Jak wejdziecie w lokalizację, to zobaczycie jak to POWINNO wyglądać. Cóż, być w jednym z najbardziej zapierających dech w piersiach miejscu i go nie zobaczyć, bo chmury - zdarza się! :D Potem zaczął padać deszcz, więc ja zaczęłam mieć z tego radochę😅
Pytacie, dlaczego tak mało się stresuję! Słuchajcie, ja kiedyś byłam tą osobą, którą ze stresu zawsze bolał brzuch. Przed egzaminem, zawodami, konkursem... dzisiaj stresik czuję tylko przed podróżą (czyli chyba długo nie poczuję🙈) a częściej towarzyszy mi EKSCYTACJA. Większy problem mam z napięciem, ono się silnie odbija na moim ciele. Zazwyczaj szłam je wybiegać, ale ponieważ wróciłam przed obowiązkową kwarantanną, narzuciłam sobie własną i... chodzę po ścianach, bo moje najlepsze sposoby na rozładowanie napięcia są niedostępne🙈Nie cierpię biegać. Ale lubię zgrzana wrócić do mieszkania i mieć ten uśmiech na twarzy, że już wszystko za mną😅

A nie stresuje się, bo nie pozwalam, by rzeczy, które są poza moją kontrolą władały moim umysłem. Poza moją kontrolą jest to, ile potrwa pandemia, ile osób umiera każdego dnia, jak wygląda stan opieki zdrowotnej w Polsce, czy będzie szczepionka albo kiedy będzie i ile potrwają obostrzenia.
Ale mam kontrolę nad najważniejszymi rzeczami: mogę ograniczyć do minimum wyjścia (spacerek do sklepu po jedną rzecz nigdy tak nie kusił, co?😉), poprawnie myć ręce, unikać dotykania buzi, dbać o odporność, być aktywna fizycznie, słuchać komunikatów GiS i dostosować swoją sytuację finansową do zmieniających się warunków (przyciąć wydatki? przebranżowić się? podnieść ceny usług czy obniżyć i iść na ilość?).
Skupiam się nad tym, nad czym mam kontrolę. Zawsze!
Nie wiem czy na egzaminie dostanę trudne pytania, nad tym nie mam kontroli. Ale mam kontrolę nad tym, jak przyswoję materiał.
A u Was jak? Stres? Czarne myśli? Czy spokój na myśl o tym, że cokolwiek przyniesie życie, będzie trzeba się do tego dostosować?
#stres #szczerze_pisząc #emocje #stacalm #stayhome #vietnam #goldenhandsbridge

Jak wejdziecie w lokalizację, to...

Ale mam dzisiaj kiepski dzień! Chyba będę ładną sumkę w plecy. Auć! Bolesna lekcja, by nie robić czegoś „jednym okiem”. Pomyślałam, że podzielę się kilkoma swoimi wpadkami i poproszę Cię o to samo 👉🏻 zatytułowałam oficjalny przelew „pieniądze za las”. Byłam rozkojarzona!
👉🏻 kilka razy wysłałam polecony do samej siebie, jakoś odruchowo wpisuje mi się mój własny adres 🤷🏻‍♀️
👉🏻 wybrałam się na basen i nie spakowałam stroju, zorientowałam się już w szatni
👉🏻 bez portfela to też wyszłam wiele razy
👉🏻 wysłałam klientowi plik o tytule „wersjaostatecznailetychpoprawekjapierdole.pdf”
👉🏻 wyszłam z knajpy i zapomniałam zapłacić. Biegłam przeprosić i uregulować należność ze zwieszonym jęzorem a oni się nawet nie zorientowali! Przeprosiłam chyba z 5x🙈

Teraz Ty, będzie mi raźniej!
Zdjęcie z Bali! Było pięknie, mam nadzieję, że Balijczycy dadzą sobie radę z kryzysem, żyli w dużej mierze z turystyki :( #wpadka #aniamaluje #szczerze_pisząc #wodospad #waterfall #podrozemaleiduze #podróże

Ale mam dzisiaj kiepski dzień!...

