Instagram has returned invalid data.

A może…wyluzuj?

Kiedyś traktowałam życie bardziej poważnie. Przejmowałam się wszystkimi rzeczami, które dzisiaj wrzucam do zamykanej z biodra szuflady o nazwie “pierdoły”.    Nie wyobrażam sobie marnowania swojej energii na myślenie o tym, że jakaś dziewczyna założyła krótką bluzkę do legginsów. A są tacy, co potrafią rozmawiać o tym 20 minut (sic!). Zmaganie się z problemami zdrowotnymi nauczyło mnie większego szacunku do swojego czasu i inwestowania swoich emocji w różne rzeczy.

Dla przykładu – kiedyś kończyłam każdą rozpoczętą książkę, a wyjście z kina przed końcem seansu było dla mnie czymś niewyobrażalnym. Obecnie nie wyobrażam sobie męczenia się nad nudną książką, czy siedzenia w kinie na filmie, który szybko okazał się klapą.

Szkoda mi na to życia. Dlatego tak boli mnie fakt, że studia magisterskie niewyobrażalnie marnują mój czas. Ten ostatni rok traktuję wyłącznie jako środek do realizacji celu, jakim jest dyplom. Zamierzam wyzerować wszystkie limity nieobecności i realizować plan minimum. Milion razy bardziej cenię valuable time. Dla przykładu – większy pożytek i dla mnie i dla innych jest wtedy, kiedy spędzam czas pracując z dzieckiem, które ma trudności w nauce.


Przy okazji odsyłam do mojego tekstu z lutego 2013:

NIE ZAPOMNIJ ŻYĆ!



   Nakładałam też na siebie dużo obowiązków. Dzisiaj też mam kalendarz mocno zapełniony, ale podchodzę ostrożniej do wybierania rzeczy wypełniających mój czas. Aby bardziej go szanować, w tym roku wykonałam prosty myk – kupiłam mniejszy kalendarz.

Łatwiej mi teraz powiedzieć – sorry, cały dzień mam zajęty. Banalne i niesamowicie skuteczne.

Totalnie nie rozumiem ludzi, którzy traktują rozwój osobisty bardzo zadaniowo. Dzień wypełniony zadaniami do odhaczenia,  skupienie wyłącznie na celach a rozrywka tylko jako forma nagrody. 

Dla mnie każdy czas spędzony przyjemnie, nie jest czasem zmarnowanym. 

Gdyby łucznik cały czas nosił  łuk z napiętą cięciwą, to pozbawiłby go elastyczności i zniszczył. Cięciwa przez większość czasu powinna znajdować się w stanie spoczynku.

Obserwuję ludzi, którzy robią wszystko, aby dokładać sobie zajęć – nadgodziny, dodatkowe zlecenia… Ja staram się robić wszystko, aby robić mniej rzeczy, ale za to o większej wadze (dla mojego rozwoju, ale też portfela). Dążę do jak największej ilości czasu dla siebie. Bo bardzo boleśnie przekonałam się o tym, że moje życie i oddechy nie są w ofercie bez limitu.


Dzisiaj z całą świadomością zdecydowałam się na wolny dzień.

Nie jest to rozsądne, bo to jedyny dzień, kiedy miałam czas na stworzenie artykułów związanych z praktykami. Szczerze? W tym momencie mam to gdzieś.

Lekki stan zapalny związany z nowym zębem wystarczył, aby regeneracyjne możliwości mojego organizmu zmalały. Od wczoraj rozkłada mnie choróbsko. 

Sygnał dla mnie, że działałam za szybko. Za dużo rzeczy w biegu, może trochę za dużo maślanych rogalików w stosunku do kaszy jaglanej. Zbyt duży dług snu, który nadrabiałam w weekendy…

Od wczoraj funduję sobie zmasowany atak – zapalenia gardła już się pozbyłam, został katar i kaszel. Ale nic na siłę, na spokojnie. Skoro potrzebuję odpoczynku, to chętnie wcisnę teraz publikuj i zakopię się pod kocem. bez wyrzutów sumienia, że nie odpowiedziałam na maile i komentarze. Bo są rzeczy ważniejsze.

