Wiele rzeczy w życiu myli! Na zdjęciu jestem szczęśliwa, serio. Było ciepło i miło, napoiłam i wygłaskałam pieska, zjadłam coś pysznego.
Często też krzyżuję ręce i nogi, ale nie jestem wtedy „zamknięta” albo „znudzona”, tylko wyrównuję sobie ciśnienie, bo mam niższe a tak czuję się lepiej 😉
I tak samo cudowne insta życie też jest mylące🤭. Ludzie pokazujący swoje sukcesy nie pokazują upadków i nieudanych działań (nie dziwię się, „propaganda sukcesu” bardzo dobrze sprzedaje!). Insta laski trudniące się prostytucją nie pokazują co muszą robić za te torebki,  buty i podróże.
Szczęśliwe mamy „wszystko jest kwestią organizacji” nie pokazują swojej frustracji gdy dziecko zwymiotuje na ostatnie czyste śpioszki.
Ja sama bardzo dbam o to co pokazuję, a czego nie. Nie chodzi o to, że nie jestem prawdziwa (bo jestem), po prostu moje życie to nie Big brother ;)
Wybieram się do Azji solo, więc nie będę wrzucać stories w czasie rzeczywistym. Nie chcę też siedzieć z nosem w telefonie, wolę sobie na godzinkę usiąść w hotelu i dorobić napisy do relacji. Trochę szukam zatem nowej formuły!
Dajcie znać czyje stories najbardziej lubicie, szukam świeżych inspiracji.
Moje aktualne top 3 to:
1. @szafasztywniary - nie potrzebuje 10 kafelków by powiedzieć „sto lat!”, merytorycznie, ze spokojem
2. @kasia_coztymseksem - Kasie śledzę jeszcze od czasów gdy nie opowiadała na insta o seksie i wiem, że bardzo potrzeba kogoś takiego w Polsce!
3. @evrdtrp - uwielbiam merytoryczne i fajne storiski z podróży❤️
Tych osób jest oczywiście dużo więcej, ale takie aktualne top3 stories w które klikam to właśnie te!
Dajcie znać kogo warto oglądać! Od razu mówię - nie lubię dram, ludzi o agresywnym tonie, filtrów „upiększających” ludzi i widoczki, i „smacznej kawusi”😁 Lubię ludzi konkretnych!
Kto wzbogaca Twoje chwile na insta?

#wakacje #podrozemaleiduze #lato #urlop #blogipodroznicze #blogpodrozniczy #travelpassion #relaks #motywacja #travelstagram #wspomnienia #grecja #korfu #kerkira #greece #girlswhotravel #polishtraveller #girlswhoexplore #collectmoments #mytravels #wearetravelgirls #traveljournal #girlslovetravel

Wiele rzeczy w życiu myli!...

Pytacie, czy nie boję się do Azji sama. Jasne, że się boję! Może nie w tym sensie, że jestem przerażona, ale czuję dreszcz niepokoju. Na bank się któregoś dni rozpłaczę, bo coś mi nie wyjdzie😉 na bank a chwilę później będę się z tego śmiała!
Już na starcie robię to źle, bo zamiast spakować się w plecak (potrafię!) jadę z walizką, bo chcę odwiedzić kilka osób i przywieźć im z Polski rzeczy, za którymi tęsknią i których im brak.
Ja w ogóle mam 2 stany (oba w 100% prawdziwe!). W jednym z nich z łatwością poznaję ludzi, jestem otwarta i znajduję nowe przygody, w drugim moje spojrzenie mówi „Idź stąd”. Czasami zadziwia mnie jak szybko potrafię się pomiędzy nimi przełączać! 
Myślę, że będzie fajnie, bardzo potrzebuję takiego czasu dla mnie! Już jaram się na myśl o tym, że będzie mi się w tym wilgotnym powietrzu doskonale oddychać. Na myśl o pysznym jedzonku i porządnych masażach!
Zrezygnowałam na ten moment z Myanmaru i prawdopobnie będzie to Pekin(na chwilę!)- Bangkok-Koh Chang- Bali i na koniec dwa tygodnie w Wietnamie. Zacznę z dołu, ruszę w górę. Znając mnie - zmienię pewnie plan z 10x ;) I spoko, na tym polega zabawa, nie biorę życia już tak bardzo serio, staram się bardziej z niego korzystać, mniej się spinać. Dlatego teraz wskakuję do wanny pełnej piany, zapalam świeczki i pora na totalny relaks🥰

