Dziewczyno, jeśli czekasz jak na szpilkach czy chłopak odpisze- wyłącz te cholerne powiadomienia! Za każdym razem jak słyszysz charakterystyczny dźwięk🔔, uwalnia się kortyzol a ty masz reakcję stresową. A potem i tak jesteś rozczarowana, że to 20% rabatu na sandały, a nie książę z tindera💁🏻‍♀️ PLUM-stres-PLUM-stres-PLUM-stres - zwariować można!
Plus może warto przemyśleć, czy to właściwa relacja? Nie fajniej dostawać niespodziewane wiadomości od których się rumienisz, niż czekać aż ktoś odpisze?
Oczywiście dotyczy to relacji nazwijmy to... romantycznych, nie takich bez zobowiązań!😉 Piszę o tym przy okazji zadania numer 16 w ramach wyzwania. Dopóki nie oddałam tej działki mojemu przyjacielowi i menadżerowi @troyann (takie 2w1 bywa wygodne!), cały czas byłam w trybie stand-by czekając na umowę, ustalenia, akcept, dalsze negocjacje. Piątkowy wieczór, daleka podróż - wieczny podryg na dźwięk powiadomienia, bo może to akurat to, na które czekam... Zawsze na jakieś czekałam!😏
Maciek przekonał mnie w Gruzji, bym się ich pozbyła. Na bieżąco migają mi tylko podczas korzystania z instagrama, co jest wygodne, szczególnie gdy odpowiadam na pytania do wyzwania. Ale uwolniłam się od maila! Lubię kontakt z Wami, ale z umiarem!
Prawie w ogóle nie odpowiadam już na messengerze, jeśli mam do kogoś coś pilnego - dzwonię lub piszę SMS. Wiem, że jeśli ktoś będzie miał coś pilnego do mnie - też wybierze taką formę!
I jasne, pierwszą rzeczą, którą kupię w Bangkoku będzie karta SIM i internet (ostatnio też tak było🙈), ale zrobię to by ogarnąć transport i nocleg, a nie by sprawdzić czy przez moją nieobecność w sieci świat czasem nie spłonął ;) Jeśli nie jesteś gotowa na krok o którym mówię, pomyśl o tych wszystkich razach, gdy czekałaś na kuriera z paczką i specjalnie nie wychodziłaś z domu, a on cię olał i zostawił paczkę w punkcie, albo napisał, że przyjedzie jutro🙄
Dziewczyno! Życie Ci przelatuje przez palce na tym czekaniu!
Napisałam to pod wpływem wiadomości z uczestniczką wyzwania, której smartfon przyrósł do ręki bo wiecznie czeka! ;) zdjęcie zrobiłam 3 lata temu po Azji, kojarzy mi się z wolnością!
#szczerze_pisząc #motywacja #wyzwanie #aniamaluje #powiadomienia #stres

Dziewczyno, jeśli czekasz jak na...

Nie wiem jak szybki musiałby być aparat, aby uchwycić ten uśmiech na mojej twarzy😅 niestety mam domyślny bitch face, co nie znaczy, że odpowiada on temu co dzieje się u mnie w środku ;). Faktem jest jednak, że ludzie zawsze zauważają „ty się uśmiechasz” gdy się uśmiecham, bo jak ten uśmiech długo jest na mojej twarzy, to znaczy, że jest mi dobrze i błogo.
Ale dzisiaj to się śmieję cały dzień🤣 Nie dość, że wszystko mi fajnie wyszło, to jeszcze rozbawiły mnie do łez wasze wiadomości o tym, co dziwnego zrobiłyście podczas PMS🤪. Chodźcie na stories, jest fajnie! (Serio ten uśmiech jest rzadki, nie umiem się tak uśmiechnąć sztucznie, musi być totalnie autentyczny!)
#aniamaluje #szczerze_pisząc #zamioculcas #plantlady #crazyplantlady #pms #blogerka #uśmiech #radocha #frajda

Nie wiem jak szybki musiałby...

