- Chcesz spróbować?
- Jasne!
Wolę czegoś spróbować z myślą, że najwyżej mi się nie spodoba, niż nie spróbować i żałować. W Malezji nadarzyła się okazja do sadzenia ryżu🌾 fajna przygoda! (Do momentu, aż coś dziwnego przepełzło po mojej stopie😅) A teraz siedzę i czytam wszystko o tym, jak ogarnąć przesiadkę w Chinach! Lecę w lutym do Wietnamu (znaczy loty mam do Bangkoku, ale resztę jakoś ogarnę!) i polowałam na sensowną przesiadkę aby zobaczyć #Pekin ♥️ marzyło mi się Zakazane miasto, ale teraz napaliłam się na Wielki Mur Chiński. Będę mieć 16h (gdzie same formalności wizowe to podobno 2-3h😱) i będę zupełnie sama, ale na samą myśl szczerzę się jak szalona 😁 co może pójść nie tak? Wszystko! Mogę nie dostać wizy, może oszukać mnie kierowca, przechowalnia bagażu może nie być czynna, mogę nie zdążyć na przesiadkę do Bangkoku... YOLO! Przeczytałam już cały internet, ale zapytam też tutaj - czy jest wśród Was ktoś, kto przebiegł przez Pekin podczas tej szalonej przesiadki?
Mam ochotę na trudne ustawienia tej gry i zrobić trasę nie z wynajętym kierowcą, ale pociągami i autobusami. No risk no fun!

W ogóle chciałabym, aby ta podróż była trochę inna i wypchnęła mnie mocniej ze strefy komfortu. Nie będę rezerwować noclegów z wyprzedzeniem, chcę przemieszczać się bardziej jak lokals, nie planować za dużo i dać się ponieść chwili. Będzie fajnie!🙃 #podróże #podróżemałeiduże #wakacje #Azja #Chiny #Malezja #bejing #travelgirl #adventure #discoverunder50k #girlswhotravel #malaysia #china #riceplanting

- Chcesz spróbować? - Jasne!...

Wstałam dzisiaj o 11:05. To oznacza, że sąsiedzi musieli mnie nienawidzić, bo mam zawsze taki ostateczny jak „final Call” na lotnisku budzik ustawiony na 10:30 w razie gdyby nic wcześniej mnie nie obudziło. Wyje jak syrena alarmowa! Nie słyszałam go!

Zawsze śpię jak zabita, gdy odreagowuję emocje. Próbuję od kilku dni pomóc z czymś bliskiej osobie i bardzo wyczerpuje mnie to emocjonalnie. 
Tak samo mocno jak dzisiaj, spałam kiedyś  po urodzinach Agi, mojej dobrej koleżanki. Lubię myśleć, że to wino, ale jestem niemal pewna, że to oglądanie „Leaving Neverland” sprawiło, że dziewczyny nie mogły mnie dobudzić.
(Polecam się na imprezy, oglądanie dokumentu o pedofilii, świetna zabawa tylko ze mną!). Jestem osobą, której ludzie zwierzają się z różnych okropnych rzeczy, które kiedyś ich spotkały na zasadzie „jesteś pierwszą osobą, której o tym mówię”. Czytam wszystko o przemocy wobec dzieci, bo moim największym strachem gdy z nimi pracowałam był strach o to, że kiedyś jakieś dziecko wybierze mnie na jedyną osobę której powie, że jest bite albo dręczone w inny sposób, a ja nie będę potrafiła skutecznie zareagować. Albo postąpię zgodnie z procedurami i w tym czasie stanie się coś najgorszego.

Moim największym strachem w życiu jest to, że nie będę potrafiła pomóc komuś, kogo kocham. Towarzyszy mi to od momentu, gdy jako ośmiolatka obserwowałam umierającego na raka dziadka. Czułam bezsilność i to jest najgorsze uczucie jakie potrafię sobie wyobrazić. 
Jeśli go nie rozumiesz, obejrzyj „Nocturnal animals”, film w którym niemal czułam ból głównego bohatera.

Właśnie przez sen wymyśliłam rozwiązanie sytuacji, która mnie dręczyła. Dawno nie czułam takiej ulgi! Nie umiem jej opisać, pragnę się tym podzielić!

Mam ochotę mówić ludziom wszystkie te miłe rzeczy, które o nich myślę, ale jakoś zawsze zostały niewypowiedzianymi myślami. 
A ciebie zapytam tak bardzo szczerze, nie na tym poziomie, na którym odpowiadamy „pająki”, tylko głębiej - czego najbardziej w życiu się boisz? 
#szczerze_pisząc #myśli #aniamaluje #grudzień #dzieciństwo

Wstałam dzisiaj o 11:05. To...

Tak jakoś wyszło, że co roku odwiedzam #Włochy i #Lwów🥰 
Dzisiaj omal nie kliknęłam biletów do Bari (po 139 zł w dwie strony👍🏻), bo ogromnie tęsknię za tą pizzą🍕Mamma mia! 6€ za set #pizza+#piwo, 10€ jeśli dochodzi mnóstwo talerzyków z przystawkami. No i jeszcze na koniec shot #limoncello.
I kusiła ta teleportacja, do kraju uśmiechniętych ludzi! Śpiewających podczas pracy, gotujących obłędnie dobrze i mających tak melodyjną mowę, że chcesz każdemu mówić: Ciao!👋🏻 Już widziałam, jak chodzę sobie w lekkiej jesiennej kurtce i sukience maxi po włoskich uliczkach i raz na jakiś czas sięgam po przekąskę za 2€, absolutnie niczego więcej nie potrzebując do szczęścia🥰Kiedyś poparzyłam sobie taką język, tak bardzo nie mogłam się jej doczekać! 
I chociaż „mam ochotę na pizzę, polecę do Włoch” wydaje się tekstem rzucanym raczej przez bogaczy, to zapewniam - wcale tak nie jest! Włoski #citybreak bywa tańszy niż weekend w Polsce.

