Dziewczyno, jeśli czekasz jak na szpilkach czy chłopak odpisze- wyłącz te cholerne powiadomienia! Za każdym razem jak słyszysz charakterystyczny dźwięk🔔, uwalnia się kortyzol a ty masz reakcję stresową. A potem i tak jesteś rozczarowana, że to 20% rabatu na sandały, a nie książę z tindera💁🏻‍♀️ PLUM-stres-PLUM-stres-PLUM-stres - zwariować można!
Plus może warto przemyśleć, czy to właściwa relacja? Nie fajniej dostawać niespodziewane wiadomości od których się rumienisz, niż czekać aż ktoś odpisze?
Oczywiście dotyczy to relacji nazwijmy to... romantycznych, nie takich bez zobowiązań!😉 Piszę o tym przy okazji zadania numer 16 w ramach wyzwania. Dopóki nie oddałam tej działki mojemu przyjacielowi i menadżerowi @troyann (takie 2w1 bywa wygodne!), cały czas byłam w trybie stand-by czekając na umowę, ustalenia, akcept, dalsze negocjacje. Piątkowy wieczór, daleka podróż - wieczny podryg na dźwięk powiadomienia, bo może to akurat to, na które czekam... Zawsze na jakieś czekałam!😏
Maciek przekonał mnie w Gruzji, bym się ich pozbyła. Na bieżąco migają mi tylko podczas korzystania z instagrama, co jest wygodne, szczególnie gdy odpowiadam na pytania do wyzwania. Ale uwolniłam się od maila! Lubię kontakt z Wami, ale z umiarem!
Prawie w ogóle nie odpowiadam już na messengerze, jeśli mam do kogoś coś pilnego - dzwonię lub piszę SMS. Wiem, że jeśli ktoś będzie miał coś pilnego do mnie - też wybierze taką formę!
I jasne, pierwszą rzeczą, którą kupię w Bangkoku będzie karta SIM i internet (ostatnio też tak było🙈), ale zrobię to by ogarnąć transport i nocleg, a nie by sprawdzić czy przez moją nieobecność w sieci świat czasem nie spłonął ;) Jeśli nie jesteś gotowa na krok o którym mówię, pomyśl o tych wszystkich razach, gdy czekałaś na kuriera z paczką i specjalnie nie wychodziłaś z domu, a on cię olał i zostawił paczkę w punkcie, albo napisał, że przyjedzie jutro🙄
Dziewczyno! Życie Ci przelatuje przez palce na tym czekaniu!
Napisałam to pod wpływem wiadomości z uczestniczką wyzwania, której smartfon przyrósł do ręki bo wiecznie czeka! ;) zdjęcie zrobiłam 3 lata temu po Azji, kojarzy mi się z wolnością!
#szczerze_pisząc #motywacja #wyzwanie #aniamaluje #powiadomienia #stres

Dziewczyno, jeśli czekasz jak na...

Nie wiem jak szybki musiałby być aparat, aby uchwycić ten uśmiech na mojej twarzy😅 niestety mam domyślny bitch face, co nie znaczy, że odpowiada on temu co dzieje się u mnie w środku ;). Faktem jest jednak, że ludzie zawsze zauważają „ty się uśmiechasz” gdy się uśmiecham, bo jak ten uśmiech długo jest na mojej twarzy, to znaczy, że jest mi dobrze i błogo.
Ale dzisiaj to się śmieję cały dzień🤣 Nie dość, że wszystko mi fajnie wyszło, to jeszcze rozbawiły mnie do łez wasze wiadomości o tym, co dziwnego zrobiłyście podczas PMS🤪. Chodźcie na stories, jest fajnie! (Serio ten uśmiech jest rzadki, nie umiem się tak uśmiechnąć sztucznie, musi być totalnie autentyczny!)
#aniamaluje #szczerze_pisząc #zamioculcas #plantlady #crazyplantlady #pms #blogerka #uśmiech #radocha #frajda

Nie wiem jak szybki musiałby...

