Jak możesz być zadbana, będąc niezbadana?! Rzuciłam dzisiaj w żywej dyskusji z @kasia_coztymseksem. Kasia oczywiście jest mądra i się bada ale powiedziała, że mam to zapisać🙃
Rozmawiałyśmy o wielu rzeczach, np. o tym, że żyjemy w dziwnym kraju, w którym seks można uprawiać (nie lubię tego słowa, to nie pole) od 15-tego roku życia, a do ginekologa można iść od 18-ego. I tak sobie rozmawiamy o tym, co ja uważam, że Kasia fajnego robi dla kobiet ucząc je o tym, że seks może być fajny i przyjemny (a nie dla każdego niestety jest😥), i co Kasia uważa, że ja robię fajnego ucząc kobiety, że powinny mieć własne pieniądze a w relacje z innymi wchodzić bo chcą, a nie z ekonomicznej konieczności🙅🏻‍♀️💸
Gdzieś tam zawędrowałyśmy w odmęty relatywnie drogiego, szczególnie dla młodych ludzi dostępu do specjalistów.
I z jednej strony tak, totalnie się zgadzam. 15 minut wizyty bez żadnych badań to 150 zł (ja tyle płacę) a jak robisz przy okazji badania to kwota się zwiększa. To rzeczywiście może to boleć. Sama byłam w miejscu, w którym oglądałam każdą złotówkę 5x
✅ALE! Priorytety, dziewczyno, priorytety! Nigdy nie miałam problemu by określić, że są rzeczy ważne i ważniejsze.
Nie wiem i nie rozumiem, jak można co 3 tygodnie chodzić na rzęsy i hybrydy, a  3 lata nie być u ginekologa. Na tej samej zasadzie nie rozumiałam Gruzinów z nowymi telefonami, ale bez zębów🤯
Na studiach miałam stary model telefonu a mój pierwszy tablet, dzięki któremu mniej kserowałam i moglam czytać książki na legimi, nagrzewał się tak mocno, że musiałam go wkładać do lodówki by odpoczął. 
Ale zawsze mam zrobione badania i nie unikam lekarzy, bo to ważne❗️
Nie mówię zresztą tylko o finansach. Łatwiej jest „zadbać o siebie” idąc na te hybrydy niż pobiegać, prawda?
Don’t get me wrong, sama lubię mieć pomalowane paznokcie, lubię, a nawet uwielbiam Julię z @mayeye_warsaw , do której chodzę na rzęsy i chciałabym, aby jej biznes się rozkręcał.
Ale! First things first. Nie możesz być zadbana i niezbadana jednocześnie. Badaj się dziewczyno, ok? Gdy następnym razem gdy powiesz sobie „ale psycholog/ginekolog/terapeuta/fizjoterapeuta” jest drogi, zastanów się czy dobrze ustalasz priorytety. Nr 1 to Ty!

Jak możesz być zadbana, będąc...

Mój detoks od social mediów nadal trwa i dzielnie trzymam się narzuconej sobie maksymalnie godziny dziennie. Streszczając się powiem tylko, że wykorzystuję moment siedzenia na tyłku w Warszawie na spotkania z tymi wszystkimi cudownymi ludźmi, których przez ciągle bycie w rozjazdach nieco zaniedbałam. Podoba mi się to, chociaż dzisiaj naszło mnie na szybkie sklecenie „tygodnika”, więc macie coś do poczytania na blogu.
Zdjęcie w Tunezji zrobiła @ewaszabatin nie mam pojęcia kiedy, ale dobrze pokazuje mój mały problem z telefonem, który stał się przedłużeniem ręki. Kolory podkręciłam presetem Madryt, od @krzysztof_adamek i @instafiltry.pl, tylko zostawiłam po swojemu niebieski.

Pytanie za sto punktów: zerknij w zakładkę „twoja aktywność” na instagramie i napisz ile czasu dziennie spędzasz w tej aplikacji. Jestem ciekawa!
#aniamaluje #szczerze_pisząc #podróże #podróżemałeiduże #wakacje ##tunezja #zakochaniwtunezji #discovertunisia @discover_tunisia @sunfunholidays #lato #afryka #tunisia

Mój detoks od social mediów...

