Dzisiaj świętujemy 30 lat od podpisania Konwencji o Prawach Dziecka. UNICEF zaprosił mnie, żebym o tym opowiedziała. To się może wydawać dzisiaj takie oczywiste, że dzieci mają prawa, ale nad ich ustaleniem przywódcy państw debatowali całą dekadę! To dzięki temu dzisiaj żadne dziecko nie może być skazane na dożywocie (bez możliwości zwolnienia wcześniej) ani na karę śmierci. Wcześniej mogło.
Jestem pedagożką, terapeutką, tą od „dzieci z trudnościami”. Jednak najbardziej trudni są w tym wszyscy dorośli. 
Zapominający, że dzieci nie są ich własnością, tylko ludźmi.
Dlatego założyłam kanał, na którym opowiadam uczniom o ich prawach. Jestem przerażona jak  często są łamane i z jaką lekkością dorosłym to przychodzi. Chciałabym żyć w świecie, w którym prawa dzieci są oczywistością i nie mam o czym nagrywać, bo nikt z tym nie dyskutuje.
Zostawiam Wam Korczaka pod rozwagę 👍🏻 „Bo dorosłemu nikt nie powie: ‘Wynoś się’, a dziecku często się tak mówi. Zawsze jak dorosły się krząta, to dziecko się plącze, dorosły żartuje, a dziecko błaznuje, dorosły płacze, a dziecko się maże i beczy, dorosły jest ruchliwy, dziecko wiercipięta, dorosły smutny, a dziecko skrzywione, dorosły roztargniony, dziecko gawron, fujara. Dorosły się zamyślił, dziecko zagapiło. Dorosły robi coś powoli,
a dziecko się guzdrze. Niby żartobliwy język, a przecież niedelikatny. Pędrak, brzdąc, malec, rak – nawet kiedy się nie gniewają, kiedy chcą być dobrzy. Trudno, przyzwyczailiśmy się, ale czasem przykro i gniewa takie lekceważenie.” Trudne pytanie - masz poczucie, że twoje prawa w dzieciństwie były szanowane? Mi dobierano notorycznie prawo do odpoczynku - od „dzwonek jest dla nauczyciela” po zadania na ferie.  #world'schildren'sday #dlakażdegodziecka #dzieńprawdziecka #unicefpolska

Dzisiaj świętujemy 30 lat od...

Dziewczyno, kiedy ostatni raz sobie odpuściłaś? Sama sobie.

Zastanawiałam się czemu podróż do Odessy była najfajniejszą tego roku. Odpaliłam macbooka raz, by nas odprawić. Nie zrobiłam zdjęć z myślą o blogu, nawet nie miałam jakiegoś tam poczucia, że coś muszę zobaczyć. Jednego dnia wykupiliśmy sobie takie wielkie łóżko z baldachimem i dogorywaliśmy na kacu na plaży, bez  poczucia, że szkoda jednego z ledwie czterech dni. Nie szkoda!

Nie jestem wielką fanką alkoholu, ale rzadko mam poczucie, że mogę. Ostatni raz jak byłam na shotach w pijalni wódki z rok temu, to podeszła do mnie czytelniczka, powiedzieć że lubi mojego bloga. Cały następny dzień zastanawiałam się o czym ja wcześniej pijana rozmawiałam. Nie jestem jakąś rozpoznawalną osobą, ale miałam kilka takich sytuacji i nie do końca potrafię przez nie wyluzować🙈
Odessa była cudowna, bo wyluzowałam. bo nie było spiny w związku z niczym. Mieliśmy korzystać z ekscytującego życia nocnego, ale chyba zaszkodziły nam rapany? Spoko, pijąc gorący rumianek śpiewaliśmy utwory Cher huśtając się na hamaku i huśtawce  w mieszkaniu.
Zero spiny!

Teraz zrobiłam wielki krok, bo ograniczyłam instagrama i pozbyłam się poczucia, że muszę odpowiadać na komentarze i wiadomości. Ogromnie dziękuję Wam za zaufanie jakim mnie obdarzacie, ale z problemami osobistymi i rodzinnymi i życiowymi zapraszam na grupę na fejsie albo (to lepiej!) na terapię. Ja po pierwsze nie jestem właściwą osobą, po drugie - nie czuję się spoko będąc obciążana waszymi przykrymi historiami. 
Wcześniej miałam poczucie winy, że powinnam być bardziej empatyczna, ale kurczę - jestem! Chcę zostawić tę część siebie dla przyjaciół i bliskich, bo każda taka wiadomość wysysa energię ze mnie.
Poczułam ulgę, odpuściłam sobie samej, bo jeszcze nikt na moje „nie” się nie obraził. Szanujecie moje granice, jesteście super ♥️
Jestem niemal pewna, że też robisz coś, czego wcale nie musisz i świat się nie zawali jak przestaniesz i sama sobie odpuścisz. Tak, sama sobie!
Padłaś? Poleż, nie poprawiaj korony i nie zasuwaj dalej.
#szczerze_pisząc #aniamaluje #wakacje #odessa #podróże #podróżemałeiduże #throwback

Dziewczyno, kiedy ostatni raz sobie...

