Instagram has returned invalid data.

Paksudne buty, nastroje i pani, która nazwała mnie kurwą ;-)

To był dla mnie ciężki tydzień. Nie umiem nawet powiedzieć dlaczego – nie cierpię listopada, szarości, ciemności, łysych drzew, paskudnego powietrza i chłodu. Boli mnie wtedy głowa i generalnie – wszystko. W zeszłym roku o tej porze chciałam rzucić studia w cholerę. Gdybym na podstawie rachunku zysków i strat miała podjąć taką decyzję wiosną, miałabym całkiem inne odczucia.
Szukam sobie celu zastępczego i mam nadzieję, że ta szarość zaraz minie i jakoś dotrwam do wiosny…
Mnóstwo czasu spędzam na uczelni. Wyobrażałam sobie to jednak trochę inaczej, mam nadzieję że to kwestia wyłącznie pierwszego semestru a potem to się zmieni. W poniedziałki prowadzę zajęcia, teraz było też pierwsze spotkanie koła naukowego, we wtorki mam seminaria, w inne dni zazwyczaj badania w gimnazjach albo siedzę w bibliotece, a w piątki sama się uczę na swoich zajęciach…  przez to że boli mnie głowa odnoszę wrażenie, że nie działam wcale na 100% a część rzeczy załatwiam na oparach paliwa.
Kiedyś się na tym przejadę i jakiejś rzeczy załatwianej na ostatni moment, po prostu nie załatwię. W piątek miałam przygotować prezentację na angielski – temat wymyśliłam sobie dopiero w czwartek późnym wieczorem. Zrzuciłam jakiś artykuł naukowy na pendrive i… sądziłam, że go sobie rano wydrukuję i w 30-minutowym okienku wykombinuję co chcę powiedzieć. Fajnie, że ksero było zamknięte i musiałam biec do innego punktu ;-). Kiedyś mi się po prostu nie uda i nie zdążę w ostatnim momencie wskoczyć do pociągu.
Staram się oczywiście ze wszystkich sił temu przeciwdziałać, ale potrzebuję przynajmniej jednej solidnej drzemki w ciągu dnia by jakoś funkcjonować. Powietrze pełne zarazków mi nie ułatwia – kiedyś było inaczej, nikt nie panikował gdy dziecko zjadło trochę piachu czy wysmarkało się w rękaw. Dzisiaj przez idiotyczną manię antybiotyków, wyparzania wszystkiego i tak dalej, naturalna odporność robi się coraz niższa, a wirusy i bakterie są coraz bardziej odporne. Dla mnie to spory problem, bo moje płuca są dla nich idealnym środowiskiem do życia. 
Złe humory próbuję sobie odbijać jedzeniem w stylu comfort food – otworzyli w mojej miejscowości taką małą piekarenkę i odkrywam na nowo wszystkie drożdżowe i słodkie bułeczki, chałki, kruche rogaliki z nadzieniem… 😉
Na instagram wrzucałam też news o całkiem fajnej restauracyjnej promocji…która oczywiście nie działa w Bydgoszczy. Wszystkich lokalnych patriotów w tym momencie przepraszam, ale w mojej ocenie – w Bydgoszczy nie działa prawie nic. Średnio raz dziennie mam ochotę – za przeproszeniem – pierdolnąć z półobrotu w słup do którego przymocowana jest sygnalizacja świetlna, bo zmiana świateł idzie tak idiotycznie opornie, że chce mi się krzyczeć. Oczywiście ponieważ jest problem, Bydgoszcz znalazła rozwiązanie – usunęła ze strategicznych miejsc te przyciski, gdzie zgłaszasz potrzebę przejścia na drugą stronę. Gratulacje, już przygotowuję puchar z cebuli i medal z buraka.
Na szczęście inne sfery życia mam pod kontrolą i generalnie jest dobrze ;-). Gdyby mnie nie bolało, pewnie wszystkie inne przeszkody obierałabym z przymrużeniem oka i większym dystansem.
Co zatem robię w  ramach przeciwdziałania listopadowemu przygnębieniu?
– Skupiam się na wiciu gniazdka 😉
Po skręceniu szafy, regału i wieszaka-stojaka, powinnam pozbyć się starej, dużej, brązowej szafy. Niestety chwilowo nie ma jej gdzie wystawić a ja… nie lubię wyrzucać. W całym minimalizmie irytuje mnie potworne marnowanie rzeczy powstałych z wydobytych/przetworzonych już surowców. Jeśli coś wyrzucę, to zwyczajnie je zmarnuję! Muszę znaleźć tej szafie jakieś inne zastosowanie. Albo trafi do kogoś, komu będzie potrzebna, albo przemienię ją w inny mebel, np. jakieś półki.
