Cokolwiek zrobisz - zawsze znajdzie się ktoś, dla kogo to będzie złe🙃. Ta myśl była kiedyś dla mnie bardzo wyzwalająca, dlatego po prostu robię swoje✌🏻 Nie wiem o czym jest mój profil, w tym tygodniu dziękowaliście mi za zachęcenie do negocjowania niższych opłat za mieszkania, książkowe rekomendacje, piankową kawę, halloumi smażone jak kurczak w przyprawie kebab-gyros i polecenie dobrego newslettera a nawet... rewolucję w sposobie robienia kupy💩. Myślałam, że każdy korzysta ze stołka i to żadna nowość😅
I wiecie co? Ogromnie mnie to wszystko cieszy. Może i mam kilka irytujących cech, jestem strasznie ciekawska, zadaję zbyt dużo pytań, mogłabym się czasami ugryźć w język ze swoją szczerością, strasznie się wymądrzam ale wiecie co? Jak dzięki temu ktoś wynegocjował sobie o połowę niższe opłaty za mieszkanie, to nie mam pytań, japka mi się śmieje, jest moc!😁
Moja skrzynka jest zawalona wiadomościami z podziękowaniami, nie odczytam każdej, ale polecam wyryć sobie w serduszku - „gdy nie pytasz, odpowiedź zawsze brzmi nie”.
I pytać!

Ah, jeszcze jedno - cieszą mnie też te wiadomości - „rzadko kiedy się z Tobą zgadzam, ale za radę o negocjowaniu muszę podziękować bo się udało!”. Wiecie dlaczego? Bo sam fakt, że jesteście otwarci na wysłuchanie kogoś o odmiennym światopoglądzie jest super! A jeszcze posłuchać... bajka✌🏻
Nie pytajcie jak się odwdzięczyć, nie założę patronite i tak, wystarczy mi, że lajkujecie posty, te reklamowe także (ja 💩 nie polecam!) a jak ktoś bardzo chce, to zawsze może kupić moją książkę na legimi 😎
Nie chcę być tą osobą, która z instagrama tylko czerpie, chcę też dawać. Czasami fajny content z Wietnamu, czasami radę, która pozwoli komuś zachować w trudnym czasie 5 stów w kieszeni✌🏻
Ściskam i spadam uczyć się nowej rzeczy - wzięłam zlecenie na coś, czego jeszcze nie umiem, taki kryzys 😁 trzeba się szybko uczyć i reagować na zmiany, zanim zmiecie nas z planszy, trzymajcie się zdrowo!🤗 #szczerze_pisząc #aniamaluje #blogerka #siedzęwdomu #siedzenadupie #bangkok #podróże #infinitydress #multiwaydress #sukienka #podróże

Cokolwiek zrobisz - zawsze znajdzie...

Jak wejdziecie w lokalizację, to zobaczycie jak to POWINNO wyglądać. Cóż, być w jednym z najbardziej zapierających dech w piersiach miejscu i go nie zobaczyć, bo chmury - zdarza się! :D Potem zaczął padać deszcz, więc ja zaczęłam mieć z tego radochę😅
Pytacie, dlaczego tak mało się stresuję! Słuchajcie, ja kiedyś byłam tą osobą, którą ze stresu zawsze bolał brzuch. Przed egzaminem, zawodami, konkursem... dzisiaj stresik czuję tylko przed podróżą (czyli chyba długo nie poczuję🙈) a częściej towarzyszy mi EKSCYTACJA. Większy problem mam z napięciem, ono się silnie odbija na moim ciele. Zazwyczaj szłam je wybiegać, ale ponieważ wróciłam przed obowiązkową kwarantanną, narzuciłam sobie własną i... chodzę po ścianach, bo moje najlepsze sposoby na rozładowanie napięcia są niedostępne🙈Nie cierpię biegać. Ale lubię zgrzana wrócić do mieszkania i mieć ten uśmiech na twarzy, że już wszystko za mną😅

A nie stresuje się, bo nie pozwalam, by rzeczy, które są poza moją kontrolą władały moim umysłem. Poza moją kontrolą jest to, ile potrwa pandemia, ile osób umiera każdego dnia, jak wygląda stan opieki zdrowotnej w Polsce, czy będzie szczepionka albo kiedy będzie i ile potrwają obostrzenia.
Ale mam kontrolę nad najważniejszymi rzeczami: mogę ograniczyć do minimum wyjścia (spacerek do sklepu po jedną rzecz nigdy tak nie kusił, co?😉), poprawnie myć ręce, unikać dotykania buzi, dbać o odporność, być aktywna fizycznie, słuchać komunikatów GiS i dostosować swoją sytuację finansową do zmieniających się warunków (przyciąć wydatki? przebranżowić się? podnieść ceny usług czy obniżyć i iść na ilość?).
Skupiam się nad tym, nad czym mam kontrolę. Zawsze!
Nie wiem czy na egzaminie dostanę trudne pytania, nad tym nie mam kontroli. Ale mam kontrolę nad tym, jak przyswoję materiał.
A u Was jak? Stres? Czarne myśli? Czy spokój na myśl o tym, że cokolwiek przyniesie życie, będzie trzeba się do tego dostosować?
#stres #szczerze_pisząc #emocje #stacalm #stayhome #vietnam #goldenhandsbridge

Jak wejdziecie w lokalizację, to...

