Moje najlulubieńsze zdjęcie zrobione, gdy myślałam, że już po zdjęciach i się odwróciłam. Jak zawsze!

Miałam ostatnio potężny kryzys życiowy zupełnie bez powodu. Okoliczności nadal są takie same, nic się nie zmieniło, ale kryzys minął. I myślę, że to całkiem normalne, mamy różne etapy w życiu i czasem człowiek ma ochotę zwinąć się w kulkę i płakać, a czasem tańczyć. Wyjątkowo zmieniłam podejście i zamiast za wszelką cenę próbować wyjść z tego dołka, zaczęłam obserwować swoje potrzeby i za nimi podążać. Godzina leżenia i myślenia o niczym, zamiast wstania rano? Okej! Comfort food w środku nocy? Proszę bardzo. Trzy godziny w wannie i czytanie bardzo głupiej książki? Oczywiście.
Zamiast za wszelką cenę próbować poprawić swój humor, płakałam gdy miałam ochotę i wkurzałam się, gdy miałam taką potrzebę. I ojeny, czasami dobrze jest jednak poddać się fali i po prostu się na niej unieść.

Zdjęcie; @patabloguje 
#lavieparisienne #vieparisienne #frenchfashion #takemetoparis #lestyleàlafrançaise #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisianlifestyle #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #parisianblogger #frenchvibes #parismood #modeaparis  #parisianchic #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily #sukienka

Moje najlulubieńsze zdjęcie zrobione, gdy...

Te kropki przy mojej twarzy to komary.
Komary są najbardziej śmiercionośnymi zwierzętami na świecie. Zabijają więcej ludzi niż rekiny, tygrysy, czy jadowite węże. Roznoszą malarię, dengę i wirusa Zika. Drugim największym mordercą jest człowiek. Pomijając już fakt, że mordujemy w imię „Boga” „granic” „honoru” siebie nawzajem urządzając krwawe wojny, to jeszcze jesteśmy pasożytem eksploatującym ziemię ponad miarę.

Ludziom, którzy z oszczędności i dla widoków kupili domy na wsi, śmierdzi nagle rzepak i domagają się, aby rolnicy zaprzestali uprawy. Usuwamy budki lęgowe dla Jerzyków, chociaż krzywdy nikomu nie robią. A jakieś dzbany na Mokotowie wytruły staw, bo żaby im skrzeczały i „rechot był nie do zniesienia”. O tym, że sami osiedlili się koło stawu i to był ich wybór już nie pomyśleli.

Chciałabym, żeby takie piękne widoki wciąż istniały za 20, 50 i 100 lat. Ten mały pies trzęsie się z radości jak może wytarzać się w trawie. My też tacy byliśmy, ze spodniami wiecznie zielonymi od wtartej w nie przy upadku trawy🌱
Co się nam stało?

#lavieparisienne #vieparisienne #frenchfashion #howtobeparisian #takemetoparis #lestyleàlafrançaise #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisianlifestyle #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #parisianblogger #frenchvibes #parismood #modeaparis #myparisstyle #parisianchic #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily #sukienka #koszyk

Te kropki przy mojej twarzy...

Kiedyś miałam straszny ból tyłka o ludzi wychodzących na papierosa. Siedzenie długo w pomieszczeniu to dla mnie koszmar. Jak wychodzę z kina na powietrze, to czuję się jak ktoś, kto wyszedł z jaskini😅
O ile w gimnazjum i w liceum wychodziłam zawsze z palącymi znajomymi (sama nie palę) i praktycznie co przerwę byłam na powietrzu, o tyle później było z tym jakoś dziwniej.
W szkole to jedynie niektórzy nauczyciele brali mnie za palacza i patrzyli z pogardą.Ale jak uzasadnić wychodzenie gdy nie palisz?
Śmak, po prostu wychodziłam :D. A gdy ktoś mówił „ty palisz?” albo: „ale ty przecież nie palisz!” odpowiadałam „ale muszę się przewietrzyć”. I tyle! Nikt nie urwał mi głowy, nie krzyczał na mnie z powodu tych 5 minut co dwie godziny.

