Wiele rzeczy w życiu myli! Na zdjęciu jestem szczęśliwa, serio. Było ciepło i miło, napoiłam i wygłaskałam pieska, zjadłam coś pysznego.
Często też krzyżuję ręce i nogi, ale nie jestem wtedy „zamknięta” albo „znudzona”, tylko wyrównuję sobie ciśnienie, bo mam niższe a tak czuję się lepiej 😉
I tak samo cudowne insta życie też jest mylące🤭. Ludzie pokazujący swoje sukcesy nie pokazują upadków i nieudanych działań (nie dziwię się, „propaganda sukcesu” bardzo dobrze sprzedaje!). Insta laski trudniące się prostytucją nie pokazują co muszą robić za te torebki,  buty i podróże.
Szczęśliwe mamy „wszystko jest kwestią organizacji” nie pokazują swojej frustracji gdy dziecko zwymiotuje na ostatnie czyste śpioszki.
Ja sama bardzo dbam o to co pokazuję, a czego nie. Nie chodzi o to, że nie jestem prawdziwa (bo jestem), po prostu moje życie to nie Big brother ;)
Wybieram się do Azji solo, więc nie będę wrzucać stories w czasie rzeczywistym. Nie chcę też siedzieć z nosem w telefonie, wolę sobie na godzinkę usiąść w hotelu i dorobić napisy do relacji. Trochę szukam zatem nowej formuły!
Dajcie znać czyje stories najbardziej lubicie, szukam świeżych inspiracji.
Moje aktualne top 3 to:
1. @szafasztywniary - nie potrzebuje 10 kafelków by powiedzieć „sto lat!”, merytorycznie, ze spokojem
2. @kasia_coztymseksem - Kasie śledzę jeszcze od czasów gdy nie opowiadała na insta o seksie i wiem, że bardzo potrzeba kogoś takiego w Polsce!
3. @evrdtrp - uwielbiam merytoryczne i fajne storiski z podróży❤️
Tych osób jest oczywiście dużo więcej, ale takie aktualne top3 stories w które klikam to właśnie te!
Dajcie znać kogo warto oglądać! Od razu mówię - nie lubię dram, ludzi o agresywnym tonie, filtrów „upiększających” ludzi i widoczki, i „smacznej kawusi”😁 Lubię ludzi konkretnych!
Kto wzbogaca Twoje chwile na insta?

#wakacje #podrozemaleiduze #lato #urlop #blogipodroznicze #blogpodrozniczy #travelpassion #relaks #motywacja #travelstagram #wspomnienia #grecja #korfu #kerkira #greece #girlswhotravel #polishtraveller #girlswhoexplore #collectmoments #mytravels #wearetravelgirls #traveljournal #girlslovetravel

Wiele rzeczy w życiu myli!...

Pytacie, czy nie boję się do Azji sama. Jasne, że się boję! Może nie w tym sensie, że jestem przerażona, ale czuję dreszcz niepokoju. Na bank się któregoś dni rozpłaczę, bo coś mi nie wyjdzie😉 na bank a chwilę później będę się z tego śmiała!
Już na starcie robię to źle, bo zamiast spakować się w plecak (potrafię!) jadę z walizką, bo chcę odwiedzić kilka osób i przywieźć im z Polski rzeczy, za którymi tęsknią i których im brak.
Ja w ogóle mam 2 stany (oba w 100% prawdziwe!). W jednym z nich z łatwością poznaję ludzi, jestem otwarta i znajduję nowe przygody, w drugim moje spojrzenie mówi „Idź stąd”. Czasami zadziwia mnie jak szybko potrafię się pomiędzy nimi przełączać! 
Myślę, że będzie fajnie, bardzo potrzebuję takiego czasu dla mnie! Już jaram się na myśl o tym, że będzie mi się w tym wilgotnym powietrzu doskonale oddychać. Na myśl o pysznym jedzonku i porządnych masażach!
Zrezygnowałam na ten moment z Myanmaru i prawdopobnie będzie to Pekin(na chwilę!)- Bangkok-Koh Chang- Bali i na koniec dwa tygodnie w Wietnamie. Zacznę z dołu, ruszę w górę. Znając mnie - zmienię pewnie plan z 10x ;) I spoko, na tym polega zabawa, nie biorę życia już tak bardzo serio, staram się bardziej z niego korzystać, mniej się spinać. Dlatego teraz wskakuję do wanny pełnej piany, zapalam świeczki i pora na totalny relaks🥰

Wyobraź sobie, że problemu w stylu brak urlopu/kasy/towarzystwa/z kim zostawić psa/ nie znam języka nie istnieją. Jest czarodziej, robi plum i ich nie ma🧙🏻‍♂️. Gdzie w tej sytuacji chcesz pojechać? Co robisz, gdy nic cię nie ogranicza?☺️ Daj znać!
#podróże #podróżemałeiduże #wakacje #lato #azja #travelphotography #travelgirl #girlswhotravel #solotravel #langkawi #malaysia #malezja

Pytacie, czy nie boję się...

