Czasami czuję się jak te małe tarty -wczorajsza. Nie zawsze dzień układa się jakbym chciała. Bez powodu czuję się rozmemłana. A wiem, że jestem człowiekim zadaniowym i niektóre rzeczy muszę jak zadania traktować. Kolega mi się kiedyś żalił, że jego żona potwornie narzeka na to, że nie kupuje jej spontanicznie kwiatów i w ogóle rzadko ją zaskakuje. A kolega z tych, co to nawet zakup plecaka poprzedzają researchem i czytaniem analiz... Więc wpisałam mu te kwiaty w losowych miejscach w kalendarzu. Żona zadowolona, on pamięta o tej zupełnie niespontanicznej spontaniczności, wszystko się zgadza.
Teraz ja wpisałam sobie takie zadanie, by codziennie zrobić jedną rzecz DLA SIEBIE. Taki #selfcare, codziennie minimum jedna rzecz dla mnie. Jutro idę na rzęsy, dzisiaj to było snucie się po domu w pidżamie do piętnastej i przepyszne leniwe śniadanie. Czasem to coś dużego, czasem nie, ale zdecydowanie zbyt często jestem dla wszystkich pomocna i troskliwa, a zapominam o sobie. A Ty? Udało ci się dzisiaj zrobić coś dla siebie? •*•*•*•*•*•*•*•*•*•*•*•*•*•*•*•*•*•*•
#lavieparisienne #frenchfashion #takemetoparis #lestyleàlafrançaise #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisianlifestyle #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #frenchvibes #parismood #modeaparis 
#aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily #różowaśroda #thinkpink #discoverunder50k #aniamaluje

Czasami czuję się jak te...

Czy jest coś co wygląda bardziej idiotycznie niż influencerka robiąca sobie zdjęcia? Z jednej strony sama się z tego śmieję, z drugiej - jak nie zrobię zdjęcia jedzenia, to nie stworzę tekstu o tym, gdzie najlepiej zjeść w danym mieście. Jakbym nie robiła sobie zdjęć w Kijowie czy na Korfu, nie mogłabym stworzyć sensownego wpisu o tym, co tam zobaczyć i jak nie przepłacić ;). Prawdą jednak jest, że 100 prób uchwycenia jakiegoś kadru wygląda komicznie🙈
Ja obecnie dzięki współpracy z @canonpolska testuję ich nowe maleństwo - zoemini S. Aparat natychmiastowy, który od razu drukuje zdjęcia, ale też pozwala je zapisać na karcie albo wydrukować jakieś zdjęcie wprost z Twojego telefonu.
Na razie jestem na początku swojej zabawy i więcej powiedzieć nie mogę (poza tym, że jest mały i śliczny), ale Ty możesz zgarnąć taki sam w konkursie, który właśnie wystartował na profilu @canonpolska - wystarczy opublikować zdjęcie i oznaczyć je odpowiednimi hashtagami😊. Będę szczęśliwa, jak trafi do kogoś z moich obserwatorów :) #CanonPolska #ZachowajChwile #CanonZoemini #ZoeminiS #LiveAndCreate  #kropki #groszki #sukienka #aniamaluje #summeroutfits #ootd #lookdojour #polkadots #summer #frenchvibes #parismood #modeaparis  #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily

Czy jest coś co wygląda...

