Znasz to specyficzne uczucie rozczarowania, gdy wszyscy coś polecają i pod wpływem tych rekomendacji radośnie ruszasz do sklepu albo kupujesz wycieczkę i...lipa? Zachwalane miejsce jest rozczarowujące a produkt beznadziejny?
Nie mówię o tych sytuacjach, gdy dziewczyna o tłustej cerze kupuje krem do skóry suchej, bo często zapominamy o „tle”, ale o takich momentach gdy ktoś pokazywał same rajskie zakątki a miejsce okazuje się... brzydkie. Brudne, niebezpieczne, zaniedbane albo z niedobrym jedzeniem. Takie rozczarowanie miałam na #Santorini :D Bawiłam się fajnie, bo był ślub i wesele, byli fajni ludzie, ale tłok jak skurczysyn, ludzie stojący w 30 minutowych kolejkach by zrobić sobie zdjęcie z niebieską kopułą, męczone osiołki i mnóstwo zaniedbanych psów... Bardzo zaniedbanych i bezdomnych psów i wychudzonych kotów, chociaż hotele wyrzucały mnóstwo jedzenia.
To nie był mój jedyny wyjazd 2018, ale gdybym cały rok odkładała na urlop i zaciskała pasa by przekonać się, że Santorini w sezonie ocieka komerchą i nie jest całe białe i jak z pocztówki - chyba bym się popłakała. Jestem zupełnie szczerze ciekawa, czy masz takie swoje wielkie rozczarowanie. Produkt, miejsce, cokolwiek. Coś szeroko zachwalanego, co u ciebie się w ogóle nie sprawdziło ;)
#santorinigreece #santoriniisland #thira #oiasantorini #grecja #greekisland #lovegreece #discovergreece #summeringreece #sukienka #maxidresses #bohodress #stylizacja #instafashionblogger #vacationstyle #polishblogger #blogerka #travelwomen #girlvsglobe #girlsjustwannatravel #lovetravelling #podróż #podróżemałeiduże #travelstory

Znasz to specyficzne uczucie rozczarowania,...

Czasami czuję się jak te małe tarty -wczorajsza. Nie zawsze dzień układa się jakbym chciała. Bez powodu czuję się rozmemłana. A wiem, że jestem człowiekim zadaniowym i niektóre rzeczy muszę jak zadania traktować. Kolega mi się kiedyś żalił, że jego żona potwornie narzeka na to, że nie kupuje jej spontanicznie kwiatów i w ogóle rzadko ją zaskakuje. A kolega z tych, co to nawet zakup plecaka poprzedzają researchem i czytaniem analiz... Więc wpisałam mu te kwiaty w losowych miejscach w kalendarzu. Żona zadowolona, on pamięta o tej zupełnie niespontanicznej spontaniczności, wszystko się zgadza.
Teraz ja wpisałam sobie takie zadanie, by codziennie zrobić jedną rzecz DLA SIEBIE. Taki #selfcare, codziennie minimum jedna rzecz dla mnie. Jutro idę na rzęsy, dzisiaj to było snucie się po domu w pidżamie do piętnastej i przepyszne leniwe śniadanie. Czasem to coś dużego, czasem nie, ale zdecydowanie zbyt często jestem dla wszystkich pomocna i troskliwa, a zapominam o sobie. A Ty? Udało ci się dzisiaj zrobić coś dla siebie? •*•*•*•*•*•*•*•*•*•*•*•*•*•*•*•*•*•*•
#lavieparisienne #frenchfashion #takemetoparis #lestyleàlafrançaise #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisianlifestyle #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #frenchvibes #parismood #modeaparis 
#aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily #różowaśroda #thinkpink #discoverunder50k #aniamaluje

Czasami czuję się jak te...

Czy jest coś co wygląda bardziej idiotycznie niż influencerka robiąca sobie zdjęcia? Z jednej strony sama się z tego śmieję, z drugiej - jak nie zrobię zdjęcia jedzenia, to nie stworzę tekstu o tym, gdzie najlepiej zjeść w danym mieście. Jakbym nie robiła sobie zdjęć w Kijowie czy na Korfu, nie mogłabym stworzyć sensownego wpisu o tym, co tam zobaczyć i jak nie przepłacić ;). Prawdą jednak jest, że 100 prób uchwycenia jakiegoś kadru wygląda komicznie🙈
Ja obecnie dzięki współpracy z @canonpolska testuję ich nowe maleństwo - zoemini S. Aparat natychmiastowy, który od razu drukuje zdjęcia, ale też pozwala je zapisać na karcie albo wydrukować jakieś zdjęcie wprost z Twojego telefonu.
Na razie jestem na początku swojej zabawy i więcej powiedzieć nie mogę (poza tym, że jest mały i śliczny), ale Ty możesz zgarnąć taki sam w konkursie, który właśnie wystartował na profilu @canonpolska - wystarczy opublikować zdjęcie i oznaczyć je odpowiednimi hashtagami😊. Będę szczęśliwa, jak trafi do kogoś z moich obserwatorów :) #CanonPolska #ZachowajChwile #CanonZoemini #ZoeminiS #LiveAndCreate  #kropki #groszki #sukienka #aniamaluje #summeroutfits #ootd #lookdojour #polkadots #summer #frenchvibes #parismood #modeaparis  #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily

Czy jest coś co wygląda...

🎈Nie umiem szczerzyć się nieszczerze😉 - dlatego na większości zdjęć jestem po prostu uśmiechnięta, tak zwyczajnie. Mój nieszczery uśmiech z zębami wyglada jak uśmiech pana Harolda ze stockowych zdjęć. Równie dobrze można sobie wyobrazić, że poza kadrem porywacz trzyma wymierzony pistolet i każe mi się uśmiechać do zdjęcia, by pokazać rodzinie, że jestem cała i można wpłacić za mnie okup🤪
Dlatego zamiast zdjęcia z balonami i wesołym 4️⃣0️⃣🎉, wrzucam zdjęcie z zeszłego roku, kiedy było mi naprawdę przesuper i szczerze szczerzyłam na wszystko, bo miałam cudowny dzień😊
Nie planowałam konkursu na 40 tysięcy followersów, ale zgodnie z Waszą wolą - zapraszam!🎉 Nie wiem, czy 40 000 to dużo, czy niedużo. Zależy od kontekstu.
👉🏻 aby policzyć od 1 do 40 000 po angielsku, potrzeba 11 godzin.
👉🏻 40 000 znaków to arkusz wydawniczy
👉🏻albo liczba mieszkańców Szczecinka 👉🏻 40 000 ludzi to też liczba osób, które umierają rocznie w Polsce przez smog☹️ 40 tysięcy to bywa dużo, bardzo dużo i za dużo. W porównaniu do wielkich insta kont to pewnie malutko, ale liczy się jakość. 
I dlatego chcę Wam symbolicznie podziękować za obecność. Za czytanie tego, co piszę, dawanie lajków, komentowanie, czasami polemikę (z której sama wiele się uczę, jesteście świadkami tego, jak dojrzewają moje poglądy!) a czasami złośliwość i wbijanie szpilki, dzięki czemu wiem, że przez 12 lat działalności w sieci nabyłam na to całkowitą odporność 😉. Nie adresuję zabawy do osób, które są pazerne na nagrody, tylko do tych, którzy serio lubią tu ze mną spędzać czas. Jeśli chcesz wygrać bon/kartę podarunkową o wartości  200 zł do wybranego przez Ciebie sklepu na terenie Polski,zadanie jest proste:
🎉 wstaw na publiczne instastories w dowolnej formie informację o tym, dlaczego warto mnie śledzić na instagramie i oznacz @aniamaluje #aniamalujecelebruje
Tylko tak będę mogła zobaczyć wszystkie stories. Powinny być dostępne 24h, każda wyświetlona zobowiązuję się zaserduszkować, byś miał pewność, że ją widziałam😊
I tyle! Możesz wstawić link do tekstu, który cię zainspirował; wypisać co mój profil zmienił w twoim życiu, wstawić zdjęcie czegoś upichconego z mojego przepisu. ciąg dalszy w komentarzu👇🏻