Uwielbiam to zdjęcie. Książki i wzorzyste rajstopy to najpopularniejsze prezenty jakie dostaję. Prezentem jaki sama chciałabym sobie podarować jest czas⏳ Właśnie zamknęłam ogromny projekt🥳. Powinnam uczcić to kieliszkiem szampana i relaksem, tymczasem  pierwsza myśl brzmiała „o cudownie! wreszcie będę miała czas na pisanie własnego ebooka i tekstów na bloga”. A potem uświadomiłam sobie, że ja zawsze mam nad sobą coś, co POWINNAM napisać. Nie pamietam kiedy miałam od tego wolną głowę. I tak jak cenię sobie szalenie dywersyfikację przychodów i wolność twórczą jaką mi daje, tak potrzebuję też wolności OD tworzenia. Nie da się tego streścić wpisem na IG, ale Fromm swoją genialną „Ucieczką od wolności” poukładał mi kiedyś w głowie. Potrzebuję powiedzieć sobie, że mogę bez konsekwencji dla swojej psychiki być wolna od bloga i instagrama i nie czynić z nich ważnych filarów mojej tożsamości. Ustawiam sobie jeszcze ostrzejszy limit czasowy na instagrama (godzinę dziennie!). Mam ochotę pisać i wrzucać tutaj coś tylko wtedy, gdy będzie mnie na to cisnąć jak na sikanie po siedmiogodzinnej jeździe z Tbilisi do Batumi.Może będę milczeć całymi dniami, może naparzać treściami jak szalona, dowiem się tylko postanawiając, że nie muszę! Pssst! Ograniczyłam na profilu komentowanie tylko dla osób; które mnie obserwują. Kompletnie wyzwoliłam się myśli o tym, że konto powinno rosnąć. Dałam sobie do końca roku czas na wolność także od zarabiania. Jestem ciekawa co będę CHCIAŁA robić czując, że mam ten cudowny komfort, że nie muszę.

#przerwa #aniamaluje #szczerze_pisząc #rajstopy #nogi #książka #kropki

Uwielbiam to zdjęcie. Książki i...

Wrzuciłam wczoraj na stories najbardziej memiczne momenty mojego życia (są w przypiętych!) i bezkonkurencyjnie wygrał gołąb, który leciał na mój tyłek😅. Naszła mnie przy tej okazji pewna myśl, której nie mogę wyrzucić z głowy. Zostanę pewnie zjechana i już słyszę te komentarze pod tytułem „zdefiniuj kobiecość!!!1”, ale nie czuję, abym miała jakiś obowiązek coś tu definiować, tak samo jak nie umiem zdefiniować czym jest chemia między dwójką ludzi i czemu czasami nie ma jej z kimś, kto teoretycznie łapie się we wszystkie nasze kryteria a „to coś” ma ktoś, kto do nich nie pasuje😉
Więc myśl, która mnie dręczy to ta, że poza aktorkami czy piosenkarkami mało widzę kobiet odnoszących sukcesy czy dzierżących władzę, które nie ukrywałyby swojej - no właśnie - kobiecości.
I nie zrozumcie mnie źle, jestem na tym etapie, że czuję się świetnie gdy mam na sobie bluzę ze sponge bobem, ale  co takiego sprawia, że kobiety w polityce ubierają się bardziej jak Angela Merkel czy Beata Szydło niż jak nie wiem, Angelina Jolie?
Może to, że gdy Magdalena Ogórek (nie głosowałam na nią!) kandydowała w wyborach prezydenckich, to nikt nie pytał jej o poglądy,  a media opisywały wyłącznie jej sukienki i sposób układania włosów?
Co takiego sprawia, że mądra kobieta nie może podkreślić strojem swoich pośladków?
Nie, nie uważam jakoby tyłek i cycki były jedynym co mam do zaoferowania (w ogóle co za debilne określenie) więc nie czuję abym musiała to skrywać i „najlepsze zostawić na koniec”, ale drapie mnie to, gryzie i męczy. 
Jakieś spostrzeżenia?