Wyobraź sobie, że problemu w stylu brak urlopu/kasy/towarzystwa/z kim zostawić psa/ nie znam języka nie istnieją. Jest czarodziej, robi plum i ich nie ma🧙🏻‍♂️. Gdzie w tej sytuacji chcesz pojechać? Co robisz, gdy nic cię nie ogranicza?☺️ Daj znać!
#podróże #podróżemałeiduże #wakacje #lato #azja #travelphotography #travelgirl #girlswhotravel #solotravel #langkawi #malaysia #malezja

Pytacie, czy nie boję się...

Dziewczyno, jeśli czekasz jak na szpilkach czy chłopak odpisze- wyłącz te cholerne powiadomienia! Za każdym razem jak słyszysz charakterystyczny dźwięk🔔, uwalnia się kortyzol a ty masz reakcję stresową. A potem i tak jesteś rozczarowana, że to 20% rabatu na sandały, a nie książę z tindera💁🏻‍♀️ PLUM-stres-PLUM-stres-PLUM-stres - zwariować można!
Plus może warto przemyśleć, czy to właściwa relacja? Nie fajniej dostawać niespodziewane wiadomości od których się rumienisz, niż czekać aż ktoś odpisze?
Oczywiście dotyczy to relacji nazwijmy to... romantycznych, nie takich bez zobowiązań!😉 Piszę o tym przy okazji zadania numer 16 w ramach wyzwania. Dopóki nie oddałam tej działki mojemu przyjacielowi i menadżerowi @troyann (takie 2w1 bywa wygodne!), cały czas byłam w trybie stand-by czekając na umowę, ustalenia, akcept, dalsze negocjacje. Piątkowy wieczór, daleka podróż - wieczny podryg na dźwięk powiadomienia, bo może to akurat to, na które czekam... Zawsze na jakieś czekałam!😏
Maciek przekonał mnie w Gruzji, bym się ich pozbyła. Na bieżąco migają mi tylko podczas korzystania z instagrama, co jest wygodne, szczególnie gdy odpowiadam na pytania do wyzwania. Ale uwolniłam się od maila! Lubię kontakt z Wami, ale z umiarem!
Prawie w ogóle nie odpowiadam już na messengerze, jeśli mam do kogoś coś pilnego - dzwonię lub piszę SMS. Wiem, że jeśli ktoś będzie miał coś pilnego do mnie - też wybierze taką formę!
I jasne, pierwszą rzeczą, którą kupię w Bangkoku będzie karta SIM i internet (ostatnio też tak było🙈), ale zrobię to by ogarnąć transport i nocleg, a nie by sprawdzić czy przez moją nieobecność w sieci świat czasem nie spłonął ;) Jeśli nie jesteś gotowa na krok o którym mówię, pomyśl o tych wszystkich razach, gdy czekałaś na kuriera z paczką i specjalnie nie wychodziłaś z domu, a on cię olał i zostawił paczkę w punkcie, albo napisał, że przyjedzie jutro🙄
Dziewczyno! Życie Ci przelatuje przez palce na tym czekaniu!
Napisałam to pod wpływem wiadomości z uczestniczką wyzwania, której smartfon przyrósł do ręki bo wiecznie czeka! ;) zdjęcie zrobiłam 3 lata temu po Azji, kojarzy mi się z wolnością!
#szczerze_pisząc #motywacja #wyzwanie #aniamaluje #powiadomienia #stres

Dziewczyno, jeśli czekasz jak na...

Nie wiem jak szybki musiałby być aparat, aby uchwycić ten uśmiech na mojej twarzy😅 niestety mam domyślny bitch face, co nie znaczy, że odpowiada on temu co dzieje się u mnie w środku ;). Faktem jest jednak, że ludzie zawsze zauważają „ty się uśmiechasz” gdy się uśmiecham, bo jak ten uśmiech długo jest na mojej twarzy, to znaczy, że jest mi dobrze i błogo.
Ale dzisiaj to się śmieję cały dzień🤣 Nie dość, że wszystko mi fajnie wyszło, to jeszcze rozbawiły mnie do łez wasze wiadomości o tym, co dziwnego zrobiłyście podczas PMS🤪. Chodźcie na stories, jest fajnie! (Serio ten uśmiech jest rzadki, nie umiem się tak uśmiechnąć sztucznie, musi być totalnie autentyczny!)
#aniamaluje #szczerze_pisząc #zamioculcas #plantlady #crazyplantlady #pms #blogerka #uśmiech #radocha #frajda

Nie wiem jak szybki musiałby...

