Jak wejdziecie w lokalizację, to zobaczycie jak to POWINNO wyglądać. Cóż, być w jednym z najbardziej zapierających dech w piersiach miejscu i go nie zobaczyć, bo chmury - zdarza się! :D Potem zaczął padać deszcz, więc ja zaczęłam mieć z tego radochę😅
Pytacie, dlaczego tak mało się stresuję! Słuchajcie, ja kiedyś byłam tą osobą, którą ze stresu zawsze bolał brzuch. Przed egzaminem, zawodami, konkursem... dzisiaj stresik czuję tylko przed podróżą (czyli chyba długo nie poczuję🙈) a częściej towarzyszy mi EKSCYTACJA. Większy problem mam z napięciem, ono się silnie odbija na moim ciele. Zazwyczaj szłam je wybiegać, ale ponieważ wróciłam przed obowiązkową kwarantanną, narzuciłam sobie własną i... chodzę po ścianach, bo moje najlepsze sposoby na rozładowanie napięcia są niedostępne🙈Nie cierpię biegać. Ale lubię zgrzana wrócić do mieszkania i mieć ten uśmiech na twarzy, że już wszystko za mną😅

A nie stresuje się, bo nie pozwalam, by rzeczy, które są poza moją kontrolą władały moim umysłem. Poza moją kontrolą jest to, ile potrwa pandemia, ile osób umiera każdego dnia, jak wygląda stan opieki zdrowotnej w Polsce, czy będzie szczepionka albo kiedy będzie i ile potrwają obostrzenia.
Ale mam kontrolę nad najważniejszymi rzeczami: mogę ograniczyć do minimum wyjścia (spacerek do sklepu po jedną rzecz nigdy tak nie kusił, co?😉), poprawnie myć ręce, unikać dotykania buzi, dbać o odporność, być aktywna fizycznie, słuchać komunikatów GiS i dostosować swoją sytuację finansową do zmieniających się warunków (przyciąć wydatki? przebranżowić się? podnieść ceny usług czy obniżyć i iść na ilość?).
Skupiam się nad tym, nad czym mam kontrolę. Zawsze!
Nie wiem czy na egzaminie dostanę trudne pytania, nad tym nie mam kontroli. Ale mam kontrolę nad tym, jak przyswoję materiał.
A u Was jak? Stres? Czarne myśli? Czy spokój na myśl o tym, że cokolwiek przyniesie życie, będzie trzeba się do tego dostosować?
#stres #szczerze_pisząc #emocje #stacalm #stayhome #vietnam #goldenhandsbridge

Jak wejdziecie w lokalizację, to...

Ale mam dzisiaj kiepski dzień! Chyba będę ładną sumkę w plecy. Auć! Bolesna lekcja, by nie robić czegoś „jednym okiem”. Pomyślałam, że podzielę się kilkoma swoimi wpadkami i poproszę Cię o to samo 👉🏻 zatytułowałam oficjalny przelew „pieniądze za las”. Byłam rozkojarzona!
👉🏻 kilka razy wysłałam polecony do samej siebie, jakoś odruchowo wpisuje mi się mój własny adres 🤷🏻‍♀️
👉🏻 wybrałam się na basen i nie spakowałam stroju, zorientowałam się już w szatni
👉🏻 bez portfela to też wyszłam wiele razy
👉🏻 wysłałam klientowi plik o tytule „wersjaostatecznailetychpoprawekjapierdole.pdf”
👉🏻 wyszłam z knajpy i zapomniałam zapłacić. Biegłam przeprosić i uregulować należność ze zwieszonym jęzorem a oni się nawet nie zorientowali! Przeprosiłam chyba z 5x🙈

Teraz Ty, będzie mi raźniej!
Zdjęcie z Bali! Było pięknie, mam nadzieję, że Balijczycy dadzą sobie radę z kryzysem, żyli w dużej mierze z turystyki :( #wpadka #aniamaluje #szczerze_pisząc #wodospad #waterfall #podrozemaleiduze #podróże

Ale mam dzisiaj kiepski dzień!...

