Dzisiaj świętujemy 30 lat od podpisania Konwencji o Prawach Dziecka. UNICEF zaprosił mnie, żebym o tym opowiedziała. To się może wydawać dzisiaj takie oczywiste, że dzieci mają prawa, ale nad ich ustaleniem przywódcy państw debatowali całą dekadę! To dzięki temu dzisiaj żadne dziecko nie może być skazane na dożywocie (bez możliwości zwolnienia wcześniej) ani na karę śmierci. Wcześniej mogło.
Jestem pedagożką, terapeutką, tą od „dzieci z trudnościami”. Jednak najbardziej trudni są w tym wszyscy dorośli. 
Zapominający, że dzieci nie są ich własnością, tylko ludźmi.
Dlatego założyłam kanał, na którym opowiadam uczniom o ich prawach. Jestem przerażona jak  często są łamane i z jaką lekkością dorosłym to przychodzi. Chciałabym żyć w świecie, w którym prawa dzieci są oczywistością i nie mam o czym nagrywać, bo nikt z tym nie dyskutuje.
Zostawiam Wam Korczaka pod rozwagę 👍🏻 „Bo dorosłemu nikt nie powie: ‘Wynoś się’, a dziecku często się tak mówi. Zawsze jak dorosły się krząta, to dziecko się plącze, dorosły żartuje, a dziecko błaznuje, dorosły płacze, a dziecko się maże i beczy, dorosły jest ruchliwy, dziecko wiercipięta, dorosły smutny, a dziecko skrzywione, dorosły roztargniony, dziecko gawron, fujara. Dorosły się zamyślił, dziecko zagapiło. Dorosły robi coś powoli,
a dziecko się guzdrze. Niby żartobliwy język, a przecież niedelikatny. Pędrak, brzdąc, malec, rak – nawet kiedy się nie gniewają, kiedy chcą być dobrzy. Trudno, przyzwyczailiśmy się, ale czasem przykro i gniewa takie lekceważenie.” Trudne pytanie - masz poczucie, że twoje prawa w dzieciństwie były szanowane? Mi dobierano notorycznie prawo do odpoczynku - od „dzwonek jest dla nauczyciela” po zadania na ferie.  #world'schildren'sday #dlakażdegodziecka #dzieńprawdziecka #unicefpolska

Dzisiaj świętujemy 30 lat od...

Dziewczyno, kiedy ostatni raz sobie odpuściłaś? Sama sobie.

Zastanawiałam się czemu podróż do Odessy była najfajniejszą tego roku. Odpaliłam macbooka raz, by nas odprawić. Nie zrobiłam zdjęć z myślą o blogu, nawet nie miałam jakiegoś tam poczucia, że coś muszę zobaczyć. Jednego dnia wykupiliśmy sobie takie wielkie łóżko z baldachimem i dogorywaliśmy na kacu na plaży, bez  poczucia, że szkoda jednego z ledwie czterech dni. Nie szkoda!

Nie jestem wielką fanką alkoholu, ale rzadko mam poczucie, że mogę. Ostatni raz jak byłam na shotach w pijalni wódki z rok temu, to podeszła do mnie czytelniczka, powiedzieć że lubi mojego bloga. Cały następny dzień zastanawiałam się o czym ja wcześniej pijana rozmawiałam. Nie jestem jakąś rozpoznawalną osobą, ale miałam kilka takich sytuacji i nie do końca potrafię przez nie wyluzować🙈
Odessa była cudowna, bo wyluzowałam. bo nie było spiny w związku z niczym. Mieliśmy korzystać z ekscytującego życia nocnego, ale chyba zaszkodziły nam rapany? Spoko, pijąc gorący rumianek śpiewaliśmy utwory Cher huśtając się na hamaku i huśtawce  w mieszkaniu.
Zero spiny!

Teraz zrobiłam wielki krok, bo ograniczyłam instagrama i pozbyłam się poczucia, że muszę odpowiadać na komentarze i wiadomości. Ogromnie dziękuję Wam za zaufanie jakim mnie obdarzacie, ale z problemami osobistymi i rodzinnymi i życiowymi zapraszam na grupę na fejsie albo (to lepiej!) na terapię. Ja po pierwsze nie jestem właściwą osobą, po drugie - nie czuję się spoko będąc obciążana waszymi przykrymi historiami. 
Wcześniej miałam poczucie winy, że powinnam być bardziej empatyczna, ale kurczę - jestem! Chcę zostawić tę część siebie dla przyjaciół i bliskich, bo każda taka wiadomość wysysa energię ze mnie.
Poczułam ulgę, odpuściłam sobie samej, bo jeszcze nikt na moje „nie” się nie obraził. Szanujecie moje granice, jesteście super ♥️
Jestem niemal pewna, że też robisz coś, czego wcale nie musisz i świat się nie zawali jak przestaniesz i sama sobie odpuścisz. Tak, sama sobie!
Padłaś? Poleż, nie poprawiaj korony i nie zasuwaj dalej.
#szczerze_pisząc #aniamaluje #wakacje #odessa #podróże #podróżemałeiduże #throwback

