Dziewczyno, jeśli czekasz jak na szpilkach czy chłopak odpisze- wyłącz te cholerne powiadomienia! Za każdym razem jak słyszysz charakterystyczny dźwięk🔔, uwalnia się kortyzol a ty masz reakcję stresową. A potem i tak jesteś rozczarowana, że to 20% rabatu na sandały, a nie książę z tindera💁🏻‍♀️ PLUM-stres-PLUM-stres-PLUM-stres - zwariować można!
Plus może warto przemyśleć, czy to właściwa relacja? Nie fajniej dostawać niespodziewane wiadomości od których się rumienisz, niż czekać aż ktoś odpisze?
Oczywiście dotyczy to relacji nazwijmy to... romantycznych, nie takich bez zobowiązań!😉 Piszę o tym przy okazji zadania numer 16 w ramach wyzwania. Dopóki nie oddałam tej działki mojemu przyjacielowi i menadżerowi @troyann (takie 2w1 bywa wygodne!), cały czas byłam w trybie stand-by czekając na umowę, ustalenia, akcept, dalsze negocjacje. Piątkowy wieczór, daleka podróż - wieczny podryg na dźwięk powiadomienia, bo może to akurat to, na które czekam... Zawsze na jakieś czekałam!😏
Maciek przekonał mnie w Gruzji, bym się ich pozbyła. Na bieżąco migają mi tylko podczas korzystania z instagrama, co jest wygodne, szczególnie gdy odpowiadam na pytania do wyzwania. Ale uwolniłam się od maila! Lubię kontakt z Wami, ale z umiarem!
Prawie w ogóle nie odpowiadam już na messengerze, jeśli mam do kogoś coś pilnego - dzwonię lub piszę SMS. Wiem, że jeśli ktoś będzie miał coś pilnego do mnie - też wybierze taką formę!
I jasne, pierwszą rzeczą, którą kupię w Bangkoku będzie karta SIM i internet (ostatnio też tak było🙈), ale zrobię to by ogarnąć transport i nocleg, a nie by sprawdzić czy przez moją nieobecność w sieci świat czasem nie spłonął ;) Jeśli nie jesteś gotowa na krok o którym mówię, pomyśl o tych wszystkich razach, gdy czekałaś na kuriera z paczką i specjalnie nie wychodziłaś z domu, a on cię olał i zostawił paczkę w punkcie, albo napisał, że przyjedzie jutro🙄
Dziewczyno! Życie Ci przelatuje przez palce na tym czekaniu!
Napisałam to pod wpływem wiadomości z uczestniczką wyzwania, której smartfon przyrósł do ręki bo wiecznie czeka! ;) zdjęcie zrobiłam 3 lata temu po Azji, kojarzy mi się z wolnością!
#szczerze_pisząc #motywacja #wyzwanie #aniamaluje #powiadomienia #stres

Dziewczyno, jeśli czekasz jak na...

Nie wiem jak szybki musiałby być aparat, aby uchwycić ten uśmiech na mojej twarzy😅 niestety mam domyślny bitch face, co nie znaczy, że odpowiada on temu co dzieje się u mnie w środku ;). Faktem jest jednak, że ludzie zawsze zauważają „ty się uśmiechasz” gdy się uśmiecham, bo jak ten uśmiech długo jest na mojej twarzy, to znaczy, że jest mi dobrze i błogo.
Ale dzisiaj to się śmieję cały dzień🤣 Nie dość, że wszystko mi fajnie wyszło, to jeszcze rozbawiły mnie do łez wasze wiadomości o tym, co dziwnego zrobiłyście podczas PMS🤪. Chodźcie na stories, jest fajnie! (Serio ten uśmiech jest rzadki, nie umiem się tak uśmiechnąć sztucznie, musi być totalnie autentyczny!)
#aniamaluje #szczerze_pisząc #zamioculcas #plantlady #crazyplantlady #pms #blogerka #uśmiech #radocha #frajda

Nie wiem jak szybki musiałby...

Ależ ja miałam od kilku dni podły humor! Niczym kiepski detektyw chwytałam się banalnych tropów, jak osłabienie i rozdrażnienie po chorobie, ciśnienie, pełnia księżyca, zły stan powietrza... Ten stan narastał od kilku dni, a ja miałam takie „wtf, o co ci chodzi dziewczyno?” Wszystko w życiu idzie jak trzeba, niektóre rzeczy nawet lepiej, skąd ten nastrój?
Zrzuciłam wszystko co mi leżało na wątrobie i co mnie gniotło w różnych sytuacjach, ale nie pomogło.
W życiu bym nie wpadła na to, że z opóźnieniem trzepnęła mnie książka i czytanie o szalenie skomplikowanej sytuacji w Myanmarze (Birmie).
Tak już czasami mam, że reaguję z opóźnieniem. 
Czasami zadziwia mnie z jaką lekkością jednego dnia przeżywam frustrację, bo w żaden sposób nie mogę spuścić napięcia, a drugiego mam wyborny humor, uśmiecham się szeroko i zaśmiewam z prymitywnych memów.
Tylko czemu zawsze to uwolnienie przychodzi wtedy, gdy pozwolę sobie na te brzydkie emocje i przestanę z nimi walczyć?
Pewnie z tego samego powodu, dla którego ludziom wychodzi podryw gdy odpuszczą, a nie desperacko próbują bardziej.
Ale mi teraz dobrze po pozbyciu się tego dziwnego ładunku! Uczucie jak zdjęcie niewygodnych butów po całym dniu! Albo jak dobiegnięcie do domu i zrobienie siusiu po godzinie wstrzymywania resztką woli🙃

Super ważna lekcja dla mnie: bardziej poddawać się falom, nie walczyć z nimi, bo się utopię!

#tajlandia #thailand #podróże #podróżemałeiduże #aniamaluje #szczerze_pisząc

Ależ ja miałam od kilku...