Wrzuciłam wczoraj na stories najbardziej...

Jestem dziewczyną leniwą. Chociaż nie, nie migam się od pracy i obowiązków. Jestem po prostu wygodna! Nie dla mnie 10 kroków koreańskiej pielęgnacji, ale niestety przy wrażliwej cerze nie mogę sobie pozwolić na całkowite olanie tematu. Wrażliwa, skora do podrażnień cera szybko się na mnie zemści, jeśli nie poświęcę jej chwili uwagi wieczorem. Jeśli jesteś wrażliwcem jak ja - możesz śmiało zerknąć w drogerii na półkę z linią physio mikrobiom marki tołpa.
Moja cera nie ma ze mną lekko, bo ciągle podróżuję (zmieniam twardość wody i powietrze) a do tego nie śpię tyle ile powinnam. A z tymi kosmetykami się polubiłam, bo działają po prostu tak, jak trzeba! Na stories możecie zobaczyć jak wygląda. 
#tołpa #pielęgnacjatwarzy #physio #oczyszczanie #kosmetyki #uroda #makijaż  #pielęgnacja #blogerka #zakupy #krem #blogkosmetyczny #twarz #polskiekosmetyki #kosmetyczka #blogurodowy #piękno #kosmetyk #dzieńdobry #nawilżenie #aniamaluje 
Post we współpracy z marką @tolpa_mniej_wiecej

Jestem dziewczyną leniwą. Chociaż nie,...

Czy jeśli w Gruzji podoba mi się nie tylko to, że jest pięknie, miło i pysznie, ale też tanio, to znaczy, że akceptuję wyjątkowo niefortunne geopolityczne położenie kraju?🤔🤯
Pierwszy raz ta myśl zastrzeliła mnie gdy odnotowałam w swojej głowie, że z roku na roku mój ukochany Lwów staje się wyraźnie droższy. 
A potem dałam sobie mentalnego plaska w twarz, bo w sumie fajnie, że ludzie się bogacą. Nie chciałabym, aby Polska słynęła wyłącznie z tego, że jest tanio i można się za grosze naj*bać. 
W 2000 roku minimalne wynagrodzenie w Polsce wynosiło 700 zł. Pamiętam jak rodzice wielkim wysiłkiem kupili mi za jednym zamachem dwa pierwsze tomy Pottera. To było super, zawsze na prezenty chciałam tylko książki, ale dopiero z perspektywy gruzińskich cen zaczynam to doceniać.

Gruzja jest niesamowita nie tylko dlatego, że jest tania. Jest niesamowita tak po prostu. Różnorodna, pyszna. Z przebogatą mitologią, kulturą, alfabetem i dumą, która nie pozwala się ugiąć przed wielkim, groźnym sąsiadem. Jasne, Gruzja jest najbliższym nam kulturowo krajem będącym w top15 pod kątem niskiego Consumer Price Index (w uproszczeniu: stosunek zarobków do kosztów życia) i rozumiem, że dla wielu ludzi to będzie kraj taniej najebki, ale dla mnie to była jedna z najciekawszych podróży w życiu. 
Przy okazji; 
Czy znacie jakąś dobrze wydaną wersję gruzińskich mitów? Może być po angielsku :). #georgia #georgia🇬🇪 #georgiatravel #gruzja #podróże #podróżemałeiduże #wakacje #aniapodróżuje

Czy jeśli w Gruzji podoba...