Dziewczyno, jeśli czekasz jak na szpilkach czy chłopak odpisze- wyłącz te cholerne powiadomienia! Za każdym razem jak słyszysz charakterystyczny dźwięk🔔, uwalnia się kortyzol a ty masz reakcję stresową. A potem i tak jesteś rozczarowana, że to 20% rabatu na sandały, a nie książę z tindera💁🏻‍♀️ PLUM-stres-PLUM-stres-PLUM-stres - zwariować można!
Plus może warto przemyśleć, czy to właściwa relacja? Nie fajniej dostawać niespodziewane wiadomości od których się rumienisz, niż czekać aż ktoś odpisze?
Oczywiście dotyczy to relacji nazwijmy to... romantycznych, nie takich bez zobowiązań!😉 Piszę o tym przy okazji zadania numer 16 w ramach wyzwania. Dopóki nie oddałam tej działki mojemu przyjacielowi i menadżerowi @troyann (takie 2w1 bywa wygodne!), cały czas byłam w trybie stand-by czekając na umowę, ustalenia, akcept, dalsze negocjacje. Piątkowy wieczór, daleka podróż - wieczny podryg na dźwięk powiadomienia, bo może to akurat to, na które czekam... Zawsze na jakieś czekałam!😏
Maciek przekonał mnie w Gruzji, bym się ich pozbyła. Na bieżąco migają mi tylko podczas korzystania z instagrama, co jest wygodne, szczególnie gdy odpowiadam na pytania do wyzwania. Ale uwolniłam się od maila! Lubię kontakt z Wami, ale z umiarem!
Prawie w ogóle nie odpowiadam już na messengerze, jeśli mam do kogoś coś pilnego - dzwonię lub piszę SMS. Wiem, że jeśli ktoś będzie miał coś pilnego do mnie - też wybierze taką formę!
I jasne, pierwszą rzeczą, którą kupię w Bangkoku będzie karta SIM i internet (ostatnio też tak było🙈), ale zrobię to by ogarnąć transport i nocleg, a nie by sprawdzić czy przez moją nieobecność w sieci świat czasem nie spłonął ;) Jeśli nie jesteś gotowa na krok o którym mówię, pomyśl o tych wszystkich razach, gdy czekałaś na kuriera z paczką i specjalnie nie wychodziłaś z domu, a on cię olał i zostawił paczkę w punkcie, albo napisał, że przyjedzie jutro🙄
Dziewczyno! Życie Ci przelatuje przez palce na tym czekaniu!
Napisałam to pod wpływem wiadomości z uczestniczką wyzwania, której smartfon przyrósł do ręki bo wiecznie czeka! ;) zdjęcie zrobiłam 3 lata temu po Azji, kojarzy mi się z wolnością!
#szczerze_pisząc #motywacja #wyzwanie #aniamaluje #powiadomienia #stres

Dziewczyno, jeśli czekasz jak na...

Nie wiem jak szybki musiałby być aparat, aby uchwycić ten uśmiech na mojej twarzy😅 niestety mam domyślny bitch face, co nie znaczy, że odpowiada on temu co dzieje się u mnie w środku ;). Faktem jest jednak, że ludzie zawsze zauważają „ty się uśmiechasz” gdy się uśmiecham, bo jak ten uśmiech długo jest na mojej twarzy, to znaczy, że jest mi dobrze i błogo.
Ale dzisiaj to się śmieję cały dzień🤣 Nie dość, że wszystko mi fajnie wyszło, to jeszcze rozbawiły mnie do łez wasze wiadomości o tym, co dziwnego zrobiłyście podczas PMS🤪. Chodźcie na stories, jest fajnie! (Serio ten uśmiech jest rzadki, nie umiem się tak uśmiechnąć sztucznie, musi być totalnie autentyczny!)
#aniamaluje #szczerze_pisząc #zamioculcas #plantlady #crazyplantlady #pms #blogerka #uśmiech #radocha #frajda

Nie wiem jak szybki musiałby...

Ależ ja miałam od kilku dni podły humor! Niczym kiepski detektyw chwytałam się banalnych tropów, jak osłabienie i rozdrażnienie po chorobie, ciśnienie, pełnia księżyca, zły stan powietrza... Ten stan narastał od kilku dni, a ja miałam takie „wtf, o co ci chodzi dziewczyno?” Wszystko w życiu idzie jak trzeba, niektóre rzeczy nawet lepiej, skąd ten nastrój?
Zrzuciłam wszystko co mi leżało na wątrobie i co mnie gniotło w różnych sytuacjach, ale nie pomogło.
W życiu bym nie wpadła na to, że z opóźnieniem trzepnęła mnie książka i czytanie o szalenie skomplikowanej sytuacji w Myanmarze (Birmie).
Tak już czasami mam, że reaguję z opóźnieniem. 
Czasami zadziwia mnie z jaką lekkością jednego dnia przeżywam frustrację, bo w żaden sposób nie mogę spuścić napięcia, a drugiego mam wyborny humor, uśmiecham się szeroko i zaśmiewam z prymitywnych memów.
Tylko czemu zawsze to uwolnienie przychodzi wtedy, gdy pozwolę sobie na te brzydkie emocje i przestanę z nimi walczyć?
Pewnie z tego samego powodu, dla którego ludziom wychodzi podryw gdy odpuszczą, a nie desperacko próbują bardziej.
Ale mi teraz dobrze po pozbyciu się tego dziwnego ładunku! Uczucie jak zdjęcie niewygodnych butów po całym dniu! Albo jak dobiegnięcie do domu i zrobienie siusiu po godzinie wstrzymywania resztką woli🙃

Super ważna lekcja dla mnie: bardziej poddawać się falom, nie walczyć z nimi, bo się utopię!

#tajlandia #thailand #podróże #podróżemałeiduże #aniamaluje #szczerze_pisząc

Ależ ja miałam od kilku...

