airbnb za polecenie serwisu innym (rejestrując się z mojego linku serwis da mi i Tobie 85 zł na pierwszą podróż – Tobie od razu, ja dostanę dopiero jak będziesz zadowolony – możesz kliknąć “chcę rabat” i dokonać rejestracji :)).
Był to strzał w dziesiątkę, ponieważ nasz gospodarz Jean-Luc mieszkał w tym samym budynku i podpowiedział nam kilka rzeczy. Mimo luksusu, mieszcząca się w budynku restauracja świeciła pustkami a mieszkańcy chodzili na mały bazar 50 metrów dalej. Trafiliśmy nawet na piąteczek, gdzie pracownicy korpo po pracy skoczyli na jedzenie i drineczka – pełen luz, uśmiechy. Nikt nie udawał wielkiego pana, nikomu nie przeszkadzały plastikowe krzesełka ogrodowe ani cerata na stole. Powyżej widzicie śniadanie za jakieś 20 zł za 3 osoby. Powybieraliśmy na targu co nam się podobało i zjedliśmy nad basenem :).
co warto zjeść w Tajlandii
co warto zjeść w Tajlandii
co warto zjeść w Tajlandii
tutaj pan z uśmiechem polewa nam lody kokosowe na Khaosan Road (5 zł).
co warto zjeść w Tajlandii

 To green curry zawsze kojarzyć będzie mi się z kobietą, która dwa stoliki dalej wyrywała sobie pęsetą włosy z nosa. Przy jedzeniu.

co warto zjeść w Tajlandii

frytki+ryba też się znajdą 🙂

co warto zjeść w Tajlandii
Taka ozdoba 😀
co warto zjeść w Tajlandii
co warto zjeść w Tajlandii
Starbucks też się znajdzie – ceny jak u nas.
co warto zjeść w Tajlandii
Khaosan Road – głowna ulica handlowa w Bkk 🙂
co warto zjeść w Tajlandii
co warto zjeść w Tajlandii

 W okolicy można kupić wszystko

co warto zjeść w Tajlandii

Arbuz lub inny owoc – ok. 3zł

co warto zjeść w Tajlandii

Naleśnik Roti – słodki, popularne warianty to nutella+banan, banan+jajko. Bangkok – 5-6 zł, Bang Tao (Phuket) pod meczetem – 3 zł

co warto zjeść w Tajlandii
co warto zjeść w Tajlandii
co warto zjeść w Tajlandii

Pad Thai w jakiejś lepszej knajpce – 6 zł.  Tutaj z krewetkami 🙂

co warto zjeść w Tajlandii

 Guava – coś pomiędzy jabłkiem a gruszką, pycha! 3 zł

co warto zjeść w Tajlandii
co warto zjeść w Tajlandii

 Na mięso jakoś nie miałam odwagi 😀

co warto zjeść w Tajlandii
co warto zjeść w Tajlandii

 Nie masz pieniędzy – jesz sushi! 1zł sztuka 🙂

co warto zjeść w Tajlandii

 Smażona cukinia, tofu i banan

co warto zjeść w Tajlandii
co warto zjeść w Tajlandii

Pan robił nam “spicy mango salad”. Poprosiliśmy o połowę “spicy” i wzięliśmy jedną na trzy osoby. Było bardzo spicy 😀
5 zł?

co warto zjeść w Tajlandii
co warto zjeść w Tajlandii

 BaoBao  coś jak kluski na parze. Jedliśmy wersję green curry, wieprzowina, kurczak, i z jajkiem (słodkie). Sztuka kosztuje jakąś złotówkę, są też wersje kolorowe.

