Czy trzy miesiące urlopu miały sens? Mój quarter-life crisis

Jak wiele osób w okolicy 25. roku życia, miałam poważny kryzys. To ten specyficzny wiek, kiedy uświadamiasz sobie swoją dorosłość.

Nie zrozumcie mnie źle, ale mimo pozytywnego nastawienia planuję swoje życie raczej krótkoterminowo. Jestem świadoma ograniczeń swoich płuc i oskrzeli. A to wytworzyło we mnie ogromną pokorę wobec życia.
Ale ostatnio czułam się lekko spraliżowana tym wszystkim.
Mam pracę, którą lubię. Pisanie tekstów sprawia mi przyjemność, bo pozwala na nieustanne stymulowanie pokładów kreatywności.
Zarabiam tyle, ile potrzebuję – nie jestem rozrzutna. Wydaję mniej niż zarabiam, 10% przeznaczam na cele charytatywne, przy dobrej organizacji życia jestem w stanie nawet trochę podróżować. Dostaję od życia dokładnie tyle, ile jest mi potrzebne. Wszystko dobrze się układa, bo się tym nie zamartwiam. Wiem, że jeśli będę dokonywać dobrych wyborów, staną się dobre rzeczy. Więc czynię dobrze i wybieram najsłuszniej jak potrafię. Gdy danego miesiąca trudno jest mi rozstać się z 10% przychodu bo piękne buty każą się kupić  – i tak to robię. A potem niespodziewanie wpada mi fajne zlecenie albo buty są przeceniane. I nagle okazuje się, że udało mi się mieć ciastko i zjeść ciastko. Mam bliskich, nie czuję się samotna, mogłabym nawet powiedzieć – czuję się spełniona. Więcej osób chce utrzymywać ze mną bliski kontakt niż ja jestem w stanie. Nie planując tego, dostałam się na studia doktoranckie a po prowadzonych przeze mnie zajęciach studenci wysoko ocenili mnie w USOS-ie. Mam 25 lat, zdążyłam już napisać książkę, która stała się bestsellerem. Mam poczucie, że nawet jeśli spadnę – ma mnie kto złapać. Nawet jem za trzech i niespecjalnie tyję. Okej, to ostatnie to trochę żart bo pracuję nad sobą, ale…
Gdybym 10 lat temu zapytała 15-letnią wersję siebie o to, co chciałabym mieć w swoim wymarzonym życiu, to właśnie to wszystko mam. Poza zdrowiem, ale to oczywiste że genów nie przeskoczę.
A mimo to, czułam się ostatnio dziwnie. Rozsypana, niepoukładana, niezdecydowana. 
Właśnie po to potrzebowałam trzech miesięcy urlopu. O moich założeniach i planach przed pisałam tutaj – długi urlop, czyli kup sobie namiastkę swojego marzenia już teraz.
Od razu mówię – nie udało mi się pójść na całkowity urlop. Skończyłam go dwa tygodnie wcześniej. Do tego wciąż byłam obecna na blogu – jako czytelnik widzisz może 10% mojej pracy, ale nie martw się – nie żalę się :). Musiałam też ogarnąc kilka uczelnianych spraw no i zwyciężyła pokusa kilku malutkich zleceń. Tego ostatniego trochę żałuję, ale wiecie jak to jest. Dla przykładu – duża firma chce bym napisała im 15 tekstów składających się z  3-4zdań. Za każdy płaci 50 zł. Pierwsza myśl – łatwy pieniądz, 15 tekścików można pyknąć w jeden dzień. Ale druga strona medalu jest inna. To dwa tygodnie pracy koncepcyjnej i kolejne dwa przerzucania się mailami. Poznanie strategii firmy, jej historii i misji. Produktu.
 Co zawrzeć w tych czterech zdaniach, by powiedzieć wszystko? By wzrosła sprzedaż? By opowiedzieć o produkcie? By nie zanudzić odbiorcy? Jak sprawić, by chciał przeczytać kolejne opisy? By niewyrzucił folderu, tylko dokonał zakupu?
Więc moja praca na czymś takim mniej więcej polega. Zazwyczaj piszę jednak dłuższe teksty i nie wychodzi tak kolorowo za jedno zdanie :). To nie jest ciężka praca. Ciężka praca to rozbieranie kurczaków w zakładach drobiarskich albo praca na budowie. Moja praca jest lekka i przyjemna. Z tą różnicą, że nie da się z niej wyjść. Że muszę mieć internet w telefonie, by odebrać maila z uwagami i poprawkami. A czasem dowiedzieć się, że trzeba 3/4 zmieniać, bo jednak ten produkt wyjdzie dopiero na wiosnę i wstawki nawiązujące do jesieni nie mają już racji bytu.
Czasem biegam i przychodzi mi do głowy jakieś porównanie, które idealnie pasuje do mojego zlecenia. Mam wrażenie, że cały czas jestem w pracy. Nawet będąc w prywatnych sytuacjach, jakaś część mojego mózgu pracuje nad innymi rzeczami.