O tym, że wymyśliłam sobie zabrać @pranamat_polska do Gruzji i zrobić tam piękne zdjęcia w górach - wiecie. Że mimo przygotowania się do wyboru terminu trafiły nam się dwa dni srogiej kaukaskiej zimy i ze zdjęć nici - też wiecie. Czasami tak bywa! Zero stresu. 
Gdy muszę, to potrafię spakować się w podręczny, ale w zasadzie to opcja tych zdjęć sprawiła, że @pranamat_polska zasponsorowało mi bagaż rejestrowany😉. Mata przydała się po przemierzaniu kraju bardzo ciasnymi busikami, po których moje plecy były jeszcze bardziej spięte niż zawsze (tak, to możliwe🤪). Na fizjoterapii jestem co 2-3 tygodnie, na macie mogę leżeć codziennie i staram się to robić. Albo podkładać sobie poduszkę do akupresury pod kark. Wiecie, bo i tak często widać je gdzieś w tle moich stories, po prostu kocham to kolczaste cudo całym sercem i tak - to boli (jakby zaśpiewał Freddie - pain is so close to pleasure), ale ulga potem... nowe plecy. Staram się pamiętać o ruchu i gimnastyce ale jak mam wenę, to potrafię siedzieć przed komputerem od rana do 15-tej i dopiero po zerknięciu na zegarek zorientować się, że wypiłam tylko jedną herbatę, nic nie zjadłam, nie byłam nawet siku, co tu mówić o rozciąganiu😏🙈 Jeśli tak jak ja, nie jesteście idealni i dużo siedzicie - na hasło aniamaluje jest 30% na zestaw mata+poduszka albo 20% na pojedynczy element.
Jutro dowiem się do kiedy! Szczegółowy opis wrażeń ze stosowania tej maty jest na blogu - ja nie umiem już bez niej żyć! Serio, miłość! (Kiedyś nie dodałabym zdjęcia dokumentującego ciążę spożywczą z jaką chodziłam po Gruzji, ale to jedzenie było tego warte!) #zpoleceniaaniamaluje #pranamatpolska #pranamateco #pranamat #mójpranamat #mata #relaks #batumi #gruzja #współpraca #podróże #podróżemałeiduże

O tym, że wymyśliłam sobie...

Wczoraj miałam cudowną rozmowę z @magdalena_komsta, jedną z najmądrzejszych kobiet jakie znam. Rozmawiałyśmy np. o tym, ile to razy zastanawiamy się, czy strój nie przyćmi kompetencji. Bo prowadzisz prelekcję do której się długo przygotowywałaś i jednak chcesz potem usłyszeć, że była dobra, a nie, że twój tyłek świetnie wygląda w tej sukience.  Mężczyźni mają mniej seksualizowane ciała (aczkolwiek uważam, że Vladimir Putin nosi mistrzowsko skrojone garnitury🔥) i nie muszą się aż tak nad tym zastanawiać. I spoko, założysz mniej ładną sukienkę żeby „się dopasować” i „nie było gadania” ale przypadkiem utrwalisz dychotomię - ładna/sexy ALBO mądra i kompetentna.
Trudne wybory!

Miałam w życiu dwa takie przekorne momenty, gdy jednocześnie podkreślałam i talię i cycki i tyłek i nogi i jeszcze zakładałam szpilki. Wiele razy byłam oceniona powierzchownie jako niezbyt lotna laska, ale cholernie tych momentów potrzebowałam. Dzięki nim dzisiaj:
👉🏻 nikt nie jest w stanie mnie zawstydzić 👉🏻 mogę unieść brew pogardy, gdy na panelu inny panelista z niekrytym uznaniem pomieszanym ze zdziwieniem powie „ale ty jesteś mądra” po mojej wypowiedzi 👉🏻 kompletnie nie uzależniam swojego poczucia własnej wartości od tego, co mam na tyłku, bo tylko przeczołgawszy się przez etap skrajnie obcisłych sukienek mogę mieć pewność, że moje czucie się dobrze z samą sobą płynie z wewnątrz.

Bardzo często widząc kobiety oceniamy je przez pryzmat własnych wartości i poglądów. Że ubrała się tak by kogoś kusić, że na pewno jest jej niewygodnie na szpilkach i się poświęca, że to, że tamto.
Plx mniej oceniania ok? Może ta dziewczyna właśnie wyrwała się z toksycznego związku, w którym partner jej „nie pozwalał” wychodzić nigdzie w sukienkach i musi to sobie odbić? Może odeszła z jakiegoś ugrupowania oazowego albo ŚJ i ma potrzebę doświadczenia świata inaczej,by móc znaleźć swoją ulubioną wersję siebie? Nigdy nie wiesz!

Skłamię mówiąc, że nie mam z automatu założeń odnośnie nowo poznanych ludzi, bo jak każdy - mam, ale  unikam tych amatorskich psychoanaliz i was też do tego namawiam. Jeśli coś nikogo nie krzywdzi - who cares!
#aniamaluje #szczerze_pisząc

Wczoraj miałam cudowną rozmowę z...

