Nie wiem jak szybki musiałby być aparat, aby uchwycić ten uśmiech na mojej twarzy😅 niestety mam domyślny bitch face, co nie znaczy, że odpowiada on temu co dzieje się u mnie w środku ;). Faktem jest jednak, że ludzie zawsze zauważają „ty się uśmiechasz” gdy się uśmiecham, bo jak ten uśmiech długo jest na mojej twarzy, to znaczy, że jest mi dobrze i błogo.
Ale dzisiaj to się śmieję cały dzień🤣 Nie dość, że wszystko mi fajnie wyszło, to jeszcze rozbawiły mnie do łez wasze wiadomości o tym, co dziwnego zrobiłyście podczas PMS🤪. Chodźcie na stories, jest fajnie! (Serio ten uśmiech jest rzadki, nie umiem się tak uśmiechnąć sztucznie, musi być totalnie autentyczny!)
#aniamaluje #szczerze_pisząc #zamioculcas #plantlady #crazyplantlady #pms #blogerka #uśmiech #radocha #frajda

Nie wiem jak szybki musiałby...

Ależ ja miałam od kilku dni podły humor! Niczym kiepski detektyw chwytałam się banalnych tropów, jak osłabienie i rozdrażnienie po chorobie, ciśnienie, pełnia księżyca, zły stan powietrza... Ten stan narastał od kilku dni, a ja miałam takie „wtf, o co ci chodzi dziewczyno?” Wszystko w życiu idzie jak trzeba, niektóre rzeczy nawet lepiej, skąd ten nastrój?
Zrzuciłam wszystko co mi leżało na wątrobie i co mnie gniotło w różnych sytuacjach, ale nie pomogło.
W życiu bym nie wpadła na to, że z opóźnieniem trzepnęła mnie książka i czytanie o szalenie skomplikowanej sytuacji w Myanmarze (Birmie).
Tak już czasami mam, że reaguję z opóźnieniem. 
Czasami zadziwia mnie z jaką lekkością jednego dnia przeżywam frustrację, bo w żaden sposób nie mogę spuścić napięcia, a drugiego mam wyborny humor, uśmiecham się szeroko i zaśmiewam z prymitywnych memów.
Tylko czemu zawsze to uwolnienie przychodzi wtedy, gdy pozwolę sobie na te brzydkie emocje i przestanę z nimi walczyć?
Pewnie z tego samego powodu, dla którego ludziom wychodzi podryw gdy odpuszczą, a nie desperacko próbują bardziej.
Ale mi teraz dobrze po pozbyciu się tego dziwnego ładunku! Uczucie jak zdjęcie niewygodnych butów po całym dniu! Albo jak dobiegnięcie do domu i zrobienie siusiu po godzinie wstrzymywania resztką woli🙃

Super ważna lekcja dla mnie: bardziej poddawać się falom, nie walczyć z nimi, bo się utopię!

#tajlandia #thailand #podróże #podróżemałeiduże #aniamaluje #szczerze_pisząc

Ależ ja miałam od kilku...

Którą Anią dzisiaj jesteś? 1 czy 2? I tak się zawsze kończy z nogami na ścianie🤣, ale taka mała refleksja, którą chcę się podzielić - jestem z siebie dumna! Kiedy bardziej chorowałam, wymyśliłam sobie, że muszę mieć w życiu coś, co da mi niezależność i pozwoli zarabiać nawet wtedy, gdy ja nie będę w stanie pracować. Aż do wczoraj nawalało mnie gardło, więc napakowałam czas spotkaniami towarzyskimi i nawet wciągnęłam serial, bo z pracką mimo chęci to jakoś nie szło. I super czuję się z tym, że:
- MOGŁAM.
Nie żyję bez poduszki finansowej, mogę powiedzieć sobie - Ania, teraz nie pracujesz, zluzuj
- nic nie robiąc* i tak zarabiałam. Moja wydana w 2013 książka, której w ogóle nie promuję bo mi się już nie podoba(!) jak co roku złapała się w styczniowe flow i dała mi hajs. 
I to jest super rzecz, za którą jestem bardzo wdzięczna, bo i tak pozwalam sobie na miesiąc w Azji (podczas którego nikt nie zwolni mnie z płacenia za mieszkanie itp), a tutaj niemiłe niespodzianki nie niszczą mojego komfortu.
Ogromnie mnie to cieszy, bo wiem, że wiele osób „nie może sobie pozwolić na L4” z grypą, bo niższa pensja oznacza kłopoty finansowe a normalnie jest na styk😪O ile w ogóle są ubezpieczonymi szczęśliwcami na etacie!
Cieszę się, że udało mi się od tego uchronić! *przesadziłam z tym „nic nie robiąc” bo believe me or not - pytania do wyzwania i wyzwanie sprawiają, że siedzę na IG 5h dziennie😰 ale robię to za darmo i od siebie, nigdy nie prosiłam o patronite itp, więc still - nie robię w styczniu nic zarobkowo.