Ależ ja miałam od kilku dni podły humor! Niczym kiepski detektyw chwytałam się banalnych tropów, jak osłabienie i rozdrażnienie po chorobie, ciśnienie, pełnia księżyca, zły stan powietrza... Ten stan narastał od kilku dni, a ja miałam takie „wtf, o co ci chodzi dziewczyno?” Wszystko w życiu idzie jak trzeba, niektóre rzeczy nawet lepiej, skąd ten nastrój?
Zrzuciłam wszystko co mi leżało na wątrobie i co mnie gniotło w różnych sytuacjach, ale nie pomogło.
W życiu bym nie wpadła na to, że z opóźnieniem trzepnęła mnie książka i czytanie o szalenie skomplikowanej sytuacji w Myanmarze (Birmie).
Tak już czasami mam, że reaguję z opóźnieniem. 
Czasami zadziwia mnie z jaką lekkością jednego dnia przeżywam frustrację, bo w żaden sposób nie mogę spuścić napięcia, a drugiego mam wyborny humor, uśmiecham się szeroko i zaśmiewam z prymitywnych memów.
Tylko czemu zawsze to uwolnienie przychodzi wtedy, gdy pozwolę sobie na te brzydkie emocje i przestanę z nimi walczyć?
Pewnie z tego samego powodu, dla którego ludziom wychodzi podryw gdy odpuszczą, a nie desperacko próbują bardziej.
Ale mi teraz dobrze po pozbyciu się tego dziwnego ładunku! Uczucie jak zdjęcie niewygodnych butów po całym dniu! Albo jak dobiegnięcie do domu i zrobienie siusiu po godzinie wstrzymywania resztką woli🙃

Super ważna lekcja dla mnie: bardziej poddawać się falom, nie walczyć z nimi, bo się utopię!

#tajlandia #thailand #podróże #podróżemałeiduże #aniamaluje #szczerze_pisząc

Ależ ja miałam od kilku...

Którą Anią dzisiaj jesteś? 1 czy 2? I tak się zawsze kończy z nogami na ścianie🤣, ale taka mała refleksja, którą chcę się podzielić - jestem z siebie dumna! Kiedy bardziej chorowałam, wymyśliłam sobie, że muszę mieć w życiu coś, co da mi niezależność i pozwoli zarabiać nawet wtedy, gdy ja nie będę w stanie pracować. Aż do wczoraj nawalało mnie gardło, więc napakowałam czas spotkaniami towarzyskimi i nawet wciągnęłam serial, bo z pracką mimo chęci to jakoś nie szło. I super czuję się z tym, że:
- MOGŁAM.
Nie żyję bez poduszki finansowej, mogę powiedzieć sobie - Ania, teraz nie pracujesz, zluzuj
- nic nie robiąc* i tak zarabiałam. Moja wydana w 2013 książka, której w ogóle nie promuję bo mi się już nie podoba(!) jak co roku złapała się w styczniowe flow i dała mi hajs. 
I to jest super rzecz, za którą jestem bardzo wdzięczna, bo i tak pozwalam sobie na miesiąc w Azji (podczas którego nikt nie zwolni mnie z płacenia za mieszkanie itp), a tutaj niemiłe niespodzianki nie niszczą mojego komfortu.
Ogromnie mnie to cieszy, bo wiem, że wiele osób „nie może sobie pozwolić na L4” z grypą, bo niższa pensja oznacza kłopoty finansowe a normalnie jest na styk😪O ile w ogóle są ubezpieczonymi szczęśliwcami na etacie!
Cieszę się, że udało mi się od tego uchronić! *przesadziłam z tym „nic nie robiąc” bo believe me or not - pytania do wyzwania i wyzwanie sprawiają, że siedzę na IG 5h dziennie😰 ale robię to za darmo i od siebie, nigdy nie prosiłam o patronite itp, więc still - nie robię w styczniu nic zarobkowo.

Cholernie mnie to cieszy, że mam komfort życia bez strachu i chociaż nie zarabiam bardzo dużo, to mogę sobie pozwolić na luksus chorowania.
I przeraża mnie, że w 2020 chorowanie stało się luksusem. 
Strasznie! 
#aniamaluje #szczerze_pisząc #książka #czytam 
#parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #theparisguru #frenchvibes #parismood #modeaparis  #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily

Którą Anią dzisiaj jesteś? 1...