Mam taką ulubioną grę, gdzie zadaję ludziom pytania w stylu „wolisz do końca życia jeść tylko sernik, czy tylko burgery?”. Nawet mam jej karcianą wersję (nazwa się „Dylematy” i pytania są w niej czasami na maksa odjechane!) ale i tak wolę zadawać własne😈. Zasady są proste! 👉🏻 odpowiadasz na dowolne pytanie z tego wątku (moje, cudze)
👉🏻 kupujesz sobie w ten sposób prawo, by zadać własne pytanie 
Można uzasadniać, wychodzą z tego super dyskusje!!! Uwielbiam w to grać! I na żywo i przez smsy jak na żywo nie można pogadać.
Więc ja zacznę, a Wy mam nadzieję, będziecie w komentarzach aktywni. Pytanie które wrzucam, pochodzi z gry „Dylematy”:
2 osoby zaproponowały ci namiętny pocałunek. Jedna z nich to 10 w Twojej osobistej skali, ale jest w związku. Druga to singiel, ale w twojej skali „5”. Kogo wybierasz? Napisz, a potem stwórz własny „dylemat”😉 Zawsze trzeba coś wybrać, nawet jak obie opcje są złe 🙃
Odpowiedz i zadaj swoje pytanie.

Możecie odpowiadać sobie nawzajem, będzie zabawnie! To jak, 5 czy 10? 
#gra #zostajewdomu #rozrywka #buivien #buivienstreet #vietnam #saigon #hochiminh #podróże #podróżemałeiduże #aniamaluje

Mam taką ulubioną grę, gdzie...

Idziesz do pracy, bo musisz? Źle, bo masz siedzieć na pupie. Bierzesz bezpłatny urlop, żeby siedzieć na pupie - źle, bo będzie kryzys, a w ogóle to ktoś musi w sklepach sprzedawać.
Wrzucasz związane w wirusem treści - źle, bo wszyscy już mają dość. Wrzucasz treści rozrywkowe - źle, bo jesteś ignorantem. Kupujesz papier dla siebie i rodziny - źle, bo panikujesz i „odbierasz innym”. Kupujesz tyle ile potrzebujesz - źle, bo nie myślisz o przyszłości.

Nie dajmy się zwariować. Jesteśmy różni! Przeżywamy sytuacje na swój sposób. Ktoś, kto lubi siedzieć w domu nie zrozumie kogoś, kto serio chodzi od tego po ścianach. za dzieciaka byłam często chora i 2 tygodnie na dupsku to dla mnie żadna nowość. Przyznam, że czasami wręcz chciałam mieć anginę, żeby oglądać na satelicie bajki na jakimś Rai due czy niemieckim RTL2, oglądać reklamy produktów, których w Polsce nie ma, układać puzzle, czytać książki, wpuszczać psa do łóżka (chora, to mama przymknie oko) i układać domki z kart. Przeszłabym się chętnie, marzę o zakupach w lidlu, żałuję, że nie mam balkonu, ale jakieś wielkie wyrzeczenie to nie jest. Dla kogoś innego może być niemal traumatyczne i nie mam prawa tego oceniać! Jeden będzie tańczył i śpiewał, drugi zwinie się w kulkę i będzie mu smutno.
Dlatego proszę, nie oceniajmy się! Jeśli tylko słuchasz się do zaleceń i oficjalnych komunikatów - nie czuj wyrzutów sumienia, że masz ochotę spać albo leżeć zamiast pisać ebooki i tworzyć genialne biznesy. Albo na odwrót, że w tej sytuacji przyszedł Ci do głowy genialny produkt  i wchodzisz w to jak opętany!
Nie miej wyrzutów sumienia, że czujesz radochę na myśl o gotowaniu, porządkach w szafie i wszystkich rzeczach, na które brakowało ci czasu. Albo na odwrót - że zamawiasz na wynos i marzysz o pracy w której odwiedza cię pan kanapka. Ale nie oceniaj. 
Polecam z  stories @evrdtrp która pokazuje, jak odmienne mamy perspektywy i sytuacje życiowe. To nie są rzeczy czarne albo białe, raczej tak niedookreślone jak moja skora na tym zdjęciu. Opalona, spalona, czy blada? Wszystko po trochu!
Wspieranie, nie ocenianie. Proszę🤗
#staystrong #siedzęwdomu ... bo mam ten przywilej, nie każdy może.
Doceniam! #szczerze_pisząc #aniamaluje

Idziesz do pracy, bo musisz?...

Robicie czasami głupie rzeczy? Ja niestety ciągle! Czasami szybciej działam niż myślę, a refleksja nad głupotą przychodzi po fakcie. Osobiście za jedną z najgłupszych rzeczy na świecie uważam jednak palenie papierosów. Śmierdzą, trują, niszczą zęby i zdrowie - bez wahania zdecydowałam się dorzucić swoje 3 grosze do kampanii przeciwko paleniu!
Dajcie koniecznie znać w komentarzach czy kiedyś paliliście (albo palicie) i czego wam najbardziej w związku z tym żal!
Więcej na : http://stopfejkfriends.pl/ 
Post w tamach kampanii społecznej: #stopfejkfriends i „Papierosy i e-papierosy to fałszywi przyjaciele”

#aniamaluje #szczerze_pisząc

Robicie czasami głupie rzeczy? Ja...

