Wiele rzeczy w życiu myli! Na zdjęciu jestem szczęśliwa, serio. Było ciepło i miło, napoiłam i wygłaskałam pieska, zjadłam coś pysznego.
Często też krzyżuję ręce i nogi, ale nie jestem wtedy „zamknięta” albo „znudzona”, tylko wyrównuję sobie ciśnienie, bo mam niższe a tak czuję się lepiej 😉
I tak samo cudowne insta życie też jest mylące🤭. Ludzie pokazujący swoje sukcesy nie pokazują upadków i nieudanych działań (nie dziwię się, „propaganda sukcesu” bardzo dobrze sprzedaje!). Insta laski trudniące się prostytucją nie pokazują co muszą robić za te torebki,  buty i podróże.
Szczęśliwe mamy „wszystko jest kwestią organizacji” nie pokazują swojej frustracji gdy dziecko zwymiotuje na ostatnie czyste śpioszki.
Ja sama bardzo dbam o to co pokazuję, a czego nie. Nie chodzi o to, że nie jestem prawdziwa (bo jestem), po prostu moje życie to nie Big brother ;)
Wybieram się do Azji solo, więc nie będę wrzucać stories w czasie rzeczywistym. Nie chcę też siedzieć z nosem w telefonie, wolę sobie na godzinkę usiąść w hotelu i dorobić napisy do relacji. Trochę szukam zatem nowej formuły!
Dajcie znać czyje stories najbardziej lubicie, szukam świeżych inspiracji.
Moje aktualne top 3 to:
1. @szafasztywniary - nie potrzebuje 10 kafelków by powiedzieć „sto lat!”, merytorycznie, ze spokojem
2. @kasia_coztymseksem - Kasie śledzę jeszcze od czasów gdy nie opowiadała na insta o seksie i wiem, że bardzo potrzeba kogoś takiego w Polsce!
3. @evrdtrp - uwielbiam merytoryczne i fajne storiski z podróży❤️
Tych osób jest oczywiście dużo więcej, ale takie aktualne top3 stories w które klikam to właśnie te!
Dajcie znać kogo warto oglądać! Od razu mówię - nie lubię dram, ludzi o agresywnym tonie, filtrów „upiększających” ludzi i widoczki, i „smacznej kawusi”😁 Lubię ludzi konkretnych!
Kto wzbogaca Twoje chwile na insta?

#wakacje #podrozemaleiduze #lato #urlop #blogipodroznicze #blogpodrozniczy #travelpassion #relaks #motywacja #travelstagram #wspomnienia #grecja #korfu #kerkira #greece #girlswhotravel #polishtraveller #girlswhoexplore #collectmoments #mytravels #wearetravelgirls #traveljournal #girlslovetravel

Wiele rzeczy w życiu myli!...

Pytacie, czy nie boję się do Azji sama. Jasne, że się boję! Może nie w tym sensie, że jestem przerażona, ale czuję dreszcz niepokoju. Na bank się któregoś dni rozpłaczę, bo coś mi nie wyjdzie😉 na bank a chwilę później będę się z tego śmiała!
Już na starcie robię to źle, bo zamiast spakować się w plecak (potrafię!) jadę z walizką, bo chcę odwiedzić kilka osób i przywieźć im z Polski rzeczy, za którymi tęsknią i których im brak.
Ja w ogóle mam 2 stany (oba w 100% prawdziwe!). W jednym z nich z łatwością poznaję ludzi, jestem otwarta i znajduję nowe przygody, w drugim moje spojrzenie mówi „Idź stąd”. Czasami zadziwia mnie jak szybko potrafię się pomiędzy nimi przełączać! 
Myślę, że będzie fajnie, bardzo potrzebuję takiego czasu dla mnie! Już jaram się na myśl o tym, że będzie mi się w tym wilgotnym powietrzu doskonale oddychać. Na myśl o pysznym jedzonku i porządnych masażach!
Zrezygnowałam na ten moment z Myanmaru i prawdopobnie będzie to Pekin(na chwilę!)- Bangkok-Koh Chang- Bali i na koniec dwa tygodnie w Wietnamie. Zacznę z dołu, ruszę w górę. Znając mnie - zmienię pewnie plan z 10x ;) I spoko, na tym polega zabawa, nie biorę życia już tak bardzo serio, staram się bardziej z niego korzystać, mniej się spinać. Dlatego teraz wskakuję do wanny pełnej piany, zapalam świeczki i pora na totalny relaks🥰

