Wiele rzeczy w życiu myli! Na zdjęciu jestem szczęśliwa, serio. Było ciepło i miło, napoiłam i wygłaskałam pieska, zjadłam coś pysznego.
Często też krzyżuję ręce i nogi, ale nie jestem wtedy „zamknięta” albo „znudzona”, tylko wyrównuję sobie ciśnienie, bo mam niższe a tak czuję się lepiej 😉
I tak samo cudowne insta życie też jest mylące🤭. Ludzie pokazujący swoje sukcesy nie pokazują upadków i nieudanych działań (nie dziwię się, „propaganda sukcesu” bardzo dobrze sprzedaje!). Insta laski trudniące się prostytucją nie pokazują co muszą robić za te torebki,  buty i podróże.
Szczęśliwe mamy „wszystko jest kwestią organizacji” nie pokazują swojej frustracji gdy dziecko zwymiotuje na ostatnie czyste śpioszki.
Ja sama bardzo dbam o to co pokazuję, a czego nie. Nie chodzi o to, że nie jestem prawdziwa (bo jestem), po prostu moje życie to nie Big brother ;)
Wybieram się do Azji solo, więc nie będę wrzucać stories w czasie rzeczywistym. Nie chcę też siedzieć z nosem w telefonie, wolę sobie na godzinkę usiąść w hotelu i dorobić napisy do relacji. Trochę szukam zatem nowej formuły!
Dajcie znać czyje stories najbardziej lubicie, szukam świeżych inspiracji.
Moje aktualne top 3 to:
1. @szafasztywniary - nie potrzebuje 10 kafelków by powiedzieć „sto lat!”, merytorycznie, ze spokojem
2. @kasia_coztymseksem - Kasie śledzę jeszcze od czasów gdy nie opowiadała na insta o seksie i wiem, że bardzo potrzeba kogoś takiego w Polsce!
3. @evrdtrp - uwielbiam merytoryczne i fajne storiski z podróży❤️
Tych osób jest oczywiście dużo więcej, ale takie aktualne top3 stories w które klikam to właśnie te!
Dajcie znać kogo warto oglądać! Od razu mówię - nie lubię dram, ludzi o agresywnym tonie, filtrów „upiększających” ludzi i widoczki, i „smacznej kawusi”😁 Lubię ludzi konkretnych!
Kto wzbogaca Twoje chwile na insta?

#wakacje #podrozemaleiduze #lato #urlop #blogipodroznicze #blogpodrozniczy #travelpassion #relaks #motywacja #travelstagram #wspomnienia #grecja #korfu #kerkira #greece #girlswhotravel #polishtraveller #girlswhoexplore #collectmoments #mytravels #wearetravelgirls #traveljournal #girlslovetravel

Wiele rzeczy w życiu myli!...

Pytacie, czy nie boję się do Azji sama. Jasne, że się boję! Może nie w tym sensie, że jestem przerażona, ale czuję dreszcz niepokoju. Na bank się któregoś dni rozpłaczę, bo coś mi nie wyjdzie😉 na bank a chwilę później będę się z tego śmiała!
Już na starcie robię to źle, bo zamiast spakować się w plecak (potrafię!) jadę z walizką, bo chcę odwiedzić kilka osób i przywieźć im z Polski rzeczy, za którymi tęsknią i których im brak.
Ja w ogóle mam 2 stany (oba w 100% prawdziwe!). W jednym z nich z łatwością poznaję ludzi, jestem otwarta i znajduję nowe przygody, w drugim moje spojrzenie mówi „Idź stąd”. Czasami zadziwia mnie jak szybko potrafię się pomiędzy nimi przełączać! 
Myślę, że będzie fajnie, bardzo potrzebuję takiego czasu dla mnie! Już jaram się na myśl o tym, że będzie mi się w tym wilgotnym powietrzu doskonale oddychać. Na myśl o pysznym jedzonku i porządnych masażach!
Zrezygnowałam na ten moment z Myanmaru i prawdopobnie będzie to Pekin(na chwilę!)- Bangkok-Koh Chang- Bali i na koniec dwa tygodnie w Wietnamie. Zacznę z dołu, ruszę w górę. Znając mnie - zmienię pewnie plan z 10x ;) I spoko, na tym polega zabawa, nie biorę życia już tak bardzo serio, staram się bardziej z niego korzystać, mniej się spinać. Dlatego teraz wskakuję do wanny pełnej piany, zapalam świeczki i pora na totalny relaks🥰

Wyobraź sobie, że problemu w stylu brak urlopu/kasy/towarzystwa/z kim zostawić psa/ nie znam języka nie istnieją. Jest czarodziej, robi plum i ich nie ma🧙🏻‍♂️. Gdzie w tej sytuacji chcesz pojechać? Co robisz, gdy nic cię nie ogranicza?☺️ Daj znać!
#podróże #podróżemałeiduże #wakacje #lato #azja #travelphotography #travelgirl #girlswhotravel #solotravel #langkawi #malaysia #malezja

Pytacie, czy nie boję się...

