Niezdara, fajtłapa, ciamajda, łamaga - łatwiej tak powiedzieć niż zastanowić się, dlaczego ktoś taki jest i jak mu pomóc, prawda?
👉🏻 duszą mnie golfy, wysokie stójki, szaliki - jest mi w nich fizycznie niedobrze
👉🏻 zdjęcie stanika to największa ulga na świecie - dopiero od roku przestałam się zmuszać do noszenia
👉🏻 nieustannie obijam się o futryny, drzwi, stoły i szafy
👉🏻 zdarza mi się spaść z krzesła. Tak po prostu
👉🏻 na samą myśl o karuzeli mam ochotę zwymiotować 👉🏻 nienawidzę gdy ktoś mnie dotyka bez pozwolenia
👉🏻 chodzę bez skarpet, bo nie rozumiem sensu skarpet. Skarpety są dla mnie jak obcierający but dla innych 👉🏻 to samo z biżuterią - nie noszę pętli na szyi, więc nie noszę pierścionków
👉🏻 mogę jeść pyszne ciasto albo wyśmienitego kotleta, ale jak natrafię na jakąś grudkę albo „żyłę” - mam fizycznie odruch wymiotny. Nie jestem księżniczką, moje ciało to odrzuca 👉🏻 mogę nie polubić człowieka tylko dlatego, że odbieram uścisk jego ręki jako nieprzyjemny. Istnieją dla mnie ludzie, których nazywam w swojej głowie „obślizgłymi”

Jeśli masz tak jak ja i czujesz się z tego powodu dziwnie - nie obniżaj poczucia swojej własnej wartości z tego powodu. Może tak jak ja - masz po prostu zaburzenia integracji sensorycznej. Twój mózg trochę inaczej odbiera bodźce. Ja mam nadwrażliwość dotykową, są osoby wybitnie nadwrażliwe na światło albo hałas. 
Za to lubią mnie wszystkie pieski i kotki, bo nigdy nie próbuję egoistycznie głaskać ich dla swojej przyjemności na siłę. 
Nie jest też prawdą, że nie lubię dotyku. Lubię. Po prostu nie każdy i nie od każdego.

Obejrzyjcie stories, a ja solidaryzuję się z każdym, któremu rodzice kupili w ramach niespodzianki bilet do wesołego miasteczka (skończyło wie wymiotowaniem), wciskali w golfy, skarpetki, zabraniali chodzić boso albo robili dramę, że ubierasz się dziwnie albo koszulka jest dawno do wyrzucenia.
Dla kogoś z nadwrażliwością dotykową to jak wycie przez megafon wprost do ucha kogoś, komu chce się spać.

Przypinam relacje o zaburzeniach integracji sensorycznej (SI) i polecam poczytać po angielsku pod hasłem „sensory procesing disorder” (SPD). #aniamaluje #szczerze_pisząc #spd #si #dziecko #kot #kotek

Niezdara, fajtłapa, ciamajda, łamaga -...

Na blogu 5 seriali które polecam. Okrutnie żałuję, że odpaliłam trzeci sezon #lacasadepapel 😭 Drugi sezon kończył kompletną historię a trzeci zostawił mnie z zaciekawieniem, co stanie się dalej. Efekt Zeigarnik, powód, dla którego zawsze czekam aż wyjdą wszystkie tomy książki by nie zaprzątać umysłu niedomkniętą sprawą... do dziś nie wybaczyłam Murakamiemu zakończenia roku 1Q84 i scenarzystom LOST nierozwiązanych zagadek :( ciekawi jakie seriale polecam? Sru na bloga 💥 #aniamaluje #seriale #nogi #sushi #pycha #netflix #serial #domzpapieru

Na blogu 5 seriali które...

Uczę się opierdalanka bez moralniaka. #Hamaczek to najlepsza rzecz ♥️
Pięknie, słonecznie, nie za gorąco. Czasami fajnie uciec na chwilę z Warszawy.
Przymierzam się do montażu hamaka w mieszkaniu. Ktoś ma? Jakieś wskazówki? Marzy mi się na jesienne wieczory. Albo czasami do spania.
Jak byłam dzieciaczkiem, to dziadek bujał mnie w hamaku całymi dniami. Uwielbiałam tak zasypiać, miedzy dwiema średnio okazałymi wiśniami. 
#szczerze_pisząc #piątek #piąteczek #weekend #relaks #hammock #hamak #lato #summervibes #sukienka #sierpień

Uczę się opierdalanka bez moralniaka....