Chciałam korzystając z okazji, wywołać może u kogoś refleksję, że czasem warto zwolnić. Że co z tego, że zarabia się więcej na nadgodzinach, skoro nie ma się czasu dla własnego dziecka. Dla siebie.

Napinając ciągle łuk, szybko go zniszczymy. Nawet penis nie może być cały czas we wzwodzie.


Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂

Follow on Bloglovin
Uściski, Ania

73
Dodaj komentarz

avatar
44 Comment threads
29 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
0 Comment authors
AnonimowyArtinowy ŚwiatHinaobserwatoreKrasnal Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Anonimowy
Gość
Anonimowy

Ostatni akapit mistrzowski 🙂 *.*
A teraz daję sobie rozgrzeszenie i idę pooglądać ulubione kanały na youtube "Dla mnie każdy czas spędzony przyjemnie, nie jest czasem zmarnowanym. "
Dziękuję, miałam wyrzuty z tego powodu zawsze. Zdrówka!

Paula
Gość

hahah podpisuję się 😀

Kinga N.
Gość

Wow, świetny wpis. Zdrowia

Polka w UK
Gość

Doskonale podsumowanie 🙂

Anonimowy
Gość
Anonimowy

"Chciałam korzystając z okazji, wywołać może u kogoś refleksję, że czasem warto zwolnić. Że co z tego, że zarabia się więcej na nadgodzinach, skoro nie ma się czasu dla własnego dziecka. Dla siebie.
Napinając ciągle łuk, szybko go zniszczymy. Nawet penis nie może być cały czas we wzwodzie."
Kolejny cytat, który wieszam sobie na tablicy korkowej 🙂

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Witaj Aniu.
Dobry post we wlasciwym dla mnie czasie. tez dopadla mnie choroba i zlapal jakis taki bezsens.
Masz gdzies moze jakis post, w ktorym pisalas jak takie zawieszenie ogarnac?
nie chce mi sie ogarnac dokumentacji z praktyk, nie chce mi sie sprzatnac w szafie, pomalowac paznokci… moglabym wymieniac.
A na katar polecam krople do nosa, o nazwie xylometazolin. Szczegolnie przed snem sa dla mnie niezastapione. 3 maj sie i jakbys miala ochote, napisz cos od siebie.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Xylometazolin paskudnie uzależnia, później nie można się bez niego obejść – szczególnie przed snem, nawet jeśli nie ma się kataru ;] już lepiej używać kropli z Xylometazolinem w niewielkim stężeniu, na przykład Otrivin.
Pozdrawiam :*

Anonimowy
Gość
Anonimowy

to ja autorka pierwszego komentarza:)
wiem, że uzalezniaja, naczytalam sie o tym, dlatego staram sie je stosowac bardzo rozsadnie- glownie przed snem, w dzien moge oddychac ustami, ale w nocy sprawia mi to dyskomfort, gdy sie przebudze, a migdaly przyklejone do jezyka;)
Slyszalam, ze mozna przez nie wech stracic, czyli na dluzsza mete szkodza.
*tak samo jak krople do oczu, ktore zwezaja naczynka, daja wizualnie fajny efekt, bialka sa bielutkie, ale za dlugo stosowane szkodza 🙂
w kazdym razie uwazam Twoj komenatrz za cenny, szczegolnie dla kogos kto o tym nie widzial, a przeczyta moj komentarz.
Rowniez pozdrawiam;*

Anonimowy
Gość
Anonimowy

inhalacje solą fizjologiczną lub olejkami eterycznymi też udrażniają nos, zatoki, ustaje katar. Wszystkie leki moga uzależniać. Po co się nimi faszerować, jeśli sa prostsze metody i bezpieczniejsze.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