🎈Nie umiem szczerzyć się nieszczerze😉 - dlatego na większości zdjęć jestem po prostu uśmiechnięta, tak zwyczajnie. Mój nieszczery uśmiech z zębami wyglada jak uśmiech pana Harolda ze stockowych zdjęć. Równie dobrze można sobie wyobrazić, że poza kadrem porywacz trzyma wymierzony pistolet i każe mi się uśmiechać do zdjęcia, by pokazać rodzinie, że jestem cała i można wpłacić za mnie okup🤪
Dlatego zamiast zdjęcia z balonami i wesołym 4️⃣0️⃣🎉, wrzucam zdjęcie z zeszłego roku, kiedy było mi naprawdę przesuper i szczerze szczerzyłam na wszystko, bo miałam cudowny dzień😊
Nie planowałam konkursu na 40 tysięcy followersów, ale zgodnie z Waszą wolą - zapraszam!🎉 Nie wiem, czy 40 000 to dużo, czy niedużo. Zależy od kontekstu.
👉🏻 aby policzyć od 1 do 40 000 po angielsku, potrzeba 11 godzin.
👉🏻 40 000 znaków to arkusz wydawniczy
👉🏻albo liczba mieszkańców Szczecinka 👉🏻 40 000 ludzi to też liczba osób, które umierają rocznie w Polsce przez smog☹️ 40 tysięcy to bywa dużo, bardzo dużo i za dużo. W porównaniu do wielkich insta kont to pewnie malutko, ale liczy się jakość. 
I dlatego chcę Wam symbolicznie podziękować za obecność. Za czytanie tego, co piszę, dawanie lajków, komentowanie, czasami polemikę (z której sama wiele się uczę, jesteście świadkami tego, jak dojrzewają moje poglądy!) a czasami złośliwość i wbijanie szpilki, dzięki czemu wiem, że przez 12 lat działalności w sieci nabyłam na to całkowitą odporność 😉. Nie adresuję zabawy do osób, które są pazerne na nagrody, tylko do tych, którzy serio lubią tu ze mną spędzać czas. Jeśli chcesz wygrać bon/kartę podarunkową o wartości  200 zł do wybranego przez Ciebie sklepu na terenie Polski,zadanie jest proste:
🎉 wstaw na publiczne instastories w dowolnej formie informację o tym, dlaczego warto mnie śledzić na instagramie i oznacz @aniamaluje #aniamalujecelebruje
Tylko tak będę mogła zobaczyć wszystkie stories. Powinny być dostępne 24h, każda wyświetlona zobowiązuję się zaserduszkować, byś miał pewność, że ją widziałam😊
I tyle! Możesz wstawić link do tekstu, który cię zainspirował; wypisać co mój profil zmienił w twoim życiu, wstawić zdjęcie czegoś upichconego z mojego przepisu. ciąg dalszy w komentarzu👇🏻

🎈Nie umiem szczerzyć się nieszczerze😉...

Ostatnio jestem dużo bardziej asertywna. Przestałam robić rzeczy, których nie lubię, a to co do tej pory mówiłam w myślach - mówię głośno. „Niedziela mi nie pasuje, bo to mój dzień dla siebie” „Nie pożyczę ci danej rzeczy, bo ostatnio wróciła do mnie porysowana.” I tak dalej. Lubię ludzi, nawet uwielbiam! Lubię robić dla nich miłe rzeczy, większość gości dostaje u mnie obiad i jakiś deser (często mam ciasto), sama w gości nigdy nie przychodzę z pustymi rękoma. Pomagam starszemu panu wnieść jego zakupy na czwarte piętro, zanoszę jedzenie i niektóre #darylosu do jadłodzielni, często nocuję znajomych. Ale kiedy odmawiam, jestem podobno NIEMIŁA.
Bo mam czelność jeden, jedyny dzień, który jest tylko dla mnie, woleć spędzić w wannie niż spotkać się z kimś na kawę (w ogóle jak ktoś zaprasza mnie na kawę, to znaczy, że mnie nie zna🤪).
Jestem niemiła, bo nie pożyczę drugi raz aparatu komuś, kto go porysował. „Bo przecież i tak był porysowany”. Niemiła, bo drugi raz nie przenocuję kogoś, kto poprzednio obudził mnie o szóstej pytając, gdzie trzymam kawę (serio, kawa weryfikuje czy się znamy dobrze, nie piję kawy🤪).
Okej, mogę być niemiła. Całkowicie wyrosłam z potrzeby bycia lubianą przez każdego. Jeśli bycie lubianą oznacza bycie wykorzystywaną - wolę jak ten ktoś nie będzie mnie lubić.
I o jeny, jakie to było proste. Serio. Jeśli ktoś mnie szanuje i naprawdę lubi, zrozumie moje nie, gdy czegoś mu odmówię. Jeśli będzie próbował mnie emocjonalnie szantażować - widocznie nigdy tak naprawdę mnie nie szanował.
Takie proste, a jakie trudne było kiedyś. Nie mogę uwierzyć, że kiedyś tak bardzo się z tymi odmowami w środku męczyłam!
#szczerze_pisząc #lato #kapelusz #canotier #hat #sukienka #100dnibezspodni #summeroutfits #ootdfashion #ootdsubmit #parisianstyle #parismood #theparisguru #aniamaluje

Ostatnio jestem dużo bardziej asertywna....

Pamiętacie mój tekst o tym, że byłam kiedyś konkursomaniaczką? Super było zobaczyć, jak zwycięzcy loterii Hochland otrzymują kluczyki do swoich nowych aut. Ja nigdy nie wygrałam tak cennej nagrody, najbardziej wartościową rzeczą jaką dostałam był laptop :). Jestem ciekawa jak to jest u Was, wierzycie w konkursy, czy macie wrażenie, że te nagrody istnieją jedynie na materiałach reklamowych? :) Byłam osobiście, sprawdziłam - zwycięzcy istnieją :D
Co najcenniejszego kiedykolwiek udało Cię się wygrać?

