Wczoraj miałam cudowną rozmowę z @magdalena_komsta, jedną z najmądrzejszych kobiet jakie znam. Rozmawiałyśmy np. o tym, ile to razy zastanawiamy się, czy strój nie przyćmi kompetencji. Bo prowadzisz prelekcję do której się długo przygotowywałaś i jednak chcesz potem usłyszeć, że była dobra, a nie, że twój tyłek świetnie wygląda w tej sukience.  Mężczyźni mają mniej seksualizowane ciała (aczkolwiek uważam, że Vladimir Putin nosi mistrzowsko skrojone garnitury🔥) i nie muszą się aż tak nad tym zastanawiać. I spoko, założysz mniej ładną sukienkę żeby „się dopasować” i „nie było gadania” ale przypadkiem utrwalisz dychotomię - ładna/sexy ALBO mądra i kompetentna.
Trudne wybory!

Miałam w życiu dwa takie przekorne momenty, gdy jednocześnie podkreślałam i talię i cycki i tyłek i nogi i jeszcze zakładałam szpilki. Wiele razy byłam oceniona powierzchownie jako niezbyt lotna laska, ale cholernie tych momentów potrzebowałam. Dzięki nim dzisiaj:
👉🏻 nikt nie jest w stanie mnie zawstydzić 👉🏻 mogę unieść brew pogardy, gdy na panelu inny panelista z niekrytym uznaniem pomieszanym ze zdziwieniem powie „ale ty jesteś mądra” po mojej wypowiedzi 👉🏻 kompletnie nie uzależniam swojego poczucia własnej wartości od tego, co mam na tyłku, bo tylko przeczołgawszy się przez etap skrajnie obcisłych sukienek mogę mieć pewność, że moje czucie się dobrze z samą sobą płynie z wewnątrz.

Bardzo często widząc kobiety oceniamy je przez pryzmat własnych wartości i poglądów. Że ubrała się tak by kogoś kusić, że na pewno jest jej niewygodnie na szpilkach i się poświęca, że to, że tamto.
Plx mniej oceniania ok? Może ta dziewczyna właśnie wyrwała się z toksycznego związku, w którym partner jej „nie pozwalał” wychodzić nigdzie w sukienkach i musi to sobie odbić? Może odeszła z jakiegoś ugrupowania oazowego albo ŚJ i ma potrzebę doświadczenia świata inaczej,by móc znaleźć swoją ulubioną wersję siebie? Nigdy nie wiesz!

Skłamię mówiąc, że nie mam z automatu założeń odnośnie nowo poznanych ludzi, bo jak każdy - mam, ale  unikam tych amatorskich psychoanaliz i was też do tego namawiam. Jeśli coś nikogo nie krzywdzi - who cares!
#aniamaluje #szczerze_pisząc

Wczoraj miałam cudowną rozmowę z...