Tym razem odpuściłam, zapał mi minął w momencie, gdy upiekły mi się pomidory i na nich rozlała mi się pyszna #burrata. Ale może komuś ten pomysł umili grudzień? 
Psst, po wpisaniu w Google „aniamaluje+Bari” wyskoczy fajny plan mojego wyjazdu z 2017 ;)
Psst 2! W przypiętych relacjach kod na stówkę na nocleg via Airbnb ;) ⭐️⭐️⭐️Gdybyś mógł, mogła, teleportować się teraz w dowolne miejsce na całej planecie, które byś wybrał/a? ;) #

#podróże #girlswithgluten #pizza🍕 #pizzalovers #italia #bari #włochy #podróżemałeiduże #girlswhotravel #aniamaluje

Tak jakoś wyszło, że co...

Poznałam ostatnio super sposób na produktywność! Nie pamiętam kiedy z takim zapałem realizowałam swoje zadania😀. @magdalena_komsta zdradziła mi super sposób na motywację - jeśli nie zrobię tego, co sobie założyłam, będę musiała wpłacić jakąś kwotę na organizację będąca światopoglądowo na przeciwnym biegunie co ja. Np. Ordo  Iuris.
Działa jak złoto! Nawet jak mi się nie chceeee to myślę sobie - o nie, muszę to zrobić, nie dam sobie psychicznie rady z myślą, że ich wspieram! 
Dodatkowo kupiłam sobie nagrodę w postaci biletów do Azji. Myśl o cudownym, wilgotnym powietrzu napawa mnie takim optymizmem, że aż chce się pracować!

Także jeśli masz problem z pisaniem magisterki albo czymś w tym stylu - pomyśl o metodzie Magdy, jest doskonale skuteczna!

#podróże #podróżemałeiduże #aniamaluje #travelgirl #czerwonasukienka #szczerze_pisząc #motywacja #reddress #palmy #karaiby #gwadelupa

Poznałam ostatnio super sposób na...

W gimnazjum rodzice nie kupili koledze zeszytu ćwiczeń, więc skserował kilka stron, by odrobić zadanie domowe. Ku mojemu zdziwieniu dostał jedynkę za „nieprzygotowanie do lekcji”. Miał zadanie!!! Nie lubiliśmy się wtedy, chyba pierwszego dnia nazwał mnie kujonem i deską, ale tak wkurzyła mnie postawa nauczycielki, że zaczęłam się z nią wykłócać o to, czy jest normalna i kolegi bronić. Odrobił to durne zadanie! Nie było jego winą, że rodzice nie zapewnili mu podstaw, a chodziłam do klasy z uczniami z okolic mocno „defaworyzowanych”, jak to się ładnie nazywa. Miałam lipę u tej nauczycielki, ale nie żałuję!

Uwielbiam tworzyć materiały o prawach ucznia. Szczególnie w takich małych mieścinach jak moje (nauczyciele są często radnymi!) władza bywa nadużywana. 
Dlatego za każdym razem, gdy pisze do mnie uczeń z prośbą o pomoc w jakiejś sytuacji, czuję się jak na tym zdjęciu z Salerno pod Neapolem!

Uwielbiam to, że nie dają się zbyć. Że pytają o to, co w statucie szkoły.
Czy statut może być niezgodny z prawem oświatowym. Gdzie zgłosić takiego nauczyciela i jak się bronić. 
Nikt nie zwraca się do mnie w wiadomościach z takim szacunkiem jak uczniowie! Podczas gdy dorosłym zdarza się napisać coś w stylu „siema, widzę ze dużo podróżujesz, znajdziesz mi loty i noclegi do 2500 do Tajlandii? odp dzisiaj”, uczniowie piszą „obejrzałam pani filmy, przeczytałam statut szkoły, ale wciąż nie wiem. Byłoby mi bardzo miło, gdyby pani podpowiedziała, ale zrozumiem jeśli nie znajdzie pani czasu”

Eksperci gadają O młodzieży, ale nie Z młodzieżą. Słabe! Ja uwielbiam tych pyskatych, tych walczących o swoje. Widzę w nich cząstkę siebie.
Proszę, nie zgubcie tego! Tego podejścia, że jak nie drzwiami, to oknem. Poczucia sprawczości i woli walki. To jest super cenne i ja Was za to uwielbiam. To są cechy ludzi, którzy sobie w życiu DADZĄ RADĘ! Wiem, że macie przez to przechlapane, ale ja jestem z Was na maksa dumna! Nie jestem w stanie odpowiedzieć na każda wiadomość (dlatego nagrywam filmy dla wielu), ale każda ogromnie mnie cieszy. 
A jak bronicie rodzeństwa czy słabszych kolegów to już w ogóle szacun MAX!!! Błagam, nie zgubcie tego. Bądźcie asertywni♥️
#aniamaluje #szczerze_pisząc #podróże

W gimnazjum rodzice nie kupili...

Gdy Freddie Mercury zapuścił wąsy, fani masowo wysyłali mu maszynki do golenia, bo nie mogli tego zaakceptować. Z całym szacunkiem - kiepscy fani! Jak kogoś kochasz i szanujesz, to pozwalasz mu się rozwijać, zmieniać, być sobą. Całe szczęście, że to nie był typek, który robi coś by się przypodobać innym! Moje automatyczne skojarzenie to biała koszulka „żonobijka”, jeansy i ten wąs. Opcjonalnie - żółta kurtka. Iconic!

