Cokolwiek zrobisz - zawsze znajdzie się ktoś, dla kogo to będzie złe🙃. Ta myśl była kiedyś dla mnie bardzo wyzwalająca, dlatego po prostu robię swoje✌🏻 Nie wiem o czym jest mój profil, w tym tygodniu dziękowaliście mi za zachęcenie do negocjowania niższych opłat za mieszkania, książkowe rekomendacje, piankową kawę, halloumi smażone jak kurczak w przyprawie kebab-gyros i polecenie dobrego newslettera a nawet... rewolucję w sposobie robienia kupy💩. Myślałam, że każdy korzysta ze stołka i to żadna nowość😅
I wiecie co? Ogromnie mnie to wszystko cieszy. Może i mam kilka irytujących cech, jestem strasznie ciekawska, zadaję zbyt dużo pytań, mogłabym się czasami ugryźć w język ze swoją szczerością, strasznie się wymądrzam ale wiecie co? Jak dzięki temu ktoś wynegocjował sobie o połowę niższe opłaty za mieszkanie, to nie mam pytań, japka mi się śmieje, jest moc!😁
Moja skrzynka jest zawalona wiadomościami z podziękowaniami, nie odczytam każdej, ale polecam wyryć sobie w serduszku - „gdy nie pytasz, odpowiedź zawsze brzmi nie”.
I pytać!

Ah, jeszcze jedno - cieszą mnie też te wiadomości - „rzadko kiedy się z Tobą zgadzam, ale za radę o negocjowaniu muszę podziękować bo się udało!”. Wiecie dlaczego? Bo sam fakt, że jesteście otwarci na wysłuchanie kogoś o odmiennym światopoglądzie jest super! A jeszcze posłuchać... bajka✌🏻
Nie pytajcie jak się odwdzięczyć, nie założę patronite i tak, wystarczy mi, że lajkujecie posty, te reklamowe także (ja 💩 nie polecam!) a jak ktoś bardzo chce, to zawsze może kupić moją książkę na legimi 😎
Nie chcę być tą osobą, która z instagrama tylko czerpie, chcę też dawać. Czasami fajny content z Wietnamu, czasami radę, która pozwoli komuś zachować w trudnym czasie 5 stów w kieszeni✌🏻
Ściskam i spadam uczyć się nowej rzeczy - wzięłam zlecenie na coś, czego jeszcze nie umiem, taki kryzys 😁 trzeba się szybko uczyć i reagować na zmiany, zanim zmiecie nas z planszy, trzymajcie się zdrowo!🤗 #szczerze_pisząc #aniamaluje #blogerka #siedzęwdomu #siedzenadupie #bangkok #podróże #infinitydress #multiwaydress #sukienka #podróże

Cokolwiek zrobisz - zawsze znajdzie...

Jak wejdziecie w lokalizację, to zobaczycie jak to POWINNO wyglądać. Cóż, być w jednym z najbardziej zapierających dech w piersiach miejscu i go nie zobaczyć, bo chmury - zdarza się! :D Potem zaczął padać deszcz, więc ja zaczęłam mieć z tego radochę😅
Pytacie, dlaczego tak mało się stresuję! Słuchajcie, ja kiedyś byłam tą osobą, którą ze stresu zawsze bolał brzuch. Przed egzaminem, zawodami, konkursem... dzisiaj stresik czuję tylko przed podróżą (czyli chyba długo nie poczuję🙈) a częściej towarzyszy mi EKSCYTACJA. Większy problem mam z napięciem, ono się silnie odbija na moim ciele. Zazwyczaj szłam je wybiegać, ale ponieważ wróciłam przed obowiązkową kwarantanną, narzuciłam sobie własną i... chodzę po ścianach, bo moje najlepsze sposoby na rozładowanie napięcia są niedostępne🙈Nie cierpię biegać. Ale lubię zgrzana wrócić do mieszkania i mieć ten uśmiech na twarzy, że już wszystko za mną😅

A nie stresuje się, bo nie pozwalam, by rzeczy, które są poza moją kontrolą władały moim umysłem. Poza moją kontrolą jest to, ile potrwa pandemia, ile osób umiera każdego dnia, jak wygląda stan opieki zdrowotnej w Polsce, czy będzie szczepionka albo kiedy będzie i ile potrwają obostrzenia.
Ale mam kontrolę nad najważniejszymi rzeczami: mogę ograniczyć do minimum wyjścia (spacerek do sklepu po jedną rzecz nigdy tak nie kusił, co?😉), poprawnie myć ręce, unikać dotykania buzi, dbać o odporność, być aktywna fizycznie, słuchać komunikatów GiS i dostosować swoją sytuację finansową do zmieniających się warunków (przyciąć wydatki? przebranżowić się? podnieść ceny usług czy obniżyć i iść na ilość?).
Skupiam się nad tym, nad czym mam kontrolę. Zawsze!
Nie wiem czy na egzaminie dostanę trudne pytania, nad tym nie mam kontroli. Ale mam kontrolę nad tym, jak przyswoję materiał.
A u Was jak? Stres? Czarne myśli? Czy spokój na myśl o tym, że cokolwiek przyniesie życie, będzie trzeba się do tego dostosować?
#stres #szczerze_pisząc #emocje #stacalm #stayhome #vietnam #goldenhandsbridge

Jak wejdziecie w lokalizację, to...