Wyobraź sobie, że problemu w stylu brak urlopu/kasy/towarzystwa/z kim zostawić psa/ nie znam języka nie istnieją. Jest czarodziej, robi plum i ich nie ma🧙🏻‍♂️. Gdzie w tej sytuacji chcesz pojechać? Co robisz, gdy nic cię nie ogranicza?☺️ Daj znać!
#podróże #podróżemałeiduże #wakacje #lato #azja #travelphotography #travelgirl #girlswhotravel #solotravel #langkawi #malaysia #malezja

Pytacie, czy nie boję się...

Dziewczyno, jeśli czekasz jak na szpilkach czy chłopak odpisze- wyłącz te cholerne powiadomienia! Za każdym razem jak słyszysz charakterystyczny dźwięk🔔, uwalnia się kortyzol a ty masz reakcję stresową. A potem i tak jesteś rozczarowana, że to 20% rabatu na sandały, a nie książę z tindera💁🏻‍♀️ PLUM-stres-PLUM-stres-PLUM-stres - zwariować można!
Plus może warto przemyśleć, czy to właściwa relacja? Nie fajniej dostawać niespodziewane wiadomości od których się rumienisz, niż czekać aż ktoś odpisze?
Oczywiście dotyczy to relacji nazwijmy to... romantycznych, nie takich bez zobowiązań!😉 Piszę o tym przy okazji zadania numer 16 w ramach wyzwania. Dopóki nie oddałam tej działki mojemu przyjacielowi i menadżerowi @troyann (takie 2w1 bywa wygodne!), cały czas byłam w trybie stand-by czekając na umowę, ustalenia, akcept, dalsze negocjacje. Piątkowy wieczór, daleka podróż - wieczny podryg na dźwięk powiadomienia, bo może to akurat to, na które czekam... Zawsze na jakieś czekałam!😏
Maciek przekonał mnie w Gruzji, bym się ich pozbyła. Na bieżąco migają mi tylko podczas korzystania z instagrama, co jest wygodne, szczególnie gdy odpowiadam na pytania do wyzwania. Ale uwolniłam się od maila! Lubię kontakt z Wami, ale z umiarem!
Prawie w ogóle nie odpowiadam już na messengerze, jeśli mam do kogoś coś pilnego - dzwonię lub piszę SMS. Wiem, że jeśli ktoś będzie miał coś pilnego do mnie - też wybierze taką formę!
I jasne, pierwszą rzeczą, którą kupię w Bangkoku będzie karta SIM i internet (ostatnio też tak było🙈), ale zrobię to by ogarnąć transport i nocleg, a nie by sprawdzić czy przez moją nieobecność w sieci świat czasem nie spłonął ;) Jeśli nie jesteś gotowa na krok o którym mówię, pomyśl o tych wszystkich razach, gdy czekałaś na kuriera z paczką i specjalnie nie wychodziłaś z domu, a on cię olał i zostawił paczkę w punkcie, albo napisał, że przyjedzie jutro🙄
Dziewczyno! Życie Ci przelatuje przez palce na tym czekaniu!
Napisałam to pod wpływem wiadomości z uczestniczką wyzwania, której smartfon przyrósł do ręki bo wiecznie czeka! ;) zdjęcie zrobiłam 3 lata temu po Azji, kojarzy mi się z wolnością!
#szczerze_pisząc #motywacja #wyzwanie #aniamaluje #powiadomienia #stres

Dziewczyno, jeśli czekasz jak na...

