Wstałam dzisiaj o 11:05. To oznacza, że sąsiedzi musieli mnie nienawidzić, bo mam zawsze taki ostateczny jak „final Call” na lotnisku budzik ustawiony na 10:30 w razie gdyby nic wcześniej mnie nie obudziło. Wyje jak syrena alarmowa! Nie słyszałam go!

Zawsze śpię jak zabita, gdy odreagowuję emocje. Próbuję od kilku dni pomóc z czymś bliskiej osobie i bardzo wyczerpuje mnie to emocjonalnie. 
Tak samo mocno jak dzisiaj, spałam kiedyś  po urodzinach Agi, mojej dobrej koleżanki. Lubię myśleć, że to wino, ale jestem niemal pewna, że to oglądanie „Leaving Neverland” sprawiło, że dziewczyny nie mogły mnie dobudzić.
(Polecam się na imprezy, oglądanie dokumentu o pedofilii, świetna zabawa tylko ze mną!). Jestem osobą, której ludzie zwierzają się z różnych okropnych rzeczy, które kiedyś ich spotkały na zasadzie „jesteś pierwszą osobą, której o tym mówię”. Czytam wszystko o przemocy wobec dzieci, bo moim największym strachem gdy z nimi pracowałam był strach o to, że kiedyś jakieś dziecko wybierze mnie na jedyną osobę której powie, że jest bite albo dręczone w inny sposób, a ja nie będę potrafiła skutecznie zareagować. Albo postąpię zgodnie z procedurami i w tym czasie stanie się coś najgorszego.

Moim największym strachem w życiu jest to, że nie będę potrafiła pomóc komuś, kogo kocham. Towarzyszy mi to od momentu, gdy jako ośmiolatka obserwowałam umierającego na raka dziadka. Czułam bezsilność i to jest najgorsze uczucie jakie potrafię sobie wyobrazić. 
Jeśli go nie rozumiesz, obejrzyj „Nocturnal animals”, film w którym niemal czułam ból głównego bohatera.

Właśnie przez sen wymyśliłam rozwiązanie sytuacji, która mnie dręczyła. Dawno nie czułam takiej ulgi! Nie umiem jej opisać, pragnę się tym podzielić!

Mam ochotę mówić ludziom wszystkie te miłe rzeczy, które o nich myślę, ale jakoś zawsze zostały niewypowiedzianymi myślami. 
A ciebie zapytam tak bardzo szczerze, nie na tym poziomie, na którym odpowiadamy „pająki”, tylko głębiej - czego najbardziej w życiu się boisz? 
#szczerze_pisząc #myśli #aniamaluje #grudzień #dzieciństwo

Wstałam dzisiaj o 11:05. To...

Tak jakoś wyszło, że co roku odwiedzam #Włochy i #Lwów🥰 
Dzisiaj omal nie kliknęłam biletów do Bari (po 139 zł w dwie strony👍🏻), bo ogromnie tęsknię za tą pizzą🍕Mamma mia! 6€ za set #pizza+#piwo, 10€ jeśli dochodzi mnóstwo talerzyków z przystawkami. No i jeszcze na koniec shot #limoncello.
I kusiła ta teleportacja, do kraju uśmiechniętych ludzi! Śpiewających podczas pracy, gotujących obłędnie dobrze i mających tak melodyjną mowę, że chcesz każdemu mówić: Ciao!👋🏻 Już widziałam, jak chodzę sobie w lekkiej jesiennej kurtce i sukience maxi po włoskich uliczkach i raz na jakiś czas sięgam po przekąskę za 2€, absolutnie niczego więcej nie potrzebując do szczęścia🥰Kiedyś poparzyłam sobie taką język, tak bardzo nie mogłam się jej doczekać! 
I chociaż „mam ochotę na pizzę, polecę do Włoch” wydaje się tekstem rzucanym raczej przez bogaczy, to zapewniam - wcale tak nie jest! Włoski #citybreak bywa tańszy niż weekend w Polsce.

Tym razem odpuściłam, zapał mi minął w momencie, gdy upiekły mi się pomidory i na nich rozlała mi się pyszna #burrata. Ale może komuś ten pomysł umili grudzień? 
Psst, po wpisaniu w Google „aniamaluje+Bari” wyskoczy fajny plan mojego wyjazdu z 2017 ;)
Psst 2! W przypiętych relacjach kod na stówkę na nocleg via Airbnb ;) ⭐️⭐️⭐️Gdybyś mógł, mogła, teleportować się teraz w dowolne miejsce na całej planecie, które byś wybrał/a? ;) #

#podróże #girlswithgluten #pizza🍕 #pizzalovers #italia #bari #włochy #podróżemałeiduże #girlswhotravel #aniamaluje

Tak jakoś wyszło, że co...

Poznałam ostatnio super sposób na produktywność! Nie pamiętam kiedy z takim zapałem realizowałam swoje zadania😀. @magdalena_komsta zdradziła mi super sposób na motywację - jeśli nie zrobię tego, co sobie założyłam, będę musiała wpłacić jakąś kwotę na organizację będąca światopoglądowo na przeciwnym biegunie co ja. Np. Ordo  Iuris.
Działa jak złoto! Nawet jak mi się nie chceeee to myślę sobie - o nie, muszę to zrobić, nie dam sobie psychicznie rady z myślą, że ich wspieram! 
Dodatkowo kupiłam sobie nagrodę w postaci biletów do Azji. Myśl o cudownym, wilgotnym powietrzu napawa mnie takim optymizmem, że aż chce się pracować!

Także jeśli masz problem z pisaniem magisterki albo czymś w tym stylu - pomyśl o metodzie Magdy, jest doskonale skuteczna!

#podróże #podróżemałeiduże #aniamaluje #travelgirl #czerwonasukienka #szczerze_pisząc #motywacja #reddress #palmy #karaiby #gwadelupa

Poznałam ostatnio super sposób na...

W gimnazjum rodzice nie kupili koledze zeszytu ćwiczeń, więc skserował kilka stron, by odrobić zadanie domowe. Ku mojemu zdziwieniu dostał jedynkę za „nieprzygotowanie do lekcji”. Miał zadanie!!! Nie lubiliśmy się wtedy, chyba pierwszego dnia nazwał mnie kujonem i deską, ale tak wkurzyła mnie postawa nauczycielki, że zaczęłam się z nią wykłócać o to, czy jest normalna i kolegi bronić. Odrobił to durne zadanie! Nie było jego winą, że rodzice nie zapewnili mu podstaw, a chodziłam do klasy z uczniami z okolic mocno „defaworyzowanych”, jak to się ładnie nazywa. Miałam lipę u tej nauczycielki, ale nie żałuję!

Uwielbiam tworzyć materiały o prawach ucznia. Szczególnie w takich małych mieścinach jak moje (nauczyciele są często radnymi!) władza bywa nadużywana. 
Dlatego za każdym razem, gdy pisze do mnie uczeń z prośbą o pomoc w jakiejś sytuacji, czuję się jak na tym zdjęciu z Salerno pod Neapolem!

Uwielbiam to, że nie dają się zbyć. Że pytają o to, co w statucie szkoły.
Czy statut może być niezgodny z prawem oświatowym. Gdzie zgłosić takiego nauczyciela i jak się bronić. 
Nikt nie zwraca się do mnie w wiadomościach z takim szacunkiem jak uczniowie! Podczas gdy dorosłym zdarza się napisać coś w stylu „siema, widzę ze dużo podróżujesz, znajdziesz mi loty i noclegi do 2500 do Tajlandii? odp dzisiaj”, uczniowie piszą „obejrzałam pani filmy, przeczytałam statut szkoły, ale wciąż nie wiem. Byłoby mi bardzo miło, gdyby pani podpowiedziała, ale zrozumiem jeśli nie znajdzie pani czasu”

Eksperci gadają O młodzieży, ale nie Z młodzieżą. Słabe! Ja uwielbiam tych pyskatych, tych walczących o swoje. Widzę w nich cząstkę siebie.
Proszę, nie zgubcie tego! Tego podejścia, że jak nie drzwiami, to oknem. Poczucia sprawczości i woli walki. To jest super cenne i ja Was za to uwielbiam. To są cechy ludzi, którzy sobie w życiu DADZĄ RADĘ! Wiem, że macie przez to przechlapane, ale ja jestem z Was na maksa dumna! Nie jestem w stanie odpowiedzieć na każda wiadomość (dlatego nagrywam filmy dla wielu), ale każda ogromnie mnie cieszy. 
A jak bronicie rodzeństwa czy słabszych kolegów to już w ogóle szacun MAX!!! Błagam, nie zgubcie tego. Bądźcie asertywni♥️
#aniamaluje #szczerze_pisząc #podróże

W gimnazjum rodzice nie kupili...

Gdy Freddie Mercury zapuścił wąsy, fani masowo wysyłali mu maszynki do golenia, bo nie mogli tego zaakceptować. Z całym szacunkiem - kiepscy fani! Jak kogoś kochasz i szanujesz, to pozwalasz mu się rozwijać, zmieniać, być sobą. Całe szczęście, że to nie był typek, który robi coś by się przypodobać innym! Moje automatyczne skojarzenie to biała koszulka „żonobijka”, jeansy i ten wąs. Opcjonalnie - żółta kurtka. Iconic!