„Nie jestem w stanie znieść myśli, że ugnę się pod naporem ich spojrzeń i pozwolę się zawstydzić. Bo nie robię nic złego. Posiadanie ciała nie jest niczym złym. To kultura, która mówi kobiecie, że jest grzeszna jest do wymiany. Nie ważne, czy ktoś stwierdzi, że grzeszne są odsłonięte włosy czy sterczące sutki, to nie kobieta jest odpowiedzialna za odczucia, które budzi w mężczyznach. Każdy sam musi nauczyć się panować nad swoimi emocjami.” Na blogu o jeszcze jednym, ale super ważnym powodzie, dla którego chodzę bez stanika. Uświadomiłam sobie ten powód dopiero wczoraj, ale jest turbo, naprawdę turbo ważny.
Chodźcie na bloga, bo warto!
#blogerka #aniamaluje #szczerze_pisząc #bodyshaming #ciałopozytywne #bodypositivity #bezstanika ##tunezja #zakochaniwtunezji #discovertunisia @discover_tunisia #tunis #wakacje #podróże #podróżemałeiduże #blogerka

„Nie jestem w stanie znieść...

Z pieskami w Gruzji jest jak z tym chłopakiem, który wpatruje się w ciebie cały wieczór i chociaż w ogóle ci się nie podoba, z grzeczności odwzajemnisz uśmiech. Albo wymienisz 5 grzecznościowych zdań, nic co wychodziłoby poza small talk, ale będziesz tego żałować przez najbliższe miesiące. Chłopak bowiem znajdzie cię na wszystkich możliwych kanałach social media (chociaż zna tylko twoje imię!) i będzie cię tam nękał aż znajdzie sobie inny cel.
No właśnie. Pieski. Jest ich dużo, brykają sobie wolno, są najedzone i zakolczykowane, ale Gruzja nie ma pieniędzy na schroniska a walka z niekontrolowanym rozrodem jest walką z wiatrakami - pieski mnożą się przecież na „terenach kontrolowanych przez Rosję”. Milutkie, łaszące się, kochane. Ale jak dasz o dwa głaski za dużo albo podzielisz się obiadem, będą za tobą łazić wszędzie i przyprowadzą kolegów.

Oczywiście noszę antybakteryjny żel do rąk i to byłby idealny moment na wplecienie w narrację reklamy, ale niestety nikt mi nie zapłacił. A szkoda!🤪
Anyway - i Gruzja i pieski spoko. Ciężko przestawić się tylko na myślenie, że one nie są bezdomne, a wolne, jak wiewiórki u nas, ale warto brać pod uwagę uwarunkowania kulturowe i ekonomiczne zanim wyda się osąd ;) #Gruzja #Georgia #georgiatravel #georgiatrip #aniamaluje #aniapodróżuje #pies #pieski #twierdza #fortyfikacje #podróże #podróżemałeiduże #dogsofinstagram #wakacje 
Fot: @troyann

Z pieskami w Gruzji jest...

Dawno się tak nie objadłam! Kocham podróże na wschód. Albo inaczej - ja kocham dzikość. Tu jest dziko, tu jest fajnie, tu jest smacznie. Jest mi dobrze. 
Właśnie zjadłam przepyszne jedzenie w knajpie w której taka potężna pani każe ci tonem nieznoszącym sprzeciwu zamówić. Liczy utarg na liczydle. Jedzenie jest obłędne. Zrobiłam sobie dzisiaj wolne od relacji na stories, ale jutro kierunek ➡️ #kazbegi. Już kupiłam rękawiczki, w poniedziałek chodziłam w letniej kiecce, jutro założę zimową kurtkę🙈
Cudowna ta #gruzja ♥️
#georiga #georgiatravel #georgiatrip #tbilisi #kaukaz #termy #łaźnie #podróżemałeiduże #podróże #aniamaluje #aniapodróżuje 
Zdj; @troyann

Dawno się tak nie objadłam!...