Mam taką ulubioną grę, gdzie zadaję ludziom pytania w stylu „wolisz do końca życia jeść tylko sernik, czy tylko burgery?”. Nawet mam jej karcianą wersję (nazwa się „Dylematy” i pytania są w niej czasami na maksa odjechane!) ale i tak wolę zadawać własne😈. Zasady są proste! 👉🏻 odpowiadasz na dowolne pytanie z tego wątku (moje, cudze)
👉🏻 kupujesz sobie w ten sposób prawo, by zadać własne pytanie 
Można uzasadniać, wychodzą z tego super dyskusje!!! Uwielbiam w to grać! I na żywo i przez smsy jak na żywo nie można pogadać.
Więc ja zacznę, a Wy mam nadzieję, będziecie w komentarzach aktywni. Pytanie które wrzucam, pochodzi z gry „Dylematy”:
2 osoby zaproponowały ci namiętny pocałunek. Jedna z nich to 10 w Twojej osobistej skali, ale jest w związku. Druga to singiel, ale w twojej skali „5”. Kogo wybierasz? Napisz, a potem stwórz własny „dylemat”😉 Zawsze trzeba coś wybrać, nawet jak obie opcje są złe 🙃
Odpowiedz i zadaj swoje pytanie.

Możecie odpowiadać sobie nawzajem, będzie zabawnie! To jak, 5 czy 10? 
#gra #zostajewdomu #rozrywka #buivien #buivienstreet #vietnam #saigon #hochiminh #podróże #podróżemałeiduże #aniamaluje

Mam taką ulubioną grę, gdzie...

Idziesz do pracy, bo musisz? Źle, bo masz siedzieć na pupie. Bierzesz bezpłatny urlop, żeby siedzieć na pupie - źle, bo będzie kryzys, a w ogóle to ktoś musi w sklepach sprzedawać.
Wrzucasz związane w wirusem treści - źle, bo wszyscy już mają dość. Wrzucasz treści rozrywkowe - źle, bo jesteś ignorantem. Kupujesz papier dla siebie i rodziny - źle, bo panikujesz i „odbierasz innym”. Kupujesz tyle ile potrzebujesz - źle, bo nie myślisz o przyszłości.

Nie dajmy się zwariować. Jesteśmy różni! Przeżywamy sytuacje na swój sposób. Ktoś, kto lubi siedzieć w domu nie zrozumie kogoś, kto serio chodzi od tego po ścianach. za dzieciaka byłam często chora i 2 tygodnie na dupsku to dla mnie żadna nowość. Przyznam, że czasami wręcz chciałam mieć anginę, żeby oglądać na satelicie bajki na jakimś Rai due czy niemieckim RTL2, oglądać reklamy produktów, których w Polsce nie ma, układać puzzle, czytać książki, wpuszczać psa do łóżka (chora, to mama przymknie oko) i układać domki z kart. Przeszłabym się chętnie, marzę o zakupach w lidlu, żałuję, że nie mam balkonu, ale jakieś wielkie wyrzeczenie to nie jest. Dla kogoś innego może być niemal traumatyczne i nie mam prawa tego oceniać! Jeden będzie tańczył i śpiewał, drugi zwinie się w kulkę i będzie mu smutno.
Dlatego proszę, nie oceniajmy się! Jeśli tylko słuchasz się do zaleceń i oficjalnych komunikatów - nie czuj wyrzutów sumienia, że masz ochotę spać albo leżeć zamiast pisać ebooki i tworzyć genialne biznesy. Albo na odwrót, że w tej sytuacji przyszedł Ci do głowy genialny produkt  i wchodzisz w to jak opętany!
Nie miej wyrzutów sumienia, że czujesz radochę na myśl o gotowaniu, porządkach w szafie i wszystkich rzeczach, na które brakowało ci czasu. Albo na odwrót - że zamawiasz na wynos i marzysz o pracy w której odwiedza cię pan kanapka. Ale nie oceniaj. 
Polecam z  stories @evrdtrp która pokazuje, jak odmienne mamy perspektywy i sytuacje życiowe. To nie są rzeczy czarne albo białe, raczej tak niedookreślone jak moja skora na tym zdjęciu. Opalona, spalona, czy blada? Wszystko po trochu!
Wspieranie, nie ocenianie. Proszę🤗
#staystrong #siedzęwdomu ... bo mam ten przywilej, nie każdy może.
Doceniam! #szczerze_pisząc #aniamaluje

Idziesz do pracy, bo musisz?...