Ale mam dzisiaj kiepski dzień! Chyba będę ładną sumkę w plecy. Auć! Bolesna lekcja, by nie robić czegoś „jednym okiem”. Pomyślałam, że podzielę się kilkoma swoimi wpadkami i poproszę Cię o to samo 👉🏻 zatytułowałam oficjalny przelew „pieniądze za las”. Byłam rozkojarzona!
👉🏻 kilka razy wysłałam polecony do samej siebie, jakoś odruchowo wpisuje mi się mój własny adres 🤷🏻‍♀️
👉🏻 wybrałam się na basen i nie spakowałam stroju, zorientowałam się już w szatni
👉🏻 bez portfela to też wyszłam wiele razy
👉🏻 wysłałam klientowi plik o tytule „wersjaostatecznailetychpoprawekjapierdole.pdf”
👉🏻 wyszłam z knajpy i zapomniałam zapłacić. Biegłam przeprosić i uregulować należność ze zwieszonym jęzorem a oni się nawet nie zorientowali! Przeprosiłam chyba z 5x🙈

Teraz Ty, będzie mi raźniej!
Zdjęcie z Bali! Było pięknie, mam nadzieję, że Balijczycy dadzą sobie radę z kryzysem, żyli w dużej mierze z turystyki :( #wpadka #aniamaluje #szczerze_pisząc #wodospad #waterfall #podrozemaleiduze #podróże

Ale mam dzisiaj kiepski dzień!...

Mam taką ulubioną grę, gdzie zadaję ludziom pytania w stylu „wolisz do końca życia jeść tylko sernik, czy tylko burgery?”. Nawet mam jej karcianą wersję (nazwa się „Dylematy” i pytania są w niej czasami na maksa odjechane!) ale i tak wolę zadawać własne😈. Zasady są proste! 👉🏻 odpowiadasz na dowolne pytanie z tego wątku (moje, cudze)
👉🏻 kupujesz sobie w ten sposób prawo, by zadać własne pytanie 
Można uzasadniać, wychodzą z tego super dyskusje!!! Uwielbiam w to grać! I na żywo i przez smsy jak na żywo nie można pogadać.
Więc ja zacznę, a Wy mam nadzieję, będziecie w komentarzach aktywni. Pytanie które wrzucam, pochodzi z gry „Dylematy”:
2 osoby zaproponowały ci namiętny pocałunek. Jedna z nich to 10 w Twojej osobistej skali, ale jest w związku. Druga to singiel, ale w twojej skali „5”. Kogo wybierasz? Napisz, a potem stwórz własny „dylemat”😉 Zawsze trzeba coś wybrać, nawet jak obie opcje są złe 🙃
Odpowiedz i zadaj swoje pytanie.

Możecie odpowiadać sobie nawzajem, będzie zabawnie! To jak, 5 czy 10? 
#gra #zostajewdomu #rozrywka #buivien #buivienstreet #vietnam #saigon #hochiminh #podróże #podróżemałeiduże #aniamaluje

Mam taką ulubioną grę, gdzie...

Idziesz do pracy, bo musisz? Źle, bo masz siedzieć na pupie. Bierzesz bezpłatny urlop, żeby siedzieć na pupie - źle, bo będzie kryzys, a w ogóle to ktoś musi w sklepach sprzedawać.
Wrzucasz związane w wirusem treści - źle, bo wszyscy już mają dość. Wrzucasz treści rozrywkowe - źle, bo jesteś ignorantem. Kupujesz papier dla siebie i rodziny - źle, bo panikujesz i „odbierasz innym”. Kupujesz tyle ile potrzebujesz - źle, bo nie myślisz o przyszłości.

Nie dajmy się zwariować. Jesteśmy różni! Przeżywamy sytuacje na swój sposób. Ktoś, kto lubi siedzieć w domu nie zrozumie kogoś, kto serio chodzi od tego po ścianach. za dzieciaka byłam często chora i 2 tygodnie na dupsku to dla mnie żadna nowość. Przyznam, że czasami wręcz chciałam mieć anginę, żeby oglądać na satelicie bajki na jakimś Rai due czy niemieckim RTL2, oglądać reklamy produktów, których w Polsce nie ma, układać puzzle, czytać książki, wpuszczać psa do łóżka (chora, to mama przymknie oko) i układać domki z kart. Przeszłabym się chętnie, marzę o zakupach w lidlu, żałuję, że nie mam balkonu, ale jakieś wielkie wyrzeczenie to nie jest. Dla kogoś innego może być niemal traumatyczne i nie mam prawa tego oceniać! Jeden będzie tańczył i śpiewał, drugi zwinie się w kulkę i będzie mu smutno.
Dlatego proszę, nie oceniajmy się! Jeśli tylko słuchasz się do zaleceń i oficjalnych komunikatów - nie czuj wyrzutów sumienia, że masz ochotę spać albo leżeć zamiast pisać ebooki i tworzyć genialne biznesy. Albo na odwrót, że w tej sytuacji przyszedł Ci do głowy genialny produkt  i wchodzisz w to jak opętany!
Nie miej wyrzutów sumienia, że czujesz radochę na myśl o gotowaniu, porządkach w szafie i wszystkich rzeczach, na które brakowało ci czasu. Albo na odwrót - że zamawiasz na wynos i marzysz o pracy w której odwiedza cię pan kanapka. Ale nie oceniaj. 
Polecam z  stories @evrdtrp która pokazuje, jak odmienne mamy perspektywy i sytuacje życiowe. To nie są rzeczy czarne albo białe, raczej tak niedookreślone jak moja skora na tym zdjęciu. Opalona, spalona, czy blada? Wszystko po trochu!
Wspieranie, nie ocenianie. Proszę🤗
#staystrong #siedzęwdomu ... bo mam ten przywilej, nie każdy może.
Doceniam! #szczerze_pisząc #aniamaluje

Idziesz do pracy, bo musisz?...