Dziewczyno, kiedy ostatni raz sobie...

O tym, że wymyśliłam sobie zabrać @pranamat_polska do Gruzji i zrobić tam piękne zdjęcia w górach - wiecie. Że mimo przygotowania się do wyboru terminu trafiły nam się dwa dni srogiej kaukaskiej zimy i ze zdjęć nici - też wiecie. Czasami tak bywa! Zero stresu. 
Gdy muszę, to potrafię spakować się w podręczny, ale w zasadzie to opcja tych zdjęć sprawiła, że @pranamat_polska zasponsorowało mi bagaż rejestrowany😉. Mata przydała się po przemierzaniu kraju bardzo ciasnymi busikami, po których moje plecy były jeszcze bardziej spięte niż zawsze (tak, to możliwe🤪). Na fizjoterapii jestem co 2-3 tygodnie, na macie mogę leżeć codziennie i staram się to robić. Albo podkładać sobie poduszkę do akupresury pod kark. Wiecie, bo i tak często widać je gdzieś w tle moich stories, po prostu kocham to kolczaste cudo całym sercem i tak - to boli (jakby zaśpiewał Freddie - pain is so close to pleasure), ale ulga potem... nowe plecy. Staram się pamiętać o ruchu i gimnastyce ale jak mam wenę, to potrafię siedzieć przed komputerem od rana do 15-tej i dopiero po zerknięciu na zegarek zorientować się, że wypiłam tylko jedną herbatę, nic nie zjadłam, nie byłam nawet siku, co tu mówić o rozciąganiu😏🙈 Jeśli tak jak ja, nie jesteście idealni i dużo siedzicie - na hasło aniamaluje jest 30% na zestaw mata+poduszka albo 20% na pojedynczy element.
Jutro dowiem się do kiedy! Szczegółowy opis wrażeń ze stosowania tej maty jest na blogu - ja nie umiem już bez niej żyć! Serio, miłość! (Kiedyś nie dodałabym zdjęcia dokumentującego ciążę spożywczą z jaką chodziłam po Gruzji, ale to jedzenie było tego warte!) #zpoleceniaaniamaluje #pranamatpolska #pranamateco #pranamat #mójpranamat #mata #relaks #batumi #gruzja #współpraca #podróże #podróżemałeiduże

O tym, że wymyśliłam sobie...

Wczoraj miałam cudowną rozmowę z @magdalena_komsta, jedną z najmądrzejszych kobiet jakie znam. Rozmawiałyśmy np. o tym, ile to razy zastanawiamy się, czy strój nie przyćmi kompetencji. Bo prowadzisz prelekcję do której się długo przygotowywałaś i jednak chcesz potem usłyszeć, że była dobra, a nie, że twój tyłek świetnie wygląda w tej sukience.  Mężczyźni mają mniej seksualizowane ciała (aczkolwiek uważam, że Vladimir Putin nosi mistrzowsko skrojone garnitury🔥) i nie muszą się aż tak nad tym zastanawiać. I spoko, założysz mniej ładną sukienkę żeby „się dopasować” i „nie było gadania” ale przypadkiem utrwalisz dychotomię - ładna/sexy ALBO mądra i kompetentna.
Trudne wybory!

Miałam w życiu dwa takie przekorne momenty, gdy jednocześnie podkreślałam i talię i cycki i tyłek i nogi i jeszcze zakładałam szpilki. Wiele razy byłam oceniona powierzchownie jako niezbyt lotna laska, ale cholernie tych momentów potrzebowałam. Dzięki nim dzisiaj:
👉🏻 nikt nie jest w stanie mnie zawstydzić 👉🏻 mogę unieść brew pogardy, gdy na panelu inny panelista z niekrytym uznaniem pomieszanym ze zdziwieniem powie „ale ty jesteś mądra” po mojej wypowiedzi 👉🏻 kompletnie nie uzależniam swojego poczucia własnej wartości od tego, co mam na tyłku, bo tylko przeczołgawszy się przez etap skrajnie obcisłych sukienek mogę mieć pewność, że moje czucie się dobrze z samą sobą płynie z wewnątrz.