Którą Anią dzisiaj jesteś? 1 czy 2? I tak się zawsze kończy z nogami na ścianie🤣, ale taka mała refleksja, którą chcę się podzielić - jestem z siebie dumna! Kiedy bardziej chorowałam, wymyśliłam sobie, że muszę mieć w życiu coś, co da mi niezależność i pozwoli zarabiać nawet wtedy, gdy ja nie będę w stanie pracować. Aż do wczoraj nawalało mnie gardło, więc napakowałam czas spotkaniami towarzyskimi i nawet wciągnęłam serial, bo z pracką mimo chęci to jakoś nie szło. I super czuję się z tym, że:
- MOGŁAM.
Nie żyję bez poduszki finansowej, mogę powiedzieć sobie - Ania, teraz nie pracujesz, zluzuj
- nic nie robiąc* i tak zarabiałam. Moja wydana w 2013 książka, której w ogóle nie promuję bo mi się już nie podoba(!) jak co roku złapała się w styczniowe flow i dała mi hajs. 
I to jest super rzecz, za którą jestem bardzo wdzięczna, bo i tak pozwalam sobie na miesiąc w Azji (podczas którego nikt nie zwolni mnie z płacenia za mieszkanie itp), a tutaj niemiłe niespodzianki nie niszczą mojego komfortu.
Ogromnie mnie to cieszy, bo wiem, że wiele osób „nie może sobie pozwolić na L4” z grypą, bo niższa pensja oznacza kłopoty finansowe a normalnie jest na styk😪O ile w ogóle są ubezpieczonymi szczęśliwcami na etacie!
Cieszę się, że udało mi się od tego uchronić! *przesadziłam z tym „nic nie robiąc” bo believe me or not - pytania do wyzwania i wyzwanie sprawiają, że siedzę na IG 5h dziennie😰 ale robię to za darmo i od siebie, nigdy nie prosiłam o patronite itp, więc still - nie robię w styczniu nic zarobkowo.

Cholernie mnie to cieszy, że mam komfort życia bez strachu i chociaż nie zarabiam bardzo dużo, to mogę sobie pozwolić na luksus chorowania.
I przeraża mnie, że w 2020 chorowanie stało się luksusem. 
Strasznie! 
#aniamaluje #szczerze_pisząc #książka #czytam 
#parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #theparisguru #frenchvibes #parismood #modeaparis  #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily

Którą Anią dzisiaj jesteś? 1...

Czy nie możemy próbować być TROSZKĘ lepsi bez tej całej napinki?
Bez zawstydzania nastolatek na utrzymaniu rodziców, że nie mają każdej jednej rzeczy eko i zero waste i w ogóle instagramowa policja approved?
Bez wytykania komuś lotu na chrzciny kuzynki, bo ślad węglowy i straszne zło?
Komuś, kto zaczął przygodę z byciem wege, że robi za mało?
 Nie podoba mi się napinka wyzwalająca poczucie, że jeśli stać cię tylko na malutki kroczek, to jesteś ZŁY I NIEDOBRY. Nie jesteś!
Wrzucając  jakieś linki do swoich starych tekstów (powiedzmy do 2016) często zaznaczam: dzisiaj napisałabym to inaczej. Dlaczego? Bo jestem bardziej empatyczna i rozumiejąca, złagodniałam. Nie lubię rewolucji, wolę łagodną ewolucję i dojrzewanie do zmian. Dlatego chociaż sercem jestem np. za bardziej eko, tańszymi i zdrowszymi (może za rok ukażą się badania, że jednak nie!) kubeczkami menstruacyjnymi, to nie wyobrażam sobie zawstydzania kobiet, dla których ten krok to za dużo. Bo mogę edukować i wyjaśniać, ale jestem za wyborem. I rozumiem gdy jest inny niż mój!
Tak samo jak rozumiem, że ktoś kupi bikini za 50 zł, na aliexpress zamiast takiego samego za 150 w sieciówce, bo ma ogólnie po opłaceniu wszystkiego 400 zł w budżecie i o takim szytym w Polsce w duchu eko to może pomarzyć. 
Chciałabym abyśmy bardziej próbowali się rozumieć, a mniej oceniać i osądzać. Pokaz innym jak żyjesz, zainspiruj do czegoś fajnego, ale nie wywołuj poczucia, że jest gorszym człowiekiem. Po co?
Nie zawsze da się wybrać idealnie, warto pomyśleć, że inni dokonują najlepszych wyborów jakich potrafią.
#noshame #aniamaluje #szczerze_pisząc #piesek #dogsofinstagram #wakacje #lato #toniemojpies #niestety

Czy nie możemy próbować być...

Jakiś czas temu wróciłam do robienia sobie autoportretów. Kiedyś dawało mi to frajdę, potem uznałam za dziecinne i głupie. Dzisiaj uważam, że dziecinne to jest nazywanie rzeczy przynoszących frajdę dziecinnymi🙃

Gdyby nie samowyzwalacz i kilka serii, to pośród kilku całkiem niezamierzonych sexy póz, nie znalazłabym tej! Perełka🤣
Mama całe dzieciństwo mi mówiła: usiądź jak człowiek! 
Dzisiaj to samo mówi mi fizjoterapeuta. A moje nogi plączą się na przedziwne sposoby i na krześle i na tym legowisku, które zrobiłam sobie do czytania😅
Co jest ironiczne, bo mam szeroki parapet o którym zawsze marzyłam, że czytanie z kubkiem gorącej czekolady w oknie... kupiłam nawet piankę tapicerską na ten parapet by było miękko w tyłek i co? W ogóle na nim nie siadam! 
Fun fact: kiedyś potrafiłam założyć sobie nogi za głowę, ale raz nie mogłam się z tego potem rozplątać😅
Czy są tu jakieś osoby dzielące mój problem z nogami? Odezwijcie się, może moja mama zrozumie, że to nie jest moja złośliwość, że przy obiedzie zdarzyło mi się siedzieć po turecku🤦🏻‍♀️ #aniamaluje  #szczerze_pisząc #czytanie #książka #nogi #autoportret #interiordesign #zamioculcas #plants

Jakiś czas temu wróciłam do...