Robicie czasami głupie rzeczy? Ja niestety ciągle! Czasami szybciej działam niż myślę, a refleksja nad głupotą przychodzi po fakcie. Osobiście za jedną z najgłupszych rzeczy na świecie uważam jednak palenie papierosów. Śmierdzą, trują, niszczą zęby i zdrowie - bez wahania zdecydowałam się dorzucić swoje 3 grosze do kampanii przeciwko paleniu!
Dajcie koniecznie znać w komentarzach czy kiedyś paliliście (albo palicie) i czego wam najbardziej w związku z tym żal!
Więcej na : http://stopfejkfriends.pl/ 
Post w tamach kampanii społecznej: #stopfejkfriends i „Papierosy i e-papierosy to fałszywi przyjaciele”

#aniamaluje #szczerze_pisząc

Robicie czasami głupie rzeczy? Ja...

Na tym zdjęciu moja mina mówi „czy mogę już iść?” i nawet powiedziałam to na głos do @czula.kaminska bo obok latał jakiś szerszeń, a ja się panicznie boję🙈
Bo ja wcale nie jest odważna! 
Życie jest przewrotne. Pojechałam solo, żeby sama pobyć ze swoimi myślami - nie spędziłam sama ani jednego dnia! A teraz siedzę na tyłku jak wszyscy i mam to swoje wyciszenie, chociaż czas po wyjeździe miał być turbo intensywny🤪
🌱Fajnie jest być gdzieś z kimś. Dzielić zachwyt, czasami pokazać coś swoimi oczami, czasami rozproszyć poczucie odpowiedzialności by nie ciążyło tylko na jednej osobie, czasami by poczuć się bezpieczniej. 🌱Podróżowanie solo jest inne. Ludzie dzielą z Tobą jakieś fragmenty drogi, ale na Twoich zasadach. Zero kompromisów, dostosowywania się, szukania knajp gdzie będzie coś bez pszenicy albo gaszenia światła bo ktoś chce spać, a ty jeszcze nie. Omijania czegoś, bo komuś za gorąco albo za daleko, za blisko, za brzydko, za ładnie, zawsze coś.
🌱Łatwiej poznaje się ludzi. Ja na nowo uwierzyłam, że w ludziach jest dobro. Spotkałam się z wielką życzliwością, chęcią pomocy, wskazówkami. Ktoś mnie podwiózł, ktoś naprawił laptopa, ktoś pokazał fajne zakątki, ktoś zrobił zdjęcie, ktoś popilnował rzeczy. To było piękne!🥰
🌱Podróżowanie solo nie jest ani lepsze ani gorsze. Jest zupełnie inne. 
Polecam przeżyć chociaż raz w życiu, może jak wszystko się uspokoi? ☀️Ja lubię mieć jakąś nagrodę w perspektywie. Jeśli ogarnę to finansowo to po tej całej pandemii chciałabym wybrać się do Włoch i zjeść nieprzyzwoicie pyszną pizzę. I makaron. I potańczyć. I pośpiewać pijąc nad morzem ich domowe wino z plastikowej butelki.
Tak będzie, musi być! 
Każda burza się kiedyś kończy, w to chcę wierzyć!
Zabawmy się! Wyobraź sobie, że pandemia się skończyła, Twoje finanse i rodzina mają się dobrze.
Pierwsze co robisz „w nagrodę” aby to odreagować to?
Ja totalnie wybieram się na pizzę! #podróże #solo #solotravel #drzewo #szczerze_pisząc #aniamaluje #infinitydress #multiwaydress

Na tym zdjęciu moja mina...

To, co dzisiaj wydaje się dramatem, kiedyś może okazać się cenną lekcją. Pamiętam jak z dnia na dzień straciłam źródło dochodu nie mając planu B. Bolało, ale od tej pory pamiętałam, że „najpierw płacę sobie”. No matter what! Budowałam poduszkę finansową, chociaż było bardzo ciężko. Za drugim razem gdy straciłam głównego klienta też bolało potwornie. Wtedy wyciągnęłam kolejną lekcję i postawiłam na dywersyfikację. Teraz przy okazji wirusa moje źródełka powysychały albo stały się mniejsze, ale jedno, zupełnie pasywne działa nadal i to lepiej niż wcześniej. Książka, którą napisałam w 2013! (Dostępna na legimi).
Kryzysy są ciężkie, ja się cieszę, że dostałam mocno po dupie bardzo młodo. Że przegadałam sobie kilka tematów i np. podjęłam trudną decyzję, że nie stać mnie na pracę w szkole, (wtedy byle ósemka do wyrwania oznacza tarapaty finansowe).
Czasami te bolesne lekcje po czasie okazują się bardzo cenne! 
Mam taką zasadę, że porażkę zawsze zamieniam w „teachable moment”. Wypisuję 10 rzeczy, których nauczyła mnie ta sytuacja i wdrażam wnioski w życie.
Z takim podejściem z wielu problemów wychodzimy silniejsi!
Gdybym nie przerobiła tego problemu 10 lat temu, dzisiaj też z przerażeniem patrzyłabym na topniejący stan konta😰ale czasami żeby było lepiej, przez chwilę musi być trochę gorzej! Dzisiaj widzę, że przez ten kryzys podjęłam decyzje, które zapewniają mi całkiem wygodne życie.
Teraz wydaje się ciężko, ale jeśli wyciągniemy z tego lekcje, to będzie lepiej.
Każdy zna chyba kogoś, kto załamał się po rozpadzie związku a potem poznał partnera pod każdym kątem nieporównywalnie lepszego, prawda?
Wierzę, że tak to się skończy! 
Masz jakąś historię życiowej tragedii, która okazała się potrzebną lekcją i chcesz się nią podzielić?
#aniamaluje #szczerze_pisząc #saigon #hochiminh #kryzys #staystrong

To, co dzisiaj wydaje się...

