Ta jedna osoba, która zawsze wystroi się bardziej niż wszyscy inni to ja 🙈 ale powód jest prosty! 👗Sukienki zajmują dużo mniej miejsca w walizce i głowie. Dlaczego głowie? Bo redukują liczbę podejmowanych decyzji - nie muszę się zastanawiać jaka góra pasuje do jakieś spódnicy. 
Steve Jobs nosił nieśmiertelne jeansy i golf i w ogóle się nie zastanawiał😅. Ja przyznaję - uwielbiam sukienki a swoje łowcze instynkty zaspokajam w lumpeksach. Od kiedy stać mnie na sukienki, zupełnie nie jarają mnie zwykłe zakupy💁🏻‍♀️.
Za to wciąż jarają mnie podróże! Dzisiaj udało się ogarnąć plan na 10 dni w Gruzji! Kutaisi, Tibilisi, Batumi i Kazbegi. Góry, morze, jedzenie, może opera, może te szalone dziwne łaźnie siarkowe, w których ktoś myje cię mokrą szmatą - will see! 
Znam sporo ciekawostek, ale wyjątkowo nie będę czytać nic o kulturze, żeby się nie uprzedzać. Najpierw zobaczę, potem poczytam, opinię wyrobię sobie po fakcie. Oponę pewnie w trakcie🤣

Luźny wpis o niczym, by wyrzucić myśli z głowy ;) #Budapeszt #Budapest #gellert #gellerthill #monument #reddress #ladyinred #sukienka #100dnibezspodni #podróże #podróżemałeiduże #girlswhotravel #blogerka #aniamaluje #szczerze_pisząc 
Fot: @agnieszkazysk

Ta jedna osoba, która zawsze...

Kiedyś stresowałam się, że to co polecam nie spodoba się komuś, kto skorzystał z mojej rekomendacji. Dzisiaj mam z tym luz. 
Nie podobał mi się Paryż, podobał Lwów. Wiecie dlaczego, wiecie co lubię - to jest ok, że czasem mamy różny gust, upodobania, zachwycają nas różne rzeczy.
Ktoś zwiedzając ruiny będące symbolem walki kultur i cywilizacji wzruszy ramionami i powie „kamienie jak kamienie”, albo zrobi sobie popielniczkę z zabytkowej kolumny.
Kogoś zachwyci przyroda, ktoś inny powie, że drzewa jak drzewa.
Jeden cieszy się na deszcz, bo rosną mu warzywa, drugi płacze, bo chciał się opalać.
Od kiedy myślę o tym w ten sposób, to zrzuciłam z siebie całą presję odpowiedzialności. Całkiem fajnie!
Jestem ciekawa, czy jest jakieś miejsce, które cię totalnie zachwyca, a inni tego zachwytu nie podzielają ;) #podróże #podróżemałeiduże #blogerka #aniamaluje #szczerze_pisząc #wakacje #lato #tunsia #tunezja #zakochaniwtunezji #discovertunisia @discover_tunisia @sunfunholidays #pranie #sukienka #100dnibezspodni #afryka #tunis

Kiedyś stresowałam się, że to...

Long time no selfie!

Jaki jest sens wstawiać nieaktualne selfie, bo zmieniło się kolor włosów? Chyba żaden, ale mam taki problem, że rzadko umiem cieszyć się obecną chwilą. Moje myśli albo dotyczą czegoś, co było, albo (to częściej!) tego, co nadchodzi. Jakiś deadline, projekt, kolejna podróż. Nieustannie jestem głową w miejscach innych, niż jestem ciałem. Kiedyś bardzo pomagało mi na to bieganie - miałam swój ustalony czas na gonitwę myśli. Chyba pora do tego wrócić! #tuiteraz #szczerze_pisząc #aniamaluje #podróże 
#tunezja #zakochaniwtunezji #discovertunisia @discover_tunisia @sunfunholidays #blogerka #blogerkapodróżnicza #travelblogger #podróżemałeiduże #kropki #sukienka #selfiaczek #tunisia

Long time no selfie! Jaki...

