Jedno z moich ulubionych zdjęć, zerkam na nie gdy zapomnę się z treningami (ostatnio się zapomniałam). Ale myślę też o tym jak tanie wakacje na Korfu wtedy upolowałam i jak koszmarnie drogo (proporcjonalnie do zarobków) jest w Polsce. Polska jest piękna, sama w końcu na weekend ruszam za miasto i ogromnie doceniam naszą naturę, ale nie mogę się doczekać aż zjem pizzę we Włoszech (kosztuje tyle, co w Warszawie), albo popiję winem chinkali z serem w Gruzji. 
Jesteśmy koszmarnie drogim do życia krajem, to jest nienormalne aby kawa w kawiarni kosztowała godzinę pracy przeciętnego człowieka.
Kocham Polskę jeśli chodzi o naturę, kuchnię, niektóre zwyczaje, ale światopoglądowo czuję się bardziej obywatelką świata niż patriotką. „Rosjanin był, który – nie jego to wina –
Za brata uważał pewnego Gruzina.
Czas drużby był krótki,
Bo ów nie pił wódki,
Rosjanin nie pijał zaś wina.

Napisał na niego gdzie trzeba więc donos
I łzę nad przyjaźnią utoczył wzmocnioną.
W obozie zaś Gruzin
Odsiedział lat tuzin,
Lecz przecież go w końcu zwolniono!

Narody, narody! Po diabła narody
Stojące na drodze do szczęścia i zgody?
Historia nam daje dobitne dowody:
Pragniecie pokoju? – Usuńcie przeszkody –
Narody, narody, narody!” #aniamaluje #szczerze_pisząc #wakacje #korfu #lato #tęsknota #maxi #sukienka #travelgirl #podróżemałeiduże

Jedno z moich ulubionych zdjęć,...

Gdy chciałaś loki a wyglądasz jak baran😅
Uczę się nie mieć wysokich oczekiwań odnośnie miejsc, ludzi, sytuacji i po prostu dać się miło zaskoczyć, ale końcówka sagi „Malowany człowiek” mnie jednak rozczarowała. Autor budował napięcie i skomplikowany świat po to, aby ostateczne starcie było takie meh? Tak nie wolno🙈

Jest taki cudowny cytat Junga, że but pasujący na jedną stopę będzie uwierał inną. I ja go bardzo lubię, bo ilekroć pytam was o jakieś polecenia zawsze trafi się głos „koniecznie XYZ, tu cudo!” I „nie wiem co zadziała, ale byle nie XYZ, W ogóle się nie sprawdziło, straciłam tylko kasę”.
Lubię o tym pamiętać za każdym razem, gdy komuś nie spodoba się coś, co zrobiłam. 
Daj mi znać w komentarzu o swoim najnowszym odkryciu, jakiejś perełce z dowolnej kategorii. Chciałabym powrócić do cyklu „ulubieńcy” (halo, czy to rok 2015?!) i nie wiem czy jest sens. Co fajnego ostatnio odkryłeś?

#monstera #aniamaluje #szczerze_pisząc #crazyplantlady #czerwonasukienka #zlumpeksu #zdrugiejszafy #włosy

Gdy chciałaś loki a wyglądasz...