Ale mam dzisiaj kiepski dzień! Chyba będę ładną sumkę w plecy. Auć! Bolesna lekcja, by nie robić czegoś „jednym okiem”. Pomyślałam, że podzielę się kilkoma swoimi wpadkami i poproszę Cię o to samo 👉🏻 zatytułowałam oficjalny przelew „pieniądze za las”. Byłam rozkojarzona!
👉🏻 kilka razy wysłałam polecony do samej siebie, jakoś odruchowo wpisuje mi się mój własny adres 🤷🏻‍♀️
👉🏻 wybrałam się na basen i nie spakowałam stroju, zorientowałam się już w szatni
👉🏻 bez portfela to też wyszłam wiele razy
👉🏻 wysłałam klientowi plik o tytule „wersjaostatecznailetychpoprawekjapierdole.pdf”
👉🏻 wyszłam z knajpy i zapomniałam zapłacić. Biegłam przeprosić i uregulować należność ze zwieszonym jęzorem a oni się nawet nie zorientowali! Przeprosiłam chyba z 5x🙈

Teraz Ty, będzie mi raźniej!
Zdjęcie z Bali! Było pięknie, mam nadzieję, że Balijczycy dadzą sobie radę z kryzysem, żyli w dużej mierze z turystyki :( #wpadka #aniamaluje #szczerze_pisząc #wodospad #waterfall #podrozemaleiduze #podróże

Ale mam dzisiaj kiepski dzień!...

Mam taką ulubioną grę, gdzie zadaję ludziom pytania w stylu „wolisz do końca życia jeść tylko sernik, czy tylko burgery?”. Nawet mam jej karcianą wersję (nazwa się „Dylematy” i pytania są w niej czasami na maksa odjechane!) ale i tak wolę zadawać własne😈. Zasady są proste! 👉🏻 odpowiadasz na dowolne pytanie z tego wątku (moje, cudze)
👉🏻 kupujesz sobie w ten sposób prawo, by zadać własne pytanie 
Można uzasadniać, wychodzą z tego super dyskusje!!! Uwielbiam w to grać! I na żywo i przez smsy jak na żywo nie można pogadać.
Więc ja zacznę, a Wy mam nadzieję, będziecie w komentarzach aktywni. Pytanie które wrzucam, pochodzi z gry „Dylematy”:
2 osoby zaproponowały ci namiętny pocałunek. Jedna z nich to 10 w Twojej osobistej skali, ale jest w związku. Druga to singiel, ale w twojej skali „5”. Kogo wybierasz? Napisz, a potem stwórz własny „dylemat”😉 Zawsze trzeba coś wybrać, nawet jak obie opcje są złe 🙃
Odpowiedz i zadaj swoje pytanie.

Możecie odpowiadać sobie nawzajem, będzie zabawnie! To jak, 5 czy 10? 
#gra #zostajewdomu #rozrywka #buivien #buivienstreet #vietnam #saigon #hochiminh #podróże #podróżemałeiduże #aniamaluje

Mam taką ulubioną grę, gdzie...

Idziesz do pracy, bo musisz? Źle, bo masz siedzieć na pupie. Bierzesz bezpłatny urlop, żeby siedzieć na pupie - źle, bo będzie kryzys, a w ogóle to ktoś musi w sklepach sprzedawać.
Wrzucasz związane w wirusem treści - źle, bo wszyscy już mają dość. Wrzucasz treści rozrywkowe - źle, bo jesteś ignorantem. Kupujesz papier dla siebie i rodziny - źle, bo panikujesz i „odbierasz innym”. Kupujesz tyle ile potrzebujesz - źle, bo nie myślisz o przyszłości.

Nie dajmy się zwariować. Jesteśmy różni! Przeżywamy sytuacje na swój sposób. Ktoś, kto lubi siedzieć w domu nie zrozumie kogoś, kto serio chodzi od tego po ścianach. za dzieciaka byłam często chora i 2 tygodnie na dupsku to dla mnie żadna nowość. Przyznam, że czasami wręcz chciałam mieć anginę, żeby oglądać na satelicie bajki na jakimś Rai due czy niemieckim RTL2, oglądać reklamy produktów, których w Polsce nie ma, układać puzzle, czytać książki, wpuszczać psa do łóżka (chora, to mama przymknie oko) i układać domki z kart. Przeszłabym się chętnie, marzę o zakupach w lidlu, żałuję, że nie mam balkonu, ale jakieś wielkie wyrzeczenie to nie jest. Dla kogoś innego może być niemal traumatyczne i nie mam prawa tego oceniać! Jeden będzie tańczył i śpiewał, drugi zwinie się w kulkę i będzie mu smutno.
Dlatego proszę, nie oceniajmy się! Jeśli tylko słuchasz się do zaleceń i oficjalnych komunikatów - nie czuj wyrzutów sumienia, że masz ochotę spać albo leżeć zamiast pisać ebooki i tworzyć genialne biznesy. Albo na odwrót, że w tej sytuacji przyszedł Ci do głowy genialny produkt  i wchodzisz w to jak opętany!
Nie miej wyrzutów sumienia, że czujesz radochę na myśl o gotowaniu, porządkach w szafie i wszystkich rzeczach, na które brakowało ci czasu. Albo na odwrót - że zamawiasz na wynos i marzysz o pracy w której odwiedza cię pan kanapka. Ale nie oceniaj. 
Polecam z  stories @evrdtrp która pokazuje, jak odmienne mamy perspektywy i sytuacje życiowe. To nie są rzeczy czarne albo białe, raczej tak niedookreślone jak moja skora na tym zdjęciu. Opalona, spalona, czy blada? Wszystko po trochu!
Wspieranie, nie ocenianie. Proszę🤗
#staystrong #siedzęwdomu ... bo mam ten przywilej, nie każdy może.
Doceniam! #szczerze_pisząc #aniamaluje

Idziesz do pracy, bo musisz?...

Robicie czasami głupie rzeczy? Ja niestety ciągle! Czasami szybciej działam niż myślę, a refleksja nad głupotą przychodzi po fakcie. Osobiście za jedną z najgłupszych rzeczy na świecie uważam jednak palenie papierosów. Śmierdzą, trują, niszczą zęby i zdrowie - bez wahania zdecydowałam się dorzucić swoje 3 grosze do kampanii przeciwko paleniu!
Dajcie koniecznie znać w komentarzach czy kiedyś paliliście (albo palicie) i czego wam najbardziej w związku z tym żal!
Więcej na : http://stopfejkfriends.pl/ 
Post w tamach kampanii społecznej: #stopfejkfriends i „Papierosy i e-papierosy to fałszywi przyjaciele”

#aniamaluje #szczerze_pisząc

Robicie czasami głupie rzeczy? Ja...