 Jestem coraz bliższa wielkiej wyprzedaży ubrań i książek. To czego mi brak, to czas ;-). Korzystając z bonu rabatowego upolowałam też toaletkę, która przyjedzie do mnie dopiero pod koniec grudnia. I tak jest już niedostępna, więc link do producenta i tak tam, wstawię jak już zrobię jej zdjęcie we wnętrzu 🙂
Dom wypełniony zapachem gorącego kaloryfera na którym wisi mokry ręcznik lub gruby sweter pachnący płynem do płukania, to jedna z przyjemniejszych woni listopada. Wilgotne, miłe powietrze, coś pięknego. Podobnym uczuciem darzę jeszcze zapach korzennych ciasteczek, jabłek z cynamonem, ciepłych bułeczek i nowych butów (tak wiem, nikt nie lubi zapachu kleju szewskiego).
Trafił też do mnie uroczy prezent :
To pudełeczko beGlossy 😉 Kiedyś nie rozumiałam idei kupowania czegoś w ciemno. Podobnie nie widziałam sensu w kupowaniu mebli, które potem samodzielnie trzeba skręcić ;-)). Ale teraz widzę w tym jakiś sens, bo samo otwieranie pudełka-niespodzianki to niesamowita frajda – nie wiesz co czeka cię w środku, a elegancka bibuła i opakowanie mają w sobie coś ze świątecznej atmosfery. Na pewno fajne jest to, że nie wiesz co cię zaskoczy i masz okazję przetestować produkty, które pewnie nie trafiłyby do twojego koszyka z zakupami normalnie. Np. dla mnie czymś takim jest nowy krem do włosów pantene czy plastry pod oczy efektima ;-). Jedyne czego nie użyję to odświeżacz koloru z Syoss – nie zamierzam już w najbliższym czasie farbować włosów ani ingerować w kolor. Marzy mi się powrót do naturalek i zapuszczenie ich na nowo 🙂 
Tym bardziej ucieszyłam się z dodatkowej niespodzianki, czyli dodatkowego pudełeczka z kosmetykami do włosów 🙂 
Marka Beaver jest mi totalnie nieznana, jestem ciekawa, czy te kosmetyki przypadną moim włosom do gustu. 
To pudełeczko znajdziecie na stronie https://www.beglossy.pl/ w zakładce – edycje specjalne. 
No właśnie, mam dla was niespodziankę – na hasło tbgANIAMALUJE jest -10% na pierwsze pudełko w pakiecie i subskrybcji 🙂
Być może komuś ta informacja się przyda. Z mojej perspektywy – fajnie jest samemu sprawiać sobie prezenty. Ja na tej zasadzie mam świra na punkcie kupowania sobie butów, ale odpada element zaskoczenia, bo wiem czego się spodziewać. Jeśli czytają mnie mężczyźni, to zamówienie pudełka może być fajnym prezentem dla dziewczyny ;-)).
Wspominałam coś o butach?
Przedmioty do których mam stosunek love-hate jednocześnie, zawsze mnie w jakiś sposób intrygują. W sumie z ludźmi mam podobnie i… nie mogło być inaczej. Kupiłam te koszmarki, które jednocześnie uważam za toporne i paskudne, oraz za piękne i stabilne. Coś z gatunku “tak brzydkie, że aż piękne”. Buty kupiłam klasycznie – tutaj (klik).
Przy okazji – Black Friday = wielkie promocje na choies.com (klik). A stacjonarnie, nie udało mi się znaleźć żadnej rewelacyjnej promocji na ten tydzień. Po wielkiej wyprzedaży w Rossmannie chyba nie ma nic super szczególnego…
Nawet nowa książka z przepisami Lidla mnie nie kręci – lubię panią Dorotę, ale kulinarnie wolałam duet z Pascalem.
Ależ dzisiaj gubię wątki, paskudne ciśnienie ;-). Wczoraj odebrałam dyplom :)) 
A potem potwornie wkurzyłam się na pks i debilny rozkład jazdy, bo przyjechanie na rozdanie dyplomów wiązało się zmarnowaną połową dnia. To jest nienormalne, żeby mieszkać 20km od uczelni i żeby dojazd (wraz z oczekiwaniem na dojazd) oznaczał przynajmniej dwie godziny…. 
Dzisiaj pocieszył mnie trochę mój ukochany kurczak w cieście, jeden z ulubionych przepisów mojej mamy 🙂 Duszone pieczarki też są super.
Mam spory problem z prezentami świątecznymi! Pomyślałam, że może też macie, więc w bocznym pasku bloga wyświetlają się banerki ceneo, gdzie wyświetlają się proponowane prezenty 😉 (klik). Przy zamówieniu powyżej 10 zł można też wygrać bardzo atrakcyjne nagrody w konkursie.
Zahaczyłam o święta, które dla mnie nie mają kompletnie wymiaru religijnego, więc nie mogę nie napisać o tym, że na blogu ukazał się ważny tekst :

Czy można zmuszać dzieci do chodzenia do Kościoła?