Cholernie mnie to cieszy, że mam komfort życia bez strachu i chociaż nie zarabiam bardzo dużo, to mogę sobie pozwolić na luksus chorowania.
I przeraża mnie, że w 2020 chorowanie stało się luksusem. 
Strasznie! 
#aniamaluje #szczerze_pisząc #książka #czytam 
#parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #theparisguru #frenchvibes #parismood #modeaparis  #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily

Którą Anią dzisiaj jesteś? 1...

Czy nie możemy próbować być TROSZKĘ lepsi bez tej całej napinki?
Bez zawstydzania nastolatek na utrzymaniu rodziców, że nie mają każdej jednej rzeczy eko i zero waste i w ogóle instagramowa policja approved?
Bez wytykania komuś lotu na chrzciny kuzynki, bo ślad węglowy i straszne zło?
Komuś, kto zaczął przygodę z byciem wege, że robi za mało?
 Nie podoba mi się napinka wyzwalająca poczucie, że jeśli stać cię tylko na malutki kroczek, to jesteś ZŁY I NIEDOBRY. Nie jesteś!
Wrzucając  jakieś linki do swoich starych tekstów (powiedzmy do 2016) często zaznaczam: dzisiaj napisałabym to inaczej. Dlaczego? Bo jestem bardziej empatyczna i rozumiejąca, złagodniałam. Nie lubię rewolucji, wolę łagodną ewolucję i dojrzewanie do zmian. Dlatego chociaż sercem jestem np. za bardziej eko, tańszymi i zdrowszymi (może za rok ukażą się badania, że jednak nie!) kubeczkami menstruacyjnymi, to nie wyobrażam sobie zawstydzania kobiet, dla których ten krok to za dużo. Bo mogę edukować i wyjaśniać, ale jestem za wyborem. I rozumiem gdy jest inny niż mój!
Tak samo jak rozumiem, że ktoś kupi bikini za 50 zł, na aliexpress zamiast takiego samego za 150 w sieciówce, bo ma ogólnie po opłaceniu wszystkiego 400 zł w budżecie i o takim szytym w Polsce w duchu eko to może pomarzyć. 
Chciałabym abyśmy bardziej próbowali się rozumieć, a mniej oceniać i osądzać. Pokaz innym jak żyjesz, zainspiruj do czegoś fajnego, ale nie wywołuj poczucia, że jest gorszym człowiekiem. Po co?
Nie zawsze da się wybrać idealnie, warto pomyśleć, że inni dokonują najlepszych wyborów jakich potrafią.
#noshame #aniamaluje #szczerze_pisząc #piesek #dogsofinstagram #wakacje #lato #toniemojpies #niestety

Czy nie możemy próbować być...

Jakiś czas temu wróciłam do robienia sobie autoportretów. Kiedyś dawało mi to frajdę, potem uznałam za dziecinne i głupie. Dzisiaj uważam, że dziecinne to jest nazywanie rzeczy przynoszących frajdę dziecinnymi🙃

Gdyby nie samowyzwalacz i kilka serii, to pośród kilku całkiem niezamierzonych sexy póz, nie znalazłabym tej! Perełka🤣
Mama całe dzieciństwo mi mówiła: usiądź jak człowiek! 
Dzisiaj to samo mówi mi fizjoterapeuta. A moje nogi plączą się na przedziwne sposoby i na krześle i na tym legowisku, które zrobiłam sobie do czytania😅
Co jest ironiczne, bo mam szeroki parapet o którym zawsze marzyłam, że czytanie z kubkiem gorącej czekolady w oknie... kupiłam nawet piankę tapicerską na ten parapet by było miękko w tyłek i co? W ogóle na nim nie siadam! 
Fun fact: kiedyś potrafiłam założyć sobie nogi za głowę, ale raz nie mogłam się z tego potem rozplątać😅
Czy są tu jakieś osoby dzielące mój problem z nogami? Odezwijcie się, może moja mama zrozumie, że to nie jest moja złośliwość, że przy obiedzie zdarzyło mi się siedzieć po turecku🤦🏻‍♀️ #aniamaluje  #szczerze_pisząc #czytanie #książka #nogi #autoportret #interiordesign #zamioculcas #plants

Jakiś czas temu wróciłam do...