Słuchałam ostatnio podcastu @lelcia (świetna dziewczyna!) o tym, jak zmieniało się jej podejście do treningów. A potem zerknęłam w swój stary tekst z aktualizacją włosową i ucieszyła mnie jedna rzecz - nigdy nie miałam takiego podejścia do swojego ciała jakbym była arkuszem w excelu, że tu centymetr miesięcznie a założony cel to było 1,5 i co teraz.
Boziu🙈 miałam taki szał tylko z mierzeniem przyrostu włosów i z perspektywy czasu uważam to za dość toksyczne. 
Jasne, uwielbiam widzieć postępy, to jest super! Ale nie chcę być skupiona tylko na wynikach, jakby cała ta droga nie miała żadnego sensu. To ona mnie kręci najbardziej! To, że mogę zrobić głębszy skłon, wyżej podnieść nogę, albo przebyć dłuższy dystans i nie sapać to dla mnie fajniejszy efekt niż to, co pokazuje waga. Na litość, ja nawet nie mam wagi!
Kiedyś miesiąc do miesiąca porównywałam wyniki odsłon bloga, zarobki i to ile znaków nastukałam jako copywriterka. Jakże wyzwalający był ten moment, gdy odinstalowałam Google analytics i porzuciłam napinkę! Mam takie poczucie, że najfajniejszych rzeczy w życiu nie da się zmierzyć liczbami. Żadna tabelka nie ma rubryki oddającej moją radochę gdy przeczytam wiadomość, że ktoś pod wpływem mojego bloga rozstał się z toksycznym partnerem albo odważył się zmienić pracę na taką super, ale zawsze teoretycznie poza zasięgiem. Bądźcie dla siebie proszę łagodni i wyrozumiali, nie jesteście bezduszną korporacją gdzie liczy się tylko wynik i realizacja planu kwartalnego😘
#monstera #crazyplantlady #rośliny #trening #wdomu #poćwiczone #aniamaluje #szczerze_pisząc #motywacja

Słuchałam ostatnio podcastu @lelcia (świetna...

Czy masz problem z zapłaceniem uczciwej ceny za jakiś produkt? Często słyszę jako argument za kupowaniem podróbki albo piraceniem, „ale mnie nie stać”.
Pomyślmy odwrotnie - ale za swoją pracę to już chcesz być wynagradzany uczciwie?🤔🙈
Pamiętam jak na studiach zostawało mi 300 zł po zapewnieniu sobie minimum egzystencji. Nie było łatwo, ale nie miałam problemu aby kupować legalnie książki, szybko zainwestowałam w abonament w @czytamzlegimi (nadal jestem psychofanką a to nie jest sponsorowane).
Wiesz dlaczego? Bo sama chcę być uczciwie wynagradzana za swoją pracę. @troyann który ogarnia moje maile nigdy nie dostał przelewu ode mnie po czasie, a najczęściej dostaje przed. Dlaczego? Bo nie cierpię gdy ktoś płaci mi po czasie!

Głęboko wierzę w zasadę „traktuj innych tak, jak chcesz być traktowany”. Nie lubię mieć konfliktu wartości.
W tym tygodniu kupiłam kurs robienia landing page, który wygeneruje konwersje (nie mogę go polecić, wszystko wiedziałam🤭) i @thecolorbundle (kilkaset presetów). Napisz mi w komentarzu w co ostatnio zainwestowałeś dla swojego rozwoju!
 Kurs? Książka? Webinar? Daj znać 🙌🏻
#Saigon #Vietnam #podróże #podróżemałeiduże #wakacje #aniamaluje #szczerze_pisząc #motywacja #rozwój #kropki #colorbundlegiveaway

Czy masz problem z zapłaceniem...

Może dawno nikt ci tego nie mówił, ale życie to nie konkurs na bycie NAJ⭐️
Jednych napawa dumą, że mają wysprzątane na błysk, inni ściągają pranie z suszarki dopiero, gdy trzeba powiesić kolejne, albo płacą sprzątaczce. To nie tak, że jedna strona jest leniwa a druga „bez ambicji” bo jesteśmy różni, mamy inne priorytety, style życia, oba są tak samo ok!
👉🏻Ktoś lubi gotować, ktoś inny woli dietę pudełkową - i super! 👉🏻Ktoś robi sam remonty, ktoś płaci fachowcom. 👉🏻Ktoś ma warzywa z ogródka, ktoś z marketu.
Możemy mieć różne wizje swojego życia i nie ma żadnego sensu aby się porównywać!
O mojej wartości nie stanowi to, czy ugotuję dwudaniowy obiad z deserem, czy zjem pierogi z paczki - bywa i tak i tak. 
Ani to, czy zrobiłam w tym tygodniu 5 treningów, czy 2. 
Nie musisz się z nikim ścigać☺️
Ale nie musisz też budować swojego poczucia wartości na umniejszaniu innym, bo nie żyją tak jak ty.
Tak, ja też czasami myślę w duchu „ja bym tak nie mogła!” ale nie mówię tego na głos, bo inna widać mogła i ma się z tym dobrze✌🏻
Ważne, żeby mi z moimi wyborami też było dobrze😊 Nie zapominajmy o tym!
#aniamaluje #niezapominajka #szczerze_pisząc #darlingdaily #postitfortheaesthetics #forgetmenot #aestheticlypleasing #kwiaty #maj