Czy nie możemy próbować być TROSZKĘ lepsi bez tej całej napinki?
Bez zawstydzania nastolatek na utrzymaniu rodziców, że nie mają każdej jednej rzeczy eko i zero waste i w ogóle instagramowa policja approved?
Bez wytykania komuś lotu na chrzciny kuzynki, bo ślad węglowy i straszne zło?
Komuś, kto zaczął przygodę z byciem wege, że robi za mało?
 Nie podoba mi się napinka wyzwalająca poczucie, że jeśli stać cię tylko na malutki kroczek, to jesteś ZŁY I NIEDOBRY. Nie jesteś!
Wrzucając  jakieś linki do swoich starych tekstów (powiedzmy do 2016) często zaznaczam: dzisiaj napisałabym to inaczej. Dlaczego? Bo jestem bardziej empatyczna i rozumiejąca, złagodniałam. Nie lubię rewolucji, wolę łagodną ewolucję i dojrzewanie do zmian. Dlatego chociaż sercem jestem np. za bardziej eko, tańszymi i zdrowszymi (może za rok ukażą się badania, że jednak nie!) kubeczkami menstruacyjnymi, to nie wyobrażam sobie zawstydzania kobiet, dla których ten krok to za dużo. Bo mogę edukować i wyjaśniać, ale jestem za wyborem. I rozumiem gdy jest inny niż mój!
Tak samo jak rozumiem, że ktoś kupi bikini za 50 zł, na aliexpress zamiast takiego samego za 150 w sieciówce, bo ma ogólnie po opłaceniu wszystkiego 400 zł w budżecie i o takim szytym w Polsce w duchu eko to może pomarzyć. 
Chciałabym abyśmy bardziej próbowali się rozumieć, a mniej oceniać i osądzać. Pokaz innym jak żyjesz, zainspiruj do czegoś fajnego, ale nie wywołuj poczucia, że jest gorszym człowiekiem. Po co?
Nie zawsze da się wybrać idealnie, warto pomyśleć, że inni dokonują najlepszych wyborów jakich potrafią.
#noshame #aniamaluje #szczerze_pisząc #piesek #dogsofinstagram #wakacje #lato #toniemojpies #niestety

Czy nie możemy próbować być...

Jakiś czas temu wróciłam do robienia sobie autoportretów. Kiedyś dawało mi to frajdę, potem uznałam za dziecinne i głupie. Dzisiaj uważam, że dziecinne to jest nazywanie rzeczy przynoszących frajdę dziecinnymi🙃

Gdyby nie samowyzwalacz i kilka serii, to pośród kilku całkiem niezamierzonych sexy póz, nie znalazłabym tej! Perełka🤣
Mama całe dzieciństwo mi mówiła: usiądź jak człowiek! 
Dzisiaj to samo mówi mi fizjoterapeuta. A moje nogi plączą się na przedziwne sposoby i na krześle i na tym legowisku, które zrobiłam sobie do czytania😅
Co jest ironiczne, bo mam szeroki parapet o którym zawsze marzyłam, że czytanie z kubkiem gorącej czekolady w oknie... kupiłam nawet piankę tapicerską na ten parapet by było miękko w tyłek i co? W ogóle na nim nie siadam! 
Fun fact: kiedyś potrafiłam założyć sobie nogi za głowę, ale raz nie mogłam się z tego potem rozplątać😅
Czy są tu jakieś osoby dzielące mój problem z nogami? Odezwijcie się, może moja mama zrozumie, że to nie jest moja złośliwość, że przy obiedzie zdarzyło mi się siedzieć po turecku🤦🏻‍♀️ #aniamaluje  #szczerze_pisząc #czytanie #książka #nogi #autoportret #interiordesign #zamioculcas #plants

Jakiś czas temu wróciłam do...