Dziewczyno, jeśli czekasz jak na szpilkach czy chłopak odpisze- wyłącz te cholerne powiadomienia! Za każdym razem jak słyszysz charakterystyczny dźwięk🔔, uwalnia się kortyzol a ty masz reakcję stresową. A potem i tak jesteś rozczarowana, że to 20% rabatu na sandały, a nie książę z tindera💁🏻‍♀️ PLUM-stres-PLUM-stres-PLUM-stres - zwariować można!
Plus może warto przemyśleć, czy to właściwa relacja? Nie fajniej dostawać niespodziewane wiadomości od których się rumienisz, niż czekać aż ktoś odpisze?
Oczywiście dotyczy to relacji nazwijmy to... romantycznych, nie takich bez zobowiązań!😉 Piszę o tym przy okazji zadania numer 16 w ramach wyzwania. Dopóki nie oddałam tej działki mojemu przyjacielowi i menadżerowi @troyann (takie 2w1 bywa wygodne!), cały czas byłam w trybie stand-by czekając na umowę, ustalenia, akcept, dalsze negocjacje. Piątkowy wieczór, daleka podróż - wieczny podryg na dźwięk powiadomienia, bo może to akurat to, na które czekam... Zawsze na jakieś czekałam!😏
Maciek przekonał mnie w Gruzji, bym się ich pozbyła. Na bieżąco migają mi tylko podczas korzystania z instagrama, co jest wygodne, szczególnie gdy odpowiadam na pytania do wyzwania. Ale uwolniłam się od maila! Lubię kontakt z Wami, ale z umiarem!
Prawie w ogóle nie odpowiadam już na messengerze, jeśli mam do kogoś coś pilnego - dzwonię lub piszę SMS. Wiem, że jeśli ktoś będzie miał coś pilnego do mnie - też wybierze taką formę!
I jasne, pierwszą rzeczą, którą kupię w Bangkoku będzie karta SIM i internet (ostatnio też tak było🙈), ale zrobię to by ogarnąć transport i nocleg, a nie by sprawdzić czy przez moją nieobecność w sieci świat czasem nie spłonął ;) Jeśli nie jesteś gotowa na krok o którym mówię, pomyśl o tych wszystkich razach, gdy czekałaś na kuriera z paczką i specjalnie nie wychodziłaś z domu, a on cię olał i zostawił paczkę w punkcie, albo napisał, że przyjedzie jutro🙄
Dziewczyno! Życie Ci przelatuje przez palce na tym czekaniu!
Napisałam to pod wpływem wiadomości z uczestniczką wyzwania, której smartfon przyrósł do ręki bo wiecznie czeka! ;) zdjęcie zrobiłam 3 lata temu po Azji, kojarzy mi się z wolnością!
#szczerze_pisząc #motywacja #wyzwanie #aniamaluje #powiadomienia #stres

Dziewczyno, jeśli czekasz jak na...

Nie wiem jak szybki musiałby być aparat, aby uchwycić ten uśmiech na mojej twarzy😅 niestety mam domyślny bitch face, co nie znaczy, że odpowiada on temu co dzieje się u mnie w środku ;). Faktem jest jednak, że ludzie zawsze zauważają „ty się uśmiechasz” gdy się uśmiecham, bo jak ten uśmiech długo jest na mojej twarzy, to znaczy, że jest mi dobrze i błogo.
Ale dzisiaj to się śmieję cały dzień🤣 Nie dość, że wszystko mi fajnie wyszło, to jeszcze rozbawiły mnie do łez wasze wiadomości o tym, co dziwnego zrobiłyście podczas PMS🤪. Chodźcie na stories, jest fajnie! (Serio ten uśmiech jest rzadki, nie umiem się tak uśmiechnąć sztucznie, musi być totalnie autentyczny!)
#aniamaluje #szczerze_pisząc #zamioculcas #plantlady #crazyplantlady #pms #blogerka #uśmiech #radocha #frajda

Nie wiem jak szybki musiałby...

Ależ ja miałam od kilku dni podły humor! Niczym kiepski detektyw chwytałam się banalnych tropów, jak osłabienie i rozdrażnienie po chorobie, ciśnienie, pełnia księżyca, zły stan powietrza... Ten stan narastał od kilku dni, a ja miałam takie „wtf, o co ci chodzi dziewczyno?” Wszystko w życiu idzie jak trzeba, niektóre rzeczy nawet lepiej, skąd ten nastrój?
Zrzuciłam wszystko co mi leżało na wątrobie i co mnie gniotło w różnych sytuacjach, ale nie pomogło.
W życiu bym nie wpadła na to, że z opóźnieniem trzepnęła mnie książka i czytanie o szalenie skomplikowanej sytuacji w Myanmarze (Birmie).
Tak już czasami mam, że reaguję z opóźnieniem. 
Czasami zadziwia mnie z jaką lekkością jednego dnia przeżywam frustrację, bo w żaden sposób nie mogę spuścić napięcia, a drugiego mam wyborny humor, uśmiecham się szeroko i zaśmiewam z prymitywnych memów.
Tylko czemu zawsze to uwolnienie przychodzi wtedy, gdy pozwolę sobie na te brzydkie emocje i przestanę z nimi walczyć?
Pewnie z tego samego powodu, dla którego ludziom wychodzi podryw gdy odpuszczą, a nie desperacko próbują bardziej.
Ale mi teraz dobrze po pozbyciu się tego dziwnego ładunku! Uczucie jak zdjęcie niewygodnych butów po całym dniu! Albo jak dobiegnięcie do domu i zrobienie siusiu po godzinie wstrzymywania resztką woli🙃

Super ważna lekcja dla mnie: bardziej poddawać się falom, nie walczyć z nimi, bo się utopię!

#tajlandia #thailand #podróże #podróżemałeiduże #aniamaluje #szczerze_pisząc

Ależ ja miałam od kilku...