Jak sobie pomyślę w jakim nastroju byłam ze 3 miesiące temu, to aż nie mogę uwierzyć. Dużo zmian!
💥Np.uczę się odpoczywać bez poczucia winy. Co prawda nie mam pojęcia jak ludzie połykają sezon serialu w jeden dzień, ale hello, ja jestem dziewczyną, która unikała seriali w ogóle,bo konsumują za dużo czasu. To jest dla mnie ogromny postęp! Obejrzenie 3 odcinków jednego dnia to dla mnie wciąż wydarzenie :)
💥Szanuję bardziej swój czas i przestrzeń. Wciąż w mojej naturze leży troszczenie się o innych, ale nie mam wyrzutów sumienia gdy komuś odmawiam przysługi. A jeśli ktoś próbuje we mnie je wywołać, to tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że nie muszę.
💥Przestałam nadmiernie przepraszać za bałagan, staram się trochę ogarnąć z wierzchu, ale jak ktoś do mnie wbija to raczej mnie zna i wie czego się spodziewać. Herbatę dostanie w czystym kubku, ale na podłodze zastanie plamę ze smoothie które blendowałam 5 dni temu. Bardziej lubię nie sprzątać niż mieć posprzątane. Kobieta na którą nigdy nie powiem „babcia” prasowała nawet majtki i skarpetki, więc  ten cały dom ułożony w kosteczkę kojarzy mi się okrutnie źle.
💥Wydaję pieniądze na swoje przyjemności. Np. roślinki. Wiem, że begonia nie jest mi niezbędna ani potrzebna, nie jest to książka ani nic ważnego, ale sprawia mi frajdę
💥częściej piekę ciasta, połowa nie wychodzi😅 ale lubię to robić 💥wyciszam ludzi piszących upierdliwe wiadomości w stylu „czym zastąpić pomidory w pomidorowej”, bo szkoda mi czasu.
💥prawie w ogóle nie jem sklepowych słodyczy i mięsa, ale jak mi się zachce to wsuwam bez wyrzutów sumienia. Ostatnio robiłam schabowe. Rzadko kiedy robię, bo nie lubię hałasować (mój eks sąsiad z rodzinnych stron to wielbiciel nieustannych remontów, #najgorzej) a ja nie chcę nawalać tłuczkiem, ale że za ścianą remont, to bez różnicy że postukam mocno. 💥 Nie wyrzucam sobie, że moje dwa ebooki wciąż w toku i więcej o nich myślę niż je piszę
Myślę, że więcej osób z późnego kapitalizmu i wychowanych w duchu „nudzisz się? Zaraz znajdę ci zajęcie” zmaga się z tym poczuciem, że trzeba być produktywnym aby być wartościowym. 
Nie trzeba
#szczerze_pisząc #aniamaluje #crazyplantlady #urbanjungle #zamioculcas #redlips

Jak sobie pomyślę w jakim...

W byciu dorosłą najfajniejsze jest robienie tych wszystkich rzeczy, których nie było wolno za dzieciaka. Kruszenie w łóżku, spanko w niedzielę do oporu (bez Ania wstawaj, bo jedziemy na zakupy/do kościoła/do babci). Chodzenie boso po domu. Jedzenie nachosów z dipem serowym w wannie, chociaż „w łazience się nie je”. W ogóle długie leżenie w wannie. Jedzenie czasami obiadu na śniadanie, a czasami niejedzenie obiadu wcale, bo się np. nie ma ochoty.

#Niedziela #śniadanie #breakfast #breakfastinbed 
#lavieparisienne #frenchfashion #takemetoparis #lestyleàlafrançaise #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisianlifestyle #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #frenchvibes #parismood #modeaparis  #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily

W byciu dorosłą najfajniejsze jest...