Jak możesz być zadbana, będąc niezbadana?! Rzuciłam dzisiaj w żywej dyskusji z @kasia_coztymseksem. Kasia oczywiście jest mądra i się bada ale powiedziała, że mam to zapisać🙃
Rozmawiałyśmy o wielu rzeczach, np. o tym, że żyjemy w dziwnym kraju, w którym seks można uprawiać (nie lubię tego słowa, to nie pole) od 15-tego roku życia, a do ginekologa można iść od 18-ego. I tak sobie rozmawiamy o tym, co ja uważam, że Kasia fajnego robi dla kobiet ucząc je o tym, że seks może być fajny i przyjemny (a nie dla każdego niestety jest😥), i co Kasia uważa, że ja robię fajnego ucząc kobiety, że powinny mieć własne pieniądze a w relacje z innymi wchodzić bo chcą, a nie z ekonomicznej konieczności🙅🏻‍♀️💸
Gdzieś tam zawędrowałyśmy w odmęty relatywnie drogiego, szczególnie dla młodych ludzi dostępu do specjalistów.
I z jednej strony tak, totalnie się zgadzam. 15 minut wizyty bez żadnych badań to 150 zł (ja tyle płacę) a jak robisz przy okazji badania to kwota się zwiększa. To rzeczywiście może to boleć. Sama byłam w miejscu, w którym oglądałam każdą złotówkę 5x
✅ALE! Priorytety, dziewczyno, priorytety! Nigdy nie miałam problemu by określić, że są rzeczy ważne i ważniejsze.
Nie wiem i nie rozumiem, jak można co 3 tygodnie chodzić na rzęsy i hybrydy, a  3 lata nie być u ginekologa. Na tej samej zasadzie nie rozumiałam Gruzinów z nowymi telefonami, ale bez zębów🤯
Na studiach miałam stary model telefonu a mój pierwszy tablet, dzięki któremu mniej kserowałam i moglam czytać książki na legimi, nagrzewał się tak mocno, że musiałam go wkładać do lodówki by odpoczął. 
Ale zawsze mam zrobione badania i nie unikam lekarzy, bo to ważne❗️
Nie mówię zresztą tylko o finansach. Łatwiej jest „zadbać o siebie” idąc na te hybrydy niż pobiegać, prawda?
Don’t get me wrong, sama lubię mieć pomalowane paznokcie, lubię, a nawet uwielbiam Julię z @mayeye_warsaw , do której chodzę na rzęsy i chciałabym, aby jej biznes się rozkręcał.
Ale! First things first. Nie możesz być zadbana i niezbadana jednocześnie. Badaj się dziewczyno, ok? Gdy następnym razem gdy powiesz sobie „ale psycholog/ginekolog/terapeuta/fizjoterapeuta” jest drogi, zastanów się czy dobrze ustalasz priorytety. Nr 1 to Ty!

Jak możesz być zadbana, będąc...

Mój detoks od social mediów nadal trwa i dzielnie trzymam się narzuconej sobie maksymalnie godziny dziennie. Streszczając się powiem tylko, że wykorzystuję moment siedzenia na tyłku w Warszawie na spotkania z tymi wszystkimi cudownymi ludźmi, których przez ciągle bycie w rozjazdach nieco zaniedbałam. Podoba mi się to, chociaż dzisiaj naszło mnie na szybkie sklecenie „tygodnika”, więc macie coś do poczytania na blogu.
Zdjęcie w Tunezji zrobiła @ewaszabatin nie mam pojęcia kiedy, ale dobrze pokazuje mój mały problem z telefonem, który stał się przedłużeniem ręki. Kolory podkręciłam presetem Madryt, od @krzysztof_adamek i @instafiltry.pl, tylko zostawiłam po swojemu niebieski.

Pytanie za sto punktów: zerknij w zakładkę „twoja aktywność” na instagramie i napisz ile czasu dziennie spędzasz w tej aplikacji. Jestem ciekawa!
#aniamaluje #szczerze_pisząc #podróże #podróżemałeiduże #wakacje ##tunezja #zakochaniwtunezji #discovertunisia @discover_tunisia @sunfunholidays #lato #afryka #tunisia

Mój detoks od social mediów...