@hochland_pl; #25lathochland; #loteriahochland; #hochland; #szkolniprzyjaciele #konkurs #wygrana #konkursomaniaczka #wakacje #lato #100dnibezspodni #aniamaluje #summeroutfits 
Post we współpracy z @hochland_pl

Pamiętacie mój tekst o tym,...

Dbasz o odpoczynek? Za każdym razem, gdy o nim zapominałam, to trafiał się taki z musu. Np. był czas, że miałam deadline za deadlinem, do tego mnóstwo obowiązków na studiach doktoranckich, blog na głowie i jeszcze zajęcia z dziećmi. Spałam po 3-4h i jebs - w środku tego zapieprzu strasznie się pochorowałam. 
I tak jest zawsze, im bardziej sobie podkręcałam tempo, tym w bardziej niespodziewanym momencie uruchamiała się procedura awaryjnego odłączenia mi zasilania i elo - nie chciałaś babo odpocząć, to będziesz leżeć!
Kiedyś myślałam, że to dokręcanie śrubki to cnota, że tak trzeba. Że uczciwie zarobione pieniądze, to pieniądze zarobione ciężko. I że nie zasługuję na odpoczynek. Mając 33,5 stopnia Celsjusza wyszłam ze szpitala na dwie godziny, by napisać kolokwium i wrócić.

Ogromnym przełomem było wprowadzenie niedziel tylko dla siebie. A jak w środku dnia potrzebuję drzemki, to nie piję kawy ani energetyka, tylko ją sobie ucinam.
Kiedyś pomyślałabym - pff, co za leniwa dziewucha, czym ona się niby tak zmęczyła?
Dzisiaj jestem dumna z tego, że nauczyłam się siebie szanować.

Pssst!!! Na stories jest wielkie Q&A, możecie pytać o wszystko, będę odpowiadać za jakieś 2 godzinki ;)
#szczerze_pisząc #lato #wakacje #blogerka #podróże #korfu #kerkira #grecja #summeroutfit #lookdujour #outfitinspiration #summerdress #travelgirl #girlswhotravel #aniamaluje

Dbasz o odpoczynek? Za każdym...

Jest taki mało śmieszny żart, że diabeł proponuje Polakowi cokolwiek, ale pod warunkiem, że jego sąsiad dostanie dwa razy tyle. Dom, samochód, wspaniała żona, miliony na koncie, szczęśliwe życie... Niby bajka, ale wszystko to Polakowi wydawało się marne, gdy pomyślał, że sąsiad dostanie to x2.Więc po namyśle stwierdził: diable, wyłup mi oko!Nie chcę wierzyć, że tacy jesteśmy! Wielu z nas działa społecznie na rzecz ważnych dla nich spraw. Zgłasza własne wnioski wykorzystania środków z budżetu partycypacyjnego. Gdy pokazuję na stories że sprzątam czasem śmieci po innych ludziach na pikniku czy nad jeziorem, wysyłacie zdjęcia śmieci, które sami pozbieraliście.Wiele osób ma chęci i zapał, ale nie ma po prostu czasu albo pieniędzy.
Myślę, że spodoba im się akcja Cif Witaj Piękna Polsko, gdzie jeszcze do 11.07 możecie zgłaszać miejsca, które Cif powinien poddać renowacji. Wystarczy dodać zdjęcie i opis takiego zaniedbanego murka czy przejścia, a jak uda się trafić do zwycięzkiej ósemki - resztą zajmie się Cif.

Więcej na stronie witajpieknapolsko.pl

Wpis przy współpracy w ramach akcji Cif Witaj Piękna Polsko ————————————— #lavieparisienne #frenchfashion #takemetoparis #lestyleàlafrançaise #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisianlifestyle #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #frenchvibes #parismood #modeaparis  #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily #sukienka #koszyk #kropki #polkadots

Jest taki mało śmieszny żart,...

Skok w nadświetlną.
Albo inny głupi podpis.
Uważam, że #Warszawa ma w sobie COŚ. Kiedyś jej nie lubiłam, dzisiaj uwielbiam. Jest pełna kontrastów i różnorodna, czasami szpetna, czasami piękna. Trochę jak taki brzydki patchworkowy koc dla pieska, zrobiony z niepasujących do siebie ścinków i skrawków materiału. Dziwnym trafem to właśnie ten koc pies musi mieć w legowisku, chociaż ma inne, porządne akcesoria i zabawki. 
Warszawa jest jak taki kocyk.
Z @maxozaurus 
#warszawa #warsaw #pkin #palaceofcultureandscience #igerswarsaw #palackultury #polska #poland #lato #wakacje #fontanna

Skok w nadświetlną. Albo inny...