Rzadkie zdjęcie mnie cieszącej się chwilą i nie reagującej na obiektyw jak na lufę karabinu. Monastyr 2019, koloryzowane.
##tunezja #zakochaniwtunezji #discovertunisia @discover_tunisia @sunfunholidays #Tunisia #wakacje #monastir #monastyr #lato #kropki #sukienka #100dnibezspodni #aniamaluje #podróże #podróżemałeiduże #blogerka #travelblogger

Rzadkie zdjęcie mnie cieszącej się...

Lecąc do Tunezji miałam jeden plan - uporządkować swoje myśli i całkowicie odpocząć. Bardzo lubię oddzielić się od grupy i pozachwycać się albo pomyśleć. Na tym wyjeździe to bez sensu. Ekipa jest tak fajna, że bardzo przyjemnie jest po prostu ludzi słuchać. Każdy ma do opowiedzenia coś, co w jakiś sposób mnie wzbogaca. Uwielbiam poszerzać swoją bańkę filtrującą i podróże są do tego idealną okazją, ale z tego wyjazdu wracam też z dużą listą książek do przeczytania. #Tunisia #wakcje #podróże #podróżemałeiduże #blogerka #blogerkapodróżnicza #lato #afryka 
#tunezja #zakochaniwtunezji #discovertunisia @discover_tunisia @sunfunholidays

Lecąc do Tunezji miałam jeden...

Wrzucam dwa, bo nie wiem które lepsze. Oczywiście kolory domalowałam sobie sama (realne znajdziecie u @ewaszabatin ) ale chyba najbardziej w podróży lubię właśnie przystanąć, wystawić mordkę do słońca, zachwycić się widokiem. Fajnie!
#osiolek #osioł #donkey #tunezja #wakacje #podróże #podróżemałeiduże #blogerka #travelblogger #tunezja #zakochaniwtunezji #discovertunisia @discover_tunisia @sunfunholidays

Wrzucam dwa, bo nie wiem...

Bardzo podoba mi się ta fotka! Idealnie oddaje klimat Hammametu. Niebieskie drzwi, białe ściany i dużo koteczków. 
#hammamet #podróże #podróżemałeiduże #kotki #koty #catstagram #tunisian_girl #wakacje #tunisia #blogerka #blogerkapodróżnicza #kotełki 
#Tunezja #zakochaniwtunezji #discovertunisia @discover_tunisia @sunfunholidays 
Fot: @super_kristyne

Bardzo podoba mi się ta...

Pamiętacie jak śmiałam się z instagramerki, która na każdym zdjęciu dokleja te same chmurki? Karma wrocila 😅
W Odessie wyświetliło mi się pod hashtagiem „Odessa” zdjęcie z neonem „too late to die young”. Pomyślałam, że zajebiste z okazji nadchodzących urodzin, bo nie zdążyłam do klubu 27 i w sumie jest mi bliżej do pani pod trzydziestkę niż dwudziestolatki 😱 jakież było moje rozczarowanie, gdy po długim spacerze zastaliśmy pożegnalną popijawę pracowników, bo koniec sezonu i neonu włączyć się nie da😅 Nie mieli już prądu! Próbowałam neon włączyć sama w programie graficznym, ale nie umiem🙈 przesuń w bok by zobaczyć zdjęcie przed a potem zostaw mi urodzinowe serduszko ♥️🙈 Jedyne o czym w tym momencie marzę to zdrzemnąć się w samolocie. Kierunek #Tunezja!
28 lat, Thorze, kiedy to się stało😱😱😱
#urodziny #28lat #wakacje #aniamaluje #szczerze_pisząc #podróże #podróżemałeiduże #blogerka #discoverunder50k

Pamiętacie jak śmiałam się z...