Robicie czasami głupie rzeczy? Ja niestety ciągle! Czasami szybciej działam niż myślę, a refleksja nad głupotą przychodzi po fakcie. Osobiście za jedną z najgłupszych rzeczy na świecie uważam jednak palenie papierosów. Śmierdzą, trują, niszczą zęby i zdrowie - bez wahania zdecydowałam się dorzucić swoje 3 grosze do kampanii przeciwko paleniu!
Dajcie koniecznie znać w komentarzach czy kiedyś paliliście (albo palicie) i czego wam najbardziej w związku z tym żal!
Więcej na : http://stopfejkfriends.pl/ 
Post w tamach kampanii społecznej: #stopfejkfriends i „Papierosy i e-papierosy to fałszywi przyjaciele”

#aniamaluje #szczerze_pisząc

Robicie czasami głupie rzeczy? Ja...

Na tym zdjęciu moja mina mówi „czy mogę już iść?” i nawet powiedziałam to na głos do @czula.kaminska bo obok latał jakiś szerszeń, a ja się panicznie boję🙈
Bo ja wcale nie jest odważna! 
Życie jest przewrotne. Pojechałam solo, żeby sama pobyć ze swoimi myślami - nie spędziłam sama ani jednego dnia! A teraz siedzę na tyłku jak wszyscy i mam to swoje wyciszenie, chociaż czas po wyjeździe miał być turbo intensywny🤪
🌱Fajnie jest być gdzieś z kimś. Dzielić zachwyt, czasami pokazać coś swoimi oczami, czasami rozproszyć poczucie odpowiedzialności by nie ciążyło tylko na jednej osobie, czasami by poczuć się bezpieczniej. 🌱Podróżowanie solo jest inne. Ludzie dzielą z Tobą jakieś fragmenty drogi, ale na Twoich zasadach. Zero kompromisów, dostosowywania się, szukania knajp gdzie będzie coś bez pszenicy albo gaszenia światła bo ktoś chce spać, a ty jeszcze nie. Omijania czegoś, bo komuś za gorąco albo za daleko, za blisko, za brzydko, za ładnie, zawsze coś.
🌱Łatwiej poznaje się ludzi. Ja na nowo uwierzyłam, że w ludziach jest dobro. Spotkałam się z wielką życzliwością, chęcią pomocy, wskazówkami. Ktoś mnie podwiózł, ktoś naprawił laptopa, ktoś pokazał fajne zakątki, ktoś zrobił zdjęcie, ktoś popilnował rzeczy. To było piękne!🥰
🌱Podróżowanie solo nie jest ani lepsze ani gorsze. Jest zupełnie inne. 
Polecam przeżyć chociaż raz w życiu, może jak wszystko się uspokoi? ☀️Ja lubię mieć jakąś nagrodę w perspektywie. Jeśli ogarnę to finansowo to po tej całej pandemii chciałabym wybrać się do Włoch i zjeść nieprzyzwoicie pyszną pizzę. I makaron. I potańczyć. I pośpiewać pijąc nad morzem ich domowe wino z plastikowej butelki.
Tak będzie, musi być! 
Każda burza się kiedyś kończy, w to chcę wierzyć!
Zabawmy się! Wyobraź sobie, że pandemia się skończyła, Twoje finanse i rodzina mają się dobrze.
Pierwsze co robisz „w nagrodę” aby to odreagować to?
Ja totalnie wybieram się na pizzę! #podróże #solo #solotravel #drzewo #szczerze_pisząc #aniamaluje #infinitydress #multiwaydress

Na tym zdjęciu moja mina...