Na tym zdjęciu moja mina mówi „czy mogę już iść?” i nawet powiedziałam to na głos do @czula.kaminska bo obok latał jakiś szerszeń, a ja się panicznie boję🙈
Bo ja wcale nie jest odważna! 
Życie jest przewrotne. Pojechałam solo, żeby sama pobyć ze swoimi myślami - nie spędziłam sama ani jednego dnia! A teraz siedzę na tyłku jak wszyscy i mam to swoje wyciszenie, chociaż czas po wyjeździe miał być turbo intensywny🤪
🌱Fajnie jest być gdzieś z kimś. Dzielić zachwyt, czasami pokazać coś swoimi oczami, czasami rozproszyć poczucie odpowiedzialności by nie ciążyło tylko na jednej osobie, czasami by poczuć się bezpieczniej. 🌱Podróżowanie solo jest inne. Ludzie dzielą z Tobą jakieś fragmenty drogi, ale na Twoich zasadach. Zero kompromisów, dostosowywania się, szukania knajp gdzie będzie coś bez pszenicy albo gaszenia światła bo ktoś chce spać, a ty jeszcze nie. Omijania czegoś, bo komuś za gorąco albo za daleko, za blisko, za brzydko, za ładnie, zawsze coś.
🌱Łatwiej poznaje się ludzi. Ja na nowo uwierzyłam, że w ludziach jest dobro. Spotkałam się z wielką życzliwością, chęcią pomocy, wskazówkami. Ktoś mnie podwiózł, ktoś naprawił laptopa, ktoś pokazał fajne zakątki, ktoś zrobił zdjęcie, ktoś popilnował rzeczy. To było piękne!🥰
🌱Podróżowanie solo nie jest ani lepsze ani gorsze. Jest zupełnie inne. 
Polecam przeżyć chociaż raz w życiu, może jak wszystko się uspokoi? ☀️Ja lubię mieć jakąś nagrodę w perspektywie. Jeśli ogarnę to finansowo to po tej całej pandemii chciałabym wybrać się do Włoch i zjeść nieprzyzwoicie pyszną pizzę. I makaron. I potańczyć. I pośpiewać pijąc nad morzem ich domowe wino z plastikowej butelki.
Tak będzie, musi być! 
Każda burza się kiedyś kończy, w to chcę wierzyć!
Zabawmy się! Wyobraź sobie, że pandemia się skończyła, Twoje finanse i rodzina mają się dobrze.
Pierwsze co robisz „w nagrodę” aby to odreagować to?
Ja totalnie wybieram się na pizzę! #podróże #solo #solotravel #drzewo #szczerze_pisząc #aniamaluje #infinitydress #multiwaydress

Na tym zdjęciu moja mina...

To, co dzisiaj wydaje się dramatem, kiedyś może okazać się cenną lekcją. Pamiętam jak z dnia na dzień straciłam źródło dochodu nie mając planu B. Bolało, ale od tej pory pamiętałam, że „najpierw płacę sobie”. No matter what! Budowałam poduszkę finansową, chociaż było bardzo ciężko. Za drugim razem gdy straciłam głównego klienta też bolało potwornie. Wtedy wyciągnęłam kolejną lekcję i postawiłam na dywersyfikację. Teraz przy okazji wirusa moje źródełka powysychały albo stały się mniejsze, ale jedno, zupełnie pasywne działa nadal i to lepiej niż wcześniej. Książka, którą napisałam w 2013! (Dostępna na legimi).
Kryzysy są ciężkie, ja się cieszę, że dostałam mocno po dupie bardzo młodo. Że przegadałam sobie kilka tematów i np. podjęłam trudną decyzję, że nie stać mnie na pracę w szkole, (wtedy byle ósemka do wyrwania oznacza tarapaty finansowe).
Czasami te bolesne lekcje po czasie okazują się bardzo cenne! 
Mam taką zasadę, że porażkę zawsze zamieniam w „teachable moment”. Wypisuję 10 rzeczy, których nauczyła mnie ta sytuacja i wdrażam wnioski w życie.
Z takim podejściem z wielu problemów wychodzimy silniejsi!
Gdybym nie przerobiła tego problemu 10 lat temu, dzisiaj też z przerażeniem patrzyłabym na topniejący stan konta😰ale czasami żeby było lepiej, przez chwilę musi być trochę gorzej! Dzisiaj widzę, że przez ten kryzys podjęłam decyzje, które zapewniają mi całkiem wygodne życie.
Teraz wydaje się ciężko, ale jeśli wyciągniemy z tego lekcje, to będzie lepiej.
Każdy zna chyba kogoś, kto załamał się po rozpadzie związku a potem poznał partnera pod każdym kątem nieporównywalnie lepszego, prawda?
Wierzę, że tak to się skończy! 
Masz jakąś historię życiowej tragedii, która okazała się potrzebną lekcją i chcesz się nią podzielić?
#aniamaluje #szczerze_pisząc #saigon #hochiminh #kryzys #staystrong

