Moje najlulubieńsze zdjęcie zrobione, gdy myślałam, że już po zdjęciach i się odwróciłam. Jak zawsze!

Miałam ostatnio potężny kryzys życiowy zupełnie bez powodu. Okoliczności nadal są takie same, nic się nie zmieniło, ale kryzys minął. I myślę, że to całkiem normalne, mamy różne etapy w życiu i czasem człowiek ma ochotę zwinąć się w kulkę i płakać, a czasem tańczyć. Wyjątkowo zmieniłam podejście i zamiast za wszelką cenę próbować wyjść z tego dołka, zaczęłam obserwować swoje potrzeby i za nimi podążać. Godzina leżenia i myślenia o niczym, zamiast wstania rano? Okej! Comfort food w środku nocy? Proszę bardzo. Trzy godziny w wannie i czytanie bardzo głupiej książki? Oczywiście.
Zamiast za wszelką cenę próbować poprawić swój humor, płakałam gdy miałam ochotę i wkurzałam się, gdy miałam taką potrzebę. I ojeny, czasami dobrze jest jednak poddać się fali i po prostu się na niej unieść.

Zdjęcie; @patabloguje 
#lavieparisienne #vieparisienne #frenchfashion #takemetoparis #lestyleàlafrançaise #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisianlifestyle #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #parisianblogger #frenchvibes #parismood #modeaparis  #parisianchic #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily #sukienka

Moje najlulubieńsze zdjęcie zrobione, gdy...

Te kropki przy mojej twarzy to komary.
Komary są najbardziej śmiercionośnymi zwierzętami na świecie. Zabijają więcej ludzi niż rekiny, tygrysy, czy jadowite węże. Roznoszą malarię, dengę i wirusa Zika. Drugim największym mordercą jest człowiek. Pomijając już fakt, że mordujemy w imię „Boga” „granic” „honoru” siebie nawzajem urządzając krwawe wojny, to jeszcze jesteśmy pasożytem eksploatującym ziemię ponad miarę.

Ludziom, którzy z oszczędności i dla widoków kupili domy na wsi, śmierdzi nagle rzepak i domagają się, aby rolnicy zaprzestali uprawy. Usuwamy budki lęgowe dla Jerzyków, chociaż krzywdy nikomu nie robią. A jakieś dzbany na Mokotowie wytruły staw, bo żaby im skrzeczały i „rechot był nie do zniesienia”. O tym, że sami osiedlili się koło stawu i to był ich wybór już nie pomyśleli.

Chciałabym, żeby takie piękne widoki wciąż istniały za 20, 50 i 100 lat. Ten mały pies trzęsie się z radości jak może wytarzać się w trawie. My też tacy byliśmy, ze spodniami wiecznie zielonymi od wtartej w nie przy upadku trawy🌱
Co się nam stało?

#lavieparisienne #vieparisienne #frenchfashion #howtobeparisian #takemetoparis #lestyleàlafrançaise #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisianlifestyle #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #parisianblogger #frenchvibes #parismood #modeaparis #myparisstyle #parisianchic #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily #sukienka #koszyk

Te kropki przy mojej twarzy...

Kiedyś miałam straszny ból tyłka o ludzi wychodzących na papierosa. Siedzenie długo w pomieszczeniu to dla mnie koszmar. Jak wychodzę z kina na powietrze, to czuję się jak ktoś, kto wyszedł z jaskini😅
O ile w gimnazjum i w liceum wychodziłam zawsze z palącymi znajomymi (sama nie palę) i praktycznie co przerwę byłam na powietrzu, o tyle później było z tym jakoś dziwniej.
W szkole to jedynie niektórzy nauczyciele brali mnie za palacza i patrzyli z pogardą.Ale jak uzasadnić wychodzenie gdy nie palisz?
Śmak, po prostu wychodziłam :D. A gdy ktoś mówił „ty palisz?” albo: „ale ty przecież nie palisz!” odpowiadałam „ale muszę się przewietrzyć”. I tyle! Nikt nie urwał mi głowy, nie krzyczał na mnie z powodu tych 5 minut co dwie godziny.