Dzisiaj czuję się ładnie. Chociaż czyściłam buty na mokro i wciąż są mokre 🤣 to czuję się ładnie. I mam takie małe spostrzeżenie, że rzadko kiedy jesteśmy zadowoleni ze swoich ciał i narzekamy a to na nogi, a to na cycki, cerę, włosy, a zawsze jest ktoś, dla kogo to na co narzekamy jest w głowie w szufladce „goalz”. Ja całe życie narzekałam na nogi, koleżanka na swoje kręcone włosy. I obie się zawsze dziwiłyśmy na każde „ile ja bym dała za takie...”.
Co w sobie lubisz najbardziej?♥️
Wymień jedną rzecz, ale tym razem tylko odnośnie ciała🥰

#lavieparisienne #frenchfashion #takemetoparis #lestyleàlafrançaise #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisianlifestyle #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #frenchvibes #parismood #modeaparis  #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily #party #małaczarna #littleblackdress #sukienka

Dzisiaj czuję się ładnie. Chociaż...

My latest #secondhand jewel💎
Na zdjęciu #sukienka - zdobycz z lumpeksu w Łodzi, a ja mam codzienne pytanie - nie kryję, na potrzeby filmu na youtube.
Mówienie do nauczyciela w liceum „profesorze”. Za, przeciw, anegdoty, opinie, luźne przemyślenia.
Scenariusz tego co jutro nagram już mam, ale może zapomniałam o jakimś aspekcie? Leave you thoughts!🤗
#thrifted #lumpeks 
#lavieparisienne #frenchfashion #takemetoparis #lestyleàlafrançaise #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisianlifestyle #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #frenchvibes #parismood #modeaparis  #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily #piwonie #peonies #różowaśroda

My latest #secondhand jewel💎 Na...

Pamiętam jak moja koleżanka zbierała się na odwagę by zagadać do chłopaka, który zawsze jeździł tym samym autobusem co ona. Nigdy nie było dobrego momentu, zawsze było - jutro, następnym razem.
No i pewnego dnia przestał jeździć. Tak zupełnie, bez ostrzeżenia. Myślała, że może się rozchorował, albo odwołali mu zajęcia, ale minął tydzień, potem drugi a on nadal nie wsiadał  i tyle go widziała. Nie znała nawet imienia by go jakoś odszukać.
Nie zliczę ile rzeczy ja przegapiłam, bo „zrobię to jutro”. Od zebrania się by iść na pocztę i odebrać list polecony, przed upływem terminu, aż po gorsze rzeczy. 
Za każdym razem gdy organizuję jakiś konkurs, dostaję kilka zgłoszeń po terminie. Dlaczego? Bo też odkładacie wszystko na jutro, zamiast działać TU i TERAZ! 
A jak nie teraz, to kiedy?
Podoba mi się ta filozofia życiowa i dlatego wszędzie noszę ze sobą swojego małego Canona Zoemini S, który drukuje zdjęcia od razu. Teraz, już.
I właśnie teraz możecie wygrać jeden z dwóch takich ślicznych aparatów natychmiastowych, konkurs na profilu @CanonPolska trwa do końca lipca.
If not now, when?
Lub w polskiej wersji - jutro będzie...
Podpowiedź mam na sobie 🧥😜
#LiveAndCreate #ZachowajChwile #CanonZoemini 
___________________________________________________
#konkurs #blogerka #szpilki #rozwojosobisty  #cytaty  #inspiracje #cytatdnia #quote #quoteoftheday  #lestyleàlafrançaise #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #classicstyle #womenwithstyle #theparisguru #frenchvibes #parismood #modeaparis #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily 
Post we współpracy z marką Canon

Pamiętam jak moja koleżanka zbierała...