🎈Nie umiem szczerzyć się nieszczerze😉...

Ostatnio jestem dużo bardziej asertywna. Przestałam robić rzeczy, których nie lubię, a to co do tej pory mówiłam w myślach - mówię głośno. „Niedziela mi nie pasuje, bo to mój dzień dla siebie” „Nie pożyczę ci danej rzeczy, bo ostatnio wróciła do mnie porysowana.” I tak dalej. Lubię ludzi, nawet uwielbiam! Lubię robić dla nich miłe rzeczy, większość gości dostaje u mnie obiad i jakiś deser (często mam ciasto), sama w gości nigdy nie przychodzę z pustymi rękoma. Pomagam starszemu panu wnieść jego zakupy na czwarte piętro, zanoszę jedzenie i niektóre #darylosu do jadłodzielni, często nocuję znajomych. Ale kiedy odmawiam, jestem podobno NIEMIŁA.
Bo mam czelność jeden, jedyny dzień, który jest tylko dla mnie, woleć spędzić w wannie niż spotkać się z kimś na kawę (w ogóle jak ktoś zaprasza mnie na kawę, to znaczy, że mnie nie zna🤪).
Jestem niemiła, bo nie pożyczę drugi raz aparatu komuś, kto go porysował. „Bo przecież i tak był porysowany”. Niemiła, bo drugi raz nie przenocuję kogoś, kto poprzednio obudził mnie o szóstej pytając, gdzie trzymam kawę (serio, kawa weryfikuje czy się znamy dobrze, nie piję kawy🤪).
Okej, mogę być niemiła. Całkowicie wyrosłam z potrzeby bycia lubianą przez każdego. Jeśli bycie lubianą oznacza bycie wykorzystywaną - wolę jak ten ktoś nie będzie mnie lubić.
I o jeny, jakie to było proste. Serio. Jeśli ktoś mnie szanuje i naprawdę lubi, zrozumie moje nie, gdy czegoś mu odmówię. Jeśli będzie próbował mnie emocjonalnie szantażować - widocznie nigdy tak naprawdę mnie nie szanował.
Takie proste, a jakie trudne było kiedyś. Nie mogę uwierzyć, że kiedyś tak bardzo się z tymi odmowami w środku męczyłam!
#szczerze_pisząc #lato #kapelusz #canotier #hat #sukienka #100dnibezspodni #summeroutfits #ootdfashion #ootdsubmit #parisianstyle #parismood #theparisguru #aniamaluje

Ostatnio jestem dużo bardziej asertywna....

Pamiętacie mój tekst o tym, że byłam kiedyś konkursomaniaczką? Super było zobaczyć, jak zwycięzcy loterii Hochland otrzymują kluczyki do swoich nowych aut. Ja nigdy nie wygrałam tak cennej nagrody, najbardziej wartościową rzeczą jaką dostałam był laptop :). Jestem ciekawa jak to jest u Was, wierzycie w konkursy, czy macie wrażenie, że te nagrody istnieją jedynie na materiałach reklamowych? :) Byłam osobiście, sprawdziłam - zwycięzcy istnieją :D
Co najcenniejszego kiedykolwiek udało Cię się wygrać?

@hochland_pl; #25lathochland; #loteriahochland; #hochland; #szkolniprzyjaciele #konkurs #wygrana #konkursomaniaczka #wakacje #lato #100dnibezspodni #aniamaluje #summeroutfits 
Post we współpracy z @hochland_pl

Pamiętacie mój tekst o tym,...

Dbasz o odpoczynek? Za każdym razem, gdy o nim zapominałam, to trafiał się taki z musu. Np. był czas, że miałam deadline za deadlinem, do tego mnóstwo obowiązków na studiach doktoranckich, blog na głowie i jeszcze zajęcia z dziećmi. Spałam po 3-4h i jebs - w środku tego zapieprzu strasznie się pochorowałam. 
I tak jest zawsze, im bardziej sobie podkręcałam tempo, tym w bardziej niespodziewanym momencie uruchamiała się procedura awaryjnego odłączenia mi zasilania i elo - nie chciałaś babo odpocząć, to będziesz leżeć!
Kiedyś myślałam, że to dokręcanie śrubki to cnota, że tak trzeba. Że uczciwie zarobione pieniądze, to pieniądze zarobione ciężko. I że nie zasługuję na odpoczynek. Mając 33,5 stopnia Celsjusza wyszłam ze szpitala na dwie godziny, by napisać kolokwium i wrócić.

Ogromnym przełomem było wprowadzenie niedziel tylko dla siebie. A jak w środku dnia potrzebuję drzemki, to nie piję kawy ani energetyka, tylko ją sobie ucinam.
Kiedyś pomyślałabym - pff, co za leniwa dziewucha, czym ona się niby tak zmęczyła?
Dzisiaj jestem dumna z tego, że nauczyłam się siebie szanować.

Pssst!!! Na stories jest wielkie Q&A, możecie pytać o wszystko, będę odpowiadać za jakieś 2 godzinki ;)
#szczerze_pisząc #lato #wakacje #blogerka #podróże #korfu #kerkira #grecja #summeroutfit #lookdujour #outfitinspiration #summerdress #travelgirl #girlswhotravel #aniamaluje

Dbasz o odpoczynek? Za każdym...