#podróże to jedna z największych radości mojego życia, ale jednoczenie też powód przez który NIE OGARNIAM.
Wschód słońca nad morzem w Odessie to piękny widok, ale spacer po jesiennym Żoliborzu również zapiera dech w piersiach. No chyba, że to był smog😉
W każdym razie - zrobiłam sobie wczoraj dłuższy spacer, bo nie chciało mi się czekać na tramwaj, a potem to już nie chciało mi się wracać, bo było tak kolorowo i pięknie. Gdyby nie ta decyzja, nie doświadczyłabym piękna jesieni w tym roku. Ledwo rozpakowałam walizkę po Budapeszcie, a tonę w praniu bo zaraz Tunezja. Tu praca, tam trzeba podskoczyć na pocztę, wizyta u lekarza i czas ucieka. Podejrzewam, że po powrocie złotych liści już nie będzie.
Chwile. Piękne chwile, to one się liczą najbardziej. Staram się je doceniać i chwytać.
Nawet dosłownie, bo podnoszę liście i kasztany🙃
Wiem, że nie każdy lubi jesień (ja tylko złotą i słoneczną część) ale wymień w komentarzu ulubioną rzecz związaną z jesienią.
Jesieniaro, do boju :)💪🏻
#jesień #jesieniara #hamak #hammock #odessa #odesa #morning #poranek #herbata #relaks #blogerka #blogerkapodróżnicza #travelblogger #blogger #robe #ukraine #ukraina #aniamaluje #jesień #październik #helloautumn

#podróże to jedna z największych...

Planowałam wylegiwać się w termach i objadać, tymczasem termy okazały się najsłabszym punktem wyjazdu a #Budapeszt jest idealnym miastem na niespieszne jesienne spacery przerywane zachwycaniem się widoczkami. I zbieraniem kasztanów ;). A widoczki są przeróżne i przepiękne! Od panoramy miasta z licznych wzniesień, przez modry Dunaj (cokolwiek ten kolor oznacza😅) po zapierającą dech w piersiach architekturę.
Kuchnia nie do końca moja, znalezienie „placka po węgiersku” to jak szukanie spaghetti bolognese w Bolonii albo dobrych pierogów w Warszawie :D ale za to cała reszta jest absolutnie magiczna.
O właśnie. Magiczny. Taki jest Budapeszt.
Wpadłam na krótko, ale pewnie wrócę!

Fot: @agnieszkazysk 
#podróże #podróżemałeiduże #blogerka #budgettraveler #budgettravel #travelblogger #girlswhotravel #maxidress #aniapodróżuje #budapest #hungary #budapestgram #węgry #zamek #castle #100dnibezspodni #sukienka

Planowałam wylegiwać się w termach...

Profesorze do nauczyciela w liceum – czy trzeba?

autor Posted on

Przeskakując z gimnazjum albo szkoły podstawowej do szkoły średniej, wiele osób spotyka się z zaskoczeniem, że zwracamy się pani profesor albo profesorze do nauczyciela.
I z jednej strony – czujemy się przez to bardziej dorośli, trochę może jak w Hogwarcie i możemy to traktować jako coś fajnego, a z drugiej – budzi niezgodę.

Profesorze do nauczyciela – kiedy to wkurza?

A budzi ją z różnych powodów. Np. dlatego, że nauczyciel który tak sobie życzy, zachowuje się jakby tytuł magistra kupił na OLX a oczekuje szacunku z kosmosu. Albo dlatego, że macie w szkole kogoś z tytułem doktora i dziwnie jest zwracać się do nauczyciela tytułem, którego nie posiada. Czasami jest to super niezręczne, bo jeszcze w poprzedniej szkole do tego samego nauczyciela mówiło się “proszę pani” a teraz przez wakacje nagle coś się zmieniło, i “pani” zamieniła się w “profesora”. No bywają sytuację, że to profesorze do nauczyciela nie przechodzi przez gardło i już.