Dostałam w związku z nim tyle przejmujących maili, że aż chce się płakać. Polecam również lekturę komentarzy, bardzo ciekawe doświadczenie.
Widzieliście generator tytułów? 😀

(function(d, s, id) { var js, fjs = d.getElementsByTagName(s)[0]; if (d.getElementById(id)) return; js = d.createElement(s); js.id = id; js.src = “//connect.facebook.net/pl_PL/sdk.js#xfbml=1&version=v2.3”; fjs.parentNode.insertBefore(js, fjs);}(document, ‘script’, ‘facebook-jssdk’));

Chick-Lit Book Title Generatorhttp://bit.ly/1HSFXMQ
Bardzo mnie rozbawił 🙂
Na moim fejsie też pojawiło się kilka ciekawych rzeczy, szczególnie ta historyjka:

(function(d, s, id) { var js, fjs = d.getElementsByTagName(s)[0]; if (d.getElementById(id)) return; js = d.createElement(s); js.id = id; js.src = “//connect.facebook.net/pl_PL/sdk.js#xfbml=1&version=v2.3”; fjs.parentNode.insertBefore(js, fjs);}(document, ‘script’, ‘facebook-jssdk’));

Lubię pomagać ludziom, ale nie daję alkoholikom pieniędzy. Gdy byłam na pierwszym roku i miałam bardzo niewiele własnych…
Co jeszcze?
Chodzi mi po głowie pewna historia, którą koniecznie chcę zapisać (nawet nie opublikować). Cały czas myślę o jej bohaterach i ich tworzę, buduję ich charakter, skupiam się na kryzysowym i najważniejszym momentem fabuły… Czuję się trochę jak kobieta w ciąży, która nie może zaplanować momentu, gdy dziecko zechce się urodzić. Wiem, że będę MUSIAŁA wyrzucić to z siebie, chociaż będzie wiązało się to z bólem bo… cierpię razem z bohaterami. Brzmi to idiotycznie, kto nigdy nic nie pisał ten pewnie nie wiem o czym mówię, ale tak trochę jest ;-)) 

Myślę, że wrócę do comiesięcznych aktualizacji włosów, bo tylko tak zmotywuję się do dbania o nie. Trochę żałuję, że nie układają się tak (klik)

Miałam mały kryzys blogowy – jeden tekst w tygodniu to bardzo mało jak na mnie. Tym bardziej czuję się sfrustrowana, gdy ja nic nie piszę, a…statystyki szaleją. Ostatnio zrobiło na mnie wrażenie 200 tysięcy użytkowników w miesiącu… teraz jest ich 250 tysięcy. Strony, fundacje i osoby udostępniają moje teksty na potęgę a ja mam wrażenie, że jakoś tak niezasłużenie, bo ostatnio nic tutaj szczególnego nie robię.
Na koniec nieprzyjemna rzecz – dałam się podejść jak dziecko i mój prywatny profil zaczął udostępniać treści bez mojej wiedzy. To dla mnie spory szok, bo zazwyczaj to ja podpowiadałam znajomym jak usunąć te wszystkie “wygraj smartfona”, a tym razem chodziło o gwałty i pobicia. Niedawno czytelniczka poprosiła mnie o udostpęnienie tej ważnej rzeczy związanej z bezpieczeństwem kont i myślę, że powinniście to przeczytać (klik).
Może jeszcze wrzucę  filmik z tym, jak zmieniały się kanony męskiej urody przez ostatnie 100 lat:

A najbrzydsze buty jakie udało mi się znaleźć to kozaki na szpilce, wykonane z połączenia jeansu i świńskiej skóry… wyglądają dokładnie tak, jak to sobie wyobrażacie 😀
 (klik).
Idę wsunąć wielką porcję lodów z… dżemem. Kto oprócz mnie tak robi? 😉

Bądź na bieżąco! 

  INSTAGRAM ❤ FACEBOOK 
❤ FACEBOOK MONIKI 

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

Uściski, Ania

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Previous
Czy można zmuszać dzieci do chodzenia do Kościoła?
Paksudne buty, nastroje i pani, która nazwała mnie kurwą ;-)