Którą Anią dzisiaj jesteś? 1 czy 2? I tak się zawsze kończy z nogami na ścianie🤣, ale taka mała refleksja, którą chcę się podzielić - jestem z siebie dumna! Kiedy bardziej chorowałam, wymyśliłam sobie, że muszę mieć w życiu coś, co da mi niezależność i pozwoli zarabiać nawet wtedy, gdy ja nie będę w stanie pracować. Aż do wczoraj nawalało mnie gardło, więc napakowałam czas spotkaniami towarzyskimi i nawet wciągnęłam serial, bo z pracką mimo chęci to jakoś nie szło. I super czuję się z tym, że:
- MOGŁAM.
Nie żyję bez poduszki finansowej, mogę powiedzieć sobie - Ania, teraz nie pracujesz, zluzuj
- nic nie robiąc* i tak zarabiałam. Moja wydana w 2013 książka, której w ogóle nie promuję bo mi się już nie podoba(!) jak co roku złapała się w styczniowe flow i dała mi hajs. 
I to jest super rzecz, za którą jestem bardzo wdzięczna, bo i tak pozwalam sobie na miesiąc w Azji (podczas którego nikt nie zwolni mnie z płacenia za mieszkanie itp), a tutaj niemiłe niespodzianki nie niszczą mojego komfortu.
Ogromnie mnie to cieszy, bo wiem, że wiele osób „nie może sobie pozwolić na L4” z grypą, bo niższa pensja oznacza kłopoty finansowe a normalnie jest na styk😪O ile w ogóle są ubezpieczonymi szczęśliwcami na etacie!
Cieszę się, że udało mi się od tego uchronić! *przesadziłam z tym „nic nie robiąc” bo believe me or not - pytania do wyzwania i wyzwanie sprawiają, że siedzę na IG 5h dziennie😰 ale robię to za darmo i od siebie, nigdy nie prosiłam o patronite itp, więc still - nie robię w styczniu nic zarobkowo.

Cholernie mnie to cieszy, że mam komfort życia bez strachu i chociaż nie zarabiam bardzo dużo, to mogę sobie pozwolić na luksus chorowania.
I przeraża mnie, że w 2020 chorowanie stało się luksusem. 
Strasznie! 
#aniamaluje #szczerze_pisząc #książka #czytam 
#parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #theparisguru #frenchvibes #parismood #modeaparis  #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily

Którą Anią dzisiaj jesteś? 1...

Czy nie możemy próbować być TROSZKĘ lepsi bez tej całej napinki?
Bez zawstydzania nastolatek na utrzymaniu rodziców, że nie mają każdej jednej rzeczy eko i zero waste i w ogóle instagramowa policja approved?
Bez wytykania komuś lotu na chrzciny kuzynki, bo ślad węglowy i straszne zło?
Komuś, kto zaczął przygodę z byciem wege, że robi za mało?
 Nie podoba mi się napinka wyzwalająca poczucie, że jeśli stać cię tylko na malutki kroczek, to jesteś ZŁY I NIEDOBRY. Nie jesteś!
Wrzucając  jakieś linki do swoich starych tekstów (powiedzmy do 2016) często zaznaczam: dzisiaj napisałabym to inaczej. Dlaczego? Bo jestem bardziej empatyczna i rozumiejąca, złagodniałam. Nie lubię rewolucji, wolę łagodną ewolucję i dojrzewanie do zmian. Dlatego chociaż sercem jestem np. za bardziej eko, tańszymi i zdrowszymi (może za rok ukażą się badania, że jednak nie!) kubeczkami menstruacyjnymi, to nie wyobrażam sobie zawstydzania kobiet, dla których ten krok to za dużo. Bo mogę edukować i wyjaśniać, ale jestem za wyborem. I rozumiem gdy jest inny niż mój!
Tak samo jak rozumiem, że ktoś kupi bikini za 50 zł, na aliexpress zamiast takiego samego za 150 w sieciówce, bo ma ogólnie po opłaceniu wszystkiego 400 zł w budżecie i o takim szytym w Polsce w duchu eko to może pomarzyć. 
Chciałabym abyśmy bardziej próbowali się rozumieć, a mniej oceniać i osądzać. Pokaz innym jak żyjesz, zainspiruj do czegoś fajnego, ale nie wywołuj poczucia, że jest gorszym człowiekiem. Po co?
Nie zawsze da się wybrać idealnie, warto pomyśleć, że inni dokonują najlepszych wyborów jakich potrafią.
#noshame #aniamaluje #szczerze_pisząc #piesek #dogsofinstagram #wakacje #lato #toniemojpies #niestety

Czy nie możemy próbować być...

Jakiś czas temu wróciłam do robienia sobie autoportretów. Kiedyś dawało mi to frajdę, potem uznałam za dziecinne i głupie. Dzisiaj uważam, że dziecinne to jest nazywanie rzeczy przynoszących frajdę dziecinnymi🙃

Gdyby nie samowyzwalacz i kilka serii, to pośród kilku całkiem niezamierzonych sexy póz, nie znalazłabym tej! Perełka🤣
Mama całe dzieciństwo mi mówiła: usiądź jak człowiek! 
Dzisiaj to samo mówi mi fizjoterapeuta. A moje nogi plączą się na przedziwne sposoby i na krześle i na tym legowisku, które zrobiłam sobie do czytania😅
Co jest ironiczne, bo mam szeroki parapet o którym zawsze marzyłam, że czytanie z kubkiem gorącej czekolady w oknie... kupiłam nawet piankę tapicerską na ten parapet by było miękko w tyłek i co? W ogóle na nim nie siadam! 
Fun fact: kiedyś potrafiłam założyć sobie nogi za głowę, ale raz nie mogłam się z tego potem rozplątać😅
Czy są tu jakieś osoby dzielące mój problem z nogami? Odezwijcie się, może moja mama zrozumie, że to nie jest moja złośliwość, że przy obiedzie zdarzyło mi się siedzieć po turecku🤦🏻‍♀️ #aniamaluje  #szczerze_pisząc #czytanie #książka #nogi #autoportret #interiordesign #zamioculcas #plants

Jakiś czas temu wróciłam do...

No i jak, miała być realizacja postanowień „od nowego roku” a jakoś kacyk i zmęczenie nie sprzyjają treningowi a ze zdrowym odżywianiem też ciężko?
Startuję z czymś banalnym, bo cóż może być bardziej oklepanego niż wyzwanie styczniowe?🤪Ale na zachętę powiem, że miało wystartować rok temu, ale uznałam, że jest niedopracowane. Dałam je dziesięciu osobom, które przesłały mi swoje uwagi, podzieliły się trudnościami i je ulepszyłam.
UWAGA! To nie jest jedno z tych pięknych wyzwań, gdzie zapisujesz swoje wyniki w ślicznym notesie brokatowymi cienkopisami. Tu trzeba trochę pozasuwać w realu, nie w marzeniach!
Nie chciałam, by było jak te wszystkie rzeczy z pinteresta albo filmiki z pięciominutowymi DIY, które oglądasz, mówisz pod nosem, że fajne (a może nawet zapisujesz w zakładkach!) ale nigdy nie realizujesz🤫
Ono jest po prostu skuteczne.
30 zadań, na które jest 45 dni.
Lżejsze i trudniejsze.
Codziennie na stories! 
Aha, oczywiście wystartowałam z wyzwaniem, ale nie wymyśliłam nazwy, więc przygarnę propozycje 
#wyzwanie #nowyrok #motywacja #aniamaluje #szczerze_pisząc #nogi #nylons #rajstopy #kropki #kropeczki #polkadot #zamioculcas

No i jak, miała być...