Zamiast pielęgnowania w sobie wkurzenia na innych, skupiłam się na sobie.
Wkurzało mnie za to poczucie, że pracując z ludźmi ktoś zawsze notuje skrzętnie w głowie jak często wychodzisz do toalety i unosi brew gdy odbierasz prywatny telefon. Nie czuję się dobrze w takiej atmosferze, jestem przerażona tym jak traktuje się pracowników w Polsce. Dlatego pracuję sobie jako freelancer na swoim.
Nigdy nie wyszło mi nic dobrego z tego pielęgnowania w głowie ukłucia „bo inni”.
I w ogóle to polecam książkę Helmuta Schoecka „Zawiść: źródło agresji, destrukcji i biedy”. Jest w niej masa socjologicznych ciekawostek i zrobiłam z niej całą masę notatek czytając za pierwszym razem. Bardzo otworzyła mi głowę!
#szczerze_pisząc #blogerka #czesc #lestyleàlafrançaise #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisianlifestyle #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #parisianblogger #frenchvibes #parismood #kropki #sukienka #polkadots

Kiedyś miałam straszny ból tyłka...

Każdy czasami potrzebuje zmian, ja potrzebowałam takiej. Czuję się lekko i świeżo!
#aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily  #blogerka #włosy #zmiana #fryzura #polkadots #sukienka #kropki #haircut

Każdy czasami potrzebuje zmian, ja...

Zmęczona. Tak się ostatnio czuję. Nawet nie fizycznie, to inny rodzaj zmęczenia. Zmęczenie mnogością decyzji do podjęcia i wyborów do dokonania. Zmęczenie ilością rzeczy, walczących każdego dnia o moją uwagę. 
Kiedyś nie rozumiałam ludzi latających na all inclusive, mówiących fryzjerowi „rób co chcesz” albo wybierających buty w pierwszym sklepie, bez porównania oferty w 10 innych. Dzisiaj rozumiem. 
Każdy czasami potrzebuje odpoczynku umysłowego.

#lavieparisienne #frenchfashion #howtobeparisian #takemetoparis #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #frenchvibes #parismood #modeaparis #myparisstyle #parisianchic #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #darlingdaily #szczerze_pisząc #discoverunder50k

Zmęczona. Tak się ostatnio czuję....

Szybciej, mocniej, więcej, bardziej. Postaraj się więcej, wstawaj wcześniej, kładź się później.
Nie wiem jak wy, ale ja nie kupuję tego bullshitu. Mam pracę, którą uwielbiam - copywriterka daje mi mnóstwo satysfakcji, lubię poprawiać wyniki i czuć, że moja praca pomaga komuś zwiększyć sprzedaż albo zredukować czas spędzany na odpowiadaniu na pytania klientów, bo zgrabnie naskrobałam wyczerpujący opis. Ale też potrzebuję przerwy. Nie powinniśmy żyć w świecie, w którym pracujących ludzi często nie stać na samodzielne wynajęcia  mieszkania,  albo jedna wizyta u dentysty wpędza ich w długi. Jeden pełny etat powinien zapewniać pieniądze na godne życie.

Pamiętam jak kiedyś chciałam podkręcić kartę graficzną, by pograć w grę.
Pograłam. Chwilę.
Karta się spaliła.

Uczę się pracować mniej. Poleżeć brzuchem do góry. Zabrać książkę do parku. Odpoczywać. 
____
#lavieparisienne #vieparisienne #frenchfashion #howtobeparisian #takemetoparis #lestyleàlafrançaise #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisianlifestyle #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #parisianblogger #frenchvibes #parismood #modeaparis #myparisstyle #parisianchic #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily

Szybciej, mocniej, więcej, bardziej. Postaraj...

Kiedyś nie lubiłam swoich nóg , bo są krzywe. najkrótsze sukienki jakie nosiłam były za kolano. No i głównie wybierałam spodnie.
To było głupie, wyrosłam z tego.
Ale wiele moich koleżanek wciąż jest na tym etapie. Nie założą latem szortów bo mają nogi: za blade, za chude, za grube, z cellulitem na który na pewno wszyscy będą patrzeć, z siniakami, pajączkami albo wuj wie co jeszcze. 
Kobietom zdarza się też odmówić spontanicznego wyjścia na basen czy nad jezioro, bo się nie wydepilowały.

Hmm, chodziłam ostatnio w krótkich sukienkach, chociaż nóg nie goliłam dwa tygodnie. Zazwyczaj co niedzielę sięgam po depilator, ale jakoś jedna mi wyleciała, a w kolejną jak miałam czas na ogarnianie siebie, to zrobiła się trzecia w nocy. Nie chciałam budzić sąsiadów bo depilator chodzi jak kosiarka.
Rok temu zrobiło mi się słabo i zaliczyłam glebę. Najpierw chodziłam z dwoma dorodnymi strupami na kolanach, potem z białymi śladami po nich. I też chodziłam w krótkich sukienkach, walić to. Może ze dwa razy jakiś Janusz skomentował, że chyba był awans w pracy, ale kto rządzi moim życiem, ja, czy strach przed spojrzeniami Januszy?😉 Nieważne jak wyglądają Twoje nogi, masz prawo chodzić w czym tylko chcesz. Czy masz 45 kg czy 145, czy nogi blade czy opalone, gładkie czy owłosione, paznokcie pomalowane czy nie. Nieważne, czy masz siniaki, pajączki, strupa, mnóstwo bąbli od komarów czy cellulit. To Twoje ciało.
Rób z nim co zechcesz! 🤗