Nie wiem jak szybki musiałby być aparat, aby uchwycić ten uśmiech na mojej twarzy😅 niestety mam domyślny bitch face, co nie znaczy, że odpowiada on temu co dzieje się u mnie w środku ;). Faktem jest jednak, że ludzie zawsze zauważają „ty się uśmiechasz” gdy się uśmiecham, bo jak ten uśmiech długo jest na mojej twarzy, to znaczy, że jest mi dobrze i błogo.
Ale dzisiaj to się śmieję cały dzień🤣 Nie dość, że wszystko mi fajnie wyszło, to jeszcze rozbawiły mnie do łez wasze wiadomości o tym, co dziwnego zrobiłyście podczas PMS🤪. Chodźcie na stories, jest fajnie! (Serio ten uśmiech jest rzadki, nie umiem się tak uśmiechnąć sztucznie, musi być totalnie autentyczny!)
#aniamaluje #szczerze_pisząc #zamioculcas #plantlady #crazyplantlady #pms #blogerka #uśmiech #radocha #frajda

Nie wiem jak szybki musiałby...

Ależ ja miałam od kilku dni podły humor! Niczym kiepski detektyw chwytałam się banalnych tropów, jak osłabienie i rozdrażnienie po chorobie, ciśnienie, pełnia księżyca, zły stan powietrza... Ten stan narastał od kilku dni, a ja miałam takie „wtf, o co ci chodzi dziewczyno?” Wszystko w życiu idzie jak trzeba, niektóre rzeczy nawet lepiej, skąd ten nastrój?
Zrzuciłam wszystko co mi leżało na wątrobie i co mnie gniotło w różnych sytuacjach, ale nie pomogło.
W życiu bym nie wpadła na to, że z opóźnieniem trzepnęła mnie książka i czytanie o szalenie skomplikowanej sytuacji w Myanmarze (Birmie).
Tak już czasami mam, że reaguję z opóźnieniem. 
Czasami zadziwia mnie z jaką lekkością jednego dnia przeżywam frustrację, bo w żaden sposób nie mogę spuścić napięcia, a drugiego mam wyborny humor, uśmiecham się szeroko i zaśmiewam z prymitywnych memów.
Tylko czemu zawsze to uwolnienie przychodzi wtedy, gdy pozwolę sobie na te brzydkie emocje i przestanę z nimi walczyć?
Pewnie z tego samego powodu, dla którego ludziom wychodzi podryw gdy odpuszczą, a nie desperacko próbują bardziej.
Ale mi teraz dobrze po pozbyciu się tego dziwnego ładunku! Uczucie jak zdjęcie niewygodnych butów po całym dniu! Albo jak dobiegnięcie do domu i zrobienie siusiu po godzinie wstrzymywania resztką woli🙃

Super ważna lekcja dla mnie: bardziej poddawać się falom, nie walczyć z nimi, bo się utopię!

#tajlandia #thailand #podróże #podróżemałeiduże #aniamaluje #szczerze_pisząc

Ależ ja miałam od kilku...

Którą Anią dzisiaj jesteś? 1 czy 2? I tak się zawsze kończy z nogami na ścianie🤣, ale taka mała refleksja, którą chcę się podzielić - jestem z siebie dumna! Kiedy bardziej chorowałam, wymyśliłam sobie, że muszę mieć w życiu coś, co da mi niezależność i pozwoli zarabiać nawet wtedy, gdy ja nie będę w stanie pracować. Aż do wczoraj nawalało mnie gardło, więc napakowałam czas spotkaniami towarzyskimi i nawet wciągnęłam serial, bo z pracką mimo chęci to jakoś nie szło. I super czuję się z tym, że:
- MOGŁAM.
Nie żyję bez poduszki finansowej, mogę powiedzieć sobie - Ania, teraz nie pracujesz, zluzuj
- nic nie robiąc* i tak zarabiałam. Moja wydana w 2013 książka, której w ogóle nie promuję bo mi się już nie podoba(!) jak co roku złapała się w styczniowe flow i dała mi hajs. 
I to jest super rzecz, za którą jestem bardzo wdzięczna, bo i tak pozwalam sobie na miesiąc w Azji (podczas którego nikt nie zwolni mnie z płacenia za mieszkanie itp), a tutaj niemiłe niespodzianki nie niszczą mojego komfortu.
Ogromnie mnie to cieszy, bo wiem, że wiele osób „nie może sobie pozwolić na L4” z grypą, bo niższa pensja oznacza kłopoty finansowe a normalnie jest na styk😪O ile w ogóle są ubezpieczonymi szczęśliwcami na etacie!
Cieszę się, że udało mi się od tego uchronić! *przesadziłam z tym „nic nie robiąc” bo believe me or not - pytania do wyzwania i wyzwanie sprawiają, że siedzę na IG 5h dziennie😰 ale robię to za darmo i od siebie, nigdy nie prosiłam o patronite itp, więc still - nie robię w styczniu nic zarobkowo.