Nadchodzi fala podsumowań  od tych, którym wszystko się udało (i fajnie!👏🏻) a przyznam, że nie zrealizowałam żadnego kluczowego celu na 2019🤪
I nie jestem zła! Ani trochę!😲
Miałam jakieś założenia odnośnie tego, co bym chciała osiągnąć.
A potem poczułam, że sama kasa jest dla mnie za małą motywacja i mogę to zrobić, ale nie czuję z tego radochy. 
W 2019 dałam sobie plaska w twarz i zastanowiłam się , czego NAPRAWDĘ CHCĘ. Nie zawsze to były fajne myśli! ✅przestałam uciszać ten głos, który mówił czego pragnę, a który uciszałam, bo nie pasował mi do moich wyobrażeń o mnie samej.
Ale kiedy ich posłuchałam, to o jeju! Zaczęło mi być fajniej w życiu. ✅ Np. niedziele tylko dla mnie (dzisiaj to święto ruchome). Nie zdawałam sobie sprawy jak ja bardzo potrzebuję przestrzeni TYLKO dla siebie! ✅ Jestem asertywna bez poczucia winy i strachu przed tym, że ktoś uzna mnie za niemiłą (nie muszę być miła!)✅ Piszę bloga znowu dla przyjemności, bo choć Wasze propozycje tematów są super, to ja muszę czuć moment i dać myślom dojrzeć, nie jestem wyrobnikiem tworzącym na zawołanie. Nie chcę być!
✅ Przestałam patrzeć  na liczby i zastanowiłam się, czy w ogóle chcę być instagramerką i blogerką. Nie chcę. Chcę być Anią, która ma bloga i instagrama.

To był naprawdę dobry rok, chociaż nie postawię spektakularnych ptaszków na kartce z celami! Jak ja mogłam w ogóle mieć cele, nie wiedząc czego chcę?🙈
To był mój taki gap year, w którym przypadkiem zarobiłam najwiecej w życiu (i większość przehulałam!) ale niczego nie żałuję!

#aniamaluje #szczerze_pisząc #barcelona #parkguell #sukienka #podróże #podróżemałeiduże #catalunya #cele #podsumowanieroku #podsumowanie2019 #motywacja

Nadchodzi fala podsumowań od tych,...

Święta święta i po świętach😅 zawsze chciałam wcisnąć gdzieś to  zdanie🤭
Gdy powiedziałam, że spędzam sylwestra w wannie, zetknęłam się z dwoma typami reakcji:
👉🏻 zapraszam do mnie/do nas, co będziesz sama siedzieć!
👉🏻 też bym tak chciała, ale jakoś nie umiem odmówić i się wykręcić 
Ja akurat z odmawianiem czegoś, czego nie chcę, NIGDY nie miałam problemu. Dziadek mnie nauczył, że mam nie uszczęśliwiać nikogo swoim kosztem i jestem mu za to wdzięczna. 
Inna sprawa, że odmawiałam w tak fatalnym stylu, że o jeju. Dzisiaj nie szukam wymówek, nie mam problemu by zamiast wymyślać pogrzeb ciotki albo zapalenie gardła powiedzieć „dzisiaj mam potrzebę poczytać książkę, ale dzięki za zaproszenie”.
I tyle.
Więc tak zupełnie szczerze, to ja naprawdę nie kumam tych wszystkich tekstów o kulturowej presji by coś robić, bo ja nigdy nie pozwoliłam jej wejść na głowę🙈 Nie  piszcie proszę, że wymaga to ode mnie jakiejś odwagi, bo co to za odwaga, gdy się nie boisz?🤪
Jestem jak ten egipski kapłan, który wiedział czym jest zaćmienie słońca, więc nie padał przestraszony na kolana. Zbyt wiele złych rzeczy na świecie dzieje się z powodu argumentu „bo tradycja”, bym uważała go za argument sensowny (niech obrzezanie dziewczynek tępymi żyletkami będzie przykładem).
Ciekawe jest też to, że wiele osób uważa, że ja będę w Sylwestra smutna i samotna😂 jeju, miałam w życiu kilka fajnych imprez, w tym zabawę na tajskiej plaży, po której wsiadłam w samolot i obudziłam się w Katarze. Ale nic nie przebije sylwestra z zeszłego roku, gdy leżałam w wannie z tak gorącą wodą, że aż parzyło, a po 5 minutach dolałam sobie jeszcze gorętszej. Cały dzień traktowałam się jak księżniczkę i rozkoszowałam się czasem ze sobą. Ale nie tak, że przeglądałam memy i chodziłam w rozciągniętym dresie, tylko jadłam pyszne rzeczy, paliłam pachnące świeczki, nałożyłam maseczkę na twarz i na włosy, delektowałam się książką.
Każdy ma swoją definicję radochy!
#grudzień #december #sukienka #sylwester #2020 #aniamaluje #szczerze_pisząc #presja #motywacja #radość #starezdjecie

Święta święta i po świętach😅...

Tak szczerze, to nigdy nie praktykowałam w sercu tej religijnej części świąt, bo najpierw byłam za mała, a potem mój dziecięcy umysł nie mógł uwierzyć w Boga, który pozwala mojemu dziadkowi umierać właśnie na raka.
Jeny, ja to umiem zrujnować atmosferę! 🤭
Więc tak wyszło, że ja się po prostu nigdy nie wkręciłam w religię i to się nie zmieniło. Trochę dziwią mnie te pytania o to, czy obchodzę święta. Robię tak jak zawsze! Lepię pierogi, robię sałatkę jarzynową, one nie mają wyznania😉 nie widzę powodu aby sprawić tego dnia przykrość babci i się z tego całkiem wymiksować. Podobnie jak wierzący ludzie chodzą przecież do lekarza, zamiast się jedynie modlić😊.
Jeśli dla kogoś święta to czas podziałów i rzuconego z pogardą „niewierzący nie powinni mieć wolnego”, to chyba źle zrozumiał coś z nauk Jezusa🤪
W każdym razie, ja mam wolne kiedy sobie wymyślę, bo taki sobie wykombinowałam styl pracy🤣

Dobra, wracając do milszych aspektów! Cieszycie się z małych rzeczy? Ostatnio widziałam filmik jak dziecko cieszyło się z zapakowanego w świąteczny papier banana🍌😅 jeju ja też taka byłam! Mój kochany dziadek dawał mi badziewne figurki albo paczkę żelków, a ja miałam radochę cały dzień. Dawał mi je z taką radością i całą celebracją, tym „zgaduj zgadula, w której ręce złota kula” albo „ence pence w której ręce”, że po prostu mordka sama się śmiała. 
Napisz mi tu proszę jaki prezent sprawił Ci największą radość w dzieciństwie.
Lubię czytać takie rzeczy!♥️
#święta #prezenty #radość #choinka #xmass #dzieciństwo #dziecko #aniamaluje #dziewczynka #dzieci

Tak szczerze, to nigdy nie...