Proszę tylko nie osądzać skakania po dachach na obcasach, sama wiem, że to głupie! Ale te kozaki nie są bardzo wysokie a dachy term stabilne. 
#Gruzja jest niesamowita, #tbilisi jak wyjęte z jakiejś bajki. Nowoczesność miesza się z ruinami, z jednej strony wyluzowani hipsterzy w industrialnych przestrzeniach, z drugiej pobożni młodzi ludzie robiący znak krzyża przed każdym kościołem. Mityczna #kolchida zachwyca detalami, kontrastami, różnorodnością i pysznym jedzeniem. 
Ja szanuję też za to, że Gruzini totalnie potrafią w Cross selling i upselling. I wszyscy zawsze zadowoleni.
Fajnie tu, codziennie zachwyca mnie coś innego! 
#georgia #georgiatravel #podróże #podróżemałeiduże #wakacje #aniamaluje #girlswhotravel 
Zdj: @troyann

Proszę tylko nie osądzać skakania...

Ani wzrokowiec ani słuchowiec, czyli jak to jest odbierać świat DOTYKIEM

 Ostatnio na jednym z moich ukochanych kont na instagramie (mrsostrovia) pojawiło się pytanie prowokujące do ciekawej dyskusji. Każdy z nas ma dominację jakiegoś zmysłu, którym lepiej odbiera świat. Znam takich, co wszystkie notatki muszą mieć przepisane swoim pismem i z kolorowymi zakreślaczami, znam też takich, którzy nieustannie wystukują nóżką czy palcami jakiś rytm. Ja odbieram świat najintensywniej dotykiem. 