#lavieparisienne #vieparisienne #frenchfashion #howtobeparisian #takemetoparis #lestyleàlafrançaise #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisianlifestyle #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #parisianblogger #frenchvibes #parismood #modeaparis #myparisstyle #parisianchic #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily #wbutachbrilu

Kiedyś nie lubiłam swoich nóg...

Kocham lato. Sporo rzeczy w nim mnie wkurza - komary i nagrzany beton, bo wycinka drzew pod nowy parking. Ale więcej zachwyca.
Zieleń. Polne kwiatki. Rumianek. Że kwitnie czarny bez, a syrop z bzu to najlepszy dodatek do lemoniady na świecie. Że rosną maki. I dmuchawce aż się proszą o zdmuchnięcie. Można nosić zwiewne sukienki. Najlepszy strój świata, majtki, sukienka, klapki i jesteś gotowa. Że można poczytać książkę w cieniu pod drzewem. Objadać się lodami i mówić, że to dla ochłody. Chodzić do kina plenerowego. Siedzieć nad Wisłą. Zajadać się mizerią. Albo truskawkami. 
Lada moment stanieje fasolka, i będę ją z lubością polewać bułką tartą na maśle. Przy obecnych cenach masła to będzie droższe niż kawałek schabu, ale to dla mnie smak lata. Tak samo jak kalafior.
Za co Ty kochasz lato? Tylko dobre rzeczy!
#lavieparisienne #vieparisienne #frenchfashion #howtobeparisian #takemetoparis #lestyleàlafrançaise #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisianlifestyle #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #parisianblogger #frenchvibes #parismood #modeaparis #myparisstyle #parisianchic  #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily

Kocham lato. Sporo rzeczy w...

Widzicie to białe pudełko na zdjęciu? Zrobiłam sobie w Tunezji małą symulację i nie spakowałam kosmetyków. Kupiłam je na lotnisku i wcale nie wydałam na to ogromnej kwoty - ja zapłaciłam taniej niż w sieciowych drogeriach. Dużo taniej za porządny zestaw - róż, maskara, pomada do brwi i rozświetlacz zapłaciłam 113 zł zamiast rynkowej ceny 310. Chodźcie na bloga zobaczyć jak to zrobiłam ;) Rozwiewam tam też  kilka mitów związanych z podróżowaniem, w które zadziwiająco często ludzie wierzą oraz mam dla Was super zniżkę - 20% na zakupy w @aelia_duty_free_polska - idealna okazja by kupić taniej swój ulubiony podkład albo perfumy.

#Tunezja #zakochaniwtunezji #discovertunisia #podróże #rabat #zakupy #kosmetyki #podróżemałeiduże #wakacje #sukienka #lato #girlsborntotravel #travelgirl 
Post we współpracy z @aelia_duty_free_polska 
Zdjęcie; @adriandmoch

Widzicie to białe pudełko na...

Kocham lato. Nazrywałam sobie kwiatków, kupiłam kilka przepysznych rzeczy. #szparagi i #pomidory (czekoladowe, moje ulubione!) skropione oliwą i przykre boczkiem pieką się właśnie w piekarniku. Z awokado zrobię przepyszne guacamole, które zjem z gruzińskim puri (na zdjęciu w papierowej torbie, do mojego woreczka na pieczywo się nie mieści). Jestem bardzo dumna z tych zakupów, bo dało się #bezplastiku i #zerowaste, chociaż kobiałka prawie mi się rozpadła w drodze ;). Ale jestem też przerażona kierunkiem, w którym zmierzamy. Ja miałam ogromny komfort, że mogłam czasowo pozwolić sobie na zakupy na bazarku. Że miałam też taki bazarek w rozsądnej odległości. Że nie byłam po pracy obładowana własnymi siatami, służbowym laptopem, na którym zabieram pracę do domu i torebką wypchaną pudełkiem w którym noszę lunch i butelką termiczną, więc miałam wolną rękę na kobiałkę. Że mam tyle przestrzeni w głowie, by dowiedzieć się trochę więcej o środowisku i działać, a nie zaprzątam myśli kalkulowaniem z którym rachunkiem bezpieczniej się spóźnić - czy lepiej mieć zaległości za prąd czy za telefon, bo akurat musiałam wydać pilnie na dentystę a nie miałam poduszki finansowej.
Ale i tak zaraz przyjdzie tu ktoś, kto nie pozwoli mi stawiać swoich małych kroczków i palcem wytknie 3 plastry boczku na szparagach albo zakup awokado, bo do jego produkcji zużywa się dużo wody.
Myślę, że z excela jasno wychodzi, że światu bardziej przyda się 100 osób ograniczających złe nawyki o 50%, niż 3 będące w 95% eko, ale osłabiające morale innych gdy tylko wdrożą jakąś mąłą zmianę.
#zakupy #eko #próbuję #szczerze_pisząc #aniamaluje #vintage #jedzenie #czystamicha