Uwielbiam to zdjęcie. Książki i wzorzyste rajstopy to najpopularniejsze prezenty jakie dostaję. Prezentem jaki sama chciałabym sobie podarować jest czas⏳ Właśnie zamknęłam ogromny projekt🥳. Powinnam uczcić to kieliszkiem szampana i relaksem, tymczasem  pierwsza myśl brzmiała „o cudownie! wreszcie będę miała czas na pisanie własnego ebooka i tekstów na bloga”. A potem uświadomiłam sobie, że ja zawsze mam nad sobą coś, co POWINNAM napisać. Nie pamietam kiedy miałam od tego wolną głowę. I tak jak cenię sobie szalenie dywersyfikację przychodów i wolność twórczą jaką mi daje, tak potrzebuję też wolności OD tworzenia. Nie da się tego streścić wpisem na IG, ale Fromm swoją genialną „Ucieczką od wolności” poukładał mi kiedyś w głowie. Potrzebuję powiedzieć sobie, że mogę bez konsekwencji dla swojej psychiki być wolna od bloga i instagrama i nie czynić z nich ważnych filarów mojej tożsamości. Ustawiam sobie jeszcze ostrzejszy limit czasowy na instagrama (godzinę dziennie!). Mam ochotę pisać i wrzucać tutaj coś tylko wtedy, gdy będzie mnie na to cisnąć jak na sikanie po siedmiogodzinnej jeździe z Tbilisi do Batumi.Może będę milczeć całymi dniami, może naparzać treściami jak szalona, dowiem się tylko postanawiając, że nie muszę! Pssst! Ograniczyłam na profilu komentowanie tylko dla osób; które mnie obserwują. Kompletnie wyzwoliłam się myśli o tym, że konto powinno rosnąć. Dałam sobie do końca roku czas na wolność także od zarabiania. Jestem ciekawa co będę CHCIAŁA robić czując, że mam ten cudowny komfort, że nie muszę.

#przerwa #aniamaluje #szczerze_pisząc #rajstopy #nogi #książka #kropki

Uwielbiam to zdjęcie. Książki i...

Wrzuciłam wczoraj na stories najbardziej memiczne momenty mojego życia (są w przypiętych!) i bezkonkurencyjnie wygrał gołąb, który leciał na mój tyłek😅. Naszła mnie przy tej okazji pewna myśl, której nie mogę wyrzucić z głowy. Zostanę pewnie zjechana i już słyszę te komentarze pod tytułem „zdefiniuj kobiecość!!!1”, ale nie czuję, abym miała jakiś obowiązek coś tu definiować, tak samo jak nie umiem zdefiniować czym jest chemia między dwójką ludzi i czemu czasami nie ma jej z kimś, kto teoretycznie łapie się we wszystkie nasze kryteria a „to coś” ma ktoś, kto do nich nie pasuje😉
Więc myśl, która mnie dręczy to ta, że poza aktorkami czy piosenkarkami mało widzę kobiet odnoszących sukcesy czy dzierżących władzę, które nie ukrywałyby swojej - no właśnie - kobiecości.
I nie zrozumcie mnie źle, jestem na tym etapie, że czuję się świetnie gdy mam na sobie bluzę ze sponge bobem, ale  co takiego sprawia, że kobiety w polityce ubierają się bardziej jak Angela Merkel czy Beata Szydło niż jak nie wiem, Angelina Jolie?
Może to, że gdy Magdalena Ogórek (nie głosowałam na nią!) kandydowała w wyborach prezydenckich, to nikt nie pytał jej o poglądy,  a media opisywały wyłącznie jej sukienki i sposób układania włosów?
Co takiego sprawia, że mądra kobieta nie może podkreślić strojem swoich pośladków?
Nie, nie uważam jakoby tyłek i cycki były jedynym co mam do zaoferowania (w ogóle co za debilne określenie) więc nie czuję abym musiała to skrywać i „najlepsze zostawić na koniec”, ale drapie mnie to, gryzie i męczy. 
Jakieś spostrzeżenia?

Wrzuciłam wczoraj na stories najbardziej...

Jestem dziewczyną leniwą. Chociaż nie, nie migam się od pracy i obowiązków. Jestem po prostu wygodna! Nie dla mnie 10 kroków koreańskiej pielęgnacji, ale niestety przy wrażliwej cerze nie mogę sobie pozwolić na całkowite olanie tematu. Wrażliwa, skora do podrażnień cera szybko się na mnie zemści, jeśli nie poświęcę jej chwili uwagi wieczorem. Jeśli jesteś wrażliwcem jak ja - możesz śmiało zerknąć w drogerii na półkę z linią physio mikrobiom marki tołpa.
Moja cera nie ma ze mną lekko, bo ciągle podróżuję (zmieniam twardość wody i powietrze) a do tego nie śpię tyle ile powinnam. A z tymi kosmetykami się polubiłam, bo działają po prostu tak, jak trzeba! Na stories możecie zobaczyć jak wygląda. 
#tołpa #pielęgnacjatwarzy #physio #oczyszczanie #kosmetyki #uroda #makijaż  #pielęgnacja #blogerka #zakupy #krem #blogkosmetyczny #twarz #polskiekosmetyki #kosmetyczka #blogurodowy #piękno #kosmetyk #dzieńdobry #nawilżenie #aniamaluje 
Post we współpracy z marką @tolpa_mniej_wiecej