Bardzo często widząc kobiety oceniamy je przez pryzmat własnych wartości i poglądów. Że ubrała się tak by kogoś kusić, że na pewno jest jej niewygodnie na szpilkach i się poświęca, że to, że tamto.
Plx mniej oceniania ok? Może ta dziewczyna właśnie wyrwała się z toksycznego związku, w którym partner jej „nie pozwalał” wychodzić nigdzie w sukienkach i musi to sobie odbić? Może odeszła z jakiegoś ugrupowania oazowego albo ŚJ i ma potrzebę doświadczenia świata inaczej,by móc znaleźć swoją ulubioną wersję siebie? Nigdy nie wiesz!

Skłamię mówiąc, że nie mam z automatu założeń odnośnie nowo poznanych ludzi, bo jak każdy - mam, ale  unikam tych amatorskich psychoanaliz i was też do tego namawiam. Jeśli coś nikogo nie krzywdzi - who cares!
#aniamaluje #szczerze_pisząc

Wczoraj miałam cudowną rozmowę z...

Jak możesz być zadbana, będąc niezbadana?! Rzuciłam dzisiaj w żywej dyskusji z @kasia_coztymseksem. Kasia oczywiście jest mądra i się bada ale powiedziała, że mam to zapisać🙃
Rozmawiałyśmy o wielu rzeczach, np. o tym, że żyjemy w dziwnym kraju, w którym seks można uprawiać (nie lubię tego słowa, to nie pole) od 15-tego roku życia, a do ginekologa można iść od 18-ego. I tak sobie rozmawiamy o tym, co ja uważam, że Kasia fajnego robi dla kobiet ucząc je o tym, że seks może być fajny i przyjemny (a nie dla każdego niestety jest😥), i co Kasia uważa, że ja robię fajnego ucząc kobiety, że powinny mieć własne pieniądze a w relacje z innymi wchodzić bo chcą, a nie z ekonomicznej konieczności🙅🏻‍♀️💸
Gdzieś tam zawędrowałyśmy w odmęty relatywnie drogiego, szczególnie dla młodych ludzi dostępu do specjalistów.
I z jednej strony tak, totalnie się zgadzam. 15 minut wizyty bez żadnych badań to 150 zł (ja tyle płacę) a jak robisz przy okazji badania to kwota się zwiększa. To rzeczywiście może to boleć. Sama byłam w miejscu, w którym oglądałam każdą złotówkę 5x
✅ALE! Priorytety, dziewczyno, priorytety! Nigdy nie miałam problemu by określić, że są rzeczy ważne i ważniejsze.
Nie wiem i nie rozumiem, jak można co 3 tygodnie chodzić na rzęsy i hybrydy, a  3 lata nie być u ginekologa. Na tej samej zasadzie nie rozumiałam Gruzinów z nowymi telefonami, ale bez zębów🤯
Na studiach miałam stary model telefonu a mój pierwszy tablet, dzięki któremu mniej kserowałam i moglam czytać książki na legimi, nagrzewał się tak mocno, że musiałam go wkładać do lodówki by odpoczął. 
Ale zawsze mam zrobione badania i nie unikam lekarzy, bo to ważne❗️
Nie mówię zresztą tylko o finansach. Łatwiej jest „zadbać o siebie” idąc na te hybrydy niż pobiegać, prawda?
Don’t get me wrong, sama lubię mieć pomalowane paznokcie, lubię, a nawet uwielbiam Julię z @mayeye_warsaw , do której chodzę na rzęsy i chciałabym, aby jej biznes się rozkręcał.
Ale! First things first. Nie możesz być zadbana i niezbadana jednocześnie. Badaj się dziewczyno, ok? Gdy następnym razem gdy powiesz sobie „ale psycholog/ginekolog/terapeuta/fizjoterapeuta” jest drogi, zastanów się czy dobrze ustalasz priorytety. Nr 1 to Ty!

Jak możesz być zadbana, będąc...