No i jak, miała być realizacja postanowień „od nowego roku” a jakoś kacyk i zmęczenie nie sprzyjają treningowi a ze zdrowym odżywianiem też ciężko?
Startuję z czymś banalnym, bo cóż może być bardziej oklepanego niż wyzwanie styczniowe?🤪Ale na zachętę powiem, że miało wystartować rok temu, ale uznałam, że jest niedopracowane. Dałam je dziesięciu osobom, które przesłały mi swoje uwagi, podzieliły się trudnościami i je ulepszyłam.
UWAGA! To nie jest jedno z tych pięknych wyzwań, gdzie zapisujesz swoje wyniki w ślicznym notesie brokatowymi cienkopisami. Tu trzeba trochę pozasuwać w realu, nie w marzeniach!
Nie chciałam, by było jak te wszystkie rzeczy z pinteresta albo filmiki z pięciominutowymi DIY, które oglądasz, mówisz pod nosem, że fajne (a może nawet zapisujesz w zakładkach!) ale nigdy nie realizujesz🤫
Ono jest po prostu skuteczne.
30 zadań, na które jest 45 dni.
Lżejsze i trudniejsze.
Codziennie na stories! 
Aha, oczywiście wystartowałam z wyzwaniem, ale nie wymyśliłam nazwy, więc przygarnę propozycje 
#wyzwanie #nowyrok #motywacja #aniamaluje #szczerze_pisząc #nogi #nylons #rajstopy #kropki #kropeczki #polkadot #zamioculcas

No i jak, miała być...

Nadchodzi fala podsumowań  od tych, którym wszystko się udało (i fajnie!👏🏻) a przyznam, że nie zrealizowałam żadnego kluczowego celu na 2019🤪
I nie jestem zła! Ani trochę!😲
Miałam jakieś założenia odnośnie tego, co bym chciała osiągnąć.
A potem poczułam, że sama kasa jest dla mnie za małą motywacja i mogę to zrobić, ale nie czuję z tego radochy. 
W 2019 dałam sobie plaska w twarz i zastanowiłam się , czego NAPRAWDĘ CHCĘ. Nie zawsze to były fajne myśli! ✅przestałam uciszać ten głos, który mówił czego pragnę, a który uciszałam, bo nie pasował mi do moich wyobrażeń o mnie samej.
Ale kiedy ich posłuchałam, to o jeju! Zaczęło mi być fajniej w życiu. ✅ Np. niedziele tylko dla mnie (dzisiaj to święto ruchome). Nie zdawałam sobie sprawy jak ja bardzo potrzebuję przestrzeni TYLKO dla siebie! ✅ Jestem asertywna bez poczucia winy i strachu przed tym, że ktoś uzna mnie za niemiłą (nie muszę być miła!)✅ Piszę bloga znowu dla przyjemności, bo choć Wasze propozycje tematów są super, to ja muszę czuć moment i dać myślom dojrzeć, nie jestem wyrobnikiem tworzącym na zawołanie. Nie chcę być!
✅ Przestałam patrzeć  na liczby i zastanowiłam się, czy w ogóle chcę być instagramerką i blogerką. Nie chcę. Chcę być Anią, która ma bloga i instagrama.

To był naprawdę dobry rok, chociaż nie postawię spektakularnych ptaszków na kartce z celami! Jak ja mogłam w ogóle mieć cele, nie wiedząc czego chcę?🙈
To był mój taki gap year, w którym przypadkiem zarobiłam najwiecej w życiu (i większość przehulałam!) ale niczego nie żałuję!

#aniamaluje #szczerze_pisząc #barcelona #parkguell #sukienka #podróże #podróżemałeiduże #catalunya #cele #podsumowanieroku #podsumowanie2019 #motywacja

Nadchodzi fala podsumowań od tych,...

Święta święta i po świętach😅 zawsze chciałam wcisnąć gdzieś to  zdanie🤭
Gdy powiedziałam, że spędzam sylwestra w wannie, zetknęłam się z dwoma typami reakcji:
👉🏻 zapraszam do mnie/do nas, co będziesz sama siedzieć!
👉🏻 też bym tak chciała, ale jakoś nie umiem odmówić i się wykręcić 
Ja akurat z odmawianiem czegoś, czego nie chcę, NIGDY nie miałam problemu. Dziadek mnie nauczył, że mam nie uszczęśliwiać nikogo swoim kosztem i jestem mu za to wdzięczna. 
Inna sprawa, że odmawiałam w tak fatalnym stylu, że o jeju. Dzisiaj nie szukam wymówek, nie mam problemu by zamiast wymyślać pogrzeb ciotki albo zapalenie gardła powiedzieć „dzisiaj mam potrzebę poczytać książkę, ale dzięki za zaproszenie”.
I tyle.
Więc tak zupełnie szczerze, to ja naprawdę nie kumam tych wszystkich tekstów o kulturowej presji by coś robić, bo ja nigdy nie pozwoliłam jej wejść na głowę🙈 Nie  piszcie proszę, że wymaga to ode mnie jakiejś odwagi, bo co to za odwaga, gdy się nie boisz?🤪
Jestem jak ten egipski kapłan, który wiedział czym jest zaćmienie słońca, więc nie padał przestraszony na kolana. Zbyt wiele złych rzeczy na świecie dzieje się z powodu argumentu „bo tradycja”, bym uważała go za argument sensowny (niech obrzezanie dziewczynek tępymi żyletkami będzie przykładem).
Ciekawe jest też to, że wiele osób uważa, że ja będę w Sylwestra smutna i samotna😂 jeju, miałam w życiu kilka fajnych imprez, w tym zabawę na tajskiej plaży, po której wsiadłam w samolot i obudziłam się w Katarze. Ale nic nie przebije sylwestra z zeszłego roku, gdy leżałam w wannie z tak gorącą wodą, że aż parzyło, a po 5 minutach dolałam sobie jeszcze gorętszej. Cały dzień traktowałam się jak księżniczkę i rozkoszowałam się czasem ze sobą. Ale nie tak, że przeglądałam memy i chodziłam w rozciągniętym dresie, tylko jadłam pyszne rzeczy, paliłam pachnące świeczki, nałożyłam maseczkę na twarz i na włosy, delektowałam się książką.
Każdy ma swoją definicję radochy!
#grudzień #december #sukienka #sylwester #2020 #aniamaluje #szczerze_pisząc #presja #motywacja #radość #starezdjecie