Jak możesz być zadbana, będąc niezbadana?! Rzuciłam dzisiaj w żywej dyskusji z @kasia_coztymseksem. Kasia oczywiście jest mądra i się bada ale powiedziała, że mam to zapisać🙃
Rozmawiałyśmy o wielu rzeczach, np. o tym, że żyjemy w dziwnym kraju, w którym seks można uprawiać (nie lubię tego słowa, to nie pole) od 15-tego roku życia, a do ginekologa można iść od 18-ego. I tak sobie rozmawiamy o tym, co ja uważam, że Kasia fajnego robi dla kobiet ucząc je o tym, że seks może być fajny i przyjemny (a nie dla każdego niestety jest😥), i co Kasia uważa, że ja robię fajnego ucząc kobiety, że powinny mieć własne pieniądze a w relacje z innymi wchodzić bo chcą, a nie z ekonomicznej konieczności🙅🏻‍♀️💸
Gdzieś tam zawędrowałyśmy w odmęty relatywnie drogiego, szczególnie dla młodych ludzi dostępu do specjalistów.
I z jednej strony tak, totalnie się zgadzam. 15 minut wizyty bez żadnych badań to 150 zł (ja tyle płacę) a jak robisz przy okazji badania to kwota się zwiększa. To rzeczywiście może to boleć. Sama byłam w miejscu, w którym oglądałam każdą złotówkę 5x
✅ALE! Priorytety, dziewczyno, priorytety! Nigdy nie miałam problemu by określić, że są rzeczy ważne i ważniejsze.
Nie wiem i nie rozumiem, jak można co 3 tygodnie chodzić na rzęsy i hybrydy, a  3 lata nie być u ginekologa. Na tej samej zasadzie nie rozumiałam Gruzinów z nowymi telefonami, ale bez zębów🤯
Na studiach miałam stary model telefonu a mój pierwszy tablet, dzięki któremu mniej kserowałam i moglam czytać książki na legimi, nagrzewał się tak mocno, że musiałam go wkładać do lodówki by odpoczął. 
Ale zawsze mam zrobione badania i nie unikam lekarzy, bo to ważne❗️
Nie mówię zresztą tylko o finansach. Łatwiej jest „zadbać o siebie” idąc na te hybrydy niż pobiegać, prawda?
Don’t get me wrong, sama lubię mieć pomalowane paznokcie, lubię, a nawet uwielbiam Julię z @mayeye_warsaw , do której chodzę na rzęsy i chciałabym, aby jej biznes się rozkręcał.
Ale! First things first. Nie możesz być zadbana i niezbadana jednocześnie. Badaj się dziewczyno, ok? Gdy następnym razem gdy powiesz sobie „ale psycholog/ginekolog/terapeuta/fizjoterapeuta” jest drogi, zastanów się czy dobrze ustalasz priorytety. Nr 1 to Ty!

Jak możesz być zadbana, będąc...

Mój detoks od social mediów nadal trwa i dzielnie trzymam się narzuconej sobie maksymalnie godziny dziennie. Streszczając się powiem tylko, że wykorzystuję moment siedzenia na tyłku w Warszawie na spotkania z tymi wszystkimi cudownymi ludźmi, których przez ciągle bycie w rozjazdach nieco zaniedbałam. Podoba mi się to, chociaż dzisiaj naszło mnie na szybkie sklecenie „tygodnika”, więc macie coś do poczytania na blogu.
Zdjęcie w Tunezji zrobiła @ewaszabatin nie mam pojęcia kiedy, ale dobrze pokazuje mój mały problem z telefonem, który stał się przedłużeniem ręki. Kolory podkręciłam presetem Madryt, od @krzysztof_adamek i @instafiltry.pl, tylko zostawiłam po swojemu niebieski.

Pytanie za sto punktów: zerknij w zakładkę „twoja aktywność” na instagramie i napisz ile czasu dziennie spędzasz w tej aplikacji. Jestem ciekawa!
#aniamaluje #szczerze_pisząc #podróże #podróżemałeiduże #wakacje ##tunezja #zakochaniwtunezji #discovertunisia @discover_tunisia @sunfunholidays #lato #afryka #tunisia

Mój detoks od social mediów...

Uwielbiam to zdjęcie. Książki i wzorzyste rajstopy to najpopularniejsze prezenty jakie dostaję. Prezentem jaki sama chciałabym sobie podarować jest czas⏳ Właśnie zamknęłam ogromny projekt🥳. Powinnam uczcić to kieliszkiem szampana i relaksem, tymczasem  pierwsza myśl brzmiała „o cudownie! wreszcie będę miała czas na pisanie własnego ebooka i tekstów na bloga”. A potem uświadomiłam sobie, że ja zawsze mam nad sobą coś, co POWINNAM napisać. Nie pamietam kiedy miałam od tego wolną głowę. I tak jak cenię sobie szalenie dywersyfikację przychodów i wolność twórczą jaką mi daje, tak potrzebuję też wolności OD tworzenia. Nie da się tego streścić wpisem na IG, ale Fromm swoją genialną „Ucieczką od wolności” poukładał mi kiedyś w głowie. Potrzebuję powiedzieć sobie, że mogę bez konsekwencji dla swojej psychiki być wolna od bloga i instagrama i nie czynić z nich ważnych filarów mojej tożsamości. Ustawiam sobie jeszcze ostrzejszy limit czasowy na instagrama (godzinę dziennie!). Mam ochotę pisać i wrzucać tutaj coś tylko wtedy, gdy będzie mnie na to cisnąć jak na sikanie po siedmiogodzinnej jeździe z Tbilisi do Batumi.Może będę milczeć całymi dniami, może naparzać treściami jak szalona, dowiem się tylko postanawiając, że nie muszę! Pssst! Ograniczyłam na profilu komentowanie tylko dla osób; które mnie obserwują. Kompletnie wyzwoliłam się myśli o tym, że konto powinno rosnąć. Dałam sobie do końca roku czas na wolność także od zarabiania. Jestem ciekawa co będę CHCIAŁA robić czując, że mam ten cudowny komfort, że nie muszę.