Mój detoks od social mediów nadal trwa i dzielnie trzymam się narzuconej sobie maksymalnie godziny dziennie. Streszczając się powiem tylko, że wykorzystuję moment siedzenia na tyłku w Warszawie na spotkania z tymi wszystkimi cudownymi ludźmi, których przez ciągle bycie w rozjazdach nieco zaniedbałam. Podoba mi się to, chociaż dzisiaj naszło mnie na szybkie sklecenie „tygodnika”, więc macie coś do poczytania na blogu.
Zdjęcie w Tunezji zrobiła @ewaszabatin nie mam pojęcia kiedy, ale dobrze pokazuje mój mały problem z telefonem, który stał się przedłużeniem ręki. Kolory podkręciłam presetem Madryt, od @krzysztof_adamek i @instafiltry.pl, tylko zostawiłam po swojemu niebieski.

Pytanie za sto punktów: zerknij w zakładkę „twoja aktywność” na instagramie i napisz ile czasu dziennie spędzasz w tej aplikacji. Jestem ciekawa!
#aniamaluje #szczerze_pisząc #podróże #podróżemałeiduże #wakacje ##tunezja #zakochaniwtunezji #discovertunisia @discover_tunisia @sunfunholidays #lato #afryka #tunisia

Mój detoks od social mediów...

Uwielbiam to zdjęcie. Książki i wzorzyste rajstopy to najpopularniejsze prezenty jakie dostaję. Prezentem jaki sama chciałabym sobie podarować jest czas⏳ Właśnie zamknęłam ogromny projekt🥳. Powinnam uczcić to kieliszkiem szampana i relaksem, tymczasem  pierwsza myśl brzmiała „o cudownie! wreszcie będę miała czas na pisanie własnego ebooka i tekstów na bloga”. A potem uświadomiłam sobie, że ja zawsze mam nad sobą coś, co POWINNAM napisać. Nie pamietam kiedy miałam od tego wolną głowę. I tak jak cenię sobie szalenie dywersyfikację przychodów i wolność twórczą jaką mi daje, tak potrzebuję też wolności OD tworzenia. Nie da się tego streścić wpisem na IG, ale Fromm swoją genialną „Ucieczką od wolności” poukładał mi kiedyś w głowie. Potrzebuję powiedzieć sobie, że mogę bez konsekwencji dla swojej psychiki być wolna od bloga i instagrama i nie czynić z nich ważnych filarów mojej tożsamości. Ustawiam sobie jeszcze ostrzejszy limit czasowy na instagrama (godzinę dziennie!). Mam ochotę pisać i wrzucać tutaj coś tylko wtedy, gdy będzie mnie na to cisnąć jak na sikanie po siedmiogodzinnej jeździe z Tbilisi do Batumi.Może będę milczeć całymi dniami, może naparzać treściami jak szalona, dowiem się tylko postanawiając, że nie muszę! Pssst! Ograniczyłam na profilu komentowanie tylko dla osób; które mnie obserwują. Kompletnie wyzwoliłam się myśli o tym, że konto powinno rosnąć. Dałam sobie do końca roku czas na wolność także od zarabiania. Jestem ciekawa co będę CHCIAŁA robić czując, że mam ten cudowny komfort, że nie muszę.

#przerwa #aniamaluje #szczerze_pisząc #rajstopy #nogi #książka #kropki

Uwielbiam to zdjęcie. Książki i...

Wrzuciłam wczoraj na stories najbardziej memiczne momenty mojego życia (są w przypiętych!) i bezkonkurencyjnie wygrał gołąb, który leciał na mój tyłek😅. Naszła mnie przy tej okazji pewna myśl, której nie mogę wyrzucić z głowy. Zostanę pewnie zjechana i już słyszę te komentarze pod tytułem „zdefiniuj kobiecość!!!1”, ale nie czuję, abym miała jakiś obowiązek coś tu definiować, tak samo jak nie umiem zdefiniować czym jest chemia między dwójką ludzi i czemu czasami nie ma jej z kimś, kto teoretycznie łapie się we wszystkie nasze kryteria a „to coś” ma ktoś, kto do nich nie pasuje😉
Więc myśl, która mnie dręczy to ta, że poza aktorkami czy piosenkarkami mało widzę kobiet odnoszących sukcesy czy dzierżących władzę, które nie ukrywałyby swojej - no właśnie - kobiecości.
I nie zrozumcie mnie źle, jestem na tym etapie, że czuję się świetnie gdy mam na sobie bluzę ze sponge bobem, ale  co takiego sprawia, że kobiety w polityce ubierają się bardziej jak Angela Merkel czy Beata Szydło niż jak nie wiem, Angelina Jolie?
Może to, że gdy Magdalena Ogórek (nie głosowałam na nią!) kandydowała w wyborach prezydenckich, to nikt nie pytał jej o poglądy,  a media opisywały wyłącznie jej sukienki i sposób układania włosów?
Co takiego sprawia, że mądra kobieta nie może podkreślić strojem swoich pośladków?
Nie, nie uważam jakoby tyłek i cycki były jedynym co mam do zaoferowania (w ogóle co za debilne określenie) więc nie czuję abym musiała to skrywać i „najlepsze zostawić na koniec”, ale drapie mnie to, gryzie i męczy. 
Jakieś spostrzeżenia?

