Instagram has returned invalid data.

Jak przenieść włoski luz do Polski, czyli sposoby na celebrację życia z prosecco w tle



Dolce far niente – jeden z moich dwóch ulubionych włoskich zwrotów. Drugim jest andiamo a mangiare – chodźmy jeść!
Kocham Włochy całym sercem. To mój ulubiony kraj z odwiedzonych do tej pory. Rzadko wracam w te same miejsca, a we Włoszech byłam już pięć razy i wiem, że na tych pięciu nie poprzestanę. Zachwyca mnie kuchnia, zachwyca przyroda, zachwyca kultura i atmosfera. Ludzie pracują śpiewając pod nosem a zwykłe pomidory potrafią smakować jak kawałek nieba. 
Nawet ciao bella! brzmi sto razy lepiej niż e, lala!

Jeszcze zimą producent prosecco Mionetto zapytał mnie, czy nie chciałabym opowiedzieć o tym włoskim luzie. A pewnie, że bym chciała!

W końcu od podróży do Włoch wszystko się zaczęło. Dwa lata temu tuż przed sesją dostałam od Ani Kani z bloga studenckiego blue-kangaroo zaproszenie do Salerno – pięknego miasteczka na południu Włoch. Miałam wtedy kumulację na studiach doktoranckich i w pracy, ale pierwszy raz w życiu stwierdziłam YOLO i dałam się ponieść życiu. Właśnie wtedy zakochałam się w podróżowaniu i zobaczyłam, że przy odrobinie wysiłku da się je wpleść w styl życia.
Do tej pory pamiętam mój zachwyt nad zwykłym włoskim chlebem polanym oliwą, na którym położony był plaster pomidora, mozzarelli z mleka bawolego i listek świeżej bazylii.
W tej prostocie jest coś pięknego.
Ale to, co najbardziej pokochałam we Włoszech to celebracja życia. Delektowanie się nim. Rozkoszowanie.
Tutaj ja, kupująca świeże i pachnące truskawki gdzieś na Sycylii. Widzicie wielką cenę 0.99 € kg? Dotyczy bananów, które były na dole stoiska. Uwielbiam to drobne cwaniactwo. Takie puszczanie oczka i balansowanie na granicy tego co przyzwoite, a tego co jest delikatnym naginaniem zasad. Czerwone światło jest takim znakiem dla ciebie, że przechodzisz na własną odpowiedzialność. Miasto ustawia prysznice do zmycia z siebie soli dokładnie na tej samej plaży, na której postawiło znaki o zakazie kąpieli.
Cokolwiek robisz – robisz to na własną odpowiedzialność. 

A teraz wyobraźcie sobie mnie, niezwykle regulaminową osobę i to, jak czułam się w związku z tym w Italii 🙂

Jestem strasznie regulaminową osobą, do bólu przestrzegam zasad i staram się być miła. Jednak najlepsze rzeczy wychodzą mi wtedy, gdy o tych zasadach zapominam. Podjęłam wczoraj ważną decyzję i towarzyszy mi takie samo uczucie radosnego niepokoju jak wtedy gdy rok temu z @blue.kangaroo zdecydowałyśmy się przejść przez kilka barierek z zakazem i przejść w dół skalistym klifem by zanurzyć się w zakazanej przyjemności. (Przesuwając w prawo zobaczycie jak to wyglądało z innej perspektywy). Kilka miesięcy temu zamówiłam taksówkę by pojechać z @aleksandranajda się czegoś napić. Dotarłyśmy na miejsce, chcę płacić a tu niespodzianka – to nie była nasza taksówka. Co zrobiłam? Skontaktowałam się z bokiem by powiedzieć – dzień dobry, chyba przez przypadek ukradłam komuś taksówkę. Pół roku później nie miałam już problemu z jazdą we trzy osoby na jednym skuterze, bez kasków i obowiązującego w Tajlandii prawa jazdy. Mniej więcej tak czuję się w chwili obecnej. YOLO. Co powiecie na live o 19? #furore #instagirl #polskadziewczyna #polishgirl #italy #summer #włochy #travel #podróże #fun #chill #amalfi #italia #excited
Post udostępniony przez Ania (@aniamaluje) Cze 12, 2017 o 8:01 PDT

Luz.