Cholernie mnie to cieszy, że mam komfort życia bez strachu i chociaż nie zarabiam bardzo dużo, to mogę sobie pozwolić na luksus chorowania.
I przeraża mnie, że w 2020 chorowanie stało się luksusem. 
Strasznie! 
#aniamaluje #szczerze_pisząc #książka #czytam 
#parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #theparisguru #frenchvibes #parismood #modeaparis  #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily

Którą Anią dzisiaj jesteś? 1...

Czy nie możemy próbować być TROSZKĘ lepsi bez tej całej napinki?
Bez zawstydzania nastolatek na utrzymaniu rodziców, że nie mają każdej jednej rzeczy eko i zero waste i w ogóle instagramowa policja approved?
Bez wytykania komuś lotu na chrzciny kuzynki, bo ślad węglowy i straszne zło?
Komuś, kto zaczął przygodę z byciem wege, że robi za mało?
 Nie podoba mi się napinka wyzwalająca poczucie, że jeśli stać cię tylko na malutki kroczek, to jesteś ZŁY I NIEDOBRY. Nie jesteś!
Wrzucając  jakieś linki do swoich starych tekstów (powiedzmy do 2016) często zaznaczam: dzisiaj napisałabym to inaczej. Dlaczego? Bo jestem bardziej empatyczna i rozumiejąca, złagodniałam. Nie lubię rewolucji, wolę łagodną ewolucję i dojrzewanie do zmian. Dlatego chociaż sercem jestem np. za bardziej eko, tańszymi i zdrowszymi (może za rok ukażą się badania, że jednak nie!) kubeczkami menstruacyjnymi, to nie wyobrażam sobie zawstydzania kobiet, dla których ten krok to za dużo. Bo mogę edukować i wyjaśniać, ale jestem za wyborem. I rozumiem gdy jest inny niż mój!
Tak samo jak rozumiem, że ktoś kupi bikini za 50 zł, na aliexpress zamiast takiego samego za 150 w sieciówce, bo ma ogólnie po opłaceniu wszystkiego 400 zł w budżecie i o takim szytym w Polsce w duchu eko to może pomarzyć. 
Chciałabym abyśmy bardziej próbowali się rozumieć, a mniej oceniać i osądzać. Pokaz innym jak żyjesz, zainspiruj do czegoś fajnego, ale nie wywołuj poczucia, że jest gorszym człowiekiem. Po co?
Nie zawsze da się wybrać idealnie, warto pomyśleć, że inni dokonują najlepszych wyborów jakich potrafią.
#noshame #aniamaluje #szczerze_pisząc #piesek #dogsofinstagram #wakacje #lato #toniemojpies #niestety

Czy nie możemy próbować być...

Jakiś czas temu wróciłam do robienia sobie autoportretów. Kiedyś dawało mi to frajdę, potem uznałam za dziecinne i głupie. Dzisiaj uważam, że dziecinne to jest nazywanie rzeczy przynoszących frajdę dziecinnymi🙃

Gdyby nie samowyzwalacz i kilka serii, to pośród kilku całkiem niezamierzonych sexy póz, nie znalazłabym tej! Perełka🤣
Mama całe dzieciństwo mi mówiła: usiądź jak człowiek! 
Dzisiaj to samo mówi mi fizjoterapeuta. A moje nogi plączą się na przedziwne sposoby i na krześle i na tym legowisku, które zrobiłam sobie do czytania😅
Co jest ironiczne, bo mam szeroki parapet o którym zawsze marzyłam, że czytanie z kubkiem gorącej czekolady w oknie... kupiłam nawet piankę tapicerską na ten parapet by było miękko w tyłek i co? W ogóle na nim nie siadam! 
Fun fact: kiedyś potrafiłam założyć sobie nogi za głowę, ale raz nie mogłam się z tego potem rozplątać😅
Czy są tu jakieś osoby dzielące mój problem z nogami? Odezwijcie się, może moja mama zrozumie, że to nie jest moja złośliwość, że przy obiedzie zdarzyło mi się siedzieć po turecku🤦🏻‍♀️ #aniamaluje  #szczerze_pisząc #czytanie #książka #nogi #autoportret #interiordesign #zamioculcas #plants

Jakiś czas temu wróciłam do...