No i jak, miała być realizacja postanowień „od nowego roku” a jakoś kacyk i zmęczenie nie sprzyjają treningowi a ze zdrowym odżywianiem też ciężko?
Startuję z czymś banalnym, bo cóż może być bardziej oklepanego niż wyzwanie styczniowe?🤪Ale na zachętę powiem, że miało wystartować rok temu, ale uznałam, że jest niedopracowane. Dałam je dziesięciu osobom, które przesłały mi swoje uwagi, podzieliły się trudnościami i je ulepszyłam.
UWAGA! To nie jest jedno z tych pięknych wyzwań, gdzie zapisujesz swoje wyniki w ślicznym notesie brokatowymi cienkopisami. Tu trzeba trochę pozasuwać w realu, nie w marzeniach!
Nie chciałam, by było jak te wszystkie rzeczy z pinteresta albo filmiki z pięciominutowymi DIY, które oglądasz, mówisz pod nosem, że fajne (a może nawet zapisujesz w zakładkach!) ale nigdy nie realizujesz🤫
Ono jest po prostu skuteczne.
30 zadań, na które jest 45 dni.
Lżejsze i trudniejsze.
Codziennie na stories! 
Aha, oczywiście wystartowałam z wyzwaniem, ale nie wymyśliłam nazwy, więc przygarnę propozycje 
#wyzwanie #nowyrok #motywacja #aniamaluje #szczerze_pisząc #nogi #nylons #rajstopy #kropki #kropeczki #polkadot #zamioculcas

No i jak, miała być...

Nadchodzi fala podsumowań  od tych, którym wszystko się udało (i fajnie!👏🏻) a przyznam, że nie zrealizowałam żadnego kluczowego celu na 2019🤪
I nie jestem zła! Ani trochę!😲
Miałam jakieś założenia odnośnie tego, co bym chciała osiągnąć.
A potem poczułam, że sama kasa jest dla mnie za małą motywacja i mogę to zrobić, ale nie czuję z tego radochy. 
W 2019 dałam sobie plaska w twarz i zastanowiłam się , czego NAPRAWDĘ CHCĘ. Nie zawsze to były fajne myśli! ✅przestałam uciszać ten głos, który mówił czego pragnę, a który uciszałam, bo nie pasował mi do moich wyobrażeń o mnie samej.
Ale kiedy ich posłuchałam, to o jeju! Zaczęło mi być fajniej w życiu. ✅ Np. niedziele tylko dla mnie (dzisiaj to święto ruchome). Nie zdawałam sobie sprawy jak ja bardzo potrzebuję przestrzeni TYLKO dla siebie! ✅ Jestem asertywna bez poczucia winy i strachu przed tym, że ktoś uzna mnie za niemiłą (nie muszę być miła!)✅ Piszę bloga znowu dla przyjemności, bo choć Wasze propozycje tematów są super, to ja muszę czuć moment i dać myślom dojrzeć, nie jestem wyrobnikiem tworzącym na zawołanie. Nie chcę być!
✅ Przestałam patrzeć  na liczby i zastanowiłam się, czy w ogóle chcę być instagramerką i blogerką. Nie chcę. Chcę być Anią, która ma bloga i instagrama.

To był naprawdę dobry rok, chociaż nie postawię spektakularnych ptaszków na kartce z celami! Jak ja mogłam w ogóle mieć cele, nie wiedząc czego chcę?🙈
To był mój taki gap year, w którym przypadkiem zarobiłam najwiecej w życiu (i większość przehulałam!) ale niczego nie żałuję!

#aniamaluje #szczerze_pisząc #barcelona #parkguell #sukienka #podróże #podróżemałeiduże #catalunya #cele #podsumowanieroku #podsumowanie2019 #motywacja

Nadchodzi fala podsumowań od tych,...