Zamiast pielęgnowania w sobie wkurzenia na innych, skupiłam się na sobie.
Wkurzało mnie za to poczucie, że pracując z ludźmi ktoś zawsze notuje skrzętnie w głowie jak często wychodzisz do toalety i unosi brew gdy odbierasz prywatny telefon. Nie czuję się dobrze w takiej atmosferze, jestem przerażona tym jak traktuje się pracowników w Polsce. Dlatego pracuję sobie jako freelancer na swoim.
Nigdy nie wyszło mi nic dobrego z tego pielęgnowania w głowie ukłucia „bo inni”.
I w ogóle to polecam książkę Helmuta Schoecka „Zawiść: źródło agresji, destrukcji i biedy”. Jest w niej masa socjologicznych ciekawostek i zrobiłam z niej całą masę notatek czytając za pierwszym razem. Bardzo otworzyła mi głowę!
#szczerze_pisząc #blogerka #czesc #lestyleàlafrançaise #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisianlifestyle #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #parisianblogger #frenchvibes #parismood #kropki #sukienka #polkadots

Kiedyś miałam straszny ból tyłka...

Każdy czasami potrzebuje zmian, ja potrzebowałam takiej. Czuję się lekko i świeżo!
#aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily  #blogerka #włosy #zmiana #fryzura #polkadots #sukienka #kropki #haircut

Każdy czasami potrzebuje zmian, ja...

Zmęczona. Tak się ostatnio czuję. Nawet nie fizycznie, to inny rodzaj zmęczenia. Zmęczenie mnogością decyzji do podjęcia i wyborów do dokonania. Zmęczenie ilością rzeczy, walczących każdego dnia o moją uwagę. 
Kiedyś nie rozumiałam ludzi latających na all inclusive, mówiących fryzjerowi „rób co chcesz” albo wybierających buty w pierwszym sklepie, bez porównania oferty w 10 innych. Dzisiaj rozumiem. 
Każdy czasami potrzebuje odpoczynku umysłowego.

#lavieparisienne #frenchfashion #howtobeparisian #takemetoparis #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #frenchvibes #parismood #modeaparis #myparisstyle #parisianchic #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #darlingdaily #szczerze_pisząc #discoverunder50k

Zmęczona. Tak się ostatnio czuję....

Szybciej, mocniej, więcej, bardziej. Postaraj się więcej, wstawaj wcześniej, kładź się później.
Nie wiem jak wy, ale ja nie kupuję tego bullshitu. Mam pracę, którą uwielbiam - copywriterka daje mi mnóstwo satysfakcji, lubię poprawiać wyniki i czuć, że moja praca pomaga komuś zwiększyć sprzedaż albo zredukować czas spędzany na odpowiadaniu na pytania klientów, bo zgrabnie naskrobałam wyczerpujący opis. Ale też potrzebuję przerwy. Nie powinniśmy żyć w świecie, w którym pracujących ludzi często nie stać na samodzielne wynajęcia  mieszkania,  albo jedna wizyta u dentysty wpędza ich w długi. Jeden pełny etat powinien zapewniać pieniądze na godne życie.

Pamiętam jak kiedyś chciałam podkręcić kartę graficzną, by pograć w grę.
Pograłam. Chwilę.
Karta się spaliła.

Uczę się pracować mniej. Poleżeć brzuchem do góry. Zabrać książkę do parku. Odpoczywać. 
____
#lavieparisienne #vieparisienne #frenchfashion #howtobeparisian #takemetoparis #lestyleàlafrançaise #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisianlifestyle #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #parisianblogger #frenchvibes #parismood #modeaparis #myparisstyle #parisianchic #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily

Szybciej, mocniej, więcej, bardziej. Postaraj...