Którą Anią dzisiaj jesteś? 1 czy 2? I tak się zawsze kończy z nogami na ścianie🤣, ale taka mała refleksja, którą chcę się podzielić - jestem z siebie dumna! Kiedy bardziej chorowałam, wymyśliłam sobie, że muszę mieć w życiu coś, co da mi niezależność i pozwoli zarabiać nawet wtedy, gdy ja nie będę w stanie pracować. Aż do wczoraj nawalało mnie gardło, więc napakowałam czas spotkaniami towarzyskimi i nawet wciągnęłam serial, bo z pracką mimo chęci to jakoś nie szło. I super czuję się z tym, że:
- MOGŁAM.
Nie żyję bez poduszki finansowej, mogę powiedzieć sobie - Ania, teraz nie pracujesz, zluzuj
- nic nie robiąc* i tak zarabiałam. Moja wydana w 2013 książka, której w ogóle nie promuję bo mi się już nie podoba(!) jak co roku złapała się w styczniowe flow i dała mi hajs. 
I to jest super rzecz, za którą jestem bardzo wdzięczna, bo i tak pozwalam sobie na miesiąc w Azji (podczas którego nikt nie zwolni mnie z płacenia za mieszkanie itp), a tutaj niemiłe niespodzianki nie niszczą mojego komfortu.
Ogromnie mnie to cieszy, bo wiem, że wiele osób „nie może sobie pozwolić na L4” z grypą, bo niższa pensja oznacza kłopoty finansowe a normalnie jest na styk😪O ile w ogóle są ubezpieczonymi szczęśliwcami na etacie!
Cieszę się, że udało mi się od tego uchronić! *przesadziłam z tym „nic nie robiąc” bo believe me or not - pytania do wyzwania i wyzwanie sprawiają, że siedzę na IG 5h dziennie😰 ale robię to za darmo i od siebie, nigdy nie prosiłam o patronite itp, więc still - nie robię w styczniu nic zarobkowo.

Cholernie mnie to cieszy, że mam komfort życia bez strachu i chociaż nie zarabiam bardzo dużo, to mogę sobie pozwolić na luksus chorowania.
I przeraża mnie, że w 2020 chorowanie stało się luksusem. 
Strasznie! 
#aniamaluje #szczerze_pisząc #książka #czytam 
#parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #theparisguru #frenchvibes #parismood #modeaparis  #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily

Którą Anią dzisiaj jesteś? 1...

Czy nie możemy próbować być TROSZKĘ lepsi bez tej całej napinki?
Bez zawstydzania nastolatek na utrzymaniu rodziców, że nie mają każdej jednej rzeczy eko i zero waste i w ogóle instagramowa policja approved?
Bez wytykania komuś lotu na chrzciny kuzynki, bo ślad węglowy i straszne zło?
Komuś, kto zaczął przygodę z byciem wege, że robi za mało?
 Nie podoba mi się napinka wyzwalająca poczucie, że jeśli stać cię tylko na malutki kroczek, to jesteś ZŁY I NIEDOBRY. Nie jesteś!
Wrzucając  jakieś linki do swoich starych tekstów (powiedzmy do 2016) często zaznaczam: dzisiaj napisałabym to inaczej. Dlaczego? Bo jestem bardziej empatyczna i rozumiejąca, złagodniałam. Nie lubię rewolucji, wolę łagodną ewolucję i dojrzewanie do zmian. Dlatego chociaż sercem jestem np. za bardziej eko, tańszymi i zdrowszymi (może za rok ukażą się badania, że jednak nie!) kubeczkami menstruacyjnymi, to nie wyobrażam sobie zawstydzania kobiet, dla których ten krok to za dużo. Bo mogę edukować i wyjaśniać, ale jestem za wyborem. I rozumiem gdy jest inny niż mój!
Tak samo jak rozumiem, że ktoś kupi bikini za 50 zł, na aliexpress zamiast takiego samego za 150 w sieciówce, bo ma ogólnie po opłaceniu wszystkiego 400 zł w budżecie i o takim szytym w Polsce w duchu eko to może pomarzyć. 
Chciałabym abyśmy bardziej próbowali się rozumieć, a mniej oceniać i osądzać. Pokaz innym jak żyjesz, zainspiruj do czegoś fajnego, ale nie wywołuj poczucia, że jest gorszym człowiekiem. Po co?
Nie zawsze da się wybrać idealnie, warto pomyśleć, że inni dokonują najlepszych wyborów jakich potrafią.
#noshame #aniamaluje #szczerze_pisząc #piesek #dogsofinstagram #wakacje #lato #toniemojpies #niestety

Czy nie możemy próbować być...

Jakiś czas temu wróciłam do robienia sobie autoportretów. Kiedyś dawało mi to frajdę, potem uznałam za dziecinne i głupie. Dzisiaj uważam, że dziecinne to jest nazywanie rzeczy przynoszących frajdę dziecinnymi🙃

Gdyby nie samowyzwalacz i kilka serii, to pośród kilku całkiem niezamierzonych sexy póz, nie znalazłabym tej! Perełka🤣
Mama całe dzieciństwo mi mówiła: usiądź jak człowiek! 
Dzisiaj to samo mówi mi fizjoterapeuta. A moje nogi plączą się na przedziwne sposoby i na krześle i na tym legowisku, które zrobiłam sobie do czytania😅
Co jest ironiczne, bo mam szeroki parapet o którym zawsze marzyłam, że czytanie z kubkiem gorącej czekolady w oknie... kupiłam nawet piankę tapicerską na ten parapet by było miękko w tyłek i co? W ogóle na nim nie siadam! 
Fun fact: kiedyś potrafiłam założyć sobie nogi za głowę, ale raz nie mogłam się z tego potem rozplątać😅
Czy są tu jakieś osoby dzielące mój problem z nogami? Odezwijcie się, może moja mama zrozumie, że to nie jest moja złośliwość, że przy obiedzie zdarzyło mi się siedzieć po turecku🤦🏻‍♀️ #aniamaluje  #szczerze_pisząc #czytanie #książka #nogi #autoportret #interiordesign #zamioculcas #plants

Jakiś czas temu wróciłam do...