No i jak, miała być realizacja postanowień „od nowego roku” a jakoś kacyk i zmęczenie nie sprzyjają treningowi a ze zdrowym odżywianiem też ciężko?
Startuję z czymś banalnym, bo cóż może być bardziej oklepanego niż wyzwanie styczniowe?🤪Ale na zachętę powiem, że miało wystartować rok temu, ale uznałam, że jest niedopracowane. Dałam je dziesięciu osobom, które przesłały mi swoje uwagi, podzieliły się trudnościami i je ulepszyłam.
UWAGA! To nie jest jedno z tych pięknych wyzwań, gdzie zapisujesz swoje wyniki w ślicznym notesie brokatowymi cienkopisami. Tu trzeba trochę pozasuwać w realu, nie w marzeniach!
Nie chciałam, by było jak te wszystkie rzeczy z pinteresta albo filmiki z pięciominutowymi DIY, które oglądasz, mówisz pod nosem, że fajne (a może nawet zapisujesz w zakładkach!) ale nigdy nie realizujesz🤫
Ono jest po prostu skuteczne.
30 zadań, na które jest 45 dni.
Lżejsze i trudniejsze.
Codziennie na stories! 
Aha, oczywiście wystartowałam z wyzwaniem, ale nie wymyśliłam nazwy, więc przygarnę propozycje 
#wyzwanie #nowyrok #motywacja #aniamaluje #szczerze_pisząc #nogi #nylons #rajstopy #kropki #kropeczki #polkadot #zamioculcas

No i jak, miała być...

Nadchodzi fala podsumowań  od tych, którym wszystko się udało (i fajnie!👏🏻) a przyznam, że nie zrealizowałam żadnego kluczowego celu na 2019🤪
I nie jestem zła! Ani trochę!😲
Miałam jakieś założenia odnośnie tego, co bym chciała osiągnąć.
A potem poczułam, że sama kasa jest dla mnie za małą motywacja i mogę to zrobić, ale nie czuję z tego radochy. 
W 2019 dałam sobie plaska w twarz i zastanowiłam się , czego NAPRAWDĘ CHCĘ. Nie zawsze to były fajne myśli! ✅przestałam uciszać ten głos, który mówił czego pragnę, a który uciszałam, bo nie pasował mi do moich wyobrażeń o mnie samej.
Ale kiedy ich posłuchałam, to o jeju! Zaczęło mi być fajniej w życiu. ✅ Np. niedziele tylko dla mnie (dzisiaj to święto ruchome). Nie zdawałam sobie sprawy jak ja bardzo potrzebuję przestrzeni TYLKO dla siebie! ✅ Jestem asertywna bez poczucia winy i strachu przed tym, że ktoś uzna mnie za niemiłą (nie muszę być miła!)✅ Piszę bloga znowu dla przyjemności, bo choć Wasze propozycje tematów są super, to ja muszę czuć moment i dać myślom dojrzeć, nie jestem wyrobnikiem tworzącym na zawołanie. Nie chcę być!
✅ Przestałam patrzeć  na liczby i zastanowiłam się, czy w ogóle chcę być instagramerką i blogerką. Nie chcę. Chcę być Anią, która ma bloga i instagrama.

To był naprawdę dobry rok, chociaż nie postawię spektakularnych ptaszków na kartce z celami! Jak ja mogłam w ogóle mieć cele, nie wiedząc czego chcę?🙈
To był mój taki gap year, w którym przypadkiem zarobiłam najwiecej w życiu (i większość przehulałam!) ale niczego nie żałuję!

#aniamaluje #szczerze_pisząc #barcelona #parkguell #sukienka #podróże #podróżemałeiduże #catalunya #cele #podsumowanieroku #podsumowanie2019 #motywacja

Nadchodzi fala podsumowań od tych,...