Może dawno nikt ci tego...

TikTok made me do it! Zabrałam lustro na spacer i zrobiłam sobie selfie. Tym razem pretekstem nie była nowa fryzura ani sukienka, a nowe ubranko mojego telefonu. Z mocowanym na silny magnes ringiem, który mogę przesuwać gdy mam taką potrzebę (albo zamocować na stałe jeśli wolę). Czad! W ciągu ostatniego roku zepsułam 6 ringów (po czasie puszczał klej) więc jestem ciekawa jak się sprawdzi ten magnetyczny. Wszystko leci mi z rąk, więc ten pierścień ratuje mi zazwyczaj telefon🙈
Z kodem aniamaluje15 macie  15% rabatu na akcesoria @idealofsweden - ja mam case, ring i bezprzewodową ładowarkę, wszystko w tym samym wzorze ✨ Obecnie pojawiła się wiosenna kolekcja oraz firma ruszyła z rabatami 25-70%, które łączą się z moim kodem ;-)
Post we współpracy z marką @idealofsweden 
#tiktokmirrorchallenge #mirrorselfie #mirrorchallenge #portret #aniamaluje #wiosna #maj #maj2020

TikTok made me do it!...

Najbardziej cieszy mnie to, że jestem tak samo szczęśliwa z bukietem majowego bzu w Polsce, co w dalekiej podróży. Tylko w Azji mi się dużo lepiej oddycha! Dostałam na jesień zaproszenie na ślub w Tajlandii, więc z całego serca liczę, że to się uda i będzie dobrze. W zeszłym roku miałam o tej porze tak straszny kryzys, że tylko podróże mnie ratowały. Miło odkryć, że znów dobrze mi ze sobą nawet wtedy, gdy muszę siedzieć na 🍑.
#aniamaluje #podróże #podróżemałeiduże #vietnam #wietnam #most #goldenbridge

Najbardziej cieszy mnie to, że...

WDŻ. Nauczycielka puszcza w obieg szklankę i każe uczniom ją pobrudzić palcami. Gdy🥛 zrobi kółko, stawia ją przed chłopcem i dokłada obok drugą. I pyta -  z której szklanki chcesz się napić, upalcowanej przez wszystkich, czy czystej? 
Szklanka w tym przykładzie jest kobietą, a picie seksem.
Czasami szklanką jest jabłko.
Ci sami ludzie, dla których kobiety są jak szklanki mówią, że kobiety się uprzedmiatawiają nosząc krótkie sukienki i są same winne gwałtom. 
To tylko dwie z największych bzdur, jakie można usłyszeć na lekcji WDŻ od nauczyciela. Więcej na moim kanale w filmie, który nagrałam w lutym z @kasia_coztymseksem 
To skandal, że mamy w szkołach wychowanie do życia w rodzinie zamiast edukacji seksualnej. To skandal, że dzieciaki uczą się tam czasami takich głupot, że głowa mała. Zapraszam na kanał Aniamaluje po więcej, link wrzucam w stories! #aniamaluje #edukacjaseksualna #wdż #szkoła #wrocław

WDŻ. Nauczycielka puszcza w obieg...