A czy twoje dziecko jest NORMALNE?

Napisała do mnie wczoraj czytelniczka. Mail dotyczył innej sprawy, ale na końcu  podzieliła się swoją historią. Ma Łojotokowe Zapalenie skóry (objawia się na owłosionej skórze głowy).  Przeczuwała to od okresu dorastania, ale za każdym razem jak chciała iść z tym do dermatologa, rodzice mówili:

– taki wiek.

Gdy “taki wiek” się przeciągał, pojawiło się drugie wytłumaczenie – źle spłukujesz szampon. Koniec dyskusji.

Ostatecznie czytelniczka do dermatologa poszła dopiero, jak wyjechała z domu na studia. Oczywiście to nie był źle spłukany szampon. To było ŁZS.


Czytelniczka była duża, sprawa nie miała wielkiego kalibru, ale u wielu matek występuje pewien rodzaj przewrażliwienia połączonego z wyparciem. Otoczenie w irytujący sposób się wcina, bo wystarczy przyjść z malcem na plac zabaw, a zaraz pojawią się nie mające lepszych zajęć panie dobra rada. A co to maleństwo tak grubo ubrane? A nie za tłuściutki jak na swój wiek?  Córa stryjenki brata szwagra ciotki Władzi szybciej chodziła… przy okazji polecam tekst o zjawisku :ja sie tylko martwię”

Nie dziwię się matkom, że mają coś w rodzaju alergii na dobre rady. Ale martwi mnie to, że nie słuchają specjalistów.

Nauczyciele robią czasami tzw. diagnozę. Jeśli uważają, że dziecko ma jakiś głębszy problem, np. ze wzrokiem czy czytaniem, zalecają zabranie dziecka do poradni na specjalne badania. Większość matek reaguje:

a) oburzeniem

b) wyparciem

c) połączeniem tych obu

Tak więc był sobie Kamil, co mało mówił i jakiś taki osowiały był. Bawił się tylko na uboczu. Nie wiem co robił lekarz rodzinny na wizytach, że tego nie zauważył, ale zauważyła nauczycielka przedszkola. Była pod jej skrzydłami grupka maluchów w wieku 3-4 lat. Zachowanie Kamila bardzo ją niepokoiło, bo o ile w okresie adaptacyjnym to normalne, o tyle sytuacja niepokojąco się przedłużała. Na sugestię udania się z małym do specjalisty, matka się ciężko obraziła. Kazała się nauczycielce zamknąć, pilnować własnego nosa i się nie wcinać.
Do przedszkola Kamil poszedł już innego. Pracuje w nim koleżanka tej pierwszej nauczycielki. I od tej koleżanki moja znajoma dowiedziała się, że mają w grupie takiego Kamila, co ma Zespół Aspergera i otwierają oddział integracyjny. Tak, tego Kamila.

Super, że w końcu dziecko zdiagnozowano. Ale przy całościowych zaburzeniach rozwoju czas jest bardzo ważny. Temu dziecku można było pomóc wcześniej. Im szybciej zaczyna się pracę, tym większa szansa na normalne funkcjonowanie w przyszłości.

______________

Jakieś dwa lata temu. Do poradni przyszła zadbana pani z synkiem. Przedstawiła papierek, że przedszkole wysyła dziecko na badanie.

 – Bo ich zdaniem, Tymon nie osiągnął gotowości szkolnej. Przecież on jest NORMALNY!

Zapamiętałam to doskonale, bo pierwszy raz wtedy interpretowałam wyniki testu z baterii testów 5/6.
Otóż Tymek rzecz jasna był normalny, jak każde inne dziecko. Ale miał ogromne problemy z pamięcią krótkotrwałą, co rzutowało na umiejętności językowe. Na pierwszą klasę zwyczajnie było jeszcze dla Tymka za wcześnie.
Matka nie mogła tego zrozumieć, o czymś takim jak terapia słyszeć nie chciała.

_____________
Oliwia. Żywiołowe, bystre fajne dziecko. Ale panią w zerówce zaniepokoiło to, że Oliwia słabo widzi z odległości. A była to dziewczynka, która błyskawicznie nauczyła się czytać i problemów żadnych nie miała. Nauczycielka zaproponowała mamie Oliwii wizytę u okulisty, żeby sprawdzić co i jak. Kobieta wpadła we wściekłość:

Ona  małe literki czyta, jaka wada wzroku? Zajmij się babo swoim życiem!

Trzasnęła drzwiami, fuknęła i poszła. Po chwili wróciła po córkę, bo z wściekłości zostawiła ją w szatni.
To akurat moje miasto a sytuacji sama byłam świadkiem. Oliwia nie a na imię Oliwia (podobnie jak Kamil i Tymek nie są Kamilem i Tymkiem), ale nosi okulary i wadę ma sporą. Szkoda, że ktoś zajął się nią tak późno…

Gdy miałam cztery lata, dostawałam zastrzyki z gentamycyny. Moich rodziców zaniepokoił fakt, że z dziecka które pięknie mówiło, zamieniłam się w dziecko, które zaczęło mówić końcówki wyrazów.

Np. Szczółka aja (pszczółka maja). Coś było nie tak. Dodali dwa do dwóch i zabrali mnie do lekarza. Zbagatelizował problem. Ale nie zrobiła tego pielęgniarka, która była w gabinecie podrzucić szarą kopertę z danymi pacjenta. Poleciła szybko jechać na badania słuchu.
Pojechałam z rodzicami do szpitala – zamknięta w śmiesznej kabinie popłakałam się, bo niemiła pielęgniarka na mnie krzyczała, że nie rozróżniam dźwięki pukania od dźwięku kroków.

Gentamycyna uszkodziła mi słuch oraz błędnik. Ponoć odwracalnie. Niestety nie do końca, bo mam problemy z równowagą i gorzej słyszę na prawe ucho.

Gdyby moi rodzice machnęli to na ręką, bo “oni mają NORMALNE dziecko”, dzisiaj mogłoby być dużo gorzej. Ale nie jest.