Surowi rodzice wychowują najlepszych kłamców. To totalnie nie jest czas na te wszystkie wrogie spojrzenia i wytykanie innym co zrobili nie tak! W Tajlandii starsze małażeństwo z Chin pozarażało innych, bo bali się linczu i bali się iść do szpitala. U nas ludzie zatajają, że byli we Włoszech właśnie przez takie komentarze! Z kolei gdy restauratorka z Bangkoku dała znać klientom na fejsie, że ma wirusa, zamyka lokal i prosi osoby, które w nim były o sprawdzenie swojego zdrowia - ludzie pisali, że dziękują za jej odpowiedzialność i poinformowanie. Takie samo podejście ma Tajwan. Pisałam kiedyś, że wiara w „sprawiedliwy świat” sprzyja kulturze wtórnej wiktymizacji ofiar. Bo gdy wszyscy myślimy „jak będę ostrożna to nikt mnie nie zgwałci”, to z automatu cześć winy idzie zawsze na zgwałconą kobietę. „Mnie jakoś takie rzeczy nie spotykają a chodzę tedy 20 lat”🙄. To od naszego podejścia zależy, czy ludzie będą zgłaszać swoje objawy, czy nie. Wirus może przytrafić się każdemu, nawet najbardziej ostrożnemu człowiekowi! To nie jest moment na „to przez tego, to przez tamtego”. To moment na słuchanie się do zaleceń i siedzenie w domu. Ja zdecydowałam się kontynuować relację z Azji z normalnym opóźnieniem (no, może ciut dłuższym, zbieram więcej info o ciemnych stronach Wietnamu😌). Czasy są ciężkie, miejcie u mnie trochę rozrywki i normalności! Pozostańmy silni, bez znaczenia, czy w Polsce czy gdzieś na świecie!♥️ Nie obwiniajmy się nawzajem, nikt nie przyniósł wirusa złośliwie! To i tak by się wydarzyło. Strach jest ok, panika nie. Panika to chaos. Potrzebujemy spokoju i opanowania😊 to nasze reakcje zadecydują o rozwoju wydarzeń.
#podróże #szczerze_pisząc #aniamaluje #wirus #zostajewdomu

Surowi rodzice wychowują najlepszych kłamców....

Jedna z moich największych obaw odnośnie podróży solo?
„Ale jak ja pójdę na plażę?!”🤣
Biegam szybko, ale jednak nie chciałabym wyskakiwać z morza aby dogonić  złodzieja, który połasił się na mój telefon.
Tymczasem moje  obawy okazały się zupełnie bezzasadne! Poznałam wielu spoko ludzi, którym postanowiłam zaufać i rzadko bywałam sama. Ale czasami chciałam! I co wtedy? Raz ratownik zaproponował, że wrzuci moje „belongings” do swojej łódki. Raz wrzuciłam telefon, kasę i klucz do woreczka strunowego i zakopałam pod palmą. A kilka razy wyszłam zupełnie bez niczego. Zostawiałam klucz na recepcji i odcinałam się.
Było super! 
Chcę bardziej być niż mieć. Nie wiem jak mogłam kiedyś pozwolić na to, aby strach o durne rzeczy mnie blokował.
Dzisiaj widzę, jak był irracjonalny 🙈 nie mam za wielu zdjęć z plaży, ale było fajnie! Jestem za to na wielu zdjęciach wietnamskich chłopców (na Bali też mi się zdarzyło)🤣 Widzą białą dziewczynę i pytają, czy mogą fotkę. I czy mogą mnie do tej fotki objąć. Przedmiotowe? Szczerze? Ja też robię fotki lokalsom i chociaż sami zachęcają, to w pewien sposób czuję, że pozując do zdjęć spłacam jakiś dług. Chłopcy są zawsze bardzo grzeczni i mili. Nie spotkało mnie tu nic „disrescpectful”. Po fakcie zawsze dziękują, chwilę pogawędzimy. To dla mnie ok, bez względu na to, co opowiedzą kolegom pokazując zdjęcie. W mojej opowieści też każdy pająk jest 3 razy większy, a każdy z nas ma koleżankę, do której idol na koncercie puścił oczko😉

Nigdy w życiu nie uśmiechałam się tyle, co na tym wyjeździe!!! Nie wiem jak mogła mnie blokować myśl o tym, że ktoś mnie okradnie🙈
„Pod łóżka włażą, złodzieja węszą, 
Łbem o nocniki chłodne trącając.
I znowu sprawdzą kieszonki, kwitki, 
Spodnie na tyłkach zacerowane, 
Własność wielebną, święte nabytki, 
Swoje, wyłączne, zapracowane.”
#wietnam #azja #podróże #podróżemałeiduże #vietnam #aniamaluje #szczerze_pisząc #plaża

Jedna z moich największych obaw...

Jak rozwojowo wykorzystać Wielkanoc?

“The bird fights its way out of the egg.
 The egg is the world. 
Who would be born  must first destroy a world.”
Ten cytat umieściłam w tekście napisanym ponad rok temu. Od tego czasu zdążyłam już rozbić swoją skorupkę i całkiem się wykluć. A Ty?

Ten rok wiele zmienił w moim życiu. Myślę, że Wielkanoc jest świetną okazją do refleksji także dla Ciebie.
Na początek krótka refleksja. Przyglądałam się dzisiaj ludziom na świątecznych zakupach i w autobusach. Porażająca niepuprzejmość, pchanie się w koejkach i wyciąganie innej kobiecie z wózka ostatniej paczki białej kiełbasy. Aż ciężko mi uwierzyć, że te wszystkie sytuacje, włącznie z kobietami które na autobsuowych siedzeniach lokowały swoje siatki z zakupami są prawdziwe. Teraz, tuż przed najważniejszymi świętami dla dominującej religii w tym kraju. Kosmos. Abstrakcja. Nie mieści mi się to w głowie. Ale o tym, że nie znam żadnego PRAWDZIWEGO katolika już kiedyś pisałam w tekście religia jest jak penis.