Kiedyś nie lubiłam swoich nóg , bo są krzywe. najkrótsze sukienki jakie nosiłam były za kolano. No i głównie wybierałam spodnie.
To było głupie, wyrosłam z tego.
Ale wiele moich koleżanek wciąż jest na tym etapie. Nie założą latem szortów bo mają nogi: za blade, za chude, za grube, z cellulitem na który na pewno wszyscy będą patrzeć, z siniakami, pajączkami albo wuj wie co jeszcze. 
Kobietom zdarza się też odmówić spontanicznego wyjścia na basen czy nad jezioro, bo się nie wydepilowały.

Hmm, chodziłam ostatnio w krótkich sukienkach, chociaż nóg nie goliłam dwa tygodnie. Zazwyczaj co niedzielę sięgam po depilator, ale jakoś jedna mi wyleciała, a w kolejną jak miałam czas na ogarnianie siebie, to zrobiła się trzecia w nocy. Nie chciałam budzić sąsiadów bo depilator chodzi jak kosiarka.
Rok temu zrobiło mi się słabo i zaliczyłam glebę. Najpierw chodziłam z dwoma dorodnymi strupami na kolanach, potem z białymi śladami po nich. I też chodziłam w krótkich sukienkach, walić to. Może ze dwa razy jakiś Janusz skomentował, że chyba był awans w pracy, ale kto rządzi moim życiem, ja, czy strach przed spojrzeniami Januszy?😉 Nieważne jak wyglądają Twoje nogi, masz prawo chodzić w czym tylko chcesz. Czy masz 45 kg czy 145, czy nogi blade czy opalone, gładkie czy owłosione, paznokcie pomalowane czy nie. Nieważne, czy masz siniaki, pajączki, strupa, mnóstwo bąbli od komarów czy cellulit. To Twoje ciało.
Rób z nim co zechcesz! 🤗

#lavieparisienne #vieparisienne #frenchfashion #howtobeparisian #takemetoparis #lestyleàlafrançaise #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisianlifestyle #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #parisianblogger #frenchvibes #parismood #modeaparis #myparisstyle #parisianchic #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily #wbutachbrilu

Kiedyś nie lubiłam swoich nóg...

Kocham lato. Sporo rzeczy w nim mnie wkurza - komary i nagrzany beton, bo wycinka drzew pod nowy parking. Ale więcej zachwyca.
Zieleń. Polne kwiatki. Rumianek. Że kwitnie czarny bez, a syrop z bzu to najlepszy dodatek do lemoniady na świecie. Że rosną maki. I dmuchawce aż się proszą o zdmuchnięcie. Można nosić zwiewne sukienki. Najlepszy strój świata, majtki, sukienka, klapki i jesteś gotowa. Że można poczytać książkę w cieniu pod drzewem. Objadać się lodami i mówić, że to dla ochłody. Chodzić do kina plenerowego. Siedzieć nad Wisłą. Zajadać się mizerią. Albo truskawkami. 
Lada moment stanieje fasolka, i będę ją z lubością polewać bułką tartą na maśle. Przy obecnych cenach masła to będzie droższe niż kawałek schabu, ale to dla mnie smak lata. Tak samo jak kalafior.
Za co Ty kochasz lato? Tylko dobre rzeczy!
#lavieparisienne #vieparisienne #frenchfashion #howtobeparisian #takemetoparis #lestyleàlafrançaise #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisianlifestyle #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #parisianblogger #frenchvibes #parismood #modeaparis #myparisstyle #parisianchic  #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily

Kocham lato. Sporo rzeczy w...