Na tym zdjęciu moja mina mówi „czy mogę już iść?” i nawet powiedziałam to na głos do @czula.kaminska bo obok latał jakiś szerszeń, a ja się panicznie boję🙈
Bo ja wcale nie jest odważna! 
Życie jest przewrotne. Pojechałam solo, żeby sama pobyć ze swoimi myślami - nie spędziłam sama ani jednego dnia! A teraz siedzę na tyłku jak wszyscy i mam to swoje wyciszenie, chociaż czas po wyjeździe miał być turbo intensywny🤪
🌱Fajnie jest być gdzieś z kimś. Dzielić zachwyt, czasami pokazać coś swoimi oczami, czasami rozproszyć poczucie odpowiedzialności by nie ciążyło tylko na jednej osobie, czasami by poczuć się bezpieczniej. 🌱Podróżowanie solo jest inne. Ludzie dzielą z Tobą jakieś fragmenty drogi, ale na Twoich zasadach. Zero kompromisów, dostosowywania się, szukania knajp gdzie będzie coś bez pszenicy albo gaszenia światła bo ktoś chce spać, a ty jeszcze nie. Omijania czegoś, bo komuś za gorąco albo za daleko, za blisko, za brzydko, za ładnie, zawsze coś.
🌱Łatwiej poznaje się ludzi. Ja na nowo uwierzyłam, że w ludziach jest dobro. Spotkałam się z wielką życzliwością, chęcią pomocy, wskazówkami. Ktoś mnie podwiózł, ktoś naprawił laptopa, ktoś pokazał fajne zakątki, ktoś zrobił zdjęcie, ktoś popilnował rzeczy. To było piękne!🥰
🌱Podróżowanie solo nie jest ani lepsze ani gorsze. Jest zupełnie inne. 
Polecam przeżyć chociaż raz w życiu, może jak wszystko się uspokoi? ☀️Ja lubię mieć jakąś nagrodę w perspektywie. Jeśli ogarnę to finansowo to po tej całej pandemii chciałabym wybrać się do Włoch i zjeść nieprzyzwoicie pyszną pizzę. I makaron. I potańczyć. I pośpiewać pijąc nad morzem ich domowe wino z plastikowej butelki.
Tak będzie, musi być! 
Każda burza się kiedyś kończy, w to chcę wierzyć!
Zabawmy się! Wyobraź sobie, że pandemia się skończyła, Twoje finanse i rodzina mają się dobrze.
Pierwsze co robisz „w nagrodę” aby to odreagować to?
Ja totalnie wybieram się na pizzę! #podróże #solo #solotravel #drzewo #szczerze_pisząc #aniamaluje #infinitydress #multiwaydress

Na tym zdjęciu moja mina...

To, co dzisiaj wydaje się dramatem, kiedyś może okazać się cenną lekcją. Pamiętam jak z dnia na dzień straciłam źródło dochodu nie mając planu B. Bolało, ale od tej pory pamiętałam, że „najpierw płacę sobie”. No matter what! Budowałam poduszkę finansową, chociaż było bardzo ciężko. Za drugim razem gdy straciłam głównego klienta też bolało potwornie. Wtedy wyciągnęłam kolejną lekcję i postawiłam na dywersyfikację. Teraz przy okazji wirusa moje źródełka powysychały albo stały się mniejsze, ale jedno, zupełnie pasywne działa nadal i to lepiej niż wcześniej. Książka, którą napisałam w 2013! (Dostępna na legimi).
Kryzysy są ciężkie, ja się cieszę, że dostałam mocno po dupie bardzo młodo. Że przegadałam sobie kilka tematów i np. podjęłam trudną decyzję, że nie stać mnie na pracę w szkole, (wtedy byle ósemka do wyrwania oznacza tarapaty finansowe).
Czasami te bolesne lekcje po czasie okazują się bardzo cenne! 
Mam taką zasadę, że porażkę zawsze zamieniam w „teachable moment”. Wypisuję 10 rzeczy, których nauczyła mnie ta sytuacja i wdrażam wnioski w życie.
Z takim podejściem z wielu problemów wychodzimy silniejsi!
Gdybym nie przerobiła tego problemu 10 lat temu, dzisiaj też z przerażeniem patrzyłabym na topniejący stan konta😰ale czasami żeby było lepiej, przez chwilę musi być trochę gorzej! Dzisiaj widzę, że przez ten kryzys podjęłam decyzje, które zapewniają mi całkiem wygodne życie.
Teraz wydaje się ciężko, ale jeśli wyciągniemy z tego lekcje, to będzie lepiej.
Każdy zna chyba kogoś, kto załamał się po rozpadzie związku a potem poznał partnera pod każdym kątem nieporównywalnie lepszego, prawda?
Wierzę, że tak to się skończy! 
Masz jakąś historię życiowej tragedii, która okazała się potrzebną lekcją i chcesz się nią podzielić?
#aniamaluje #szczerze_pisząc #saigon #hochiminh #kryzys #staystrong

To, co dzisiaj wydaje się...