Wrzuciłam wczoraj na stories najbardziej...

Jestem dziewczyną leniwą. Chociaż nie, nie migam się od pracy i obowiązków. Jestem po prostu wygodna! Nie dla mnie 10 kroków koreańskiej pielęgnacji, ale niestety przy wrażliwej cerze nie mogę sobie pozwolić na całkowite olanie tematu. Wrażliwa, skora do podrażnień cera szybko się na mnie zemści, jeśli nie poświęcę jej chwili uwagi wieczorem. Jeśli jesteś wrażliwcem jak ja - możesz śmiało zerknąć w drogerii na półkę z linią physio mikrobiom marki tołpa.
Moja cera nie ma ze mną lekko, bo ciągle podróżuję (zmieniam twardość wody i powietrze) a do tego nie śpię tyle ile powinnam. A z tymi kosmetykami się polubiłam, bo działają po prostu tak, jak trzeba! Na stories możecie zobaczyć jak wygląda. 
#tołpa #pielęgnacjatwarzy #physio #oczyszczanie #kosmetyki #uroda #makijaż  #pielęgnacja #blogerka #zakupy #krem #blogkosmetyczny #twarz #polskiekosmetyki #kosmetyczka #blogurodowy #piękno #kosmetyk #dzieńdobry #nawilżenie #aniamaluje 
Post we współpracy z marką @tolpa_mniej_wiecej

Jestem dziewczyną leniwą. Chociaż nie,...

Czy jeśli w Gruzji podoba mi się nie tylko to, że jest pięknie, miło i pysznie, ale też tanio, to znaczy, że akceptuję wyjątkowo niefortunne geopolityczne położenie kraju?🤔🤯
Pierwszy raz ta myśl zastrzeliła mnie gdy odnotowałam w swojej głowie, że z roku na roku mój ukochany Lwów staje się wyraźnie droższy. 
A potem dałam sobie mentalnego plaska w twarz, bo w sumie fajnie, że ludzie się bogacą. Nie chciałabym, aby Polska słynęła wyłącznie z tego, że jest tanio i można się za grosze naj*bać. 
W 2000 roku minimalne wynagrodzenie w Polsce wynosiło 700 zł. Pamiętam jak rodzice wielkim wysiłkiem kupili mi za jednym zamachem dwa pierwsze tomy Pottera. To było super, zawsze na prezenty chciałam tylko książki, ale dopiero z perspektywy gruzińskich cen zaczynam to doceniać.

Gruzja jest niesamowita nie tylko dlatego, że jest tania. Jest niesamowita tak po prostu. Różnorodna, pyszna. Z przebogatą mitologią, kulturą, alfabetem i dumą, która nie pozwala się ugiąć przed wielkim, groźnym sąsiadem. Jasne, Gruzja jest najbliższym nam kulturowo krajem będącym w top15 pod kątem niskiego Consumer Price Index (w uproszczeniu: stosunek zarobków do kosztów życia) i rozumiem, że dla wielu ludzi to będzie kraj taniej najebki, ale dla mnie to była jedna z najciekawszych podróży w życiu. 
Przy okazji; 
Czy znacie jakąś dobrze wydaną wersję gruzińskich mitów? Może być po angielsku :). #georgia #georgia🇬🇪 #georgiatravel #gruzja #podróże #podróżemałeiduże #wakacje #aniapodróżuje

Czy jeśli w Gruzji podoba...