Widzicie to białe pudełko na zdjęciu? Zrobiłam sobie w Tunezji małą symulację i nie spakowałam kosmetyków. Kupiłam je na lotnisku i wcale nie wydałam na to ogromnej kwoty - ja zapłaciłam taniej niż w sieciowych drogeriach. Dużo taniej za porządny zestaw - róż, maskara, pomada do brwi i rozświetlacz zapłaciłam 113 zł zamiast rynkowej ceny 310. Chodźcie na bloga zobaczyć jak to zrobiłam ;) Rozwiewam tam też  kilka mitów związanych z podróżowaniem, w które zadziwiająco często ludzie wierzą oraz mam dla Was super zniżkę - 20% na zakupy w @aelia_duty_free_polska - idealna okazja by kupić taniej swój ulubiony podkład albo perfumy.

#Tunezja #zakochaniwtunezji #discovertunisia #podróże #rabat #zakupy #kosmetyki #podróżemałeiduże #wakacje #sukienka #lato #girlsborntotravel #travelgirl 
Post we współpracy z @aelia_duty_free_polska 
Zdjęcie; @adriandmoch

Widzicie to białe pudełko na...

Kocham lato. Nazrywałam sobie kwiatków, kupiłam kilka przepysznych rzeczy. #szparagi i #pomidory (czekoladowe, moje ulubione!) skropione oliwą i przykre boczkiem pieką się właśnie w piekarniku. Z awokado zrobię przepyszne guacamole, które zjem z gruzińskim puri (na zdjęciu w papierowej torbie, do mojego woreczka na pieczywo się nie mieści). Jestem bardzo dumna z tych zakupów, bo dało się #bezplastiku i #zerowaste, chociaż kobiałka prawie mi się rozpadła w drodze ;). Ale jestem też przerażona kierunkiem, w którym zmierzamy. Ja miałam ogromny komfort, że mogłam czasowo pozwolić sobie na zakupy na bazarku. Że miałam też taki bazarek w rozsądnej odległości. Że nie byłam po pracy obładowana własnymi siatami, służbowym laptopem, na którym zabieram pracę do domu i torebką wypchaną pudełkiem w którym noszę lunch i butelką termiczną, więc miałam wolną rękę na kobiałkę. Że mam tyle przestrzeni w głowie, by dowiedzieć się trochę więcej o środowisku i działać, a nie zaprzątam myśli kalkulowaniem z którym rachunkiem bezpieczniej się spóźnić - czy lepiej mieć zaległości za prąd czy za telefon, bo akurat musiałam wydać pilnie na dentystę a nie miałam poduszki finansowej.
Ale i tak zaraz przyjdzie tu ktoś, kto nie pozwoli mi stawiać swoich małych kroczków i palcem wytknie 3 plastry boczku na szparagach albo zakup awokado, bo do jego produkcji zużywa się dużo wody.
Myślę, że z excela jasno wychodzi, że światu bardziej przyda się 100 osób ograniczających złe nawyki o 50%, niż 3 będące w 95% eko, ale osłabiające morale innych gdy tylko wdrożą jakąś mąłą zmianę.
#zakupy #eko #próbuję #szczerze_pisząc #aniamaluje #vintage #jedzenie #czystamicha

Kocham lato. Nazrywałam sobie kwiatków,...

A może by tak rzucić wszystko i zacząć od nowa?

autor Posted on 15 wizyt
Pamiętacie cykl z historiami motywacyjnymi? Od dawna chodziła mi po głowie reaktywacja, bo czasami ja sama też potrzebuję takiego małego kopniaka na odwagę. Bardzo pozytywne zmiany w moim życiu przyniosła wymiana znajomych na bardziej otwartych, odważnych, mniej narzekających. Podobnie robię w innych sferach – staram się otaczać przedmiotami i aktywnościami które działają na mnie stymulująco. Wystarczy że pracuję z dziećmi w trudnych sytuacjach – to dawka cierpienia którą jestem w stanie przetrawić. Dzieci to dzieci, a dorośli są dorośli i mogą sobie sami poradzić. Tym bardziej z ogromną przyjemnością poprosiłam Dorotę o to, by podzieliła się swoją historią. Tym jak to jest zacząć od zera ryzykując wszystko… Zapraszam!

Zamiast wierzyć w kryzys, trzeba uwierzyć w siebie!

