Chcąc pomóc – psujesz, czyli jak uwolnione norki wpadły pod samochody

Gdy zaczęłam podróżować, nie rozmyślałam nad tym za bardzo. Ani nad emisją CO2 przez podróż samolotem, ani nad kremem z filtrem, który niszczy rafę koralową. Cieszyłam się że po prostu mogę, że mam z kim*, że mam za co, a  świat stoi przede mną otworem. Jeśli chodzi o środowisko – nie myślałam nad tym za dużo. Tak samo jak pokolenie naszych rodziców i dziadków nie zastanawiało się nad skutkami używania jednorazowych opakowań. Radość i wygoda korzystania z pieluch, podpasek i tamponów na jeden raz była zbyt wielka.

*Jeśli nie masz z kim podróżować, to w tym wpisie też znajdziesz rozwiązanie 🙂

Pokochaliśmy lekkie, wygodne i łatwe rozwiązania. Problem w tym, że my już urodziliśmy się w plastikowym świecie urządzonym nam przez poprzednie pokolenia. Nawet jak będziemy bardzo eko, to i tak musimy zmagać się z tonami plastiku, które na tym świecie juz były i zostały nam łaskawie ofiarowane. Politycy to często starsi ludzie, których nie bardzo interesuje świat, który po sobie zostawią. Liczy się uzyskanie mandatu w kolejnych wyborach, nic więcej. A że zasoby naturalne się kończą a powietrze coraz gorsze? Pff, ich już wtedy nie będzie!

W Pionte-a-Pitre na Gwadelupie była taka piękna wystawa o oceanie plastiku. Zrobiono DIY rafę koralową z butelek, całe wstęgi fal i innych rzeczy w tej samej estetyce co łabędzie z opon w ogródkach działkowych. To wciąż były śmieci. Paskudne, brzydkie śmieci. Ale uformowane w podwodny świat robiły piorunujące wrażenie na żywo.

zdj. basiaszmydt.pl

zdj. basiaszmydt.pl

Szczególnie, gdy przyjrzało im się z bliska. Ciągnący się na kilkadziesiąt metrów łańcuch to całe morze szyjek od plastikowych butelek. Samych szyjek! A gdzie reszta butelek? One się magicznie nie rozpływają 🙁

Pamiętam jak w 2014 napisałam, że przeszkadzał mi brud w Paryżu. Usłyszałam, że narzekam. To samo w 2016 w Tajlandii. A potem na Malcie, Korfu i Sycylii.
Nie dziwię się ludziom – oglądają stories dla pięknych widoków, których chwilowo nie mogą mieć. Jeśli wszyscy inni influencerzy pokazują śliczne paryskie kamienice, berety, bluzki w paski, bagietki i makaroniki, to ta sfotografowana przeze mnie plastikowa zupa na środku Sekwany wydaje się ewenementem. Ale nie jest.
300 metrów od Luwru

Małe dzieci bawiąc się w a kuku! zasłaniają rączkami oczy i myślą, że znikają. Jesteśmy zbyt duzi by wierzyć, że wystarczy zasłonić oczka by problemy się rozpłynęły.

Zmienia się. Zaczynamy obracać aparat i pokazywać mniej ładne behind the scenes a nawet oczekujący totalnego relaksu klienci biur podróży zaczynają zadawać pytania.
Ale które by tu zadać?

Totalnie szczerze – ja czuję się zagubiona. Nie wiem czy lepiej nosić wełnę i wspierać przemysłową hodowlę owiec, czy sportową odzież wykonaną z poliestru z recyklingu. Nie z nowego, tylko z tego, który i tak już jest, np. w postaci butelek PET.
Piję kranówkę, ale czy kupując wodę w plastiku na Korfu (kranówka jest słona i niezdatna do picia) robię źle? Ostatnio moja koleżanka dorisinsocialmedia zapytała na stories czy nurkowanie i oglądanie rafy koralowej w Tajlandii jest ok.
Myślę sobie – no kiepsko, bo łódka z napędem, olejek z filtrem. A ona na kolejnej planszy pokazuje, że zanim zarabiali na tych wycieczkach, to w tym rejonie łowili ryby. Dynamitem.
I zwiedzanie tej rafy jest już lepsze, bo ci ludzie muszą z czegoś żyć, a lepiej jak żyją z wycieczek.