Ładne zdjęcie? To przewiń w palcem w bok i zobacz to zrobione sekundę później :D 
A jak masz ochotę bardziej się pośmiać, to zapraszam na bloga. W najnowszym tygodniku jest streszczenie telenoweli. Płakałam ze śmiechu, bo takie głupoty oglądała moja babcia i wszystkie jej koleżanki.
Pomyśleć, że potem ci sami ludzie nam mówią „tylko w tych komputerach siedzą, nic mądrego tam nie ma” oglądaliście telenowele? Jeśli tak, jakie? Ja oglądałam Luz Clarita🙈🙈🙈 😅 #lavieparisienne #frenchfashion #takemetoparis #lestyleàlafrançaise #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisianlifestyle #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #frenchvibes #parismood #modeaparis  #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily #sukienka #wzbożu #zboże #aniamaluje #lato #lato2019 #wakacje

Ładne zdjęcie? To przewiń w...

Ale dziś ładny dzień! Widziałam mnóstwo piesków, zjadłam pyszny sernik (sama upiekłam, mój pierwszy raz z mięsistym sernikiem nowojorskim😊!) Fajne to lato!
#lato #wakacje #polemokotowskie #warszawa #styledujour #lookdujour #parisianlifestyle #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #parisianblogger #frenchvibes #parismood #modeaparis  #parisianchic #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily #sukienka

Ale dziś ładny dzień! Widziałam...

Blogerka pojechała na wakacje na koszt sponsora!!!1 – na czym polega press trip?

Kilka dni temu wróciłam z Tunezji. To była moja pierwsza wycieczka w ramach “akredytacji prasowej”, tak zwany press trip na tym blogu. Wcześniej robiłam takie rzeczy poza blogiem i zgromadzone w ten sposób doświadczenia były  powodem, dla którego na blogu odmawiałam.

Pewnie pomyślisz teraz – laska, ty już całkiem odpłynęłaś! Ktoś zaprasza cię za darmo na wyjazd, a ty kręcisz nosem?
No to najpierw dwie prawdziwe sytuacje z mojego życia dla zobrazowania sytuacji.
Jestem jako dziennikarz media worker na wydarzeniu, na którym bardzo, ale to bardzo chciałam być, ale finansowo nie było mnie stać. Jestem w ramach obowiązków, bo mam przygotować z niego kilka drobnych materiałów. W skrócie: nie dość, że nie płacę za udział w tej bajecznej konferencji, to jeszcze mi płacą. Brzmi jak marzenie?
NOPE.
Nie skorzystałam z tego wydarzenia ani trochę!  Musiałam zrealizować kilka zadań, porozmawiać z określonymi ludźmi, coś się przesunęło, tu gdzieś problemy techniczne i bach – wystąpienia o którym marzyłam nie wysłuchałam wcale.
Sytuacja numer dwa:
Jestem na imprezie, jak zawsze jestem team zimne piwo (ale z umiarem, bo nie lubię sikać w publicznych toaletach a i kolejki do damskich są niewyobrażalne). Podchodzi do mnie chłopak z drinkiem, uśmiechając się, że mi stawia i to dla mnie.
Może nie umiem się bawić (no dobra, na pewno nie umiem) ale mam zylion powodów by nie przyjąć tego drinka, począwszy od tego, że nie lubię syropów barmańskich, przez nieprzyjmowanie alkoholu, cukierków i płynów ustrojowych od obcych, na radosnym sączeniu piwa skończywszy. Mówię dzięki stary, ale nie skorzystam i to powinno skończyć rozmowę, ale nie, koleś rzuca:
– ale ja już zapłaciłem!
To jest mniej więcej ten sam case co babcia wydająca swoje oszczędności na obrzydliwy sweterek dla wnusi, która oczekuje radości i wdzięczności, bo przecież tyle ją to kosztowało.
Bardzo nie lubię tego momentu w życiu! Nie chcę być zobligowana do bycia wdzięczną za coś, czego wcale nie chciałam. Bardzo nie lubię gdy jakaś marka wyśle mi zbędną rzecz a potem dopytuje czy nagram stories i ją pokażę. Szanuję swoich odbiorców, nie pokazuję im nieważnych rzeczy, sorry! Nie prosiłam o farbę do włosów ani linię do pielęgnacji blondu😏.