Kocham lato. Nazrywałam sobie kwiatków,...

KAMBODŻA : Angkor Wat, jak smakuje wąż i pająk i ile razy nas chciano oszukać

Jestem już od tygodnia w Polsce a wciąż nie mogę się zabrać do spisania swoich myśli odnośnie azjatyckiej przygody. Dzisiaj umówiłam się z Olą, że opublikujemy swoje relacje z Kambodży tego samego dnia i zobaczycie ten kraj na dwa sposoby :). Gotowi?

Po wpisaniu w grafikę Google “Kambodża”, “Cambodia” lub “Angkor Wat” można zobaczyć bajkowe wręcz widoki. Pomyśleliśmy więc by w jednej podróży ogarnąć Bangkok i zobaczyć Angkor Wat, które jest oficjalnym cudem świata. Czy rzeczywiście uważam je za cudowne? Oj zdecydowanie! Jednak zupełnie nie tak jak chcieliby tego Kambodżanie! 
W tej relacji będzie sporo osobistych dygresji i uprzedzam że ktoś może poczuć się urażony, ale mam to tam gdzie zagląda kolonoskopia. 
Noc przed spędziliśmy w przydworcowym hotelu koło stacji Hualampong, gdzieś na obrzeżach China Town. Samo China Town w Bangkoku robi wieczorem ponure wrażenie. Żałowałam każdej sekundy w odkrytych butach już od momentu gdy zobaczyłam pierwszego wielkiego szczura a po mojej stopie omal nie przebiegł spory karaluch. Potem starałam się nie spoglądać w dół. Po czystej i uśmiechniętej wyspie Phuket, Bangkok tej pierwszej nocy zrobił na mnie ponure wrażenie. Bezdomni dzielący skrawki murków ze szczurami i smród (wieczorem dezynfekują ulice wrzątkiem i to nie jest żart!) sprawiły że spałam z włączonym światłem całą noc i obiecałam sobie NIGDY w życiu nie narzekać na brak perspektyw w Polsce, bo to jest żałosne i śmieszne. Ilekroć zacznę biadolić, zobaczę przed oczami bezdomnego z China Town. Ale Bangkok pełen kontrastów to temat na inną historię. Skupmy się na Kambodży!
Bilet można kupić na dworcu tylko w dniu odjazdu pociągu. Po nocnym jedzonku chcieliśmy załatwić to przed snem i pospać 30 minut dłużej. Nic z tego, kasy były czynne do 22:00 😀 Niepocieszeni wróciliśmy do hotelu.
Pociąg odjeżdża o 5:55, Łukasz wcześniej wyskoczył z hotelu by kupić bilety, my wymeldowałyśmy się chwilkę później. Niespodzianka – bilet na pociąg kosztuje 49 THB (dalej będę pisała : batów) czyli jakieś 5 zł. Pociąg jedzie siedem godzin aż do granicy z Kambodżą!
W tym miejscu muszę zaznaczyć, że mogę się gdzieś walnąć z cenami i odeślę Was na końcu do Oli, zatem nie bierzcie tego za 100% pewnik, tolernacja 15% 😀