Bardzo wiele mówi się o wzrokowcach i słuchowcach, a kinestetycy są nieco pomijani. Jeśli już, to często w kontekście uczniów z ADHD. Że muszą mieć możliwość trochę się poruszać. Ale ja jestem tym drugim typem  kinestetyka- czuciowcem. I w ogóle nie chciałabym skupiać się na uczeniu, a na sposobie postrzegania świata. Zrozumienie tego jak działam bardzo mi pomogło poznać lepiej siebie samą.
A ponieważ to mój prywatny blog – odejdę od uogólnień dotyczących innych “czuciowców” a opiszę głównie siebie oraz kogoś, kto ma podobnie jak ja podzielił się ze mną doświadczeniami.
Pamiętajcie też, że wciąż mam wszystkie zmysły i pozostałymi też odbieram świat, ale ten jeden jest dla mnie najbardziej hm… kluczowy 😉
W szkole nieustannie słyszałam, że mam usiąść po ludzku. Mi po ludzku jest niewygodnie. W czasie czytania książki przybieram dziesiątki różnych pozycji. Wysiedzenie na wykładzie to koszmar. Uczę się przez działanie, a hasło do komputera, telefonu i pin do bankomatu zapamiętuję ruchem. Zdarza się, że zapomnę jakiegoś, a moje palce pamiętają wzór :). Przestarzały (ale wciąż powszechny) Herbartowski model szkoły nie sprzyja takim ludziom jak ja. Opiera się na karności i wychowuje idealnego, posłusznego i potulnego żołnierza. Siedź prosto, nie podważaj, nie kwestionuj, nie dopytuj, rób co ci każę!
A ja i tak mam łatwiej, bo nie jestem typem tancerza i bardzo ruchliwej osoby.
Mądre systemy edukacyjne już dawno odeszły od siedzenia w ławce z rączkami grzecznie położonymi na stole. Przykładowo w edukacji Montessori dziecko może uczyć się leżąc, siedząc, skacząc na piłce gimnastycznej a nawet stojąc na głowie.Ten model wspaniale się sprawdza – edukację Montessoriańską przeszły takie osoby jak 
Larry Page i Sergey Brin (założyciele Google), Jeff Bezos (założyciel amazon), Will Wright (twórca The Sims), Jimmy Wales (założyciel wikipedii), Peter Drucker, Joshua Bell, George Clooney,  czy Alan Rickman.
Najlepsze firmy świata dbają o dobrze zaplanowaną pod tym kątem przestrzeń. Przekłada się to na efekty i innowacyjne pomysły pracowników.
A jak wygląda odbieranie świata przez osobę, u której dominującym zmysłem jest dotyk? 
Moje wspomnienia często dotyczą wrażeń dotykowych. Pamiętam jaki w dotyku jest mój kot i jaki był mój ukochany pies. Doskonale pamiętam jaką fakturę miał sweter mojego dziadka i jego kłujący, lekki zarost. W ogóle lubię ludzi miłych w dotyku. Nie umiem tego do końca opisać (czasami głaskanie bezdomnego psa o zaniedbanej, matowej sierści też jest przyjemne), ale to jak odbieram kogoś dotykiem jest dla mnie bardzo istotne. Uścisk na pożegnanie potrafi mnie albo przybliżyć do danej osoby i poczuć, że to „swój” człowiek, albo mnie od niej oddalić, bo ogólne wrażenie było… jakieś takie nieprzyjemne i mówi „wycofaj się z tej znajomości”. Nie ma ku temu racjonalnych przesłanek, ale to uczucie raczej mnie nie zawodzi. Nauczyłam się mu ufać.
Bardzo ważna jest dla mnie struktura i konsystencja pokarmu. Grudki w budyniu albo żyłka w schabowym oznaczają koniec jedzenia. Gdy myślę o smakach, myślę też o gęstości i temperaturze danej pyszności. Nie lubię liczi ani małż nawet nie ze względu na smak, a na ich gumowatość. Są nieprzyjemne w dotyku.
Umiem w wyobraźni przywołać sobie wspomnienie faktury piasku na plaży w Tajlandii, Sopocie, nad Dnieprem w Kijowie, na Gwadelupie i na Krecie. To za każdym razem inny piasek i inne wrażenie. Plażę odbieram najbardziej chodząc po niej boso. Gdy próbuję wrócić w te miejsca wspomnieniami, najpierw czuję fakturę i miękkość piasku, potem widzę to miejsce.
 Gdy wybieram ubrania, najważniejsze jest dla mnie to, jakie są w dotyku. Tak, czasami sztuczny materiał wygrywa u mnie z wełną, która mnie gryzie. Nie lubię rzeczy ze skóry. Nie umiem powiedzieć dlaczego. Nie pasują mi w dotyku, niezależnie od tego, czy to skóra licowa czy saffiano. Nigdy nie umiem tego nikomu wytłumaczyć, ale dotyk skóry mnie irytuje. Łyżki i noże muszą być dobrze wyważone i wygodne w trzymaniu. W dzieciństwie pamiętam, że mieliśmy ze trzy zestawy sztućców i potrafiłam wstać od stołu wymienić sobie łyżkę na taką, która jest dla mnie wygodniejsza.
Mam dni, gdy szalik, wysoka stójka czy golf dotykają szyi w taki sposób, że odczuwam to jako duszenie się. Od dziecka chodzę – ja mówi moja babcia – rozgogolona. Albo luźny szalik, albo zapalenie krtani 😀
Lubię po kąpieli zakładać wygrzaną na kaloryferze pidżamę oraz milusie skarpetki. Jakikolwiek pasek czy gumka na wysokości brzucha (nie talii)  wywołują u mnie odruch wymiotny. 
Wysiedziane tyłkiem krzesło i zmasakrowana poduszka lepsze od luksusów. Ba! Ja jestem w stanie w hotelu zdjąć poszewkę poduszki i owinąć ją własnym swetrem czy ręcznikiem.
 Jestem Januszem odpinającym guzik spodni w samolocie i pociągu, żeby brzuszek miał wygodniej. Z tego też powodu wolę sukienki, bo one nigdzie nie cisną. Lubię chodzić bez stanika i w bezszwowej bieliźnie. Lekko drapiąca metka doprowadza mnie do furii.
Niektóre myśli układają mi się tylko w ruchu. Przed ważną rozmową muszę iść na spacer albo pobiegać. Gdy uczyłam się wierszyków na pamięć – robiłam kilometry chodząc wokół stołu. Nie napiszę nic sensownego na klawiaturze, która mi nie pasuje i długopisem, który mnie irytuje.  Gdy myślę o lesie, najpierw czuję szyszki, mech, korę, igliwie -dopiero potem myślę o zapachu lasu, szumie drzew i tym jak wygląda. 