Dzisiaj, tylko 28 lat temu umarł Freddie Mercury, ale nie legenda. Powiedzieć, że uwielbiam gościa to mało. Jego portret to jedyny święty obrazek jaki mam w domu. Towarzyszył mi w wielu momentach życia. To „Don’t stop me now” (i’m having such a good time, I’m having a ball) lądowało na moich słuchawkach gdy koleżanki z roku prześcigały się w licytacji jak bardzo która nie umie na egzamin, a ja nie chciałam tego słuchać i przejmować ich nastroju. Podniosłe momenty? „we are the champions”. Sytuacja, w której pomogli mi przyjaciele? „Friends will be friends”. Nawet tak sobie ustaliłam kiedyś playlistę dk biegania, żeby w momencie kryzysu słyszeć walkę podmiotu lirycznego w „Bohemian Rhapsody”. Serio! 
Robiąc kiedyś  to zdjęcie miałam super dzień. Czułam się świetnie, wcześniej wszystko mi fajnie powychodziło, czułam się na maksa odprężona i zrelaksowana i dokładnie pamiętam, że krzątałam się po mieszkaniu nucąc „It’s a kind of magic”.
Dzięki Freddie za wszystko, co wniosłeś do mojego życia!
#freddiemercury #rocznica #aniamaluje #blogerka #relaks #chill #monstera #niedziela #rocznica

Gdy Freddie Mercury zapuścił wąsy,...

Masz piosenkę, która wywołuje na Twoim ciele ciary? Ale takie serio? U mnie to jest „Walking in Memphis” w wykonaniu Cher. Nigdy nie byłam w Memphis, ale słyszę jej głos jak to śpiewa, gdy widzę to randomowe zdjęcie z Sycylii. 
Gdybym miała wybrać ulubiony kobiecy głos - Cher wygrała wszystko. Z męskich do tego stanu doprowadza mnie Freddie Mercury.

Czeka mnie jutro kilka godzin w pociągu, podsyłajcie swoje tytuły piosenek wywołujących dreszcze, bo robię sobie taką „power playlistę” - zamierzam w tym pociągu napisać coś dłuższego i potrzebuję nowych bodźców!

Więc... czyj głos wywołuje w Tobie dreszcze? Poproszę tytuły!
#podróże #podróżemałeiduże #sycylia #sicily #katania #aniapodróżuje #wakacje #blogerka #włochy #italia #italy🇮🇹 #italy

Masz piosenkę, która wywołuje na...

Dzisiaj świętujemy 30 lat od podpisania Konwencji o Prawach Dziecka. UNICEF zaprosił mnie, żebym o tym opowiedziała. To się może wydawać dzisiaj takie oczywiste, że dzieci mają prawa, ale nad ich ustaleniem przywódcy państw debatowali całą dekadę! To dzięki temu dzisiaj żadne dziecko nie może być skazane na dożywocie (bez możliwości zwolnienia wcześniej) ani na karę śmierci. Wcześniej mogło.
Jestem pedagożką, terapeutką, tą od „dzieci z trudnościami”. Jednak najbardziej trudni są w tym wszyscy dorośli. 
Zapominający, że dzieci nie są ich własnością, tylko ludźmi.
Dlatego założyłam kanał, na którym opowiadam uczniom o ich prawach. Jestem przerażona jak  często są łamane i z jaką lekkością dorosłym to przychodzi. Chciałabym żyć w świecie, w którym prawa dzieci są oczywistością i nie mam o czym nagrywać, bo nikt z tym nie dyskutuje.
Zostawiam Wam Korczaka pod rozwagę 👍🏻 „Bo dorosłemu nikt nie powie: ‘Wynoś się’, a dziecku często się tak mówi. Zawsze jak dorosły się krząta, to dziecko się plącze, dorosły żartuje, a dziecko błaznuje, dorosły płacze, a dziecko się maże i beczy, dorosły jest ruchliwy, dziecko wiercipięta, dorosły smutny, a dziecko skrzywione, dorosły roztargniony, dziecko gawron, fujara. Dorosły się zamyślił, dziecko zagapiło. Dorosły robi coś powoli,
a dziecko się guzdrze. Niby żartobliwy język, a przecież niedelikatny. Pędrak, brzdąc, malec, rak – nawet kiedy się nie gniewają, kiedy chcą być dobrzy. Trudno, przyzwyczailiśmy się, ale czasem przykro i gniewa takie lekceważenie.” Trudne pytanie - masz poczucie, że twoje prawa w dzieciństwie były szanowane? Mi dobierano notorycznie prawo do odpoczynku - od „dzwonek jest dla nauczyciela” po zadania na ferie.  #world'schildren'sday #dlakażdegodziecka #dzieńprawdziecka #unicefpolska

Dzisiaj świętujemy 30 lat od...

Dziewczyno, kiedy ostatni raz sobie odpuściłaś? Sama sobie.

Zastanawiałam się czemu podróż do Odessy była najfajniejszą tego roku. Odpaliłam macbooka raz, by nas odprawić. Nie zrobiłam zdjęć z myślą o blogu, nawet nie miałam jakiegoś tam poczucia, że coś muszę zobaczyć. Jednego dnia wykupiliśmy sobie takie wielkie łóżko z baldachimem i dogorywaliśmy na kacu na plaży, bez  poczucia, że szkoda jednego z ledwie czterech dni. Nie szkoda!