Pracuję przed komputerem, relaksuję się znowu patrząc w ekran - oglądam film albo czytam książkę na czytniku. Moje oczy nie mają ze mną łatwo!
⠀
Przyznam, że przez chwilę szukałam pomysłu na subtelne ulokowanie produktu, ale hej - ja się nie wstydzę tej współpracy! Nawilżające krople do oczu Hyabak (wiedzieliście, że HY to od hialuronianu sodu a ABAK to technologia pozwalająca kroplom zachować sterylność bez konserwantów?), to bardzo dobre krople, które przynoszą ulgę moim oczom. Szczerze, krótko i na temat - przestałam od Was dostawać troskliwe wiadomości "Ania, proszę, wyśpij się", nie pokazuję się z czerwonymi oczkami, nie mam uczucia piasku pod powiekami ani potrzeby tarcia ich co chwilę.
⠀
Jeśli czujesz zmęczenie oczu - polecam wypróbować. Moje są bardzo wrażliwe, a współpraca zmotywowała mnie do regularnego stosowania Hyabaku i szybko poczułam ulgę. Czemu nie wpadłam na to sama z siebie? Nie wiem, szczerze to pewnie trochę ze strachu przed zakraplaniem czegoś do oczu, ale ten okazał się irracjonalny, bo te krople nie przyniosły mi żadnego cierpienia, tylko dużo ulgi :)
⠀
#hyabak #nieprzeoczyszniczego #nawilzajacekrople  #ulgadlaoka  #bezkonserwantow #aniamaluje
Post we współpracy z marką HYABAK

Pracuję przed komputerem, relaksuję się...

Myślałam, że ten czas będzie wyglądał leniwie. Że będzie sporo relaksu i odpoczynku, tymczasem nie wiem w co ręce włożyć!
⠀
Pomysłów mam sporo, rozsadza mnie energia, nie umiem wybrać co jest mniej a co bardziej ważne, przez co robię wszystko. I want it all and I want it now!
⠀
Kocham ten moment; gdy jestem tak naładowana energią, ale znam już siebie 28 lat i wiem, że za ten skok przyjdzie za zapłacić. Że nadejdzie moment, kiedy nie uda mi się zrobić nic kreatywnego a gdy będę chciała napisać tekst na bloga, będę godzinę gapić się w ekran by napisać jedno zdanie i zamknąć klapę laptopa z uczuciem rozczarowania.
⠀
Najbardziej jestem dumna, że to od dawna już nie jest rozczarowanie sobą samą. Zaczęłam akceptować, że tak jak jest dzień i noc, biel i czerń, tak są momenty gdy czujemy się panami świata oraz takie, gdy nic nie wychodzi.
⠀
May the 4th be with you!
⠀
#aniamaluje
#lavieparisienne #frenchfashion #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #lookdujour #parisianlifestyle #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #frenchvibes #parismood #modeaparis  #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily

Myślałam, że ten czas będzie...

A może by tak rzucić wszystko i zacząć od nowa?

Pamiętacie cykl z historiami motywacyjnymi? Od dawna chodziła mi po głowie reaktywacja, bo czasami ja sama też potrzebuję takiego małego kopniaka na odwagę. Bardzo pozytywne zmiany w moim życiu przyniosła wymiana znajomych na bardziej otwartych, odważnych, mniej narzekających. Podobnie robię w innych sferach – staram się otaczać przedmiotami i aktywnościami które działają na mnie stymulująco. Wystarczy że pracuję z dziećmi w trudnych sytuacjach – to dawka cierpienia którą jestem w stanie przetrawić. Dzieci to dzieci, a dorośli są dorośli i mogą sobie sami poradzić. Tym bardziej z ogromną przyjemnością poprosiłam Dorotę o to, by podzieliła się swoją historią. Tym jak to jest zacząć od zera ryzykując wszystko… Zapraszam!

Zamiast wierzyć w kryzys, trzeba uwierzyć w siebie!