Ależ ja miałam od kilku dni podły humor! Niczym kiepski detektyw chwytałam się banalnych tropów, jak osłabienie i rozdrażnienie po chorobie, ciśnienie, pełnia księżyca, zły stan powietrza... Ten stan narastał od kilku dni, a ja miałam takie „wtf, o co ci chodzi dziewczyno?” Wszystko w życiu idzie jak trzeba, niektóre rzeczy nawet lepiej, skąd ten nastrój?
Zrzuciłam wszystko co mi leżało na wątrobie i co mnie gniotło w różnych sytuacjach, ale nie pomogło.
W życiu bym nie wpadła na to, że z opóźnieniem trzepnęła mnie książka i czytanie o szalenie skomplikowanej sytuacji w Myanmarze (Birmie).
Tak już czasami mam, że reaguję z opóźnieniem. 
Czasami zadziwia mnie z jaką lekkością jednego dnia przeżywam frustrację, bo w żaden sposób nie mogę spuścić napięcia, a drugiego mam wyborny humor, uśmiecham się szeroko i zaśmiewam z prymitywnych memów.
Tylko czemu zawsze to uwolnienie przychodzi wtedy, gdy pozwolę sobie na te brzydkie emocje i przestanę z nimi walczyć?
Pewnie z tego samego powodu, dla którego ludziom wychodzi podryw gdy odpuszczą, a nie desperacko próbują bardziej.
Ale mi teraz dobrze po pozbyciu się tego dziwnego ładunku! Uczucie jak zdjęcie niewygodnych butów po całym dniu! Albo jak dobiegnięcie do domu i zrobienie siusiu po godzinie wstrzymywania resztką woli🙃

Super ważna lekcja dla mnie: bardziej poddawać się falom, nie walczyć z nimi, bo się utopię!

#tajlandia #thailand #podróże #podróżemałeiduże #aniamaluje #szczerze_pisząc

Ależ ja miałam od kilku...

Którą Anią dzisiaj jesteś? 1 czy 2? I tak się zawsze kończy z nogami na ścianie🤣, ale taka mała refleksja, którą chcę się podzielić - jestem z siebie dumna! Kiedy bardziej chorowałam, wymyśliłam sobie, że muszę mieć w życiu coś, co da mi niezależność i pozwoli zarabiać nawet wtedy, gdy ja nie będę w stanie pracować. Aż do wczoraj nawalało mnie gardło, więc napakowałam czas spotkaniami towarzyskimi i nawet wciągnęłam serial, bo z pracką mimo chęci to jakoś nie szło. I super czuję się z tym, że:
- MOGŁAM.
Nie żyję bez poduszki finansowej, mogę powiedzieć sobie - Ania, teraz nie pracujesz, zluzuj
- nic nie robiąc* i tak zarabiałam. Moja wydana w 2013 książka, której w ogóle nie promuję bo mi się już nie podoba(!) jak co roku złapała się w styczniowe flow i dała mi hajs. 
I to jest super rzecz, za którą jestem bardzo wdzięczna, bo i tak pozwalam sobie na miesiąc w Azji (podczas którego nikt nie zwolni mnie z płacenia za mieszkanie itp), a tutaj niemiłe niespodzianki nie niszczą mojego komfortu.
Ogromnie mnie to cieszy, bo wiem, że wiele osób „nie może sobie pozwolić na L4” z grypą, bo niższa pensja oznacza kłopoty finansowe a normalnie jest na styk😪O ile w ogóle są ubezpieczonymi szczęśliwcami na etacie!
Cieszę się, że udało mi się od tego uchronić! *przesadziłam z tym „nic nie robiąc” bo believe me or not - pytania do wyzwania i wyzwanie sprawiają, że siedzę na IG 5h dziennie😰 ale robię to za darmo i od siebie, nigdy nie prosiłam o patronite itp, więc still - nie robię w styczniu nic zarobkowo.

Cholernie mnie to cieszy, że mam komfort życia bez strachu i chociaż nie zarabiam bardzo dużo, to mogę sobie pozwolić na luksus chorowania.
I przeraża mnie, że w 2020 chorowanie stało się luksusem. 
Strasznie! 
#aniamaluje #szczerze_pisząc #książka #czytam 
#parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #theparisguru #frenchvibes #parismood #modeaparis  #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily

Którą Anią dzisiaj jesteś? 1...

