Zdarza mi się kupić wodę w plastiku

autor Posted on

Chociaż nie pamiętam kiedy ostatnio to zrobiłam, chyba jak utkwiłam w pociągu, którym miałam jechać chwilę.

Ostatnio obserwuję przedziwną rzecz. Za pierwszym razem się zdziwiłam, za drugim trochę zasmuciłam, ale wciąż myślałam, że to margines. Piąta, dziesiąta, piętnasta wiadomość… Napisałam post na instagramie o tym, byśmy trochę poluzowali gumki w majtkach i spuścili z tonu.

Ale dzisiaj był live i było to samo. Pytacie mnie jak radzić sobie z presją bycia idealnym. I zaskoczę Cię – nie chodzi nawet o presję bycia fit człowiekiem sukcesu. Chodzi o presję bycia w 100% etycznym, eko świadomym konsumentem, osobą bez skazy, która ratuje planetę.

Nie znam osoby, która jest w 100% eko i nie generuje żadnych śmieci. Nawet jeśli za taką się uważa, to nie uwierzę, że nigdy nie miała żadnego badania lekarskiego z użyciem jednorazowych, plastikowych elementów albo nie brała tabletek w sztucznym blistrze. Nie miała karty płatniczej, długopisu, nie dostała ptasiego mleczka w folii.

Mam takie ulubione żelki, które kupuję co miesiąc przed okresem. Bez znaczenia, czy kupuję je w lidlu czy biedrze – wszystko jest z nimi nie tak. Pakowane w folię, syfiasty skład, żelatyna wieprzowa. Normalnie nie kręcą mnie nawet takie smaki, ale przed okresem wstępuje we mnie demon!

@aniamaluje.com

#pms #aniamaluje #żelki #okres #biedronka ♬ Toxic – Britney Spears

Nie umiem powstrzymać tego demona. Może to lekko niezdrowa relacja z jedzeniem, ale zdarza mi się raz na kilka miesięcy przed okresem biec (albo wysłać kogoś) do sklepu po te żelki. I nie biczuję się z tego powodu.

Nie jestem idealna. Bardzo ograniczyłam spożycie mięsa, często jak jem na mieście, to w knajpie z wege szamką, ale nie jestem gotowa na całkowitą rezygnację. Tak samo jak nie potrafię zrezygnować z płynu do czyszczenia toalet. Może kiedyś będę umiała – dzisiaj nie.

Nie biczuję się z tego powodu.

Dokonuję najlepszych wyborów jakich jestem w stanie dokonać, jednocześnie zachowując równowagę psychiczną.

W internecie łatwo jest kogoś wskazać paluszkiem, wytknąć mu coś, napisać złośliwy komentarz do instastory. Koleżance ktoś napisał, że przez jej sałatę w folii giną koale. Kupowała rukolę.

Wiecie ile ja się nabiegałam, aby w zeszłym roku kupić rukolę bez folii? Raz na jakiś czas bywa w sezonie na dwóch stoiskach na Hali Mirowskiej, związana recepturką. Jestem uprzywilejowaną, wykonującą wolny zawód, pracującą z domu mieszkanką Warszawy, która miała czas biegać po targu w poszukiwaniu tej durnej rukoli. Ale życie to nie tylko millenialsi i Zetki z Warszawy!

W zeszłym roku miałam okazję przeżyć noc na Saharze w Tunezji, coś niesamowitego. Jednak w tym surowym, pustynnym klimacie niemal nic nie rośnie. Ciekawe, czy radykalni wyznawcy jedzenia wyłącznie lokalnych produktów pochodzenia roślinnego mieliby odwagę powiedzieć Berberom jedzącym jagnięcinę to, co piszą w komentarzach ludziom z internetu.

Łatwo jest wrzucić do sieci zdjęcie zakupów kogoś, kto stał przed nami w kolejce. Opatrzyć komentarzem, że wstyd, ze plastik, że Australia płonie. Trudniej zrozumieć, wejść w czyjeś buty. Zastanawialiście się kiedyś, czemu koszyki zakupowe starszych ludzi wyglądają jak wyglądają? Dlaczego jest w nich często tania margaryna, filet z kurczaka (tacka+folia) i płyn do mycia naczyń marki własnej marketu?

Czytam wiadomości od młodych, utrzymujących się samodzielnie studentek, które studiują i pracują, że mają poczucie winy gdy kupią na wyprzedaży t-shirt za 20 zł, bo nie mają czasu biegać po lumpeksach i szukać – uczą się wtedy albo pracują. Ludzie nieustannie się o wszystko obwiniają i próbują zogniskować w kimś swój gniew, nie brak takich, którzy mają poczucie winy, że żyją, bo ślad węglowy.