To, co dzisiaj wydaje się dramatem, kiedyś może okazać się cenną lekcją. Pamiętam jak z dnia na dzień straciłam źródło dochodu nie mając planu B. Bolało, ale od tej pory pamiętałam, że „najpierw płacę sobie”. No matter what! Budowałam poduszkę finansową, chociaż było bardzo ciężko. Za drugim razem gdy straciłam głównego klienta też bolało potwornie. Wtedy wyciągnęłam kolejną lekcję i postawiłam na dywersyfikację. Teraz przy okazji wirusa moje źródełka powysychały albo stały się mniejsze, ale jedno, zupełnie pasywne działa nadal i to lepiej niż wcześniej. Książka, którą napisałam w 2013! (Dostępna na legimi).
Kryzysy są ciężkie, ja się cieszę, że dostałam mocno po dupie bardzo młodo. Że przegadałam sobie kilka tematów i np. podjęłam trudną decyzję, że nie stać mnie na pracę w szkole, (wtedy byle ósemka do wyrwania oznacza tarapaty finansowe).
Czasami te bolesne lekcje po czasie okazują się bardzo cenne! 
Mam taką zasadę, że porażkę zawsze zamieniam w „teachable moment”. Wypisuję 10 rzeczy, których nauczyła mnie ta sytuacja i wdrażam wnioski w życie.
Z takim podejściem z wielu problemów wychodzimy silniejsi!
Gdybym nie przerobiła tego problemu 10 lat temu, dzisiaj też z przerażeniem patrzyłabym na topniejący stan konta😰ale czasami żeby było lepiej, przez chwilę musi być trochę gorzej! Dzisiaj widzę, że przez ten kryzys podjęłam decyzje, które zapewniają mi całkiem wygodne życie.
Teraz wydaje się ciężko, ale jeśli wyciągniemy z tego lekcje, to będzie lepiej.
Każdy zna chyba kogoś, kto załamał się po rozpadzie związku a potem poznał partnera pod każdym kątem nieporównywalnie lepszego, prawda?
Wierzę, że tak to się skończy! 
Masz jakąś historię życiowej tragedii, która okazała się potrzebną lekcją i chcesz się nią podzielić?
#aniamaluje #szczerze_pisząc #saigon #hochiminh #kryzys #staystrong

To, co dzisiaj wydaje się...

Surowi rodzice wychowują najlepszych kłamców. To totalnie nie jest czas na te wszystkie wrogie spojrzenia i wytykanie innym co zrobili nie tak! W Tajlandii starsze małażeństwo z Chin pozarażało innych, bo bali się linczu i bali się iść do szpitala. U nas ludzie zatajają, że byli we Włoszech właśnie przez takie komentarze! Z kolei gdy restauratorka z Bangkoku dała znać klientom na fejsie, że ma wirusa, zamyka lokal i prosi osoby, które w nim były o sprawdzenie swojego zdrowia - ludzie pisali, że dziękują za jej odpowiedzialność i poinformowanie. Takie samo podejście ma Tajwan. Pisałam kiedyś, że wiara w „sprawiedliwy świat” sprzyja kulturze wtórnej wiktymizacji ofiar. Bo gdy wszyscy myślimy „jak będę ostrożna to nikt mnie nie zgwałci”, to z automatu cześć winy idzie zawsze na zgwałconą kobietę. „Mnie jakoś takie rzeczy nie spotykają a chodzę tedy 20 lat”🙄. To od naszego podejścia zależy, czy ludzie będą zgłaszać swoje objawy, czy nie. Wirus może przytrafić się każdemu, nawet najbardziej ostrożnemu człowiekowi! To nie jest moment na „to przez tego, to przez tamtego”. To moment na słuchanie się do zaleceń i siedzenie w domu. Ja zdecydowałam się kontynuować relację z Azji z normalnym opóźnieniem (no, może ciut dłuższym, zbieram więcej info o ciemnych stronach Wietnamu😌). Czasy są ciężkie, miejcie u mnie trochę rozrywki i normalności! Pozostańmy silni, bez znaczenia, czy w Polsce czy gdzieś na świecie!♥️ Nie obwiniajmy się nawzajem, nikt nie przyniósł wirusa złośliwie! To i tak by się wydarzyło. Strach jest ok, panika nie. Panika to chaos. Potrzebujemy spokoju i opanowania😊 to nasze reakcje zadecydują o rozwoju wydarzeń.
#podróże #szczerze_pisząc #aniamaluje #wirus #zostajewdomu

Surowi rodzice wychowują najlepszych kłamców....