Uwielbiam ludzi, ale czasami potrzebuję chwili zupełnie dla siebie. Kiedyś miałam z tym straszny problem, myślałam, że zawsze potrzebuję POWODU. Wiecie, czegoś takiego, co będzie godną wymówką gdy ktoś będzie chciał do mnie wpaść albo gdzieś mnie wyciągnąć. Miałam poczucie, że odmowa z niewystarczająco godnego powodu to coś niemiłego. Na szczęście mi przeszło. Wprowadzenie zasady, że #niedziela jest dniem dla mnie i o mnie  było jedną z fajniejszych rzeczy, na jakie kiedykolwiek wpadłam.
W moim życiu jest dużo różnych ludzi i to jest super, ale też trochę potrzebuję takiego dystansu i krótkiego odpoczynku od wszystkich. Takiego uczucia jak powrót z wyjazdu, gdy wchodzisz do mieszkania i nagle uświadamiasz sobie jak dobrze jest usiąść na własnym kibelku i jak dobrze jest spać we własnym łóżku. Bez tych wyjazdów jakoś to tak nie cieszy.
#crazyplantlady #szczerze_pisząc #wakacje #gwadelupa #karaiby #podróże #podróżemałeiduże #guadeloupe #asertywność #meday #sunday #sundayz #sundayfundays #collar #kolnierzyk #sukienka #roślinki #dżungla #aniamaluje

Uwielbiam ludzi, ale czasami potrzebuję...

Moje dzisiejsze zakupy z #halamirowska - 2x #mango🥭 po złotówce - 2 zł, 4 #banany 🍌2 zł, #szpinak 🥬 (pęczek?)- 1,40 zł, 2 x #papryka z koszyka 3 zł/kg  i #ogórek 🥒- razem 2,50 z. Razem 7,90 zł. Ale byłam wybredna. Marysia z @makemyplace potrafi za 10 zł kupić mnóstwo dobroci. Zasada? Na zupę nadadzą się bardzo dojrzałe pomidory, a jeśli awokado po złotówce będzie tak dojrzałe, że nada się tylko 3/4, to wciąż jest nieprzyzwoicie tanie awokado, które by się zmarnowało. Polak marnuje statystycznie 235 kg jedzenia rocznie😢
Jak można prosto ograniczyć marnowanie jedzenia?
👉🏻 planuj posiłki, zrób sobie raz w tyg. dzień gotowania z resztek. Zupa? Zapiekanka makaronowa, a może omlet? 👉🏻 kupuj tylko tyle ile zjesz, a jak nie dasz rady - podziel się z sąsiadką albo zanieś do jadłodzielni
👉🏻 korzystanie z jadłodzielni to żaden wstyd! Jeśli czegoś potrzebujesz - weź, to jedzenie normalnie by się zmarnowało
👉🏻kupuj samotne banany, bo ludzie wolą jak jest kiść i się marnują 🍌
👉🏻 z lekko suchego chleba wychodzą super zapiekanki albo grzanki, a suche bułki można wysuszyć na bułkę tartą
👉🏻 istnieją na fejsie grupy dot. freeganizmu (sama jestem na warszawskiej) gdzie ludzie ogłaszają, gdy mają do rozdania np. jedzenie z wesela. Warto korzystać w obie strony🤗
Gdy mówiłam o wolnostojących lodówkach w ramach jadłodzielni, kilka osób pisało, że w czasach studenckich bardzo by się to przydało, ale trochę wstyd...
Otóż jadłodzielnie są często wolnostojące, samoobsługowe i 24/7 👉🏻brać to żaden wstyd, wstyd to jedzenie marnować.
Jeśli jesteś studentem albo masz mało hajsu, polecam zakupy na Hali Mirowskiej (albo targu) przed zamknięciem można zgarnąć obtłuczone jabłka czy pomidory za darmola. Albo uśmiech.
Dzisiaj widziałam skrzynkę darmowych mocno dojrzałych bananów, w sam raz na chlebek bananowy.
Owoce na smoothie nie muszą być super jędrne, pieczone warzywa albo zupa też nie wymagają najświeższych.
🥰możecie pisać  w komentarzach swoje sposoby na to, by nie marnować jedzenia ;)
#kupujeniemarnuje #kupuję #warzywa #owoce #lesswaste #zerowastepolska #zerowaste #groceries #grocery #healthyfood #freeganism #veggies #omnomnom #pycha #jedzonko

Moje dzisiejsze zakupy z #halamirowska...

A może by tak rzucić wszystko i zacząć od nowa?