Jak wygląda medycyna z punktu widzenia wybitnego chirurga?

    Kiedy wrzuciłam po raz pierwszy w wyszukiwarkę nazwisko “Atul Gawande”, wyskoczyła mi litania osiągnięć tego chirurga. To wystarczyło mi, aby sięgnąć po książkę jego pióra. Dla jasności dodam tylko, że nie jestem świeżo po lekturze, pewnie przeczytałam książkę z rok temu, ale wciąż tkwi mi w pamięci. Opowiada o świecie medycyny z punktu widzenia znanego i cenionego lekarza.  To, co uderza mnie jako pierwsze, to odarcie z fasady “elitarności” zawodu.  Niektórym lekarzom wydaje się, że są jakąś magnaterią. Co najmniej 😉 Świetnie pokazują to ich komentarze pod tekstem 13 grzechów polskiej służby zdrowia. Ale przecież jest wielu fantastycznych, cudownych, zaangażowanych lekarzy którzy każdego dnia ratują ludzkie istnienia i nie oczekują za to pomników, bo wiedzą, że na tym polega ich praca którą sami wybrali. Książka Atula Gawande świetnie to pośrodkuje.

Jest w niej wiele anegdot. Najbardziej zapamiętałam tę o młodym lekarzu, synu lekarza z dziada pradziada. Ojciec pozwolił mu przejąć swoją pacjentkę. Młody lekarz od razu całkowicie wyleczył stara babcię która była regularną pacjentką ojca. Łasy pochwały mówi ojcu, że oto udało mu się wyleczyć pacjentkę, której ojciec nie dał rady wyleczyć przez wiele lat. Ku jego zaskoczeniu, zamiast pochwał, dostał ostrą naganę

– Synu, ta kobieta swoimi wizytami płaciła za studia Twojego brata. Zarżnąłeś kurę znoszącą złote jajka.

Druga lekcja wyniesiona z książki jest żydowskim przysłowiem – Jeśli lekarz daje Ci rok życia, zmień lekarza. Bardzo wzięłam to sobie wtedy do serca i co chwilę zmieniałam lekarzy ;-))


To, co zwróciło moją szczególną uwagę, to rozdziały o medycynie np. w Indiach – autor bardzo trafnie pokazuje jak tam diagnozuje się ludzi (w szpitalach, nie ludowo) – przy pomocy palców. Lekarze mają taką wprawę, że potrafią odczytać z ciała sygnały świadczące o różnych chorobach. Pokazuje to jasno, że problemem krajów środkowo-wschodniej Europy  nie jest słaby sprzęt do diagnostyki, a brak chęci do stosowania najprostszych metod jako wstępnego sita. 

Wiem, że wielu z Was śmieje się na myśl o czytaniu zdrowia na podstawie plamek z oczu, ale wczoraj napisała do mnie kobieta która dzięki tej metodzie namierzyła u siebie plamkę. Tak bardzo nie dawało Jej to spokoju, że poszła na badania. Ma raka szyjki macicy. Życzmy jej wszyscy powrotu do zdrowia!


Atul Gawande (zaliczany przez New York Times do grona stu najbardziej wpływowych ludzi świata!) nie krytykuje jednak medycyny. Pokazuje, jak drobne zmiany, np. wprowadzenie obowiązku mycia rąk podniosły efektywność medycyny. Bardzo ciekawe spojrzenie kogoś, kto siedzi w tym “biznesie”. Lekkie pióro, dobry język. Polecam 😉


PS. Tekst powinien opublikować się automatycznie, moja dzisiejsza aktywność przed komputerem była/jest/będzie śladowa, więc proszę o cierpliwość jeśli chodzi o komentarze 😉


Będzie mi miło, jeśli zaobserwujesz mnie na :

 

Follow on Bloglovin

lub polubisz na fejsie 😉

Uściski, Ania

31
Dodaj komentarz

avatar
18 Comment threads
13 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
0 Comment authors
SłonecznikAgnieszka KarolinaAnonimowyPuszyslawa KotInformatyczka Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Anonimowy
Gość
Anonimowy

Wydaje sie interesujaca 🙂

Kamila Ziel
Gość

pozycja którą na pewno przeczytam! Az nie mogę się doczekać jak trafi w moje ręce 😉

Lucyna M
Gość

Lekarze są różni i rzadko można spotkać naprawdę zaangażowanego w nasz przypadek specjalistę. Tabletki, recepta i do domciu, a badania?