Święta święta i po świętach😅 zawsze chciałam wcisnąć gdzieś to  zdanie🤭
Gdy powiedziałam, że spędzam sylwestra w wannie, zetknęłam się z dwoma typami reakcji:
👉🏻 zapraszam do mnie/do nas, co będziesz sama siedzieć!
👉🏻 też bym tak chciała, ale jakoś nie umiem odmówić i się wykręcić 
Ja akurat z odmawianiem czegoś, czego nie chcę, NIGDY nie miałam problemu. Dziadek mnie nauczył, że mam nie uszczęśliwiać nikogo swoim kosztem i jestem mu za to wdzięczna. 
Inna sprawa, że odmawiałam w tak fatalnym stylu, że o jeju. Dzisiaj nie szukam wymówek, nie mam problemu by zamiast wymyślać pogrzeb ciotki albo zapalenie gardła powiedzieć „dzisiaj mam potrzebę poczytać książkę, ale dzięki za zaproszenie”.
I tyle.
Więc tak zupełnie szczerze, to ja naprawdę nie kumam tych wszystkich tekstów o kulturowej presji by coś robić, bo ja nigdy nie pozwoliłam jej wejść na głowę🙈 Nie  piszcie proszę, że wymaga to ode mnie jakiejś odwagi, bo co to za odwaga, gdy się nie boisz?🤪
Jestem jak ten egipski kapłan, który wiedział czym jest zaćmienie słońca, więc nie padał przestraszony na kolana. Zbyt wiele złych rzeczy na świecie dzieje się z powodu argumentu „bo tradycja”, bym uważała go za argument sensowny (niech obrzezanie dziewczynek tępymi żyletkami będzie przykładem).
Ciekawe jest też to, że wiele osób uważa, że ja będę w Sylwestra smutna i samotna😂 jeju, miałam w życiu kilka fajnych imprez, w tym zabawę na tajskiej plaży, po której wsiadłam w samolot i obudziłam się w Katarze. Ale nic nie przebije sylwestra z zeszłego roku, gdy leżałam w wannie z tak gorącą wodą, że aż parzyło, a po 5 minutach dolałam sobie jeszcze gorętszej. Cały dzień traktowałam się jak księżniczkę i rozkoszowałam się czasem ze sobą. Ale nie tak, że przeglądałam memy i chodziłam w rozciągniętym dresie, tylko jadłam pyszne rzeczy, paliłam pachnące świeczki, nałożyłam maseczkę na twarz i na włosy, delektowałam się książką.
Każdy ma swoją definicję radochy!
#grudzień #december #sukienka #sylwester #2020 #aniamaluje #szczerze_pisząc #presja #motywacja #radość #starezdjecie

Święta święta i po świętach😅...

Tak szczerze, to nigdy nie praktykowałam w sercu tej religijnej części świąt, bo najpierw byłam za mała, a potem mój dziecięcy umysł nie mógł uwierzyć w Boga, który pozwala mojemu dziadkowi umierać właśnie na raka.
Jeny, ja to umiem zrujnować atmosferę! 🤭
Więc tak wyszło, że ja się po prostu nigdy nie wkręciłam w religię i to się nie zmieniło. Trochę dziwią mnie te pytania o to, czy obchodzę święta. Robię tak jak zawsze! Lepię pierogi, robię sałatkę jarzynową, one nie mają wyznania😉 nie widzę powodu aby sprawić tego dnia przykrość babci i się z tego całkiem wymiksować. Podobnie jak wierzący ludzie chodzą przecież do lekarza, zamiast się jedynie modlić😊.
Jeśli dla kogoś święta to czas podziałów i rzuconego z pogardą „niewierzący nie powinni mieć wolnego”, to chyba źle zrozumiał coś z nauk Jezusa🤪
W każdym razie, ja mam wolne kiedy sobie wymyślę, bo taki sobie wykombinowałam styl pracy🤣

Dobra, wracając do milszych aspektów! Cieszycie się z małych rzeczy? Ostatnio widziałam filmik jak dziecko cieszyło się z zapakowanego w świąteczny papier banana🍌😅 jeju ja też taka byłam! Mój kochany dziadek dawał mi badziewne figurki albo paczkę żelków, a ja miałam radochę cały dzień. Dawał mi je z taką radością i całą celebracją, tym „zgaduj zgadula, w której ręce złota kula” albo „ence pence w której ręce”, że po prostu mordka sama się śmiała. 
Napisz mi tu proszę jaki prezent sprawił Ci największą radość w dzieciństwie.
Lubię czytać takie rzeczy!♥️
#święta #prezenty #radość #choinka #xmass #dzieciństwo #dziecko #aniamaluje #dziewczynka #dzieci

Tak szczerze, to nigdy nie...

