Czego nie kupować na Aliexpress – te rzeczy są niebezpieczne!

Mam wiele grzechów na sumieniu, tego bloga prowadzę od 2011 roku, więc dokumentuje mnóstwo zmian w moim życiu i myśleniu. Był więc etap, gdy kupowałam różne pierdoły z internetu, np. kosmetyki i gadżety aliexpress, nie zawsze myśląc o swoim bezpieczeństwie. Cieszę się, że ten etap jest już za mną!  

Pierwszym silnym bodźcem do zmiany myślenia były u mnie dziewczyny z Almost Paradise, które opisały słynną czarną maskę do twarzy. Jak wyczytałam, że to zwykły klej, to zrobiło mi się słabo. Mam tendencję do zaskórników na brodzie, więc chwytałam się różnych rzeczy, ale zrobiło mi się słabo, bo czytałam ten wpis z maseczką na twarzy…

To był mój osobisty plask w twarz, który skłonił mnie do głębszej refleksji nad odpowiedzialnością za słowa. Jasne, po zerwaniu takiej maseczki skóra jest gładsza, ale nie mam pojęcia jakim kosztem. Poza tym zrywając z dłoni plaster po 3 dniach, fragment nim pokryty też będzie bardziej hmmm, śliski i milutki w dotyku. Tyle, że to nic nie znaczy.
Ale znaczyłoby, gdybym zrobiła sobie selfie przed i po napisała, że wow, mam fajną gładką skórę, a kilkadziesiąt dziewczyn pobiegłoby po czarne maski do sklepu i poniekąd przeze mnie, nałożyłyby sobie coś o nieznanym składzie na twarz.

Staram się być wolna od osądzania, sama wiem czemu kupowałam niektóre rzeczy i wiem czemu zazwyczaj proszę w aptece o tańszy odpowiednik. Na szczęście jestem mało podatna na mody i wpływy, więc nigdy nie korciły mnie podrabiane torebki i majty z imieniem i nazwiskiem projektanta na gumce. Rozumiem jednak jak to jest naoglądać się tego na instagramie i w najbliższym otoczeniu a potem po prostu chcieć. By pasować do grupy, by nie czuć się gorszym… nie oceniam.

Podzielę się jednak listą rzeczy, których nie kupiłabym na aliexpress i postaram się podać argumenty, które trafiłyby do “młodszej mnie”.

Czego nie warto kupować na aliexpress?

1. Kosmetyki

Nie mam pojęcia co naprawdę jest w środku kosmetyków z aliexpress. To, że producent coś tam deklaruje, nie musi być prawdą. Rozumiem, że czasami korci mieć szminkę w identycznym odcieniu jak znanej i bardzo drogiej marki, ale wstrzymałabym się, aż “tańszy odpowiednik” wprowadzi firma obecna na polskim rynku. Nawet, jeśli produkuje swoją kolorówkę w Chinach, to sprzedając ją na polskim rynku musi ją dobrze przebadać. Serio, poczekaj chwilę, za te dwa miesiące (tyle się czeka na paczkę z Ali) podobną szminkę kupisz pewnie w sieciowej drogerii. Ostatecznym, dosadnym i obrazowym argumentem był dla mnie netflixowy dokument “Niebezpieczne produkty” i odcinek o podrabianych kosmetykach. W Twoim kremie z Ali może być nawet koński mocz :O. Dlatego mówię nie podrabianym kosmetykom z aliexpress.

2. Kubeczki menstruacyjne

One są dużo tańsze, to fakt. Marża narzucona na tego typu produkty jest spora, a koszt produkcji prawdopodobnie nie jest zbyt wysoki, ale to są bardzo delikatne okolice a zdrowie to nie miejsce na eksperymenty. Nigdy nie wiem, czy silikon z jakiego wykonany jest taki kubeczek to silikon klasy medycznej i czy da się go w 100% wysterylizować.

3. Podróbki produktów pielęgnacyjnych

Zdarzyło mi się kiedyś zjeść lunch z pewną blogerką. Rozmawiałyśmy o podejściu do pewnej sprawy, nasze poglądy były zupełnie różne. Wysłuchałam jej z zaciekawieniem po czym powiedziałam, że postrzegam to zupełnie inaczej, a to co ona mówi ma sens jedynie na krótką metę i długofalowo odbije się nieprzyjemną czkawką. Poza tym to wyraz braku szacunku wobec odbiorców.

Kilka dni później na jej instagramie zobaczyłam wpis w duchu “wszyscy mówią, by robić tak i tak, ale JA ZAWSZE MYŚLAŁAM INACZEJ i…” poza wszystkowiedzącym wstępem to była niemal dosłownie moja wypowiedź! Nie byłyśmy na tym lunchu same, więc zapytałam drugą koleżankę, czy mam paranoję, czy to rzeczywiście jest zapis moich słów. Był.