Pani w sklepie też ma często magistra

Jest jedna rzecz, która okrutnie mnie tutaj wkurza. Gdy nauczyciel mówi “pani to jest w sklepie, ja jestem profesorem”.
STHAP THIS SHIT! To obrzydliwe, snobistyczne i klasistowskie. “Pani w sklepie” też często ma tytuł magistra, bo mamy inflację dyplomów i coraz lepiej wykształcone społeczeństwo. I tak jak pani w sklepie świadczy pewne usługi, doradzając klientom, tak nauczyciel służy uczniom. Nie widzę powodów, by akurat tytułem się wywyższać.

profesorze do nauczyciela - aniamaluje
“Profesorka” Aniamaluje

Doktorze!

Nie tylko w szkole mamy problem z tytulaturą. Przyjęło się, że do lekarza mówimy “panie doktorze”, podczas gdy większość z nich ma tytuł LEKARZA, a doktorem może być po doktoracie 😉 Przyjęło się to na tyle mocno, że raczej nikt nie mówi “panie lekarzu”. Podobnie jest z mówieniem “pani magister” do pracownika apteki. Byłam świadkiem sytuacji jak starsza pani zwróciła się do aptekarki w ten właśnie sposób, a inna pani się oburzyła i bardzo głośno powiedziała magistrem, to jestem ja, ta pani jest technikiem farmacji”.

Rozumiem więc, że osoby prawdziwie posiadające jakiś tytuł, mogą czuć się umniejszane. Cała sytuacja jest w ogóle śmieszna na wielu poziomach, bo w szkole ponadgimnazjalnej “panie” stają się nagle “profesorkami” a chwilę później na studiach profesorując doktora można zaliczyć gafę.

Profesorze do nauczyciela… ale tylko akademickiego z tytułem profesora

profesorze do nauczyciela w liceum
https://www.wnoz.umed.wroc.pl/sites/default/files/files/aktualnosci/2015/09/Podstawowe_zasady_obowiazujace_na_studiach.pdf

Wyżej fragment z zasad studiowanie wrocławskiego Uniwersytetu medycznego. “Na uczelni zatrudnieni są prawdziwi profesorowie”.

Co więcej, żeby było zabawnie – posługiwanie się tytułem, którego nie posiadamy jest wykroczeniem przeciwko porządkowi i spokojowi społecznemu (Art. 61. kw). Grozi za to 1000 zł kary.

Art. 61. § 1. Kto przywłaszcza sobie stanowisko, tytuł lub stopień albo publicznie używa lub nosi odznaczenie, odznakę, strój mundur, do których nie ma prawa, podlega karze grzywny do 1 000 złotych albo karze nagany.

Jak więc z tego wybrnąć?

Co kraj to obyczaj, co nauczyciel – to inna zasada.
Nikt nie ma prawa obniżyć ci zachowania ani wstawić jedynki za nieużywanie formy “profesor”, ale teoria teorią, a praktyka praktyką.

Ja poprawiałam studentów, gdy “doktoryzowali” mnie – gdy prowadziłam konwersatoria, byłam w trakcie studiów doktoranckich, ale moim tytułem był magister. Zupełnie nie przeszkadzałoby mi “proszę pani” czy nawet “pani Aniu”. Frazę “pani magister” uważam za sztuczną, tym bardziej, że dla niektórych studentów to był drugi kierunek i sami byli już magistrami… No ale musiałam się dostosować :<


Zam nauczycieli, którzy obrażają się, gdy nie powiesz do nich “panie profesorze”. Albo nie reagują, gdy tej formy się nie używa.

Znam takich, którzy nie życzą sobie tego profesorowania, bo uważają to za sztuczne i tworzące dystans.

Znam takich, którzy “panie profesorze” odbierają jako lizusostwo.

Nie musisz nikogo w swojej wypowiedzi “profesorować”, ale jeśli chcesz sobie radzić w szkole i gładko przez nią przejść – możesz spróbować “wyczuć nauczyciela”. To jest element tego słynnego ukrytego programu nauczania, o którym już mówiłam i na blogu i na youtube :).

A najprościej po prostu nauczyciela na samym początku zapytać .