No i jak, miała być realizacja postanowień „od nowego roku” a jakoś kacyk i zmęczenie nie sprzyjają treningowi a ze zdrowym odżywianiem też ciężko?
Startuję z czymś banalnym, bo cóż może być bardziej oklepanego niż wyzwanie styczniowe?🤪Ale na zachętę powiem, że miało wystartować rok temu, ale uznałam, że jest niedopracowane. Dałam je dziesięciu osobom, które przesłały mi swoje uwagi, podzieliły się trudnościami i je ulepszyłam.
UWAGA! To nie jest jedno z tych pięknych wyzwań, gdzie zapisujesz swoje wyniki w ślicznym notesie brokatowymi cienkopisami. Tu trzeba trochę pozasuwać w realu, nie w marzeniach!
Nie chciałam, by było jak te wszystkie rzeczy z pinteresta albo filmiki z pięciominutowymi DIY, które oglądasz, mówisz pod nosem, że fajne (a może nawet zapisujesz w zakładkach!) ale nigdy nie realizujesz🤫
Ono jest po prostu skuteczne.
30 zadań, na które jest 45 dni.
Lżejsze i trudniejsze.
Codziennie na stories! 
Aha, oczywiście wystartowałam z wyzwaniem, ale nie wymyśliłam nazwy, więc przygarnę propozycje 
#wyzwanie #nowyrok #motywacja #aniamaluje #szczerze_pisząc #nogi #nylons #rajstopy #kropki #kropeczki #polkadot #zamioculcas

No i jak, miała być...

Nadchodzi fala podsumowań  od tych, którym wszystko się udało (i fajnie!👏🏻) a przyznam, że nie zrealizowałam żadnego kluczowego celu na 2019🤪
I nie jestem zła! Ani trochę!😲
Miałam jakieś założenia odnośnie tego, co bym chciała osiągnąć.
A potem poczułam, że sama kasa jest dla mnie za małą motywacja i mogę to zrobić, ale nie czuję z tego radochy. 
W 2019 dałam sobie plaska w twarz i zastanowiłam się , czego NAPRAWDĘ CHCĘ. Nie zawsze to były fajne myśli! ✅przestałam uciszać ten głos, który mówił czego pragnę, a który uciszałam, bo nie pasował mi do moich wyobrażeń o mnie samej.
Ale kiedy ich posłuchałam, to o jeju! Zaczęło mi być fajniej w życiu. ✅ Np. niedziele tylko dla mnie (dzisiaj to święto ruchome). Nie zdawałam sobie sprawy jak ja bardzo potrzebuję przestrzeni TYLKO dla siebie! ✅ Jestem asertywna bez poczucia winy i strachu przed tym, że ktoś uzna mnie za niemiłą (nie muszę być miła!)✅ Piszę bloga znowu dla przyjemności, bo choć Wasze propozycje tematów są super, to ja muszę czuć moment i dać myślom dojrzeć, nie jestem wyrobnikiem tworzącym na zawołanie. Nie chcę być!
✅ Przestałam patrzeć  na liczby i zastanowiłam się, czy w ogóle chcę być instagramerką i blogerką. Nie chcę. Chcę być Anią, która ma bloga i instagrama.

To był naprawdę dobry rok, chociaż nie postawię spektakularnych ptaszków na kartce z celami! Jak ja mogłam w ogóle mieć cele, nie wiedząc czego chcę?🙈
To był mój taki gap year, w którym przypadkiem zarobiłam najwiecej w życiu (i większość przehulałam!) ale niczego nie żałuję!

#aniamaluje #szczerze_pisząc #barcelona #parkguell #sukienka #podróże #podróżemałeiduże #catalunya #cele #podsumowanieroku #podsumowanie2019 #motywacja

Nadchodzi fala podsumowań od tych,...

Nie obraź się, ale śmierdzisz

Jak wygląda mój typowy dzień? Bywa różnie, ale metodą chybił-trafił wylosowałam jeden z całego tygodnia i postanowiłam pokazać go na różnych etapach :). Aparat towarzyszył mi cały dzień!

Ten wpis powstał dzięki uprzejmości marki Rexona, która chciała sprawdzić czy podczas  typowego, pełnego stresów i obowiązków dnia antyperspirant pozwoli mi zachować twarz… i suche pachy. Ciekawi jak wyszło?

Jak wiecie – nie jestem jedną z tych blogerek, które wrzucają codziennie na instagram zdjęcie z kawą w pościeli, ułożoną razem ze świątecznymi gałązkami i napisem typu “hello december” czy innym słowem ręcznie wykaligrafowanym w misterny sposób. Moje życie wygląda troszkę inaczej 😀 Jak? Np. tak! Zapraszam Was na mój piątek, etap po etapie :)).