Dorota Kamińska

Pewnego ranka obudziłam się z myślą, że powinniśmy spróbować zamieszkać w Grecji. Ta decyzja była dla mnie równie oczywista, jak to że chwilę po wstaniu pójdę umyć zęby. To było coś w rodzaju bardzo silnej intuicji, której po prostu nie można było się przeciwstawić. Kilka dni później kupiliśmy dwa bilety w jedną stronę z Warszawy do Aten. I mniej więcej w tym samym czasie ogłoszono w Grecji kryzys. Od tego momentu minęło już pięć lat. W to co się w tym czasie działo, czasem aż nie chce mi się wierzyć.

Ja i Jani poznaliśmy się kiedy wyjechałam do Grecji na Erazmusa. Po roku studiowania na Lesbos, dwa lata przetrwaliśmy w związku na odległość. Później trochę mieszkaliśmy w Polsce. Dziś, kiedy ktoś się mnie pyta, czy przeprowadziłam się do Grecji, dlatego że mój mąż jest Grekiem, lekko się uśmiecham. Tak naprawdę to nie miało aż takiego znaczenia. To ja sama wybrałam miejsce gdzie będę mieszkać. Kto wie… A może to te miejsce wybrało mnie…

Kiedy okazało się, że wylatujemy naprawdę, wszyscy chwytali się za głowy. W mediach było wtedy zatrzęsienie o fatalnym stanie Grecji. O tym, że kraj pogrążony jest w depresji. Że Grecja chwila moment, wyjdzie z Unii, a później najpewniej zbankrutuje. Za każdym razem, kiedy to wszystko słyszałam ściszałam radio, zmieniałam kanał w telewizji, stronę w necie. A pakując walizkę, niemalże jak młotkiem, wbijałam sobie do głowy, że cokolwiek by się nie działo, nam i tak się uda!
Pierwszy rok był dla mnie psychicznie najcięższy. To co się działo, przypominało chodzenie w ciemnym tunelu i szukanie choć śladu światła, jakiegoś punktu zaczepienia. To był okres jednej wielkiej niepeweności, co tak naprawdę będzie. I na dodatek te ciągłe wiadomości o kryzysie i fatalnej sytuacji, które mimo odpierania i tak wracały jak boomerang. 
Wyjechaliśmy do Grecji mając oszczędności na pierwsze pół roku. Zamieszkaliśmy wtedy u moich obecnych teściów. Pomysł, żeby zacząć pisać bloga podsunęła mi moja starsza siostra. „Hmmm… Blogowanie jest teraz takie na czasie… I w sumie to by było całkiem interesujące, jakbyś zaczęła pisać jak to się zaczyna życie od zupełnego zera i jak wygląda codzienność w typowej greckiej rodzinie”. Ten pomysł był moim pierwszym punktem zaczepienia.
Pierwszego dnia, chwilę po wylądowaniu w Grecji, zamiast rozpakowywać walizki, napisałam pierwszy post, o tym co się dzieje. W nocy, zaczęłam myśleć jakby nazwać mojego bloga. Pierwsze co wpadło mi do głowy, to „sałatka po grecku”, czyli rzecz która najbardziej kojarzyła mi się z Grecją. Chwilę później wpadłam na to, że taka grecka sałatka jest idealnym symbolem greckiej rodziny. I tak też przyszło kolejne skojarzenie, by wszystkich bohaterów, którzy w blogu występują, ochrzcić nazwami warzyw, z których składa się typowa grecka sałatka. Do dzisiejszego dnia w mojej blogowej opowieści, moja teściowa nazywa się Feta, mój teść jest Pomidorem, a moja szwagierka Olivką. Tak już wyszło samo, że wielu czytelników, zwraca się do mnie „Sałatko”.
Blogowałam intensywnie przez całe trzy lata. Dopieszczałam każdy post. Dobierałam idealne zdjęcia. Zaczęłam pracować nad literówkami, ortografią i stylem. Po parę godzin, dzień w dzień – codziennie. Mimo, że nikt mi za to nie płacił i nikt też nie obiecał, że coś z tego wyjdzie, że coś się z tego zwróci. Ale pomyślałam sobie, że jeśli w coś wkładam całe moje serce i całą moją energię, to w pewnym momencie, ta sama energia do mnie wróci.