Dzisiaj, tylko 28 lat temu umarł Freddie Mercury, ale nie legenda. Powiedzieć, że uwielbiam gościa to mało. Jego portret to jedyny święty obrazek jaki mam w domu. Towarzyszył mi w wielu momentach życia. To „Don’t stop me now” (i’m having such a good time, I’m having a ball) lądowało na moich słuchawkach gdy koleżanki z roku prześcigały się w licytacji jak bardzo która nie umie na egzamin, a ja nie chciałam tego słuchać i przejmować ich nastroju. Podniosłe momenty? „we are the champions”. Sytuacja, w której pomogli mi przyjaciele? „Friends will be friends”. Nawet tak sobie ustaliłam kiedyś playlistę dk biegania, żeby w momencie kryzysu słyszeć walkę podmiotu lirycznego w „Bohemian Rhapsody”. Serio! 
Robiąc kiedyś  to zdjęcie miałam super dzień. Czułam się świetnie, wcześniej wszystko mi fajnie powychodziło, czułam się na maksa odprężona i zrelaksowana i dokładnie pamiętam, że krzątałam się po mieszkaniu nucąc „It’s a kind of magic”.
Dzięki Freddie za wszystko, co wniosłeś do mojego życia!
#freddiemercury #rocznica #aniamaluje #blogerka #relaks #chill #monstera #niedziela #rocznica

Gdy Freddie Mercury zapuścił wąsy,...

Masz piosenkę, która wywołuje na Twoim ciele ciary? Ale takie serio? U mnie to jest „Walking in Memphis” w wykonaniu Cher. Nigdy nie byłam w Memphis, ale słyszę jej głos jak to śpiewa, gdy widzę to randomowe zdjęcie z Sycylii. 
Gdybym miała wybrać ulubiony kobiecy głos - Cher wygrała wszystko. Z męskich do tego stanu doprowadza mnie Freddie Mercury.

Czeka mnie jutro kilka godzin w pociągu, podsyłajcie swoje tytuły piosenek wywołujących dreszcze, bo robię sobie taką „power playlistę” - zamierzam w tym pociągu napisać coś dłuższego i potrzebuję nowych bodźców!

Więc... czyj głos wywołuje w Tobie dreszcze? Poproszę tytuły!
#podróże #podróżemałeiduże #sycylia #sicily #katania #aniapodróżuje #wakacje #blogerka #włochy #italia #italy🇮🇹 #italy

Masz piosenkę, która wywołuje na...

Dzisiaj świętujemy 30 lat od podpisania Konwencji o Prawach Dziecka. UNICEF zaprosił mnie, żebym o tym opowiedziała. To się może wydawać dzisiaj takie oczywiste, że dzieci mają prawa, ale nad ich ustaleniem przywódcy państw debatowali całą dekadę! To dzięki temu dzisiaj żadne dziecko nie może być skazane na dożywocie (bez możliwości zwolnienia wcześniej) ani na karę śmierci. Wcześniej mogło.
Jestem pedagożką, terapeutką, tą od „dzieci z trudnościami”. Jednak najbardziej trudni są w tym wszyscy dorośli. 
Zapominający, że dzieci nie są ich własnością, tylko ludźmi.
Dlatego założyłam kanał, na którym opowiadam uczniom o ich prawach. Jestem przerażona jak  często są łamane i z jaką lekkością dorosłym to przychodzi. Chciałabym żyć w świecie, w którym prawa dzieci są oczywistością i nie mam o czym nagrywać, bo nikt z tym nie dyskutuje.
Zostawiam Wam Korczaka pod rozwagę 👍🏻 „Bo dorosłemu nikt nie powie: ‘Wynoś się’, a dziecku często się tak mówi. Zawsze jak dorosły się krząta, to dziecko się plącze, dorosły żartuje, a dziecko błaznuje, dorosły płacze, a dziecko się maże i beczy, dorosły jest ruchliwy, dziecko wiercipięta, dorosły smutny, a dziecko skrzywione, dorosły roztargniony, dziecko gawron, fujara. Dorosły się zamyślił, dziecko zagapiło. Dorosły robi coś powoli,
a dziecko się guzdrze. Niby żartobliwy język, a przecież niedelikatny. Pędrak, brzdąc, malec, rak – nawet kiedy się nie gniewają, kiedy chcą być dobrzy. Trudno, przyzwyczailiśmy się, ale czasem przykro i gniewa takie lekceważenie.” Trudne pytanie - masz poczucie, że twoje prawa w dzieciństwie były szanowane? Mi dobierano notorycznie prawo do odpoczynku - od „dzwonek jest dla nauczyciela” po zadania na ferie.  #world'schildren'sday #dlakażdegodziecka #dzieńprawdziecka #unicefpolska

Dzisiaj świętujemy 30 lat od...

Dziewczyno, kiedy ostatni raz sobie odpuściłaś? Sama sobie.

Zastanawiałam się czemu podróż do Odessy była najfajniejszą tego roku. Odpaliłam macbooka raz, by nas odprawić. Nie zrobiłam zdjęć z myślą o blogu, nawet nie miałam jakiegoś tam poczucia, że coś muszę zobaczyć. Jednego dnia wykupiliśmy sobie takie wielkie łóżko z baldachimem i dogorywaliśmy na kacu na plaży, bez  poczucia, że szkoda jednego z ledwie czterech dni. Nie szkoda!

Nie jestem wielką fanką alkoholu, ale rzadko mam poczucie, że mogę. Ostatni raz jak byłam na shotach w pijalni wódki z rok temu, to podeszła do mnie czytelniczka, powiedzieć że lubi mojego bloga. Cały następny dzień zastanawiałam się o czym ja wcześniej pijana rozmawiałam. Nie jestem jakąś rozpoznawalną osobą, ale miałam kilka takich sytuacji i nie do końca potrafię przez nie wyluzować🙈
Odessa była cudowna, bo wyluzowałam. bo nie było spiny w związku z niczym. Mieliśmy korzystać z ekscytującego życia nocnego, ale chyba zaszkodziły nam rapany? Spoko, pijąc gorący rumianek śpiewaliśmy utwory Cher huśtając się na hamaku i huśtawce  w mieszkaniu.
Zero spiny!

Teraz zrobiłam wielki krok, bo ograniczyłam instagrama i pozbyłam się poczucia, że muszę odpowiadać na komentarze i wiadomości. Ogromnie dziękuję Wam za zaufanie jakim mnie obdarzacie, ale z problemami osobistymi i rodzinnymi i życiowymi zapraszam na grupę na fejsie albo (to lepiej!) na terapię. Ja po pierwsze nie jestem właściwą osobą, po drugie - nie czuję się spoko będąc obciążana waszymi przykrymi historiami. 
Wcześniej miałam poczucie winy, że powinnam być bardziej empatyczna, ale kurczę - jestem! Chcę zostawić tę część siebie dla przyjaciół i bliskich, bo każda taka wiadomość wysysa energię ze mnie.
Poczułam ulgę, odpuściłam sobie samej, bo jeszcze nikt na moje „nie” się nie obraził. Szanujecie moje granice, jesteście super ♥️
Jestem niemal pewna, że też robisz coś, czego wcale nie musisz i świat się nie zawali jak przestaniesz i sama sobie odpuścisz. Tak, sama sobie!
Padłaś? Poleż, nie poprawiaj korony i nie zasuwaj dalej.
#szczerze_pisząc #aniamaluje #wakacje #odessa #podróże #podróżemałeiduże #throwback

Dziewczyno, kiedy ostatni raz sobie...

O tym, że wymyśliłam sobie zabrać @pranamat_polska do Gruzji i zrobić tam piękne zdjęcia w górach - wiecie. Że mimo przygotowania się do wyboru terminu trafiły nam się dwa dni srogiej kaukaskiej zimy i ze zdjęć nici - też wiecie. Czasami tak bywa! Zero stresu. 
Gdy muszę, to potrafię spakować się w podręczny, ale w zasadzie to opcja tych zdjęć sprawiła, że @pranamat_polska zasponsorowało mi bagaż rejestrowany😉. Mata przydała się po przemierzaniu kraju bardzo ciasnymi busikami, po których moje plecy były jeszcze bardziej spięte niż zawsze (tak, to możliwe🤪). Na fizjoterapii jestem co 2-3 tygodnie, na macie mogę leżeć codziennie i staram się to robić. Albo podkładać sobie poduszkę do akupresury pod kark. Wiecie, bo i tak często widać je gdzieś w tle moich stories, po prostu kocham to kolczaste cudo całym sercem i tak - to boli (jakby zaśpiewał Freddie - pain is so close to pleasure), ale ulga potem... nowe plecy. Staram się pamiętać o ruchu i gimnastyce ale jak mam wenę, to potrafię siedzieć przed komputerem od rana do 15-tej i dopiero po zerknięciu na zegarek zorientować się, że wypiłam tylko jedną herbatę, nic nie zjadłam, nie byłam nawet siku, co tu mówić o rozciąganiu😏🙈 Jeśli tak jak ja, nie jesteście idealni i dużo siedzicie - na hasło aniamaluje jest 30% na zestaw mata+poduszka albo 20% na pojedynczy element.
Jutro dowiem się do kiedy! Szczegółowy opis wrażeń ze stosowania tej maty jest na blogu - ja nie umiem już bez niej żyć! Serio, miłość! (Kiedyś nie dodałabym zdjęcia dokumentującego ciążę spożywczą z jaką chodziłam po Gruzji, ale to jedzenie było tego warte!) #zpoleceniaaniamaluje #pranamatpolska #pranamateco #pranamat #mójpranamat #mata #relaks #batumi #gruzja #współpraca #podróże #podróżemałeiduże

O tym, że wymyśliłam sobie...

Wczoraj miałam cudowną rozmowę z @magdalena_komsta, jedną z najmądrzejszych kobiet jakie znam. Rozmawiałyśmy np. o tym, ile to razy zastanawiamy się, czy strój nie przyćmi kompetencji. Bo prowadzisz prelekcję do której się długo przygotowywałaś i jednak chcesz potem usłyszeć, że była dobra, a nie, że twój tyłek świetnie wygląda w tej sukience.  Mężczyźni mają mniej seksualizowane ciała (aczkolwiek uważam, że Vladimir Putin nosi mistrzowsko skrojone garnitury🔥) i nie muszą się aż tak nad tym zastanawiać. I spoko, założysz mniej ładną sukienkę żeby „się dopasować” i „nie było gadania” ale przypadkiem utrwalisz dychotomię - ładna/sexy ALBO mądra i kompetentna.
Trudne wybory!