 To specyficzny dworzec a sama jazda pociągiem to niezwykła przygoda – mieliśmy super-farta i wpadliśmy to wagonu numer dwa (numeracja była pewnie inna, ale może komuś przyda się ten tip) tuż za wagonem dla seniorów i mnichów. Widoki zza okna są fascynujące, ale po czasie trochę się nudzą. Jeśli jedziecie większą grupą, polecam spać na zmianę. Konduktor co prawda za każdym razem klepie i mówi “no sleeping, no sleeping”, ale kto by się tam przejmował.
Mała uwaga – nie ważne jakiej jesteś płci, jak będziesz spać dupą do korytarza to ktoś kto będzie chciał się dosiąść obudzi cię głaszcząc po tyłku. 
Przez całą podróż po pociągu przewijają się sprzedawcy, głównie starsze panie oferujące jedzonko za kilka groszy. U nas padło na owoce, strzelam że to co widzicie na zdjęciu to jackfruit, w Polsce można kupić chipsy z tego owocu
W końcu nasz pociąg doczłapał się do granicy z Kambodżą. Po stronie tajskiej stał przemiły pan w mundurze i witał wszystkich uściskiem dłoni oraz krótką pogawędką. Przeuroczo! Złapaliśmy tuk-tuka pod samą granicę i się zaczęło 😀
 Po stronie tajskiej taka kolejka!
 Formalności wizowe  trwały krótko, za to po przejściu zrobiło się ciekawie…
Może jakieś jedzonko?
Wiza turystyczna dla jednej osoby to 30$ i…100 batów oficjalnej łapówki, dopisanej jako “opłata” na kartce zwykłym markerem. Warto też mieć zdjęcia paszportowe bo bez nich też się dostaje wizę, ale trzeba dać więcej w łapę. To pierwszy negatywny akcent podróży, taki detal który wkurzył. A dalej… dalej była toaleta. Płatna. Na granicy. Pokazałam ją na snapie. Zapchana toaleta (!) z nieodmykającymi się drzwiami. Młodszy odpowiednik babci klozetowej chodzi i pilnuje. Czego? Nie mam pojęcia, ale ta kobieta napełniała butelki w sąsiedniej kabinie i stawiła je koło misek będących prowizorycznym zlewem. Nie jestem francuskim pieskiem ale nigdy w życiu nie czułam się tak upokorzona, sikając przy otwartych drzwiach i modląc się by niczego nie dotknąć. Gdyby coś mi spadło, nie podniosłabym tego, słowo. Jakoś nigdy nie zauważyłam bym miała jako kobieta gorzej/trudniej w czymkolwiek, ale po raz pierwszy w życiu chciałam mieć penisa.
Kawałek dalej Kambodża przywitała nas wonią zepsutej ryby, chociaż nikt rybami nie handlował. Wolę mieć jednak dobrej zdanie o tamtejszych kobietach, więc chcę myśleć że to była ryba.  Z Poipet łapiemy więc taksówkę do Siem Reap. Tak, jedziemy trzy godziny taksówką, bo nikt nie wpadł na biznes z przygraniczymi busami. Not so smart…
 Po drodze mijamy mnóstwo sklepów w których sprzedają to samo, np. podstawowe jedzenie oraz butelki z paliwem. Jakoś nikt nie wpadł na to, by czymś wyróżnić się na rynku, ale znając historię Kambodży, nie mam tego za złe nikomu.
Udało nam się dotrzeć do hotelu o nazwie 20thstreet, od ulicy przy której się znajduje. Oczywiście taksówkarz miał problem by do niego trafić, mimo mapy pokazanej mu na telefonie. Not so smart…
A jeszcze jedno, o czym zapomniałam napisać. Przy granicy obskoczyły nas półnagie dzieci wyciągające rączki po dolara. Brudne dzieci o smutnych minkach. Chciałam bardzo, bardzo mocno zaznaczyć, że nie wolno tym dzieciom dawać dolarów! One nie trafią do nich, przechwycą je dorośli a te małe kambodżańskie istotki nie pójdą do szkoły, bo bardziej będzie się opłacać posyłać je na żebry. To jest ten trudny moment kiedy czujesz niemoc i chcesz dać dolara, bo to pierwsze co przychodzi do głowy, ale nie możesz tego zrobić bo w ten sposób decydujesz o tym, by maluch nie miał szans na edukację. 
Daliśmy owoce.
Nasz hotel mieścił się przy 20 ulicy, lokalizacja była bardzo dobra, wszystko jak najbardziej okej. Jednak na końcu trochę nas oszukano, więc polecić ze szczerym sumieniem nie mogę. Plusem była cena – 25$ za trzy osoby ze śniadaniami, w hotelu basen, obsługa znająca angielski w stopniu komunikatywnym.
Dobra wieść jest taka, że do Kambodży dotarło Airbnb i ceny są całkiem uczciwe:
Np. pokój przy ulicy 22 (jeszcze lepsza lokalizacja) za 94 zł doba. 
Moja zniżka 85 zł na pierwszą rezerwację wciąż działa, więc gorąco polecam kliknąć w napis “chcę zniżkę” i zarejestrować się na Airbnb jeszcze dzisiaj. Promocja kiedyś pewnie zniknie więc warto mieć rabacik w zanadrzu.
Swoją drogą – znalazłam ostatnio podobną apkę, tym razem z hotelami – 
nazywa się HotelTonight, u daje 75 zł na pierwszą rezerwację – kod na 75 zł rabatu to ANKSKA – widziałam że w tej apce jest mój ulubiony Sound Garden :).
Wracając do Kambodży – idziemy coś zjeść. Ale najpierw siku w cywilizowanych warunkach. Nigdy w życiu nie cieszyłam się tak na widok muszli klozetowej!
BHP level Kambodża.
 
