Jak zorganizować wycieczkę do Wilna za 100 zł?

 Wilno chciałam zobaczyć od bardzo dawna 🙂 Tak się składa, że moje studenckie lata dobiegają powoli końca i na takie wyprawy jest ostatni dzwonek. Chciałam urządzić sobie iście studencką wycieczkę – z hostelem, spaniem gdziekolwiek, wałęsaniem się i w małym budżecie.
Okazja natrafiła się niespodziewanie – koleżanka upolowała tanie bilety na polskiego busa i szukała drugiej osoby.

O szóstej rano wsiadłam więc w PolskiBus na Młocinach i ruszyłam w kierunku Wilna 😉
Jeśli chcesz odbyć tę podróż ze mną – załóż wygodne buty i w drogę! 🙂 
O 14.00 dojechałyśmy do Wilna. Na miejscu okazało się, że jest godzina 15:00 😉 Ale o tym, że zamuliłam i nie wpadłam na to, że na Litwie jest zmiana czasu, pisałam już w tekście : Wilno – co zaskoczyło mnie w stolicy Litwy?
Pierwsza rzecz jaką zrobiłam na dworcu, to zapytanie pani z okienka o rozkład jazdy do Troków. Dostałam wydruk z rozkładem w jedną i drugą stronę.
Mega miłe po nieśmiertelnym “co chce?!” albo “czego?!” na bydgoskim dworcu pks 😀

Bogatsze o cenny rozkład, ruszyłyśmy w kierunku hostelu. Oddalony jest jakieś 7 minut od dworca.  Ponieważ nie umiem czytać map, zapytałam o drogę pod Ostrą Bramę pierwszego lepszego bezdomnego. Był miły i odprowadził nas do samego celu, więc dałam mu euro i życzyłam miłego dnia. Ludzie w Wilnie byli bardzo uprzejmi i miło się z nimi gawędziło. W komentarzach pisaliście, że spotkaliście się z innymi reakcjami i że jest antypolsko. Nie wiem, może to kwestia tego, ze jestem miła, uprzejma i uśmiechnięta? Poza pocztą w Solcu kujawskim nikt nigdy do mnie nie burczy 😀

Tuż pod Ostrą Bramą znajdowało się nasze miejsce noclegu – Center Stay Hostel. Jakieś 120 metrów od Ostrej Bramy, z internetem i kuchnią. Łazienka na korytarzu, ale to studencki wypad więc żaden problem :).  My brałyśmy “dwójkę”, bo jednak zostawianie tobołków w ośmioosobowym pokoju różnie wygląda. Cena za osobę – 12 euro. Miejsce w ósemce kosztuje 8,90 euro.

Ale można też zostawić bagaże za mniej niż 2 euro – opcja dla tych, którzy nie chcą spać albo w Wilnie są tylko przejazdem.

W hostelu miła recepcjonistka mówi po polsku. Z lady warto zgarnąć mapkę i rozejrzeć się za kuponami zniżkowymi na jedzenie ;). Ale o jedzeniu i cenach w kolejnym tekście :).
Czysto, schludnie, prosto i bez luksusów. Trzeba sobie ubrać pościel i włączyć ogrzewanie.
Rzuciłyśmy rzeczy, odświeżyłyśmy się i ruszyłyśmy poznawać miasto :).
Ostra brama… i o to tyle krzyku? 😀 (tutaj nadmienię, że było bardzo zimno i większość zdjęć powstała przez przypadkowe naciśnięcie spustu migawki, bo aparat dyndał sobie na szyi :). 
Z drugiej strony Ostra Brama wygląda nieco ładniej. Jak widać po kostce brukowej – ciągle kropił deszcz ;). 
Ruszyłyśmy spokojnie na spacer wileńskimi uliczkami. Cel? Poczuć klimat miasta i namierzyć miejsce z jakimś dobrym jedzeniem :).
Po posiłku szłyśmy dalej przed siebie. Szerokie ulice i deptaki, pięknie odnowione kamienice i bardzo dużo kościołów – to najlepiej podsumowuje spacer :).
Idąc przed siebie, zobaczyłyśmy na horyzoncie wzgórze z Basztą Giedymina. Szczerze mówiąc to pomyślałam “ojej, już?” – na mapie wydawało się to bardzo daleko 😀
Wejście jest łatwe i przyjemne, ale dla leni jest też opcja podjechania sobie taką niby-windą. Było trochę mokro i stopy ślizgały się na kamieniach…ale dla celu warto 🙂
Widok na skąpane w deszczowych chmurach miasto. Na żywo piękny i wart “wspinaczki” 😀 Myślę, że wiosną lub latem jest tu bardzo pięknie!