Jestem dziewczyną leniwą. Chociaż nie,...

Czy jeśli w Gruzji podoba mi się nie tylko to, że jest pięknie, miło i pysznie, ale też tanio, to znaczy, że akceptuję wyjątkowo niefortunne geopolityczne położenie kraju?🤔🤯
Pierwszy raz ta myśl zastrzeliła mnie gdy odnotowałam w swojej głowie, że z roku na roku mój ukochany Lwów staje się wyraźnie droższy. 
A potem dałam sobie mentalnego plaska w twarz, bo w sumie fajnie, że ludzie się bogacą. Nie chciałabym, aby Polska słynęła wyłącznie z tego, że jest tanio i można się za grosze naj*bać. 
W 2000 roku minimalne wynagrodzenie w Polsce wynosiło 700 zł. Pamiętam jak rodzice wielkim wysiłkiem kupili mi za jednym zamachem dwa pierwsze tomy Pottera. To było super, zawsze na prezenty chciałam tylko książki, ale dopiero z perspektywy gruzińskich cen zaczynam to doceniać.

Gruzja jest niesamowita nie tylko dlatego, że jest tania. Jest niesamowita tak po prostu. Różnorodna, pyszna. Z przebogatą mitologią, kulturą, alfabetem i dumą, która nie pozwala się ugiąć przed wielkim, groźnym sąsiadem. Jasne, Gruzja jest najbliższym nam kulturowo krajem będącym w top15 pod kątem niskiego Consumer Price Index (w uproszczeniu: stosunek zarobków do kosztów życia) i rozumiem, że dla wielu ludzi to będzie kraj taniej najebki, ale dla mnie to była jedna z najciekawszych podróży w życiu. 
Przy okazji; 
Czy znacie jakąś dobrze wydaną wersję gruzińskich mitów? Może być po angielsku :). #georgia #georgia🇬🇪 #georgiatravel #gruzja #podróże #podróżemałeiduże #wakacje #aniapodróżuje

Czy jeśli w Gruzji podoba...

„Nie jestem w stanie znieść myśli, że ugnę się pod naporem ich spojrzeń i pozwolę się zawstydzić. Bo nie robię nic złego. Posiadanie ciała nie jest niczym złym. To kultura, która mówi kobiecie, że jest grzeszna jest do wymiany. Nie ważne, czy ktoś stwierdzi, że grzeszne są odsłonięte włosy czy sterczące sutki, to nie kobieta jest odpowiedzialna za odczucia, które budzi w mężczyznach. Każdy sam musi nauczyć się panować nad swoimi emocjami.” Na blogu o jeszcze jednym, ale super ważnym powodzie, dla którego chodzę bez stanika. Uświadomiłam sobie ten powód dopiero wczoraj, ale jest turbo, naprawdę turbo ważny.
Chodźcie na bloga, bo warto!
#blogerka #aniamaluje #szczerze_pisząc #bodyshaming #ciałopozytywne #bodypositivity #bezstanika ##tunezja #zakochaniwtunezji #discovertunisia @discover_tunisia #tunis #wakacje #podróże #podróżemałeiduże #blogerka

„Nie jestem w stanie znieść...

