Włosowe metamorfozy, czyli wrześniowa zapchajdziura

  Kobieta lubi zmienić co jakiś czas swoją fryzurę. Są zagorzali wielbiciele teorii, że czyni to za każdym razem, kiedy w jej życiu zachodzi jakaś poważna zmiana, albo jej podświadoma chęć.
 Musi być w tym ziarno prawdy, ale gdzie miejsce dla takich czynników jak : nuda, widzimisię, kaprys, zobaczenia ładnego opakowania farby w sklepie i zmiany cięcia, bo włosy za długie i zbyt trudne w układaniu?  Ano w moim wpisie właśnie 🙂


Pierwsza w życiu wizyta u fryzjera nie należała do udanych. Wiek : 4 i pół. Poprzednia długość – mocno za łopatki. Pamiętam do tej pory, że usiłowałam za wszelką cenę nie zrobić uśmiechu do zdjęcia, żeby mama go nie kupiła, bo fotograf był niemiły 😀  Oczy i kąciki mi się śmieją, bo nie udało mi się powstrzymać szaleńczego uśmiechu spowodowanego genialnym planem :)! Pamiętam to bardzo dobrze, bo za każdym razem kiedy w podstawówce/gimnazjum/liceum itp. były zdjęcia waliłam “szneki”. W imię zasad :))
 Jeśli już przy tej fryzurze, to niecały miesiąc temu żaliłam się tutaj http://aniamaluje.blogspot.com/2011/08/nie-umiem-sie-uczesac.html, że

 Nie umiem się uczesać. Nigdy nie umiałam 🙂 Prawdę mówiąc (pisząc) mam traumę z dzieciństwa, kiedy do przedszkola byłam czesana w kitkę na czubku głowy z wielką kokardą – najczęściej czerwoną lub różową. Nie, żebym była odosobniona czy coś. Wszystkie dziewczyny tak nosiły! 😀
 Tuż przed zdjęciami które miały być robione w przedszkolu postanowiłam się zbuntować i zażyczyłam sobie włosy ścięte na krótko. Na tyle krótko, żeby nie dało się zrobić kitki 😛 Mama o dziwo się zgodziła i zaliczyłam swoją pierwszą wizytę u fryzjera. A byłam taka malutka, że więcej czasu fryzjerka kombinowała na czym by mnie tu posadzić. Nie pamiętam jak to się skończyło, wiem tylko, że wyszłam ze ściętymi włosami, grzywką do brwi i pejsami (!). A kitkę i tak dało się zrobić – z połowy włosów, tych na czubku głowy. 

Jak widać – nie skłamałam ani trochę – jest grzywka, są pejsy, jest kokarda 🙂


Nie miałam wtedy pojęcia, że to historyczne już cięcie ukształtuje moją fryzurę na wiele, wiele lat.
 Należę do tych kobiet, które całe życie ścinają grzywkę i zapuszczają grzywkę i/lub  ścinają włosy i zapuszczają włosy. Ostatnio trzymam się jednak zadziwiająco nieźle i wytrwale włosy zapuszczam. Grzywkę też. Ścięłam co prawda kilka centymetrów, ale chciałam pozbyć się zniszczonych końcówek, nie włosów 🙂


Mój naturalny kolor (do którego chyba chcę wrócić) i długość, do której chcę wrócic na pewno, wyglądają tak :

Mina i “stylizacja” + przeróbka graficzna nie gra w tym poście roli, nie chodzę tak po mieście, to było na jakąś pracę do szkoły dla mojej koleżanki, człowiek lalka, albo marionetka, nie pamiętam o co chodziło 🙂 Bite 2 lata temu.
A to już z avatara – włosy odrastają, grzywka też



