Byłam u fizjoterapeutki uroginekologicznej i uważam, że też powinnaś

Gdy zaczęłam wspominać nieśmiało coś na ten temat, pojawiła się lawina pytań. Po co? Jak wygląda wizyta? Czy coś mi dolega? Więc zapytam Cię o kilka rzeczy, a ty zastanów się, czy któraś z nich cię dotyczy:

  • zdarzyło ci się kiedyś popuścić chociaż 2-3 kropelki moczu, np. biegnąc na autobus albo kichając? (70% biorących udział w mojej nieprofesjonalnej ankiecie na insta zaznaczyło TAK)
  • masz silne bóle menstruacyjne, z którymi nie możesz sobie poradzić nawet z pomocą ginekologa?
  • Podczas oddawania stolca i moczu musisz intensywnie przeć?
  • Nauczyłaś się “sikać na zapas” przed wyjściem z domu i robisz to nawykowo?
  • Przestałaś czuć satysfakcję z seksu po porodzie?
  • A może generalnie stosunki sprawiają ci ból?
  • Czujesz ciężkość w kroczu?
  • Albo stało się bolesne po nacięciu lub pęknięciu?
  • Intensywnie trenowałaś i jesteś bardzo wysportowana?
  • Przygotowujesz się do ciąży?
  • Często kaszlesz?

Mam wrażenie, że prawie każda kobieta odnajdzie się w którymś podpunkcie. I chociaż nie cierpię słowa “powinnaś”, to wyjątkowo czuję potrzebę napisać, że każda kobieta powinna na wizytę do fizjoterapeutki uroginekologicznej się wybrać.

Wydaje mi się, że jestem dość świadoma i mam dobrą intuicję dotyczącą mojego ciała. Wiem co to są mięśnie dna miednicy a gdy zbyt intensywnie trenowałam i straciłam miesiączki – pokornie posłuchałam ginekologa, który kazał ćwiczyć mniej i olać płaski brzuch. I tak, nigdy nie byłam jedną z tych dziewczyn, które noszą wyszczuplające gatki po szyję albo spodnie z wysokim stanem aby go ukryć, bo intuicyjnie zawsze wybieram kroje, które dają brzuszkowi wolność i zero ucisku.

Dłuższy czas temu mignęły mi gdzieś na fejsie jakieś treści o treningu mięśni dna miednicy. Polajkowałam, zaczęłam czytać i poprawiać swoje nawyki.

Sprawa brzucha szybko się wyjaśniła – uciskając go jeansami z wysokim stanem zwiększamy ciśnienie w dolnej partii brzucha i obciążamy mięśnie dna miednicy. Cieszę się, że moje ciało intuicyjnie się przed tym buntowało!

Przy okazji: mam jedne jeansy z wysokim stanem i są tak elastyczne, że mogę w nich robić przysiady bez żadnego dyskomfortu. Także jeśli nie wyobrażasz sobie rezygnacji – polecam model JONI z topshopu. Ja swoje spodnie upolowałam w lumpeksie.

A reszta?

Nie rodziłam, nie mam bardzo bolesnych miesiączek ani bolesnych stosunków. Jestem młoda, nigdy nie odczułam żadnych problemów z dnem miednicy. Poza dwiema sytuacjami, gdy biegnąc na autobus popuściłam dosłownie ze 3 kropelki moczu i gdy drugi raz to samo zdarzyło mi się przy bardzo intensywnym kaszlu. Treści migające mi na facebooku głosiły, że to nie jest okej i warto coś z tym zrobić.

Bo widzisz, ja mogłabym teraz wrzucić na instagram taki wpis o tym, że 70% kobiet w mojej ankiecie zaznaczyło, że zdarzyło im się wysiłkowe nietrzymanie moczu. I że wiele się odezwało mówiąc, że po porodzie boi się nawet kichnąć, aby nie zmoczyć majtek. Okrasić to jakimś hashtagiem, że tak wygląda PRAWDZIWE i NORMALNE życie. A potem zebrać oklaski i komentarze w stylu “wreszcie ktoś o tym mówi!!!”. Tylko wiesz co? Ja nie chcę, żeby na tym temat się skończył. Bo z tymi wszystkimi problemami, które wymieniłam na początku wpisu można coś zrobić. I wcale tak nie musi być. A popuszczanie moczu, bolesne stosunki lub brak satysfakcji z seksu to nie są rzeczy, na które powinnyśmy się godzić.