Anonimowy
Gość
Anonimowy

żeby jeszcze wiedzieli, co mają przepisywać… zwykle pacjent sam musi się prosić o dane leki o których wyczyta w internecie albo wyszuka w innych źródłach! z własnej woli to ci przepisze leki tej firmy z której dostał notesik i czajnik elektryczny :/

Magda
Gość
Magda

Z tym leczeniem zamiast wyleczenia to niestety prawda. Podobno to samo jest z firmami farmaceutycznymi, choć nie posądzała bym ich aż tak bardzo, jak lekarzy.

Toyad Mordovnick
Gość

Wczoraj byłam z dwuletnią córką u lekarki, bo gorączkowała wysoko już trzecią dobę. Zależało mi głównie na osłuchaniu Małej, sprawdzeniu uszu, gardła itd. Zrobiłyśmy też badanie CRP, które wyszło ok. Po oględzinach lekarka stwierdziła, że nic niepokojącego nie widzi, ale i tak była skłonna zrobić RTG płuc (za dodatkową opłatą od razu, na poczekaniu), ale ja postanowiłam, że poczekam jeszcze dzień, dwa. No to wypisała nam litanię m.in. jakichś Lipamoli, Neosine'ów i kropli do nosa (przy braku kataru)… Wrzuciłam w neta, co to takiego, okazało się, że sama zbyteczna chemia, m.in. drażniąca przewód pokarmowy. Po ciula takie dziadostwo?? Zamiast Lipomalu… Czytaj więcej »

Anna S.
Gość

Eh, już w "Ludziach bezdomnych" Żeromskiego pojawia się kwestia higieny i jej wpływu na efektywność medycyny. Wtedy się z tego śmiali i mam wrażenie, że nadal w tej kwestii nic wiele się nie zmieniło.. a czasem wystarczą proste czynności prewencyjne zamiast pakowania w siebie zbytecznej chemii..

Cukrowy motyl
Gość

Przytoczona anegdota jest po prostu zmienioną wersją tej o prawniku. 🙂 Ciężko z tym leczeniem i wyleczeniem, czasem samemu trzeba się uprzeć na badania zamiast tylko łykać co lekarz zapisze. Mi jednak nic innego nie pozostało jak leki, ale nie ma tego złego… 🙂

Fitterka
Gość

Dlatego rzadko bywam u lekarzy i korzystam z jakichkolwiek lekarstw. Na szczęście dzięki zdrowej diecie nie muszę 🙂

Puszyslawa Kot
Gość

Widzę Gesha Beauty na Insta : D A pod nim reklamę OtoMoto, a na niej mojego wymarzonego Mercedesa.Wiesz, ja myślę, że trochę rozumiem tych ludzi, którzy mają się za magnatów. Ale nigdy nie będę tego pochwalać. Uważam, że naprawdę da się pogodzić 'cenienie' samego siebie z niewywyższaniem się ponad innych. A już na pewno z szacunkiem i równym traktowaniem wszystkich. No ale tak to jest, że na lek idą ludzie oczekujący nobilitacji, wywyższenia społecznego. Wydaje mi się, że takich jest znacznie więcej niż tych, którzy chcą leczyć niż takich, którzy się interesują. I jak taki się dostanie i skończy to… Czytaj więcej »

Puszyslawa Kot
Gość

W tych urzędnikach pewnie coś jest, słyszałam właśnie sporo opinii o tym, że podstawą nie jest dobro pacjenta, a uzupełnienie papierów. I że błąd w dokumentacji może kosztować lekarza więcej, niż udokumentowana śmierć pacjenta. Retyyy.