Nie tylko ja jestem zagubiona. Czasami nawet aktywiści walczący o prawa zwierząt chcą dobrze, a wychodzi im bardzo źle. Jak przy tej słynnej akcji z uwolnieniem kilku tysięcy norek przeznaczonych na futerka. Chciano dać im wolność, ale doprowadziło to do wielu tragedii.  Norki nie potrafiły żyć na wolności, powpadały pod koła samochodów, zostały pozagryzane przez psy albo mordowane ludzi, bo porywały im kury.

Nie jestem ekspertem od zwierząt i przyrody, ale to nie powód, by nie pomagać. Chciałabym tylko, aby to była właściwa pomoc. Efektywna i mądra.

I tutaj przechodzę do sedna wpisu. Klub podróżników Soliści wymyślił fajną akcję i poprosił mnie o nagłośnienie sprawy. Można u nich kupić pakiety członkowskie, które dają sporo rabatów, ale też pozwalają robić paczki humanitarne, sadzić drzewa i zwiększać populację pszczół:

Ja zamierzam kupić* pakiet drugi, bo wydaje jest dla mnie optymalny. Funduję w ten sposób posadzenie 5 drzew, 30 nowych pszczół i swój udział w paczce z pomocą humanitarną. Może trochę kupuję w ten sposób czyste sumienie? Może próbuję poczuć się lepszym człowiekiem? Nie wiem.Wiem jedynie, że nie wiem już jakie wybory są dobre, a jakie złe.

*pakiet kupiony 🙂

Chcę zaufać komuś, to wie jak pomagać efektywnie i się na tym po prostu zna, ale nie w ten naiwny sposób co „uwolnijmy norki”.

Kim są w ogóle Ci soliści i dlaczego myślę, że się znają?

To klub podróżników, ludzi totalnie zajaranych poznawaniem świata w ten bliższy normalnemu życiu sposób. Nie, że wycieczka objazdowa klimatyzowanym autokarem z panem w koszuli i pod krawatem i spanie w pięciogwiazdkowych hotelach, tylko namioty, albo noclegi u lokalsów. Zostawianie po sobie tylko śladów stóp i miłych wspomnień. Przygoda. Poznawanie kultury od środka, podróże lokalnymi środkami transportu.

To też wspaniała opcja dla tych, którzy mają pieniądze i czas, ale nie mają z kim. Soliści organizują wyprawy w wiele miejsc – od Islandii przez podróż koleją transsyberyjską aż po Stany Zjednoczone.
Cudowna sprawa! Oni zbierają ekipę, więc nie dość, że problem „chcę, ale nie mam z kim” udaje się rozwiązać, to jeszcze można poznać innych ludzi, podobnie zajaranych podróżowaniem.

Ale to nie reklama Solistów, tylko ich działań pomocowych ;-). Wiem, że ciężko namówić ludzi do wydawania pieniędzy w jakimś celu tak, o. Bez niczego w zamian. Tutaj jest poradnik, audiobooki w storytel na miesiąc, są zniżki na ubezpieczenia i tańsze bilety do kina. Tutaj cała tabelka członkowska

Ale chyba najważniejsze jest to, że można sensownie pomóc.
To wpis we współpracy z Klubem Podróżników Soliści i chciałam dodać, że z każdego „leadu”, czyli pakietu kupionego z mojego linku, jest 10 zł „prowizji” dla mnie. To totalnie normalna praktyka, Unicef na przykład daje 15 zł (i tak, ludzie namawiający na ulicy na inne akcje też dostają za to pieniądze)

Kiedyś chciałam ten system trochę oszukać, i każde takie 15 zł wpłacać znowu na Unicef, ale program afiliacyjny mnie oszukał i nie naliczyło się za żadną wpłatę (chociaż sama ze swojego linku wpłacałam…). Pieniądze są po prostu największym motywatorem do włączenia ludzi w promowanie akcji. Chciałam tylko z tego miejsca przekazać, że każde 10 zł które w ten sposób zarobię, trafi na wybrany przez Was na stories cel charytatywny.