Paksudne buty, nastroje i pani, która nazwała mnie kurwą ;-)

To był dla mnie ciężki tydzień. Nie umiem nawet powiedzieć dlaczego – nie cierpię listopada, szarości, ciemności, łysych drzew, paskudnego powietrza i chłodu. Boli mnie wtedy głowa i generalnie – wszystko. W zeszłym roku o tej porze chciałam rzucić studia w cholerę. Gdybym na podstawie rachunku zysków i strat miała podjąć taką decyzję wiosną, miałabym całkiem inne odczucia.
Szukam sobie celu zastępczego i mam nadzieję, że ta szarość zaraz minie i jakoś dotrwam do wiosny…
Mnóstwo czasu spędzam na uczelni. Wyobrażałam sobie to jednak trochę inaczej, mam nadzieję że to kwestia wyłącznie pierwszego semestru a potem to się zmieni. W poniedziałki prowadzę zajęcia, teraz było też pierwsze spotkanie koła naukowego, we wtorki mam seminaria, w inne dni zazwyczaj badania w gimnazjach albo siedzę w bibliotece, a w piątki sama się uczę na swoich zajęciach…  przez to że boli mnie głowa odnoszę wrażenie, że nie działam wcale na 100% a część rzeczy załatwiam na oparach paliwa.
Kiedyś się na tym przejadę i jakiejś rzeczy załatwianej na ostatni moment, po prostu nie załatwię. W piątek miałam przygotować prezentację na angielski – temat wymyśliłam sobie dopiero w czwartek późnym wieczorem. Zrzuciłam jakiś artykuł naukowy na pendrive i… sądziłam, że go sobie rano wydrukuję i w 30-minutowym okienku wykombinuję co chcę powiedzieć. Fajnie, że ksero było zamknięte i musiałam biec do innego punktu ;-). Kiedyś mi się po prostu nie uda i nie zdążę w ostatnim momencie wskoczyć do pociągu.
Staram się oczywiście ze wszystkich sił temu przeciwdziałać, ale potrzebuję przynajmniej jednej solidnej drzemki w ciągu dnia by jakoś funkcjonować. Powietrze pełne zarazków mi nie ułatwia – kiedyś było inaczej, nikt nie panikował gdy dziecko zjadło trochę piachu czy wysmarkało się w rękaw. Dzisiaj przez idiotyczną manię antybiotyków, wyparzania wszystkiego i tak dalej, naturalna odporność robi się coraz niższa, a wirusy i bakterie są coraz bardziej odporne. Dla mnie to spory problem, bo moje płuca są dla nich idealnym środowiskiem do życia. 
Złe humory próbuję sobie odbijać jedzeniem w stylu comfort food – otworzyli w mojej miejscowości taką małą piekarenkę i odkrywam na nowo wszystkie drożdżowe i słodkie bułeczki, chałki, kruche rogaliki z nadzieniem… 😉
Na instagram wrzucałam też news o całkiem fajnej restauracyjnej promocji…która oczywiście nie działa w Bydgoszczy. Wszystkich lokalnych patriotów w tym momencie przepraszam, ale w mojej ocenie – w Bydgoszczy nie działa prawie nic. Średnio raz dziennie mam ochotę – za przeproszeniem – pierdolnąć z półobrotu w słup do którego przymocowana jest sygnalizacja świetlna, bo zmiana świateł idzie tak idiotycznie opornie, że chce mi się krzyczeć. Oczywiście ponieważ jest problem, Bydgoszcz znalazła rozwiązanie – usunęła ze strategicznych miejsc te przyciski, gdzie zgłaszasz potrzebę przejścia na drugą stronę. Gratulacje, już przygotowuję puchar z cebuli i medal z buraka.
Na szczęście inne sfery życia mam pod kontrolą i generalnie jest dobrze ;-). Gdyby mnie nie bolało, pewnie wszystkie inne przeszkody obierałabym z przymrużeniem oka i większym dystansem.
Co zatem robię w  ramach przeciwdziałania listopadowemu przygnębieniu?
– Skupiam się na wiciu gniazdka 😉
Po skręceniu szafy, regału i wieszaka-stojaka, powinnam pozbyć się starej, dużej, brązowej szafy. Niestety chwilowo nie ma jej gdzie wystawić a ja… nie lubię wyrzucać. W całym minimalizmie irytuje mnie potworne marnowanie rzeczy powstałych z wydobytych/przetworzonych już surowców. Jeśli coś wyrzucę, to zwyczajnie je zmarnuję! Muszę znaleźć tej szafie jakieś inne zastosowanie. Albo trafi do kogoś, komu będzie potrzebna, albo przemienię ją w inny mebel, np. jakieś półki.
