Instagram has returned invalid data.

Wystarczająco dobre też jest ok!

Madrid 9 3/4 platform
Jestem właśnie ostatni wieczór w Mediolanie. Niezwykle stylowe, trochę majestatyczne miasto, które jednak najbardziej urzekło mnie nie katedrą Duomo, a żywą i mieszkalną dzielnicą Isola.
Zjadłam pyszną pizzę, na idealnym cieście, o smaku dojrzewających na słońcu pomidorów i… to była po prostu pyszna pizza na idealnym cieście. 
9.5/10, ale bez efektu WOW. 
Bo najlepsze pizze na świecie jadłam w okolicach Neapolu i od tej pory każda wybitna pizza jest po prostu pizzą bardzo dobrą. Ale nie doskonałą. Nie z efektem WOW.
I to jest właśnie ciemna strona gromadzenia pięknych doświadczeń. Nie polecę specjalnie do Kuala Lumpur do wyglądającej jak tania buda RSMY Best Cheese Naan by zjeść placki o nazwie “Yummy cheese naan” i poczuć czym jest foodgasm. A żaden inny serowy placek naan nie da mi już poczucia tej pełnej satysfakcji.
Przy okazji tańszych niż bilety PKP lotów do Mediolanu, odwiedziłam polecane przez Was Bergamo. Jeju, to miasto (szczególnie Cita Alta) jest urokliwe, piękne i pełne czarujących, wąskich uliczek. I normalnie bym się zachwyciła tak że och i ach, ale byłam już w San Marino i…
Tak, zgadliście. Bergamo nie dało mi efektu WOW. Jest 10/10 ale bez tego czegoś. Jest zbyt podobne do San Marino
Przeżywanie pięknych chwil z efektem WOW i “tym czymś” jest super. Jestem za to wdzięczna i bardzo doceniam, ale ma jedną, ogromną wadę.
Nic bez tego doświadczonego wcześniej efektu nie da pełnej, absolutnej satysfakcji.
To będzie dziwny przykład, (uprzedzam!) ale prawie nigdy nie potrafię się do końca wysikać. Zrobię siusiu i za 10 minut czuję, że troszeczkę mi się chce. Bardzo rzadko mam poczucie, że wysikałam się do samego końca.
Tak samo jest z uczuciem pełnej satysfakcji. Przekleństwo doświadczania idealnych momentów polega na tym, że potem te wspaniałe, są tylko bardzo dobre. A bez znajomości czegoś idealnego, byłyby w pełni satysfakcjonujące.
Nie wiem ile razy czytałam Nienasycenie Witkacego, ale to jedna z ważniejszych książek w moim życiu. Czasami czuję się jak Genezyp Kapen, jej bohater. Nienasycona.
Nie zrozumcie mi źle, odczuwam satysfakcję w wielu sytuacjach i na różnych płaszczyznach i zwalczyłam już to “ale mogło być lepiej.” po – jestem z siebie bardzo zadowolona. Utrudniało czerpanie radości z życia. Jednak ciężko mi cieszyć się z rzeczy, które są po prostu bardzo dobre, gdy znam takie wybitne.
Rzadko przyznaję filmom dziesiątki, co nie oznacza, że źle się bawię na takich, którym przyznaję siódemki czy ósemki. Niestety nie ze wszystkim jest tak łatwo jak z filmami. Nie pamiętam jednak, kiedy wyszłam w pełni usatysfakcjonowana z kina. Z takim uczuciem, że było epicko i nie ma żadnego “ale”.
Zapytałam znajomych, czy też tak mają. Mają.
San Marino
San Marino
Czasami to pocałunki byłego, który całował tak wybitnie, że każde inne są już tylko bardzo bardzo przyjemne. I czasami utrudnia to cieszenie się chwilą z obecny partnerem, który chociaż na innych polach bije eksa na głowę, to jednak całuje tylko bardzo dobrze.
 U kogoś to ciasto drożdżowe babci, której już nie ma. Każde inne wspaniałe ciasto drożdżowe jest tylko wspaniałe, ale nie doskonałe. Odtwarzanie przepisu babci jeden do jednego też nie daje tego efektu.
Nie ma nic złego w chęci przeżywania rzeczy najwspanialszych, ale jestem pewna, że gdybym nie była w San Marino – rozdziawiałabym buzię z zachwytu przez cały pobyt w Bergamo. Jestem też przekonana, że gdyby Mediolan był moim pierwszym zagranicznym wyjazdem ever, popłakałabym się ze wzruszenia na widok wszystkich tych precyzyjnie rzeźbionych gargulców i idealnych maswerków.
Staram się bardzo mocno pracować nad tym, by mimo piękniejszych przeżyć, umieć doceniać te, które są “tylko” dobre lub bardzo dobre. Życie nie może składać się z samych wspaniałych momentów, bo staną się zwykłe i spowszednieją. I niby to jest oczywiste, ale ja ciągle mam z tym problem.
Właśnie dlatego staram się po każdej podróży (choćby kiepskiej jak Rimini po sezonie) wyciągać jakieś pozytywy i je sobie notować. W ten sposób okazuje się, że chociaż wyjazd był kiepski to zjadłam pierwszy raz piadinę, pizzę z jajkiem i majonezem (tak, we Włoszech!), carbonarę zrobioną przez prawdziwego Włocha, poznałam czytelniczkę Kingę, która oprowadziła mnie po swoim Pesaro i spotkałam się w Bolonii z Mają, gdzie zjadłam pizzę 9/10 za 2,50 euro, co w sumie winduje przeżycie na jakieś 9,9/10 :). No i wydałam 30% zakładanego budżetu, bo wydawać nie było na co, więc zostało mi na Mediolan. 
I po takim podsumowaniu nagle czuję hej – może ten wyjazd generalnie był kiepski, ale miał fajne momenty!
Z każdej książki, każdego filmu, każdego “zaledwie” dobrego doświadczenia kulinarnego, staram się wyjść z poczuciem, że może nie jest to coś wybitnego, ale jest wystarczajaco dobre.