Kilka zdjęć, selfie na tle widoczku i wracamy na dół, bo czasu mało a zaraz będzie ciemno :).

 Tak, jak doszłyśmy to już było zamknięte 😀

 Wilno nocą – wciąż ładne, wciąż puste. Nie odnotowałam pijalni wódki ani zapitych mord wyłaniających się z bram. Spokojnie, kulturalnie…i bardzo cicho :).
Potem chyba znów coś zjadłyśmy, poszłyśmy na chwilę do hostelu i drugi raz na miasto:) Ale zdjęć już brak, bo było baaaaardzo zimno!

Kojarzycie ten moment z filmu Kevin sam w domu, kiedy Kevin aby odstraszyć włamywaczy odtwarza fragment filmu w którym facet każe zabrać dupy w troki bo inaczej nafaszeruje je ołowiem? My też postanowiłyśmy zabrać dupy w Troki.

Rano grzecznie wymeldowałyśmy się z hostelu i ruszyłyśmy na dworzec 😉 Cel – Troki. Odjazd : 7:50.
Bilet normalny :1,70 euro. Studenckim można jechać tylko z kartą euro26.
Widok z autobusu :
Smutno i ponuro. Nie było tu Kazimierza Wielkiego i Wilno wciąż drewniane 😀
Po czterdziestu minutach jazdy, zatrzymałyśmy się na dworcu. Upewnienie się co do powrotów (miła pani ze złotym zębem też mówi po polsku :), spojrzenie na mapę i spacerek w kierunku zamku na wodzie.
Szłyśmy przed siebie, ulicą po lewej.
Inna zabudowa…inna epoka 😀 Czułam się, jakbym odbyła podróż w czasie. Serio. Kultura karaimska jest całkiem inna i to był ciekawy spacer.

 Takie sobie kontrasty. Tu kościół na bogato, drugi na bogaciej a ludzie mieszkają w chatkach. Na podwórkach typowy “pierdolnik”.

Domki miały fantazyjne kolory, różowe, zielone, niebieskie. Mnie szczególnie urzekł ten pająk 😀 Większość budynków miała dachy z azbestowych płyt. To się nazywa chyba eternit? 
Karaimi są podobno najmniejszą mniejszością narodową w Europie. Dawno temu, książę litewski sprowadził sobie trochę ich rodzin w okolice swojego zamku. Są to rodziny z terenów dzisiejszej Turcji, Iranu i okolic. Dzisiaj pielęgnują w Trokach swoją kulturę. Zachowała się tez ich kuchnia (pycha!). Jest to mega ciekawe, ze 30 km od stolicy Litwy, w małej miejscowości jest całkiem inny świat.
W końcu dotarłyśmy niemal na miejsce. Do zamku wiodą dwa mosty. Od Sylwestra chyba nie było tam temperatur na plusie, bo na powierzchni wciąż były przymarznięte pozostałości po fajerwerkach 🙂
Drugi most był już bardziej obiecujący. 
Uspokajam bojaźliwych – most bardzo solidny i stabilny 😀
Na miejscu okazało się, za zamek czynny dopiero od dziesiątej. no cóż…udałyśmy się na drugi spacer 😀

 Czy jest coś gorszego od krasnali ogrodowych? Te niebieskie pieńki z  pianką do uszczelniania czy jak to się tam nazywa, zamiast brody 😀 Pełno ich tam!

 Knajpka z miłym napisem. W gablocie wisiały rekomendacje klientów z całego świata.

 Na wielu domach są tabliczki głoszące, że tutaj urodził się architekt, tutaj jakiś muzyk…a ta rozczuliła mnie najbardziej :)). Boskie!

Na pewno mieszkańcy tej miejscowości mają łatwiej, jeśli chodzi o zabieranie swoich dziewczyn na romantyczne spacery, bo wiosną lub latem, czy nawet złotą jesienią – Troki muszą wyglądać przepięknie.