Aby być szczerą – do tej pory wszystkie sponsorowane wycieczki jakie mi proponowano  na blogu były po prostu złe.
– Wycieczka do Chin i bycie zobowiązaną do stworzenia 12 postów w ciągu roku dla marki, która mnie zaprasza. Za pieniądz, ale mniejszy niż zwyczajowo, bo przecież wycieczkę sponsorują. Szybko się okazało, że wycieczka to 3 dni z czego czasu wolnego kilka godzin. A jeśli o mnie chodzi, to takie natężenie postów sponsorowanych to tylko dla marek, z którymi naprawdę czułabym wspólne wyjątkowe flow, dzieliła wartości, przekonania. Inaczej nie bardzo, nawet jak produkt bardzo w porządku.
– Wyjazd na 5 dni, z czego moim obowiązkiem jest zamieszczenie zdjęcia z każdego hotelu, 3 wpisy na blogu (z linkami do hoteli). Miejsce fajne, o tym gdzie spałam i tak przecież zawsze piszę (za darmo! po każdym wyjeździe!) ale co w sytuacji, gdy mi się nie spodoba albo nie będę mogła zarekomendować miejsca, bo uznam je za niefajne?
Tu organizator nie bardzo potrafił mi odpowiedzieć a mnie nie było stać by w razie co powiedzieć – sorki, wolę zapłacić za ten pobyt normalnie pieniędzmi i nie wspominać o tym miejscu na swoim blogu, bo było za drogie.
Nie jestem blogerką podróżniczą (my bad!) i nie dostaję propozycji sponsorowanych wyjazdów od regionów, miast czy państw. Raczej do tej pory było to na zasadzie wyjazdu z marką. Wiem jednak, że to typowa praktyka, w zeszłym roku Polska zapłaciła 265 tysięcy mało znanemu vlogerowi za dwa filmy (wykręciły razem obecnie 400 tysięcy odsłon). 
Ponieważ wybrałam się za na zaproszenie Ministerstwa Turystyki Tunezji, myślę że uczciwie będzie powiedzieć do czego się zobowiązałam i dlaczego, oraz czym taki press trip różni się od normalnego, na własną rękę :).
Pod każdym tekstem o Tunezji będę dawać adnotację, że w Tunezji byłam na zaproszenie Tunezji i odsyłać tutaj. Lubię przejrzystość, nie lubię niedopowiedzeń.
Do Tunezji wybrałam się w barterze ;). To znaczy, że organizator zapewnił mi noclegi (2 różne hotele, nocleg na pustyni) przeloty w dwie strony, atrakcje przewidziane w programie oraz wyżywienie. Napiwki, własne zakupy, dodatkowe jedzenie – po mojej stronie.

Ja miałam za to opisać swoje wrażenia. Przyznam, że cisnęłam ostro o umowę barterową, bo zawsze obawiam się sytuacji w której nagle okaże się, że jestem zobowiązana zrobić coś, czego wcale nie chcę.

Nic na gębę!
A kiedy dostałam umowę, miałam sama wymienić swoje media i wpisać ile uważam. Super fajna sprawa, byłam kiedyś w Katowicach w knajpce, gdzie produkty nie miały cen i każdy płacił tyle, ile uważał za słuszne.
Wpisałam, że będę robić minimum 5 stories dziennie, wstawię z wyjazdu 5 zdjęć na instagram oraz napiszę tekst w którym pokażę fajne rzeczy z Tunezji.
No i pięknie, w tym momencie naraziłam się obu frakcjom 😀
Ludziom zazdrosnym, że jakaś blogerka “za darmola” poleciała na wakacje, oraz tym, którzy takie wyjazdy uznają za psucie rynku, bo przecież wielu twórcom za takie wyjazdy się płaci. Miałam na ten czas deal z inną marką, więc mogłam sobie pozwolić na tydzień wyjazdu. Bo młodszych czytelników chciałam oświecić – tydzień nieprzepracowany, to tydzień mniej w budżecie. W podlinkowanym tekście pisałam zresztą o tym ile zarabiam.