Surowi rodzice wychowują najlepszych kłamców. To totalnie nie jest czas na te wszystkie wrogie spojrzenia i wytykanie innym co zrobili nie tak! W Tajlandii starsze małażeństwo z Chin pozarażało innych, bo bali się linczu i bali się iść do szpitala. U nas ludzie zatajają, że byli we Włoszech właśnie przez takie komentarze! Z kolei gdy restauratorka z Bangkoku dała znać klientom na fejsie, że ma wirusa, zamyka lokal i prosi osoby, które w nim były o sprawdzenie swojego zdrowia - ludzie pisali, że dziękują za jej odpowiedzialność i poinformowanie. Takie samo podejście ma Tajwan. Pisałam kiedyś, że wiara w „sprawiedliwy świat” sprzyja kulturze wtórnej wiktymizacji ofiar. Bo gdy wszyscy myślimy „jak będę ostrożna to nikt mnie nie zgwałci”, to z automatu cześć winy idzie zawsze na zgwałconą kobietę. „Mnie jakoś takie rzeczy nie spotykają a chodzę tedy 20 lat”🙄. To od naszego podejścia zależy, czy ludzie będą zgłaszać swoje objawy, czy nie. Wirus może przytrafić się każdemu, nawet najbardziej ostrożnemu człowiekowi! To nie jest moment na „to przez tego, to przez tamtego”. To moment na słuchanie się do zaleceń i siedzenie w domu. Ja zdecydowałam się kontynuować relację z Azji z normalnym opóźnieniem (no, może ciut dłuższym, zbieram więcej info o ciemnych stronach Wietnamu😌). Czasy są ciężkie, miejcie u mnie trochę rozrywki i normalności! Pozostańmy silni, bez znaczenia, czy w Polsce czy gdzieś na świecie!♥️ Nie obwiniajmy się nawzajem, nikt nie przyniósł wirusa złośliwie! To i tak by się wydarzyło. Strach jest ok, panika nie. Panika to chaos. Potrzebujemy spokoju i opanowania😊 to nasze reakcje zadecydują o rozwoju wydarzeń.
#podróże #szczerze_pisząc #aniamaluje #wirus #zostajewdomu

Surowi rodzice wychowują najlepszych kłamców....

Jedna z moich największych obaw odnośnie podróży solo?
„Ale jak ja pójdę na plażę?!”🤣
Biegam szybko, ale jednak nie chciałabym wyskakiwać z morza aby dogonić  złodzieja, który połasił się na mój telefon.
Tymczasem moje  obawy okazały się zupełnie bezzasadne! Poznałam wielu spoko ludzi, którym postanowiłam zaufać i rzadko bywałam sama. Ale czasami chciałam! I co wtedy? Raz ratownik zaproponował, że wrzuci moje „belongings” do swojej łódki. Raz wrzuciłam telefon, kasę i klucz do woreczka strunowego i zakopałam pod palmą. A kilka razy wyszłam zupełnie bez niczego. Zostawiałam klucz na recepcji i odcinałam się.
Było super! 
Chcę bardziej być niż mieć. Nie wiem jak mogłam kiedyś pozwolić na to, aby strach o durne rzeczy mnie blokował.
Dzisiaj widzę, jak był irracjonalny 🙈 nie mam za wielu zdjęć z plaży, ale było fajnie! Jestem za to na wielu zdjęciach wietnamskich chłopców (na Bali też mi się zdarzyło)🤣 Widzą białą dziewczynę i pytają, czy mogą fotkę. I czy mogą mnie do tej fotki objąć. Przedmiotowe? Szczerze? Ja też robię fotki lokalsom i chociaż sami zachęcają, to w pewien sposób czuję, że pozując do zdjęć spłacam jakiś dług. Chłopcy są zawsze bardzo grzeczni i mili. Nie spotkało mnie tu nic „disrescpectful”. Po fakcie zawsze dziękują, chwilę pogawędzimy. To dla mnie ok, bez względu na to, co opowiedzą kolegom pokazując zdjęcie. W mojej opowieści też każdy pająk jest 3 razy większy, a każdy z nas ma koleżankę, do której idol na koncercie puścił oczko😉

Nigdy w życiu nie uśmiechałam się tyle, co na tym wyjeździe!!! Nie wiem jak mogła mnie blokować myśl o tym, że ktoś mnie okradnie🙈
„Pod łóżka włażą, złodzieja węszą, 
Łbem o nocniki chłodne trącając.
I znowu sprawdzą kieszonki, kwitki, 
Spodnie na tyłkach zacerowane, 
Własność wielebną, święte nabytki, 
Swoje, wyłączne, zapracowane.”
#wietnam #azja #podróże #podróżemałeiduże #vietnam #aniamaluje #szczerze_pisząc #plaża

Jedna z moich największych obaw...

Jak nie zatruć się w podróży, co warto zjeść w Tajlandii

co warto zjeść w Tajlandii

Co warto zjeść w Tajlandii? Jedzenie, aktualne ceny i patenty na zatrucia

Czyli o tym co jadłam i dlaczego się nie zatrułam.
Kocham jeść i to właśnie jedzenie jest dla mnie najważniejsze podczas podróży. Jednak zdarzyło mi się kilka przykrych zatruć i od tej pory mocno podszkoliłam się w temacie ich unikania. Gdy pokazuję innym zdjęcia z Tajlandii, zawsze, ale to zawsze pada pytanie – nie bałaś się tam jeść? A no nie. Zatem… co i gdzie warto zjeść w Tajlandii?