Nie jestem wielką fanką alkoholu, ale rzadko mam poczucie, że mogę. Ostatni raz jak byłam na shotach w pijalni wódki z rok temu, to podeszła do mnie czytelniczka, powiedzieć że lubi mojego bloga. Cały następny dzień zastanawiałam się o czym ja wcześniej pijana rozmawiałam. Nie jestem jakąś rozpoznawalną osobą, ale miałam kilka takich sytuacji i nie do końca potrafię przez nie wyluzować🙈
Odessa była cudowna, bo wyluzowałam. bo nie było spiny w związku z niczym. Mieliśmy korzystać z ekscytującego życia nocnego, ale chyba zaszkodziły nam rapany? Spoko, pijąc gorący rumianek śpiewaliśmy utwory Cher huśtając się na hamaku i huśtawce  w mieszkaniu.
Zero spiny!

Teraz zrobiłam wielki krok, bo ograniczyłam instagrama i pozbyłam się poczucia, że muszę odpowiadać na komentarze i wiadomości. Ogromnie dziękuję Wam za zaufanie jakim mnie obdarzacie, ale z problemami osobistymi i rodzinnymi i życiowymi zapraszam na grupę na fejsie albo (to lepiej!) na terapię. Ja po pierwsze nie jestem właściwą osobą, po drugie - nie czuję się spoko będąc obciążana waszymi przykrymi historiami. 
Wcześniej miałam poczucie winy, że powinnam być bardziej empatyczna, ale kurczę - jestem! Chcę zostawić tę część siebie dla przyjaciół i bliskich, bo każda taka wiadomość wysysa energię ze mnie.
Poczułam ulgę, odpuściłam sobie samej, bo jeszcze nikt na moje „nie” się nie obraził. Szanujecie moje granice, jesteście super ♥️
Jestem niemal pewna, że też robisz coś, czego wcale nie musisz i świat się nie zawali jak przestaniesz i sama sobie odpuścisz. Tak, sama sobie!
Padłaś? Poleż, nie poprawiaj korony i nie zasuwaj dalej.
#szczerze_pisząc #aniamaluje #wakacje #odessa #podróże #podróżemałeiduże #throwback

Dziewczyno, kiedy ostatni raz sobie...

O tym, że wymyśliłam sobie zabrać @pranamat_polska do Gruzji i zrobić tam piękne zdjęcia w górach - wiecie. Że mimo przygotowania się do wyboru terminu trafiły nam się dwa dni srogiej kaukaskiej zimy i ze zdjęć nici - też wiecie. Czasami tak bywa! Zero stresu. 
Gdy muszę, to potrafię spakować się w podręczny, ale w zasadzie to opcja tych zdjęć sprawiła, że @pranamat_polska zasponsorowało mi bagaż rejestrowany😉. Mata przydała się po przemierzaniu kraju bardzo ciasnymi busikami, po których moje plecy były jeszcze bardziej spięte niż zawsze (tak, to możliwe🤪). Na fizjoterapii jestem co 2-3 tygodnie, na macie mogę leżeć codziennie i staram się to robić. Albo podkładać sobie poduszkę do akupresury pod kark. Wiecie, bo i tak często widać je gdzieś w tle moich stories, po prostu kocham to kolczaste cudo całym sercem i tak - to boli (jakby zaśpiewał Freddie - pain is so close to pleasure), ale ulga potem... nowe plecy. Staram się pamiętać o ruchu i gimnastyce ale jak mam wenę, to potrafię siedzieć przed komputerem od rana do 15-tej i dopiero po zerknięciu na zegarek zorientować się, że wypiłam tylko jedną herbatę, nic nie zjadłam, nie byłam nawet siku, co tu mówić o rozciąganiu😏🙈 Jeśli tak jak ja, nie jesteście idealni i dużo siedzicie - na hasło aniamaluje jest 30% na zestaw mata+poduszka albo 20% na pojedynczy element.
Jutro dowiem się do kiedy! Szczegółowy opis wrażeń ze stosowania tej maty jest na blogu - ja nie umiem już bez niej żyć! Serio, miłość! (Kiedyś nie dodałabym zdjęcia dokumentującego ciążę spożywczą z jaką chodziłam po Gruzji, ale to jedzenie było tego warte!) #zpoleceniaaniamaluje #pranamatpolska #pranamateco #pranamat #mójpranamat #mata #relaks #batumi #gruzja #współpraca #podróże #podróżemałeiduże

O tym, że wymyśliłam sobie...

Jak rozwojowo wykorzystać Wielkanoc?

“The bird fights its way out of the egg.
 The egg is the world. 
Who would be born  must first destroy a world.”
Ten cytat umieściłam w tekście napisanym ponad rok temu. Od tego czasu zdążyłam już rozbić swoją skorupkę i całkiem się wykluć. A Ty?

Ten rok wiele zmienił w moim życiu. Myślę, że Wielkanoc jest świetną okazją do refleksji także dla Ciebie.
Na początek krótka refleksja. Przyglądałam się dzisiaj ludziom na świątecznych zakupach i w autobusach. Porażająca niepuprzejmość, pchanie się w koejkach i wyciąganie innej kobiecie z wózka ostatniej paczki białej kiełbasy. Aż ciężko mi uwierzyć, że te wszystkie sytuacje, włącznie z kobietami które na autobsuowych siedzeniach lokowały swoje siatki z zakupami są prawdziwe. Teraz, tuż przed najważniejszymi świętami dla dominującej religii w tym kraju. Kosmos. Abstrakcja. Nie mieści mi się to w głowie. Ale o tym, że nie znam żadnego PRAWDZIWEGO katolika już kiedyś pisałam w tekście religia jest jak penis.