Pamiętacie cykl z historiami motywacyjnymi? Od dawna chodziła mi po głowie reaktywacja, bo czasami ja sama też potrzebuję takiego małego kopniaka na odwagę. Bardzo pozytywne zmiany w moim życiu przyniosła wymiana znajomych na bardziej otwartych, odważnych, mniej narzekających. Podobnie robię w innych sferach – staram się otaczać przedmiotami i aktywnościami które działają na mnie stymulująco. Wystarczy że pracuję z dziećmi w trudnych sytuacjach – to dawka cierpienia którą jestem w stanie przetrawić. Dzieci to dzieci, a dorośli są dorośli i mogą sobie sami poradzić. Tym bardziej z ogromną przyjemnością poprosiłam Dorotę o to, by podzieliła się swoją historią. Tym jak to jest zacząć od zera ryzykując wszystko… Zapraszam!

Zamiast wierzyć w kryzys, trzeba uwierzyć w siebie!

Dorota Kamińska

Pewnego ranka obudziłam się z myślą, że powinniśmy spróbować zamieszkać w Grecji. Ta decyzja była dla mnie równie oczywista, jak to że chwilę po wstaniu pójdę umyć zęby. To było coś w rodzaju bardzo silnej intuicji, której po prostu nie można było się przeciwstawić. Kilka dni później kupiliśmy dwa bilety w jedną stronę z Warszawy do Aten. I mniej więcej w tym samym czasie ogłoszono w Grecji kryzys. Od tego momentu minęło już pięć lat. W to co się w tym czasie działo, czasem aż nie chce mi się wierzyć.

Ja i Jani poznaliśmy się kiedy wyjechałam do Grecji na Erazmusa. Po roku studiowania na Lesbos, dwa lata przetrwaliśmy w związku na odległość. Później trochę mieszkaliśmy w Polsce. Dziś, kiedy ktoś się mnie pyta, czy przeprowadziłam się do Grecji, dlatego że mój mąż jest Grekiem, lekko się uśmiecham. Tak naprawdę to nie miało aż takiego znaczenia. To ja sama wybrałam miejsce gdzie będę mieszkać. Kto wie… A może to te miejsce wybrało mnie…