#przerwa #aniamaluje #szczerze_pisząc #rajstopy #nogi #książka #kropki

Uwielbiam to zdjęcie. Książki i...

Wrzuciłam wczoraj na stories najbardziej memiczne momenty mojego życia (są w przypiętych!) i bezkonkurencyjnie wygrał gołąb, który leciał na mój tyłek😅. Naszła mnie przy tej okazji pewna myśl, której nie mogę wyrzucić z głowy. Zostanę pewnie zjechana i już słyszę te komentarze pod tytułem „zdefiniuj kobiecość!!!1”, ale nie czuję, abym miała jakiś obowiązek coś tu definiować, tak samo jak nie umiem zdefiniować czym jest chemia między dwójką ludzi i czemu czasami nie ma jej z kimś, kto teoretycznie łapie się we wszystkie nasze kryteria a „to coś” ma ktoś, kto do nich nie pasuje😉
Więc myśl, która mnie dręczy to ta, że poza aktorkami czy piosenkarkami mało widzę kobiet odnoszących sukcesy czy dzierżących władzę, które nie ukrywałyby swojej - no właśnie - kobiecości.
I nie zrozumcie mnie źle, jestem na tym etapie, że czuję się świetnie gdy mam na sobie bluzę ze sponge bobem, ale  co takiego sprawia, że kobiety w polityce ubierają się bardziej jak Angela Merkel czy Beata Szydło niż jak nie wiem, Angelina Jolie?
Może to, że gdy Magdalena Ogórek (nie głosowałam na nią!) kandydowała w wyborach prezydenckich, to nikt nie pytał jej o poglądy,  a media opisywały wyłącznie jej sukienki i sposób układania włosów?
Co takiego sprawia, że mądra kobieta nie może podkreślić strojem swoich pośladków?
Nie, nie uważam jakoby tyłek i cycki były jedynym co mam do zaoferowania (w ogóle co za debilne określenie) więc nie czuję abym musiała to skrywać i „najlepsze zostawić na koniec”, ale drapie mnie to, gryzie i męczy. 
Jakieś spostrzeżenia?

Wrzuciłam wczoraj na stories najbardziej...

Jestem dziewczyną leniwą. Chociaż nie, nie migam się od pracy i obowiązków. Jestem po prostu wygodna! Nie dla mnie 10 kroków koreańskiej pielęgnacji, ale niestety przy wrażliwej cerze nie mogę sobie pozwolić na całkowite olanie tematu. Wrażliwa, skora do podrażnień cera szybko się na mnie zemści, jeśli nie poświęcę jej chwili uwagi wieczorem. Jeśli jesteś wrażliwcem jak ja - możesz śmiało zerknąć w drogerii na półkę z linią physio mikrobiom marki tołpa.
Moja cera nie ma ze mną lekko, bo ciągle podróżuję (zmieniam twardość wody i powietrze) a do tego nie śpię tyle ile powinnam. A z tymi kosmetykami się polubiłam, bo działają po prostu tak, jak trzeba! Na stories możecie zobaczyć jak wygląda. 
#tołpa #pielęgnacjatwarzy #physio #oczyszczanie #kosmetyki #uroda #makijaż  #pielęgnacja #blogerka #zakupy #krem #blogkosmetyczny #twarz #polskiekosmetyki #kosmetyczka #blogurodowy #piękno #kosmetyk #dzieńdobry #nawilżenie #aniamaluje 
Post we współpracy z marką @tolpa_mniej_wiecej

Jestem dziewczyną leniwą. Chociaż nie,...

Czy jeśli w Gruzji podoba mi się nie tylko to, że jest pięknie, miło i pysznie, ale też tanio, to znaczy, że akceptuję wyjątkowo niefortunne geopolityczne położenie kraju?🤔🤯
Pierwszy raz ta myśl zastrzeliła mnie gdy odnotowałam w swojej głowie, że z roku na roku mój ukochany Lwów staje się wyraźnie droższy. 
A potem dałam sobie mentalnego plaska w twarz, bo w sumie fajnie, że ludzie się bogacą. Nie chciałabym, aby Polska słynęła wyłącznie z tego, że jest tanio i można się za grosze naj*bać. 
W 2000 roku minimalne wynagrodzenie w Polsce wynosiło 700 zł. Pamiętam jak rodzice wielkim wysiłkiem kupili mi za jednym zamachem dwa pierwsze tomy Pottera. To było super, zawsze na prezenty chciałam tylko książki, ale dopiero z perspektywy gruzińskich cen zaczynam to doceniać.