No właśnie… Ci  katolicy pójdą jutro ze święconką do Kościoła, a w niedzielę zasiądą do śniadania. Obgadają pół rodziny, pokłócą się rozmawiając na tematy polityczne albo wleją w siebie dużo za dużo wódki i też obgadają połowę rodziny. Inni spotkają się w rodzinnym gronie po raz pierwszy od dawna i uświadomią sobie, że nie mają o czym rozmawiać. Jak moja koleżanka która po długiej nieobecności spowodowanej studiowaniem w odległym mieście, nie mogła się doczekać aż wróci do domu. A kiedy wróciła, zrozumiała, że poza więzami krwi z rodziną nie łączy jej nic. Tęskniła za pomidorową jaką robi jej mama. Nie za rodziną.

Będą wyjątki. Jasne, nie przeczę, zachęcam, aby się wśród nich znaleźć.
Co więc zrobić, aby Wielkanoc była wartościowym przeżyciem i nie przypominała scenariusza powyżej?

Na początek – przypomnieć sobie o co w niej chodzi. Bez względu na to, czy wierzysz w Zmartwychwstanie Jezusa, czy uważasz je za pięknie odegraną mistyfikację, czy traktujesz jako opowieść – zastanów się, jakie przesłanie za sobą niesie to wydarzenie. Nie jestem katoliczką, a zawsze myślę w okolicach Świąt Wielkanocnych o odrodzeniu się niczym Feniks z Popiołów. 

Czasami trzeba doświadczyć najgorszego, aby wstać, otrząsnąć sie i żyć lepiej, pełniej, piękniej. Wiem to bardzo dobrze, bo w ogóle (chociażby zdrowotnie) nie przypominam siebie takiej, jaką byłam rok temu. Tylko rok!

W tym tygodniu moja propozycja jest taka, aby przy Wielkanocnym stole odrzucić te wszystkie myśli związane z zazdrością i zawiścią wobec innych osób, pozbyć się poczucia niesprawiedliwości “bo mój brat dostaje więcej” “bo ta zołza wszystko dostaje, a ja urabiam się po łokcie i nie mam nic”. Luz. Odpuść to.

Do przemyślenia pewna suficka opowieść (bo chrześcijańskiej przypowieści o Synu Marnotrawnym, która pięknie pokazuje, że to ten “lepszy” brat ma duży problem, prawie nikt nie bierze sobie do serca…)

Opowieść jest z walizką w roli głównej. Mogę coś przekręcić, bo słyszałam ją dawno, ale postaram się najwierniej oddać jej sens.
Był sobie człowiek. Z zewnątrz wydawało się, że jego życie jest całkiem ok. Miał co jeść, miał gdzie spać, miał rodzinę. Ale ciągle miał strutą minę. Jeśli wyjeżdzał na wakacje raz w roku, z zawiścią patrzył na sąsiada który wyjeżdżał dwa razy. Zazdrościł koledze który dostawał podwyżkę (w końcu sam napracował się bardziej), zawsze mu się wydawało, że inni mają ładniejsze żony, grzeczniejsze dzieci i mniej wymagających szefów. Ten człowiek, jak każdy, miał swoje mniejsze lub większe problemy, ale nie takie, których nie byłby w stanie udźwignąć. Mimo to, bardzo często pytał na głos “Dlaczego ja?”. Czasami zwracał się do Boga w którego wierzył słowami

 Dlaczego ja? Dlaczego moje życie jest takie ciężkie? Dlaczego wszystkim innym się układa i wyglądają na szczęśliwych, a ja nie? Zabierz moje cierpienia i daj mi cierpienia innej osoby, bo nie moge swoich już dłużej dźwigać!

Tej nocy, ów człowiek miał sen. Śniło mu się, że Bóg przemówił do ludzi, by spakowali wszystkie swoje cierpienia do walizek i zanieśli je do świątyni. Więc ludzie ochoczo zabrali się do rzeczy. Wrzucali do wielkich walizek swoje własne kłopoty i problemy. Byli zmęczeni swoimi cierpieniami, więc robili to z radością. Wyglądali na szczęśliwych jak nigdy wcześniej. Każdy z nich przecież czasami mówił “daj mi cierpienia kogoś innego, moje są zbyt wielkie”….


Gdy ludzie zabrali się w świątyni, Bóg przemówił znowu. Powiedział : połóżcie swoje walizki pod ścianami!
Gdy ludzie to zrobili, przemówił po raz ostatni.
A teraz każdy z Was może dokonać wyboru. Wybierzcie  sobie dowolną walizkę!


Stała się bardzo dziwna rzecz. Ludzie w popłochu zaczęli pędzić pod ściany i szukać odpowiednich walizek. Był wśród nich i człowiek, któremu ten sen się śnił. Gorączkowo zaczął szukać swojej własnej walizki. Gdy ją znalazł, odetchnął z ulgą. Jak wszyscy inni zebrani, ściskający z wielką radością swoje własne, dobrze znane cierpienia.



Walizki innych był tak samo duże, czasami nawet większe. Były też małe, o bardzo niewygodnych rączkach. A mimo to, każdy wolał swoją.


Zastanów się proszę przez Święta, dlaczego tak się stało.


A jesli nie byłeś jeszcze na zakupach, polecam bardzo fajną kampanię agencji K2 Internet. Obserwujący mnie na facebooku widzieli ją wcześniej 😉





Wiem, produceni silnie forsują tezę, że wszystkie jajka mają ten sam skład. Nie będę się kłócić. To jak z dziećmi tych samych rodziców. Niby te same składniki, a jednak rodzeństwa, nawet te bliźniacze, bardzo się od siebie różnią.  Polecam jedynie zrobić kiedyć ciasto lub omlet z prawdziwych wiejskich jaj. Kto raz spróbuje, ten nigdy więcej nie będzie chciał robić wyjątkowego ciasta ze zwykłych jajek z marketu. Taka mała refleksja.