Jest taki mało śmieszny żart, że diabeł proponuje Polakowi cokolwiek, ale pod warunkiem, że jego sąsiad dostanie dwa razy tyle. Dom, samochód, wspaniała żona, miliony na koncie, szczęśliwe życie... Niby bajka, ale wszystko to Polakowi wydawało się marne, gdy pomyślał, że sąsiad dostanie to x2.Więc po namyśle stwierdził: diable, wyłup mi oko!Nie chcę wierzyć, że tacy jesteśmy! Wielu z nas działa społecznie na rzecz ważnych dla nich spraw. Zgłasza własne wnioski wykorzystania środków z budżetu partycypacyjnego. Gdy pokazuję na stories że sprzątam czasem śmieci po innych ludziach na pikniku czy nad jeziorem, wysyłacie zdjęcia śmieci, które sami pozbieraliście.Wiele osób ma chęci i zapał, ale nie ma po prostu czasu albo pieniędzy.
Myślę, że spodoba im się akcja Cif Witaj Piękna Polsko, gdzie jeszcze do 11.07 możecie zgłaszać miejsca, które Cif powinien poddać renowacji. Wystarczy dodać zdjęcie i opis takiego zaniedbanego murka czy przejścia, a jak uda się trafić do zwycięzkiej ósemki - resztą zajmie się Cif.

Więcej na stronie witajpieknapolsko.pl

Wpis przy współpracy w ramach akcji Cif Witaj Piękna Polsko ————————————— #lavieparisienne #frenchfashion #takemetoparis #lestyleàlafrançaise #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisianlifestyle #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #frenchvibes #parismood #modeaparis  #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily #sukienka #koszyk #kropki #polkadots

Jest taki mało śmieszny żart,...

Skok w nadświetlną.
Albo inny głupi podpis.
Uważam, że #Warszawa ma w sobie COŚ. Kiedyś jej nie lubiłam, dzisiaj uwielbiam. Jest pełna kontrastów i różnorodna, czasami szpetna, czasami piękna. Trochę jak taki brzydki patchworkowy koc dla pieska, zrobiony z niepasujących do siebie ścinków i skrawków materiału. Dziwnym trafem to właśnie ten koc pies musi mieć w legowisku, chociaż ma inne, porządne akcesoria i zabawki. 
Warszawa jest jak taki kocyk.
Z @maxozaurus 
#warszawa #warsaw #pkin #palaceofcultureandscience #igerswarsaw #palackultury #polska #poland #lato #wakacje #fontanna

Skok w nadświetlną. Albo inny...

Ładne zdjęcie? To przewiń w palcem w bok i zobacz to zrobione sekundę później :D 
A jak masz ochotę bardziej się pośmiać, to zapraszam na bloga. W najnowszym tygodniku jest streszczenie telenoweli. Płakałam ze śmiechu, bo takie głupoty oglądała moja babcia i wszystkie jej koleżanki.
Pomyśleć, że potem ci sami ludzie nam mówią „tylko w tych komputerach siedzą, nic mądrego tam nie ma” oglądaliście telenowele? Jeśli tak, jakie? Ja oglądałam Luz Clarita🙈🙈🙈 😅 #lavieparisienne #frenchfashion #takemetoparis #lestyleàlafrançaise #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisianlifestyle #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #frenchvibes #parismood #modeaparis  #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily #sukienka #wzbożu #zboże #aniamaluje #lato #lato2019 #wakacje

Ładne zdjęcie? To przewiń w...

Dlaczego w-f ssie.

  Jestem jedną z tych osób, które nigdy nie lubiły w-fu. Po luźnej rozmowie z koleżanką,  chciałabym zastanowić się nad przyczynami, dla których te lekcje są koszmarem tysięcy uczniów w całej Polsce.

 Interesuje mnie to tym bardziej, że od poniedziałku mam praktyki w podstawówce i nie chcę popełnić jakiegoś strasznego błędu! 
Pomożecie?


Wf był dla mnie koszmarną lekcją. Mam problemy oddechowe i jakoś nie jestem wybitnie skoordynowana. Przez podstawówkę, gimnazjum i liceum nie lubiłam ćwiczyć na wf-ie. A mimo to chodziłam 10 lat na karate, 2-3 razy w tygodniu po 1,5h! I tam ćwiczyć lubiłam.
Więc problem nie leży w niechęci do ruchu, co to, to nie!
 W maju na praktykach w 3 klasie podstawówki prowadziłam z koleżanką wf i dzieciom się podobało – zamieniłyśmy go w zabawy z chustą animacyjną, ale wszystkie miały sportowy charakter. No i ustawione były tak, żeby wszyscy w grupie musieli ze sobą współpracować. Pod koniec zajęć uczniowie byli zdziwieni i zasmuceni, że już trzeba zwolnić salę. To było coś pięknego!
 Nie, że się chwalę, ale naprawdę wkurza mnie pieprzenie od rzeczy, że to uczniowie są tacy źli i bla bla, nie ruszają się, jedzą hamburgery i z roku na rok są większymi pokrakami.
Nie. To system jest zły!

Po pierwsze : nauczyciele. Mało inwencji, nastawienie często na jedną (ich zdaniem najlepszą) grę, np. siatkówkę. Dużo sprawdzania, mało NAUCZANIA. Brak umiejętności motywowania!
Po drugie : system oceniania. Jestem zwolennikiem tego, żeby oceniać uczniów po : 
– staraniach i zaangażowaniu
– po postępach jakich dokonują.
A nie na zasadzie : Ola ma pierwszy czas więc szóstka, trzy kolejne osoby mają piątki, tyt ty i ty czwórki  a reszta ma po trójce. Bezsens! Każdy rozwija się w innym tempie, każdy jest dobry w czymś innym.

Po trzecie : czas. Kiedy to jest pierwsza albo środkowa lekcja, i człowiek ma przed sobą perspektywę śmierdzenia potem przez resztę zajęć, to odechciewa się starać. Bo i po co? Nie ma czasu ani warunków na prysznic, przebrać się trzeba w 4 minuty bo już czeka kolejna grupa.


Po czwarte : gdzie duch rywalizacji? Jak ktoś źle odbije w jakiejś grze to wszyscy się na niego drą, bo przecież tylko najlepsza drużyna dostanie piątki. Zamiast współdziałania uczy się jakiejś chorej walki między drużynami, niemal na śmierć i życie, która oczywiście potem pięknie procentuje w życiu codziennym.

Znam masę osób które coś ćwiczą albo trenują i to z wielką chęcią, a wfu nie lubią.
Ja polubiłam go dopiero na studiach, gdzie prowadzący był ludzki i ogarnięty. Słuchał naszych propozycji (koleżanka dwa razy prowadziła zumbę), nie czepiał się nieistotnych rzeczy i w ogóle było ok.