Święta święta i po świętach😅...

Tak szczerze, to nigdy nie praktykowałam w sercu tej religijnej części świąt, bo najpierw byłam za mała, a potem mój dziecięcy umysł nie mógł uwierzyć w Boga, który pozwala mojemu dziadkowi umierać właśnie na raka.
Jeny, ja to umiem zrujnować atmosferę! 🤭
Więc tak wyszło, że ja się po prostu nigdy nie wkręciłam w religię i to się nie zmieniło. Trochę dziwią mnie te pytania o to, czy obchodzę święta. Robię tak jak zawsze! Lepię pierogi, robię sałatkę jarzynową, one nie mają wyznania😉 nie widzę powodu aby sprawić tego dnia przykrość babci i się z tego całkiem wymiksować. Podobnie jak wierzący ludzie chodzą przecież do lekarza, zamiast się jedynie modlić😊.
Jeśli dla kogoś święta to czas podziałów i rzuconego z pogardą „niewierzący nie powinni mieć wolnego”, to chyba źle zrozumiał coś z nauk Jezusa🤪
W każdym razie, ja mam wolne kiedy sobie wymyślę, bo taki sobie wykombinowałam styl pracy🤣

Dobra, wracając do milszych aspektów! Cieszycie się z małych rzeczy? Ostatnio widziałam filmik jak dziecko cieszyło się z zapakowanego w świąteczny papier banana🍌😅 jeju ja też taka byłam! Mój kochany dziadek dawał mi badziewne figurki albo paczkę żelków, a ja miałam radochę cały dzień. Dawał mi je z taką radością i całą celebracją, tym „zgaduj zgadula, w której ręce złota kula” albo „ence pence w której ręce”, że po prostu mordka sama się śmiała. 
Napisz mi tu proszę jaki prezent sprawił Ci największą radość w dzieciństwie.
Lubię czytać takie rzeczy!♥️
#święta #prezenty #radość #choinka #xmass #dzieciństwo #dziecko #aniamaluje #dziewczynka #dzieci

Tak szczerze, to nigdy nie...

– Masz juz chłopaka?
– Kiedy ci się w końcu oświadczy?
– Kiedy ślub?
– Kiedy dziecko? Staracie się?
- Kiedy drugie?

Są pytania, których się po prostu nie zadaje🤫... w tym momencie słyszę głośny śmiech wszystkich moich znajomych, którym zadałam najbardziej niedyskretne pytania na świecie, ale proszę Was, przypomnijcie sobie - zanim ustaliliśmy, że jesteśmy ok z tym levelem szczerości, zapytałam „czy mogę ci zadać BARDZO osobiste pytanie?”.
No, to wyjaśnione🙈🤣
Osobiście bliskie jest mi zdanie - „nikt nie jest w stanie zranić cię, bez twojej zgody”. Jak zapytasz singielki z wyboru o to, kiedy w końcu sobie kogoś znajdzie, to jej nie dotknie, w odróżnieniu od dziewczyny, która rozpaczliwie szuka od  lat „tego jedynego”.
Nigdy nie wiemy, co przeżywa kobieta, którą pytasz „to jak, kiedy planujecie dziecko?”. Mogła niedawno poronić albo starać się bezskutecznie od kilku lat i sprawisz jej tym niepotrzebną przykrość. 
NAWET JA😂 wiem, że pewnych pytań nie zadaje się ludziom, z którymi nie jesteśmy bardzo blisko. I chciałabym, abyście zapamiętali. Ale też warto nauczyć się trochę asertywności! Nie mam problemu z rozmawianiem szczerze o pieniądzach, wyborach, traumach z dzieciństwa  z ludźmi, z którymi jestem bliżej, ale też nie mam problemu z powiedzeniem „wybacz, nie odpowiem ci na to pytanie”, „podpisałam srogie NDA, nie mogę powiedzieć”, „to moja osobista sprawa”.
Moja czytelniczka z kolei na pytanie „kiedy w końcu dziecko, wszystkie twoje koleżanki już mają” zapytała starej ciotki „kiedy w końcu twój pogrzeb? wszystkie twojego koleżanki już po”.
No tak też można, ale po co🤪
Trzymajcie się!