Nie noszę biżuterii, bo dotyk zimnego metalu jest dla mnie nieprzyjemny. Czasami lubię długie wisiorki i zazwyczaj są na sznurku lub rzemyku, czasami na tandetnym, tanim metalowym łańcuszku, tak kiepskim, że niewyczuwalnym. Aspekty wizualne są na zdecydowanie dalszym planie.
Kosmetyki muszą być przyjemne w dotyku. Krem czy balsam o dobrych właściwościach może być u mnie skreślony tylko dlatego, że nie jest przyjemny. Wmasowywanie czegoś w ciało jest jak głaskanie i oczekuję, że będzie miłe.
Nie do końca rozumiem dlaczego czasami czyjś uścisk dłoni wydaje mi się chłodny i rzeczowy, a czasami zimny i obślizgły. Dlaczego niektórych ludzi odbieram jako mięciutkich i przytulnych, a innych jako tłustych i odpychających, nawet gdy chodzi o ludzi o bardzo zbliżonych parametrach fizycznych. Nie potrafię się zakolegować ani zakoleżankować z kimś, kogo uścisk jest dla mnie nieprzyjemny. Nie ma opcji.
I tak naprawdę wygląd nie ma tu nic do rzeczy.
Konsystencja ciasta czy zupy-krem jest dla mnie równie ważna co smak.  Sposób w jaki czekolada rozpływa się w ustach a ciepły sos gładzi język. Pudrowe dropsy są fajne bardziej przez pudrowość niż smak, a w krówkach ważniejsza jest konsystencja niż cała reszta. W sumie to zaczyna się od odpakowywania papierka. Już samo to jest przyjemnym rytuałem.
Pod wieloma względami postrzegam świat jak małe dziecko, które wszystkiego musi dotknąć i wiele rzeczy odbieram na takim pierwotnym poziomie. Gdy mówię komuś, że ładnie pachnie – jest to kompilacja wrażeń nie tylko zapachowych (a i tutaj nie chodzi o same perfumy, ale o PH skóry, jej ciepło) ale też dotykowych. Zupełnie inne rzeczy mam na myśli mówiąc “ładnie pachniesz” i “ładne perfumy”. Aby poczuć, że ktoś ładnie pachnie, przynajmniej przez chwilę muszę się do danej osoby zbliżyć swoim ciałem.
Często mówię powoli, bo czuję słowa. Moment ich wypowiadania. Są takie, gdzie język miękko uderza o podniebienie i takie, które są w dotyku ostre. Gładkość słów jest dla mnie bardzo istotna. Czasami muszę się też zatrzymać na chwilę, by poczuć wagę słów. Często używam zwrotów takich jak – “muszę czuć akcję, w którą wchodzę”, albo “nie czuję tego”.
Silnie reaguję na dotyk. Gdy ktoś w autobusie stuka mnie w ramię abym ustąpiła mu miejsca, podskakuję jak oparzona. Mam problem z kulturami, w których z nowo poznanymi ludźmi witasz się przez przytulenie czy nie daj Thorze – cmoknięcie. Popełniam gafy kulturowe, bo bardziej cenny jest dla mnie mój komfort niż zachowanie poprawne pod tym kątem. Za to gdy pozwalam komuś na uścisk czy cmoknięcie – to znaczy, że akceptuję taką osobę.
Tak ja dzieci, które nie są przytulane i głaskane (lub są zbyt rzadko) rozwijają się fizycznie i intelektualnie wolniej (!) – zobacz też tekst
tak ja bez dotyku (niekoniecznie seksualnego) nie rozwinę z nikim relacji nazwijmy to – romantycznej. Na początku wystarczy niewiele – stykanie się ramieniem czy nogą, gdy siedzi się obok siebie, położenie głowy na ramieniu, o sekundę dłuższy niż typowy uścisk na przywitanie, przybicie piąteczki na znak zgody w jakimś temacie. Nigdy nie rozwinę z nikim relacji na odległość, bo potrzebuję realnego, fizycznego dotyku. Są ludzie, których doładowują romantyczne wyznania miłości, są tacy, którzy potrzebują fizycznych prezentów z każdej okazji, bo inaczej nie czują się kochani. Ja potrzebuję dotyku. 
Prawie wszyscy znają te badania, że kelnerki, które musną gościa restauracji dostają większe napiwki, podobnie jak dotknięcie kogoś, kto ma podpisać petycję oraz kogoś, od kogo chcesz dostać numer telefonu, bardzo zauważalnie zwiększa szansę na powodzenie misji (badali to Gueguen, Willis, Hamm, Crusco i wielu wielu innych). Ja jestem tym przypadkiem, który
– albo odskoczy i zmniejszy napiwek, nie da numeru telefonu, nie podpisze petycji, chociaż moje wcześniejsze plany były inne, tylko dlatego, że po dotyku podświadomie oceniłam daną osobę negatywnie
– albo w to wejdzie, chociaż początkowo wcale nie planowałam. I zrobię to tylko dlatego, że odebrałam daną osobę jako przyjemną przez dotyk.
Mój umysł analizuje błyskawicznie ludzi na podstawie tego, jak odbieram ich zmysłem dotyku. To trochę dziwne i może wydać się głupie, że dotyk wrzuca osobę do odpowiednie szufladki, ale właśnie tak mam.
Często ściskam coś w dłoni – piłeczkę, telefon, kasztany. Zaczepiam się stopą o balustradę, kulam nią piłkę, latem chwytam trawę gdy czytam książkę w plenerze. Inaczej nie potrafię się skupić.
Gładzę się po nodze, głaszczę się po karku, dotykam się po ramieniu – praktycznie nieustannie.
Jeśli twój chłopak, dziewczyna, przyjaciel czy przyjaciółka mają podobnie jak ja – mam nadzieję, że ten opis pomoże ci lepiej tę drugą osobę zrozumieć.
Podrzucam też dwa interesujące artykuły na temat dotyku:
http://journalpsyche.org/files/0xbb11.pdf
https://pdfs.semanticscholar.org/0ab7/60b1decac94edc68fb503d45f4b149adc6a7.pdf
Dobrej nocy! 🙂
Bądź na bieżąco! 
INSTAGRAMFACEBOOK
Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) – jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂
Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