co warto zjeść w Tajlandii

Można je też kupić w seven eleven (coś jak nasza żabka czy abc)

co warto zjeść w Tajlandii

Zupa z owocami morza – jedna z licznych wersji zupy Tom yum, też jakieś 6 zł

co warto zjeść w Tajlandii
co warto zjeść w Tajlandii

 Za złotówkę można kupić kokosa z kukurydzą lub czymś innym 🙂

co warto zjeść w Tajlandii

Targ przed naszą ulubioną knajpką 🙂

co warto zjeść w Tajlandii
co warto zjeść w Tajlandii
co warto zjeść w Tajlandii

Naleśnik w trakcie produkcji

co warto zjeść w Tajlandii
co warto zjeść w Tajlandii

 Najlepszy Pad Thai – tym razem na wynos. Pad Thai to życie *.* za 6 zł możesz kupić niebo w gębie

co warto zjeść w Tajlandii

Znowu Tom Yum

co warto zjeść w Tajlandii
co warto zjeść w Tajlandii
co warto zjeść w Tajlandii

Finezyjnie pocięty ananas – do kupienia na każdym rogu

co warto zjeść w Tajlandii
co warto zjeść w Tajlandii
co warto zjeść w Tajlandii
co warto zjeść w Tajlandii
Nasza ulubiona knajpka w Bang Tao. Goły beton, blacha falista jako daszek, krzesła ogrodowe, zdjęcie rodzinne za lodówką i… przepyszne jedzonko *.*
Jakimś cudem zgubiły mi się zdjęcia innych pyszności, które pokazywałam na snapie.
Po pierwsze – zupa z rozgotowanego ryżu, na 90% o nazwie Kao Tom Gai.  Bardzo przyjemna dla żołądka – rozgotowany na papkę ryż, imbir i trochę mięsa. Kupowaliśmy od miłej pani, za 3 zupy i wodę płacąc 60 batów, czyli 6 zł. Wciąż oglądam snapy Oli (aleksandranaj) i słyszałam że dwie zupy też kosztują 60 batów. Jedna też. 😀

Drugim przepysznym daniem był kurczak z orzechami nerkowca – Gai Pad Med Ma Muang. Podawany z dużą ilością słodkiej cebulki, niebo w gębie. Koszt tego dania to 10 zł + ryż za jakieś dodatkowe 2 zł, ale niebo w gębie. Za tym kurczakiem tęsknię :).


2 tygodnie to za mało by poznać wszystkie smaki, chociaż mamy pojemne brzuszki 😀 Staraliśmy się brać różne rzeczy na targach i ulicznych stoiskach i próbowaliśmy wszystkiego od siebie. Pod tym względem Ola i Łukasz (prowadzą razem bloga http://aleksandranajda.com/) okazali się idealnymi kompanami. Bardzo chciałam odwiedzić Tajlandię, jednak WSZYSCY jak na zamówienie mówili:
– nie mam urlopu
– nie mam tyle pieniędzy
– boję się tak długiego lotu
– boję się Azji
– tamjest brudnooo
– boję się chorób
Pieniądze to akurat mit, bo najdroższy z całej zabawy jest lot a reszta jest bardzo tania. Wiadomo, ceny są wyższe w bardzo turystycznych miejscach (np. na wyspach PhiPhi) ale to wciąż miła odmiana po Europie. Obiad za 15 zł to już drogo.
Przy dużej elastyczności i gotowości do wyjazdu z dnia na dzień, można upolować bilety za 1600 zł w dwie strony. Bez przesiadek. Z bagażem 20kg
co warto zjeść w Tajlandii
To zrzut ekranu z r.pl  , gdzie można upolować czartery. Ja leciałam Qatar Airways, drożej ale to był szczyt sezonu (Boże Narodzenie, Sylwester) dzięki czemu też miałam mniej zaległości w moim polskim życiu. 
Tajowie są mili, pokojowi (ale znają Muay Thai, więc lepiej nie zadzierać :)), bardzo uprzejmi i starają się mówić po angielsku. Są też naciągacze (tuk-tuki, taxi, naganiacze hotelowi i ci oferujący szycie garnituru lub ping-pong show, gdzie Tajki wystrzeliwują mięśniami pochwy piłeczki ping-pongowe i robią inne dziwne rzeczy). Tutaj najlepiej udawać, że nie rozumiesz po angielsku. Gdy chcesz złapać tuk-tuka do świątyni, często mówią – świątynia jest zamknięta, jest teraz ceremonia ale zawiozę was do innej a tamta będzie otwarta za dwie godziny. Nie wierzcie im 🙂 
Cenią też swój czas wolny – pani pod meczetem w dwie godziny sprzedała naleśniki – zamiast robić kolejne po prostu zaczęła sprzątać i zwijać się do domu.  Taki tam mają klimat.
Chciałabym aby i u nas chętni mogli sprzedać pierogi przy ulicy i w ten sposób dorabiać albo zarabiać. Jestem za wolnością i uważam że dobrym rozwiązaniem byłyby lokale sprawdzone przez sanepid i równolegle – takie, gdzie jesz na własne ryzyko i pretensje tylko do siebie.
W Tajlandii jedzenie było przygodą. Zamawianie na podstawie zdjęć lub chybił-trafił, smaki będące niespodziankami, dość podstawowe, surowe warunki. Czułam się jak dziecko jedzące truskawki umazane ziemią i maliny prosto z krzaka, w czasach gdy nikt nie robił afery o mokry kamień w piaskownicy.
Tajlandia smakuje jak… wolność.
Psst, to jest tekst  z wrażeniami po dwóch tygodniach, bierzcie na to poprawkę 🙂
wpadnijcie na bloga Oli i Łukasza – są drugi raz w Tajlandii, tym razem na pięć miesięcy – kopalnia wartościowych informacji 🙂
ceny aktualne na grudzień 2016.
Buziaki!
Pss, sukienka z instagrama:

Już jest! Nowy wpis a w nim #Tajlandia i jedzonko 🙂 jutro tygodnik a kolejny będzie post o włosach 🙂 a to #strójdnia o który padło wiele, wiele pytań – torebka skórzana @westwingpl – rewelacyjna jakość i do wielu rzeczy mi pasuje. Buty – pamiętacie jak w tekście o Lwowie pytałam Was o to jak się nazywają? Model #Melissa (Campana) był zbyt strojny na gumowe buty marki Crocs które mi się podobają zostały tylko na @eobuwie i to w maleńkim rozmiarze. Niepocieszona kupiłam balerinki na Allegro (na aliexpress są po 4-5$) bo potrzebowałam na już. Były spoko, ale jednak chciałabym w tym roku kupić fajne gumowe baleriny lub sandały – liczę na to, ze jakaś solidna marka wprowadzi delikatny model na ten rok 🙂 potrzebuję też kupić jakieś klapki lub sandały (cieliste, bezowe, złote, brązowe) najlepiej na delikatnym koturnie wiec jeśli wiecie gdzie kupić – dajcie mi proszę znac 😘 #sukienka – kupiona w maju! Już dawno wyprzedana 🙁 istnieje na jakiejś stronie “womanweapons” jak wpisujecie blanco con rosas , ale cena jest irracjonalna. Na szczęście znalazłam ja na aliexpress i wrzuciłam link na bloga :* w tekście o jedzonku w Tajlandii #Tajlandia #Thailand #Asia #Azja #podroze #Kwiatki #dress #100dnibezspodni #ootd #flatlay
Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Ania (@aniamaluje) 15 Sty, 2017 o 11:49 PST

Link do niej tutaj. Ja mam S z romwe, jednak noszę z tyłu do przodu, bo nie mieści mi się biust (klik), lub robi się z niego placek (klik). Mysle ze lepiej brac M lub L i ew. zwezic (moje wymiary są tutaj)

Bądź na bieżąco! 
  INSTAGRAM ❤ FACEBOOK 
❤ FACEBOOK MONIKI 

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) – jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

XOXO
Previous
Fryzury ślubne 2017/2018 | Bridal hairstyles 2017/2018 by Anna Sorbie
Jak nie zatruć się w podróży, co warto zjeść w Tajlandii