Jedna z moich największych obaw odnośnie podróży solo?
„Ale jak ja pójdę na plażę?!”🤣
Biegam szybko, ale jednak nie chciałabym wyskakiwać z morza aby dogonić  złodzieja, który połasił się na mój telefon.
Tymczasem moje  obawy okazały się zupełnie bezzasadne! Poznałam wielu spoko ludzi, którym postanowiłam zaufać i rzadko bywałam sama. Ale czasami chciałam! I co wtedy? Raz ratownik zaproponował, że wrzuci moje „belongings” do swojej łódki. Raz wrzuciłam telefon, kasę i klucz do woreczka strunowego i zakopałam pod palmą. A kilka razy wyszłam zupełnie bez niczego. Zostawiałam klucz na recepcji i odcinałam się.
Było super! 
Chcę bardziej być niż mieć. Nie wiem jak mogłam kiedyś pozwolić na to, aby strach o durne rzeczy mnie blokował.
Dzisiaj widzę, jak był irracjonalny 🙈 nie mam za wielu zdjęć z plaży, ale było fajnie! Jestem za to na wielu zdjęciach wietnamskich chłopców (na Bali też mi się zdarzyło)🤣 Widzą białą dziewczynę i pytają, czy mogą fotkę. I czy mogą mnie do tej fotki objąć. Przedmiotowe? Szczerze? Ja też robię fotki lokalsom i chociaż sami zachęcają, to w pewien sposób czuję, że pozując do zdjęć spłacam jakiś dług. Chłopcy są zawsze bardzo grzeczni i mili. Nie spotkało mnie tu nic „disrescpectful”. Po fakcie zawsze dziękują, chwilę pogawędzimy. To dla mnie ok, bez względu na to, co opowiedzą kolegom pokazując zdjęcie. W mojej opowieści też każdy pająk jest 3 razy większy, a każdy z nas ma koleżankę, do której idol na koncercie puścił oczko😉

Nigdy w życiu nie uśmiechałam się tyle, co na tym wyjeździe!!! Nie wiem jak mogła mnie blokować myśl o tym, że ktoś mnie okradnie🙈
„Pod łóżka włażą, złodzieja węszą, 
Łbem o nocniki chłodne trącając.
I znowu sprawdzą kieszonki, kwitki, 
Spodnie na tyłkach zacerowane, 
Własność wielebną, święte nabytki, 
Swoje, wyłączne, zapracowane.”
#wietnam #azja #podróże #podróżemałeiduże #vietnam #aniamaluje #szczerze_pisząc #plaża

Jedna z moich największych obaw...

Typowa ja! Nie pamiętam jak na imię miał właściciel piesełka, ale piesek miał na imię Tom i spędziliśmy razem kilka miłych chwil! 
Nie każde zdjęcie z podróży musi być wymuskane! To wywołuje we mnie miłe emocje, bo Tom był kuleczką radości.
Przy okazji - bycie opiekunem (nie lubię słowa „panem”) pieska to +100 do charyzmy i zwiększa szanse podrywu. Albo ułatwia kontakt. Lubię czytać książki w parku i w zeszłym roku kilkadziesiąt (!) razy zdarzyło się, że wbiegł we mnie albo mój koc czyjś piesek, co dało opiekunowi oczywisty pretekst do zagajenia rozmowy bez jakiejś niezręczności. Z trzema z tych osób się koleguję, jednego poznałam ze swoją koleżanką i są parą ;).
Pieski są super!!!
Pytanie do ludzi, którzy mają (albo kiedyś mieli) zwierzaka - jak się wabił? Imię typowo zwierzęce, czy ludzkie?
Ja miałam: kota o imieniu Trampek, owczarka szkockiego collie o imieniu Zija, (Zia) aka Ruda, drugiego psa o imieniu „Mała” (zwana Zazdrośnicą), kota Kiko i kotkę Ninę. Teraz w mojej rodzinie jest kotka Schwarz i piesek Niunio.
Każde imię z innej bajki!
Jak u Was?
#piesek #dogsofinstagram #wakacje #wietnam #vietnam #podróże #podrozemaleiduze #zwierzaki

Typowa ja! Nie pamiętam jak...

Dlaczego nie zachwycił mnie Paryż, a dzisiaj zachwyca nawet Sieradz?

Są ludzie, których oczaruje kupa na pustyni, są tacy, których nie zachwyci zupełnie nic. Kiedyś byłam tym drugim typem, dzisiaj wszystko jest „amazing”. O ile jestem najedzona i wyspana. Nieszczęśliwy brzuszek, to nieszczęśliwa Ania.