Dorota Kamińska

Pewnego ranka obudziłam się z myślą, że powinniśmy spróbować zamieszkać w Grecji. Ta decyzja była dla mnie równie oczywista, jak to że chwilę po wstaniu pójdę umyć zęby. To było coś w rodzaju bardzo silnej intuicji, której po prostu nie można było się przeciwstawić. Kilka dni później kupiliśmy dwa bilety w jedną stronę z Warszawy do Aten. I mniej więcej w tym samym czasie ogłoszono w Grecji kryzys. Od tego momentu minęło już pięć lat. W to co się w tym czasie działo, czasem aż nie chce mi się wierzyć.

Ja i Jani poznaliśmy się kiedy wyjechałam do Grecji na Erazmusa. Po roku studiowania na Lesbos, dwa lata przetrwaliśmy w związku na odległość. Później trochę mieszkaliśmy w Polsce. Dziś, kiedy ktoś się mnie pyta, czy przeprowadziłam się do Grecji, dlatego że mój mąż jest Grekiem, lekko się uśmiecham. Tak naprawdę to nie miało aż takiego znaczenia. To ja sama wybrałam miejsce gdzie będę mieszkać. Kto wie… A może to te miejsce wybrało mnie…

Kiedy okazało się, że wylatujemy naprawdę, wszyscy chwytali się za głowy. W mediach było wtedy zatrzęsienie o fatalnym stanie Grecji. O tym, że kraj pogrążony jest w depresji. Że Grecja chwila moment, wyjdzie z Unii, a później najpewniej zbankrutuje. Za każdym razem, kiedy to wszystko słyszałam ściszałam radio, zmieniałam kanał w telewizji, stronę w necie. A pakując walizkę, niemalże jak młotkiem, wbijałam sobie do głowy, że cokolwiek by się nie działo, nam i tak się uda!
Pierwszy rok był dla mnie psychicznie najcięższy. To co się działo, przypominało chodzenie w ciemnym tunelu i szukanie choć śladu światła, jakiegoś punktu zaczepienia. To był okres jednej wielkiej niepeweności, co tak naprawdę będzie. I na dodatek te ciągłe wiadomości o kryzysie i fatalnej sytuacji, które mimo odpierania i tak wracały jak boomerang. 
Wyjechaliśmy do Grecji mając oszczędności na pierwsze pół roku. Zamieszkaliśmy wtedy u moich obecnych teściów. Pomysł, żeby zacząć pisać bloga podsunęła mi moja starsza siostra. „Hmmm… Blogowanie jest teraz takie na czasie… I w sumie to by było całkiem interesujące, jakbyś zaczęła pisać jak to się zaczyna życie od zupełnego zera i jak wygląda codzienność w typowej greckiej rodzinie”. Ten pomysł był moim pierwszym punktem zaczepienia.
Pierwszego dnia, chwilę po wylądowaniu w Grecji, zamiast rozpakowywać walizki, napisałam pierwszy post, o tym co się dzieje. W nocy, zaczęłam myśleć jakby nazwać mojego bloga. Pierwsze co wpadło mi do głowy, to „sałatka po grecku”, czyli rzecz która najbardziej kojarzyła mi się z Grecją. Chwilę później wpadłam na to, że taka grecka sałatka jest idealnym symbolem greckiej rodziny. I tak też przyszło kolejne skojarzenie, by wszystkich bohaterów, którzy w blogu występują, ochrzcić nazwami warzyw, z których składa się typowa grecka sałatka. Do dzisiejszego dnia w mojej blogowej opowieści, moja teściowa nazywa się Feta, mój teść jest Pomidorem, a moja szwagierka Olivką. Tak już wyszło samo, że wielu czytelników, zwraca się do mnie „Sałatko”.
Blogowałam intensywnie przez całe trzy lata. Dopieszczałam każdy post. Dobierałam idealne zdjęcia. Zaczęłam pracować nad literówkami, ortografią i stylem. Po parę godzin, dzień w dzień – codziennie. Mimo, że nikt mi za to nie płacił i nikt też nie obiecał, że coś z tego wyjdzie, że coś się z tego zwróci. Ale pomyślałam sobie, że jeśli w coś wkładam całe moje serce i całą moją energię, to w pewnym momencie, ta sama energia do mnie wróci.