Nie życzę Wesołych, nie życzę słodkich, życzę pełnych i wartościowych dni które pociągną Cię w górę, nie w dół. Bez względu na to, jak ciężki koszyczek zaniesiesz jutro do kościoła.


Będzie mi miło, jeśli zaobserwujesz mnie na :

 

Follow on Bloglovin

lub polubisz na fejsie 😉

Uściski, Ania

43
Dodaj komentarz

avatar
33 Comment threads
10 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
0 Comment authors
AniamalujeAnonimowyUla P.Paulina HurijaLarte Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Kangarooo
Gość

opowieść jest piękna! Nigdy jej nie słyszałam.
Tobie również inspirujących dni byś szła tylko wyżej i wyżej. No i smacznych wiejskich jajek 🙂

Kamila Ziel
Gość

Jak zwykle konkretnie i odważnie! Jesteś niesamowicie inspirującą osobą!

Karola
Gość
Karola

Wyjątkowo mądry, ciepły tekst. Trochę już tęskniłam za "taką" Tobą na blogu 🙂 Refleksyjną i rozwojową.

Odkąd doceniam to, co mam (między innymi po Twoim tekście o wdzięczności) żyje mi się jakoś tak… spokojniej. Bo nie interesuje mnie co ma sąsiad czy koleżanka z pracy. Ważne, że ja mam to, czego szukam albo przynajmniej szukam sposobów żeby to osiągnąć.

Rodzynki Sułtańskie. Lifestyle, podróże, kultura i coś jeszcze.
Gość

No właśnie – w cokolwiek wierzymy, świętujemy tak naprawdę to samo 🙂 Dokładnie 15 minut temu opublikowałam na końcu mojego wielkanocnego posta: Nieważne, czy wierzycie (a jak tak, to w co). W gruncie rzeczy świętujemy to samo – natura znów daje radę. I ludzie świętowali to długo, długo przed chrześcijaństwem. Bo zawsze wiedzieli, że to coś niezwykłego. Jakie znaczenie ma przy tym oblany egzamin i marudzący szef? Taki czas najlepiej wykorzystać dla siebie i bliskich – banał, ale ile z nas o tym zapomina właśnie w gonieniu tej ostatniej paczki białej kiełbachy :/ Chociaż ja trochę buntuję się presji samorozwoju… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Dlatego blog Ani jest jedynym rozwojowym jaki toleruję. Bartek popiel za agresywny, Michał Pasterski mdły i nierealistyczny, blogi rozwojowe na blogspocie z nikłą wartością… tu nie czuję presji 🙂

Agulek
Gość

Historia którą tu przekazałaś, bardzo mnie poruszyła. Można by powiedzieć, iż jej puenta idealnie trafia w mój mózg, który ostatni czasy sobie pofolgował i codziennie budziłam się z myślą" oh jak mi źle, czemu mi nie wychodzi ?" Taaaa… Po chwilowym odpuszczeniu sobie, zabieram się do pracy nad sobą. Dziękuję 🙂

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Co jest na ostatnim obrazku? bo nie widac napisu

Anonimowy
Gość
Anonimowy

wejdź na k2 internet tam jest większa wersja 🙂

Aleksandra Anna
Gość

dla mnie wiejskie jaja są najlepsze i różnica jest wielka od tych sklepowych 🙂 na szczęście w miastach jest coraz więcej możliwości zdobycia takich jajek 🙂

Wiolaaa
Gość

A ja mam swoje kurki i mają o tyyyyyyyyyyyyyle miejsca 😀 jajka bez porównania z tymi ze sklepu… ;/
Co do świąt, to coraz mniej je czuje, z roku na rok.. 🙁

Artinowy Świat
Gość

Z tej przypowieści wywnioskowałam jeszcze jeden fakt: bardziej boimy się nieznanego (w tym przypadku nieznanych problemów i zmartwień) niż tego co znamy (naszych problemów, na które często znaleźliśmy już sposób)
A ja mam gdzieś wszystkie kampanie i zawsze kupuje jajka na wsi 😉 (tak wiem, nie mają stępla i atestów, tak wiem umrę od tego ;])

Anonimowy
Gość
Anonimowy

to jak ja, kiedyś (chyba na facebooku, nie blogu) Ania podniosła temat i kiedy zapytałam jakie jajka wobec tego kupować, myślałam, że robi sobie ze mnie jaja pisząc, że wsiowe 😉 Teraz sama kupuję ze wsi i rzeczywiście, smak, kolor żółtka, sprężystość białka nie do podrobienia. I jeśli kupuje się bezpośrednio od "baby" to cena wcale niewiele wyższa, ja płacę 60 gr za jajo które równa się dwóm sklepowym klasy "M" 🙂

Ania Abakercja
Gość

też na to zwróciłam uwagę (że wolimy znane cierpienie niż nieznane coś, nawet gdyby mogło okazać się czymś lepszym), ale czekałam aż ktoś pierwszy to napisze, żeby nie było że się czepiam albo skupiam nie na tym, co trzeba. ja znam bardzo ładną przypowieść o krzyżach. że ludzie narzekali, że ich krzyż jest za ciężki a inni mają lżej. więc bóg pozwolił im wybrać sobie krzyż. i oni powybierali inne. i szybko się okazało, że te są jeszcze gorsze, zupełnie nie wygodne i teraz to dopiero jest masakra. więc bóg pozwolił im jeszcze raz dopasować sobie które krzyże chcą nieść.… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Właśnie to w religiach jest okrutne, że nakłada ludziom krzyże na barki i każe je nieść wymuszając radość, kultywuje cierpienie, umartwianie się, trwanie w beznadziejnym stanie przez wiele lat, zamiast radości życia, szukania optymalnych rozwiązań z trudnych sytuacji. Wmawia nam, że cierpienie jest sensem życia, uszlachetnia, a ludzie i tak coraz bardziej nieszczęśliwi. Bez ciężaru krzyża idzie się lekko i swobodnie, w tym samym kierunku co inni. Po co robić sobie krzywdę dobrowolnie?