A to ja z 19.16 😉Miałam znajomą, która była traktowana tymi kroplami przez matkę, przy każdym małym katarku mniej więcej od początku podstawówki. Teraz ma 21 lat i nie może bez nich funkcjonować. Jak zapomni żeby kupić nowe opakowanie, to idzie w nocy przez pół miasta do apteki całodobowej bo bez nich po prostu nie zaśnie – nie może oddychać. Jej matka i dziadek też używają Xylometazolinu, dziadek powoli traci węch (chociaż może być to też związane ze starzeniem, ale myślę, że wieloletnie korzystanie z tych kropli do tego się przyczyniło).W każdym razie odradzam Xylometazolin, tak jak pisze Anonim wyżej… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Ania a czy jest może u Ciebie post o tym jak naturalnymi sposobami pozbyć się przeziębienia? miałam ostatnio paskudny katar i nie wiedziałam jak go leczyć a nie chciałam lekami…

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Tez bym chciała wiedzieć 🙂

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Święta racja! Mój organizm tez ostatnio dał mi pstryczka w nos i zaprotestowal! Dlatego od dwoch dni po pracy lezakuje pod kocem. Z ksiazka albo przed tv. I nie mam wyrzutow sumienia – zwlaszcza patrzac za okno! Czasem nalezy Nam sie blogie lenistwo I nie ma czego zalowac Nie ma sensu wypruwac sobie zyl i pozwalac zeby zycie przelecialo miedzy palcami Zebysmy nic z niego nie mieli…
Zdrowka Aniu! ;))

Jancia.

Barbara
Gość

Z nieba mi spadłaś z tą notką. Wczoraj miałam nawet pisać z prośbą o jakiś tekst, jak radzisz sobie w mniej szczęśliwych chwilach 🙂 . Dziękuję!

Anonimowy
Gość
Anonimowy

post dobry, ale nie dla mnie, ja akurat nie mialam nigdy takiego podejcia do zycia i podobnych problemow;)

chcialam tylko napisac, ze under pressure to jedyna piosenka queen ktora mi sie podoba ;p
zawsze mnie to zastanawialo, Aniu, jak mozna ciagle sluchac jednego zespolu w kolko 😉 ja tak nie potrafie za szybko sie nudze 😉

zycze szybkiego powrotu do zdrowia 😉

Krasnal
Gość

Doskonale rozumiem Anię, bo też mam fizia na punkcie Queen. Szczególnie fizia na punkcie Freddiego. Być może wynika to z tego, że mam wykształcenie muzyczne i wiem, że taki talent i głos jaki posiadał Freddie nie zdarza się codziennie. Warto także prześledzić całą jego karierę – płyta nagrana z divą operową jest majstersztykiem i w niezwykły sposób pokazuje, jak wielki talent miał ten człowiek. Talent zarówno do tworzenia jak i do śpiewania. Nie każdy może go lubić, bo różne są gusta muzyczne, ale nie wierzę, że ktokolwiek znający się na muzyce nie stwierdził, że Freddie Mercury był głosowym geniuszem, a… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

To taka prywatna prośba. Jestem na etapie poszukiwania muzyki, jednak mało co mi się podoba/ zachwyca. Czy mogłabyś podać swoich ulubionych wykonawców? Rock, jazz, klasyka, … co lubisz 🙂

Szara Wiewiórka
Gość

Oj, a ja zazwyczaj słucham muzyki fazami, np. raz przez miesiąc słucham głównie Stinga, raz Myslovitz, od czasu do czasu przeplatając ich z czymś innym. Na dłuższą metę, wszystko mi się nudzi, poza Queen'em właśnie i Katie Melua. 🙂 Ich mogę słuchać zawsze, tylko piosenkę muszę dobrać do nastroju. 🙂

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Ja ubóstwiam The Smiths <3 Jedyny zespół, którego prawie każdą piosenkę uwielbiam i mogę słuchać non stop.