Po sześciu miesiącach mieszkania w domu rodziców Janiego, ostatecznie stopniały nasze oszczędności. Dokładnie w tym momencie Jani dostał pracę i mogliśmy przeprowadzić się na swoje. Kiedy wiedziałam już, że na dłużej zarzucamy kotwicę, zaczęłam bardzo intensywnie szukać pracy. Jednak właściwie każda próba była powodem do frustracji. W większości nikt nawet nie odpowiadał na moje maile. A kiedy pytałam osobiście, po drugiej stronie odpowiadała konsternacja i wielkie ździwienie. Był to najcięższy dla mnie czas w całym tym początkowym okresie. Tak jakbym dostawała od życia cios za ciosem. W małej wioseczce, gdzie Jani dostał pracę, panowała jedna wielka stagnacja i marazm. W wielkiej fabryce aluminum pracę dostawali jedynie mężczyźni. A życiorys kobiet w każdym przypadku był ten sam. Najpierw ciąża. Wychowanie dzieci. Następnie dbanie o rodzinę i dom. I tak aż do emerytury męża, czyli jakieś najbliższe trzydzieści lat. Kiedy patrzyłam na to co się dzieje, przechodziła mnie ciarka. Choć wydawało mi się to wtedy już nieco surrealistyczne, mimo wszystko, z uporem maniaka, powtarzałam: cholera jasna… ale mnie i tak się uda! 
Pomimo, że nikt ode mnie tego nie wymagał, nie było też większego powodu, codziennie wstawałam rano. Szłam pływać albo pobiegać. Później wkładałam swoje najlepsze ubrania. Rozpisywałam dokładny plan dnia i tego co mam zrobić. Wykonywałam staranny makijaż i ładnie czesałam włosy. Brałam samochód i wyjeżdżałam do pobliskiego miasta, żeby pracować w jakiejś fajnej kawiarence. Pisanie bloga, pierwszych tekstów do gazet. Uczenie się języka. I tak codziennie. Pewnego dnia po przeczytaniu kolejnego maila, że nie szukają nikogo do pracy, dostałam dobrą wiadomość.
Jeden z moich czytelników prowadził firmę z wycieczkami na Zakinthos. Firma bardzo się rozrosła i szukano pierwszej osoby do pracy w roli pilota. Nie zastanawiałam się ani minuty. Spakowałam walizkę i już na początku czerwca pracowałam jako pilot wycieczek. I już wtedy wiedziałam, że ten najtrudniejszy okres w Grecji mam już za sobą. Że wygrzebałam się z dołka i zaczynam wspinać się na górę. A dzięki temu że dostałam od życia po nosie i mimo tego przetrwałam, stałam się silnym człowiekiem. Dzięki temu wiem jak radzić sobie z trudnościami, wyjść z kryzysu cało i jak zapanować nad własnymi emocjami. 
Praca pilota spodobała mi się od samego początku. Pracując, jednocześnie poznwałam Grecje. Nowe miejsca, nowych ludzi, język. Uczyłam się pracy, radzenia sobie w trudnych sytuacjach. Po przepracowanym sezonie, stwierdziłam że to już jest ten moment, kiedy mogę iść w swoją stronę. W głowie miałam już sto pomysłów na siebie. Pomimo tego, że moja droga z załogą na Zakinthos już się rozeszła, zawdzięczam im wiele. Ta prześliczna wyspa i wszystko co się tam stało, był to szalenie ważny przystanek w drodze, na której teraz jestem.
Kiedy cztery lata temu zaczęłam myśleć, gdzie otworzyć własną firmę z wycieczkami dla polskich turystów, od razu do głowy przyszła mi Korfu, choć tak naprawdę nigdy na tej wyspie nie byłam. Przez trzy kolejne miesiące sprawdzałam wszystkie inne wyspy, pod każdym możliwym względem. Po trzech miesiącach poszukiwań, okazało się, że Korfu to strzał w dziesiątke. Po raz kolejny intuicja podała na tacy najlepsze rozwiązanie.
Zimą opracowałam trasę. Jani sam nauczył się zakładania stron internetowych, po to by zbudować naszą. Nasze oszczędności nie były w tym czasie wielkie, więc kiedy na początku lata Jani odwiózł mnie na Korfu, ponownie zaczynałam właściwie od zera. W moim portfelu było kilka banknotów, które pozwalały skromnie przetrwać przez najbliższe dwa tygodnie. W pionie trzymała mnie nadzieja, że za chwilę zadzwoni telefon, że ktoś napisze maila. To był taki drugi moment, kiedy postawiłam wszystko na jedną kartę, ponownie nie mając żadnej gwarancji, że coś z tego wyjdzie. 