Ależ ja miałam od kilku dni podły humor! Niczym kiepski detektyw chwytałam się banalnych tropów, jak osłabienie i rozdrażnienie po chorobie, ciśnienie, pełnia księżyca, zły stan powietrza... Ten stan narastał od kilku dni, a ja miałam takie „wtf, o co ci chodzi dziewczyno?” Wszystko w życiu idzie jak trzeba, niektóre rzeczy nawet lepiej, skąd ten nastrój?
Zrzuciłam wszystko co mi leżało na wątrobie i co mnie gniotło w różnych sytuacjach, ale nie pomogło.
W życiu bym nie wpadła na to, że z opóźnieniem trzepnęła mnie książka i czytanie o szalenie skomplikowanej sytuacji w Myanmarze (Birmie).
Tak już czasami mam, że reaguję z opóźnieniem. 
Czasami zadziwia mnie z jaką lekkością jednego dnia przeżywam frustrację, bo w żaden sposób nie mogę spuścić napięcia, a drugiego mam wyborny humor, uśmiecham się szeroko i zaśmiewam z prymitywnych memów.
Tylko czemu zawsze to uwolnienie przychodzi wtedy, gdy pozwolę sobie na te brzydkie emocje i przestanę z nimi walczyć?
Pewnie z tego samego powodu, dla którego ludziom wychodzi podryw gdy odpuszczą, a nie desperacko próbują bardziej.
Ale mi teraz dobrze po pozbyciu się tego dziwnego ładunku! Uczucie jak zdjęcie niewygodnych butów po całym dniu! Albo jak dobiegnięcie do domu i zrobienie siusiu po godzinie wstrzymywania resztką woli🙃

Super ważna lekcja dla mnie: bardziej poddawać się falom, nie walczyć z nimi, bo się utopię!

#tajlandia #thailand #podróże #podróżemałeiduże #aniamaluje #szczerze_pisząc

Ależ ja miałam od kilku...

Którą Anią dzisiaj jesteś? 1 czy 2? I tak się zawsze kończy z nogami na ścianie🤣, ale taka mała refleksja, którą chcę się podzielić - jestem z siebie dumna! Kiedy bardziej chorowałam, wymyśliłam sobie, że muszę mieć w życiu coś, co da mi niezależność i pozwoli zarabiać nawet wtedy, gdy ja nie będę w stanie pracować. Aż do wczoraj nawalało mnie gardło, więc napakowałam czas spotkaniami towarzyskimi i nawet wciągnęłam serial, bo z pracką mimo chęci to jakoś nie szło. I super czuję się z tym, że:
- MOGŁAM.
Nie żyję bez poduszki finansowej, mogę powiedzieć sobie - Ania, teraz nie pracujesz, zluzuj
- nic nie robiąc* i tak zarabiałam. Moja wydana w 2013 książka, której w ogóle nie promuję bo mi się już nie podoba(!) jak co roku złapała się w styczniowe flow i dała mi hajs. 
I to jest super rzecz, za którą jestem bardzo wdzięczna, bo i tak pozwalam sobie na miesiąc w Azji (podczas którego nikt nie zwolni mnie z płacenia za mieszkanie itp), a tutaj niemiłe niespodzianki nie niszczą mojego komfortu.
Ogromnie mnie to cieszy, bo wiem, że wiele osób „nie może sobie pozwolić na L4” z grypą, bo niższa pensja oznacza kłopoty finansowe a normalnie jest na styk😪O ile w ogóle są ubezpieczonymi szczęśliwcami na etacie!
Cieszę się, że udało mi się od tego uchronić! *przesadziłam z tym „nic nie robiąc” bo believe me or not - pytania do wyzwania i wyzwanie sprawiają, że siedzę na IG 5h dziennie😰 ale robię to za darmo i od siebie, nigdy nie prosiłam o patronite itp, więc still - nie robię w styczniu nic zarobkowo.