Moje ćwiczenia + promocje na ciężarki, maty i inne ;))

Dawno obiecałam napisać taki tekst, ale zmusiło mnie dopiero przymusowe leżenie pod kołdrą 😉
A tak na serio to miałam wątpliwości, bo ani ze mnie wzór, ani autorytet.Mój trening nie jest żadnym wyznacznikiem dla człowieka zdrowego, więc nie wiem czy jest w sumie o czym pisać ;-)). Fakt faktem, bez niego wcale nie byłabym szczupła i oddechowo też całkiem bym siadła. Ruszam się dużo, ale moim celem nigdy nie była budowa masy mięśniowej ani zrzucenie wagi.

Najważniejszy jest dla mnie sam ruch i drenaż.

Krótko mówiąc – ciągle muszę się pilnować, aby moje płuca i oskrzela się nie zalepiły. 

I chociaż ruszam się bardzo dużo, wcale po “rzeźbie” tego nie widać. Jest to związane z wysokoenergetyczną dietą  oraz wydolnością oddechową.

Na szczęście, mimo tymczasowego pogorszenia (nazwijmy to umownie : w skali mikro) generalnie (w skali makro) moje płuca pracują już dużo lepiej i mogę chyba powoli wskakiwać na “normalny” poziom wtajemniczenia.

Od drugiej klasy podstawówki, aż do drugiej liceum chodziłam na karate. Nie dlatego, że o tym marzyłam czy była to jakaś moja wielka pasja. Bardzo nieodpowiedzialny lekarz zalecił mi gentamycynę gdy byłam mała. Skończyło się w szpitalu, ale dwa skutki ciągną się za mną do dziś.
Pierwszym z nich jest fakt, że gorzej słyszę na prawe ucho. Mam też problem z określeniem kierunku, z którego płynie dźwięk  Gdy kot schowa się w jakiś zakamarek z którego sam nie będzie potrafił wyjść, będę miotać się po całym domu szukając go na oślep. Słyszę jak miauczy i zawodzi, ale nie mam pojęcia skąd dobiega ten dźwięk ;-)).
Drugim problemem jest zaburzony zmysł równowagi.

Cóż, życie.

Oprócz tego inne leki i zdolności oddechowe sprawiły, że moja koordynacja jest…nieskoordynowana 😀 Ruszam się czasami jakoś tak mechanicznie, jak robot. Mało jest w tym płynności i gracji. Ponieważ nigdy nie lubiłam się poddawać, zdecydowałam się uprawiać jakiś sport.

Koniec lat 90′, małe miasto… o wyboru był tylko taniec towarzyski albo karate.

Wybrałam karate.

Żeby była jasność – z mojej strony było to raczej ogólnorozwojowe i rekreacyjne. Treningi 2-3 x w tygodniu po 1,5 h, a niedzielami długie biegane spacery z psem. Nigdy nie byłam orłem, ale chodziłam całkiem wytrwale. Nauczyłam się prawidłowego wykonywania podstawowych ćwiczeń jak przysiady, brzuszki czy pompki. Pracowałam nad swoją wytrzymałością i ciągle zmuszałam śluz do odklejania się z płuc ;). Na karate zrozumiałam też bardziej swój oddech, przez to, że jest też pokazywany ruchem :

Podobnie jak na tym filmiku.

Ogromnym plusem karate był fakt, że trenuje się boso. Nie mieliśmy maty (tatami) tylko twardą drewnianą podłogę i wszystkie ćwiczenia zdecydowanie było mocno czuć ;-).