Nauczyciel może być rzeczywiście profesorem, nawet jak ma tylko magistra

Ah, na koniec ciekawostka – istnieje sytuacja w której nauczyciel z tytułem magistra może rzeczywiście być profesorem. Profesorem oświaty ;). Istnieje taki tutuł dla wyjątkowo zasłużonych nauczycieli – 20 lat w zawodzie, minimum 10 jako nauczyciel dyplomowany i szczególne osiągnięcia. Listę wszystkich profesorów oświaty w Polsce znajdziesz na stronie ministerstwa: https://www.gov.pl/web/edukacja/profesor-oswiaty

Profesorów Oświaty jest bardzo mało, więc jeśli jest taki w twojej szkole – placówka na pewno się tym chwali.

A może Sorze?

Pewnym kompromisem jest mówienie “sorko” i “sorze”. Podsumowując: obowiązku mówienia w ten sposób nie ma, ale rzeczywistość szkolna to niestety coś więcej niż zbiór oficjalnych zasad i trzeba sobie czasami ocenić, czy lepiej mówić coś wbrew sobie by nie narobić sobie problemów, czy zgodnie z własnym sumieniem, ale z ryzykiem, że ma się u jakiegoś nauczyciela lipę.

Profesorze do nauczyciela – moja opinia

Jeśli chodzi o moją prywatną opinię – gdybym nauczała w liceum, nie śmiałabym żądać, aby ktoś tak się do mnie zwracał. Gdyby próbował – czułabym się niezręcznie. W mojej ocenie buduje to niepotrzebny dystans, ale wiele zależy od tonu z jakim to “pani profesor” jest wypowiadane. Jako uczennica ze wszystkich sił starałam się tak konstruować zdania, by nie używać tej formy. W mojej szkole kilku nauczycieli miało stopień doktora i wydawało mi się to mocno niezręczne.

Psst! Jest jeden profesor, którego ta zasada nie dotycz. El Profesor 😀

Wersja na youtube:



Uściski, Ania

22
Dodaj komentarz

avatar
15 Comment threads
7 Thread replies
2 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
17 Comment authors
AniamalujeSzyciownikw trybie offlineHankaMagda Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Dorota
Gość

Niestety, ostatnio sporo ludzi wykształconych pracuje w sklepie. Znam panią po studiach prawniczych pracującą w piekarni, panią pedagog w sklepie z bielizną, kosmetologów w Douglasie… Mgr farmacji to nie są takie proste studia, byłam na nich. Nie do końca, ale jednak. Te studia wymagają mnóstwo samozaparcia, zdrowia, jest ogrom nauki, brak czasu na zdrowy sen. Dziwię się tej kobiecie, że tak się odniosła, bo pewnie ⅓ nie poświęciła tego na naukę co ta pani z apteki. Ale tak już mamy. Pamiętam, też nazywaliśmy w liceum nauczycieli profesorami, ale dla mnie to się kojarzyło z prestiżem szkoły, którą zresztą lubiłam i… Czytaj więcej »

Żaba
Gość

W punkt! Pamiętam jak w liceum (akademickie liceum pod patronatem UŚ które prowadziło też gimnazjum) nauczycielka wiedzy o kulturze oburzyła się że ,,proszę pani to do mnie mówią dzieci w gimnazjum”. Lekcje czesto wyglądały tak że puszczała film na jakiś temat i szła do kanciapy a odrabialiśmy zadanie z matematyki. Miałam też nauczycielkę względem której ,,pani profesor” nie przeszłoby przez gardło – była tak przekochana że to tworzyłoby sztuczny dystans (nie pamiętam jak się do niej zwracałam ale dla mnie to była Pani Stella). Tak jak piszesz w przypadku problematycznych nauczycieli najlepsze było przrekonstruowanie zdania (chociaż kiedyś wypaliłam z panem… Czytaj więcej »

Marta
Gość

Na pierwszym roku studiów, w zasadzie na jednych z pierwszych zajęć się zbłaźniłam mówiąc profesor do doktora 🙂 :), później wysyłając maile zaczynałam od dzień dobry, bo bałam się, że pomylę tytuł naukowy. Później już się zorientowałam w tytułach, ale i tak sprawdzam 5 razy, czy dobrze napisałam.