 Fora internetowe huczą od pytań w stylu “jak załatwić sobie zwolnienie z wfu na cały rok?”. Nie dziwi mnie to ani trochę. Miałam co prawda takie zwolnienie zawsze w zasięgu ręki, bo z moim codziennym duszeniem się i odpluwaniem tego co mi naprodukują oskrzela to nie jest problem, ale jakoś nigdy po nie nie poszłam. 
Ostatnio pokochałam ćwiczenia. Od 9 dni ćwiczę z Jilian i kocham to! Dlaczego szkoła robi wszystko, żeby uczniowie nienawidzili ćwiczyć?
Bardzo motywujący jest przykład jaki daje Magnus Schewing, twórca bajki dla dzieci “Lazy Town” czyli Lenicuhowo.
Założył się kiedyś z kolegą, że w ciągu trzech lat osiągnie sukces w jakiejś dziedzinie sportu której nigdy nie uprawiał. Kolega wybrał mu aeorbik. Magnus wygrał zakład, został mistrzem na wielu zawodach i pokochał ten styl życia. Tutaj można obejrzeć jego historię. Jest jednym najbogatszych ludzi na świecie.

Co najbardziej wkurzało Was w wuefie? A może są tu tacy, którzy mieli fajnych nauczycieli i lubili wf? 😉
Uściski, Ania

108
Dodaj komentarz

avatar
75 Comment threads
33 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
0 Comment authors
AnonimowyGabrysiaJust.AniamalujeMagda Dom Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Anonimowy
Gość
Anonimowy

nauczyciele idą na łatwiznę – macie piłkę i róbcie co chcecie.. ważne jest odpowiednie podejście do przedmiotu i uczniów. 🙂

Weronika
Gość

rzeczywiście teraz kiedy sama mogę wybierać dyscypliny to podoba mi się sport za to w szkole był męczarnią, największym szczęściem było roczne zwolnienie za wyrostek robaczkowy 😉

Mała wredota
Gość

Miałam właśnie takie problemy jak w/w. Zawsze stresowałam się na wf, bo nie mam świetnej kondycji i mam dwie lewe ręce jeśli chodzi o sporty grupowe. Zawsze jak źle odbiłam strzelano dziwne miny. Ewidentnie było widać irytację xd Na studiach już było trochę lepiej. Potem zaczęłam ćwiczyć BBL i bardzo polubiłam takie ćwiczenia. Myślę żeby znowu teraz zacząć jakąś serię, bo BBL zaniechałam po długotrwałym bólu kolana, które nabawiłam się intensywnie ćwicząc 🙂

Mała wredota
Gość

Przy 2 tygodniu zaczęłam wyłączać głos i puszczać muzykę. O wiele lepiej ćwiczyło się 😛 Zresztą prowadzący jak prowadzący, ale te babki co tam z nim ćwiczyły tak mnie irytowały. Ja tu wylewam siódme poty, a one z uśmiechem na twarzy, bez żadnego problemu ćwiczą sobie 😀

Liu
Gość

zupełnie się z Tobą zgadzam!!!
lubie się czasem na w-fie wyszumiieć, wybiegać i wypocić, ale tak jak napisałaś system jest zły

szkoda, że i tak w tym temacie się raczej nic nie zmieni

pozdrawiam 🙂

http://www.liubeauty.blogspot.com

Bambi
Gość

Mnie wkurzało to, że przez to, że nie miałam predyspozycji do większości ocenianych konkurencji (m.in rzut piłką lekarską) najgorsze oceny miałam właśnie z wuefu. Niestety nie miałam również szczęścia do nauczycieli. Zwykle wydali dyspozycje: gra w zbijaka (wtf!)ewentualnie siatkówkę, a sami szli do kantorka na pogaduchy. Nikt z nich nawet nie starał się wytłumaczyć jak powinno się biegać czy też po co się rozciąga itp. Ja miałam "szczęscie" do nauczcieli, którzy odwalali swoją pracę. A system też jest do d.. Jako patyczak nie miłam szans na rywalizację z pozostałymi i to kompletnie mnie demotywowało. Cieszę się, że jednak po wielu… Czytaj więcej »

Zielone Serduszko
Gość

Ja wfu nienawidziłam przez całą podstawówkę, gimnazjum i liceum dokładnie przez wszystkie powody, jakie wymieniłaś. Faworytami byli ci najszybsi, najlepiej grający, a reszta przeciętniaków była udręką dla nauczyciela. Nie patrzono na nas indywidualnie, tylko KAŻDY musiał świetnie grać w to i tamto, dodatkowo jeszcze znać zasady, bo przeciwnym razie był wyśmiewany przez całą grupę, a nie rzadko i przez nauczyciela. Na studiach wf wyglądał już jakby lepiej, chociaż do ideału wciąż czegoś brakowało. Myślę, że to te "złe" wspomnienia szkolne związane ze sportem wykształciły we mnie totalną niechęć do takiej aktywności fizycznej. Pomijam fakt, że nie mam natury sportsmenki, raczej… Czytaj więcej »

gusia2205
Gość

o mamo, zgadzam się chyba z każdym słowem tego postu 🙂Nienawidziłam wfu od podstawówki, kiedy to wychowawca był również wfistą, matematykiem i nauczycielem od przyrody w jednym (wszechstronnie uzdolniony?!), lubił i wyróżniał tych wysportowanych na innych lekcjach, za co go szczerze nie znosiłam, bo uczyłam się bdb, jedynie duszy sportowca nie posiadałam. Zajęcia miałyśmy razem z chłopcami i CIĄGLE graliśmy w piłkę nożną albo biegaliśmy!! Poszłam do gimnazjum, a tam co? albo piłka nożna albo hokej… no kuźwa..W szkole średniej było bardziej różnorodnie, bo i aerobic się zdarzył i nauka tańców, gimnastyka, siatka… Wtedy też ćwiczyłam o wiele chętniej, dostawałam… Czytaj więcej »

Magda Dom
Gość

Długo nie zapomnę na moim wf zaliczenia z "wiosłowania" na specjalnym przyrządzie na siłowni…Jestem osobą mega niską i przez to zawsze na wf miałam gorzej, czy to w siatkówce, czy w koszykówce czy ogółem w wielu, wielu sportach, bo większy wzrost to większy zasięg ramion, nóg i większa siła. Dopóki jednak nie przekładało się to na oceny nie przeszkadzało mi to, a zaliczenia mieliśmy na ogół z biegania i brzuszków, w czym byłam całkiem dobra. I wtedy w gimnazjum to cholerne wiosłowanie… Im dłuższe ktoś miał ramiona i nogi tym dłuższe ruchy mógł wykonywać, a taki kurdupel jak ja musiał… Czytaj więcej »