Więc wyjaśnijmy – nie mam dużego instagrama  (za to jest bardzo fajny, nagrywam podobno ciekawe stories!) i nie należę do takich topowych twórców, nie jestem też blogerką podróżniczą, więc nie jestem w tej lidze której za taki content się płaci. Gdyby zaprosiło mnie biuro podróży, hotel, lokalna marka – inna para kaloszy i coś takiego bym wyceniła. Wyjazd podczas którego zastanawiam się nad tym jak ładnie pokazać sponsora to nie wakacje. Może też nie do końca wyjazd służbowy, ale takie workation już bardzo pasuje. Urlop jest tam gdzie się chce i kiedy się chce ;-). Większość press tripów odbywa się poza sezonem.
Dlaczego zdecydowałam się na Tunezję?
Bo byłam ciekawa a pewnie nie wybrałabym się tam sama. Bo chciałam sprawdzić, czy jest bezpiecznie. Dowiedzieć się czegoś o kulturze (normalnie nie miałabym możliwości).
Poza tym Tunezja najbardziej z tego kręgu kulturowego stawia na prawa kobiet i się zliberalizowała. Po tym jak wybory wygrała świecka partia (nie religijna) radykałom z innych państw się to nie spodobało i postanowiły pogrozić Tunezji paluszkiem w postaci zamachów. Ten kraj ma malutko ropy, jest suchy, więc z rolnictwem też niełatwo i nagle ktoś uderza w czuły punkt, czyli potencjalne przychody z turystyki.  Turyści przestraszeni do Tunezji nie przyjadą, a ten segment jest baaaardzo poważnym źródłem przychodów Tunezji.
Więc byłam ciekawa czy jest się czego bać. Poza tym mam czytelniczkę, która żyje od lat w Tunezji (Mona, pozdrowienia😘) i też zawsze na wszystko mi cierpliwie odpowiada. Jest rozsądna, chciałam poznać jej kraj.
W umowę wpisałam sobie, że napiszę tekst o fajnych aspektach. Fajnych, bo o każdym miejscu w którym byłam stworzyłam takie teksty, a po fakcie mogę i zawsze piszę jakieś miłe rzeczy.
Mój plan był taki, że jak Tunezja okaże się niegodna polecenia, to napiszę o tym też osobny tekst.
Ale nie wydarzyło się nic złego, mam do napisania same miłe rzeczy!
Znaczy… była jedna niefajna sytuacja.
Przed wioską z Gwiezdnych Wojen (Tunezja mocno inspirowała George’a Lucasa, wiedzieliście?) zakopaliśmy się jeepami na pustyni. W tym czasie na quadzie i motocyklu podjechali chłopcy (w wieku nazwijmy to gimnazjalnym) z dwoma małymi fenkami. Tymi ślicznymi liskami pustynnymi. 
Co wiedziałam wcześniej: 
Że jeden z kierowców miał kiedyś fenka jako zwierzątko domowe, bo znalazł osieroconego przy drodze. Że ludzie często trzymają fenki jako coś pomiędzy kotem a psem.
Że jest z nimi trochę taki problem jak u nas z kociętami na wiosnę. Dużo i czasem wpadają pod koła, bo ekspansja człowieka jest coraz większa.

Więc podbiegają chłopcy z fenkami na sznurkach i pytają “photo? photo?”. Mówię, że nie mam pieniędzy (co jest prawdą, bo są w aucie daleko). Wyszłam z klapkami w ręku i telefonem pochodzić po piasku.

Chłopak mówi, że nieważne że nie mam pieniędzy, dosłownie kładzie fenka w moje ramiona i mówi żebym pogłaskała.
Powtarzam znowu, że nie mam pieniędzy i nie chcę (życie mnie nauczyło, że nie ma nic za darmo).

 Chłopak mówi, że serio nie szkodzi no i lisek już jest we mnie wtulony. Zrzucam klapki, boję się go upuścić i cykam błyskawiczne samojebki by móc to potem opisać. Przypadkiem wieszając telefon na palcu  (noszę go na ringu) przełączyłam na wideo. To bardzo dobry przypadek, chociaż obraz to typowe nic 🙂

Z całą moją świadomością o wykorzystywaniu zwierząt poczułam się dziwnie w tej sytuacji i pewnie fajniej byłoby ją przemilczeć bo zaraz jakiś młot wyrwie te zdjęcia z kontekstu ale zupełnie szczerze:
Fenek był przemiły w dotyku, bardzo spokojny (ale nie otumaniony), zupełnie jak małe kociątko. Dobrze karmiony, bo futerko było milutkie w dotyku i lśniące.
I w sumie to nikt nic ode mnie nie chciał (na chaotycznym nagraniu gdzie każdy z nas, ośmiu osób, coś tam krzyczy słyszę tylko jak jeden chłopak mówi do Michała “dawaj cygarety”, co może nie brzmi grzecznie, ale chłopcy znali tylko kilka słów w obcych językach).

Sytuacja gdy ktoś podbiega do ciebie i chce pieniądze za zdjęcie ze zwierzęciem na środku niczego – komfortowa nie jest ale analizując super chaotyczne nagranie – nikt nie próbował mnie dotknąć, tak samo jak mojego telefonu i zrobiliśmy więcej paniki niż to było warte.