Sam początek był potwornie ciężki. Stres przepłaciłam częściowo zdrowiem. Moją reakcją na stres było to, że nie mogłam jeść. Więc z tygodnia na tydzień, traciłam wagę. Całą energię skierowałam wtedy na pracę. Łapałam każdą możliwość, by tylko być w trasie. Czasem po kilkanaście godzin pracowałam zupełnie za darmo, by tylko coś się ruszyło. Niestety, ale w pierwszym okresie rozkręcania własnej firmy, hasło: „work – life – balance” można sobie schować do kieszeni.
Pierwszy rok był bardzo ciężki, ale zakończył się sukcesem. Mieliśmy już swoich turystów. Jako firma stawaliśmy się rozpoznawalni. Na Korfu na samym początku nie znałam zupełnie nikogo, ale stopniowo zaczęłam poznwać dobrych ludzi, którzy bardzo mi pomogli. 
Kiedy skończył się pierwszy sezon, pomyślałam że kupię sobie śliczną kurtkę i super buty na zimę, a całą resztę pieniędzy przeznaczę na reklamę firmy. Ta kurtka i buty, które w tym okresie były dla mnie horendalnie drogie, były symbolem jakości do której dążę, w każdej sferze życia. Tak jak sobie założyłam, pozostałą część pieniędzy przeznaczyłam na inwestycje. Pamiętam, że Jani mówił mi, że to czyste szaleństwo, że po tak ciężkim roku, prawie wszystko znów ładuje w firmę i nie zostawiam sobie prawie nic. Może i tak, ale czasem to właśnie w szaleństwie jest metoda.
Drugi sezon na Korfu był jak wybuch wulkanu. Nie nadążałam z odpisywaniem na maile i odbieraniem telefonu. Telefon właściwie nie przestawał dzwonić. Ludzie, z którymi na Korfu współpracujemy nie mogli uwierzyć, że na naszych trasach jest aż tylu turystów. Już w drugim sezonie jeździliśmy systematycznie pełnymi grupami. Pewnie dla osób stojących z boku wydawać się mogło, że idzie nam tak dobrze, bo to widocznie łatwy interes. Ale tylko ja i najbliższe mi osoby, wiedzą ile energii nas to kosztowało. 
Wszystkie nasze wycieczki po Korfu prowadzone są małymi grupami. Każdy z trzech programów opracowałam sama. Naszą wielką dumą jest to, że do wielu z miejsc jeździmy jako jedyna zorganizowana grupa na całej Korfu. Na naszych wycieczkach panuje rodzinna, kameralna atmosfera. Jesteśmy również jedyną firmą na całej wyspie, która na naszą główną trasę, jest w stanie zabrać osoby na wózkach inwalidzkich, które podczas całej wycieczki są prawie całkowicie samodzielne. Pieniądze są ważne, ale nie najważniejsze. Fakt, że prowadząc firmę mogę ludziom i samej Korfu dać coś od siebie, stawiam na miejscu pierwszym. Ja po prostu kocham to miejsce. To, że mogę tu być kosztowało mnie wiele. Ale jest to jednocześnie jedna z najpiękniejszych rzeczy, która mi się w życiu przydarzyła.
Powoli zbliżamy się do środka sezonu trzeciego, który znów jest dużo lepszy od poprzedniego. Mam teraz kilka dni przerwy, po których znów jadę w trasy. Zawsze kiedy mam trochę wolnego, łapię oddech i przyglądam się wszystkiemu z boku. Uśmiecham się sama do siebie. Czuję taki przyjemny smak szczęścia. Ogromną satysfakcję. Poczucie spełnienia. Taką fantastyczną przynależność do miejsca w którym jestem, czasu i ludzi, z którymi mogę przebywać. 
Całe te pięć lat było dla mnie największym uniwersytetem życia. Teraz już wiem, że życiowe szczęście i spełnienie, to nie jest traf jak w totolotka, tylko droga z przeszkodami, którą trzeba pokonać samodzielnie. To kwestia wyznaczania sobie celów, mądrych wyborów. Pracy nad sobą, pokonywania własnych słabości. Umiejętności ryzykowania. Słuchania własnej intuicji i wielu szczerych rozmów przeprowadzanych samej ze sobą. I przede wszystkim – całkowitej lojalności w stosunku do własnych marzeń.