Pamiętam moje rozczarowanie Paryżem. To miasto ma zbudowaną wokół siebie potężną legendę. Miasta miłości, bagietek, cudownej architektury i stylowych Paryżanek, które nie tyją a ich dzieci nie grymaszą (koszmarnie toksyczna książka!). Więc wyobraźcie sobie co poczułam, widząc wyspę śmieci na Sekwanie, walające się butelki, nielegalnie sprzedających plastikowy shit nachalnych typków i ludzi sikających pod ścianami w środku miasta. Syndrom Paryski. Zgrabne określenie na rozczarowanie chyba najbardziej przehajpowanym miastem świata.

W zeszłym roku zabrałam koleżankę do Łazienek. Przyjechała do Warszawy, chciała się przespacerować. I spaceruję tak przez piękne, ale jednak widziane wiele razy Łazienki, aż widzę grupkę turystów, wyglądających na Włochów, ale mówiących po angielsku (nie wiem czemu nie zapytałam skąd są, teraz zawsze będzie mnie to zastanawiać). Przekrzykiwali się pokazując sobie coraz to ładniejsze liście i mieli radochę z rudej wiewiórki, jakby to była najpiękniejsza istota na świecie. Ich ekspresja! Oni się nie cieszyli. Oni byli chodzącym szczęściem. Uosobieniem dziecięcej radości, tańczącą gwiazdą*.

Momentalnie poczułam się dziwnie z tym swoim umiarkowanym zachwytem i spróbowałam popatrzeć na ten park tak, jak oni. Był piękny w październikowym słońcu, ale sama tego nie dostrzegłam.

Ten drobny moment był dla mnie momentem granicznym, od którego zaczęłam trochę rozmyślać nad tym, co musi się wydarzyć, bym przeżyła zachwyt.

Jest taki utwór zespołu Crowded house. Nie znam** innych utworów Crowded house, ale w refrenie śpiewają „everywhere you go, always take the weather with you”. Ładne.

W maju spałam na pustyni. Niesamowite przeżycie, rozgwieżdżone niebo, piach, słońce i bezkres. Po obejrzeniu zachodu słońca myślałam, że nic mnie już nie zachwyci. A potem z twarzą pooraną od drobnego piasku, głodna, skacowana i niewyspana wstałam na wschód słońca (niezbyt imponujący) i zachwyciłam się kupą. Serio. Ahmed, nasz przewodnik powiedział, że po tej części pustyni można chodzić boso, że nic tu nie żyje, że za sucho, że nie ma się czego bać. Żadnych zwierząt. Ten mały bobek był dla mnie jak symbol zwycięstwa woli życia nad bezlitosną pustynią. Uroniłam łezkę zachwytu.

Zupełnie inaczej niż w Siem Reap w Kambodży, gdzie przeżyłam szok kulturowy widząc rzeczy, które nigdy nie powinny się wydarzyć. Czyli dla przykładu dzieci szukające klientów wśród europejskich mężczyzn***.
Zwiedzając kompleks Angkor Wat czułam tylko niechęć i obrzydzenie. Pamiętam, jak nazwałam świątynie kamiennymi grzybami i czułam wkurzenie na myśl o tym, ilu ludzi zginęło, albo pracowało za darmo by te grzyby wznieść. I że przez te grzyby przylatują tu turyści, którzy z ciekawości i odwagi dodanej tanim alkoholem uprawiają seks z bardzo nieletnimi.

Gdybym tego nie zobaczyła, pewnie zachwycałabym się, że jestem w scenerii którą znam z Tomb Raider i że w ogóle wow, że komuś się chciało wznieść coś tak imponującego.

To, jak odbieram dane miejsce zależy bardziej od tego, co mam w głowie, niż miejsca samego w sobie. Od moich wartości, uprzedzeń, oczekiwań. Plus od tego, czy jestem wyspana i najedzona, czy nie. 

Jak możecie się domyślać, turystyka sakralna nie należy do moich ulubionych, bo wiem ile wojen, mordów i konfliktów wywołały religie i jakoś nie jest mi z tym wszystkim po drodze. Za to podobała mi się wioska “Star Wars”, czyli ukryte gdzieś na pustyni miejsce ze scenografią udającą kiedyś u Lucasa Tatooine. Bo mam mnóstwo pięknych wspomnień z oglądania Gwiezdnych Wojen. To moje wartości sprawiają, że tandetna scenografia głaszcze mnie po serduszku, a laterytowe świątynie są jedynie kamiennymi grzybami.