#lavieparisienne #frenchfashion #takemetoparis #lestyleàlafrançaise #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisianlifestyle #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #frenchvibes #parismood #modeaparis  #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily #aniamaluje #szczerze_pisząc #święta

– Masz juz chłopaka? –...

Czy nauczyciel może zabrać telefon? A przejrzeć?

Dobrze, że ten materiał odleżał długo ze względu na strajk nauczycieli, bo mogę go napisać praktycznie od nowa, ale dużo krócej. Był koszmarnie długi!

Chyba wszyscy kojarzymy podobne sytuacje:
Uczeń zabiera jakąś rzecz koledze – zero reakcji ze strony nauczyciela
Poniża innych? – zero reakcji
Łapie koleżankę za pośladki – wciąż nic
Bije kogoś? –  nadal zero
Bawi się telefonem? – @^*^$#@^#$%?!! oddawaj to natychmiast bezczelny gówniarzu!
Nie wierzycie? Zerknijcie na przypięte na moim instagramie stories z reakcjami nauczycieli na zgłaszanie im molestowania seksualnego w szkole, łącznie z macaniem w celu sprawdzenia czy koleżanka nosi podpaskę.
W moim gimnazjum dziewczynie na lekcji w piórniku wybuchła petarda podrzucona w ramach żartu przez kolegów, a wiele koleżanek bało się zimą wychodzić z budynku szkoły na w-f na halę sportową (5 minut spaceru) bo zabawa w rzucanie śnieżkami wyglądała raczej wrzucenie kogoś głową w śnieżną zaspę. Nauczyciele mieli to wszystko w poważaniu, za to jak ktoś wyjął telefon…
Ale do brzegu. Czy nauczyciel ma prawo skonfiskować uczniowi smartfona? Nie. Dziękuję, możecie się rozejść, wszystko wyjaśnione. Ale jeśli ktoś chce uzasadnienia:

Mówi o tym  Art. 64. Prawo do własności
Dz.U.1997.78.483 – Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej z dnia 2 kwietnia 1997 r.
A tu opowiedziane prostymi słowami przez Rzecznika Praw Obywatelskich:
Nie ma tutaj “ale”. Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której zapomniałam wyciszyć telefonu (zdarza się dorosłym ludziom na ważnych konferencjach!) i zmuszona jestem go oddać nauczycielowi, a rodzice mogą go odebrać po lekcjach. Z racji tego że jest piątek, telefon odzyskam najszybciej w poniedziałek…
Nie, po prostu nie.
Prawo to jedno, a praktyka szkolna to drugie. Uczniom ciężko jest postawić się wtedy, gdy łamane są ich prawa. Ze strachu, z niższej pozycji w hierachii szkolnej (chociaż w materiale o tym, czy można  zakazać makijażu w szkole mówiłam o trójpodmiotowości, to wciąż jest ona piękną teorią bez pokrycia w praktyce), z braku asertywności, czasami z niewiedzy na temat własnych praw.
Przykład z mojego miasteczka. Młody, lubiany nauczyciel nie dogadywał się z niektórymi uczniami. Chociaż miałam dobre oceny i mnie problem nie dotyczył, z ręką na sercu mogę przysiąc, że “pieszczotliwie” nazywał słabszych uczniów “debilkami” i “matołkami”. Podobno czasami na słowach się nie kończyło. Nie dziwię się, że kiedyś coś w kimś pękło. Uczniowie wymyślili więc prowokację – jeden z nich nie reagował na polecenia i poczekał aż nauczyciel go szarpnie, drugi nagrał to telefonem.
Nauczyciel poszarpał, nagranie zostało zrobione i pokazane dalej. Chemik wyleciał ze szkoły, uczniom obniżono ocenę z zachowania.
A wiecie co było dalej?
Inni uczniowie stanęli w obronie lajtowego i miłego nauczyciela, zaczęli protestować, nauczyciel został przywrócony do pracy, z pracą natomiast pożegnała się dyrektor tej szkoły (ta, która go usunęła), a z placówką uczniowie od prowokacji. 
Co więcej! Nauczyciel wyczuł nastroje Januszy od “dobrze zrobił, trza za mordę krótko trzymać” i na fali popularności został radnym miasta i gminy. Sprawę opisywała Uwaga, po szkole biegali reporterzy z kamerami.
Mi chemia szła dobrze, miałam piątki i szóstki. I wtedy też chciałam, by nauczyciel został, bo alternatywą była nauczycielka, która była straszną kosą. Ale z perspektywy czasu myślę, że stała się bardzo zła rzecz. Gdyby podobne sytuacje nie miały miejsca wcześniej, żadna prowokacja by się nie udała. 
Gdy nauczyciel mówił “co tam matołki?” to wszyscy się śmialiśmy i było zabawnie, ale myślę że uczeń który był w tej sytuacji “matołkiem” śmiał się, bo wypadało obrócić to w żart.  W środku mógł się gotować i cierpieć.
Skutkiem dla nas wszystkich był zakaz telefonów w szkołach.
Najprostsze rozwiązanie, które nie rozwiązuje niczego.
Kradną w marketach? Zakażmy kamer, problem solved ♥.
Jestem jednak za tym, by na lekcji unikać korzystania z telefonów.
To zwyczajnie niegrzeczne.
Ostentacyjne granie w gry czy przeglądanie instagrama jest słabe, ale równie słabe jest z mojej perspektywy całkowite i surowe sprzeciwianie się telefonom na lekcji w przypadku uczniów… a jak zadzwoni do nauczyciela to nagle “przepraszam, muszę odebrać”.
To jest hipokryzja.
Jeśli ustalamy zasady, ustalmy je dla wszystkich równe.
Ktoś powie – okej, ale nauczyciel ma swoje dorosłe sprawy, mógł mieć coś pilnego.
Hmm, uczniowie też mają swoje ważne sprawy. Gdy robiłam research do tego materiału, prosiłam o przesyłanie swoich historii odnośnie telefonów w szkole i momentów, kiedy naprawdę były wam potrzebne, lub kiedy odebranie telefonu przez nauczyciela doprowadziło do przykrych konsekwencji. Imiona zmienione.
Kamil czekał na telefon w sprawie stanu zdrowia babci, która miała zostać odebrana ze szpitala. Jeśli tak by się stało, jego tata pojechałby po babcię, a Kamil miałby za zadanie odebrać młodszą siostrę ze szkoły i zawieźć ją autobusem na zawody (zapomniałam jakie). Był w pełnej gotowości i co jakiś czas zerkał nerwowo na telefon, który z impetem zabrała mu wściekła nauczycielka, po czym go wyłączyła i powiedziała, że rodzice mogą go odebrać po szkole.
Kamil powiedział nauczycielce o sytuacji, ale uznała to za ściemę. Niestety nie miał nigdzie zapisanego numeru mamy ani taty, wszytko zawsze pamiętał telefon. Tata odebrał babcię, ale całą drogę się denerwował czy syn domyśli się, że trzeba jechać po siostrę, poza tym martwił się brakiem sygnału. Siostra została w świetlicy, nie zdążyła na zawody, cały dzień był dla wszystkich bardzo nerwowy.
Inne historie nie są tak spektakularne, ale telefony służą nam do wielu różnych rzeczy i pisaliście mi o sytuacjach gdy ktoś z was:
– dostał mandat, bo miał bilet w aplikacji, a telefon był skonfiskowany
– nie mógł wrócić do domu rowerem miejskim a nie miał na bilet i musiał się prosić kolegów
– Przegapił zapisy na limitowane darmowe wydarzenie, bo ja odpalił w domu komputer, to miejsc już nie było
“Uczniowie się nie koncentrują i rozpraszają, dlatego telefony powinny być zakazane”.
A może to lekcje powinny być bardziej dynamiczne i interesujące?
Nasza uwaga nie jest zaprojektowana tak, by siedzieć i słuchać 45 minut przynudzania. Ile minimum 45 minutowych filmów na youtube ostatnio obejrzałeś bez przerwy na zerkanie w telefon i z pełną uwagą? Filmów, które w dodatku świadomie wybrałeś w czasie, w którym miałeś na to ochotę? To wyobraź sobie, że jesteś zmuszony z pełnym skupieniem oglądać bardzo nudny film na YT, który w dodatku znasz, bo nauczyciel po prostu czyta z podręcznika… prawie każdy miał takiego nauczyciela.
Podrzucam dwa bardzo ciekawe badania naukowe na temat koncentracji: 
Muszę też przyznać, że miałam nauczycieli, przy których nie zerknęłabym w telefon choćby nie wiem jak mnie kusiło, bo za bardzo ich szanowałam. Albo nawet o tym nie myślałam, bo lekcja była bardzo ciekawie prowadzona.
A może  warto delikatnie włączyć możliwość korzystania z telefonów w niektórych momentach?
Stworzyć z nimi interesujące okazje? Np. na wiedzy o społeczeństwie albo języku polskim dać zadanie polegające na wytropieniu w sieci fake newsa, a następnie wspólnie rozłożyć go na czynniki pierwsze ucząc w ten sposób krytycznej analizy tekstu?
A może dać uczniom możliwość nakręcenia stories przedstawiające co zrobili w ostatnim tygodniu aby być bardziej eko i chronić planetę. 
A może w ramach geografii zrobić lekcję terenową i pobawić się w geocaching?
Spójrzmy prawdzie w oczy – w życiu dorosłym też nie jesteśmy cały czas skupieni, w pracy biurowej plotkujemy albo oglądamy śmieszne kotki, a ja na nudnych wykładach stworzyłam mnóstwo tekstów jako copywriter. 
Dlaczego zatem oczekujemy od uczniów, że będą skupieni słuchali czegoś nudnego?