To, co dzisiaj wydaje się...

Surowi rodzice wychowują najlepszych kłamców. To totalnie nie jest czas na te wszystkie wrogie spojrzenia i wytykanie innym co zrobili nie tak! W Tajlandii starsze małażeństwo z Chin pozarażało innych, bo bali się linczu i bali się iść do szpitala. U nas ludzie zatajają, że byli we Włoszech właśnie przez takie komentarze! Z kolei gdy restauratorka z Bangkoku dała znać klientom na fejsie, że ma wirusa, zamyka lokal i prosi osoby, które w nim były o sprawdzenie swojego zdrowia - ludzie pisali, że dziękują za jej odpowiedzialność i poinformowanie. Takie samo podejście ma Tajwan. Pisałam kiedyś, że wiara w „sprawiedliwy świat” sprzyja kulturze wtórnej wiktymizacji ofiar. Bo gdy wszyscy myślimy „jak będę ostrożna to nikt mnie nie zgwałci”, to z automatu cześć winy idzie zawsze na zgwałconą kobietę. „Mnie jakoś takie rzeczy nie spotykają a chodzę tedy 20 lat”🙄. To od naszego podejścia zależy, czy ludzie będą zgłaszać swoje objawy, czy nie. Wirus może przytrafić się każdemu, nawet najbardziej ostrożnemu człowiekowi! To nie jest moment na „to przez tego, to przez tamtego”. To moment na słuchanie się do zaleceń i siedzenie w domu. Ja zdecydowałam się kontynuować relację z Azji z normalnym opóźnieniem (no, może ciut dłuższym, zbieram więcej info o ciemnych stronach Wietnamu😌). Czasy są ciężkie, miejcie u mnie trochę rozrywki i normalności! Pozostańmy silni, bez znaczenia, czy w Polsce czy gdzieś na świecie!♥️ Nie obwiniajmy się nawzajem, nikt nie przyniósł wirusa złośliwie! To i tak by się wydarzyło. Strach jest ok, panika nie. Panika to chaos. Potrzebujemy spokoju i opanowania😊 to nasze reakcje zadecydują o rozwoju wydarzeń.
#podróże #szczerze_pisząc #aniamaluje #wirus #zostajewdomu

Surowi rodzice wychowują najlepszych kłamców....

Jedna z moich największych obaw odnośnie podróży solo?
„Ale jak ja pójdę na plażę?!”🤣
Biegam szybko, ale jednak nie chciałabym wyskakiwać z morza aby dogonić  złodzieja, który połasił się na mój telefon.
Tymczasem moje  obawy okazały się zupełnie bezzasadne! Poznałam wielu spoko ludzi, którym postanowiłam zaufać i rzadko bywałam sama. Ale czasami chciałam! I co wtedy? Raz ratownik zaproponował, że wrzuci moje „belongings” do swojej łódki. Raz wrzuciłam telefon, kasę i klucz do woreczka strunowego i zakopałam pod palmą. A kilka razy wyszłam zupełnie bez niczego. Zostawiałam klucz na recepcji i odcinałam się.
Było super! 
Chcę bardziej być niż mieć. Nie wiem jak mogłam kiedyś pozwolić na to, aby strach o durne rzeczy mnie blokował.
Dzisiaj widzę, jak był irracjonalny 🙈 nie mam za wielu zdjęć z plaży, ale było fajnie! Jestem za to na wielu zdjęciach wietnamskich chłopców (na Bali też mi się zdarzyło)🤣 Widzą białą dziewczynę i pytają, czy mogą fotkę. I czy mogą mnie do tej fotki objąć. Przedmiotowe? Szczerze? Ja też robię fotki lokalsom i chociaż sami zachęcają, to w pewien sposób czuję, że pozując do zdjęć spłacam jakiś dług. Chłopcy są zawsze bardzo grzeczni i mili. Nie spotkało mnie tu nic „disrescpectful”. Po fakcie zawsze dziękują, chwilę pogawędzimy. To dla mnie ok, bez względu na to, co opowiedzą kolegom pokazując zdjęcie. W mojej opowieści też każdy pająk jest 3 razy większy, a każdy z nas ma koleżankę, do której idol na koncercie puścił oczko😉