Z pieskami w Gruzji jest jak z tym chłopakiem, który wpatruje się w ciebie cały wieczór i chociaż w ogóle ci się nie podoba, z grzeczności odwzajemnisz uśmiech. Albo wymienisz 5 grzecznościowych zdań, nic co wychodziłoby poza small talk, ale będziesz tego żałować przez najbliższe miesiące. Chłopak bowiem znajdzie cię na wszystkich możliwych kanałach social media (chociaż zna tylko twoje imię!) i będzie cię tam nękał aż znajdzie sobie inny cel.
No właśnie. Pieski. Jest ich dużo, brykają sobie wolno, są najedzone i zakolczykowane, ale Gruzja nie ma pieniędzy na schroniska a walka z niekontrolowanym rozrodem jest walką z wiatrakami - pieski mnożą się przecież na „terenach kontrolowanych przez Rosję”. Milutkie, łaszące się, kochane. Ale jak dasz o dwa głaski za dużo albo podzielisz się obiadem, będą za tobą łazić wszędzie i przyprowadzą kolegów.

Oczywiście noszę antybakteryjny żel do rąk i to byłby idealny moment na wplecienie w narrację reklamy, ale niestety nikt mi nie zapłacił. A szkoda!🤪
Anyway - i Gruzja i pieski spoko. Ciężko przestawić się tylko na myślenie, że one nie są bezdomne, a wolne, jak wiewiórki u nas, ale warto brać pod uwagę uwarunkowania kulturowe i ekonomiczne zanim wyda się osąd ;) #Gruzja #Georgia #georgiatravel #georgiatrip #aniamaluje #aniapodróżuje #pies #pieski #twierdza #fortyfikacje #podróże #podróżemałeiduże #dogsofinstagram #wakacje 
Fot: @troyann

Z pieskami w Gruzji jest...

Dawno się tak nie objadłam! Kocham podróże na wschód. Albo inaczej - ja kocham dzikość. Tu jest dziko, tu jest fajnie, tu jest smacznie. Jest mi dobrze. 
Właśnie zjadłam przepyszne jedzenie w knajpie w której taka potężna pani każe ci tonem nieznoszącym sprzeciwu zamówić. Liczy utarg na liczydle. Jedzenie jest obłędne. Zrobiłam sobie dzisiaj wolne od relacji na stories, ale jutro kierunek ➡️ #kazbegi. Już kupiłam rękawiczki, w poniedziałek chodziłam w letniej kiecce, jutro założę zimową kurtkę🙈
Cudowna ta #gruzja ♥️
#georiga #georgiatravel #georgiatrip #tbilisi #kaukaz #termy #łaźnie #podróżemałeiduże #podróże #aniamaluje #aniapodróżuje 
Zdj; @troyann

Dawno się tak nie objadłam!...

Dlaczego nie zachwycił mnie Paryż, a dzisiaj zachwyca nawet Sieradz?

Są ludzie, których oczaruje kupa na pustyni, są tacy, których nie zachwyci zupełnie nic. Kiedyś byłam tym drugim typem, dzisiaj wszystko jest „amazing”. O ile jestem najedzona i wyspana. Nieszczęśliwy brzuszek, to nieszczęśliwa Ania.

Pamiętam moje rozczarowanie Paryżem. To miasto ma zbudowaną wokół siebie potężną legendę. Miasta miłości, bagietek, cudownej architektury i stylowych Paryżanek, które nie tyją a ich dzieci nie grymaszą (koszmarnie toksyczna książka!). Więc wyobraźcie sobie co poczułam, widząc wyspę śmieci na Sekwanie, walające się butelki, nielegalnie sprzedających plastikowy shit nachalnych typków i ludzi sikających pod ścianami w środku miasta. Syndrom Paryski. Zgrabne określenie na rozczarowanie chyba najbardziej przehajpowanym miastem świata.