Mudi
Gość

Jejku jak ja nienawidzę wf! ZAWSZE ta siatkówka. Z chęcią pograłabym w kosza, piłkę nożną, ręczną, unihokeja ale NIEEEE, siatkóweczka.Najgorsze jest to, że w zeszłym roku poszłam z koleżanką do nauczyciela i poprosiłyśmy go żeby zrobił coś innego i na następnej lekcji graliśmy w.. siatkówkę. A w szkole mamy prócz duzej sali- siłownie, salę do aerobiku i salę do pingponga… Na siłowni przez 3 lata nauki byliśmy może ze 5 razy…a są tam nowe rowerki na których bym z chęcią pojeździła.Do tego nauczyciel oczywiscie twierdzi ze my ciagle kłamiemy że jesteśmy niedysponowane i go nie obchodzi że się zwijasz z… Czytaj więcej »

thedarksideoflight
Gość

U jednej nauczycielki dziewczyny musiały ćwiczyć, nie ważne który to był dzień okresu – jak pobiegacie to przestanie boleć… Akurat – ciekawe czy byłaby taka mądra gdyby jej któraś zemdlała na boisku :/ Ja prawie co miesiąc mdlałam pierwszego dnia wracając rano z łazienki – dlatego nawet nie pojawiałam się wtedy w szkole. Nie wyobrażam sobie być zmuszaną w ten dzień do jakiegokolwiek wysiłku.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

A ja przypominam sobie taką sytuację jak w gimnazjum kazano nam biegać wokół boiska. Jedna z dziewczyn nie była w stanie biec dalej i powiedziała nauczycielce, że nie da rady, bo nie może złapać oddechu, a nauczycielka powiedziała, że w takim razie dostanie 1. A ta w płacz i biegnie dalej, zdążyła zrobić pół okrążenia i zemdlała!! Wszyscy się zlecieli, nie było jak jej ocucić, wodą ją polewano i nic. Wreszcie wezwano karetkę. Babsko od w-fu miało przerąbane i już nam nie kazało całej lekcji biegać.

Magda Dom
Gość

Anonimowy, u mnie była bardzo podobna sytuacja, tylko że z kolegą. Chłopak 14 kg niedowagi (wysoki i chudy), zgłosił nauczycielowi, że mu słabo, a ten mu kazał przestać symulować… to pobiegł dalej aż zemdlał :/
Dziwne, że oprócz takiego podejścia jest jeszcze dużo wfistów, którzy łykają jak rybki teksty o tym, że paluszek czy brzuszek boli od prawdziwych symulantów, którzy przez cały semestr potrafią jechać na podobnej wymówce.

M.ina
Gość

Powinno być na zajęciach w-fu więcej różnorodnych ćwiczeń, jakaś lekkoatletyka, nowe sporty. Mnie uczyły zawsze stare baby i im się nic nie chciało, dawały nam piłkę do siatkówki i szły do kantorka (tylko w podstawówce były różne zawody i aktywizacja uczniów). Nauczyciele tego przedmiotu powinni się troszkę bardziej interesować tym przedmiotem, próbować zachęcić uczniów do ruchu a swoim "macie piłkę i grajcie" wcale tego nie czynią.

Annathea
Gość

Wspominam jak większość, kiepsko. Nie lubiłam wfu, bo był nudny, a nauczyciele nie robili nic by to zmienić. Wolałam już zajęcia dla osób z wadami kręgosłupa, na które chodziłam, niby ci sami prowadzący, ale było o wiele ciekawiej. Chyba dlatego, że to nie wuefiści układali program ;).

Kiedy bałam się wykonać jakiegoś fikołka, nauczycielka wolała wstawić mi "niedostateczny" niż pomóc przełamać strach. Było to w początkowych klasach podstawówki, zraziło mnie strasznie.

DorARTthea
Gość

Potwierdzam, gimnastykę korekcyjną w podstawówce naprawdę miło wspominam, mimo że trzeba było na nią czasem specjalnie chodzić po południu. Dawała wycisk w jakiś taki inny sposób, nie po prostu zadyszka i padasz na pysk, tylko sensowny wysiłek mięśni. I robiłam wtedy rzeczy o jakie bym się nie podejrzewała, włącznie z przełamywaniem lęku wysokości…Ale dawałam radę i miałam z tego satysfakcję! I widziałam własne zwiększające się możliwości -stopniowo, powoli, ale jednak. Na normalnych lekcjach WF nie byłam dobra z niczego, co ćwiczyliśmy – najmniejsza i najmłodsza w klasie, na dodatek nieśmiała, więc gry zespołowe też kiepsko mi wychodziły."normalne" lekcje wf zaowocowały… Czytaj więcej »

slimmi
Gość

cóż, miałam fajną i ludzką nauczycielkę w pierwszej klasie gimnazjum, ale niestety tylko przez pierwsze miesiąc. Potem odeszła na macierzyński i znów znienawidziłam wf. Z dokładnie tych samych powodów, jakie wymieniasz w notce. Zresztą nigdy nie lubiłam siatkówki ani palanta, a w zasadzie tylko to było praktykowane w moim gimnazjum i potem liceum.. masakra. Szkoda, że tak ciężko jest znaleźć nauczyciela, któremu chciałoby się wprowadzić ulepszenia i zaszczepić w uczniach pasję do sportu a nie tylko zniechęcać…

calendargirl288
Gość

Wg mnie właśnie największy problem leży w ocenianiu, zgadzam się z tobą, że oceniane powinno być zaangażowanie, postęp, ale też team spirit.Aktualnie studiuje w Holandii i po prostu uwielbiam WF. Po pierwsze jest różnorodny – co tydzień mamy inne zajęcia, był golf, tennis, była siatkówka, ale były też na przykład kręgle. Wiem, że na to w Polsce nie ma środków, ale zwykły WF na sali gimnastycznej też może być różnorodny i dostarczać uczniom przyjemności, a nie powodować, że są skłonni kłamać i udawać, żeby nie musieć brać udziału w lekcji.Inną rzeczą jest też podejście samych uczniów – tu nikt się… Czytaj więcej »

Demene
Gość

Zgadzam się z Tobą w całej rozciągłości. Jeszcze nigdy nie trafiłam na wuefistę,który angażował by się w swoją pracę. W mojej szkole mieliśmy podzielone – całą podstawówkę "uczy" wf-u pani M,w gimnazjum dziewczyny ma pani A,a chłopców pan J. Moją nauczycielką przez parę lat była pani A,stereotyp wuefistki – "macie piłkę i grajcie w ręczną,ja zaraz wrócę". Wracała po chwili z kawą i patrzyła jak gramy…kobiecina się tak napracowała przez te lata,że szok! Pan J. – typowy wuefista,lekcje miałyśmy z nim tylko na zastępstwie. Wyglądało to tak,że kazał chłopakom coś robić przez całą lekcję (typu gra w nożną),a sam kogoś… Czytaj więcej »

ejndzel
Gość

Nienawidziłam WF-u, w ogóle nie miałam na niego ochoty. Dla mnie największą paranoją były oceny – jak można oceniać możliwości fizyczne ludzi, które są różne? Albo stawiać jedynkę za to, że ktoś czegoś nie zrobi, bo się boi…
Tak naprawdę polubiłam WF (a raczej po prostu sport i ruch) teraz, w drugim semestrze pierwszego roku studiów – zapisałam się na spinning i od tej pory zrozumiałam, że sport to przyjemność i, że jest ważny w życiu 🙂 myślę, że wcześniej tego nie rozumiałam właśnie przez to jak wyglądały lekcje WFu, które mnie tylko zniechęcały.