No i jak, miała być realizacja postanowień „od nowego roku” a jakoś kacyk i zmęczenie nie sprzyjają treningowi a ze zdrowym odżywianiem też ciężko?
Startuję z czymś banalnym, bo cóż może być bardziej oklepanego niż wyzwanie styczniowe?🤪Ale na zachętę powiem, że miało wystartować rok temu, ale uznałam, że jest niedopracowane. Dałam je dziesięciu osobom, które przesłały mi swoje uwagi, podzieliły się trudnościami i je ulepszyłam.
UWAGA! To nie jest jedno z tych pięknych wyzwań, gdzie zapisujesz swoje wyniki w ślicznym notesie brokatowymi cienkopisami. Tu trzeba trochę pozasuwać w realu, nie w marzeniach!
Nie chciałam, by było jak te wszystkie rzeczy z pinteresta albo filmiki z pięciominutowymi DIY, które oglądasz, mówisz pod nosem, że fajne (a może nawet zapisujesz w zakładkach!) ale nigdy nie realizujesz🤫
Ono jest po prostu skuteczne.
30 zadań, na które jest 45 dni.
Lżejsze i trudniejsze.
Codziennie na stories! 
Aha, oczywiście wystartowałam z wyzwaniem, ale nie wymyśliłam nazwy, więc przygarnę propozycje 
#wyzwanie #nowyrok #motywacja #aniamaluje #szczerze_pisząc #nogi #nylons #rajstopy #kropki #kropeczki #polkadot #zamioculcas

No i jak, miała być...

Nadchodzi fala podsumowań  od tych, którym wszystko się udało (i fajnie!👏🏻) a przyznam, że nie zrealizowałam żadnego kluczowego celu na 2019🤪
I nie jestem zła! Ani trochę!😲
Miałam jakieś założenia odnośnie tego, co bym chciała osiągnąć.
A potem poczułam, że sama kasa jest dla mnie za małą motywacja i mogę to zrobić, ale nie czuję z tego radochy. 
W 2019 dałam sobie plaska w twarz i zastanowiłam się , czego NAPRAWDĘ CHCĘ. Nie zawsze to były fajne myśli! ✅przestałam uciszać ten głos, który mówił czego pragnę, a który uciszałam, bo nie pasował mi do moich wyobrażeń o mnie samej.
Ale kiedy ich posłuchałam, to o jeju! Zaczęło mi być fajniej w życiu. ✅ Np. niedziele tylko dla mnie (dzisiaj to święto ruchome). Nie zdawałam sobie sprawy jak ja bardzo potrzebuję przestrzeni TYLKO dla siebie! ✅ Jestem asertywna bez poczucia winy i strachu przed tym, że ktoś uzna mnie za niemiłą (nie muszę być miła!)✅ Piszę bloga znowu dla przyjemności, bo choć Wasze propozycje tematów są super, to ja muszę czuć moment i dać myślom dojrzeć, nie jestem wyrobnikiem tworzącym na zawołanie. Nie chcę być!
✅ Przestałam patrzeć  na liczby i zastanowiłam się, czy w ogóle chcę być instagramerką i blogerką. Nie chcę. Chcę być Anią, która ma bloga i instagrama.

To był naprawdę dobry rok, chociaż nie postawię spektakularnych ptaszków na kartce z celami! Jak ja mogłam w ogóle mieć cele, nie wiedząc czego chcę?🙈
To był mój taki gap year, w którym przypadkiem zarobiłam najwiecej w życiu (i większość przehulałam!) ale niczego nie żałuję!

#aniamaluje #szczerze_pisząc #barcelona #parkguell #sukienka #podróże #podróżemałeiduże #catalunya #cele #podsumowanieroku #podsumowanie2019 #motywacja

Nadchodzi fala podsumowań od tych,...

Jak nie zatruć się w podróży, co warto zjeść w Tajlandii

co warto zjeść w Tajlandii

Co warto zjeść w Tajlandii? Jedzenie, aktualne ceny i patenty na zatrucia

Czyli o tym co jadłam i dlaczego się nie zatrułam.
Kocham jeść i to właśnie jedzenie jest dla mnie najważniejsze podczas podróży. Jednak zdarzyło mi się kilka przykrych zatruć i od tej pory mocno podszkoliłam się w temacie ich unikania. Gdy pokazuję innym zdjęcia z Tajlandii, zawsze, ale to zawsze pada pytanie – nie bałaś się tam jeść? A no nie. Zatem… co i gdzie warto zjeść w Tajlandii?