Wiedząc, że będę fociła ten dzień chciałam być zorganizowana i wszystko przemyśleć. Więc uszykowałam sobie dzień wcześniej ubrania oraz śniadanie.
Och, jaka byłam naiwna!
Wszystko sobie dzień wcześniej uszykowałam by jakoś wyglądać i by było mi ciepło. Dwie pary rajstop, sukienka, na sukience sweterek, pasek i kozaki za kolano, nawet z detalami na boku dopasowanymi do detali na pasku. Jako control freak chciałam mieć wszystko super ogarnięte i zaplanowane.
Wstałam o piątej rano i nie towarzyszył mi jednak promienny uśmiech a wkurzenie, że podczas ostatniej wizyty u lekarza nie wzięłam zwolnienia. Nie wzięłam go, bo wiedziałam że bym go użyła. Przy przewlekłej chorobie bardzo łatwo o ciągłe zwolnienia, ale ja się boję ich nadużywania. Gdybym je miała, na 100% zarzuciłabym koc na głowę i udawała że budzik wcale nie dzownił 😀 No ale trzeba być “twardkim a nie miętkim” jak mówi pewien dzieciaczek.
Biorę zimny prysznic oraz szoruję ciało na sucho. Zabieram się też za mój napój mocy – gorącą wodę z imbirem i pieprzem cayenne dla rozbudzenia i rozgrzania 🙂 W normalnych warunkach zlałabym się po tym wszystkim potem. Na szczęście towarzyszył mi nowy antybakteryjny antyperspirant Rexona.
Jak widać koncepcja stroju szybko musiała się zmienić – wybrałam cieplejszy sweter i futrzaną kamizelkę a napój… cóż, ten smak za każdym razem mnie zadziwia. Od samego zapachu można się spocić. 
Jem śniadanie oraz piję heratkę ogarniając przy okazji maile. Wysyłam raport, wypełniam jeden rachunek do umowy i mam twarde postanowienie zdążyć go wysłać w drodze na uczelnię. Jeśli nie wstałabym rano, nie miałabym szans na ogarnięcie części zobowiązań w terminie. Rano zdążylam nawet lekko się pomalować, bo wygladam strasznie. Malując się w tle puszczam snapa i oglądam co w Tajlandii robi Ola . Myśl o Tajlandii trzyma mnie przy życiu!
Laptop, kalendarz i notatki lądują w torebcie a ja zakładam czapkę, szalik i rękawiczki i ruszam na autobus. Odjeżdża 6:58, ja wychodzę z domu na czas, ale źle mi się oddycha i idę jakoś wolniej.
Gdy mam ostatnie 100 metrów widzę nadjeżdżający autobus. Na szczęście wsiada kilka osób i jest kolejka – w podmiejskim jest jedno otwarte wejście i bilety kupowane u kierowcy. Na szczęście mieszkam w małym miasteczku i dzięki mniejszej anonimowości ludzie są wobec siebie jacyś tacy bardziej życzliwi, więc kierowca pozwala mi dobiec i nie zatrzaskuje mi drzwi. Uff! Zgrzałam się i zestresowałam z lekka ale siadam w “nowoczesnym” autobusie i jestem szczęśliwa jakbym leciała gdzieś biznes klasą 😀 To kolejny moment w którym mogłabym śmierdzieć potem. Na szczęście nic takiego nie ma miejsca.
W autobusie siedzę z nosem w telefonie. Normalnie ogarniałabym uwagi i wytyczne od klienta któremu piszę bloga firmowego, ale tym razem czytam tekst na zajęcia – inne zdążyłam przeczytać ale została mi jeszcze Moralna odpowiedzialność uczonych za ludzi biednych
Kończę akurat przed swoim przystankiem :). Ogarniam pocztę, dziękując w duchu za istnienie całodobowej i biegnę dalej 🙂
Mój autobus taki nowoczesny 😀
Za to Bydgoszcz nie jest taka najgorsza, są ładne miejsca. W każdym razie, wybieram się jeszcze na szybki spacer do sklepu po jakieś śniadanie. Rano z rozpędu zjadłam też prowiant przewidziany do zabrania na uczelnię 😀
Tak, dobrze widzicie – jest mi tak zimno, że mam sukienkę, na sukience jest sweterek, na sweterku futrzana kamizelka a na niej sztuczne futerko. A przecież temperatura była na plusie – niestety odczuwam temperatury w pokręcony sposób, ale na pewno moja skóra nie ma szans pod tym oddychać. Anyway – mam śniadanko! No i Rexona zdała kolejny test 🙂
Siedzę sobie przed zajęciami, nikogo jeszcze nie ma, więc trochę dziwnie ale co tam – doktoranci to zajęte istoty, pewnie wpadną na ostatnią chwilę. Czekają mnie zajęcia od ósmej do szesnatej. Jest to dość specyficzne, ponieważ mam mieć tylko dwa przedmioty w tym jedno z połową zaliczenia. Właśnie na zajęcia z zaliczeniem czekam. Jestem jakaś nierozbudzona i zmęczona, chociaż dzień się jeszcze nie zaczął, ale mówię sobie – Anka, ogarniesz, dobrze że nie wzięłaś tego zwolnienia, bo nie miałabyś kiedy nadrobić.
Nie pomaga:
Śpię na stojąco, więc ruszam w kierunku automatu. Znowu zapomniałam kubka termicznego!
Przychodzi kolega, ale zajęcia się nie rozpoczynają więc jakoś dziwacznie się robi. Gdzie to zaliczenie? Wszystko mam bardzo dobrze skalkulowane. O 16:10 muszę siedzieć w busie, zajecia kończą się o szesnastej, ale jeśli uda się zrobić krótszą przerwę, to kosztem przerwy skończymy chwilę wcześniej. Powinno się udać, wszyscy zazwyczaj wolą skończyć kilka minut szybciej niż mieć 20 minut przerwy.
Adrian sprawdza w telefonie czy to dobra sala (ta co zawsze) i odkrywa że plan się zmienił. Mamy te same zajęcia, ale w odwrotnej kolejności. I do siedemnastej. Zatem od kilku minut jesteśmy spóźnieni na etykę. Czuję jak robi mi się gorąco. Nie dość że się spóźniłam, to jeszcze nie dam rady ogarnąć busa a urwać się z zaliczenia to #słabo.
Zmieniamy budynek, pukamy – głucha cisza. W sali nikogo nie ma. Druga możliwa sala – puk-puk, otwieramy. I pięknie… studenci których uczę w poniedziałki świadkami jak szukam w gorączce właściwej sali. Piękny przykład im daję, dobrze że sama jestem wyrozumiała dla takich akcji, bo gdybym kogoś kiedyś zjechała za spóźnienie czy szukanie sali to byłaby hipokryzja maks! 
Wpadamy do właściwej sali. Uff!