Miałam w życiu dwa takie przekorne momenty, gdy jednocześnie podkreślałam i talię i cycki i tyłek i nogi i jeszcze zakładałam szpilki. Wiele razy byłam oceniona powierzchownie jako niezbyt lotna laska, ale cholernie tych momentów potrzebowałam. Dzięki nim dzisiaj:
👉🏻 nikt nie jest w stanie mnie zawstydzić 👉🏻 mogę unieść brew pogardy, gdy na panelu inny panelista z niekrytym uznaniem pomieszanym ze zdziwieniem powie „ale ty jesteś mądra” po mojej wypowiedzi 👉🏻 kompletnie nie uzależniam swojego poczucia własnej wartości od tego, co mam na tyłku, bo tylko przeczołgawszy się przez etap skrajnie obcisłych sukienek mogę mieć pewność, że moje czucie się dobrze z samą sobą płynie z wewnątrz.

Bardzo często widząc kobiety oceniamy je przez pryzmat własnych wartości i poglądów. Że ubrała się tak by kogoś kusić, że na pewno jest jej niewygodnie na szpilkach i się poświęca, że to, że tamto.
Plx mniej oceniania ok? Może ta dziewczyna właśnie wyrwała się z toksycznego związku, w którym partner jej „nie pozwalał” wychodzić nigdzie w sukienkach i musi to sobie odbić? Może odeszła z jakiegoś ugrupowania oazowego albo ŚJ i ma potrzebę doświadczenia świata inaczej,by móc znaleźć swoją ulubioną wersję siebie? Nigdy nie wiesz!

Skłamię mówiąc, że nie mam z automatu założeń odnośnie nowo poznanych ludzi, bo jak każdy - mam, ale  unikam tych amatorskich psychoanaliz i was też do tego namawiam. Jeśli coś nikogo nie krzywdzi - who cares!
#aniamaluje #szczerze_pisząc

Wczoraj miałam cudowną rozmowę z...

13 Grzechów polskiej służby zdrowia

Jakie grzechy ciężkie popełnia polska służba zdrowia? Na podstawie doświadczeń moich i moich znajomych stworzyłam ich listę. A żeby było atrakcyjniej, przeplatam ją ciekawymi kampaniami reklamowymi. Ponieważ staram się nie narzekać i krytykuję tylko zjawiska, jakie krzywdzą innych, zamieszczam swoje (czasami naiwne i utopijne propozycje rozwiązań). Liczę też na Wasze! Wiem też, że istnieją naprawdę fajni, rozsądni lekarze nie faszerujący pacjentów truciznami i ludzkim podejściem, jednak nie o nich jest tekst.


1. Polska służba zdrowia nie rozumie słowa służba.


Hej człowieku, jesteś w służbie zdrowia aby mi służyć, tak samo jak ja pracuję z dziećmi abym im pomóc, a nie po to, aby wytykać błędy. Rozumiesz? Służba zdrowia ma służyć pacjentowi, a nie pacjent ma służyć do zbijania na nim milionów monet. 



2. Zapominanie, że pacjent, to CZŁOWIEK.

Nie kolejny punkt przeliczany na hajs i nie “przypadek”. Człowiek. Nie ważne, czy ma kasę, czy nie, czy ma odrosty, tłuste włosy i jest bezrobotny. Jest człowiekiem a lekarz ma obowiązek traktować go jak człowieka. Tak, tą straszą Panią która “truje dupę” też. Bo też jest człowiekiem. Ostatnio nie bywam w szpitalach, ale jesienią byłam w jednym z siostrą, bo kolega w szkole zmiażdżył jej palec metalowymi drzwiami. Pomijając fakt, że odsyłali nas od Annasza do Kajfasza, to czekając w godzinnej kolejce do gabinetu na korytarzu stało szpitalne łóżko na kółkach z brzydko ułożonym kocem. Przeżyłam szok jak po godzinie okazało się, że leży na nim żywa starsza Pani ” z wypadku” która czekała tam skulona aż lekarze wyjdą ze swojego pokoju i się nią zajmą! Przez ten korytarz co chwilę ktoś przechodził i nikt na nią nie spojrzał, co za znieczulica!



3. Psychiczne znęcanie się nad pacjentami.

Moja koleżanka wygląda młodo, zazwyczaj chodzi do ginekologa prywatnie, ale ten miał urlop a potrzebowała tabletek. Lekarka do której poszła zaczęła komentować głośno z pielęgniarką, że młodzi ludzie teraz puszczają się zamiast się uczyć! Co za chamstwo! Druga znajoma poszła szczęśliwa do ginekologa potwierdzić ciążę o którą się długo starała a usłyszała :

Niech się Pani tak nie cieszy, pewnie i tak straci Pani to dziecko!

Koleżanka przez dwa tygodnie była roztzęsiona, dziecko donosiła, ale wiecie jak stres działa na matki i ich dzieciątka. Skandal!


4. Faszerowanie lekami na chybił-trafił

Pacjent nie jest królikiem doświadczalnym a leczenie to nie rosyjska ruletka. Dlaczego antybiotyk zapisuje się w ciemno zamiast zrobić wymaz/posiew? Dlaczego są lekarze którzy wciąż zapisują antybiotyki na wirusowe choroby?!


5. Totalne dyskredytowanie medycyny naturalnej 

Niektórzy lekarze zapomnieli, jaki rodowód ma ich nauka i z miejsca odrzucają wszystko co naturalne. Tymczasem nie ma ludzi uzależnionych od waleriany, a od Valium już są (Valium to syntetyczny odpowiednik waleriany). Hej, ja wiem, że to biznes, ale kurczę, wiele metod naturalnych jest super i wystarczy się trochę dokształcić, wtedy właściciele Maxa nie leczyliby go 2 lata, skoro moją metodą udało im się w kilka dni.



6. Zarażanie i zakażanie pacjentów.

Napisało do mnie kilkadziesiąt matek których pociechy na porodówkach zakażono gronkowcem. Wiele pracowników szpitali jest nosicielami. Wspaniale, że nic im nie robi ten gronkowiec, ale małym bezbronnym dzieciaczkom robi. Masz gronkowca? To się go pozbądź! Świadome zarażanie innych czymkolwiek jest złe. Z gronkowcem nie można pracować w spożywce! Nie ma usprawiedliwienia. Tym bardziej, że moja koleżanka dzięki szpiatalom ma WZW. Super, co? “Po pierwsze nie szkodzić!!!!!!!!!!!!”


7. Trucie pacjentów.

Ja wiem, że leki to kupa kasy, ale do cholery, trucie ludzi jest złe. Koniec. Kropka. Dlaczego babcia mojej koleżanki wyleczyła się z nieuleczalnego RZS odstawiając leki i gluten? Bo większość objawów pojawiła się…po lekach. Nie truj!



8. Dieta szpitalna która jest do dupy.

Jest totalnie bez sensu, pacjent po przeszczepie dostaje kromkę białego chleba z tanią mielonką na śniadanie. Nie mówcie, że to kwestia kasy, bo w tej cenie mógłby zjeść trochę kaszy jaglanej z kawałkiem jabłka i byłoby zdrowo. Nie mówcie, że to nie decyzja lekarzy, bo to bzdura, za to odpowiada dyrektor szpitala który jest lekarzem!


9. Brak dyskrecji!

Byłam kiedyś w innym szpitalu i pielęgniarki bardzo głośno komentowały (przy czekającym na swoją kolej przerażonym, na oko 12-letnim chłopcu o którym gadały), że to jest ten chłopak, co mu “uciekło jąderko” i prowadziły rozmyślania o jego jądrze. Serio?!! Dorosłe kobiety tak ośmieszają dziecko? Cała kolejka na niego patrzyła, nie chcę myśleć, co myślał.


10. Sianie defetyzmu.

Mają Ci lekarze na studiach psychologię czy nie? Dlaczego zatem na wejściu do szpitala dostaję druk z pytaniem kogo powiadomić w przypadku mojej śmierci? Dlaczego lekarze operują tak łatwo słowami “nieuelaczalne” “nie ma nadziei” “szanse są marne”, zamiast robimy co w  naszej mocy, obecnie trwają intensywne badania nad lekiem X?  Czy ci lekarze nie znają badań o wpływie śmiechu i radości na zdrowienie?


11. Brak wiedzy.

Zapatrzeni w swoje książki odpowiadają “taka Pani uroda”, , gdy czegoś nie wiedzą, a jak moja koleżanka przyszła do dermatologa, to obejrzał jej wypryski i zaczął szukać przy niej odpowiedzi w google! Jak czegoś nie wiem, to kieruję do kogoś, kto wie.


12. Łapówkarstwo.

Ciocia mojej koleżanki miała guza w mózgu. Bliska śmierci, a jej mąż słyszy “to kosztuje 10 tysięcy, inaczej nie mamy miejsc”. Płacenie za L4 – 100 zł i jest pan chory do dwunastego.  Moi rodzice jak byłam mała chcieli prywatnie wyciąć mi migdałka. Lekarz przyjmujący prywatnie chciał za wziętą prywatnie kasę wyciąć mi migdał w państwowym szpitalu. Gdzie ludzie czekają na miejsca. Skurwysyństwo.


13. Traktowanie pacjenta jak śmiecia.

Ta sama koleżanka, co jej ginekolog powiedziała, że jeszcze pewnie to dziecko straci, podczas porodu słyszała “co się pani tak drze”, “nie jest pani wyjątkowa” “smarkatej się bachora zachciało”. W UK takie rzeczy podchodzą pod Neglect, Physical i Emotional Abuse. . Za to są grzywny i wyroki. Służba, to służba, nie nadajesz się, to zmień pracę. Większość moich koleżanek źle wspomina swoje porody,a przede wszystkim personel.