Czy nie możemy próbować być TROSZKĘ lepsi bez tej całej napinki?
Bez zawstydzania nastolatek na utrzymaniu rodziców, że nie mają każdej jednej rzeczy eko i zero waste i w ogóle instagramowa policja approved?
Bez wytykania komuś lotu na chrzciny kuzynki, bo ślad węglowy i straszne zło?
Komuś, kto zaczął przygodę z byciem wege, że robi za mało?
 Nie podoba mi się napinka wyzwalająca poczucie, że jeśli stać cię tylko na malutki kroczek, to jesteś ZŁY I NIEDOBRY. Nie jesteś!
Wrzucając  jakieś linki do swoich starych tekstów (powiedzmy do 2016) często zaznaczam: dzisiaj napisałabym to inaczej. Dlaczego? Bo jestem bardziej empatyczna i rozumiejąca, złagodniałam. Nie lubię rewolucji, wolę łagodną ewolucję i dojrzewanie do zmian. Dlatego chociaż sercem jestem np. za bardziej eko, tańszymi i zdrowszymi (może za rok ukażą się badania, że jednak nie!) kubeczkami menstruacyjnymi, to nie wyobrażam sobie zawstydzania kobiet, dla których ten krok to za dużo. Bo mogę edukować i wyjaśniać, ale jestem za wyborem. I rozumiem gdy jest inny niż mój!
Tak samo jak rozumiem, że ktoś kupi bikini za 50 zł, na aliexpress zamiast takiego samego za 150 w sieciówce, bo ma ogólnie po opłaceniu wszystkiego 400 zł w budżecie i o takim szytym w Polsce w duchu eko to może pomarzyć. 
Chciałabym abyśmy bardziej próbowali się rozumieć, a mniej oceniać i osądzać. Pokaz innym jak żyjesz, zainspiruj do czegoś fajnego, ale nie wywołuj poczucia, że jest gorszym człowiekiem. Po co?
Nie zawsze da się wybrać idealnie, warto pomyśleć, że inni dokonują najlepszych wyborów jakich potrafią.
#noshame #aniamaluje #szczerze_pisząc #piesek #dogsofinstagram #wakacje #lato #toniemojpies #niestety

Czy nie możemy próbować być...

Jakiś czas temu wróciłam do robienia sobie autoportretów. Kiedyś dawało mi to frajdę, potem uznałam za dziecinne i głupie. Dzisiaj uważam, że dziecinne to jest nazywanie rzeczy przynoszących frajdę dziecinnymi🙃

Gdyby nie samowyzwalacz i kilka serii, to pośród kilku całkiem niezamierzonych sexy póz, nie znalazłabym tej! Perełka🤣
Mama całe dzieciństwo mi mówiła: usiądź jak człowiek! 
Dzisiaj to samo mówi mi fizjoterapeuta. A moje nogi plączą się na przedziwne sposoby i na krześle i na tym legowisku, które zrobiłam sobie do czytania😅
Co jest ironiczne, bo mam szeroki parapet o którym zawsze marzyłam, że czytanie z kubkiem gorącej czekolady w oknie... kupiłam nawet piankę tapicerską na ten parapet by było miękko w tyłek i co? W ogóle na nim nie siadam! 
Fun fact: kiedyś potrafiłam założyć sobie nogi za głowę, ale raz nie mogłam się z tego potem rozplątać😅
Czy są tu jakieś osoby dzielące mój problem z nogami? Odezwijcie się, może moja mama zrozumie, że to nie jest moja złośliwość, że przy obiedzie zdarzyło mi się siedzieć po turecku🤦🏻‍♀️ #aniamaluje  #szczerze_pisząc #czytanie #książka #nogi #autoportret #interiordesign #zamioculcas #plants

Jakiś czas temu wróciłam do...