Oliwia, Tymek, Kamil – takich dzieci jest MASA. 

Drogi rodzicu, siostro, bracie, przyjacielu rodziny – kiedy do twojego życia wtrącają się znudzone sąsiadki – olej. Ale kiedy specjalista, lekarz, nauczyciel, pedagog kieruje Twoje dziecko do psychologa, lekarza, ortopedy – nie wypieraj tego. Co Ci szkodzi sprawdzić? 

Nie bój się, że twoje dziecko nie okaże się normalne. Każde dziecko jest inne, dysfunkcja to nie porażka rodzica – takie rzeczy się zdarzają, a wypierając to, nie zagniesz rzeczywistości. Pogłębisz problem nie udzielając pomocy…

Jeśli znasz rodzica, który wypiera istnienie jakiegoś problemu – podeślij mu proszę ten tekst…

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂

Follow on Bloglovin
Uściski, Ania

67
Dodaj komentarz

avatar
36 Comment threads
31 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
0 Comment authors
Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Mila
Gość

Całkowicie się zgadzam. Moja ciocia przez lata uważała, że jej syn był normalny. Był normalny, ale niestety miał duże problemy z mową ( w wieku 6 lat mówił "po swojemu", nikt nie rozumiał co on mówi), nie umiał bawić się z innymi dziećmi w ogóle… A na każdą sugestię ze strony jej sióstr czy nauczycieli reagowała "nic mu nie jest"… W końcu jednak szkoła wysłała go na terapię i okazało się, że coś było.

Carrie
Gość

Bardzo zainteresował mnie ten temat, jednak to fakt, bardzo brakuje tego, co napisałaś Aniu edukacji w tym temacie.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Moi rodzice też reagowali na moje problemy wyparciem, tyle że kiedy miałam 15-18 lat. Miałam depresję, rodzice zauważali że coś się ze mną dzieje, odsuwam się od przyjaciół, okaleczam się. Martwili się o mnie, mieli pretensje że się tak zachowuję. Jednocześnie nic nie robili żeby na mnie wpłynąć, bali się że ich dziecko będzie nienormalne. I żałuję jedynie tego, że nie sprzedali mi kopniaka w dupę i nie zmusili do tego, żebym zaczęła coś ze sobą robić.
Pozdrawiam, Pola

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Moi rodzice też udawali, że nic się nie dzieje. Nigdy nie widzieli, że wracam pijana albo śmierdząca papierosami. Kiedy wylądowałam na pogotowiu z pociętą ręką, dostałam skierowanie do psychiatry i było "taki wiek, każdy ma czasem doła". Dopiero na studiach zapisałam się na terapię i ogarnęłam swoje życie. Uczę się nazywać emocje i ufać ludziom. Przeraża mnie, że takich osób, w których domach był obecny alkoholizm jest od groma, a terapię podejmują nieliczni. 🙁

ania notuje
Gość

Cieszę się, że poruszasz takie sprawy na blogu. Nie tak dawno sugestia, żeby iść do psychologa kończyła się oburzeniem znajomych (np. od nauczyciela). Teraz wiele młodszych znajomych wybiera się wraz z rodzicami na takie wizyty, bo wiedzą, że tego potrzebują. nie wstydzą się o tym mówić. Zmienia się podejście ludzi, ale nadal tylko w pewnym odsetku.

Paula
Gość

Dobry i prawdziwy tekst. Powinien pojawić na pierwszych stronach poradników dla mam, portalach internetowych itp. tam gdzie te mamy przesiadują, a nie widzą co dzieje się z ich dziećmi.

Paula
Gość

Myślę, że dużo mam siedzi na wizaż.pl tak też są fora takie z poradami i mamusie dyskutują na różne tematy 🙂 Też za bardzo nie znam takich stron bo mamą nie jestem 😀

Polowanie na zdrowie
Gość

Najbardziej widoczne jest to chyba w przypadku chorób psychicznych.

Co do łojotokowego zapalenia skóry, to prawdopodobnie pomoże sylimaryna w dawce 140-300 mg na dobę, palma sabałowa ekstrakt 320 mg/dobra, 2-3 napary dziennie z wierzbownicy dorbnokwiatowej, olej z pestek dyni i same pestki dyni…

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Tekst mądry, zgadzam się w 100 %. A ja podam odwrotny przykład, opowiedziany mi przez panią z elementów diagnozy psychiczno- pedagogicznej. W przedszkolu do matki chłopca, który troszeczkę izolował się od grupy (nazwijmy go Jaś) podeszła przedszkolanka i powiedziała "Jaś chyba ma autyzm".
(Autyzm!) Okazało się, że mama Jasia (na szczęście) jest psychologiem i dobrze wiedziała, że syn nie tylko autyzmu nie ma, ale że taka "diagnoza" na podstawie tego, że zamiast zabawy z kolegami woli oglądać obrazki jest śmieszna.

Kocie oko
Gość

Mój ojciec, dawno, dawno temu po studiach pedagogicznych miał praktyki w szkole podstawowej w bardzo małej miejscowości i opowiadał mi o kilku podobnych zdarzeniach. Problem w tym, że to było 20 lat temu i wielka szkoda, że takie sytuacje nadal mają miejsce.

Wreddu
Gość

Moi rodzice na całe szczęście reagowali na szkolną higienistkę i przedszkolanki. Dzięki temu noszę okulary tylko do pracy z komputerem i czytania, a nie jestem ślepa jak kret. Tak samo jak mam "jako taki" prosty kręgosłup, a nie pod katem 45°. Również moja alergia rozwinęła się w astmę tylko i wyłącznie z mojej winy, a nie machanie ręką moich rodziców, więc chyba po twoim poście powinnam im teraz serdecznie podziękować, bo robili wszystko, żebym (tak samo jak 3 mojego rodzeństwa) była w miarę zdrowa i normalna. Sądzę, że to równie ważne jak pomoc w odrabianiu lekcji czy poszukanie korepetytora. W… Czytaj więcej »

Karolina Franieczek
Gość

Dobrze, że o tym piszesz, bo to jest problem, duży problem. Może któryś z takich uprzedzonych rodziców przeczyta i weźmie to sobie do serca.