I’m just the pieces of the man I used to be


Too many bitter tears are raining down on me

Wielki “urlop” był mi bardzo potrzebny, by spojrzeć na swoje życie z innej perspektywy. By zastanowić się nad sobą. A 25 lat to wiek, kiedy jest nad czym się zastanawiać.
 Czy chcę dalej realizować misję “doktorat”? Czy ten tytuł naukowy jest mi do czegoś potrzebny?
Jakie wyzwania stawiam sobie dalej?
Czy to wiek na dzieci? Kiedy będzie? 
Co chcę robić przez resztę życia?
Czy kupić mieszkanie na kredyt, czy zbierać dalej i kupić kawalerkę za gotówkę? A może działkę budowlaną? Może postawić alternatywny dom?  Skąd na to pieniądze?
Czy chcę mieszkać w Polsce? 

 Chcę tylko napisać,  że wszytsko może iść naprawdę dobrze.  Może ci się powodzić, może być okej. Możesz być za to wdzięczny  i szczęśliwy, ale jednocześnie czuć zagubienie i zdezorientowanie. I masz do tego prawo. To nie jest nic złego,  to jest typowe.  Warto nad tym przystanąć,  spojrzeć na życie z boku, z dołu,  z lotu ptaka,  z dystansu. Nie pozwolić na to, by ten marazm zamienił się w bezsens i apatię. Depresja to zbyt często wynik zaniedbań w pielęgnowaniu swojego ducha, brak reagowania na czas. Przeczuwałam ten kryzys wcześniej – widząc starszych znajomych i ich zachowania a potem pewne elementy u siebie. Dlatego z wyprzedzeniem  zaplanowałam urlop.

Jeśli tez czujesz się zagubiony – to normalne. Nie musisz ledwo wiązać końca z końcem,  by mieć prawo trochę się nad sobą poużalać. To zupełnie normalne, że nie jesteś pewny czy chcesz spędzić w danej pracy resztę życia.  Czy chcesz wpakować się w kajdany kredytu na 30 lat. Czy chcesz teraz stawiać na karierę czy na dzieci.
Masz prawo do przerwy. To wciśnięcia guzika “pause”. Do refleksji. Do namysłu.  Do zagubienia.

Te dwa i pół miesiąca pomogły mi zastanowić się nad sobą. Nie znalazłam odpowiedzi na wiele z moich pytań. Nie musiałam. Samo poszukiwanie jest odkrywcze i warte wysiłku. 
Przeczytałam sporo książek, dokonałam kluczowych zmian w swoim życiu. Zbliżyłam się do Stwórcy. Podjęłam kilka trudnych decyzji. Uważam, że ten “urlop” był jedną z lepszych decyzji ostatnich lat. Warto było pracować intensywniej, by móc sobie na niego pozowolić.
Sukienka ze zjęcia: klik
I feel like no one ever told the truth to me
About growing up and what a struggle it would be
In my tangled state of mind
I’ve been looking back to find
Where I went wrong

Na zaległe komentarze odpowiem jutro :*



Bądź na bieżąco! 
  INSTAGRAM ❤ FACEBOOK 
❤ FACEBOOK MONIKI 


Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

Uściski, Ania
Previous
Snickers – pyszne ciasto bez pieczenia! (TARTA)
Czy trzy miesiące urlopu miały sens? Mój quarter-life crisis