Telefon na przerwie:

Osobiście uważam, że to nie telefony są problemem, a sposób z nich korzystania. 
Tworzenie ośmieszających kogoś instastories czy fotografowanie przebierających się koleżanek nie powinno mieć miejsca, ale nie zliczę ile razy sama miałam potrzebę wcisnąć w uszy słuchawki i po prostu się odciąć. Odbieranie mi tego prawa traktowałabym niemal jak zamach na swoją niezależność.
Mówimy, że uczniowie nie rozmawiają i nie bawią się na przerwach. No spoko, ale “za moich czasów” można było skakać w gumę na korytarzu i grać w piłkę na boisku, a teraz prawie nic nie wolno. W moim gimnazjum woźny za punkt honoru przyjął odbieranie chłopakom piłki, gdy tylko wpadła na dach wejścia albo pojawiła się w jego zasięgu. 
Można spróbować ustalić zasady, które pozwolą na korzystanie z telefonu podczas 3 konkretnych przerw, albo na co drugiej.
A jeśli chcemy, by uczniowie robili na przerwach inne rzeczy – stwórzmy im do tego warunki i okazje.
Nigdy nie zapomnę bydgoskiej podstawówki w której miałam praktyki. Na przerwach dzieci musiały chodzić parami w kółko. Jak na jakimś spacerniaku w zakładzie karnym.
Jeszcze jedna rzecz – zawsze w tej debacie o nagłym pozbawieniu dziecka kontaktu telefonicznego, pojawia się nieśmiertelne:
przecież w ważnej sprawie można zadzwonić z pokoju nauczycielskiego albo sekretariatu.
Ehe, szczególnie jak chcesz poskarżyć się rodzicom na nauczyciela, który cię np. dręczy🙄. Z oddechem jego koleżanki na plecach to na pewno się uda.
Podsumowując:
Prawo swoje, życie swoje. 

Co zrobiłabym, gdyby nauczyciel  mimo braku takiego prawa, próbował zabrać mi telefon? Schowałabym go w majtki. Mówię zupełnie szczerze.

Jednocześnie namawiam, by zachowywać się w szkole w porządku i nie korzystać z telefonu na lekcji jeśli nie ma takiej absolutnej konieczności.

W skrócie:
Nauczyciel może:
– Poprosić cię o schowanie i wyłączenie telefonu
– Wstawić uwagę za korzystanie z telefonu albo ujemne punkty z zachowania
– Wstawić jedynkę ze sprawdzianu, na którym korzystałeś z telefonu, nawet jeśli nie zdążyłeś nic ściągnąć
– Poprosić o odłożenie telefonu 
Nauczyciel nie może:
– Odebrać ci telefonu
– Przeglądać jego zawartości (!)
Prawa konstytucyjne na które możesz się powołać:

Art. 49 – Wolność komunikowania się

Art. 51 – Prawo do autonomii informacyjnej

Art. 64 – Prawo do własności

Możesz też powołać się na cytowane wyżej wyjaśnienie Rzecznika Praw Obywatelskich.

Traktujmy młodych ludzi poważnie, to nie telefony są problemem, a wzorce jakie przekazujemy młodym ludziom. Jeśli sami siedzimy całe dnie z nosami w telefonach albo gapiąc się w telewizor, czy mamy prawo oczekiwać innych zachowań od nastolatków?
Czy mamy prawo narzekać na dzieci siedzące w telefonach, skoro ogrodziliśmy osiedla, powstawialiśmy wszędzie tabliczki “zakaz gry w piłkę” a jak ktoś się bawi, to nagle z okien pojawia się wielkopańskie oburzenie, że ma być cisza?
Jeśli uważasz inaczej, wyobraź sobie że ktoś kradnie ci telefon w piątek rano. Masz akurat zaplanowany weekend i cały plan się komplikuje. Telefon odzyskujesz dopiero w poniedziałek o siedemnastej. Fajnie?

Wpis posiada także wersję video:

Uściski, Ania

12
Dodaj komentarz

avatar
11 Comment threads
1 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
12 Comment authors
sylviAnonimdorothxybbikaDorota Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Dorota
Gość

Jak zawsze świetny i wyczerpujący tekst 👍

sylvi
Gość
sylvi

Super

dorothxy
Gość

Powiem Ci że za moich czasów w podstawówce do III klasy jak nie wychodziło się na boisko, bo np padało to właśnie tak w kółko jak na spacerniaku w więzieniu chodziliśmy…. Moja córka chodzi do tej samej podstawówki i jest coraz gorzej…. Koszmar w tych szkołach…. I zdarzyło się że zabierali telefony…. Smutne jaki nauczyciele dają przykład….