Świat nie był też chyba tak paranoiczny jak dzisiaj, że wszystko jest szkodliwe bla bla bla. Każdy ma własną wolę i jak nie pasuje mu karate, to może zapisać się na szachy czy trenować coś mniej obciążającego stawy 😉 Na karate królowała dewiza “jak nie możesz nadążyć, to musisz przyspieszyć”. Wybite kciuki i inne drobne kontuzje są raczej normalne.

Jak wspomniałam – nie jest to joga, gdzie z wielkim szacunkiem odnosimy się do bólu i wszystko odbywa się na spokojnie.

Niestety w pewnym momencie tempo było dla mnie zbyt wysokie, a moje samopoczucie też dużo gorsze i nie mogłam kontynuować treningów.  

Po zrezygnowaniu z karate, szybko odczułam, jak bardzo brakuje mi ruchu…

Bardzo się cieszę, że miałam takie doświadczenie, bo dzięki temu umiem wykonać samodzielnie niektóre pozornie “proste” ćwiczenia jak przysiady czy pompki. W przypadku tych drugich ilość powtórzeń jakie potrafię wykonać jest skandalicznie niska 😀 Pomyśleć, że kiedyś robiłam pompki na pięściach i nawet kilka razy na samych palcach!

Obecnie mój cały sprzęt znajduje się na tym zdjęciu.

Nie ćwiczę niczego konkretnego, bo też dopasowuję wszystko do aktualnych potrzeb mojego organizmu.

Każdego ranka wykonuję Powitanie Słońca.

Otwieram w ten sposób klatkę piersiową, rozbudzam się i naciągam wszystkie mięśnie. 

Dużo bardziej wolę ciepłe miesiące, bo wtedy mogę ćwiczyć na zewnątrz, więcej spacerować czy jeździć na rowerze. Póki jest chłodno, ćwiczę w domu.

Po Powitaniu Słońca robię 100 przysiadów i różne skłony, wymachy, podciąganie kolan itp. Nie jest to jakoś usystematyzowane, powtarzam rożne rozgrzewki jakie pamiętam z karate czy programów treningowych z youtube 😉 

Oprócz tego, kilka razy dziennie przy ścianie robię mostek. Mój zaburzony zmysł równowagi buntuje się na myśl, o zrobieniu mostka ze stania, chociaż z leżenia mogę zrobić nawet na jednej ręce i jest ok.

Wieczorem powtórka z rozrywki ;-).

Jeśli mam jakieś obciążenie, to jest to moje ciało, 

O, właśnie uświadomiłam sobie, że skłamałam – mam jeszcze trochę sprzętu – hula-hoop, o którym więcej pisałam w tekście – hula-hoop efekty i wrażenia , skakankę i sprężonowy potrójny ekspander. Chętniej korzystam jednak z gum fitness.

Teoretycznie może wydawać się, że to wszystko “nic”, ale zbiera się godzinka dziennie. 20 minut rano, 20 wieczorem i coś tam pomiędzy.

Do tego bardzo dużo chodzę. Praktycznie nie korzystam z komunikacji miejskiej w Bydgoszczy, dziennie robię ok 12 km 😉 Jeśli mam praktyki w szkole na Wyżynach a zajęcia na leśnym, to śmiało idę z buta. No chyba, że czas nie pozwala 🙁 Te 12 km (wartość uśredniona z ednomondo) to taki niezauważalny trening.

Dodajmy do tego fakt, że często chodzę na obcasach. To wymusza inne ułożenie mięśni dna miednicy, które są dla kobiet bardzo ważne. Oznaczają między innymi lżejszy poród czy brak problemów z trzymaniem moczu na starość. Plus szereg innych zalet 😀

Dla wielu osób to pewnie “naciągane” ale dla mnie okazja aby iść gdzieś potańczyć, to też okazja do treningu. Zamacha się człowiek, naskacze i jeśli – jak ja – nie pije za bardzo alkoholu – ma same korzyści. Porządny trening, drenaż płuc i jeszcze spuszcza z siebie stres ;-).

Wiosną i latem chętnie stawiam na rower czy skakankę.

Nie polubiłam się z bieganiem, bo nie umiem dostosować do niego swoich możliwości oddechowych. To inny rodzaj wydolności którego moje płuca nie rozumieją ;-).