p.p1 {margin: 0.0px 0.0px 0.0px 0.0px; font: 11.0px ‘Helvetica Neue’; color: #000000; -webkit-text-stroke: #000000}
p.p2 {margin: 0.0px 0.0px 0.0px 0.0px; font: 11.0px ‘Helvetica Neue’; color: #000000; -webkit-text-stroke: #000000; min-height: 12.0px}
span.s1 {font-kerning: none}

Uściski, Ania

4
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
3 Thread replies
1 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
2 Comment authors
AniamalujeGosia Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Gosia
Gość

Aniu czytam Cię od jakiś 3 lat, ale nigdy nie komentowałam. Dzisiaj jednak poczułam, że muszę. Moja przygoda z twoim blogiem zaczęła się od artykułu: „10 powodów, aby nie czytać DUPELKA”. Tak byłam uzależniona od dupelka. Wchodziłam kilka razy dziennie, żeby czytać te bzdury, aż pewnego dnia trafiłam na twój tekst i… przestałam. Jak za sprawą czarodziejskiej różdżki. Z dnia na dzień zamieniłam dupelka na twój blog i to była jedna z najcenniejszych i najważniejszych rzeczy jaka mi się przytrafiła. Dosłownie zmieniłaś moje życie! Otworzyłaś oczy i rozum na wielu płaszczyznach. Postanowiłam napisać pod tym postem, bo w tym temacie… Czytaj więcej »

Previous
Ulubieńcy: mocny serial i koszmar Krystyny Pawłowicz
Ani wzrokowiec ani słuchowiec, czyli jak to jest odbierać świat DOTYKIEM