To jest bzdura, ale poczułam się rozczarowana. Doskonale zdaję sobie sprawę, że nie mam monopolu na niektóre tematy i rozumiem, że pewne rzeczy są powtarzalne. Często komentujemy te same wydarzenia, pewnie wiele osób robi noworoczne wyzwania, ale są pewne granice.

Wyobraź sobie, że wymyślasz fajny produkt, ale ludzie nie do końca jeszcze rozumieją jego ideę. Wkładasz mnóstwo pieniędzy w badania i atesty, dopieszczasz go w każdym calu. Potem robisz kolejne i kolejne badania, zatrudniasz do tego mnóstwo osób, którym płacisz godnie za wykonaną pracę. Inwestujesz w marketing i rozpromowanie idei produktu, w który całym serduchem wierzysz.

A potem pojawia się firma X, która bez ponoszenia tych wszystkich kosztów wypuszcza “bardzo zbliżone urządzenie”, z tańszych materiałów. Czy to jest fair?

Miałam te rozkminy przy okazji promowania szczoteczki LUNA mini 3 od Foreo. o której
notabene możecie poczytać tutaj. A że miałam okazję zjeść z dziewczynami z
marketingu lunch, to podpytałam o kilka rzeczy na temat podróbek Foreo, ich stosunku
do tańszych zamienników sonicznych szczoteczek oraz tego, co sprawia, że cena ich
produktów jest taka, a nie inna.

Mam nadzieję, że nikt minie urwie głowy za publikowanie fragmentu prywatnej konwersacji, ale ale oprócz kwestii etycznych, chodzi też o bezpieczeństwo i kluczową funkcję produktu. Nie chodzi przecież o to, aby to była szczoteczka myjąca, ładna, silikonowa (to też ważne, ale nie kluczowe), ale aby była soniczna. Czyli pulsowała, a nie wibrowała. I aby te pulsacje były dobrze dobrane do skóry i były bezpieczne. Nie umiem w żaden ładny sposób opisać różnicy między pulsowaniem a wibrowaniem. Każdy z nas ma puls, wie jaki jest rytm bicia serca, ale na drugim biegunie wie też jak wibruje telefon :). Na grafice poniżej możecie zobaczyć czym są te osławione pulsacje.


Dla mnie to ważne, by coś, co przykładam sobie do twarzy było skuteczne, ale delikatne, a
nie agresywne niczym telefon wibrujący obok kluczy (nie cierpię tego dźwięku, aż
podskakuję!). Nie chciałabym zafundować swojej skórze nic nieprzyjemnego i
agresywnego. Oryginalne szczoteczki soniczne LUNA są świetnie dopracowane. Moja
LUNA mini 3 jest po prostu milutka w dotyku, sprawia mi dużo przyjemności. Gdy
przychodzi pora na wieczorną rutynę, myślę o odprężeniu i relaksie. Wypustki czyści się z
łatwością, szczoteczka nie jest głośna jak stary motocykl albo odkurzacz babci. Nie trzeba
się bać, że dźwięk pulsacji kogoś obudzi.

Mogę też praktycznie zapomnieć o ładowaniu – bateria szczoteczki wystarcza nawet na
650 użyć. Jestem niezdarna, chaotyczna i zapominalska, ale produkt myśli za mnie ;).
Każda ze szczoteczek sonicznych LUNA ma gwarancję wodoodporności. I to takiej
naprawdę całkowitej, bo wodoodporne są także styki do ładowarki. A ja dzięki temu mam
poczucie, że to solidnie wykonany sprzęt na którego nie muszę chuchać i dmuchać :).

No i przyczyny wyższej ceny produktów Foreo – mam 100% pewności, że silikon z którego zostały
wykonane wypustki jest ultrahigieniczny i nieporowaty. Przecież
właśnie o to chodzi, by nie rozsiewać sobie nic po buzi, tylko ją ładnie oczyścić. Silikon tej
klasy jest bezpieczny i biodegradowalny, w szczoteczkach sonicznych LUNA od Foreo nie
znajdziemy ftalanów i bisfenolu A, czyli związków chemicznych, które zmiękczają materiały
plastikowe, a zarazem z łatwością przenikają do naszego organizmu i sieją tam spustoszenie (np.
wpływają na gospodarkę hormonalną czy zwiększają ryzyko alergii).