No i jak, miała być realizacja postanowień „od nowego roku” a jakoś kacyk i zmęczenie nie sprzyjają treningowi a ze zdrowym odżywianiem też ciężko?
Startuję z czymś banalnym, bo cóż może być bardziej oklepanego niż wyzwanie styczniowe?🤪Ale na zachętę powiem, że miało wystartować rok temu, ale uznałam, że jest niedopracowane. Dałam je dziesięciu osobom, które przesłały mi swoje uwagi, podzieliły się trudnościami i je ulepszyłam.
UWAGA! To nie jest jedno z tych pięknych wyzwań, gdzie zapisujesz swoje wyniki w ślicznym notesie brokatowymi cienkopisami. Tu trzeba trochę pozasuwać w realu, nie w marzeniach!
Nie chciałam, by było jak te wszystkie rzeczy z pinteresta albo filmiki z pięciominutowymi DIY, które oglądasz, mówisz pod nosem, że fajne (a może nawet zapisujesz w zakładkach!) ale nigdy nie realizujesz🤫
Ono jest po prostu skuteczne.
30 zadań, na które jest 45 dni.
Lżejsze i trudniejsze.
Codziennie na stories! 
Aha, oczywiście wystartowałam z wyzwaniem, ale nie wymyśliłam nazwy, więc przygarnę propozycje 
#wyzwanie #nowyrok #motywacja #aniamaluje #szczerze_pisząc #nogi #nylons #rajstopy #kropki #kropeczki #polkadot #zamioculcas

No i jak, miała być...

Nadchodzi fala podsumowań  od tych, którym wszystko się udało (i fajnie!👏🏻) a przyznam, że nie zrealizowałam żadnego kluczowego celu na 2019🤪
I nie jestem zła! Ani trochę!😲
Miałam jakieś założenia odnośnie tego, co bym chciała osiągnąć.
A potem poczułam, że sama kasa jest dla mnie za małą motywacja i mogę to zrobić, ale nie czuję z tego radochy. 
W 2019 dałam sobie plaska w twarz i zastanowiłam się , czego NAPRAWDĘ CHCĘ. Nie zawsze to były fajne myśli! ✅przestałam uciszać ten głos, który mówił czego pragnę, a który uciszałam, bo nie pasował mi do moich wyobrażeń o mnie samej.
Ale kiedy ich posłuchałam, to o jeju! Zaczęło mi być fajniej w życiu. ✅ Np. niedziele tylko dla mnie (dzisiaj to święto ruchome). Nie zdawałam sobie sprawy jak ja bardzo potrzebuję przestrzeni TYLKO dla siebie! ✅ Jestem asertywna bez poczucia winy i strachu przed tym, że ktoś uzna mnie za niemiłą (nie muszę być miła!)✅ Piszę bloga znowu dla przyjemności, bo choć Wasze propozycje tematów są super, to ja muszę czuć moment i dać myślom dojrzeć, nie jestem wyrobnikiem tworzącym na zawołanie. Nie chcę być!
✅ Przestałam patrzeć  na liczby i zastanowiłam się, czy w ogóle chcę być instagramerką i blogerką. Nie chcę. Chcę być Anią, która ma bloga i instagrama.

To był naprawdę dobry rok, chociaż nie postawię spektakularnych ptaszków na kartce z celami! Jak ja mogłam w ogóle mieć cele, nie wiedząc czego chcę?🙈
To był mój taki gap year, w którym przypadkiem zarobiłam najwiecej w życiu (i większość przehulałam!) ale niczego nie żałuję!

#aniamaluje #szczerze_pisząc #barcelona #parkguell #sukienka #podróże #podróżemałeiduże #catalunya #cele #podsumowanieroku #podsumowanie2019 #motywacja

Nadchodzi fala podsumowań od tych,...