Mój specjalny link znajdziesz tutaj
Pod koniec miesiąca rozliczeniowego poproszę Was na stories o rekomendacje fundacji i przekażemy każde 10 zł mojej „prowizji” na wybrany cel charytatywny 🙂
Zatem cała wpłacona kwota zostanie przeznaczona na cele charytatywne




I zachęcam do akcji niezależnie od tego, czy podróżujecie z plecakiem i pod namiotem, czy jakby luksusowo. Ta planeta jest piękna i jest tyle zachwycających miejsc do zobaczenia, więc byłoby przykro, gdyby nasze dzieci i wnuki nie miały takiej okazji, bo interesowała nas jedynie własna przyjemność, bez myślenia o konsekwencjach.

Siejcie dobro! <3

(I nie rozdawajcie dzieciom cukierków na Zanzibarze. One potem mają zepsute zęby).

Za zdjęcia z Gwadelupy dziękuję Basi z basiaszmydt.pl, moje pliki uległy uszkodzeniu 🙁

Uściski, Ania
Subscribe
Powiadom o
guest
5 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
SomeoneElse
SomeoneElse
5 lat temu

I to jest problem. Ludzie mają dobre intencje, ale działają pod wpływem impulsu, niewiele myśląc. Efektywna pomoc to taka pomoc, której oczekuje świat. Niestety wydaje się często, jakby ludzie również i pomagać chcieli idąc po linii najmniejszego oporu. Pomóc, ale tak by się nie narobić, a już na pewno za wiele nie namyśleć. I potem wypuszcza się na wolność zwierzęta nieprzystosowane do życia w dziczy, karmi się dzieci cukierkami w krajach, które mają problem z dostępem do stomatologów i tak dalej. To autentycznie przykre. I w dodatku przekłada się na wiele innych dziedzin życia. PS: Napisałem maila, ale nie wiem,… Czytaj więcej »

Aniela Dzika
Aniela Dzika
5 lat temu

Kiedyś czytałam, że gdzieś były sprzedawane konie na rzeź. Ludzie z jakieś organizacji ratującej zwierzęta bardzo się oburzali i postanowili coś z tym zrobić, bo spora część z tych koni była po prostu w nie najlepszej kondycji. Zaczęli wykupywać od sprzedających konie, które wyglądały gorzej od pozostałych. Co niektórzy sprzedający podbijali trochę cenę za konie a ci ludzie z organizacji szli im na rękę no bo cena może i trochę się podniosła ale przecież takiego konia nie zostawią na pastwę losu. I co się okazało? Że sprzedający te konie zwietrzyli dobry interes. Wiedzieli, że ludzie z organizacji są zainteresowani zaniedbanymi,… Czytaj więcej »

aniamaluje
5 lat temu
Reply to  Aniela Dzika

Nie wiem teraz jest we mnie silniejsze. Uczucie niezgody i przykrość którą odczuwam, czy brak zdziwienia 🙁

39/10
39/10
5 lat temu

ja ostatnio wspieram Kuchnię za ścianą 🙂

Justyna
Justyna
5 lat temu

Podoba mi się,że poruszasz istotne sprawy dotyczące społeczeństwa, środowiska etc ale…piszesz o uwalnianiu norek z farm i od razu płynnie przechodzisz do…kolei transsyberyjskiej. Przykładowy temat hodowli zwierząt futerkowych jest bardziej złożony i jeżeli istotnie ten temat jest dla Ciebie istotny to oczekiwałabym jakiej konkluzji.Pozdrawiam, Justyna

Previous
Jaki buty by nogi wyglądały na dłuższe?
Chcąc pomóc – psujesz, czyli jak uwolnione norki  wpadły pod samochody

5
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x