marquisdered
Gość

U mnie na początku w LO miałam nauczycielkę, która tylko siedziała na ławce, my graliśmy w siatkówkę a ona ciągle powtarzała-Boooże, powinni mi płacić odszkodowania za to, że muszę na to patrzeć! Druga znowu spóźniała się 5 minut, 10 sprawdzała listę i nas zawsze okrzyczała, że tak mało osób ćwiczy, dodatkowo parę razy wspomniała o tym, jak to ona miała ciężko na studiach a my jesteśmy takie niewdzięczne, Potem rozgrzewka, parę minut ćwiczymy , nagle krzyczy stop, mamy wszystkie do niej podejść i kolejne 10 minut opowiada, jakie jesteśmy beznadziejne i jak to miała ciężko na studiach… Chyba nie muszę… Czytaj więcej »

whiness
Gość

Popieram Cię całkowicie!
Nie cierpię wuefu w liceum, a i ogólnie, w szkole, przez lata, nigdy nie lubiłam tego przedmiotu. To niepotrzebna farsa, bo nikt zwykle nic sensownego nie robi, wszyscy pseudo-grają w siatkę albo kosza, ewentualnie udają, że ćwiczą. Nauczyciele zwykle mają wszystko gdzieś. Cóż. Tyle. A ćwiczyć, ogółem, lubię, tylko nie tam.

AnisseQ13
Gość

U nas wf wygląda zawsze tak: 5 minut biegania (albo chowania się i opierania o drabinki), reszta siatkówka praktycznie nic innego nie robimy, nauczyciel co jakiś czas robi "zaliczenia" których w ogóle nie ćwiczyliśmy i na ogół wychodzi to słabo, to już w podstawówce ten wf mi lepiej szedł..

Kinga
Gość

Ja nie lubiłam w-f ponieważ, w podstawówce miałam nauczycielkę, która za złe odbicie piłki kazała robić 20 brzuszków. Bywało, że cała klasa biegała całą lekcję (bez odpoczynku)za karę, bo niby źle graliśmy.
W gimnazjum miałam nauczycielkę, która ciągle kazała nam biegać, a w biegach nigdy dobra nie byłam.

Alex
Gość

Ja wlasnie lubie siatkówkę i cieszę się (i nie tylko ja z mojej klasy) za każdym razem jak rozwijają siatke 😉 nie lubie ogolnie wf-u z jednego konkretnego powodu – ludzie wybierają ludzi do drużyny, i kto jest ostatni? Ja, bo nie lubiana, bo coś tam, nie szkodzi, że dobrze gra. Paranoja!

Skarletka
Gość

Jakiś czas temu pisałam o tym, nienawidziłam w-fu, a jeszcze bardziej nauczycielek. Do ucznia na w-fie nie podchodzi się indywidualnie, nie jest oceniany za wysiłek, jaki wkłada, a jedynie za efekt, który mierzy się za pomocą jakiś beznadziejnych tabelek. Dalej: kąśliwe uwagi, pod adresem słabszych, nierealne wymagania – ja np. nie dawałam rady przebiec kilometra bez zatrzymania się, na co nauczyciel straszył jedynką. Poza tym beznadziejna organizacja, "macie piłkę i se grajcie"… długo by wymieniać.

meds
Gość

To bedzie moj 3 rok na zwolnieniu. Cale szczescie, ze jestem szczupla i nawet zrezygnowanie z zajec wfu nie przysporzylo mi dodatkowych kilogramow. Nienawidze wfu, w szkole posiadamy mala, zagrzybiala sale, a ja ze swoja astma dusze sie tam niemilosiernie. Cwiczylam jedynie w 1 klasie technikum, bylam tak zdemotywowana, ze musialam pisac referat, zeby cudem miec 2 na koniec. Istny koszmar. Popieram Twoje argumenty, nauczyciele robia wszystko na odpierdol az przykro, lekcje sa monotonne, a uczniowie znudzeni. I smierdza, fu. Ja ze szczerego serca zycze wszystkim, zeby zwolnienia sobie zalatwili, chyba, ze ich lekcje wfu sa naprawde ciekawe i warte… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

jejku ja też nie lubiłam nigdy w-f . Zawsze coś wymyślałam aby nie ćwiczyć .. marzyłam tylko o zwolnieniu całorocznym no ale nic mi nie dolegało wiec to nie możliwe było. Jednak nie lubiłam w-f z tego powodu ,że np; przec clay rok praktycznie graliśmy w siatkówkę a ja nie byłam w tym dobra a wszyscy jak mi się coś nie udało to zawsze pretensje mieli . W bieganiu byłam na końcu bo nie miałam dobrej konycji a po zatym zawsze po przebiegnięciu części już zaczynały mnie boleć brzuch i raz nawet zemdlałam w podstawówce ;/Tragedia z w-f miałam słabe… Czytaj więcej »

Cosmetics Freak
Gość

Ja też nie lubiłam wf-u. Nieustanne granie w siatkę bym jeszcze przeżyła, ale nie lubiłam biegów na czas na ocenę, fikołków i jakiś innych cudów. W liceum po pierwszej klasie zmieniła nam się nauczycielka na zawodową trenerkę fitness. Od tego momentu na każdy wf chodziłam z chęcią bo wiedziałam, że zajęcia będą świetne: aerobik, pilates, czasem joga.. Miałam lepszą kondycję niż teraz:P

Zyskowa
Gość

no to napisałam długi komentarz, i pojawił się komunikat: Twój kod HTML nie może zostać zaakceptowany: Wartość musi mieć co najwyżej 4 096 znaków

Dlatego w skrócie nie lubię WF i tyle:)

Kasia
Gość

Hahaha nie wiedziałam, że komentarze są ograniczone! Dzięki za ostrzeżenie, ja też się czasem tak rozwijam 😀

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Podpisuję się obiema rękami po Twoim postem, Aniu 🙂 9 lat zajęć wychowania fizycznego to moje zdecydowanie najgorsze wspomnienie ze szkoły, bowiem to właśnie ja byłam tą najgorszą i to zwykle 'przeze mnie' moja drużyna przegrywała. Do tego, że znienawidziłam wf przyczynił się do tego nie tylko fakt, że nie byłam najlepsza z tego przedmiotu, ale również to, że moje nauczycielki mnie nie lubiły i każda moja porażka była głośno komentowana, a że było ich dość dużo… Można sobie wyobrazić, co 'przeżywałam'. Kiedy jednak coś mi się udało, a starałam się zawsze choć trochę się poprawić, uważały, że to przypadek.… Czytaj więcej »