Nigdy w życiu nie uśmiechałam się tyle, co na tym wyjeździe!!! Nie wiem jak mogła mnie blokować myśl o tym, że ktoś mnie okradnie🙈
„Pod łóżka włażą, złodzieja węszą, 
Łbem o nocniki chłodne trącając.
I znowu sprawdzą kieszonki, kwitki, 
Spodnie na tyłkach zacerowane, 
Własność wielebną, święte nabytki, 
Swoje, wyłączne, zapracowane.”
#wietnam #azja #podróże #podróżemałeiduże #vietnam #aniamaluje #szczerze_pisząc #plaża

Jedna z moich największych obaw...

Typowa ja! Nie pamiętam jak na imię miał właściciel piesełka, ale piesek miał na imię Tom i spędziliśmy razem kilka miłych chwil! 
Nie każde zdjęcie z podróży musi być wymuskane! To wywołuje we mnie miłe emocje, bo Tom był kuleczką radości.
Przy okazji - bycie opiekunem (nie lubię słowa „panem”) pieska to +100 do charyzmy i zwiększa szanse podrywu. Albo ułatwia kontakt. Lubię czytać książki w parku i w zeszłym roku kilkadziesiąt (!) razy zdarzyło się, że wbiegł we mnie albo mój koc czyjś piesek, co dało opiekunowi oczywisty pretekst do zagajenia rozmowy bez jakiejś niezręczności. Z trzema z tych osób się koleguję, jednego poznałam ze swoją koleżanką i są parą ;).
Pieski są super!!!
Pytanie do ludzi, którzy mają (albo kiedyś mieli) zwierzaka - jak się wabił? Imię typowo zwierzęce, czy ludzkie?
Ja miałam: kota o imieniu Trampek, owczarka szkockiego collie o imieniu Zija, (Zia) aka Ruda, drugiego psa o imieniu „Mała” (zwana Zazdrośnicą), kota Kiko i kotkę Ninę. Teraz w mojej rodzinie jest kotka Schwarz i piesek Niunio.
Każde imię z innej bajki!
Jak u Was?
#piesek #dogsofinstagram #wakacje #wietnam #vietnam #podróże #podrozemaleiduze #zwierzaki

Typowa ja! Nie pamiętam jak...

Ani wzrokowiec ani słuchowiec, czyli jak to jest odbierać świat DOTYKIEM

 Ostatnio na jednym z moich ukochanych kont na instagramie (mrsostrovia) pojawiło się pytanie prowokujące do ciekawej dyskusji. Każdy z nas ma dominację jakiegoś zmysłu, którym lepiej odbiera świat. Znam takich, co wszystkie notatki muszą mieć przepisane swoim pismem i z kolorowymi zakreślaczami, znam też takich, którzy nieustannie wystukują nóżką czy palcami jakiś rytm. Ja odbieram świat najintensywniej dotykiem. 