Cholernie mnie to cieszy, że mam komfort życia bez strachu i chociaż nie zarabiam bardzo dużo, to mogę sobie pozwolić na luksus chorowania.
I przeraża mnie, że w 2020 chorowanie stało się luksusem. 
Strasznie! 
#aniamaluje #szczerze_pisząc #książka #czytam 
#parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #theparisguru #frenchvibes #parismood #modeaparis  #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily

Którą Anią dzisiaj jesteś? 1...

Czy nie możemy próbować być TROSZKĘ lepsi bez tej całej napinki?
Bez zawstydzania nastolatek na utrzymaniu rodziców, że nie mają każdej jednej rzeczy eko i zero waste i w ogóle instagramowa policja approved?
Bez wytykania komuś lotu na chrzciny kuzynki, bo ślad węglowy i straszne zło?
Komuś, kto zaczął przygodę z byciem wege, że robi za mało?
 Nie podoba mi się napinka wyzwalająca poczucie, że jeśli stać cię tylko na malutki kroczek, to jesteś ZŁY I NIEDOBRY. Nie jesteś!
Wrzucając  jakieś linki do swoich starych tekstów (powiedzmy do 2016) często zaznaczam: dzisiaj napisałabym to inaczej. Dlaczego? Bo jestem bardziej empatyczna i rozumiejąca, złagodniałam. Nie lubię rewolucji, wolę łagodną ewolucję i dojrzewanie do zmian. Dlatego chociaż sercem jestem np. za bardziej eko, tańszymi i zdrowszymi (może za rok ukażą się badania, że jednak nie!) kubeczkami menstruacyjnymi, to nie wyobrażam sobie zawstydzania kobiet, dla których ten krok to za dużo. Bo mogę edukować i wyjaśniać, ale jestem za wyborem. I rozumiem gdy jest inny niż mój!
Tak samo jak rozumiem, że ktoś kupi bikini za 50 zł, na aliexpress zamiast takiego samego za 150 w sieciówce, bo ma ogólnie po opłaceniu wszystkiego 400 zł w budżecie i o takim szytym w Polsce w duchu eko to może pomarzyć. 
Chciałabym abyśmy bardziej próbowali się rozumieć, a mniej oceniać i osądzać. Pokaz innym jak żyjesz, zainspiruj do czegoś fajnego, ale nie wywołuj poczucia, że jest gorszym człowiekiem. Po co?
Nie zawsze da się wybrać idealnie, warto pomyśleć, że inni dokonują najlepszych wyborów jakich potrafią.
#noshame #aniamaluje #szczerze_pisząc #piesek #dogsofinstagram #wakacje #lato #toniemojpies #niestety

Czy nie możemy próbować być...

Jakiś czas temu wróciłam do robienia sobie autoportretów. Kiedyś dawało mi to frajdę, potem uznałam za dziecinne i głupie. Dzisiaj uważam, że dziecinne to jest nazywanie rzeczy przynoszących frajdę dziecinnymi🙃

Gdyby nie samowyzwalacz i kilka serii, to pośród kilku całkiem niezamierzonych sexy póz, nie znalazłabym tej! Perełka🤣
Mama całe dzieciństwo mi mówiła: usiądź jak człowiek! 
Dzisiaj to samo mówi mi fizjoterapeuta. A moje nogi plączą się na przedziwne sposoby i na krześle i na tym legowisku, które zrobiłam sobie do czytania😅
Co jest ironiczne, bo mam szeroki parapet o którym zawsze marzyłam, że czytanie z kubkiem gorącej czekolady w oknie... kupiłam nawet piankę tapicerską na ten parapet by było miękko w tyłek i co? W ogóle na nim nie siadam! 
Fun fact: kiedyś potrafiłam założyć sobie nogi za głowę, ale raz nie mogłam się z tego potem rozplątać😅
Czy są tu jakieś osoby dzielące mój problem z nogami? Odezwijcie się, może moja mama zrozumie, że to nie jest moja złośliwość, że przy obiedzie zdarzyło mi się siedzieć po turecku🤦🏻‍♀️ #aniamaluje  #szczerze_pisząc #czytanie #książka #nogi #autoportret #interiordesign #zamioculcas #plants

Jakiś czas temu wróciłam do...