Jedna rada jaką dałabym sobie te kilka lat temu:
Robiąc swoje nie tracić ani minuty na martwienie się o przyszłość. Odrzucić wszelkie zamartwianie się, bo to właśnie ono nie pozwala w pełni cieszyć się każdym wykonywanym do przodu krokiem. Traktować siebie trochę jak małe, uczące się życia dziecko i przez to chwalić siebie za każdą najmniejszą nawet rzecz.

W życiu zawsze należy słuchać takiego wewnętrznego głosu, który najlepiej mówi, którą drogą trzeba iść. Ten głos zawsze ma racje, mimo że czasem wydaje się być irracjonalny. W naszym przypadku wybór Grecji na miejsce życia, wydawał się obiektywnie najgorszą z możliwych decyzją. Ale ponieważ ta decyzja była zgodna z nami, wszystko się udało! Gdybym wtedy tej intuicji nie posłuchała, teraz myślę, że byłabym nieszczęśliwa. Życia nie można się bać. Wielką umiejętnością jest nauczyć się z niego czerpać, żyć pełnią i się nim bawić.
____________
Drodzy! Mam nadzieję, że przyjmiecie ten cykl równie ciepło jak ja o nim myślę. Zaproszenie Doroty do opublikowania tej historii chodziło mi po głowie… ponad rok 😀 Potrzebowałam tylko tego momentu. 
Od dawna jestem czytelniczkę bloga Doroty, ale korzystając z idealnej okazji podrzucam link do firmy organizującej najlepsze wycieczki po Korfu .
Chciałam też napisać, że pomysł na reaktywację cyklu podsunęła mi nieświadomie Agnieszka, którą poznałam w Gdańsku. Jeszcze o tym nie wie, ale będzie następna 😉 Zależy mi na tym by to były także takie historie codziennych bohaterek, które odważnie chwytają życie za jaja (feministki mogą chwytać za coś innego jak wolą :))
Nie wiem jak Wy – ja dostałam po tej historii takiego kopa do działania, że z rozpędu pozałatwiałam kilka pilnych spraw z rana 🙂

Bądź na bieżąco! 

  INSTAGRAM ❤ FACEBOOK 
❤ FACEBOOK MONIKI 


Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

Uściski, Ania
Previous
Jak wypromować bloga [od 0 do 200 tys UU]
A może by tak rzucić wszystko i zacząć od nowa?