No właśnie… Ci  katolicy pójdą jutro ze święconką do Kościoła, a w niedzielę zasiądą do śniadania. Obgadają pół rodziny, pokłócą się rozmawiając na tematy polityczne albo wleją w siebie dużo za dużo wódki i też obgadają połowę rodziny. Inni spotkają się w rodzinnym gronie po raz pierwszy od dawna i uświadomią sobie, że nie mają o czym rozmawiać. Jak moja koleżanka która po długiej nieobecności spowodowanej studiowaniem w odległym mieście, nie mogła się doczekać aż wróci do domu. A kiedy wróciła, zrozumiała, że poza więzami krwi z rodziną nie łączy jej nic. Tęskniła za pomidorową jaką robi jej mama. Nie za rodziną.

Będą wyjątki. Jasne, nie przeczę, zachęcam, aby się wśród nich znaleźć.
Co więc zrobić, aby Wielkanoc była wartościowym przeżyciem i nie przypominała scenariusza powyżej?

Na początek – przypomnieć sobie o co w niej chodzi. Bez względu na to, czy wierzysz w Zmartwychwstanie Jezusa, czy uważasz je za pięknie odegraną mistyfikację, czy traktujesz jako opowieść – zastanów się, jakie przesłanie za sobą niesie to wydarzenie. Nie jestem katoliczką, a zawsze myślę w okolicach Świąt Wielkanocnych o odrodzeniu się niczym Feniks z Popiołów. 

Czasami trzeba doświadczyć najgorszego, aby wstać, otrząsnąć sie i żyć lepiej, pełniej, piękniej. Wiem to bardzo dobrze, bo w ogóle (chociażby zdrowotnie) nie przypominam siebie takiej, jaką byłam rok temu. Tylko rok!

W tym tygodniu moja propozycja jest taka, aby przy Wielkanocnym stole odrzucić te wszystkie myśli związane z zazdrością i zawiścią wobec innych osób, pozbyć się poczucia niesprawiedliwości “bo mój brat dostaje więcej” “bo ta zołza wszystko dostaje, a ja urabiam się po łokcie i nie mam nic”. Luz. Odpuść to.

Do przemyślenia pewna suficka opowieść (bo chrześcijańskiej przypowieści o Synu Marnotrawnym, która pięknie pokazuje, że to ten “lepszy” brat ma duży problem, prawie nikt nie bierze sobie do serca…)

Opowieść jest z walizką w roli głównej. Mogę coś przekręcić, bo słyszałam ją dawno, ale postaram się najwierniej oddać jej sens.
Był sobie człowiek. Z zewnątrz wydawało się, że jego życie jest całkiem ok. Miał co jeść, miał gdzie spać, miał rodzinę. Ale ciągle miał strutą minę. Jeśli wyjeżdzał na wakacje raz w roku, z zawiścią patrzył na sąsiada który wyjeżdżał dwa razy. Zazdrościł koledze który dostawał podwyżkę (w końcu sam napracował się bardziej), zawsze mu się wydawało, że inni mają ładniejsze żony, grzeczniejsze dzieci i mniej wymagających szefów. Ten człowiek, jak każdy, miał swoje mniejsze lub większe problemy, ale nie takie, których nie byłby w stanie udźwignąć. Mimo to, bardzo często pytał na głos “Dlaczego ja?”. Czasami zwracał się do Boga w którego wierzył słowami

 Dlaczego ja? Dlaczego moje życie jest takie ciężkie? Dlaczego wszystkim innym się układa i wyglądają na szczęśliwych, a ja nie? Zabierz moje cierpienia i daj mi cierpienia innej osoby, bo nie moge swoich już dłużej dźwigać!

Tej nocy, ów człowiek miał sen. Śniło mu się, że Bóg przemówił do ludzi, by spakowali wszystkie swoje cierpienia do walizek i zanieśli je do świątyni. Więc ludzie ochoczo zabrali się do rzeczy. Wrzucali do wielkich walizek swoje własne kłopoty i problemy. Byli zmęczeni swoimi cierpieniami, więc robili to z radością. Wyglądali na szczęśliwych jak nigdy wcześniej. Każdy z nich przecież czasami mówił “daj mi cierpienia kogoś innego, moje są zbyt wielkie”….


Gdy ludzie zabrali się w świątyni, Bóg przemówił znowu. Powiedział : połóżcie swoje walizki pod ścianami!
Gdy ludzie to zrobili, przemówił po raz ostatni.
A teraz każdy z Was może dokonać wyboru. Wybierzcie  sobie dowolną walizkę!


Stała się bardzo dziwna rzecz. Ludzie w popłochu zaczęli pędzić pod ściany i szukać odpowiednich walizek. Był wśród nich i człowiek, któremu ten sen się śnił. Gorączkowo zaczął szukać swojej własnej walizki. Gdy ją znalazł, odetchnął z ulgą. Jak wszyscy inni zebrani, ściskający z wielką radością swoje własne, dobrze znane cierpienia.



Walizki innych był tak samo duże, czasami nawet większe. Były też małe, o bardzo niewygodnych rączkach. A mimo to, każdy wolał swoją.


Zastanów się proszę przez Święta, dlaczego tak się stało.


A jesli nie byłeś jeszcze na zakupach, polecam bardzo fajną kampanię agencji K2 Internet. Obserwujący mnie na facebooku widzieli ją wcześniej 😉





Wiem, produceni silnie forsują tezę, że wszystkie jajka mają ten sam skład. Nie będę się kłócić. To jak z dziećmi tych samych rodziców. Niby te same składniki, a jednak rodzeństwa, nawet te bliźniacze, bardzo się od siebie różnią.  Polecam jedynie zrobić kiedyć ciasto lub omlet z prawdziwych wiejskich jaj. Kto raz spróbuje, ten nigdy więcej nie będzie chciał robić wyjątkowego ciasta ze zwykłych jajek z marketu. Taka mała refleksja.