Strona, którą wtedy zalajkowałam to https://pelvifly.com/. I to taki zabawny element bycia blogerką – dość szybko Natalia z Pelvifly odezwała się, że widzi moje lajki pod postami dr Urszuli Herman (https://www.instagram.com/doctorula_/) i czy może miałabym ochotę na współpracę. Powiedziałam, że tematy medyczne u mnie odpadają. Ja nie jestem lekarką, brak mi odpowiedniej wiedzy specjalistycznej. Poza tym nie rodziłam dzieci więc samo z siebie nasuwa się odbiorcom, że urządzenie ma mi służyć do zwiększenia satysfakcji z seksu a ja o swoim życiu osobistym zdecydowanie nie opowiadam w sieci. Za współpracę podziękowałam, natomiast sama prywatnie dalej się tym interesowałam i rozważałam zakup urządzenia, które miało pomóc trenować mięśnie dna miednicy. Nawet zaczęłam wypełniać formularz zamówienia, ale bałam się, że nie dotrze do mnie przed wyprawą do Azji.

No właśnie – wybrałam się solo do Azji. Na miesiąc. Spakowałam wibrator, który skonfiskowano mi na lotnisku w Bangkoku jako “obscenic item”. Tak bardzo rozbawiła mnie ta sytuacja, że nagrałam o tym stories. Trzepnęła mnie wtedy myśl, że jestem straszną hipokrytką, ale odłożyłam ją na półkę z innymi niewygodnymi myślami i zapomniałam o sprawie. I tego wpisu by nie było, gdyby nie upór fizoterapeutki Natalii Szostek, która pracuje dla Pelvifly. Wierciła mi dziurę w brzuchu do skutku:

Zgodziłam się przetestować urządzenie i rozważyć sprawę. Spójrzcie na datę – to był marzec, a teraz mamy wrzesień. Mnóstwo czasu!

Urządzenie jest dyskretne i bardzo proste w swoim działaniu. Grubszą część smarujemy lubrykantem i umieszczamy w pochwie, następnie dopompowujemy tak, by dopasowała się do naszego ciała i łączymy z aplikacją. W tej mamy do wyboru kilka gier, które pomagają zrozumieć działanie mięśni dna miednicy. Im mocniej ściśniesz, tym wyżej poleci motyl albo rakieta. Czasami trzeba zebrać wszystkie kwiatki, a są porozmieszczane na różnych poziomach, czasami utrzymać rakietę na odpowiedniej wysokości.

Jestem gapą, miałam w ramach współpracy najlepszy pakiet z opieką fizjoterapeutki, a zaczęłam 14 dni anonimowych testów dostępnych dla każdego po uruchomieniu aplikacji ;). Ale dzięki temu mogę opisać jak widzę różnice między trenowaniem na własną rękę i z profesjonalną opieką. Treningi są bardzo intuicyjne (poza graniem w koszykówkę mięśniami dna miednicy, to mnie trochę przerasta!). Apka wysyła powiadomienia, które przypominają o treningu, widzisz też swoje postępy. A z mojego punktu widzenia – jest po prostu ładna i łatwa do ogarnięcia. Dla mnie komunikat “trochę lżej” albo “trochę mocniej” to żaden komunikat. Ale gdy widzę na jakim poziomie ma być motylek aby udało mu się złapać kwiatka – jest mi dużo łatwiej.

Urządzenie działa też na zasadzie biofeedbacku wizualnego (widzę swój skurcz na ekranie telefonu w postaci fruwającego motylka czy rakiety) oraz czuciowego, bo urządzenie i informuje moje ciało za pomocą wibracji o efektach (to nie jest gadżet erotyczny i nie jest to wibracja jak przy wibratorze, ale jedna z was gdy wrzuciłam video z treningu napisała, że od kiedy trenuje z urządzeniem to ma takie orgazmy, że na koniec ma ochotę klaskać ;-)). Oprócz tego są różne obciążenia – jak na siłowni!