 
 Ja wzięłam sajgonki z całkiem dobrym sosem. Jedzenie było smaczne, płaci się w $, resztę wydają w miejscowej walucie. Nie próbuj się doliczyć, to nie ma sensu. Na początku chciałam podchodzić do tego na zasadzie – są biedni, to edukacja dla ich dzieci, nie ma sensu się kłócić. Dzisiaj mam do tego inne podejście. Zastanawiałam się jak to możliwe, że Kambodża ma piękne plaże, cud świata, rubiny (!) a ludzie klepią biedę. W sąsiedniej Tajlandii jest zupełnie inaczej, tam król chciał by każdy robił co chce, więc masz całą masę wesołych Tajów, a to ktoś sprzedaje tylko zupę, a to tylko naleśniki, ale na życie zarabiają. 
Kambodża jest dla mnie jaskrawym przykładem na to do czego prowadzi lewica.  Lewakom zawsze skończą się cudze pieniądze, a własnych zarabiać nie potrafią, bo przecież źródłem pieniędzy są podatki nakładane na pracowitych.
Wiecie co się stało w Kambodży?
Pisałam na fejsie:

Pieprzony Pol Pot. Nie pracował, wyjechał się uczyć do Francji. Tam zaraził się lewacką ideologią i został najbardziej gorliwym lewakiem z lewaków. Wpadł na genialny pomysł by zrewolucjonizować Kambodżę i w tym celu zamknął szkoły, szpitale, wyrżnął inteligencję i myślał że się będzie kręcić. Poczytajcie o tym. Koniec lat 70tych. Pola śmierci. Straszna rzecz. Robi mi się słabo na widok każdego słowa Khmer.
W tym miejscu chcę zaznaczyć, że sama miałam kiedyś lewicowe poglądy. Nie miały szans w starciu z literaturą, więc poczytałam książki obu stron i cieszę się że wyrosłam z te choroby wieku dziecięcego. Przeraża mnie partia “Razem”, która próbuje delegalizować prawicę – to zupełnie jak Pol Pot – masz wolność słowa, ale tylko wtedy gdy mówisz o tym o czym chcemy słyszeć. Błagam, nie idźcie tą drogą! 
Mimo to wciąż nie rozumiem dlaczego jeden z drugim nie siądzie na dupie i nie zacznie wyplatać bransoletek, robić na szydełku bikini (super modne!) czy innych pamiątek handmade, które można z sukcesem sprzedawać. 
Po jedzeniu wróciliśmy do hotelu.  Prysznic i spać? E tam, kto by marnował czas. Po prysznicu ruszamy na miasto. Zrobione pod turystów. Niby jest ładnie, ale widzisz gdzieś na ulicy dziecko myte w misce. Albo ot tak, dzieciaki biegające sobie po 22 samopas, trzylatki na ulicy, same, bez nikogo. Witaj w Kambodży!
 Ja, biała, uprzywilejowana Europejka. Jestem szczęściarą i coraz bardziej przykładam się do ćwiczenia wdzięczności. Bo mam wielkie szczęście, że urodziłam się w Polsce. 
Chcemy coś zjeść, więc wpadamy do knajpki. Cała ulica jedzenia, a nie ma nic czym można by się najeść. Knajpa obok oferuje burgery i pizzę z mięsem krokodyla. Dobry bajer dla turystów, krokodyla pokazać nie chcą. Zawracamy. Szukając czegoś konkretnego lądujemy… na drinku.
Cena? Mniej niż 2$. Kambodża ma tańszy alkohol niż sąsiednia Tajlandia, stąd masa tu narąbanych w trzy dupy Anglików.
Idąc wśród straganów zobaczyłam stoisko z pająkami sprzedawanymi przez znudzonego pana. Zdjęcie z pająkiem 50 centów, pająk do zjedzenia – 1$. Bierę!
Zabrałam się za to z pewną dozą nieśmiałości, w końcu zawsze przeszywa mnie dreszcz na widok włochatego stwora. Niestety nie zapisało mi się mystory ze snapa, bo wrzuciłabym filmik.
Podobno wszyscy mówią, że coś niedobrego smakuje jak kurczak.
Pająk smakuje jak…włochaty kurczak. Jak zjarana, włochata skórka kurczaka. Nic ciekawego, nic specjalnego. Zemsta nie miała słodkiego smaku. Przez kolejne 24 godziny znajduję między zębami włosy, chociaż wyszorowałam je super dokładnie. Mimowolnie przelatują mi przed oczyma wszystkie arabskie penisy które dostałam w wiadomościach prywatnych na instagramie, jako zachętę. Nie wiem co oni sobie myślą, bo efekt jest dokładnie odwrotny, ale mam ten obraz wbrew swojej woli z każdym obleśnym czarnym włosem znalezionym gdzieś między szóstką a siódemką.
Pająk po wstępnym odgryzieniu “końcówek” 😀
To jak, może teraz węża? A co tam! Cena ta sama!
Tym razem cieszę się, że film się nie zachował, bo nagrało się na nim “kurwa, jakie to twarde!” Podobnie – nic specjalnego, ususzony na wiór, twardy, ale co nowe doświadczenie za mną, tego nikt mi nie odbierze.