Na szczęście Rexona wciąż chroni mnie przed nieprzyjemnościami 😉

Zajęcia są na szczęście interesujące i nie czuję że trwają tak dłuuuugo. W krótkich przerwach zaglądam – a jakże – na swoje kanały social media. Sprawdzam co komentujecie i lubię mieć z Wami jakikolwiek kontakt. To mnie trochę odpręża i pozwala usiedzieć na tyłku w sali.
Zaglądam też do swojego panelu w Legimi i dostaję super pozytywny bodziec i taki kopniak energii widząc to:
30 osób wypożyczyło moją książkę w ostatnim czasie. Jak na publikację wydaną ponad 3 lata temu to jest cudny wynik i na ten widok rośnie mi serce. Czuję się jak po mocnej kawie!
Naładowana energią wracam do zajęć :).
Zajęcia się kończą i nadchodzi trudny i lekko stresujący dla mnie moment. Jestem tą osobą, która zazwyczaj nie ma nieobecności. No po prostu nie. Ale tak się złożyło, że jedne zajęcia wcześniej wypadły i mamy przesunięcie w planie. Niestety podczas kolejnych będę w Tajlandii więc musiałam ustalić warunki zaliczenia. Na szczęście było bezproblemowo i odetchnęłam z ulgą.
Piętnaście minut pozwala mi na złapanie dwóch kolejnych migawek z dnia. Pora zmienić budynek, więc zahaczam o toaletę. Nie wspominałabym o tym, gdyby nie uchylone okno i ziiiiimno
Jestem wyczulona na takie rzeczy.
Opatulam się szczelniej i mam wrażenie że wyglądam trochę jak ta choinka
Ale grunt że nie trzęsę się z zimna. Doczłapałam z powrotem do malutkiego budynku zwanego “pawilonem”. Nie jestem szczęśliwa – nastawiłam się na zaliczenie rano, a tutaj muszę urwać się z zajęć godzinę wcześniej. Czuję w związku z tym pewne napięcie i wyobrażam sobie jak oblewa mnie zimny pot na myśl o tym, że nie uda mi się ogarnąć tego dnia. Przecież tak skrupulatnie go wyliczyłam i rozplanowałam! Co do kwadransa! Na szczęście zimny pot też jest tylko wyobrażeniem :)).
Konwersatoria od dwunastej do siedemnastej to dość ponura wizja. Studia doktoranckie to już nie magisterka gdzie na wykładzie mogłam pracować udając bardzo pilnie notującą studentkę. Trzeba być skupionym i aktywnym, a w małej grupie (na tych zajęciach jest pięć osób) nie da się nie przeczytać literatury czy być nieprzygotowanym.
Na moje nieszczęście nic nie zanosi się na zaliczenie na początku zajęć. To będzie ciężki dzień!
W przerwie zjadam hummus. Cały. Nerwowo też dzwonię by dowiedzieć się czy był u mnie kurier. Był, ale przyniósł paczki jakieś. Kurczę, ja potrzebuję pilnie przesyłki z dokumentami! W przeciwnym razie nie mam po co jechać do Warszawy a tylko z powodu tych dokumentów nie jadę tam prosto z zajęć, tylko zahaczam o dom. Jestem lekko zaniepokojona ale trwam dalej.
Gorąca czekolada i lecimy dalej.
Na moje nieszczęście, część związana z pracą zaliczeniową zaczyna się o 15:10. Wspominałam już, że muszę wyjść o 15:50? Udaje mi się zapisać prawie cztery strony i ustalić, że przyjdę na zaliczenie ustne w styczniu. No, to biegnę na autobus!
 Stojąc przed przejściem cykam szybkie foto do dokumentacji tego wpisu i idę sobie dalej z odpalonymi pokemonami. Ta aplikacja motywuje mnie do chodzenia 😀
Po chwili nadjeżdża mój czerwony rumak. Uff!
 W autobusie pracuję nad zleceniem na tyle na ile to możliwe.
Gdy tylko przekręciłam klucz w zamku, zapomniałam o robieniu zdjęć. Ale miałam mniej niż dwie godziny by ogarnąc potrzebne dokumenty, spakować walizkę, zjeść coś i przebrać się w coś innego. Na szczęście na dworzec miałam podwózkę, więc wszystko udało się jakoś dopiąć. Trochę w biegu, ale stresik ze mnie zszedł gdy wsiadłam do pociągu.

I wciąż sucho pod pachami 😀

W pociągu miałam pracować, ale zaczęłam od komentarzy. Mój plan zakładał:
1. Odpowiem na wszystkie komentarze
2. Napiszę połowę nowego tekstu
W rzeczywistości co odpowiedziałam na komentarz, to pojawiały się dwa kolejne. Trzy i pół godziny jazdy pociągiem zakończyłam wynikiem kilkudziesięciu nieprzeczytanych komentarzy.
Jeden z nich wyjątkowo mnie wzruszył:
Chociaż w pewnym momencie zrobiło mi się gorąco, bo nie wiedziałam jak skończy się ta historia. 
Czytam każdy jeden komentarz i przeżywam te historie osobiście.
22:30 wysiadłam na centralnym, ale stosowne foto cyknęłam stację wcześniej. W życiu nie dałabym rady ogarnąć zdjęcia i otworzyć starych drzwi 😀
Przesiadam się w Ubera (z kodem uberaniamalujeue) otrzymasz kupon na 20 zł^^  i jadę w kierunku hotelu – mojego ulubionego Sound Garden Hotel :).

Jestem ciekawa czy ktoś ma tak samo jak ja. Zawsze w każdym hotelu towarzyszy mi pewien niepokój, by nie rzec – stresik. Obawiam się, że coś np. nie przeszło w systemie, nikt nie wie o mojej rezerwacji i zostanę bez noclegu 😀
na szczęście nic takiego nie ma miejsca. Tylko patrząc na swoją “stylizację”, czyli super wygodny ciepły strój czuję ironię widząc napis w odbiciu lustra. “Be more lady!”. Cóż, przydałoby się. Niestety zimą albo wyglądasz ładnie, albo jesteś opatulona i kształtem przypominasz ziemniaka czy inne bulwiaste warzywo.
Swoją drogą – bardzo polecam te mega wygodne spodnie! 

Wypakowuję się, biorę prysznic (wreszcie!) i przeskakuję w wygodny dresik, ciepłą bluzę i zakładam skarpetki jakie czekały na moim łóżku ❤. Ucieszyłam się szczerze, bo jednak byłam trochę chora i czułam zimno po kościach.
Ten dzień powinien się tutaj skończyć, ale nie – trzeba jeszcze trochę popracować :).