Święta święta i po świętach😅 zawsze chciałam wcisnąć gdzieś to  zdanie🤭
Gdy powiedziałam, że spędzam sylwestra w wannie, zetknęłam się z dwoma typami reakcji:
👉🏻 zapraszam do mnie/do nas, co będziesz sama siedzieć!
👉🏻 też bym tak chciała, ale jakoś nie umiem odmówić i się wykręcić 
Ja akurat z odmawianiem czegoś, czego nie chcę, NIGDY nie miałam problemu. Dziadek mnie nauczył, że mam nie uszczęśliwiać nikogo swoim kosztem i jestem mu za to wdzięczna. 
Inna sprawa, że odmawiałam w tak fatalnym stylu, że o jeju. Dzisiaj nie szukam wymówek, nie mam problemu by zamiast wymyślać pogrzeb ciotki albo zapalenie gardła powiedzieć „dzisiaj mam potrzebę poczytać książkę, ale dzięki za zaproszenie”.
I tyle.
Więc tak zupełnie szczerze, to ja naprawdę nie kumam tych wszystkich tekstów o kulturowej presji by coś robić, bo ja nigdy nie pozwoliłam jej wejść na głowę🙈 Nie  piszcie proszę, że wymaga to ode mnie jakiejś odwagi, bo co to za odwaga, gdy się nie boisz?🤪
Jestem jak ten egipski kapłan, który wiedział czym jest zaćmienie słońca, więc nie padał przestraszony na kolana. Zbyt wiele złych rzeczy na świecie dzieje się z powodu argumentu „bo tradycja”, bym uważała go za argument sensowny (niech obrzezanie dziewczynek tępymi żyletkami będzie przykładem).
Ciekawe jest też to, że wiele osób uważa, że ja będę w Sylwestra smutna i samotna😂 jeju, miałam w życiu kilka fajnych imprez, w tym zabawę na tajskiej plaży, po której wsiadłam w samolot i obudziłam się w Katarze. Ale nic nie przebije sylwestra z zeszłego roku, gdy leżałam w wannie z tak gorącą wodą, że aż parzyło, a po 5 minutach dolałam sobie jeszcze gorętszej. Cały dzień traktowałam się jak księżniczkę i rozkoszowałam się czasem ze sobą. Ale nie tak, że przeglądałam memy i chodziłam w rozciągniętym dresie, tylko jadłam pyszne rzeczy, paliłam pachnące świeczki, nałożyłam maseczkę na twarz i na włosy, delektowałam się książką.
Każdy ma swoją definicję radochy!
#grudzień #december #sukienka #sylwester #2020 #aniamaluje #szczerze_pisząc #presja #motywacja #radość #starezdjecie

Święta święta i po świętach😅...

Tak szczerze, to nigdy nie praktykowałam w sercu tej religijnej części świąt, bo najpierw byłam za mała, a potem mój dziecięcy umysł nie mógł uwierzyć w Boga, który pozwala mojemu dziadkowi umierać właśnie na raka.
Jeny, ja to umiem zrujnować atmosferę! 🤭
Więc tak wyszło, że ja się po prostu nigdy nie wkręciłam w religię i to się nie zmieniło. Trochę dziwią mnie te pytania o to, czy obchodzę święta. Robię tak jak zawsze! Lepię pierogi, robię sałatkę jarzynową, one nie mają wyznania😉 nie widzę powodu aby sprawić tego dnia przykrość babci i się z tego całkiem wymiksować. Podobnie jak wierzący ludzie chodzą przecież do lekarza, zamiast się jedynie modlić😊.
Jeśli dla kogoś święta to czas podziałów i rzuconego z pogardą „niewierzący nie powinni mieć wolnego”, to chyba źle zrozumiał coś z nauk Jezusa🤪
W każdym razie, ja mam wolne kiedy sobie wymyślę, bo taki sobie wykombinowałam styl pracy🤣

Dobra, wracając do milszych aspektów! Cieszycie się z małych rzeczy? Ostatnio widziałam filmik jak dziecko cieszyło się z zapakowanego w świąteczny papier banana🍌😅 jeju ja też taka byłam! Mój kochany dziadek dawał mi badziewne figurki albo paczkę żelków, a ja miałam radochę cały dzień. Dawał mi je z taką radością i całą celebracją, tym „zgaduj zgadula, w której ręce złota kula” albo „ence pence w której ręce”, że po prostu mordka sama się śmiała. 
Napisz mi tu proszę jaki prezent sprawił Ci największą radość w dzieciństwie.
Lubię czytać takie rzeczy!♥️
#święta #prezenty #radość #choinka #xmass #dzieciństwo #dziecko #aniamaluje #dziewczynka #dzieci

Tak szczerze, to nigdy nie...

Jak zorganizować wycieczkę do Wilna za 100 zł?

 Wilno chciałam zobaczyć od bardzo dawna 🙂 Tak się składa, że moje studenckie lata dobiegają powoli końca i na takie wyprawy jest ostatni dzwonek. Chciałam urządzić sobie iście studencką wycieczkę – z hostelem, spaniem gdziekolwiek, wałęsaniem się i w małym budżecie.
Okazja natrafiła się niespodziewanie – koleżanka upolowała tanie bilety na polskiego busa i szukała drugiej osoby.