Oczuchmurność (Czarna Orchidea)
Gość

o matko jak ja nienawidzę wf. mam podobną historię jak Ty,teraz też wchodzę na 3 piętro zasapana,z dusznoscią albo bólem serca ale lekarz uważa że jestem zdrowa. To nic,że grę wybiera grupa 'zajebistych w sporcie'. Chyba kupię zwolnienie jak nic,będę mieć 3h więcej do nauki przed matura,a przynajmniej tak sobie tłumaczę:p

meds
Gość

mooooja kreeeew 😀

thedarksideoflight
Gość

Ja miałam fantastyczną nauczycielkę w liceum 🙂 Poza standardowymi grami w siatkę czy kosza, grałyśmy bardzo często w palanta i cała grupa to uwielbiała – zawsze dzieliłyśmy się tak samo w drużyny i moja był na tyle zgrania, że nikt nie krzyczał jak któraś nie trafiła w piłkę 🙂 W drugiej drużynie bywało różnie 😉 Do tego mieliśmy elementy aerobiku, tory przeszkód, rzucanie oszczepem itp. Bardzo często nauczycielka zaskakiwała nas czymś nowym 🙂 Przez miesiąc organizowała kurs yogi i na wszystkich zajęciach byłam. Do tego prowadziła jeszcze jakieś zajęcia, ale jako dojeżdżająca musiałabym czekać na autobus ze 2 godziny, co… Czytaj więcej »

Booklover
Gość

Wf nigdy nie lubiłam i powiem, że zniechęcił mnie skutecznie do jakiegokolwiek ruchu. Dopiero ostatnio byłam na siłowni, przeglądałam ofertę ich zajęć i bardzo mi się spodobało, zaczęłam jeździć na rowerze i w ogóle. Moim zdaniem problem leży w tym, że po prostu nauczyciele wf nie potrafią zrozumieć, że uczą takiego przedmiotu, którego nie da się wyuczyć jak innych przedmiotów. Jedni mają większe inni mniejsze predyspozycje i jeden przebiegnie 10 kółek a drugi w tym czasie zrobi 2. Przez to zawsze wf był dla mnie stresem bo zawsze zostawałam na końcu, a wg mnie wf powinien być przyjemną odskocznią od… Czytaj więcej »

Nikola
Gość

A ja miałam w gimnazjum wuefistkę, która robiła z nami wszystko, ale z kolei na bardzo wysokim poziomie, tak, że mój brak koordynacji i generalna ciapowatość sportowa totalnie nie pomagała i z niczym sobie nie radziłam. A cały czas tylko ćwiczenia wymagające od nas posiadania pewnej techniki…

malawredota
Gość

W podstawówce lubiłam wf, później nie miałam ochoty ćwiczyć. Chyba że graliśmy w siatkę.

Paryska88
Gość

W sumie nie wspominam mojego wuefu jakoś bardzo źle, bywali lepsi i gorsi nauczyciele, ale tragedii nie było 😉 Ale rzeczywiście wuefiści powinni podejść do lekcji trochę bardziej metodycznie, by zaangażować także tych niechętnych uczniów.

frombodytohair
Gość

zgadzam się!;)

Marniaczek
Gość

A w mojej szkole nie jest tak źle chyba. Ja mam wfistę naprawdę w porządku. Graliśmy praktycznie w pierwszym roku we wszystko – ręczna, noga, siatka, kosz, hokej, ping pong + basen i lodowisko (bo szkoła posiada). A w drugiej mamy tzw. sekcje i już każdy wybiera jedną dyscyplinę na cały rok i to tez ma zalety i wady – bo teoretycznie można robić to co się lubi i się czegoś nauczyć, ale co, jak się lubi robić różne rzeczy? Wybrałam w tym roku pływanie i już żałuję, że prawie nigdy się porządnie nie spocę 😉

Remedy
Gość

Oj Aniu znów masz całkowitą rację! Ja przez cały tok mojego nauczania (podstawówka do technikum) nie lubiłam wfu. Ba, momentami wręcz go nienawidziłam! I też chciałam sobie załatwić zwolnienie, no ale ostatecznie z tego zrezygnowałam, bo i tak zapewne nie udałoby mi się go zdobyć. Ale jakoś udało się przeżyć te 'kochane' wfy. W podstawówce wf był najlepszy choć i tak go nie lubiłam. W gimnazjum było już gorzej (m.in przymusowe wyjazdy na basen, na które i tak nie jeździłam :D) No i technikum. W moim kochanym technikum wf przedstawiał się następująco: 99% wfu to siatkówka 1% inne gry i… Czytaj więcej »

Króliczek
Gość

Przez podstawowke i gim "cwiczylam"na wfie,ale nie lubilam tego,lubilam grac tylko w siatke,lub rugby w gim ;d w podstawowce chodzilam na zajecia dodatkowe nawet z siatki,ale na wfie i tak sie stresowalam i nie bylam zbyt dobra w jakis biegach skakaniu przez kozła czy przewrotach w przod i w tyl [oj z przewrotami to mowilam ze nie bede robic bo nie moge wiec niech mi wpisza jedynke,po zmuszaniu mnie do tego przez naucyzcielke nie raz mialam problem z kregoslupem..] wszystkie wfy to byla dla mnie jakas trauma ,teraz jestem 3rok liceum na zwolnieniu, cwicze sama w domu,codziennie jezdze na rowerze… Czytaj więcej »

imprevisivel
Gość

Ja najbardziej nie lubiłam rozgrzewki 😀 Jednak uwielbiam aerobik 🙂 więc może po prostu ćwiczenia przy muzyce 🙂

Majson
Gość

ja nie ćwiczyłam ani w gimnazjum ani w liceum. Na studiach na szczęście WF mieliśmy tylko rok 🙂

Basia
Gość

też nie przepadałam za wfem przez nauczycieli 🙁

*Natalia*
Gość

Ja wspominam lekcje wf-u całkiem dobrze, byłam dobra z siatkówki i w kosza, ale jeśli chodzi o lekkoatletykę to musiałam wiele z siebie dać. Na szczęście zawsze miałam wsparcie nauczyciela, także nie mogę powiedzieć, że te lekcje były dla mnie udręką. Jednak to co wyżej piszą Dziewczyny jest powszechne. Niestety. Nie rozumiem podejścia nauczycieli, kurczę czego oni się nauczyli na studiach? Nikt im nie mówił o podmiotowości ucznia? Czy po prostu zapomnieli o tym…Nie chcę stać się nauczycielem, który nie zważa na to, podczas praktyk miałam dobry kontakt z uczniami z podstawówki i gimnazjum, nie wyobrażam sobie innej sytuacji gdy… Czytaj więcej »

kosmetyczny-przekladaniec
Gość

Oooo temat o którym bym mogła przynajmniej esej napisać!!!Dzięki lekcjom w-f nienawidziłam sportu! Brawo systemie edukacji! Dopiero gdy się uwolniłam od szkolnego w-f (zwolnienie lekarskie), nagle odkryłam, że ej to jest całkiem fajne. Chodziłam na siłownie, ćwiczyłam z Carmen Electrą, spróbowałam jogi. Teraz wróciłam do jazdy na rowerze, a nawet nauczyłam się w końcu jeździć na rolkach! Nie wspomnę już, co się działo jak odkryłam gry sportowo-ruchowe na Nintendo Wii 🙂Nigdy nie będę typem "sportsmenki", jestem dość leniwa, ale okazało się, że sport i ruch nie robią krzywdy, wręcz przeciwnie.Może teraz jeszcze czemu tak bardzo nienawidziłam tych lekcji. Powody generalnie… Czytaj więcej »