Co jakiś czas z przerażeniem widzę post kogoś, kto ma poczucie winy, że w upał kupił sobie butelkę wody, bo swoją wielorazową niechcący zostawił w pociągu. Kogoś, kto ma wyrzuty sumienia, że wziął wieczorem ubera, bo bał się wracać nocnym autobusem.

Ta paranoja do niczego dobrego nie prowadzi!

Dla mnie zdrowie jest ważniejsze od zero waste. Zawsze to podkreślam. Na Korfu piłam wodę butelkowaną, bo nie ma pitnej kranówki. Wybierałam największe butelki. W rejonach z malarią nie rezygnuję z repelentów z wysokim stężeniem DEET. Też pakowanych w plastik. Po tym jak dentysta opieprzył mnie za kamień nazębny (szczoteczki bambusowe okazały się mieć za miękkie włókna) pokornie wróciłam do dawniejszych zwyczajów.

Za to patyczki higieniczne wybieram z papierową, a nie plastikową rurką. Mam wrażliwe zęby, więc gdy piję coś zimnego albo gorącego – piję przez silikonową słomkę. Mocno zredukowałam spożycie mięsa, gdy lecę gdzieś samolotem, to wyznaję zasadę, że skoro byłam w stanie odłożyć na bilet, to jestem też w stanie na dopłatę za ślad węglowy.

Nie mam jednak aspiracji, by udawać idealną, bo taka nie jestem. Staram się wybierać najlepiej, jak według swoich możliwości potrafię. Jeśli mogę zrobić tylko mały krok, albo żadnego – zrobię ten mały. Nie zawsze jestem gotowa na te wielkie. Wiem jednak, że zachowując się jak policja religijna w Iranie, czyli piętnując dotkliwe za każdy “niegodny” wybór wygenerujemy tylko gniew. Ludzie nie zmienią się, ale będą ukrywać swoje “złe” wybory. A przez to, że przestaniemy pokazywać, że nie zawsze można zdecydować się na eko krok, w innych będzie rosła coraz większa presja.

Jednostkowe działania są super ważne – zrób ile możesz, ile potrafisz, ile dasz radę, ale nie biczuj się, gdy nie dasz. Obecna sytuacja na świecie to efekt solidnej pracy kilku pokoleń, nie możesz brać całej winy na siebie. Nie jestem idealna i nie chcę dokładać cegiełki do presji bycia idealnym.

Uściski, Ania

Podziel się

autor
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Julia
Gość

Świetny post, z którym zgadzam się w stu procentach. Sama staram się żyć świadomie, ale czasem zwyczajnie nie mam na to siły. Dlatego strasznie denerwują mnie ludzie, którzy punktują moje lub cudze “złe nawyki”. Przecież w ten sposób zniechęca się ludzi do dobry wyborów, bo po co się starać, skoro i tak zawsze będzie źle?

Klaudia Jaroszewska
Gość

Zgadzam się w 100%. Nie da się być idealnym, ale warto ciągle dążyć do tego, by być lepszym 🙂

Szyciownik
Gość

Cześć,
Bardzo dobry wpis! Ja się staram być coraz lepszą osobą z każdym dniem. Coraz bardziej Eco i rozsądną. Robię to małymi krokami i idzie mi świetnie. Powoli do celu. A nie rzucać się na głęboką wodę i dziwić, że się nie udało
Pozdrawiam
Kasia

Kinga
Gość

Bardzo przydatny i aktualny post z którym zgadzam się w 100%. Mam wrażenie, że przez ostatnie kilka lat ludzie widzą tylko czarne i białe kolory. Trzeba być w 100% fit, eko, wege, itd. To jest chore i prowadzi do bardzo poważnych konsekwencji, które już możemy zauważyć (wszechobecny hejt w Internecie). Sama staram się być bardziej eko, nie marnować niepotrzebnie jedzenia, nie ulegać konsumpcjonizmowi ale czasami jest to bardzo trudne a także ograniczone czasowo i finansowo. Najbardziej denerwuje mnie to, że takie zmiany powinny zacząć się od głowy, czyli od producentów którzy upychają pokrojone kawałki warzyw w folię, gotowane jajka, itd.… Czytaj więcej »

z-dusza.pl
Gość

Super wpis, z którym absolutnie się zgadzam. Ciekawa jestem, czy Ci czepiający się są tacy idealni? No nie sądzę. Chyba, że to ten ludzi, którzy np. jedząc mięso wyszukują w osobach niejedzących go jakichś skaz i błędów, które mogliby im wytknąć. Tacy są najgorsi!