Justinee
Gość
Justinee

Mądry, interesujący tekst 🙂 Historia, która jest warta refleksji.. I oby te Święta były jak najprawdziwsze, by czyniły nas lepszymi ludźmi, a rodzinne spotkania były radością 🙂

PS W temacie jajek sama odkąd znam smak wiejskich jaj, również stwierdzam, że już nigdy nie tknę tych sklepowych! Pozdrawiam Aniu!

Niemoralna
Gość

Jaka mądra historia o walizce.
Dziękuję za ten post!
Ciągle mi coś uświadamiasz.
Mimo, iż mam swój świat.
(nienawidzę świąt)

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Nie znoszę świąt.
Z ciekawością przeczytałam Twój post (zainspirowana "odwiedzam" BHC) i uważam, że jest świetny.
Wiem, też że zmieni moje podejście do Wielkanocy i nie tylko…
Dziękuję 🙂

ona
Gość

Mam to szczęście, że prawie nie znam sklepowych jaj, więc nie mam porównania. Mam za to szczęśliwe i wolne kury, a od nich prawie ekologiczne jaja. Dla odmiany dzisiaj upiekłam sobie minim mazurki w formie jajek ;). Jako miłośniczka słodkości, życzę tobie Aniu i twoim czytelnikom, słodkich świąt.

mitek
Gość

…albo nawet bez jaj 😉 bardzo dobra opowieść i też jestem zadziwiona zawiścią. odpuszczam. najlepszą lekcję daje mi moja babcia, która bez ogródek stwierdza: "nie będę jeść twojego barszczu, już teraz wiem, że będzie niedobry" 😉

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Dla mnie wszelkiego typu święta religijne są tak naprawdę jedynie możliwością spotkania z rodziną. Nie podchodzę do niczego w emocjonalny sposób. Nie myję okien bo Jezus, ani nie robię zapasów jajek i kiełbasy w ilościach świadczących o nadejściu wojny. Jajka bardzo chętnie oskrobię ale poświęcić je pójdą już tylko rodzice. Cieszę się, że u nas w domu nie obrabia się nikomu dupy przy świątecznej wódce. Spotykamy się tylko z tą częścią rodziny, z którą chcemy utrzymywać kontakt. Reszta nie istnieje

paranoJa
Gość

jestem niewierząca. jeśli ktoś chce wiedzieć, dlaczego jadę do domu na święta – to dla mnie nie duchowe przeżycie, a tradycja, która daje mi możliwość spotkania z rodziną (ostatnio w domu byłam na początku lutego), niemniej jednak na każde szczere życzenia (nie te z grupy: Wesołych!) odpowiadam równie szczerze, bo nie ważne jest dla mnie kto w co wierzy, a JAK wierzy, nawet jeśli (wydaje mu się, że) nie wierzy w nic. a zatem życzę Ci, żebyście rodzinnie byli wyjątkiem od reguły i nie obgadywali rodziny. 😉

elmirkaxp
Gość

Z tą opowieścią skojarzyło mi się pytanie skierowane do wiecznie narzekających na Polskę: "gdybyś miał do wyboru urodzić się w Polsce lub w losowo wybranym innym kraju świata, to co byś wybrał?" 😉

Paradoksalnie od momentu kiedy przestałam chodzić co niedziela do kościoła, to zaczęłam lubić święta 😉

Seldirima
Gość

Czy naprawdę kury z ekologicznego chowu mają więcej miejsca od tych z wolnego wybiegu? Swoją drogą, kury które widuję na wsi (albo i w mieście haha ^_^), to łażą dość blisko siebie i bardziej przypominają ten "wolny wybieg" 😉
Jakbym miała kupować wiejskie, to od kogoś zaufanego, niekoniecznie od kupca z targu, bo słyszałam o jajkach kupowanych w markecie lub na giełdzie i potem specjalnie brudzonych, żeby wyglądało, że są "ze wsi".

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Kury na wsi chodzą blisko siebie, ale mają duży wybieg dzięki czemu mogą skubać wszystko, ile tylko chcą. Jestem ze wsi, mam kury 😉 Są wypuszczane z ogrodzenia, chodzą po polu. Jajka są pyszne. Ciasta smaczne, a omlety lub jajecznice wyśmienite 😉

Tymczasowy Dom
Gość

Dziękuje za ten mądry post. Dał mi wiele do refleksji. Mieszkam za granicą, gdzie nieuprzejmość na ulicach także istnieje. Jak wracam do Polski to niestety na co dzień jest ona bardzo widoczna. Ale i tak bardzo kocham Polskę. I po wyjeździe zagranicę bardzo za nią tęsknię. Dużo podróżuje i wiem, że nie mamy się czego wstydzić a wręcz trzeba się chwalić. Wczoraj trzech moich kolegów Włochów pojechało do Polski na święta zwiedzić Warszawę i Kraków i już po godzinie pobytu w Warszawie napisali mi, że Polska jest cudowna i się w niej zakochali. A ludzie uprzejmi 🙂 Myślę, że powoli… Czytaj więcej »