Nigdy nie interesowała mnie sztuka sakralna, nie podniecam się świątyniami. Zazwyczaj wpadam zobaczyć jedną, może dwie z każdego typu. Interesują mnie natomiast ludzie. No i kuchnia. W nowych miejscach lubię uruchomić zakurzoną nieco wyobraźnię. Kim byłabym jak Greczynka, Cypryjka, Ukrainka, Tajka?  Gdzie bym jadła? Co bym jadła? Czy byłabym bardziej uśmiechnięta? Za ile bym żyła?
Paskudnie zatrułam się w Grecji. To zepsuło mi dwa dni wyjazdu. Zawsze daję sobie czas na wkurzenie się i ewentualny smutek, ale potem natychmiast wprowadzam jakiś plan naprawczy.  Wspominałam kiedyś o tym, że stosuję metodę skryptów. Oczywiście mam swoje “procedury” i za każdym razem gdy coś mnie wkurzy, uruchamiam ciąg pytań:
– Czego uczy mnie ta sytuacja?
– Jakie wnioski mogę wyciągnąć na przyszłość?
– Jak uniknąć podobnych w dalszym życiu?
Mam też “procedury” na zatrucie.
Moja ulubiona knajpka podczas pobytu w Tajlandii wyglądała tak:
co warto zjeść w Tajlandii
I w zasadzie to wystarcza za odpowiedź na pytanie “gdzie warto zjeść w Tajlandii”. Ale to blog gadatliwej dziewczyny, więc odpowiedź będzie rozwlekła 🙂
 A pierwsze miejsce w jakim jedliśmy w Bangkoku… cóż. To dłuższa historia.
Wybraliśmy się do China Town. Po drodze mijały nas grube szczury i bardzo chude koty oraz mnóstwo karaluchów. Było bardzo późno i szukaliśmy czegokolwiek do zjedzenia, o ile to cokolwiek nie jest rybą lub owocami morza – o świcie czekała nas długa podróż pociągiem i zatrucie to ostatnie na co chciałabym sobie pozwolić w takiej sytuacji.
W końcu udało nam się znaleźć jaką knajpkę, czyli kilka stolików i krzeseł na świeżym powietrzu. Sąsiedni “lokal” właśnie się zamykał, więc pracownice zdezynfekowały chodnik wrzątkiem.
Usiedliśmy przy wolnym stoliku. Jeden stolik za nami przy jedzeniu przysnął pulchny Taj. Dostał od kelnera lepę na kark i się ocknął. Witamy w Bangkoku! Gdzie warto zjeść w Tajlandii? 😀 Zdecyduj sam.
Tajlandia nie jest dla osób ą-ę, bułkę przez bibułkę. W większości miejsc nie umyjemy tu rączek przed posiłkiem (bo niby gdzie na ulicy?) i możemy mieć 100% pewności, że nasz sanepid nie wydałby zgody na prowadzenie działalności gastronomicznej.
Jak więc spróbować tych wszystkich pyszności i jednocześnie nie okupować toalety przez pój wyjazdu? 🙂
co warto zjeść w Tajlandii
Moje żelazne zasady to:
1. Przed wyjazdem bardzo dbam o florę bakteryjną jelit. Można to zrobić na kilka sposobów, ja wybieram kiszonki. Wsuwam kiszone ogórki i kiszoną kapustę. Niestety trzeba dobrze wiedzieć jaką kupić, bo dzisiaj jako kiszoną można przypadkiem kupić kwaszoną, czyli bez tych dobrych bakterii o które nam chodzi.
Drugi sposób to picie kefirów i jogurtów naturalnych. Niektórzy wybierają się na wakacje z lekiem osłonowym i takie dostarczenie jelitom odpowiednich kultur bakterii też nie jest złe. Osobiście jestem fanką soku z kiszonej kapusty codziennie przez siedem dni poprzedzających wyjazd.
2. Zabieram ze sobą imbir kandyzowany
W tej formie się nie psuje, dobrze smakuje i zajmuje mało miejsca. Można przełożyć trochę do woreczka strunowego albo metalowego opakowania po dropsach. Rozprawia się z bakteriami, zaostrza apetyt. O imbirze jest na blogu osobny tekst, więc podrzucę jedynie link do porównywarki cen byście zobaczyli że imbir kandyzowany nie jest drogi. Ja za radą przesympatycznej  Justyny  kupuję opakowania 0,5 kg w Auchan.
3. Inne produkty ratunkowe
W podróż warto zabrać herbatę rumiankową (u mnie kilka saszetek), krople z pestek grejpfruta, węgiel aktywny i elektrolity. W Tajlandii można je kupić w każdym seven eleven i kosztują gorsze. Zdecydowanie odradzam leki zatrzymujące biegunkę, ale każdy sam decyduje o swoim zdrowiu.
4. Szczepienia
Przed podróżą warto rozważyć kwestię szczepień. Do Tajlandii nie ma obowiązkowych, ale są zalecane. Jeśli chodzi o szczepienia – są zwolennicy i przeciwnicy, warto wybrać się do tzw. “medycyny podróży” i przedyskutować sprawę z lekarzem. Ja odbyłam taką wizytę by porozmawiać o plusach i minusach przy mojej przewlekłej chorobie. Tak jak nie powinno się szczepić osób z gorączką, tak jak miałam trochę do przedyskutowania. Niezależnie od podjętej decyzji, polecam także wykupienie dobrego ubezpieczenia. Możesz być super przygotowany do podróży ale nie przewidzisz starcia z małpami albo komarami w Kambodży.
5. Gdzie warto zjeść w Tajlandii?