Gruzja jest niesamowita nie tylko dlatego, że jest tania. Jest niesamowita tak po prostu. Różnorodna, pyszna. Z przebogatą mitologią, kulturą, alfabetem i dumą, która nie pozwala się ugiąć przed wielkim, groźnym sąsiadem. Jasne, Gruzja jest najbliższym nam kulturowo krajem będącym w top15 pod kątem niskiego Consumer Price Index (w uproszczeniu: stosunek zarobków do kosztów życia) i rozumiem, że dla wielu ludzi to będzie kraj taniej najebki, ale dla mnie to była jedna z najciekawszych podróży w życiu. 
Przy okazji; 
Czy znacie jakąś dobrze wydaną wersję gruzińskich mitów? Może być po angielsku :). #georgia #georgia🇬🇪 #georgiatravel #gruzja #podróże #podróżemałeiduże #wakacje #aniapodróżuje

Czy jeśli w Gruzji podoba...

Monika, co sama wydaje książkę… jak to robi? [BOHATERKI]

Macie czasami takie wrażenie, że jak robicie coś super-dobrego to jakimś cudem to na bank się uda? Jakby Wszechświat chciał pomóc realizacji.
Niedawno Kinga Kasperek (polecam blog Kingi każdemu, kto marzy o wydaniu książki!) skontaktowała mnie z Moniką. Napisała, że ta przebojowa kobieta zdecydowała się napisać powieść i ją wydać. Samodzielnie.
A na mojej  głowie rozgrzebana koncepcja doktoratu, niedokończony artykuł na konferencję, kilka dużych zleceń z pracy, blog i gdzieś tam obok jeszcze zwykłe życie. Dostaję dziennie kilka zapytań o współpracę i często jest wśród nich propozycja dotycząca jakiejś książki. 
Zdecydowanie nie miałam gdzie upchnąć czasu na przeczytanie kolejnej pozycji. A jednak – przejrzałam kawałek i tak już jakoś doczytałam do końca.
Głęboko wierzę w zasadę – traktuj innych tak, jak sam chcesz być traktowany.  Gdy wydawałam własną książkę, na mojej drodze niespodziewanie pojawiło się kilka wspaniałych i życzliwych osób. Wspomniana Kinga, Marta Kalarus i Katarzyna Domańska – chciałabym im z tego miejsca serdecznie publicznie podziękować💖.
Dlatego też po lekturze “Końca świata” poczułam, że chcę coś dla Moniki zrobić. Postanowiłam z nią porozmawiać i pokazać jak inspirującą jest kobietą. Może doda komuś odwagi do walki o swoje marzenia? 

Skąd w Twojej głowie urodził się pomysł napisania książki? Zawsze o tym marzyłaś, czy decyzja była raczej spontaniczna?
Ja w ogóle nie myślałam nigdy o tym, że napiszę powieść. Owszem, chodziła za mną ksiąka, ale oparta na własnym doświadczeniu odkrywania swoich łemkowskich korzeni, ale nigdy fikcja literacka! Wyjechałam we wrześniu z przyjaciółmi w Bieszczady, żeby podjąć ostateczną decyzję, czy chcę pisać doktorat z filozofii czy nie (przewód miałam już otwarty). Uznałam, ze jednak to nie jest droga dla mnie, wróciłam do domu i w 3 tygodnie napisałam “Koniec świata”. Historia do mnie przyszła zupełnie nieproszona…

Moją skrzynkę mailową co chwilę zalewają propozycje przeczytania i zarekomendowania jakiejś książki, a odbiorcy widzą ile przesyłek otrzymuję od wydawnictw. Niewiele z tych książek w ogóle czytam a jeszcze mniej finalnie rekomenduję. Twoją połknęłam błyskawicznie. Nigdy nie pomyślałabym że napisałaś tak udany debiut w trzy tygodnie. Jak tego dokonałaś?

Bardzo się cieszę, że wybrałas akurat moją książkę! I że tak dobrze Ci się ją czytało

. A wracając do pytania… niestety nie umiem na nie odpowiedzieć. To było tak, że przyszła do mnie historia dziewczyny, która bedąc w stałym zwiążku, zakochuje się w innym. Wędruje po Bieszczdach i mierzy się sama z sobą. Usiadłam do komputera i to napisałam. Nie mam pojecia, czy jeszcze kiedyś uda mi się taką akcję powtórzyć! Mam już plan na następną część i sama jestem ciekawa, czy też popadnę w takie twórcze flow, czy praca już bedzie przebiegała spokojniej. Oczywiście w 3 tygodnie powstał “surowy” tekst – później pracowałam nad całością już z redaktorka i naprawdę bardzo wiele rzeczy musiałam porpawić (np. przepisać wszystkie dialogi). Ale w fabule praktycznie nic nie ruszałyśmy.