Kiedy okazało się, że wylatujemy naprawdę, wszyscy chwytali się za głowy. W mediach było wtedy zatrzęsienie o fatalnym stanie Grecji. O tym, że kraj pogrążony jest w depresji. Że Grecja chwila moment, wyjdzie z Unii, a później najpewniej zbankrutuje. Za każdym razem, kiedy to wszystko słyszałam ściszałam radio, zmieniałam kanał w telewizji, stronę w necie. A pakując walizkę, niemalże jak młotkiem, wbijałam sobie do głowy, że cokolwiek by się nie działo, nam i tak się uda!
Pierwszy rok był dla mnie psychicznie najcięższy. To co się działo, przypominało chodzenie w ciemnym tunelu i szukanie choć śladu światła, jakiegoś punktu zaczepienia. To był okres jednej wielkiej niepeweności, co tak naprawdę będzie. I na dodatek te ciągłe wiadomości o kryzysie i fatalnej sytuacji, które mimo odpierania i tak wracały jak boomerang. 
Wyjechaliśmy do Grecji mając oszczędności na pierwsze pół roku. Zamieszkaliśmy wtedy u moich obecnych teściów. Pomysł, żeby zacząć pisać bloga podsunęła mi moja starsza siostra. „Hmmm… Blogowanie jest teraz takie na czasie… I w sumie to by było całkiem interesujące, jakbyś zaczęła pisać jak to się zaczyna życie od zupełnego zera i jak wygląda codzienność w typowej greckiej rodzinie”. Ten pomysł był moim pierwszym punktem zaczepienia.
Pierwszego dnia, chwilę po wylądowaniu w Grecji, zamiast rozpakowywać walizki, napisałam pierwszy post, o tym co się dzieje. W nocy, zaczęłam myśleć jakby nazwać mojego bloga. Pierwsze co wpadło mi do głowy, to „sałatka po grecku”, czyli rzecz która najbardziej kojarzyła mi się z Grecją. Chwilę później wpadłam na to, że taka grecka sałatka jest idealnym symbolem greckiej rodziny. I tak też przyszło kolejne skojarzenie, by wszystkich bohaterów, którzy w blogu występują, ochrzcić nazwami warzyw, z których składa się typowa grecka sałatka. Do dzisiejszego dnia w mojej blogowej opowieści, moja teściowa nazywa się Feta, mój teść jest Pomidorem, a moja szwagierka Olivką. Tak już wyszło samo, że wielu czytelników, zwraca się do mnie „Sałatko”.
Blogowałam intensywnie przez całe trzy lata. Dopieszczałam każdy post. Dobierałam idealne zdjęcia. Zaczęłam pracować nad literówkami, ortografią i stylem. Po parę godzin, dzień w dzień – codziennie. Mimo, że nikt mi za to nie płacił i nikt też nie obiecał, że coś z tego wyjdzie, że coś się z tego zwróci. Ale pomyślałam sobie, że jeśli w coś wkładam całe moje serce i całą moją energię, to w pewnym momencie, ta sama energia do mnie wróci.
Po sześciu miesiącach mieszkania w domu rodziców Janiego, ostatecznie stopniały nasze oszczędności. Dokładnie w tym momencie Jani dostał pracę i mogliśmy przeprowadzić się na swoje. Kiedy wiedziałam już, że na dłużej zarzucamy kotwicę, zaczęłam bardzo intensywnie szukać pracy. Jednak właściwie każda próba była powodem do frustracji. W większości nikt nawet nie odpowiadał na moje maile. A kiedy pytałam osobiście, po drugiej stronie odpowiadała konsternacja i wielkie ździwienie. Był to najcięższy dla mnie czas w całym tym początkowym okresie. Tak jakbym dostawała od życia cios za ciosem. W małej wioseczce, gdzie Jani dostał pracę, panowała jedna wielka stagnacja i marazm. W wielkiej fabryce aluminum pracę dostawali jedynie mężczyźni. A życiorys kobiet w każdym przypadku był ten sam. Najpierw ciąża. Wychowanie dzieci. Następnie dbanie o rodzinę i dom. I tak aż do emerytury męża, czyli jakieś najbliższe trzydzieści lat. Kiedy patrzyłam na to co się dzieje, przechodziła mnie ciarka. Choć wydawało mi się to wtedy już nieco surrealistyczne, mimo wszystko, z uporem maniaka, powtarzałam: cholera jasna… ale mnie i tak się uda! 
Pomimo, że nikt ode mnie tego nie wymagał, nie było też większego powodu, codziennie wstawałam rano. Szłam pływać albo pobiegać. Później wkładałam swoje najlepsze ubrania. Rozpisywałam dokładny plan dnia i tego co mam zrobić. Wykonywałam staranny makijaż i ładnie czesałam włosy. Brałam samochód i wyjeżdżałam do pobliskiego miasta, żeby pracować w jakiejś fajnej kawiarence. Pisanie bloga, pierwszych tekstów do gazet. Uczenie się języka. I tak codziennie. Pewnego dnia po przeczytaniu kolejnego maila, że nie szukają nikogo do pracy, dostałam dobrą wiadomość.
Jeden z moich czytelników prowadził firmę z wycieczkami na Zakinthos. Firma bardzo się rozrosła i szukano pierwszej osoby do pracy w roli pilota. Nie zastanawiałam się ani minuty. Spakowałam walizkę i już na początku czerwca pracowałam jako pilot wycieczek. I już wtedy wiedziałam, że ten najtrudniejszy okres w Grecji mam już za sobą. Że wygrzebałam się z dołka i zaczynam wspinać się na górę. A dzięki temu że dostałam od życia po nosie i mimo tego przetrwałam, stałam się silnym człowiekiem. Dzięki temu wiem jak radzić sobie z trudnościami, wyjść z kryzysu cało i jak zapanować nad własnymi emocjami. 