Krasnal
Gość

"Anonimowy"! Jeśli chodzi o dobrą muzykę, to każdy co innego rozumie pod tym pojęciem. Dla mnie zdecydowanie Queen jest najlepszą muzyką, ale rozumiem, że nie każdemu może się to podobać. Jeśli chodzi o inne gatunki to jako skrzypaczka nie mogę wspomnieć o Debussy – jeśli potrzebujesz czegoś prostego a jednocześnie pięknego, bajkowego i hmmm…. dziecięcego to jego kompozycje będą idealne. Tło idealne do jesiennego deszczowego popołudnia z dobrą książką i gorącą herbatą 🙂 Oprócz tego z bardziej współczesnej "klasyki" to oczywiście Frank Sinatra, ale to też nie każdy lubi. Ogólnie to, jeśli chodzi o mnie, jestem dość staromodna i zdecydowanie… Czytaj więcej »

Natasha
Gość

Masz rację. Nasz organizm też potrzebuje odpoczynku 🙂 Chciałabym umieć nie kończyć nieciekawej książki czy wyjść w trakcie nudnego filmu. Nie potrafię jeszcze tak robić, bo nie lubię niedokończonych spraw…

Kangarooo
Gość

czytasz mi w myślach? ej no walczę z tym, idzie mi coraz lepiej :p

Różowa Klara
Gość

Ostatni akapit jest najlepszym podsumowaniem 🙂 Można wrzucać pieniądze do przysłowiowej skarpety, siedzieć w pracy po godzinach, znosić pracę do domu tylko, aby nachapać się pieniędzy. Nowy dom, kolejny samochód, podróże i po kilku/kilkunastu latach ludzie budzą się z ręką w nocniku, że stracili cenny wydarzenia, osoby, sytuacje, których nie da się kupić mimo napchanej skarpety.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Zdanie o penisie- mistrz 😀

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Też mnie rozśmieszyło a jednocześnie jakie prawdziwe :D!

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Jako łuczniczka, potwierdzam, nie może.
Ja od dwóch dni zmagam się z bólem uciskowym przy przełykaniu, który raz się pojawia, raz znika. Odkryłam, że pojawia się jako reakcja nerwowa na nawet mały stresik, wzburzenie, na pewne trudne myśli, na zimno, a znika kiedy świadomie przestawiam się na stan uspokojenia, równowagi emocjonalnej, głeboko oddycham itd. Emocje odgrywają dużą rolę przy rozwoju infekcji, mhmmm.
Warto zaopatrzyć się w wit. D3 w mocnej dawce, bo też bojowo wspiera odporność.
Niki

Ewa
Gość

Zdrówka. Zawsze warto zauważać chwile 🙂 świetny tekst.

Aneta Marcol
Gość

Czasami czytając Twoje teksty zastanawiam się, czy aby mnie nie obserwujesz 🙂 Bardzo często trafiasz w moje "czułe punkty" i bijesz mnie po nich bez litości. Ale jestem Ci za to dozgonnie wdzięczna! Bardzo często karałam się za chwilę przyjemności. Uważałam, że na nie nie zasługuje, gdyż nie wykonałam wszystkich obowiązków zaplanowanych na dziś. Aczkolwiek staram się teraz zwolnić i ten wpis bardzo mi pomógł. A ostatnie zdanie jest kwintesencją mojego życia i będę je sobie powtarzać, jak tylko znowu przesadzę 🙂
Życzę Ci szybkiego powrotu do zdrowia i ściskam :*

Marudna Maruda
Gość

Niestety na pełnych obrotach nie da się zawsze. Zazdroszczę Ci ostatniego roku studiów. Ja swój czas muszę marnować jeszcze półtora roku 😉 smutne jest to, że w natłoku zajęć i obowiązków zapominamy o sobie i o własnym zdrowiu przede wszystkim psychicznym.

sto rm
Gość

Świetnie to podsumowałaś 😀

Anonimowy
Gość
Anonimowy

wciąż zarzucam sobie, że nie robię nic albo robię za mało, i faktycznie, poddołowana nieproduktywnym dniem wpadam w ciąg takich dni, uważam nawet, że nie należy mi się dzień odpoczynku.