Są dwie zasady – albo jemy tam gdzie miejscowi, albo korzystamy z opinii np. na TripAdvisor. Jeśli bierzemy pod uwagę opinie blogerów, proponuję wystrzegać się tych, którzy pokazują tylko piękne miejsca i zdjęcia. Stylizacja na tle cudnych miejsc ogląda się bardzo przyjemnie, ale pamiętajcie że każde miejsce można przedstawić tak:
co warto zjeść w Tajlandii
lub tak:
co warto zjeść w Tajlandii
Powyżej widzicie Comino (Malta). 
Warto brać pod uwagę następujące kwestie:
– Jeśli ktoś wyda dużo pieniędzy by się gdzieś dostać, może mieć problemy z przyznaniem, że było słabo. Działa tutaj racjonalizacja, mechanizm obronny znany każdemu kto interesuje się psychologią. Możecie o tym poczytać w starym, ale wciąż aktualnym tekście Pawła Tkaczyka.
(Ja dla przykładu zmieniłam telefon z Xiaomi na Iphone, ale przyznaję wprost – Iphone ma słabą baterię).
– Za promowanie niektórych miejsc blogerzy pobierają wynagrodzenie lub robią to w barterze. Bloger może być zaproszony przez miasto, hotel, biuro turystyki danego kraju. To nie jest oczywiście nic złego, ale ufam tylko opiniom blogerów poznanych już wcześniej. Jeśli produkt lub usługa nie spełnia moich oczekiwań, zawsze uznaję umowę za niebyłą. Ja współpracuję z warszawskim hotelem Sound Garden , bo bardzo mi się podoba – gdyby nie spełniał moich oczekiwań, nie kontynuowałabym współpracy. Wychodzę z założenia, że gdy ktoś sparzy się na polecanym przeze mnie produkcie to przestanie mi ufać, a to jest dużo większa wartość.
Jeśli czytamy opinie, warto zapoznać się z różnymi punktami widzenia. Inaczej dane miejsce oceni ktoś, kto podróżuje z plecakiem i budżetowo, inaczej ktoś, kto jada w drogich miejscach, inaczej osoba będąca tam na emigracji.
6. Ups, chyba mi niedobrze…
Spokojnie, to się nazywa życie 🙂 No risk, no fun! Zaparz sobie rumianku, wypij elektrolity, zjedz trochę imbiru. Jeśli miałabym brać jakiś lek, to w zakażeniach układu pokarmowego warto mieć ze sobą nifuroksazyd (nazwa związku chemicznego). To są tanie tabletki i na pewno zamówię je przed kolejną podróżą. Nie odnotowałam żadnych różnic pomiędzy producentami, ale kluczowe jest to, że lek niszczy tylko “złe” bakterie a jeśli nie zadziała to ich nie uodporni. A jeśli stan trwa dłużej niż trzy dni lub coś Cię niepokoi… marsz do lekarza! 
Okej, to tyle z podstaw. A co warto zjeść w  Tajlandii? 😀
Jedliśmy głównie tam, gdzie miejscowi lub na ulicy. Wiele dań miało tylko tajskie podpisy, więc losowaliśmy na podstawie zdjęcia lub próbując ustalić na różne sposoby czy to chicken czy…. muu 😀 Tak, “muu” to wbrew intuicji wieprzowina.
Jeśli pokręciłam nazwy dań, uprzejmie proszę o poprawienie.
Jeśli chodzi o przelicznik, to 100 THB=11 zł. Wygodniej jest odejmować jedno zero a na koniec dodać do całości 10%.
co warto zjeść w Tajlandii
Kokos przy plaży – 3-5 zł (pycha)
co warto zjeść w Tajlandii
europejskie śniadanie (15-30 zł)
co warto zjeść w Tajlandii
Alkohol i drinki… skomplikowana sprawa. Taki jak wyżej 20-30 zł, ale jest kilka innych opcji. Piwo Chang lub Leo – 3-4 zł, breezer lub inny gotowy drink w 7eleven – 5-6 zł. Można też kupić tak zwane wiaderko. Plastikowe wiaderko (dosłownie) w którym jest 200 ml ich słabego rumu + dodatki i mnóstwo lodu. Wiadro kosztuje jakieś 25 zł i jest hitem imprez. Drinki z wiadra są bardzo słodkie i prawdę mówiąc… chyba smakowały lepiej niż to:
co warto zjeść w Tajlandii
Mohito wygląda z pozoru przyzwoicie, jednak było mocno przeciętne. Wybraliśmy się na nie skuszeni dobrymi opiniami i nastawieni na piękny widok, bowiem po to odwiedza się Sky Bar. 
co warto zjeść w Tajlandii
Widok na Bangkok nocą jest rzeczywiście niezapomniany, ale 
co warto zjeść w Tajlandii
co warto zjeść w Tajlandii
w tych pieniądzach i w miejscu określanym jako bardziej “ekskluzywne” spodziewaliśmy się czegoś innego niż słomki w papierkach 🙂
co warto zjeść w Tajlandii
“Wiadro” w ładnej wersji, ok 30-35 zł. Typowe plastikowe widzieliście na snapie :).
A inne napoje?
Woda – 1zł
co warto zjeść w Tajlandii
“herbatki” 1,20-2 zł, słodkie smaczne
Smoothie, sok – 3-5 zł, świeżo wyciskane, ale niektórzy stawiają wyciskarki dla picu a sprzedają chemię :))
co warto zjeść w Tajlandii
co warto zjeść w Tajlandii
Bubble tea – 3-5zł
Niektórzy uważają, że należy pić wyłącznie wodę butelkowaną. W każdej knajpie do zamówienia podają szklankę/metalowy kubek z lodem oraz dzbanek z wodą za free. Ja osobiście nie narzekam na jej jakość :). 
Najciekawsze, czyli jedzonko 🙂
co warto zjeść w Tajlandii
co warto zjeść w Tajlandii