Bohaterka Twojej książki ma 25 lat i musi dobrze przemyśleć co jest dla niej ważne. Ty również stanęłaś przed trudnymi decyzjami. Czy jest w Tobie coś z Melanii?
Jasne! Tak jak Melania, jestem po studiach filozoficznych i tak jak ona zajmuję się muzyką. Obdarzyłam Melanię częścią swojego życiorysu – i to była baza do stworzenia całej postaci. Inni bohaterowie też w ten sposób powstawali – brałam cechy moich przyjaciół i na tej podstawie budowałam charakter postaci. Ciekawa jestem bardzo, czy się w nich rozpoznają!
Bo oczywiście tylko część cech i historii oparta jest na tym, co faktycznie sie wydarzyło, reszta to fikcja i gra mojej wyobraźni…


Książka jest rewelacyjna i na pewno jeszcze sama przybliżę ją czytelnikom, ale teraz chciałabym poznać trochę Ciebie. Podjęłaś mnóstwo odważnych decyzji – zrezygnowałaś z pisania doktoratu niemal na finiszu. W trzy tygodnie napisałaś książkę i jeszcze samodzielnie ją wydajesz, a na dodatek napisałaś powieść pełną chrześcijańskich wartości, co niekoniecznie dobrze się sprzedaje. Skąd w Tobie ta odwaga?
Chyba z tej swiadomosci, że mamy tylko jedno życie i że nie warto marnować go na rzeczy, które nie przynoszą nam radości, nie rozwijają nas, nie budują nas w żaden sposób. Cały czas towarzyszy mi poczucie, że w życiu chodzi o to, zeby czerpać z niego pełnymi garściami, realizować sowje marzenia. Ale nie zawsze tak wyglądało moje życie! Jeszcze nie mam gotowej odpowiedzi co sprawiło, ze zaszły we mnie takie zmiany. Kiedys byłam szarą myszką, nieśmiałą dziewczyną, na którą nikt nie zwracał uwagi. A z tym doktoratem to nie było tak, że rzuciłam go na finiszu – przez trzy lata studiów byłam w stanie rozkręcić swój szyciowy biznes od zera, nagrać jedną płytę i przygotować materiał na kolejną, a na pisanie rozprawy nigdy nie miałam czasu. To znaczy czas miałam, ale wolałam go przeznaczać za każdym razem na coś innego. Mimo tego z decyzją o rzuceniu doktoratu zmagałam się przynajmniej rok – bardzo trudno było mi ją podjąć. Jak myśle sobie o tych wszystkich zmianach, któ©e zachodzą w moim życiu, jeszcze bardziej doceniam mojego meża, który jest dla mnie wielkim wsparciem w tych moich szaleństwach.
Postanowiłam napisać o wartościach chrzescijańskich, bo one dla mnie są bardzo ważne. Chciałam też trochę przełamać stereotyp Polaka-katolika, pokazać, na czym może polegać bycie chrzescijaninem w dziejszym swiecie bez ideologizowania i bez lukru, ale też pokazać, że to moze byc wartościowy sposób życia. Ciekawa jestem, czy mi sie to udało

Oj udało! Czytając miałam poczucie, że te wartości są bardzo bliskie także Tobie, nie tylko bohaterom. Przyznasz jednak, że porzucenie czegoś w co zainwestowało się dużo czasu wymaga dużej odwagi
A Self-pub? Dlaczego tak?

Wymaga odwagi, stąd pewnie tak długo nosiłam się z tą decyzją… Ale uznałam, że w tym momencie mojego zycia nie wyniosę już więcej ze studiów filozoficznych, że to, co miały mi dać, już mi dały. Nie mam wiec poczucia że zmarnowałam czas – nie, po prostu odeszłam wtedy, kiedy przestałam się rozwijac.
O self-publishingu myślałam praktycznie od początku, bo uwielbiam uczyć się nowych rzeczy i a samą myśl o tym, że poznam proces wydawania książki od początku do konca, uśmiechałam się.
Ani się obejrzałam nagle znaleźli się wokół mnie ludzie, którzy chcieli mi w tym pomóc. Za namową redaktorki wysłąłąm też tekst powieści do największych wydawnictw w polsce zajmujacych się literaturą młodzieżową. Zrobiłam to przed Bożym Narodzeniem, do teraz nie mam odpowiedzi (minimum czeka się 3 miesiące).
Ale kiedy dowiedziałam się, że idąc do tradycyjnego wydawnictwa, autor otrzymuje 8-12% ceny okładkowej od sprzedanego egzemplarza, a zazwyczaj jesczze nie może w pełni decydować o swojej książce – o jej wyglądzie i cenie – przeraziłam się i uznałam, że spróbuję to zrobić sama.

Uwielbiam taką postawę – wielu ludzi załamuje się widząc przeszkody i rezygnuje ze swoich marzeń. Ty wzięłaś sprawy w swoje ręce.


Prawda jest taka, że ja lubię brać sprawy w swoje ręce! I później się okazuje, że przyciągam ludzi, którzy chcą mi pomagać – bo zdaje sobie sprawę, że takiego przedsięwzięcia jak wydanie powieści nie udźwignęłabym sama.

I jest w tym chyba jakaś magia, bo sama nie grzeszę nadmiarem czasu a coś mnie do Twojej książki przyciągnęło. Jest chyba coś takiego, że dobre rzeczy zawsze się obronią. Domyślam się, że samodzielnie wydanie książki to wyboista droga. Jak dużą część tego procesu wzięłaś na siebie?