Nigdy nie interesowała mnie sztuka sakralna, nie podniecam się świątyniami. Zazwyczaj wpadam zobaczyć jedną, może dwie z każdego typu. Interesują mnie natomiast ludzie. No i kuchnia. W nowych miejscach lubię uruchomić zakurzoną nieco wyobraźnię. Kim byłabym jak Greczynka, Cypryjka, Ukrainka, Tajka?  Gdzie bym jadła? Co bym jadła? Czy byłabym bardziej uśmiechnięta? Za ile bym żyła?
Paskudnie zatrułam się w Grecji. To zepsuło mi dwa dni wyjazdu. Zawsze daję sobie czas na wkurzenie się i ewentualny smutek, ale potem natychmiast wprowadzam jakiś plan naprawczy.  Wspominałam kiedyś o tym, że stosuję metodę skryptów. Oczywiście mam swoje “procedury” i za każdym razem gdy coś mnie wkurzy, uruchamiam ciąg pytań:
– Czego uczy mnie ta sytuacja?
– Jakie wnioski mogę wyciągnąć na przyszłość?
– Jak uniknąć podobnych w dalszym życiu?
Mam też “procedury” na zatrucie.
Moja ulubiona knajpka podczas pobytu w Tajlandii wyglądała tak:
co warto zjeść w Tajlandii
I w zasadzie to wystarcza za odpowiedź na pytanie “gdzie warto zjeść w Tajlandii”. Ale to blog gadatliwej dziewczyny, więc odpowiedź będzie rozwlekła 🙂
 A pierwsze miejsce w jakim jedliśmy w Bangkoku… cóż. To dłuższa historia.
Wybraliśmy się do China Town. Po drodze mijały nas grube szczury i bardzo chude koty oraz mnóstwo karaluchów. Było bardzo późno i szukaliśmy czegokolwiek do zjedzenia, o ile to cokolwiek nie jest rybą lub owocami morza – o świcie czekała nas długa podróż pociągiem i zatrucie to ostatnie na co chciałabym sobie pozwolić w takiej sytuacji.
W końcu udało nam się znaleźć jaką knajpkę, czyli kilka stolików i krzeseł na świeżym powietrzu. Sąsiedni “lokal” właśnie się zamykał, więc pracownice zdezynfekowały chodnik wrzątkiem.
Usiedliśmy przy wolnym stoliku. Jeden stolik za nami przy jedzeniu przysnął pulchny Taj. Dostał od kelnera lepę na kark i się ocknął. Witamy w Bangkoku! Gdzie warto zjeść w Tajlandii? 😀 Zdecyduj sam.
Tajlandia nie jest dla osób ą-ę, bułkę przez bibułkę. W większości miejsc nie umyjemy tu rączek przed posiłkiem (bo niby gdzie na ulicy?) i możemy mieć 100% pewności, że nasz sanepid nie wydałby zgody na prowadzenie działalności gastronomicznej.
Jak więc spróbować tych wszystkich pyszności i jednocześnie nie okupować toalety przez pój wyjazdu? 🙂
co warto zjeść w Tajlandii
Moje żelazne zasady to:
1. Przed wyjazdem bardzo dbam o florę bakteryjną jelit. Można to zrobić na kilka sposobów, ja wybieram kiszonki. Wsuwam kiszone ogórki i kiszoną kapustę. Niestety trzeba dobrze wiedzieć jaką kupić, bo dzisiaj jako kiszoną można przypadkiem kupić kwaszoną, czyli bez tych dobrych bakterii o które nam chodzi.
Drugi sposób to picie kefirów i jogurtów naturalnych. Niektórzy wybierają się na wakacje z lekiem osłonowym i takie dostarczenie jelitom odpowiednich kultur bakterii też nie jest złe. Osobiście jestem fanką soku z kiszonej kapusty codziennie przez siedem dni poprzedzających wyjazd.
2. Zabieram ze sobą imbir kandyzowany
W tej formie się nie psuje, dobrze smakuje i zajmuje mało miejsca. Można przełożyć trochę do woreczka strunowego albo metalowego opakowania po dropsach. Rozprawia się z bakteriami, zaostrza apetyt. O imbirze jest na blogu osobny tekst, więc podrzucę jedynie link do porównywarki cen byście zobaczyli że imbir kandyzowany nie jest drogi. Ja za radą przesympatycznej  Justyny  kupuję opakowania 0,5 kg w Auchan.
3. Inne produkty ratunkowe
W podróż warto zabrać herbatę rumiankową (u mnie kilka saszetek), krople z pestek grejpfruta, węgiel aktywny i elektrolity. W Tajlandii można je kupić w każdym seven eleven i kosztują gorsze. Zdecydowanie odradzam leki zatrzymujące biegunkę, ale każdy sam decyduje o swoim zdrowiu.
4. Szczepienia
Przed podróżą warto rozważyć kwestię szczepień. Do Tajlandii nie ma obowiązkowych, ale są zalecane. Jeśli chodzi o szczepienia – są zwolennicy i przeciwnicy, warto wybrać się do tzw. “medycyny podróży” i przedyskutować sprawę z lekarzem. Ja odbyłam taką wizytę by porozmawiać o plusach i minusach przy mojej przewlekłej chorobie. Tak jak nie powinno się szczepić osób z gorączką, tak jak miałam trochę do przedyskutowania. Niezależnie od podjętej decyzji, polecam także wykupienie dobrego ubezpieczenia. Możesz być super przygotowany do podróży ale nie przewidzisz starcia z małpami albo komarami w Kambodży.
5. Gdzie warto zjeść w Tajlandii?
