Beznadziejni faceci – skąd ich tylu?

Nie lubię słownej napierdalanki. Po beznadziejnym pokoleniu, płci i tak dalej. Oceniać jest zawsze łatwiej niż zrozumieć. Ale jest jedna rzecz, która mnie gdzieś wewnętrznie gniecie. Nie zliczę ile razy słyszałam narzekania na beznadziejnych facetów. Więc postanowiłam zdradzić Wam mały sekret. 
Ale po kolei.
Zdarzyło mi się kiedyś zaliczyć bardzo dziwną podróż pociągiem. Piąta rano, kierunek Poznań. Na dworcu w Bydgoszczy mnóstwo policji i to tej mocniej odzianej czy jak tam to nazwać. Myślę sobie – ćwiczenia pewnie jakieś. Mocno zaspana wsiadam do pociągu i wzrokiem szukam swojego numerka. Siadam i uświadamiam sobie co zrobiłam –  usiadłam w przedziale pełnym kibiców i wódki. Dość hardkorowych kibiców.
Brawo Aniu! 
Jestem osobą, która zorientuje się że wdepnęła w gówno gdy jest w nim po szyję.
Przyznam (i jest mi trochę wstyd), że w pierwszej chwili mocno się uprzedziłam i przestraszyłam.
Jestem osobą, której obcy ludzie opowiadają historie swojego życia. I której inni się zwierzają. Czasami jest to dla mnie zbyt wielki ciężar, szczególnie gdy dowiaduję się czegoś, czego wiedzieć nie powinnam. Pozdrawiam starszą panią opowiadającą mi o swoich hemoroidach!
Tym razem nie było inaczej. Gdy trzeci raz odmówiłam wódki przeskoczyliśmy na poziom “i ja to szanuję!”.  Wysłuchałam historii o tym, który klub jest do dupy i dlaczego, co daje im bycie kibicami i z kim trzymają sztamę. W gruncie rzeczy – spoko chłopaki, tylko trochę pogubione. Ale opowiadali jak zbierali pieniądze na chore dziecko jakiegoś kolegi kibica i kilka innych ciekawych historii. W gruncie rzeczy mieli dobre serca – myślę, że taka grupa pozwalała im odczuwać braterstwo, solidarność i akceptację. Fajnie jest mieć jakieś miejsce, w którym czujesz się “swój”. Byłoby piękniej, gdyby łączyła ich miłość do piłki zamiast nienawiści do jakiegoś klubu. Ale na wszystko przyjdzie czas, wierzę w ludzi.
Na każdym postoju obowiązkowa arcywulgarna przyśpiewka. A potem, ponieważ byłam szanowana, zaczęli opowiadać co ich w życiu boli.
Wyobraź sobie – bardzo postawny chłopak, łysy z szalikiem. Właśnie skończył śpiewać o tym, który klub komu robi laskę i nagle zaczyna opowiadać o tym… że dzisiaj nie ma już dziewczyn, taki wiesz – delikatnych kwiatuszków. I że by takich chciał.
Oniemiałam.
I słucham, jak to na mecze chodzą wulgarne dziewczyny, które krzyczą gorzej niż oni i robią rozróby. I – cytat dosłowny – mają pizdy rozjebane jak jeziora, bo miał je cały stadion. A  on, a w zasadzie oni, bo wszyscy przytaknęli, to chciałby takich delikatnych i skromnych. Takich kwiatuszków. A najlepiej to takiej jednej na całe życie.
Oni byli naprawdę szczerze zaskoczeni, czemu takich nie przyciągają.
Bardzo mocno powstrzymałam się nad zasugerowaniem zmiany terenu poszukiwań na chór kościelny. 
[swoją drogą – widziałam kiedyś projekt foto pokazujący kibiców w klapkach w ich mieszkaniach -całość zniknęła z sieci, ale są jakieś fragmenty – klik oraz klik – to trzeba zobaczyć!]
Ostatnio na naszej grupie Kreatywne dziewczyny od Ani, pojawiło się coś takiego:
Więc zdradzę Wam sekret. 
Wystarczy przestać tracić energię na takie osoby. 
Można być kobietą bez kropek po depilacji, ze zrobionymi paznokciami, włosami. Nawet znam takie. Ale one robią to dla siebie.
Tacy mężczyźni będą istnieć tak długo, jak długo będą istnieć kobiety robiące wszystko, by się im przypodobać. Postępujące wbrew sobie, by tylko misiek nie odszedł. Tak bardzo niepewne siebie, że wolą być z byle kim niż same. Nawet, jeśli ten ktoś ich nie szanuje.
Ale też warto się zastanowić, czy nie jesteśmy sami jak moi towarzysze podróży – bardzo dalecy od tego, czego sami poszukujemy. W gruncie rzeczy, to były całkiem w porządku chłopaki. Mam nadzieję, że znaleźli swoje kwiatuszki. 
Buractwo istnieje tak długo, jak długo je tolerujemy. Jeśli kobiety zmądrzeją, i będą wolały być same niż z byle kim – faceci będą musieli się zmienić, albo pogodzić z samotnością. I w drugą stronę tak samo. Gdyby kibice nie spotykali się z tymi wulgarnymi dziewczynami, to one też przestałyby być wulgarne.
Amen
Pst! Byłam pytana na stories – to nie sukienka – to bardzo dziwne ubranie (klik) Jednak nie w moim stylu.





Bądź na bieżąco! 

  INSTAGRAM ❤ FACEBOOK 
❤ FACEBOOK MONIKI 


Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

XOXO

Podziel się

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o