 Ola z większą gracją 🙂

To co widzicie, to i tak bogata i piękna część. Ci ludzie żyją z turystów.

Po wężu i pająku trzeba było skoczyć na drinka.

 Wciąż byliśmy głodni – padło na naleśnika i kebaba. Nikt nie wpadł na pomysł sprzedawania tradcyjnego kambodżańnskiego jedzenia. Nikt nie wpadł na pomysł wymyślenia nowej tradycji, jakiejś kombinacji przypraw smaków. Napisałabym not so smart, ale w końcu Pol Pot zabił całą inteligencję, więc nie można się wiele spodziewać. Chce mi się płakać, piję tego drinka w knajpie z dumnym szyldem “Khmer”. Ilu nadgorliwych czerwonych Khmerów było przodownikami w zabijaniu ludzi? 25% populacji kraju, kilka milionów zabitych… chce mi się wyć. Ale nie mogę, chcę zostawić tu pieniądze. Nikt nie daje mi na to szansy, żadnych t-shirtów z napisem Angkor, Cambodia, nic. Not soł kurwa smart.
Umawiamy się z tuk-tukowcem na to trip po Angkor Wat na wschód słońca. Czeka pod hotelem i od razu się z nas nabija. Cóż, kolejni frajerzy którzy przepłacą za jazdę do świątyń! Kupujemy bilety (20$), są ze zdjęciami i jedziemy dalej. Na wejściu sprawdzają nam stroje i wszystko jest okej. Wchodzimy.
Samo Angkor Wat jest piękne, ale też bez jakiegoś wielkiego szału. To trochę jak z Januszami od “taaaaaaaaakiego karpia złapałem”. Legenda przewyższa rzeczywistość. Faktem jest też jednak to, że nas tuk-towiec trochę oszukał i przyfrajerzyliśmy widząc mniej niż powinniśmy. Szczerze? Nie żałuję, jak dla mnie to wielkie grzyby z kamienia. Ładne, ale to wciąż kamienne grzyby. Czy zobaczę pięć czy pięćset, wciąż będą grzybami. Cudem na pewno jest to, że daaaaaawno temu je wzniesiono a cała Kambodża z tego żyje do dzisiaj.
Przeżyliśmy też przygodę. Nasze stroje na wejściu zweryfikowane, ale nagle w środku okazały się za mało zasłonięte. Nadgorliwa Kambodżanka w golfie i koszuli oraz jej równie nadgorliwy kolega upatrzyli sobie akurat nas (celowali raczej w europejskich turystów) i nie chcieli nam pozwolić wejść argumentując:
THIS IS NOT A RIJEL TISZERT. DONT TRAJ DIS!
Obok normalnie wchodziły laski z pępkiem na wierzchu, faceci w krótkich spodenkach ale akurat padło na nas. U Oli nie taka była spódnica, u mnie “not a rijel tiszert”.  Do tej pory nie wiem co za różnica czy założę  szal na ramiona czy…
no właśnie, pożyczyłam od miłej Niemki narzutkę. I przeszło. A Ola założyła spodnie. Jak… wbijecie potem do Niej na bloga, zabawna historia, nadgorliwi służbiści omal się nie zakrztusili i byli w szoku 😀 Dla tej miny warto było zapłacić po 20$ od łebka!
To co mam na sobie to przecież też nie jest “rijel tiszert”. Cała procedura nie miała logiki, chciano jedynie sprawić by wypożyczyć za pieniądze zapocone szmaty. Wiele razy zwiedzałam świątynie w Tajlandii i za każdym razem dawali wyprane stroje za free na czas zwiedzania.
W Kambodży chcą cię skroić na każdym kroku.
Miałam ochotę odpowiedzieć temu zaiste męskiemu samcowi “ju ar not rijel men” ale ugryzłam się w język. Gdybyście widzieli jego minę gdy Łukasz zdjął spodnie… ale o tym na pewno u Oli 😀
Zostawiam Was z widoczkami:
Wróciliśmy tuk-tukiem do hotelu i tak mieliśmy dość Kambodżańskiej mentalności, że szukaliśmy busa do Bangkoku. Jeszcze teraz, jeszcze dzisiaj. Udało się!
Wskoczyliśmy do busa za 20$. W busie zrzedły nam miny bo kobieta z Portugalii za to samo załpaciła chyba 11. Na szczęście Szwed 25. Zatem płacisz proporcjonalnie do wyglądu frajera. Byliśmy umiarkowanymi.
Na granicy wysiadka z busa! Wlepiają nam czerwone naklejki frajera i twierdzą że granica pieszo a po tajskiej stronie będzie kolejny bus. Jakie było zdziwienie gdy rzeczywiście czekał!
Podjechał, maleńki busik w którym spędziliśmy – człowiek na człowieku, pięć godzin.  My, Austalijczyk, Hiszpan, Portugalczyk, Amerykanin, Szwed… więcej nas było i się zamotałam, ale dowiedziałam się że w niektórych knajpach myją talerze w … muszli klozetowej. Odbiło mi się chorizo którym częstował Hiszpan, oj odbiło… 😀 