No i jak, miała być realizacja postanowień „od nowego roku” a jakoś kacyk i zmęczenie nie sprzyjają treningowi a ze zdrowym odżywianiem też ciężko?
Startuję z czymś banalnym, bo cóż może być bardziej oklepanego niż wyzwanie styczniowe?🤪Ale na zachętę powiem, że miało wystartować rok temu, ale uznałam, że jest niedopracowane. Dałam je dziesięciu osobom, które przesłały mi swoje uwagi, podzieliły się trudnościami i je ulepszyłam.
UWAGA! To nie jest jedno z tych pięknych wyzwań, gdzie zapisujesz swoje wyniki w ślicznym notesie brokatowymi cienkopisami. Tu trzeba trochę pozasuwać w realu, nie w marzeniach!
Nie chciałam, by było jak te wszystkie rzeczy z pinteresta albo filmiki z pięciominutowymi DIY, które oglądasz, mówisz pod nosem, że fajne (a może nawet zapisujesz w zakładkach!) ale nigdy nie realizujesz🤫
Ono jest po prostu skuteczne.
30 zadań, na które jest 45 dni.
Lżejsze i trudniejsze.
Codziennie na stories! 
Aha, oczywiście wystartowałam z wyzwaniem, ale nie wymyśliłam nazwy, więc przygarnę propozycje 
#wyzwanie #nowyrok #motywacja #aniamaluje #szczerze_pisząc #nogi #nylons #rajstopy #kropki #kropeczki #polkadot #zamioculcas

No i jak, miała być...

Nadchodzi fala podsumowań  od tych, którym wszystko się udało (i fajnie!👏🏻) a przyznam, że nie zrealizowałam żadnego kluczowego celu na 2019🤪
I nie jestem zła! Ani trochę!😲
Miałam jakieś założenia odnośnie tego, co bym chciała osiągnąć.
A potem poczułam, że sama kasa jest dla mnie za małą motywacja i mogę to zrobić, ale nie czuję z tego radochy. 
W 2019 dałam sobie plaska w twarz i zastanowiłam się , czego NAPRAWDĘ CHCĘ. Nie zawsze to były fajne myśli! ✅przestałam uciszać ten głos, który mówił czego pragnę, a który uciszałam, bo nie pasował mi do moich wyobrażeń o mnie samej.
Ale kiedy ich posłuchałam, to o jeju! Zaczęło mi być fajniej w życiu. ✅ Np. niedziele tylko dla mnie (dzisiaj to święto ruchome). Nie zdawałam sobie sprawy jak ja bardzo potrzebuję przestrzeni TYLKO dla siebie! ✅ Jestem asertywna bez poczucia winy i strachu przed tym, że ktoś uzna mnie za niemiłą (nie muszę być miła!)✅ Piszę bloga znowu dla przyjemności, bo choć Wasze propozycje tematów są super, to ja muszę czuć moment i dać myślom dojrzeć, nie jestem wyrobnikiem tworzącym na zawołanie. Nie chcę być!
✅ Przestałam patrzeć  na liczby i zastanowiłam się, czy w ogóle chcę być instagramerką i blogerką. Nie chcę. Chcę być Anią, która ma bloga i instagrama.

To był naprawdę dobry rok, chociaż nie postawię spektakularnych ptaszków na kartce z celami! Jak ja mogłam w ogóle mieć cele, nie wiedząc czego chcę?🙈
To był mój taki gap year, w którym przypadkiem zarobiłam najwiecej w życiu (i większość przehulałam!) ale niczego nie żałuję!

#aniamaluje #szczerze_pisząc #barcelona #parkguell #sukienka #podróże #podróżemałeiduże #catalunya #cele #podsumowanieroku #podsumowanie2019 #motywacja

Nadchodzi fala podsumowań od tych,...

Dlaczego nie zachwycił mnie Paryż, a dzisiaj zachwyca nawet Sieradz?

Są ludzie, których oczaruje kupa na pustyni, są tacy, których nie zachwyci zupełnie nic. Kiedyś byłam tym drugim typem, dzisiaj wszystko jest „amazing”. O ile jestem najedzona i wyspana. Nieszczęśliwy brzuszek, to nieszczęśliwa Ania.