Tyle.


Proponowane rozwiązania? Testy psychologiczne, czy człowiek nadaje się do zawodu. Zakaz wykonywania zawodu za łapówkarstwo, surowe przepisy dot. znęcania się nad pacjentami i ocenianie lekarzy jak studenci oceniają wykładowców w USOS-ie. Szkolenia i uwrażliwianie na pacjenta. Ja wiem, że to setny pacjent którego boli, ale to jest człowiek, nie kolejna parta udek z kurczaka. Nie pracujesz w fabryce ani w ubojni drobiu, więc naucz się szanować pacjenta. Po pierwsze : człowiek!


Grzechy pacjentów innym razem.
Jestem ciekawa, jakie rozwiązania Wy sugerujecie. Czekam na komentarze 🙂 




Będzie mi miło, jeśli zaobserwujesz mnie na :


 

Follow on Bloglovin


lub polubisz na fejsie 😉


Drodzy, przewrażliwieni lekarze, studenci i inni związani
 ze SŁUŻBĄ zdrowia. Instrukcja specjalnie dla Was.
Wiem, że nie obowiązuje już termin służba zdrowia, przyznałam to szybko w komentarzach, po co się powtarzacie? 🙂
Mam moderację do komentarzy przy tekstach starszych niż trzy dni. Jeśli po wklepaniu komentarza wyświetla się tekst “Twój komentarz oczekuje na moderację”, to znaczy, że oczekuje, nie pisz go dziesiąty (!)raz po czym za jedenastym – “jesteś szmatą, usuwasz komentarze”. Proszę, czytanie ze zrozumieniem nie boli.

Każdy komentarz obrażający chociaż jednym słowem mnie lub pacjenta jest traktowany jako SPAM.
wiem, że obowiązuje Was 52 artykuł kodeksu etyki lekarskiej, szkoda, że nie pamiętacie o kolejnych. Sama jestem pedagogiem-terapeutą. 
I tak, jestem dumna z tego, że SŁUŻĘ dzieciom swoim czasem, swoją radą, wsparciem, pomocą.
Co więcej, często zaglądam na fora gdzie wypisuje się “grzechy” nauczycieli, pedagogów i innych osób pracujących z dziećmi. Staram się wyciągać wnioski, także te na przyszłość. Szkoda, że wszystko traktujecie za atak. Obrażajcie mnie na swoich grupach czy czym tam chcecie, ale nie tutaj.
Nikt nie oczekuje, że będzie traktowany jak księżniczka, każdy pacjent wie, że szpital to nie hotel. Mam jednak dosyć mówienia, że to system nawalił, bo to konkretni lekarze i konkretne pielęgniarki o konkretnych imionach i nazwiskach obrażają pacjentów.
nie system. 


moje “oświadczenie” jest tutaj

Uściski, Ania

219
Dodaj komentarz

avatar
102 Comment threads
117 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
0 Comment authors
AnonimowyAniamalujeThoriluckywomanJaskra Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Anonimowy
Gość
Anonimowy

nieestety znam KAŻDY podpunkt z doświadczenia :((

Anonimowy
Gość
Anonimowy

też trafiłam z medycznych żarcików. wiesz co jest najśmieszniejsze? że to co piszesz, to w większości prawda. Lekarze są bezkarni, to są te same kujony których nikt nie lubił, bo byli z biol-chemu 😉 tylko trochę starsze. Nie mówię, że wszyscy,. ale 3/4 ludzi u mnie na roku to bufony i nadęte cepy. Również jestem za restrykcyjnymi, ostrymi przepisami.PS. czasami antybiotyki zapisuje się przy chorobach wirusowych aby leczyć empirycznie, ale to, że pacjenci tego nie rozumieją, to wina lekarza który nie wytłumaczy. Chyba, że piszesz o sytuacjach kiedy lekarz nawet nie zbada, a sa tacy 🙂 To się teraz zdystansowałam… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Jestem STRAŻAKIEM, wiele razy ratowałam ludzkie życie. Nie każdego dnia, bo czasem ściągam kotka z dachu, czasem wyciągamy samochód z pod drzewa, czasami ściągamy szerszenie z dachu. Moja praca polega jednak na ratowaniu życia. Nie mam z tego pieniędzy jak lekarz rodzinny z mojej miejscowości, który wybudował sobie i wszystkim trzem córkom domy. Nie narzekam na to, bo sam wybrałem swoją ścieżkę i jestem za nią wdzięczny. To moje powołanie. Dlatego denerwują mnie zadufani w sobie lekarze którzy oczekują nie wiadomo jakiego traktowania. Ja też ratuję życie i też jest to moja praca. Czasami tylko przykro, jak my kogoś uratujemy,… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

"Jest totalnie bez sensu, pacjent po przeszczepie dostaje kromkę białego chleba z tanią mielonką na śniadanie." nic dodać, nic ująć ! mój tata tak miał, bez sensu

recenzjatorka
Gość

Więcej pieniędzy przeznaczane jest na wyżywienie przestępcy w więzieniu, niż chorego w szpitalu. Ale pomijając kwestie pieniężne, to się zgadzam, bo sama miałam "przyjemność" kilka dni zajadać szpitalne specjały i wtedy też kalkulowałam co mogłabym zjeść zdrowego za tę samą kwotę.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Kolezanka na gorze ma racje, moj tato pracuje w zakladzie karnym i mowil mi ze wieznioie maja o niebo lepsze jedzenie niz pacjenci w szpitalu. Pamietam jak moja siostra byla szpitalu po wycieciu wyrostka i apadla mi taka sytuacja jak pielegniarka odgrzewala jedzienie w mikrofali 🙂

Anonimowy
Gość
Anonimowy

jeszcze fakkt, że nie da się wygrać na dobrym poziomie procesu przeciw lekarzowi, bo biegłym jest lekarz, często kolega ze studiów, z korytarza, ze szpitala czy z konferencji.

Oleandrra
Gość

I to jest właśnie ten powód, dla którego nawiązałam w rozmowie ze znajomymi do twojego bloga. Bardzo dobry wpis, zgadzam się chyba ze wszystkim.
Lekarze chyba za bardzo sobie wzięli do serca, że mają prestiżowy zawód. Stąd przekonanie o nieomylności, brak chęci rozwoju, przedmiotowe traktowanie pacjentów.

Melle Coccinelle
Gość

Gdy mój dziadek chorował trafił na jedną naprawdę świetną lekarkę (już w szpitalu) i zespół dobrych pielęgniarek, ale jednocześnie jego lekarka rodzinna uważała, że ona nie będzie wysyłać pielęgniarki by mu krew co miesiąc pobierała do badań, bo przecież to jest zdecydowanie zbyt często (dziadek miał nawracające ciężkie anemie, i czasem nawet co miesiąc miał toczenia, więc pewnie na oko mieliśmy stwierdzać jaki jest hematokryt) oraz że po zlecenia stałe na artykuły higieniczne powinien do ośrodka sam przychodzić (a trzeba było mu pomóc przejść z łóżka na fotel obok…). Na szczęście lekarka, która pracowała w szpitalu okazała się człowiekiem pełnym… Czytaj więcej »

Wizaż Marzena Bartosz
Gość

Kochana świetny post!!!!!!!!!!!!!
Zgadzam się z Tobą!!!!!!!!!!

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Mam nieprzyjemnosc mieszkac w sasiedztwie sporej grupy studentow 'lekarskiego' , takivh glosnych imprez nikt nie robi, butelek wynoszą tony (mamy po nowej ustawie kolorowe worki na odpady segregowane ) nie powierzyłabym im roslinek ani psa na. weekend, co tu mowic o zdrowiu. Dobrze, ze zaznaczylas, ze sa tez inni, ale.i tak zaraj pojawi sie tu jakis debil ktory powie, ze.szufladkujesz ludzi. Zgadzam sie z teza, ze po pierwsze człowiek. Dobry tekst, moze nie znam z autopsji kazdego przypadku, ale wiekszosc grzechow niestety tak

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Najlepsze imprezy u medyków i prawników 🙂 Medycyna to dość stresujące studia, nie powinno się oceniać człowieka tylko po tym, że "odreagowywuje"

Anonimowy
Gość
Anonimowy

We Wrocławiu studenci medycyny odreagowując swoje ciężkie życie na imprezie, z zimną krwią znęcali się nad kotem sąsiadki, wkładając go na przykład do mikrofalówki. Jeśli ktoś taki ma mnie leczyć to chyba już wolę umrzeć w spokoju – i naprawdę, stres tego nie usprawiedliwia.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

no to jestem na jakimś dziwnym wydziale prawa, nie powiem by ktoś tu był imprezowy. ludzie od pierwszego roku latają w garniakach i z teczuszkami (ha ha ha) i wstawiają milion zdjęć na fb jak to oni się uczą po nocach z energetykami i opasłymi tomiskami (a na egzaminach trzymają telefony ze skryptami między nogami i jeszcze nie zdają -.-')

Nika.
Gość

Ja bym jeszcze dorzuciła taki grzech całej służby zdrowia, w sumie rozbudowanie jednego z wymienionych przez Ciebie. I to nie tylko w Polsce, wydaje mi się, że na szeroko rozumianym zachodzie jest z tym jeszcze gorzej – w Stanach lekarz za zaproponowanie choremu na raka alternatywnego leczenia traci licencję. Nie mnie wnikać czy to faktycznie spisek koncernów farmaceutycznych, czy dbanie o to, żeby nie przesadzić (przypomniał mi się odcinek któregoś z medycznych seriali, chyba naszych "Lekarzy", gdzie kobieta dla zdrowia przez rok jadła tylko i wyłącznie kaszę jaglaną), ale wciskanie na każdą dolegliwość antybiotyku to jakaś masakra… Ja antybiotyk brałam… Czytaj więcej »

Agnieszka Rumińska
Gość

"Tylko co z tego skoro większość leków, które ja brałam jest już zupełnie niedostępna w Polsce" – Nika, skąd czerpiesz wiedzę odnośnie homeopatii?