 Nie mam pojęcia jak nazywa się ten deser, ale jest bardzo słodki 🙂

co warto zjeść w Tajlandii
co warto zjeść w Tajlandii
co warto zjeść w Tajlandii
co warto zjeść w Tajlandii

Ronad McDonald wygląda inaczej niż w Europie

co warto zjeść w Tajlandii

Susząca się papryczka

co warto zjeść w Tajlandii

Mango Sticky Rice – mango, kleisty ryż i słodkie mleczko – jakieś 3 zł 🙂

co warto zjeść w Tajlandii

Kurczak na patyku za złotówkę (w tej samej cenie też np. krab)

co warto zjeść w Tajlandii

A tu suszy się mięso… czasami lepiej nie widzieć 🙂

co warto zjeść w Tajlandii
Targ wodny
co warto zjeść w Tajlandii
 Będąc w Bangkoku spaliśmy w bardzo dobrej dzielnicy i w wieżowcu z basenem. Wykorzystałam swoje środki zgromadzone w Airbnb za polecenie serwisu innym (rejestrując się z mojego linku serwis da mi i Tobie 85 zł na pierwszą podróż – Tobie od razu, ja dostanę dopiero jak będziesz zadowolony – możesz kliknąć “chcę rabat” i dokonać rejestracji :)).
Był to strzał w dziesiątkę, ponieważ nasz gospodarz Jean-Luc mieszkał w tym samym budynku i podpowiedział nam kilka rzeczy. Mimo luksusu, mieszcząca się w budynku restauracja świeciła pustkami a mieszkańcy chodzili na mały bazar 50 metrów dalej. Trafiliśmy nawet na piąteczek, gdzie pracownicy korpo po pracy skoczyli na jedzenie i drineczka – pełen luz, uśmiechy. Nikt nie udawał wielkiego pana, nikomu nie przeszkadzały plastikowe krzesełka ogrodowe ani cerata na stole. Powyżej widzicie śniadanie za jakieś 20 zł za 3 osoby. Powybieraliśmy na targu co nam się podobało i zjedliśmy nad basenem :).
co warto zjeść w Tajlandii
co warto zjeść w Tajlandii
co warto zjeść w Tajlandii
tutaj pan z uśmiechem polewa nam lody kokosowe na Khaosan Road (5 zł).
co warto zjeść w Tajlandii

 To green curry zawsze kojarzyć będzie mi się z kobietą, która dwa stoliki dalej wyrywała sobie pęsetą włosy z nosa. Przy jedzeniu.

co warto zjeść w Tajlandii

frytki+ryba też się znajdą 🙂

co warto zjeść w Tajlandii
Taka ozdoba 😀
co warto zjeść w Tajlandii
co warto zjeść w Tajlandii
Starbucks też się znajdzie – ceny jak u nas.
co warto zjeść w Tajlandii
Khaosan Road – głowna ulica handlowa w Bkk 🙂
co warto zjeść w Tajlandii
co warto zjeść w Tajlandii

 W okolicy można kupić wszystko

co warto zjeść w Tajlandii

Arbuz lub inny owoc – ok. 3zł

co warto zjeść w Tajlandii

Naleśnik Roti – słodki, popularne warianty to nutella+banan, banan+jajko. Bangkok – 5-6 zł, Bang Tao (Phuket) pod meczetem – 3 zł

co warto zjeść w Tajlandii
co warto zjeść w Tajlandii
co warto zjeść w Tajlandii

Pad Thai w jakiejś lepszej knajpce – 6 zł.  Tutaj z krewetkami 🙂

co warto zjeść w Tajlandii

 Guava – coś pomiędzy jabłkiem a gruszką, pycha! 3 zł

co warto zjeść w Tajlandii
co warto zjeść w Tajlandii

 Na mięso jakoś nie miałam odwagi 😀

co warto zjeść w Tajlandii
co warto zjeść w Tajlandii

 Nie masz pieniędzy – jesz sushi! 1zł sztuka 🙂

co warto zjeść w Tajlandii

 Smażona cukinia, tofu i banan

co warto zjeść w Tajlandii
co warto zjeść w Tajlandii

Pan robił nam “spicy mango salad”. Poprosiliśmy o połowę “spicy” i wzięliśmy jedną na trzy osoby. Było bardzo spicy 😀
5 zł?

co warto zjeść w Tajlandii
co warto zjeść w Tajlandii

 BaoBao  coś jak kluski na parze. Jedliśmy wersję green curry, wieprzowina, kurczak, i z jajkiem (słodkie). Sztuka kosztuje jakąś złotówkę, są też wersje kolorowe.

co warto zjeść w Tajlandii

Można je też kupić w seven eleven (coś jak nasza żabka czy abc)

co warto zjeść w Tajlandii

Zupa z owocami morza – jedna z licznych wersji zupy Tom yum, też jakieś 6 zł

co warto zjeść w Tajlandii
co warto zjeść w Tajlandii

 Za złotówkę można kupić kokosa z kukurydzą lub czymś innym 🙂

co warto zjeść w Tajlandii

Targ przed naszą ulubioną knajpką 🙂

co warto zjeść w Tajlandii
co warto zjeść w Tajlandii
co warto zjeść w Tajlandii

Naleśnik w trakcie produkcji

co warto zjeść w Tajlandii
co warto zjeść w Tajlandii

 Najlepszy Pad Thai – tym razem na wynos. Pad Thai to życie *.* za 6 zł możesz kupić niebo w gębie

co warto zjeść w Tajlandii

Znowu Tom Yum

co warto zjeść w Tajlandii
co warto zjeść w Tajlandii
co warto zjeść w Tajlandii

Finezyjnie pocięty ananas – do kupienia na każdym rogu

co warto zjeść w Tajlandii
co warto zjeść w Tajlandii
co warto zjeść w Tajlandii
co warto zjeść w Tajlandii
Nasza ulubiona knajpka w Bang Tao. Goły beton, blacha falista jako daszek, krzesła ogrodowe, zdjęcie rodzinne za lodówką i… przepyszne jedzonko *.*
Jakimś cudem zgubiły mi się zdjęcia innych pyszności, które pokazywałam na snapie.
Po pierwsze – zupa z rozgotowanego ryżu, na 90% o nazwie Kao Tom Gai.  Bardzo przyjemna dla żołądka – rozgotowany na papkę ryż, imbir i trochę mięsa. Kupowaliśmy od miłej pani, za 3 zupy i wodę płacąc 60 batów, czyli 6 zł. Wciąż oglądam snapy Oli (aleksandranaj) i słyszałam że dwie zupy też kosztują 60 batów. Jedna też. 😀

Drugim przepysznym daniem był kurczak z orzechami nerkowca – Gai Pad Med Ma Muang. Podawany z dużą ilością słodkiej cebulki, niebo w gębie. Koszt tego dania to 10 zł + ryż za jakieś dodatkowe 2 zł, ale niebo w gębie. Za tym kurczakiem tęsknię :).