Pamiętam moje rozczarowanie Paryżem. To miasto ma zbudowaną wokół siebie potężną legendę. Miasta miłości, bagietek, cudownej architektury i stylowych Paryżanek, które nie tyją a ich dzieci nie grymaszą (koszmarnie toksyczna książka!). Więc wyobraźcie sobie co poczułam, widząc wyspę śmieci na Sekwanie, walające się butelki, nielegalnie sprzedających plastikowy shit nachalnych typków i ludzi sikających pod ścianami w środku miasta. Syndrom Paryski. Zgrabne określenie na rozczarowanie chyba najbardziej przehajpowanym miastem świata.

W zeszłym roku zabrałam koleżankę do Łazienek. Przyjechała do Warszawy, chciała się przespacerować. I spaceruję tak przez piękne, ale jednak widziane wiele razy Łazienki, aż widzę grupkę turystów, wyglądających na Włochów, ale mówiących po angielsku (nie wiem czemu nie zapytałam skąd są, teraz zawsze będzie mnie to zastanawiać). Przekrzykiwali się pokazując sobie coraz to ładniejsze liście i mieli radochę z rudej wiewiórki, jakby to była najpiękniejsza istota na świecie. Ich ekspresja! Oni się nie cieszyli. Oni byli chodzącym szczęściem. Uosobieniem dziecięcej radości, tańczącą gwiazdą*.

Momentalnie poczułam się dziwnie z tym swoim umiarkowanym zachwytem i spróbowałam popatrzeć na ten park tak, jak oni. Był piękny w październikowym słońcu, ale sama tego nie dostrzegłam.

Ten drobny moment był dla mnie momentem granicznym, od którego zaczęłam trochę rozmyślać nad tym, co musi się wydarzyć, bym przeżyła zachwyt.

Jest taki utwór zespołu Crowded house. Nie znam** innych utworów Crowded house, ale w refrenie śpiewają „everywhere you go, always take the weather with you”. Ładne.

W maju spałam na pustyni. Niesamowite przeżycie, rozgwieżdżone niebo, piach, słońce i bezkres. Po obejrzeniu zachodu słońca myślałam, że nic mnie już nie zachwyci. A potem z twarzą pooraną od drobnego piasku, głodna, skacowana i niewyspana wstałam na wschód słońca (niezbyt imponujący) i zachwyciłam się kupą. Serio. Ahmed, nasz przewodnik powiedział, że po tej części pustyni można chodzić boso, że nic tu nie żyje, że za sucho, że nie ma się czego bać. Żadnych zwierząt. Ten mały bobek był dla mnie jak symbol zwycięstwa woli życia nad bezlitosną pustynią. Uroniłam łezkę zachwytu.

Zupełnie inaczej niż w Siem Reap w Kambodży, gdzie przeżyłam szok kulturowy widząc rzeczy, które nigdy nie powinny się wydarzyć. Czyli dla przykładu dzieci szukające klientów wśród europejskich mężczyzn***.
Zwiedzając kompleks Angkor Wat czułam tylko niechęć i obrzydzenie. Pamiętam, jak nazwałam świątynie kamiennymi grzybami i czułam wkurzenie na myśl o tym, ilu ludzi zginęło, albo pracowało za darmo by te grzyby wznieść. I że przez te grzyby przylatują tu turyści, którzy z ciekawości i odwagi dodanej tanim alkoholem uprawiają seks z bardzo nieletnimi.

Gdybym tego nie zobaczyła, pewnie zachwycałabym się, że jestem w scenerii którą znam z Tomb Raider i że w ogóle wow, że komuś się chciało wznieść coś tak imponującego.

To, jak odbieram dane miejsce zależy bardziej od tego, co mam w głowie, niż miejsca samego w sobie. Od moich wartości, uprzedzeń, oczekiwań. Plus od tego, czy jestem wyspana i najedzona, czy nie. 

Jak możecie się domyślać, turystyka sakralna nie należy do moich ulubionych, bo wiem ile wojen, mordów i konfliktów wywołały religie i jakoś nie jest mi z tym wszystkim po drodze. Za to podobała mi się wioska “Star Wars”, czyli ukryte gdzieś na pustyni miejsce ze scenografią udającą kiedyś u Lucasa Tatooine. Bo mam mnóstwo pięknych wspomnień z oglądania Gwiezdnych Wojen. To moje wartości sprawiają, że tandetna scenografia głaszcze mnie po serduszku, a laterytowe świątynie są jedynie kamiennymi grzybami.