MyMirrorOfBeauty
Gość

Oj Aniu jesteś bardzo mądrą kobietą, ale muszę Ci powiedzieć (trochę narcystycznie), że bardzo często mam takie same myśli i poglądy na życie jak Ty, a więc chyba też jestem mądra? 😛 Jestem katoliczką, z tą różnicą, że myślącą. Staram się być dobrym człowiekiem, analizować swoje zachowania i wartościować je, a jeśli były złe, to pracować nad sobą. Oczywiście, nie zawsze mi wychodzi, ale jednak zwykle tak. Nie mogę pojąć tych wszystkich osób uznających się za katolików, którzy zachowują się tak jak napisałaś. Co siedzi w ich głowach? Czy to są ludzie rozumni czy może jakieś roboty, którymi coś lub… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Abstrahując od treści komentarza, osobistych emocji jakie masz w związku ze świętami, czy też religią hmmmm jakby to powiedzieć, żebyś się nie poczuła urażona, bo w sumie nie do Ciebie to piszę, ale zwrócił moją uwagę fragment o tym, że "ludźmi ktoś lub coś steruje", dlatego piszę w odp. do komentarza… ile razy słyszę o sterowaniu ludźmi to kojarzy mi się to z katolikami, muzułmanami, ludźmi wtłoczonymi w jakikolwiek system religijny, sterowanymi narzuconą doktryną, zakazami, nakazami, po prostu podporządkowanymi systemowi.

bardzo-czarna-kawa
Gość

często słyszę narzekania na skomercjalizowanie Wielkanocy/Bożego Narodzenia itp, ale mało kto oferuje coś w zamian. marudzimy, że źle, niedobrze, wokół szał zakupów i walka, kto komu mocniej z łokcia pod żebra, ale… co z tego narzekania ma niby wynikać? mam podobne podejście do świąt jak Ty – nie jestem katoliczką, ale staram się wykorzystać ten czas na duchowe (w szerokim znaczeniu) refleksje. A od centrów handlowych po prostu trzymam się z daleka.
Historia o człowieku i walizce – piękna i daje do myślenia.
Pozdrawiam i życzę udanego wypoczynku oraz czasu na spotkanie z samą sobą 🙂

Cherie Currie
Gość

Uwielbiam Ciebie i twojego bloga! Czytam od dawna, ale jakoś dopiero teraz zabrałam się za napisanie komentarza. Nic mnie tak nie skłania do refleksji i zmian, jak twoje posty, dziękuję! 🙂

Anonimowy
Gość
Anonimowy

ale refleksyjnie! trochę jak na porządnych rekolekcjach, uwielbiam Cie

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Czy któraś z was zastanawiała się czym jest bóg i dlaczego ściśle wiąże się go z religiami, jakie to ma skutki?

Anonimowy
Gość
Anonimowy

a o co Ci chodzi?

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Ja chyba należę do wyjątków. Bo Wielkanoc na prawdę przeżywam. Nabożeństwa podczas Triduum Paschalnego są najpiękniejszymi nabożeństwami i czekam na nie z niecierpiliwością cały rok :). Na szcześcię w moim otoczeniu aż tak źle to nie wygląda, bo raczej Ci, którzy chodzą do Kościoła także przeżywają te święta. I nie jest to tylko pójście z koszyczkiem w sobotę, ale świadome uczestnictwo we mszy już od Wielkiego Czwartku:) Pozdrawiam serdecznie!

Magda Baranowska
Gość

Cóż, wczoraj w kościele byłam świadkiem następującej sytuacji. Na koniec nabożeństwa, kiedy wszyscy podchodzą ucałować krzyż i tym samym robi się kolejka, jedna kobieta nakrzyczała na drugą, że ta zbyt długo stoi przy krzyżu i blokuje dostęp 🙁 Zrobiło mi się przykro. Wiadomo, że każdy ma gorszy dzień i czy jest katolikiem, buddystą, czy ateistą czasami coś w nim pęka. Jesteśmy tylko ludźmi. Ale możemy się starać być ludźmi lepszymi, zwłaszcza w te dni wyciszenia. Niestety masz rację, że wielu ludzi zapomina o co w święta chodzi, skupiając się na ich czysto konsumpcyjno-materialnym wymiarze. Na szczęście znam też sporo osób,… Czytaj więcej »

Larte
Gość

Wspaniała opowieść. Dziękuję Ci za nią…

Paulina Hurija
Gość

Ta opowieść jest genialna!

Ula P.
Gość

Przeczytałam trzy razy tego posta. Jesteś niesamowita! Dziękuję.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

lubię Twój blog, a raczej lubiłam.. niby masz swoje zdanie, ale przedstawiasz je w trochę narzucający sposób, a poza tym znam dużo osób, które nie wierzą, nie nazywają siebie ateistami, ale szanują ludzi wierzących i nie drwią z nich

Anonimowy
Gość
Anonimowy

fajny blog polecam

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Szkoda, że nigdy nie poznałaś (według swojego mniemania) prawdziwego katolika 🙂 chociaż co to tak naprawdę oznacza według Ciebie? Wszyscy jesteśmy ludźmi i mamy swoje wady. Co do tego obgadywania… mówienie o kimś prawdy jest obgadywaniem? Zbędne komentarze należy zostawić dla siebie, ale zamykanie oczu na problemy to nie jest rozwiązanie co zresztą dobrze wiesz 🙂
Pozdrawiam serdecznie, Klara
Ps. czytam Twojego bloga już taaaak długo, niekoniecznie zawsze się zgadzam, ale jesteś bardzo ciekawą osobą 😀

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Nie jesteś katoliczką, a co w zamian?

Previous
Relacja z warsztatów dla czytelniczek [ZDJĘCIA]
Jak rozwojowo wykorzystać Wielkanoc?