Instagram has returned invalid data.

Ani wzrokowiec ani słuchowiec, czyli jak to jest odbierać świat DOTYKIEM

 Ostatnio na jednym z moich ukochanych kont na instagramie (mrsostrovia) pojawiło się pytanie prowokujące do ciekawej dyskusji. Każdy z nas ma dominację jakiegoś zmysłu, którym lepiej odbiera świat. Znam takich, co wszystkie notatki muszą mieć przepisane swoim pismem i z kolorowymi zakreślaczami, znam też takich, którzy nieustannie wystukują nóżką czy palcami jakiś rytm. Ja odbieram świat najintensywniej dotykiem. 

Bardzo wiele mówi się o wzrokowcach i słuchowcach, a kinestetycy są nieco pomijani. Jeśli już, to często w kontekście uczniów z ADHD. Że muszą mieć możliwość trochę się poruszać. Ale ja jestem tym drugim typem  kinestetyka- czuciowcem. I w ogóle nie chciałabym skupiać się na uczeniu, a na sposobie postrzegania świata. Zrozumienie tego jak działam bardzo mi pomogło poznać lepiej siebie samą.
A ponieważ to mój prywatny blog – odejdę od uogólnień dotyczących innych “czuciowców” a opiszę głównie siebie oraz kogoś, kto ma podobnie jak ja podzielił się ze mną doświadczeniami.
Pamiętajcie też, że wciąż mam wszystkie zmysły i pozostałymi też odbieram świat, ale ten jeden jest dla mnie najbardziej hm… kluczowy 😉
W szkole nieustannie słyszałam, że mam usiąść po ludzku. Mi po ludzku jest niewygodnie. W czasie czytania książki przybieram dziesiątki różnych pozycji. Wysiedzenie na wykładzie to koszmar. Uczę się przez działanie, a hasło do komputera, telefonu i pin do bankomatu zapamiętuję ruchem. Zdarza się, że zapomnę jakiegoś, a moje palce pamiętają wzór :). Przestarzały (ale wciąż powszechny) Herbartowski model szkoły nie sprzyja takim ludziom jak ja. Opiera się na karności i wychowuje idealnego, posłusznego i potulnego żołnierza. Siedź prosto, nie podważaj, nie kwestionuj, nie dopytuj, rób co ci każę!
A ja i tak mam łatwiej, bo nie jestem typem tancerza i bardzo ruchliwej osoby.
Mądre systemy edukacyjne już dawno odeszły od siedzenia w ławce z rączkami grzecznie położonymi na stole. Przykładowo w edukacji Montessori dziecko może uczyć się leżąc, siedząc, skacząc na piłce gimnastycznej a nawet stojąc na głowie.Ten model wspaniale się sprawdza – edukację Montessoriańską przeszły takie osoby jak 
Larry Page i Sergey Brin (założyciele Google), Jeff Bezos (założyciel amazon), Will Wright (twórca The Sims), Jimmy Wales (założyciel wikipedii), Peter Drucker, Joshua Bell, George Clooney,  czy Alan Rickman.
Najlepsze firmy świata dbają o dobrze zaplanowaną pod tym kątem przestrzeń. Przekłada się to na efekty i innowacyjne pomysły pracowników.
A jak wygląda odbieranie świata przez osobę, u której dominującym zmysłem jest dotyk? 
Moje wspomnienia często dotyczą wrażeń dotykowych. Pamiętam jaki w dotyku jest mój kot i jaki był mój ukochany pies. Doskonale pamiętam jaką fakturę miał sweter mojego dziadka i jego kłujący, lekki zarost. W ogóle lubię ludzi miłych w dotyku. Nie umiem tego do końca opisać (czasami głaskanie bezdomnego psa o zaniedbanej, matowej sierści też jest przyjemne), ale to jak odbieram kogoś dotykiem jest dla mnie bardzo istotne. Uścisk na pożegnanie potrafi mnie albo przybliżyć do danej osoby i poczuć, że to „swój” człowiek, albo mnie od niej oddalić, bo ogólne wrażenie było… jakieś takie nieprzyjemne i mówi „wycofaj się z tej znajomości”. Nie ma ku temu racjonalnych przesłanek, ale to uczucie raczej mnie nie zawodzi. Nauczyłam się mu ufać.
Bardzo ważna jest dla mnie struktura i konsystencja pokarmu. Grudki w budyniu albo żyłka w schabowym oznaczają koniec jedzenia. Gdy myślę o smakach, myślę też o gęstości i temperaturze danej pyszności. Nie lubię liczi ani małż nawet nie ze względu na smak, a na ich gumowatość. Są nieprzyjemne w dotyku.
Umiem w wyobraźni przywołać sobie wspomnienie faktury piasku na plaży w Tajlandii, Sopocie, nad Dnieprem w Kijowie, na Gwadelupie i na Krecie. To za każdym razem inny piasek i inne wrażenie. Plażę odbieram najbardziej chodząc po niej boso. Gdy próbuję wrócić w te miejsca wspomnieniami, najpierw czuję fakturę i miękkość piasku, potem widzę to miejsce.
 Gdy wybieram ubrania, najważniejsze jest dla mnie to, jakie są w dotyku. Tak, czasami sztuczny materiał wygrywa u mnie z wełną, która mnie gryzie. Nie lubię rzeczy ze skóry. Nie umiem powiedzieć dlaczego. Nie pasują mi w dotyku, niezależnie od tego, czy to skóra licowa czy saffiano. Nigdy nie umiem tego nikomu wytłumaczyć, ale dotyk skóry mnie irytuje. Łyżki i noże muszą być dobrze wyważone i wygodne w trzymaniu. W dzieciństwie pamiętam, że mieliśmy ze trzy zestawy sztućców i potrafiłam wstać od stołu wymienić sobie łyżkę na taką, która jest dla mnie wygodniejsza.
Mam dni, gdy szalik, wysoka stójka czy golf dotykają szyi w taki sposób, że odczuwam to jako duszenie się. Od dziecka chodzę – ja mówi moja babcia – rozgogolona. Albo luźny szalik, albo zapalenie krtani 😀
Lubię po kąpieli zakładać wygrzaną na kaloryferze pidżamę oraz milusie skarpetki. Jakikolwiek pasek czy gumka na wysokości brzucha (nie talii)  wywołują u mnie odruch wymiotny. 
Wysiedziane tyłkiem krzesło i zmasakrowana poduszka lepsze od luksusów. Ba! Ja jestem w stanie w hotelu zdjąć poszewkę poduszki i owinąć ją własnym swetrem czy ręcznikiem.
 Jestem Januszem odpinającym guzik spodni w samolocie i pociągu, żeby brzuszek miał wygodniej. Z tego też powodu wolę sukienki, bo one nigdzie nie cisną. Lubię chodzić bez stanika i w bezszwowej bieliźnie. Lekko drapiąca metka doprowadza mnie do furii.