Na mojej głowie spoczywa zarządzanie całym procesem tworzenia książki i mapy – bo do ksiażki będzie dołaczona mapa Bieszczad, bo moim marzeniem jest, zeby czytelnicy poszli na szlak śladami bohaterów. I to samo w sobie jest dużym wyzwaniem, bo dopiero wchodząc od srodka w proces wydawniczy, dowiedziałam się, ile rzeczy trzeba ogarnąć! Ale najturdniejsze jest i tak zajmowanie się promocja i marketingiem. Muszę sama dotrzeć do moich czytelników, a nie mam agencji reklamowej. Nie spodziewałam się, ze będzie to tak obciążające, mimo że jestem osobą, która lubi pójść do radia i pogadać, lubi kontakt z ludźmi i ma już jakieś doświadczenie w biznesie. Na szczęście moje zaangażowanie przynosi efekty, i kiedy mam bardzo cieżki dzień i mam ochotę się skulić pod kołdrą i już spod niej nie wyjśc, dzieje się coś dobrego, co znów daje mi siłę do działania.

Domyślam się, że drugą część też wydasz w ten sposób. Swoją odpowiedzią uprzedziłaś moje kolejne pytanie. Nigdy nie marzyłam o Bieszczadach, chociaż słyszałam o nich same dobre rzeczy. Twoja książka sprawiła, że mam ochotę wybrać się tam latem. Co takiego mają w sobie Bieszczady, że zdecydowałaś się podjąć kluczowe dla siebie decyzje właśnie tam?

Jeśli będziesz się tam wybierać, daj koniecznie znać, może uda nam się wspólnie wyskoczyć na szlak! Bieszczady mają w sobie jakąś magię; są bardzo przyjaznymi górami (co nie znaczy, że można je lekceważyc), choć jednocześnie możesz wędrować cały dzień i nie spotkać nikogo na trasie… Myślę, że dla mnie mają też takie znaczenie, bo niedawno odkryłam – dzięki muzyce – że mam korzenie Rusińskie. A przed II wojną światową Bieszczady były zamieszkane głównie przez Rusinów…

Czy możesz zatem powiedzieć, że w Bieszczadach odkryłaś siebie na nowo? Czy to działa trochę inaczej?

Myslę, że każda wyprawa w góry zmienia mnie i pozwala na odkrywanie we mnie jakiegoś nowego obszaru. Dla mnie takie odkrywanie to proces, który pewnie nigdy się nie skończy! Ale doświadczam tego, że podczas wędrówek w górach łatwiej jest o spotkanie z sobą samym – łatwiej jest dostrzec zmiany, które zaszły i przygotować się na nowe.
Brzmi sensownie. W ogóle czytając powieść miałam wrażenie, że jesteś bardzo poukładaną, świadomą osobą. Rzadko doświadczam czegoś takiego podczas lektury. Przychodzi mi w tym momencie do głowy jeszcze jedno kluczowe pytanie – zdecydowałaś się pozyskać fundusze na wydanie książki za pomocą ludzi i publicznej zbiórki. Kolejna odważna decyzja. Skąd taki wybór?

To była odważna decyzja, zgadzam się, i nawet powiem Ci, że chyba nie do konca zdawałam sobie sprawę z tego, na co się decyduję. Na crowdfunding już wcześniej namawiał mnie kolega, który jest właścicielem portalu mintu.me i organizuje takie akcje. Chciał mi w ten sposób pomóc pozyskać środki na nagranie płyty z moimi piosenkami, ale że dostaliśmy je od Marszałka Województwa Małopolskiego, uznałam, że w takim razie zrobimy zbiórkę na książkę. Podeszłam do tego jak to ja – super, nowe doswiadczenie, przygoda. W efekcie zbiórka miała ruszyć 1 marca, a ruszyła 9, bo mnie ilosć pracy zwyczajnie przerosła! Crowdfunding jest super dlatego, że pozwala na zbudowanie innej relacji niż klient-sprzedawca. W akcję ludzie angażują się dlatego, że wierzą w Ciebie i Twój produkt, chcą stać się współtwórcami produktu. Bardzo ta idea do mnie przemawia! To jest ten “wyższy” powód, dlaczego się zdecydowałam na crowdfunding, bo ten przyziemny jest taki, że samodzielne wydanie książki to duża inwestycja i trudno mieć na podorędziu tyle pieniędzy 😉

Crowdfunding jest też lekcją pokory – codziennie przemagam się, żeby po raz kolejny poprosić kogoś o pomoc.
Dla mnie to też osobowościowo spra zmiana, bo to zazwyczaj ja byłam tą osobą, która spiera i motywuje innych, a teraz jestem po drugiej stronie.
Bywa to trudne, ale kiedy widzę, ile osób juz się zaangażowało w akcję, naprawdę rosną mi skrzydła.

Zastanawiałaś się co by było, gdyby nie udało się zebrać funduszy?