Praca pilota spodobała mi się od samego początku. Pracując, jednocześnie poznwałam Grecje. Nowe miejsca, nowych ludzi, język. Uczyłam się pracy, radzenia sobie w trudnych sytuacjach. Po przepracowanym sezonie, stwierdziłam że to już jest ten moment, kiedy mogę iść w swoją stronę. W głowie miałam już sto pomysłów na siebie. Pomimo tego, że moja droga z załogą na Zakinthos już się rozeszła, zawdzięczam im wiele. Ta prześliczna wyspa i wszystko co się tam stało, był to szalenie ważny przystanek w drodze, na której teraz jestem.
Kiedy cztery lata temu zaczęłam myśleć, gdzie otworzyć własną firmę z wycieczkami dla polskich turystów, od razu do głowy przyszła mi Korfu, choć tak naprawdę nigdy na tej wyspie nie byłam. Przez trzy kolejne miesiące sprawdzałam wszystkie inne wyspy, pod każdym możliwym względem. Po trzech miesiącach poszukiwań, okazało się, że Korfu to strzał w dziesiątke. Po raz kolejny intuicja podała na tacy najlepsze rozwiązanie.
Zimą opracowałam trasę. Jani sam nauczył się zakładania stron internetowych, po to by zbudować naszą. Nasze oszczędności nie były w tym czasie wielkie, więc kiedy na początku lata Jani odwiózł mnie na Korfu, ponownie zaczynałam właściwie od zera. W moim portfelu było kilka banknotów, które pozwalały skromnie przetrwać przez najbliższe dwa tygodnie. W pionie trzymała mnie nadzieja, że za chwilę zadzwoni telefon, że ktoś napisze maila. To był taki drugi moment, kiedy postawiłam wszystko na jedną kartę, ponownie nie mając żadnej gwarancji, że coś z tego wyjdzie. 
Sam początek był potwornie ciężki. Stres przepłaciłam częściowo zdrowiem. Moją reakcją na stres było to, że nie mogłam jeść. Więc z tygodnia na tydzień, traciłam wagę. Całą energię skierowałam wtedy na pracę. Łapałam każdą możliwość, by tylko być w trasie. Czasem po kilkanaście godzin pracowałam zupełnie za darmo, by tylko coś się ruszyło. Niestety, ale w pierwszym okresie rozkręcania własnej firmy, hasło: „work – life – balance” można sobie schować do kieszeni.
Pierwszy rok był bardzo ciężki, ale zakończył się sukcesem. Mieliśmy już swoich turystów. Jako firma stawaliśmy się rozpoznawalni. Na Korfu na samym początku nie znałam zupełnie nikogo, ale stopniowo zaczęłam poznwać dobrych ludzi, którzy bardzo mi pomogli. 
Kiedy skończył się pierwszy sezon, pomyślałam że kupię sobie śliczną kurtkę i super buty na zimę, a całą resztę pieniędzy przeznaczę na reklamę firmy. Ta kurtka i buty, które w tym okresie były dla mnie horendalnie drogie, były symbolem jakości do której dążę, w każdej sferze życia. Tak jak sobie założyłam, pozostałą część pieniędzy przeznaczyłam na inwestycje. Pamiętam, że Jani mówił mi, że to czyste szaleństwo, że po tak ciężkim roku, prawie wszystko znów ładuje w firmę i nie zostawiam sobie prawie nic. Może i tak, ale czasem to właśnie w szaleństwie jest metoda.
Drugi sezon na Korfu był jak wybuch wulkanu. Nie nadążałam z odpisywaniem na maile i odbieraniem telefonu. Telefon właściwie nie przestawał dzwonić. Ludzie, z którymi na Korfu współpracujemy nie mogli uwierzyć, że na naszych trasach jest aż tylu turystów. Już w drugim sezonie jeździliśmy systematycznie pełnymi grupami. Pewnie dla osób stojących z boku wydawać się mogło, że idzie nam tak dobrze, bo to widocznie łatwy interes. Ale tylko ja i najbliższe mi osoby, wiedzą ile energii nas to kosztowało. 
Wszystkie nasze wycieczki po Korfu prowadzone są małymi grupami. Każdy z trzech programów opracowałam sama. Naszą wielką dumą jest to, że do wielu z miejsc jeździmy jako jedyna zorganizowana grupa na całej Korfu. Na naszych wycieczkach panuje rodzinna, kameralna atmosfera. Jesteśmy również jedyną firmą na całej wyspie, która na naszą główną trasę, jest w stanie zabrać osoby na wózkach inwalidzkich, które podczas całej wycieczki są prawie całkowicie samodzielne. Pieniądze są ważne, ale nie najważniejsze. Fakt, że prowadząc firmę mogę ludziom i samej Korfu dać coś od siebie, stawiam na miejscu pierwszym. Ja po prostu kocham to miejsce. To, że mogę tu być kosztowało mnie wiele. Ale jest to jednocześnie jedna z najpiękniejszych rzeczy, która mi się w życiu przydarzyła.
Powoli zbliżamy się do środka sezonu trzeciego, który znów jest dużo lepszy od poprzedniego. Mam teraz kilka dni przerwy, po których znów jadę w trasy. Zawsze kiedy mam trochę wolnego, łapię oddech i przyglądam się wszystkiemu z boku. Uśmiecham się sama do siebie. Czuję taki przyjemny smak szczęścia. Ogromną satysfakcję. Poczucie spełnienia. Taką fantastyczną przynależność do miejsca w którym jestem, czasu i ludzi, z którymi mogę przebywać. 
Całe te pięć lat było dla mnie największym uniwersytetem życia. Teraz już wiem, że życiowe szczęście i spełnienie, to nie jest traf jak w totolotka, tylko droga z przeszkodami, którą trzeba pokonać samodzielnie. To kwestia wyznaczania sobie celów, mądrych wyborów. Pracy nad sobą, pokonywania własnych słabości. Umiejętności ryzykowania. Słuchania własnej intuicji i wielu szczerych rozmów przeprowadzanych samej ze sobą. I przede wszystkim – całkowitej lojalności w stosunku do własnych marzeń.