Hina
Gość

też tak robiłam, aż zmęczyłam się tak bardzo, że postanowiłam wszystko olać ;P ale jak sobie zrobisz ten dzień odpoczynku, to może potem lepiej będzie Ci się pracować? kiedy chodziłam do szkoły i siedziałam nad książkami przed jakimś testem, bo tak nie mogłam, ale przecież trzeba się nauczyć, mój tata zawsze powtarzał, że lepiej się skupić przez pół godziny, a potem nic nie robić, niż tak siedzieć i siedzieć, i męczyć się okropnie…ale teraz chyba idzie niestety taka pora roku, że wszystko co trzeba zrobić, jest jak ból zęba :/ im ciemniej i zimniej się robi, tym bardziej czuję, jak… Czytaj więcej »

Hina
Gość

;D

Zakrecony Kot
Gość

wydaje mi się,że strasznie przeżywasz tego magistra. Niestety mgr to studia uzupełniająca i nie ma się co nastawiać na faję nowej wiedzy ;/ ja swoim mgr też jestem rozczarowana tym bardziej, że robię go zaocznie więc płace jak na razie za to co już wiem-.- trochę żałuję że nie poszłam na inny kierunek magisterki, miałabym drugi "papier" a może nie byłoby tak nudno

Egoskupiona
Gość

Fakt. Często strącamy odpoczynek na samo dno worka z naszymi potrzebami, bowiem miewa pejoratywne skojarzenia – lenistwo, czy mówiąc kolokwialnie – opierdalanie się. A szkoda, bo spotykam wiele osób, które po prostu nie wyrabiają, cały czas dają z siebie 200%, a potem bach – stres, omdlenia, nerwice, czy nawet głupia bezsenność.
Z resztą, chyba każdemu z nas zdarza się czasem przeholować, mi także, więc dzięki za wpis! Także muszę sobie przypomnieć o porządnym relaksie <3

Aldona S.
Gość

Ciekawy wpis i blog. Zapraszam do mnie. Może wspólna obserwacja. http://kaloriaspalona.blogspot.de/

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Hahaha! 😛

Świnka
Gość

Hahaha! Świetna ta opcja z mniejszym kalendarzem! Muszę wdrożyć w przyszłym roku! 🙂

Elizabeth Lawess
Gość

Wyluzować to najlepsza recepta na stres. Pamiętam moją starą ekipę ze studiów: jak ktoś powiedział "wyluzuj" to rozładowywało każde napięcie, każdą trudną sytuację. Potem już tylko się samych siebie śmialiśmy 😀

Świat Fuksji
Gość

Dzięki za tekst. Szybkiego powrotu do zdrowia;)

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Miałam to samo na ostatnim roku studiów… a właściwie na całej magisterce 😛 plan minimum zrealizowany w 100%, ale przez to, że nawet do niego musiałam się zmuszać regeneruję się teraz z wypalenia. Jest coraz lepiej i w sumie fajnie na nowo odkrywać ile się chce zrobić, poznać, doświadczyć – tym razem, całkowicie w zgodzie z sobą 🙂

Anonimowy
Gość
Anonimowy

nigdy nie miałam problemu ze znalezieniem dla siebie wolnej chwili… chyba jestem leniuchem;) tylko kombinuję by zorganizować na przyjemności jak najwięcej czasu:). tym samym gdy jest coś ważnego do zrobienia, robię to z zaangażowaniem.

Madou
Gość

Czas dla nas jest bardzo ważny, często o tym zapominamy. Ja lubię mieć dużo do robienia – ale właśnie gdy czuję, że to co robię, to nie jest zwykłe marnowanie czasu. A tak poza tym to czytając Twojego bloga i wpisy typu działo się zastanawiam się, czy Twoja doba ma na pewno 24h czy czasem gdzieś nie wykombinowałaś jakichś dodatkowych 😉 Kuruj się i zdrowiej 🙂

Magda Lena
Gość

Ostatnie zdanie mistrz :P. Ja może z pół roku temu troszkę zluzowałam i to nie znaczy, że nie robię nic. Tylko przestałam skupiać się na "pierdoletach" właśnie :). Efekt? Jestem mniej nerwowa, a przede wszystkim milsza dla siebie i bliskich.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Na szczęście jakiś czas temu ta presja związana z tym, że "muszę" mnie opuściła. I tak nic nie robiłam, bo organizm się buntował przeciw takiemu narzucaniu sobie nienaturalnego trybu życia, ale jednak w głowie ciśnienie było. Nie chcę zapeszać ale chyba znalazłam sposób na siebie. 🙂 Naprawdę nie wiem czemu kiedyś wydawało mi się, że muszę mieć kalendarz, w którym będę zapisywać zadania do wykonania albo że muszę prowadzić bloga, na którym będę opisywać zmiany zachodzące w moim życiu albo, że idealny porządek we wszystkich możliwych miejscach wokoło mnie jest warunkiem koniecznym bym podjęła się tego, co mnie naprawdę kręci… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Hmm, można tak powiedzieć. 🙂