Kupując produkt oryginalny tej jakości wiem, że wspieram markę, która stworzyła coś od A do Z, zainwestowała w rozwój, badania, uzyskała certyfikaty i nagrody jakości oraz dopieściła szczoteczkę w najmniejszych detalach. Dlatego wydaje mi się, że podrabiane szczoteczki Foreo niekonieczne są warte naszej uwagi. Z takich też względów znalazły się na mojej liście produktów, których lepiej nie kupować na aliexpress.

4. Baterie

Nie wiesz nigdy jaka jest rzeczywista pojemność, poza tym ryzykujesz uszkodzeniem swojego sprzętu. Czy jest to tego warte? Nie sądzę! Baterie mogą się przegrzać albo rozlać, oszczędzisz kilka złotych a później pożegnasz się ze swoim sprzętem.

5. Formy do ciast

I w ogóle rzeczy mające bezpośredni kontakt z jedzeniem. To jest mój grzeszek, bo kupowałam namiętnie formy do ciast i przeróżne kuchenne gadżety. Nadal kilka z nich sobie zostawiłam, myślę też, że poza ceną nie ma wielkiej różnicy między otwieraczem do słoików z ali i z marketu, ale pozbyłam się wszystkiego, co ma kontakt z jedzeniem przy obróbce cieplnej.

6. Zabawki erotyczne

Totalnie serio. I trochę kontrowersyjnie to piszę, bo te zabawki są zazwyczaj drogie. Wiele osób nieświadomie kupuje je z aliexpress przez polskich pośredników, którzy handlują tym na naszym rynku z solidną marżą. Tyle, że nawet przy tej marży zabawki te są dużo tańsze niż takie bezpieczne i atestowane. Nie będę się rozwodzić nad tym, że te tanie są często głośne i nieergonomiczne, ale odwołam się do higieny. Tańsze materiały często są porowate, a więc trudne do czyszczenia. Nie wiem czy chwila przyjemności jest warta leczenia później infekcji intymnych!

7. Zabawki dla dzieci

A już w ogóle odpadają wszystkie smoczki, gryzaki i inne. Nie chciałabym, aby moje dziecko zrobiło sobie czymś takim krzywdę. Kiepska jakość, coś może się odłamać, ukruszyć, zabawki mogą zawierać ołów – hell no! Szkoda ryzykować, to po prostu niebezpieczne. Różnice w cenach też nie są aż tak kosmiczne, by było to tego warte.

Czego nie kupować na aliexpress – subiektywne
podsumowanie

Ze wstydem przyznam, że kiedyś tak nie myślałam, nie miałam kasy, więc czułam się
usprawiedliwiona do kupowania niekoniecznie sprawdzonych produktów. Jakoś nie spięło
mi się w głowie, że jeśli chcę godnie zarabiać, to nie powinnam wspierać swoimi decyzjami
działających nieetycznie i żerujących na czyjejś pracy.

I myślę, że tak jak ze szczoteczkami sonicznymi LUNA (ja mam mini 3) od Foreo,
podrabianymi kosmetykami znanych marek na aliexpress czy gadżetami erotycznymi
jest z innymi produktami. Nie zawsze zastanawiamy się co stoi za ceną…

Z ręką na sercu zastanów się, z ilu kupionych kiedyś podróbek nadal korzystasz. Nie jest
czasem tak, że się nie sprawdziły, albo błyskawicznie popsuły? 🙂

Uściski, Ania

Podziel się

autor
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Adrianna
Gość

Jako aliexpressoholiczka, która ma kilkadziesiąt stron zamówień na przestrzeni kilku ostatnich lat… ze wszystkim się zgodzę! prawie. Przede wszystkim zgadzam się z kosmetykami – nie wiadomo co w nich jest, nie robią żadnej różnicy w porównaniu do tych, które można kupić w Polsce. Jestem na wielu grupach na FB związanych z Ali i liczba postów polecających a to błyszczyk, a to korektor, innym razem krem jest zatrważająca! Kiedyś jeszcze pisałam komentarze “uświadamiające” ale w najlepszym przypadku pozostawały bez echa (w najgorszym zdarzyło mi się, że administrator dał mi bana, po tym jak zostałam zjechana w komentarzach przez inne osoby z… Czytaj więcej »

Kornelia
Gość

Co do kosmetyków masz stuprocentową rację. Nigdy nie wiadomo, co tam może być, kto to dotykał i w jakich warunkach zostało wyprodukowane. Jednak w kwestii np. silikonowych form do ciast myślę, że to nie jest aż taka tragedia. Jeśli produkt przejdzie test sparzenia wrzątkiem i próbę pieczeni w piekarniku w wysokiej temperaturze i nic się produktowi nie stanie (nie stopi się i nie zniekształci), nie widzę problemu. Od razu mam produkt oczyszczony i przetestowany. Jeśli na dodatek wykładam formę papierem do pieczenia – tym bardziej.