Nika.
Gość

Od zaufanej lekarki, homeopatki, u której leczymy się całą rodziną od kilkunastu lat.

tonia
Gość

Hmm, na samą Unie to bym raczej nie zwalala, bo akurat w krajach ze tak powiem "starej Unii" lekarze zanim otworzysz buzię nie rzucają antybiotykami czy innymi lekami z tekstami m"spróbujmy czy to zadziała". Sporo lekarzy pierwszych kontaktów próbują na poczatku naturalne metody, homeopatyczne leki (wiadomo, do idealu daleko, ale o wiele lepiej niz w pl -bazuje na doswiadczeniach wlasnych i znajomych/rodziny).
(zresztą często mozna poczytac na forach jak nasi rodacy, mieszkający za granicą, narzekają ze nie dostali od razu antybiotyku)

Catherine Wolf
Gość

Niestety jak większość ludzi miałam nieprzyjemne zdarzenia związane z lekarzami. Z każdym rokiem jestem bardziej bezczelna bo nic innego nie działa na takich ludzi. Jeśli jestem traktowana po chamsku to od razu pytam kto jest tej osoby przełożonym i oczywiście mówię, że takie zachowanie mi się nie podoba. Zwykle to działa. Jeśli jednak słyszę wzdychanie i mamrotanie pod nosem to rzeczywiście wędruję do ich przełożonego.

Jeśli będziemy milczeć to będą myśleć, że im wolno nas tak traktować. Niestety czasami trzeba twardo walczyć o swoje prawa.

Lady Lukrecja
Gość

O tak, sama pamiętam swój pobyt w szpitalu. Nie dość, że choroba osłabia człowieka, to jeszcze lekarze i reszta personelu zamiast w jakikolwiek sposób podnieść na duchu, jeszcze bardziej dobijają.

Karolina (prywatna-rewolucja)
Gość

Jak zawsze świetny post, ja na razie odpukać nie miałam dużej styczności ze służbą zdrowia 🙂

Madziku
Gość

Ostatnio byłam w szpitalu. Jak lekarz prowadzący mnie obejrzał to komentował ` z czym pani do mnie przychodzi, z takich powodów nie przyjmujemy na oddział` – co ciekawe potem każda pielęgniarka jak widziała mój przypadek to się za głowe łapała. Ten sam lekarz mówił `kawał baby a taka delikatna`, `nic na panią nie działa, pani z kosmosu chyba jest`… ale za to pielegniarki kochane, cudowne i ciepłe 🙂 prowadząca pielęgniarka zmieniła mi sama z siebie leczenie i po 4 dniach mogłam wrócić do domu, gdzie wcześniej ponad tydzień leczyłam się prywatnie, tona leków.. tona kasy, a było coraz gorzej, aż… Czytaj więcej »

BeautynLiving
Gość

Zgadzam się ze wszystkim! Dodałabym jeszcze przepisywanie leków od firm, które im coś za to dają, to jest świństwo, w szczególności wtedy, kiedy istnieje lek o tym samym składzie i sporo niższej cenie.

Matbaza
Gość

Dokładnie – to jest magia pieniądza. Nie wierzę w lekarzy.

animale
Gość
animale

Potwierdzam. Mi lekarz niedawno wypisał suplement diety długopisem który reklamuje ten suplement, na bloczku tej samej firmy. Na ścianie za nim wisiał wielki plakat z reklamą tych tabletek ;D. Oczywiście nie wykupiłam tylko sama poczytałam badania medyczne i na tej podstawie wybrałam to co mi potrzeba. Na kolejnej lekarz zapytał czy biorę to co mi wypisał, odpowiedziałam że wybrałam co innego – a on "to i tak jeden diabeł i nie działa" x(

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Koszmar, po prostu. Medycyna z jednej strony się tak rozwija, powstają zupełnie nowe metody, a z drugiej ludzie zachowują się jak maszyny. Przyjąć, wypisać receptę, radź sobie.
Bardzo zapadł mi w pamięci pobyt w szpitalu po tym, jak całą noc kasłałam. Trzymali mnie tam chyba jako ozdobę, leki przyjmowałam te same, co wcześniej, nie zrobiono mi ani jednego badania, jedynie płukałam nos, co mogłabym przecież sama zrobić w domu. Przy okazji truli mnie czymś, co trudno nawet jedzeniem nazwać. Uratował mnie dziadek przynosząc rosół. Wyszłam z szarganymi nerwami. Oczywiście jak kasłałam, tak kasłałam dalej.

hurija
Gość

Aż mi się nóż w kieszeni otworzył po przeczytaniu tego. Dobrze, że nie mieszkam w Polsce. wstyd!

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Niestety taka smutna rzeczywistość :/ Mam nadzieję, że jak już spełnię swoje marzenie, skończę medycynę, zrobię specjalizację itd., stanę się dobrym lekarzem pozostając jednocześnie człowiekiem…

gosia
Gość
gosia

Bardzo trafne spostrzeżenia. Z doświadczenia również znan wszystkie punkty 🙁 W czasie porodu mialam nieprzyjemnosc słyszeć od położnej i lekarzy bardzo niemiłe wręcz chamskie teksty. Poród miałam bardz ciężki, drugiego dziecka odechcialo mi się na dobre, powodem jest nie tyle ten trudny poród co okropne traktowanie, czułam się właśnie jak w fabryce. Byle szybko ibezproblemowo, o nic nie pytaj, streszczaj się i zjeżdżaj już. Gdy z bólu po prostu poplaklam się usłyszałam od położnej " teraz płaczesz?! Trzeba bylo myśleć wcześniej, teraz to tylko dziecko będzie płakać!" a to był był jeden z najdelikatniejszych tekstów. To mój pierwszy komentarz na… Czytaj więcej »

Matbaza
Gość

Dokładnie – okołoporodowe wydarzenia pozbawiły mnie chęci posiadania drugiego dziecka. Mam równie przykre doświadczenia.

animale
Gość
animale

Do młodej grupy należę, dzieci nie lubię, ale… z chęcią czytam ciekawostki dotyczące dzieci – głównie ze względu na aspekt socjalizacji i jak to może pozytywie wpłynąć na psychikę i przyszłe dojrzałe życie człowieka :))

karola0912
Gość

"taka pani uroda niektórzy mają cały czas katar" słyszałam od 2 niezależnych ginekologów na powtarzające się infekcje multum tabletek do jedzenia które nie pomagały nikt nie wspominał ze florę bakteryjna trzeba uzupełnić-pomogło bardzo szybko i rzadko coś mi sie przytrafia. Wiele nie trzeba było.

justyna159147
Gość

Tak było, jest i pewnie będzie.. Nie zawsze ludzie idą na medycynę z powołania, a skutki takiego postępowania obserwujemy w niemal każdym szpitalu.

Matbaza
Gość

Na porodówce – kto wchodził do pomieszczenia, ładował mi palce w cipę – ani "dzień dobry", ani "nazywam się…"… i młoda lekarka, co żuła gumę jak krowa trawę – "będzie cesarka" – "nie tak to sobie wyobrażałam" – mówię. "Ja miałam dwie i żyję" odpowiada przeżuwacz, nie patrząc mi ani sekundę w oczy. Mnóstwo, mnóstwo, mnóstwo, mnóstwo poczucia, że jestem mięsem, z którym trzeba coś zrobić. Z pewnością nie człowiekiem.Cała ciąża super, usg przed samym porodem – wszystko super – poród katastrofa – dziecko z powiększonym dwa razy sercem, z powiększoną wątrobą, śledzioną, bradykarią zabrane do innego szpitala, nawet pół… Czytaj więcej »

Toyad Mordovnick
Gość

Wrrr… Przez mój poród przewinął się tabun ludzi, lekarzy i pielęgniarek, ale niestety co najmniej połowa z tego tałatajstwa NA ODSTRZAŁ pod względem "wrażliwości" i kultury osobistej. A "cudownego" pana Ordynatora miałam ochotę osobiście kopnąć w to aroganckie starcze dupsko, kiedy rzuciwszy na mnie ledwo okiem pogardliwie skwitował "eee, pewnie będzie do cięcia"… Żadnego cięcia nie było, bucu.