Bardzo wiele mówi się o wzrokowcach i słuchowcach, a kinestetycy są nieco pomijani. Jeśli już, to często w kontekście uczniów z ADHD. Że muszą mieć możliwość trochę się poruszać. Ale ja jestem tym drugim typem  kinestetyka- czuciowcem. I w ogóle nie chciałabym skupiać się na uczeniu, a na sposobie postrzegania świata. Zrozumienie tego jak działam bardzo mi pomogło poznać lepiej siebie samą.
A ponieważ to mój prywatny blog – odejdę od uogólnień dotyczących innych “czuciowców” a opiszę głównie siebie oraz kogoś, kto ma podobnie jak ja podzielił się ze mną doświadczeniami.
Pamiętajcie też, że wciąż mam wszystkie zmysły i pozostałymi też odbieram świat, ale ten jeden jest dla mnie najbardziej hm… kluczowy 😉
W szkole nieustannie słyszałam, że mam usiąść po ludzku. Mi po ludzku jest niewygodnie. W czasie czytania książki przybieram dziesiątki różnych pozycji. Wysiedzenie na wykładzie to koszmar. Uczę się przez działanie, a hasło do komputera, telefonu i pin do bankomatu zapamiętuję ruchem. Zdarza się, że zapomnę jakiegoś, a moje palce pamiętają wzór :). Przestarzały (ale wciąż powszechny) Herbartowski model szkoły nie sprzyja takim ludziom jak ja. Opiera się na karności i wychowuje idealnego, posłusznego i potulnego żołnierza. Siedź prosto, nie podważaj, nie kwestionuj, nie dopytuj, rób co ci każę!
A ja i tak mam łatwiej, bo nie jestem typem tancerza i bardzo ruchliwej osoby.
Mądre systemy edukacyjne już dawno odeszły od siedzenia w ławce z rączkami grzecznie położonymi na stole. Przykładowo w edukacji Montessori dziecko może uczyć się leżąc, siedząc, skacząc na piłce gimnastycznej a nawet stojąc na głowie.Ten model wspaniale się sprawdza – edukację Montessoriańską przeszły takie osoby jak 
Larry Page i Sergey Brin (założyciele Google), Jeff Bezos (założyciel amazon), Will Wright (twórca The Sims), Jimmy Wales (założyciel wikipedii), Peter Drucker, Joshua Bell, George Clooney,  czy Alan Rickman.
Najlepsze firmy świata dbają o dobrze zaplanowaną pod tym kątem przestrzeń. Przekłada się to na efekty i innowacyjne pomysły pracowników.
A jak wygląda odbieranie świata przez osobę, u której dominującym zmysłem jest dotyk? 
Moje wspomnienia często dotyczą wrażeń dotykowych. Pamiętam jaki w dotyku jest mój kot i jaki był mój ukochany pies. Doskonale pamiętam jaką fakturę miał sweter mojego dziadka i jego kłujący, lekki zarost. W ogóle lubię ludzi miłych w dotyku. Nie umiem tego do końca opisać (czasami głaskanie bezdomnego psa o zaniedbanej, matowej sierści też jest przyjemne), ale to jak odbieram kogoś dotykiem jest dla mnie bardzo istotne. Uścisk na pożegnanie potrafi mnie albo przybliżyć do danej osoby i poczuć, że to „swój” człowiek, albo mnie od niej oddalić, bo ogólne wrażenie było… jakieś takie nieprzyjemne i mówi „wycofaj się z tej znajomości”. Nie ma ku temu racjonalnych przesłanek, ale to uczucie raczej mnie nie zawodzi. Nauczyłam się mu ufać.
Bardzo ważna jest dla mnie struktura i konsystencja pokarmu. Grudki w budyniu albo żyłka w schabowym oznaczają koniec jedzenia. Gdy myślę o smakach, myślę też o gęstości i temperaturze danej pyszności. Nie lubię liczi ani małż nawet nie ze względu na smak, a na ich gumowatość. Są nieprzyjemne w dotyku.
Umiem w wyobraźni przywołać sobie wspomnienie faktury piasku na plaży w Tajlandii, Sopocie, nad Dnieprem w Kijowie, na Gwadelupie i na Krecie. To za każdym razem inny piasek i inne wrażenie. Plażę odbieram najbardziej chodząc po niej boso. Gdy próbuję wrócić w te miejsca wspomnieniami, najpierw czuję fakturę i miękkość piasku, potem widzę to miejsce.
 Gdy wybieram ubrania, najważniejsze jest dla mnie to, jakie są w dotyku. Tak, czasami sztuczny materiał wygrywa u mnie z wełną, która mnie gryzie. Nie lubię rzeczy ze skóry. Nie umiem powiedzieć dlaczego. Nie pasują mi w dotyku, niezależnie od tego, czy to skóra licowa czy saffiano. Nigdy nie umiem tego nikomu wytłumaczyć, ale dotyk skóry mnie irytuje. Łyżki i noże muszą być dobrze wyważone i wygodne w trzymaniu. W dzieciństwie pamiętam, że mieliśmy ze trzy zestawy sztućców i potrafiłam wstać od stołu wymienić sobie łyżkę na taką, która jest dla mnie wygodniejsza.
Mam dni, gdy szalik, wysoka stójka czy golf dotykają szyi w taki sposób, że odczuwam to jako duszenie się. Od dziecka chodzę – ja mówi moja babcia – rozgogolona. Albo luźny szalik, albo zapalenie krtani 😀
Lubię po kąpieli zakładać wygrzaną na kaloryferze pidżamę oraz milusie skarpetki. Jakikolwiek pasek czy gumka na wysokości brzucha (nie talii)  wywołują u mnie odruch wymiotny. 
Wysiedziane tyłkiem krzesło i zmasakrowana poduszka lepsze od luksusów. Ba! Ja jestem w stanie w hotelu zdjąć poszewkę poduszki i owinąć ją własnym swetrem czy ręcznikiem.
 Jestem Januszem odpinającym guzik spodni w samolocie i pociągu, żeby brzuszek miał wygodniej. Z tego też powodu wolę sukienki, bo one nigdzie nie cisną. Lubię chodzić bez stanika i w bezszwowej bieliźnie. Lekko drapiąca metka doprowadza mnie do furii.
Niektóre myśli układają mi się tylko w ruchu. Przed ważną rozmową muszę iść na spacer albo pobiegać. Gdy uczyłam się wierszyków na pamięć – robiłam kilometry chodząc wokół stołu. Nie napiszę nic sensownego na klawiaturze, która mi nie pasuje i długopisem, który mnie irytuje.  Gdy myślę o lesie, najpierw czuję szyszki, mech, korę, igliwie -dopiero potem myślę o zapachu lasu, szumie drzew i tym jak wygląda. 