W zeszłym roku zabrałam koleżankę do Łazienek. Przyjechała do Warszawy, chciała się przespacerować. I spaceruję tak przez piękne, ale jednak widziane wiele razy Łazienki, aż widzę grupkę turystów, wyglądających na Włochów, ale mówiących po angielsku (nie wiem czemu nie zapytałam skąd są, teraz zawsze będzie mnie to zastanawiać). Przekrzykiwali się pokazując sobie coraz to ładniejsze liście i mieli radochę z rudej wiewiórki, jakby to była najpiękniejsza istota na świecie. Ich ekspresja! Oni się nie cieszyli. Oni byli chodzącym szczęściem. Uosobieniem dziecięcej radości, tańczącą gwiazdą*.

Momentalnie poczułam się dziwnie z tym swoim umiarkowanym zachwytem i spróbowałam popatrzeć na ten park tak, jak oni. Był piękny w październikowym słońcu, ale sama tego nie dostrzegłam.

Ten drobny moment był dla mnie momentem granicznym, od którego zaczęłam trochę rozmyślać nad tym, co musi się wydarzyć, bym przeżyła zachwyt.

Jest taki utwór zespołu Crowded house. Nie znam** innych utworów Crowded house, ale w refrenie śpiewają „everywhere you go, always take the weather with you”. Ładne.

W maju spałam na pustyni. Niesamowite przeżycie, rozgwieżdżone niebo, piach, słońce i bezkres. Po obejrzeniu zachodu słońca myślałam, że nic mnie już nie zachwyci. A potem z twarzą pooraną od drobnego piasku, głodna, skacowana i niewyspana wstałam na wschód słońca (niezbyt imponujący) i zachwyciłam się kupą. Serio. Ahmed, nasz przewodnik powiedział, że po tej części pustyni można chodzić boso, że nic tu nie żyje, że za sucho, że nie ma się czego bać. Żadnych zwierząt. Ten mały bobek był dla mnie jak symbol zwycięstwa woli życia nad bezlitosną pustynią. Uroniłam łezkę zachwytu.

Zupełnie inaczej niż w Siem Reap w Kambodży, gdzie przeżyłam szok kulturowy widząc rzeczy, które nigdy nie powinny się wydarzyć. Czyli dla przykładu dzieci szukające klientów wśród europejskich mężczyzn***.
Zwiedzając kompleks Angkor Wat czułam tylko niechęć i obrzydzenie. Pamiętam, jak nazwałam świątynie kamiennymi grzybami i czułam wkurzenie na myśl o tym, ilu ludzi zginęło, albo pracowało za darmo by te grzyby wznieść. I że przez te grzyby przylatują tu turyści, którzy z ciekawości i odwagi dodanej tanim alkoholem uprawiają seks z bardzo nieletnimi.

Gdybym tego nie zobaczyła, pewnie zachwycałabym się, że jestem w scenerii którą znam z Tomb Raider i że w ogóle wow, że komuś się chciało wznieść coś tak imponującego.

To, jak odbieram dane miejsce zależy bardziej od tego, co mam w głowie, niż miejsca samego w sobie. Od moich wartości, uprzedzeń, oczekiwań. Plus od tego, czy jestem wyspana i najedzona, czy nie. 

Jak możecie się domyślać, turystyka sakralna nie należy do moich ulubionych, bo wiem ile wojen, mordów i konfliktów wywołały religie i jakoś nie jest mi z tym wszystkim po drodze. Za to podobała mi się wioska “Star Wars”, czyli ukryte gdzieś na pustyni miejsce ze scenografią udającą kiedyś u Lucasa Tatooine. Bo mam mnóstwo pięknych wspomnień z oglądania Gwiezdnych Wojen. To moje wartości sprawiają, że tandetna scenografia głaszcze mnie po serduszku, a laterytowe świątynie są jedynie kamiennymi grzybami.

Everywhere you go, always take your pogoda ducha with you

Ej, w ogóle odpal sobie ten kawałek jako tło muzyczne wpisu, ok?
Staram się nie podróżować, gdy jestem w złym momencie życia. Wiem, że podróż nie sprawi, że ucieknę od swoich myśli, tylko będę z nimi w miejscu, którego w ogóle nie docenię. Zupełnie inaczej jest, gdy podróżuję radosna i pozytywnie nastawiona. Wtedy zachwyca mnie wszystko.