Gaja
Gość

W zasadzie to nie mam pozytywnych doświadczeń z kontaktów ze służbą zdrowia, cale szczęście, ze często nie musiałam do nich zaglądać, jednak ostatnio rozpoczęłam diagnozowanie alergii i aż się boję co mnie czeka, a między innymi wielogodzinnych kolejek do alergologa. Żeby w ogóle dostać się do kolejki, należy odczekać ze dwa m-ce od rejestracji w okienku. Niesamowicie drażni podejście "następny proszę". Może ktoś w rządzie wreszcie się zastanowi dlaczego lekarze nie mają dla nas czasu, a może jest ich za mało? Latem przez cały miesiąc byłam na antybiotykach, bo pani dr zamiast zrobić posiew, przepisywała mi je na pałę! Poruszyłaś… Czytaj więcej »

Almetyna _ Worek-potworek
Gość

Cześć. Brawa za fajne podejście do tematu. Raczej trudno będzie cokolwiek zmienić za pomocą decyzji urzędowych, zakładając że mamy na nie jakiś wpływ. Niby mamy tę kartkę wyborczą… ale to nic nie daje, a ta "służba" poszła na wychodne już dziesiątki lat temu. To co proponuję? Nową falę protestu.Nie odpuszczać i stwarzać napór. Zgłaszać każdy przypadek złego traktowania, chamstwa, znieczulicy i nieudolności medycznej do Izby Lekarskiej, Rzecznika Praw Pacjenta i w mediach. Zacznijmy od blogów i fejsa. Dla sprawiedliwości należy też wyrażać głośno wdzięczność za WYJĄTKOWO dobrą postawę tej służby, co się jednak zdarza. I nie chodzi mi o standardową… Czytaj więcej »

Magda
Gość
Magda

Nie da się nie zgodzić, że lekarze są niedouczeni, olewczy, bagatelizujący. Od ponad pół roku próbuję się zdiagnozować na coś, co daje mi objawy: powiększone do 3 cm węzły chłonne szyi i głowy, poty nocne, osłabienie, częste przeziębienia, swędzenie ciała, eozynofilia. Lekarze zamiast zlecić porządne badania to jeden każe mi iść do drugiego i na odwrót, na każdej wizycie dając skierowanie na jakieś pojedyncze badanie, które nic nie wnosi. I tak się bujam między chirurgiem onkologiem, a lekarzem od chorób pasożytniczych. Naprawdę dzięki za ten wpis i ten pt. ''chcesz schudnąć?…'' bo jutro mam dentystkę (ona akurat jest spoko), rodzinną… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Mi to również wygląda na chorobę pasożytniczą. Skoro swędzi całe ciało może spróbuj metody na włosogłówkę z mąką i miodem, ale najlepiej porządnie się odrobacza naturalnymi metodami – podobno dobra jest książka Nadieży Siemionowej, bo zawiera kompleksowy program odrobaczenia (stosowanie pojedynczej metody może nie przynieść rezultatu).

MalaKobietka
Gość

Witaj Aniu, od dawna czytam Twojego bloga, szanuje Twoje zdanie i punkt widzenia, a jako osoba która za 5 miesięcy zostanie lekarzem chciałam podzielić się swoimi przemyśleniami: AD.1 80% ludzi których poznałam na pierwszym roku deklarowała że znalazła sie tutaj z tzw. powołania, część z nich odpadła niestety po pierwszej zimowej sesji, część sama zrezygnowała a część się ostała 😉 Po 6 latach ciągłego chamstwa, poniżania ze strony asystentów, mobbingu, wtłaczania nam do głowy różnych bzdur śmiem twierdzić że ludzi z powołania pozostał może 1% . Warto zaznaczyć że najważniejszym słowem na naszych studiach jest "prokurator", powtarzane każdego dnia. Jesteśmy… Czytaj więcej »

Pyra Z Bzikiem
Gość

Ad Ad 8. Byłoby dobrze gdyby lekarze to mówili (a raczej, gdyby to wiedzieli). I byłoby dobrze gdyby tak wyglądała rola dietetyka. Niestety, nie spotkałam się z ani jednym ani drugim. Lekarze mają zatrważająco niską wiedzę z zakresu żywienia klinicznego. A paradoksalnie to oni wydaję tzw. zlecenia – dotyczą one leków, opatrunków, rehabilitacji (o której też mają nikłe pojęcie) oraz właśnie diety. Dietetyk nie może jej samodzielnie zmienić, tak jak np. pielęgniarka nie może samodzielnie zmienić dawki leku. Rolą dietetyka w wielu szpitalach jest rozdawanie talerzy z posiłkiem i pytanie "cukrzyca jest?", koniec. Abstrahując od tego, że wg naszego rządu… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

yyyy… nie mam pojęcia gdzie ty studiujesz… też studiuję lek i na mojej uczelni nie ma mowy o takich zachowaniach :O

MalaKobietka
Gość

Na Śląskim Uniwersytecie Medycznym 🙂 U nas wiele osób się przenosi do innych uczelni i twierdzą że poziom nauki jest podobny ale asystenci traktują ich z szacunkiem.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Wielki szacunek do Ciebie za to, że walisz tak prosto z mostu.

Vea | Vea Loveliness
Gość

Nigdy nie zapomnę lekarza, który miał przydomek "rzeźnik". Mój brat złamał rękę, a ten nastawił mu, gdy brat powiedział, ze go boli to ten odpowiedział "ZAMKNIJ SIĘ GÓWNIARZU!" WFT??? Tak mu nastawił tą rękę, że po 3 tygodniach łamali mu jeszcze raz…. Lekarz już tam nie pracuje i całe szczęście ! Z kolei mojej koleżanki mama poszła do lekarza i coś w badaniach źle wyszło,a lekarz do niej "Ma pani raka, proszę pożegnać się z rodziną". Mimo, że była załamana poszła do innego lekarza i okazało się że to nie rak a… niegroźna torbiel, której można pozbyć sie tabletkami…. Sama… Czytaj więcej »

Vea | Vea Loveliness
Gość

Straszne ? A popatrz jak prawdziwe… Rozumiem to, że lekarz to też człowiek, którego powinniśmy równo traktować. Ostatnio czytałam o pacjentach, którzy się spóźniają, spóźni się taki 10 minut, lekarz na niego poczeka, temu ucieknie autobus albo po prostu wróci później do domu. Z czasem nazbiera się tego czasu, wyjdzie że pracuje kilka godzin na free. Co czego zmierzam? Skoro od nas wymaga się bycia punktualnym to niech lekarze też to robią. Przykład: w tamtym tygodniu miałam na 14 do lekarza, o 14.30 mogłam wrócić busem, bo kolejny był ok 16. Babka miała od 14 przyjmować, a przyszła sobie 14.23… Czytaj więcej »

Vea | Vea Loveliness
Gość

Zgadzam się, komentatorzy bardzo fajnie uzupełniają tematy, sama się o tym przekonałam na swoim blogu i można poznać opinie ludzi, to co na prawe myślą, a nie tylko schemat który jest wałkowany przez media czy osoby bardziej wpływowe.

Gabrysia
Gość

Co do porodów – "trzeba było wrzeszczeć kiedy pani dawała"

Anita
Gość

Świetnie to opisałaś… do każdego punktu mogłabym przytoczyć po kilka sytacji z mojego życia… a po lekarzach "chodze" od ok 4 lat. Teraz zaczynam leczyć się sama i czuję się świetnie. Najgorsze jest to, że niektórzy tak bardzo ufają lekarzom, np. moja babcia, jest święcie przekonana, że jak bierze te wszystkie tabletki przepisane od niego i trzyma się zaleconej diety to będzie zdrowa… no i nie jest. I nie potrafię jej przekonać, że lekarz nie ma racji.

Szczypta Magii
Gość

Temat trochę dla mnie 🙂 Wszystko o czym piszesz w tym poscie to absolutna prawda nie mniej jednak bardzo fajnie, że pamietałaś o lekarzach, którzy podchodzą do pacjenta jak do człowieka. Sama mialam wiele problemów zdrowotnych. Bardzo często (minimum raz dzennie) mdlałam. Lekarze kompletnie nie wiedzieli co mi jest, na znajomym SORe oczywiscie wszyscy mnie znali ale nie zapomne nigdy tekstu pielegniarki do lekarza "Panie doktorze to ta, co udaje" Normalnie opadły mi ręce!!! Jak tak mozna. Bo oczywiście najłatwiej tak powiedzieć, jeżeli nie mozna znaleźć przyczyny omdleń, a tekst taka uroda nasłuchałam się u ginekologa niejednokrotnie bo nie mogli… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Ja też dorzucę dwie historie :1. Kolega kaszlał od grudnia caly czas, lekarz mówił że to przeziębienie. W styczniu objawy się pogorszyły i wylądował w szpitalu, zaczęli faszerować go antybiotykiem, później następnym, a potem prywatnie okazało się że to krztusiec. Reasumując: 2 miesiące nie chodzenia do szkoły i 2,5kg (a już i tak chudy jest )2. Ja sama dostałam wysokiej gorączki w jeden dzień i trzymała mnie pół dnia, pojechalyśmy na pogotowie (podczas samoleczenia na trądzik, oczyszczanie całego organizmu) ze względu na ciocię, bo się martwiła i lekarka nie wiedząc co mi jest, wypisała mi antybiotyk na trądzik. Antybiotyku nie… Czytaj więcej »

Marianna Greenleaf
Gość

No niestety, wygląda to jak wygląda. Na medycynę ludzie teraz idą głównie dla pewnej kasy i prestiżu, a nie z chęci pomagania ludziom – smutne, ale prawdziwe. Ja jestem zdania, że cały ten system jest chory i raczej ciężko będzie to zmienić, bo po prostu wszystkim oprócz pacjentów nie jest to specjalnie na rękę. Możemy sobie snuć utopijne wizje nt. tego co by można zrobić, ale tym światkiem rządzi kasa. Wybacz moją zgorzkniałość Aniu, ale sama mam wiele niefajnych doświadczeń i spotkałam się osobiście chyba z każdym z wymienionych przez Ciebie "grzechów" 😛 Czasami się trafi jakiś przyzwoity lekarz, takich… Czytaj więcej »

Arya Stark
Gość

Pozwolę sobie wtrącić to i owo.Z większością zarzutów nie sposób się nie zgodzić, ale należy również pamiętać, że są dwie strony medalu. Przecież takie a nie inne zachowanie służby zdrowia wynika również z tego, że się na to pozwala lekarzom/pielęgniarzom/technikom/rejestratorom, wszystkim po kolei. Często ludzie przychodzą do domu i utyskują a w szpitalu są "grzeczni". Pracuję i w szpitalu i w przychodni: to, że dzisiaj pacjent to pieniądz nie jest złe, bo jednak doprowadza do tego, że z prywatnej placówki ma wyjść zadowolony bo jeśli nie to nie wróci. I takie jest założenie. No a jeśli ktoś sprzedaje usługę marnej… Czytaj więcej »

Vashti
Gość

Mam 16 lat młodsza siostrę a że moja mama gdy była w ciąży do najmłodszych już nie należała to kilka razy wylądowała w szpitalu. Co prawda nie narzekała na opiekę ( znajomości…) ale po tym, czego się tam napatrzyłam odechciało mi się dzieci. Chyba, że będzie mnie stać na poród prywatnie. Niekompetencja, znieczulica, wyśmiewanie "brzydkich" dzieci, czekanie aż ktoś "da w łapę"…to wszystko mnie przeraziło. Pewna kobieta była już "po terminie", powinna dostać leki na wywołanie porodu, ale zamiast tego usłyszała, że ma dużo chodzić po schodach (!). Od tej pory, gdy pomyślę o posiadaniu własnych dzieci na myśl przychodzi… Czytaj więcej »

Nipaqui
Gość

Akurat chodzenie po schodach to jest dobra metoda na wywołanie porodu, tak jak i jedzenie ostrych rzeczy, seks itp. A poród z oksytocyną potrafi być wyjątkowo bolesny…

Szara Wiewiórka
Gość

W Anglii też sobie napsułam nerwów u lekarzy, ale faktem jest, że zawsze są bardzo mili. A jak jest przy cięższych przypadkach, przy operacjach itd. na szczęście nie miałam okazji sprawdzać.