Nie życzę Wesołych, nie życzę słodkich, życzę pełnych i wartościowych dni które pociągną Cię w górę, nie w dół. Bez względu na to, jak ciężki koszyczek zaniesiesz jutro do kościoła.


Będzie mi miło, jeśli zaobserwujesz mnie na :

 

Follow on Bloglovin

lub polubisz na fejsie 😉

Uściski, Ania

43
Dodaj komentarz

avatar
33 Comment threads
10 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
0 Comment authors
AniamalujeAnonimowyUla P.Paulina HurijaLarte Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Kangarooo
Gość

opowieść jest piękna! Nigdy jej nie słyszałam.
Tobie również inspirujących dni byś szła tylko wyżej i wyżej. No i smacznych wiejskich jajek 🙂

Kamila Ziel
Gość

Jak zwykle konkretnie i odważnie! Jesteś niesamowicie inspirującą osobą!

Karola
Gość
Karola

Wyjątkowo mądry, ciepły tekst. Trochę już tęskniłam za "taką" Tobą na blogu 🙂 Refleksyjną i rozwojową.

Odkąd doceniam to, co mam (między innymi po Twoim tekście o wdzięczności) żyje mi się jakoś tak… spokojniej. Bo nie interesuje mnie co ma sąsiad czy koleżanka z pracy. Ważne, że ja mam to, czego szukam albo przynajmniej szukam sposobów żeby to osiągnąć.

Rodzynki Sułtańskie. Lifestyle, podróże, kultura i coś jeszcze.
Gość

No właśnie – w cokolwiek wierzymy, świętujemy tak naprawdę to samo 🙂 Dokładnie 15 minut temu opublikowałam na końcu mojego wielkanocnego posta: Nieważne, czy wierzycie (a jak tak, to w co). W gruncie rzeczy świętujemy to samo – natura znów daje radę. I ludzie świętowali to długo, długo przed chrześcijaństwem. Bo zawsze wiedzieli, że to coś niezwykłego. Jakie znaczenie ma przy tym oblany egzamin i marudzący szef? Taki czas najlepiej wykorzystać dla siebie i bliskich – banał, ale ile z nas o tym zapomina właśnie w gonieniu tej ostatniej paczki białej kiełbachy :/ Chociaż ja trochę buntuję się presji samorozwoju… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Dlatego blog Ani jest jedynym rozwojowym jaki toleruję. Bartek popiel za agresywny, Michał Pasterski mdły i nierealistyczny, blogi rozwojowe na blogspocie z nikłą wartością… tu nie czuję presji 🙂

Agulek
Gość

Historia którą tu przekazałaś, bardzo mnie poruszyła. Można by powiedzieć, iż jej puenta idealnie trafia w mój mózg, który ostatni czasy sobie pofolgował i codziennie budziłam się z myślą" oh jak mi źle, czemu mi nie wychodzi ?" Taaaa… Po chwilowym odpuszczeniu sobie, zabieram się do pracy nad sobą. Dziękuję 🙂

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Co jest na ostatnim obrazku? bo nie widac napisu

Anonimowy
Gość
Anonimowy

wejdź na k2 internet tam jest większa wersja 🙂

Aleksandra Anna
Gość

dla mnie wiejskie jaja są najlepsze i różnica jest wielka od tych sklepowych 🙂 na szczęście w miastach jest coraz więcej możliwości zdobycia takich jajek 🙂

Wiolaaa
Gość

A ja mam swoje kurki i mają o tyyyyyyyyyyyyyle miejsca 😀 jajka bez porównania z tymi ze sklepu… ;/
Co do świąt, to coraz mniej je czuje, z roku na rok.. 🙁

Artinowy Świat
Gość

Z tej przypowieści wywnioskowałam jeszcze jeden fakt: bardziej boimy się nieznanego (w tym przypadku nieznanych problemów i zmartwień) niż tego co znamy (naszych problemów, na które często znaleźliśmy już sposób)
A ja mam gdzieś wszystkie kampanie i zawsze kupuje jajka na wsi 😉 (tak wiem, nie mają stępla i atestów, tak wiem umrę od tego ;])

Anonimowy
Gość
Anonimowy

to jak ja, kiedyś (chyba na facebooku, nie blogu) Ania podniosła temat i kiedy zapytałam jakie jajka wobec tego kupować, myślałam, że robi sobie ze mnie jaja pisząc, że wsiowe 😉 Teraz sama kupuję ze wsi i rzeczywiście, smak, kolor żółtka, sprężystość białka nie do podrobienia. I jeśli kupuje się bezpośrednio od "baby" to cena wcale niewiele wyższa, ja płacę 60 gr za jajo które równa się dwóm sklepowym klasy "M" 🙂

Ania Abakercja
Gość

też na to zwróciłam uwagę (że wolimy znane cierpienie niż nieznane coś, nawet gdyby mogło okazać się czymś lepszym), ale czekałam aż ktoś pierwszy to napisze, żeby nie było że się czepiam albo skupiam nie na tym, co trzeba. ja znam bardzo ładną przypowieść o krzyżach. że ludzie narzekali, że ich krzyż jest za ciężki a inni mają lżej. więc bóg pozwolił im wybrać sobie krzyż. i oni powybierali inne. i szybko się okazało, że te są jeszcze gorsze, zupełnie nie wygodne i teraz to dopiero jest masakra. więc bóg pozwolił im jeszcze raz dopasować sobie które krzyże chcą nieść.… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Właśnie to w religiach jest okrutne, że nakłada ludziom krzyże na barki i każe je nieść wymuszając radość, kultywuje cierpienie, umartwianie się, trwanie w beznadziejnym stanie przez wiele lat, zamiast radości życia, szukania optymalnych rozwiązań z trudnych sytuacji. Wmawia nam, że cierpienie jest sensem życia, uszlachetnia, a ludzie i tak coraz bardziej nieszczęśliwi. Bez ciężaru krzyża idzie się lekko i swobodnie, w tym samym kierunku co inni. Po co robić sobie krzywdę dobrowolnie?