Niektóre myśli układają mi się tylko w ruchu. Przed ważną rozmową muszę iść na spacer albo pobiegać. Gdy uczyłam się wierszyków na pamięć – robiłam kilometry chodząc wokół stołu. Nie napiszę nic sensownego na klawiaturze, która mi nie pasuje i długopisem, który mnie irytuje.  Gdy myślę o lesie, najpierw czuję szyszki, mech, korę, igliwie -dopiero potem myślę o zapachu lasu, szumie drzew i tym jak wygląda. 
Nie noszę biżuterii, bo dotyk zimnego metalu jest dla mnie nieprzyjemny. Czasami lubię długie wisiorki i zazwyczaj są na sznurku lub rzemyku, czasami na tandetnym, tanim metalowym łańcuszku, tak kiepskim, że niewyczuwalnym. Aspekty wizualne są na zdecydowanie dalszym planie.
Kosmetyki muszą być przyjemne w dotyku. Krem czy balsam o dobrych właściwościach może być u mnie skreślony tylko dlatego, że nie jest przyjemny. Wmasowywanie czegoś w ciało jest jak głaskanie i oczekuję, że będzie miłe.
Nie do końca rozumiem dlaczego czasami czyjś uścisk dłoni wydaje mi się chłodny i rzeczowy, a czasami zimny i obślizgły. Dlaczego niektórych ludzi odbieram jako mięciutkich i przytulnych, a innych jako tłustych i odpychających, nawet gdy chodzi o ludzi o bardzo zbliżonych parametrach fizycznych. Nie potrafię się zakolegować ani zakoleżankować z kimś, kogo uścisk jest dla mnie nieprzyjemny. Nie ma opcji.
I tak naprawdę wygląd nie ma tu nic do rzeczy.
Konsystencja ciasta czy zupy-krem jest dla mnie równie ważna co smak.  Sposób w jaki czekolada rozpływa się w ustach a ciepły sos gładzi język. Pudrowe dropsy są fajne bardziej przez pudrowość niż smak, a w krówkach ważniejsza jest konsystencja niż cała reszta. W sumie to zaczyna się od odpakowywania papierka. Już samo to jest przyjemnym rytuałem.
Pod wieloma względami postrzegam świat jak małe dziecko, które wszystkiego musi dotknąć i wiele rzeczy odbieram na takim pierwotnym poziomie. Gdy mówię komuś, że ładnie pachnie – jest to kompilacja wrażeń nie tylko zapachowych (a i tutaj nie chodzi o same perfumy, ale o PH skóry, jej ciepło) ale też dotykowych. Zupełnie inne rzeczy mam na myśli mówiąc “ładnie pachniesz” i “ładne perfumy”. Aby poczuć, że ktoś ładnie pachnie, przynajmniej przez chwilę muszę się do danej osoby zbliżyć swoim ciałem.
Często mówię powoli, bo czuję słowa. Moment ich wypowiadania. Są takie, gdzie język miękko uderza o podniebienie i takie, które są w dotyku ostre. Gładkość słów jest dla mnie bardzo istotna. Czasami muszę się też zatrzymać na chwilę, by poczuć wagę słów. Często używam zwrotów takich jak – “muszę czuć akcję, w którą wchodzę”, albo “nie czuję tego”.
Silnie reaguję na dotyk. Gdy ktoś w autobusie stuka mnie w ramię abym ustąpiła mu miejsca, podskakuję jak oparzona. Mam problem z kulturami, w których z nowo poznanymi ludźmi witasz się przez przytulenie czy nie daj Thorze – cmoknięcie. Popełniam gafy kulturowe, bo bardziej cenny jest dla mnie mój komfort niż zachowanie poprawne pod tym kątem. Za to gdy pozwalam komuś na uścisk czy cmoknięcie – to znaczy, że akceptuję taką osobę.
Tak ja dzieci, które nie są przytulane i głaskane (lub są zbyt rzadko) rozwijają się fizycznie i intelektualnie wolniej (!) – zobacz też tekst
tak ja bez dotyku (niekoniecznie seksualnego) nie rozwinę z nikim relacji nazwijmy to – romantycznej. Na początku wystarczy niewiele – stykanie się ramieniem czy nogą, gdy siedzi się obok siebie, położenie głowy na ramieniu, o sekundę dłuższy niż typowy uścisk na przywitanie, przybicie piąteczki na znak zgody w jakimś temacie. Nigdy nie rozwinę z nikim relacji na odległość, bo potrzebuję realnego, fizycznego dotyku. Są ludzie, których doładowują romantyczne wyznania miłości, są tacy, którzy potrzebują fizycznych prezentów z każdej okazji, bo inaczej nie czują się kochani. Ja potrzebuję dotyku. 
Prawie wszyscy znają te badania, że kelnerki, które musną gościa restauracji dostają większe napiwki, podobnie jak dotknięcie kogoś, kto ma podpisać petycję oraz kogoś, od kogo chcesz dostać numer telefonu, bardzo zauważalnie zwiększa szansę na powodzenie misji (badali to Gueguen, Willis, Hamm, Crusco i wielu wielu innych). Ja jestem tym przypadkiem, który
– albo odskoczy i zmniejszy napiwek, nie da numeru telefonu, nie podpisze petycji, chociaż moje wcześniejsze plany były inne, tylko dlatego, że po dotyku podświadomie oceniłam daną osobę negatywnie
– albo w to wejdzie, chociaż początkowo wcale nie planowałam. I zrobię to tylko dlatego, że odebrałam daną osobę jako przyjemną przez dotyk.
Mój umysł analizuje błyskawicznie ludzi na podstawie tego, jak odbieram ich zmysłem dotyku. To trochę dziwne i może wydać się głupie, że dotyk wrzuca osobę do odpowiednie szufladki, ale właśnie tak mam.
Często ściskam coś w dłoni – piłeczkę, telefon, kasztany. Zaczepiam się stopą o balustradę, kulam nią piłkę, latem chwytam trawę gdy czytam książkę w plenerze. Inaczej nie potrafię się skupić.
Gładzę się po nodze, głaszczę się po karku, dotykam się po ramieniu – praktycznie nieustannie.
Jeśli twój chłopak, dziewczyna, przyjaciel czy przyjaciółka mają podobnie jak ja – mam nadzieję, że ten opis pomoże ci lepiej tę drugą osobę zrozumieć.
Podrzucam też dwa interesujące artykuły na temat dotyku:
http://journalpsyche.org/files/0xbb11.pdf
https://pdfs.semanticscholar.org/0ab7/60b1decac94edc68fb503d45f4b149adc6a7.pdf
Dobrej nocy! 🙂
Bądź na bieżąco! 
INSTAGRAMFACEBOOK
Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) – jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂
Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