Everywhere you go, always take your pogoda ducha with you

Ej, w ogóle odpal sobie ten kawałek jako tło muzyczne wpisu, ok?
Staram się nie podróżować, gdy jestem w złym momencie życia. Wiem, że podróż nie sprawi, że ucieknę od swoich myśli, tylko będę z nimi w miejscu, którego w ogóle nie docenię. Zupełnie inaczej jest, gdy podróżuję radosna i pozytywnie nastawiona. Wtedy zachwyca mnie wszystko.

Everywhere you go, always take your ulubiona muzyka with you

Kocham Włochy, ale Rimini i okolice Bolonii mnie nie zachwyciły. Ok, w Bolonii była pyszna pizza za 2,5 euro do zjedzenia na murku i to było przesuper, ale generalnie północne Włochy to nie są te Włochy, które kocham. Więc co zrobiłam? Odpaliłam sobie soundtrack z Call me by your name (przepiękny film o miłości, akcja toczy się we Włoszech) i wprawiłam się w nastrój wydobywający z tej północy najpiękniejsze elementy. Nie była to podróż mojego życia, ale miałam z niej sporo frajdy. W moje głowie został np. moment gdy zobaczyłam na drzewie dorodne brzoskwinie a akurat nuciło mi się Love my way. Z brzoskwiniami zrozumieją tylko ci, którzy oglądali film 🍑🍑🍑. Przywiozłam z tej podróży kilka pięknych momentów. Smak carbonary zjedzonej w domu prawdziwego Włocha i przez Włocha przygotowanej, zapierającą dech w piersiach zieleń i bajkowe widoki w San Marino. No i widok czerwieniącego się głogu, zupełnie jak z jakiejś świątecznej kartki.

Everywhere you go, always zostaw swoje przedzałożenia w domu

Wybieram się teraz do Gruzji. Oczekiwania? Żadnych! Chcę fajnie spędzić czas. Mam jakieś tam rzeczy, których chciałabym doświadczyć. Może jako najbardziej niedotykalska osoba na świecie odważę się na masaż w łaźni siarkowej? Może Opera w Tibilisi? Może góry? Jadę zjeść pyszne chinkali i chaczapuri po adżarsku, ale jeśli Kazbeg będzie we mgle, to trudno. Jeśli będzie padać, to też trudno, ja sobie zajęcie i powód do uśmiechu znajdę. I właśnie dlatego nie czytam już przed podróżą książek o kulturze, bo nie chcę nic sobie interpretować negatywnie. Z powodu tych uprzedzeń nie potrafiłabym już czerpać jakiejkolwiek przyjemności ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich czy Arabii Saudyjskiej. Czarę goryczy przelała chyba turbo infantylna książka “sekrety księżczniki” w której bogata saudyjska księżniczka opisuje jak to jejku, chciała by pomóc, ale jest tylko biedną bezradną uprzywilejowaną multimilionerką i nie wie jak. Ale płacze mocno nad tym, co się dzieje. I struga bohaterkę płacząc w złotym pałacu.


Dla równowagi w Indiach babki wkurzyły się na przemoc domową i założyły prawdziwy gang. Jak którąś zbił mąż, to na chatę wbijała mu grupa wściekłych kobiet z kijami. Dzisiaj liczą się z nimi politycy w całych Indiach. (Polecam poczytać o różowym gangu!)
Dlatego nauczyłam się, że najpierw zobaczę na własne oczy, a potem poczytam o tym co zobaczyłam i co umknęło moim oczom. Równie dobrze ktoś przecież mógłby omijać Polskę jako destynację podróży, bo media przedstawiają nas jako patriarchalny, turbokatolicki i zacofany kraj.
“Pokazuchę” zostawiam sobie do poczytania w drodze powrotnej, albo już w Polsce. Chcę podróżować jak nieświadome, zachwycające się dziecko.

Oto moja recepta na to, by czerpać frajdę ze wszystkich odwiedzanych miejsc. Staram się to w sobie praktykować też w Polsce. Zachwycać się lśniącymi kasztanami, czasami usiąść, zamknąć oczy i wystawić mordkę do słońca. Podłożyć sobie w głowie jakiś ładny soundtrack. I czuć się jak małe dziecko, które nie wie co oznaczają rzeczy, które widzi, ale cieszy się, bo są nowe, inne, ciekawe.