Justinee
Gość
Justinee

Mądry, interesujący tekst 🙂 Historia, która jest warta refleksji.. I oby te Święta były jak najprawdziwsze, by czyniły nas lepszymi ludźmi, a rodzinne spotkania były radością 🙂

PS W temacie jajek sama odkąd znam smak wiejskich jaj, również stwierdzam, że już nigdy nie tknę tych sklepowych! Pozdrawiam Aniu!

Niemoralna
Gość

Jaka mądra historia o walizce.
Dziękuję za ten post!
Ciągle mi coś uświadamiasz.
Mimo, iż mam swój świat.
(nienawidzę świąt)

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Nie znoszę świąt.
Z ciekawością przeczytałam Twój post (zainspirowana "odwiedzam" BHC) i uważam, że jest świetny.
Wiem, też że zmieni moje podejście do Wielkanocy i nie tylko…
Dziękuję 🙂

ona
Gość

Mam to szczęście, że prawie nie znam sklepowych jaj, więc nie mam porównania. Mam za to szczęśliwe i wolne kury, a od nich prawie ekologiczne jaja. Dla odmiany dzisiaj upiekłam sobie minim mazurki w formie jajek ;). Jako miłośniczka słodkości, życzę tobie Aniu i twoim czytelnikom, słodkich świąt.

mitek
Gość

…albo nawet bez jaj 😉 bardzo dobra opowieść i też jestem zadziwiona zawiścią. odpuszczam. najlepszą lekcję daje mi moja babcia, która bez ogródek stwierdza: "nie będę jeść twojego barszczu, już teraz wiem, że będzie niedobry" 😉

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Dla mnie wszelkiego typu święta religijne są tak naprawdę jedynie możliwością spotkania z rodziną. Nie podchodzę do niczego w emocjonalny sposób. Nie myję okien bo Jezus, ani nie robię zapasów jajek i kiełbasy w ilościach świadczących o nadejściu wojny. Jajka bardzo chętnie oskrobię ale poświęcić je pójdą już tylko rodzice. Cieszę się, że u nas w domu nie obrabia się nikomu dupy przy świątecznej wódce. Spotykamy się tylko z tą częścią rodziny, z którą chcemy utrzymywać kontakt. Reszta nie istnieje

paranoJa
Gość

jestem niewierząca. jeśli ktoś chce wiedzieć, dlaczego jadę do domu na święta – to dla mnie nie duchowe przeżycie, a tradycja, która daje mi możliwość spotkania z rodziną (ostatnio w domu byłam na początku lutego), niemniej jednak na każde szczere życzenia (nie te z grupy: Wesołych!) odpowiadam równie szczerze, bo nie ważne jest dla mnie kto w co wierzy, a JAK wierzy, nawet jeśli (wydaje mu się, że) nie wierzy w nic. a zatem życzę Ci, żebyście rodzinnie byli wyjątkiem od reguły i nie obgadywali rodziny. 😉

elmirkaxp
Gość

Z tą opowieścią skojarzyło mi się pytanie skierowane do wiecznie narzekających na Polskę: "gdybyś miał do wyboru urodzić się w Polsce lub w losowo wybranym innym kraju świata, to co byś wybrał?" 😉

Paradoksalnie od momentu kiedy przestałam chodzić co niedziela do kościoła, to zaczęłam lubić święta 😉

Seldirima
Gość

Czy naprawdę kury z ekologicznego chowu mają więcej miejsca od tych z wolnego wybiegu? Swoją drogą, kury które widuję na wsi (albo i w mieście haha ^_^), to łażą dość blisko siebie i bardziej przypominają ten "wolny wybieg" 😉
Jakbym miała kupować wiejskie, to od kogoś zaufanego, niekoniecznie od kupca z targu, bo słyszałam o jajkach kupowanych w markecie lub na giełdzie i potem specjalnie brudzonych, żeby wyglądało, że są "ze wsi".

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Kury na wsi chodzą blisko siebie, ale mają duży wybieg dzięki czemu mogą skubać wszystko, ile tylko chcą. Jestem ze wsi, mam kury 😉 Są wypuszczane z ogrodzenia, chodzą po polu. Jajka są pyszne. Ciasta smaczne, a omlety lub jajecznice wyśmienite 😉

Tymczasowy Dom
Gość

Dziękuje za ten mądry post. Dał mi wiele do refleksji. Mieszkam za granicą, gdzie nieuprzejmość na ulicach także istnieje. Jak wracam do Polski to niestety na co dzień jest ona bardzo widoczna. Ale i tak bardzo kocham Polskę. I po wyjeździe zagranicę bardzo za nią tęsknię. Dużo podróżuje i wiem, że nie mamy się czego wstydzić a wręcz trzeba się chwalić. Wczoraj trzech moich kolegów Włochów pojechało do Polski na święta zwiedzić Warszawę i Kraków i już po godzinie pobytu w Warszawie napisali mi, że Polska jest cudowna i się w niej zakochali. A ludzie uprzejmi 🙂 Myślę, że powoli… Czytaj więcej »