Zresztą Ahmed (nasz przewodnik i organizator z ramienia turystyki Tunezji) zaraz wziął chłopców na poważną rozmowę wychowawczą o tym, dlaczego się tak nie robi.

Sam z siebie.
I to było super.
Naprawdę się tego nie spodziewałam, mógł wzruszyć ramionami i powiedzieć “taki mamy klimat”.
Co więcej – potem na kolację przyszedł do nas szef regionu i też dowiedział się, że nie podobało nam się trzymanie fenków na sznurku i obiecał, że postara się podjąć jakieś działania edukacyjne.

Jestem ostatnią osobą, która będzie wywlekać zdjęcia turystów ze słoniami, na bryczce na Morskim Oku, z gibonem w Tajlandii albo kogoś pijącego przez jednorazową słomkę. Uważam, że lincz albo napisanie tekstu o głupich ludziach dręczących zwierzęta nie uczyni żadnej dobrej zmiany, wygeneruje więcej złej energii i będzie jedynie popisem mojej ignorancji. Cały mój pogląd na sprawę zwierząt w turystyce w tekście:  Zwierzęta nie wiszą mi żadnej rozrywki.
Jedyne co może spowodować zmianę to szeroko zakrojona edukacja. Turystów, że pewne rzeczy nie są ok i ludzi wykorzystujących zwierzęta w turystyce, że robią źle.

Zresztą Polska 20 lat wstecz albo dzisiaj i psy na łańcuchach na wsiach – mamy sporo do zrobienia na własnym poletku.

Jedna  niefajna sytuacja. Ale nie niebezpieczna.
Gorsze w sumie widziałam w Tajlandii, gdzie chodzą z gibonami po plaży (a żeby mieć małego słodkiego gibona do topienia turystycznych serc i koszenia hajsu trzeba zabić jego matkę).

Opowiem wam o sytuacjach fajnych, bo miałam obawy, że jadąc na press trip będę mieć tak ułożony progam, by zobaczyć same jasne strony kraju i ominąć brzydkie widoczki.
Tymczasem:
mogłam ominąć jak czegoś nie chciałam (ominęłam quady, zgodnie wszyscy zrezygnowaliśmy z krokodyli), mogłam zadawać nawet najgłupsze pytania i zawsze dostałam wyczerpującą odpowiedź. Np. o to, dlaczego w knajpach nie ma kobiet, tylko mężczyźni. A potem na imprezie na polu golfowym okazało się, że jest mnóstwo kobiet i nawet kobieta-DJ. (Didżejka?).
Miałam możliwość dopytać o każdą rzecz, zanim z niewiedzy wydałam niesprawiedliwy osąd.

Ale niech przemówią czyny:

– nasz kierowca zostawił telefon “gdzieś”. Nie wiadomo gdzie, na którymś postoju. Tereny pustynne, raczej bez sprawnej komunikacji międzymiastowej, pociągów i metra ;-). Ktoś zupełnie obcy przyjeżdża po 2-3 godzinach dać mu ten telefon, bo ktoś mu przekazał, że zostawił.
Obcy człowiek pofatygował się ogromny kawał drogi by przekazać komuś zgubiony telefon :O

– mieliśmy wszystkie rzeczy w aucie, nie było zamykane. Jak był postój, to kierowca szedł sobie na papierosa, ja chodziłam się rozglądać po brzydszych kątach. Tak było np. przed promem z Djerby. Samochody stały w wielkim korku, więc poszliśmy się przejść. Na wierzchu pieniądze, mój macbook – wystarczy podbiec i otworzyć drzwi. Od razu mówię, kierowca miał z 70 lat a Ahmed akurat odpowiadał na moje kolejne głupie pytania o kulturę, więc to byłaby najprostsza kradzież świata.

– namioty na Saharze to samo. To nie był hotelowy pokój z wejściem na kartę i sejfem. Paszporty, pieniądze, sprzęt -nikomu z nas nic nie zginęło.

– Przed promem z Djerby wgłąb kraju poszłam z Adrianem (fotograf) i Wiką przejść się porozglądać po terenie przy opuszczonym hotelu. Gdy Wika widząc jakiś leżący dywan zapytała, czy tu nocują bezdomni, zdumiony Ahmed zapytał: jacy bezdomni? U nas rodziny nie zostawiają na pastwę losu tych, którzy sobie nie radzą! Rodzina jest bardzo ważna!
Od razu pomyślałam o bezdomności we wszystkich “rozwiniętych” krajach w których byłam i zrobiło mi się dziwnie.