Dlatego dzisiaj potrafi mnie cieszyć nawet podróż do Sieradza.

*To Nietzsche jak coś
** Znam, np. Don’t dream, it’s over, ale nie pasowało mi do tekstu, ok?
*** Nie ma czegoś takiego jak prostytucja dziecięca. To zawsze gwałt na dziecku.

Uściski, Ania

9
Dodaj komentarz

avatar
8 Comment threads
1 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
9 Comment authors
KlaudiaNowabedzielepszaBeataw trybie offlineAnia Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Lisek
Gość

Za mną też Paryż, Barcelona, Rzym i Amsterdam, którymi całkowicie się zawiodłam. Ale na mój odbiór znacznie wpływają ludzie, których spotkałam, kradzieże i śmieci. Mam nawet zdjęcie jak nasza grupka turystów stoi w śmieciach w Amsterdamie, a impreza była 2 dni temu. W Polsce raczej po eventach sprząta się od razu. Paryż przepełniony nachalnymi sprzedawcami i zadzierajacymi nosa Francuzami, bo oni nie będą mówić po angielsku, to samo Barcelona. A Rzym był bardzo nijaki w porównaniu do Wenecji. Za to Budapeszt mogę odwiedzać co roku, chociaż ludzie super mili też nie są, podobnie Bułgaria.

Kasia
Gość

Zaczęłam się zachwycać tym, co spotykam na swojej drodze dopiero jak doceniłam samą siebie, czyli standard – wewnętrze->zewnętrze. Całe życie przede mną, żeby wreszcie takie momenty do szufladki (pamięci) zbierać 🙂 Póki co wyróżniających się cudów zewnętrznych oszałamiającej ilości brak, ale znowu to co wewnątrz, zmarniało.
Dzięki Aniu za Twojego bloga, fenomenalna rzecz w internecie 🙂

Gosia
Gość
Ania
Gość

Byłam w większości europejskich stolic i Paryż nie należy do moich ulubionych, ale czuję, że muszę stanąć w jego obronie 😉 Napisałaś, że rozczarowały Cię butelki, sterty śmieci i nielegalnie sprzedawany shit. Tylko że tak na to patrząc można się rozczarować każdym, naprawdę każdym miejscem. Ja np. mieszkam w Krakowie – ktoś mógłby powiedzieć “najbardziej przehajpowane miasto w Polsce”. I choć kocham to miasto, to jest w tym wiele prawdy. To miasto smogu, wiecznych korków, tłumów turystów i rosnących cen. Tu też wszędzie walają się śmieci, parki są wycinane na rzecz hoteli, na ławkach na Plantach śpią rzesze bezdomnych, a… Czytaj więcej »

Ania
Gość
Ania

Muszę stanąć w obronie Krakowa, bo mieszkam tu już wiele lat i absolutnie nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że wszędzie walają się śmieci!!! Zwiedziłam już masę miast zarówno w Polsce jak i na świecie i z każdym kolejnym wyjazdem byłam pod wrażeniem jak mamy czysto w Krakowie w porównaniu do innych miejsc 😀

w trybie offline
Gość

a ja kiedyś byłam nieczułą małpą, serio 🙂 Dopiero mój obecny narzeczony otworzył mi oczy, teraz kocham góry, kocham naturę i kocham siebie. Doceniam piękno małych rzeczy i krótkich momentów. Jestem sentymentalna.

Beata
Gość

Pozdrawiam z Sieradza 😉

Nowabedzielepsza
Gość

Ej, a ja właśnie po 15 latach w Krakowie wróciłam do Sieradza i też widzę jego plusy i uroki, których nie dostrzegałam w dzieciństwie! 😉

Klaudia
Gość

Ja też się teraz wszystkim zachwycam. Dojrzałam do tego, by widzieć świat trochę inaczej niż większość – lepiej. Cieszę się wszystkim tak naprawdę 😉

Previous
Dlaczego nie mam blizn, chociaż zdrapuję strupy?
Dlaczego nie zachwycił mnie Paryż, a dzisiaj zachwyca nawet Sieradz?