Nie noszę biżuterii, bo dotyk zimnego metalu jest dla mnie nieprzyjemny. Czasami lubię długie wisiorki i zazwyczaj są na sznurku lub rzemyku, czasami na tandetnym, tanim metalowym łańcuszku, tak kiepskim, że niewyczuwalnym. Aspekty wizualne są na zdecydowanie dalszym planie.
Kosmetyki muszą być przyjemne w dotyku. Krem czy balsam o dobrych właściwościach może być u mnie skreślony tylko dlatego, że nie jest przyjemny. Wmasowywanie czegoś w ciało jest jak głaskanie i oczekuję, że będzie miłe.
Nie do końca rozumiem dlaczego czasami czyjś uścisk dłoni wydaje mi się chłodny i rzeczowy, a czasami zimny i obślizgły. Dlaczego niektórych ludzi odbieram jako mięciutkich i przytulnych, a innych jako tłustych i odpychających, nawet gdy chodzi o ludzi o bardzo zbliżonych parametrach fizycznych. Nie potrafię się zakolegować ani zakoleżankować z kimś, kogo uścisk jest dla mnie nieprzyjemny. Nie ma opcji.
I tak naprawdę wygląd nie ma tu nic do rzeczy.
Konsystencja ciasta czy zupy-krem jest dla mnie równie ważna co smak.  Sposób w jaki czekolada rozpływa się w ustach a ciepły sos gładzi język. Pudrowe dropsy są fajne bardziej przez pudrowość niż smak, a w krówkach ważniejsza jest konsystencja niż cała reszta. W sumie to zaczyna się od odpakowywania papierka. Już samo to jest przyjemnym rytuałem.
Pod wieloma względami postrzegam świat jak małe dziecko, które wszystkiego musi dotknąć i wiele rzeczy odbieram na takim pierwotnym poziomie. Gdy mówię komuś, że ładnie pachnie – jest to kompilacja wrażeń nie tylko zapachowych (a i tutaj nie chodzi o same perfumy, ale o PH skóry, jej ciepło) ale też dotykowych. Zupełnie inne rzeczy mam na myśli mówiąc “ładnie pachniesz” i “ładne perfumy”. Aby poczuć, że ktoś ładnie pachnie, przynajmniej przez chwilę muszę się do danej osoby zbliżyć swoim ciałem.
Często mówię powoli, bo czuję słowa. Moment ich wypowiadania. Są takie, gdzie język miękko uderza o podniebienie i takie, które są w dotyku ostre. Gładkość słów jest dla mnie bardzo istotna. Czasami muszę się też zatrzymać na chwilę, by poczuć wagę słów. Często używam zwrotów takich jak – “muszę czuć akcję, w którą wchodzę”, albo “nie czuję tego”.
Silnie reaguję na dotyk. Gdy ktoś w autobusie stuka mnie w ramię abym ustąpiła mu miejsca, podskakuję jak oparzona. Mam problem z kulturami, w których z nowo poznanymi ludźmi witasz się przez przytulenie czy nie daj Thorze – cmoknięcie. Popełniam gafy kulturowe, bo bardziej cenny jest dla mnie mój komfort niż zachowanie poprawne pod tym kątem. Za to gdy pozwalam komuś na uścisk czy cmoknięcie – to znaczy, że akceptuję taką osobę.
Tak ja dzieci, które nie są przytulane i głaskane (lub są zbyt rzadko) rozwijają się fizycznie i intelektualnie wolniej (!) – zobacz też tekst
tak ja bez dotyku (niekoniecznie seksualnego) nie rozwinę z nikim relacji nazwijmy to – romantycznej. Na początku wystarczy niewiele – stykanie się ramieniem czy nogą, gdy siedzi się obok siebie, położenie głowy na ramieniu, o sekundę dłuższy niż typowy uścisk na przywitanie, przybicie piąteczki na znak zgody w jakimś temacie. Nigdy nie rozwinę z nikim relacji na odległość, bo potrzebuję realnego, fizycznego dotyku. Są ludzie, których doładowują romantyczne wyznania miłości, są tacy, którzy potrzebują fizycznych prezentów z każdej okazji, bo inaczej nie czują się kochani. Ja potrzebuję dotyku. 
Prawie wszyscy znają te badania, że kelnerki, które musną gościa restauracji dostają większe napiwki, podobnie jak dotknięcie kogoś, kto ma podpisać petycję oraz kogoś, od kogo chcesz dostać numer telefonu, bardzo zauważalnie zwiększa szansę na powodzenie misji (badali to Gueguen, Willis, Hamm, Crusco i wielu wielu innych). Ja jestem tym przypadkiem, który
– albo odskoczy i zmniejszy napiwek, nie da numeru telefonu, nie podpisze petycji, chociaż moje wcześniejsze plany były inne, tylko dlatego, że po dotyku podświadomie oceniłam daną osobę negatywnie
– albo w to wejdzie, chociaż początkowo wcale nie planowałam. I zrobię to tylko dlatego, że odebrałam daną osobę jako przyjemną przez dotyk.
Mój umysł analizuje błyskawicznie ludzi na podstawie tego, jak odbieram ich zmysłem dotyku. To trochę dziwne i może wydać się głupie, że dotyk wrzuca osobę do odpowiednie szufladki, ale właśnie tak mam.
Często ściskam coś w dłoni – piłeczkę, telefon, kasztany. Zaczepiam się stopą o balustradę, kulam nią piłkę, latem chwytam trawę gdy czytam książkę w plenerze. Inaczej nie potrafię się skupić.
Gładzę się po nodze, głaszczę się po karku, dotykam się po ramieniu – praktycznie nieustannie.
Jeśli twój chłopak, dziewczyna, przyjaciel czy przyjaciółka mają podobnie jak ja – mam nadzieję, że ten opis pomoże ci lepiej tę drugą osobę zrozumieć.
Podrzucam też dwa interesujące artykuły na temat dotyku:
http://journalpsyche.org/files/0xbb11.pdf
https://pdfs.semanticscholar.org/0ab7/60b1decac94edc68fb503d45f4b149adc6a7.pdf
Dobrej nocy! 🙂
Bądź na bieżąco! 
INSTAGRAMFACEBOOK
Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) – jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂
Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