Daisy K
Gość

Bardzo chętnie przeczytam tą książkę. Muszę przyznać że napisał dużo prawdy także z tą kurą znoszącą złote jajka, choć nie wrzucałabym wszystkich do jednego worka. Przez dziesiątki lat kiedy byłam i pacjentką i współpracownicą, naoglądałam się różnych rzeczy. Moja mama też pewnie sponsorowała niejedne studia lekarskie, chcąc żebym mogła normalnie żyć. Nie chcę nawet czytać tych prostackich komentarzy, bo już czytałam u koleżanki, jak zachowują się ludzie podobno wykształceni. :/ Myślę jednak że te studia ich to były efektem ,,kura czy kaczka". Mycie rąk to podstawa, święta prawda. 🙂

Kasia P
Gość

Bardzo mnie zainteresowałaś, książkę muszę dorwać i przeczytać. Bardzo źle wspominam lekarzy i ich podejście, niestety, jak wiele z nas.

Kinga Kornacka
Gość

Podoba mi się to przysłowie o zmianie lekarza, który daje ci rok życia! Świetny ma wydźwięk i myślę, że rzeczywiście można dzięki temu zyskać 😉

Kangarooo
Gość

Ta historia z babcią tylko przekonała mnie o tym, że na leczenie trzeba patrzeć przez pryzmat hajsu, no niestety, kiedyś też myślałam, że idąc do lekarza on musi chcieć mi pomóc,to przecież jego praca. Ale rynek farmaceutyczny to tak wielkie źródło dochodu, że szkoda by się ograniczać, każdy chce zarobić, a że to na chorych ludziach.. trudno! ale dobrze jest przejrzeć na oczy i wziąć sprawę w swoje ręce 🙂

Anonimowy
Gość
Anonimowy

nie każdemu lekarzowi zależy tylko na kasie, są lekarze, którzy każdym możliwym sposobem starają się pacjentowi pomóc, ale system polskiej służby zdrowia trochę utrudnia:(

LotsOfSources
Gość

Ja od 2 lat też praktycznie nie choruję- wyeliminowałam jakieś Tabciny, Fervexy i Gripexy, nieliczne przeziebienia leczę naturalnie czego sobie kiedyś nie wyobrażałam 😉 organizm ma wielkie zdolności samonaprawcze tylko trzeba mu stworzyć warunki (mówię to też z obserwacji bliskich mi osób, które borykały się ze 'skomplikowanymi' chorobami).

Informatyczka
Gość

Tak bym chciała napisać coś pozytywnego o lekarzach z doświadczenia, ale póki co muszę się wstrzymać:D Organizm ludzki to fascynująca maszyneria, chciałabym spotkać lekarza z podejściem holistycznym, z chęcią poznania, co się dzieje nie tak i dlaczego. Myślę o wizycie u lekarza z Chin lub Indii właśnie, wiele pozytywnych opinii słyszę i podoba mi się ich podejście do człowieka. Muszę przyznać, że na tym blogu tematy zdrowia i leczenia niechemicznymi sposobami są moimi ulubionymi zwłaszcza, że opowiadasz o nich z własnego doświadczenia ♥

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Ostatnio miałam taką sytuację: przeogromny ból gardła, poszłam do lekarza 'angina'-idzie w ruch antybiotyk, ale po 3 dniach nic się nie zmienia. Idę więc do innego lekarza-'angina, ale czemu pani bierze ten antybiotyk?' dostałam inny antybiotyk. nic się nie zmienia, ja spanikowana, bo 2 tygodnie później miałam mieć zabieg usunięcia migdałków, więc musiałam być zdrowa-idę do szpitala i przyjmuje mnie laryngolog(tak, po znajomości,bo normalnie czeka się kilka mesięcy), który mówi 'czy to angina? na dwoje babka wróżyła, może to zwykły wirus, cięzko stwierdzić. Proszę 10dniowy(!!!) antybiotyk i brać go od dziś'. mi samej wydało się głupie przez 10dni wywoływać armagedon… Czytaj więcej »

Agnieszka Karolina
Gość

Zaciekawiłaś mnie tą książką. Zapewne po nią sięgnę.

Słonecznik
Gość

Bardzo zaciekawiłaś mnie tą książką. Dopisuję na listę.

Previous
-50% na kolorówkę w ROSSMANIE! Co warto kupić?
Jak wygląda medycyna z punktu widzenia wybitnego chirurga?