Pozytywka

Alicja
Gość
Alicja

Myślę, że fajnie zrobiłoby ci w takich okresach gdy spada odporność srebro koloidalne. Miarka rano i wieczorem i człowiek jak nowy. I można spędzić kilka dni na luzie i się niczym nie przejmować.

Swoją drogą, tak sobie patrzę na te rozwojowe blogi, a tam walcz, twórz, działaj! i za kilka tygodni daj se na luz gdy padasz już na ryj. Niezdrowa sprawa taki brak balansu.

Hina
Gość

jejku, Alicja, nie pij tego! mój kolega robił badania do licencjatu o tym, jak takie koloidalne srebro wpływa na komórki i pozabijało mu białe krwinki w tym eksperymencie :/

english24na7
Gość

A mi z kolei Twój wpis po raz pierwszy lekko podniósł ciśnienie, a właściwie sama jego końcówka – 'Chciałam korzystając z okazji, wywołać może u kogoś refleksję, że czasem warto zwolnić. Że co z tego, że zarabia się więcej na nadgodzinach, skoro nie ma się czasu dla własnego dziecka.' Sama mam małe dziecko i właśnie podpisałam w sumie (niezależnie od formy) umowę z czwartym pracodawcą w ciągu ostatnich kilkunastu tygodni. Powiem tak – w zeszłym roku, kiedy Mała była Maleńka, a ja łączyłam studia z domem i prowadzeniem korepetycji, robiłam sobie wyrzuty, bo za mało czasu z nią spędzam. Tylko,… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Odpowiem Ci anonimowo, bo jestem blogerką – a jakże – parentingową i nie mam ochoty, żeby komuś ulał się jadzik na mój temat.Rozpatruję Twój komentarz z dwóch perspekty – siebie kiedyś i siebie dziś. Z tej pierwszej – rozumiem Cię doskonale, walczysz o byt swojego dziecka, poświęcasz się. Miałam tak samo, musiałam szybko wrócić z macierzyńskiego, bo praca nie poczeka. A potem dramaty młodej mamy, czyli siedzenie w pracy do późna, bo na moje miejsce jest tysiąc innych.Ale…coś się zmieniło. Mąż całkiem przypadkiem, dodatkowo został agentem ubezpieczeniowym.W firmie zlecono mu wyszukanie najkorzystniejszego ubezpieczenia i zainteresował się tematem. System prowizyjny był… Czytaj więcej »

Veronika
Gość

Święta racja! Oczywiście, mam czasami dni, w których nie mogę się wyrobić ze wszystkim, co muszę zrobić. Ale są to takie zadania do wykonania bezwzględnie. Te mniej ważne potrafię czasami odkładać na dalszy plan przez kilka dni. 🙂 I bardzo dobrze, przynajmniej żyję odrobinę wolniej niż inni.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Ania, są jeszcze takie 2 zioła zawierajace fitohormony wpływają na regulację krwawień, normują i wywołują, to czarnuszka i kozieradka. Tę kurację też robiłaś? Dodatkowo pobudzają apetyt, człowiek przybiera na wadze, regulują trawienie a więc dobre wypróżnianie codzienne też. Pije się napar, albo przyjmuję 1 łyżeczkę zmielonej czarnuszki i/lub kozieradki. Działają estrogennie, więc jeśli ktoś się zdecyduje na taką kurację niech nie bedzie zdziwiony lekkim powiększeniem piersi 🙂 oczywiście najkorzystniej wcześniej skonsultować to z lekarzem p/k lub naturopatą.