Everywhere you go, always take your pogoda ducha with you

Ej, w ogóle odpal sobie ten kawałek jako tło muzyczne wpisu, ok?
Staram się nie podróżować, gdy jestem w złym momencie życia. Wiem, że podróż nie sprawi, że ucieknę od swoich myśli, tylko będę z nimi w miejscu, którego w ogóle nie docenię. Zupełnie inaczej jest, gdy podróżuję radosna i pozytywnie nastawiona. Wtedy zachwyca mnie wszystko.

Everywhere you go, always take your ulubiona muzyka with you

Kocham Włochy, ale Rimini i okolice Bolonii mnie nie zachwyciły. Ok, w Bolonii była pyszna pizza za 2,5 euro do zjedzenia na murku i to było przesuper, ale generalnie północne Włochy to nie są te Włochy, które kocham. Więc co zrobiłam? Odpaliłam sobie soundtrack z Call me by your name (przepiękny film o miłości, akcja toczy się we Włoszech) i wprawiłam się w nastrój wydobywający z tej północy najpiękniejsze elementy. Nie była to podróż mojego życia, ale miałam z niej sporo frajdy. W moje głowie został np. moment gdy zobaczyłam na drzewie dorodne brzoskwinie a akurat nuciło mi się Love my way. Z brzoskwiniami zrozumieją tylko ci, którzy oglądali film 🍑🍑🍑. Przywiozłam z tej podróży kilka pięknych momentów. Smak carbonary zjedzonej w domu prawdziwego Włocha i przez Włocha przygotowanej, zapierającą dech w piersiach zieleń i bajkowe widoki w San Marino. No i widok czerwieniącego się głogu, zupełnie jak z jakiejś świątecznej kartki.

Everywhere you go, always zostaw swoje przedzałożenia w domu

Wybieram się teraz do Gruzji. Oczekiwania? Żadnych! Chcę fajnie spędzić czas. Mam jakieś tam rzeczy, których chciałabym doświadczyć. Może jako najbardziej niedotykalska osoba na świecie odważę się na masaż w łaźni siarkowej? Może Opera w Tibilisi? Może góry? Jadę zjeść pyszne chinkali i chaczapuri po adżarsku, ale jeśli Kazbeg będzie we mgle, to trudno. Jeśli będzie padać, to też trudno, ja sobie zajęcie i powód do uśmiechu znajdę. I właśnie dlatego nie czytam już przed podróżą książek o kulturze, bo nie chcę nic sobie interpretować negatywnie. Z powodu tych uprzedzeń nie potrafiłabym już czerpać jakiejkolwiek przyjemności ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich czy Arabii Saudyjskiej. Czarę goryczy przelała chyba turbo infantylna książka “sekrety księżczniki” w której bogata saudyjska księżniczka opisuje jak to jejku, chciała by pomóc, ale jest tylko biedną bezradną uprzywilejowaną multimilionerką i nie wie jak. Ale płacze mocno nad tym, co się dzieje. I struga bohaterkę płacząc w złotym pałacu.


Dla równowagi w Indiach babki wkurzyły się na przemoc domową i założyły prawdziwy gang. Jak którąś zbił mąż, to na chatę wbijała mu grupa wściekłych kobiet z kijami. Dzisiaj liczą się z nimi politycy w całych Indiach. (Polecam poczytać o różowym gangu!)
Dlatego nauczyłam się, że najpierw zobaczę na własne oczy, a potem poczytam o tym co zobaczyłam i co umknęło moim oczom. Równie dobrze ktoś przecież mógłby omijać Polskę jako destynację podróży, bo media przedstawiają nas jako patriarchalny, turbokatolicki i zacofany kraj.
“Pokazuchę” zostawiam sobie do poczytania w drodze powrotnej, albo już w Polsce. Chcę podróżować jak nieświadome, zachwycające się dziecko.