2 tygodnie to za mało by poznać wszystkie smaki, chociaż mamy pojemne brzuszki 😀 Staraliśmy się brać różne rzeczy na targach i ulicznych stoiskach i próbowaliśmy wszystkiego od siebie. Pod tym względem Ola i Łukasz (prowadzą razem bloga http://aleksandranajda.com/) okazali się idealnymi kompanami. Bardzo chciałam odwiedzić Tajlandię, jednak WSZYSCY jak na zamówienie mówili:
– nie mam urlopu
– nie mam tyle pieniędzy
– boję się tak długiego lotu
– boję się Azji
– tamjest brudnooo
– boję się chorób
Pieniądze to akurat mit, bo najdroższy z całej zabawy jest lot a reszta jest bardzo tania. Wiadomo, ceny są wyższe w bardzo turystycznych miejscach (np. na wyspach PhiPhi) ale to wciąż miła odmiana po Europie. Obiad za 15 zł to już drogo.
Przy dużej elastyczności i gotowości do wyjazdu z dnia na dzień, można upolować bilety za 1600 zł w dwie strony. Bez przesiadek. Z bagażem 20kg
co warto zjeść w Tajlandii
To zrzut ekranu z r.pl  , gdzie można upolować czartery. Ja leciałam Qatar Airways, drożej ale to był szczyt sezonu (Boże Narodzenie, Sylwester) dzięki czemu też miałam mniej zaległości w moim polskim życiu. 
Tajowie są mili, pokojowi (ale znają Muay Thai, więc lepiej nie zadzierać :)), bardzo uprzejmi i starają się mówić po angielsku. Są też naciągacze (tuk-tuki, taxi, naganiacze hotelowi i ci oferujący szycie garnituru lub ping-pong show, gdzie Tajki wystrzeliwują mięśniami pochwy piłeczki ping-pongowe i robią inne dziwne rzeczy). Tutaj najlepiej udawać, że nie rozumiesz po angielsku. Gdy chcesz złapać tuk-tuka do świątyni, często mówią – świątynia jest zamknięta, jest teraz ceremonia ale zawiozę was do innej a tamta będzie otwarta za dwie godziny. Nie wierzcie im 🙂 
Cenią też swój czas wolny – pani pod meczetem w dwie godziny sprzedała naleśniki – zamiast robić kolejne po prostu zaczęła sprzątać i zwijać się do domu.  Taki tam mają klimat.
Chciałabym aby i u nas chętni mogli sprzedać pierogi przy ulicy i w ten sposób dorabiać albo zarabiać. Jestem za wolnością i uważam że dobrym rozwiązaniem byłyby lokale sprawdzone przez sanepid i równolegle – takie, gdzie jesz na własne ryzyko i pretensje tylko do siebie.
W Tajlandii jedzenie było przygodą. Zamawianie na podstawie zdjęć lub chybił-trafił, smaki będące niespodziankami, dość podstawowe, surowe warunki. Czułam się jak dziecko jedzące truskawki umazane ziemią i maliny prosto z krzaka, w czasach gdy nikt nie robił afery o mokry kamień w piaskownicy.
Tajlandia smakuje jak… wolność.
Psst, to jest tekst  z wrażeniami po dwóch tygodniach, bierzcie na to poprawkę 🙂
wpadnijcie na bloga Oli i Łukasza – są drugi raz w Tajlandii, tym razem na pięć miesięcy – kopalnia wartościowych informacji 🙂
ceny aktualne na grudzień 2016.
Buziaki!
Pss, sukienka z instagrama:

Już jest! Nowy wpis a w nim #Tajlandia i jedzonko 🙂 jutro tygodnik a kolejny będzie post o włosach 🙂 a to #strójdnia o który padło wiele, wiele pytań – torebka skórzana @westwingpl – rewelacyjna jakość i do wielu rzeczy mi pasuje. Buty – pamiętacie jak w tekście o Lwowie pytałam Was o to jak się nazywają? Model #Melissa (Campana) był zbyt strojny na gumowe buty marki Crocs które mi się podobają zostały tylko na @eobuwie i to w maleńkim rozmiarze. Niepocieszona kupiłam balerinki na Allegro (na aliexpress są po 4-5$) bo potrzebowałam na już. Były spoko, ale jednak chciałabym w tym roku kupić fajne gumowe baleriny lub sandały – liczę na to, ze jakaś solidna marka wprowadzi delikatny model na ten rok 🙂 potrzebuję też kupić jakieś klapki lub sandały (cieliste, bezowe, złote, brązowe) najlepiej na delikatnym koturnie wiec jeśli wiecie gdzie kupić – dajcie mi proszę znac 😘 #sukienka – kupiona w maju! Już dawno wyprzedana 🙁 istnieje na jakiejś stronie “womanweapons” jak wpisujecie blanco con rosas , ale cena jest irracjonalna. Na szczęście znalazłam ja na aliexpress i wrzuciłam link na bloga :* w tekście o jedzonku w Tajlandii #Tajlandia #Thailand #Asia #Azja #podroze #Kwiatki #dress #100dnibezspodni #ootd #flatlay
Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Ania (@aniamaluje) 15 Sty, 2017 o 11:49 PST

Link do niej tutaj. Ja mam S z romwe, jednak noszę z tyłu do przodu, bo nie mieści mi się biust (klik), lub robi się z niego placek (klik). Mysle ze lepiej brac M lub L i ew. zwezic (moje wymiary są tutaj)

Bądź na bieżąco! 
  INSTAGRAM ❤ FACEBOOK 
❤ FACEBOOK MONIKI 

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) – jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

Uściski, Ania

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Previous
Fryzury ślubne 2017/2018 | Bridal hairstyles 2017/2018 by Anna Sorbie
Jak nie zatruć się w podróży, co warto zjeść w Tajlandii