O szóstej rano wsiadłam więc w PolskiBus na Młocinach i ruszyłam w kierunku Wilna 😉
Jeśli chcesz odbyć tę podróż ze mną – załóż wygodne buty i w drogę! 🙂 
O 14.00 dojechałyśmy do Wilna. Na miejscu okazało się, że jest godzina 15:00 😉 Ale o tym, że zamuliłam i nie wpadłam na to, że na Litwie jest zmiana czasu, pisałam już w tekście : Wilno – co zaskoczyło mnie w stolicy Litwy?
Pierwsza rzecz jaką zrobiłam na dworcu, to zapytanie pani z okienka o rozkład jazdy do Troków. Dostałam wydruk z rozkładem w jedną i drugą stronę.
Mega miłe po nieśmiertelnym “co chce?!” albo “czego?!” na bydgoskim dworcu pks 😀

Bogatsze o cenny rozkład, ruszyłyśmy w kierunku hostelu. Oddalony jest jakieś 7 minut od dworca.  Ponieważ nie umiem czytać map, zapytałam o drogę pod Ostrą Bramę pierwszego lepszego bezdomnego. Był miły i odprowadził nas do samego celu, więc dałam mu euro i życzyłam miłego dnia. Ludzie w Wilnie byli bardzo uprzejmi i miło się z nimi gawędziło. W komentarzach pisaliście, że spotkaliście się z innymi reakcjami i że jest antypolsko. Nie wiem, może to kwestia tego, ze jestem miła, uprzejma i uśmiechnięta? Poza pocztą w Solcu kujawskim nikt nigdy do mnie nie burczy 😀

Tuż pod Ostrą Bramą znajdowało się nasze miejsce noclegu – Center Stay Hostel. Jakieś 120 metrów od Ostrej Bramy, z internetem i kuchnią. Łazienka na korytarzu, ale to studencki wypad więc żaden problem :).  My brałyśmy “dwójkę”, bo jednak zostawianie tobołków w ośmioosobowym pokoju różnie wygląda. Cena za osobę – 12 euro. Miejsce w ósemce kosztuje 8,90 euro.

Ale można też zostawić bagaże za mniej niż 2 euro – opcja dla tych, którzy nie chcą spać albo w Wilnie są tylko przejazdem.

W hostelu miła recepcjonistka mówi po polsku. Z lady warto zgarnąć mapkę i rozejrzeć się za kuponami zniżkowymi na jedzenie ;). Ale o jedzeniu i cenach w kolejnym tekście :).
Czysto, schludnie, prosto i bez luksusów. Trzeba sobie ubrać pościel i włączyć ogrzewanie.
Rzuciłyśmy rzeczy, odświeżyłyśmy się i ruszyłyśmy poznawać miasto :).
Ostra brama… i o to tyle krzyku? 😀 (tutaj nadmienię, że było bardzo zimno i większość zdjęć powstała przez przypadkowe naciśnięcie spustu migawki, bo aparat dyndał sobie na szyi :). 
Z drugiej strony Ostra Brama wygląda nieco ładniej. Jak widać po kostce brukowej – ciągle kropił deszcz ;). 
Ruszyłyśmy spokojnie na spacer wileńskimi uliczkami. Cel? Poczuć klimat miasta i namierzyć miejsce z jakimś dobrym jedzeniem :).
Po posiłku szłyśmy dalej przed siebie. Szerokie ulice i deptaki, pięknie odnowione kamienice i bardzo dużo kościołów – to najlepiej podsumowuje spacer :).
Idąc przed siebie, zobaczyłyśmy na horyzoncie wzgórze z Basztą Giedymina. Szczerze mówiąc to pomyślałam “ojej, już?” – na mapie wydawało się to bardzo daleko 😀
Wejście jest łatwe i przyjemne, ale dla leni jest też opcja podjechania sobie taką niby-windą. Było trochę mokro i stopy ślizgały się na kamieniach…ale dla celu warto 🙂
Widok na skąpane w deszczowych chmurach miasto. Na żywo piękny i wart “wspinaczki” 😀 Myślę, że wiosną lub latem jest tu bardzo pięknie!