Po sześciu miesiącach mieszkania w domu rodziców Janiego, ostatecznie stopniały nasze oszczędności. Dokładnie w tym momencie Jani dostał pracę i mogliśmy przeprowadzić się na swoje. Kiedy wiedziałam już, że na dłużej zarzucamy kotwicę, zaczęłam bardzo intensywnie szukać pracy. Jednak właściwie każda próba była powodem do frustracji. W większości nikt nawet nie odpowiadał na moje maile. A kiedy pytałam osobiście, po drugiej stronie odpowiadała konsternacja i wielkie ździwienie. Był to najcięższy dla mnie czas w całym tym początkowym okresie. Tak jakbym dostawała od życia cios za ciosem. W małej wioseczce, gdzie Jani dostał pracę, panowała jedna wielka stagnacja i marazm. W wielkiej fabryce aluminum pracę dostawali jedynie mężczyźni. A życiorys kobiet w każdym przypadku był ten sam. Najpierw ciąża. Wychowanie dzieci. Następnie dbanie o rodzinę i dom. I tak aż do emerytury męża, czyli jakieś najbliższe trzydzieści lat. Kiedy patrzyłam na to co się dzieje, przechodziła mnie ciarka. Choć wydawało mi się to wtedy już nieco surrealistyczne, mimo wszystko, z uporem maniaka, powtarzałam: cholera jasna… ale mnie i tak się uda! 
Pomimo, że nikt ode mnie tego nie wymagał, nie było też większego powodu, codziennie wstawałam rano. Szłam pływać albo pobiegać. Później wkładałam swoje najlepsze ubrania. Rozpisywałam dokładny plan dnia i tego co mam zrobić. Wykonywałam staranny makijaż i ładnie czesałam włosy. Brałam samochód i wyjeżdżałam do pobliskiego miasta, żeby pracować w jakiejś fajnej kawiarence. Pisanie bloga, pierwszych tekstów do gazet. Uczenie się języka. I tak codziennie. Pewnego dnia po przeczytaniu kolejnego maila, że nie szukają nikogo do pracy, dostałam dobrą wiadomość.
Jeden z moich czytelników prowadził firmę z wycieczkami na Zakinthos. Firma bardzo się rozrosła i szukano pierwszej osoby do pracy w roli pilota. Nie zastanawiałam się ani minuty. Spakowałam walizkę i już na początku czerwca pracowałam jako pilot wycieczek. I już wtedy wiedziałam, że ten najtrudniejszy okres w Grecji mam już za sobą. Że wygrzebałam się z dołka i zaczynam wspinać się na górę. A dzięki temu że dostałam od życia po nosie i mimo tego przetrwałam, stałam się silnym człowiekiem. Dzięki temu wiem jak radzić sobie z trudnościami, wyjść z kryzysu cało i jak zapanować nad własnymi emocjami. 
Praca pilota spodobała mi się od samego początku. Pracując, jednocześnie poznwałam Grecje. Nowe miejsca, nowych ludzi, język. Uczyłam się pracy, radzenia sobie w trudnych sytuacjach. Po przepracowanym sezonie, stwierdziłam że to już jest ten moment, kiedy mogę iść w swoją stronę. W głowie miałam już sto pomysłów na siebie. Pomimo tego, że moja droga z załogą na Zakinthos już się rozeszła, zawdzięczam im wiele. Ta prześliczna wyspa i wszystko co się tam stało, był to szalenie ważny przystanek w drodze, na której teraz jestem.
Kiedy cztery lata temu zaczęłam myśleć, gdzie otworzyć własną firmę z wycieczkami dla polskich turystów, od razu do głowy przyszła mi Korfu, choć tak naprawdę nigdy na tej wyspie nie byłam. Przez trzy kolejne miesiące sprawdzałam wszystkie inne wyspy, pod każdym możliwym względem. Po trzech miesiącach poszukiwań, okazało się, że Korfu to strzał w dziesiątke. Po raz kolejny intuicja podała na tacy najlepsze rozwiązanie.
Zimą opracowałam trasę. Jani sam nauczył się zakładania stron internetowych, po to by zbudować naszą. Nasze oszczędności nie były w tym czasie wielkie, więc kiedy na początku lata Jani odwiózł mnie na Korfu, ponownie zaczynałam właściwie od zera. W moim portfelu było kilka banknotów, które pozwalały skromnie przetrwać przez najbliższe dwa tygodnie. W pionie trzymała mnie nadzieja, że za chwilę zadzwoni telefon, że ktoś napisze maila. To był taki drugi moment, kiedy postawiłam wszystko na jedną kartę, ponownie nie mając żadnej gwarancji, że coś z tego wyjdzie. 