Karolina
Gość

Szczerze mówiąc dziwi mnie taka reakcja na zwrócenie uwagi na to, że dziecko ma wade wzroku. Pamiętam, że moi rodzice i rodzice moich koleżanek reagowali normalnie na taką wiadomość. Dziecko ma wade wzroku, okej, potrzebne okulary i tyle, przecież to normalne. Ale najgorsza jest bierność niektórych rodziców kiedy widzą, że ich dziecko nie jest "normalne", ale nic z tym nie zrobią, bo przecież taki wstyd, żeby dziecko chodziło do psychologa, bo przecież jak chodzi na terapie to jest jakieś inne, gorsze. Przeraża mnie to, że ludzie niszczą życie sobie i dzieciom ze strachu przed tym co pomyślą inni. Tak było… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

U mnie w podobny sposób był traktowany mój trądzik, który zaatakował mnie, gdy miałam 11-12 lat…Tzn. mama kupiła mi jakieś tam drogeryjne myjadło do skóry trądzikowej, ale no, chyba nie muszę mówić, że to nic nie dało 🙁 Potem lekarka pierwszego kontaktu stwierdziły razem z mamą, że to przez grzywkę, którą miałam ściętą na równo, no, to zapuściłam. Trądzik nadal tam był… potem z czoła zniknął (miałam w międzyczasie powrót do grzywki na dłużej, ale już nigdy na czoło pryszcze nie wróciły, więc argument – inwalida) – zadomowił się na policzkach. Co robiła moja mama? Ano, brała moją facjatę między… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

A zaglądasz na http://www.tlustezycie.pl tam jest mnóstwo informacji o przyczynach trądziku i jak sobie z nim poradzić:-)

olala
Gość

W parentingach rozgorzała afera dotycząca akcji : Dwa słowa na dwa lata to o 270 za mało.Kobiety informujące: Ej hej są darmowe badania, logopedzi chcą za darmo przebadać wasze dzieci, zapoznajcie się z akcją -były linczowane 🙁 Smutne,bo robiły to za darmo, logopedzi również, a poszedł hejt, bo …bo co zarzuca się coś ich idealnemu dziecku? Krytykuje ich uważność jako rodzica? Narzuca się pójście do specjalisty? Ojej specjalista jak to brzmi? Co ludzie powiedzą? Okropność. Mam wrażenie, że niektórzy rodzice wraz z przyjściem dzieci na świat stali się bardzo krótkowzroczni i wszechwiedzący….:/ Poza tym kurcze! Ja tam lubię dostawać rady… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Zgadzam się z Twoim punktem widzenia. Jak zawsze dobrze to ubrałaś w słowa.

Ale dzisiaj ja trochę w innej sprawie – nie wiem dlaczego, ale od pewnego czasu (2-3 tygodnie?) te rubryki po prawej stronie cały czas drżą. Przez to ciężko się czyta post, bo one odwracają uwagę. Drżą wszystkie od rubryki "archieve". Nie wiem czy tylko ja tak mam. Drży w przeglądarce Google Chrome, a w Mozilli jest ok.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Zmniejsz lub zwiększ o 10% przeglądarkę 🙂

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Znam to. W mojej rodzinie jest przypadek, gdzie dałoby się zmniejszyć konsekwencje choroby. No i niestety osoba ta aktualnie cierpi. Są jednak sytuacje odwrotne. W przedszkolu nauczycielki wciskały kit, że jestem opóźniona w rozwoju. Zatrzymały mnie w młodszej grupie, przez co rozstałam się z przyjaciółmi. Zrobiły mi także krzywdę, bo przebywając wśród młodszych odzwyczaiłam się od kontaktów z rówieśnikami, znacznie łatwiej było dogadywać z małolatami. Uważały, że powinnam iść do specjalnej szkoły, bo będę miała problemy w nauce. Moi rodzice jednak po długim myśleniu zaryzykowali i wysłali mnie do normalnej szkoły do klasy z moim rocznikiem. O ironio zamiast mieć… Czytaj więcej »

Zakrecony Kot
Gość

nie znam tego problemu, w moim domu jak coś z kimś było nie tak to coś się z tym robiło. dzięki temu m.in. dzisiaj nie seplenię 🙂 i strasznie mnie drażni jak dorośli nie mówią r czy to takie trudne pójść z dzieckiem do logopedy i poświęcić z nim codziennie 3minuty na proste ćwiczenia? ;/

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Ja mam 31 lat i nie mówię "r" 🙂 Z jednej strony, czytajac tekst Ani, pomyslalam o swoim przypadku, z drugiej – myslalam juz o tym wczesniej i pytalam wtedy mamę, dlaczego nie poszla ze mna do logopedy. Poszla za to z moim 10 lat mlodszym bratem, na ktorego wade wymowy zwrocili uwage w szkole i dali skierowanie i nauczyl sie w krotkim czasie, natomiast ze mna nie byla bo wtedy ani nikt nie zwracal uwagi ani nie wysylal do poradni, a moja mama uwazala ze to zadna wada wymowy bo u mnie w rodzinie wiele osob ''tak ma''. Tzn… Czytaj więcej »

Żelikowska
Gość

Też nie mówiłam "r". I większość mojej rodziny również – mama, babcia, wujek itd. Ale w drugiej klasie podstawówki mama zaprowadziła mnie do logopedy (którą była jedna z nauczycielek w szkole i jej "poradnia" znajdowała się w gabinecie pedagoga, więc chyba było dzięki temu łatwiej) i w ciągu jednego roku problem zniknął.
Ale mam kolegę, któremu i logopeda żaden nie pomógł (a był u wielu) i wadę wymowy jak miał tak ma. Tak też się zdarza.

Khaleesi
Gość
Khaleesi

W ostatniej klasie gimnazjum poszłam porozmawiać z psychologiem szkolnym o zaburzeniach odżywiania. Nauczyciele zwracali mi uwagę, że bardzo schudłam i sama zdawałam sobie sprawę ze swoich problemów – wiadomo prowokowanie wymiotów, niejedzenie, wilcze głody i napady paniki. Moja mama również to widziała. Kiedy pani psycholog rozmawiała z nią o moich problemach, bagatelizowała to. W domu na mnie nakrzyczała, że wymyślam sobie problemy, mam zamknąć ryj i jeść normalnie, a nie sobie anoreksje wymyślam. Od tamtej pory jestem na jakby huśtawce raz jem, raz nie jem. Najbardziej nie mogę się doczekać momentu, w którym będę pełnoletnia i będę się mogła zapisać… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Czasem Aneta na alpacasquare.blogspot.com pisze o zaburzeniach w jedzeniu i podaje blogi do osób które też z tym walczą, i jak sobie z tym poradziły.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Oooo ile ja się nasłuchałem takich rzeczy od swojej matki. Nie poddawaj się. Spróbuj gdzieś dorabiać, znajdź miejsce gdzie możesz spędzać czas zamiast w domu, rób wszystko żeby się jak najszybciej usamodzielnic. Niestety nie każda kobieta może zbudować ciepły dom, tylko my córki musimy przez to cierpieć. Pamiętaj żeby nie popełniać jej błędów. Twoja anoreksja może wynikać z relacji z matka.