Kilka zdjęć, selfie na tle widoczku i wracamy na dół, bo czasu mało a zaraz będzie ciemno :).

 Tak, jak doszłyśmy to już było zamknięte 😀

 Wilno nocą – wciąż ładne, wciąż puste. Nie odnotowałam pijalni wódki ani zapitych mord wyłaniających się z bram. Spokojnie, kulturalnie…i bardzo cicho :).
Potem chyba znów coś zjadłyśmy, poszłyśmy na chwilę do hostelu i drugi raz na miasto:) Ale zdjęć już brak, bo było baaaaardzo zimno!

Kojarzycie ten moment z filmu Kevin sam w domu, kiedy Kevin aby odstraszyć włamywaczy odtwarza fragment filmu w którym facet każe zabrać dupy w troki bo inaczej nafaszeruje je ołowiem? My też postanowiłyśmy zabrać dupy w Troki.

Rano grzecznie wymeldowałyśmy się z hostelu i ruszyłyśmy na dworzec 😉 Cel – Troki. Odjazd : 7:50.
Bilet normalny :1,70 euro. Studenckim można jechać tylko z kartą euro26.
Widok z autobusu :
Smutno i ponuro. Nie było tu Kazimierza Wielkiego i Wilno wciąż drewniane 😀
Po czterdziestu minutach jazdy, zatrzymałyśmy się na dworcu. Upewnienie się co do powrotów (miła pani ze złotym zębem też mówi po polsku :), spojrzenie na mapę i spacerek w kierunku zamku na wodzie.
Szłyśmy przed siebie, ulicą po lewej.
Inna zabudowa…inna epoka 😀 Czułam się, jakbym odbyła podróż w czasie. Serio. Kultura karaimska jest całkiem inna i to był ciekawy spacer.

 Takie sobie kontrasty. Tu kościół na bogato, drugi na bogaciej a ludzie mieszkają w chatkach. Na podwórkach typowy “pierdolnik”.

Domki miały fantazyjne kolory, różowe, zielone, niebieskie. Mnie szczególnie urzekł ten pająk 😀 Większość budynków miała dachy z azbestowych płyt. To się nazywa chyba eternit? 
Karaimi są podobno najmniejszą mniejszością narodową w Europie. Dawno temu, książę litewski sprowadził sobie trochę ich rodzin w okolice swojego zamku. Są to rodziny z terenów dzisiejszej Turcji, Iranu i okolic. Dzisiaj pielęgnują w Trokach swoją kulturę. Zachowała się tez ich kuchnia (pycha!). Jest to mega ciekawe, ze 30 km od stolicy Litwy, w małej miejscowości jest całkiem inny świat.
W końcu dotarłyśmy niemal na miejsce. Do zamku wiodą dwa mosty. Od Sylwestra chyba nie było tam temperatur na plusie, bo na powierzchni wciąż były przymarznięte pozostałości po fajerwerkach 🙂
Drugi most był już bardziej obiecujący. 
Uspokajam bojaźliwych – most bardzo solidny i stabilny 😀
Na miejscu okazało się, za zamek czynny dopiero od dziesiątej. no cóż…udałyśmy się na drugi spacer 😀

 Czy jest coś gorszego od krasnali ogrodowych? Te niebieskie pieńki z  pianką do uszczelniania czy jak to się tam nazywa, zamiast brody 😀 Pełno ich tam!

 Knajpka z miłym napisem. W gablocie wisiały rekomendacje klientów z całego świata.

 Na wielu domach są tabliczki głoszące, że tutaj urodził się architekt, tutaj jakiś muzyk…a ta rozczuliła mnie najbardziej :)). Boskie!

Na pewno mieszkańcy tej miejscowości mają łatwiej, jeśli chodzi o zabieranie swoich dziewczyn na romantyczne spacery, bo wiosną lub latem, czy nawet złotą jesienią – Troki muszą wyglądać przepięknie.

 W końcu kupiłam niezwykle gustowny bilet na zamek 😀 Studencki ; 2,32 euro. Nikt nie wołał karty euro26. Podobno z tym biletem wszystkie muzea na terenie Troków są za jakąs symboliczną dopłatą rzędu kilku centów. Ale była niedziela, a nas muzea niezbyt kręcą :)).