Everywhere you go, always take your ulubiona muzyka with you

Kocham Włochy, ale Rimini i okolice Bolonii mnie nie zachwyciły. Ok, w Bolonii była pyszna pizza za 2,5 euro do zjedzenia na murku i to było przesuper, ale generalnie północne Włochy to nie są te Włochy, które kocham. Więc co zrobiłam? Odpaliłam sobie soundtrack z Call me by your name (przepiękny film o miłości, akcja toczy się we Włoszech) i wprawiłam się w nastrój wydobywający z tej północy najpiękniejsze elementy. Nie była to podróż mojego życia, ale miałam z niej sporo frajdy. W moje głowie został np. moment gdy zobaczyłam na drzewie dorodne brzoskwinie a akurat nuciło mi się Love my way. Z brzoskwiniami zrozumieją tylko ci, którzy oglądali film 🍑🍑🍑. Przywiozłam z tej podróży kilka pięknych momentów. Smak carbonary zjedzonej w domu prawdziwego Włocha i przez Włocha przygotowanej, zapierającą dech w piersiach zieleń i bajkowe widoki w San Marino. No i widok czerwieniącego się głogu, zupełnie jak z jakiejś świątecznej kartki.

Everywhere you go, always zostaw swoje przedzałożenia w domu

Wybieram się teraz do Gruzji. Oczekiwania? Żadnych! Chcę fajnie spędzić czas. Mam jakieś tam rzeczy, których chciałabym doświadczyć. Może jako najbardziej niedotykalska osoba na świecie odważę się na masaż w łaźni siarkowej? Może Opera w Tibilisi? Może góry? Jadę zjeść pyszne chinkali i chaczapuri po adżarsku, ale jeśli Kazbeg będzie we mgle, to trudno. Jeśli będzie padać, to też trudno, ja sobie zajęcie i powód do uśmiechu znajdę. I właśnie dlatego nie czytam już przed podróżą książek o kulturze, bo nie chcę nic sobie interpretować negatywnie. Z powodu tych uprzedzeń nie potrafiłabym już czerpać jakiejkolwiek przyjemności ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich czy Arabii Saudyjskiej. Czarę goryczy przelała chyba turbo infantylna książka “sekrety księżczniki” w której bogata saudyjska księżniczka opisuje jak to jejku, chciała by pomóc, ale jest tylko biedną bezradną uprzywilejowaną multimilionerką i nie wie jak. Ale płacze mocno nad tym, co się dzieje. I struga bohaterkę płacząc w złotym pałacu.


Dla równowagi w Indiach babki wkurzyły się na przemoc domową i założyły prawdziwy gang. Jak którąś zbił mąż, to na chatę wbijała mu grupa wściekłych kobiet z kijami. Dzisiaj liczą się z nimi politycy w całych Indiach. (Polecam poczytać o różowym gangu!)
Dlatego nauczyłam się, że najpierw zobaczę na własne oczy, a potem poczytam o tym co zobaczyłam i co umknęło moim oczom. Równie dobrze ktoś przecież mógłby omijać Polskę jako destynację podróży, bo media przedstawiają nas jako patriarchalny, turbokatolicki i zacofany kraj.
“Pokazuchę” zostawiam sobie do poczytania w drodze powrotnej, albo już w Polsce. Chcę podróżować jak nieświadome, zachwycające się dziecko.

Oto moja recepta na to, by czerpać frajdę ze wszystkich odwiedzanych miejsc. Staram się to w sobie praktykować też w Polsce. Zachwycać się lśniącymi kasztanami, czasami usiąść, zamknąć oczy i wystawić mordkę do słońca. Podłożyć sobie w głowie jakiś ładny soundtrack. I czuć się jak małe dziecko, które nie wie co oznaczają rzeczy, które widzi, ale cieszy się, bo są nowe, inne, ciekawe.