Bluza różowa kupiona tutaj, (ma ciekawy krój, warto kliknąć) wygodne getry (klik) a skarpetki z hotelu 🙂

To był dzień w biegu i pełen malutkich “stresów”. Czy zdążę, czy zaliczę, czy ogarnę, czy przyjdzie na czas ważna przesyłka. Zima, stres, bieg, pot…

Pytam zupełnie serio. Przez ten cały dzień mogłam się spocić (stres, bieg, pęd) i usłyszeć coś niemiłego. Nie usłyszałam, bo miałam dobrą ochronę, ale o tym za moment.
***

Niedawno napisała do mnie młoda dziewczyna, której koleżanki w szkole powiedziały coś podobnego. To nie pierwsza tego typu wiadomość, dostałam ich wiele, szczególnie do nastolatek.  Oczywiście osoby zwracające uwagę zawsze twierdzą, że miały dobre intencje. Tym razem jednak odebrałam wiadomość czytelniczki bardzo mocno…
Dziewczyna dba o higienę, stosuje antyperspiranty i nie czuje aby śmierdziała. Jestem dość empatyczną osobą i niemal poczułam jej emocje. Bardzo chciałam zająć się tym problemem, ale jestem też ostatnio zajętą osobą i  ciągle pracuję…

Niedawno z nieba spadł mi jednak partner dla tego wpisu i dzięki współpracy mogłam odłożyć na bok kilka zleceń i skupić się na zgłębieniu tematu. Jestem za to niesamowicie wdzięczna, bo w przeciwnym razie odkładałabym to w nieskończoność zrzucając na dół listy priorytetów.

Po pierwsze – problem jest złożony. Na pewno nie jest fajnie siedzieć w jednej klasie z kimś, kto cuchnie potem. Z drugej strony – nie jest też miło gdy dbasz o higienę a inni rzucają ci aluzje o mydle…
Internet aż roi się od podobnych pytań i wątków:

Z artykułów psychologów dowiedziałam się, że jeśli ktoś śmierdzi należy powiedzieć mu to delikatnie, ale wprost. Np. niektórzy pachną dość nieprzyjemnie i niestety należysz do tych osób, polecam Ci [nazwa produktu]. Zdaniem autorów takich rad, nie powodują one urazy ani poczucia zawstydzenia.
Przykładowy artykuł dostępny online (klik).
Cóż, na pewno ten artykuł zawiera przykładowe formy zwrócenia uwagi i są ona raczej skuteczne, ale czy nie powodują urazy?

Nasz naturalny zapach bywa bardzo różny. Doskonale pamiętam jak sama miałam problem z nieprzyjemnym zapachem – gdy brałam leki, mimo higieny wciąż czułam się śmierdząca. Pot jest bezwonny, ale bardzo szybko bakterie robiły brzydką robotę i czułam się z tym paskudnie.

Długo szukałam dla siebie czegoś bardzo skutecznego. Nawet napisałam wtedy tekst, jednakże zawierał informacje którym w swojej naiwności zawierzyłam a okazały się fałszywe, więc go usunęłam. Jednak generalne wnioski wciąż “wyznaję”.
Co robiłam “za młodu”?
– Myślałam o blokerach potu, które uważam dzisiaj za niebezpieczne. Poparzona skóra pod pachami i owrzodzenia to najmniejszy problem. Zatykanie kanalików potowych jest tak samo bez sensu jak zatkanie korkiem wulkanu.

Analogicznie z  tabletkami blokującymi potliwość. Uważam je za idiotyczny pomysł, bo pot jest nam bardzo potrzebny. Reguluje temperaturę ciała, pomaga pozbyć się toksyn.
Kiedy przestałam się pocić prawie w ogóle (!) sięgnęłam po ałun i myślałam że to świetna alternatywa. Niestety to z czego się cieszyłam było objawem odwodnienia, dość często przy mojej chorobie. Zresztą wystarczy rzut oka na moje spierchnięte mimo balsamów usta:

Nic fajnego.
W każdym razie – może i ałun usuwał zapach, ale paradowanie z mokrą plamą pod pachą (nawet jeśli bezwonną) jest słabe. Dzisiaj używam go tylko do usuwania zapachu ryby (jeśli kroiłam) czy cebuli z dłoni. Działa w ten sposób świetnie :).
Z kolei eksperymenty z sodą oczyszczoną i olejem kokosowym może i były logiczne (działanie antybakteryjne), ale mało komfortowe, uciążliwe i zostawiały plamy na ubraniach 🙁 Od jakiegoś czasu przerzuciłam się więc na atyperspiranty.
Rok temu, jako zwykły śmiertelnik nawet wystartowałam w konkursie na instagramie i wygrałam bon na zakupy. 😀
Jak więc widzicie – od dawna stosuję Rexonę i bardzo się cieszę, że zaprosiła mnie do współpracy. Dzięki temu mogę poruszyć ten ważny dla wielu osób temat, a jest on wstydliwy i kłopotliwy dla ou stron.
Wcześniej używałam Rexony Invisile black&white, dokładnie tej co była przedmiotem tamtego konkursu. Teraz miałam przyjemność testować produkty z gamy Rexona Active Shield.
Do marki miałam już zaufanie, ale przekonały mnie wysokie oceny w internecie, oraz znana mi z poprzedniego antyperspirantu technologia MOTIONSENSE™ – świeży zapach uwalniany jest przy każdym ruchu. Jeśli pamiętacie mój zabiegany dzień to powinniście zrozumieć :).
Ja używam wersji w aerozolu i sprawdza się rewelacyjnie. Kto czyta bloga regularnie, ten pewnie doskonale wie że jestem fanką rzeczy antybakteryjnych oraz naturalnych olejków, stąd upodobanie do oleju kokosowego czy np. olejku z drzewa herbacianego.
Rexona Active Shield działa właśnie w ten sposób ❤ –  antyperspirant 10x zwiększa ochronę przed bakteriami odpowiedzialnymi za smrodek i zawiera antybakteryjne składniki zapachowe (np. olejki eteryczne).
Jeśli chodzi o odzież – nie brudzi :). Zapach jest dla mnie delikatny i przyjemny. Nie odczułam żadnego pieczenia na świeżo ogolonej skórze pach, ochrona działała jak trzeba (mimo dwóch futrzanych okryć i stresu :)).
Co prawda nie jestem w stanie sprawdzić jak to wygląda w przypadku 48h (nie wyobrażam sobie pominąć prysznica :D), ale ochrona jest bardzo dobra i jestem z antyperspirantu zadowolona.
Wyczerpałam jednak temat tylko połowicznie. 
Więc wiemy już jak zwrócić komuś skutecznie uwagę, oraz jakiego antyperspirantu używam, ale co z resztą problemu?
Po pierwsze – nie zgadzam się z autorką że takie komentarze nie wywołują przykrości. Wywołują. Ktoś może bardzo się starać a mieć np. chorą tarczycę czy inny problem zdrowotny. Nigdy nie wiemy, więc bądźmy delikatni i róbmy to z wyczuciem.
Gdy chodzi o potliwość, to zapewniam Cię, ze Twoje ciało nie robi Ci tego na złość. Jest totalnie odwrotnie – ciało jest Twoim przyjacielem i chce Ci służyć jak najdłużej, więc wyrzuca toksyny. Zakładam, że nie jesz w 100% czysto, nie rezygnujesz świadomie z niepotrzebnego stresu i nie zrezygnowałeś ze wszystkich sztucznych tkanin.
Rozumiem. I na to są sposoby. Jeśli dotyczy Cię problem nadmiernej potliwości, rozważ proszę następujące kwestie:
  • pij dużo wody. Nie odwadniaj się. Pij. Wart też wprowadzić do diety napary ziołowych, np. z mięty, pokrzywy czy rumianku.
  • odrzuć niepotrzebny stres. Dobrym rozwiązaniem są ćwiczenia relaksacyjne, joga, medytacja. Stres->adrenalina->pot. Po co Ci to?
  • Do kąpieli możesz dodawać korę dębu, korę brzozy, rumianek lub szałwię. O szczegóły zapytaj sprzedawcę w sklepie zielarskim, wszystko Ci wytłumaczy 🙂
  • Szałwię można też pić, tylko nie na noc 🙂
  • A może by tak…akupunktura? Albo dobry masaż? Odblokuj zablokowane mięśnie, rozluźnij ciało, pozwól energii swobodnie krążyć po ciele, nie blokuj jej.
  • Zimny prysznic. Świetnie detoksykuje, jak pozbędziesz się części toksyn rano, pod chłodnym strumieniem, to potem będzie mniej “balastu” do zrzucenia 😉
  • Noś dobrą bieliznę. Zimą możesz nosić termoaktywne koszulki, w aptece można kupić specjalne, bezuciskowe skarpetki które w dodatku są antybakteryjne. Para kosztuje ok 10 zł najmniej, więc to nie “5zł za 5 par” na targowisku, ale kiedy słuchałam jeszcze lekarzy i dawałam faszerować się lekami sterydowymi przetestowałam i szczerze polecam.
  • wychodź z domu na czas, żebyś nie musiał biec. Banalne, ale COŚ w tym zdecydowanie jest 🙂
  • nie ma czegoś takiego jak “ta koszulka jest jeszcze świeża”. Nawet jeśli nie czujesz zapachu, to zawsze zmieniaj ubrania
  • Chusteczki nawilżane w plecaku czy torebce i odświeżenie się w toalecie to bardzo dobry pomysł. Szczególnie, jeśli masz w szkole w-f między lekcjami albo biegłaś na autobus.
Ponadto, rozważ proszę co jesz. Jeśli parówki… proszę, przestań.
Bardzo dziękuję marce Rexona za objęcie patronatu nad tym wpisem – mogłam przeznaczyć swój czas na poruszenie ważnej kwestii ❤
I jeszcze jedno – nadmierna potliwość może świadczyć o cukrzycy albo problemach z tarczycą. Antyperspirant to naprawdę świetne rozwiązanie – oszczędzi Ci stresu, wstydu, poczucia niezadbania i dyskomfortu co wspaniale wpływa na samoocenę i poczucie własnej wartości. Jednak zrób mi też przyjemność i wybierz się na badania by sprawdzić czy z Twoją tarczycą wszystko okej :).
Bardzo proszę – jeśli ktoś w Twoim otoczeniu brzydko pachnie – bądź delikatny i nie próbuj go ośmieszyć ani obrazić – przykry zapach może prowadzić do alienacji, wstydu, jest silnie związany ze stresem i może kogoś wpędzić nawet w depresję. Jeśli zaś sam masz problem z potliwością oraz nieprzyjemnym zapachem u siebie – bardzo serdecznie polecam Ci dobry antyperspirant jakim jest Rexona Active Shield, oraz zachęcam do wizyty u lekarza. To bardzo ważne, bo przy wysokiej dbałości o higienę potliwość może oznaczać niewydolność nerek, problemy z tarczycą a nawet nowotwór.

Bądź na bieżąco! 
  INSTAGRAM ❤ FACEBOOK 
❤ FACEBOOK MONIKI 

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

Uściski, Ania

1
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
kasia Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
kasia
Gość
kasia

Ale mega jest ten długi futrzak! Dzień pełen wrażeń, bez tego byłoby nudno 🙂 Niestety Rexona to jeden z gorszych dezodorantów, jakich używałam – u mnie działanie tego antyperspirantu jest zerowe, podobnie jak Nivea. Właśnie przeżyłam swoje dwa pierwsze naprawdę suche i komfortowe miesiące odkąd skończyłam 11 lat , używając samorobnego dezodorantu, w którego działanie inaczej bym nie uwierzyła (antyperspiranty nie działają, więc jakaś śmieszna mieszanka z sodą miałaby zadziałać? phi.) A jednak.

Previous
Jak działa mój “magiczny zeszyt” i dlaczego zawsze dostaję to, czego chcę?
Nie obraź się, ale śmierdzisz