Są dwie zasady – albo jemy tam gdzie miejscowi, albo korzystamy z opinii np. na TripAdvisor. Jeśli bierzemy pod uwagę opinie blogerów, proponuję wystrzegać się tych, którzy pokazują tylko piękne miejsca i zdjęcia. Stylizacja na tle cudnych miejsc ogląda się bardzo przyjemnie, ale pamiętajcie że każde miejsce można przedstawić tak:
co warto zjeść w Tajlandii
lub tak:
co warto zjeść w Tajlandii
Powyżej widzicie Comino (Malta). 
Warto brać pod uwagę następujące kwestie:
– Jeśli ktoś wyda dużo pieniędzy by się gdzieś dostać, może mieć problemy z przyznaniem, że było słabo. Działa tutaj racjonalizacja, mechanizm obronny znany każdemu kto interesuje się psychologią. Możecie o tym poczytać w starym, ale wciąż aktualnym tekście Pawła Tkaczyka.
(Ja dla przykładu zmieniłam telefon z Xiaomi na Iphone, ale przyznaję wprost – Iphone ma słabą baterię).
– Za promowanie niektórych miejsc blogerzy pobierają wynagrodzenie lub robią to w barterze. Bloger może być zaproszony przez miasto, hotel, biuro turystyki danego kraju. To nie jest oczywiście nic złego, ale ufam tylko opiniom blogerów poznanych już wcześniej. Jeśli produkt lub usługa nie spełnia moich oczekiwań, zawsze uznaję umowę za niebyłą. Ja współpracuję z warszawskim hotelem Sound Garden , bo bardzo mi się podoba – gdyby nie spełniał moich oczekiwań, nie kontynuowałabym współpracy. Wychodzę z założenia, że gdy ktoś sparzy się na polecanym przeze mnie produkcie to przestanie mi ufać, a to jest dużo większa wartość.
Jeśli czytamy opinie, warto zapoznać się z różnymi punktami widzenia. Inaczej dane miejsce oceni ktoś, kto podróżuje z plecakiem i budżetowo, inaczej ktoś, kto jada w drogich miejscach, inaczej osoba będąca tam na emigracji.
6. Ups, chyba mi niedobrze…
Spokojnie, to się nazywa życie 🙂 No risk, no fun! Zaparz sobie rumianku, wypij elektrolity, zjedz trochę imbiru. Jeśli miałabym brać jakiś lek, to w zakażeniach układu pokarmowego warto mieć ze sobą nifuroksazyd (nazwa związku chemicznego). To są tanie tabletki i na pewno zamówię je przed kolejną podróżą. Nie odnotowałam żadnych różnic pomiędzy producentami, ale kluczowe jest to, że lek niszczy tylko “złe” bakterie a jeśli nie zadziała to ich nie uodporni. A jeśli stan trwa dłużej niż trzy dni lub coś Cię niepokoi… marsz do lekarza! 
Okej, to tyle z podstaw. A co warto zjeść w  Tajlandii? 😀
Jedliśmy głównie tam, gdzie miejscowi lub na ulicy. Wiele dań miało tylko tajskie podpisy, więc losowaliśmy na podstawie zdjęcia lub próbując ustalić na różne sposoby czy to chicken czy…. muu 😀 Tak, “muu” to wbrew intuicji wieprzowina.
Jeśli pokręciłam nazwy dań, uprzejmie proszę o poprawienie.
Jeśli chodzi o przelicznik, to 100 THB=11 zł. Wygodniej jest odejmować jedno zero a na koniec dodać do całości 10%.
co warto zjeść w Tajlandii
Kokos przy plaży – 3-5 zł (pycha)
co warto zjeść w Tajlandii
europejskie śniadanie (15-30 zł)
co warto zjeść w Tajlandii
Alkohol i drinki… skomplikowana sprawa. Taki jak wyżej 20-30 zł, ale jest kilka innych opcji. Piwo Chang lub Leo – 3-4 zł, breezer lub inny gotowy drink w 7eleven – 5-6 zł. Można też kupić tak zwane wiaderko. Plastikowe wiaderko (dosłownie) w którym jest 200 ml ich słabego rumu + dodatki i mnóstwo lodu. Wiadro kosztuje jakieś 25 zł i jest hitem imprez. Drinki z wiadra są bardzo słodkie i prawdę mówiąc… chyba smakowały lepiej niż to:
co warto zjeść w Tajlandii
Mohito wygląda z pozoru przyzwoicie, jednak było mocno przeciętne. Wybraliśmy się na nie skuszeni dobrymi opiniami i nastawieni na piękny widok, bowiem po to odwiedza się Sky Bar. 
co warto zjeść w Tajlandii
Widok na Bangkok nocą jest rzeczywiście niezapomniany, ale 
co warto zjeść w Tajlandii
co warto zjeść w Tajlandii
w tych pieniądzach i w miejscu określanym jako bardziej “ekskluzywne” spodziewaliśmy się czegoś innego niż słomki w papierkach 🙂
co warto zjeść w Tajlandii
“Wiadro” w ładnej wersji, ok 30-35 zł. Typowe plastikowe widzieliście na snapie :).
A inne napoje?
Woda – 1zł
co warto zjeść w Tajlandii
“herbatki” 1,20-2 zł, słodkie smaczne
Smoothie, sok – 3-5 zł, świeżo wyciskane, ale niektórzy stawiają wyciskarki dla picu a sprzedają chemię :))
co warto zjeść w Tajlandii
co warto zjeść w Tajlandii
Bubble tea – 3-5zł
Niektórzy uważają, że należy pić wyłącznie wodę butelkowaną. W każdej knajpie do zamówienia podają szklankę/metalowy kubek z lodem oraz dzbanek z wodą za free. Ja osobiście nie narzekam na jej jakość :). 
Najciekawsze, czyli jedzonko 🙂
co warto zjeść w Tajlandii
co warto zjeść w Tajlandii