Justinee
Gość
Justinee

Queen! <3 Czytam i zgadzam się całkowicie, ale zauważam też to, co mogę zmienić. Dopiero teraz na III roku zaczęłam się angażować(wolontariat) i pracować i czuję, że zajęcia są kulą u nogi chodzę na te które mnie interesują i dzięki którym wiem, że nie zmarnuję czasu(oczywiście obowiązkowe ćwiczenia). Najważniejszy licencjat jako priorytet, wyciskam czas maksymalnie, ale staram się nie zapominać o sobie i to jest najważniejsze. Dużo zdrowia Aniu!

Szara Wiewiórka
Gość

Chcesz wyluzować, wyjedź do Włoch. Jak nie wyluzujesz to się wykończysz. Sprawdzone.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Ja za to za bardzo się lenię ._. Czasami mam aż wyrzuty, że zmarnowałam cały dzień, który mogłam poświęcić na tyle rzeczy! Dziś też nic nie zrobię, bo zaraz jadę do babci i znów cały dzień do tyłu ._.

hard-big-hand
Gość

wiesz co Aniu… dziś jestem na urlopie, nawet nie wiesz ile ten jeden wolny dzień daje mi radości, pomimo iż wstałam o 9.00 to zrobiłam bardzo dużo i to z uśmiechem 🙂
takie wyluzowanie jest ważne, a nawet nie wiesz ile książek ciepłam w kąt bo mnie znudziły, z seansów też nie raz wychodziłam w trakcie 🙂

Malwina
Gość
Malwina

Czytając ten tekst mam wrażenie,że ja czasami tak nie potrafię się wyluzować. Źle się czuje, kiedy dostanę jakie ważne zadanie np. na za tydzień i już dzisiaj nie zacznę go robić. Nie wiem czy idzie na + czy na – hehe.Odnosząc się do porzedniego postu- jak Ci się udało załatwić tyle praktyk, większośc to po prostu wolontariat jak Projektor ?( przy okazji, co się wybieram do Akademika to akurat tej koordynatorki nie ;( ) A co do stypendium rektora – wpisywałaś tam właśnie Projektor- ja jestem na I roku i na spotkaniu informacyjnym dziewczyna mówiła, że to się liczy. Jak… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Masz rację. Ludzie powinni przestać żyć w ciągłym napięciu i ciągle się miedzy sobą ścigać. Wystarczy kilka stron ulubionej książki, film który wprawia w radosny nastrój, kubek pysznej kawy albo spotkanie z kimś kogo lubimy. Spędzanie czasu z czymś takim przywraca równowagę do układu nerwowego i sprawia że jesteśmy szczęśliwsi 🙂

http://www.greekwayofliving.blogspot.com

Polowanie na zdrowie
Gość

Ja wciąż próbuję mniej przejmować się pierdołami, tym co ktoś o mnie myśli, jeśli wiem, że myśli niesłusznie itp., jednak póki co słabo mi idzie…

aleksandraag
Gość

Lubię zaplanowane dni, wiem co mam robić i nie lubię momentów pustych w ciągu dnia. Najczęściej robię wtedy tzw. nic. Wolę dzień zapełnić zadaniami do zrobienia, a później, ze świadomością, że zrobiłam postęp, parę kolejnych spraw jest dopiętych, usiąść i odpocząć z wolnym sumieniem 🙂

obserwatore
Gość

Święta prawda. Od roku pracuję we Włoszech. I dopiero teraz widzę jak się wcześniej napinałam. Nie to, że nauczyłam się olewactwa ale po prostu nabrałam dystansu. Grunt to brak spięcia!

Artinowy Świat
Gość

Zgadzam się z nieomalże 100 % i już w połowie października podjęłam bardzo ważną decyzję, związaną z przejściem na mniejszą część etaty niż teraz 😉

Anonimowy
Gość
Anonimowy

To było genialne Aniu… Takich tekstów, nam – ludziom – potrzeba!!!
Pozdrawiam z Grecji!
Sałatka po grecku blog

Previous
Jak wypromować małego bloga, guz u mojego kota, co z tym stylem i dlaczego jestem ostatnio taka ponura…
A może…wyluzuj?