 Zamek jak zamek – ładny. Niestety spora część była w remoncie 😀

Najbardziej reprezentacyjna sala w zamku. Pilnowała jej kobieta pisząca sms-y – w innych salach pracownicy siedzą raczej dwójkami i piją kawę ;).
W zamku wszędzie było stromo i nie napstrykałam za dużo zdjęć. Schody jak w niektórych starych kamienicach. Ale całość ładnie odrestaurowana i warto zobaczyć. Spora część eksponatów dotyczy wspólnej historii z czasów gdy Polska i Litwa były jednym :).
A to już na lądzie, zamek na półwyspie. Ruiny. Przynajmniej tak nam powiedziano 😉
mam wrażenie, że na Litwie wszystkie kościoły mają cudowne, uzdrawiające obrazy lub rzeźby. 
W drodze powrotnej potestowałyśmy kuchnię karaimską i o 12:30 wsiadłyśmy do powrotnego autobusu.
Rzecz śmieszna, bo kierowca podjechał i wysiadł otworzyć luk bagażowy dla jednej pani. A pasażerowi po prostu sobie wsiedli, nie czekają na niego 😀 Potem sam kierowca nie mógł dopchać się do autobusu.
Śmiesznie 😀
Ale może to dlatego, że było zimno :).
Z powrotem drugi raz skoczyłyśmy do wielkiej hali targowej. Ja kupiłam sporo tradycyjnych przysmaków. Cieszę się, że ktoś pamięta w Europie na czym polega handel, bo sprzedawcy znają się na rzeczy. Uśmiech, targowanie się, częstowanie specjałami :).
Ale o cenach i jedzeniu innym razem 😉
Na Litwie kiszone jest chyba wszystko. Jako wielka fanka czosnku byłam zafascynowana kiszonym czosnkiem. Przypomniałam sobie jednak, że wracam polskim busem, razem z innymi ludźmi. Odpuściłam sobie ten kulinarny eksperyment dla dobra ogółu 😀 Przyznam, że po przyjeździe do domu zaraz kupiłam kiszone ogórki, zjadłam je i do wody po ogórkach wpakowałam kilka główek czosnku. Ciekawe jak będzie smakować!

Robiąc zakupy u miejscowych handlarzy człowiek świetnie się bawi. Bardzo dużo tam Polaków, np. pani która handlowała miodem od razu wyczuła, że jestem Polką i zaczęła opowiadać o tym,że ona też. Od razu kazała nam odwiedzić mogiłę Piłsudskiego. A miody miała przepyszne! Nawet jeśli 80% tych historii to tani bajer dla frajerów – i tak fajnie ;).

Zaliczyłyśmy jeszcze spacer, zjadłyśmy co nieco i o szesnastej wsiadłyśmy w powrotny bus 🙂
A, jeszcze po drodze rzuciłam okiem o co tyle krzyku z tą całą matką ostrobramską. Jest. I świeci.
Ja tego nie rozumiem, ale szanuję.
Jak widać – Wilno zobaczyłyśmy w 25 h. 
Koszt :
Polskibus x 2 = 63,50 zł
Hostel : 12 euro
Bilet autobusowy Troki-Wilno x2 – 3,40 euro
Zamek w Trokach : 2,32 euro

Co można było zrobić lepiej/taniej?
Do Wilna jeździ też SimpleExpress – można wyjechać wieczorem w z warszawy i być w Wilnie o ósmej rano. Stała cena na SE to 35 zł od osoby. Powrót można ogarnąć na 23:50 czy tam 10 minut po północy – nie trzeba wtedy nocelu i rano znów jesteśmy w Warszawie. Bilet na polskibus można upolować już za 1zł ;-).
Jak człowiek się postara, to zmieści się w stówce z jedzeniem ;-).
Ja do Wilna na pewno wrócę ;-).



poprzedni tekst: https://www.aniamaluje.com/2015/03/jaki-kolor-maja-twoje-emocje-czy-warto.html

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Uściski, Ania

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Previous
Jaki kolor mają Twoje emocje? Czy warto być naturalnym? -40% na perfumy i 10 najlepszych….[TYGODNIK]
Jak zorganizować wycieczkę do Wilna za 100 zł?