Dlatego dzisiaj potrafi mnie cieszyć nawet podróż do Sieradza.

*To Nietzsche jak coś
** Znam, np. Don’t dream, it’s over, ale nie pasowało mi do tekstu, ok?
*** Nie ma czegoś takiego jak prostytucja dziecięca. To zawsze gwałt na dziecku.

Uściski, Ania

8
Dodaj komentarz

avatar
7 Comment threads
1 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
8 Comment authors
NowabedzielepszaBeataw trybie offlineAniaAnia Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Lisek
Gość

Za mną też Paryż, Barcelona, Rzym i Amsterdam, którymi całkowicie się zawiodłam. Ale na mój odbiór znacznie wpływają ludzie, których spotkałam, kradzieże i śmieci. Mam nawet zdjęcie jak nasza grupka turystów stoi w śmieciach w Amsterdamie, a impreza była 2 dni temu. W Polsce raczej po eventach sprząta się od razu. Paryż przepełniony nachalnymi sprzedawcami i zadzierajacymi nosa Francuzami, bo oni nie będą mówić po angielsku, to samo Barcelona. A Rzym był bardzo nijaki w porównaniu do Wenecji. Za to Budapeszt mogę odwiedzać co roku, chociaż ludzie super mili też nie są, podobnie Bułgaria.

Kasia
Gość

Zaczęłam się zachwycać tym, co spotykam na swojej drodze dopiero jak doceniłam samą siebie, czyli standard – wewnętrze->zewnętrze. Całe życie przede mną, żeby wreszcie takie momenty do szufladki (pamięci) zbierać 🙂 Póki co wyróżniających się cudów zewnętrznych oszałamiającej ilości brak, ale znowu to co wewnątrz, zmarniało.
Dzięki Aniu za Twojego bloga, fenomenalna rzecz w internecie 🙂

Gosia
Gość
Ania
Gość

Byłam w większości europejskich stolic i Paryż nie należy do moich ulubionych, ale czuję, że muszę stanąć w jego obronie 😉 Napisałaś, że rozczarowały Cię butelki, sterty śmieci i nielegalnie sprzedawany shit. Tylko że tak na to patrząc można się rozczarować każdym, naprawdę każdym miejscem. Ja np. mieszkam w Krakowie – ktoś mógłby powiedzieć “najbardziej przehajpowane miasto w Polsce”. I choć kocham to miasto, to jest w tym wiele prawdy. To miasto smogu, wiecznych korków, tłumów turystów i rosnących cen. Tu też wszędzie walają się śmieci, parki są wycinane na rzecz hoteli, na ławkach na Plantach śpią rzesze bezdomnych, a… Czytaj więcej »

Ania
Gość
Ania

Muszę stanąć w obronie Krakowa, bo mieszkam tu już wiele lat i absolutnie nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że wszędzie walają się śmieci!!! Zwiedziłam już masę miast zarówno w Polsce jak i na świecie i z każdym kolejnym wyjazdem byłam pod wrażeniem jak mamy czysto w Krakowie w porównaniu do innych miejsc 😀

w trybie offline
Gość

a ja kiedyś byłam nieczułą małpą, serio 🙂 Dopiero mój obecny narzeczony otworzył mi oczy, teraz kocham góry, kocham naturę i kocham siebie. Doceniam piękno małych rzeczy i krótkich momentów. Jestem sentymentalna.

Beata
Gość

Pozdrawiam z Sieradza 😉

Nowabedzielepsza
Gość

Ej, a ja właśnie po 15 latach w Krakowie wróciłam do Sieradza i też widzę jego plusy i uroki, których nie dostrzegałam w dzieciństwie! 😉

Previous
Dlaczego nie mam blizn, chociaż zdrapuję strupy?
Dlaczego nie zachwycił mnie Paryż, a dzisiaj zachwyca nawet Sieradz?