Eowina1818
Gość

U mnie nauczycielka w 3 klasie zdiagnozowała dysleksję. Mama zabrała mnie do poradni na badania i dzięki latom ćwiczeń i ciągłej walki o siebie samą skończyłam studia i mało kto dostrzega, że dalej mam tą dysfunkcję. Nie należy bać się diagnozy ale tego, że za późno coś zostanie wykryte.

Bardzo dziękuję Ci za ten wpis!

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Ja jestem córką takiej matki jak ta opisana w Twoim poście. Ja sama, a nie nikt inny mówiłam jej o swoich problemach ze wzrokiem, ale usłyszałam, że 'wymyślam'. Był krzyk żebym siadała dalej od telewizora i nie mrużyła oczu, a ja sobie na to nie mogłam pozwolić z prostej przyczyny- jestem krótkowidzem i już wtedy jeśli usiadłam dalej słabo widziałam. W szkole przesiadałam się do pierwszych ławek, ale i to już nie pomagała. W końcu po długich namowach matka zabrała mnie do okulisty. Oczywiście okazało się, że mam wadę i to nie małą… Nawet po tylu latach mam do niej… Czytaj więcej »

MillyM
Gość

przypadek z Aspergerem był identyczny w mojej miejscowości. o tyle sytuacja była inna, że szanowna mama była osobą powiedzmy znaną w gminie i z plecami, wobec czego załamanej nauczycielce, która nie dawała sobie już rady z chłopcem mówiła, że "ją zniszczy". cała batalia trwała ze dwa lata, na czym straciło i chore dziecko i reszta dzieci w klasie… nie wspominając o zdrowiu nauczycielki… zauważyłam zresztą, że z każdym kolejnym rocznikiem dzieci są coraz bardziej rozwydrzone, nie nauczone szacunku do niczego, a na jakiekolwiek sugestie nauczyciela, czy skarcenie dziecka "czarnym słoneczkiem" matki reagują pretensjami i ogólnie traktują nauczycieli jak śmieci. najlepiej… Czytaj więcej »

Polka w UK
Gość

U mnie bylo wrecz przeciwnie: bylam jedyna osoba, ktora widziala ze z naszym dzieckiem cos jest "nie tak". Szukalam pomocy u nauczycieli, lekarzy, psychologow, rodziny… Kazdy mowil, ze chlopcy pozniej sie rozwijaja, ze dwujezyczne dzieci tak maja, ze niesmialy, ze jeszcze "nadrobi"… Po dwoch latach walki z wiatrakami wywalczylam diagnoze: autyzm. Sama osobiscie znam matki , ktore nie chca przyjac do wiadomosci , ze ich dziecko ma problemy. Wbrew wszystkiemu upychaja swoje dzieci w normalnych szkolach i oczekuja dobrych wynikow w nauce krzywdzac najbardziej dziecko.

ona
Gość

bardzo potrzebny tekst, mój brat po testach w zerówce czy szkole podstawowej został skierowany do poradni, okazało się, że ma dysleksje, za to od zawsze był i jest uzdolniony plastycznie i technicznie, to pozwoliło mu ukończyć szkołę zawodową z wyróżnieniem. A to że czasami coś napisze z błędem, chociaż teraz już wszędzie w komputerach podkreślają się i w ten sposób korygują. Ja też w jakimś stopniu byłam krzywdzona przez rodziców, bo nikt oprócz mnie nie zauważał mojego problemu jakim był trądzik. Był bo sama z pomocą lekarzy dopiero na studiach go wyleczyłam. Tak jak piszesz Ania, każda matka chce żeby… Czytaj więcej »

Carrie
Gość

Znam ten problem bardzo dobrze.. Tak w II klasie szkoły podstawowej moja wychowawczyni zauważyła, że spoglądając na tablicę mrużę oczy, przepisuję z błędami i zaglądam do koleżanki, gdy czegoś nie mogłam odczytać. Szybko zareagowała i poinformowała moich rodziców-i słusznie, bo już wtedy moja wada wzroku była spora. Dziś często spotykam swoją dawną nauczycielkę i jestem jej za to wdzięczna. Przykłady, które podałaś Aniu, w komentarzach i mój dowodzą, że rodzice powinni schować ego, dumę w kieszeń i posłuchać pedagoga.

ANA BLOG ZONE
Gość

Jestem pod ogromnym wrażeniem twojego bloga, treści jakich tu zamieszczasz i sposobu w jaki nam ,,czytelnikom'' go przekazujesz. Naprawdę jestem zachwycona 🙂 Pozdrawiam

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Moja mama akurat jest tu odwrotnym przypadkiem – zdiagnozowali bratu dysleksję i dysgrafię. Mama zaczęła biegać po wszystkich specjalistach, poradniach by załatwić bratu papiery "to nie będzie się w szkole tak męczył". Niestety pani z poradni zaleciła bratu pisanie na tablecie, zamiast w zeszytach. Tylko pytanie: po co? Rozumiem, że to wygoda dla nauczycieli, ale dla brata to najgorsze rozwiązanie. Niestety mama zgodziła się na taki układ, wydała kilka stów na sprzęt, który brat odrzucił po pół roku. Sam stwierdził, że woli pisać w zeszycie, że gdy będzie ćwiczył, to po pewnym czasie będą efekty. Teraz pisze już lepiej, co… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

U mnie było podobnie z alergią, zwłaszcza tata mówił mi że coś wymyślam z nadmiaru czasu, były uczulenia ale mama mówiła że to nic takiego, aż po jakimś czasie zaczęłam odczuwać lekkie duszności..poszłam do lekarza i okazało się że to astma która zrobiła mi się z nieleczonej alergii :/

Barbara
Gość

Temat bardzo mi bliski, bo moja rodzicielka to polonistka i wychowawczyni z 25-letnim stażem. Niestety takie sytuacje to nie wspomnienie przeszłości, ale wizja przyszłości. Smutne to bardzo, bo naprawdę szkoda dzieci, które wówczas cierpią najbardziej 🙁 .

animale
Gość
animale

Jako natarczywa sąsiadka ,,dobra rada" wypatrzyłam u jednego chłopca zeza (okulista potwierdził, ale dziecko okularów nie nosi bo ,,nie lubi"), u trzech dziewczynek problemy z nóżkami (ortopedzi najczęściej problemy olewali i dopiero n-ty lekarz potwierdzał problem i zarządzał leczenie; jedna dziewczynka później przez 2 lata chodziła w usztywniaczu na nóżki i bioderka, drugiej wystarczyły specjalne buciki i ćwiczenia nóżek, trzeciej lekarz też potwierdził wadę, ale jej matka stwierdziła, że koszta leczenia są zbyt duże… wcześniej wystarczyłyby ćwiczenia, teraz na nie za późno), u ostatniej dziewczynki dość szybko zauważyłam że w ogóle się nie rusza i nie łapie kontaktu z otoczeniem.… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Znam przypadki w ktorych lekarze specjalisci zlekcewazyli problem. Naszczescie nie jestesmy skazani na jednego lekarza, ale jesli cos sie nam nie podoba to zawsze mozna zmienic.