Artinowy Świat
Gość

Nie mam czasu w tym momencie odpowiedzieć tego co bym chciała, ale po tak mocnym tekście jak tylko znajdę chwilę czasu, na pewno wyskrobię do Ciebie e-maila. Polscy lekarz potrzebują jakiegoś ogarnięcia się

Anonimowy
Gość
Anonimowy

na szczęście jestem zdrowa, w szpitalu nie leżałam nigdy i jestem wdzięczna, że nie miałam kontaktu z tak wredną służbą zdrowia, jak opisałaś. jednak zgadzam się, że lekarze na WSZYSTKO przepisują antybiotyk. w moim przypadku to zawsze jest Augmentin, najgorsze świństwo, które zazwyczaj jem przez ok. miesiąc, bo efektów w leczeniu np. zapalenia oskrzeli po nim nie widać, za to są ciągłe mdłości, wyjałowiony i słaby organizm, który po zakończeniu antybiotykoterapii od razu łapie byle gówno. przez ostatnie 2 tygodnie czułam się fatalnie, najpierw zatoki, potem krtań, straciłam też głos, ale powiedziałam nie, nie ide do lekarza, bo dostane znowu… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

aha, zapomniałam dopisać: od dziecka choruję na AZS. byłam u kilku dermatologów, alergologów, co przepisują? Alergolodzy tylko tabletki na alergię, ewentualnie na uspokojenie, bo przecież AZS jest nieuleczalne, to najlepiej nafaszerować tabletkami jak świnię i zatuszować wszystkie objawy 🙂 nikt nie proponuje diety, picia melisy czy innych ziółek na uspokojenie, od razu tabletki. a dermatolodzy? oczywiście sterydy, żeby szybko zagoiły się wszystkie zmiany skórne i przy okazji żeby trochę pozatruwać organizm, a wtedy zatacza się koło, bo im więcej toksyn i innych świństw w organizmie, tym więcej zmian skórnych. aż witki opadają, gdzie są lekarze, którzy proponują naturalne sposoby?!

Toyad Mordovnick
Gość

Sooo true 🙂 Też mam koszmarne AZS, a ze "specjalistami" identyczne doświadczenia – tablety przeciw alergii oraz obowiązkowo bateria maściółek i sterydów. I tyle. Żadnego dociekania co, skąd, dlaczego… Na własną rękę zdobywam informacje, od żadnego lekarza nigdy nie usłyszałam ani słówka o możliwości objawów AZS przy chorobach pasożytniczych, przeroście candidy w kichach, itp.

illonky
Gość

Jedna rzecz -nie ma SLUZBY zdrowia,tylko opieka zdrowotna. Sluzyly siostry zakonne jako pielegniarki, wtedy mozna bylo mowic o sluzbie. Kazdy lekarz przyjmujacy prywatnie zalatwia swoich pacjenyow w szpitalach panstwowych, to jest norma. Lekarze ignoruja medycyne alternatywna-nie moga przyznac sie,ze cos naturalnego jest lepsze niz leki,ktore przechodza powazne badania

Peggy Brown
Gość

raczej "nie mogą się przyznać, że coś naturalnego jest lepsze niż leki firmy, która daje im mamonę" 😉 z tymi poważnymi badaniami bym nie przesadzała, rzeczywistość jest zbyt brutalna..

illonky
Gość

Z wykształcenia jestem pielęgniarką i stąd takie małe czepialstwo słowne;) A co do badań – żeby jakiś lek wprowadzić na rynek najpierw trzeba go przebadać. Żeby to zrobić rzetelnie, potrzeba kilku lat – najpierw laboratorium i zwierzęta, potem przechodzi się na ludzi. (Nie zgodzę się, że badania te nie są poważne, bo czytałam wiele doniesień naukowych na temat niektórych leków, choiażby Bridionu i wiem, co piszę.)A nie oszukujmy się, to wszystko kosztuje. Nie dziwię się więc, że potem firmy farmaceutyczne kuszą lekarzy w każdy możliwy sposób, do ręki pieniędzy NIE DAJĄ, ale finansują dajmy na to uczestnictwo w sympozjum naukowym… Czytaj więcej »

Tesia
Gość

To jakaś kompletna patologia że "tysiąc w te czy we wte" dostaje lekarz od przemysłu farmaceutycznego, I nie ma znaczenia że w postaci innych benefitów niż fizyczna gotówka. Łapówkarstwo w postaci butelki alkoholu czy prezentów to jest DOKŁADNIE TO SAMO co danie mu tego tysiąca w łapę. To jest przekupywanie lekarzy żeby przepisywali leki według firmy a nie według dobra pacjenta!!! "nie przesadzałabym" z tą mamoną? To o czym piszesz to jest gruba przesada.Oczywiście że testy leków kosztują. Badania, labolatoria – nie mam nic przeciwko temu by ich koszt wchodził w cenę leku. Ale w cenie leku znajduje się też… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

kilka argumentow do bani, np. 1 o służbie zdrowia – nie ma w Polsce służby zdrowia – jest ochrona zdrowia, jakby to była służba, to lekarze i pielęgniarki odchodzili na emerytury w wieku 35 lat i mieliby takie przywileje jak wojsko i policja ;). Medycyna naturalna – hmmm, nie wiem do jakich wy lekarzy chodzicie, ale ja sobie wybrałam o kilku probach rodzinnego, który ziołolecznictwa itp nie bagatelizuje. Co ważniejsze zna efekty uboczne i przeciwwskazania do stosowania danych ziółek,, bo nie czarujmy się, zioła tak jak i leki z apteki mają skutki uboczne, tylko nikt ich nie wymienia na opakowaniu,… Czytaj więcej »

illonky
Gość

Tesia, sympozjum czy konferencja w odniesieniu do konkretnej tematyki, np. ortopedii, szczepień czy czegoś innego (a nie konkretnego produktu,bo takich konferencji się nie robi). Owszem, uważam, że firmy farmaceutyczne zachowują się nieetycznie, ale na to już nic nie poradzisz, tak po prostu już jest.Na tym polega promocja. A z tymi pieniędzmi chodziło mi o to, że dla lekarza 1000zł to nie jest dużo. A takich patologii jak odwdzięczanie się w postaci prezentów jest dużo, na każdym kroku. Ale to już osobna sprawa.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Ja spędziłam koszmarny rok naszpikowany wizytami u ginekologa. Chyba leki na tarczyce tak mnie osłabiły, że ciągle dopasały mnie infekcje intymne. A raczej- raz dopadła. Ginekolog powiedział 'grzybica' dał leki i heja! Za tydzień znowu swędzenie, pieczenie, ból. I znowu do ginekologa. I znowu. I znowu. I znowu. Tak przez ROK, mniej więcej co 2-3 tygodnie. Ciągle zmieniałam lekarza, ale żaden nie umiał mi pomóc. Albo nie chciał, w ogóle nie wydawali się zainteresowani moją osobą. Jeden ledwo co w ogóle oderwał się od krzyżówek żeby na mnie spojrzeć i chciał zapisać mi coś co już brałam i nie pomogło.… Czytaj więcej »

Słonecznik
Gość

Masakra 🙁 I niestety każdy punkt to szczera prawda. O traktowaniu kobiet podczas i po porodzie wiele się nasłuchałam i naczytałam. Ale smutne jest też to, że kobiety nic z tym nie robią 🙁

Karolina M.
Gość

Rodziłaś? Jeśli tak to będziesz wiedzieć o tym, że w trakcie porodu kobita jest tak zmęczona, i zestresowana o zdrowie dziecka, że nie ma siły ni czasu by wojować, mnie było wszystko jedno, jedyne co mi świtało, to to żeby się już skończyło i by córka była zdrowa, przestało mnie obchodzić w pewnym momencie to, że jest tabun ludzi patrzących mi w krocze, potem owszem doszło do mnie, że to nie fajne, ale to już po fakcie…

Druga planeta od słońca
Gość

Dobry post, mogłabym się podpisać pod każdym punktem. Brakuje mi jednego. Czytam w komentarzach o tym "całe szczęście nie mieszkam w Polsce".
Czyli co? Sprawcą takiego postępowania pracowników służby zdrowia jest też system opieki zdrowotnej w PL. Kolejne reformy i jest coraz gorzej Dodać też można sposób nauczania na studiach medycznych.
Heh, też się spotkałam z tym, że lekarz szukał rozwiązania w googlach.
O szpitalu, w którym 12 lat temu odratowano mojego tatę z bardzo poważnego przypadku (po fakcie ordynator powiedział, że to cud, że przeżył), dzisiaj słychać tylko opinie, że to umieralnia, żeby ten szpital omijać z daleka.

illonky
Gość

A co jest nie tak w sposobie nauczania na studiach medycznych? Najpierw teoria, potem praktyka, a i tak większość osób nie ma pojęcia co i po co robi, ale to już nie wina nauczających, ale studentów.