Od czasu do czasu, gdy mam humor – robię sobie krótkie wyzwania z Mel B czy trening na pośladki z tym śmiesznym panem “Nice and easy”:

Wada kolan i wydolność oddechowa to niestety miks, który często prowadzi do tego, że lekko kulę łopatki . Marzę o czymś takim :

Ale poza zakończoną aukcją na aliexpress, nigdzie nie widziałam…
Kupiłam za to widoczną na zdjęciach poduszkę równoważną i pisząc ten post próbuję utrzymać na niej  równowagę – świetna zabawa 😉

Basen to u mnie więcej szkody niż pożytku. Chlor i charakterystyczne ostre powietrze = murowane zapalenie oskrzeli lub krtani. A szkoda, bo w moim miasteczku jest całkiem fajny Aquapark. Tzn. taki podstawowy, ale zawsze ;-). Latem chętnie pedałuję rowerem nad jezioro i to jest spoko.

No właśnie…czuję, że mogę wskoczyć na level odrobinę wyższy niż teraz. Ciężarki w postaci butelek z wodą mineralną są niezbyt poręczne.

Gumy do ćwiczeń kupiłam w netto i są bardzo fajne. Mata do ćwiczeń trafiona w decathlonie. Ciesze się, że nie brałam grubszej i droższej bo ta całkowicie spełnia moje oczekiwania i tylko bym przepłaciła ;-)).  Natomiast chciałabym kupić jakieś ciężarki. I tutaj pokonał mnie wybór, ponieważ :
Z jednej strony chciałabym ciężarki do trzymania w ręku, a z drugiej…czy to się liczy jako obciążenie przy treningu nóg? 😀 I czy to oznacza, że potrzebuję osobnych typów ciężarków na to i na to?

link do gazetki (klik)

który typ jest fajniejszy na początek? Z uchwytem czy bez?

Bo właśnie jest seria całkiem fajnych promocji i kupiłabym sobie coś dla motywacji 😉 Nie chcę jednak inwestować w zbędne dla mnie bajery jak uchwyty do pompek, skoro pompek prawie wcale nie robię.

Są jednak bardzo dobre dla płuc, więc obiecałam sobie taki układ – jeśli do 10-ego marca wciąż będę robić te kilka pompek dziennie, pójdę na jeden trening pole dance. Ciekawe, czy dam radę 😉

Jeśli w usosie pojawi się ocena i w poniedziałek będe musiała jechać z indeksem, chciałabym zrobić przy tej okazji drobne zakupy.

Rady w kwestii ciężakrów na początek – bardzo mile widziane!

Link do gazetki (klik). Poduszka równoważna jest świetna, bardzo cieszę się z tego zakupu ;-)).

A przed tymi pojemnikami szczerze przestrzegam – mam wersję na sałatkę, stojące i leżące – nie są szczelne. Pojemnik na sos i widelec są ok, ale same pudełka nie spełniają swojej funkcji. Tych z przegródkami u mnie nie było, wiec się nie wypowiem. (link do oferty)
Niektóre sprzęty taniej wypadają w Lidlu, więc po co przepłacać 😀

Dla mnie Ketllebell to czarna magia, mam taki 5kg i podtrzymuje mi latem drzwi od piwnicy 😛

Link do oferty (klik)

Bo na te urocze spodnie funkcyjnie raczej nawet nie mam co polować, nie lubię scen rodem z bitwy o karpia.

spodnie (klik)
Tak więc – mam nadzieję, że odpowiedziałam na wszystkie pytania. Opisują one moje sposoby na ruch i raczej nie powinny być dla nikogo wzorem ;-). 
PS. trwa konkurs, do wygrania ponad 350 zł na ubrania 😉 Wystarczy kliknąć w zdjęcie lub słowo (tutaj)
Ja zaś liczę na rady i wskazówki co do zakupu hantelek 😉

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin
Uściski, Ania

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Previous
Zadbaj o siebie – rozwojownik
Moje ćwiczenia + promocje na ciężarki, maty i inne ;))