Rimmel Apocalips Phenomenon

Z chwilą, kiedy zeszłam z czerni, na nowo pokochałam szminki i błyszczyki nude. W momencie w którym na rynku pojawiły  się apocalipsy  rimmela, zdecydowałam się na odcień phenomenon. Czy jestem zadowolona?


Produkt zamknięty jest w typowo błyszczykowym opakowaniu. Zupełnie inny jest natomiast aplikator z wyraźnym zagłębieniem.
Sama aplikacja jest bardzo przyjemna. Produkt nazywany jest lakierem do ust, dla mnie to po prostu błyszczyk z przedłużoną trwałością i efektem tafli.
Tylko ten odcień... nie podoba mi się jego smak i to, że zbiera się w załamaniach ust. Kolor sam w sobie jest ładny, ale ja wyglądam w nim po prostu za trupio. To taki pastelowy nude, lekko złamany brzoskwinią. Nałożony bardzo cienką warstwą wygląda jeszcze jakoś, natomiast grubszą... cóż, mnie ten kolor zupełnie nie leży. Jeśli komuś pasuje, to być może blondynkom :)


kosztuje ok. 30 zł, ja swój użyłam jeden jedyny raz i wymieniałam na inny produkt podczas spotkania blogerek.
Jutro ukaże się rozwojowy czwartek. Tymczasem ja muszę pomyśleć, co zrobić z włosami. Chciałam zrównać jaśniejszy brąz z czubka głowy  z końcami. Udało się, ale niestety mam teraz na całej długości nietwarzowy odcień rudego ;).

Follow on Bloglovin


Share

Technologia Blogger.