Na szczęście u mnie w liceum nauczycielom wystarczyło pan i pani, za to na jednych z zajęć dodatkowych spotkałam się z “profesor”.

Smuci mnie wywyższanie się ludzi tytułem naukowym i traktowanie przedstawicieli innych zawodów z pogardą.
Każdy zasługuje na szacunek, jeśli wykonuje uczciwie swoją pracę.

Lidka
Gość

I za to właśnie mega szanuję wykładowców ze studiów – pani doktor matematyki, genialny, choć trochę dziwny umysł, za każdym razem poprawiała, gdy ktoś nazywał ją profesorem. Widać było, że jest z tego dumna. I tak miała większość prowadzących, bardzo trzymali się uzyskanego tytułu. Ale tak to już często jest, że jak ktoś osiągnął coś ciężką pracą, to jest z tego dumny i będzie chwalił się tytułem magistra czy doktora. A mówić do osób z licencjatem “pani profesor” i jeszcze być poprawianym, gdy zamiast tego powie się “proszę pani”? Teraz sobie tego nie wyobrażam i pewnie śmiało powiedziałabym wprost, co… Czytaj więcej »

Wiktoria
Gość

Co kraj to obyczaj, taka ciekawostka: studiowałam w Anglii i do tych wszystkich profesorów i doktorów mówiło się po imieniu. 😀
Ale nie oceniam czy to dobre czy niedobre, w sumie podoba mi się, jak w polskim jezyku ludzie zwracają się do siebie nawzajem per pan czy pani, ma to jakiś urok.

Jola
Gość

W mojej rodzinie krąży anegdota o pierwszym spotkaniu dwóch dalekich krewnych. Pierwsza z nich wychodzi z inicjatywą i przedstawia się drugiej mówiąc że jest profesorem w liceum, na co usłyszała odpowiedź: miło mi, ja jestem nauczycielem akademickim. 🙂

Olka
Gość

To jestem zaskoczona. U mnie w liceum mówiło się “proszę pani/pana” . Nikt nie był oburzony i nie wymagał czegoś wyższego. A liceum miałam jednak specyficzne, a jednak coś mnie ominęło :P. Jedynie z opowieści koleżanki słyszałam, że u nich mówią “sorze/sorko”, co swoją drogą jakoś mnie dziwiło. Dopiero na studiach uprzedzono nas, że należałoby orientować się, co do tytułu danej osoby.
I masz rację. To daje więcej dystansu. I nie szanuje osób, które do sprzątaczki nie powiedzą dzień dobry (nauczyciele), bo za dumni, bo za wielki tytuł mają.

Aldona
Gość

Ania jak zwykle w punkt! Fragment o lekarzach i farmaceutach dla mnie najlepszy – niby takie oczywiste, a większość ludzi nie zdaje sobie z tego sprawy. Jestem magistrem farmacji – wkurza mnie zwracanie się do techników farmaceutycznych “pani magister” , ale przez szacunek do ich starszego przeważnie od mojego wieku, nie miałam nigdy odwagi zachować się jak opisany przez Anię farmaceuta, a może powinnam, bo skoro przeszłam 5,5 roku ciężkich studiów i wiedza techników jest małym, powierzchownym ułamkiem tego, czego ja musiałam się nauczyć, to mam prawo walczyć o zszargany niestety przez techników prestiż mojego zawodu. Zwłaszcza przy odpowiedzialności (kodeks… Czytaj więcej »

Sylwia
Gość
Sylwia

Nie chce nikogo obrażać, ale Twoja wypowiedź wyklucza sama siebie. Piszesz, że prawie obrazą jest dla Ciebie jak ktoś bez wiedzy zwróci się do technika magister po czym piszesz że trzeba się szanować Nie zależnie od tytułu i że się uczy dla siebie. Jestem technikiem i z własnego doświadczenia oraz mojego partnera który również jest technikiem (już 13 lat) wiem, że samii tą opinie sobie zepsuliście i to nie przez jak twierdzisz nie wykształconych techników, którzy mało wiedzą, bo często wiedzą więcej o pracy w aptece niż wy po tych studia, ale przez Was samych i przez Wasze zachowanie względem… Czytaj więcej »