 Nie mam pojęcia jak nazywa się ten deser, ale jest bardzo słodki 🙂

co warto zjeść w Tajlandii
co warto zjeść w Tajlandii
co warto zjeść w Tajlandii
co warto zjeść w Tajlandii

Ronad McDonald wygląda inaczej niż w Europie

co warto zjeść w Tajlandii

Susząca się papryczka

co warto zjeść w Tajlandii

Mango Sticky Rice – mango, kleisty ryż i słodkie mleczko – jakieś 3 zł 🙂

co warto zjeść w Tajlandii

Kurczak na patyku za złotówkę (w tej samej cenie też np. krab)

co warto zjeść w Tajlandii

A tu suszy się mięso… czasami lepiej nie widzieć 🙂

co warto zjeść w Tajlandii
Targ wodny
co warto zjeść w Tajlandii
 Będąc w Bangkoku spaliśmy w bardzo dobrej dzielnicy i w wieżowcu z basenem. Wykorzystałam swoje środki zgromadzone w Airbnb za polecenie serwisu innym (rejestrując się z mojego linku serwis da mi i Tobie 85 zł na pierwszą podróż – Tobie od razu, ja dostanę dopiero jak będziesz zadowolony – możesz kliknąć “chcę rabat” i dokonać rejestracji :)).
Był to strzał w dziesiątkę, ponieważ nasz gospodarz Jean-Luc mieszkał w tym samym budynku i podpowiedział nam kilka rzeczy. Mimo luksusu, mieszcząca się w budynku restauracja świeciła pustkami a mieszkańcy chodzili na mały bazar 50 metrów dalej. Trafiliśmy nawet na piąteczek, gdzie pracownicy korpo po pracy skoczyli na jedzenie i drineczka – pełen luz, uśmiechy. Nikt nie udawał wielkiego pana, nikomu nie przeszkadzały plastikowe krzesełka ogrodowe ani cerata na stole. Powyżej widzicie śniadanie za jakieś 20 zł za 3 osoby. Powybieraliśmy na targu co nam się podobało i zjedliśmy nad basenem :).
co warto zjeść w Tajlandii
co warto zjeść w Tajlandii
co warto zjeść w Tajlandii
tutaj pan z uśmiechem polewa nam lody kokosowe na Khaosan Road (5 zł).
co warto zjeść w Tajlandii

 To green curry zawsze kojarzyć będzie mi się z kobietą, która dwa stoliki dalej wyrywała sobie pęsetą włosy z nosa. Przy jedzeniu.

co warto zjeść w Tajlandii

frytki+ryba też się znajdą 🙂

co warto zjeść w Tajlandii
Taka ozdoba 😀
co warto zjeść w Tajlandii
co warto zjeść w Tajlandii
Starbucks też się znajdzie – ceny jak u nas.
co warto zjeść w Tajlandii
Khaosan Road – głowna ulica handlowa w Bkk 🙂
co warto zjeść w Tajlandii
co warto zjeść w Tajlandii

 W okolicy można kupić wszystko

co warto zjeść w Tajlandii

Arbuz lub inny owoc – ok. 3zł

co warto zjeść w Tajlandii

Naleśnik Roti – słodki, popularne warianty to nutella+banan, banan+jajko. Bangkok – 5-6 zł, Bang Tao (Phuket) pod meczetem – 3 zł

co warto zjeść w Tajlandii
co warto zjeść w Tajlandii
co warto zjeść w Tajlandii

Pad Thai w jakiejś lepszej knajpce – 6 zł.  Tutaj z krewetkami 🙂

co warto zjeść w Tajlandii

 Guava – coś pomiędzy jabłkiem a gruszką, pycha! 3 zł

co warto zjeść w Tajlandii
co warto zjeść w Tajlandii

 Na mięso jakoś nie miałam odwagi 😀

co warto zjeść w Tajlandii
co warto zjeść w Tajlandii

 Nie masz pieniędzy – jesz sushi! 1zł sztuka 🙂

co warto zjeść w Tajlandii

 Smażona cukinia, tofu i banan

co warto zjeść w Tajlandii
co warto zjeść w Tajlandii

Pan robił nam “spicy mango salad”. Poprosiliśmy o połowę “spicy” i wzięliśmy jedną na trzy osoby. Było bardzo spicy 😀
5 zł?

co warto zjeść w Tajlandii
co warto zjeść w Tajlandii

 BaoBao  coś jak kluski na parze. Jedliśmy wersję green curry, wieprzowina, kurczak, i z jajkiem (słodkie). Sztuka kosztuje jakąś złotówkę, są też wersje kolorowe.

co warto zjeść w Tajlandii

Można je też kupić w seven eleven (coś jak nasza żabka czy abc)

co warto zjeść w Tajlandii

Zupa z owocami morza – jedna z licznych wersji zupy Tom yum, też jakieś 6 zł

co warto zjeść w Tajlandii
co warto zjeść w Tajlandii

 Za złotówkę można kupić kokosa z kukurydzą lub czymś innym 🙂

co warto zjeść w Tajlandii

Targ przed naszą ulubioną knajpką 🙂

co warto zjeść w Tajlandii
co warto zjeść w Tajlandii
co warto zjeść w Tajlandii

Naleśnik w trakcie produkcji

co warto zjeść w Tajlandii
co warto zjeść w Tajlandii

 Najlepszy Pad Thai – tym razem na wynos. Pad Thai to życie *.* za 6 zł możesz kupić niebo w gębie

co warto zjeść w Tajlandii

Znowu Tom Yum

co warto zjeść w Tajlandii
co warto zjeść w Tajlandii
co warto zjeść w Tajlandii

Finezyjnie pocięty ananas – do kupienia na każdym rogu

co warto zjeść w Tajlandii
co warto zjeść w Tajlandii
co warto zjeść w Tajlandii
co warto zjeść w Tajlandii
Nasza ulubiona knajpka w Bang Tao. Goły beton, blacha falista jako daszek, krzesła ogrodowe, zdjęcie rodzinne za lodówką i… przepyszne jedzonko *.*
Jakimś cudem zgubiły mi się zdjęcia innych pyszności, które pokazywałam na snapie.
Po pierwsze – zupa z rozgotowanego ryżu, na 90% o nazwie Kao Tom Gai.  Bardzo przyjemna dla żołądka – rozgotowany na papkę ryż, imbir i trochę mięsa. Kupowaliśmy od miłej pani, za 3 zupy i wodę płacąc 60 batów, czyli 6 zł. Wciąż oglądam snapy Oli (aleksandranaj) i słyszałam że dwie zupy też kosztują 60 batów. Jedna też. 😀

Drugim przepysznym daniem był kurczak z orzechami nerkowca – Gai Pad Med Ma Muang. Podawany z dużą ilością słodkiej cebulki, niebo w gębie. Koszt tego dania to 10 zł + ryż za jakieś dodatkowe 2 zł, ale niebo w gębie. Za tym kurczakiem tęsknię :).


