Instagram has returned invalid data.

7 ulubieńców kosmetycznych – styczeń 2016

Bardzo dawno nie przygotowywałam takiego zestawienia, a znalazłam kilka perełek 🙂 Pomyślałam, że raz na jakiś czas warto wrzucić tutaj coś luźniejszego. Oto moje ulubione kosmetyki tej zimy:
Odżywczy eliksir do ciała Mokosh dla beGlossy – olejek o zapachu żurawiny. 100 ml obłędnie i słodko pachnącego olejku, który z miejsca pokochałam. Wcieram go w dłonie albo w ciało po kąpieli. Jest gęsty, ciężki i bardzo wydajny – błyskawicznie odżywia skórę. Skład również bardzo fajny. Jedynym minusem jest dostępność, bo olejek został zrobiony na potrzeby grudniowego pudełeczka beGlossy. Już teraz zdradzę, że dwa produkty do włosów okazały się moimi hitami. Jeśli ktoś planuje zakup większej ilości pudełek, to na moim instagramie jest rabat (klik).
Peeling do twarzy marki  phenome – bardzo dobry kosmetyk o naturalnym składzie. Skóra jest po nim bardzo gładka i mięciutka – zawsze na czole miałam sporo suchych skórek, z którymi walczyłam szczoteczką do twarzy, ale ten peeling położył mi kres. Jest przy tym niesamowicie wydajny i starczy mi chyba na wieki 😉 Uwierzycie, że robi go polska marka? Skład można znaleźć tutaj (klik).



Zimowy żel pod prysznic o zapachu wanilii i karmelu  – dowód, że czasami perełkę można zgarnąć za grosze. Teoretycznie to kolejny podstawowy żel pod prysznic marki własnej rossmanna – ot, kolejny z tych po trzy złote. Ale zapach jest  przepiękny i pozwala zatrzymać świątecznę atmosferę na dłużej 🙂

Paletka cieni Lovely nude make up kit. Wykonana z bardzo słabego plastiku, rysuje się, jak widać – ma za sobą upadek, ale cienie mają podstawowe, klasyczne kolory i nawet ja nie potrafię się nimi skrzywdzić. Pigmentacja nie powala, ale w moim przypadku – to zdecydowanie plus :).

Wstyd przyznać, ale ten róż do policzków kupiłam… z nudów? Nie wiem jak to określić, nie robię zakupów w ten sposób ale wrzuciłam go do koszyka ot, bez powodu. Na jakimś czeskim blogu znalazłam swatche (klik) – delikatny, ciepły róż o dobrej pigmentacji, czego chcieć więcej?

Słynny cień w kremie – maybelline color tattoo w odcieniu permanent taupe. Czasami stosuję do brwi i jest to najlepsze co kiedykolwiek stosowałam dla ich podkreślenia. Kupiony dzięki recenzjom na blogach i vlogach 🙂

Ta mgiełka leżała i leżała, aż w końcu w ramach denkowania produktów, zaczęłam jej używać. Nie lubię mgiełek, ale moja cera bardzo polubiła ten mały rytuał 🙂 Niczego jej nie brak, jest bardzo ok :).

To by było na tyle, poza cieniem color tattoo – który jest najlepszą rzeczą jaką miałam do brwi ever – kolejność od najbardziej do najmniej lubianego produktu.


Bądź na bieżąco! 
  INSTAGRAM ❤ FACEBOOK 
❤ FACEBOOK MONIKI 


Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

Uściski, Ania

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Previous
Nowa toaletka,głupie fakty i uczone małpy [tygodnik]
7 ulubieńców kosmetycznych – styczeń 2016