Druga planeta od słońca
Gość

Chętnie bym nie generalizowała (że to system), ale tak jest w całej Polsce, w każdym niemal przybytku NFZ. Chcę się skutecznie leczyć to idę prywatnie i płacę, a tam też trzeba cudu by trafić na lekarza z powołaniem.W nauczaniu na medycynie i nie tylko wkurza mnie to, że uczą iż człowiek jest zasobem ludzkim, klientem nie pacjentem itd. Też studiowałam, każdy kto studiował, wie że na studiach nie ma samodzielnych prac, wypiera się możliwość samodzielnego myślenia. Przez całe 5 lat nie napisałam jednej pracy, która byłaby moim osobistym zdaniem. Każda praca ma się odnosić do pracy innych autorów, a to… Czytaj więcej »

Pyra Z Bzikiem
Gość

Temat rzeka. Niestety muszę się zgodzić z każdym punktem – nigdy nie byłam w szpitalu jako pacjent, ale jako praktykantka i pracownik administracji spędziłam tam długie godziny. Boziu, daj mi zdrowie!!! bo widziałam więcej niż bym chciała, przy czym ani razu, ani jeden pracownik medyczny (lekarz czy pielęgniarka) nie zaskoczył/wzruszył mnie podejściem a'la Leśna Góra do pacjenta. Chamstwo, biurokracja, olewactwo, lenistwo, wyższość i wszystko to o czym piszesz. Najgorsze jest to, że ta PRLowska mentalność bardzo szybko się udziela "świeżej krwi". Czekam na post o grzechach pacjentów, bo nie umniejszając oczywistych win lekarzy… jesteśmy sami sobie winni. 1) My tu… Czytaj więcej »

Pyra Z Bzikiem
Gość

Nie zapominamy – onkologiczny, paliatyw albo neurologia, oczywiście. Dodatkowo mam wrażenie, że ci pacjenci, których stan zdrowia jest najgorszy (prawie wegetatywny) są traktowani najgorzej (zwłaszcza przez pielęgniarki, którym przypadają w udziale niezbyt przyjemne czynności, które należy wykonać przy takich pacjentach). Czemu? Bo na pewno się nie poskarżą.

Aniu, ok, Ty napisałaś, ale wieeesz o co mi chodzi 😉

Są bezkarni, to przerażające. Nawet skarbówka nie tyka ewidentnych machlojek lekarskich (chodzi mi np. o prywaciarzy migających się od kas fiskalnych). A co dopiero pociąganie lekarzy do odpowiedzialności za takie "nieoczywiste" kwestie jak brak niekompetencji czy zwykłe chamstwo.

Karola S.
Gość

Ten tekst powinien przeczytać każdy pracownik NFZetu!Mam masakryczne wspomnienia z państwowymi lekarzami i dentystami. Potem jeszcze trzeba było chodzić na wizyty prywatnie i naprawiać błędy tych idiotów. W tym momencie korzystam tylko z prywatnych przychodni, dlatego wkurza mnie, że jeszcze musze się dokładać na utrzymanie publicznej służby zdrowia. Moim zdaniem pacjent powinien mieć możliwość zrezygnowania z opłacania składek. Nie widzę sensu płacenia dwa razy za to samo, tylko po to, żeby utrzymać tego kolosa na glinianych nogach.Dziękuję Bogu za to, że jestem w miarę zdrowa, chociaż zdrowie i odporność przyszło, kiedy odstawiłam leki i lekarzy, a zaczęłam się po prostu… Czytaj więcej »

paranoJa
Gość

lepiej! ja "taka pani uroda" usłyszałam na… wszawicę! fakt, że ładnych kilkanaście lat temu, no ale jednak. 😉 a na guza w piersi pani ginekolog poradziła mi łykanie witaminy A, co prywatny radiolog wyśmiał, z "ciekawości" zapytał o nazwisko pani ginekolog i powiedział, że nawet miesięczna kąpiel w wannie pełnej witaminy A na nic by się nie zdała. 😉

a mam pytanie odnośnie ostatniego wpisu – bo wszystko rozumiem, serio, ale jakim cudem ta biała końcówka paznokcia nagle zaczęła się zaczynać tam, gdzie powinna? ;>

bognyprogram
Gość

Z przykrością muszę się zgodzić z każdym punktem… To wszystko prawda. W mojej przychodni jest lekarz, który prywatnie zajmuje się homeopatią. Ciągle słyszę na korytarzu jakieś głupie docinki pod jego adresem, a dowcipkują głównie pacjenci. Dopadła mnie kolejna angina, mojej lekarki nie było, więc poszłam do 'śmiesznego doktora'. – To uczulenie. Gardło nie jest w ogóle czerwone. Oho, widzę, że najadła się pani antybiotyków przez ostatnie osiem miesięcy. Po 30 sekundach wiedział wszystko. Niech licho weźmie moją lekarkę. Przez osiem miesięcy miałam uczulenie na nowe tabletki antykoncepcyjne, a gardło nawet się nie zaczerwieniło. Co tam – wcisnę jej tabletki od… Czytaj więcej »

LandOfLaces
Gość

Kolejka w aptece.Jeden klient płaci za leki 120złDrugi płaci 130złTrzeci 140zł…W końcu któryś następny się wkurzył i zrobił awanturę. -Jak to jest, że wszyscy mamy na recepcie napisane to samo – jakieś tajemnicze CCNWCMJDMCC i każdy płaci za to samo inną kwotę?W końcu przyciśnięty do muru aptekarz przyznał się, że lekarz to jego znajomy, a literki na recepcie to taki ich skrót, który oznacza "Cześć Czesiek, Nie Wiem Co Mu Jest, Daj Mu Co Chcesz"…. Żart.Chyba.Nasza miejscowa Pani Doktor notorycznie zapisuje antybiotyki, a bazgrze tak, że nie raz w aptece patrzą, wzdychają i pytają klienta "a co pani jest?" i… Czytaj więcej »

Martha Veronika R
Gość

Zgadzam się z każdym punktem i niestety ze wszystkimi miałam styczność osobiście.M.in. zarazili mnie (i kilkoro malutkich dzieci, które przebywały wtedy na oddziale) rotawirusem, a jak zwymiotowałam (właśnie z powodu tego rotawirusa), to pielęgniarka krzyknęła przez cały korytarz 'Jadzia, zawołaj salową, bo TA się tu PORZYGAŁA'. Piękne.O faszerowaniu lekami nie wspomnę. Nie chodzę już do lekarza, jeśli naprawdę nie muszę. Oni i tak nie czytają kart chorób, a mi się nie chce setny raz tłumaczyć, że nie mogę brać tego i tamtego, bo potem są zwykle dla mnie wredni. Jakby nie rozumieli, że wolałabym się wyleczyć, niż po wyjsciu z… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

To po co chodzić do lekarza i zajmować czas, które mógłby poświęcić innym i wyrzucać recepty, papier i toner to też pieniądze pozdrawiam

:)
Gość

Miałam "przyjemność" być jakiś czas temu w szpitalu. Najbardziej poraziło mnie to, że Państwowe = niczyje. Z kranu w łazience ciągle leciała ciurkiem woda. Zgłosiłam to, na co pielęgniarka powiedziała, że ona już tak od roku cieknie. A dyrektorka nic sobie z tego nie robi. Bo dług szpitala to dług państwa. Dodatkowo irytuje mnie teraz, że jak kobieta jest w ciąży, to jej zdrowie w ogóle się nie liczy. Kilkakrotnie usłyszalam " Jest Pani w ciąży, więc nie mogę Pani pomóc.". Od dłuższego czasu cierpię na bóle gardła itp.. przed ciążą przynajmniej 3 razy byłam u laryngologa ale on nic… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

wszystko zostało już powiedziane, więc odbiegnę od tematu i napiszę, że jak zawsze dobrałaś genialne reklamy 🙂

Malko
Gość

Niestety z niektórymi punktami też przyszło mi się spotkać i czuję się mocno zawiedziona polską służbą zdrowia. Coraz częściej upewniam się w przekonaniu, że warto postawić na samoleczenie, bo to jedyny skuteczny sposób na zdrowie.
Naturalne metody + pozytywne nastawienie są w stanie zdziałać cuda 🙂 Jestem w trakcie czytania ciekawej lektury o podstawach samouzdrawiania (jak dla mnie trochę ekstremalna metoda), o której dawno temu opowiadali mi dziadkowie.

Pozdrawiam:)

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Chciałam iść na medycynę ale czytając Twoje posty zwątpiłam w to wszystko zupełnie. Skoro ludzie leczą się lepiej sami, bez leków, to ja nie wiem dokąd to wszystko zmierza. I w ogóle jakim cudem prawie wszyscy mogą być tacy chamscy, niedouczeni i mieć tak wąskie spojrzenie? I skoro wymyślają te leki i rezygnują z naturalnych metod dla kasy to to jest jakiś jeden gigantyczny spisek. Ale jak to możliwe, że nikt się jeszcze temu głośno nie sprzeciwił? Straciłam wiarę w ludzkość, serio.

Kalyani
Gość

Jeśli to, co napisała Ania, Cię zniechęca – medycyna raczej nie jest dla Ciebie. Albo w najlepszej opcji nie dojrzałaś do końca do tej decyzji.
To tylko jedna strona medalu. Teraz mamy takie, nie inne, realia. Pomyśl nad swoją decyzją. Może się do tego nie nadajesz? A może to właśnie Ty na kilkadziesiąt lat zmienisz świat polskiej opieki zdrowotnej? 😉

Previous
Metamorfoza moich paznokci
13 Grzechów polskiej służby zdrowia