Klaudia
Gość

U mnie w technikum był beznadziejny nauczyciel, który miał tylko magistra, a życzył sobie “panie profesorze”. Olałam to, i mówiłam jak do każdego innego – proszę pana. Nie ma nic na siłę 😉

Sandra
Gość

W moim liceum podobno była zasada, że do nauczycieli mówi się “panie profesorze/pani profesor”. Taką informację przekazała nam nasza wychowawczyni na początku pierwszej klasy. Jednak nikt z mojej klasy nie zwracał się tak do nauczycieli, zawsze tylko “proszę pana/proszę pani”. Nigdy nie mieliśmy z tego powodu żadnych problemów.
Z kolei na studiach mieliśmy profesora, który miał bardzo wysokie mniemanie o sobie. I raz w rozmowie z nim nie zwróciłam się do niego “panie profesorze”, tylko “proszę pana”. Oburzony odpowiedział, że pana to ja mam na ulicy, on jest profesorem…

ElaR
Gość

Znam dużo osób po pedagogice mgr i szczerze mówiąc nie dziwię się, że pracują w sklepie. Tak to było jak pieniądze “szły” do uniwersytetu za ilość studentów, a nie jakość kształcenia i nauki. Przykładem niech będzie sytuacja, że dziewczę nie umiało czytać, inna dziewczyna w ogóle nie chodziła na zajęcia, jest to postawa nie do przyjęcia na studiach i świadczy o pewnym wychowaniu. W mojej opinii profesorem jest profesor, chociaż tak naprawdę to jest podział na : profesorów nadzwyczajnych i profesorów zwyczajnych. Mają oni niebagatelny dorobek naukowy, nie mówiąc o doświadczeniu. W związku z tym tytułowanie mgr jako profesora jest… Czytaj więcej »

Magda
Gość

Jako młoda lekarka weterynarii powiem tak – miło mi gdy ktoś mówi do mnie pani doktor, bo ludzie ze względu na młody wiek myślą, że mogą zwracać się do mnie i do koleżanki na “Ty” czy przez per “dziewczyny”.

Hanka
Gość

Ja chodziłam do takiego bardzo tradycyjnego liceum, katolickiego, z mundurkami, o bardzo dobrej renomie. Ponikąd bylismy trochę dziwakami 🙂 oderwanymi od rzeczywistości (mieszkaliśmy w internacie i naprawę do tej szkoły dostawały się osoby, które bardzo tego chciały i tam pasowały, a to dlatego że oprócz zwykłej rekrutacji były też rozmowy i raczej nie przyjmowali osób po których było widać, że to rodzice na siłę ich pchają). No więc szkoła miała atmosferę trochę jak z Hogwartu i ja przyznam zupełnie szczerze, że byłam mega z tego dumna, tzn. mi ten styl odpowiadał, mówienie “panie profesorze” było elementem tej całej atmosfery, mi… Czytaj więcej »

w trybie offline
Gość

O rany jaki wywód, wreszcie po latach edukacji ktoś mnie uświadomił xD

Szyciownik
Gość

Cześć,
Z ciekawość sprawdziłam – mój “psor” matematyki z liceum, rzeczywiście jest profesorem oświaty. Ciekawe komu to odznaczenie przyznają, bo gość do nas strzelał z łuku na strzały z przyssawkami i opowiadał historie o trupach licealistów zamkniętych w szafie. Ale między innymi to jego sprawka, że poszłam na studia matematyczne, więc coś musi być na rzeczy 🙂
Pozdrawiam,
Kasia

Previous
Przepis na mleko kokosowe za 2,50 zł – zero waste
Profesorze do nauczyciela w liceum – czy trzeba?