Sam początek był potwornie ciężki. Stres przepłaciłam częściowo zdrowiem. Moją reakcją na stres było to, że nie mogłam jeść. Więc z tygodnia na tydzień, traciłam wagę. Całą energię skierowałam wtedy na pracę. Łapałam każdą możliwość, by tylko być w trasie. Czasem po kilkanaście godzin pracowałam zupełnie za darmo, by tylko coś się ruszyło. Niestety, ale w pierwszym okresie rozkręcania własnej firmy, hasło: „work – life – balance” można sobie schować do kieszeni.
Pierwszy rok był bardzo ciężki, ale zakończył się sukcesem. Mieliśmy już swoich turystów. Jako firma stawaliśmy się rozpoznawalni. Na Korfu na samym początku nie znałam zupełnie nikogo, ale stopniowo zaczęłam poznwać dobrych ludzi, którzy bardzo mi pomogli. 
Kiedy skończył się pierwszy sezon, pomyślałam że kupię sobie śliczną kurtkę i super buty na zimę, a całą resztę pieniędzy przeznaczę na reklamę firmy. Ta kurtka i buty, które w tym okresie były dla mnie horendalnie drogie, były symbolem jakości do której dążę, w każdej sferze życia. Tak jak sobie założyłam, pozostałą część pieniędzy przeznaczyłam na inwestycje. Pamiętam, że Jani mówił mi, że to czyste szaleństwo, że po tak ciężkim roku, prawie wszystko znów ładuje w firmę i nie zostawiam sobie prawie nic. Może i tak, ale czasem to właśnie w szaleństwie jest metoda.
Drugi sezon na Korfu był jak wybuch wulkanu. Nie nadążałam z odpisywaniem na maile i odbieraniem telefonu. Telefon właściwie nie przestawał dzwonić. Ludzie, z którymi na Korfu współpracujemy nie mogli uwierzyć, że na naszych trasach jest aż tylu turystów. Już w drugim sezonie jeździliśmy systematycznie pełnymi grupami. Pewnie dla osób stojących z boku wydawać się mogło, że idzie nam tak dobrze, bo to widocznie łatwy interes. Ale tylko ja i najbliższe mi osoby, wiedzą ile energii nas to kosztowało. 
Wszystkie nasze wycieczki po Korfu prowadzone są małymi grupami. Każdy z trzech programów opracowałam sama. Naszą wielką dumą jest to, że do wielu z miejsc jeździmy jako jedyna zorganizowana grupa na całej Korfu. Na naszych wycieczkach panuje rodzinna, kameralna atmosfera. Jesteśmy również jedyną firmą na całej wyspie, która na naszą główną trasę, jest w stanie zabrać osoby na wózkach inwalidzkich, które podczas całej wycieczki są prawie całkowicie samodzielne. Pieniądze są ważne, ale nie najważniejsze. Fakt, że prowadząc firmę mogę ludziom i samej Korfu dać coś od siebie, stawiam na miejscu pierwszym. Ja po prostu kocham to miejsce. To, że mogę tu być kosztowało mnie wiele. Ale jest to jednocześnie jedna z najpiękniejszych rzeczy, która mi się w życiu przydarzyła.
Powoli zbliżamy się do środka sezonu trzeciego, który znów jest dużo lepszy od poprzedniego. Mam teraz kilka dni przerwy, po których znów jadę w trasy. Zawsze kiedy mam trochę wolnego, łapię oddech i przyglądam się wszystkiemu z boku. Uśmiecham się sama do siebie. Czuję taki przyjemny smak szczęścia. Ogromną satysfakcję. Poczucie spełnienia. Taką fantastyczną przynależność do miejsca w którym jestem, czasu i ludzi, z którymi mogę przebywać. 
Całe te pięć lat było dla mnie największym uniwersytetem życia. Teraz już wiem, że życiowe szczęście i spełnienie, to nie jest traf jak w totolotka, tylko droga z przeszkodami, którą trzeba pokonać samodzielnie. To kwestia wyznaczania sobie celów, mądrych wyborów. Pracy nad sobą, pokonywania własnych słabości. Umiejętności ryzykowania. Słuchania własnej intuicji i wielu szczerych rozmów przeprowadzanych samej ze sobą. I przede wszystkim – całkowitej lojalności w stosunku do własnych marzeń.