p.p1 {margin: 0.0px 0.0px 0.0px 0.0px; font: 11.0px ‘Helvetica Neue’; color: #000000; -webkit-text-stroke: #000000}
p.p2 {margin: 0.0px 0.0px 0.0px 0.0px; font: 11.0px ‘Helvetica Neue’; color: #000000; -webkit-text-stroke: #000000; min-height: 12.0px}
span.s1 {font-kerning: none}

Uściski, Ania

4
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
3 Thread replies
1 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
2 Comment authors
AniamalujeGosia Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Gosia
Gość

Aniu czytam Cię od jakiś 3 lat, ale nigdy nie komentowałam. Dzisiaj jednak poczułam, że muszę. Moja przygoda z twoim blogiem zaczęła się od artykułu: „10 powodów, aby nie czytać DUPELKA”. Tak byłam uzależniona od dupelka. Wchodziłam kilka razy dziennie, żeby czytać te bzdury, aż pewnego dnia trafiłam na twój tekst i… przestałam. Jak za sprawą czarodziejskiej różdżki. Z dnia na dzień zamieniłam dupelka na twój blog i to była jedna z najcenniejszych i najważniejszych rzeczy jaka mi się przytrafiła. Dosłownie zmieniłaś moje życie! Otworzyłaś oczy i rozum na wielu płaszczyznach. Postanowiłam napisać pod tym postem, bo w tym temacie… Czytaj więcej »

Previous
Ulubieńcy: mocny serial i koszmar Krystyny Pawłowicz
Ani wzrokowiec ani słuchowiec, czyli jak to jest odbierać świat DOTYKIEM