Magda
Gość
Magda

U mnie może to inaczej wygląda, bo jestem nauczycielem dorosłych – pracuję w szkole wyższej, ale telefony to istna plaga. Już na początku pracy zawodowej wiedziałam, że telefonów z sal się nie pozbędę. Nie widziałam w tym sensu, bo raz, że to walka z wiatrakami, a dwa, że telefon to jednak może być źródło informacji. Uczę na filologii obcej i serio wolę, żeby moi studenci korzystali ze słownika w telefonie niż z papierowego (prawda jest taka, że papierowego i tak nikt na zajęcia nie przyniesie, więc wybór jest między “mamy albo nie mamy słownika”). Z czasem zaczęłam pozwalać korzystać z… Czytaj więcej »

bbika
Gość
bbika

Tak z czystej ciekawości, czy nauczyciel miałby prawo poprosić ucznia, który (mimo upomnień) korzysta z telefonu na lekcji, o odłożenie go do specjalnego kartonika w sali? Telefon byłby uczniowi oddany po dzwonku, po tych 45 minutach. Swoją drogą, cieszę się, że w moich szkołach nie było jako takiego zakazu używania telefonów. Ani w podstawówce (nikt na lekcji i tak praktycznie nie korzystał, jak już to zwykłe upomnienie, bez konsekwencji), w gimnazjum też dość spokojnie (to nie był też jeszcze czas smatfonów, więc i telefony raczej nudne), na przerwie można było robić co się chce. Koleżanka telefonem robiła całej klasie śmieszne… Czytaj więcej »

Anonim
Gość
Anonim

Mama choruje na padaczkę. Nie wyobrażam sobie nie móc korzystać z telefonu w szkole. Raz i w czasie lekcji zadzwonili ze szpitala o 10 rano, że mama jest do odebrania. Na szczęście w miarę spoko nauczyciel i pozwolił mi wyjść z sali “do toalety”, przez co mogłem oddzwonić i dowiedzieć się, o co chodzi ://

Szyciownik Kurs Szycia Online
Gość

Cześć,
Dochodzi kwestia szacunku. Moim zdaniem fair wyjściem jest, jeśli telefon zadzwoni na lekcji, to ładuje na biurku nauczyciela na czas lekcji i wraca do właściciela na przerwie. Szkoła jest do nauki nie do przeglądania insta.
Pozdrawiam
Kasia

Natalia
Gość
Natalia

Szczerze mówiąc to tłumaczenia, że telefon jest niezbędny uczniom podstawówki czy gimnazjum na 45minutowych lekcjach, nie przemawiają do mnie. Obecnie nawet rodzice dzieci, które leczę potrafią na wizycie siedzieć w internecie zamiast słuchać moich zaleceń. To jest w ich interesie, ja się bardzo produkuję, żeby nie było, że powinnam uatrakcyjnić. Pracuję kilka lat i z osoby, która chce zbawić świat przechodzę w osobę, która zaczyna sobie w takich sytuacjach mówić, że to nie moja broszka. Myślę, że ci nauczyciele też mają powien poziom wytrzymałości na bezczelność niektórych dzieci. Lubię dzieci. Czasem tylko czuję, że żal mi ich, bo rodzice ich… Czytaj więcej »

Ewelina J.
Gość

Niestety wiele uczniów ze strachu pozwoli na zabranie im telefonów.

Paweł
Gość
Paweł

Dziwny tekst. Jak na taki, który ma być merytoryczny, jest jednostronny jak wiadomości w TVP. Już w pierwszych zdaniach jest ze szkoła może zakazać korzystania, a nauczyciel nie może zabrać telefonu. I cały tekst o tym, że hulaj dusza dziecka, korzystaj ile wlezie z telefonu, bo konstytucja i prawo dziecka nie pozwala zabrać telefonu. Szkoda że tak mało tekstu o tym, że do szkoły chodzimy się uczyc (pomijam kwestię skuteczności metod nauki), a nie siedzieć na telefonach. Szkoda, że prawie w ogóle nie było, że zasady są takie jakie sobie szkoła ustali, i czy się podobają czy nie trzeba je… Czytaj więcej »

Vesper Lynd
Gość
Vesper Lynd

Oj, chyba żyjesz w alternatywnym, idealnym uniwersum. Po co uczeń ma sprawdzać oceny w e-dzienniku w trakcie lekcji? Jak nauczyciel ma zweryfikować czy uczeń ogląda filmik na yt czy zapisuje datę sprawdzianu? Skarżenie się na dręczącego nauczyciela akurat w trakcie lekcji? Serio? Jak się ma mega pilną sprawę, to się zgłasza nauczycielowi przed lekcją, że taka sytuacja może nastąpić, telefon zadzwonić, itp. Ja, jako nauczycielka, nie wymagałam, żeby każdy jeden dzieciak patrzył bite 45 min we mnie jak w obrazek, ale korzystanie ze smartfona, kiedy ktoś inny się produkuje uważam na lekceważenie – zawsze. Nie rozumiem, jak można usprawiedliwiać coś… Czytaj więcej »

aniamaluje
Gość

A przeczytasz mój tekst jeszcze raz?
Nie napisałam, że skarżenie w trakcie lekcji, ale przerwy- owszem.

Previous
Tunezja i 10 powodów, dla których warto dać jej szansę
Czy nauczyciel może zabrać telefon? A przejrzeć?