– Gdy byliśmy w Oazie i trzeba było przejść przez strumyk po kamieniach (a ja mądrze wybrałam się w sandałkach na koturnach 🙈) to  człowiek odpowiedzialny za czystość tego miejsca przebiegł do przodu by pokonać trasę przede mną i podać mi rękę abym mogła bezpiecznie przejść.

Czułam się bardzo bezpiecznie zarówno jako turysta jak i jako kobieta. Jeśli czułam na sobie jakieś spojrzenia, to raczej ciekawe i miłe niż takie hmmm obleśne. Myślę, że każda kobieta wie co mam na myśli.

Dużo mniej bezpiecznie czułam się na Gwadelupie, gdzie lokalni mężczyźni wprost krzyczeli “hey sexy body wanna fuck?” 😫.
Ale tu też wiem, że to w dużej mierze kwestia Francuzek po 40-tce które przyjeżdżają do zamorskich terenów Francji przekonać się czy czarne twixy są rzeczywiście dłuższe od jasnych.

Nie lubię jak ludzie nawzajem traktują się jak mięso, ale rozumiem że miejscowi pytali czy też przyleciałam na Karaiby w takim celu💁. Byłoby milej, jakby potem nie leźli za mną albo nie wydawali gwizdów, pomruków, mlaśnięć i syków :<

Dużo mniej bezpiecznie czuję się też po zmroku w wielu miejscach w Polsce. No i kobiety w Tunezji chodzą swobodnie. Nie naginałam wcale swoich zasad, chodziłam w bluzkach i sukienkach bez stanika, opalałam się w bikini.

Przez cały wyjazd ani razu nie czułam się cenzurowana. Wprost przeciwnie, wszystkie uwagi były bardzo poważnie traktowane.

Zobowiązałam się do wstawienia 5 zdjęć na instagram (wstawię pewnie dużo więcej, bo mi się podobało!) i mogły być totalnie w klimacie mojego profilu, nie byłam proszona o podesłanie ich do akceptu, o tekst do cenzury. Myślę, że to super ważne.

Był z nami pro fotograf – Adrian Dmoch i robił zdjęcia jakie chcieliśmy, ale poprosiłam by robił mi zdjęcia jak o tym nie wiem i dzięki temu mam sporo naturalnego contentu.

Dużo bardziej czułabym się ograniczona, gdybym wzięła jakieś sukienki czy buty w ramach współpracy i musiała znaleźć ładny kadr by je sfotografować. Popełniłam ten błąd już kiedyś i miałam problem, bo pogoda nie sprzyjała a ja zobowiązałam się zrobić zdjęcia na wyjeździe. Zaprezentowanie marki (nawet takiej, którą się kocha) na wyjeździe to dużo trudniejsza praca.

To tyle, chciałam powiedzieć jak to wygląda z mojej strony, opisać jedną jedyną sytuację, która nie była spoko.

Są jednak miejsca, gdzie nie wybrałabym się na press tripa.
Takim miejscem jest np. Arabia Saudyjska.

To też dobry moment by powiedzieć, czym różni się u mnie wpis sponsorowany od niesponsorowanego.

Jedynie tym, że zamieszczę go w czasie przewidzianym umową, dam do wglądu przed publikacją (bez ingerencji w moją wizję i opinię, jedynie merytoryczne poprawki) a po fakcie klient dostanie raport ze statystykami.

Polecam bardzo wiele rzeczy za darmo, ale wtedy kiedy mi pasuje, kiedy mam na to ochotę. Np. kilka dni temu napisałam na tej zasadzie tekst o moich ulubionych kosmetykach do 15 zł. 




Mam nadzieję, że zaspokoiłam waszą ciekawość :). Czasem jak czytam te teksty, że jakaś tam blogerka znowu jest na wakacjach na koszt sponsora, to zastanawiam się czy autor nie upadł na głowę. Wstawanie codziennie na wschód słońca, bycie umalowaną, bez wzdętęgo brzucha (czyli przed jedzeniem) i cykanie perfekcyjnych kadrów by dobrze zareklamować markę to nie są wakacje. To praca w bardzo pięknych okolicznościach przyrody, ale wciąż praca.
Wakacje są wtedy, gdy możesz chodzić z wzdętym bebzolem jak Grażynka i mieć totalny luz z czasem i wszystkim innym ;-).

A w ogóle to się jaram, bo mam ochotę napisać bardzo dużo tekstów z Tunezji, bo było suuuper!


Uściski, Ania

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Previous
Klapsy, certyfikat naturalnego tyłka i przystojny Putin [TYGODNIK]
Blogerka pojechała na wakacje na koszt sponsora!!!1 – na czym polega press trip?