Później ogarnęłam, że mogę korzystać z opcji z teleopieką fizjoterapeutki i ogromnie polecam!

Po pierwsze – gdy wykonałam test, to dostałam omówienie wyników na maila i dalsze treningi zostały zmodyfikowane stosownie do nich. Np. moje mięśnie są silne, ale mam problem z ich rozluźnianiem i musiałam się w swoich treningach cofnąć, aby je tej relaksacji nauczyć. Po drugie – nie będę was czarować, że jestem mistrzynią regularności – różnie to ze mną bywa, sierpień był u mnie szalonym miesiącem bo miałam dwa wyjazdy, mnóstwo pracy – nie zawsze udało się poćwiczyć. Sugestie fizjoterapeutki pomagają! Miałam jednak problem z parciem – czasami urządzenie ze mnie wręcz wyskakiwało, a ja nie mogłam tego powstrzymać!

Wybrałam się na wizytę do fizjoterapeutki uroginekologicznej mgr Aleksandra Polanowskiej Lenart, kóra opiekowała się moimi trenigami w aplikacji.

fizjoterapeutka uroginekologiczna mgr Aleksandra Polanowska Lenart
Polecna fizjoterapeutka uroginekologiczna Warszawa Żoliborz – mgr Aleksandra Polanowska Lenart

Jak wygląda taka wizyta?

Rozpoczyna się od wywiadu – fizjoterapeuta pyta o problem, z którym się zgłaszasz i stan zdrowia. Warto być szczerą i rzetelnie na te pytania odpowiadać. Nikt nie pyta cię o jakość życia seksualnego ze wścibstwa, tylko aby ci pomóc. Następnie fizjoterapeutka przyjrzała się mojej postawie z przodu i z boku oraz na leżąco. Sprawdziła odruchy, stopień rozejścia mięśnia poprzecznego brzucha (mam na jeden palec, warto to wiedzieć aby potem mieć punkt odniesienia po ciąży) i zapytała, czy może mnie zbadać przez pochwę. Nie mam z tym żadnego problemu, traktuję to jak każdą wizytę u specjalisty – medycznie.

Podczas takiego badania sprawdza się siłę, wytrzymałość i szybkość mięśni oraz to, czy nie kompensujemy innymi (np. mocno zaciskając uda). Po badaniu mogłam pod okiem fizjoterapeutki jeszcze raz wykonać test oceniający moje postępy po treningach mięśni dna miednicy i upewnić się, czy trenuję właściwie.

Jest ok, dostałam przydatną radę z liczeniem (mam tendencję do zapominania o oddychaniu gdy jestem skupiona na zadaniu!). Uspokoiłam się, że nic sobie nie kompensuję innymi mięśniami (a byłam przekonana, że za mocno napinam uda). No i wyjaśniła się kwestia parcia, które czasami uniemożliwiało mi trening – za dużo lubrykantu ;-). A ja myślałam, że coś nie tak z moimi mięśniami.

Dowiedziałam się też wielu ciekawych rzeczy, np. że wielu kłopotów z niesatysfakcjonującym życiem seksualnym po porodzie można uniknąć dzięki zgłoszeniu się na taką fizjoterapię na czas (wibracje w urządzeniu odpowiednio stymulują je do pracy). Że trening pomaga na bóle menstruacyjne, bo uczy nasze mięśnie rozluźnienia, a jesteśmy prawie wszystkie mocno pospinane. I że płaskie pośladki mogą przyczyniać się do osłabienia mięśni dna miednicy. Wychodzi na to, że gdy po pracy siedzącej mam wielką ochotę na trening pośladków, to moje ciało dobrze mi podpowiada czego potrzebuję.

Zaczęłam też prowadzić dzienniczek mikcji, aby rozmawiać ze swoim pęcherzem, że wcale nie muszę iść siusiu zanim opuszczę mieszkanie. Ale to temat na inny post, chętnie kiedyś o tym opowiem. Tym bardziej, że nasze mamy wychowały nas w duchu “wysikaj się przed wyjściem!”. Polecam taką wizytę każdemu!