 Jestem coraz bliższa wielkiej wyprzedaży ubrań i książek. To czego mi brak, to czas ;-). Korzystając z bonu rabatowego upolowałam też toaletkę, która przyjedzie do mnie dopiero pod koniec grudnia. I tak jest już niedostępna, więc link do producenta i tak tam, wstawię jak już zrobię jej zdjęcie we wnętrzu 🙂
Dom wypełniony zapachem gorącego kaloryfera na którym wisi mokry ręcznik lub gruby sweter pachnący płynem do płukania, to jedna z przyjemniejszych woni listopada. Wilgotne, miłe powietrze, coś pięknego. Podobnym uczuciem darzę jeszcze zapach korzennych ciasteczek, jabłek z cynamonem, ciepłych bułeczek i nowych butów (tak wiem, nikt nie lubi zapachu kleju szewskiego).
Trafił też do mnie uroczy prezent :
To pudełeczko beGlossy 😉 Kiedyś nie rozumiałam idei kupowania czegoś w ciemno. Podobnie nie widziałam sensu w kupowaniu mebli, które potem samodzielnie trzeba skręcić ;-)). Ale teraz widzę w tym jakiś sens, bo samo otwieranie pudełka-niespodzianki to niesamowita frajda – nie wiesz co czeka cię w środku, a elegancka bibuła i opakowanie mają w sobie coś ze świątecznej atmosfery. Na pewno fajne jest to, że nie wiesz co cię zaskoczy i masz okazję przetestować produkty, które pewnie nie trafiłyby do twojego koszyka z zakupami normalnie. Np. dla mnie czymś takim jest nowy krem do włosów pantene czy plastry pod oczy efektima ;-). Jedyne czego nie użyję to odświeżacz koloru z Syoss – nie zamierzam już w najbliższym czasie farbować włosów ani ingerować w kolor. Marzy mi się powrót do naturalek i zapuszczenie ich na nowo 🙂 
Tym bardziej ucieszyłam się z dodatkowej niespodzianki, czyli dodatkowego pudełeczka z kosmetykami do włosów 🙂 
Marka Beaver jest mi totalnie nieznana, jestem ciekawa, czy te kosmetyki przypadną moim włosom do gustu. 
To pudełeczko znajdziecie na stronie https://www.beglossy.pl/ w zakładce – edycje specjalne. 
No właśnie, mam dla was niespodziankę – na hasło tbgANIAMALUJE jest -10% na pierwsze pudełko w pakiecie i subskrybcji 🙂
Być może komuś ta informacja się przyda. Z mojej perspektywy – fajnie jest samemu sprawiać sobie prezenty. Ja na tej zasadzie mam świra na punkcie kupowania sobie butów, ale odpada element zaskoczenia, bo wiem czego się spodziewać. Jeśli czytają mnie mężczyźni, to zamówienie pudełka może być fajnym prezentem dla dziewczyny ;-)).
Wspominałam coś o butach?
Przedmioty do których mam stosunek love-hate jednocześnie, zawsze mnie w jakiś sposób intrygują. W sumie z ludźmi mam podobnie i… nie mogło być inaczej. Kupiłam te koszmarki, które jednocześnie uważam za toporne i paskudne, oraz za piękne i stabilne. Coś z gatunku “tak brzydkie, że aż piękne”. Buty kupiłam klasycznie – tutaj (klik).
Przy okazji – Black Friday = wielkie promocje na choies.com (klik). A stacjonarnie, nie udało mi się znaleźć żadnej rewelacyjnej promocji na ten tydzień. Po wielkiej wyprzedaży w Rossmannie chyba nie ma nic super szczególnego…
Nawet nowa książka z przepisami Lidla mnie nie kręci – lubię panią Dorotę, ale kulinarnie wolałam duet z Pascalem.
Ależ dzisiaj gubię wątki, paskudne ciśnienie ;-). Wczoraj odebrałam dyplom :)) 
A potem potwornie wkurzyłam się na pks i debilny rozkład jazdy, bo przyjechanie na rozdanie dyplomów wiązało się zmarnowaną połową dnia. To jest nienormalne, żeby mieszkać 20km od uczelni i żeby dojazd (wraz z oczekiwaniem na dojazd) oznaczał przynajmniej dwie godziny…. 
Dzisiaj pocieszył mnie trochę mój ukochany kurczak w cieście, jeden z ulubionych przepisów mojej mamy 🙂 Duszone pieczarki też są super.
Mam spory problem z prezentami świątecznymi! Pomyślałam, że może też macie, więc w bocznym pasku bloga wyświetlają się banerki ceneo, gdzie wyświetlają się proponowane prezenty 😉 (klik). Przy zamówieniu powyżej 10 zł można też wygrać bardzo atrakcyjne nagrody w konkursie.
Zahaczyłam o święta, które dla mnie nie mają kompletnie wymiaru religijnego, więc nie mogę nie napisać o tym, że na blogu ukazał się ważny tekst :