I inny wariant, grzywka też odrastająca, ale trochę inna, włosy powoli rosnące 🙂

A potem przyszła kolej na farbowanie. Najpierw dodałam swoim włosom rudawy połysk, potem był jakiś kasztan aż w końcu przyszły ciemniejsze kolory typu “bakłażan”, “burgund” itp. Zawsze korzystałam z henny nieznanej mi nazwy, którą z zagranicy przywoziła koleżanka 🙂  Z okazji jej przyjazdu, tuż przed próbną maturą urządziłyśmy sobie wieczór z plotkami i farbowaniem, a może w odwrotnej kolejności, naprawdę nie pamiętam. Trochę za dużo polało się wina i nie dość, że prawie zaspałam na maturę, to jeszcze zamiast fioletu wyszedł mi prawie czarny z fioletowym połyskiem pod światło 🙂 Musiałam jakoś dziwnie zaczesać włosy, bo przez całą noc z henną głowie (przeklęte wino! :D) nie mogłam nad ranem domyć z tej henny skroni i ucha, mimo, że w ruch poszedł i peeling i nawet mocno ścierająca pasta bhp do rąk…. na samą myśl aż mnie piecze :))
Fiolet objawił się dopiero po kilku myciach :

Niestety większego zdjęcia nie mam  (a szkoda!). Do fioletu na pewno jeszcze wrócę, bo czułam się w nim fajnie.

Podobnie rzecz ma się z owocem granatu, znanym też jak burak (bo z powodu anemii piłam w owym czasie sok z buraków, beznamiętnie i bezskutecznie)


Kolor lubiłam, ale nosiłam go krótko, bo znowu zachciało mi się ciemnych włosów.
W tym przypadku poszła w ruch farba  w tubce “henna venita” owoc granatu. Nie wiem jakim cudem załapało na mocno ciemnych popłuczynach fioletu, ale  uwielbiam blask i błysk jaki nadaje ta farba. 
 A teraz zastanawiam się co dalej. Po nieszczęsnej przygodzie z burgundem Welli (a fe!) postanowiłam że nie będę już farbować włosów. Rzuciłam te słowa bez przekonania, bo znowu mnie nosi ;)) Czekam tylko, aż to diabelstwo w odcieniu 4/6 raczy opuścić moje włosy chociażby częściowo. 
I niby chciałabym coś zbliżonego do koloru naturalnego, ale i tak wiem, że padnie na coś innego. Zaufam chyba którejś z tych “szamponetek”  bo raz pięknie pokryła mi odrosty ciemnego fioletu i pomogła zatrzymać kolor na dłużej. Pytanie brzmi : jaki kolor? 🙂







moje social media:  instagram aniamaluje

kanał youtube – aniamaluje

fanpage aniamaluje

Uściski, Ania
4 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Anonimowy
Anonimowy
8 lat temu

Ten ostatni kolor wyszedł Ci po farbowaniu venitą owoc granatu? Bo właśnie zastanawuam sie nad tym kolorkiem. Jeśli naprawdę wygląda tak jak na tym zdjęciu to jestem przekonana 🙂 Ale boję się, żeby nie wyszedł jaśniejszy. Chciałabym ciemną czerwień, mam teraz burgund venity, ale trochę zbyt fioletowy i jednak za ciemny. Coś takiego by się przydało: http://i.pinger.pl/pgr59/89131945001ffa724d5fd075/tumblr_lgtmj1geyK1qaycf7o1_400_large.jpg,
farbowałaś włosy na pewno częściej henna niż ja, może wiesz, jakiś to by mógł byc odcień? 🙂 A swoją drogą, ślicznie wyglądałaś też w odcieniu dzika śliwka. 🙂

2 beauties blog
8 lat temu

ja w gimnazjum ściełam z włosow do łopatek na chłopaka!! :))))
I.

Anonimowy
Anonimowy
8 lat temu

jesteś śliczna ;]

Panda
7 lat temu

haha, jak byłam mała to mieliśmy zdjęcia w przedszkolu. fotograf kazał mi się uśmiechnąć więc ja zacisnęłam usta i zmarszczyłam czoło. wyszło z tego coś w stylu naburmuszonej pięciolatki w za dużych ogrodnicznach (bo takie wtedy miałam). do tej pory rodzina śmieje się z tego zdjęcia ——- tak mi się przypomniało jak zobaczyłam to pierwsze zdjęcie, takie historie są cudowne, buziaki

Previous
Twarz pod ochroną – Ziaja nuno – antytrądzikowy krem tonujący
Włosowe metamorfozy, czyli wrześniowa zapchajdziura

4
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x