Kocham Włochów za ich podejście do odpoczynku. Siesta to siesta, każdemu należy się relaks. Wypoczęty, zrelaksowany człowiek z radością wykonuje swoją pracę. Bardzo oczyszczające doświadczenie w zderzeniu z naszym etosem pracy i gloryfikacją źle rozumianej pracowitości, którą stała się licytacja kto ile machnął nadgodzin. Ja też taka byłam! Budowałam poczucie swojej wartości na obowiązkowości i tym, ile zadań wykonałam. Dzisiaj wolę pracować mniej, ale mieć czas na ugotowanie czegoś pysznego, spacer po parku, godzinny relaks z książką w wannie albo kino czy netflixa (czego bardzo brakowało mi przez szalony czas podróży).
Elegancja na codzień. I Włosi i Włoszki wyglądają często olśniewająco. Pamiętam jak moja babcia zawsze krzyczała na dziadka, że gdzie on “kościołne” spodnie zakłada jak to zwykła środa. Już jako dziecko (które szybko wyrasta z ubrań) uważałam tę ideę za irracjonalną, w końcu to ubrania są dla nas, a nie my dla ubrań. Spacerując po Włoszech widać elegancko (ale wciąż na luzie) ubranych ludzi i jest to zachwycające. Są pięknie ubrani na spacerze i w knajpce gdzie siedzą z lampką prosecco albo popijają aperol spritz. Nawet starsze panie malują usta na czerwono i zakładają biżuterię. 
We Włoszech zachwyca mnie też wesoły gwar. Ktoś śpiewa pod nosem przejeżdżając ścianę gładzią szpachlową, inny wesoło zagaduje do przechodniów.
No i prostota. W kuchni dominują te same składniki. Wysokiej jakości oliwa, włoskie sery, długo dojrzewająca szynka, pomidory, bakłażan, bazylia, makaron. Z tych kilku rzeczy można stworzyć przeróżne pyszne dania o krótkim i nieskomplikowanym składzie.
Mój ulubiony drink? Szalenie prosty – w proporcji 1:1 mieszasz świeżo wyciskany sok z pomarańczy i prosecco. Pierwszy raz spróbowałam go właśnie we Włoszech i pokochałam prostotę.

Jak włączyć ten luz do życia w Polsce?

Od Mionetto dostałam osiem butelek prosecco i miałam się przekonać. To była bardzo przyjemna sprawa. Mam wrażenie, że rodzaj wybieranego alkoholu zdecydowanie trzeba dobrać do tego, co zamierzamy celebrować.
Zimne piwo jest fajne do tłustego jedzenia, do wypicia w pubie przy planszówkach albo meczu. Wódkę kojarzę z weselem (nie jestem fanką), przywieziona z Gwadelupy butelka rumu czeka na swój moment od zimy a dla Prosecco Mionetto znalazłam kilka pięknych momentów.

 Uwielbiam gotować i zapraszać ludzi na jedzenie. Jeśli nigdy nie piłeś prosecco, przypomnij sobie z dzieciństwa pakowane rogaliki z nadzieniem kakaowym, albo te białe o nadzieniu “spumante”. To właśnie wino musujące.
Osobiście uwielbiam podawać lampkę prosecco do deserów, bo uważam, że cudownie się komponuje.
Może być też deserem sama w sobie – solo, lub z wrzuconą do środka świeżą maliną. Proste, pyszne, ładne.

Mionetto towarzyszyło mi po przeprowadzce. Nie zdecydowałam się na parapetówkę, ale przez pierwszy tydzień od przeniesienia się na Żoliborz co chwilę ktoś wpadał mnie odwiedzić. Lampka schłodzonego prosecco wydawała się idealna do celebracji takiego momentu. Tym bardziej, że w końcu mam normalną wolnostojącą lodówkę, a nie podblatowe maleństwo ❤.

Najważniejszym wydarzeniem z prosecco w tle był jednak panieński Oli. Jakim alkoholem uczcić taką okazję, jeśli cała impreza to kameralne i kulturalne spotkanie w SPA?

Konia z rzędem, kto wymyśli coś lepszego niż delikatnie musujące białe wino, które dobrze komponuje się z sushi!

 Schłodzone prosecco, świeże sushi, ładne sukienki i delikatne dekoracje. Dostałam całą paczkę zdjęć a na każdym z nich główna bohaterka ma uśmiech od ucha do ucha.

Celebracja momentów to jedna z piękniejszych rzecz, które kojarzą mi się z Italią. Dzięki Mionetto mam też trochę pysznego, pachnącego włoskim latem (a ściślej jabłkiem, lukrecją i akacją) prosecco dla Ciebie.

Zbierzmy razem więcej sposobów na celebrację życia i rozkoszowanie się momentami. Ja kupiłam ładną szklaną butelkę na domową lemoniadę a zamiast w plastiku – zwykłą wodę też trzymam w szklanej karafce. Obiecałam też sobie zawsze kupować świeżą bazylię w doniczce zamiast tej paczkowanej. To moje drobne, malutkie sposoby na czynienie zwykłych rzeczy nieco bardziej niezwykłymi.

Jestem ciekawa jakie są Twoje sposoby na dolce far niente – jak celebrujesz zwykłe życie czyniąc je mniej zwykłym?






Bądź na bieżąco! 

  INSTAGRAM ❤ FACEBOOK 
❤ FACEBOOK MONIKI 

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

Uściski, Ania

2
Dodaj komentarz

avatar
2 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
0 Comment authors
Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
My Soul Artist's
Gość

Uwielbiam włoski klimat, styl… Piękne zdjęcia

Atina
Gość

dzięki za przepis na prosecco z sokiem z pomarańczy, na pewno spróbuje 😉

Previous
Koncert Alvaro i ładne uczennice, co podniecają kolegów [TYGODNIK]
Jak przenieść włoski luz do Polski, czyli sposoby na celebrację życia z prosecco w tle