2 tygodnie to za mało by poznać wszystkie smaki, chociaż mamy pojemne brzuszki 😀 Staraliśmy się brać różne rzeczy na targach i ulicznych stoiskach i próbowaliśmy wszystkiego od siebie. Pod tym względem Ola i Łukasz (prowadzą razem bloga http://aleksandranajda.com/) okazali się idealnymi kompanami. Bardzo chciałam odwiedzić Tajlandię, jednak WSZYSCY jak na zamówienie mówili:
– nie mam urlopu
– nie mam tyle pieniędzy
– boję się tak długiego lotu
– boję się Azji
– tamjest brudnooo
– boję się chorób
Pieniądze to akurat mit, bo najdroższy z całej zabawy jest lot a reszta jest bardzo tania. Wiadomo, ceny są wyższe w bardzo turystycznych miejscach (np. na wyspach PhiPhi) ale to wciąż miła odmiana po Europie. Obiad za 15 zł to już drogo.
Przy dużej elastyczności i gotowości do wyjazdu z dnia na dzień, można upolować bilety za 1600 zł w dwie strony. Bez przesiadek. Z bagażem 20kg
co warto zjeść w Tajlandii
To zrzut ekranu z r.pl  , gdzie można upolować czartery. Ja leciałam Qatar Airways, drożej ale to był szczyt sezonu (Boże Narodzenie, Sylwester) dzięki czemu też miałam mniej zaległości w moim polskim życiu. 
Tajowie są mili, pokojowi (ale znają Muay Thai, więc lepiej nie zadzierać :)), bardzo uprzejmi i starają się mówić po angielsku. Są też naciągacze (tuk-tuki, taxi, naganiacze hotelowi i ci oferujący szycie garnituru lub ping-pong show, gdzie Tajki wystrzeliwują mięśniami pochwy piłeczki ping-pongowe i robią inne dziwne rzeczy). Tutaj najlepiej udawać, że nie rozumiesz po angielsku. Gdy chcesz złapać tuk-tuka do świątyni, często mówią – świątynia jest zamknięta, jest teraz ceremonia ale zawiozę was do innej a tamta będzie otwarta za dwie godziny. Nie wierzcie im 🙂 
Cenią też swój czas wolny – pani pod meczetem w dwie godziny sprzedała naleśniki – zamiast robić kolejne po prostu zaczęła sprzątać i zwijać się do domu.  Taki tam mają klimat.
Chciałabym aby i u nas chętni mogli sprzedać pierogi przy ulicy i w ten sposób dorabiać albo zarabiać. Jestem za wolnością i uważam że dobrym rozwiązaniem byłyby lokale sprawdzone przez sanepid i równolegle – takie, gdzie jesz na własne ryzyko i pretensje tylko do siebie.
W Tajlandii jedzenie było przygodą. Zamawianie na podstawie zdjęć lub chybił-trafił, smaki będące niespodziankami, dość podstawowe, surowe warunki. Czułam się jak dziecko jedzące truskawki umazane ziemią i maliny prosto z krzaka, w czasach gdy nikt nie robił afery o mokry kamień w piaskownicy.
Tajlandia smakuje jak… wolność.
Psst, to jest tekst  z wrażeniami po dwóch tygodniach, bierzcie na to poprawkę 🙂
wpadnijcie na bloga Oli i Łukasza – są drugi raz w Tajlandii, tym razem na pięć miesięcy – kopalnia wartościowych informacji 🙂
ceny aktualne na grudzień 2016.
Buziaki!
Pss, sukienka z instagrama:

Już jest! Nowy wpis a w nim #Tajlandia i jedzonko 🙂 jutro tygodnik a kolejny będzie post o włosach 🙂 a to #strójdnia o który padło wiele, wiele pytań – torebka skórzana @westwingpl – rewelacyjna jakość i do wielu rzeczy mi pasuje. Buty – pamiętacie jak w tekście o Lwowie pytałam Was o to jak się nazywają? Model #Melissa (Campana) był zbyt strojny na gumowe buty marki Crocs które mi się podobają zostały tylko na @eobuwie i to w maleńkim rozmiarze. Niepocieszona kupiłam balerinki na Allegro (na aliexpress są po 4-5$) bo potrzebowałam na już. Były spoko, ale jednak chciałabym w tym roku kupić fajne gumowe baleriny lub sandały – liczę na to, ze jakaś solidna marka wprowadzi delikatny model na ten rok 🙂 potrzebuję też kupić jakieś klapki lub sandały (cieliste, bezowe, złote, brązowe) najlepiej na delikatnym koturnie wiec jeśli wiecie gdzie kupić – dajcie mi proszę znac 😘 #sukienka – kupiona w maju! Już dawno wyprzedana 🙁 istnieje na jakiejś stronie “womanweapons” jak wpisujecie blanco con rosas , ale cena jest irracjonalna. Na szczęście znalazłam ja na aliexpress i wrzuciłam link na bloga :* w tekście o jedzonku w Tajlandii #Tajlandia #Thailand #Asia #Azja #podroze #Kwiatki #dress #100dnibezspodni #ootd #flatlay
Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Ania (@aniamaluje) 15 Sty, 2017 o 11:49 PST

Link do niej tutaj. Ja mam S z romwe, jednak noszę z tyłu do przodu, bo nie mieści mi się biust (klik), lub robi się z niego placek (klik). Mysle ze lepiej brac M lub L i ew. zwezic (moje wymiary są tutaj)

Bądź na bieżąco! 
  INSTAGRAM ❤ FACEBOOK 
❤ FACEBOOK MONIKI 

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) – jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

Uściski, Ania

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Previous
Fryzury ślubne 2017/2018 | Bridal hairstyles 2017/2018 by Anna Sorbie
Jak nie zatruć się w podróży, co warto zjeść w Tajlandii