Jedna rada jaką dałabym sobie te kilka lat temu:
Robiąc swoje nie tracić ani minuty na martwienie się o przyszłość. Odrzucić wszelkie zamartwianie się, bo to właśnie ono nie pozwala w pełni cieszyć się każdym wykonywanym do przodu krokiem. Traktować siebie trochę jak małe, uczące się życia dziecko i przez to chwalić siebie za każdą najmniejszą nawet rzecz.

W życiu zawsze należy słuchać takiego wewnętrznego głosu, który najlepiej mówi, którą drogą trzeba iść. Ten głos zawsze ma racje, mimo że czasem wydaje się być irracjonalny. W naszym przypadku wybór Grecji na miejsce życia, wydawał się obiektywnie najgorszą z możliwych decyzją. Ale ponieważ ta decyzja była zgodna z nami, wszystko się udało! Gdybym wtedy tej intuicji nie posłuchała, teraz myślę, że byłabym nieszczęśliwa. Życia nie można się bać. Wielką umiejętnością jest nauczyć się z niego czerpać, żyć pełnią i się nim bawić.
____________
Drodzy! Mam nadzieję, że przyjmiecie ten cykl równie ciepło jak ja o nim myślę. Zaproszenie Doroty do opublikowania tej historii chodziło mi po głowie… ponad rok 😀 Potrzebowałam tylko tego momentu. 
Od dawna jestem czytelniczkę bloga Doroty, ale korzystając z idealnej okazji podrzucam link do firmy organizującej najlepsze wycieczki po Korfu .
Chciałam też napisać, że pomysł na reaktywację cyklu podsunęła mi nieświadomie Agnieszka, którą poznałam w Gdańsku. Jeszcze o tym nie wie, ale będzie następna 😉 Zależy mi na tym by to były także takie historie codziennych bohaterek, które odważnie chwytają życie za jaja (feministki mogą chwytać za coś innego jak wolą :))
Nie wiem jak Wy – ja dostałam po tej historii takiego kopa do działania, że z rozpędu pozałatwiałam kilka pilnych spraw z rana 🙂

Bądź na bieżąco! 

  INSTAGRAM ❤ FACEBOOK 
❤ FACEBOOK MONIKI 


Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

Uściski, Ania

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Previous
Jak wypromować bloga [od 0 do 200 tys UU]
A może by tak rzucić wszystko i zacząć od nowa?