Oto moja recepta na to, by czerpać frajdę ze wszystkich odwiedzanych miejsc. Staram się to w sobie praktykować też w Polsce. Zachwycać się lśniącymi kasztanami, czasami usiąść, zamknąć oczy i wystawić mordkę do słońca. Podłożyć sobie w głowie jakiś ładny soundtrack. I czuć się jak małe dziecko, które nie wie co oznaczają rzeczy, które widzi, ale cieszy się, bo są nowe, inne, ciekawe.

Dlatego dzisiaj potrafi mnie cieszyć nawet podróż do Sieradza.

*To Nietzsche jak coś
** Znam, np. Don’t dream, it’s over, ale nie pasowało mi do tekstu, ok?
*** Nie ma czegoś takiego jak prostytucja dziecięca. To zawsze gwałt na dziecku.

Uściski, Ania

Podziel się

9
Dodaj komentarz

avatar
8 Comment threads
1 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
9 Comment authors
KlaudiaNowabedzielepszaBeataw trybie offlineAnia Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Lisek
Gość

Za mną też Paryż, Barcelona, Rzym i Amsterdam, którymi całkowicie się zawiodłam. Ale na mój odbiór znacznie wpływają ludzie, których spotkałam, kradzieże i śmieci. Mam nawet zdjęcie jak nasza grupka turystów stoi w śmieciach w Amsterdamie, a impreza była 2 dni temu. W Polsce raczej po eventach sprząta się od razu. Paryż przepełniony nachalnymi sprzedawcami i zadzierajacymi nosa Francuzami, bo oni nie będą mówić po angielsku, to samo Barcelona. A Rzym był bardzo nijaki w porównaniu do Wenecji. Za to Budapeszt mogę odwiedzać co roku, chociaż ludzie super mili też nie są, podobnie Bułgaria.

Kasia
Gość

Zaczęłam się zachwycać tym, co spotykam na swojej drodze dopiero jak doceniłam samą siebie, czyli standard – wewnętrze->zewnętrze. Całe życie przede mną, żeby wreszcie takie momenty do szufladki (pamięci) zbierać 🙂 Póki co wyróżniających się cudów zewnętrznych oszałamiającej ilości brak, ale znowu to co wewnątrz, zmarniało.
Dzięki Aniu za Twojego bloga, fenomenalna rzecz w internecie 🙂

Gosia
Gość
Ania
Gość

Byłam w większości europejskich stolic i Paryż nie należy do moich ulubionych, ale czuję, że muszę stanąć w jego obronie 😉 Napisałaś, że rozczarowały Cię butelki, sterty śmieci i nielegalnie sprzedawany shit. Tylko że tak na to patrząc można się rozczarować każdym, naprawdę każdym miejscem. Ja np. mieszkam w Krakowie – ktoś mógłby powiedzieć “najbardziej przehajpowane miasto w Polsce”. I choć kocham to miasto, to jest w tym wiele prawdy. To miasto smogu, wiecznych korków, tłumów turystów i rosnących cen. Tu też wszędzie walają się śmieci, parki są wycinane na rzecz hoteli, na ławkach na Plantach śpią rzesze bezdomnych, a… Czytaj więcej »

Ania
Gość
Ania

Muszę stanąć w obronie Krakowa, bo mieszkam tu już wiele lat i absolutnie nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że wszędzie walają się śmieci!!! Zwiedziłam już masę miast zarówno w Polsce jak i na świecie i z każdym kolejnym wyjazdem byłam pod wrażeniem jak mamy czysto w Krakowie w porównaniu do innych miejsc 😀

w trybie offline
Gość

a ja kiedyś byłam nieczułą małpą, serio 🙂 Dopiero mój obecny narzeczony otworzył mi oczy, teraz kocham góry, kocham naturę i kocham siebie. Doceniam piękno małych rzeczy i krótkich momentów. Jestem sentymentalna.

Beata
Gość

Pozdrawiam z Sieradza 😉

Nowabedzielepsza
Gość

Ej, a ja właśnie po 15 latach w Krakowie wróciłam do Sieradza i też widzę jego plusy i uroki, których nie dostrzegałam w dzieciństwie! 😉

Klaudia
Gość

Ja też się teraz wszystkim zachwycam. Dojrzałam do tego, by widzieć świat trochę inaczej niż większość – lepiej. Cieszę się wszystkim tak naprawdę 😉