Enka
Gość

podpisuje sie pod tym obiema rękami. Ja tez jeśli tylko mogłam to nie ćwiczyłam na wfie, bo po prostu niespecjalnie lubiłam te zajęcia, mimo tego, że poza szkołą nie stroniłam od aktywności fizycznej: jeździłam na rowerze, biegałam, grałam w piłkę…

narratorka
Gość

Zgadzam się z Wszystkim. Ja też nigdy nie libiłam wf-u bo to była tylko siatkówka. Oceny za miejsca, liczbę serwów itp. Poza tym wstydziłam się przed super wysportowanymi kolezankami. W liceum polubiłam wf. Tutaj jest dużo różnych descyplin, każdy jest dobry w czymś innym 🙂

Dziidka
Gość

To co tu naposałaś to czysta prawda ! Ja jestem dopiero w 2 gim więc jeszcze długo się pomęczę .. -,-

Laura
Gość
Laura

Dla mnie chyba najgorsze było to, że nikt mnie nigdy nie NAUCZYŁ, jak mam grać w tą siatkę/nogę/koszykówkę/hokej… Nie wiedziałam, jak mam ustawić ciało, żeby dobrze odbić (albo kopnąć) piłkę, nie rozumiałam też zasad panujących na boisku – ja bym się chętnie postarała dobrze grać, ale nie wiedziałam jak! To po pierwsze. 😉 Po drugie, zmuszanie do wysiłku ponad możliwości. Dzisiaj wydaje mi się to absurdalne, że ze łzami w oczach i wszystkim, co zjadłam tego dnia, w gardle, biegłam ze wszystkich sił i tak zostając w tyle za wszystkimi a bojąc się zatrzymać, żeby nauczycielka na mnie nie nakrzyczała.… Czytaj więcej »

Aiv.
Gość

Święta prawda. Nauczycieli nie obchodzi to, że 1 lekcja to w-f, uczniowie się pocą, a później nauczyciele mówią, że się nie myją, bo śmierdzą? Halo.. pocimy się, a to, że pierwsza lekcja to w-f to tylko i wyłącznie wina nauczycieli. System oceniania jest do bani. Ja np. wolno biegam. Jestem drobną dziewczyną, nie lubię sportu i wolno biegam. I co, dostanę 3 mimo tego, że się angażuje, bo nie chcę źle wypaść? Bezsens.Jutro mam 1 wf o.O nie ćwiczę ;D Nie chcę później się krępować moim potem (wszyscy się pocą, włosomaniaczki niestety też ;p ) przy znajomych. Facet od w-f… Czytaj więcej »

Kasia
Gość

Serio Ania, o wuefie nawet nie chce mi się gadać, bo to jest niewyczerpany temat… :/ Nigdy nie zapomnę mojej skretyniałej nauczycielki wuefu z gimnazjum, Elci, którą przezywaliśmy wstrętnie od tuszy i nazwiska. Babka koło 50-tki, przy kości, do tego leniwa i niewyrozumiała. Nie potrafiłam zrobić przewrotu w przód, bałam się – to taki lęk, którego nie da się przezwyciężyć zwykłym 'oj tam, dam radę!'. Materac cienki i twardy, ja średnio wygimnastykowana, koszmar. Darła się na mnie, próbowała mnie podrzucić za tyłek, przypadkowo dostała kopa jak wierzgnęłam nie tam, gdzie chciałam. Pokłóciłam się z nią, powiedziałam, że słowami mi tego… Czytaj więcej »

Kasia
Gość

A ja mam pomysł na fajny projekt: jakby tak zebrać wszystkie te dziewczyny, które z wuefu były najgorsze, bo to i tamto i jeszcze owamto, i utworzyć z nich klasę, to może okazałoby się, że wf jednak jest fajny? 🙂 Bo skoro miałybyśmy te same szanse, predyspozycje i to samo zdanie, to wreszcie skończyłaby się nienaturalna rywalizacja! 🙂 Ech, szkoda że w szkole nigdy nikt nie wpadł na taki pomysł: utworzyć SKS dla gimnastycznych beztalenci i pozwolić im się BAWIĆ SPORTEM… :))) PS. Właśnie wpadłam na to, że oprócz biegania mogłabym grać w nogę. Uwielbiam nogę! Albo mogłabym być młynową… Czytaj więcej »

happiness
Gość

Ja również nie przepadałam za wf, ba w gimnazjum i liceum go nie cierpiałam co skończyło się zwolnieniem lekarskim (chyba aż przez lata), ale przecież to nie moja wina, że nie jestem dobrą siatkarką, a tylko to robiliśmy, no dobra w podstawówce była tylko gra w dwa ognie. Ale na szczęście na studiach pokochałam wf i teraz uwielbiam sport. Ostatnio się właśnie zastanawiałam jaki ten system jest chory. Na wf nie robiliśmy żadnych ćwiczeń ogólnorozwojowych i przypomniały mi się testy które były raz do roku, takie sprawdzające ogólną sprawność i tak się zastanawiam jakim cudem wszystkie osoby miały się mieścić… Czytaj więcej »

Magda Dom
Gość

Właśnie na studiach to mi się bardzo podoba, że W KOŃCU MAMY PORZĄDNE ROZGRZEWKI PROWADZONE PRZEZ WYKSZTAŁCONEGO WFISTĘ, A NIE UCZNIA-OCHOTNIKA, które są tak ogólnorozwojowe, że bolą mnie po nich najróżniejsze fragmenty ciała łącznie z tymi mięśniami, o których nie wiedziałam, że je mam 😀Obecnie kiedy w planie mam "siatkówkę", to nie polega to na tym, że dostajemy piłkę i 2h gramy sobie, a nauczyciel patrzy, tylko przez co najmniej połowę tego czasu ćwiczymy odbicia i serwy, osobno, w parach i grupach, a dopiero później przystępujemy do meczowej praktyki 😉Można? Można! Tylko dlaczego w szkołach podstawowych, gimnazjalnych i liceach tego… Czytaj więcej »

Previous
I’m floating around in ecstasy!
Dlaczego w-f ssie.