Mieliśmy taki plan z mężem, że jeśli będzie brakowało kasy, to sami wpłacimy… Bo to jest tak, ze jeśli nie zbierzesz 80% kwoty, to pieniądze wracają do wspierajacych. Byłoby to dla mnie bardzo smutne, gdybym musiała ogłosić wszystkim tym, którzy we mnie uwierzyli, ze książki nie będzie – stad nasz plan awaryjny. Ale już widzę, że na szczęście nie będzie takiej potrzeby.
Ja i tak już sporo zainwestowałam sama w książkę – w akcji zbieram tylko pieniądze na wydruk, sama poryłam koszt redakcji i korekty (5 tysiecy).

To sporo. Mojego bloga czyta wiele osób, które chciałyby wydać własne książki ale nie mają do tego odwagi. Boją się odrzucenia przez wydawnictwo, przerażają je koszty. Co byś im powiedziała?

Dziewczyny, walczcie o swoje marzenia! Jeśli będziecie wystarczajaco zdeterminowane, jestem przekonana, że się Wam uda. Kluczem jest dobry produkt, umiejętność mówienia o nim i społeczność, która będzie nim zainteresowana. Nie bójcie się też prosić o pomoc – wydanie własnej książki to naprawdę wielkie przedsięwzięcie, a jestem przekonana, że znajdziecie wokół siebie ludzi, którzy bedą chcieli Wam pomóc. Sposobów, jak to wszystko zrobić, jest wiele. Pamietajcie o tym, że jeśli wydawnictwo odrzuci Wasz tekst, to wcale nie znaczy, ze jest słaby, tylko na przykłąd wydawnictwo może nie dotrzegać w nim potencjału rynkowego. Ale to, że ono nie dostrzega, to wcale nie znaczy, ze go nie ma… Znajdźcie kogoś kompetentnego, kto Wam szczerze powie, czy z Waszym tekstem warto iść w świat. U mnie to był profesor z UW, a potem redaktorka. Nie zrażajcie się poprawkami – sama musiałam ich mnóstwo wprowadzić, ale dzięki temu powieść jest dobra.
A jeśli zdecydujecie się na self-publishing możecie iść w moje slady i zorganizować crowdfunding – to jest duże wyzwanie, ale też swietna przygoda!

Monika, bardzo mocno Ci kibicuję i nie mogę doczekać się drugiej części przygód Melanii!

Dziękuję! I chcę jeszcze dodać, że to nie jest tak, że ja się niczego nie boję i jestem taka hej do przodu. Jest we mnie sporo lęku, ale uczę się go oswajać i działać mimo niego. I idę małymi krokami do przodu… Wy też możecie!

To jeszcze jedno pytanie – Co wyróżnia Twoją ksiązkę? Dlaczego czytelnik ma po nią sięgnąć?
“Koniec świata” to pełna ciepła opowieść o losach Melanii i jej przyjaciół. To świetny sposób na przeniesienie się na bieszczadzki szlak bez wychodzenia z domu… A na doatek to książka interaktywna! W treści ukryte będą QR kody odnoszące do pięknych fotografii gór autorstwa Kasi Warańskiej oraz do piosenek, które na szlaku nuci sobie Melania. Do powieści bedzie też dołączona porządna mapa Bieszczad z zaznaczoną trasą przejścia bohaterów.
brzmi naprawdę innowacyjnie! Kiedy można spodziewać się gotowego produktu i gdzie będzie można kupić książkę?

Akcja crowdfundingowa trwa do 9 kwietnia, jeśli uda się nam utrzymać wszystkie terminy, to osoby rezerwujace egzemplarz w akcji dostaną ksiażkę końcem maja.
Czyli teraz można książkę zamawiać przez portal mintu.me, wspierajac dzięki temu jej wydanie. Później bedzie dostępna w moim sklepie manufakturamoniki.pl oraz w małych księgarniach. I w schroniskach, które odwiedzają w Bieszczadach moi bohaterowie!

Dziękuję za rozmowę 🙂

Zainteresowanych szczegółami zostawiam z masą linków do Moniki:
link do piosenki promocyjnej: https://www.youtube.com/watch?v=Jfd2RW6qi44

Link do nagrania, jak czytam pierwszy rozdział książki: https://www.youtube.com/watch?v=8EjWraheqDU&feature=youtu.be
Link do akcji: mintu.me/projects/koniec-swiata-powiesc-i-mapa (akcja trwa do 9 kwietnia)

Blog, więcej informacji o książce, historia odkrywania moich korzeni i moja muzyka: monikamalgorzatalis.pl

facebook powieści: https://www.facebook.com/koniec.swiata.powiesc/

instagram: monikamalgorzatalis

na zdjęciu portretowym komin z mojej manufaktury 🙂
plus foty kolorowej spódnicy (manufakturamoniki.pl)
facebook manufaktury: https://www.facebook.com/manufakturamoniki/?hc_ref=SEARCH&fref=nf

PSSST! Na jednym z moich ulubionych blogów też pojawił się wywiad z Moniką. Jak Ty to robisz kobieto, że zjednujesz sobie ludzi? 😉
Zachęcam do wsparcia projektu i obiecuję częściej pisać o odważnych kobietach!

Bądź na bieżąco! 
  INSTAGRAM ❤ FACEBOOK 
❤ FACEBOOK MONIKI 


Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

Uściski, Ania

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Previous
Co warto kupić na Aliexpress – z perspektywy pięciu lat zakupów
Monika, co sama wydaje książkę… jak to robi? [BOHATERKI]