PAPROCH
Gość

Aniu, siedzę również w branży, zdarza mi się diagnozować dzieciaki (ach, ta bateria 5/6! 🙂 ) Zgadzam się z Tobą w 100% – jeśli ktoś, kto zna się na rzeczy, sugeruje, że warto dziecko skonsultować u specjalisty, to na pewno warto, często dowiemy się przy tej okazji, że z dzieckiem wszystko OK lub że ma deficyty, z którymi można sobie poradzić. Ale apeluję też o rozsądek w drugą stronę – przychodzą czasem do poradni rodzice, którzy "upierają się", żeby dziecku coś "znaleźć", podczas, gdy to rzeczywiście "taki wiek" albo po prostu kompletna norma. Nie chcą wierzyć, że wszystko jest w… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Gdy byłam w 2 klasie podstawówki sama stwierdziłam że "nie jestem" normalna. Zdiagnozowałam u siebie krótkowzroczność a wychowawczyni? Stawiała mi jedynki za dobrze rozwiązane zadanie na matematyce, bo źle przepisałam cyferki z tablicy i na pewno zrobiłam to specjalnie żeby mieć lepszą ocenę. Z płaczem poleciałam do mamy i powiedziałam jej że widziałam inne cyfry, ale dobrze rozwiązałam zadanie…Rodzice zapisali mnie do okulisty i jak parę dni później nauczycielka zobaczyła u mnie okulary nic nie powiedziała i mimo wszystko nie pozwoliła poprawić sprawdzianu. W tekście jest odwrotna sytuacja, nauczyciele widzą problem, rodzice nie, ale chciałam zaznaczyć że jest też inaczej.

paranoJa
Gość

Problem leży też w tym, że u nas wypiera się również problemy dorosłych. Mało kto ma odwagę iść do psychologa, kiedy tego potrzebuje, a jeszcze mniej ludzi się do takich wizyt przyznaje. Paranoja.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

W kwestii tej "normalności" i ja dorzucę kilka słów. I w kwestii specjalistów też. Obecnie jestem w klasie drugiej liceum, mam siostrę w klasie szóstej. Kiedy byłam w jej wieku – i młodsza – podobnie jak ona teraz, nie bardzo chciało mi się uczyć, wolałam czytać książki albo bawić się z psem. Moja siostra również nie należy do dzieci wiecznie siedzących przy książkach. Jednak mnie zarówno ta beztroska, jak i problemy, między innymi z ortografią, w jakiś sposób minęły. Mojej siostrze nie do końca… Jestem osobą przejmującą się losami ważnych dla mnie osób, a moja siostra jest mi naprawdę bliska,… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Jestem mamą autystycznego chłopczyka. Proszę mi wierzyć, że dużo częściej to nam wpiera się, że z dzieckiem wszystko w porządku. W naszym przypadku diagnozę podważali: lekarka pierwszego kontaktu, pani pedagog, znajomi i rodzina, przedszkolanki oraz pani ordynator oddziału neurologicznego w Centrum Zdrowia Dziecka! Dwóch neurologów i panie psycholog potwierdziły moje obawy. Gdyby nie mój upór, synek nie miałby terapii, nie chodziłby do przedszkola integracyjnego, w zamian pewnie panie w dawnym przedszkolu nadal uważałyby, że dziecko jest niegrzeczne, a winę za to ponoszą rodzice. Tylko dlaczego córeczka mimo temperamentu jest bardzo grzeczna? Ma tych samych rodziców przecież. Tak to wyglądało: http://kijem.blox.pl/2013/04/Obrazki.html.… Czytaj więcej »

Emma
Gość

Znam dziecko, które matka leczy na własną rękę antybiotykami, bo 'antybiotyk to antybiotyk'. Sama jestem przypadkiem, u którego bagatelizowano problem. Nie oddycham jedną dziurką nosa. Po konsultacji u chirurga, okazało się, że od wieku około gimnazjalnego mam pourazowy nos – przegroda skrzywiła się do tego stopnia, że nie mam światła w jednej z dziurek. Moja mama przez długi czas myślała, że wymyślam. Dopiero wizyta u specjalisty uświadomiła sobie jak duży był problem. Pamiętam sytuację, kiedy złamałam obojczyk. Płakałam, mówiłam, że boli … Rodzice zorientowali się o złamaniu dopiero wieczorem, kiedy zdążyłam już samodzielnie się ubrać po basenie i rozebrać –… Czytaj więcej »

Farizah (Kobieta z Filiżanką kawy...)
Gość

Jestem takim Tymkiem. Przez stres, to że jestem DDA i mam CHAD mam problemy z pamięcią krótkotrwałą. Przyzwyczaiłam się już bo problemy z pamięcią mam od ok 10-15 lat. Najgorsze jest że czasem jest to niebezpieczne. Ostatnio okazuję się jednak że zapominam też swoje dzieciństwo i np to co się działo 3-4 lata temu, np zabawę z synem u babci na działce. Kiedy mąż mi o tym mówi mam wrazenie że czyta mi książkę a ponoć na działce byłam…

Żałuję ze moi rodzice bagatelizowali moje zdrowie. Może teraz byłoby inaczej

Magda Dom
Gość

Jejku, niektóre z opisanych tu historii są okropne :/ W sumie moi rodzice również popełnili kilka sporych błędów wychowawczych, ale nie mam im tego za złe – pewnie dlatego, że wiem, iż chcieli dla mnie dobrze, a te błędy nie wynikały z tego, że ktoś im sygnalizował problem, a oni to olewali, ale raczej z tego, że albo nikt im informacji nie udzielił, chociaż powinien (pamiętam, jak w mojej podstawówce robione były badania wzroku, ale wyniki mieliśmy przekazać ustnie rodzicom – ja nie przekazałam, bo nie chciałam nosić okularów – i do dziś nie wiem dlaczego nikt osobiście nie informował… Czytaj więcej »

Previous
Ratunku! Nie mam stylu!
A czy twoje dziecko jest NORMALNE?