Pracuję nad tym, bo chociaż doświadczam wielu pięknych rzeczy, to od jakiegoś czasu łapałam się na tym, że przez znajomość “lepszych”, jestem wiecznie niezadowolona. Niefajne uczucie. Bardzo długo zajęło mi zrozumienie, że satysfakcja z wystarczająco dobrego nie oznacza aspirowania do mierności, tylko jest niezbędna do zachowania zdrowej głowy :).
Jeszcze odnośnie pytań, o których trochę zapomniałam, w końcu linkuję ubrania:
Botki na słupku (wygodne, 42 km w Mediolanie w 3 dni i
dały radę!)
Tak, butów też przestałam szukać idealnych (bo takich nie ma, chociaż jeśli zmieni się cena i dodadzą wersję z eko skóry, to te będą), ale para którą mam na nogach jest wystarczająco dobra 🙂

Bądź na bieżąco! 
  INSTAGRAM ❤ FACEBOOK 
❤ FACEBOOK MONIKI 


Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

Uściski, Ania

2
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
1 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
2 Comment authors
AniamalujeWera P. Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Wera P.
Gość

Będę musiała przypominać sobie ten post co jakiś czas. Moje poprzednie wakacje były ekstra. Przez pierwszy miesiąc miałam praktyki, które wiele mnie nauczyły i mi się podobały, miałam jakiś rytm dnia, potem wyjazd w góry, festiwal międzynarodowy, gdzie grałam w zespole ludowym, niesamowite wspomnienia i wreszcie zwiedzanie Krakowa. Wiedziałam, że nic tego nie pobije. W te wakacje, choć może gdzieś wyjadę, to na pewno nie będzie “to”, będą gorsze niż poprzednie. Pokazałaś mi, że wcale nie muszę tak myśleć. Fakt, nie będą takie jak tamte, ale trudno, żeby każde kolejne były lepsze. Nie co roku będę miała takie możliwości jak… Czytaj więcej »

Previous
Jak wydawać się mądrzejszym w szkole i na studiach
Wystarczająco dobre też jest ok!