Nasz bus 😀
A to ja, szczęśliwa, zmęczona w Bangkoku z pad thaiem i naklejką frajera.

Przeczytajcie relację też u Oli!
Będą inne zdjęcia i pewnie ciut inne spojrzenie na wszystko :).

> RELACJA OLI <

psst! Kambodża nauczyła mnie doceniania tego co mam, ale też że nie zawsze mogę pomóc osobiście. Nie znam fundacji działającej w Kambodży, ale zachęcam do przesłania równowartości kawy lub paczki papiersów na UNICEF (baner niżej) aby zobaczyć baner trzeba wyłączyć Adblocka, zalecam na stałę dodać mojego bloga do wyjątków.
Dopisek 9.01 22:56 
Znajomi donieśli, że wpis niesie się po hejterskich zakamarkach sieci. Ja ze swojego poczucia humoru tłumaczyć się nie zamierzam ani też z luźnego podejścia do języka na blogu, bo o tym wszystkim było. Relacja jest skróconym zapisem historii ze snapa, gdzie zestawiałam Kambodżę z Tajlandią – miejscem gdzie ludzie jakoś potrafią i chcą, a dzieci nie są posyłane na żebry – klimat i przyroda taka sama, różna jedynie mentalność. To mentalność sprawiła, że wróciliśmy szybko zostawić pieniądze w Bangkoku.
Nie jest tajemnicą, że pochodzę z robotniczej rodziny z małego miasteczka, w dodatku jestem od urodzenia przewlekle i nieuleczalnie chora a mimo to  moje poglądy są mocno wolnościowe i od dawna brzydzę się socjalizmem. Po prostu jest dla mnie odrażający. Nie dziwi mnie krytyka tych środowisk – gdyby chwalili, coś byłoby nie tak! Znamienne jest jednak że gdy moi odbiorcy odsłonili tekst typową ilość razy w 24 h i nadeszła druga fala – osób nie będących tutaj stałymi bywalcami, nowi-chwilowi odbiorcy w stopniu ZEROWYM zaangażowali się w UNICEF.
Korzystając z okazji, polecam im książkę:
Zawiść: źródło agresji, destrukcji i biedy
oraz życzę wszystkim cudownego dnia, bo każdy na taki zasługuje 🙂
Bądź na bieżąco! 
  INSTAGRAM ❤ FACEBOOK 
❤ FACEBOOK MONIKI 

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

Uściski, Ania

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Previous
Skóra – Fascynująca historia czyli trądzik, napletek i KONKURS!
KAMBODŻA : Angkor Wat, jak smakuje wąż i pająk i ile razy nas chciano oszukać