p.p1 {margin: 0.0px 0.0px 0.0px 0.0px; font: 11.0px ‘Helvetica Neue’; color: #000000; -webkit-text-stroke: #000000}
p.p2 {margin: 0.0px 0.0px 0.0px 0.0px; font: 11.0px ‘Helvetica Neue’; color: #000000; -webkit-text-stroke: #000000; min-height: 12.0px}
span.s1 {font-kerning: none}

Uściski, Ania

4
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
3 Thread replies
1 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
2 Comment authors
AniamalujeGosia Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Gosia
Gość

Aniu czytam Cię od jakiś 3 lat, ale nigdy nie komentowałam. Dzisiaj jednak poczułam, że muszę. Moja przygoda z twoim blogiem zaczęła się od artykułu: „10 powodów, aby nie czytać DUPELKA”. Tak byłam uzależniona od dupelka. Wchodziłam kilka razy dziennie, żeby czytać te bzdury, aż pewnego dnia trafiłam na twój tekst i… przestałam. Jak za sprawą czarodziejskiej różdżki. Z dnia na dzień zamieniłam dupelka na twój blog i to była jedna z najcenniejszych i najważniejszych rzeczy jaka mi się przytrafiła. Dosłownie zmieniłaś moje życie! Otworzyłaś oczy i rozum na wielu płaszczyznach. Postanowiłam napisać pod tym postem, bo w tym temacie… Czytaj więcej »

Previous
Ulubieńcy: mocny serial i koszmar Krystyny Pawłowicz
Ani wzrokowiec ani słuchowiec, czyli jak to jest odbierać świat DOTYKIEM