No właśnie. Nie wiem jak zakończyć ten tekst i do czego zachęcić Was bardziej. Przede wszystkim chyba do zwiększania swojej świadomości na temat mięśni dna miednicy. W pogoni za “ładnym wyglądem” robimy sobie często krzywdę wybierając spodnie, które może i spłaszczają brzuszek, ale zwiększają ciśnienie dna miednicy. Albo wylewamy ósme poty na siłowni zaniedbując te obszary, które są serio ważne. Nie mówiąc o takich głupotach jak treningi na trampolinach.
Zachęcam Cię do wizyty u fizjoterapeutki uroginekologicznej, bo warto.

Urządzenie ma swoją cenę – 780 zł. Doskonale jednak wiem z czego ta cena wynika. Pomysł na urządzenie powstał podczas prac nad doktoratem dr Uli Herman, więc mamy tu specjalistyczną wiedzę. Do tego zaprojektowanie i stworzenie genialnej aplikacji. Urządzenie z bezpiecznego silikonu medycznego klasy VI, bez ftalanów i certyfikaty. Gdyby rozłożyć koszt urządzenia na rok, to wychodzi nieco ponad 2 zł dziennie. Na dwa lata? Złotówka i 6 groszy. Z pakietem basic można bowiem trenować bezpłatnie.
Koszt jednej wizyty u fizjoterapeuty uroginekologiczego to ok. 150 zł (przynajmniej w Warszawie).

Zależy mi na tym, aby każda współpraca wiązała się z korzyściami też dla Was, zatem:

Z kodem aniamaluje na stronie https://pelvifly.com/sklep/pakiet-startowy/ otrzymujesz:
15% zniżki na zakup urządzenia (-117 zł) oraz miesiąc opieki PelviCoacha, czyli fizjoterapeutki, która będzie odpowiadać na twoje pytania i dostosowywać treningi do twoich możliwości (taki pakiet kosztuje normalnie 96 USD czyli po dzisiejszym kursie 360 zł). kod działa do 27.09.2020

Istnieje jeszcze pakiet SMART, w którym można wybrać z pośród 5 różnych planów treningowych (Młoda Mama, Seks, Sport, Kontrola Pęcherza, Prewencja). Chciałam napisać, że mój pakiet właśnie się skończył, ale widzę że włączono mi do 31.10 właśnie SMART. Zamierzam go wykorzystać i w końcu zbudować nawyk, a potem raz na jakiś czas decydować się albo na CARE, albo na wizytę w gabinecie gdybym przestała mieć postępy albo zatrzymała się na którymś etapie 😉 Jeśli masz problem z wyborem pakietu, podrzucam:
https://pelvifly.com/aktualnosci/ktory-pakiet-pelvifly-wybrac/

No i jest też kurs online “luzuj poślady” i jeszcze przez chwilę kosztuje tylko 39 zł a za każde 100 sprzedanych kursów Pelvifly przekazuje 1000 zł na fundację Kwiat Kobiecości, która niesie pomoc kobietom, które zmagają się z chorobami dróg rodnych, w tym rakiem szyjki macicy i rakiem jajnika.

I tak sobie myślę teraz, że jeśli za złotówkę/dwa dziennie mogę zminimalizować ryzyko problemów z dnem miednicy w przyszłości (brak radochy z seksu, trudny poród, silne bóle miesiączkowe, strach przed kichaniem…) to warto.
Mam nadzieję że kod “aniamaluje” się komuś przyda!


Klikam i sprawdzam ofertę Pelvifly, bo chcę dbać o swoje mięśnie dna miednicy

Post we współpracy z marką Pelvifly (wszystkie wzmianki, które zamieszczałam wcześniej nie były współpracą, wrzucałam je od siebie bo kolokwialnie mówiąc – zajarałam się ideą. I tak jak mam radochę z waszych wiadomości o tym, że poszłyście na cytologię, długo odkładaną wizytę u dentysty albo psychoterapię, tak będę zachwycona, jeśli zaczniecie też dbać o mięśnie dna miednicy)

Ściskam, Ania

Dopisek:

Dziewczyny, zasypujecie mnie wiadomościami, że bardzo chcecie, ale nie macie budżetu we wrześniu. Rozumiem i przekazałam te uwagi do Pelvifly. Są bardzo proludzccy i proponują system ratalny. On jeszcze nie został oficjalnie uruchomiony, więc mam nadzieję, że wszystko działa, ale chociaż oferta nie działa z kodem, to wygląda tak:

Zostawiam link do systemu ratalnego 🙂
https://pelviflyprogram.gr8.com/

4.3 10 votes
Article Rating
Uściski, Ania
23 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Marta
2 miesięcy temu

Cześć, Aniu. Dziękuję za ten tekst, pelvifly kusi mnie już od jakiegoś czasu, więc chyba się zdecyduję na to urządzonko. Do kiedy działa kod aniamaluje?

Joasia
2 miesięcy temu

Cześć Aniu,
dziękuję za ten artykuł. Od dłuższego czasu zastanawiam się nad tym urządzeniem, w ogóle nad taką fachową konsultacją.
Ile czasu jest dla kodu: “aniamaluje”?

Aska
2 miesięcy temu

Jeśli chodzi o sprawdzenie postawy z przodu, z boku, na leżąco to było to robione w ubraniu czy w bieliźnie? Jak to wyglądało? 🙂

Aska
2 miesięcy temu
Reply to  Aniamaluje

Dzięki za odpowiedz 🙂 mam jeszcze pytanie. Jeśli chodzi o badanie przez pochwę to w jakiej pozycji to się odbywa i na czym leżysz? Czy fizjoterapeuta używa do tego lubrykantu?

Ania
2 miesięcy temu

Chciałabym więcej poczytać o nawyku sikania przed wyjściem.. mam podobnie ale nie wiedziałam, ze to jest problem..

Kinga
2 miesięcy temu

Aniu czy ten system ratalny to rzecz na stałe czy coś połączonego z Twoją oferta ?

Ulka
2 miesięcy temu

Witam!
Czy w systemie ratalnym, też jest miesiąc opieki fizjoterapełtki?

Ulka
2 miesięcy temu

Witam!
Gdzie należy wpisać kod aby dostać 15 % zniżki?

Gaba
2 miesięcy temu

Hej, ciekawy wpis, na pewno zgłębię temat 😉 możesz rozwinąć myśl o jakie treningi na trampolinach chodzi i dlaczego miałyby one być szkodliwe?

Kasia
2 miesięcy temu

A ja się zastanawiam czy w związku z tym, że są dostępne dodatkowe płatne pakiety to czy z pakietem Basic nie da się wykorzystać w 100% urządzenia, które kosztuje ponad 700zł? Trochę by to było absurdalne, ale znam siebie i wiem, że żaden abonament nie jest dla mnie, bo najzwyczajniej w świecie nie chce mi się podejmować interakcji z jakimś “konsultantem” i zdecydowanie wolę móc samodzielnie wybierać ćwiczenia a ewentualną konsultację postępów czy zasięgnięcie po poradę wolę odbyć osobiście. Aniu jak to z tym jest?

monika
2 miesięcy temu

Zachęciłaś mnie do zakupu, bo zdaża mi się przy kichnięcie popuścić. Mam tylko obawy, czy to urządzenie nie jest za duże…i czy nie będę miała problemu aby go umieścić…ja mam problem z użyciem wibratora…😔😔 nie chciałbym qydac tyle kasy na sprzęt którego nie będę używać

Klaudia
2 miesięcy temu

Na pewno kiedyś się wybiorę, choć nie będę pisać z jakiego powodu 🙂 też noszę spodnie z wysokim stanem (bo w innych mi zimno, muszę być opatulona jak się da i warstwowo), ale na tyle “luźne”, że mogę spokojnie w nich robić różne akrobacje ;D

Miss Don't Care
2 miesięcy temu

hej! bardzo chętnie przeczytam tekst o “sikaniu na zapas”, zaintrygowałaś mnie tym 🙂

Previous
Jedynka za stosunek do przedmiotu?! Ocena z zachowania
Byłam u fizjoterapeutki uroginekologicznej i uważam, że też powinnaś

23
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x