Jedna rada jaką dałabym sobie te kilka lat temu:
Robiąc swoje nie tracić ani minuty na martwienie się o przyszłość. Odrzucić wszelkie zamartwianie się, bo to właśnie ono nie pozwala w pełni cieszyć się każdym wykonywanym do przodu krokiem. Traktować siebie trochę jak małe, uczące się życia dziecko i przez to chwalić siebie za każdą najmniejszą nawet rzecz.

W życiu zawsze należy słuchać takiego wewnętrznego głosu, który najlepiej mówi, którą drogą trzeba iść. Ten głos zawsze ma racje, mimo że czasem wydaje się być irracjonalny. W naszym przypadku wybór Grecji na miejsce życia, wydawał się obiektywnie najgorszą z możliwych decyzją. Ale ponieważ ta decyzja była zgodna z nami, wszystko się udało! Gdybym wtedy tej intuicji nie posłuchała, teraz myślę, że byłabym nieszczęśliwa. Życia nie można się bać. Wielką umiejętnością jest nauczyć się z niego czerpać, żyć pełnią i się nim bawić.
____________
Drodzy! Mam nadzieję, że przyjmiecie ten cykl równie ciepło jak ja o nim myślę. Zaproszenie Doroty do opublikowania tej historii chodziło mi po głowie… ponad rok 😀 Potrzebowałam tylko tego momentu. 
Od dawna jestem czytelniczkę bloga Doroty, ale korzystając z idealnej okazji podrzucam link do firmy organizującej najlepsze wycieczki po Korfu .
Chciałam też napisać, że pomysł na reaktywację cyklu podsunęła mi nieświadomie Agnieszka, którą poznałam w Gdańsku. Jeszcze o tym nie wie, ale będzie następna 😉 Zależy mi na tym by to były także takie historie codziennych bohaterek, które odważnie chwytają życie za jaja (feministki mogą chwytać za coś innego jak wolą :))
Nie wiem jak Wy – ja dostałam po tej historii takiego kopa do działania, że z rozpędu pozałatwiałam kilka pilnych spraw z rana 🙂

Bądź na bieżąco! 

  INSTAGRAM ❤ FACEBOOK 
❤ FACEBOOK MONIKI 


Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

Uściski, Ania

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Previous
Jak wypromować bloga [od 0 do 200 tys UU]
A może by tak rzucić wszystko i zacząć od nowa?