 W końcu kupiłam niezwykle gustowny bilet na zamek 😀 Studencki ; 2,32 euro. Nikt nie wołał karty euro26. Podobno z tym biletem wszystkie muzea na terenie Troków są za jakąs symboliczną dopłatą rzędu kilku centów. Ale była niedziela, a nas muzea niezbyt kręcą :)).

 Zamek jak zamek – ładny. Niestety spora część była w remoncie 😀

Najbardziej reprezentacyjna sala w zamku. Pilnowała jej kobieta pisząca sms-y – w innych salach pracownicy siedzą raczej dwójkami i piją kawę ;).
W zamku wszędzie było stromo i nie napstrykałam za dużo zdjęć. Schody jak w niektórych starych kamienicach. Ale całość ładnie odrestaurowana i warto zobaczyć. Spora część eksponatów dotyczy wspólnej historii z czasów gdy Polska i Litwa były jednym :).
A to już na lądzie, zamek na półwyspie. Ruiny. Przynajmniej tak nam powiedziano 😉
mam wrażenie, że na Litwie wszystkie kościoły mają cudowne, uzdrawiające obrazy lub rzeźby. 
W drodze powrotnej potestowałyśmy kuchnię karaimską i o 12:30 wsiadłyśmy do powrotnego autobusu.
Rzecz śmieszna, bo kierowca podjechał i wysiadł otworzyć luk bagażowy dla jednej pani. A pasażerowi po prostu sobie wsiedli, nie czekają na niego 😀 Potem sam kierowca nie mógł dopchać się do autobusu.
Śmiesznie 😀
Ale może to dlatego, że było zimno :).
Z powrotem drugi raz skoczyłyśmy do wielkiej hali targowej. Ja kupiłam sporo tradycyjnych przysmaków. Cieszę się, że ktoś pamięta w Europie na czym polega handel, bo sprzedawcy znają się na rzeczy. Uśmiech, targowanie się, częstowanie specjałami :).
Ale o cenach i jedzeniu innym razem 😉
Na Litwie kiszone jest chyba wszystko. Jako wielka fanka czosnku byłam zafascynowana kiszonym czosnkiem. Przypomniałam sobie jednak, że wracam polskim busem, razem z innymi ludźmi. Odpuściłam sobie ten kulinarny eksperyment dla dobra ogółu 😀 Przyznam, że po przyjeździe do domu zaraz kupiłam kiszone ogórki, zjadłam je i do wody po ogórkach wpakowałam kilka główek czosnku. Ciekawe jak będzie smakować!

Robiąc zakupy u miejscowych handlarzy człowiek świetnie się bawi. Bardzo dużo tam Polaków, np. pani która handlowała miodem od razu wyczuła, że jestem Polką i zaczęła opowiadać o tym,że ona też. Od razu kazała nam odwiedzić mogiłę Piłsudskiego. A miody miała przepyszne! Nawet jeśli 80% tych historii to tani bajer dla frajerów – i tak fajnie ;).

Zaliczyłyśmy jeszcze spacer, zjadłyśmy co nieco i o szesnastej wsiadłyśmy w powrotny bus 🙂
A, jeszcze po drodze rzuciłam okiem o co tyle krzyku z tą całą matką ostrobramską. Jest. I świeci.
Ja tego nie rozumiem, ale szanuję.
Jak widać – Wilno zobaczyłyśmy w 25 h. 
Koszt :
Polskibus x 2 = 63,50 zł
Hostel : 12 euro
Bilet autobusowy Troki-Wilno x2 – 3,40 euro
Zamek w Trokach : 2,32 euro

Co można było zrobić lepiej/taniej?
Do Wilna jeździ też SimpleExpress – można wyjechać wieczorem w z warszawy i być w Wilnie o ósmej rano. Stała cena na SE to 35 zł od osoby. Powrót można ogarnąć na 23:50 czy tam 10 minut po północy – nie trzeba wtedy nocelu i rano znów jesteśmy w Warszawie. Bilet na polskibus można upolować już za 1zł ;-).
Jak człowiek się postara, to zmieści się w stówce z jedzeniem ;-).
Ja do Wilna na pewno wrócę ;-).



poprzedni tekst: https://www.aniamaluje.com/2015/03/jaki-kolor-maja-twoje-emocje-czy-warto.html

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Uściski, Ania

Podziel się

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o