MyMirrorOfBeauty
Gość

Oj Aniu jesteś bardzo mądrą kobietą, ale muszę Ci powiedzieć (trochę narcystycznie), że bardzo często mam takie same myśli i poglądy na życie jak Ty, a więc chyba też jestem mądra? 😛 Jestem katoliczką, z tą różnicą, że myślącą. Staram się być dobrym człowiekiem, analizować swoje zachowania i wartościować je, a jeśli były złe, to pracować nad sobą. Oczywiście, nie zawsze mi wychodzi, ale jednak zwykle tak. Nie mogę pojąć tych wszystkich osób uznających się za katolików, którzy zachowują się tak jak napisałaś. Co siedzi w ich głowach? Czy to są ludzie rozumni czy może jakieś roboty, którymi coś lub… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Abstrahując od treści komentarza, osobistych emocji jakie masz w związku ze świętami, czy też religią hmmmm jakby to powiedzieć, żebyś się nie poczuła urażona, bo w sumie nie do Ciebie to piszę, ale zwrócił moją uwagę fragment o tym, że "ludźmi ktoś lub coś steruje", dlatego piszę w odp. do komentarza… ile razy słyszę o sterowaniu ludźmi to kojarzy mi się to z katolikami, muzułmanami, ludźmi wtłoczonymi w jakikolwiek system religijny, sterowanymi narzuconą doktryną, zakazami, nakazami, po prostu podporządkowanymi systemowi.

bardzo-czarna-kawa
Gość

często słyszę narzekania na skomercjalizowanie Wielkanocy/Bożego Narodzenia itp, ale mało kto oferuje coś w zamian. marudzimy, że źle, niedobrze, wokół szał zakupów i walka, kto komu mocniej z łokcia pod żebra, ale… co z tego narzekania ma niby wynikać? mam podobne podejście do świąt jak Ty – nie jestem katoliczką, ale staram się wykorzystać ten czas na duchowe (w szerokim znaczeniu) refleksje. A od centrów handlowych po prostu trzymam się z daleka.
Historia o człowieku i walizce – piękna i daje do myślenia.
Pozdrawiam i życzę udanego wypoczynku oraz czasu na spotkanie z samą sobą 🙂

Cherie Currie
Gość

Uwielbiam Ciebie i twojego bloga! Czytam od dawna, ale jakoś dopiero teraz zabrałam się za napisanie komentarza. Nic mnie tak nie skłania do refleksji i zmian, jak twoje posty, dziękuję! 🙂

Anonimowy
Gość
Anonimowy

ale refleksyjnie! trochę jak na porządnych rekolekcjach, uwielbiam Cie

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Czy któraś z was zastanawiała się czym jest bóg i dlaczego ściśle wiąże się go z religiami, jakie to ma skutki?

Anonimowy
Gość
Anonimowy

a o co Ci chodzi?

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Ja chyba należę do wyjątków. Bo Wielkanoc na prawdę przeżywam. Nabożeństwa podczas Triduum Paschalnego są najpiękniejszymi nabożeństwami i czekam na nie z niecierpiliwością cały rok :). Na szcześcię w moim otoczeniu aż tak źle to nie wygląda, bo raczej Ci, którzy chodzą do Kościoła także przeżywają te święta. I nie jest to tylko pójście z koszyczkiem w sobotę, ale świadome uczestnictwo we mszy już od Wielkiego Czwartku:) Pozdrawiam serdecznie!

Magda Baranowska
Gość

Cóż, wczoraj w kościele byłam świadkiem następującej sytuacji. Na koniec nabożeństwa, kiedy wszyscy podchodzą ucałować krzyż i tym samym robi się kolejka, jedna kobieta nakrzyczała na drugą, że ta zbyt długo stoi przy krzyżu i blokuje dostęp 🙁 Zrobiło mi się przykro. Wiadomo, że każdy ma gorszy dzień i czy jest katolikiem, buddystą, czy ateistą czasami coś w nim pęka. Jesteśmy tylko ludźmi. Ale możemy się starać być ludźmi lepszymi, zwłaszcza w te dni wyciszenia. Niestety masz rację, że wielu ludzi zapomina o co w święta chodzi, skupiając się na ich czysto konsumpcyjno-materialnym wymiarze. Na szczęście znam też sporo osób,… Czytaj więcej »

Larte
Gość

Wspaniała opowieść. Dziękuję Ci za nią…

Paulina Hurija
Gość

Ta opowieść jest genialna!

Ula P.
Gość

Przeczytałam trzy razy tego posta. Jesteś niesamowita! Dziękuję.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

lubię Twój blog, a raczej lubiłam.. niby masz swoje zdanie, ale przedstawiasz je w trochę narzucający sposób, a poza tym znam dużo osób, które nie wierzą, nie nazywają siebie ateistami, ale szanują ludzi wierzących i nie drwią z nich

Anonimowy
Gość
Anonimowy

fajny blog polecam

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Szkoda, że nigdy nie poznałaś (według swojego mniemania) prawdziwego katolika 🙂 chociaż co to tak naprawdę oznacza według Ciebie? Wszyscy jesteśmy ludźmi i mamy swoje wady. Co do tego obgadywania… mówienie o kimś prawdy jest obgadywaniem? Zbędne komentarze należy zostawić dla siebie, ale zamykanie oczu na problemy to nie jest rozwiązanie co zresztą dobrze wiesz 🙂
Pozdrawiam serdecznie, Klara
Ps. czytam Twojego bloga już taaaak długo, niekoniecznie zawsze się zgadzam, ale jesteś bardzo ciekawą osobą 😀

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Nie jesteś katoliczką, a co w zamian?

Previous
Relacja z warsztatów dla czytelniczek [ZDJĘCIA]
Jak rozwojowo wykorzystać Wielkanoc?