Czy można zmuszać dzieci do chodzenia do Kościoła?

Dostałam w związku z nim tyle przejmujących maili, że aż chce się płakać. Polecam również lekturę komentarzy, bardzo ciekawe doświadczenie.
Widzieliście generator tytułów? 😀

(function(d, s, id) { var js, fjs = d.getElementsByTagName(s)[0]; if (d.getElementById(id)) return; js = d.createElement(s); js.id = id; js.src = “//connect.facebook.net/pl_PL/sdk.js#xfbml=1&version=v2.3”; fjs.parentNode.insertBefore(js, fjs);}(document, ‘script’, ‘facebook-jssdk’));

Chick-Lit Book Title Generatorhttp://bit.ly/1HSFXMQ
Bardzo mnie rozbawił 🙂
Na moim fejsie też pojawiło się kilka ciekawych rzeczy, szczególnie ta historyjka:

(function(d, s, id) { var js, fjs = d.getElementsByTagName(s)[0]; if (d.getElementById(id)) return; js = d.createElement(s); js.id = id; js.src = “//connect.facebook.net/pl_PL/sdk.js#xfbml=1&version=v2.3”; fjs.parentNode.insertBefore(js, fjs);}(document, ‘script’, ‘facebook-jssdk’));

Lubię pomagać ludziom, ale nie daję alkoholikom pieniędzy. Gdy byłam na pierwszym roku i miałam bardzo niewiele własnych…
Co jeszcze?
Chodzi mi po głowie pewna historia, którą koniecznie chcę zapisać (nawet nie opublikować). Cały czas myślę o jej bohaterach i ich tworzę, buduję ich charakter, skupiam się na kryzysowym i najważniejszym momentem fabuły… Czuję się trochę jak kobieta w ciąży, która nie może zaplanować momentu, gdy dziecko zechce się urodzić. Wiem, że będę MUSIAŁA wyrzucić to z siebie, chociaż będzie wiązało się to z bólem bo… cierpię razem z bohaterami. Brzmi to idiotycznie, kto nigdy nic nie pisał ten pewnie nie wiem o czym mówię, ale tak trochę jest ;-)) 

Myślę, że wrócę do comiesięcznych aktualizacji włosów, bo tylko tak zmotywuję się do dbania o nie. Trochę żałuję, że nie układają się tak (klik)

Miałam mały kryzys blogowy – jeden tekst w tygodniu to bardzo mało jak na mnie. Tym bardziej czuję się sfrustrowana, gdy ja nic nie piszę, a…statystyki szaleją. Ostatnio zrobiło na mnie wrażenie 200 tysięcy użytkowników w miesiącu… teraz jest ich 250 tysięcy. Strony, fundacje i osoby udostępniają moje teksty na potęgę a ja mam wrażenie, że jakoś tak niezasłużenie, bo ostatnio nic tutaj szczególnego nie robię.
Na koniec nieprzyjemna rzecz – dałam się podejść jak dziecko i mój prywatny profil zaczął udostępniać treści bez mojej wiedzy. To dla mnie spory szok, bo zazwyczaj to ja podpowiadałam znajomym jak usunąć te wszystkie “wygraj smartfona”, a tym razem chodziło o gwałty i pobicia. Niedawno czytelniczka poprosiła mnie o udostpęnienie tej ważnej rzeczy związanej z bezpieczeństwem kont i myślę, że powinniście to przeczytać (klik).
Może jeszcze wrzucę  filmik z tym, jak zmieniały się kanony męskiej urody przez ostatnie 100 lat:

A najbrzydsze buty jakie udało mi się znaleźć to kozaki na szpilce, wykonane z połączenia jeansu i świńskiej skóry… wyglądają dokładnie tak, jak to sobie wyobrażacie 😀
 (klik).
Idę wsunąć wielką porcję lodów z… dżemem. Kto oprócz mnie tak robi? 😉

Bądź na bieżąco! 

  INSTAGRAM ❤ FACEBOOK 
❤ FACEBOOK MONIKI 

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

Uściski, Ania

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Previous
Czy można zmuszać dzieci do chodzenia do Kościoła?
Paksudne buty, nastroje i pani, która nazwała mnie kurwą ;-)